Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klimowicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klimowicz. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 maja 2016

W dymie cygara rozmarzonym płynęłaś w moich marzeń pustce

Do Kati Junoszewej wysłał 2 listopada 1883 roku utrzymany w konwencji pastiszu romans, który później umieścił w opowiadaniu O, kobiety, kobiety!...:

W dymie cygara rozmarzonym
Płynęłaś w moich marzeń pustce -
Miłością byłem porażony,
A na twych ustach płonął uśmiech...

(A. Czechow, W dymie cygara rozmarzonym..., tłum. P. Fast)

Zdegustowana panna odesłała wiersz z komentarzem („I nie wstyd Panu, Antoszo, pleść takie bzdury”), który zdawał się nienajlepiej świadczyć o jej poczuciu humoru i wskazywał na całkowitą niechęć do uczestniczenia w grze literackiej zaproponowanej przez nadawcę. Dopiero po wielu latach okazało się, że ona po prostu kochała Mężczyznę, Który Obraca Wszystko w Żart i oczekiwała na konwencjonalne wyznanie miłości prozą. W 1898 roku spotkali się przypadkiem w Nicei. W liście do siostry Czechow napisał, że rozmawiał z jej dawną przyjaciółką, że jest to teraz dama korpulentna, spokojna i rozważna. Jak zwykle nic nie zrozumiał. Nie chciał zrozumieć.


Tadeusz Klimowicz Pożar serca.   16 smutnych esejów o miłości, o pisarzach rosyjskich i ich muzach

poniedziałek, 23 maja 2016

Wdowy po pisarzach

Właśnie w chwili zgonu pisarza jego najbliżsi (żona, matka, kochanka, dzieci, krewni, przyjaciele) dokonywali wyboru, świadomie lub podświadomie, nowych „scenariuszy zachowań”. Za sprawą Anny Dostojewskiej w Rosji najwcześniej ukształtował się „repertuar ról” przypisanych Wdowie - kapłance chroniącej przed zapomnieniem imię i dorobek zmarłego. Na miano „wzorowej wdowy” (tak Anna Achmatowa określiła Jelenę Bułhakową) zasłużyły w oczach współczesnych i potomnych Nadieżda Mandelsztam, Maria Płatonowa, Tatiana Paustowska. To im wiele ciepłych słów poświęcili Josif Brodski („Na osiemdziesiąt jeden lat swojego życia Nadieżda Mandelsztamowa dziewiętnaście lat przeżyła jako żona największego rosyjskiego poety tego stulecia, Osipa Mandelsztama, a czterdzieści dwa - jako wdowa po nim. Na resztę złożyły się dzieciństwo i młodość. Wśród ludzi wykształconych, zwłaszcza literatów, wystarczy być wdową po wielkim człowieku, by zdobyć sobie pewną pozycję. Jest tak szczególnie w Rosji, gdzie przez lata trzydzieste i czterdzieste reżim naprodukował takie ilości wdów po pisarzach, że w połowie lat sześćdziesiątych wystarczyłoby ich na utworzenie własnego związku zawodowego”) i Andrzej Drawicz („Strach pomyśleć, co byłoby bez nich, wdów po pisarzach. Nie byłoby całych rozdziałów i tak pokiereszowanej historii literatury. [...]. Towarzyszą swoim wybrańcom przez dłuższe czy krótsze lata ich biografii i powołań, ucząc się znosić zmienne koleje losu: alkoholowe upojenia, kaprysy, depresje, zdrady. [...]. Trzeba męstwa, charakteru, opanowania, kiedy przychodzą groźby i szantaże. Trzeba z jasną twarzą pomagać znosić oszczerstwa, donosy, pogromowe artykuły”).

Sądzę, że dla wielu wdów „życie po” miało być formą kompensacji za lata nienajszczęśliwszego - z różnych zresztą powodów - małżeństwa. Wybierały różne drogi, korzystały z bogatego „repertuaru chwytów strategicznych”. Wybór nieodpowiedniego sprawił, że na przykład Sofii Tołstojowej nie udało się wykreować wiarygodnego mitu rodzinnej arkadii, hipnotyzującej legendy, w którą mogłaby się wpisać. Popełniała za dużo błędów, które nigdy nie przydarzyłyby się - doskonale wyczuwającej wszelkie niuanse public relations - Annie Dostojewskiej. Żona Fiodora Michajłowicza kierowała się w życiu budzącą powszechną sympatię dewizą „mój biedny Fiedia” i umiejętnie usuwała się na dobrze oświetlony drugi plan, a żona Lwa mówiła wciąż o własnych cierpieniach i wspomnienia o mężu zatytułowałaby zapewne Ja, biedna Sonia.

