sobota, 8 lutego 2020

Pragnienie nieistnienia


Romantyzm wyraża w istocie gorące pragnienie niebycia tutaj: tutaj w tym miejscu, tutaj - w tym stuleciu, tutaj - w tym świecie.

Nicolas Gomez Davila

Paradoksalnie pragnienie nieistnienia także afirmuje istnienie. Jednak gdy przyjrzymy się temu bliżej, to paradoks ten jest pozorny. Jestem i chcę być, jestem i nie chcę być, w obu tych przypadkach akceptuję swoje istnienie. Oczywiście pragnienie nieistnienia wydaje się bliżej nibbany, która jest wstrzymaniem istnienia tutaj i teraz, jednakże by zrealizować nibbanę trzeba zobaczyć, iż nasze istnienie jest współzależne powstałe i nastepnie praktykować zgodnie z tą wiedzą.

Mnisi, są dwa rodzaje poglądów i kiedy bogowie i ludzie się ich trzymają pewni grzęzną a pewni idą za daleko, to tylko ci z wglądem widzą. A jak niektórzy grzęzną? Bogowie i ludzie kochają istnienie, rozmiłowują się w istnieniu, cieszą się istnieniem, kiedy jest im wykładana Dhamma o wstrzymaniu istnienia, ich serca nie pokładają w niej zaufania, nie stają się stabilne i zdecydowane. I tak niektórzy grzęzną. A jak pewni idą za daleko? Niektórzy są zawstydzeni, upokorzeni i zdegustowani tym samym istnieniem i patrzą w przód ku nie-istnieniu w ten sposób: „Panowie, po rozpadzie ciała te „ja” jest ucięte, anihilowane i po śmierci nie istnieje, to najspokojniejsze, to najwyższy cel, to jest rzeczywistość”, i tak niektórzy idą za daleko. A jak widzą ci z wglądem? Tu mnich widzi cokolwiek doszło do istnienia jako doszłe do istnienia. Widząc w ten sposób wszedł on na drogę do beznamiętności w stosunku do tego, drogę do zaniku i wstrzymania pożądania tego. Tak widzi ten z wglądem”. To jest znaczenie tego co powiedział Zrealizowany. To w odniesieniu do tego zostało powiedziane:

Po zobaczeniu tego co doszło do istnienia
Jako doszłe do istnienia,
Wychodząc poza to co doszłe do istnienia,
Są wyzwoleni zgodnie z prawdą
Przez wyczerpanie pragnienia istnienia.

Kiedy mnich w pełni zrozumiał
To co doszłe do istnienia jako takie,
Wolny od pragnienia bycia tym lub tamtym,
Przez wyczerpanie tego co doszło do istnienia
Nie dochodzi więcej do odnowy istnienia.

Itivutaka 49

Innymi słowy, zwykly człowiek jest uwięziony przez dialektykę "być albo nie być?" Patrząc z pewnego poziomu nie jest to bynajmniej głupie pytanie. Głupcy sobie go nie zadają, zbyt zajęci są zmysłową gratyfikacją. Jednakże, patrząc z wyższego poziomu, to pytanie jest źle zadane, to znaczy zawiera błędne założenie i tym samym nie nadaje się do odpowiedzi, gdyż jakakolwiek odpowiedz afirmowałaby to założenie.


Mnisi, są dwa rodzaje poglądów: Pogląd o istnieniu i pogląd o nie-istnieniu.

Każdy pustelnik i bramin który przyjął pogląd o istnieniu jest w opozycji do poglądu o nie-istnieniu. Każdy pustelniki bramin który polega na poglądzie o nie-istnieniu jest w opozycji do poglądu o istnieniu.

Wszyscy pustelnicy i bramini, którzy nie rozumieją takimi jakimi są, powstanie i zanik, gratyfikacja i niebezpieczeństwo i ucieczka w przypadku tych dwóch poglądów, są opanowani przez pożądanie, opanowani przez nienawiść, opanowani przez złudzenie, opanowani przez pragnienie, opanowani przez utrzymywanie, bez wglądu, zaangażowani w faworyzowanie i oponowanie, rozmiłowujący się w dialektyce, nie są wyzwoleni z narodzin, starości i śmierci, żalu i płaczu, bólu, smutku i rozpaczy, powiadam, że nie są wolni od cierpienia.

Wszyscy pustelnicy i bramini, którzy rozumieją takimi jakimi są, powstanie i zanik i gratyfikacja i niebezpieczeństwo i ucieczka w przypadku tych dwóch poglądów, są bez pożądania, bez nienawiści, bez złudzenia, bez pragnienia, bez utrzymywania, z wglądem, nie zaangażowani w faworyzowanie i oponowanie, nie rozmiłowujący się w dialektyce, są wyzwoleni ze starości i śmierci, żalu i płaczu, bólu smutku i rozpaczy, powiadam, że są wolni od cierpienia.

Mnisi, są cztery rodzaje utrzymywania: utrzymywanie zmysłowych przyjemności, utrzymywanie błędnych poglądów, utrzymywanie obrządków i rytuałów i utrzymywanie wiary w "ja".

M11

Widzimy, że po wykazaniu zależności dialektyki "być albo nie być" od ignorancji, Budda nagle przechodzi do omawiania upadana, termin ten można przetłumaczyć jako utrzymywanie czy założenie. Ta zmiana tematu jest oczywiście pozorna, gdyż jak to widzimy ze współzależnego powstawania, bycie, czy istnienie - bhava - zależy właśnie od upadana.

środa, 5 lutego 2020

Samopoznanie czyli czym nie jestem


Wszelkie filozofowanie powinniśmy zaczynać z miejsca gdzie jesteśmy, a w bardziej radykalnym podejściu od faktu,  że jesteśmy. Nagi fakt istnienia, moja pewność tego, że jestem, ujęta przez formułę Kartezjusza cogito ergo sum, co Stanisław Lec przetłumaczył ironicznie: "myślę, że jestem",  prowokuje mnie do szukania odpowiedzi na pytanie: "kim jestem?". Współczesna psychologia rozpoznaje kilka typów tożsamości, które są związane z tym,  jak kto sobie odpowiada na to pytanie. W Nauce Buddy jednakże, wszelka samo-identyfikacja, wszelkie utożsamiane swego "ja" jest błędnym poglądem określanym fachowo jako sakkayadiithi. Sakkayadiithi to przekonanie, że jestem kimś, osobą. To, że praktycznie wszyscy popadają w ten błąd, wynika z bezkrytycznej akceptacji koncepcji "jestem". Jednak gdy przyjrzymy się formule "myślę zatem jestem" jest to tylko, słowami Sartre'a "apodyktyczny refleksyjny dowód myślącego na swe własne istnienie". Zgodnie z Nauką Buddy formuła ta jest prawdziwa tylko o tyle o ile opisuje fundamentalny błąd zwykłego człowieka.

Czy zatem delfickie zalecenie "poznaj samego siebie" nie powinno być rekomendowane? W Nauce Buddy pytania o swe własne istnienie (bhava) są określane jako błędne skierowanie uwagi. Jednakże nie stoi to w bezpośredniej sprzeczności z dlelfickim przykazaniem, gdyż w Dhammie także poznajemy siebie,  mianowicie poznajemy czym nie jesteśmy.

Powiedzmy sobie teraz coś o języku i egzystencji. Otóż egzystencja wychodzi poza logikę, co jest domeną języka. Na poziomie werbalnym pewne zdanie jest albo prawdziwe albo fałszywe,  natomiast na poziomie egzystencji wiele zależy od tego, kto mówi. I tak Budda informuje nas iż koncepcja "jestem" jest złudzeniem. To może i prawda ... dla Buddy i tych którzy postrzegają Cztery Szlachetne Prawdy. Natomiast czytelnik tego artykułu najprawdopodobniej jest zwykłym człowiekiem, i czego jak czego,  ale tego że jest,  jest pewien. Co najwyżej może mieć wątpliwości co do tego, czym jest. Nawet wyrafinowany filozof, który podejmie próbę zakwestionowania swej egzystencji, będzie ją afirmował: w końcu to ja jestem tym, kto watpi, że jest. I tu sporym błędem większości buddystów jest lekceważenie koncepcji "jestem", i określanie jej jako "tylko złudzenie". Tym samym popadają oni w podwójne złudzenie, raz, że nie są wolni od postawy "jestem", dwa, że ulegają złudzeniu że postrzegają złudzenie jako złudzenie. Tym samym całkowicie blokują u siebie możliwość wszelkiego postępu w zrozumieniu Nauki Buddy.

