Kłótnia z Turgieniewem
W Biesach, swej następnej po Idiociepowieści, o której szeroko będziemy mówili poniżej, Dostojewski opisał ze złością i nienawiścią Turgieniewa, wielkiego pisarza i miłego człowieka. Wiemy, że Dostojewski, gdy w czasach swej młodości poznał Turgieniewa, zachwycał się nim i wielbił go. Później tenże Turgieniew wyśmiewa Dostojewskiego za stołem pani Panajew. W okresie po powrocieDostojewskiego z Azji Turgieniew pokłócił się z Niekrasowem i z „Sowriemiennikiem” z powodu Czernyszewskiego i Dobrolubowa i zaczął współpracować z miesięcznikiem „Wriemia” braci Dostojewskich, a potem nieszczęśliwą „Epoką”. Dostojewski zachwyca się wtedyOjcami i dziećmi, powieścią Turgieniewa, która powszechnie została uznana za powieść wymierzoną przeciw nihilistom, chociaż Turgieniew napisał ją bardzo powściągliwie i obiektywnie, zwalczając właściwie tylko nihilizm kulturalny, a nie dotykając politycznych poglądów nihilistów. Turgieniew jest wtedy jeszcze wciąż przyjacielem Herzena, od którego się odsunie dopiero w związku z powstaniem polskim, i w swoichOjcach i dzieciachatakuje nie Herzena, lecz Czernyszewskiego i Dobrolubowa. Dostojewski jednak nie mógł długo przyjaźnić się z „jasnowłosym olbrzymem”, jak literaci francuscy nazywali Turgieniewa. Dostojewski był człowiekiem walki, głęboko i gorąco wierzącym w swoje przekonania, i mierził go spokojny sceptycyzm Turgieniewa. Poza tym była jeszcze kwestia usprawiedliwionej zawiści osobistej. Dziś uważamy Dostojewskiego za olbrzyma, Turgieniewa za wybitnego pisarza, ale wtedy sądzono inaczej. Turgieniew była to wielkość nad wielkościami – gdy w Paryżu obraduje światowy kongres literatury, to Turgieniew jest przewodniczącym tego kongresu. Dostojewski był w Europie wówczas całkiem jeszcze nieznany, a w Rosji nikt go jeszcze z Turgieniewem nawet nie porównywał. Cena utworów Turgieniewa wynosiła pięćset rubli od arkusza, tyle mu płaciły te same miesięczniki, które płaciły Dostojewskiemu sto pięćdziesiąt rubli od arkusza. Budziło to w duszy Dostojewskiego głuchy bunt. „Wiem, że piszę gorzej od Turgieniewa – pisze on w jednym ze swoich listów – ale przecież nie na tyle gorzej”. Dalej następuje skarga, że Turgieniew, jako wielki i bogaty pan, ma czas na wygładzanie, szlifowanie, cyzelowanie swoich utworów, on, Dostojewski, musi pospiesznie pracować dniem i nocą, aby zdążyć na termin. Poza tymi wszystkimi utyskiwaniami należy się domyślać, że Dostojewski naprawdę nie wierzył, że pisze gorzej od Turgieniewa, a przeciwnie, kochał swoją twórczość, a wylakierowanej prozy Turgieniewa nie znosił. „Najbardziej wypisany ze wszystkich wypisanych pisarzy rosyjskich” – myślał o nim skrycie.
