wtorek, 1 września 2026

Z szablą na czołgi

Mit:

Polscy ułani szarżowali w 1939 roku z szablami i lancami na czołgi. Możemy podziwiać ich heroiczną odwagę, jednak jest to dowód nie tylko na brak przygotowania sił zbrojnych Rzeczypospolitej do nowoczesnej wojny, ale nawet na polską głupotę. Nic dziwnego, że niemiecka i sowiecka propaganda wykorzystała to jako powód do wspólnego zlikwidowania Polski. Można o tym przeczytać w podręcznikach szkolnych, obecne jest to również w kulturze masowej.

Chyba najwięcej szkód spowodował film Lotna Andrzeja Wajdy, wyprodukowany w 1959 roku. Był to jeden z pierwszych filmów o 1939 roku, nakręcony po odwilży (i jeden z pierwszych w PRL filmów kolorowych), zyskał więc wielkie znaczenie jako pokazujący prawdę o kampanii polskiej. Była to jednak prawda specyficzna – zgodna z linią komunistycznej propagandy: etos polskiego żołnierza jest ukazany lekceważąco, oficerowie są źli i zawistni, a kluczową sceną filmu jest szarża polskiej kawalerii na niemieckie tygrysy i próba odcięcia im lufy szablą. Artyście wolno więcej?

Opis szarży polskiej kawalerii na niemieckie czołgi jako pierwszy zamieścił w reportażu włoski korespondent wojenny Indro Montanelli. Jego reportaże zostały później zebrane w książce, bardzo szybko wycofanej przez cenzurę. Niemcy uważali bowiem, że ma ona wydźwięk propolski i antyniemiecki. Co interesujące, książka była zabroniona również przez – zdominowane przez komunistów – władze Włoch „sprzymierzonych”.

2 września Indro Montanelli trafił na pobojowisko, zobaczył poległych polskich ułanów, porzucone szable i niemieckie czołgi, napisał więc relację, że duch bojowy Polaków jest tak wielki, iż rzucają się oni z szablami na czołgi. Faktycznie: 1 września wieczorem, pod Krojantami na Pomorzu, 18. Pułk Ułanów szarżował na niemiecki 76. Pułk Zmotoryzowany. Szarża była jednak w pełni regulaminowa, gdyż polscy kawalerzyści atakowali walczących pieszo żołnierzy niemieckich, zmusili ich do ucieczki i dopiero pod sam koniec pościgu dostali się pod ogień karabinów maszynowych (tak bowiem – po dostaniu się w zaskakujący ostrzał – kończyła się większość szarż w historii wojen). Wśród karabinów maszynowych były również trzy zamontowane na samochodach pancernych, ale Polacy nawet się do nich nie zbliżyli, tylko od razu rozpoczęli odwrót. Walka zakończyła się polskim sukcesem, bo Niemcy zostali tego dnia zatrzymani.

Polacy w 1939 roku – ani w żadnym innym – nie szarżowali na czołgi. Często jednak związek taktyczny kawalerii walczył przeciwko związkowi pancernemu. Nie oznacza to jednak atakowania szablami czołgów, tylko zupełnie coś innego.

Podstawowym sposobem walki kawalerii była walka piesza. Konie kawaleryjskie służyły przede wszystkim w marszu. Przed bitwą pozostawiano je w zakrytym miejscu pod opieką koniowodnych – z reguły jeden lub dwóch pilnowało sześciu koni. Podczas marszów ułan czy szwoleżer nie zawsze podróżował w siodle. Mniej więcej połowę czasu maszerował, prowadząc konia za uzdę. Dzięki temu i konie, i żołnierze zachowywali siły do walki. Konie były dla kawalerii tym, czym ciężarówki i autobusy dla piechoty zmotoryzowanej – środkiem transportu. Dlatego też nazwą lepiej oddającą sposób walki byłaby „piechota konna”, a nie kawaleria, ułani czy szwoleżerowie. Wojsko Polskie o tym wiedziało i dlatego ostatnie dziesięć pułków kawaleryjskich sformowanych w II Rzeczypospolitej nosiło nazwę „strzelcy konni”.

Dlaczego jednak w II Rzeczypospolitej formowano nowe pułki kawalerii? Czy nie zdawano sobie sprawy, że to przestarzała formacja? Ależ tak, była taka świadomość. Wiedziano również, że brygada piechoty zmotoryzowanej jest tańsza w wystawieniu i utrzymaniu od brygady kawalerii. Ale kawaleria była potrzebna. Przede wszystkim na wschodzie Polski, gdzie garnizony piechoty były rzadko rozrzucone, nie było dróg, a niebezpieczeństwo nagłego ataku Armii Czerwonej pozostawało wysokie. Potrzebne były formacje wojska o większej mobilności niż piechota i o większej zdolności pokonywania bezdroży. Co więcej, bardzo wielu polskich poborowych potrafiło zajmować się końmi, więc nie trzeba było ich dodatkowo szkolić.

Inne armie również miały kawalerię, niektóre nawet całe dywizje i korpusy. Kawalerię mieli także Niemcy, chociaż w 1939 roku nieco mniej niż Polacy. W Niemczech były bowiem lepsze drogi, ale brakowało koni. A dokładniej – niemiecka armia potrzebowała tak wielu koni taborowych i artyleryjskich, że nie wystarczyło ich dla kawalerii. Gdy jednak po 1941 roku Niemcom przyszło walczyć przeciwko Armii Czerwonej, kawaleria okazała się im bardzo potrzebna, więc formowali nowe związki taktyczne nawet pod sam koniec wojny.

