Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trakl. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trakl. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 listopada 2014

Zaduszki


Karlowi Hauerowi


Chłopy i baby, smętni towarzysze,
Sypią dziś modre i czerwone kwiatki
Na ich grobowce, co świecą lękliwie.
Są wobec śmierci niby biedne lalki.
O! ileż jest w nich pokory i lęku,
Jak cienie stoją pośród krzewów czarnych.
Nienarodzonych skargi w wichrze jęczą
I widać też światełka błądzące w oddali.
Szloch kochających wieje przez konary,
A tam rozkłada się matka z dzieciątkiem.
Korowód żywych zda się nierealny
I dziwnie rozsypany w tym wietrze wieczornym.
Ich życie tak zawikłane, wypełnione nędzą.
Zmiłuj się Boże nad kobiet cierpieniem,
Nad beznadziejną ich skargą trumienną.
Samotne idą cicho pod gwiezdnym sklepieniem.

Georg Trakl
Przełożył Andrzej Lam

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Zmierzch zimowy


W górze czarna niebios stal.
Oszalałe z głodu wrony
lecą w łunie burz czerwonej,
wykrakując gniewny żal.

Lód obłoków promień skuł;
i przeklęta przez szatana
krąży zgraja obłąkana
i siedmiokroć spada w dół.

W słodkim ścierwie raz po raz
dziób zanurza się bezgłośnie,
nieme domy patrzą groźnie,
z sal teatru bije blask.

Most, kościoły i szpitale
jak upiory stoją w mgle.
Pokrwawione wzdyma się
płótno żagla na kanale.

Georg Trakl
tłumaczenie: Janusz Szpotański

czwartek, 25 kwietnia 2013

Szczury



Białawym światłem księżyc mży,
cień fantastyczny pełznie z murów,
milczenie w pustych oknach drży —
wtedy to z nor wyłażą szczury

i piszcząc tak, jak piszczy głód,
rozbiega się upiorna zgraja,
ciągnąc za sobą szczurzy smród,
który księżyca blask przepaja.

O każdy kęs gotowe gryźć się,
już wypełniają dom i spichrze,
gdzie ziarna w bród, owoców kiście.
W ciemnościach wiatr szyderczo świszcze.


Georg Trakl
Tłumaczenie: Szpotański

Kruki


Z łopotem skrzydeł i z krakaniem
zza węgła krucza czerń wypadła,
rzuciwszy mroczny cień na łanię,
gderliwie na murawie siadła.

O, jak ohydnie mącą ciszę
brunatną pól ich ostre dzioby!
Zda się, że wiejskie baby słyszysz,
kiedy wykrakać chcą żałobę.

Nagle powiało skądś padliną,
więc chmarą się w powietrzu wznoszą
i jak pogrzebny kondukt giną
na niebie, które drży rozkoszą.


Georg Trakl
Tłumaczenie: Szpotański

W parku

Znowu się włóczę po prastarym parku,
O, ciszo żółtych i czerwonych kwiatów.
I wy smucicie się, łagodne bogi,
I smuci się jesienne złoto wiązów.
Nad niebieskawą sadzawką bez ruchu
Trwa trzcina i pod wieczór milknie drozd.
O, wtedy pochyl i ty białe czoło
Przed zapadniętym pradziadów marmurem.

George Trakl
tłum. Leopold Lewin

Ballada

Jak ogród parny stała noc.
Milczeliśmy wzajem o doli złej.
Uderzył mocniej puls naszych serc
I zmogła je tego milczenia moc.

W tę noc nie było wcale gwiazd.
Nikt za nas się nie modlił też,
Demona zabrzmiał w mroku śmiech.
Przeklęci bądźcie! I stało się tak.

Georg Trakl
przełożył Andrzej Lam

Zaduszki

Karlowi Hauerowi
Chłopy i baby, smętni towarzysze,
Sypią dziś modre i czerwone kwiatki
Na ich grobowce, co świecą lękliwie.
Są wobec śmierci niby biedne lalki.

O! ileż jest w nich pokory i lęku,
Jak cienie stoją pośród krzewów czarnych.
Nienarodzonych skargi w wichrze jęczą
I widać też światełka błądzące w oddali.