Dzisiejsi pisarze radzieccy twierdzą, że niechęć Dostojewskiego do Turgieniewa wypływała z różnic socjalnych. Turgieniew to bogaty pan, Dostojewski to mieszczanin i hołysz – powiadają. Tego rodzaju pogląd należy poważnie przekształcić, aby go zbliżyć do prawdy. Turgieniew był istotnie szlachcicem prawdziwym, Dostojewski tylko urojonym, Turgieniew był bogaty, Dostojewski biedny, ale istota niechęci polegała na tym, że bogaty i ustosunkowany Turgieniew, członek towarzystwa arystokratycznego, był lewicowcem, a biedny i wciąż upokarzany Dostojewski był prawicowcem. Kiedy Turgieniew pisze antynihilistyczną powieśćOjcowie i dzieci, Dostojewski szczerze jest po jego stronie, ale Turgieniew prędko zboczył z tej drogi, pisze szereg nowel zabiegających o popularność w sferach rewolucyjnych, a wreszcie piszeDym, powieść lekceważącą Rosję, jak się wtedy wydawało. To wszystko drażni i oburza Dostojewskiego i to oburzenie wylało się w stworzeniu wspaniałej pod względem artystycznym postaci pisarza Karmazynowa wBiesach. Wyraz „karmazyn” po polsku oznacza arystokratę z urodzenia; należy przypuszczać, że Dostojewski znał ten wyraz i skorzystał z niego. Karmazynow zjada rankami kotleciki baranie i zapija czerwonym winem; jeśli ktoś zastaje go przy tym śniadaniu, zaprasza go na nie, ale tak subtelnym tonem, że gość nie korzysta nigdy z propozycji. Karmazynow łaskawie i uprzejmie nachyla się do pocałunku gościa, ale potem nadstawia tylko swój policzek do pocałowania. Tego rodzaju „generalskie” maniery Turgieniewa wywleka Dostojewski ze złośliwością. Najwięcej go jednak oburza owo schlebianie rewolucyjnej młodzieży, ten rodzaj specjalnego snobizmu, który wykazuje Turgieniew w osobie swej karykatury Karmazynowa, zabiegając, starając się o łaski młodych rewolucjonistów, kręcąc ogonem na ich widok. Figurę Karmazynowa tworzył Dostojewski z pasją; w tym snobizmie, braku odwagi w zwalczaniu haseł rewolucji widział Dostojewskicalamitaspubliczną. Dostojewski trafnie tu wyczuł nastroje pewnych sfer za czasów Aleksandra II wobec rewolucjonistów i protestował przeciwko nim ostro i brutalnie. Pod piórem Dostojewskiego to schlebianie rewolucjonistom nabrało charakteru czegoś bardzo arystokratycznego, arystokratycznie zniewieściałego i zdegenerowanego. Inni pisarze hukali na arystokrację, że broni swych praw, Dostojewski wrzasnął pogardliwie za to, że się rewolucji boi, że rewolucji schlebia.Turgieniew był człowiekiem mądrym i słabej woli. Od Herzena odszedł, ale Katkowowi odmówił podania ręki. Dostojewski wierzył w misję ludu rosyjskiego i chłopu rosyjskiemu przypisywał nadnaturalne właściwości, twierdząc przy tym, że ten lud rosyjski zna dobrze, skoro cztery lata przebył z nim na wspólnych narach w katordze. Turgieniew znał lud rosyjski tylko z polowań, w czasie których czasami z kimś z chłopów lub częściej z jakąś dziewczyną rozmawiał, ale sąd miał realny, pozbawiony wszelkich iluzyjnych pomysłów. Pisał swego czasu do Herzena: „Wy, panowie, za pomocą niemieckiego sposobu myślenia, jak słowianofile – wyprowadzacie z ledwo zrozumiałej substancji ludu te zasady, na jakich, według was, zbuduje on swe życie. Błąkacie się we mgle, a co najważniejsza, wyrzekacie się w istocie rewolucji, gdyż lud, przed którym schylacie czoła, jest konserwatystąpar excellence, a nawet nosi w sobie zarodki burżuazji – w kożuchu, w ciepłej i brudnej izbie, z wiecznie przepełnionym brzuchem i wstrętem do wszelkiej działalności obywatelskiej…”. Turgieniew był