Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wipszycka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wipszycka. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 lipca 2015

Historia mnichów w Egipcie


Historia mnichów w Egipcie, jeden z najważniej­szych utworów opowiadających o egipskich mnichach, powstała u schyłku IV w., a więc w czasach, gdy monastycyzm egipski fascynował religijne elity całego chrześcijańskiego świata. Ich przedstawiciele odwie­dzali wspólnoty ascetyczne Egiptu szukając wzorów, które dałyby się wprowadzić w ich własnych krajach. Także ci, którzy dalecy byli od myśli o podjęciu mona­stycznego życia krążyli między klasztorami i eremami z ciekawości, a nie była to wyłącznie ciekawość pusta: chcieli się zbliżyć fizycznie do ludzi świętych, uzyskać od nich błogosławieństwo, przeżyć dreszcz świętej zgro­zy w kontakcie z ich religijną mocą.

Asceci obojga płci obecni byli w życiu Kościoła od początku jego istnienia, traktowani z wielkim respek­tem, odgrywali ważną rolę we wszystkich gminach, do których należeli. Swoją ascezę wyrażali w gorliwej modlitwie i recytacji wersetów Pisma Świętego. Niekie­dy (jeśli mieli czas i odpowiednie przygotowanie) sięga­li po dzieła chrześcijańskich myślicieli. Narzucali sobie surowy tryb życia: pościli, niewiele spali, rezygnowali z kąpieli, delikatnych szat. Pozostawali w stanie bezżennym bądź przestawali utrzymywać stosunki seksu­alne ze współmałżonkami. Mieszkali dalej w domu ro­dzinnym, kontynuowali swe zajęcia gospodarcze (rze­miosło, pracę na roli, kierowanie gospodarstwem itd.), uczęszczali do miejscowego kościoła na nabożeństwa, spotykali się z bliskimi i znajomymi. Niekiedy asceci tacy, zwłaszcza ascetki, łączyli się w niewielkie gru­py, zazwyczaj jednak żyli w otaczającej ich gromadzie zwykłych zjadaczy chleba. Nurt ascetyczny miał liczący się dorobek dogmatyczny i literacki, stanowi on część skarbnicy pism starożytnego chrześcijaństwa.

Pod koniec III w. jednak wewnątrz ascetycznego świata narodził się nurt o charakterze odmiennym; przywykliśmy go nazywać monastycyzmem (w staro­żytności nie istniał ani ten, ani żaden inny termin dla określenia zjawiska, dla nas jest ważne tylko to, że ono istniało). Obok ascetów pojawili się mnisi.

Wedle tradycji pierwszym mnichem był Antoni, syn zamożnych właścicieli ziemskich w środkowym Egip­cie. Zdecydował się on opuścić swoją rodzinną wieś i wybrał pustynię jako miejsce życia i ascezy. Odrzucał w ten sposób „świat", odcinał więzy łączące go z rodzi­ną, znajomymi, wiejską społecznością; w tych nowych warunkach poświęcał swe myśli i wszelkie działania na szukanie więzi z Bogiem. Uznawał za niezbędne pod­porządkowanie sobie buntowniczego ciała poprzez po­sty, ograniczenie snu, nieustanną pracę fizyczną.

Samotność na pustyni nie była dla Antoniego wa­runkiem niezbędnym podążania ascetyczną drogą: po pewnym czasie zrezygnował z izolacji i zaakceptował obecność uczniów, którzy prosili go o to, by stał się ich mistrzem.

W nieco ponad dwadzieścia lat później inny Egip­cjanin, Pachomiusz, uznał, że zerwanie ze światem nie musi za sobą pociągać udania się na pustynię i utwo­rzył pierwsze duże społeczności monastyczne w pasie pól uprawnych. Mnichom miała wystarczać wola od­cięcia się od zwykłych ludzi; mur, który otaczał teren klasztoru, był murem niewysokim, przekroczenie go nie stwarzało poważnych trudności, jego funkcja była nade wszystko symboliczna. Pachomiusz kładł nacisk na życie we wspólnocie. Zakładało ono rezygnację z mo­żliwości decydowania o własnym losie, o wyborze miej­sca i ćwiczeń ascetycznych, typie wykonywanej pracy, a także rodzaju i ilości pożywienia. We wszystkich tych kwestiach mnich podporządkowywał się swym przeło­żonym, a posłuszeństwo było jedną z najważniejszych cnót praktykowanych w pachomiańskich klasztorach. W zamian za rezygnację z „wolności w ascezie" bracia zyskiwali pomoc, jaką grupa ludzi wspólnie szukająca drogi do Boga mogła sobie nawzajem ofiarować; w grę wchodziły nie tylko sprawy materialne, ale i wsparcie w chwilach zniechęcenia i trudności.

Poczynając od lat trzydziestych IV w. wspólnoty mo­nastyczne zaczęły mnożyć się z wielką szybkością, sta­jąc się charakterystyczną cechą chrześcijaństwa egip­skiego. Różniły się one między sobą rozmiarami, ale nade wszystko charakterem i organizacją. Rozmaicie też je nazywamy, warto jest wobec tego poświęcić nieco miejsca na terminologiczne wyjaśnienia.

Erem (lub pustelnia): pomieszczenie przeznaczone dla jednego, dwóch, rzadziej więcej mnichów, zazwyczaj mistrza i ucznia lub uczniów. Zajmowali oni jaskinie, porzucone grobowce z czasów faraońskich, adaptowa­ne do celów mieszkalnych pomieszczenia w opuszczo­nych świątyniach pogańskich, wreszcie nieduże budy­neczki wzniesione specjalnie na pustyni. Najskromniej­sze pustelnie składały się z jednej tylko izby, najczęściej jednak eremici starali się mieć do dyspozycji przynaj­mniej dwa osobne pomieszczenia do modlitwy i pra­cy. Urządzali sobie także kuchnie, komórki, w których przechowywali wodę; dziedziniec z ławami itd. Erem mógł także być ozdobiony malowidłami ściennymi. Nie stało to w sprzeczności z zasadami ascetycznego życia, pustelnik mógł je respektować pozostając w godziwych warunkach, o ile nie przeszkadzały one w postach, nie odwodziły od modlitwy.

Laura (lub wspólnota semi-anachoretyczna): wspól­nota mnichów zamieszkałych w eremach. Bracia sa­modzielnie decydowali o ilości i rodzaju wykonywanej indywidualnie pracy, posiłkach, modlitwach i lekturach pobożnych. Mieli jednak przeora, zbierali się na wspól­ne modlitwy i msze, od czasu do czasu jadali razem; ich społeczność miała osobowość prawną (w konsekwencji mogła otrzymywać dary w postaci ziemi, domów).

Cenobium: od gr. koinobion, „wspólne życie" wspól­nota monastyczna, której członkowie modlili się, spo­żywali posiłki, pracowali razem i podporządkowywali się we wszystkim przeorowi i jego zastępcom. W źródłach greckich i koptyjskich wszystkie te wspólnoty określane są najczęściej mianem monasteria (1. mn. od monasterion). Jeśli w tekście spotykamy to słowo bez dodatkowych wyjaśnień, nie wiemy, czy mamy do czynienia z eremem, czy z dużym klaszto­rem. Antoni żył w monasterion, ale tak samo mogą być nazywane również wspólnoty pachomiańskie. Tłuma­czowi (także badaczowi) taki szeroki zakres słowa mo­nasterion sprawia niezmiernie wiele kłopotu, gdyż na gruncie języka polskiego erem na termin klasztor nie zasługuje. Warto o tym pamiętać przy lekturze Historii mnichów w Egipcie.