Szloch kochających wieje przez konary,
A tam rozkłada się matka z dzieciątkiem.
Korowód żywych zda się nierealny
I dziwnie rozsypany w tym wietrze wieczornym.

Ich życie tak zawikłane, wypełnione nędzą.
Zmiłuj się Boże nad kobiet cierpieniem,
Nad beznadziejną ich skargą trumienną.
Samotne idą cicho pod gwiezdnym sklepieniem.

Georg Trakl
przełożył Andrzej Lam

Trzy sny

I.
Zda się, o liściach śniłem spadających,
Bezkresnych lasach i mórz ciemnych szumie,
O smutnych słowach ciągle wracających –
Ale ich sensu nie mogłem zrozumieć.

Zda się o gwiazdach śniłem spadających,
Wyblakłych oczu błagalnej zadumie
I o uśmiechu ciągle wracającym –
Lecz jego sensu nie mogłem zrozumieć.

II.
W zwierciadle ciemnym mojej duszy
Są nigdy niewidziane morza,
Tragicznie fantastyczne kraje, opuszczone
I roztopione w błękitnych przestworzach.

Dusza moja zrodziła purpurowe nieba
W słońc gigantycznych pryskającym żarze
I dziwnie żywe ogrody świetliste,
Całe w śmiertelnych rozkoszy oparze.

I mojej duszy źródło ciemne
Stworzyło obraz strasznej nocy,
Wiedziony pieśnią bezimienną
I tchem potężnym wiecznych mocy.

Dusza moja drży w ciemności wspomnień,
Jakby znów miała się znaleźć, błądząca –
W niezgłębionych morzach i nocach,
I w tajnych pieśniach, bez początku ni końca.

III.
Widziałem miasta ogniem smagane,
Zgrozę za zgrozą pędzi ten czas,
Widziałem ludy na proch zmurszałe,
I jak to wszystko w niepamięć gna.

Widziałem Bogów, jak spadają w noce,
Bezwładne szczątki przenajświętszych harf,
I ze zniszczenia znów wzniecone,
Nowe pędy życia strzelające w blask.

W blask strzelające i ginące znów,
Wiecznie ta sama tragedia,
Którą odgrywamy nie pojmując słów,

I której mroczna i obłędna męka
Piękności łagodną glorię
Jak uśmiechnięty kosmos cierniem zwieńcza.

Georg Trakl
przełożył Andrzej Lam

Pieśń nocna

Dech Bezwładnego. Twarz zwierzęca
Sinością tknięta, świętym znakiem.
Potężne jest milczenie w skale;

Nocnego ptaka maska. Trójdźwięk miły
Wygasa w jednym. Elai! twe oblicze
Niemo się kłoni nad niebieskie wody.

O! ciche wy zwierciadła prawdy.
Na Samotnika skroni kościanej
Zjawia się odblask upadłych aniołów.

Georg Trakl
Przeł. Andrzej Lam

środa, 24 kwietnia 2013

Pieśń do nocy

I
Z bladego cienia powiewu zrodzeni
W mdłej samotności przebywamy,
W wieczności głuchej zatraceni,
Nie wiedząc po co, jak błędne ofiary.

I jak żebracy nie mamy niczego,
My głupcy nędzni u bramy zawartej.
I niby ślepcy słuchamy w milczeniu,
W którym się szept nasz zatracił na zawsze.

Jesteśmy wędrowcami bez przyszłości,
Chmurami, które wiatr rozwiewa,
Kwiatami, co drżą w śmierci chłodzie
I co czekają już tylko na żeńca.

II
By się ostatni ból wypełnił we mnie,
Nie bronię wam, wy wrogie ciemne moce.
Jesteście drogą wszak do ciszy wielkiej,
Co nią kroczymy w najchłodniejsze noce.

Wasz oddech jaśniej każe mi się jarzyć,
Cierpliwie! Gwiazda gaśnie, sny przechodzą
W krainę, co swej nazwy nam nie zdradzi,
I tam bez snów nam tylko wkroczyć wolno.

