środa, 6 grudnia 2017

Ekspozycja Elementów - M 140

1 Tak usłyszałem. Pewnego razu Zrealizowany wędrował po kraju Maghan i w końcu doszedł do Rajagha. Będąc tam, udał się do garncarza Bhaggavy i odezwał się do niego:

2 "Jeżeli ci to nie przeszkadza, Bhaggava, zostanę tutaj na noc w twojej pracowni". "To mi nie przeszkadza, czcigodny panie, ale jest już tam jeden bezdomny. Jeżeli on się zgodzi, zostań jak długo ci się to podoba".

3 A był tam szlachetnie urodzony Pukkusati, który odszedł w bezdomność kierowany wiarą w Zrealizowanego, i to on zatrzymał się w pracowni garncarza. Zrealizowany udał się do czcigodnego Pukkusati i odezwał się do niego: "Jeżeli ci to nie przeszkadza mnichu, zostanę na noc w pracowni". "Pracownia garncarza jest wystarczająco duża, przyjacielu, niech czcigodny zostanie tak długo jak mu się spodoba".

4 Wtedy Zrealizowany wszedł do pracowni garncarza, przygotował posłanie z trawy w jednym z kątów i usiadł ze skrzyżowanymi nogami i wyprostowanym ciałem z ustanowioną uważnością. I Zrealizowany spędził większość nocy siedząc w medytacji a czcigodny Pukkusati również spędził większość nocy w medytacji. Wtedy Zrealizowany pomyślał:"Ten szlachetnie urodzony prowadzi się w sposób wzbudzający zaufanie. Załóżmy, że go przepytam". I zadał czcigodnemu Pukkusati pytanie:

5 "Kto jest twoim nauczycielem, mnichu? Czyją Dhammę wyznajesz?""Przyjacielu, jest pustelnik Gotama, syn z rodu Sakyów. Dobra opinia o Zrealizowanym Gotamie rozniosła się tak: 'Zrealizowany jest spełniony, całkowicie przebudzony, doskonały w prawdziwej wiedzy i prowadzeniu się, to znawca światów, nieporównywalny przywódca osób do powstrzymania, nauczyciel bogów i ludzi, oświecony, błogosławiony'. To z uwagi na niego odszedłem w bezdomność, to Zrealizowany jest moim nauczycielem, wyznaję Dhammę Zrealizowanego". "Ale mnichu, gdzie ten Zrealizowany, spełniony i całkowicie przebudzony teraz mieszka?" "Jest przyjacielu miasto w północnym kraju zwane Savatthi. Zrealizowany, spełniony i całkowicie przebudzony mieszka teraz tam"."Ale mnichu, czy kiedykolwiek przedtem widziałeś Zrealizowanego? Czy poznałbyś go gdybyś go zobaczył?" "Nie, przyjacielu, nigdy przedtem nie widziałem Zrealizowanego i nie potrafiłbym go rozpoznać".

6 Wtedy Zrealizowany pomyślał:"Ten szlachetnie urodzony odszedł w bezdomność kierowany wiarą we mnie, załóżmy, że pouczę go w Dhammie". Tak też, odezwał się do czcigodnego Pukkusati: "Mnichu, pouczę cię w Dhammie. Słuchaj i bacznie uważaj na to co ci powiem". "Tak przyjacielu" odpowiedział czcigodny Pukkusati. Zrealizowany powiedział:

7 Mnichu, ta osoba zawiera sześć elementów, sześć baz dla kontaktu, osiemnaście rodzajów mentalnej eksplpracji i ma cztery podstawy. Przypływy wyobrażeń nie unoszą tego kto stoi na tych czterech podstawach i kiedy przypływy wyobrażeń dłużej go nie unoszą, nazywany jest on spokojnym mędrcem. Nie powinien zaniedbywać mądrości, powinien chronić prawdę, powinien kultywować uwalanie się i powinien trenować dla spokoju. To jest podsumowanie ekspozycji o sześciu elementach.

8 Mnichu, ta osoba składa się z sześciu elementów. Tak zostało powiedziane. A odnośnie do czego tak zostało powiedziane? Są elementy takie jak element ziemi, element wody, element powietrza, element ognia, element przestrzeni i element świadomości. To odnośnie do tego zostało powiedziane:"Mnichu ta osoba składa się z sześciu elementów".

9 Mnichu, ta osoba składa się z sześciu baz dla kontaktu. Tak zostało powiedziane. A odnośnie do czego tak zostało powiedziane? Są bazy: baza kontaktu oka, baza kontaktu ucha, baza kontaktu nosa, baza kontaktu języka, baza kontaktu ciała, baza kontaktu umysłu. To odnośnie do tego zostało powiedziane: Mnichu, ta osoba składa się z sześciu baz dla kontaktu.

10 Mnichu, ta osoba składa się z osiemnastu rodzajów mentalnej eksploracji. Tak zostało powiedziane. A odnośnie do czego tak zostało powiedziane? Widząc materię okiem, eksploruje on materię produkującą radość, eksploruje on materię produkującą smutek, eksploruje on materię produkującą równowagę. Słysząc dźwięk uchem... Wąchając zapach nosem... Smakując smak językiem... Dotykając obiekty dotyku ciałem...poznając idee umysłem eksploruje on idee produkujące radość, eksploruje on idee produkujące smutek, eksploruje on idee produkujące równowagę. To odnośnie do tego zostało powiedziane: 'Mnichu ta osoba składa się z osiemnastu rodzajów mentalnej eksploracji'.

11 Mnichu, ta osoba ma cztery podstawy. Tak zostało powiedziane. A odnośnie do czego tak zostało powiedziane? Jest podstawa mądrości, podstawa prawdy, podstawa uwolnienia i podstawa spokoju. To odnośnie do tego zostało powiedziane: 'Mnichu ta osoba ma cztery podstawy'.

12 Nie powinien zaniedbywać mądrości, powinien chronić prawdę, powinien kultywować uwalnianie i powinien trenować dla spokoju. Tak zostało powiedziane. A odnośnie do czego tak zostało powiedziane?

13 Jak mnich nie zaniedbuje mądrości? Jest tych sześć elementów: element ziemi, element wody, element ognia, element powietrza, element przestrzeni i element świadomości.

14 Czym jest element ziemi? Element ziemi może być zarówno wewnętrzny jak i zewnętrzny. Czym jest wewnętrzny element ziemi? Cokolwiek wewnętrznego, należącego do niego, co solidne, to jest włosy głowy, paznokcie, zęby, skóra, mięso, ścięgna, kości, szpik kostny, nerki, serce, wątroba, śledziona, płuca, zawartość żołądka lub cokolwiek innego co wewnętrzne, co solidne, to jest nazywane wewnętrznym elementem ziemi. Teraz zarówno wewnętrzny element ziemi jak i zewnętrzny element ziemi to po prostu element ziemi. A powinien on być widziany tak: 'To nie moje, tym nie jestem, to nie moje ja'. Kiedy widzi on to w ten sposób, zgodnie z tym jakim to jest, z właściwą mądrością, staje się obojętny w stosunku do elementu ziemi i czyni umysł beznamiętnym co do elementu ziemi.

15 Czym mnichu jest element wody? Element wody może być zarówno wewnętrzny jak i zewnętrzny. Czym jest wewnętrzny element wody? Cokolwiek wewnętrznego należącego do niego co z wodą, wodniste, to jest flegma, ropa, krew, pot, tłuszcz łzy, ślina, mocz, lub cokolwiek co z wodą, wodniste, to jest nazywane wewnętrznym elementem wody. Teraz zarówno wewnętrzny element wody jak i zewnętrzny element wody to po prostu element wody. A ten powinien być widziany zgodnie z tym jakim jest, z właściwą mądrością tak:"To nie moje, tym nie jestem, to nie moje ja". Kiedy widzi on to w ten sposób, zgodnie z tym jakim to jest, z właściwą mądrością, staje się on obojętny w stosunku do elementu wody i czyni umysł beznamiętnym co do elementu wody.

16 Czym mnichu jest element ognia? Element ognia może być zarówno wewnętrzny jak i zewnętrzny. Czym jest wewnętrzny element ognia? Cokolwiek wewnętrzne należące do niego co ogniem, co ogniste, przez co jest ogrzewany, spalany i przez co to co jest jedzone, pite, konsumowane i smakowane staje się całkiem strawione, lub cokolwiek innego wewnętrznego należącego do niego co ogniem, co ogniste, to nazywane jest wewnętrznym elementem ognia. Teraz zarówno wewnętrzny element ognia jak i zewnętrzny element ognia to po prostu element ognia. A ten powinien być widziany zgodnie z tym jakim jest, z właściwą wiedzą tak: "To nie moje, tym nie jestem, to nie moje ja". Kiedy widzi on to w ten sposób, zgodnie z tym jakim to jest z właściwą mądrością, staje się obojętny w stosunku do elementu ognia i czyni umysł beznamiętnym co do elementu ognia.

