Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Plotyn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Plotyn. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 czerwca 2014

Dar czytania w duszach


Plotyn, opowiada Porfiriusz, miał dar czytania w duszach. Pewnego dnia, bez żadnych wstępów, powiedział swemu wielce zdziwionemu uczniowi, by nie próbował się zabić i by raczej wyruszył w podróż. Porfiriusz wybrał się na Sycylię: wyleczył się tam ze swej melancholii, lecz, dodaje z żalem, nie mógł być przy śmierci swego nauczyciela, który zmarł w czasie jego nieobecności. Już od dawna filozofowie nie czytają w duszach. To nie ich zawód, powiada się. Możliwe. Ale nie należy się dziwić, że niewiele też nas obchodzą.

Cioran

czwartek, 23 stycznia 2014

Cel doskonały dla duszy


I wtedy trzeba wierzyć, że się widziało, kiedy duszy nagle światło rozbłyśnie, albowiem ono jest, to światło, od Niego i jest to On Sam!. I wtedy trzeba sądzić, że jest obecny, kiedy niby Bóg „inny” przyjdzie w dom kogoś wyznającego i zaświeci – albo też nie przyszedł i nie zaświecił! Tak też i dusza pozostaje bez światła, bez Jego widoku, a kiedy otrzyma światło, ma to, czego szukała, i oto jest ów naprawdę cel doskonały dla duszy, ażeby dotknąć Tamtego Światła i ujrzeć Je Nim Samym, nie światłem czegoś innego, lecz Tym, które właśnie je widzi, albowiem To, od czego otrzymała światło, jest Tym, co trzeba ujrzeć: Przecież i słońca nie widzisz światłem innym!

Jakże więc to się stanie?

Odrzuć wszystko!

Plotyn, Enneady, t. II, s 262
tłum. A. Krokiewicz
(V 3, 17, 28)

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Jest obecny, chociaż nie przyszedł i w sposób, choć nie jest nigdzie, nie ma niczego, gdzie by nie był!


Tak tedy umysł, skoro się zakryje przed „innymi” przedmiotami, i skupi downętrznie, zobaczy „nie widząc niczego” nie światło w innym inne, lecz samo sobie jedyne i czyste, które z siebie mu nagle rozbłysło!

Więc nie wie, skąd rozbłysło, czy z zewnątrz, czy z wewnątrz, i po jego odejściu rzeknie tylko: skąd? - bo nie ma owego skąd! Przecież nie przychodzi i nie odchodzi nigdzie, lecz tylko jawi się i nie jawi. Toteż nie trzeba go ścigać, lecz czekać spokojnie, aż się zjawi, i przygotować się jeno na widza, tak jak oko czeka na wschód słońca, a ono, wynurzywszy się nad widnokręgiem – z Okeanosa, mówią poeci – obdarzy oczy swoim widokiem. (…)

On zaś nie „szedł”, jak ktoś mógłby oczekiwać, lecz „przyszedł” jakby nie przyszedłszy, albowiem dał się ujrzeć nie, jako że przyszedł, lecz, że jako jest obecny przed wszechwszystkim, nawet przed przyjściem umysłu. Tym, który przyszedł, jest dalej umysł i on jest tym, który odszedł, gdyż nie wie gdzie on ma pozostawać i gdzie On pozostaje, bo – nigdzie! I gdyby sam także umysł mógł pozostawać „nigdzie” - nie w miejscu żadnym, bo zresztą i on nie jest w miejscu, lecz w ogóle nigdzie – to by oglądał Go zawsze, właściwie zaś nie oglądał, lecz byłby z Nim Jeden, a nie dwóch. Teraz jednak, ponieważ jest umysłem, więc „ogląda”, kiedy „ogląda” - tym „nie-umysłem samego siebie”!

Cud to z pewnością, w jaki sposób jest obecny, chociaż nie przyszedł i w sposób, choć nie jest nigdzie, nie ma niczego, gdzie by nie był! Więc można się tak zdumieć z początku, a po poznaniu zdumieć znowu, gdyby zachodziło przeciwieństwo, a raczej to niemożliwe, żeby się wtedy ktoś jeszcze zdumiewał. (V 5, 7, 33 i V 5, 8, 1).

Plotyn, Enneady, t. II, s 279
tłum. A. Krokiewicz

niedziela, 19 stycznia 2014

Tym wszystkim wzgardziła ...


Wtedy zaiste nie odda Go za nic w świecie, nawet gdyby jej ktoś dawał królestwo nad niebem całym, bo nie ma już niczego innego, co by było jeszcze lepsze lub w wyższym stopniu dobre. Wyżej już nie bieży i oto wszystkie inne rzeczy leżą na szlaku jej zestępowania, choćby się znajdowały na wysokościach.

Toteż posiada sąd wtedy piękny i poznanie, że To jest tym, czego pragnęła, posiada moc stanowienia, że nic nie jest lepsze od Niego. Bo tam nie ma złudy. Lub gdzież zyska prawdę w sposób bardziej prawdziwy? Więc Ono jest tym, czym Je dusza (mian. Dobrem), a mieni Je dopiero później i mieni, chociaż milczy, i kiedy jej błogo, nie kłamie, że jej jest błogo, bo mówi nie dlatego, że ciało doznaje lubych łechtań, lecz dlatego, że stała się tym czym była dawniej, kiedy zażywała szczęsnej doli. Ale i tymi wszystkimi innymi rzeczami, kiedy jej przedtem sprawiały przyjemność, więc władzą, potęgą, bogactwem, urodą lub wiedzą, tym wszystkim wzgardziła i tak oto „mówi”, nie mówiłaby tak z pewnością, gdyby nie napotkała rzeczy od nich lepszych.