Mnisi zajmowali dogodne dla nich miejsca w skali­stej skarpie biegnącej wzdłuż Nilu, znajdowali też dla siebie odpowiednie tereny położone dalej od Doliny, na „głębokiej" pustym. W ten sposób powstawał osobny, monastyczny świat. Za przewodnik w życiu służyła Bi­blia. Pisane reguły w rodzaju tych, jakie znały klaszto­ry na Zachodzie już u schyłku starożytności, w Egipcie istniały tylko w kongregacji pachomiańskiej, pozostali mnisi nie odczuwali ich potrzeby. Starczała ustna tra­dycja danej grupy i wola każdorazowego przeora.

Asceza fascynowała przedstawicieli różnych grup społecznych, od elity miejskiej po chłopów. Mnisi na­leżeli zarówno do środowisk mówiących w domu po grecku, jak i po egipsku; rozmaity też był poziom ich kultury. Na pustyni znaleźli dla siebie miejsce teolo­dzy i filozofowie, ludzie wykształceni w szkołach typu antycznego, kładących nacisk na znajomość literatury pięknej (pogańskiej oczywiście) i formujących dobrych mówców. Wybierali monastyczną drogę także analfabe­ci; nakłaniano ich do opanowania umiejętności czyta­nia i pisania, jeśli przerastało to jednak ich możliwości, musieli przynajmniej nauczyć się na pamięć tekstów modlitw i psalmów, aby brać czynny udział w liturgii.

Zewnętrzni obserwatorzy z najwyższym zdumie­niem i podziwem obserwowali surowe posty mnichów. Opowiadano o nich z przejęciem i przesadą. Dziś trud­no nam jest ustalić, czy rzeczywiście mnisi (niektórzy mnisi) w czasie Wielkiego Postu (40 dni!) mogli nicze­go nie jeść ani nie pić. Wydaje się, że roztropną normą był jeden posiłek dziennie, na który składał się prze­de wszystkim chleb; wypiekano go kilka razy do roku, stąd wyschnięte bocheneczki przed jedzeniem trzeba było moczyć w wodzie. Wielu braci rezygnowało z co­dziennego pożywienia, jedząc raz - dwa razy na tydzień. Obyczaje monastyczne nakazywały nosić szaty bardzo skromne, także brudne i podarte. Mnisi musieli cierpieć chłód - latem w nocy, a w okresie zimowym także w dzień. Inną formą dokuczliwego ćwiczenia ascetycz­nego było wielogodzinne stanie w pełnym słońcu.

Wszystko to, zwłaszcza posty, miało zniszczyć wła­dzę ciała nad duchem, zabezpieczyć przed pokusami erotycznymi, także sprawiać ból będący karą za grze­chy. Godziny nocne w dużej części były przeznaczone na modlitwę, przede wszystkim głośną recytację psal­mów.

Rozwijający się tak szybko monastycyzm długo po­zostawał poza zasięgiem literackiego zainteresowania. Dopiero dzieło Atanazego, Żywot Antoniego, powstały niezadługo po śmierci bohatera, a więc blisko 356 r., pokazało, że asceci zrywający ze światem i podejmujący trud życia na pustyni mogą być tematem teologicznym i literackim. Powstające bardzo szybko tłumaczenia tego tekstu rozszerzyły krąg zachwyconych czytelników. W 374-375 r. temat egipskiego świętego męża podjął Hieronim ze Strydonu, pisząc Żywot Pawła, pierwsze­go pustelnika, przyjęty z entuzjazmem, jak widać po licznych przekładach łacińskiego oryginału. Autorzy greccy podjęli dziedzictwo Atanazego dopiero w około czterdzieści lat po publikacji Żywota Antoniego. W la­tach dziewięćdziesiątych Palladiusz, mnich z małoazjatyckiej Galacji, żyjący na egipskiej pustyni między 388 a 399 r., stworzył zbiór biografii sławnych ascetów egipskich. Po raz drugi ten sam Palladiusz zabrał się do pisania na ich temat nieco przed 420 r., gdy wrócił do rodzinnej Galacji. Dokonał wówczas przeredagowania wcześniejszego tekstu, który uległ skróceniu, natomiast dodał biografie innych ojców egipskich oraz mnichów z Palestyny i Azji Mniejszej. Powstała w ten sposób opo­wieść została dedykowania przez autora wysokiemu a pobożnemu urzędnikowi, Laususowi; określa się ją powszechnie mianem Historia Lausiaca. (Czytelników, których dziwi łaciński tytuł tekstu napisanego po gre­cku, chcemy uprzedzić, że wymagają tego powszech­nie przyjęte zasady katalogowania dzieł w bibliotekach i cytowania utworów w przypisach; w czasach, gdy łaci­na dominowała w uczonym świecie i gdy często pisano w tym języku rozprawy naukowe, było to w pełni natu­ralne. Dziś niekiedy się przeciwko temu buntujemy).

Być może istniały jeszcze inne biografie sławnych mnichów, które popadły w zapomnienie z racji tego, że nie przyciągnęły większej liczby czytelników i przesta­no je przepisywać. Mało prawdopodobne, byśmy zostali pozbawieni na tej drodze wielkich dzieł literackich.

W drugiej połowie IV w. obok żywotów narodził się w środowiskach monastycznych nowy typ utworów o mnichach. Nazywamy je apoftegmatami (lub apoftegmami od gr. apophthengomai: opowiadać, wygłaszać); są to odpowiedzi sławnych ojców na pytania zadawa­ne im przez młodszych, mniej doświadczonych braci szukających pomocy i rady w konkretnych najczęściej sytuacjach życia ascetycznego. Owe odpowiedzi, „sło­wa", przybierały postać sentencji, krótkich historyjek, czasami zawierających wiadomości o tym, kto je wy­głaszał i okolicznościach, w których doszło do rozmo­wy. Apoftegmaty niosły w sobie mądrość środowiska, służyły nade wszystko procesowi formowania mnichów rozpoczynających swe monastyczne życie. Możemy so­bie wyobrazić, jak apoftegmaty powstawały: pouczenia, dydaktyczne historyjki, powiedzonka, sentencje, czasa­mi dowcipy przypisane najczęściej znanym mnichom krążyły w środowisku monastycznym między jedną wspólnotą a drugą; rozszerzano je, zmieniano ich treść i bohatera, łączono i dzielono. Długo nikt ich nie za­pisywał, stanowiły zdumiewającą formę literatury ust­nej, cechującą się płynnością właściwą temu rodzajowi twórczości. Dopiero znacznie później (w V w.) nadano apoftegmatom postać pisaną i zaczęto zbierać je w ko­lekcje. Od dawna uczeni spierali się, w jakim środo­wisku dokonał się ten proces: grecko-języcznym czy koptyjsko-języcznym. Bardzo trudno jest na to pytanie odpowiedzieć, nic nie wiemy o najstarszych apoftegmatach i ich twórcach. Na pewno powtarzali je wszyscy mnisi, niezależnie od macierzystego języka. Ich popu­larność była duża i natychmiastowa.

Historia mnichów w Egipcie została napisana za­nim apoftegmaty można było czytać. Natomiast same opowieści autor na pewno słyszał wielokrotnie w czasie podróży, służyły mu one nieraz za źródło wiadomości.