17 Czym mnichu jest element powietrza? Element powietrza może być zarówno wewnętrzny jak i zewnętrzny. Czym jest wewnętrzny element powietrza? Cokolwiek wewnętrzne należące do niego co powietrzem, co wietrzne, to jest wiatry idące do góry, wiatry idące do dołu, wiatry w żołądku, wiatry w jelitach, wdech i wydech, lub cokolwiek innego co wewnętrzne, należące do niego co powietrzem, co wietrzne, to nazywane jest wewnętrznym elementem powietrza. Teraz zarówno wewnętrzny element powietrza jak i zewnętrzny element powietrza to po prostu element powietrza. A ten powinien być widziany zgodnie z tym jakim jest, z właściwą mądrością tak: "To nie moje, tym nie jestem, to nie moje ja". Kiedy widzi on to w ten sposób, zgodnie z tym jakim to jest, z właściwą mądrością, staje się obojętny w stosunku do elementu powietrza i czyni umysł beznamiętnym co do elementu powietrza.

18 Czym mnichu jest element przestrzeni? Element przestrzeni może być zarówno wewnętrzny jak i zewnętrzny. Czym jest wewnętrzny element przestrzeni? Cokolwiek wewnętrzne należące do niego co przestrzenią, przestrzenne, to jest dziury w uszach, nozdrza, wrota ust, ta aparatura przez którą to co jest jedzone, pite, konsumowane i smakowane, staje się pochłaniane i trzymane i przez którą jest wydalane tyłem, lub cokolwiek innego wewnętrznego, należącego do niego co przestrzenią, co przestrzenne, to nazywane jest wewnętrznym elementem przestrzeni. Teraz, zarówno wewnętrzny element przestrzeni jak i zewnętrzny element przestrzeni to po prostu element przestrzeni. A ten powinien być widziany zgodnie z tym jakim jest, z właściwą mądrością tak: "To nie moje, tym nie jestem, to nie moje ja". Kiedy widzi on to w ten sposób, zgodnie z tym jakim to jest z właściwą mądrością, staje się obojętny w stosunku do elementu przestrzeni i czyni umysł beznamiętnym co do elementu przestrzeni.

19 Wtedy zostaje tylko świadomość, oczyszczona i świetlista. Co poznaje taką świadomością? Poznaje on (to) przyjemne, (to) bolesne (to) neutralne. W zależności od kontaktu odczuwanego jako przyjemny powstaje przyjemne uczucie, rozumie on: "Odczuwam przyjemne uczucie". Rozumie on:"Z zanikiem tegoż kontaktu odczuwanego jako przyjemny, te uczucie mu odpowiadające - przyjemne uczucie powstałe zależnie od tego kontaktu odczuwanego jako przyjemny, zniknie i odejdzie. W zależności od kontaktu odczuwanego jako bolesny, powstaje bolesne uczucie. Kiedy czuje bolesne uczucie, rozumie:"Odczuwam bolesne uczucie". Rozumie on:"Z zanikiem tegoż kontaktu odczuwanego jako bolesny - te uczucie mu odpowiadające - bolesne uczucie powstałe w zależności od kontaktu odczuwanego jako bolesny, zniknie i odejdzie". W zależności od kontaktu odczuwanego jako neutralny, powstaje neutralne uczucie. Kiedy czuje neutralne uczucie, rozumie: "Odczuwam neutralne uczucie". Rozumie on: "Z zanikiem tegoż kontaktu odczuwanego jako neutralny odpowiadające mu uczucie - neutralne uczucie powstałe zależnie od kontaktu odczuwanego jako neutralny, zniknie i odejdzie".Mnichu, tak jak z kontaktu i tarcia dwóch patyków generuje się ogień, z separacją i odłączeniem tych dwóch patyków odpowiadający im ogień ginie i odchodzi, tak też w zależności od kontaktu odczuwanego jako przyjemny... odczuwanego jako bolesny... odczuwanego jako neutralny, odpowiadające mu uczucie... znika i odchodzi.

20 Wtedy zostaje tylko równowaga, oczyszczona i świetlista, plastyczna (kowalna), władcza i promienista. Przypuśćmy mnichu, że zręczny złotnik lub jego pomocnik, przygotował palenisko, rozgrzał je i ustawił na nim tygiel, wziął trochę złota i włożył je do tygla. Od czasu do czasu dmuchałby na nie, od czasu do czasu skrapiałby je wodą od czasu do czasu by je doglądał. To złoto stałoby się oczyszczone, dobrze oczyszczone, całkowicie oczyszczone, nieskażone, wolne od rys, kowalne, mocne i promieniste. Wtedy jakikolwiek rodzaj ornamentu chciałby z niego zrobić, czy to złoty łańcuch, czy obrączki, czy też naszyjnik, złoto nadawałoby się do tego. Tak też jest, kiedy pozostaje tylko równowaga, oczyszczona i jasna, kowalna, mocna i promienista.

21 Rozumie on tak:"Jeżeli skieruję tą równowagę tak oczyszczoną i promienistą na bazę nieskończonej przestrzeni i zgodnie z tym rozwinę mój umysł, wtedy ta moja równowaga, wspomagana tą bazą uchwyciwszy się jej, pozostanie tak przez długi czas. Jeżeli skieruję tą równowagę tak oczyszczoną i promienistą na bazę nieskończonej świadomości ... na bazę nicości ... na bazę ani-percepcji-ani-nie-percepcji i zgodnie z tym rozwinę mój umysł, wtedy ta moja równowaga, wspomagana tą bazą, uchwyciwszy się jej, pozostanie tak przez długi czas".

22 Rozumie on tak:"Jeżeli skieruję tą równowagę tak oczyszczoną i świetlistą na bazę nieskończonej przestrzeni i rozwinę mój umysł zgodnie z tym, to byłoby to determinowane. Jeżeli skieruję tą równowagę tak oczyszczoną i świetlistą na bazę nieskończonej świadomości ... na bazę nicości ... na bazę ani-percepcji-ani-nie-percepcji i rozwinął mój umysł zgodnie z tym, to byłoby to determinowane". Nie determinuje on żadnego warunku ani nie generuje żadnej wolicjonalnej tendencji w stronę istnienia czy nie-istnienia. Gdy nie determinuje żadnego warunku, ani nie generuje żadnej wolicjonalnej tendencji co do istnienia czy nie-istnienia, nie trzyma się niczego w tym świecie. Nie trzymając się, nie jest zaniepokojony. Będąc niezaniepokojonym osobiście osiąga wygaszenie. Rozumie on tak:"Narodziny wyczerpane, święte życie przeżyte, co trzeba było wykonać zostało wykonane, nigdy więcej tego stanu istnienia".

23 Jeżeli czuje przyjemne uczucie, rozumie: "To jest nietrwałe, nie ma trzymania się tego, nie ma rozmiłowania się w nim". Jeżeli czuje bolesne uczucie, rozumie: "To jest nietrwałe, nie ma trzymania się tego, nie ma rozmiłowania się w nim". Jeżeli czuje neutralne uczucie, rozumie: "To jest nietrwałe, nie ma trzymania się tego, nie ma rozmiłowania się w nim".

24 Jeżeli czuje przyjemne uczucie odczuwa je obojętnie, jeżeli odczuwa uczucie kończące z ciałem, rozumie: "Odczuwam uczucie kończące z ciałem". Kiedy czuje uczucie kończące z życiem, rozumie: "Odczuwam uczucie kończące z życiem".

Rozumie on: "Po rozpadzie ciała, z zakończeniem życia, wszystko co odczuwane, nie będące obiektem rozmiłowania, stanie się całkowicie wygaszone". Mnichu, tak jak lampa oliwna płonie zależnie od oliwy i knota, kiedy oliwa i knot się wyczerpią, już więcej nie płonie, jest wygaszona z braku paliwa, tak też kiedy czuje on uczucie kończące z ciałem...uczucie kończące z życiem, rozumie on:"Czuję uczucie kończące z życiem". Rozumie on:"Po rozpadzie ciała z zakończeniem życia, wszystko to co odczuwane nie będące obiektem rozmiłowania stanie się całkiem wygaszone".

25 Dlatego mnichu posiadający (tą mądrość) posiada doskonałą podstawę mądrości. Bo to, mnichu, jest doskonała szlachetna mądrość, mianowicie wiedza o zniszczeniu cierpienia.

26 Jego wyzwolenie, będąc opartym na prawdzie jest niezachwiane. Bo to jest fałszywe, mnichu, co ma naturę zwodniczą i to jest prawdziwe co ma naturę niezawodną - wygaszenie. Dlatego mnichu posiadając (tą prawdę) posiada doskonałą podstawę prawdy. Bo to mnichu jest doskonała szlachetna prawda, mianowicie wygaszenie, o niezwodniczej naturze.