Właściwa metoda polega na tymczasowej akceptacji tego, że jesteśmy i poznaniu siebie poprzez  poznanie tego, czym nie jesteśmy. Innymi słowy oczyszczaniu "jestem" z naleciałości "jestem tym", "jestem tamtym", "to moje ja". Słowo "moje" nie jest niewinne, domniemane posiadanie wspiera strukturę ignorancji, gdyż sugeruje istnienie podmiotu,  osoby,  właściciela. Jeżeli akceptuję, że coś jest "moje", afirmuję swe istnienie jako posiadacza, niezależnie od tego kim ten posiadacz według mnie jest.

Rezygnacja z wszelkich posiadłości może wydać się trudna, jeżeli nie niemożliwa. Niestety wszystko ma swoją cenę, Budda określa usunięcie koncepcji "jestem" jako najwyższą przyjemność,  i by ją zrealizować musimy zrezygnować z przyjemności posiadania. Jest to zresztą dość wątpliwa przyjemność,  gdyż zawsze niesie ze sobą ból rozstania i separacji, tym większy im większe było nasze przywiązanie do nietrwałej rzeczy, a nie ma nic co można by posiadać na wieczność. Zatem "trudność" istnieje raczej w oku obserwatora, i jest ściśle związana z natężeniem ignorancji obecnej w jego doświadczeniu. Wszyscy jesteśmy zorientowani na poszukiwanie przyjemności i unikanie bólu. A jak powiada Nisargadatta Maharaj: "Być to cierpieć, im węższy krąg moich samo-identyfikacji, tym większe cierpienie powodowane przez pożądanie i lęk". Ta wyśmienita i zwięzła sentencja jest ekspresją inteligencji ariya, inteligencji nie posiadanej przez zwykłego człowieka. Człowiek bez wglądu w Cztery Szlachetne Prawdy,  bierze swe istnienie - koncepcję "jestem" za fakt absolutny, i co najwyżej może stawiać sobie pytanie: "być albo nie być"?".  Dopiero wraz wglądem we współzależne powstawanie i rozpoznaniem cogito ergo sum jako opisu fundamentalnego błędu czynionego przez zwykłego człowieka - puthujjanę - pojawia się u nas właściwa skala przyjemności i bólu.

Cóż zatem możemy zrobić  zanim taki wygląd się u nas pojawi?  Nic innego jak tylko zaakceptować to że "jesteśmy" i rozpoznać że wszelka samo-identyfikacja z wynikającą z niej tożsamością niesie z sobą sprzeczność, "absolutność" postawy "jestem" jest nie do pogodzenia z wszelką temporalną samo-identyfikacją. Innymi słowy należy zaadoptować postawę "to nie moje, tym nie jestem,  to nie moje ja".

Jak zauważył czcigodny Nanavira Thera subiektywność jest formą pasożytniczą na doświadczeniu. Oznacza to że ciało, uczucie,  percepcja,  intencje, świadomość mogą funkcjonować automatycznie, bez jakiegokolwiek agenta. W terminach organów zmysłowych doswiadczenie może być opisane jako "widzenie", "słyszenie",  interpretowanie go w terminach "ja widzę", "ja słyszę", jest samym sercem ignorancji.

Wspomnieliśmy już od różnicy pomiędzy poziomem werbalnym a samą sferą doświadczenia. O ile na poziomie logicznym zdanie może być prawdziwe, co automatycznie wyklucza jego fałszywość, to na poziomie doświadczenia dwa zdania wzajemnie logicznie się wykluczajace  mogą być prawdziwe, o ile je uporzadkujemy hierarchiczne.

"Wraz ze wzrostem zrozumienia wzrasta nasza samotność".
"Wraz ze wzrostem zrozumienia zmniejsza się nasz samotność".

Te dwa zdania pozornie się wykluczające, są oba prawdziwe, o ile zrozumiemy, że opisują one odmienne obszary doświadczenia. Pierwsze odnosi się do faktu,  że zgodnie z Nauką Buddy większość ludzi nie jest inteligentna, czy też cytując Gomeza Davilę "Inteligencja jest pociągiem, z którego tylko nieliczni nie wysiadają -jeden po drugim- na kolejnych stacjach". Zatem czym bardziej wzrasta nasze zrozumienie, tym mniej jest ludzi "w pociągu" z którymi możemy się porozumieć.

Drugie zdanie odnosi się do poziomu inteligencji ariya, niedostępnej zwykłemu człowiekowi. Sotapanna jak najbardziej może odczuwać pewną samotność opisaną przez pierwsze zdanie, tyle że wraz ze wzrostem zrozumienia, ta samotność się zmniejsza z oczywistego powodu, że wraz z zakończeniem treningu i zrealizowaniem stanu arahata, "jestem" znika i nie ma już nikogo kto mógłby odczuwać samotność.























Żeglarz

O morze zjawisk! skąd ta noc i słota?
Była jutrznia i cisza, gdym był bliski brzegu!
Dziś jakie fale, jaki wicher miota!
Nie można płynąć, cofnąć niepodobna biegu!
    A więc porzucić korab żywota?

Szczęśliwy, czyjej przewodniczą łodzi
Cnota i Piękność, niebieskie siostrzyce!
Gdy się noc zgęszcza, wzmagają powodzi,
Ta puchar daje, ta odsłania lice, 
    Tamtej widok oświeca, a tej nektar słodzi.

Szczęśliwy, kto i samej ulubował Cnocie,
Dopłynie, kędy sławy góruje opoka,
Balsam go rzymski ukrzepi w ochocie;
Ale jeżeli Piękność nie zwróci nań oka,
    Dopłynie we krwi i w pocie.

A komu Piękność całe pokaże oblicze,
Potem śród drogi zdradliwa odlata,
Nadziei z sobą mary unosząc zwodnicze,
Ach, jakaż później czczość w obszarach świata!
    Już nie dość krzepią i Cnoty słodycze.

Zamiast Piękności niebieskiego wschodu,
Walczyć z ustawną burzą, jęczeć pośród cienia,
Zamiast serc czułych, trącać o pierś z lodu,
Zamiast jej rączek, chwytać za ręce z kamienia,
    I długo śród takiego nie ustać zawodu?

Zawód tak trudny! zakończyć tak snadnie!
Nie będziem dłużej ćmieni, więcej kołatani;
Lecz wszystkoż z nami w tych falach przepadnie?
Czyli kto raz wrzucony do bytu otchłani,
    Nie zdoła z niej wylecieć ani zginąć na dnie?

Co żyje, niknie — tak na mnie świat woła;
Za cóż głos ten wewnętrznej wiary nie wyziębi,
Że gwiazda ducha zagasnąć nie zdoła
I raz rzucona, krąży po niezmiernej głębi,
    Póki czas wieczne toczyć będzie koła.

Któż to krzyknął od lądu? jakie słychać żale?
Wyż to, o bracia moi, przyjaciele moi,
Dotąd stoicie na nadbrzeżnej skale?

Adam Mickiewicz

wtorek, 4 lutego 2020

"Polski król" z Nowej Zelandii

O interesującej postaci "polskiego króla" z Nowej Zelandii:


część pierwsza
część druga
część trzecia

Malarstwo okresu Sung

Malarstwo okresu Sung konfrontuje niezmienny krajobraz z medytacją malutkiej postaci.
Godność człowieka tkwi w uległości, która go wyzwala.

Nicolas Gomez Davila





Search

Search

wtorek, 21 stycznia 2020

Gomez Davila o jakości istnienia

Głębokość nie zależy od tego, co się mówi, lecz od poziomu, z którego się mówi.

Przeżywa swe życie wyłącznie ten, kto je obserwuje, przemyśliwa, wypowiada - a wszyscy pozostali są przeżywani przez własne życie.

Jakie znaczenie ma to, że potępią nas ci, którzy nie podzielają oczywistości podobnych naszym?