Kolejne generacje żon (wdów) nauki pobierały częściej u Dostojewskiej - Jelena Siergiejewna „[...] szybko stała się częścią legendy o Bułhakowie”; Nadieżda Jakowlewna trafiła do podręczników i leksykonów (np. do Słownika pisarzy rosyjskich[5] pod redakcją Floriana Nieuważnego), a w adresowanej do młodego odbiorcy Literaturze powszechnej Jana Tomkowskiego została wręcz potraktowana na równi z mężem (hasło Mandelsztamowie).


Tadeusz Klimowicz Pożar serca.  
16 smutnych esejów o miłości, o pisarzach rosyjskich i ich muzach

niedziela, 22 maja 2016

Hipokryzja w umiarkowanych dawkach jest konieczną właściwością wszelkiej kultury

Losy dziennika intymnego pisarza dzieliły najczęściej jego listy. „Z pedanterią, - pisze Natalia Modzelewska - która w życiu domowym stanowiła jej nieocenioną zaletę, Anna Dostojewska atramentową krechą zamazywała wszystko, co w jej pojęciu mogłoby rzucić cień na dobre imię małżonka. Nie szczędziła nawet jego licznych w listach do niej zwrotów miłosnych, które wydawały się jej nazbyt zmysłowe”[2]. Czynność zamazywania można by uznać za akt obłudy, ale „hipokryzja - jak zauważył pewien semiotyk ze szkoły tartuskiej - jest przywilejem społeczności ludzkiej i im bardziej kultura danego społeczeństwa jest tradycjonalistyczna, tym więcej możliwości dla «rozkwitu» hipokryzji (zresztą hipokryzja w umiarkowanych dawkach jest konieczną właściwością wszelkiej kultury: normy etyczne, etykieta, ubiór itd. - zawierają zawsze elementy hipokryzji: bez takiej «umiarkowanej» hipokryzji niemożliwe byłyby stosunki oficjalne, w ogóle społeczeństwo nie mogłoby istnieć, rozpadłoby się pod naporem chwilowych namiętności i nastrojów jednostek)”. Poczynania Dostojewskiej wpisywały się zatem w „zachowanie epistolarne” - i szerzej tekst zachowania - powszechnie akceptowane w mieszczańskiej Europie drugiej połowy XIX wieku.


Tadeusz Klimowicz Pożar serca. 
 16 smutnych esejów o miłości, o pisarzach rosyjskich i ich muzach

Diana nie używała takich słów jak «semiotyka», ale sama była semiotykiem par excellence

Pewnego razu - pisała we Wspomnieniach Awdotia Panajewa - siedząc w loży teatru wraz z rodzeństwem oraz jedną z ciotek, zauważyłam, że do sąsiedniej loży, w której siedziały dwie damy w towarzystwie staruszka, wszedł kędzierzawy, blady i szczupły mężczyzna. Natychmiast dostrzegłam na jego palcu coś w rodzaju złotego naparstka. Bardzo mnie to zainteresowało. Miałam wrażenie, że twarz tego człowieka jest mi skądś znana. Kędzierzawy pan ziewał, przeciągał się i wcale nie patrzył na scenę, obserwując raczej loże, a kiedy damy wszczynały rozmowę po francusku, odpowiadał im jakby od niechcenia. Nagle przypomniałam sobie, skąd go znam i pociągnęłam ciotkę za rękaw szepcząc: «Z tyłu za nami siedzi Puszkin!»„. Już kilkanaście lat później - za sprawą dagerotypów i fotografii - nie byłby jeszcze jedną bezimienną twarzą w teatrze i zostałby natychmiast rozpoznany przez obecnych, jak Turgieniew, Dostojewski czy Tołstoj. A w dwudziestym stuleciu posiadłby trudną sztukę swobodnego poruszania się w przestrzeni wykreowanej przez mass media, jak inni mieszkańcy masowej wyobraźni obdarzeni charyzmą medialną. „Diana, Księżna Walii - czytamy w eseju Salmana Rushdiego - rozwinęła z czasem umiejętność takiego projektowania swych wizerunków, które pokazywałyby ją tak, jak chciała, by ją ludzie widzieli. Pamiętam, jak kierownik działu w pewnej angielskiej gazecie opowiadał mi, jak to Diana inscenizowała słynne zdjęcie pokazujące ją samą, chorą z miłości, przed Tadż Mahal w indyjskiej Agrze, największym na świecie pomnikiem miłości. Mówił, że dokładnie wiedziała, jak opinia publiczna będzie to zdjęcie «czytać». Przyniosłoby to jej wielkie współczucie i spowodowało, że ludzie lubiliby Księcia Walii mniej niż przedtem. Diana nie używała takich słów jak «semiotyka», ale sama była semiotykiem par excellence. Z rosnącą pewnością siebie dawała nam znaki, poprzez które my mieliśmy ją widzieć taką, jaką chciała być znana”.


