Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tauler. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tauler. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 kwietnia 2014

Jan Tauler


(ok. 1300-1361). Wychowany w rodzinie ziemiańskiej ze Strasburga Jan Tauler w młodym wieku wstąpił do zakonu dominikanów. Przeszedł tradycyjną formację, nie uzyskując jednak stopnia akademickiego, by następnie poświęcić całe swe życie posłudze kaznodziejskiej - zapewne w Strasburgu i jego okolicach, w licznych zgromadzeniach beginek oraz w klasztorach dominikańskich. Należy przypuszczać, że kilkakrotnie zetknął się z ruchem Przyjaciół Boga. Poświadcza to w swych listach Henryk z Nordlingen, lecz także sam Tauler w liście do Elżbiety Scheppach i Małgorzaty Ebner z klasztoru w Medingen. Cztery lata życia (1339-1343) Tauler spędził prawdopodobnie w Bazylei, co wiązało się z tym, że w sporze między Ludwikiem Bawarskim a papieżem Janem XXII strasburscy dominikanie poparli stronę papieską, miasto zaś udzieliło poparcia cesarzowi. Odbył kilka podróży do Kolonii, a w końcu do Groenendael w Belgii oraz do Paryża, co nie wywarło jednak na niego istotnego wpływu.

Świadectwa, zgodnie z którymi Tauler był wytrawnym nauczycielem, pojawiają się w dziełach, które po sobie zostawił, oraz w pracach błędnie mu przypisywanych. Pisma jego autorstwa obejmują około osiemdziesiąt kazań, z których większość zachowała się w kilku zbiorach (rękopis z Engelberga lub rękopis wiedeński). To one tworzą podstawę dla późniejszych wydań pism Taulera z lat 1498, 1521 i 1543, które wywarły znaczący wpływ na duchowość młodego Marcina Lutra, a tym samym na reformację. Pozostałe pisma wydane pod jego nazwiskiem należy uznać za nieautentyczne.

Związki Taulera z Eckhartem - którego znał być może osobiście, a z pewnością z jego dzieł - miały kapitalne znaczenie dla rozpoznania decydującego dla niego punktu hermeneutycznego. Dostrzegając brak zrozumienia, jakiego często doświadczał Eckhart, Tauler przekonywał swych słuchaczy: „nie pojęliście nauk umiłowanego mistrza; przemawiał on bowiem z perspektywy wieczności, wasze pojmowanie natomiast osadzone jest w czasie"4. Tauler dostrzega zatem duchowy wymiar nauk Eckharta, choć zarazem widzi, że tu właśnie tkwi przyczyna nierozumienia ich przez słuchaczy. W swej własnej posłudze kaznodziejskiej czerpie wiele od Eckharta w zakresie nauki o Bogu i o człowieku. Ostatecznie zwraca się ku czasowi i miejscu (zit unde stai), ku konkretnej ziemskiej egzystencji człowieka w jej czasoprzestrzennych ramach. Bez wątpienia, Bóg jest transcendentny w stosunku do wszystkich stworzonych istot, pozostając „ponad sposobem, ponad bytem, ponad dobrocią" {uber wise, uber wesen, uber quot!), czego pierwsza konsekwencja dla człowieka polega jednak nie na tym, by stać się prostym jak Bóg, lecz raczej na tym, by utwierdzić się w pokorze. Pokora, samopoznanie i samozaparcie to najistotniejsze czynniki, które dopełniają starsze wymogi monastyczne. Zdaniem Taulera, ludzkie istnienie charakteryzuje głębia {im grunt, im gemiiete) będąca zawsze „nieprzebranym, ukształtowanym przez Boga miejscem na powrót do Boga". Pełnego łaski „zjednoczenia" z Bogiem doświadcza się wskutek podjętych z rozmysłem dążeń, lecz jedynie wówczas, gdy pośród wielkich pokus „stworzona nicość" {geschaffen nut) zajmuje należne jej miejsce. „Przełom", o którym pisze Eckhart, jest tutaj zasadniczym zwrotem, zawróceniem biegu życia. Należy go wszakże podejmować wciąż na nowo, gdyż nie sposób posiąść go trwale. Wizji Boga towarzyszy ogromny trud, wysiłek i smutek. Bieg życia jako miejsce znoszenia pokus oraz teren, na którym ćwiczy się „porzucenie" (Gelassenheit, jak określa je Tauler), nabiera ogromnej wagi.