Tak wygląda tło literackie utworu powstałego mię­dzy pierwszym a drugim dziełem Palladiusza. Pisząc Historia Lausiaca Palladiusz miał przed sobą tekst ano­nimowego mnicha z Jerozolimy, czy tenże czytał wcześ­niejsze żywoty Palladiusza, trudno nam wyrokować.

HM była owocem podróży, jaką siedmiu braci z jero­zolimskich klasztorów odbyło po monastycznym Egip­cie w 394 i w pierwszych miesiącach 395 r. (Data podróży jest ustalona na podstawie tego, co oznajmił podróż­nikom Jan z Lykopolis, jeden z najsłynniejszych ascetów. Powiedział on mianowicie swoim gościom, że właśnie tego dnia do Aleksandrii przywieziono list anonsujący zwycięstwo Teodozjusza nad uzurpato­rem Eugeniuszem (bitwa nad Frigidusem miała miejsce 6 IX 394 r.). Listy z Rzymu trafiały do Aleksandrii po dwóch, trzech tygodniach (we wrześniu i październiku trwa jeszcze sezon żeglugi). Po powro­cie z wyprawy jeden z jej uczestników uległ namowom swych współbraci i spisał wspomnienia z wędrówki po eremach i klasztorach. Nic o nim nie wiemy poza tym, że był Grekiem. Jego anonimowość jest czymś dziw­nym; nie potrafimy jej wyjaśnić. Oczywiście najprościej byłoby założyć, że w ten sposób manifestował pokorę, jaka przystoi mnichowi, który nie powinien chcieć, aby uwaga czytelników skupiała się na nim. Jednak auto­rzy innych znanych nam utworów poświęconych mona­stycznych wspólnotom i wybitnym mnichom nie wahali się umieszczać swych imion we własnych dziełach. Tyl­ko apoftegmaty były anonimowe, ale ich literacka na­tura była całkiem odmienna, ciągle jeszcze stanowiły literaturę zasadniczo ustną.

Nie wiemy, ile czasu upłynęło między powrotem z podróży a napisaniem HM, w każdym razie nastąpiło to przed 404 r. kiedy powstał łaciński przekład pracy. Tytuł dziełka (niewątpliwie oryginalny) brzmi po grecku: he kat’Aigypton ton monachon historia, na łaci­nę przełożono go jako Historia Monachorum in Aegypto. Biorąc je do ręki, spodziewalibyśmy się opowieści o dziejach egipskiego monastycyzmu, pierwszych mni­chach, którzy podjęli życie ascetyczne na pustyni, twór­cach klasztorów, zmarłych już wielkich bohaterach, sławnych z osiągnięć ascezy. Jednak autor HM użył termin historia w innym, rzadziej używanym w grece, sensie. Słowo to może bowiem oznaczać także badanie, proces zbierania informacji, a także efekt takich działań w postaci ich zestawienia, opisu. Palladiusz i Teodoret, piszący tylko nieco później od autora HM, nazwą swe opowieści o mnichach historiami (Historia Lausiaca, Historia religiosa). Łaciński erudyta, Pliniusz Starszy (I w), w encyklopedii nazwanej przez siebie Historia Naturalis zawarł wiedzę z różnych dziedzin: od dzieł sztuki, po techniki metalurgiczne i opis rozmaitych zwierząt.


Ewa Wipszycka, Robert Wiśniewski

Ze wstępu do: Historia mnichów w Egipcie (Historia monachorum in Aegypto), przekład: Ewa Dąbrowska, (Źródła monastyczne t. 42, starożytność 29), Kraków- Tyniec 2007 (Wydawnictwo Benedyktynów).

sobota, 19 kwietnia 2014

Powstanie wspólnoty


Pachomiusz przystępuje do dzieła tworzenia wspólnoty. Zaczyna się niezwykle ważna faza poszukiwań nowego modelu życia ascetycznego, trwająca prawdopodobnie około czterech lat. Bracia, którzy pisali żywot założyciela kongregacji (będzie o nich dalej mowa), niewiele o tym okresie wiedzieli, poza tym, że pierwsze próby były nieudane i bardzo dla Pachomiusza bolesne; zakończyły się rozstaniem z buntowniczymi i lekceważąco traktującymi go ascetami (jedyna nieco bardziej szczegółowa relacja zawarta jest w najstarszej biografii koptyjskiej w dialekcie sahidyjskim, zwanej S1)- Ważna to informacja, gdyż trudno posądzać autorów, aby ją wymyślili, wynika z niej, że charyzmat Pachomiusza rodził się w miarę doświadczenia w kierowaniu ludźmi.

Bracia nie wiedzieli też (a my z nimi), co skłoniło Pachomiusza do zrezygnowania z modelu ascezy indywidualnej („anachoretycznej") i stworzenia nowej formy ascetyzmu polegającej na gromadzeniu się mnichów w dużych grupach, we wspólnotach, które zostaną nazwane greckim terminem koinobion („wspólnota życia"). Jan Kasjan, autor opisujący środowiska monastyczne a piszący na początku V w. (mniej więcej w tym samym czasie, w którym redagowano pierwsze wersje biografii Pachomiusza), twierdził, że wzorcem dla mnichów egipskich była gmina jerozolimska skupiająca pierwszych chrześcijan opisana w Dziejach Apostolskich {Jeden duch i jedno serce ożywiało wszystkich wierzących. Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne. Apostołowie z wielką mocą świadczyli o zmartwychwstaniu Pana Jezusa, a wszyscy oni mieli wielką łaskę. Nikt z nich nie cierpiał niedostatku, bo właściciele pól albo domów sprzedawali je i przynosili pieniądze ze sprzedaży, i składali je u stóp Apostołów. Każdemu też rozdzielano według potrzeby - 4,32-37). Jednak wyjaśnienie Kasjana, przydające monastycyzmowi biblijnego autorytetu i blasku, z pewnością jest nietrafne: nie tylko gmina jerozolimska w sposób oczywisty była innym rodzajem społeczności, ale także ogromna przerwa w czasie, dzieląca ją od działań Pachomiusza, każe nam odrzucić taką interpretację. Sam Pachomiusz nie wspomina o gminie jerozolimskiej jako wzorcu dla jego wspólnot. Badacze nowocześni szukali jego modelu w kręgach pogańskich (wyznawcy Serapisa), żydowskich (grupa terapeutów bytująca pod Aleksandrią w I w, opisana przez Filona w traktacie O życiu kontemplacyjnym), nawet w manichejskich społecznościach obecnych w Egipcie w końcu III w. Nie mające najmniejszego oparcia w źródłach takie próby zostały ostatecznie porzucone i musimy się pogodzić z naszą niewiedzą w tej ważnej kwestii.

(Ewa Wipszycka ze wstępu)

Za: Pachomiana Graeca: Vita graeca prima. List Ammona, Paralipomena, przekład: Ewa Dąbrowska, wstęp i opracowanie: Ewa Wipszycka, źródła monastyczne 65, starożytność 39, TYNIEC Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2013

piątek, 18 kwietnia 2014

Narodziny monastycznego Egiptu


Pachomiusz należał do grona tych wielkich ascetów, którzy w pierwszych dziesięcioleciach IV w. stworzyli w Egipcie monastycyzm, instytucję aż po dziś żywą, skupiającą ludzi szczególnej wrażliwości religijnej, formującą elitę społeczności kościelnych. Zresztą Czytelnikom Źródeł Monastycznych nie trzeba tłumaczyć, jak ważny był i jest monastycyzm dla chrześcijaństwa.