sceptykiem, poniekąd nawet wolterianinem XIX wieku.Dostojewski w jednej ze swych podróży za granicą po zgraniu się do nitki pożyczył od Turgieniewa pięćdziesiąt talarów i ciągle nie miał pieniędzy, aby mu je oddać. Kiedy z Anią był w Badenie – a więc było to nie tylko przed napisaniemBiesów, lecz nawet przed przystąpieniem do zamysłuIdioty– spotkał niespodzianie Turgieniewa na sali gry i właśnie dlatego, że był mu winien i nie był w stanie mu oddać, poszedł złożyć mu wizytę. O tym spotkaniu, które miało miejsce 10 lipca 1867 roku, mamy dwie relacje: jedna pochodzi od Dostojewskiego, inna od Turgieniewa. Według Dostojewskiego Turgieniew był rozzłoszczony niepowodzeniem swej ostatniej powieściDymi łajał Rosjan i Rosję na czym świat stoi. Dostojewski, jak sam to stwierdzał w rozmowie z Anią – starał się mu mówić złośliwości wszelkiego rodzaju, na przykład: „Nie wiedziałem, że pana tak dotknęło niepowodzenieDymu”; albo: „Niech pan kupi sobie teleskop, bo tylko przez teleskop może pan teraz obserwować Rosję, ponieważ pan tam tak rzadko jeździ”. Wychodząc i żegnając się, Dostojewski powiedział, że lud niemiecki składa się wyłącznie ze złodziei. „Cóż za porównanie z naszym ludem!”; na to Turgieniew pobladł i oświadczył: „Mówiąc tak, obraża pan mnie osobiście, bo ja teraz stałem się Niemcem i dumny jestem z tego”. Dostojewski odpowiedział: „W takim razie niech mi pan wybaczy, ale choć czytałemDym, nie mogłem przypuszczać, że pan się zmienił w Niemca”.
Całą scenę powyższą opisał Dostojewski w liście do swego przyjaciela Majkowa; a potem do Biblioteki Czertkowa w Moskwie, na ręce dyrektora Barteniewa, nadszedłopis tej rozmowy, z prośbą przechowania tego dokumentu do 1890 roku. Słuchy o tym doszły do Turgieniewa i napisał on do Barteniewa list następującej treści:
„…Doszło do mojej wiadomości, że do Biblioteki Czertkowa nadszedł list p. Dostojewskiego i że w tym liście, który ma być ogłoszony nie wcześniej niż w 1890 roku, przypisane mi jest wypowiadanie głupawych zdań o Rosji. Poglądy te miały być rzekomo wypowiedziane przeze mnie w obecności p. Dostojewskiego w Badenie ubiegłego lata,w czasie jednych odwiedzin, którymi on mnie zaszczycił. Nie poruszając już kwestii nadużycia zaufania, zmuszony jestem zaznaczyć, że poglądów swoich wobec p. Dostojewskiego nie mogłem już choćby dlatego wyrażać, bo uważam go za człowieka niepanującego w zupełności nad swoimi władzami umysłowymi, a to z powodu ustawicznego niedomagania, i z innych przyczyn. Zresztą ten mój pogląd na osobę p. Dostojewskiego podziela wielu innych ludzi, którzy go znają. Widać rozstrojona jego wyobraźnia podszepnęła mu, że poglądy, które mi przypisuje, istotnie w jego obecności wypowiedziałem, i stąd powstała ta jego denuncjacja mej osoby wobec potomności”.
Barteniew poważał autorytet Turgieniewa i w odpowiedzi na powyższe napisał list, który byłby jeszcze dla Dostojewskiego przykrzejszy, gdyby Dostojewski znał tę korespondencję:
„…Otrzymałem istotnie opis rozmowy, która rzekomo miała miejsce… ale ten opis jest wypełniony tak nieumiarkowanymi określeniami i obfituje w dowody tak bardzo rozdrażnionej miłości własnej, że wywołać może tylko uśmiech politowania. Zresztą nie ma tam podpisu p. Dostojewskiego”.
Do kogoś innego Turgieniew pisał: „Dostojewski odwiedził mnie w Badenie, lecz zamiast zwrócić mi pieniądze, które mi jest winien, łajał mnie na czym świat stoi zaDym. Ja milczałem przez cały czas jego wizyty. Dostojewski potem napisał donos na mnie do potomności…”.