Nie obawia się wreszcie, żeby czegoś nie doznać, bo tego w ogóle nawet nie zauważy, skoro jest Nim. Choćby zresztą ginęły wokół niej rzeczy inne, to dobrze i tak chce, żeby być przy Nim jedynie: aż tak wielkiej dostępuje błogości! (VI 7, 34, 35)

Plotyn, Enneady, t. II, s 617
tłum. A. Krokiewicz

sobota, 18 stycznia 2014

Prawdziwy przedmiot miłości


I niech sobie próbuje każdy, kto nie zna tego uczucia, uprzytomnić sobie po ludzku, na podstawie tych ziemskich miłostek, co ktoś przeżywa, jeśli osiągnie to, czego pożąda najbardziej, a także, że nasze przedmioty kochania są śmiertelne i szkodliwe, że kocha się widma i że owe uczucia są zmienne, bo nie był to przedmiot prawdziwej miłości, więc ani „dobro” nasze, ani to czego istotnie szukamy.

Tam natomiast jest prawdziwy przedmiot miłości, tak iż można być z nim razem przez wzięcie w nim udziału i posiadać go istotnie, a nie obejmować tylko z zewnątrz w cielesnych uściskach. I kto ujrzał, ten wie o czym mówię*, a mianowicie, że dusza miewa wtedy inne życie, kiedy podchodzi i już dojdzie i udział w Nim weźmie, tak iż pozna po tym stanie swoim, że oto obecny jest Szafarz prawdziwego życia i że nie trzeba już niczego więcej, lecz wprost przeciwnie, że trzeba odrzucić rzeczy inne i mieć tylko w nim ostoję i Nim się stać jedynie, usunąwszy nasze wszystkie dookolne naleciałości.

Toteż wyjść nam stąd nam śpieszno i gniewamy się na nasze przykucie do rzeczy zgoła różnych, bo chcemy „objąć całością-siebie-samych” i tak, żeby w nas nie było żadnej cząstki, którą nie dotykamy Boga. (V 9, 9, 40)

* Formuła misteriów eleuzyńskich, por. Pazaniasz, Przewodnik po Grecji, I, 37, 4 (Hadot)

Plotyn, Enneady, t. II, s 691
tłum. A. Krokiewicz

czwartek, 16 stycznia 2014

I nie są już dwojgiem, lecz Jednem


Skoro zaś duszy się z nim poszczęści i Ono przyjdzie do niej, a raczej ujawni Swoją obecność, skoro dusza wyzwoli się z doraźnych nalotów, to i piękna będzie po takim przygotowaniu, jak tylko być może najbardziej, i dojdzie do podobieństwa z Nim. Owo przygotowanie i przystrojenie jest chyba dobrze znane tym, którzy się sami przygotowują. I „nagle” ujrzy dusza w sobie objawionego Boga, albowiem nie ma niczego pomiędzy nimi w pośrodku i nie są już dwojgiem, lecz Jednem są oboje: oto już ich nie rozróżnisz, jak długo On jest obecny. Pewnym naśladownictwem są zaś i tutaj także pary miłośników pragnące zespolenia.

I ani już ciała nie odczuwa dusza, że w nim przebywa, ani też siebie samej nie mieni czym innym, więc ani człowiekiem, ani żywiną, ani bytem, ani nawet światem całym! Bo widok tych rzeczy byłby „nierówny” i nie ma ona ani czasu, ani ochoty, lecz z tym się obecnie spotyka, czego jedynie poszukiwała, i Je zamiast siebie widzi: czasu jej nawet na to nie staje, by baczyć, czym jest ona sama – widząca*.

Plotyn, Enneady, t. II, s 616
tłum. A. Krokiewicz

* A co do „ujrzanego” przedmiotu (…) to wtedy ów widz ani go nie widzi ani nie rozróżnia, ani też nie wyobraża sobie dwóch rzeczy, lecz tak się tam przyczynia, jakby stał się inny i nie był sobą ani należał do siebie, ponieważ stał się jego własnością, więc jest Jednem, złączywszy niejako środek z środkiem. Przecież i tutaj są jednem (mian. Środki dwóch kół), skoro się zejdą, a dwoma wtedy kiedy są oddzielone. Enneady, t. II, s 693

środa, 15 stycznia 2014

Strony „mistyczne” - doświadczenie Obecności


Prawdę mówiąc, strony „mistyczne” w wielkim dziele Plotyna nie są tak liczne jak można byłoby tego oczekiwać. Jego pisma odnoszą się raczej do wszystkich problemów, które może przywoływać refleksja nad pismami Platona. Są to poniekąd „pytania platońskie”. Ale często ich kulminację stanowi zaproszenie do porzucenia refleksji rozumowej i doświadczenia Obecności zawsze już obecnej. Opisując stan pasywności, Plotyn nakłania więc innych do akceptacji tej samej pasywności.
*
By przygotować się na przyjęcie Dobra, dusza musi więc porzucić wszelką aktywność wewnętrzną, wszelkie jasne przedstawienie, wszelką własną wolę, wszelkie własności indywidualne. Dobro samo jest bowiem bez formy.