Zacznijmy od ważnego doprecyzowania terminologicznego. Mnisi pojawiają się w IV w., choć asceci byli obecni w gminach chrześcijańskich od pierwszych dni ich istnienia. Otoczeni szacunkiem, służyli pomocą współbraciom, uczyli jak trzeba rozumieć Biblię; powierzano im często godności kościelne. Od mnichów czasów późniejszych różniło ich pozostawanie „w świecie", w domach rodzinnych, w których pełnili funkcje zwykłe dla ludzi ich sfery społecznej. Z rzadka tylko łączyli się w niewielkie grupy oddane modlitwie i pobożnym lekturom.

Antoni (ok. 271-356 r.) miał być pierwszym człowiekiem powołującym do życia szczególną formę ascetyczną, którą możemy nazywać już monastycyzmem. Jako młody człowiek, po kilku latach ascetycznego bytowania, opuścił rodzinną wieś i wybrał na miejsce pobytu pustynię; następnie zamknął się w opuszczonym forcie na jej brzegu (ok. 285 r.). Po dwudziestu latach (ciągle mówimy o tradycji, jej wskazówki chronologiczne zawsze trzeba opatrywać słowem „około"), gdy tłum rozbił bramę fortu i ludzie wdarli się do środka, Antoni zrezygnował z życia samotnego i przyjął na siebie obowiązek kierowania tymi, którzy chcieli stać się jego uczniami (ok. 306 r.). Powstała pierwsza wspólnota monastyczna. Wprawdzie ok. 313 r., Święty, znużony ludźmi szukającymi u niego pocieszenia, cudów uzdrowicielskich i interwencji u wielkich tego świata, uciekł głęboko na pustynię, do małej oazy w pobliżu Morza Czerwonego, jednak aż po kres życia (zmarł ok. 356 r.) wracał co pewien czas do swoich mnichów bytujących niedaleko Nilu i przyjmował też przybyszów w swej odległej pustelni.

Następni monastyczni bohaterowie pierwszych pokoleń rozpoczęli swój mniszy żywot nieco później niż Antoni; wybrali oni na swoje siedziby obszary pustynne po zachodniej stronie Delty. Amun dał początek monastycznemu kompleksowi Nitrii gdzieś między 325-330 r., Makary osiedlił się w Sketis (dzisiejsze Wadi el-Natrun) w 330 r., Cele (gr. Kellia), trzecie, sławne dzięki odkryciom archeologicznym, osiedle monastyczne zostają założone w 338 r. W drugiej połowie IV w. wzdłuż brzegu płaskowyżu, który przecina Nil w jego biegu, mnożą się eremy niemal wszędzie tam, gdzie istniały dogodne dla mnichów warunki: groty skalne, groby faraońskich wielmożów, kamieniołomy i świątynie.

Pachomiuszowi monastycyzm egipski zawdzięcza genialną innowację: stworzenie pierwszych klasztorów. Pokazał, że ucieczka od świata nie musi zakładać jego fizycznego opuszczenia, a skupienie wielu ludzi w jednym miejscu, pod jednym kierownictwem, pod jedną „regułą" może stworzyć lepsze, a przynajmniej nie gorsze, warunki dla duchowego rozwoju, niż życie w samotności lub w gronie kilku osób. Szczęśliwie dla nas zachowały się dzieła powstałe w kręgu pachomiańskich klasztorów opowiadające ich dzieje, skupiające narrację na założycielu kongregacji, człowieku obdarzonym przez Boga szczególnymi darami, kimś, kto wiedział, jak należy postępować, aby podobać się Bogu. Trzon tej tradycji stanowią żywoty Pachomiusza w języku greckim, koptyjskim, syryjskim, łacińskim, będące samodzielnymi, choć silnie powiązanymi ze sobą, utworami. O tym literackim dorobku pachomiańczyków będzie szczegółowo mowa w ostatniej części wprowadzenia.

(Ewa Wipszycka ze wstępu)

Za: Pachomiana Graeca: Vita graeca prima. List Ammona, Paralipomena, przekład: Ewa Dąbrowska, wstęp i opracowanie: Ewa Wipszycka, źródła monastyczne 65, starożytność 39, TYNIEC Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2013

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Mnichem, czyli kim?


Pani Profesor, św. Atanazy wkłada w usta św. Antoniego następujące słowa: „Przecież od dawna jesteśmy mnichami" - czyli kim właściwie?

Na pewno jest to najtrudniejsze pytanie, na które niełatwo jest znaleźć zgrabną odpowiedź, a zwłaszcza odpowiedź zamykającą się w jednym zdaniu. Skoro jednak zadano mi takie pytanie, muszę spróbować budować na nie odpowiedź. Zacznę od kwestii terminologii. Mianowicie mamy dwa słowa, które nam się wydają mieć niemal identyczny zakres znaczeniowy. Chodzi o ascetów i o mnichów. Pamiętajmy o tym, że asceci istnieli w Kościele od samego jego początku; zawsze byli bardzo wysoko cenieni. Były czasy, w których odgrywali większą rolę, były czasy, w których odgrywali mniejszą. Jednak dopiero pod koniec III w. mamy do czynienia z wielką zmianą, która spowodowała pojawienie się mnichów obok ascetów.

Od kiedy zatem możemy mówić o mnichach?

Za pierwszego mnicha tradycja starożytna uważała św. Antoniego, i słusznie. Na jego przykładzie można łatwo wytłumaczyć, kim jest mnich w odróżnieniu od ascety, jakie są specyficzne różnice. Mianowicie asceta to ktoś, kto żyje w swoim domu, czy w pobliżu swego domu, ma kontakt ze swoją rodziną, znajomymi, nie zrywa z zawodem, uprawia posiadaną ziemię, zarządza majątkiem. Na pewno wszyscy asceci charakteryzowali się wstrzemięźliwością seksualną. To niekoniecznie oznacza dziewictwo w tym sensie, w jakim pojmujemy je dzisiaj; chodzi po prostu o wstrzemięźliwość. Wdowa chociażby, w terminologii Tertuliana, też jest dziewicą. Nieważne jest to, że ona kiedyś korzystała z małżeństwa, ważne jest to, że po śmierci swego męża postanowiła nie zawierać następnego związku, przestrzegać zasad czystości w sferze seksu, gorliwie się modlić.

Mnich jest takim ascetą, który decyduje się na odejście od świata, zerwanie codziennego kontaktu z własną społecznością, rodziną, miejscem, w którym się urodził, wychował i żył. Antoni, zanim został mnichem, próbował, przez pierwsze lata, naśladować znanych sobie ascetów żyjących w pobliżu; usunął się najpierw gdzieś na pogranicze swojej wsi, ale zachował więzy ze swoją rodziną i znajomymi. W którymś jednak momencie uznał, że ten stan rzeczy go nie satysfakcjonuje i potrzebuje radykalnego zerwania ze światem. W jego przypadku oznaczało to decyzję opuszczenia Egiptu, udania się na pustynię (w świadomości ludzi tej epoki pustynia nie leżała w Egipcie, była pustynią; to osobny świat). Zapewne stało się to w 286 r. Antoni miał przed sobą jeszcze długie lata życia na pustyni, zmarł jako człowiek liczący 105 lat, w 356 r.