Turgieniew był człowiekiem towarzysko czarującym. Czasami układał nawet po francusku lub po niemiecku libretta do operetek, granych na przedstawieniach amatorskich, przy tym Turgieniew sam, mimo swego wieku męskiego, brał w nich także udział: grał, tańczył, śpiewał. Z jakimże zachwytem opisują go bracia Goncourtowie w swoim dzienniku. Tenże dziennik braci Goncourtów potwierdza zresztą, że Turgieniew często blagował, aby dogodzić słuchaczom. Gdy wiedział, że słuchacze oczekują czegoś w pewnym rodzaju, to łgał na potęgę, aby ich wyobraźni nie zawieść. Opowiadał na przykład, że cesarz Aleksander II czytał kiedyś swemu dworowi głośno jedną z jego nowel, ale czytał ją z manuskryptu przepisanego ręcznie, bo cesarz nie może się dotknąć słowa drukowanego, i inne podobne historie, które wzbudzały zachwyt do tego „jasnowłosego olbrzyma słowiańskiego”, jak Turgieniewa w towarzystwie literatów francuskich nazywano. Opowiadał także, jak nim pomiatają w Rosji, jak na obiedzie w ambasadzie rosyjskiej posadzono go przy stole na ostatnim miejscu. W rzeczywistości było zupełnie inaczej. Raz Turgieniew uwikłał się w sprawę grożącą zwykłemu śmiertelnikowi poważną odpowiedzialnością: przewiózł korespondencję rewolucjonistów przez granicę. Specjalnym ukazem cesarskim został wówczas postawiony przed sąd senatu, a senatorowie poili go herbatą i natychmiast uniewinnili. Zarzut Dostojewskiego był słuszny: różowy liberał Turgieniew zabiegał o popularność w kołach skrajnych, ale to mu nie psuło stosunków ani wśród warstwy, do której z urodzenia należał, ani w sferach biurokracji najwyższej, i stale był w Rosji honorowany w sposób, jaki się nawet śnić nie mógł Dostojewskiemu, pomimo że ten ostatni był bojowym monarchistą. Kiedy Aleksander II przyjechał do Paryża, Turgieniew został zaproszony na śniadanie do ambasady, w którym prócz niego wzięli udział tylko cesarz, cesarzowa i ambasador. Turgieniew podczas tego śniadania opowiadał: „Zostałem zaproszony na jubileusz Kraszewskiego do Krakowa, ale byłem niezdrów i nie pojechałem”. „I świetnie pan zrobił, Iwanie Siergiejewiczu, świetnie pan zrobił” – powiedział cesarz.
**
Triumf i śmierć
Dostojewski zakończył Braci Karamazow 8 listopada 1880 roku. Jest to już ostatnia jego powieść i przedostatni rok życia. Grozi mu ustawicznie pęknięcie naczyń krwionośnych w płucach. Zdaniem lekarzy powinien unikać wzruszeń oraz wysiłków fizycznych, zwłaszcza podnoszenia ciężarów. Z tymi czasami związane są następujące rozważania Ani: „Słyszałam zarzuty, że mąż mój był rozdrażniony i wyniosły w towarzystwie. Ależ ludzie nie wiedzieli, jaki on był chory! Na przykład do Połońskich, którzy mieszkali na piątym piętrze, mąż mój szedł 20 do 23 minut po schodach i mówił co chwila: »nie śpiesz się, Aniu, muszę przecież odpocząć«, chociaż ja naturalnie wcale się nie śpieszyłam. To tylko małostkowość ludzka twierdziła, że posępność i małomówność mego męża wypływały z cech, których wcale nie było we wzniosłym i szlachetnym jego charakterze”.
Ania sprawia sobie wieczorową suknię jedwabną, aby towarzyszyć Dostojewskiemu na zebrania towarzyskie, i prosi zawsze gospodynię domu, aby odsadzała od niego ludzi mogących go zirytować. Dotychczas Dostojewski przeważnie bywał sam, bez Ani. Zresztą i teraz pomimo wieczorowej sukni jedwabnej w szeregu domów bywa Dostojewski bez żony. Złośliwy garbus, panna Stackenschneider, której rodzice mieli dom otwarty w Petersburgu, zapisuje sobie złośliwe uwagi o Ani, którą nazywa mieszczką, a także o Dostojewskim pisze: „Pomimo wielkiego geniuszu znać w nim zawsze drobnomieszczanina. Kres wielkich pieniędzy to dla niego nie więcej niż sześć tysięcy rubli”.