I zgoła już dziwić się nie będziemy, że To, co budzi „bezbrzeżne pragnienia”, jest zupełnie wolne nawet od umysłowej postaci. Przecież i dusza, ilekroć zapłonie żarliwą miłością ku Niemu, odkłada wszelką postać, jaką ma, nawet choćby to była postać umysłowego w niej bytu. Nie można bowiem ani Go zobaczyć, ani przylgnąć do Niego, jeżeli się ma jeszcze jakąś rzecz inną i gwoli niej działa, lecz dusza musi być bez żadnego innego dodatku, ani złego ani też znowu dobrego, by sama jedna przyjęła je Samo (VI 7, 34, 1)*.

Nie mając już nic, ogołocona z wszelkiej formy, dusza tworzy jedno z przedmiotem swojej miłości, staje się Dobrem, jest Dobrem.

*Plotyn, Enneady, t. II, s 616
tłum. A. Krokiewicz

Pierre Hadot – Plotyn albo prostota spojrzenia, s. 48
tłumaczenie: Patrycja Bobowska


wtorek, 14 stycznia 2014

Plotynowi chodzi o poznanie bezpośrednie


I niech próbuje każdy, kto nie zna tego uczucia, uprzytomnić sobie po ludzku, na podstawie tych ziemskich miłostek, co ktoś przeżywa, jeśli osiągnie to, czego pożąda najbardziej (…) (VI 9, 9, 39)*

Jak wiadomo, Plotyn zakłada dwa poziomy w obrębie boskiej rzeczywistości. Przy pomocy wywodu filozoficznego pokazuje, że jeżeli świat Form jest tożsamy z Myślą, która wiecznie myśli samą siebie, to Myśl ta nie może być jednak zasadą wszystkich rzeczy, jak wierzył w to Arystoteles. W efekcie, myśląc się sama, Myśl jest skazana na rozdzielenie na podmiot i przedmiot. Jej jedność dopuszcza więc dualizm. Zresztą, jeśli Myśl jest światem Form, zawarta jest w nim wielość i różnorodność, która uniemożliwia jej bycie pierwszą jednością. Ponad nią trzeba więc przyjąć jedność absolutną, zasadę, która jest Jednem do tego stopnia, że nie myśli samej siebie.

Na tym poziomie rozumowanie, a mianowicie takie rozumowanie, które pozostaje zawsze w obrębie świadomości i refleksji, nie daje nam możliwości prawdziwego poznania poziomów rzeczywistości boskiej, które wyróżnia. Stanowi ono tylko wstępne ćwiczenie, podporę, odskocznię. Dla Plotyna poznanie jest zawsze doświadczeniem, czy wręcz wewnętrzną metamorfozą. Nie chodzi o to, żeby zdobyć racjonalne poznanie, że istnieją dwa poziomy rzeczywistości boskiej, ale trzeba się wewnętrznie wznieść do tych poziomów i doświadczyć ich w sobie w dwóch różnych sposobach życia duchowego.

*Plotyn, Enneady, t. II, s 691
tłum. A. Krokiewicz

Pierre Hadot – Plotyn albo prostota spojrzenia, s. 38
tłumaczenie: Patrycja Bobowska

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Determinacja jako limitacja


… lecz albo zdołałeś nadążyć za nią w biegu, a raczej znalazłeś się we wszechświecie i wtedy już o nic pytać nie będziesz, albo też się zmęczysz, a wtedy zboczysz do rzeczy „innej” i padniesz ofiarą swej słabości, bo nie zobaczysz tego co „obcuje”, z powodu baczenia na rzecz „inną”.

Lecz jeśli już o nic pytać nie będziesz, to jakże się w ogóle o tym przekonasz?

Otóż właśnie dlatego, że dotarłeś do wszechświata i nie pozostałeś w jego części ani też nie rzekłeś także sam o sobie: „jestem tak a tak wielki”, lecz odrzuciłeś owo „tak a tak wielki” i stałeś się – wszechcały!

Wszechcały byłeś wprawdzie i przedtem, ponieważ jednak do tej wszechcałości przybywało do ciebie jeszcze coś innego, więc karlałeś z powodu przybytku, gdyż ów przybytek pochodził nie od bytu – do niego przecież nie dodasz niczego – lecz od niebytu*. Kto zaś stał się kimś jednym, i składa się z niebytu, ten nie jest wszechcały, ale dopiero wtedy nim będzie, kiedy się pozbędzie niebytu. Więc się powiększysz, kiedy zbędziesz rzeczy „innych”, i oto jest w tobie wszechświat obecny, kiedy je odrzucisz, nie jawi się on zaś zgoła, dopóki ci brużdżą rzeczy „inne”**: nieprawda, że on przyszedł, żeby był obecny, lecz ty odszedłeś, jeśli długo on nie jest obecny! Jeżeli zaś odszedłeś, to i wtedy nie „od niego odszedłeś” - on bowiem pozostaje obecny jako taki – lecz obcując, zwróciłeś się po prostu w przeciwnym kierunku. (VI 5, 12, 13)

Plotyn, Enneady, t. II s. 523
tłum. A. Krokiewicz

* Aksjomat Spinozy Omnis determinatio negatio est, jest zupełnie prawomocny we wszechświecie Plotyna (Hadot)
** Por. św Jan od Krzyża „Kiedy zatrzymacie się nad jakąś rzeczą, już nie będziecie zwracać się ku Wszystkiemu”.

niedziela, 12 stycznia 2014

Jedno


Bo czym ktoś nazwie jedno, jeśli nie owym "być" właśnie? Przecież jest albo tożsame z bytem - człowiek na przykład i jeden człowiek to to samo - albo jakby jakąś liczbą każdej rzeczy pojedynczej. Mówiłeś, dajmy na to, o rzeczach dwóch: otóż tak samo o jednem przy jednej!

