Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samotność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samotność. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 maja 2016

Ceremonia zamknięcia w rekluzie wzorowana była na obrządku pogrzebowym


Szczególnie surowym modelem życia była rekluzja. Praktyku­jące ją kobiety zamurowywano w celach. Wolno im było utrzymy­wać kontakt ze światem zewnętrznym jedynie przez umieszczony w ścianie otwór. Jeżeli rekluzja przylegała do kościoła lub kaplicy, wyposażona była w dodatkowe okno, przez które rekluza - kobieta zamknięta w murach celi - mogła widzieć ołtarz i uczestniczyć w Mszy. Mniszki takie podejmowały bardzo surowe praktyki ascetyczne, na które składały się post, modlitwa, wstrzemięźliwość seksualna i umartwianie ciała. Życie w zamkniętej celi przypomi­nało „przebywanie w grobie"; „ceremonia zamknięcia w rekluzie wzorowana była z tego względu - jak pisze Unger - na obrządku pogrzebowym". Mimo to rekluzy mogły kontaktować się ze światem zewnętrznym, a często stawać się wręcz cenionymi, obdarzonymi dużym wpływem doradczyniami. Utrzymywały się one z jałmużny, a niekiedy wspierane były przez pobliskie wspólnoty zakonne.

Za: Annerose Sieck, Mistyczki. Historie kobiet niezwykłych, tytuł oryginału: Mystikerinnen. Biographien visionarer Frauen, przekład: Kamil Markiewicz, Wydawnictwo eSPe  Kraków 2012

piątek, 7 listopada 2014

Samotność! Cóż po ludziach?


"Samotność! Cóż po ludziach? Czym śpiewak dla ludzi?" W tej zbanalizowanej cytacie jest nieodparta prawda, której głębię możesz zniszczyć, powtarzając jak modlitwę te słowa. To łatwo powiedzieć - trzeba mi samotności. Ale zrozumieć, że się jest na zawsze samotnym, godzić się na tę samotność - to wielka sprawa, doświadczenie religijne. I ono właśnie w całej swej sile i prawdzie - zamknięte jest w tej cytacie. 


Lechoń, Dziennik, t. II

piątek, 24 października 2014

Pozostawanie w samotności kontemplacyjnej


Zwykle świadomy, przemyślany i niewymuszony wybór samotności, na przykład jako stylu życia albo formy pracy lub rekreacji, wiąże się z pozytywnym jej odczuwaniem. Trzeba jednak zaznaczyć, że upodobanie w samotności nie jest jednakowe u wszystkich, którzy się na nią decydują. Amplituda zamiłowania do samotności rozciąga się od postaw bezkrytycznie przychylnych, poprzez postawy umiarkowane, na postawach uznających wybór samotności jako mniejsze zło kończąc. U jednych, jak u Petrarki, mamy do czynienia wręcz z nabożeństwem do samotności 11; z kolei u innych, jak u Schopenhauera – co może niektórych dziwić, zważywszy na życiorys i poglądy tego filozofa, samotność traktuje się z rewerencją, a równocześnie ze świadomością trudów i bolączek, jakie ona ze sobą niesie12. W czasach nam współczesnych przypadki samotności chcianej, jak się ją niekiedy określa w literaturze przedmiotu, wbrew temu, czego byśmy się spodziewali w dobie globalizacji i panwspólnotowizmu, utrwaliła się wręcza moda na samotność pojmowaną w tym drugim znaczeniu, jako  samowystarczalność, niezależność i życie w pojedynkę. Zjawisko to opisywane jest w kategoriach singlizmu 13. W większości przypadków mamy jednakże do czynienia z samotności ą niechcianą , która niewoli człowieka wbrew jego chceniu, i która jest postrzegana jako cierpienie, udręka, zły los, przedsionek śmierci i tym podobne. Mówiąc najogólniej, nurt kontemplatywny filozofii samotności operował drugim z przytoczonych znaczeń pojęcia samotności, będąc równocześnie świadom istnienia również innych jej rodzajów, ale z ich pominięciem jako drugorzędnych, a przez to niewartych uwagi.

Nurt kontemplatywny rehabilituje samotność, dowartościowując ten jej aspekt, który wiąże się z szeroko pojętą kontemplacją. W istocie jest to nurt o charakterze mądrościowym, konsolidujący mistyki. Do przedstawicieli różnych kierunków ideowych nurtu kontemplatywnego zaliczam między innymi, od przedchrześcijańskiego antyku greckiego poczynając, Sokratesa, w wąskim zakresie Platona, Marka Aureliusza, poprzez myśl średniowieczno-chrześcijańską Aureliusza Augustyna z Tagasty, Mistrza Jana Eckharta, Franciszka Petrarki, a dalej, poprzez myśl nowożytną Michela de Montaigne, Błażeja Pascala, Jana Jakuba Rousseau, Artura Schopenhauera, na myśli współczesnej kończąc – w jej ramach uwzględniając także stanowisko reprezentowane przez Edmunda Husserla, co tylko pozornie może zaskakiwać.