Samobójstwo w niektórych epokach nie jest gestem pychy, lecz ostatnim środkiem, aby nie skapitulować.
Antycypująca się wola ocala człowieka przed jego ostatecznym ujarzmieniem.

Rzeczywistość duchowa poraża swą obecnością, rzeczywistość zmysłowa - swą nieobecnością.

Potępiamy kapitalizm nie dlatego, że wspiera nierówność, ale dlatego, że sprzyja awansowi niższych typów ludzkich.

Zdolność do przetrwania w pewnych warunkach jest dowodem niższości jednostki, która ją realizuje.

Kiedy wszyscy chcą być czymś, jedynie stosowne jest nie być niczym.

Kiedy ojczyzna jest sumą interesów, a nie dziedziną świątyń i grobów, potriotyzm hańbi.

Człowiek powinien przygotowywać się nie na przyjmowanie wszelkiej prawdy, lecz na umieranie ze swymi bóstwami.
Dostosowanie się upadla.

To, co czasami każe nam czuć nasza wyższość, jest nie nasza wiedza, lecz jakość naszej niewiedzy, zestawionej z cudzą wiedzą.

Obserwanie życia jest zbyt ciekawe, aby tracić czas, przeżywając je.

Profesjonalista nie powinien nakładać na siebie i zdejmować z siebie swego zawodu jak roboczego ubrania.
Jednostka może nadać swemu życiu styl, wyłącznie oddając się całkowicie temu co robi.

Rzetelny umysł zasadniczo nie dowierza swoim własnym oczywistościom.
Dla rzetelnego umysłu oczywistości są zaproszeniami do badania, czy są one oczywiście oczywiste.

Warunki konieczne do tego, aby patrzeć inteligentnie, interesują mnie bez mała bardziej niż to, co widzimy.

Nie mówmy o szanowaniu tam, gdzie powinniśmy wyłącznie współczuć.

Są inteligencje, które wznoszą się majestatycznie leniwymi spiralami, aby z większą pewnością i celnością rzucić się na każdą padlinę.

Prawdziwe nagrody mają ten przywilej, że są pożądane wyłącznie przez niewielkie mniejszości.

Kiedy mierzymy wysoko, nie ma publiczności zdolnej stwierdzić, czy trafiamy.

My, którzy chcemy uznawać to, co wartościowe, zawsze będziemy wydawać się naiwnymi tym, którzy rozpoznają tylko to, co dominujące.

Aby zinterpretować niektórych ludzi, wystarczy socjologia.
Psychologia jest zbyteczna.

W pospolitych duszach jedynym antidotum na zazdrość jest próżność wiary, że nie mają one czego zazdrościć.

"Wieża z kości słoniowej" cieszy się złą sławą wśród mieszkańców intelektualnych lepianek.

Gmin nazywa inteligentnymi wyłącznie akty inteligencji w służbie instynktu.

Słabości wielkiego człowieka ukazują go nie bardziej ludzkim, lecz bardziej podobnym pospólstwu.

Kto mówi o swoim "pokoleniu", ten wyznaje, że jest częścią stada.

Nigdy nie powinniśmy dyskutować z tymi, którzy są tylko echem innego głosu.

Kiedy jednostka pasuje do statystyk, już nie nadaje się do powieści.

Uśmiech, z jakim świnia słucha tego, kto krytykuje błoto!

Glupie opinie przestają nas drażnić, kiedy słuchamy ich jako świadectw na temat tego, kto je wygłasza.

Opatrzność tylko nielicznym ludziom przyznaje prawo do bycia autentycznymi.
Zarówno estetyka, jak etyka, krzycząc w wniebogłosy, proszą, by pozostali pospieszyli się z samozafałszowaniem.

Wystarczy popatrzeć na tego, kto nam ubliża, aby wiedzieć, że zostaliśmy pomszczeni.

"Być użytecznym dla społeczeństwa" to ambicja albo wymówka prostytutki.

Dzisiaj nie mamy już za kogo walczyć.
Mamy tylko - przeciw komu.

Nicolas Gomez Davila
Tłumaczenie: Krzysztof Urbanek

Państwo

W miarę jak państwo rośnie, jednostka maleje.

Mądra polityka jest sztuką ożywiania społeczeństwa i osłabiania państwa.

Współczesne państwo fabrykuje poglądy, które potem z szacunkiem zbiera jako opinię publiczną.

Trzej wrogowie człowieka: diabeł, państwo, technika.

Żadna klasa społeczna nie eksploatawała innych klas bardziej bezczelnie niż ta, która dzisiaj nazywa się "państwem".

W czasach demokratycznych "patriotą" jest ten, który żyje z państwa, "egoistą" zaś ten, z którego żyje państwo.

We współczesnym państwie klasami o przeciwnych interesach są nie tyle burżuazja i proletariat, ile klasa, która płaci podatki i klasa która z nich żyje.

"Zanik państwa" i jego zastąpienie przez swobodną artykulację mechanizmów społecznych jest tym, co nosiło miano feudalizmu.

Współczesne państwo nie jest wozownią dla olimpijskich kwadryg ani stajnią dla wojennych rumaków: jest zespołem żłobow dla płacących podatki jucznych bydląt.


autor: Nicolas Gomez Davila
tlumaczenie: Krzysztof Urbanek



Hitler i Heidegger - konwersacja

Oto jak według Pana Tomasza Gabisia mogłaby wyglądać rozmowa pomiędzy Hitlerem i Heideggerem:

Znajomy zachęcał mnie do przeczytania Rozmów niedokończonych z ks. prof. Tadeuszem Guzem z lat 2006–2007 (Wydawnictwo Sióstr Loretanek, Warszawa 2012). Kartkując pożyczoną od niego książkę natrafiłem na następujące zdanie: „Było też swego czasu tak, że Hitler się zastanawiał, czy na ministra propagandy powołać Goebbelsa czy Martina Heideggera i ostatecznie zdecydował się na wybór Goebbelsa” (str.294). Skąd ks. profesorowi uchodzącemu za znawcę filozofii niemieckiej przyszła do głowy myśl tak niedorzeczna, że po zdobyciu władzy, obsadzając najważniejsze stanowiska w rządzie kanclerz Adolf Hitler mógł zastanawiać się, kto bardziej będzie się nadawał na stanowisko ministra propagandy: zasłużony stary towarzysz partyjny , niezwykle sprawny agitator i doświadczony organizator walki polityczno-propagandowej czy oderwany od życia, apolityczny filozof, nie mający przed 1933 rokiem żadnych związków z ruchem narodowosocjalistycznym? Wątpliwe, czy Hitler w ogóle kiedykolwiek słyszał o Heideggerze. Przypomnijmy tu też, że w 1933 roku ostro atakowali filozofa intelektualiści związani z narodowym socjalizmem np. wybitny psycholog Erich Jaensch nazwał go „niebezpiecznym schizofrenikiem”, „niemieckim talmudystą”, który otacza „banały pozorem istotności”, zaś jego pisma określił jako „świadectwa psychopatologii”. Narodowosocjalistyczny teoretyk pedagogiki Eugen Krieck zarzucił Heideggerowi, że „nie potrafi pisać po niemiecku, ponieważ nie potrafi myśleć po niemiecku”, swoja sławę zawdzięcza „żydowskiej propagandzie” a jego filozofia to przejaw nihilizmu w rodzaju tego jaki „propagują żydowscy literaci”, który prowadzi do wewnętrznego rozkładu narodu niemieckiego. Oskarżył go też o to, że pragnie z powrotem „przyprowadzić naród niemiecki pod opiekuńcze skrzydła Kościoła”. Wykrywano u niego „myślenie scholastyczne”, co było wówczas bardzo poważnym zarzutem. Do ministra oświaty Rusta trafiały anonimy w rodzaju: „w partii z różnych stron słychać ostrzeżenia przed osobą profesora Heideggera” . Gdyby jednak Hitler zechciał mimo wszystko odbyć z Heideggerem rozmowę kwalifikacyjną, to mogłaby ona wyglądać tak oto:

Hitler: Sehr geehrter Herr Professor Heidegger, w jaki sposób, będąc ministrem propagandy, zamierza Pan zapoznawać naród z Prawdą głoszoną przez partię i rząd?