Na pustyni? Ale co to znaczy?

Gdy popatrzymy na mapę fizyczną, zobaczymy, że jak Egipt długi i szeroki pustynia jest wszędzie blisko i znalezienie na jej terenie miejsca dla siebie nie stanowi w zasadzie żadnego problemu. Ta egipska pustynia obejmująca z dwóch stron całą krainę, jest przede wszystkim pustynią skalistą, poprzecinaną dolinami, którymi w czasach, gdy nad Nilem padało, płynęły potoki. Do Nilu tu i tam zbliża się taka pustynia, jaką sobie wyobrażamy na podstawie zdjęć Sahary lub wnętrza Półwyspu Arabskiego: przestrzenie piaszczyste z wędrującymi wydmami. W takim terenie mnisi żyć nie mogli.

Trzeba także dodać, że pustynia, ta skalista, była stale obecna w życiu ludzi żyjących w dolinie Nilu. Na pustynię udawano się w najrozmaitszych celach. Najczęściej po to, żeby się schować. Gdy do jakiejś wioski wpadali werbownicy do armii, to niektórzy, jak byśmy dziś powiedzieli, poborowi, uciekali na pustynię; podobnie gdy dzierżawcy i robotnicy rolni buntowali się przeciwko niskim płacom, usuwali się na pustynię; tam też ukrywali się dłużnicy. Wszystko to działo się w Egipcie od wieków, leżało w geograficznej logice kraju. Antoni zatem bardzo dobrze wiedział, czym jest pustynia i jak można na niej przeżyć. Kiedy zdecydował się tam udać, to umówił się ze swymi przyjaciółmi, że będą mu co pewien czas przynosili chleb (to była podstawa jego pożywienia); zaś po wodę (o tym Atanazy nie pisze, ale to oczywiste), Antoni udawał się do najbliższego kanału, ewentualnie do najbliższego źródła.

Za: Mnisi nie tylko ci święci... Z prof. Ewą Wipszycką o pierwszych mnichach na pustyni egipskiej rozmawia Szymon Hiżycki OSB, seria: dialogi, TYNIEC - Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2007

niedziela, 13 kwietnia 2014

Definicja mnicha


Wróćmy do definicji mnicha. Kim w rozumieniu mieszkańca Egiptu IV i V w. byli mnisi?

  Byli tymi, który porzucili swoje domy, opuścili miejsca przeznaczone dla ludzi i oddali się modlitwie oraz umartwieniom polegającym przede wszystkim na drastycznym ograniczeniu ilości przyjmowanego pożywienia i snu. Miało im to pomóc w zdobyciu panowania nad ciałem, które było źródłem grzesznych słabości, przeszkadzało w szukaniu drogi do Boga. W kręgu pierwszych egipskich mnichów zdarzali się mistycy przeżywający ekstatyczne uniesienia, ale nie wszyscy byli do nich zdolni, nie czuli się też przez to gorsi.

  Czy żyli samotnie? Każdy osobno?

  Ależ skądże! Uzmysławiamy to sobie, starając się zrozumieć właściwie greckie słowo monachos, z którego wywodzi się polskie mnich. Otóż monachoi (liczba mnoga od monachos) to są ludzie zintegrowani wewnętrznie, to są „ci, którzy są jednym", dla których ważna jest tylko jedna rzecz, to znaczy dążenie do Boga. To są ci, którzy odrzucili świat z całym jego chaosem, z jego sprzecznymi tendencjami, z ludźmi, którzy mają różne upodobania.

 Skoro mnisi nie żyli samotnie, to w jaki sposób wiedli życie?

   Monachos, który zrywał kontakt ze światem, szukał innych monachoi. Owszem, były przypadki, kiedy mnisi żyli zupełnie samotnie. To zdarzało się jednak niesłychanie rzadko. Najczęściej mnisi two­rzyli grupki kilku lub kilkunastoosobowe, bardzo szybko zaczęli również zbierać się we wspólnoty liczniejsze. Wspominałam już o Pachomiuszu, który potrafił złączyć setki braci.

A skąd wywodzili się pierwsi mnisi?

   Pochodzili z bardzo różnych grup społecznych. Chrześcijaństwo ma tę cudowną właściwość, że przemawia do wszystkich ludzi. W starożytności nigdy nie doszło do tego, żeby chrześcijaństwo było popularne tylko w jakiejś grupie społecznej, a do innych w ogóle nie trafiało. Mogły być grupy, które łatwiej się nawracały, oraz grupy oporne, ale w gminach chrześcijańskich (zwłaszcza tych większych) byli obecni przedstawiciele rozmaitych stanów i środowisk. Podobnie stało się z monastycyzmem. Tym, co decydowało o wyborze życia mniszego, była wrażliwość religijna osoby niezadowolonej z dotychczasowego życia religijnego, odczuwającej potrzebę zbliżenia się do Boga. Te osoby mogły pochodzić z bardzo różnych grup społecznych. Podkreślam to z wielkim naciskiem, gdyż bardzo długo historycy traktowali środowisko mnisze jako środowisko ludzi pochodzących z dołów społecznych. Wychodzono z założenia, że tak ciężkie warunki, jakie ci ludzie wybierali, stając się mnichami, były do przyjęcia tylko dla chłopów, pasterzy, drobnych rzemieślników, wyrobników.

Za: Mnisi nie tylko ci święci... Z prof. Ewą Wipszycką o pierwszych mnichach na pustyni egipskiej rozmawia Szymon Hiżycki OSB, seria: dialogi, TYNIEC - Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2007

sobota, 12 kwietnia 2014

Mnisi nie tylko ci święci...


Od wydawcy

Życie zakonne często wzbudzało kontrowersje. Każda chyba epoka ma swoich entuzjastów i swoich krytyków życia mniszego. Od kontrowersji nie były wolne także jego początki. A wszystko zaczęło się pewnej niedzieli, w egipskiej wiosce, kiedy to młody chłopak, Antoni, udał się do kościoła i usłyszał słowa Ewangelii, które nim wstrząsnęły. Gdy umierał, jako 105-letni starzec, pustynia, wedle określenia autora jego Żywota, św. Atanazego, stała się polis, czyli społecznością.

O wszystkich tych wydarzeniach czytamy w licznych tekstach, które powstawały współcześnie do opisywanych wydarzeń. Ich lektura nastręcza jednak pewne trudności, rodzi też kolejne pytania. Jak czytać, rozumieć teksty, które powstawały w środowiskach monastycznych na przełomie IV i V wieku? Czy jesteśmy ograniczeni jedynie do źródeł pisanych? Może jesteśmy w stanie poznać mnichów także przez inne źródła?

Jeżeli już pytać, to tylko mistrzów. Dlatego w pewne sierpniowe popołudnie, w zakładzie papirologii UW, rozpoczęła się ta rozmowa, której zapis trzymasz, Czytelniku, w rękach. Pani Profesor Ewa Wipszycka żadnego z postawionych jej pytań nie zlekceważyła ani nie zbyła milczeniem. Wraz z kolejnymi pytaniami i odpowiedziami, ułożył się fascynujący dialog: postacie świętych mnichów, tematy literatury mniszej, menu i budżet ośrodków monastycznych - to tylko niektóre tematy, które poruszyła Pani Profesor - ułożyły się w barwną mozaikę późnoantycznego świata egipskich mnichów. Czy był to świat tak bardzo różny od naszego? Niech będzie to ostatnie pytanie, na które sam Czytelnik musi sobie odpowiedzieć...