Właściwe nauczanie dotyczące etapów życia, zwłaszcza znaczenia jego drugiej części; antropologia obejmująca trzy obszary: zmysły, rozum i serce, a także „wewnętrzną" oraz „zewnętrzną" istotę ludzką; mistyczna potrójna droga (triplex via) Pseudo-Dionizego Areopagity; wzorzec życia czynnego i kontemplacyjnego (vita activa i vita contemplativa); w końcu opis mistycznego uniesienia wywodzący się z Proklosa - wszystkie te motywy oraz idee wzorcowego życia mistycznego stały się zasadniczymi etapami dogłębnej mistyki osadzonej w sieci wzajemnych połączeń tworzącej tkankę ludzkiego życia. Szczere domniemania teologiczne przedstawione w sposób stanowczy i klarowny stają się tym bardziej niezbędne: jedynie w wierze możliwe jest doświadczenie ogarnięcia myślą i doznania Bożej prawdy. Jezus Chrystus jako ucieleśnienie zbawienia, które w toku historii stało się udziałem ludzkości, nie staje się zatem ani duchowym Chrystusem, ani „Bóstwem". Tauler nieufnie podchodzi do mistyki zakonnic, wpadającej często w emocjonalność i oderwanie od konkretu, dostrzegając pierwiastek faryzejski w upajaniu się własną pobożnością. Podobnie jak u Eckharta cel - zjednoczenie istoty ludzkiej z Bogiem - pojawia się jako wertykalna, przełomowa nagłość wieczności. Sytuuje się w biegu życia, co sprawia, że silniej akcentowana jest wartość przewodnich objawień, ćwiczeń duchowych oraz pomocy sakramentalnych. Z drugiej strony, grzeszne uwikłanie kondycji ludzkiej będące następstwem grzechu pierworodnego oraz grzesznych czynów zostaje tu uwypuklone wyraźniej niż w pismach Eckharta, dla którego grzech jest nicością, niemalże niemożliwą do omawiania, gdyż nie da się o niej nic powiedzieć. Nauczanie Taulera w większym stopniu wypełniają obrazy; można wręcz powiedzieć, że składa się ono z cyklu bądź łańcucha obrazów. Dzięki temu jest ono w oświecającym sensie ludzkie, praktyczne i bezpośrednie. Głoszona przez Taulera koncepcja „gruntu duszy" różni się od „iskierki" Eckharta, ponieważ wpisuje się w antropologicznie całościowe ujęcie istoty ludzkiej, przyznające należyte miejsce zasadzie rzeczywistości.

Za: Duchowość chrześcijańska. Późne średniowiecze i reformacja; redakcja: Jill Raitt, współpraca: Bernard McGinn i John Meyendorff, tytuł oryginału: Christian Spirituality, Vol. 2: High Middle Ages and Reformation (Word Spirituality, Vol 17), przekład: Piotr Blumczyński, Seria MYSTERION, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2011