Wokół pojęcia samotności kontemplacyjnej

Przedstawiciele kontemplatywnego nurtu filozofii samotności, na przestrzeni wieków, forsowali tezę, zgodnie z którą właściwie pojęta samotność jest nierozerwalnie związana z aktami kontemplacji. Pomiędzy samotnością a kontemplacją zachodzi sprzężenie zwrotne. Należycie rozumiana samotność winna być zawsze ukierunkowana na kontemplację, podobnie jak właściwie pojmowana kontemplacja winna być zawsze ukierunkowana na samotność. W przytaczanym ujęciu samotność i kontemplacja są więc od siebie nieodrodne. Ich wzajemny związek jest tak silny, że w istocie jedna sprowadza się do drugiej, wypełniając tę drugą własną treścią. Samotność stanowi treść kontemplacji, a kontemplacja samotności. W ten sposób możemy mówić o samotności kontemplacyjnej, w różnych miejscach i przez różnych myślicieli określanej zamiennie jako samotność wewnętrzna (Aureliusz Augustyn), samotność duchowa lub mistyczna (Mistrz Eckhart), wreszcie jako samotność filozoficzna (Edmund Husserl). Przez kontemplację, zgodnie ze słownikowym jej określeniem, przyjmuję rozumieć zatopienie w myślach, rozmyślanie, rozpamiętywanie, medytację, przyglądanie się czemuś w skupieniu, intuicyjny ogląd. Kontemplacja jest więc rodzajem aktu poznawczego, którego przedmiot stanowią zazwyczaj Bóg, świat lub człowiek, rozważani we wzajemnej relacji lub w odosobnieniu. Zasadniczo kontemplacja jest wysiłkiem nakierowanym na poszukiwanie prawdy o Bogu, świecie i człowieku (zarówno o bliźnim, jak o sobie samym), a także o ich wzajemnej relacji i przeznaczeniu/powołaniu. Kontemplacja może, aczkolwiek nie musi przechodzić w fazę ekstazy.

Ekstatyczne uniesienie i zachwyt towarzyszą albo kontemplacji religijnej – mistycznej, albo kontemplacji estetycznej – dzieła sztuki. Podmiotem aktu kontemplacji jest zawsze i tylko jednostka. Nurt kontemplatywny wyklucza możliwość zbiorowej medytacji, transu, hipnozy, ekstazy. I tu dochodzimy do punktu zgoła najważniejszego. Otóż, niesłychanie istotnym, jeżeli nie najistotniejszym, elementem kontemplacji, tak jak ją tutaj rozumiemy, jest wymóg, ażeby dokonywała się ona w samotności. Towarzysząca kontemplacji samotność nie musi się koniecznie sprowadzać do fizycznego odosobnienia, a w każdym razie nie musi oznaczać całkowitej (programowej, permanentnej i nieodwoływalnej) izolacji od społeczeństwa, a jedynie separację od mas, tłumu, społecznej gawiedzi, od ludzi przeciętnych, bezideowych i swawolnych. W ten sposób również należy patrzeć na monastycyzm chrześcijański , który z czasem wyewoluował od pierwotnych form eremityzmu i anachoretyzmu, kładących nacisk na radykalne, pustelnicze odosobnienie i praktyki pokutne, w nurt cenobityzmu, który, wraz ze świętym Pachomiuszem, zastąpił pustelnicze odosobnienie mnicha życiem w odosobnieniu, ale całej grupy mieszkającej razem 14. Pokutujące w świadomości społecznej przekonanie, że żywot mnisi lub zakonny sprowadza się, tak naprawdę, do ucieczki od świata i od jego problemów, jakkolwiek częściowo prawdziwe i uzasadnione, nosi znamiona nieporozumienia, podszytego ignorancją. Fałszywość tego rodzaju przekonań demaskuje, na przykład, Louis Bouyer , zauważając, że

...alternatywa: „miłość braterska lub samotność” jest sztuczna. Można ją sformułować i utrzymywać dopóty, dopóki człowiek nie pozna wewnętrznego dynamizmu każdego autentycznego życia monastycznego. Powtarzamy jeszcze raz: człowiek nie porzuca świata, aby opuścić swych braci, ale żeby od dać się całkowicie Bogu . Innymi słowy, nie porzuca się świata dla jego porzucenia, lecz aby znaleźć to, w czego znalezieniu on nam przeszkadzał. Kiedy człowiek już to znajdzie, nie waha się powrócić do świata, czy raczej... nieuchronnie pociąga świat na pustynię15.


Ascetyzm

Samotność kontemplacyjna jest więc formą ascezy, która polega na ucieczce od przeciętności i degrengolady (model antyczny grecko-rzymski, renesansowy, oświeceniowy); która polega na wycofaniu się ze świata i porzuceniu – również w samym sobie – człowieka zewnętrznego 16, światowego, zmysłowego, cielesnego. Rys ascetyczny samotności kontemplacyjnej, w rozumieniu fenomenologii Husserla, przejawia się w metodycznym zabiegu redukcji fenomenologicznej, która polega na myślnym wycofaniu się ze świata przeżywanego (Lebenswelt) poprzez zawieszenie, wzięcie w nawias naturalnych przeświadczeń o tym świecie.