Tadeusz Klimowicz Pożar serca. 16 smutnych esejów o miłości, o pisarzach rosyjskich i ich muzach

środa, 18 maja 2016

Mania anglicana: cierpiący na nią zrobi wszystko, aby zyskać akceptację otoczenia

Zamążpójście najstarszej córki Tołstoj potraktował jako zdradę i wszystkie swoje uczucia przelał na młodsze siostry Tatiany. Wegetarianka Maria całe swoje życie poświęciła ojcu, służyła pomocą okolicznym chłopom (pracowała z nimi na roli, doiła krowy, naprawiała dachy, uczyła dzieci) i cierpiała na chorobę, która w znacznej mierze tłumaczy jej brak asertywności. Współcześni - jak pisze Siergiej Michajłowicz Tołstoj (wnuk Lwa) - nazywali tę niemoc mania anglicana albo as you like it i objaśniali, iż cierpiący na nią zrobi wszystko, aby zyskać akceptację otoczenia. Diagnoza okazała się na szczęście mylna, ponieważ gdy tylko w zasięgu wzroku Marii pojawił się książę Nikołaj Obolenski (1872-1934), to natychmiast zapomniała o Sonacie Kreutzerowskiej, o ojcowskich przestrogach i 2 czerwca 1897 roku wyszła za mąż. Nie doczekała się, niestety, potomstwa (kilkakrotnie poroniła) i dość młodo - w wieku trzydziestu pięciu lat - zmarła na zapalenie płuc. Obecny przy jej śmierci Lew Nikołajewicz - już dawno wszystko wybaczył - zanotował w dzienniku: „Przed chwilą, o pierwszej w nocy zmarła Masza. Dziwna rzecz. Nie doznawałem ani przerażenia, ani strachu, ani świadomości, że dzieje się coś wyjątkowego, ani nawet żalu czy rozpaczy. Uważałem, że koniecznie należy wywołać w sobie szczególne uczucie rozczulenia i smutku, więc wzbudzałem je, ale w głębi duszy byłem bardziej spokojny niż wobec cudzego niedobrego uczynku, nie mówiąc już o swoim. Tak, to jest wydarzenie w dziedzinie fizycznej, więc dlatego obojętne. Patrzyłem cały czas na nią, jak umierała: zdumiewająco spokojnie” (27 listopada 1906, Dz., II, 232).


Tadeusz Klimowicz
Pożar serca. 16 smutnych esejów o miłości, o pisarzach rosyjskich i ich muzach

wtorek, 17 maja 2016

Był nawiedzonym hipnotyzerem, który podczas codziennych seansów zarażał je swoją nienawiścią do „obrzydliwej cielesności”

Równie alergicznie reagowała Sofia na pomysły męża-utopisty dotyczące ich życia dziennego. Uznał on, że celibatowi do twarzy jest w ubóstwie i zapragnął czystość sypialni połączyć z czystym kontem. Zaapelował więc do ludzkości, by posiadający dzielili się swoim bogactwem z nieposiadającymi i dla przykładu zapowiedział m.in. rezygnację z wszystkich swoich praw autorskich. Po wściekłych protestach kobiety, która była jego żoną, zgodził się, by honoraria za utwory napisane do roku 1881 (w tym oczywiście za Wojnę i pokój, w tym oczywiście za Annę Kareninę) nadal trafiały do rodziny. Jedenaście lat później ta pani odniosła jeszcze jeden sukces - podpisano akt o zrzeczeniu się przez patriarchę praw do „majątku nieruchomego” na rzecz szanownej małżonki i dzieci (podpisu pod dokumentem nie złożyła jedynie Maria). Jasna Polana przypadła czteroletniemu Iwanowi, a do czasu osiągnięcia przez niego pełnoletniości posiadłością miała zarządzać Sofia.

Te dwa pyrrusowe zwycięstwa materii nad duchem (egoizmu nad altruizmem, zdrowego rozsądku nad szaleństwem, antyutopii nad utopią, dobra rodziny nad szczęściem ludzkości) sprawiły, że Tołstoj bezgranicznie zaufa swemu najbliższemu wyznawcy i uczniowi - Władimirowi Czertkowowi (1854-1936), który jako ten trzeci ostatecznie zatopi jasnopolański „Titanic”.

