Pokochanie innej osoby dowodzi zmęczenia samotnością: jest więc tchórzostwem i zdradą wobec samego siebie (jest rzeczą najwyższej wagi, abyśmy nikogo nie kochali). Fernando Pessoa
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chesterton. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chesterton. Pokaż wszystkie posty
piątek, 26 czerwca 2015
Chesterton o ONZ
Wielu ludzi o dobrych intencjach, których życie wypełnione jest „dobrymi uczynkami”, popiera każdą instytucję pod warunkiem, że głosi ona, iż jej cele są dobroczynne. Akceptują te instytucje za ich humanitarne oblicze, nie zwracając uwagi na rzeczywiste stosowanie szlachetnych zasad. Poparcie udzielone wielu agendom Narodów Zjednoczonych, rozpowszechnione w świecie zachodnim, potwierdza prawdziwość tego stwierdzenia. ONZ wydaje się stworzona do tego, aby być kochaną. Po pierwsze, jest organizacją międzynarodową, a propagandziści długo męczyli się, żeby słowu „międzynarodowy” nadać znaczenie bezinteresowności i poświęcenia dla interesów całej ludzkości. Panuje starannie podtrzymywane, powszechne wrażenie, że ONZ stoi na straży pokoju na ziemi. Ostatecznie jest ona postrzegana jako obrońca prześladowanych i niezastąpiony wróg wszelkiego rodzaju tyranii. Tak dobrze specjaliści od propagandy wykonali swą robotę, że wszelka sugestia, iż ONZ działa dla własnego dobra, że daleko jej do obrony uciskanych, że jest rządzonym twardą ręką instrumentem międzynarodowych koncernów, jest odrzucana jako śmieszna, a tych, którzy dostrzegają prawdziwy cel ONZ, wyśmiewa się jako dziwaków i fanatyków.
Gdyby nie ta wszechogarniająca forma liberalizmu, która emocjami i powierzchownym myśleniem zastąpiła rzeczywiste rozumowanie i dokładne postrzeganie sił ukrytych za fasadą dobrze zorganizowanego świata, Zachód nie mógłby stoczyć się w obecny stan zgnilizny, a kolonialne terytoria zamorskie, doprowadzone takim wysiłkiem do stanu cywilizacji, nie mogłyby zostać ponownie oddane w stan dzikości i na łaskę głodnych brzuchów z dżungli. Ważnym aspektem tej tragedii jest to, że mężczyźni i kobiety, którzy pozwalają okłamywać się pięknymi frazesami i wciągać się w działanie w ramach V Kolumny w prawie każdym kraju do którego dotarł rozkład, są najczęściej ludźmi o nienagannym charakterze, z gruntu przyzwoitymi i życzliwymi.
fragment całości
piątek, 4 kwietnia 2014
Elegia na wiejskim cmentarzu
Ci, co się trudzili dla Anglii
w ojczyźnie swe groby mają.
Pszczoły i ptaki Anglii
nad mogił krzyżami im grają
Lecz ci, co walczyli za Anglię
za gwiazdą mdłą niknąc wśród cieni -
niestety, Anglio, niestety -
mają grób w obcej ziemi.
A ci, co rządzą w Anglii,
w statecznych się gronach zbierają -
niestety, Anglio, niestety -
ci grobu jeszcze nie mają.
Chesterton
przeł. Agnieszka Szurek
poniedziałek, 24 lutego 2014
Chesterton o... anomaliach prawa
Wszelka niesprawiedliwość bierze początek w umyśle. Anomalie prawne oswajają umysł z ideą bezrozumności i nieprawdy. Przypuśćmy, że za sprawą jakiejś prehistorycznej ustawy mógłbym zmusić każdego mieszkańca Battersea, by trzy razy kiwał głową zanim wstanie z łóżka. Każdy praktyczny polityk powiedziałby, że moja władza to tylko nieszkodliwa prawna anomalia; że nikomu nie dzieje się nic złego. Nie dzieje się nic złego, ani mnie nie dzieje się nic dobrego. Mieszkańcy Battersea - stwierdziliby politycy - mogą spokojnie poddać się temu prawu. A mimo to mieszkańcy Battersea nie mogliby spokojnie poddać się temu prawu. Gdybym przez pięćdziesiąt lat kiwał ich głowami, po pięćdziesięciu latach mógłbym zacząć skracać ich o głowy z jeszcze większą łatwością. Przez ten czas w umysłach mieszkańców Battersea zakorzeniłoby się przekonanie, że z samej mej natury posiadam nad nimi fantastyczną i irracjonalną władzę. Przyzwyczailiby się do wariactwa.