27 Dawniej, gdy był ignorantem, posiadał i rozwinął przywiązania, teraz je porzucił, uciął je u korzeni, skończył z nimi, tak, że nie są one dłużej przedmiotem przyszłego pojawienia się. Dlatego mnichu, posiadając to uwolnienie, posiada doskonałą podstawę uwolnienia. Bo to mnichu jest doskonałe szlachetne uwolnienie, mianowicie uwolnienie się od wszystkich przywiązań.

28 Dawniej, kiedy był ignorantem, doświadczał żądzy, pragnienia i pożądania, teraz je porzucił, uciął je u korzeni, skończył z nimi, tak że nie są one dłużej przedmiotem przyszłego pojawienia się. Dawniej kiedy był ignorantem, doświadczał gniewu, złośliwości i nienawiści, teraz je porzucił, uciął je u korzeni, skończył z nimi tak, że nie są dłużej przedmiotem przyszłego pojawienia się. Dawniej, kiedy był ignorantem, doświadczał ignorancji i złudzenia, teraz je porzucił, uciął je u korzeni, skończył z nimi tak, że nie są już dłużej przedmiotem przyszłego pojawienia się. Dlatego mnichu posiadający ten spokój, posiada doskonałą podstawę spokoju. Bo to mnichu jest doskonały szlachetny spokój, mianowicie pacyfikacja pożądania, nienawiści i złudzenia.

29 Tak właśnie w odniesieniu do tego zostało powiedziane:'Powinien nie zaniedbywać mądrości, powinien chronić prawdę, powinien kultywować uwalnianie, powinien trenować dla pokoju'.

30 Przypływy wyobrażeń nie unoszą tego kto stoi na tych czterech podstawach, a kiedy przypływy wyobrażeń go już dłużej nie unoszą, jest on zwany spokojnym mędrcem. Tak zostało powiedziane. A odnośnie do czego tak zostało powiedziane?

31 Mnichu "jestem" jest wyobrażeniem, „ jestem tym", jest wyobrażeniem, „będę”, jest wyobrażeniem, „nie będę”, jest wyobrażeniem, „będę posiadał materialną formę”, jest wyobrażeniem, „będę niematerialny", jest wyobrażeniem, „będę postrzegający”, jest wyobrażeniem, „będę nie-postrzegający”, jest wyobrażeniem, „będę ani-postrzegający-ani-nie-postrzegający”, jest wyobrażeniem. Wyobrażenie jest chorobą, wyobrażenie jest nowotworem, wyobrażenie jest drzazgą. Przez przekroczenie wszelkich wyobrażeń mnichu, jest on nazwany spokojnym mędrcem. A spokojny mędrzec jest niezrodzony, nie starzeje się i nie umiera, jest nieporuszony, niezaniepokojony. Bo nie ma w nim nic obecnego przez co mógłby się urodzić. Nie będąc narodzonym, jak mógłby się starzeć? Nie starzejąc się jak mógłby umrzeć? Nie umierając jak mógłby być poruszony? Nie będąc poruszonym jak mógłby być zaniepokojony?

32 To odnośnie do tego zostało powiedziane:'Przypływy wyobrażeń nie unoszą tego, kto stoi na tych czterech podstawach, a kiedy przypływy wyobrażeń już dłużej go nie unoszą, zwany jest on spokojnym mędrcem'. Mnichu, zatrzymaj w umyśle tą szczegółową ekspozycję sześciu elementów".

33 Po tym czcigodny Pukkusati pomyślał: "Rzeczywiście, Nauczyciel przyszedł do mnie, Całkowicie Przebudzony przyszedł do mnie!". Wtedy wstał z miejsca, przywdział szatę odsłaniając prawe ramię i skłoniwszy się, dotykając głową stóp Zrealizowanego powiedział:"Czcigodny panie, zbłądziłem, gdyż jak głupiec, niezrównoważony pozwoliłem sobie nazwać Zrealizowanego słowem 'przyjacielu'. Czcigodny panie, niech Zrealizowany wybaczy mi to przewinienie. tak dostrzeżone z uwagi na to, że się to już nie powtórzy". "Z pewnością mnichu, zbłądziłeś, że jak głupiec, niezrównoważony pozwoliłeś sobie nazwać mnie słowem'przyjacielu'. Ale ponieważ dostrzegłeś swoje przewinienie jako takie i obiecujesz poprawę zgodnie z Dhammą wybaczamy ci. Bo to wzrost w tej Dhammie i Dyscyplinie, kiedy ktoś widzi swe własne przewinienie jako takie, obiecuje poprawę zgodnie z Dhammą i podejmuje wysiłek powstrzymania się od przewinienia w przyszłości".

34 "Czcigodny panie, chciałbym otrzymać pełne przyjęcie do Zgromadzenia". "Ale czy masz potrzebną miskę i szaty, mnichu?" "Czcigodny panie moja miska i szaty są wciąż niekompletne"."Mnichu, Tathagatowie nie dają pełnego przyjęcia do zgromadzenia nikomu u kogo miska i szaty są niekompletne".

35 Wtedy czcigodny Pukkhusati ucieszony i zadowolony słowami Zrealizowanego wstał z miejsca i po złożeniu hołdu Zrealizowanemu trzymając go po swej prawej stronie, odszedł w celu skompletowania miski i szat. Wtedy to, gdy czcigodny Pukkusati szukał miski i szat, został zabity przez zbłąkaną krowę.

36 Wtedy liczni mnisi, udali się do Zrealizowanego i po złożeniu hołdu, usiedli z boku i powiedzieli:"Czcigodny panie, szlachetnie urodzony Pukkusati, który otrzymał szczegółowe pouczenia od Zrealizowanego nie żyje. Jakie jest jego przeznaczenie, jakie są jego przyszłe losy?" "Mnisi, szlachetnie urodzony Pukkusati był mądry. Praktykował zgodnie z Dhammą i nie sprawiał mi kłopotów interpretacją Dhammy. Ze zniszczeniem pięciu pęt, szlachetnie urodzony Pukkusati pojawił się spontanicznie (w Czystych Krainach) i osiągnie ostateczne wygaszenie tam, bez powracania już na ten świat. Oto co powiedział Zrealizowany. Mnisi byli zadowoleni i ucieszeni słowami Zrealizowanego.

Niebezpieczeństwo

Mnisi, posiadający cztery cechy, jest umieszczany w piekle jak gdyby tam doprowadzony. Jakie cztery? Bez przebadania i dokładnego przeegzaminowania, chwali tego, kto zasługuje na naganę. Bez przebadania i dokładnego przeegzaminowania, gani tego, kto zasługuje na pochwałę. Bez przebadania i dokładnego przeegzaminowania, wierzy w rzeczy zasługujące na wątpliwości. Bez przebadania i dokładnego przeegzaminowania, wątpi w rzeczy zasługujące na wiarę. Posiadający te cztery cechy, jest umieszczany w piekle jak gdyby tam doprowadzony.

Mnisi, posiadający cztery cechy, jest umieszczany w niebie jak gdyby tam doprowadzony. Jakie cztery? Po przebadaniu i dokładnym przeegzaminowaniu, gani tego, kto zasługuje na naganę. Po przebadaniu i dokładnym przeegzaminowaniu, chwali tego, kto zasługuje na pochwałę. Po przebadaniu i dokładnym przeegzaminowaniu, wątpi w rzeczy zasługujące na wątpliwości. Po przebadaniu i dokładnym przeegzaminowaniu, wierzy w rzeczy zasługujące na wiarę. Posiadający te cztery cechy, jest umieszczany w niebie jak gdyby tam doprowadzony.

AN VI, 83

piątek, 1 grudnia 2017

Przy pomocy stałego procesu inflacji państwo może w tajemnicy i niepostrzeżenie konfiskować znaczną część bogactwa swoich obywateli

Podobno Lenin, człowiek, który z pewnością znał się na wywrotowej robocie i organizowaniu rewolucji, powiedział: „Kto chce zniszczyć kapitalistyczne społeczeństwo, musi zniszczyć jego pieniądz”. Co najdziwniejsze, nie kto inny jak lord Keynes zidentyfikował najpewniejszy środek do osiągnięcia tego celu, mianowicie inflację. Ówże lord Keynes, w oczach dzisiejszych ekonomistów uchodzący – nie bez racji – za inflacjonistę, człowiek, który chciał swoimi teoriami ratować kapitalizm przed socjalizmem, napisał w tekście z 1920 roku co następuje: „Przy pomocy stałego procesu inflacji państwo może w tajemnicy i niepostrzeżenie konfiskować znaczną część bogactwa swoich obywateli. Ta metoda pozwala rządom nie tylko konfiskować, ale konfiskować arbitralnie; oddaje ona na usługi destrukcji wszystkie ukryte siły praw ekonomicznych, i czyni to w taki sposób, że nawet jeden człowiek na milion nie jest w stanie tego rozpoznać”. Wypada tutaj dodać, że niestety, do tych niezbyt bystrych ludzi należy dzisiaj również większość ekonomistów, a nie bez wpływu na ten stan rzeczy były właśnie teorie Keynesa.