Wyzwolenie się od złych nawyków, przyziemności oraz wad społecznych, do których należą – według Montaigne’a – ambicja, chciwość, chwiejność, lęk i pożądliwości17, możliwe jest tylko w samotności. Do tego jednak, żeby się od nich uwolnić, żeby uruchomić proces moralnej przemiany lub religijnej metanoi, która zarazem pociąga tamtą, nie wystarczy samotność ograniczająca się do fizycznego odosobnienia i to niezależnie od drastyczności form, jakie mogłoby ono przyjąć. Michel de Montaigne, jeden z filarów kontemplatywnego nurtu filozofii samotności, przekonywał, że

Ani pustynie, ani jaskinie skalne, ani włosiennica, ani posty nie uwalniają nas od nich... (od wad charakterologicznych, moralnych i społecznych – przyp. P.D.)18.


Jedynie skuteczną bronią przeciwko wadom indywidualnym i społecznym jest, jak twierdził Montaigne, pozostawanie w samotności kontemplacyjnej, gdy człowiek ogniskuje swoje myślenie i odczuwanie na samym sobie, schodząc do najtajniejszych zakamarków własnego ducha. Dopiero tam odkrywa się całą – nierzadko bolesną, ale zawsze oczyszczającą i mobilizującą – prawdę o samym sobie i własnym miejscu w świecie; prawdę o ludzkiej naturze, o sensie istnienia i celu świata.


11. Samotność jest święta, prosta, nie zepsuta i najbardziej czysta ze wszystkich rzeczy ludzkich. ...Samotność nie chce nikogo zwodzić, nikomu nie schlebia, nic nie ukrywa, nic nie zmyśla. Jest ona całkiem naga i bez ozdób, nie wystawia się na widok publiczny, ani nie szuka oklasków, które zatruwają duszę. ...Jest ona wszechobecna, szczęśliwa i spokojna, jest prawdziwą twierdzą górską i portem, gdzie chronimy się przed burzami. Kto ucieka z tego portu, będzie cierpiał na brak wszystkiego. Będzie miotany falami wydarzeń, będzie żył między skałami wodnymi i umrze wśród burz. F. Petrark a, De vita solitaria, [w:] id e m, Wybór pism, Ossolineum, Wrocław 1982, ss. 323–324.

12. Samotność jest przeznaczeniem wszystkich wybitnych duchów: od czasu do czasu boleją nad nią, zawsze jednak ją wybiorą, jako mniejsze zło . (podkr. P.D.) [w:] A. Schopenhauer, Aforyzmy o mądrości życia, przeł. J. Garewicz, „Czytelnik”, Warszawa 2000, rozdz. V, B, 9, s. 186. Zatem każda wybitna, niepodobna do innych, a zatem niepowtarzalna indywidualność w młodości odczuwa wprawdzie cechującą ją izolacji jako ciężar ... (podkr. P.D.) [w:] A. Schopenhauer, Aforyzmy o mądrości życia, op.cit., s. 187. Albo w innym miejscu: ...samotność ma więc także obok wielu zalet drobne wady i niedogodności, nie do porównania jednak z wadami i niedogodnościami, jakie pociąga za sobą towarzystwo; [w:] A. Schopenhauer, Aforyzmy o mądrości życia, op.cit., s. 188.

13 Zestawienie siglowskiego stylu życia z samotnością może budzić opory i sprzeciw osób, które singlizm deklarują, i dla których bycie singlem nie jest tożsame z byciem samotnikiem. Na ogół single odżegnują się od intencji samotniczych. Badania naukowe, szczególnie z obszaru socjologii, dowodzą jednakże, że pomiędzy teoretycznymi deklaracjami singli a rzeczywistą praktyką życiową zachodzi znaczący rozziew. Poczyniona obserwacja pozwala zaklasyfikować (konsekwentny) singlizm do obszaru zjawisk związanych z samotnością.

14. L. Bouyer , Wprowadzenie do życia duchowego. Zarys teologii ascetycznej i mistycznej, przeł. L. Rutowska, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1982, s. 145

15. L. Bouyer, Wprowadzenie do życia duchowego..., op.cit., s. 147.
16. Mówiąc językiem Aureliusza Augustyna czy Mistrza Jana Eckharta.
17 M. de Montaigne, Próby, t. 1, przeł. T. Boy-Żeleński, PIW, Warszawa 1985, s. 336.
18 Ibidem.