Po trzydziestu toksycznych latach drogi małżonków ostatecznie się rozeszły. On - nie licząc się z konsekwencjami - wciąż coś majstrował przy swoim życiu, ona - niewolnica królowej Wiktorii, zaplątana w sieci rozwieszonej między odpowiedzialnością a konwenansami - rozumiała, że prawo do zmian utraciła 23 września 1862 roku. A ponieważ nie była bezkrytyczną, infantylną masochistką (jak młodsza od niej o cztery żona innego znanego pisarza), więc za pamięć o tamtym dniu płaciła wysoką cenę, o której najwięcej wiedział jej nasączony bólem i frustracją pamiętnik: „Dawniej przepisywałam to, co pisał, i to mnie cieszyło. Teraz daje wszystko córkom, a przede mną starannie ukrywa. Bardzo systematycznie zabija mnie i usuwa ze swego życia osobistego, co mnie okropnie boli. Nieraz ogarnia mnie wściekła rozpacz. Chciałabym zabić się, uciec gdzieś, pokochać kogoś - wszystko, byle nie żyć z człowiekiem, którego mimo wszystko całe życie za coś kochałam, choć teraz widzę, jak bardzo go idealizowałam, jak długo nie chciałam zrozumieć, że była w nim tylko zmysłowość. [...]. A teraz oczy mi się otworzyły, widzę, że moje życie jest przegrane” (20 listopada 1890, Pam., 78); „Jeżeli zbawienie człowieka, jego zbawienie duchowe, polega na zabijaniu życia bliźniego - to Lowoczka jest zbawiony” (11 grudnia 1890, Pam., 81); „Wszystkie jego pamiętniki są przesycone [...] samoubóstwieniem” (16 grudnia 1890, Pam., 83)[72].

Czarowi papy Lwa uległy - mama Sofia miała rację - córki. Były mu bezgranicznie oddane, wierne i bezkrytycznie wierzące w jego ideały („[...] My, dzieci [czytaj: córki], za zgodą ojca osiągnęliśmy maleńkie zwycięstwo nad matką. Pozwoliła nam pracować w lecie razem z chłopami na polu”). Był nie tylko ich ojcem, ale przede wszystkim Wielkim Bratem kontrolującym każdy ich krok, a one nie miały przed nim żadnych tajemnic. Był nawiedzonym hipnotyzerem, który podczas codziennych seansów zarażał je swoją nienawiścią do „obrzydliwej cielesności”, a one chętnie spowiadały się z każdej, najbardziej niewinnej myśli damsko-męskiej. Któregoś styczniowego dnia 1894 roku, pisała we wspomnieniach Tatiana, „[...] zaczęliśmy czemuś mówić o moich romansach i papa liczył moich konkurentów - doliczyliśmy się dziesięciu. Papa cieszył się, że tak pomyślnie przeszłam obok nich wszystkich i życzył mi, żeby i nadal tak było”.


Tadeusz Klimowicz
Pożar serca. 16 smutnych esejów o miłości, o pisarzach rosyjskich i ich muzach

poniedziałek, 16 maja 2016

Nadieżda Mandelsztam - status osoby wyjętej spod prawa stawał się stopniowo drugą jej naturą

Ona - przez szesnaście lat jego żona i przez czterdzieści dwa lata wdowa po nim,- kustosz jego twórczości („Do 1956 roku pamiętałam wszystko - i prozę, i wiersze...”), która „[...] przez dziesiątki lat żyła w nieustającej ucieczce, przemierzając zapadłe kąty i prowincjonalne miasteczka wielkiego imperium, osiedlając się w coraz to nowym miejscu, by na pierwszy sygnał niebezpieczeństwa znowu się poderwać. Status osoby wyjętej spod prawa stawał się stopniowo drugą jej naturą. Będąc niewielkiego wzrostu i drobnej budowy, z biegiem lat jeszcze bardziej kurczyła się i wysychała, jak gdyby próbując zmienić się w coś nieważkiego, w coś, co w chwili ucieczki dałoby się łatwo ukryć w kieszeni. Nie posiadała dosłownie żadnego dobytku -żadnych mebli, dzieł sztuki, biblioteki. [...]. W okresie największej prosperity końca lat sześćdziesiątych i początku siedemdziesiątych, najcenniejszym przedmiotem w jej jednopokojowym mieszkaniu na peryferiach Moskwy był wiszący w kuchni na ścianie zegar z kukułką”.