Tomasz Gabiś

cały artykuł→

Ogromne spustoszenie w moralności publicznej i prywatnej...

Jedno jest według prof. Ramba pewne: powrotowi do wolności osobistej i gospodarczej, do respektowania własności prywatnej musi towarzyszyć powrót do wartości takich jak poczucie odpowiedzialności, pilność, punktualność, czystość, (samo)dyscyplina. 40 lat socjalizmu w Niemczech zapoczątkowanego przez Willy`ego Brandta i jego towarzyszy, a następnie rozwijanego przez wszystkie partie, poczyniło ogromne spustoszenie w moralności publicznej i prywatnej, doprowadziło do zaniku takich cnót jak osobista skromność, wstrzemięźliwość, przyzwoitość, szczodrość, dobroczynność, miłosierdzie, zdolność do samoograniczenia i niesienia pomocy innym. Po śmierci państwa socjalnego cnoty te staną się absolutnie niezbędne dla przetrwania niemieckiego społeczeństwa.

Tomasz Gabiś →

Armin Mohler

Mohler i Celan (obaj urodzeni w 1920 roku) pozostawali w kontakcie aż do samobójczej śmierci poety w 1970 roku (na jego biurku leżała otwarta biografia Hölderlina, z podkreślonym zdaniem: „Niekiedy geniusz ten ciemnieje i tonie w gorzkiej studni swojego serca”).

*
Sekretarzowanie u Jüngera pozwoliło mu zetknąć się osobiście z gwiazdami Konserwatywnej Rewolucji, jak brat pisarza Friedrich Georg czy Carl Schmitt, z którym w następnych dziesięcioleciach często się spotykał (jego bogata korespondencja ze „Starcem z gór” ukazała się w 1995 roku). Jednak nie zamierzał zostać „Eckermankiem” Jüngera, szczególnie że nosił w sobie obraz pisarza z fazy Robotnika i subtelny łowca motyli, z olimpijskim dystansem spoglądający na świat, chyba niezbyt mu odpowiadał. W późniejszych latach zdarzyło mu się dość obcesowo skrytykować Jüngera za rewizje i poprawki dawnej twórczości. Uważał bowiem, że tylko ten, kto pozna pierwsze, radykalne wersje tekstów z Republiki Weimarskiej, może zrozumieć, dlaczego potrafiły przewrócić czytelnikowi świat do góry nogami i zmienić jego życie. On, który swój „Damaszek” przeżył przy lekturze wczesnych pism Jüngera, nie mógł mu darować, że pozbawiał je polityczno-retorycznego żądła.

*
Napisał setki artykułów i kilkanaście książek, wśród nich Zwymyślanie liberałów, gdzie pomieścił swój chyba najsłynniejszy, najczęściej tłumaczony i przedrukowywany esej Styl faszystowski. Analizował w nim niektóre aspekty myślenia i działania Marinettiego, Benna, Jüngera, Gabriela d’Annunzio, hiszpańskich falangistów. Tam też przytoczył rozmowę, jaką odbył w 1942 roku w Niemczech z pewnym przedstawicielem narodowosocjalistycznego „betonu”. Kiedy padło nazwisko „Jünger”, narodowy socjalista spojrzał na Mohlera nieufnie i rzekł z wyraźną dezaprobatą w głosie: „Jünger to faszysta!”. Widząc zdumioną minę swego rozmówcy, dodał: „Jünger nie walczył dla swojego narodu, w czasie wojny walczył dla samej walki”.

*

Największe uznanie przyniosła mu wspomniana wyżej dysertacja o Konserwatywnej Rewolucji, uzupełniana i poprawiana w kolejnych wydaniach. Pozostaje ona do dziś – mimo iż od 1950 roku wiele napisano na ten temat – niedoścignionym przewodnikiem po labiryncie prawicowych nurtów i światopoglądów okresu Republiki Weimarskiej. Każdy, kto interesuje się niemiecką prawicą, czy szerzej – politycznymi ideologiami w XX wieku, powinien mieć ją na swojej podręcznej półce. W przedmowie do ostatniego wydania autor przyznawał, że książka towarzyszyła mu przez całe dorosłe życie i nigdy od tego tematu się nie oderwał. Dowodnie świadczy o tym, gromadzona przez kilka dziesięcioleci, licząca 20 tys. tomów jego prywatna biblioteka Konserwatywnej Rewolucji. Jego ogromną pracę bibliografa doceniali nawet polityczni wrogowie. Jeden z nich napisał, że Mohler niczym „świnia truflowa rył w gnojowisku prawicowej literatury, wyciągając przy okazji na powierzchnię bardzo rzadki, cenny materiał”.

*

Przez całe życie Mohler propagował to, co jako student znalazł u wczesnego Jüngera: „zdecydować się na pogodzenie z nieodowracalną utratą, odważyć się na coś nowego oraz zaufać twórczej decyzji i woli formowania, która przy całym entuzjazmie pozostaje świadoma swoich uwarunkowań i to co uformowane stawia przeciwko temu co bezkształtne”.

*

Był „fanatykiem” tego, co szczególne, odrębne, i co przeciwstawiał wielkim systemom ideologicznym i filozoficznym roszczącym sobie pretensje do całościowego objaśnienia świata. Historia ludzkiego myślenia pełna jest pięknych ruin tych imponujących systemów. Człowiek konserwatywny winien postrzegać siebie raczej jako tego, kto wyrąbuje sobie przecinki w gęstym lesie niż tego, kto łudzi się, że potrafi z lotu ptaka ogarnąć wzrokiem cały las. Nawoływał prawicę, aby dokonała „nominalistycznego zwrotu”, aby broniła konkretu przed „tanimi uniwersalizmami”, tego, co niepowtarzalne przed „ogólnościami” czy „ogólnikami” (niem. „Allgemeinheit”, które – wzorem Heimito von Doderera – pisał „All-Gemeinheit”, gdzie „Gemeinheit” to „nikczemność”, „podłość”). Stąd też brało się jego zamiłowanie do literatury, do pisarzy takich jak Heimito von Doderer, Hans Henny Jahnn, Arno Schmidt, Ernst Jünger, Celine, Botho Strauß, którym poświęcił eseje, artykuły i recenzje, a przede wszystkim do malarstwa.

*

W 1962 roku sformułował swoje konserwatywne credo, któremu był wierny przez całe życie: „Jako istota śmiertelna ma w sobie człowiek immanentną, niewykorzenialną potrzebę szukania schronienia w porządkach większych niż on sam, porządkach, które go przetrwają i które nadają mu godność, wynikającą z umiejscowienia pojedynczej, kruchej jednostki w kręgu szerszych zależności. Co do tej tęsknoty niechaj nie zmylą nas owe wielkie polityczne erupcje, które wypisują «wolność» na sztandarach: ich najgłębszym celem było zawsze przeprowadzenie jednostki z porządku odczuwanego jako opresywny lub nieautentyczny do innego, lepszego porządku. Jakby to heretycko nie zabrzmiało: człowiek nie pragnie wolności, lecz miejsca w ramach sensownej całości. Lub, by wyrazić to za pomocą utartej konserwatywnej formuły: człowiek nie chce być wolny od wszystkiego, lecz wolny do czegoś”.

Tomasz Gabiś

cały artykuł →




 

Poczciwy i zacny doktor Mengele


Doktor Mengele - drugi z lewej strony

Zaczniemy rozumieć na czym opiera się podstawa "Mitu Mengele" jeżeli posłuchamy jednego z najbardziej zdeterminowanych łowców Nazistów na świecie, Izraelczyka Efraima Zuroffa. W czasie poszukiwań Josefa Mengele, w latach osiemdziesiątych, natknął się on na znaczący fakt, otóż ci którzy przetrwali obóz koncentracyjny bezpośrednio po wojnie, nie opisywali Mengele jako tego samego zbrodniarza, takim jakim był widziany w latach osiemdziesiątych, i późniejszych. Przeglądając biuletyny pisane przez i dla „przetrwałych”, znalazł (fałszywą) wiadomość, że Mengele został aresztowany na początku 1947 roku. Z tej okazji, biuletyny przetrwałych prosiły swych czytelników o składanie zeznań przeciwko Mengele, i te świadectwa zostały nawet opublikowane. Ale, jak Zurooff podsumowuje:


Zawartość tych artykułów okazała się całkiem zaskakująca, ponieważ jasno wskazywała, że Mengele z 1985 roku, który stał się symbolem perwersji nauki, nie cieszył się tym samym uznaniem w 1947 roku. [...Zuroff zauważa], że Mengele nie był uważany jako wysokiej rangi zbrodniarz [w 1947], ani też jego zakładane aresztowanie nie było rozpoznane jako wydarzenie niezwykłej wagi. […] Ta konstatacja tym samym, jest pierwszą wskazówką, że status nikczemnego 'Anioła Śmierci' wzrastał bardzo szybko, wraz z mijającymi latami. [… Mengele] w pewnym senie, nie był tą samą osobą, która była poszukiwana w Południowej Ameryce”.
Cały artykuł (po angiesku) tutaj →

Czytaj także

Dr. Mengele's "Medical Experiments" on Twins in the Birkenau Gypsy Camp

Posłuchajcie tych, którzy głosząc pochwałę wolności osobistej, skazują i zamykają w więzieniach naszych najlepszych obywateli!