Fragment pracy Związki samotności z kontemplacją
autor: Piotr Domeracki

środa, 12 marca 2014

Jak palec


Staruszek zasypiający w pustym mieszkaniu, przed włączonym telewizorem. Zduszony krzyk kobiety w wyłożonej kafelkami, jaskrawo oświetlonej sali oddziału położniczego. Kiwający się na swym łóżeczku maleńki pensjonariusz domu dziecka.
Charakterystykę samotności wyznaczają dwa skrajne przypadki. Przypadek pierwszy: sytuacja rozbitka na bezludnej wyspie, samotność przypadkowa. Robinson Crusoe zamienił swoją wyspę w dobrze prosperujące gospodarstwo, oswoił dzikie kozy, otoczył się mnóstwem przedmiotów codziennego użytku, zamienił dzikie polany w falujące zbożem pola. Wszystko nieprawda. Oświeceniowa bajeczka, racjonalistyczno-empiryczna fikcja jednoosobowej cywilizacji.
Warunkiem cywilizacji jest zbiorowość, działanie społeczne. Wszystkie realne historie samotnych rozbitków są historiami dziczenia, wiodącego do bezmyślnej wegetacji.
Przypadek drugi: sytuacja pustelnika, samotność z wyboru. Anachoreta w wyruszający w podróż w głąb siebie, w poszukiwaniu Boga. Święty Antoni zmagający się z tłumem bestii – ucieleśnionych pokus. Chiński taoistyczny mędrzec, który, nie widząc nic prócz czterech ścian swojej izdebki, poznaje prawdę o całym świecie. Irlandzki dramaturg Samuel Beckett, szesnaście lat izolacji w swoim gabinecie. Amerykańska poetka Emily Dickinson, rozmawiająca z gośćmi przez szparę w drzwiach. Tylko że to wcale nie samotność. Raczej wysokie wymagania towarzyskie. Dusza sama wybiera sobie towarzystwo, najlepsze towarzystwo – swoje własne lub Boże. I jak najgłębiej komunikuje się ze światem, używając najbardziej intymnych języków – twórczości, poezji, modlitwy.
Samotność, taka jak ją dzisiaj rozumiemy, stała się możliwa dopiero u progu historii ludzkości, kiedy przestaliśmy żyć w stadzie, a zaczęliśmy – w społeczeństwie. Jest jej tym więcej, im bardziej społeczeństwo jest nowoczesne. Znany polityk Jacques Attali nakreślił wizję społeczeństwa niedalekiej przyszłości. Ma to być globalna zbiorowość koczowników, wyposażonych w informatyczne gadżety i plastykowe karty z zakodowanymi protezami tożsamości, w nieustannej podróży, bez związków i zobowiązań, hołdujących narcyzmowi – namiętnej miłości do samych siebie, która zastąpi religię. Rozproszkowana ludzkość, którą tym łatwiej kontrolować, im bardziej się składa z osobników samotnych.
Są takie sytuacje, wobec których samotność jest nieunikniona: tylko mój ból, tylko moje sumienie, tylko moja śmierć – sytuacje graniczne, bo wyznaczają granice tego, co najważniejsze. A skoro w tym, co najważniejsze, jesteśmy samotni, to zawsze jesteśmy samotni. I zawsze potrzebujemy pośrednictwa: dotyku, rozmowy, Boga. Współtworzenia. Jednoczesnego wybuchu śmiechem, kiedy patrzymy sobie w oczy lub kiedy patrzymy w tym samym kierunku. To stąd, z tej potrzeby bierze się to moje zniecierpliwienie, kiedy żona nie może przestać krzątać się po kuchni, a tu zaraz Małysz ma skakać. No skończ wreszcie, chodź razem ze mną popatrzeć!
 Na przykład Witold Gombrowicz głosi, że to, co międzyludzkie, zawsze jest nieautentyczne. A Jean-Paul Sartre powiada: „piekło to inni”. Ktoś pracuje nad tym, komuś na tym zależy. W najnowocześniejszych społeczeństwach nieprzyzwoitością staje się rozmowa inna niż zdawkowe przerzucanie się aktualnie obowiązującymi komunałami. Powszechnie wyznawana tolerancja staje się maską obojętności. Coraz bardziej asertywni, śliscy i szczelni, obrastamy w samotność. Wobec pandemii choroby sierocej, pomału zostaje nam już tylko jeden sposób na nawiązanie bliskiego kontaktu: przemoc.
Wojciech Czaplewski
Źródło
portal LM,

sobota, 12 stycznia 2013

O samotności



„Tyle z moich związków dhammicznych wypaliło się, częściowo z powodu zaniedbania, częściowo dlatego, że zwykłe formy i instytucje pozbawiły mnie złudzeń.” Mogę to doskonale zrozumieć drogi przyjacielu. Moja sytuacja nie jest odmienna. Bardzo trudno jest rozmawiać z mnichami, moimi byłymi nauczycielami i przyjaciółmi, którzy nimi są. Próbuję zrozumieć ich, a także siebie. Mam dla nich mettę i karuṇę, ale brak głębokiego, wzajemnego zrozumienia. Jest między nami wielka przepaść i nie mam nadziei na znalezienie mnicha, z którym mógłbym dzielić najgłębsze myśli, uczucia i olśnienia. Wydaje się, że im więcej wiesz, tym bardziej stajesz się samotny intelektualnie.
Jak by nie było, nie jestem już tak zły z tego powodu, chociaż wciąż tęsknię za otwartym, wolnym od osądzania kontaktem. Uczę się żyć z tą samotnością. Nie mam wyjścia. Myślę, że każdy jest desperacko samotny, niektórzy są bardziej wrażliwi, więc odczuwają to silniej.