Tadeusz Klimowicz
Pożar serca. 16 smutnych esejów o miłości, o pisarzach rosyjskich i ich muzach

sobota, 14 maja 2016

Nie była w stanie ocenić głębi kryzysu duchowego i egzystencjalnego, w jakim znajdował się jej małżonek :)


Na szczęście niechęć władz rekompensowały Bułhakowowi rosnące zastępy panien i pań - bo wtedy zakochiwano się w pisarzach i śpiewakach operowych, jak wcześniej w rycerzach i kawalergardach, a później w aktorach filmowych, muzykach rockowych, sportowcach i ochroniarzach - które się w jego obecności realizowały (czy raczej, on je realizował) i raz po raz łamały dla niego serce. Rozgoryczona Biełoziorska pisała we wspomnieniach: "Przychodziły też dziewczątka literackie. Mnie, zdarzało się, ledwie się kłaniały, jako że widziały we mnie przeszkodę na drodze do swego ewentualnego szczęścia. [...]. Jednocześnie z wciąż rosnącą popularnością M. A. jako pisarza, narastało zainteresowanie nim ze strony kobiet, z których wiele (nomina sunt odiosa) przejawiało aż nazbyt dużą natarczywość...". A niemniej urażony jej siostrzeniec nie omieszkał dodać, iż "[...] w opinii współczesnych Michaił Afanasiewicz lubił i potrafił zalecać się do kobiet, poznając je, prędko się zapalał i równie prędko chłódł, co stwarzało dodatkowe trudności w życiu rodzinnym".

Musiał więc nadejść taki dzień, a może taka noc, kiedy Bułhakow kolejny raz rozejrzał się egzystencjalnie po swoim życiu i przeżył deja vu. Znów się rachunek nie zgadzał. Znów tych pań do pławienia się w blasku jego sławy było za dużo. Znów o jedną.

Tamtego dnia albo tamtej nocy wreszcie sobie uświadomił, że żona nr 2 nie rozumie go od pewnego czasu, ponieważ - jak pięknie pisze Marianne Gourg - "wesoła, ekstrawertyczna, przedsiębiorcza, obdarzona odwagą, optymizmem i niebywałą energią, Lubow Jewgieniewna nie była w stanie ocenić głębi kryzysu duchowego i egzystencjalnego, w jakim znajdował się jej małżonek". Teraz już - to wtedy też, tamtego dnia albo tamtej nocy, spłynęła na niego ta urzekająca w swej prostocie prawda - "wsparcie duchowe" zawdzięczał Jelenie Siergiejewnie Szyłowskiej, to ona była "[...] jego powiernicą, inspiratorką i ostoją. Urzekająca, obyta towarzysko, bliska środowisku teatralnemu [...]".

Tadeusz Klimowic
Pożar serca.
16 smutnych esejów o miłości, o pisarzach rosyjskich i ich muzach

piątek, 13 maja 2016

Samobójstwo Majakowskiego jako katastrofa dydaktyczna

Śmierć zapitego Siergieja Jesienina - w oczach ideologów marksistowskich: człowieka z marginesu politycznego, społecznego i obyczajowego - była wielokrotnie zapowiadana, oczekiwana i pożądana (memento: tak kończy bohema); śmierć Władimira Majakowskiego - w obowiązującej mitologii: człowieka z marmuru i żelaza - była nieeleganckim dysonansem, towarzyskim nietaktem, zdradą najszczytniejszych haseł ("Osądzamy bezmyślny, nieuzasadniony postępek Majakowskiego. Głupia, małoduszna śmierć. Nie możemy zdecydowanie nie zaprotestować przeciw jego odejściu z życia, jego dziwacznemu końcowi"), zgrzytem w kampanii promującej nowy produkt / nowy świat (jak nagły zgon aktora reklamującego margarynę zamieniającą serce w dzwon) i katastrofą dydaktyczną (nie tak mieli umierać bogowie pionierów i komsomolców). Do znudzenia więc powtarzano (i brzmiało to wiarygodnie) opinie o zabójczym przepracowaniu, narastającym przemęczeniu, stresujących utarczkach z krytykami, co doprowadziło - jak zauważył Michaił Kolcow - do chwilowego osłabienia "psychiki poety społecznika i rewolucjonisty". Dzięki temu prostemu zabiegowi (przypisaniu posągowi słabości zwykłych śmiertelników) za jedynie słuszną uznano teorię impulsywnego naciśnięcia na spust i - co najważniejsze - uniemożliwiono oficjalne wysuwanie hipotez alternatywnych oraz głębsze penetrowanie biografii zmarłego.


Tadeusz Klimowicz
Pożar serca. 16 smutnych esejów o miłości, o pisarzach rosyjskich i ich muzach

***
Znany dowcip: ostatnie słowa Majakowskiego przed popełnieniem samobójstwa: "Towarzysze, nie strzelajcie".