Ale Dostojewski bywał nie tylko u pp. Stackenschneiderów. Oto list młodziutkiego wielkiego księcia Konstantego Konstantynowicza z zaproszeniem na kolację: „Będą sami swoi, ci sami, co zawsze” – i tutaj następuje wyliczenie kilku imion cioć i stryjaszków z rodziny cesarskiej. Cesarzewicz i jego żona także przyjmują Dostojewskiego. Była to już towarzyska stratosfera.
Tego rodzaju stosunkami Dostojewski nigdy się jednak nie chwali, żonie o tym gadać zakazuje, a wobec cesarzewiczowej nie przestrzega etykiety, przerywa jej, gdy mówi coś, co mu się nie podoba. Natomiast dba bardzo o swoją lokatę w towarzystwie literatów i tu pilnuje należnego sobie miejsca nerwowo i zazdrośnie. Dniem największego triumfu jego życia będzie dzień 6 czerwca 1880 roku1.
Odsłaniano wówczas w Moskwie pomnik Puszkina. Uroczystości te miały zająć około dwóch tygodni i Dostojewski był na nie zaproszony. Dostojewski chciał wyjechać do Moskwy z rodziną, żoną, dziećmi i niańką, ale obliczono, że to będzie kosztować trzysta rubli, co było za drogo, więc pojechał sam, choć Ania obawiała się, że będzie miał atak epilepsji, a potem, zanim wróci do przytomności, zacznie jej szukać po hotelu i ludzie wezmą go za wariata.
W przeddzień wygłoszenia swej mowy, która przysporzyła mu tyle uwielbienia, Dostojewski otrzymał list od Ani, w którym donosiła ona między innymi, że kupiła dla synka małego źrebaczka za sześć rubli. Dostojewski odpisał na ten list natychmiast, kończąc go słowami: „Całuję źrebaczka”. Ten źrebaczek zresztą zaraz zdechł.
Swoją mowę o Puszkinie Dostojewski czytał z rękopisu. Już po pierwszej odczytanej stronicy odezwał się grzmot oklasków, potem oklaski wybuchały już po każdym zdaniu. W pewnej chwili Turgieniew, dotychczasowy wróg Dostojewskiego, posłał mu całusa ręką. Sala zaczęła histeryzować z zachwytu, ludzie ryczeli i wyli z uwielbienia; połowa sali płakała. Gdy Dostojewski skończył, wołano: prorok, prorok! Studenci, pensjonarki, ministrowie, damy, wszyscy wtargnęli na estradę, całowali mu ręce. Aksakow, który miał mówić po Dostojewskim, oświadczył, że nikt nie jest godzien zabrać głosu po tak genialnym przemówieniu. Annienkow, który zaledwie trzy tygodnie przedtem złośliwie wyśmiewał się z Dostojewskiego w prasie, teraz biegał naokoło niego, całując go w oba ramiona. Duszony przez tłum entuzjastów Dostojewski uciekł za kulisy. Tam dopędził go jakiś student, padł mu do nóg i zemdlał u tych nóg z zachwytu.
Z okazji tego triumfu cofnięto nareszcie tajny nadzór policyjny nad Dostojewskim i jego korespondencja przestała być czytana w cyrkule policyjnym, co w praktyce powodowało zawsze opóźnienie listów do niego adresowanych o kilka dni. Dostojewski dawno już był uważany przez wszystkich rewolucjonistów rosyjskich za wroga numer jeden, ale machina policyjna działała inercyjnie i tępo. Dla niej „podporucznik dymisji Teodor Dostojewski” był wciąż od dwudziestu sześciu lat byłym więźniem politycznym.