niedziela, 30 marca 2014

Związki Taulera z Eckhartem


Związki Taulera z Eckhartem - którego znał być może osobiście, a z pewnością z jego dzieł - miały kapitalne znaczenie dla rozpoznania decydującego dla niego punktu hermeneutycznego. Dostrzegając brak zrozumienia, jakiego często doświadczał Eckhart, Tauler przekonywał swych słuchaczy: „nie pojęliście nauk umiłowanego mistrza; przemawiał on bowiem z perspektywy wieczności, wasze pojmowanie natomiast osadzone jest w czasie"4. Tauler dostrzega zatem duchowy wymiar nauk Eckharta, choć zarazem widzi, że tu właśnie tkwi przyczyna nierozumienia ich przez słuchaczy. W swej własnej posłudze kaznodziejskiej czerpie wiele od Eckharta w zakresie nauki o Bogu i o człowieku. Ostatecznie zwraca się ku czasowi i miejscu (zit unde stai), ku konkretnej ziemskiej egzystencji człowieka w jej czasoprzestrzennych ramach. Bez wątpienia, Bóg jest transcendentny w stosunku do wszystkich stworzonych istot, pozostając „ponad sposobem, ponad bytem, ponad dobrocią" {uber wise, uber wesen, uber quot!), czego pierwsza konsekwencja dla człowieka polega jednak nie na tym, by stać się prostym jak Bóg, lecz raczej na tym, by utwierdzić się w pokorze. Pokora, samopoznanie i samozaparcie to najistotniejsze czynniki, które dopełniają starsze wymogi monastyczne. Zdaniem Taulera, ludzkie istnienie charakteryzuje głębia {im grunt, im gemiiete) będąca zawsze „nieprzebranym, ukształtowanym przez Boga miejscem na powrót do Boga". Pełnego łaski „zjednoczenia" z Bogiem doświadcza się wskutek podjętych z rozmysłem dążeń, lecz jedynie wówczas, gdy pośród wielkich pokus „stworzona nicość" (geschaffen nut) zajmuje należne jej miejsce. „Przełom", o którym pisze Eckhart, jest tutaj zasadniczym zwrotem, zawróceniem biegu życia. Należy go wszakże podejmować wciąż na nowo, gdyż nie sposób posiąść go trwale. Wizji Boga towarzyszy ogromny trud, wysiłek i smutek. Bieg życia jako miejsce znoszenia pokus oraz teren, na którym ćwiczy się „porzucenie" (Gelassenheit, jak określa je Tauler), nabiera ogromnej wagi.

Właściwe nauczanie dotyczące etapów życia, zwłaszcza znaczenia jego drugiej części; antropologia obejmująca trzy obszary: zmysły, rozum i serce, a także „wewnętrzną" oraz „zewnętrzną" istotę ludzką; mistyczna potrójna droga (triplex via) Pseudo-Dionizego Areopagity; wzorzec życia czynnego i kontemplacyjnego (vita activa i vita contemplativa); w końcu opis mistycznego uniesienia wywodzący się z Proklosa - wszystkie te motywy oraz idee wzorcowego życia mistycznego stały się zasadniczymi etapami dogłębnej mistyki osadzonej w sieci wzajemnych połączeń tworzącej tkankę ludzkiego życia. Szczere domniemania teologiczne przedstawione w sposób stanowczy i klarowny stają się tym bardziej niezbędne: jedynie w wierze możliwe jest doświadczenie ogarnięcia myślą i doznania Bożej prawdy. Jezus Chrystus jako ucieleśnienie zbawienia, które w toku historii stało się udziałem ludzkości, nie staje się zatem ani duchowym Chrystusem, ani „Bóstwem". Tauler nieufnie podchodzi do mistyki zakonnic, wpadającej często w emocjonalność i oderwanie od konkretu, dostrzegając pierwiastek faryzejski w upajaniu się własną pobożnością. Podobnie jak u Eckharta cel - zjednoczenie istoty ludzkiej z Bogiem - pojawia się jako wertykalna, przełomowa nagłość wieczności. Sytuuje się w biegu życia, co sprawia, że silniej akcentowana jest wartość przewodnich objawień, ćwiczeń duchowych oraz pomocy sakramentalnych. Z drugiej strony, grzeszne uwikłanie kondycji ludzkiej będące następstwem grzechu pierworodnego oraz grzesznych czynów zostaje tu uwypuklone wyraźniej niż w pismach Eckharta, dla którego grzech jest nicością, niemalże niemożliwą do omawiania, gdyż nie da się o niej nic powiedzieć. Nauczanie Taulera w większym stopniu wypełniają obrazy; można wręcz powiedzieć, że składa się ono z cyklu bądź łańcucha obrazów. Dzięki temu jest ono w oświecającym sensie ludzkie, praktyczne i bezpośrednie. Głoszona przez Taulera koncepcja „gruntu duszy" różni się od „iskierki" Eckharta, ponieważ wpisuje się w antropologicznie całościowe ujęcie istoty ludzkiej, przyznające należyte miejsce zasadzie rzeczywistości.