Ewa Wipszycka - W badaniach naukowych koncentruje się na historii Egiptu od czasów Aleksandra Wielkiego, szczególnie wiele uwagi poświęca okresowi kryzysu i upadku świata starożytnego oraz dziejom późnoantycznego chrześcijaństwa. W bogatym dorobku naukowym autorki są m. in. Vademecum historyka starożytnej Grecji i Rzymu, Historia starożytnych Greków (wspólnie z B. Bravo), Męczennicy starożytnego Kościoła (wspólnie z M. Starowieyskim), Kościół w świecie późnego antyku.

Za: Mnisi nie tylko ci święci... Z prof. Ewą Wipszycką o pierwszych mnichach na pustyni egipskiej rozmawia Szymon Hiżycki OSB, seria: dialogi, TYNIEC - Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2007


Eksplozja monastycyzmu


Kilka razy powiedziała już Pani Profesor, że św. Antoni był pierwszym mnichem. Robi to wrażenie, jak gdybyśmy mieli do czynienia z jakąś eksplozją: najpierw brak jakichkolwiek form życia tego typu, potem przychodzi Antoni i nagle wszystko się zaczyna...

W zasadzie ten obraz jest słuszny. Monastycyzm rozwija się w pierwszych dziesięcioleciach IV wieku bardzo gwałtownie, on rzeczywiście wybucha. Mamy takie uczucie, jak gdyby ludzie tej epoki czegoś takiego niesłychanie potrzebowali, ale nie potrafimy wytłumaczyć, dlaczego tak się stało. Dlaczego to właśnie wtedy pustynia zaludniła się mnichami, a nie sto lat wcześniej czy sto lat później? Nie jesteśmy w stanie precyzyjnie wskazać czynników, które doprowadziły do narodzin tej nowej formy ascezy. Trudno. Zdarza się czasami w nauce, że musimy się ograniczyć do stwierdzenia faktów, gdyż nie potrafimy odpowiednio wnikliwie pokazać, co je wywołało.

A więc monastycyzm wybucha, przyciąga do siebie całe mnóstwo ludzi. Ci, którzy tę postać chrześcijańskiego życia przyjmują, czują się członkami tego samego, odmiennego społeczeństwa, wspólnoty. Są braćmi, są siostrami i czują się silnie związani między sobą. Wiedzą, że to, w czym biorą udział jest nową, wspaniałą formą bytowania, wielkim przywilejem, łaską daną przez Boga.

Ten nowy wspaniały monastyczny świat składa się z rozmaitych grup, rozmaicie uprawiających ascezę, rozmaicie tłumaczących na gruncie doktrynalnym sens tego, co robią. Różnorodność jest cechą podstawową monastycznych środowisk; nie ma żadnych instytucji, które zajmowałyby się narzucaniem jakiegoś porządku, ujednolicaniem obyczajów i obrzędów.

Za: Mnisi nie tylko ci święci... Z prof. Ewą Wipszycką o pierwszych mnichach na pustyni egipskiej rozmawia Szymon Hiżycki OSB, seria: dialogi, TYNIEC - Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2007

piątek, 11 kwietnia 2014

Apoftegmaty i cuda


Niezwykle istotne źródło wiedzy o mnichach stanowią apoftegmaty. Są to sentencje, czy też porady, krótkie historyjki zakończone morałem. Znaczna część apoftegmatów przypisana jest słynnym Ojcom Pustyni. Teksty skierowane były przede wszystkim do ascetów młodych monastycznym stażem (co nie oznacza, że zawsze młodych wiekiem; na pustynię wielu przychodziło w zaawansowanym wieku), miały im przekazać mądrość kolejnych pokoleń pustyni (przede wszystkim dominuje materiał z Nitrii, Cel i Sketis).

Początki apoftegmatów są trudne do uchwycenia: mamy bowiem do czynienia z literaturą, która rodziła się bez interwencji pisma. Proces zapisu apoftegmatów rozpoczął się pod koniec IV w. W toku V w. powstały pierwsze ich zbiory.

W jakimś sensie apoftegmaty pełniły funkcje reguł, wskazywały, jak trzeba się zachowywać w różnych sytuacjach, nawet banalnych, ale ważnych. Jeden z nich opisuje dylemat, jaki powoduje w praktyce przestrzeganie zasady hierarchii. Do eremu z gościną przychodzi dwóch braci, jeden starszy, drugi młodszy, który jednak wcześniej został mnichem. Komu trzeba było najpierw umyć nogi, a to był zwykły gest uprzejmości wobec gościa, komu najpierw usłużyć? Starszemu stażem czy starszemu wiekiem? Trzeba było wybrać zasadę, która określi hierarchię: ten, kogo uzna się za pierwszego, nie tylko będzie miał pierwszy umyte nogi, ale najpierw dostanie pić i jeść, on rozpocznie modlitwy...

Taki monastyczny saroir-vivre?

W pewnym sensie tak.

{Opowiadano o abba Janie Karle, że kiedy został mnichem, zamieszkał na pustyni z pewnym starcem Tebańczykiem. Otóż jego abba wziął suche drewno, wetknął je w ziemię i powiedział mu: „Codziennie podlewaj je dzbankiem wody, aż póki nie wyda owoców". A wodę mieli tak daleko, że wychodziło się po nią wieczorem, a wracało rano. I po trzech latach drewno ożyło i wydało owoce. Starzec wziął te owoce, przyniósł do kościoła i powiedział braciom: „Bierzcie, jedzcie owoc posłuszeństwa" (1 Apo316)}.

Więc mamy apoftegmaty. Jakie jeszcze źródła informują nas bezpośrednio o pierwszych mieszkańcach pustyni?
Niezmiernie ważne są żywoty postaci wybitnych. Ich uczniowie odczuwali potrzebę podzielenia się swoimi wspomnieniami. Jeśli chciano zachować w pamięci środowiska jakiegoś wielkiego człowieka, który był postacią charyzmatyczną, spisywano jego żywot. Chodziło nie tylko o to, żeby utrwalić pamięć o świętym. Takie utwory pokazują szerokiemu gronu czytelników jakiś ideał mnicha, ku któremu trzeba dążyć.

W żywotach aż roi się od cudów, co dzisiejszego czytelnika raczej odstręcza, niż zachęca do lektury...

Charyzma i świętość muszą być udowodnione. A cóż jest lepszym tego dowodem niż znaki, to znaczy cuda, które jakiś święty zdziałał? Nasza niechęć do opisów cudów ma korzenie pozytywistyczne i jest zdumiewająco rozpowszechniona. Kiedy miewam wykłady, moi studenci z reguły się uśmiechają, gdy czytam teksty o cudach lub je komentuję, najwyżej podejmują próby racjonalizowania cudownych wydarzeń. Mają wielkie trudności z akceptowaniem nowoczesnych zasad badawczych nakazujących wyrzeczenie się dyskusji nad tym, czy dany cud miał miejsce czy nie. Nie żyjemy wszak w tamtych czasach, nie mamy żadnych instrumentów do robienia badań w tym zakresie i wara nam od tego. Nasze zadanie polega na tym, by ustalić, w co ludzie badanych czasów wierzyli. Jednak w XIX w. nasi pradziadowie podejmowali dyskusję o realności cudów i ich zachowanie pokutuje wśród niektórych do dziś.