III
Ty ciemna nocy, ciemne serce,
Któż wasze dno najświętsze oddać umie
I zła waszego otchłanie bezkresne?
Zastyga nasza maska wobec bólu –

Naszego bólu, naszej głuchej żądzy,
I puste maski się kamiennie śmieją,
I ziemskie sprawy wokół pustoszeją,
Lecz nie jesteśmy już tego świadomi.

Przed nami staje obcy nieprzyjaciel
I szydzi z tego, czego mrąc pragniemy,
By pieśni nasze posępniej zabrzmiały
I co w nas płacze, mroki ogarnęły.

IV
Ty jesteś winem, co pijanym czyni,
I oto się wykrwawiam w słodkich tańcach
I wieńce kwietne na me bóle wkładam!
O nocy, to najgłębsze twe zamysły!

Ja harfą jestem w twoim wnętrzu,
I krąży wokół bólów mych ostatnich
Pieśń twoja ciemna w moim sercu,
Aż mnie na wieczność wreszcie obezwładni.

V
Głęboka ciszo – ciszo ty głęboka!
Nie słychać więcej pobożnego dzwonu,
Ty bólów wszelkich matko słodka –
O szerzycielko wiecznego spokoju!

Niech dłoń już twoja chłodna, dobra
Ukoi rany moje wszystkie –
By się do wnętrza wykrwawiły –
Ty bólów wszelkich matko słodka!

VI
Niech będzie me milczenie twoją pieśnią!
Bo na cóż ci biedaka szept,
Co z ogrodów życia zbiegł?
Pozostań we mnie bezimienną –

Bez marzeń we mnie wbudowaną,
Jak dzwon, co już nie dzwoni więcej,
Jak narzeczona moich cierpień
I mojej skroni mak pijany.

VII
Słyszałem, jak umiera kwiat
I obłędną źródła skargę,
Pieśń płynącą z dzwonu warg,
Noc, i cichy szept, pytanie;
Serce ranne – o, śmiertelnie,
Zza dni jego ziemskich nędzy.

VIII
Ciemność mnie dopadła skrycie
I w dzień się stałem martwym cieniem –
Z radości domu wystąpiłem,
Gdzie mrok nocy trwa.

I w sercu moim jest milczenie,
Co nie czuje pustki dnia –
Jak ciernie się do ciebie śmieje
Nocy – zawsze tak!

IX
Nocy, niema bramo cierpień,
Patrz, jak krwawią ran mych mroki,
Jak się spełnił kielich męki!
Nocy, jam gotowy!

Nocy, ty ogrodzie zapomnienia
O mojej nędzy z jej tajemnym blaskiem,
Winorośl więdnie i cierniowy wieniec.
O przyjdź, wysoki czasie!

X
Mój demon się radośnie zaśmiał,
Gdy byłem światłem w promiennych ogrodach,
Cieszył mnie taniec, zabawa wesoła,
Miłości wino, co błogo upaja.

Mój demon też zapłakał kiedyś.
A byłem światłem w bolesnych ogrodach
I w moje serce wniknęła pokora,
Co blask jej jasny pada na dom nędzy.

Mój demon już nie płacze ni się śmieje,
Ja jestem cieniem straconych ogrodów
I towarzyszy mi w śmiertelnym mroku
Północy pustej już tylko milczenie.

XI
Mój uśmiech biedny, ku tobie zwrócony,
Ma rzewna piosnka przebrzmiała w ciemności.
I oto życie me do kresu spieszy.

Już w twój przybytek pragnę wkroczyć,
Jak niegdyś, głupiec, cichy, prosty,
Bym w uwielbieniu stał przed tobą niemy.

XII
W północy jesteś ty głębokiej
Wybrzeżem martwym u milczących mórz,
Wybrzeżem martwym! – Nigdy już!
W północy jesteś ty głębokiej.

W północy jesteś ty głębokiej
Jak niebo, w którym niby gwiazda znikłeś,
Jak niebo, co zeń więcej Bóg nie kwitnie.
W północy jesteś ty głębokiej.

W północy jesteś ty głębokiej
Niepowitany w łonie słodkim,
Niebyły i nieistniejący!
W północy jesteś ty głębokiej.

Georg Trakl
przełożył Andrzej Lam