Heidegger: Mein Führer, pytanie o istotę prawdy wyłania się z pytania o prawdę istoty. Pytanie o istotę prawdy rozumie zrazu istotę jako co-tość , czyli quidditas lub rzecz-ość , czyli realitas, prawdę zaś jako znamię poznania. Pytanie o prawdę istoty rozumie istotę czasownikowo jako istoczenie i – pozostając jeszcze wewnątrz przedstawiania właściwego metafizyce – myśli w tym słowie bycie jako panującą różnicę bycia i bytu. Prawda oznacza tu czyniące prześwit skrywanie jako podstawowy rys bycia. Pytanie o istotę prawdy znajduje swą odpowiedź w zdaniu: Istota prawdy to prawda istoty, istoczenia.

Hitler: Wunderbar, Herr Professor, ale czy mógłby Pan bliżej wyjaśnić tę kwestię?

Heidegger: Oczywiście, mein Führer, otóż prawda istoty, prawda istoczenia, czyniące prześwit skrywanie jest istotą, to znaczy pozwala istoczyć się zgodności między poznaniem i bytem. Odpowiedź na pytanie o istotę prawdy to wieść o zwrocie wewnątrz dziejów bycia . Ponieważ do bycia należy czyniące prześwit skrywanie, pierwotnie zjawia się ono w świetle skrywającego wycofania.

Hitler: Czy to znaczy, że prawda ta jest prawdą o bycie?

Heidegger: Jawohl, mein Führer, metafizyka – to dzieje tej prawdy. Orzeka ona, czym jest byt, gdy ujmuje pojęciowo bytość bytu. Pod bytością bytu, metafizyka myśli bycie, jednakże o prawdzie bycia nie jest przy takim sposobie myślenia zdolna myśleć. Wszędzie metafizyka porusza się w obszarze prawdy bycia, która pozostaje dla niej nieznanym i niezgłębionym podłożem. Jeśli jednak przyjąć, że nie tylko byt wywodzi się z bycia, lecz że również i na sposób bardziej jeszcze pierwotny bycie samo spoczywa w swojej prawdzie, zaś prawda bycia istoczy się jako bycie prawdy, wówczas trzeba koniecznie pytać, czym jest metafizyka u swego podłoża. Pytając tak, musi się myśleć metafizycznie, ale zarazem musi się też myśleć z podłoża metafizyki, to znaczy już nie metafizycznie. Takie pytanie jest w istotnym sensie dwuznaczne.

Hitler: Czyż jednak każde adekwatne do przedmiotu pytanie nie jest już pomostem ku odpowiedzi?

Heidegger: Znakomicie Pan to uchwycił mein Führer, tak, istotne odpowiedzi są zawsze jedynie ostatnim krokiem w pytaniach. Ten wszakże jest niewykonalny bez długiego szeregu kroków pierwszych i następnych. Ta usilność w pytaniu nadaje nośność istotnej odpowiedzi. Istotna odpowiedź jest zaledwie zaczątkiem pewnej odpowiedzialności. W niej pytanie powróci, bliższe źródeł. Dlatego pytań rzetelnych odpowiedź znaleziona nie unieważnia.

Hitler: To by oznaczało, że stale musimy pytać o bycie, nicht wahr?

Heidegger: To, co po prostu inne wobec wszelkiego bytu, jest nie-bytem. Lecz to Nic istoczy się jako bycie. Zbyt pochopnie sprzeniewierzamy się myśleniu, jeśli tak tanio oceniamy Nic jako po prostu nic nie znaczące, i przyrównujmy do czegoś nieistotnego. Zamiast ulegać takiemu nadmiernemu pośpiechowi i próżnej przenikliwości i odrzucać wieloznaczną zagadkowość Nic, trzeba się nam uzbroić w swoiście jedyną gotowość doświadczenia w Nic przestronności tego, co wszelkiemu bytowi poręcza bycie. To jest bycie samo.

Hitler: Jednakże bez bycia, którego otchłanną, lecz nie rozwiniętą jeszcze istotę podaje nam Nic w trwodze istotnej, wszelki byt tkwiłby w niebyciu.

Heidegger: Tak, lecz i ono również, jako opuszczenie przez bycie także nie jest nic nie znaczącym Niczym, skoro tylko przynależy do prawdy bycia, że nie istoczy się ono nigdy bez bytu i że nigdy też nie ma bytu bez bycia.

Hitler: Teraz wszystko doskonale zrozumiałem. Nie wiem tylko, czy kiedy zaprezentuje Pan swoje myśli na łamach „Völkischer Beobachter”, towarzysze partyjni, nie mówiąc o zwykłych Volksgenossen, to zrozumieją. Zastanowię się nad Pańską kandydaturą, drogi Profesorze Heidegger i dam Panu znać.

Heidegger: Heil Hitler!

poniedziałek, 20 stycznia 2020

Nicolas Gomez Davila i etyka

Ci, którzy usprawiedliwiają swą podłość, podając się za "ofiary okoliczności" są doktrynalnymi socjalistami.
Socjalizm jest filozofią cudzej winy.

Wykorzenienie nałogu albo usuwanie wady jest jedyną rozrywką, ktora nam pozostała.

Moralna subtelność zabrania sobie rzeczy, na które pozwala innym.

Nikt nie jest nieodpowiedzialny ani za to, co robi, ani za to co sądzi.

Doskonałość jest punktem, w którym łączy się to, co możemy zrobić, i to co chcemy zrobić, z tym co powinniśmy zrobić.

Głupiec nie zadowala się łamaniem normy etycznej: stara się by przekraczanie normy stało się nową normą.

Nie znam takiego grzechu, który - dla szlachetnej duszy - nie jest swą własną karą.

Moralna doskonałość polega na poczuciu, że nie możemy zrobić tego, czego nie powinniśmy robić.
Etyka osiąga swój szczyt tam, gdzie reguła wydaje się wyrazem osoby.

Ten, kto ma zwyczaj myśleć jedynie o tym co robi, wydaje się dziecinny temu, kto ma zwyczaj myśleć o tym, co myśli.

Aby wyjść poza etykę, trzeba nieść ją ze sobą.

Jeżeli nie jesteśmy spadkobiercami duchowej tradycji, która objaśniałaby doświadczenie życiowe, nie uczy nas ono niczego.

Etyka, która nie nakazuje wyrzeczeń, jest zbrodnią przeciwko godności, do której powinniśmy aspirować, i przeciwko szczęściu, które możemy osiągnąć.

Natura ludzka jest kategorią aksjologiczną.
Człowiek jest powinnością, której człowiek zwykł się sprzeniewierzać.

Uskarżajmy się nie na podłoże, na którym wyroślismy, lecz na roślinę, jaką jesteśmy.

Ból ociosuje, lecz wyłącznie etyczny konflikt kształci.

Ludzie dzielą się na tych, którzy komplikują sobie życie, aby zdobyć duszę, i na tych, którzy trwonią duszę, aby ułatwić sobie życie.

Dzisiaj nazywa się "zdrowym rozsądkiem" nie protestowanie przeciwko niegodziwości.

Uśmiech, z jakim świnia słucha tego, kto krytykuje błoto!

To, co nie wydaje się godne człowieka, zwykło być godne prawie wszystkich ludzi.

Każdy spełniony obowiązek reprezentuje ten sam poziom doskonałości etycznej, ale nie każdy ma tę samą rangę.
Nawet bohaterskiej śmierci nadaje rangę bóstwo, za które się umiera.

Sztywny moralizm stępia wrażliwość etyczną.

W dobrze urodzonych duszach zasady są naturalizowane.

Dzisiaj dokłada się wszelkich starań, by przebaczenie stało się zaprzeczeniem zaistnienia grzechu.

To co doskonałe, bierze się nie z bycia posłusznym określonym normom, lecz z pewnego sposobu postrzegania którejś z nich.

Tłumaczenie: Kszysztof Urbanek

Nicolas Gomez Davila o prawie

Tyrania jednostek jest bardziej pożądana niż despotyzm prawa, gdyż tyran jest podatny na zranienie, a prawo - jest bezosobowe.

Prawo jest zarodkiem terroru.

Konające społeczeństwa walczą z historią za pomocą praw - jak rozbitkowie z falami za pomocą okrzyków.
Krótkotrwały zamęt.