Za: Mnisi nie tylko ci święci... Z prof. Ewą Wipszycką o pierwszych mnichach na pustyni egipskiej rozmawia Szymon Hiżycki OSB, seria: dialogi, TYNIEC - Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2007

Mnisie biblioteki


 Mnisi mieli biblioteki. Posiadamy katalog wypisany na ścianie w bibliotece w dużym klasztorze w Górnym Egipcie. To wyjątkowy tekst. Osobiście myślę, że wszystkie większe wspólnoty posiadały swoje księgozbiory. Ludzie, zaczynając życie mnisze, przywozili własne książki, inne na miejscu przepisywano, nie tylko dla zarobku, ale i dla siebie. Wspólnoty dostawały także książki w darze.

Co mogło się znaleźć w klasztornej bibliotece?

Oczywiście Biblia, podzielona na księgi. W księgozbiorach klasztornych znajdowało się także bardzo wiele dzieł, które bylibyśmy skłonni uważać za trudne - chodzi o literaturę teologiczną. Mnisi mieli pisma św. Atanazego, św. Bazylego Wielkiego, św. Grzegorz z Nazjanzu... Nie było raczej pism Orygenesa, choć czytano je w środowiskach monastycznych IV w., później potępienie tego wielkiego teologa zrobiło swoje. Nie znajdujemy także utworów Ewagriusza z Pontu. W Egipcie wytępiono je gruntownie, a nawet jeśli pojawiały się jego pisma, to tylko jako dzieła przypisane komuś innemu. Dodajmy żywoty sławnych mnichów, rozmaite teksty poświęcone męczennikom.

Z wielkim naciskiem chcę podkreślić, że mamy do czynienia ze środowiskiem, które dbało o umiejętność czytania i pisania, i o dobór lektur. To zaowocowało, bo mnisi często opisywali swoje własne doświadczenia. Środowisko monastyczne jest literaturotwórcze.

A jaką rolę odgrywało Pismo Święte?

O stosunku mnichów do Biblii można mówić wiele.

Mnisi czytali, studiwali, uczyli się na pamięć urywków Biblii, im więcej, tym lepiej. Doskonała znajomość Pisma Świętego powodowała, że wyimki z niego pojawiają się w monastycznych tekstach, choć ich autorzy mogli nie mieć świadomości posługiwania się cytatami. Historycy monastycyzmu twierdzą, że egipscy mnisi nie cytowali, mnisi „mówili Biblią".

Dam przykład. Gdy otwieramy Testament Horsiesiego, następcy Św. Pachomiusza na stanowisku przełożonego kongregacji, znajdujemy w nim niemal wyłącznie teksty z Pisma Świętego. Czytelnik korzystający ze współczesnego wydania tego dzieła, natychmiast zdaje sobie sprawę z tego faktu, gdyż zgodnie ze współczesnymi konwencjami edytorskimi, cytaty biblijne są drukowane kursywą i muszą mieć odsyłacz, precyzujący z której księgi, rozdziału i wersetu go zaczerpnięto. Tekst Testamentu jest niemal w całości „kursywowany". Ale Horsiesi nie cytował Biblii, on pisał i mówił językiem zbudowanym ze słów Biblii. Jeśli tekst święty zapadnie głęboko w świadomość człowieka, może on zacząć myśleć przy pomocy fraz biblijnych, przy czym te frazy płyną z czyichś ust w sposób zdecydowanie naturalny.

{Kto uderza [w drewniany gong] i gromadzi braci na posiłek, niech uderzając, recytuje Pismo Święte (Przyk. 11)}.

{Bogactwem człowieka jest jego mądrość (por. Koh 10,10). O, człowieku, zwróć swoje serce ku karności (Prz 23,12), abyś w lekceważeniu i zaniedbywaniu, z powodu błędu twego serca, nie pomnożył liczby umarłycb (por. Ez 11,6). Q człowieku, nie troszcz się o rzeczy widzialne. Najemnik nie jest pasterzem (J 10,12). Lisy pożerają w ciemnościach (por. Lm 5,17-18). Trzymaj miecz swojej chwały (por. Pwt 33,29). Poznaj pancerz sprawiedliwości (Mdr 5,18; Iz 59,17; Ef 6,14) i nie gardź mieszkaniem mądrości. Uczyń sobie trzosy, które nie niszczeją (Łk 12,33), abyś mógł włożyć rękę do jamy żmij (Iz 11,8). Nie upijaj się winem (Ef 5,18), przez które powstają liczne upadki (por. Syr 19,2), a nadzy wałęsają się po ziemi (por. Rdz 9,21; Prz23,31) (Z Listu Pachomiusza)}.

Za: Mnisi nie tylko ci święci... Z prof. Ewą Wipszycką o pierwszych mnichach na pustyni egipskiej rozmawia Szymon Hiżycki OSB, seria: dialogi, TYNIEC - Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2007

czwartek, 10 kwietnia 2014

Do pomyślenia była świętość bez Eucharysti


 Jaka była w życiu mnichów rola sakramentów?

Sprawa nie jest prosta. Kiedy zajmowałam się Żywotem św. Antoniego, napisanym przez św. Atanazego, czymś, co mnie bardzo zdumiewało, był brak wzmianek o Mszy. Nie tylko o niej nigdzie się nie mówi, ale logika Żywota nie zostawia dla niej miejsca w dwóch ważnych okresach życia Świętego: w czasie wieloletniego pobytu Św. Antoniego w forcie i w eremie na głębokiej pustyni, blisko Morza Czerwonego.

 Świadectwo Atanazego musi być przez nas traktowane poważnie, znał on przecież środowisko Antoniego. Gdyby sądził, że udział w Mszy Świętej jest bezwzględnie ważny, dodałby wzmiankę, że ktoś nosił mu na pustynię komunię świętą. Atanazy ani przez chwilę nie wątpi w ortodoksyjność pierwszego pustelnika. Przez pierwsze dziesięciolecia Msza musiała być po prostu trochę w cieniu.

Czy taką powściągliwość w tej materii znajdziemy w innych tekstach   monastycznych?

 To nie jest postawa przyjęta powszechnie, ale istnieje i wspomina się o niej. Mnisi nieuczestniczący systematycznie w Mszy, pojawiają się w tekstach opowiadających o wcześniejszych, „bohaterskich" pokoleniach ojców założycieli.

Niektórzy uczeni sądzą, że taki obojętny stosunek niektórych mnichów do Eucharystii jest wynikiem silnego wpływu Orygenesa. W każdym razie w drugiej połowie IV w. rozpowszechnia się przekonanie, że mnich we Mszy powinien brać udział w każdej sytuacji. Jednak w niektórych tekstach literackich, nasyconych elementami fantastycznymi, z akcją umieszczoną gdzieś wśród piasków Sahary, mnisi żyją samotnie i troszczą się nie o brak Mszy, ale o to czy znajdzie się ktoś, kto pochowa ich szczątki.

Oczywiście mamy do czynienia z „rzeczywistością literacką", stwarzaną przez autorów, jednak trzeba ją potraktować na serio. Do pomyślenia była świętość bez Eucharysti.

Za: Mnisi nie tylko ci święci... Z prof. Ewą Wipszycką o pierwszych mnichach na pustyni egipskiej rozmawia Szymon Hiżycki OSB, seria: dialogi, TYNIEC - Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2007


środa, 9 kwietnia 2014

Monastycyzm żeński


Pani Profesor, a jak to było z kobietami?