W rok później otrzymał spadek po bogatym wuju, co uczyniło go niezależnym finansowo. W miejscowości Celigny leżącej pomiędzy Lozanną a Genewą kupił willę nazwaną Villa Angora od angorskich kotów, które były towarzyszami jego życia. Tam, z dala od zgiełku świata, pośród sosnowego lasu, w oazie ciszy i spokoju, myślał i tworzył, obserwując ludzi z chłodnym dystansem entomologa, badającego swoje owady (...).

*

Nie było i nie ma chyba nikogo, kto by z tak bezlitosną precyzją jak Pareto dokonywał wiwisekcji wszystkich politycznych iluzji, utopii haseł i ideologii, które, upowszechnione w XIX wieku, do dziś, zwykle w zmienionych kostiumach i maskach, nadal panują nad umysłami. Nie może zatem dziwić fakt, że ich wyznawcy z tak ogromną zaciekłością zwalczali włoskiego myśliciela, czyniąc wszystko, aby osłabić wpływ jego idei, co w znacznej mierze, acz nie całkowicie, im się udało.

*

Zarówno Pareto, jak i Mosca i Michels (z pochodzenia Niemiec, Włoch z wyboru) wpisują się w szacowną tradycję włoskiego realizmu politycznego, którą zapoczątkowują dzieła Makiawela i Franceso Guicciardiniego. Oskarżano ich wszystkich o wiele grzechów, przede wszystkim o „amoralność” i „cynizm”, podczas gdy oni służyli tak naprawdę wielkiemu moralnemu celowi – poszukiwaniu, odkrywaniu i głoszeniu prawdy o rzeczywistości politycznej. Skąd brały się obelgi ciskane na nich, wyjaśnia James Burnham we wspomnianej książce: „(…) ludzie nie chcą wiedzieć, kim naprawdę są i jak działają. Odsłonięcie całej prawdy o nas samych jest zbyt mocnym lekarstwem, abyśmy chcieli je przyjąć”.

*

Ulubionym celem jego ataków byli „kapitalistyczni spekulanci”, czyli przedsiębiorcy i bankierzy bogacący się nie dzięki wygraniu konkurencji na wolnym rynku, lecz dzięki temu, że sczepieni są w pasożytniczej symbiozie z politykami, którzy, kontrolując stanowienie prawa i kierując aparatem państwowym, zapewniają im przywileje, gwarantują monopolistyczną pozycję, chronią przed konkurencją, sami czerpiąc, rzecz jasna, wymierne profity (według niego socjalizm służy wyłącznie zaspokojeniu miłości do luksusu cechującej klasę rządzącą).

*

Kapitalistyczni spekulanci i ich syjamscy bracia – politycy tworzą razem oligarchię demagogów, żyjącą kosztem autentycznych przedsiębiorców, robotników i chłopów – system, którego serdecznie nie znosił, ba, wręcz nienawidził. Ale też nie widział w nim niczego wyjątkowego, ponieważ, jak zauważał, „w każdej epoce, w każdym kraju, co pokazuje obserwacja historii i teraźniejszości, ludzie podzieleni są na grupy, z których każda zdobywa środki materialne dla siebie, częściowo poprzez bezpośrednią produkcję, częściowo poprzez grabież innych grup, które z kolei grabią pozostałe grupy”.

*

„Ograniczenie władzy parlamentów stało się obecnie sprawą tak palącą jak niegdyś ograniczenie władzy monarchów; ludzie bardziej wykształceni, zaczynają rozumieć, w jak wielkim stopniu korupcja powodowana jest konfliktami pomiędzy różnymi partiami w parlamencie, dla których dobro narodu ma tylko niewielkie znaczenie”. I dodawał nieco zgryźliwie: „Logika jest ostatnią rzeczą, jaką można wymagać od ciał ustawodawczych”.

*

Choć teorie i ideologie posiadają praktyczną użyteczność i są siłą społeczną, to nie ich prawdziwość czy intelektualna ważność mają podstawowe znaczenie ani nie są najistotniejszą motywacją tych, którzy na nich opierają swoje działania i nimi działania te tłumaczą. Ludzkie motywacje leżą głębiej i są właściwie niezmienne. „Realności ideału nie należy szukać w nim samym, ale w uczuciu, które odsłania”, natomiast my, ludzie, najczęściej ulegamy złudzeniu, że działamy zgodnie z racjonalną motywacją i z tego złudzenia czerpiemy przyjemność. Krzyżowcy mogli być przekonani, że kieruje nimi gorące pragnienie odbicia Grobu Pańskiego z rąk niewiernych, ale na daleką wyprawę pchały ich: instynkt wędrówki, tęsknota za przygodą, namiętność do czegoś nowego, znudzenie rutyną codziennego życia, pożądanie łatwego pieniądza.

*

Dla wielkich słów typu Człowiek, Postęp, Historia, Równość, Braterstwo, Rewolucja, Ludzkość, Solidarność, Demokracja, Prawda, Dobrobyt, Pokój, Socjalizm, Humanizm itd. ma on jedynie ironię i sarkazm, widząc w nich wyłącznie maski zawsze tych samych uczuć, pożądań i interesów, puste nazwy, których realną treścią są „instynkty” i niejasne sentymenty. Opisuje świat ludzkich działań politycznych z nieco wyniosłą arogancją, nie wierzącego w żadne „Ideały” makiawelisty. Tnie socjologicznym skalpelem po politycznych frazesach, sofizmatach i pojęciach, by dojść do „żywego mięsa” niezmiennej natury ludzkiej i zawsze takich samych ludzkich motywacji.

Nie oszczędzał nawet najbardziej wzniosłych i szlachetnych haseł występujących w retoryce politycznej, np. hasła „solidarności”: Posłuchajcie tych, którzy głosząc pochwałę wolności osobistej, skazują i zamykają w więzieniach naszych najlepszych obywateli! ci, którzy hasła tego używają, chcą przekonać ludzi mających pieniądze, aby podzielili się z nimi i ich zwolennikami. Teoria „solidarności” nie ma żadnego związku z rzeczywistością, natomiast przynosi całkiem namacalne korzyści jej eksponentom. Pisał: „(…) metafizyczna teoria «solidarności» jest odporna na obalenie z punktu widzenia logiczno-eksperymentalnej nauki, lecz ci, którzy wymyślili ten niemożliwy do weryfikacji fantom, zamierzali posłużyć się nim dla ustanowienie relacji pomiędzy bytami jak najbardziej realnymi, w szczególności pomiędzy ich kieszeniami a pieniędzmi ich sąsiadów”. W innym miejscu pisał: „«Solidarność» to dla polityków sposób zdobycia zwolenników i werbalna łapówka rzucona motłochowi przez wyznawców demokratycznej metafizyki”. Nie dawał się również zwieść hasłom równości: „(…) żądania równości prawie zawsze skrywają żądanie przywilejów”. Ludzie, wywodził, agitują za równością w ogóle, a następnie robią niezliczone rozróżnienia i wyjątki, aby odmawiać jej w konkretnych dziedzinach i sytuacjach. Równość, pisał Pareto, jest zawsze zagwarantowana tylko dla nielicznych. Jednostki i grupy pragną dla siebie pewnych korzyści, ale – aby zmobilizować jak najwięcej ludzi do walki politycznej – obiecują je wszystkim, z drugiej zaś strony dążą do maksymalnego ograniczenia liczby tych, którzy odniosą realną korzyść, tak aby zysk przypadający na głowę nie okazał się w ostatecznym rozrachunku mizerny: do oblegania twierdzy potrzeba jak najwięcej żołnierzy, do dzielenia łupów po jej zdobyciu – jak najmniej.

*

Człowiek, pisał, który rozważa samobójstwo, nie zajmuje się życiem w ogóle, ale swoim własnym, szczególnym życiem; imperatyw kantowski nie jest uniwersalną zasadą „ludzkich czynów”, lecz oznacza: „czyń tak, aby zadowolić Kanta lub jego uczniów”.