Mowa Dostojewskiego zawierała kilka prześlicznych krzyków patetycznych, kilka spazmatycznych wyciągnięć rąk do ludzi. Czytając tę mowę, która wzbudziła tyle zachwytu, widzimy dokładnie, jak powstają idee, które potem panują nad społeczeństwami, popychają je na śmierć, na wojny, uciskają i terroryzują myśl całych pokoleń. Czytając to przemówienie, czujemy się obecni przy poczęciu i połogu wielkiej idei. Ojcem jej jest iluzja, matką – anachronizm rozumowania i anachronizm historyczny. Tak zresztą jest przeważnie z wszystkimi wielkimi ideami, które zmieniały się w rządach nad ludzkością; wszystkie rodziły się z autohipnozy ich twórcy i z hipnozy tłumów, na które oddziaływały. Wszystkie zawsze i wszędzie były dzieckiem iluzji, fikcji, nieprawdy. Dostojewski w swej mowie dopuszcza się anachronizmów straszliwych: przypisuje Puszkinowi, który umarł czterdzieści trzy lata przed wygłoszeniem tej mowy, ideologię, którą on sam, Dostojewski, wyznawał i którą wyznawała pewna część współczesnego mu pokolenia. Przypisuje Puszkinowi myśli i intencje, których ten nigdy nie miał i mieć nie mógł, bo to były myśli Dostojewskiego.
Puszkin w młodych swych latach napisał poematCyganie,pod wpływem swego pobytu nad Czarnym Morzem. Młody człowiek przystaje do Cyganów, chce żyć wolnym życiem Cygana, ale za niewierność zabija Cygankę, którą pojął za żonę, i Cyganie go wypędzają. Cały poemat był wybitnie bajronistyczny, Dostojewski w tej ucieczce do Cyganów upatrzył pielgrzymkę w celach poszukiwania prawdy u ludu rosyjskiego; przypisał Puszkinowi, który napisał ten swój poemat w 1824 roku, myśli, nastroje, tęsknoty, hasła społeczeństwa rosyjskiego siedemdziesiątych i osiemdziesiątych lat zeszłego stulecia.Eugeniusz Oniegin,ten wielki, genialny poemat Puszkina, nie miał nic wspólnego z tym, co teraz upatrzył w nim Dostojewski, nie miał nic wspólnego nawet z tą atmosferą, klimatem, które teraz dokoła niego zaczął roztaczać Dostojewski. Oniegin – według Dostojewskiego, był to także poszukiwacz rosyjskiej prawdy ludowej, a Tatiana to znów symbol tej rosyjskiej prawdy ludowej. To wszystko nie było Puszkinem, to była ideologia samego Dostojewskiego. Ale słuchacze Dostojewskiego wierzyli wówczas głęboko, że Puszkin tak myślał jak Dostojewski i jak oni sami myśleli podczas słuchania tej natchnionej mowy.
Bo tylko w czasie słuchania tego przemówienia. Gdy Dostojewski mówił, to wszystkim się zdawało, że wygłasza on jakąś mowę syntetyczną, godzącą wszystkich Rosjan – Piotra Wielkiego ze starowierami, Aksakowa z Turgieniewem, siebie z rewolucjonistami, że godzi słowianofilów i zachodowców. Ale już kilka dni później ocknęli się wszyscy. Urok słów geniusza przestał działać. Mowę przeczytano w druku i zaczęto ją atakować. Dostojewski mógł po triumfie, który przeżył, zachować się z rezerwą. Ale Dostojewski była to natura wściekle bojowa. Zagryzł wędzidło i rzucił się do kontrataku. To nie był człowiek skłonny do spoczywania na laurach. Dostojewski to był bój, bój, bój o rzeczy, w które chciał wierzyć, i takim był przez całe życie.
PowodzenieBraci Karamazowbyło ogromne. Dostojewski chce dalej pracować, ma pisać drugą częśćBraci Karamazow.Prócz tego wznawia wydawnictwo „Dziennika Pisarza”. Ogłasza przedpłatę. W 1881 roku Ania zwraca pieniądze przesłane na wydawnictwo, wstrzymane przez śmierć.