Reformowanie społeczeństwa za pomocą praw jest marzeniem nieostrożnego obywatela i dyskretnym wstępem do wszelkiej tyranii.
Prawo jest albo jurydyczną formą zwyczju, albo zamachem na wolność.

Pierwsza rewolucja wybuchła, gdy jakiemuś glupcowi przyszło do głowy, że prawo można wymyślić.

Demokratyczne trybunały sprawiają, że drży oskarżony - a nie - winny.

Wolnym społeczeństwem jest nie to, które ma prawo wybrać tego, kto nim rządzi, lecz to, które wybiera tego, kto ma prawo nim rządzić.

Prawa mnożą się tam, gdzie prawość jest rzadka.

Umierające społeczeństwa gromadzą prawa jak konający ludzie - lekarstwa.

Prawo to najprostszy sposób sprawowania tyrnii.

Kiedy tyranem jest bezosobowe prawo, współczesny człowiek sądzi, że jest wolny.

Ciepło ludzkie w społeczeństwie zmniejsza się w miarę, jak doskonali się prawodawstwo.

Gdzie przyspieszają zmiany społeczne i rośnie anonimowość, tam zwyczaje - synowie czasu i czujności sąsiadów - kruszeją i giną.
Jako że zwyczaje są mechanizmem regulującym między prawem a etyką, ich zanik powoduje, że bezbronna naga świadomość staje w obliczu państwa.
Z drugiej strony, ponieważ szybkie zmiany społeczne i miejska anonimowość wykorzeniają i wymazują jednostkę, społeczeństwo, które powierza indywidualnej świadomości wydawanie wyroków w najtrudniejszych sprawach, tworzy jednostki najmniej zdolne do formułowania tych wyroków.

Tłumaczenie: Kszysztof Urbanek

Porażka i zwycięstwo według Nicolasa Gomeza Davili

Przed straszliwą aprobatą imbecyli przeznaczenie chroni tylko obrońców przegranych spraw.

Dialektyka likwiduje heroiczne wybory, gdyż tym, co prowadzi do utożsamienia się ze prawą, jest nie jej gatunek, lecz pewność zwycięstwa.

Naiwny szuka przyczyn zwycięstwa pośród ułomności przegranej sprawy, tymczasem to nikczemność sprawy zazwyczaj jest prawdziwym źródłem jej triumfu.

Klęska szlachetnej sprawy bolałaby znacznie mniej, gdyby nie sprawiała tak wielkiej radości imbecylom.

Kto doprowadza do upadku szlachetną sprawę ten jest prawdziwym przegranym.

Pokonany powinien pocieszać się nie potencjalnym odwetem historii, lecz samą wspaniałością swej sprawy.

Kto nie wątpi w wartość sprawy, nie potrzebuje jej zwycięstwa.
 Wspaniałość sprawy jest jego triumfem.

Sukces nie jest kategorią aksjologiczną.

Marność każdego zwycięstwa nie jest warta tego, byśmy brudzili się cechami które są wymagane do jego odniesienia.

Zdolni zgadzają się na własne upodlenie, aby odnieść zwycięstwo.
A kończą przegrywając, gdyż znikczemnieli.

Historyczne znaczenie jakiegoś człowieka rzadko jest zgodne z jego wewnętrzną naturą.
Historia jest pełna zwycięskich głupców.

Reakcjonistą jest ten, kto nie jest gotów płacić za swoje zwycięstwo każdej ceny.

W naszych czasach jedynym aktem nobilitacyjnym jest klęska.

Nie wszyscy przegrani są przyzwoici, ale wszyscy przyzwoici są przegrani.



Tłumaczenie: Krzysztof Urbanek

środa, 15 stycznia 2020

Beyond sakkayaditthi or you are not the person!




SAKKĀYA

Sakkāya is pañc'upādānakkhandhā (Majjhima v,4 <M.i,299>), and may conveniently be translated as 'somebody' or 'person' or, abstractly, 'personality'. See PARAMATTHA SACCA, also for what follows.


An arahat (while alive—that is, if we can speak of a 'living arahat') continues to be individual in the sense that 'he' is a sequence of states (Theragāthā v. 716)[**] distinguishable from other arahanto (and a fortiori from individuals other than arahanto). Every set of pañcakkhandhā[a]—not pañc'upādānakkhandhā in the arahat's case—is unique, and individuality in this sense ceases only with the final cessation of the pañcakkhandhā at the breaking up of the arahat's body. But a living arahat is no longer somebody or a person, since the notion or conceit '(I) am' has already ceased. Individuality must therefore be carefully distinguished from personality,[b] which is: being a person, being somebody, being a subject (to whom objects are present), selfhood, the mirage 'I am', and so on. The puthujjana is not able to distinguish them—for him individuality is not conceivable apart from personality, which he takes as selfhood. The sotāpanna is able to distinguish them—he sees that personality or 'selfhood' is a deception dependent upon avijjā, a deception dependent upon not seeing the deception, which is not the case with individuality—, though he is not yet free from an aroma of subjectivity, asmimāna. The arahat not only distinguishes them but also has entirely got rid of all taint of subjectivity—'he' is individual but in no way personal. For lack of suitable expressions (which in any case would puzzle the puthujjana) 'he' is obliged to go on saying 'I' and 'me' and 'mine' (cf. Dīgha i,9 <D.i,202>; Devatā Samy. iii,5 <S.i,14>[14]). Individuality where the arahat is concerned still involves the perspective or orientation that things necessarily adopt when they exist, or are present, or are cognized; and for each individual the perspective is different. Loss of upādāna is not loss of point of view. See RŪPA and remarks on manasikāra in NĀMA.


Sakkāyaditthi (Majjhima v,4 <M.i,300>) is sometimes explained as the view or belief (often attributed to a purely verbal misunderstanding)[c] that in one or other of the khandhā there is a permanent entity, a 'self'. These rationalized accounts entirely miss the point, which is the distinction (Khandha Samy. v,6 <S.iii,47>) between pañc'upādānakkhandhā (which is sakkāya) and pañcakkhandhā (which is sakkāyanirodha). To have ditthi about sakkāya is not an optional matter (as if one could regard sakkāya from the outside and form ditthi about it or not, as one pleased): sakkāya contains sakkāyaditthi (in a latent form at least) as a necessary part of its structure.[d] If there is sakkāya there is sakkāyaditthi, and with the giving up of sakkāyaditthi there comes to be cessation of sakkāya. To give up sakkāyaditthi, sakkāya must be seen (i.e. as pañc'upādānakkhandhā), and this means that the puthujjana does not see pañc'upādānakkhandhā as such (i.e. he does not recognize them—see MAMA [a] and cf. Majjhima viii,5 <M.i,511>). A puthujjana (especially one who puts his trust in the Commentaries) sometimes comes to believe that he does see pañc'upādānakkhandhā as such, thereby blocking his own progress and meeting with frustration: he cannot see what further task is to be done, and yet remains a puthujjana.


Footnotes:



[a] Past, future, and present, 'five aggregates': matter (or substance), feeling, perception, determinations, and consciousness.


[b] Taken in conjunction with what follows it, this evidently means 'A puthujjana must take good care to become a sotāpanna'. In other words, a purely intellectual distinction (i.e. without direct experience) is not possible. (This statement perhaps requires some modification to allow for the anulomikāya khantiyā samannāgato. One who is anulomikāya khantiyā samannāgato, though a puthujjana, is not at that time assutavā (through hearing the Dhamma he has some understanding, but he can still lose this and return to his former state). But to be anulomikāya khantiyā samannāgato it is by no manner of means enough to have studied the Suttas and to profess oneself a follower of the Buddha. See Anguttara VI,x,3-6 <A.iii,441-3> & CITTA. Anulomikāya khantiyā samannāgato may be translated 'endowed with acquiescence in conformity (scil. with the Dhamma)'; such an individual is not of contrary view to the Teaching, but does not actually see it for himself.).


[c] If avijjā were simply a matter of verbal misunderstanding, a maggot would be an arahat.


[d] The reader is referred to the passage (d) in the Preface, quoted from Blackham. It is not possible to lay too much stress on this point. See also DHAMMA [c], NIBBĀNA [a], & A NOTE ON PATICCASAMUPPĀDA §§24 & 25.