Jeśli ludzie mają stawić opór niesprawiedliwości, potrzebne jest coś więcej, niż tylko żeby uważali niesprawiedliwość za nieprzyjemną. Muszą uważać niesprawiedliwość za absurdalną, a przede wszystkim - za zaskakującą. (...) Kiedy ludzie przyzwyczają się do bezrozumnego prawa, żadna niesprawiedliwość nie może ich już zaskoczyć. Gdy ludzie są przekonani, że anomalia to zwykła rzecz, są tym samym gotowi na krzywdę. Mogą uważać krzywdę za krzywdzącą, lecz już nie potrafią uważać jej za dziwną.
Tłumaczenie:
Jaga Rydzewska
Coraz więcej ludzi żyje mechanicznie, bezrefleksyjnie, jak w transie
„Ludzie nauczyli się dziś wątpić jednakowo w pseudo-naukę i w metody, które ją demaskują. Wszystko stało się kwestią prywatnej opinii, czyli po prostu kwestią gustu - a wciąż rosną tłumy, gustujące właśnie w pseudo-nauce. Coraz więcej ludzi żyje mechanicznie, bezrefleksyjnie, jak w transie. To, co mówią i myślą, zależy od autorytetów, które sobie wybrali, i które przeważnie nie są żadnymi autorytetami. Krótko mówiąc, żyją na pograniczu snu i jawy. Najwyraźniej jest to nie tyle stan, w jakim człowiek mówi prawdę, ile stan, w którym wszystko chętnie uzna za prawdziwe”.
Chesterton
środa, 19 lutego 2014
Etyka a postęp naukowy
Postęp naukowy nie ma wpływu na etykę. Etyka z dawien dawna trwa na swoim miejscu. Każde odkrycie może przynieść ludziom dobrodziejstwo albo klęskę, co zależy wyłącznie od zagadkowej ludzkiej duszy. I to jest być może najlepszy argument na poparcie tezy, że etyka stoi ponad materializmem, a religia nie powinna ani o włos ustępować pod naporem nauki i techniki.
Postęp, jeśli ma być etyczny, musi się dokonywać etycznymi środkami. Nowoczesny naukowiec, który wynalazł nowy mechanizm lub odkrył gaz o nowych, interesujących właściwościach, stoi dokładnie przed tym samym duchowym dylematem, co niegdyś Kain, który musiał podjąć decyzję, ściskając w ręku zwykły kamień polny.
Chesterton
Tłumaczenie:
Jaga Rydzewska
Chesterton o korzyściach edukacji klasycznej
Wychować obywatela to wychować krytyka. Najważniejszy cel edukacji to dostarczyć człowiekowi abstrakcyjne, ponadczasowe wzorce, za pomocą których może on osądzać przejściowe i przemijające warunki, w jakich przyszło mu żyć. Jeśli obywatel ma być reformatorem, musi zacząć od ideałów - a nie pozna ich, patrząc na obecne instytucje życia publicznego. A jeśli ktoś zapyta, jak to się często zdarza: "Po co mój syn ma się uczyć o starożytnych Atenach i Chinach, o średniowiecznych cechach i klasztorach, o wszystkich tych martwych i pokrytych kurzem zdarzeniach z przeszłości, skoro ma zostać nowoczesnym hydraulikiem w Londynie?" - odpowiedź jest oczywista. Ma się uczyć po to, by zdobyć możność porównania. Dzięki temu nie będzie żył w przekonaniu, że Londyn pokrywa całą planetę, a oddając należny hołd pięknu i cnotom Londynu, będzie też w stanie zobaczyć, że tu i ówdzie nawet Londyn posiada swoje drobne wady, które można by naprawić sposobami, używanymi już kiedyś w innych alternatywnych społecznościach.
Tłumaczenie:
Jaga Rydzewska
wtorek, 18 lutego 2014
Chesterton o błędnych tezach multikulti
Nowoczesne frazesy o Jedności, Postępie i Ewolucyjnej Drodze w Górę mają bardzo niszczący wpływ na poczucie wspólnoty wszystkich ludzkich ras. Stanowią tylko pianę na powierzchni, podczas gdy poczucie wspólnoty opiera się na fundamentach naszego śmiertelnego życia, dzięki którym biali, czarni i żółci mogą szanować się nawzajem.