W nocy z 25 na 26 stycznia 1881 roku Dostojewski, który pracował nocami, ponieważ musiał mieć naokoło ciszę, gdy pisał, upuścił obsadkę pióra na podłogę i ta potoczyła się pod półkę z książkami. Obsadki tej używał także do nabijania tytoniu do papierosów. Dostojewski odsunął półkę z książkami, aby jądostać. Musiało to mu zaszkodzić. Następnego dnia odwiedziły go siostry, z którymi się kłóci w ciężkiej sprawie obalenia testamentu. Zaczynają się krwotoki. Przywołano lekarzy. Leżał na otomanie, nad którą w brzydkiej dębowej rzeźbionej ramie, wybranej przez Anię, wisiała fotografia Madonny Sykstyńskiej. W dniu 28 stycznia o godzinie siódmej rano obudził się, przywołał żonę i kazał podać sobie Ewangelię, ten sam egzemplarz, który był mu darowany w Syberii w drodze na katorgę przez żony dekabrystów i który był z nim razem w więzieniu. Roztworzył Ewangelię na III rozdziale św. Mateusza i przeczytał:
„A Jan mu nie dopuszczał, mówiąc: Ja mam być chrzczony od Ciebie, a ty przychodzisz do mnie. A Jezus, odpowiadając, rzekł mu: Zaniechaj teraz; albowiem tak się nam godzi wypełnić wszelką sprawiedliwość”.
– Widzisz – powiedział Dostojewski do Ani – zaniechaj, odpuść. Ja dzisiaj umrę.
Istotnie umarł tegoż 28 stycznia 1881 roku o godzinie ósmej minut trzydzieści osiem wieczorem.
Rozpoczęło się kilka dni męczącego chaosu pogrzebowego. Przez skromne mieszkanie wielkiego pisarza, ciasne i nędznie umeblowane, przepłynęło tysiące ludzi. Mała córeczka Dostojewskiego zrywała liście z bukietów, które jedni kładli na piersi zmarłego, i dawała innym na pamiątkę. Gdzie go pochować? Ania pamiętała, że Dostojewski prosił, aby go nie grzebać razem z literatami rosyjskimi, od których doznał tyle przykrości, i że podobał mu się cmentarz Monasteru Dziewic, i prosi szwagra, aby tam pojechał i kupił miejsce. Dzieci Dostojewskiego radośnie i wesoło wskoczyły do sanek, aby się przejechać po błyszczącym tego dnia od słońca i śniegu Petersburgu. Ale przeorysza Monasteru nawet nie słyszała o pisarzu Dostojewskim, powiedziała, że wszyscy równi są przed Panem, i zażądała kwoty olbrzymiej. W czasie jednak tych targów Ania została powiadomiona, że zakonnicy z Ławry Aleksandra Newskiego, najbardziej dostojnego i najdroższego cmentarza w Petersburgu, proszą ją, aby pochowała męża na ich cmentarzu, przy tym oświadczają, że żadnych za to pieniędzy przyjąć nie mogą. Oczywiście zakonnicy ci usłyszeli od najwyższego swego przełożonego, Pobiedonoscewa, odpowiednią radę, którą pośpiesznie wykonali.
Z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych przyjechał urzędnik, który przywiózł Ani pieniądze na pogrzeb męża i obietnicę, że dzieci będą kształcone na koszt skarbu państwa. Ale Ania odmówiła przyjęcia tych pieniędzy.
Natomiast gdy kilka godzin później zjawił się inny dygnitarz i oświadczył, że cesarz wyznaczył jej dożywotnią pensję, równą pensji wdów po generałach-majorach, to Ania ucieszyła się bardzo i podziękowawszy dygnitarzowi, prędko poszła do pokoju swego męża, aby mu opowiedzieć tę nowinę. I dopiero w progu, zobaczywszy katafalk, przypomniała sobie, że on przecież nie żyje i wiadomości tej wysłuchać nie jest w stanie.
1Słynną mowę o Puszkinie, o którą tutaj chodzi, Dostojewski wygłosił 8 (20) czerwca 1880.
Stanisław Cat-Mackiewicz
Dostojewski
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.