Sayadaw U Jotika

piątek, 4 stycznia 2013

Samotność mnicha

Poruszamy tutaj najważniejszy aspekt życia monastycznego - samotność. Chodzi o to, że­by żyć samemu po to, żeby żyć z Bogiem. Mnich chroni się w samotność, ponieważ po­maga mu ona do znalezienia Boga, do życia z Bogiem sam na sam. Iluż to mnichów, wśród prawdziwych mnichów, mówiło i powtarzało: kto ma upodobanie w samotności, ma upodobanie w Bogu.

Często pytałem Dom Winady'ego, dlaczego mnich udaje się na pustynię. Jego odpowiedź prawie zawsze była taka sama:mnisi udają się tam, gdzie nie ma nic, aby w sposób pew­niejszy praktykować całkowite wyrzeczenie. Mnisi nie zostali mnichami dla samych siebie, lecz dla Boga i będą musieli zdać rachunek ze wszystkiego, co w ich życiu nie zgadzało się z logiką ich początkowego wyrzeczenia". Pierw­si mnisi, chcąc zaznaczyć, że naprawdę opu­ścili wszystko, udawali się na pustynię, to zna­czy tam, gdzie nie ma nic, jak to widzieliśmy w rozdziale 3.

Ważne więc jest, żeby nauczyć się żyć samemu nawet we wspólnocie, gdyż życie wspól­noty jest ostatecznie ukierunkowane ku samot­ności, która z kolei ukierunkowana jest ku nie­ustannej modlitwie. Nikt nie wytłumaczył tego lepiej niż Wilhelm z Saint Thierry w Złotym li­ście. Wyjaśnił on, jak należy zabrać się do te­go, by żyć w samotności i jak dalece samot­ność ma moc, siłę przybliżania stopniowo Bo­ga, który powoli zajmuje jej miejsce. W rze­czywistości bowiem to samotność uświęca mnicha; odrywa go od jego ja" i przywiązuje do Boga. Czyni wokół niego pustkę i wypełnia ją. Jest to droga właściwa dla mnicha, specy­ficzna, szczególna, wyróżniająca go. Jego ce­lem jest bycie jedno z Bogiem. Lecz tego nie osiąga się w ciągu jednego dnia.

Za: Mnich Benedyktyński, Misterium życia monastycznego, Kraków - Tyniec 1996, (16 tomik serii: Z tradycji mniszej), Przekład Ewa Czerny


piątek, 21 grudnia 2012

Anachoreta

Anachoreta odchodził na pustkowie. Za nim kroczył korowód naśladowców, żebraków, intelektualistów - ludzi ciekawych jego osobowości, szukających oświecenia czy tylko jego towarzystwa. Jego słowa odganiały smutki, promieniowały pokojem. To autentyczny fakt, który można sprawdzić; wystarczy otworzyć jakiś poważny tekst i wsłuchać się w głos świętego męża z tą odrobiną dobrej woli, która zapewni życzliwe zrozumienie. Nikt nie twierdzi, że sukces przychodzi łatwo, toteż nie znajdziemy tam magicznych recept ani formuł działających automatycznie. Nade wszystko konieczne jest szczere oczyszczenie serca, całkowite posłuszeństwo, skrucha, pokora i miłość.

Postęp dokonuje się na dwóch uzupełniających się poziomach. Dzięki ascezie pokój wewnętrzny i współczucie stają się tak dogłębne, że żadne zewnętrzne bodźce ich nie zakłócą. Na poziomie mistycznym przybliża się obraz Boga, staje się bardziej namacalny; jak w wypadku Syna, który zna Ojca, przekracza on słowa i idee, by objawić się jako czyste światło niewysłowionej Trójcy. Niektórzy mają dar wyrażania tych doświadczeń w języku teologii i przekazywania ich Kościołowi. Dlatego asceci bywali często powoływani do służby w świecie. Nieomylne są oznaki, po jakich się ich rozpoznaje: współczucie, radość, anielska czystość. Lecz prawdziwe spełnienie znajdują gdzie indziej: w zaparciu się samego siebie i w mistycznym zjednoczeniu.

Tłumaczyła Marie Miklashevsky

Duchowość chrześcijańska. Seria; MYSTERION, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2010

sobota, 15 grudnia 2012

Asceza samotności i odosobnienie

Petrarca: Samotność jest święta, prosta, nie zepsuta i najbardziej czysta ze wszystkich rzeczy ludzkich.

W rzeczywistości duchowej istotne jest rozróżnienie samotności ciała i samotności ducha, gdyż zewnętrzne oddzielenie od ludzi czy świata nie wystarcza, jeżeli człowiek wnosi ze sobą rodzaj niewłaściwej troski, starania się, martwienia się o innych, gwar świata w taki sposób, że nie ma on dostępu do samotności ducha – pragnieniami żyje na zewnątrz, pośród słów i spraw doczesnych.