Ludzkie braterstwo tkwi w tym właśnie, co postępowcy uznają za barbarzyństwo: w sakramencie małżeństwa, w irracjonalnych obrzędach przy chowaniu zmarłych. Korzenie, z których wszyscy wyrastamy, tkwią głęboko w ziemi. Są bardzo sękate, bardzo stare oraz (jak uważają ludzie postępowi) bardzo brudne i niehigieniczne. Postępowa metoda szerzenia braterstwa polega po prostu na pokazywaniu zeuropeizowanego Hindusa cywilizowanym Papuasom. To całkiem jakby wiązać ze sobą czubki drzew.
Ta filantropijna działalność opiera się na paru błędnych tezach. Pierwsza to mgliste założenie, że zawsze jest dobrze, gdy ludzie z różnych ras i narodów "zbliżają się do siebie" - bez wzmianki o tym, czy zbliżają się jak kochankowie, czy może jak pędzące z przeciwka samochody. Zakładamy, że ludzie powinni "żyć przemieszani" i "częściej się spotykać", bo przynosi to zawsze wielką korzyść dla kultury i humanitaryzmu.
Tak jednak wcale nie jest. Równie dobrze można by twierdzić, że każda rasa i każdy naród byłyby dużo szczęśliwsze, gdyby nigdy na oczy nie widziały innych narodów i ras. Nie jestem zwolennikiem takiego poglądu, lecz na jego poparcie można by znaleźć tyle samo argumentów, co na poparcie przeciwnej doktryny, traktującej kontakt z innym ludem jak spotkanie z ukochanymi krewniakami. (...)
Im bliżej człowiek się przygląda różnym filantropijnym przedsięwzięciom, mającym jakoby chronić różne rasy i narody na całym świecie, tym lepiej widać, że (pomimo wszystkich pięknych słów) skutkiem częściej jest konflikt niż zgoda. Mam już za sobą długi i bolesny proces tracenia złudzeń, toteż ilekroć słyszę - dajmy na to - że Nikaragua prześladuje Indian i należy koniecznie położyć temu kres, zawsze odnoszę nieprzyjemne wrażenie, że ktoś próbuje prześladować Nikaraguę.
Tłumaczenie:
Jaga Rydzewska
niedziela, 16 lutego 2014
Chesterton o religioznawstwie
Jakiś czas temu przyszła ludziom do głowy przedziwna koncepcja, że najlepszym znawcą idei religijnych musi być ktoś, kto traktuje religię chłodno i na dystans. A przecież nikt nie sądzi, że najlepszym znawcą muzyki będzie ktoś, komu muzyka jest kompletnie obojętna.
W granicach rozsądku, im więcej emocji budzi w człowieku muzyka, tym większe prawdopodobieństwo, że zdoła ją trafnie ocenić. Nikt też nie uważa, że specjalistą od poezji powinien zostać uczony, który spogląda na poezję z politowaniem. Tymczasem zakładamy, że najrozsądniejsze wypowiedzi na tematy religijne usłyszymy od ludzi, którzy z politowaniem patrzą na wszelką wiarę. Lecz każda wiara, wliczając w to folklor i prymitywne mitologie, ma pod pewnym względem tę samą naturę, co muzyka i poezja - jej język i symbole wymagają od odbiorcy nie tylko intelektualnego zrozumienia, ale również czegoś, co Biblia z wielką subtelnością nazywa rozumiejącym sercem. Żeby człowiek mógł ją w ogóle pojąć, musi coś drgnąć w jego emocjach. Żeby rozum został wprawiony w ruch, najpierw musi poruszyć się serce.