Jeżeli więc liczba należy do bytów, to jasne, że należy do nich także jedno i trzeba szukać, czym jest ono. Jeżeli zaś jest wyczynem kolejno rachującej duszy, to jedno nie będzie znajdować się zgoła w dziedzinie bytów przedmiotowych. Atoli głosił wywód, że każdy byt poszczególny, jeżeli straci swoje jedno, sam już także być w żaden sposób nie może. Więc trzeba baczyć, czy poszczególne jedno i byt są tożsame, a także byt wszchny i jedno.

Lecz jeśli byt rzeczy poszczególnej jest wielością, a jedno nie może być wielością, to są to dwie rzeczy różne. Człowiek na przykład jest żywiną i tym, co rozumne, i wieloma częściami i właśnie jedno wiąże te wielości. Więc czymś innym jest człowiek i jedno, jeżeli tamto dzieli się na części, a to nie ma części. Więc także ów byt wszechny, który zawiera w sobie wszystkie byty, będzie raczej wielością i czymś różnym od jednego, a jedno będzie posiadać tylko na mocy udziału i uczestnictwa.
Byt ma dalej życie i umysł, bo przecież nie jest martwy, a więc byt jest wielością. Jeżeli zaś będzie zasadniczo umysłem, to i tak musi być wielością i to jeszcze bardziej, jeżeli mianowicie zawiera idee, albowiem także idea nie jest jednem, lecz raczej liczbą, zarówno poszczególna, jak i wszechna, i tylko w tym znaczeniu będzie jednem, w jakim jednem będzie na przykład cały świat.

I w ogóle: Jedno jest pierwsze, a umysł, idee i byt pierwsze nie są. Oto każda idea składa się z wielości i jest czymś złożonym oraz późniejszym, bo składniki każdej rzeczy są od niej wcześniejsze. Że zaś umysł nie może być Tym, co Pierwsze, będzie jasne choćby z następujących względów:
Umysł musi być w myśleniu i najlepszy oraz nie oglądający zewnętrznych przedmiotów umysł musi myśleć To, co jest przed nim, albowiem zwracając się do siebie, zwraca się do początku. I jeśli sam jest podmiotem tudzież przedmiotem myślenia, to będzie dwoisty, a nie pojedynczy i nie będzie jednem. Jeżeli dalej ogląda rzecz od siebie różną, to w każdym razie lepszą i uprzednią. Jeżeli wreszcie ogląda siebie i rzecz od siebie lepszą, to i wtedy jest czymś wtórym. I trzeba bodaj taki umysł zakładać, iż z jednej strony obcuje z Dobrem i Pierwszem i ogląda Tamtego Boga, a z drugiej przestaje także z samym sobą oraz siebie myśli, myśli zaś siebie - on, który jest wszystkimi bytami. Daleko mu zatem wobec tej rozmaitości do tego, żeby był Jednem.

Więc także Jedno nie będzie ani bytami wszystkimi, bo wtedy nie będzie już Jednem, ani umysłem, bo i wtedy byłoby nimi wszystkimi, ponieważ nimi wszystkimi jest umysł, ani w końcu bytem, bo byt to one wszystkie.

Więc czym będzie Jedno i jaką mieć będzie naturę?

Nic zaiste dziwnego, że powiedzieć niełatwo, skoro i wtedy, kiedy idzie o byt i o ideę, łatwe to nie jest. Otóż nasze poznanie ma oparcie w postaciach (ideach). W miarę jednak wspinania się do bezpostaciowego dusza, nie mogąc objąć go zgoła, ponieważ nie doznaje ani "określania", ani jakby kształtowania przez wieloraki przedmiot kształtujący, ślizga się i lęka próżnego uchwytu. Toteż męczy się na takich wyżynach i chętnie schodzi w dół, spadając często z nich wszystkich, aż przybędzie do zmysłowego przedmiotu, wypoczywając niby na bryle: podobnie także wzrok, zmęczony nikłymi przedmiotami, chętnie się zatrzymuje na dużych. A ilekroć dusza pragnie ujrzeć sama przez się, ona, która widzi dzięki temu, że jest razem (mian. z Jednem), i która jest Jednem właśnie dlatego, że stanowi jedno z Nim, to wtedy jej jeszcze nie świta, że posiada to, czego szuka, gdyż nie jest czymś różnym od przedmiotu swojego myślenia. Niemniej jednak - tak właśnie musi postępować ten, kto ma zamiar uczynić Jedno przedmiotem swoich filozoficznych dociekań.