Polacy mieli w 1939 roku 11 brygad kawalerii, w których skład wchodziło 39 pułków. W tych pułkach służyło niespełna 30 tys. żołnierzy – dość mało jak na milionową armię. Były to doskonale wyszkolone i bardzo dobrze wyposażone wojska. Ich uzbrojeniem była – obok broni ręcznej – również broń maszynowa, artyleria, działa przeciwpancerne i przeciwlotnicze oraz samochody pancerne i czołgi. Gdy przychodziło im walczyć z niemieckimi i sowieckimi czołgami, używali do tego dział polowych, min, armat przeciwpancernych, granatów, karabinów przeciwpancernych. Szabel nie używali – były one zresztą przytroczone do siodeł koni, które stały kilometr czy dwa za polem walki. Lance natomiast służyły wyłącznie jako broń paradna.

Doskonałym przykładem walki polskich kawalerzystów z niemieckimi czołgami jest bój pod Mokrą, stoczony 1 września przez niemiecką 4. Dywizję Pancerną i polską Wołyńską Brygadę Kawalerii. Pierwsze niemieckie uderzenie zatrzymało się pod ogniem polskiej artylerii konnej. Kolejne poszło głębiej, ale zatrzymał je bezpośredni ogień armat przeciwpancernych. Próba oskrzydlenia została powstrzymana przez polski pociąg pancerny. Gdy Niemcom zdawało się, że polskie odwody są związane walką, rzucili wszystkie siły do decydującego natarcia. Doszło do zażartej walki na najmniejszym dystansie z użyciem granatów i karabinów przeciwpancernych. Wówczas do walki weszły polskie czołgi, zadecydowały o losach bitwy i odrzuciły wroga. 4. Dywizja Pancerna porzuciła na polu walki setkę czołgów – trzecią część siły bojowej. I chociaż później większość z nich naprawiono, to przez dwa dni dywizja nie mogła ruszyć z miejsca.

Bój pod Mokrą nie był jedynym starciem, w którym polska kawaleria odniosła sukces nad niemieckimi – czy też sowieckimi – czołgami. Jeśli kawaleria nie została zaskoczona, to miała dość duże szanse wyjścia zwycięsko ze starcia. Jeszcze częściej polskie brygady kawalerii walczyły przeciwko niemieckiej piechocie, a raz – przeciwko niemieckiej kawalerii. 1 września, tuż przy samej granicy, szwadrony Mazowieckiej Brygady Kawalerii starły się ze szwadronami Wschodniopruskiej Brygady Kawalerii. Bitwa miała przebieg typowy dla starć kawaleryjskich – Polacy zaatakowali w szyku konnym, Niemcy równie rycersko stanęli do walki, w ruch poszły szable, jedna ze stron oddała pole, a druga ruszyła w pościg, dostała się pod ogień karabinów maszynowych, a wówczas wykonała szybki odwrót.

Szarża oznacza ostatnią fazę gwałtownego ataku, najczęściej z wykorzystaniem broni białej. Polska kawaleria wykonała kilkanaście szarż przeciwko Niemcom i kilka przeciwko Sowietom. Nigdy nie atakowano czołgów, tylko piechotę, kawalerię, tabory i biwaki. Niemcy – którzy wystawili do wojny przeciwko Polsce 13 pułków kawalerii i kilkadziesiąt mniejszych pododdziałów – także wykonywali szarże. Wszystko wskazuje na to, że częściej niż Polacy. Wynikało to z przebiegu działań wojennych – szarżuje się najczęściej na przeciwnika zdezorientowanego, często wykonującego manewr odwrotowy. Oczywiście gdybyśmy byli równie perfidni co propaganda niemiecka lub sowiecka, moglibyśmy uznać liczne szarże niemieckie za dowód na zacofanie militarne Wehrmachtu…

Brygady kawalerii na tle innych polskich związków taktycznych najdłużej utrzymały zwartość organizacyjną. Wynikało to z wielu czynników: kawalerzyści byli doskonale wyszkoleni i bardzo zgrani – służba w kawalerii trwała bowiem ponad trzy lata, stany pokojowe były zbliżone do wojennych, a oficerów i podoficerów było więcej niż w piechocie. Kawaleria była również szybsza od piechoty, mniej zależna od dróg i z większą łatwością „organizowała” potrzebne zaopatrzenie. Co jednak najważniejsze, kawalerzyści byli mniej zmęczeni od piechurów. Zmęczony żołnierz potrafi spać na stojąco – o czym na własnej skórze przekonał się podczas służby wojskowej jeden z autorów – ale trudno maszerować z zamkniętymi oczami. Kawalerzyści natomiast mogli spać podczas marszu, licząc na inteligencję konia i uwagę towarzyszy broni. Dlatego właśnie kawaleria walczyła do samego końca.

I chociażby z tego powodu dowiodła, że w 1939 roku miała na polu walki duże znaczenie.


Mity polskiego września 1939

Sławomir Koper & Tymoteusz Pawłowski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.