Tak więc ilekroć słyszę uczone, zdystansowane opinie o rozmaitych wierzeniach, wiem, że są to opinie już od podstaw błędne. Nawet fałszywa religia jest czymś na tyle prawdziwym, że nie da się jej rozebrać na części za pomocą analizy naukowej. (...) Bardziej by mi odpowiadało, gdyby uczony badacz, omawiając plemienne tabu i skutki jego naruszenia, sam również trząsł się ze strachu jak osika (...), i gdyby antropolog podczas wykładu o starych walijskich tradycjach sam również próbował podtrzymać którąś z nich, wyciągając znienacka harfę i melancholijnie trącając jej struny albo wyginając się w odwiecznym górskim tańcu. Byłoby to nie tylko zabawniejsze, ale w dodatku dużo bardziej przekonujące. Wiedzielibyśmy chociaż, że owi znawcy mitów mają pewne pojęcie, ile człowiek musi z siebie dać, aby stworzyć wiarygodny mit czy bodaj wiarygodną baśń. Nareszcie moglibyśmy uznać, że ci profesorowie rozumieją, o czym tak naprawdę mówią.
Tłumaczenie:
Jaga Rydzewska
Nanavira Thera:
Rzeczywisty
problem to nie zaledwie różnica opinii, jak pomiędzy jednym
scholastykiem a drugim, ale fakt, że Graves (jak i ja) odmawia
traktowania swojego przedmiotu jako martwy. Scholastyk czuje się
bezpieczny tylko wtedy, jeżeli jest pewny tego, że przedmiot jego
studiów nie wstanie pewnego dnia i nie spojrzy mu między oczy; nic
nie może być bardziej niesmaczne, niż sugestia, że wymagane jest
od niego coś więcej niż czysty, racjonalny brak emocjonalnego
zaangażowania. Zarówno Budda jak i Biała Bogini, jak się odczuwa,
są już bezpiecznie martwi przez te ostanie dwa tysiące lat, czy
więcej, i profesorowie tych przedmiotów mogą sobie pogratulować
wybrania tak przyjemnie wygasłego pola studiów. (Zupełnie ostatnią
rzeczą, o której profesor buddyzmu marzy by ją robić, jest
wyznawanie buddyzmu – to pozostawia się zwykłym amatorom jak ja).
Ale co się dzieje? Przychodzi Graves i ja krzycząc, jeden, że nie
możesz poznać Bogini jeżeli jej nie czcisz – i to całym sobą,
a drugi, że nie możesz zrozumieć Nauki Buddy jeżeli nie
praktykujesz jego nauczania – najlepiej w dżungli i boso.
sobota, 15 lutego 2014
Chesterton o socjalistach
Socjaliści tak
naprawdę nie znają "solidarności klasy robotniczej"; i
nic dziwnego, skoro większość z nich to profesorowie uniwersytetów
i inteligenci z klasy średniej. Nie wiąże ich wspólnota
doktrynalna, jedyne, o czym dzisiejsi socjaliści w ogóle nie mówią,
to doktryna socjalizmu. Nie jednoczą się w obronie pokoju; gdyby
wybuchła wojna, myślę, że poszliby na front potulnie jak
owieczki. Jedyne, co rzeczywiście ich łączy, to wielka niechęć
do religijnych i mistycznych zasad moralności czy metafizyki, które
od stuleci stanowiły fundament Europy i które wszyscy nazywamy
chrześcijaństwem. Współczesny socjalizm z całą pewnością nie
jest zlaicyzowany. Jego jedyna autentyczna pasja to pasja religijna -
czy też, jeśli wolicie, antyreligijna.
piątek, 14 lutego 2014
Chesterton o nowoczesnych duchownych
Wszyscy ci nowocześni duchowni - ludzie zamożni, dobrze
wykształceni, w rozmaitym stopniu wpływowi - mają taką moc
destrukcji, jakiej tylko sobie zażyczą. Tolerancja wobec nich nie
wystarcza. Trzeba im się aktywnie przeciwstawić. Jeden za drugim
padają dziś mury obronne chrześcijańskiej cywilizacji, rozbijane
wskutek silnego bombardowania naszych umysłów. Barbarzyńcy, którzy
grozili Rzymowi, stali u rzymskich granic. Barbarzyńcy, którzy nam
grożą, znajdują się również wewnątrz naszych państw.
czwartek, 13 lutego 2014
Chesterton o rodzinie
Kiedy bronię rodziny, nie twierdzę, że można w niej zawsze znaleźć spokój i ukojenie. A kiedy popieram ideę małżeństwa, nie chcę przez to powiedzieć, że małżeństwo jest zawsze szczęśliwe. Rodzina i małżeństwo są teatrem, gdzie rozgrywają się duchowe dramaty, są miejscem, gdzie dzieje się wiele rozmaitych rzeczy, zwłaszcza tych ważnych. Tak jak w teatrze, czasami mąż zabije żonę - ale może też podjąć równie sensacyjną decyzję, by jednak jej nie zabijać. (...)