Za: Duchowość chrześcijańska. Późne średniowiecze i reformacja; redakcja: Jill Raitt, współpraca: Bernard McGinn i John Meyendorff, tytuł oryginału: Christian Spirituality, Vol. 2: High Middle Ages and Reformation (Word Spirituality, Vol 17), przekład: Piotr Blumczyński, Seria MYSTERION, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2011

sobota, 11 stycznia 2014

Dążenie do rezygnacji wewnętrznej



Sam zaś Bóg jest kołem, którego obwodu nie znajdziesz nigdzie, a w środku którego jak punkt nieskończenie mały jest duch ludzki zdolny wprawdzie objąć świat cały i rzucać myśli poza okrąg stworzenia, a wszelako tak drobny w porównaniu z niezmiernością Boga, że zdaje się być niczym. Poznanie tego nicestwa względnego jest najwyższym tryumfem korzącego się ducha: stąd zachwycenie i zjednoczenie się niejako z Istotą najwyższą bez utracenia samoistnienia, tak jak powietrze gdy go przenikają słoneczne promienie łączy się nierozdzielnie ze światłem, nie tracąc wszelako natury sobie właściwej. Podobnie dzieje się z duchem. Przenika go wskroś świetność Boga, ale nie niszczy w nim esencji stworzonej: bo gdy duch chce uczcić Stwórcę, wyznaje iż od Niego pochodzi i że do Niego wraca zjednoczeniem nie zaś współistotnością. Wtenczas duch nurtuje w niezgłębionym Oceanie Bóstwa, Bóg jest w nim, Bóg wokoło niego, Bóg poza nim, a prócz Boga nic w nim nie jest.
Jeżeliś nie dostąpił rzadkiej łaski podobnego zachwycenia, a wzdychasz doń z prawym sercem, miej cierpliwość, nie żal się, głoś wszędy radość tych, którzy się wynieśli do tak wysokiej chwały a spuść się na dobroć i mądrość Pana twojego. Jest to najlepszy środek zasłużenia w czasie na dobrodziejstwo największe, jest to jakośmy wyżej mówili, dążenie do rezygnacji wewnętrznej przez rezygnację zewnętrzną.
Tauler

niedziela, 5 stycznia 2014

Poza sferę zmysłów, przestrzeni i czasu,


duch unosi się ku dobru nierzeczowemu i niestworzonemu, ku dobru najwyższemu, którym jest sam Bóg. Powołany chlubnie i temu powołaniu posłuszny z całą usilnością wszystkich władz swoich, ogarnięty nadziemskim promieniem nieskończonej miłości, poświęca się duch Istocie czystej i nadnaturalnej, z pragnieniem działania już nie w stworzeniu ale w wieczności. Odpycha od siebie wszystko cokolwiek od stworzenia bierze początek i kształt, zrzeka się samego siebie, odrzuca wszystko to czym jest, co wie, co może, co kocha, co widzi, co ma: wszystko niknie w jego oczach, wszystko zostaje pochłonięte w niezgłębionych skrytościach Bóstwa, a on sam zostaje jakby pozbawiony własnego ruchu, życia, działania i władzy.
Nie ma słów, którymi wyrazić by można szczytność takiej rezygnacji wewnętrznej; wszelkie wyrażenie jest niedostatecznym w tym przedmiocie, i musimy wyznać nieudolność naszą jak prorok gdy mówi: "Panie Boże, oto nie umiem mówić, bom ja jest dziecina" (Jer. I, 6). Przecie dostąpić jej możemy z pomocą Boga, "bo u Boga wszystko jest podobno" (Mt. XIX, 26). Prawda, że do tej rezygnacji mało kto przykładać się umie już tym samym, że największa liczba w dziełach duchownych powoduje się miłością własną i własnym upodobaniem. Więc kto chce postąpić na tej świętej drodze, niech naprzód poskromi miłość własną, ten ciężar przyciskający ducha do ziemi i nie dający mu "wchodzić przez ciasną bramę" (Mt. VII, 13) Jezusa Chrystusa. Musi przejąć się najprzód ową rezygnacją zewnętrzną, o której pisano powyżej i bez której nie nabędzie rezygnacji wewnętrznej, o której się pisze.
Tauler

Gubi niejako własne istnienie

W tym błogim stanie traci człowiek wszelkie przywiązanie do ziemskich przedmiotów. Zachwycony świetnością Boskiego oblicza i uniesiony ponad poziom przyrodzony, gubi niejako własne istnienie i w obrazie Boga znajduje siebie samego. Duch ludzki przy blasku wielkiej jasności, zostaje jakby bez jasności własnej, przy nieograniczonej wiedzy, jakby bez wiedzy własnej, przy niezgłębionej miłości jakby bez władzy miłowania, ponieważ intuicja najwyższej Istoty daje mu poznać, iż przy Niej wszelkie światło, wszelka wiedza, wszelka miłość jest niczym, że niepodobna jest nimi pojmować i ukochać sprawiedliwie tak niezmierzoną i nieskończoną świętość Boga.

