Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Flaubert. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Flaubert. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 czerwca 2014

Co mnie to wszystko, obchodzi?


Czego się dowiem z tych sławetnych gazet, które tak pragniesz, żebym brał rano do ręki razem z kromką chleba z masłem i filiżanką mlecznej kawy? Co mnie to wszystko, co one mówią, obchodzi? Mało jestem ciekaw nowin; polityka nudzi mnie śmiertelnie; felieton mierzi: to wszystko mnie ogłupia lub irytuje. Mówisz mi o trzęsieniu ziemi w Livorno. Nawet gdybym otworzył z tej racji usta, by wypowiedzieć uświęcone w podobnych wypadkach frazesy: „To bardzo przykre! Co za okropna klęska! Czy to możliwe! O mój Boże!" — czy to przywróci życie zmarłym, dobytek biedakom? Jest w tym wszystkim pewien ukryty sens, którego nie rozumiemy, i zapewne związany z jakimś pożytkiem wyższego rzędu, jak deszcz i wiatr; dlatego że nasze szklane klosze na melonach porozbijał wiatr, nie należy chcieć skasować huragany. Kto wie, czy wichura, która zrywa dach, nie daje możliwości rozrostu dla całego lasu? Czemu wulkan obracający w perzynę miasto nie mógłby użyźnić całej prowincji? Oto znowu nasza pycha: robimy z siebie centrum natury, cel stworzenia i jego najwyższą rację bytu. Wszystko, co się w naszych oczach do tego nie przystosowuje, dziwi nas, wszystko, co nam się przeciwstawia, rozdrażnia nas. Czegom się nie nasłuchał, Boże drogi! Jakimi wspaniałymi rozważaniami uraczono mnie w zeszłym, roku na temat trąby powietrznej w Monville! — „Dlaczego to się stało? Czemu tak się dzieje? Czy to można pojąć? Czy to jest elektryczność z góry, czy elektryczność z dołu? W jednej chwili trzy fabryki rozwalone i dwustu ludzi zabitych. Co za okropności!" I ci sami ludzie, którzy to mówili, rozmawiali zabijając podczas tego pająki, miażdżąc ślimaki lub, tylko dla oddychania, być może, wchłaniali wdychając nozdrzami miliardy ożywionych atomów.

Gustaw Flaubert, Listy, tłum. Wacław Rogowicz, Państwowy Instytut Wydawniczy 1957

środa, 5 lutego 2014

Życie w cieniu śmierci


Gustave Flaubert urodził się 12 grudnia 1821 roku w Rouen, w Normandii, w domu przy szpitalu Hôtel-Dieu, w którym jego ojciec – Achille Cléophas Flaubert – był naczelnym chirurgiem. Dziś w Hôtel-Dieu mieści się Prefektura Górnej Normandii i Seine-Maritime, natomiast w pawilonie, w którym Flaubertowie mieszkali, znajduje się Muzeum Flauberta i Historii Medycyny. Obok łóżeczka małego Gustave’a, pojemnika na tytoń, wypchanej papugi, która służyła za pierwowzór opisanej w Prostocie serca Loulou, oraz kilkudziesięciu innych flaubertianów można w nim zobaczyć „makabryczne atrybuty XVIII i XIX-wiecznej medycyny” (jak rzecz ujmuje Renata Lis). Są wśród nich między innymi zasuszone płody, dawne fotele dentystyczne z oprzyrządowaniem, a także manekin wymyślony przez nadworną akuszerkę Ludwika XV, który Renata Lis opisuje tak: „jest to naturalnej wielkości tors kobiety wykonany z wypchanej papierem burej tkaniny, z kikutami nóg obciętych powyżej połowy uda i powiększonym kroczem, z którego zwisa ususzony ludzki płód na również ususzonej pępowinie (autentyczny)”. Warto sobie uświadomić, że to właśnie wśród takich przedmiotów młody Flaubert dorastał; że to w tworzonej przez nie atmosferze „kształtowały się jego światopogląd, wyobraźnia i styl”.

Na dodatek, jak Flaubert pisze w liście do jednej ze swoich wielbicielek: „Tylko przepierzenie oddzielało naszą jadalnię od sali chorych, gdzie ludzie marli jak muchy”, natomiast kuchnia Flaubertów sąsiadowała z salą, gdzie Achille Cléophas wraz ze swoimi studentami dokonywał sekcji zwłok. Flaubert musiał widzieć te przedstawienia, ponieważ okna prosektorium wychodziły na dziedziniec, do którego miał dostęp.

Gustave wychowywał się z dwojgiem rodzeństwa: starszym o osiem lat bratem Achille’em i młodszą o trzy lata siostrą Caroline. W ciągu ośmiu lat, między narodzinami Achille’a a Gustave’a, na świat przyszło jeszcze troje dzieci, jednak wszystkie szybko umierały. I chociaż wysoka śmiertelność noworodków była w tamtych czasach normą, Anne-Caroline, matka Gustave’a, popadła – zdaniem Renaty Lis – w trwającą całe życie żałobę (Gustave mówił podobno o „żałobnych halucynacjach” swojej matki). Co więcej, dom Flaubertów przemienił się w „dom żałoby o nieokreślonej liczbie mieszkańców, których status istnieniowy (…) był płynny”, pisze autorka Ręki Flauberta, a po chwili dopowiada, że „w służbowym mieszkaniu Flaubertów w szpitalu Hôtel-Dieu, w mieście Rouen nad Sekwaną, otworzyły się wtedy drzwi dzielące świat od zaświatów i szedł od tych drzwi straszliwy przeciąg, który miotał nieszczęsnych lokatorów w obie strony”.

Fregment eseju Pawła Kulpińskiego