Rodzina ma dla nas kluczowe i najważniejsze znaczenie w życiu osobistym z tego samego powodu, dla którego stanowi również jedyną podporę wolności w życiu politycznym. Silna rodzina wspiera wolność, bo rodzina to jedyna instytucja, którą wolny człowiek zakłada sam i dla siebie samego. Inne instytucje, czy to despotyczne, czy demokratyczne, są na ogół zakładane dla niego przez całkowicie obcych ludzi. Poza rodziną ludzkość nie zna żadnego sposobu organizacji społeczeństwa, który dawałby tę moc i godność nie tylko ludzkości jako takiej, lecz również pojedynczemu człowiekowi. Można by to ująć słowami, że nie da się zrobić z ludzi demokratów, dopóki każdy z nich nie będzie jedynowładcą. Współpraca w ramach społeczeństwa zamieni się w automatyczną, owadzią jedność, jak w ulu czy mrowisku, jeśli obywatel nie zostanie wyposażony w jakąś sferę czysto uznaniowych działań - jeśli nie będzie, w jakimś zakresie, nie tylko obywatelem, lecz królem.
Chesterton
Tłumaczenie: Jaga Rydzewska
wtorek, 11 lutego 2014
Nie ma żadnej nadziei dla pana, który nie potrafi uczyć się od niewolnika
Muzułmanie nie czują fascynacji wobec innych kultur, wobec odmiennych ludzkich krajobrazów; nie zakochują się w krajach, które podbili. (...) Pod ich władzą podbita Grecja nigdy nie zatryumfowała nad najeźdźcą. Pod względem odwagi, siły moralnej i stoicyzmu Turcy stali na równi z Rzymianami. Lecz Rzym położył rękę na Grecji tak, jakby kładł chłonną gąbkę, Turcja zaś - jakby kładła kamień. Turkom nawet do głowy nie przyszło, żeby przekonywać Greków czy dbać o pomniki greckich dziejów. No cóż - nie ma żadnej nadziei dla pana, który nie potrafi uczyć się od niewolnika.
Chesterton
poniedziałek, 10 lutego 2014
Wolna miłość niewolników
Państwo niewolnicze (...) zawsze uważało instytucję małżeństwa za zbędny kłopot. Jak wiadomo, najgorszą stroną niewoli Murzynów było rozbijanie murzyńskich rodzin. Ciekawe, że mówili o tym zarówno zwolennicy, jak przeciwnicy niewolnictwa.
Zwolennicy niewolnictwa (...) przyznawali, nawet we własnej obronie, że takie praktyki mają miejsce. Zaprzeczali jednak, że rozbijają murzyńskie rodziny - bo uważali, iż niewolnicy nie mają rodzin. Wolna miłość to bezpośredni wróg wolności. To najbardziej jaskrawa ze wszystkich zachęt, jakimi kusi system niewolniczy. Tylko w społeczeństwach niewolniczych można w praktyce, a choćby i w teorii, uprawiać seksualną rozwiązłość na dużą skalę. (...) Całkiem możliwe, że po paru obłąkanych eksperymentach współczesny system również zapadnie w gnuśną rezygnację, w jakiej pogrążały się dawne niewolnicze państwa - w starą, pogańską drzemkę, jak wówczas, zanim nadeszło chrześcijaństwo, by niepokoić i drażnić świat swymi ideami wolności i rycerskości. Jedna z wygód niewolnictwa polega na tym, że poniżej pewnego poziomu społecznego człowiek nie musi zawracać sobie głowy pytaniami o własny ród czy pochodzenie od takiego lub innego ojca. Nowy świat nastał wtedy, gdy niewolnice poczuły, że mają godność i podniosły głowę, stając się dziewicami i męczennicami. Chrześcijaństwo jest cywilizacją, która stworzyła takich męczenników, a niewolnictwo to stale powracający wróg. Ale ze wszystkich przekupstw, jakie ofiarowuje pogański system niewolniczy, rozwiązłość i zmysłowość działają najsilniej; i wcale nie przeczę, że moce, które pragną umniejszenia ludzkiej godności, dobrze wybrały swe narzędzie.