W każdym razie, skoro celem naszych dociekań jest Jedno i skoro mamy na oku Początek wszystkiego, więc Dobro i Pierwsze, to nie powinno się także pozostawać daleko od środowiska Pierwocin, opadłszy na dno wszechności, lecz trzeba w tym dążeniu do Pierwocin oderwać samego siebie od zmysłowych przedmiotów, które są na dnie, i wyzbyć się wszelkiego zła, bo przecież spieszysz do Dobra, i stanąć na owym początku w sobie samym i stać się jednem z wielości, skoro masz ujrzeć Początek i Jedno. Więc trzeba stać się umysłem i powierzyć duszę swoją umysłowi oraz na niej go utronować, ażeby to, co widzi on, przejmowała ona w pełni czuwania, i tym umysłem trzeba wpatrywać się w Jedno i nie dodawać mu do pomocy żadnej wrażliwości zmysłowej ani też czegokolwiek od niej dopuszczać do niego, lecz To, co Najczystsze, trzeba oglądać umysłem czystym i tym, co w umyśle jest pierwsze.

Ilekroć zatem ktoś, wyprawiwszy się na widzenie takiego Cudu, będzie sobie wyobrażać w związku z ową Naturą bądź wielkość, bądź kształt, bądź objętość, to nie umysł mu przewodniczy w drodze do widzenia, gdyż oglądanie takich rzeczy wcale nie leży w naturze umysłu, lecz jest to działanie zmysłowości oraz sądu, który wynika ze zmysłowości. Atoli trzeba zdobyć od samego umysłu zapowiedź tego, co może. Może zaś ów umysł widzieć bądź te rzeczy, które są przed nim, bądź te, które do niego należą, bądź wreszcie te, które pochodzą od niego. Czyste są już rzeczy w nim, ale jeszcze bardziej czyste i pojedyncze te, które są przed nim, a raczej To, co jest przed nim.

A zatem nie jest Ono umysłem, lecz jest przed umysłem, albowiem umysł jest czymś z dziedziny bytów, a Ono nie jest "czymś", lecz jest przed każdym czymś, i nie jest także bytem, bo przecież byt posiada jakby postać bytu, a Ono obywa się nawet bez umysłowej postaci.

Oto Natura Jednego jest rodzicielką wszystkich rzeczy i dlatego nie jest żadną z nich, więc ani czymś, ani jakościowym, ani ilościowym, ani umysłem, ani duszą; nie pozostaje dalej w ruchu ani też znowu w spoczynku, nie przebywa w miejscu ani w czasie, lecz jest Tym, co jednopostaciowe w sobie, a raczej bezpostaciowe, bo góruje nad wszelką postacią, nad ruchem, nad spoczynkiem: są to właściwości bytu, które go czynią wielością.

Więc dlaczego, jeżeli ruchome nie jest, nie jest "stojące"?
Dlatego, że każda z tych rzeczy lub obydwie są koniecznymi właściwościami bytu właśnie, że stojące pozostaje w spoczynku, czyli stoi za sprawą stania i że nie jest z nim tożsame: więc ono będzie Jego przymiotem i Ono przestaje już być pojedyncze.

Przecież i w nazwie Przyczyna nie orzeka się o Nim żadnego przymiotu, lecz tylko o nas, że mianowicie mamy coś od Niego, podczas gdy Ono pozostaje w Sobie. A mówiąc ściśle nie należy mówić ani, że Tamto, ani, że To, lecz - że my, krążąc niejako z zewnątrz, chcemy wysłowić nasze własne przeżycia, kiedy bądź blisko jesteśmy, bądź też odpadamy od Niego z powodu trudności wokół Niego.

A trudność na tym głównie polega, że nie można Go sobie uświadomić ani za sprawą wiedzy, ani za sprawą myślenia, więc tak jak inne przedmioty umysłowe, lecz tylko za sprawą "obecności", która jest wyższa od wiedzy. Dusza popada mianowicie w odstępstwo od tego, że jest jednem, i jednem nie jest już zgoła, ilekroć przybiera wiedzę o czymś, albowiem wiedza jest określeniem słownym, a określenie słowne wielością: więc wykracza poza jedno, pogrążywszy się w liczbę i wielość.

Wznieść się zatem trzeba ponad wiedzę i ani na krok nie wolno występować z jednobytu, lecz stronić trzeba od wiedzy i od jej zdobyczy i w ogóle od każdego innego, choćby pięknego, widoku, albowiem wszelkie piękno jest późniejsze od Niego i od Niego pochodzi, podobnie jak całe dzienne światło pochodzi od słońca.

Toteż "nie można Go przedstawić - powiada (mian. Platon; cf. e. c. List VII 341c sq., Parmenides 142a) - ani w słowie, ani w piśmie". Ale nasze mówienie i pisanie ma na celu, żeby wyprawiać do Niego i za pomocą wywodów rozpalać ochotę do patrzenia i tylko wskazujemy niejako drogę temu, kto chce coś ujrzeć. Albowiem nauka ogranicza się jeno do drogi i wyprawy, a zobaczenie jest już dziełem tego, kto zapragnął zobaczyć.