Tauler

O. Jan Tauler - O wzniesieniu ducha do Boga


Rozłączenie się ze światowymi sprawami lub zajmowanie się nimi bez przywiązywania do nich serca, ofiarowanie Bogu wszystkich bólów i przygód, tudzież ochocze znoszenie trosk i cierpień zesłanych, na koniec, nieprzerwane zachowanie w pamięci żywota i męki Jezusa Chrystusa, te to są środki podbicia złej natury naszej i podniesienia ducha przed oblicze Boga.

Gdy do takiej doskonałości duchowej dojdzie człowiek, już wtenczas poczuje spokojność i ciszę, której nie znał dopóki zmysły zajmowały się skwapliwie rzeczami zewnętrznymi. Umysł jakby ostatecznym przesileniem szczytnego swojego usposobienia, występuje niejako ze związku z ciałem, i nabywa nadprzyrodzonej świadomości o prawdach niebieskich. W miarę jak się wyzuwa z tej ziemskiej szaty, przenika głębiej a głębiej te prawdy, i wznosząc się na najwyższe szczyty doskonałości i wiedzy duchowej, obiega kręgi wyobrażające wieczność Boga. Albowiem najwyższa wiedza uczy nas zrzucać ciężar błędów i za pomocą łaski osiągać jasne pojęcie samych siebie. Wnet uczujemy wpływ nadzmysłowej pociechy, ujrzymy wszystko oczami cnoty, i wykonywać wszystko będziemy podług najmędrszej roztropności. Tym sposobem dusza szczęśliwie zostaje wybawiona w Synu przez Syna, w prawdzie, przez prawdę. Gdy się zaś znowu zetknie z stworzeniem, widzieć je będzie w jego nagiej postaci, nie zaślepiona złudzeniem. To zaś jest istnym zachwyceniem ducha, który pominąwszy granice czasu i przestrzeni, spoczywa na łonie samego Boga, rozmyślaniem gorącym i pełną miłością.

Niestety, jak trudną, jak mało wydeptaną jest ta droga zbawienia! Jak niezmordowane umartwienie musi natura wycierpieć, jak niezachwiane musi być postanowienie zerwania ze światem, żeby człowiek duchowy nie był w żadnym czynie powodowany czym innym jak tylko prawością i prawdą! Żeby poznał w sobie jako nieprzyjazną istotę, człowieka zmysłowego i miękkiego, w uczynkach choćby najświętszych na pozór, które jednak własna wola początkować pragnie! Jak długo nie umartwiliśmy własnej woli, umysłu i ducha, jak długo nie ujarzmiliśmy siebie wewnątrz i zewnątrz, w ciele i w duszy, tak długo zostaniemy niedoskonałymi i niegodnymi otrzymania światła i umocnienia Ducha Świętego: tak długo też, powodując się zmysłami i zmysłów niestatecznością, nie potrafimy cenić sprawiedliwości i prawdy. W takim stanie nędzy, niech no Bóg doświadczyć nas raczy, jakim trafem korzystnym lub przygodą, zmartwieniem czy pociechą, na umyśle lub na ciele, albo niech miłe nam osoby doznają nieszczęścia i wstydu, zaraz okaże się, że sądzimy wszystko na zasadach zmysłowej a błędnej sprawiedliwości, że tylko w takim sądzie znajdujemy upodobanie! Następstwem takiego stanu jest nieznajomość własnych wad i samych siebie, a niebawem sąd uprzedzony i pogardliwy o bliźnim. Jest li kto dosyć śmiały by ci się sprzeciwić, już ty porywasz się w gniewie, pokój pomiędzy tobą a Bogiem już zakłócony!


