jak
powiedział naukowiec z powieści Bernharda, bo porażka, jedynie
porażka może się ziścić, powiadam ja, i staram się, skoro muszę
się starać, a muszę, bo żyję i piszę, a jedno i drugie jest
staraniem się, życie ślepym, pisanie obdarzonym wzrokiem
staraniem, oczywiście staraniem innego rodzaju niż samo życie,
staraniem, żeby dostrzec, do czego zmierza życie, i dlatego nie
mogąc uczynić nic innego, pisząc, powielam życie, powtarzam
życie, jak gdyby pisanie także było życiem, a przecież wcale nim
nie jest, nie może się z nim nawet mierzyć, nie można go nawet do
życia porównywać, i takim sposobem, w momencie kiedy zaczynamy
pisać, zaczynamy pisać o życiu i skazujemy się na porażkę. I
teraz, gdy w tę głęboką, pełną świateł, głosów i bólu noc
szukam odpowiedzi na ostateczne, wielkie pytania, mam już
świadomość, że wszystko jest ostateczne, a na wielkie pytanie
istnieje tylko jedna wielka, ostateczna odpowiedź: rozwiązująca
wszystko, nakazująca milczeć wszystkim, którzy chcą pytać, że
istnieje tylko jedno rozwiązanie, jeden cel naszych wszelkich
starań, nawet jeżeli o nim zapominamy i zazwyczaj staramy się o
coś zupełnie innego, gdyż w przeciwnym wypadku w ogóle byśmy się
nie starali, choć jeśli o mnie chodzi, nie rozumiem, po co to
owijanie w bawełnę: a kiedy powtarzam tu swoje własne życie –
mój Boże! – takie życie, sam zadaję sobie pytanie, dlaczego,
właściwie dlaczego, czyż nie wystarczy, że muszę pracować jak
maniak, wytrwale i bezustannie, gdyż pomiędzy moją pracą a moją
kondycją istnieje głęboki, zupełnie oczywisty związek: a jednak,
kiedy piszę, powtarzam własne życie: prawdopodobnie powoduje mną
skryte pragnienie, żebym kiedyś i ja się dowiedział, co to znaczy
mieć nadzieję, i dlatego będę pisał, jak maniak, wytrwale i
bezustannie, aż wreszcie się dowiem, a potem nie będę miał już
po co pisać”.
Imre
Kertész, Kadysz za
nienarodzone dziecko. Przeł.
E. Sobolewska
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.