*

Kiedy np. pisze o „aferze Dreyfusa”, nie zajmuje się tym, kto miał „rację”, a kto „racji” nie miał, kto tu był „antysemitą”, a kto „filosemitą”, kto reprezentował „ksenofobię”, a kto „tolerancję”. Interesuje go wyłącznie przebieg starcia „dreyfusardów” i „antydreyfusardów” i jego skutki: kto na nim zyskał, a kto stracił politycznie, kogo zepchnęło w dół, a kogo wyniosło w górę. Pareto wie, że sam Dreyfus jest tak naprawdę tylko narzędziem, atutem lub obciążeniem w walce o władzę. Istotne jest tylko to, jakie przegrupowanie w układzie sił politycznych i ideologicznych spowodowała „afera Dreyfusa”, jak wykorzystana została przez „dreyfusardów” prących do władzy.

Kiedy przyswoimy sobie paretiańskie widzenie świata, od razu nasuną się nam proste pytania: czy walka o kształt budżetu nie jest czasami wyłącznie walką o to, która grupa polityczna przejmie kontrolę nad budżetem i sposobami wydatkowania pieniędzy podatników? Czy ci, którzy mówią o humanitarnej i pokojowej misji swoich wojsk, nie mają czasami na uwadze całkiem realnych celów politycznych? Czy ci, którzy rozczulają się nad losem przestępców i żądają zniesienia kary śmierci, nie poszukują czasami sojuszników w świecie przestępczym potrzebnych do walki o władzę i jej utrzymanie? Czy ci, którzy głoszą frazesy o „społeczeństwie otwartym”, nie pragną czasami, aby było ono otwarte na planowane i przeprowadzane przez nich eksperymenty socjalne? Czy ci, którzy żądają wychowania seksualnego w szkołach, nie chcą czasami wychowania „młodych i świeżych” obiektów seksualnych dla siebie i swoich kolegów? Pytania tego typu można by mnożyć. Od Pareta nauczymy się nie tylko je stawiać, ale także na nie odpowiadać.

*

Pisał: „Są ludzie, którzy wyobrażają sobie, że rozbroją swoich wrogów miłymi pochlebstwami. Są w błędzie. Świat zawsze należał do silnych i będzie należał przez wiele następnych lat. Ludzie szanują jedynie tych, którzy potrafią wzbudzać szacunek. Ktokolwiek staje się jagnięciem, ten znajdzie wilka, który go pożre”. W innym miejscu stwierdzał: „Jeśli jakiś człowiek rabuje, rani, zabija innego człowieka, w pierwszej chwili wydaje się, że uczucia humanitarystów kierują się ku ofierze. Bynajmniej! Są czasy takie jak nasze, w których litość i wspaniałomyślność kierują się wyłącznie ku złoczyńcom”.

*

„Wiara, że lud walczy przeciw klasie rządzącej, jest iluzją. To nowa, przyszła arystokracja walczy przeciwko niej, posługując się w tym celu ludem”.

*

Jednak, jak napisał jeden z badaczy jego myśli, serce Pareta zawsze biło dla wolności. Wystarczy przytoczyć jego żarliwy apel: Posłuchajcie tylko rządzących megalomanów, jak piejąc peany na cześć własności prywatnej, łupią ludzi do ostatniego grosza! Posłuchajcie tych, którzy mając na ustach wolność, zaprowadzają nowe niewolnictwo! Posłuchajcie tych, którzy prawiąc o wolności myśli, likwidują wolność prasy! Posłuchajcie tych, którzy głosząc pochwałę wolności osobistej, skazują i zamykają w więzieniach naszych najlepszych obywateli! Posłuchajcie tych, którzy nawołując do przestrzegania prawa, równocześnie je depczą!

*

Powtórzmy za Kaltenbrunnerem: „Zainteresowana prawdą, surową i trzeźwą prawdą, jest socjologia Pareta czymś więcej niż tylko nauką jak każda inna; jest prawie niewyczerpalnym źródłem ludzkiego samopoznania i wiele wymagającą szkołą wolności”.

Cały artykuł Tomasza Gabisia o Vilfredo Pareto tutaj→

Era papierowego pieniądza bez pokrycia

(...)w poł. 1971 r. dobiegła końca era Bretton Woods i w USA, a za nimi na całym świecie, rozpoczęła się era papierowego pieniądza bez pokrycia (fiat money) a wraz z nią ekspansywna i agresywna polityka monetarna – stałe zwiększanie ilości pieniądza, polityka niskich stóp procentowych, ekspansja kredytowa, czyli faktyczna inflacja. W tym systemie nierówności się pogłębiają ponieważ, po pierwsze bogacze, zwłaszcza ci będący w dobrych układach z rządzącymi –wielcy biznesmeni, bankierzy, elita menedżerska etc. – mają szybszy i łatwiejszy dostęp do źródeł taniego pieniądza, a zatem mogą go wymienić na rozmaite dobra rzeczowe, powiększając tym samym swój majątek kosztem mniej zamożnych – następuje redystrybucja z dołu do góry. Po drugie inflacja jest sektorowa – powoduje wzrost cen wartości majątkowych jak akcje, nieruchomości, papiery wartościowe, dzieła sztuki, złoto etc., które należą do ludzi majętniejszych, ale nie wzrost płac.

Tomasz Gabiś

Claude Lévi-Strauss jako czrny charakter

Czarnym charakterem jest u Flaiga etnolog Claude Lévi-Strauss, który „równość kultur” podniósł do rangi zasady, czy wręcz dogmatu, blokując możliwość jakiejkolwiek ich hierarchizacji i oceny z punktu widzenia uniwersalnych wartości. Flaig oskarża Lévi-Straussa o to, że – traktując pluriversum kultur jako wartość samą w sobie – zamknął się w „antyuniwersalistycznym więzieniu”. Logiczną konsekwencją jego myśli jest uznanie ksenofobii – nienawiści do tego, co obce – za konieczną i usprawiedliwioną postawę, i to nie tylko wobec Europejczyków, ale pomiędzy wszelkimi kulturami w ogóle. Jeśli domyśleć do końca jego argumentację, to nieuchronnie dojdzie się do wniosku, iż tylko poprzez wrogość i deprecjację „Innego” może dana kultura się obronić, a utajony „kulturowy rasizm” obecny jest w każdej kulturze i aktualizuje się, kiedy tylko poczuje się ona zagrożona.

Tomasz Gabiś

Kiedy brakuje wspólnego dyskursywnego gruntu, wówczas władza polityczna decyduje o tym, co ma uchodzić za prawdę

Twierdzi się bowiem niekiedy, że wydarzenia z tamtego okresu, nazywane „szoah”, są „z niczym nieporównywalne”. Prof. Flaig przypomina w tym kontekście najbardziej elementarne reguły ludzkiego myślenia. O tym, że chusteczka do nosa nie jest popielniczką, wiemy stąd, że rozróżniamy i zaprzeczamy. Gdybyśmy tego nie czynili, wszystko, co istnieje, bulgotałoby w jałowej brei szarego niezróżnicowania, wszystko rozpływałoby się w nieokreślonej tożsamości. Ale jak różnicować i zaprzeczać, nie porównując? Musimy porównywać, żeby móc zaprzeczać i różnicować; wszystko, co istnieje, jest poznawalne i pojmowalne właśnie poprzez zaprzeczanie i porównywanie. Może jednak istnieje coś absolutnego, co opiera się porównywaniu? Jeśli chcemy pomyśleć to, co absolutne, musimy je pierwej pojęciowo oddzielić od wszystkich innych bytów. To oddzielenie zakłada, że rozróżniliśmy to, co absolutne, od tego, co nie-absolutne; a zatem musieliśmy to, co absolutne („z niczym nieporównywalne”) porównać z tymi wszystkimi bytami, które dają się porównywać. Granic logicznego myślenia nie uda się przekroczyć: nawet to, co absolutne, nie jest „nieporównywalne”.