Plotyn, Enneady,
tłum. A. Krokiewicz

piątek, 10 stycznia 2014

Bóg jest całkowitą obecnością



Bóg jest więc całkowitą obecnością, to znaczy wszystkim: zarówno obecnością naszego „ja” w nim samym, jak i jednych istot w drugich:

Ponieważ zaś tamtymi rzeczami są także rzeczy inne, nie tylko my, więc tamtymi rzeczami jesteśmy wszyscy, za czym wtedy jesteśmy tamtymi rzeczami, kiedy jesteśmy wspólnie ze wszystkimi razem, a zatem wtedy, kiedy jesteśmy „wszystkimi rzeczami” jesteśmy „jednem”. (VI 5, 7,6)*
Więc patrząc na zewnątrz od tego, skąd zwisamy, nie wiemy, że jesteśmy „jednem” - podobnie jak maski mnogie są na zewnątrz mnogie, a na zewnątrz mają tylko jedno ciemię. Jeżeli zaś ktoś zdoła zwrócić się do wnętrza bądź dzięki sobie, bądź, bo miał szczęście, dzięki „pociągnięciu go przez samą Atenę”, ten zobaczy boga oraz siebie, a także świat cały.**

Wraz z doświadczeniem całkowitej obecności dotykamy najgłębszego punktu przedstawianego przez Plotyna doświadczenia Życia. Życie jest całkowitą obecnością, ponieważ jest ono prostą i nieskończoną siłą, która rozlewa się jako dynamiczna ciągłość.

Pierre Hadot – Plotyn albo prostota spojrzenia, s. 35
tłumaczenie: Patrycja Bobowska

* Jak Achilles w Iliadzie I. 197. Mówiąc o twarzach odwróconych w różne strony, ale połączonych wierzchołkiem głowy, Plotyn wydaje się myśleć o posągach Hermesa.

**Plotyn, Enneady, t. II s. 512
tłum. A. Krokiewicz

czwartek, 9 stycznia 2014

To bogowie powinni do mnie przychodzić ...


Ameliusz, jeden z uczniów Plotyna, jak opowiada nam Porfiriusz, był bardzo pobożny:

Lubił wreszcie Ameliusz składać ofiary i pilnie święcił początek miesiąca i dni uroczyste i raz chciał zabrać z sobą Plotyna, a Plotyn powiedział: „To oni (bogowie) muszą do mnie przychodzić, a nie ja do nich. W jakim znaczeniu wypowiedział te tak dumne słowa ani my sami nie mogliśmy pojąć, ani też nie mieliśmy śmiałości go zapytać. (V. P. 10, 33)*

Niewielka grupa uczniów Plotyna wydaje się być przygnębiona tą pogardliwą wobec tradycyjnych kultów mową. Jednakże jak można nie rozpoznać w tych słowach sensu, jaki Plotyn wiąże z boską obecnością? Żeby znaleźć Boga, nie trzeba szukać w świątyniach, w których miałby mieszkać. Nie ma potrzeby zmieniać miejsca, żeby dostąpić jego obecności. Musimy sami stać się żywą świątynią, w której boska obecność będzie mogła się przejawiać.

Bóg jest nie tylko w nas. On jest również w świecie. Ostatnia mowa Plotyna nawiążę do jeszcze do tych dwóch form boskiej obecności. Plotyn powie do swojego ucznia Eustochiusza, obecnego przy jego ostatnich chwilach, że:

Próbuje to co boskie w nas, wznieść do tego, co boskie we wszechświecie. (V. P. 2, 25)**

Co oznacza: staram się umrzeć, staram się wyzwolić moją duszę. Życie, które jest we mnie, połączy się ponownie z Życiem powszechnym. Nie będzie już między nami różnic.

Pierre Hadot – Plotyn albo prostota spojrzenia, s. 35
tłumaczenie: Patrycja Bobowska

* Porfiriusz, O życiu Plotyna oraz o układzie jego ksiąg. t I, s 18
* tamże, s. 4

środa, 8 stycznia 2014

Piękny umysł


Piękny zaiste i w ogóle najpiękniejszy jest umysł, który spoczywa w świetle czystym oraz”w blasku czystym”* i obejmuje naturę bytów, on którego zaledwie cieniem i obrazem jest ten świat nasz tak piękny, on, który lśni w powodzi wszelkiej jasności, bo nic w nim nie jest mu obce ni mroczne, ni z miarą niezgodne, on który żyje tak błogim żywotem, iż zdumienie i zachwyt ogarnia tego, kto go ujrzy – i tak właśnie, jak trzeba – w nim się pogrąży i z nim zjednoczy!

*Platon, Fajdros

Plotyn, Enneady, t. I s. 434
tłum. A. Krokiewicz

Jam jest tym co ogląda ...


I jeśliby ktoś zapytał 'naturę oglądanie', dlaczego tworzy, a ona raczyła dać posłuch pytającemu i odpowiadać, toby może tak rzekła:

„Należało nie pytać, lecz wyrozumieć także samemu milcząco, tak jak ja milczę i mówić nie mam zwyczaju. Więc cóż wyrozumieć? Że twór jest moim widzeniem w głębokim milczeniu i naturalnym przedmiotem 'oglądania' i że mnie, zrodzonej z takiego właśnie 'oglądania', przysługuje natura, miłująca widzenie, i że to we mnie co 'ogląda', tworzy przedmiot 'oglądania', podobnie jak 'oglądając' rysują geometrzy. Tylko, że ja nie rysuję, lecz jeno 'oglądam', a zarysy ciał powstają, jakby same się wyłaniały.