Wprawdzie, miłosierny Bóg obdarza znowu twą duszę słodyczami pokoju, skoro tylko ta dusza uznaje winę z głęboką skruchą, jednakże jak długo trwać będziesz w przywiązaniu do rzeczy świeckich, nie wejdziesz w udział cnót wszystkich, i nie zasmakujesz doskonale w prawdzie, która jest tak bliską ciebie. Tylko osoby pokorne i potulne umieją poddawać się Bogu i ludziom dla miłości Boga, z prawdziwą rezygnacją. Czasem w pierwszej chwili klęski, osoby te nie będą mogły opanować szybko uczucia: czasem Bóg dopuszcza, by ta pierwsza niecierpliwość dłużej potrwała, dla dobra ulubionych swoich i dla nastręczenia im nowych sposobności do zasługi: wszakże jak tylko te osoby dobrej woli wejdą w siebie, wnet staną się napowrót powolne, pokorne i cierpliwe a wzniosą się do Boga na skrzydłach nadziei. Opierając się wtenczas złym skłonnościom, powodowane szczerą miłością, zobojętnieją na wszystkie wrażenia zmysłowe, a zamknięte w sobie, będą zajmować ducha uczynkami pobożności, cierpliwości, miłowania i pokory. Tak usposobionych obdarzy Duch Święty wiedzą gruntowną a raczej mądrością stałą, która ich poprowadzi do ostatniego cnoty zakresu, nauczając ich, jak się mają zachowywać względem Boga, względem siebie samych, i względem innych stworzeń czy złych, czy dobrych.

Natenczas, tak gruntownie będą przejęci pokorą, że ich nie zatrwoży żadna pokusa próżnej chwały; zaledwo by się która podniosła, wnet zstąpi w uczucie swojego nicestwa; potrafią oni złą myśl zupełnie przytłumić; bo przy walczących w imieniu prawdy, jest sam Bóg wszechmocny. Stawających chętnie na miejscu zawsze najniższym, niełatwo poniżyć: unikających pokusy dla nieufności w siły i w własną dobroć, niełatwo potrafi złe uwieść. Wytępili w sobie skłonności natury do rozrywek, do wygód cielesnych, do rozkoszy i do grzechu, nie trudniąc się przez cały ciąg życia niczym innym jak tylko umartwieniem ciała, zwyciężaniem woli własnej, i zrzeczeniem się samolubstwa.

Do takiego stanu ducha trzy środki mogą nas doprowadzić:

Pierwszy: czuwać usilnie nad zmysłami i nie folgować im nigdy, trzymać je ustawicznie w karbach, wyjąwszy okoliczności, w których chwała Boska wymaga by działały.

Drugi: modlić się często i gorliwie, bo modlitwa jest niby zdrój kryształowy, który duszę czyści i użyźnia.

Trzeci: przejąć się obrazem męki Jezusa Chrystusa i nią tak zapełnić serce, by żadna myśl sprośna, żadne grzeszne życzenie wcisnąć się doń nie mogło. Jeśli by się mimowolnie jakie nasunęło, dość wspomnieć na to, że każden grzech jest jakby nowa rana przez ręce nasze Zbawicielowi ukrzyżowanemu zadana, a przy pomocy Boskiej grzeszna myśl spełznie na niczym. Starajmyż się jak najbardziej o to, by krwawe boleści Jezusa Chrystusa trwały ciągle przytomne [(obecne)] duchowi naszemu i nośmy jak najbliżej ciała naszego znak krzyża świętego. Niechaj on nam przypomina w każdej chwili, niezmierną ku nam miłość Chrystusa, przeznaczenie nasze na ziemi, drogę do zbawienia i ogrom naszego przestępstwa, gdy przez roztargnienie przy Mszy świętej, dajemy spływać bezużytecznie krwi Boskiej na nieczułą ziemię; albo gdy grzechami naszymi rozdzieramy bolejące rany Zbawiciela, albo na koniec gdy w niegodnej komunii dajemy Jezusowi pocałunek Judaszowy.


O. Jan Tauler OP
 
Jana Taulera zakonu św. Dominika Ustawy duchowe, dzieło z XIV wieku. Tłumaczenie polskie przejrzał i wydał ks. Z. Golian. W Krakowie 1852, ss. 80-85.