Nic zatem nie jest „nieporównywalne”, nawet w niebie idei idee nie są absolutne, ponieważ zawsze pozostają w jakiejś relacji do innych idei, a tym samym podlegają relatywizacji. Badacz (historyk), który relatywizuje, wypełnia jedynie naukową powinność, włączając to, co istnieje (wydarzenia historyczne) w sieć stosunków i relacji z innymi wydarzeniami. Na „nieporównywalność, na „nierelatywizowalność” nie ma miejsca w racjonalnym dyskursie. W logicznym i naukowym myśleniu, każde bez wyjątku porównanie jest dozwolone, tutaj żadnych regulacji językowych, żadnych językowych zakazów uznawać nie wolno. Zabsolutyzować jakieś wydarzenia historyczne (poprzez zakaz porównywania) to tyle, ile izolować je od ich kontekstu, wyrwać z sieci relacji, w jaką są uwikłane, czyli de facto zakazać nauce traktowania ich tak jak innych przedmiotów badań i analiz. Tym samym ulegają one sakralizacji, a nawet ubóstwieniu. A wtedy można jedynie pobożnie skłonić głowę i modlić się, zamiast otworzyć oczy i wysilić rozum. Ci, którzy jakieś wydarzenia określają mianem „nieporównywalnych”, wypowiadają, w sensie logicznym, absurdy. Co zatem skłania ich, pyta prof. Flaig, do wypowiadania tego rodzaju absurdów? Najwidoczniej wysocy kapłani Tego, Co Nieporównywalne, pragną nadać tym wydarzeniom status, jakiego nawet to, co absolutne nie może osiągnąć – kreują coś hiperabsolutnego, co ma zostać wyjęte spod relatywizacji, której podlega cała rzeczywistość. To, czy uda im się narzucić taką interpretację, zależy wyłącznie od skuteczności moralnego zastraszania. Postulowanie „nieporównywalności” – w sferze publicznej, gdzie ciągle obowiązuje zasada „logon didonai” – jest równoznaczne z moralnym terroryzowaniem świata nauki. W świat wiedzy i naukowej analizy wdzierają się język religijny i postawa religijna, i zaczynają rościć sobie prawo do sprawowania urzędu sędziego w świecie logosu, zapędzając myślenie z powrotem do wykopanej przez siebie jamy, z której rozum musi się stale z trudem wygrzebywać. Zakaz porównywania to zakaz myślenia, to coś o wiele gorszego niż szturm sfanatyzowanych mas na redakcję gazety, która zamieściła karykaturę ich proroka. Tworzy się intelektualną strefę zamkniętą, w której wysocy kapłani Hiperabsolutu mogą bez ostrzeżenia oddawać moralne strzały do uciekinierów.

Podobnego co w przypadku „nieporównywalności” zabiegu delegitymizacji podstawowych operacji pojęciowego myślenia dokonuje się za pomocą pokrewnej formuły: „kto porównuje, ten kwestionuje fakt, że wydarzenie, o którym mowa, jest «jedyne w swoim rodzaju»” (ang. singular, niem. einzigartig). Trudno o głupsze stwierdzenie, wszak na płaszczyźnie logicznej wszystko, co istniało i istnieje, jest jedyne w swoim rodzaju, w przeciwnym razie dwie rzeczy byłyby ze sobą tożsame. Nawet smark w mojej chusteczce do nosa, wywodzi prof. Flaig, jest „jedyny w swoim rodzaju”, różny od wszystkich innych smarków, które kiedykolwiek istniały i będą istnieć. Owa „jedyność” to nie jakiś przywilej, lecz najbardziej banalna cecha każdej rzeczy. Głupota cytowanego zdania polega więc na tym, że predykat pozbawiony znaczenia podnosi do rangi przywileju (zresztą nawet gdyby ktoś pragnął szczerze wykazać, że coś jest „jedyne w swoim rodzaju” w jakimś innym sensie, to aby to stwierdzić, i tak musiałby najpierw dokonać porównań, a porównując automatycznie kwestionowałby – zgodnie z przyjętym założeniem – status „jedyności”). Jeśli ktoś utrzymuje, że jakieś wydarzenie jest „singular”, to – logicznie rzecz biorąc – po prostu je banalizuje. Trudno przypuszczać, żeby taki był jego prawdziwy zamiar. Czyli nie myśli tego, co mówi, zaś tego, co myśli, nie może (nie chce) wypowiedzieć. Kiedy tak się dzieje, pojawia się realna możliwość, że siła rozumu będzie musiała podporządkować się władzy sprawowanej siłą nad rozumem.

Postulowane, radykalne i rozsadzające wszelkie konteksty kategorie „nieporównywalności” i „jedyności” zamieniają – wbrew logice i rozumowi – wydarzenia historyczne w wydarzenia sakralne. Zakaz metodycznego porównywania jako procedury naukowego poznania oraz nakaz uznawania „jedyności” danego wydarzenia są przejawem roszczenia do przesunięcia „sakralnej jedyności” na obszar, który nie podlega metodycznym badaniom przez ludzki rozum. Za tym roszczeniem skrywa się moralny terror. Każdy, kto się wychyli z tego okopu bezrozumu, ryzykuje, że dostanie moralny strzał w głowę. Obszar nauki przekształca się w terytorium walk o semantyczną dominację, oraz – w ostatecznej instancji – o władzę polityczną nad nauką. Jest to nieuchronna, „nietzscheańska” konsekwencja złożenia na ołtarzu kulturalnej pamięci własnej grupy badania historii jako praktyki naukowej: zniszczony zostaje wspólny dyskursywny grunt, na którym ścierać by się mogły rywalizujące interpretacje. Kiedy zaś brakuje wspólnego dyskursywnego gruntu, wówczas władza polityczna decyduje o tym, co ma uchodzić za prawdę. A to z kolei oznacza – konkluduje prof. Flaig – że w ostatecznym rozrachunku rozstrzyga przemoc; zamiast racjonalnych argumentów mamy potępienia, a następnie sięga się po instrumenty władzy instytucjonalnej lub socjalnej. Pytany w wywiadzie, dlaczego napisał artykuł o „nieporównywalności” i „jedyności”, prof. Flaig odpowiedział, że chciał, aby każdy, kto słyszy, że to lub tamto jest „z niczym nieporównywalne” lub „jedyne w swoim rodzaju”, wybuchnął serdecznym śmiechem, bo śmiech najlepiej podważy tyrański dyskurs.



Tomasz Gabiś →

Dlaczego lewica niemiecka głosi rozmaite samobójcze brednie?

Kilka lat temu Günter Grass zaproponował, aby w ramach starań o tytuł europejskiej stolicy kultury Lubeka zamieniła jeden z kościołów na meczet. Byłby to, zdaniem noblisty, „wielkoduszny gest”, który poprawiłby stosunki z muzułmanami i zwiększyłby szanse Lubeki na uzyskanie tego tytułu. Grass – drwi Broder – zastymulował punkt g u swojej ideologicznej klienteli, która – aby nikt nie dostrzegł u niej choćby cienia nietolerancji – pielęgnuje masochizm, bliski całkowitej rezygnacji z własnych racji i interesów. To, co robi Grass i inni lewicowcy, to w gruncie rzeczy elegancka forma bezwarunkowej kapitulacji i wyraz „nienawiści Zachodu do samego siebie”. Dlaczego – zastanawia się Broder – lewica niemiecka popiera ekspansję islamu? Dlaczego głosi rozmaite samobójcze brednie? Z pewnością mamy do czynienia z bliskością ideologiczną; islamiści dysponują radykalnie prostą ideologią: świat jest zły, my chcemy i możemy go polepszyć, wiemy, jak to zrobić, kto nie jest z nami, jest przeciwko nam. Ta ideologia może być atrakcyjna dla lewicowych inteligentów niemieckich, ponieważ ich ideologia ma taką samą strukturę. Islam jest dla nich namiastką socjalizmu; podoba im się na przykład, że szariat zakazuje pobierania odsetek (według Brodera w Niemczech w pewnym zakresie już obowiązuje „szariat light”). Ale Broder podejrzewa, że kryje się za tym również oportunistyczna kalkulacja: jeśli islamscy fundamentaliści osiągną dominację, to będą pamiętać o tych, którzy już wcześniej oddawali im hołd. Lewicowcy apelujący do Niemców o tolerancję, w rzeczywistości wołają do jutrzejszych zwycięzców: „Jesteśmy po waszej stronie! Nie zapomnijcie o tym, kiedy zdobędziecie władzę!”.

Tomasz Gabiś →

czwartek, 30 listopada 2017

Proces rozumienia metod manipulacji i reguł funkcjonowania mechanizmów medialnej i politycznej psychotechnologii

Żydowsko-austriacki komunista Willi Schlamm, który przeszedł na konserwatywną prawicę (okazjonalnie publikował niegdyś w „Criticónie”), zwykł mawiać, że w centrum to może co najwyżej stać znak drogowy, który wskazuje albo na prawo, albo na lewo. Trzeba tu jednak uwzględniać fakt, że wszystkie partie polityczne idą ku centrum (w konsekwencji upodobniając się do siebie), co wynika z elementarnej zasady ich funkcjonowania, czyli zasady maksymalizacji głosów. Bycie w centrum oznacza brak poglądów, a ponieważ większość obywateli nie ma żadnych poglądów, więc w sposób naturalny zajmują miejsce w centrum. Dlatego wszystkie partie dążą do centrum, bo tam jest największy rezerwuar głosów. To się zgadza z obserwacją Schrenck-Noztinga, że u chadecji nastąpiła hipertrofia organów wyczulonych na procenty poparcia i równoległa atrofia innych narządów ideowo-politycznych. W miejsce ideologii wstawiono demoskopię. Rzecz jasna, nie tylko chadecja tak postąpiła.