Nanavira Thera


Visākha, the Buddha said that these five holding aggregates are person [sakkaya]. MN 44

** "I was" is not for me, nor for me is "I shall be"
Determinations will un-be; therein what place for sighs?
Pure Arising of things, pure series of determinations -
For one who sees this as it is, chieftain, there is no fear.

Theragata 715/16




SN 22: 22“Bhikkhus, I will teach you the burden, the carrier of the burden, the taking up of the burden, and the laying down of the burden. Listen to that….
“And what, bhikkhus, is the burden? It should be said: the five aggregates subject to clinging. What five? The form aggregate subject to clinging, the feeling aggregate subject to clinging, the perception aggregate subject to clinging, the volitional formations aggregate subject to clinging, the consciousness aggregate subject to clinging. This is called the burden.
“And what, bhikkhus, is the carrier of the burden? It should be said: the individual (puggala) this venerable one of such a name and clan. This is called the carrier of the burden....

arahat - the individual [puggala] without personality [sakkaya]

puthujjana - the individual [puggala] with personality [sakkaya]

The dissolution of personality is followed always by a sense of great relief, as if a heavy burden has fallen off. Nisargadatta Maharaj



The way to truth lies through the destruction of the false. To destroy the false, you must question your most inveterate beliefs. Of these the idea that you are the body is the worst. With the body comes the world, with the world -- God, who is supposed to have created the world and thus it starts -- fears, religions, prayers, sacrifices, all sorts of systems -- all to protect and support the child-man, frightened out of his wits by monsters of his own making. Nisargadatta Maharaj:



You, as the person, imagine that the Guru is interested in you as a person. Not at all. To him you are a nuisance and a hindrance to be done away with. He actually aims at your elimination as a factor in consciousness.

*

You concentrate, you meditate, you torture your mind and body, you do all sorts of unnecessary things, but you miss the essential which is the elimination of the person.

*

M: Understand first that you are not the person you believe yourself to be. What you think yourself to be is mere suggestion or imagination. You have no parents, you were not born, nor will you die. Either trust me when I tell you so, or arrive to it by study and investigation. The way of total faith is quick, the other is slow but steady. Both must be tested in action. Act on what you think is true -- this is the way to truth.

*

Questioner: Before one can realise one's true nature need not one be a person? Does not the ego have its value?
Maharaj: The person is of little use. It is deeply involved in its own affairs and is completely ignorant of its true being. Unless the witnessing consciousness begins to play on the person and it becomes the object of observation rather than the subject, realisation is not feasible. It is the witness that makes realisation desirable and attainable.
Q: There comes a point in a person's life when it becomes the witness.
M: Oh, no. The person by itself will not become the witness. It is like expecting a cold candle to start burning in the course of time. The person can stay in the darkness of ignorance forever, unless the flame of awareness touches it.
Q: Who lights the candle?
M: The Guru. His words, his presence.


*

Once you realise that the person is merely a shadow of the reality, but not reality itself, you cease to fret and worry.

*

M: When you believe yourself to be a person, you see persons everywhere. In reality there are no persons, only threads of memories and habits. At the moment of realisation the person ceases.

*


M: The person is a very small thing. Actually it is a composite, it cannot be said to exist by itself. Unperceived, it is just not there. It is but the shadow of the mind, the sum total of memories. Pure being is reflected in the mirror of the mind, as knowing. What is known takes the shape of a person, based on memory and habit. It is but a shadow, or a projection of the knower onto the screen of the mind.

Q: The mirror is there, the reflection is there. But where is the sun?
M: The supreme is the sun.

*

M: All I know is that whatever depends, is not real. The real is truly independent. Since the existence of the person depends on the existence of the world and it is circumscribed and defined by the world, it cannot be real.
Q: It cannot be a dream, surely.
M: Even a dream has existence, when it is cognised and enjoyed, or endured. Whatever you think and feel has being. But it may not be what you take it to be. What you think to be a person may be something quite different.
Q: I am what I know myself to be.
M: You cannot possibly say that you are what you think yourself to be! Your ideas about yourself change from day to day and from moment to moment. Your self-image is the most changeful thing you have. It is utterly vulnerable, at the mercy of a passer by. A bereavement, the loss of a job, an insult, and your image of yourself, which you call your person, changes deeply. To know what you are you must first investigate and know what you are not. And to know what you are not you must watch yourself carefully, rejecting all that does not necessarily go with the basic fact: 'I am'. The ideas: I am born at a given place, at a given time, from my parents and now I am so-and-so, living at, married to, father of, employed by, and so on, are not inherent in the sense 'I am'. Our usual attitude is of 'I am this'. Separate consistently and perseveringly the 'I am' from 'this' or 'that', and try to feel what it means to be, just to be, without being 'this' or 'that'. All our habits go against it and the task of fighting them is long and hard sometimes, but clear understanding helps a lot. The clearer you understand that on the level of the mind you can be described in negative terms only, the quicker you will come to the end of your search and realise your limitless being.

*

Q: What exactly do you mean when you ask me to stop being a person?
M: I do not ask you to stop being -- that you cannot. I ask you only to stop imagining that you were born, have parents, are a body, will die and so on. Just try, make a beginning -- it is not as hard as you think.

*

Q: Why do you keep on dismissing the person (vyakti) as of no importance? Personality is the primary fact of our existence. It occupies the entire stage.
M: As long as you do not see that it is mere habit, built on memory, prompted by desire, you will think yourself to be a person -- living, feeling, thinking, active, passive, pleased or pained. Question yourself, ask yourself. 'Is it so?' 'Who am l'? 'What is behind and beyond all this?' And soon you will see your mistake. And it is in the very nature of a mistake to cease to be, when seen.


*

In the great mirror of consciousness images arise and disappear and only memory gives them continuity. And memory is material -- destructible, perishable, transient. On such flimsy foundations we build a sense of personal existence -- vague, intermittent, dreamlike. This vague persuasion: 'I-am-so-and-so' obscures the changeless state of pure awareness and makes us believe that we are born to suffer and to die.

*

Have your being outside this body of birth and death and all your problems will be solved. They exist because you believe yourself born to die. Undeceive yourself and be free. You are not a person.

*

M: I am calling you back to yourself. All I ask you is to look at yourself, towards yourself, into yourself.
Q: To what purpose?
M: You live, you feel, you think. By giving attention to your living, feeling and thinking, you free yourself from them and go beyond them. Your personality dissolves and only the witness remains. Then you go beyond the witness. Do not ask how it happens. Just search within yourself.

*

Q: How is it that in spite of so much instruction and assistance we make no progress?


M: As long as we imagine ourselves to be separate personalities, one quite apart from another, we cannot grasp reality which is essentially impersonal. First we must know ourselves as witnesses only, dimensionless and timeless centres of observation, and then realise that immense ocean of pure awareness, which is both mind and matter and beyond both.

Q: Whatever I may be in reality, yet I feel myself to be a small and separate person, one amongst many.
M: Your being a person is due to the illusion of space and time; you imagine yourself to be at a certain point occupying a certain volume; your personality is due to your self-identification with the body. Your thoughts and feelings exist in succession, they have their span in time and make you imagine yourself, because of memory, as having duration. In reality time and space exist in you; you do not exist in them. They are modes of perception, but they are not the only ones. Time and space are like words written on paper; the paper is real, the words merely a convention. How old are you?
Q: Forty-eight!
M: What makes you say forty-eight? What makes you say: I am here? Verbal habits born from assumptions. The mind creates time and space and takes its own creations for reality. All is here and now, but we do not see it.