Odosobnienie jest więc samotnością właściwą ascetom, pustelnikom, celibatariuszom, zakonnikom, ludziom ducha zmagającym się ze sobą i pierwiastkami zła rozsianymi po niebie.

Mistzrz Eckhart: Prawdziwe odosobnienie nie jest niczym innym jak nieporuszonym trwaniem ducha w doli i niedoli, w czci, hańbie i wstydzie – na podobieństwo góry z ołowiu, której nie może poruszyć słaby wiatr. To nieporuszone odosobnienie najbardziej upodabnia człowieka do Boga, ono właśnie sprawia, że jest Bogiem, ono też stanowi źródło jego czystości, prostoty i niezmienności. Stąd, żeby człowiek był podobny do Boga (jeśli w ogóle można mówić o podobieństwie stworzonego do Niego), musi się to dokonać za pomocą odosobnienia.

Paul Tillich: … kiedy pytamy, jaka jest najgłębsza natura odosobnienia, powinniśmy powiedzieć – jest nią obecność wieczności na zatłoczonych drogach doczesności.

Dopiero nabierając dystansu do świata i codziennego kołowrotka życia, dystansu samotnego, można dostrzec poza sytuacje, które ciągle uaktywniają naszą troskę, można dotrzeć w głąb siebie i zatroszczyć o prawdziwe, duchowe dobro.

W samotności duchowego wnętrza odsłania się z całą mocą kategoria wolności. Im bardziej człowiek wolny, tym bardziej jest samotny.

Tylko w samotności można dokonać podstawowego wyboru – można wybrać siebie.

Myśląc Chrystusem, widzimy jak szuka on Ojca, zwłaszcza na pustkowiu, górskich ustroniach, pośród nocy. Takie Chrystusowe szukanie samotności zaprasza do podjęcia refleksji nad głębią symboliki samotności, jakimi są pustynia, góra i noc.

Horyzont monastyczny jest zawsze horyzontem pustyni.

Na pustyni człowiek zmaga się o prawdę Chrystusowego zalecenia, by wyrzec się samego siebie. Paradoksem pozostaje, że pustelnicy mieli żywy wpływ na społeczeństwo, które pozostawili.

Kontemplacyjny charakter życia wymusza poszerzenie pola samotności. Mistrzowie zalecają radykalne postawy, jak choćby św. Bernard: „Siedź w samotności, nie miej nic wspólnego z tłumem, nic wspólnego z mnóstwem osób (…). Święta duszo, pozostawaj w samotności i zachowaj siebie jedynie dla Niego spośród wszystkich innych.

Na modlitwę najodpowiedniejsze jest miejsce samotne, a nawet surowe, gdyż wtedy duch mocny będzie się wzbijał prosto do Boga. (Św. Jan od Krzyża)

Asceza samotności czerpie siłę ze słów Chrystusa: Jeśli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki i dzieci, braci i sióstr, nadto siebie samego, nie może być moim uczniem (Łk 14,26). Tego typu oderwanie się od najbliższych jest świętowaniem duchowej wolności i sprawia, że czujemy się obco jak motyl pośród sytuacji ziemskich, szukający miejsca gdzie by spoczął.

Asceza samotności opiera się na przekonaniu, że oddanie się jej łamie siłę naturalnego porządku, podporządkowania człowieka naturalnym odruchom, instynktom i namiętnością.

W ogołoceniu zmysłów, w pustce wyobraźni, goryczy woli, wstrętu do siebie, przemierza samotnie ciemność Bożej drogi.

Samotność Jana jest szaleństwem, wyprowadza na pustynię by umarło wszystko co człowiek może mieć i co może kochać, a z umierających więzi rodzi się nowa obecność.

Mistrz Eckhart: Otóż odosobnienie jest tak bardzo bliskie nicości, że poza Bogiem nie ma nic tak subtelnego, żeby mogło w nim przebywać. On jeden jest tak prosty i subtelny, żeby mógł przebywać w sercu odosobnionym.

Z natury samej konsekracji, z samotności wybranej dla Boga rodzi się coś co przekracza wymiar osoby ludzkiej.

Człowiek powierzając się samotności nie chce już być w sensie doświadczania swej odrębności.

Samotność dla Ojców pustyni nie jest jedynie samotnością miejsca, ale relacją jedyności. I jeszcze czymś więcej. Samotny prawdziwie to ten kto przestał istnieć, ktoś kto pozostawił wszelką troskę, w myśl słów o ziarnie, które wpada w ziemię i obumiera, przynosząc owoc.

Pustelnik nie tylko podejmuje wymagający tryb życia, ale ze swego rodzaju ewangeliczną ironią demaskuje zakłamanie, przerosty i wypaczenia chorego społeczeństwa.

O ile ubóstwo w sensie ścisłym odnosi się do rzeczy materialnych, tak samotność jest ubóstwem obecności osób i ubóstwem relacji.