Analogicznie jak w przypadku mnichów, z pewną jednak różnicą. Muszę zacząć od przypomnienia, że zanim nastały czasy mniszek, był czas ascezy domowej, gdy kobieta nie opuszczała domu, oddając się modlitwie i postom. Popularność tej formy życia nie zmniejszyła się także po narodzinach monastycyzmu. Nawet kiedy ruch monastyczny nabiera coraz większego rozpędu, trwa dalej asceza domowa, przynajmniej aż do końca starożytności, a jestem głęboko przekonana, że tak samo była popularna w średniowieczu. Często zdarzały się przypadki, że kobieta chciałaby pójść do klasztoru, ale były tysiące powodów, dla których nie mogła opuścić domu: byli chorzy członkowie rodziny, dzieci... Bywało i tak, że bliscy naciskali na to, by kobieta, zazwyczaj bardzo młoda, wyszła za mąż i źle widzieli jej ascetyczne skłonności. W zamożniejszych domach, mających ziemię, kwestie ekonomicznych interesów rodziny stały najwyżej i dziewczyna była najczęściej tylko kartą w rodzinnej strategii. Młoda mężatka, która w skrytości serca marzyła o życiu zakonnym, nie miała innego wyjścia, jak praktykowanie ascezy domowej. Trzeba także pamiętać o wdowach, decydujących się na pozostanie we wdowim stanie z dziećmi i wnukami, obowiązkami domowymi. Taka kobieta musiała zostać w domu...

A co wiemy o pierwszych mniszkach?

Pierwsza grupa mniszek zgromadziła się pod przywództwem siostry Św. Pachomiusza w końcu lat 20. IV w. Maria, bo tak miała na imię, przyszła odwiedzić brata, ale on nie chciał z nią rozmawiać. Zaproponował jej jedynie, aby pozostała w pobliżu klasztoru i rozpoczęła życie mniszki. Święty Pachomiusz liczył, że przyjdą inne kobiety i do niej dołączą. I rzeczywiście tak się stało.

Czyli mniszki żyły obok klasztoru męskiego?

  Istniały klasztory podwójne, wspólnota żeńska bytowała w pobliżu klasztoru męskiego. Oczywiście autonomia żeńskiej wspólnoty przyłączonej do wspólnoty męskiej była ściśle ograniczona, ale siostry korzystały z pomocy materialnej i organizacyjnej dostarczanej przez braci. To oni prowadzili katechezę i oni, rzecz prosta, odprawiali Msze. Istniały też klasztory żeńskie w pełni samodzielne.

Co odróżnia monastycyzm żeński od męskiego?

Monastycyzm kobiecy zaczął się od razu od formy klasztoru. Nie znam żadnej laury kobiecej i nie znam anachoretyzmu kobiecego. Informacje o świętych pustelnicach pojawiające się w źródłach należą do świata literackiego, a nie świata rzeczywistego. W źródłach pozaliterackich nie ma najmniejszych śladów o kobietach na pustyni. Biorąc pod uwagę starożytne obyczaje i pozycję kobiety w społeczeństwie i w Kościele, nie za bardzo jestem skłonna uwierzyć w istnienie eremitek.

{[Amma Sara] powiedziała znowu do braci: „Jestem mężem, wy jesteście kobietami" (1 Apo 991)}.

To po co w takim razie pisano o nich teksty?

Bo literatura nie tylko opisuje, ale także buduje własny świat i ogromnie lubi tworzyć sytuacje paradoksalne. Kobieta - ascetka na głębokiej pustyni udająca eunucha (nie miała zarostu, to poważny kłopot, jakoś trzeba było wytłumaczyć, że nikt z braci nie zorientował się w płci brata) -temat to niezwykle efektowny i w sam raz dla pełnego fantazji autora.

 Mniszki, te rzeczywiste, w klasztorach, były traktowane przez obserwatorów raczej złośliwie. Wyrażał się w tym antyfeminizm, bardzo pospolity w cywilizacji antycznej. Od wieków układano listy wad kobiecych, oskarżano je o głupotę, niestałość, brak silnej woli, kochliwość, nawet w wieku zaawansowanym (rozpustne sześćdziesięciolatki...). Wśród autorów piszących o mnichach w Egipcie znam tylko jednego, Palladiusza, który nakreślił kilka przychylnych kobiecych portretów. Mamy nieco apoftegmatów, których bohaterkami były ascetki, wygłaszające rozmaite nauki. Budzą one we mnie żywą podejrzliwość.

Ależ dlaczego?

Gdyż większość opowieści i nauk, jakie miały wygłaszać „Matki Pustyni" (to współczesny termin, wprowadzony przez benedyktynkę, siostrę Benedyktę Ward, tłumaczkę apoftegmatów) jest niezwykle banalna, pozbawiona w większości związku z kobiecością ich autorek. Jest tylko kilka apoftegmatów (na 47 przypisanych konkretnym mniszkom), które zawierają jakąś ciekawą opinię, indywidualną refleksję. Tych kilka apoftegmatów skłania mnie do odrzucenia pomysłu traktowania całej kobiecej grupy jako literackiego wymysłu. Ponadto gdybyśmy tak postąpili, nie potrafilibyśmy wyjaśnić, dlaczego w ogóle te apoftegmaty zamieszczono w Księdze Starców. Ich autorzy i redaktorzy nie musieli się trzymać zasady „political correctness", tylko dlatego, że mniszek było dużo i wypadało je uhonorować. Łatwiej przyjąć, że kilka z nich było sławnych z pobożności i inteligencji. Jednak nie za wiele o nich wiedziano, gdy przyszło do zapisania tradycji, za mało było zindywidualizowanych opowiadań, na to miejsca wprowadzono poglądy ogólnie przyjęte.

Dlaczego kobieta była tak postrzegana?

Kobiety były postrzegane jako słabe i głupie. W tekstach monastycznych często powtarza się motyw kłócących się kobiet. Palladiusz, ogólnie mniszkom życzliwy, opowiada nam, że pewien kapłan kierujący życiem duchowym kobiet ze sporego klasztoru, ostatecznie zdecydował się prowadzić swoją misję z izdebki na piętrze, całkowicie od wnętrza odciętej, tylko jej okno wychodziło na dziedziniec. Ów mąż przemawiał do sióstr, a mniszki kłóciły się na dole. Znajdziemy jednak dowcipną opowieść w Rozmowach Kasjana, jak to pewnego mnicha, gardzącego kobietami, powaliła taka choroba, że nikt nie chciał się nim opiekować poza mniszkami.

Czy wspólnoty mniszek były stabilne?

Jeśli weźmiemy pod uwagę sprawy ekonomiczne, to zdecydowanie nie. Kiedy przyszli Arabowie, klasztory żeńskie upadły w pierwszej kolejności. Przed najazdem arabskim nie mogłyby one przetrwać w warunkach miejskich, gdyby nie notable, którzy osłaniali klasztory swoim autorytetem i dostarczali pomocy finansowej. W społeczności muzułmańskiej taki układ już nie funkcjonował i ucisk fiskalny przyczynił się do upadku klasztorów żeńskich.

Za: Mnisi nie tylko ci święci... Z prof. Ewą Wipszycką o pierwszych mnichach na pustyni egipskiej rozmawia Szymon Hiżycki OSB, seria: dialogi, TYNIEC - Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2007