*

Self-limitation is the very essence of personality.
Q: How can I become universal?
M: But you are universal. You need not and you cannot become what you are already. Only cease imagining yourself to be the particular. What comes and goes has no being. It owes its very appearance to reality. You know that there is a world, but does the world know you? All knowledge flows from you, as all being and all joy. realise that you are the eternal source and accept all as your own. Such acceptance is true love.
Q: All you say sounds very beautiful. But how has one to make it into a way of living?
M: Having never left the house you are asking for the way home. Get rid of wrong ideas, that is all. Collecting right ideas also will take you nowhere. Just cease imagining.
Q: It is not a matter of achievement, but of understanding.
M: Don't try to understand! Enough if you do not misunderstand. Don't rely on your mind for liberation. It is the mind that brought you into bondage. Go beyond it altogether. What is beginningless cannot have a cause. It is not that you knew what you are and then you have forgotten. Once you know, you cannot forget. Ignorance has no beginning, but can have an end. Enquire: who is ignorant and ignorance will dissolve like a dream. The world is full of contradictions, hence your search for harmony and peace. These you cannot find in the world, for the world is the child of chaos. To find order you must search within. The world comes into being only when you are born in a body. No body -- no world. First enquire whether you are the body. The understanding of the world will come later.
Q: What you say sounds convincing, but of what use is it to the private person, who knows itself to be in the world and of the world?
M: Millions eat bread, but few know all about wheat. And only those who know can improve the bread. Similarly, only those who know the self, who have seen beyond the world, can improve the world. Their value to private persons is immense, for they are their only hope of salvation. What is in the world cannot save the world; if you really care to help the world you must step out of it.
Q: But can one step out of the world?
M: Who was born first, you or the world? As long as you give first place to the world, you are bound by it; once you realise, beyond all trace of doubt that the world is in you and not you in the world, you are out of it. Of course your body remains in the world and of the world, but you are not deluded by it.

*

M: You speak as a person, limited in time and space, reduced to the contents of a body and a mind. What you like, you call 'natural' and what you dislike, you call 'accidental'.

*

Just as light destroys darkness by its very presence, so does the absolute destroy imagination. To see that all knowledge is a form of ignorance is itself a movement of reality. The witness is not a person. The person comes into being when there is a basis for it, an organism, a body. In it the absolute is reflected as awareness. Pure awareness becomes self-awareness. When there is a self, self-awareness is the witness. When there is no self to witness, there is no witnessing either. It is all very simple; it is the presence of the person that complicates. See that there is no such thing as a permanently separate person and all becomes clear.

*

Q: All you say sounds beautifully convincing. yet my feeling of being just a person in a world strange and alien, often inimical and dangerous, does not cease. Being a person, limited in space and time, how can I possibly realise myself as the opposite; a de-personalised, universalised awareness of nothing in particular?
M: You assert yourself to be what you are not and deny yourself to be what you are. You omit the element of pure cognition, of awareness free from all personal distortions. Unless you admit the reality of chit, you will never know yourself.
Q: What am I to do? I do not see myself as you see me. Maybe you are right and I am wrong, but how can I cease to be what I feel I am?
M: A prince who believes himself to be a beggar can be convinced conclusively in one way only: he must behave as a prince and see what happens. Behave as if what I say is true and judge by what actually happens. All I ask is the little faith needed for making the first step. With experience will come confidence and you will not need me any more. I know what you are and I am telling you. Trust me for a while.

*

Q: Kindly allow me to come back to my first question. How does the error of being a person originate?
M: The absolute precedes time. Awareness comes first. A bundle of memories and mental habits attracts attention, awareness gets focalised and a person suddenly appears. Remove the light of awareness, go to sleep or swoon away -- and the person disappears. The person (vyakti) flickers, awareness (vyakta) contains all space and time, the absolute (avyakta) is.

*

You realise that the person you became at birth and will cease to be at death is temporary and false. You are not the sensual, emotional and intellectual person, gripped by desires and fears. Find out your real being. What am l? is the fundamental question of all philosophy and psychology. Go into it deeply.

*

Q: What makes me limited and superficial?
M: The total is open and available, but you will not take it. You are attached to the little person you think yourself to be. Your desires are narrow, your ambitions -- petty. After all, without a centre of perception where would be the manifested? Unperceived, the manifested is as good as the unmanifested. And you are the perceiving point, the non-dimensional source of all dimensions. Know yourself as the total.

*

You are not what you think yourself to be, I assure you. The image you have of yourself is made up from memories and is purely accidental.

*

You have never been, nor shall ever be a person. Refuse to consider yourself as one. But as long as you do not even doubt yourself to be a Mr. S0-and-so, there is little hope. When you refuse to open your eyes, what can you be shown?

*

Q: And no trace remains of the person?
M: A vague memory remains, like the memory of a dream, or early childhood. After all, what is there to remember? A flow of events, mostly accidental and meaningless. A sequence of desires and fears and inane blunders. Is there anything worth remembering? The person is but a shell imprisoning you. Break the shell.
Q: Whom are you asking to break the shell? Who is to break the shell?
M: Break the bonds of memory and self-identification and the shell will break by itself. There is a centre that imparts reality to whatever it perceives. All you need is to understand that you are the source of reality, that you give reality instead of getting it, that you need no support and no confirmation. Things are as they are, because you accept them as they are. Stop accepting them and they will dissolve. Whatever you think about with desire or fear appears before you as real. Look at it without desire or fear and it does lose substance. Pleasure and pain are momentary. It is simpler and easier to disregard them than to act on them.

*

M: First you create a world, then the 'I am' becomes a person, who is not happy for various reasons. He goes out in search of happiness, meets a Guru who tells him: 'You are not a person, find who you are'. He does it and goes beyond.
Q: Why did he not do it at the very start?
M: It did not occur to him. He needed somebody to tell him.

*

The person may be conscious, but is not aware of being conscious. It is completely identified with what it thinks and feels and experiences. The darkness that is in it is of its own creation. When the darkness is questioned, it dissolves. The desire to question is planted by the Guru. In other words, the difference between the person and the witness is as between not knowing and knowing oneself.


*

Q: How does the person come into being?


M: Exactly as a shadow appears when light is intercepted by the body, so does the person arise when pure self-awareness is obstructed by the 'I-am-the-body' idea. And as the shadow changes shape and position according to the lay of the land, so does the person appear to rejoice and suffer, rest and toil, find and lose according to the pattern of destiny.



*

Step back from action to consciousness, leave action to the body and the mind; it is their domain. Remain as pure witness, till even witnessing dissolves in the Supreme.


Imagine a thick jungle full of heavy timber. A plank is shaped out of the timber and a small pencil to write on it. The witness reads the writing and knows that while the pencil and the plank are distantly related to the jungle, the writing has nothing to do with it. It is totally super-imposed and its disappearance just does not matter. The dissolution of personality is followed always by a sense of great relief, as if a heavy burden has fallen off.



*

Q: An individual with a weak sense of personality -- is he nearer self-realisation?


M: Take the case of a young child. The sense of 'I-am' is not yet formed, the personality is rudimentary. The obstacles to self knowledge are few, but the power and the clarity of awareness, its width and depth are lacking. In the course of years awareness will grow stronger, but also the latent personality will emerge and obscure and complicate. Just as the harder the wood, the hotter the flame, so the stronger the personality, brighter the light generated from its destruction.



*

M: Nothing is wrong with you, but the ideas you have of yourself are altogether wrong. It is not you who desires, fears and suffers, it is the person built on the foundation of your body by circumstances and influences. You are not that person. This must be clearly established in your mind and never lost sight of. Normally, it needs a prolonged sadhana, years of austerities and meditation.
Q: My mind is weak and vacillating. I have neither the strength nor the tenacity for sadhana. My case, is hopeless.
M: In a way yours is a most hopeful case. There is an alternative to sadhana, which is trust. If you cannot have the conviction born from fruitful search, then take advantage of my discovery, which I am so eager to share with you. I can see with the utmost clarity that you have never been, nor are, nor will be estranged from realty, that you are the fullness of perfection here and now and that nothing can deprive you of your heritage, of what you are. You are in no way different from me, only you do not know it. You do not know what you are and therefore you imagine your self to be what you are not. Hence desires and fear and overwhelming despair. And meaningless activity in order to escape. Just trust me and live by trusting me. I shall not mislead you. You are the Supreme Reality beyond the world and its creator, beyond consciousness and its witness, beyond all assertions and denials. Remember it, think of it, act on it. Abandon all sense of separation, see yourself in all and act accordingly. With action bliss will come and, with bliss, conviction. After all, you doubt yourself because you are in sorrow. Happiness, natural, spontaneous and lasting cannot be imagined. Either it is there, or it is not. Once you begin to experience the peace, love and happiness which need no outer causes, all your doubts will dissolve. Just catch hold of what I told you and live by it.
Q: You are telling me to live by memory?
M: You are living by memory anyhow. I am merely asking you to replace the old memories by the memory of what I told you. As you were acting on your old memories, act on the new one. Don't be afraid. For some time there is bound to be a conflict between the old and the new, but if you put yourself resolutely on the side of the new, the strife will soon come to an end and you will realise the effortless state of being oneself, of not being deceived by desires and fears born of illusion.