Plotyn, Enneady, t. I s. 419
tłum. A. Krokiewicz

wtorek, 7 stycznia 2014

Plotyn i filozofia Życia


Prawdą jest, że Plotyn proponuje nam tylko jedną teorię duchowej morfogenezy, ale być może prawdą jest, że całe to życie jest Umysłem. Jakkolwiek by nie było, niezrównana zasługą Plotyna jest opracowanie pojęć, bez których nie byłoby możliwe stworzenie filozofii Życia. A to dzięki temu, że Plotyn ośmielił się, jak mawiał Goethe „uwierzyć w prostotę”. Według niego życie jest aktywnością formującą, prostą i bezpośrednią, nieredukowalną do jakichkolwiek analiz; całością, która jest tutaj „cała naraz”, wewnątrz niej samej, Formą, która tworzy się sama, bezpośrednią wiedzą, która osiąga perfekcje bez wysiłku.

Współcześni filozofowie Życia czerpią z tego źródła, jakim jest myśl Plotyna. Czym jest „pierwotny fenomen” (Urphanomen) Geothego, jeżeli nie taką Formą jaką pojął ją Plotyn? I czy to nie w trakcie medytacji nad filozofią Plotyna Bergson zaczerpnął swoją koncepcję tego, co Bezpośrednie, swoją krytykę finalizmu, swój sens „całości organicznych?”

W tym zamierzeniu Plotyna odnajdujemy krytykę refleksji i ludzkiego rozumu analogiczną do krytyki refleksji i świadomości, która spowodowała odkrycie poziomów „ja”. W tych dwóch przypadkach prostota życia umyka ujęciu jej przez refleksję. Żyjąc w rozdwojeniu, rachunku, projekcie, świadomość ludzka wierzy, że można znaleźć tylko po tym jak się szukało, że można tworzyć, tylko wtedy, gdy łączy się części, że można dojść do końca, tylko czerpiąc z niego środki. Świadomość wprowadza wszędzie zapośredniczenie. Życie, które znajduje bez szukania, które wynajduje całość przed pojawianiem się części, które jest jednocześnie końcem i środkiem – jednym słowem – które jest bezpośrednie i proste – jest tym samym nieuchwytne dla refleksji. By je osiągnąć – tak samo jak, by osiągnąć czyste „ja” - trzeba porzucić refleksję dla kontemplacji.

Pierre Hadot – Plotyn albo prostota spojrzenia, s. 31
tłumaczenie: Patrycja Bobowska

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Plotyn zaprasza


Plotyn zaprasza nas do tej wspólnej perspektywy, która już u niego jest „naturalną modlitwą”, jak to później będzie mówił Malebranche. Metoda ta jest pozornie prosta:

Musisz to wszystko precz odrzucić i nie „patrzeć”, musisz jakby zmrużyć powieki i zmienić wzrok i zbudzić inny, wtóry wprawdzie każdy posiada, ale którego mało kto używa. (I 6, 8, 24) *

Będzie to o tyle prostsze, że świadomość jest w ostateczności rodzajem lustra, które wystarczy oczyścić i zwrócić w pewnym kierunku, by przedmioty się w nim odzwierciedlały. Trzeba więc oddać się wewnętrznemu nastawieniu pełnemu spokoju i spoczynku, … (…)

Plotyn daje nam do zrozumienia, dlaczego zazwyczaj nie postrzegamy w nas życia Umysłu. Nasza świadomość – nasze wewnętrzne lustro – jest zmącone i przyćmione przez troskę o rzeczy ziemskie i cielesne.

Tym co przeszkadza nam w uświadomieniu sobie naszego życia duchowego, nie jest nasze cielesne życie – które samo w sobie jest nieświadome – ale troska, której źródłem jest ciało. Na tym polega prawdziwy upadek duszy. Pozwalamy by pochłonęły nas zbędne niepokoje i przesadne zmartwienia:

Jeżeli zatem ma być świadomy odbiór takich działań doraźnych, to trzeba zwrócić do wnętrza także i to, co odbiera, i sprawić, żeby tam wytężyło czujność. I jak ktoś wyczekujący, żeby usłyszeć głos, którego pragnie, zamyka się na głosy inne i wytęża ucho na coś lepszego od doraźnych posłyszeń, kiedy też tamto przybędzie, tak i tutaj trzeba porzucić zmysłowe słuchowiska, o ile nie ma nieodzownej konieczności, i stać na straży, żeby ta moc duszy, dotycząca świadomego odbioru, była czysta i gotowa do słyszenia górnych dźwięków. (V 1, 12, 12)**

* Plotyn, Enneady, t. I, s 88
** Tamże, t II, s 227

Pierre Hadot – Plotyn albo prostota spojrzenia, ss. 19-20
tłumaczenie: Patrycja Bobowska

sobota, 4 stycznia 2014

Nie jesteśmy biernymi obserwatorami walki Dobra ze Złem


Nawet w szkole Plotyna niektórzy dawali na to gnostyckie pytanie odpowiedź w duchu gnostycyzmu. Według nich dusze spadły do poziomu świata zmysłowego w następstwie pewnego rozgrywającego się dramatu, w którym są one tylko statystami. Zła Moc stworzyła świat zmysłowy. Dusze, cząstki świata duchowego, znalazły się na ziemi w roli więźniów, wbrew nim samym. Przychodząc jednak ze świata duchowego, pozostały duchowe. Przyczyną ich opłakanego stanu jest jedynie miejsce, w którym się znalazły. Wraz z końcem świata, klęską złej Mocy, zakończy się także ich próba. Powrócą one do świata duchowego, do „pleromy”. Wybawienie jest więc czymś, co nie jest zależne od duszy: polega na zmianie miejsca, zależy od batalii między wyższymi Mocami.