Tłumaczenie: Jaga Rydzewska
niedziela, 9 lutego 2014
Chesterton o etyce pozytywnej
Jeśli wasz kodeks moralny mówi zwięźle: "Nie pijcie zielonego chartreuse", rozumie się samo przez się, że możecie pić maderę albo alkohol metylowy, kiedy tylko macie ochotę. Jeśli wasze plemienne święte księgi mówią, że nie wolno grać na wyścigach osłów, mówią tym samym, że wolno grać na wyścigach koni, jachtów, hipopotamów i pcheł. Każdy zakaz, każde przykazanie, które czegoś zabrania, oznacza, że poza jego enklawą rozciąga się obszar wolności. Im bardziej system moralny przypomina szereg kategorycznych stwierdzeń zaczynających się od "Nie", tym większa szansa, że ludzie w takim systemie cieszą się szerokim zakresem swobód i na różne sposoby radują się życiem.
Problem niestety w tym, że wyznawcy postępu próbują nam narzucić coś, co nazywają "etyką pozytywną", opartą nie na zakazach, lecz na nakazach. Zaś taka etyka w gruncie rzeczy oznacza niewolę. Zamiast oznajmić, że nie wolno mi myśleć o grzesznym Tym i Owym - co implikuje, że mogę myśleć o czymkolwiek innym - postępowcy oznajmiają, że wolno mi myśleć o śmiałym, wspaniałym Tym i Owym, ale nie wolno myśleć o niczym więcej. Niszczą daleko posunięty liberalizm dawnego kodeksu etycznego, stwarzając nową, koszmarną ciasnotę umysłową - ciasnotę opartą na upodobaniach. Dawniej wymagano, żebym nie robił czegoś, co nie podoba się mojemu bliźniemu. Teraz to już za mało. Teraz wymaga się, żebym robił coś, co będzie się mojemu bliźniemu podobać.
Tłumaczenie:
Jaga Rydzewska
piątek, 7 lutego 2014
Postępowcy za czasów Chestertona
Ze wszystkich mętnych frazesów dzisiejszego świata ten jest chyba najbardziej bezsensowny. W jaki sposób siedmiolatek ma zdecydować, czy odnalazł swą prawdziwą osobowość?
Chesterton
czwartek, 6 lutego 2014
Cierpienie pochodzi z umysłu
Prawdziwy ból, jakim jest ból zęba albo ból ludzi palonych na stosie, istnieje realnie. Można go znosić, lecz trudno się nim radować. Jednakże, bądź co bądź, ból zęba to wyjątek, nie reguła, zaś palenie na stosie zdarza się tylko raz na bardzo długi czas.
Większość uciążliwości, przez które mężczyźni klną, a kobiety płaczą, płynie w gruncie rzeczy z uczuć lub wyobraźni, czyli wyłącznie z naszego umysłu. Na przykład, słyszymy nieraz, jak dorośli ludzie narzekają, że pociąg się spóźnia, oni zaś muszą bez celu wałęsać się po stacji. Ale czy kiedykolwiek słyszeliśmy, by mały chłopiec narzekał, że musi krążyć po stacji kolejowej i czekać na pociąg? Nie, gdyż dla niego pobyt na stacji jest jak pobyt w pałacu dziwów, pełnym poetycznej radości.
Chesterton
Tłumaczenie: Jaga Rydzewska
środa, 5 lutego 2014
O nauce religii
Bardzo wielu ludzi nauczyło się, że
mówiąc na określony temat należy używać określonych frazesów.
Nigdy jednak nie zastanawiają się, w jaki sposób ten sam frazes
pasowałby do innego tematu. (...) Oto na przykład frazes, który
usłyszałem kiedyś od bardzo sympatycznej i inteligentnej osoby, i
który wszyscy słyszeliśmy setki razy od setek takich osób. Młoda
matka powiedziała mi: "Nie chcę uczyć mojego dziecka żadnej
religii. Nie chcę mu niczego narzucać, chcę, żeby samo bez mojego
wpływu dokonało wyboru, kiedy dorośnie". Jest to zwykły
przykład potocznego twierdzenia, często powtarzanego, lecz nigdy w
rzeczywistości nie wprowadzanego w życie. To oczywiste, że matka
zawsze wywiera wpływ na dziecko. To oczywiste, że równie dobrze
mogłaby powiedzieć: "Mam nadzieję, że samo znajdzie sobie
przyjaciół, kiedy dorośnie, tak więc nie będę go przedstawiać
żadnym ciotkom czy wujkom". Dorosły człowiek w żaden sposób
nie ucieknie od odpowiedzialności wywarcia wpływu na swoje dziecko,
nawet wówczas, gdy godzi się na olbrzymią odpowiedzialność
zostawienia dziecka samemu sobie. Matka może dziecko wychować nie
narzucając mu religii, lecz nie uniknie narzucenia mu środowiska.