Samotność jest losem wytrawnych wędrowców, co nie chcą i nie mogą nawet gdzie głowy skłonić (por Łk 9, 58). Duchowe ubóstwo nie gromadzi, ale siada u wrót uch igielnych.

Konsekrowany ciągle jest narażony na szyderstwo dumnego świata, który nie chce być zbawionym na niezrozumienie, odrzucenie i ciągłe posądzenia o nienormalność.

Samotność konsekrowana będzie się niejako z natury sprzeciwiać utartym szablonom o zrealizowanym życiu, wychodzi bowiem daleko poza horyzont takiego wartościowania. Dlatego obecność osób poświęconych Bogu wprowadza ewangeliczny niepokój, gdyż uświadamia istnienie innego świata.

Szukający samotności zamyka się w celi, by znaleźć Boga. Wie, jak św. Augustyn, że nie znajdzie Go poza sobą, ale w głębi swej samotności, samotności skupionego serca.

Św. Paweł: Trzeba aby ci co używają tego świata, tak jakby zeń nie korzystali: przemija bowiem postać tego świata.

Wypisy z książki Zaślubiny z samotnością
Mariana Zawady OCD
Wydawnictwo Karmelitów



Wykorzenienie

Wejście za klauzulę wiąże się zazwyczaj z daleko sięgającym pozostawieniem. Powołanie do klauzuli ogniskuje się wokół wyrzeczenia się dóbr, własnego domu, bliskich, ojczyzny, wreszcie tego wszystkiego co bezpośrednio nie prowadzi do Boga, szczególnie zaś siebie. Żyć w klauzurze znaczy być wykorzenionym. Nie chodzi jedynie o własny dom, małżeństwo, potomstwo, ale wyrzeczenie się nie religijnych relacji międzyludzkich, ograniczenia do minimum odwiedzin, telefonów, korespondencji, wpływu radia i telewizji. Milczenie i samotność minimalizują bodźca zewnętrzne.

O. Marian Zawada OCD

Można to uzupełnić sentencją Nanaviry Thery: Samotność zawsze wyolbrzymia i intensyfikuje życie wewnętrzne człowieka.

Św. Bazyli - Marność świata

O, gdybym miał jaskółek skrzydła lub gołębi,
Na kraj bym świata uciekł od ludzi z daleka.
Tam bym zawsze ukryty mieszkał w pustyń głębi,
Z dzikim zwierzem wierniejszym, czulszym od człowieka:
Tam bym cicho dni spędzał bez trosk i tęsknoty,
W rozważaniu ustawnie zajęty mym Bogiem,
Wychyliłbym aż do dna pociech kielich złoty,
I wzbiłbym się do niebios w uniesieniu błogiem.

Tam z głębi mojej duszy miłością przejętej
Podniósłbym ten braci głos przestrogi świętej:
Ludzie skazani na śmierć, chwilka wasze życie!
Zlepki na pastwę grobu, wzdychacie za snami
Nie w nocy, lecz w dzień biały na jawie marzycie.
Was i serce, i rozum ustawicznie mami,
Czy zawsze wśród widziadeł, wśród przedmiotów cieni
Macie się błąkać zwodząc siebie na przemiany?


czwartek, 29 listopada 2012

Pustynia



Pustynia nie jest miejscem gotowych odpowiedzi. Przeciwnie, jest miejscem zadawania pytań. Jest miejscem oddalenia się od ludzi, przestrzenią samotności. Językiem pustyni nie jest słowo, ale dojmujące milczenie. Ale te okoliczności nie powinny być przeszkodą. Pustynia jest przynajmniej szansą napotkania Istotnego. „Pozytywne” rozwiązania, zdaje się, wyczerpały już swoją moc.

Dariusz Czaja, Lekcje ciemności

sobota, 22 września 2012

Życie w lesie

Braminie może się zdarzyć, że pomyślisz tak: „Być może pustelnik Gotama nie jest wolny od pożądania, nienawiści i złudzenia nawet dziś i to dlatego wciąż udaje się do odległych miejsc odpoczynku w gąszczu leśnej dżungli". Ale nie powinieneś myśleć w ten sposób. To ponieważ widzę dwie korzyści, wciąż udaję się do odległych miejsc odpoczynku w dżungli: widzę (w tym) tutaj i teraz przyjemne przebywanie dla siebie i mam współczucie dla przyszłych pokoleń. M4

sobota, 3 marca 2012

Tomasz Merton o samotności



 