*
W nekrologu Arnolda Gehlena zacytował [Schrenck-Nozting] jego autocharakterystykę: „Za reakcjonistę uchodzi ten, kogo argumentów nie można obalić, ponieważ daje on rzeczywistości prawo głosu”. Zapewne nie protestowałby, gdyby zaliczono go do tej kategorii „reakcjonistów”. Swoje intelektualne powołanie widział w „oddzielaniu pozoru od rzeczywistości”, procedury tak istotnej w czasach, kiedy „opinia publiczna” znaczy tyle co „opinia opublikowana”, kiedy „głos opinii publicznej” i „propaganda” są nieodróżnialne od siebie, zaś media, które, zgodnie z ideologią Oświecenia, miały obywatelom ujawniać tajemnice władców i w ten sposób korygować ich działania, po prostu afirmują panujące stosunki władzy. Proces wzrastającej manipulacji sferą publiczną i polityczną uważał za nieodwracalny, zaś za konieczny – proces rozumienia metod manipulacji i reguł funkcjonowania mechanizmów medialnej i politycznej psychotechnologii.

Tomasz Gabiś

Pranie charakteru. Amerykańska okupacja w Niemczech i jej skutki

Najsłynniejszą książką Schrenck-Notzinga jest, opublikowana po raz pierwszy w 1965 roku, Charakterwäsche. Amerikanische Besatzung in Deutschland und ihre Folgen (Pranie charakteru. Amerykańska okupacja w Niemczech i jej skutki). Wywołała ona duże poruszenie wśród demokratyczno-liberalnej inteligencji niemieckiej, gdyż podjęła temat stabuizowany i niewygodny w sensie politycznym i psychologicznym. Nic dziwnego, że jej aprobatywne cytowanie rychło zaczęło graniczyć z akademickim samobójstwem. Nie mogło być inaczej, boleśnie raniła ona bowiem dobre samopoczucie demokratyczno-liberalnej inteligencji, co dobrze oddaje anegdota o pewnym profesorze politologii, który skarżył się, że po jej przeczytaniu zmuszony był przyznać, iż fundamenty jego światopoglądu, wypracowane – o czym był szczerze i głęboko przekonany – z mozołem i samodzielnie, są niczym więcej niż intelektualnym trybutem spłaconym władzy okupacyjnej.

Przemilczane przez demokratyczno-liberalne media (ale polecane pocztą pantoflową) miało Pranie charakteru w ciągu 35 lat kilkanaście wydań. Należy do kluczowych książek pozwalających zrozumieć duchową, ideologiczną i polityczną sytuację powojennych Niemiec Zachodnich. Schrenck-Notzing dowodził, że tzw. reedukacja Niemców była zarówno kontynuacją wojny psychologicznej z okresu wojny światowej, jak i – co ważniejsze – wielkim eksperymentem socjopsychologicznym, właśnie owym „praniem charakteru”, koniecznym ponieważ charakter narodowy Niemców uznano za „autorytarny” czy wręcz „paranoidalny”; istotną rolę odegrała tutaj koncepcja „osobowości autorytarnej” lansowana przez Theodora Adorno i jego kolegów. Warunkiem powodzenia eksperymentu był stan ducha narodu po totalnej klęsce, charakteryzujący się zmniejszoną odpornością na ideologiczno-psychologiczny nacisk z zewnątrz.

To w Niemczech Zachodnich zabarwiona marksizmem psychoanaliza, połączona z amerykańską antropologią kulturową i ideologią tzw. higieny psychicznej stała się po raz pierwszy polityczną siłą wpływającą na polityczno-społeczną, edukacyjną i kulturalną praktykę. Neopsychoanaliza Fromma, Sullivana i Horney była bardziej przydatna od freudyzmu, ponieważ Freud mówił o niezmiennych popędach biologicznych, co niezbyt nadawało się na legitymizację planu stworzenia „Nowego Człowieka”, a wręcz utwierdzać mogło konserwatywną koncepcję niezmiennej natury ludzkiej. Tymczasem marksizujący neopsychoanalitycy uznawali je za zmienne w zależności od warunków społeczno-kulturalnych, a zatem – zgodnie z marksizmem – postulowali zmianę warunków społecznych, aby zmienić człowieka (w tym przypadku Niemca). Filozoficznymi patronami reedukacji byli Croce, Dewey, Jaspers, Maritain, Russel, zaś jej podwaliną antropologiczną – egalitarystyczne teorie Franza Boasa, Margaret Mead, Ruth Benedict. Ta ostatnia odkryła w Nowym Meksyku plemię Zuni – pacyfistyczne, pozbawione agresji, łagodne i szczęśliwe (oczywiście był to raczej ideologiczny konstrukt wykoncypowany przez antropolożkę). Teraz agresywni i wojowniczy Niemcy mieli zostać przemienieni w takie właśnie „plemię Zuni”.

Powojenna reedukacja Niemców, która wykazuje wiele podobieństw do tzw. Przebudowy (Reconstruction), czyli reedukacji amerykańskiego Południa przeprowadzonej przez postępową, oświeconą i egalitarystyczną Północ po przegranej przez stany południowe wojnie o niepodległość, była, według Schrenck-Notzinga, czymś o wiele więcej niż tylko pewną represją zwycięzców na zwyciężonych i udzieleniem im politycznej lekcji; była, motywowaną pedagogiką społeczną, podbudowaną socjopsychologicznie ingerencją w „podświadome obszary duszy”, w głębokie struktury mentalne, a jej celem było przebudowanie „nikczemnego” charakteru narodowego Niemców, ich mentalności, tradycji, wartości tak, aby „naród nie potrafił się rozpoznać w jestestwie swoim”. W ten sposób chciano – dowodził Schrenck-Notzing – sparaliżować go wewnętrznie, a w konsekwencji unieszkodliwić politycznie.

Reedukacja Niemców stanowiła modelowy przykład społecznej i kulturalnej zmiany dokonanej przez nową elitę intelektualistów – do lewicowych reemigrantów, których ulokowano na uniwersyteckich katedrach dołączyli oczywiście intelektualiści krajowi, którzy kontynuowali dzieło reedukacji tubylców w następnych dziesięcioleciach. Zmiany, które miały raz na zawsze uniemożliwić pojawienie się „potencjalnie faszystowskich jednostek” i oczyścić świat z ludzi o „osobowości autorytarnej”. Z początku menedżerowie od propagandy psychologicznej nazwali odkryty (skonstruowany) przez siebie syndrom „kompleksem sadomasochistycznym”, ale ze względów pijarowskich porzucili ten termin, gdyż zbyt pachniał perwersją, a chodziło o to, żeby każdego „zdrowego” móc zaklasyfikować jako „chorego”.

Schrenck-Notzing nie ograniczył się do opisu ludzi, instytucji i organizacji, których zadaniem było przeprowadzenie lokalnego eksperymentu społecznego z przebudową świadomości (a nawet podświadomości), psychiki i charakteru zwyciężonych Niemców, ale pokazał, że celem tego eksperymentu jest „Nowe Oświecenie”, w tym niezwykle ważne „oświecenie seksualne”, gdyż – jak nas oświecił Wilhelm Reich – ludzie o „osobowości autorytarnej” (jej cechy to m.in. wstrzemięźliwość, uznanie więzi, poczucie odpowiedzialności, zamiłowanie do punktualności, porządku i czystości) mają problemy z życiem seksualnym i dlatego bardzo łatwo „staczają się w bagno faszyzmu”. Dodajmy, że objęcie ludzi dbających o czystość podejrzeniem o ciągoty autorytarne spowodowało, że młodzieżowy proletariat lat 60. nie używał mydła, zapuszczał włosy i hodował wszy, żeby udowadniać wszystkim na około swoją nieskazitelnie „antyautorytarną osobowość”.

„Nowe Oświecenie”, uzupełnijmy analizę Schrenck-Notzinga odnoszącą się do połowy lat 60. XX wieku, oznacza stworzenie nowej kultury politycznej najpierw w Niemczech, a potem w skali całej cywilizacji europejskiej i amerykańskiej. Już wkrótce okaże się bowiem, że reedukacji, przeprowadzonej przez demokratyczno-liberalną awangardę, wymagają wszystkie narody wchodzące w skład tej cywilizacji: wszędzie trzeba stworzyć „Nowego Człowieka” o „osobowości antyautorytarnej” (demokratycznej), pozbawionej mikroskopijnych choćby śladów „faszyzmu”, „nacjonalizmu”, „rasizmu”, antysemityzmu”, „ksenofobii”, „homofobii” etc., etc. Nie tylko Niemcy są „chorzy” (chociaż oni najbardziej), ale prawie cała ludność Europy i USA, z wyjątkiem oczywiście demokratyczno-liberalnej awangardy pełniącej rolę uzdrowiciela. Stąd doświadczenia zebrane przy reedukacji Niemców posłużą potem, od końca lat 60. XX wieku, do reedukacji innych narodów podjętej przez ich własne elity. Takie to bywają paradoksy historii: wielu z tych, którzy cieszyli się z „reedukacji Niemców”, nie przewidziało, że teraz „wszyscy jesteśmy Niemcami”, a zatem „reedukacja” prędzej czy później wszystkich nas obejmie.

Tomasz Gabiś →