(...) Dla każdego, kto pomyśli bodaj przez dwie minuty jest jasne,
że odpowiedzialność za ukształtowanie dzieciństwa stanowi
nieunikniony element stosunków między rodzicem a dzieckiem, i nie
ma to nic wspólnego z wychowaniem religijnym czy ateistycznym. Ale
ci, który powtarzają te oderwane frazesy nie myślą nad nimi nawet
przez dwie minuty. Nie próbują łączyć ich z żadną filozofią.
Słyszeli ten frazes używany wobec religii, a nigdy nie przychodzi
im na myśl, by zastosować go do czegokolwiek poza religią, by
wyjąć te dziesięć czy dwanaście słów z ich konwencjonalnego
kontekstu i zobaczyć, czy mają sens w innym kontekście. Słyszeli,
że są ludzie, którzy nie chcą uczyć dzieci nawet zasad swojej
własnej religii. Równie dobrze mogliby istnieć ludzie, którzy nie
chcą uczyć dzieci nawet zasad swojej własnej cywilizacji. Jeśli
dziecko, gdy dorośnie, może woleć inną wiarę, może również
woleć inną kulturę. Może z irytacją myśleć o tym, że zostało
wychowane jako wyznawca Swedenborga; może z całego serca żałować,
że nie wyrosło w kulcie Światowida. Jednak równie dobrze może
żałować, że zostało wychowane jako angielski dżentelmen, a nie
jako dziki Arab z pustyni. Gdy zaś będzie podróżować po świecie,
od Chin po Peru (odebrawszy uprzednio zdrową geograficzną
edukację), może pozazdrościć Chińczykom godności kodeksu
Konfucjusza albo szlochać nad ruinami wielkiej cywilizacji Azteków.
Ktoś jednak przedtem musi je ewidentnie wychować na kogoś; a
przypuszczalnie najcięższa odpowiedzialność to wychować je na
kompletne zero.
Tłumaczenie: Jaga Rydzewska
wtorek, 4 lutego 2014
Obecna stępiona i zobojętniała anarchia w dziedzinie moralności i manier
Kiedy zanika jakiś kolejny element dawnego poczucia przyzwoitości, uznaje się za normalne, że ludzie są odtąd nieprzyzwoici w tak samo nudny sposób, jak kiedyś byli przyzwoici. Twierdzenie, że wnuki "szybko przyzwyczajają się" do czegoś, o co ich dziadowie toczyli śmiertelne pojedynki, sugeruje, że wnuki znalazły nowy, lepszy sposób na życie, zamiast ginąć na wzór swoich dziadów. Od strony psychologicznej fakty są jednak zupełnie inne. Ludzie, którzy toczyli pojedynki, mogli być przewrażliwieni czy wręcz ekscentryczni, ale byli żywi, naprawdę żywi. Dlatego właśnie ginęli. Ich wrażliwość była autentyczna i intensywna, gdyż umieli czuć coś, czego ich wnuki już nie odczuwają - różnicę między jedną rzeczą a drugą. To bystrzejsze, nie zaś zmęczone oczy dostrzegą, że kolor niebieski nie jest bynajmniej taki sam, jak zielony. Daltonista zobaczy te kolory jako jedną i tę samą szarość. To ostrzejszy, nie zaś przytępiony słuch, odbierze w mowie subtelną różnicę między niewinnością a ironią lub między ironią a zniewagą. (...) Mało kto pojmuje, że taki zanik różnicowania dokładnie odpowiada obecnej stępionej i zobojętniałej anarchii w dziedzinie moralności i manier. A zatem niech nowoczesna dziewczyna nie szczyci się, że jej prababka byłaby zaszokowana tym, co ona uważa za normalne. Może to oznaczać, że jej prababka była istotą pełną życia i wrażliwości, podczas gdy ona jest moralną paralityczką.