Czy jest jedna zasada nad wszystkie inne, podstawowa norma samotnego życia? Tak, jest. Jej obserwancja jest praktycznie synonimem dla quies, ponieważ jest esencjonalnym warunkiem dla uzyskania spokoju. Ta kluczowa zasada samotnego życia, jest czasem przedstawiana z taką finałowością, że wydaje się zastępować dalsze porady. Oto klasyczne przedstawienie:
Pewien brat udał się do Abby Mosesa w Scete i spytał go o „słowo”. I stary człowiek rzekł mu: „odejdź i siedź w twojej celi i cela nauczy cię wszystkich rzeczy”.
To powiedzenie ma oczywistą implikację dla praktyki ukierunkowanej duchowo. Tak jak tu przedstawiona, oznacza jasno, że nie ma sensu dla mnicha by opuszczał swoją celę i chodził w poszukiwaniu prawdy, jeżeli nie jest on wpierw przygotowany by zmierzyć się ze swą samotnością w całej jej nagiej rzeczywistości. Chociaż nie możemy tutaj w pełni zagłębić się w tą ideę, to powiedzmy tyle: to w samotności mnich musi dojść do odkrycia prawdziwych wewnętrznych wymiarów swego własnego istnienia, zarazem „rzeczywistych” i „nierzeczywistych”. Przekonanie o statyczności własnego „ja”, o jego absolutnej i niezmiennej rzeczywistości, przechodzi głęboką transformację i zanika w palącym świetle zupełnie nowej i niepodejrzewanej uprzednio świadomości. W tej świadomości widzimy, że nasza rzeczywistość to nie trwale ustanowione „ja” które wymaga tylko udoskonalenia, ale raczej, że jesteśmy „niczym”, „potencjalnością” w której podarunek kreatywnej wolności może się urzeczywistnić przez odpowiedź na wolny podarunek miłości i łaski. Ta odpowiedź oznacza zaakceptowanie naszej samotności i naszej „potencjalności” jako daru. (...) 

Mnich musi się nauczyć tego sam. Oczywiście potrzebuje wsparcia innych, ale inni nie będą w stanie mu pomóc, jeżeli wpierw on sam nie jest zdeterminowany by pomóc sobie. Niewielki będzie pożytek z innych jako mediatorów, pomiędzy nim a Bogiem, jeżeli nie ma on wystarczającej wiary by postawić medytację i samotność na pierwszym miejscu w swym życiu eremity. Innymi słowy, to w samotności celi można się nauczyć mierzenia się z czy stawiania czoła iluzji, jak stawić opór pokusie, jak się modlić. Wszystkie inne rady i wskazania zależą przede wszystkim od gotowości zaakceptowania przez młodego pustelnika tej podstawowej zasady. Możemy powiedzieć, że wszelkie inne rady zakładają gotowość i chęć utrzymania oczyszczającego milczenia i samotności celi, w której jest się odartym z iluzorycznego wizerunku siebie samego i zmuszonym do pogodzenia się z nicością, ograniczeniem, nierzetelnością, ułomnością, lub jak moglibyśmy dziś powiedzieć „pustką” własnego życia. Św Antoni wiedział lepiej niż kto inny o znaczeniu tej samotnej walki z myślami („demonami”), rzekł on, że życie w celi jest czasami jak bycie w ognistym piecu. A jednak to w tym piecu dochodzi się do spotkania twarzą w twarz z Bogiem. To powiedzenie odwołuje się do doświadczenia współczesnego mnicha z Góry Atos, Staretz Silonana, który żył „jakby w piekle” ale nie rozpaczał. Antoni pozostawił nam bardzo ważne powiedzenie z głębokimi implikacjami, na temat życia mistycznego: „Cela mnicha jest jego piecem Babilonu gdzie troje dzieci odnajduje Syna Bożego i jest również słupem obłoku z którego Bóg przemówił do Mojżesza. 

Mnich który mierzy się z tym ogniem i ciemnością, nie będzie w stanie kontynuować życia w celi, chyba że jest człowiekiem wiary i modlitwy. Monastyczne powiedzenie mówi, że jeżeli nie żyjesz godnie w twojej celi, cela cię zwymiotuje. To prawdopodobnie tłumaczy fakt dlaczego Ojcowie Pustyni nie unosili się entuzjazmem nad łudzącą dążnością nawracania innych, która często prezentuje się jako honorowy unik samotności celi i acedii powodowanej przez „południowego demona”. 

Młody mnich, męczony przez ten rodzaj problemu, wyznał Abbie Arseniuszowi: „Moje myśli mnie dręczą, nie mogę pościć, nie mogę pracować, zatem odwiedzę chorych co jest wielkim przykazaniem”. Wtedy Abba Arseniusz jako ten dobrze obeznany w wojnie z diabłami, rzekł mu: „Jedz, pij i śpij i pracuj ale w żadnym razie nie wychodź z celi” gdyż stary człowiek wiedział, że stałe przebywanie w celi wytwarza wszystkie nawyki samotnego życia. Dalsza część historii mówi nam jak młody mnich, pozostając w celi, stopniowo odnalazł się coraz bardziej stałym w pracy i modlitwie aż w końcu wygrał ascetyczną bitwę – wielką bitwę samotności przeciwko wszystkim swym „myślom” (To znaczy odnalazł spokój przez rozpuszczenie podziału powodowanego u niego przez bezużyteczną wewnętrzną aktywność i samo-projekcje w słowa i idee które były przeszkodami pomiędzy nim a jego życiem).


(fragment pochodzi z artykułu „Spiritual Father in the Desert Tradition”)