Obłąkana dziewczyna z wytrzeszczonymi oczami,
bielą wychudłych palców
Wczepiona w szczeliny muru,
Burzą porwane włosy i usta wrzeszczące –
czy to ważne, Kassandro,
Czy ludzie dają wiarę
Twoim fontannom goryczy? Ludzie zaiste
Nienawidzą prawdy, oni by chętniej
Spotkali się z tygrysem.
Dlatego to poeci prawdy swoje słodzą miodem
nieziemskim, a sprzedawcy
Religii i polityczni menerzy
Chlustają z baryłek kłamstwa stare i nowe
i są chwaleni za usłużną
Mądrość. Biedna suko, bądź rozsądna,
Ale nie. Ty wciąż będziesz w kącie mamrotać
te prawdy okruchy, dla ludzi
I bogów obmierzłe. I ty, i ja, Kassandro.
Robinson Jeffers
przekład Zygmunt Ławrynowicz
Pokochanie innej osoby dowodzi zmęczenia samotnością: jest więc tchórzostwem i zdradą wobec samego siebie (jest rzeczą najwyższej wagi, abyśmy nikogo nie kochali). Fernando Pessoa
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Robinson Jeffers. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Robinson Jeffers. Pokaż wszystkie posty
sobota, 20 kwietnia 2013
Intelektualiści
Czy tak trudno ludziom stać na własnych nogach,
Że muszą czepiać się Marksa albo Chrystusa, albo choćby Postępu?
Jasne, że trudno. Ach, stado, stado.
Idzie noc, pełno wilków zwątpienia. No jasne, że trudno.
Jeżeli nie spotkałeś i nie pokochałeś
Naszego niedobrego, nieludzkiego Boga,
Który jest bardzo piękny i zbyt pewny siebie,
Żeby chcieć wielbicieli, a w nim są owce i wilki,
Ty też rozglądałeś się być może za kościołem.
W nim są płomieniejące gwiazdy i nędzne ciało,
I co nazywamy rzeczami, i co nazywamy nicością.
Jest bardzo piękny. Ci jednak, że tak długo
Samotnie wędrowali w odkupiającą rozpacz,
Są zmęczeni, zakrywają oczy; i biegną do stada.
Robinson Jeffers
przekład Czesław Miłosz
Że muszą czepiać się Marksa albo Chrystusa, albo choćby Postępu?
Jasne, że trudno. Ach, stado, stado.
Idzie noc, pełno wilków zwątpienia. No jasne, że trudno.
Jeżeli nie spotkałeś i nie pokochałeś
Naszego niedobrego, nieludzkiego Boga,
Który jest bardzo piękny i zbyt pewny siebie,
Żeby chcieć wielbicieli, a w nim są owce i wilki,
Ty też rozglądałeś się być może za kościołem.
W nim są płomieniejące gwiazdy i nędzne ciało,
I co nazywamy rzeczami, i co nazywamy nicością.
Jest bardzo piękny. Ci jednak, że tak długo
Samotnie wędrowali w odkupiającą rozpacz,
Są zmęczeni, zakrywają oczy; i biegną do stada.
Robinson Jeffers
przekład Czesław Miłosz
Pożar w górach
Jelenie skakały jak zdmuchnięte liście
W dymie przed gromką falą niskiego pożaru.
Myślałem o stworzeniach które nie zdążyły.
Piękno nie zawsze jest wdzięczne, pożar był piękny, strach
Jeleni był piękny. Kiedy znów przyszedłem
Na czarne zbocza skąd odbiegł płomień, orzeł
Siedział na kikucie spalonej sosny,
Wzgardliwy, obżarty, w płaszczu swoich bark, zwiniętej burzy.
Przyleciał tu z daleka na dobre łowy,
Za naganiacza miał pożar. Bezlitosne niebo,
Błękitne, bezlitosne wzgórza, czarne,
Ciemnopióry wielki ptak sennie bezlitosny między nimi.
I myślałem, gorzko, ale całym sobą,
Że zniszczenie, które przynosi orła z nieba jest lepsze niż litość.
Robinson Jeffers
przełożył Czesław Miłosz
W dymie przed gromką falą niskiego pożaru.
Myślałem o stworzeniach które nie zdążyły.
Piękno nie zawsze jest wdzięczne, pożar był piękny, strach
Jeleni był piękny. Kiedy znów przyszedłem
Na czarne zbocza skąd odbiegł płomień, orzeł
Siedział na kikucie spalonej sosny,
Wzgardliwy, obżarty, w płaszczu swoich bark, zwiniętej burzy.
Przyleciał tu z daleka na dobre łowy,
Za naganiacza miał pożar. Bezlitosne niebo,
Błękitne, bezlitosne wzgórza, czarne,
Ciemnopióry wielki ptak sennie bezlitosny między nimi.
I myślałem, gorzko, ale całym sobą,
Że zniszczenie, które przynosi orła z nieba jest lepsze niż litość.
Robinson Jeffers
przełożył Czesław Miłosz
Subskrybuj:
Posty (Atom)