*

Przeciwko tej doktrynie, która stwarzając pozory platonizmu, groziła zepsuciem uczniów, Plotyn zwrócił się z pasją w swoich wykładach i pismach.

Pierre Hadot – Plotyn albo prostota spojrzenia, s. 14
tłumaczenie: Patrycja Bobowska

czwartek, 2 stycznia 2014

Tak jakby odmawiał identyfikacji …


Co wiemy o Plotynie? Kilka szczegółów, w sumie niewiele. Znamy biografię filozofa zredagowaną przez jego ucznia Porfiriusza. Porfiriusz zachował wiernie pewne anegdoty, pewne cechy charakteru, wspomnienie rozmów ze swoim mistrzem. Jednak Plotyn nie wspominał nigdy o tym, jakie mogłoby być jego życie przed przyjazdem do Rzymu, za czasów cesarza Filipa. Nie mówił nic o swojej ojczyźnie, przodkach, rodzicach, dzieciństwie – tak jakby odmawiał identyfikacji z indywiduum nazywanym Plotynem, jakby chciał sprowadzić swoje życie do swojej myśli.

Pierre Hadot – Plotyn albo prostota spojrzenia, s. 7
tłumaczenie: Patrycja Bobowska

sobota, 28 grudnia 2013

Oto ucieka z wiru rzeczy mnogich



I im bardziej śpieszy ona w górę, tym więcej jest rzeczy, o których zapomina, chyba że już tutaj taki jest jej cały żywot, iż w pamięci są tylko rzeczy godniejsze. I piękne jest zaiste wydobyć się już tutaj z trosk ludzkich, więc z konieczności także z ich pamięci, tak iż jeśli kto powie, że „dobra dusza zapomina”, to w tym znaczeniu powie słusznie. Oto ucieka z wiru rzeczy mnogich i to, co mnogie, skupia w jedno, porzucając owo nieskończone, wtedy bowiem nie ciąży jej mnogość rzeczy, lecz ma swobodę ruchów i jest sobą. Przecież i tutaj, ilekroć chce być „tam”, choć jeszcze jest tutaj, odrzuca wszystko, co inne!

Plotyn, Enneady, t II, s 62
tłumaczenie: A. Krokiewicz

piątek, 27 grudnia 2013

Fenomen Plotyna


Czy jest w ogóle sens, by mówić o fenomenie Plotyna w czasach, które nie znają kontemplacji czy ascezy, które zapomniały o pojęciu mądrości i które tylko w niewielkim stopniu są w stanie wznieść się ponad pragmatyczne cele? Książka P. Hadota jest apelem czy przypomnieniem w takiej samej mierze, w jakiej jest nim samo dzieło Plotyna. P. Hadot jest przekonany, że duchowość Plotyna watra jest uwagi szczególnie dzisiaj. Bez względu na odmienne uwarunkowania, na różnice światów, istniejące między epoką Plotyna a wiekiem XX, za tymi wszystkimi różnicami kryje się ten sam człowiek, stojący naprzeciw tych samych trudności. Ideał „przewodnika świadomości”, mędrca, mentora wykraczającego poza pozór rzeczywistości, czy też ideał wykształcenia, pandei w platońskim rozumieniu tego terminu, nie ograniczający się do przyswajania wiadomości „użytecznych” ani nie postrzegający człowieka tylko z perspektywy jego przydatności, ale sięgający do tradycji ćwiczeń duchowych i nauki rozumianej jako kształtowanie całego człowieka wydaje się aktualny również i dziś.

Zrozumienie, jakie P. Hadot ma dla Plotyna, wskazuje, że tradycja filozoficzna jest dla niego czymś więcej niż jednym z pomników kultury. Dzieło Plotyna jest tak żywe, jak żywe pozostają problemy przez niego postawione. P. Hadot z pewnością podpisałby się pod słowami H.-G.Gadamera, który pisząc o dyskusji Arystotelesa z Platonem na temat dobra, przedstawił swoje motto jako historyka filozofii:

Niech tekst ten uznany zostanie za próbę odczytania greckich klasyków myśli w inny sposób, niż to miało dotychczas miejsce – to znaczy, nie z perspektywy krytycznej wyższości modernizmu, który przenosi siebie ponad filozofów antycznych, ponieważ dysponuje ogromnie wyrafinowaną logiką, ale od przekonania, że „filozofia” jest ludzkim doświadczeniem, które pozostaje ciągle takie samo i które wyróżnia go jako człowieka, i że nie ma w niej żadnego postępu, ale tylko uczestnictwo. To, że moje twierdzenie zachowuje swoją ważność nawet w przypadku cywilizacji, która, tak jak nasza, kształtowana jest przez naukę, brzmi niewiarygodnie, nie mniej jednak, wydaje mi się prawdziwe.*

*H.-G.Gadamer, Idea dobra w dyskusji między Platonem a Arystotelesem, przełożył Z. Nerczuk s.5-6

Zbigniew Nerczuk
(Z posłowia do książki P. Hadota, Plotyn albo prostota spojrzenia, ss. 116-117)