Kwestia leży w tym, czy stępienie wrażliwości naprawdę stanowi zwycięstwo ludzkiej kultury, czy też raczej klęskę. (...) Ostatecznie bowiem wiemy, że człowiek jest człowiekiem właśnie dlatego, że posiada ten dziwaczny wymysł - moralność i maniery, od których wolnomyślicielski śledź jest całkowicie wyzwolony i które nigdy nie trapią tolerancyjnego buraka. Zatrata uczucia odrazy do jednej rzeczy, a szacunku dla innej, oznacza upadek do stanu wegetacji lub obrócenie się w proch. A jednak już od kilkudziesięciu lat kierunek ten jest propagowany, przy założeniu, że kiedy już przyzwyczaimy się do chamstwa będziemy zupełnie zadowoleni stając się chamami. Nie twierdzę, że wszystkie rezultaty tego trendu były złe, twierdzę jednak, że założenie jest złe od początku do końca. Człowiek może się bowiem przyzwyczaić być dzikusem lub niewolnikiem, ale nie oznacza to jeszcze, że nie lepiej jest być obywatelem.
Tłumaczenie: Jaga Rydzewska
poniedziałek, 3 lutego 2014
O reformatorach
Nowoczesny typ reformatora podbiega do niego w podskokach i oznajmia: "Nie widzę żadnego pożytku z tego płotu. Usuńmy go!". Bardziej inteligentny reformator powinien na to odpowiedzieć: "Jeśli nie widzisz pożytku z tego płotu, na pewno nie pozwolę ci go usunąć. Odejdź i pomyśl. Kiedy wrócisz do mnie i powiesz, że widzisz sens jego istnienia, wówczas będzie wolno ci go zniszczyć".
Ten paradoks opiera się na elementarnym zdrowym rozsądku. Płot nie wyrósł sam. Nie został ustawiony przez lunatyków w somnambulicznym śnie. Jest wysoce nieprawdopodobne, by wznieśli go zbiegli ze szpitala wariaci. Ktoś z jakiejś racji myślał, że będzie to dla kogoś dobre. Dopóki tej racji nie poznamy, nie możemy osądzić, na ile była racjonalna. Jeżeli dzieło istot ludzkich, takich jak my, wydaje się nam kompletnie bezsensowne i zagadkowe, zachodzi graniczące z pewnością prawdopodobieństwo, że przeoczyliśmy jakiś cały aspekt sprawy.
Niektórzy reformatorzy pokonują tę trudność, zakładając z góry, że ich ojcowie byli głupcami. Cóż, można tylko powiedzieć, że głupota jest widać dziedziczna. Prawda przedstawia się bowiem tak, że nikt nie powinien niszczyć żadnej instytucje życia publicznego, dopóki nie ujrzy jej w wymiarze historycznym. Jeśli wie, jak powstała i jakim zadaniom miała służyć, może uznać, że były to złe zadania, albo że stały się złe od tamtej pory, albo że instytucja już ich nie spełnia. Ale jeśli po prostu gapi się na nią jak na jakieś monstrualne malowane wrota, które ni stąd ni z owąd wyrosły mu na drodze, wówczas to on sam, nie zaś zwolennik tradycji, postrzega świat przez pryzmat złudzeń. Można by nawet powiedzieć, że postrzega świat jako koszmar senny.
Tłumaczenie:
Jaga Rydzewska
Taka rozkosz naprawdę istnieje
Ateista twierdzi, że chrześcijaństwo
było i jest wiarą posępną i ascetyczną. W charakterze przykładu
wskazuje długi szereg surowych lub zawziętych świętych, którzy
porzucili domy i szczęście, zrujnowali sobie zdrowie i kaleczyli
płeć. Nie przychodzi mu jednak do głowy, że sama skrajność i
dziwaczność takiego oddania sugeruje, że istotnie musiało być
coś ważnego i trwałego w sprawie, której ci ludzie się oddali.
Zamienili wszystkie inne przyjemności na jedną rozkosz ekstazy
duchowej. Może i byli szaleni; ale wygląda na to, że taka rozkosz
naprawdę istnieje. Zrezygnowali ze wszystkich ludzkich doświadczeń
dla jednego nadludzkiego doświadczenia. Może i byli dziwaczni; ale
wynika z tego, że istnieje takie doświadczenie.
Chesterton
Subskrybuj:
Posty (Atom)