*

Q: So, there is no need to worship, to pray, to practice Yoga?
M: A little of daily sweeping, washing and bathing can do no harm. Self-awareness tells you at every step what needs be done. When all is done, the mind remains quiet.
Now you are in the waking state, a person with name and shape, joys and sorrows. The person was not there before you were born, nor will be there after you die. Instead of struggling with the person to make it become what it is not, why not go beyond the waking state and leave the personal life altogether? It does not mean the extinction of the person; it means only seeing it in right perspective.


*

Q: By his grace I shall be made happy, powerful and peaceful.
M: What ambitions! How can a person limited in time and space, a mere body-mind, a gasp of pain between birth and death, be happy? The very conditions of its arising make happiness impossible. Peace, power, happiness, these are never personal states, nobody can say ‘my peace’, ‘my power’ -- because ‘mine’ implies exclusivity, which is fragile and insecure.

*


M: Realisation is of the fact that you are not a person. Therefore, it cannot be the duty of the person whose destiny is to disappear. Its destiny is the duty of him who imagines himself to be the person. Find out who he is and the imagined person will dissolve. Freedom is from something. What are you to be free from? Obviously, you must be free from the person, you take yourself to be, for it is the idea you have of yourself that keeps you in bondage.

Q: How is the person removed?
M: By determination. Understand that it must go and wish it to go -- it shall go if you are earnest about it. Somebody, anybody, will tell you that you are pure consciousness, not a body-mind. Accept it as a possibility and investigate earnestly. You may discover that it is not so, that you are not a person bound in space and time. Think of the difference it would make!
Q: If I am not a person, then what am I?
M: Wet cloth looks, feels, smells differently as long as it is wet. When dry it is again the normal cloth. Water has left it and who can make out that it was wet? Your real nature is not like what you appear to be. Give up the idea of being a person, that is all. You need not become what you are anyhow. There is the identity of what you are and there is the person superimposed on it. All you know is the person, the identity -- which is not a person -- you do not know, for you never doubted, never asked yourself the crucial question -- ‘Who am I’. The identity is the witness of the person and sadhana consists in shifting the emphasis from the superficial and changeful person to the immutable and ever-present witness.
Q: How is it that the question ‘Who am I’ attracts me little? I prefer to spend my time in the sweet company of saints.
M: Abiding in your own being is also holy company. If you have no problem of suffering and release from suffering, you will not find the energy and persistence needed for self-enquiry. You cannot manufacture a crisis. It must be genuine.
Q: How does a genuine crisis happen?
M: It happens every moment, but you are not alert enough. A shadow on your neighbour’s face, the immense and all-pervading sorrow of existence is a constant factor in your life, but you refuse to take notice. You suffer and see others suffer, but you don’t respond.

*


The person should be carefully examined and its falseness seen; then its power over you will end. After all, it subsides each time you go to sleep. In deep sleep you are not a self-conscious person, yet you are alive. When you are alive and conscious, but no longer self-conscious, you are not a person anymore. During the waking hours you are, as if, on the stage, playing a role, but what are you when the play is over? You are what you are; what you were before the play began you remain when it is over. Look at yourself as performing on the stage of life. The performance may be splendid or clumsy, but you are not in it, you merely watch it; with interest and sympathy, of course, but keeping in mind all the time that you are only watching while the play -- life -- is going on.



*

M: To insist, to resist, are contained in the will to be. Remove the will to be and what remains? Existence and non-existence relate to something in space and time; here and now, there and then, which again are in the mind. The mind plays a guessing game; it is ever uncertain; anxiety-ridden and restless. You resent being treated as a mere instrument of some god, or Guru, and insist on being treated as a person, because you are not sure of your own existence and do not want to give up the comfort and assurance of a personality. You may not be what you believe yourself to be, but it gives you continuity, your future flows into the present and becomes the past without jolts. To be denied personal existence is frightening, but you must face it and find your identity with the totality of life.

*


M: As long as you take yourself to be a person, a body and a mind, separate from the stream of life, having a will of its own, pursuing its own aims, you are living merely on the surface and whatever you do will be short-lived and of little value, mere straw to feed the flames of vanity. You must put in true worth before you can expect something real. What is your worth?

Q: By what measure shall I measure it?
M: Look at the content of your mind. You are what you think about. Are you not most of the time busy with your own little person and its daily needs? The value of regular meditation is that it takes you away from the humdrum of daily routine and reminds you that you are not what you believe yourself to be. But even remembering is not enough -- action must follow conviction. Don't be like the rich man who has made a detailed will, but refuses to die.
Q: Is not gradualness the law of life?
M: Oh, no. The preparation alone is gradual, the change itself is sudden and complete. Gradual change does not take you to a new level of conscious being. You need courage to let go.

*


M: All attributes are personal. The real is beyond all attributes.


Unlike in puthujjana's medicine in the Dhamma only an individual without personality is healthy. For the individual with mamy personalities see here

niedziela, 28 kwietnia 2019

Empty is the world

“It is, Ānanda, because it is empty of self and of what belongs to self that it is said, ‘Empty is the world.’ SN 35: 85


M: All you need to do is to cease taking yourself to be within the field of consciousness.

Q: Within the field of consciousness there is your body ...

M: Of course. But the idea "my" body as different from other bodies is not there. To me it is "a body" not "my body", " a mind", not "my mind".
*

Q: When you say: clear and empty, what do you mean?

M: I mean free of all contents. To myself I am neither perceivable nor conceivable; there is nothing I can point out and say: 'this I am'. You identify yourself with everything so easily, I find it impossible. The feeling: 'I am not this or that, nor is anything mine' is so strong in me that as soon as a thing or a thought appears, there comes at once the sense 'this I am not'.

Q: Do you mean to say that you spend your time repeating 'this I am not, that I am not'?

M: Of course not. I am merely verbalizing for your sake.
*
You are not of the world, you are not even in the world.
*
Once you realise that there is nothing in this world which you can call your own, you look at it from outside, as you look at play on the stage, or a picture on the screen.
*
Just look and remember, whatever you perceive is not you, nor yours. It is there in the field of consciousness, but you are not the field and it's contents, not even knower of the field.
*
Discover all you are not. Body, feelings, thoughts, ideas, time and space, being and not being, this or that - nothing concrete or abstract you can point out to is you.
*
Do understand it clearly - whatever you may perceive, you are not what you perceive.
*
As long as you imagine yourself to be something tangible and solid, a thing among things, actually existing in time and space, short-lived and vulnerable, naturally you will be anxious to survive and increase ...
*
You are nothing that you are conscious of.
*
Realise yourself as away from all that can be pointed out as "this" or "that". You are unreachable by any sensory experience or verbal construction. Turn away from them. Refuse to impersonate.
*
It is your idea that you must be something or other, that binds you.
*
See that you are not what you believe yourself to be. Fight with all strength at your disposal against the idea that you are namable and describable. You are not. Refuse to think of yourself in terms of this or that.
*
All your problems arise because you have defined and therefore limited yourself. When you don't think yourself to be " this" or "that", all conflict ceases. Any attempt to do something about your problems is bound to fail, for what is caused be desire and fear can be undone only in freedom from desire. You have enclosed yourself in time and space, squeezed yourself into the span of a life-time and volume of a body and this created the innumerable conflicts of life and death, pleasure and pain, hope and fear. You cannot be rid of problems without abandoning illusions.
M - Nisargadatta Maharaj
**
 I sit down in a room, quiet and half dark and watch the act of breathing - the bodily sensation of air touching the tip of the nose: I experience sensing the bodily sensation at an interval of space. I can place the bodily sensation in space as sensed from the direction in which I am. But when I follow that direction back and look for the "I", then I am no longer there, but in another place, I have no place in space. I see and sense space and the "things" in it from a place where I am not. Space is complete without "I" and there is no room for "I" in space at all. This I call the inner vertigo.
Nanamoli Thera