Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Staff. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Staff. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 grudnia 2015

Odtrącony od życia ...

Odtrącony od życia zwycięskiej biesiady,
W zadumie dni swe pędzę, w samotności skryty.
Z codziennymi troskami odbywam narady,
I co dzień klęsk bezbarwnych plon zbieram obfity.

Lecz los, który mi przypadł, mądry jest i słuszny
I sprawiedliwe wszystko, co wziąłem w udziele,
Bo nie zrozumiesz nigdy, człecze małoduszny,
Ile pereł znajduję w swym szarym popiele.

Leopold Staff

czwartek, 26 czerwca 2014

Nuda spróchniałych zębów głodnego żebraka


List Leopolda Staffa do Ostapa Ortwina

[24 kwietnia 1900 roku]
Lwów,  d.   dwudziestego  któregoś. 
Kochany chłopcze!
Pozwól   sobie   powiedzieć,   że   krew   bezczynu   płynie w Twoich żyłach, czyli przetłomaczywszy na język prozy, jesteś leń. Że też nie możesz się zabrać do napisania kilku słów. Już to ja jestem daleko skorszy w odpowiadaniu na twoje listy... Nie piszę tego gwoli wywyższenia mojej nicości, lecz iżby cnota chrześcijańska tryumfowała jawnie i sprawiedliwie. A bacz, iżbyś nie nadużył cierpliwości mojej  i gniewu mego nie zbudził, jako iż mógłbym czarami dziwnej mocy, którą mędrek niektóry „telepatyją" zowie, zesłać na duszę twoją męki wyrzutów sumienia, jako milczeniem swoim w nirwanę podłą wtrącasz człeka niektórego, co umiera w nudach i melankolii, i ledwo patrzeć, jak w „smantny" i „tanskny" cyprys się przemieni... A czarne myśli przychodzą mi do głowy, które jeno w przeklętej cieplarni onego nieczystego dekadenta Materlenka róść winne.
Nuda  spróchniałych  zębów  głodnego  żebraka.  —  Zapach kamfory w pokoju chorej  na  fluksję  dewotki. — Zgrzyt pilnika dentysty w zębach hipopotama. — Usta murzynów ociekające krwią zjedzonych misjonarzy, itp. niecne zmory. A wiedz, iż napisałem dramat w 3 aktach pt. Powieść o włosach,  w  którym  cudów  dokazuje  Krasnoroda,  kapłanka boru świętego, i który, jak tuszę, taki aplauz obudzi,  że  wdzięczny  naród  wieszczowi  swemu   w   podziękę wystawić każe posąg... woskowy w panoptikum.  Nie ma tylko nikogo, komu bym go czytał i kto by po każdym odczytanym akcie głową kiwał... (mniejsza o to, czy z zachwytu, czy ze śpiączki), a jeszcze w ruch nie puszczono tz. Gedichtzuhorerautomat [automat do słuchania wierszy].


Twoja wdowa.

Leopold Staff, W kręgu literackich przyjaźni. Listy, oprac. Jadwiga Czachowska, Irena Maciejewska, Państwowy Instytut Wydawniczy 1966, s. 39-40.

czwartek, 19 czerwca 2014

Życiopluj melancholijny pospolity


List Leopolda Staffa do Ostapa Ortwina

Lwów. 26 czerwca 1900 roku
Nuże! kochany chłopie! trzeba zebrać porządnie duszę w garść i za kark psią krew melancholię. Człowiek widzi, że to życie — od którego się tyle i tak niezwykłych rzeczy żąda i wymaga, a kiedy mu ani w myśli ziszczać je, zaczyna się kląć i chmurzyć, i pluć — że to życie przecie samo dla siebie jest dość ładnym i pożądanym celem. Niech sobie Leconte de Lisle psioczy, że „męka myślenia i hańba, żeś człowiek", jest jedynym Twoim udziałem. Psiakrew, bresze sobaka, wierzaj mi! Mam przykład na Mieciu [Wierzchleyskim], który też należy do gromady „życiopluj melancholijny pospolity", a teraz przecie widzi, że trzeba się tylko z innego punktu patrzeć, żeby to najgorsze w nieco różowszych wydawało się barwach. Już to dalibóg niezbyt wielką konsekwencją odznacza się nasza filozofia! Nauczyliśmy się za starym durniem Diogenesem powtarzać, że suma szczęścia zwiększa się z rosnącym brakiem potrzeb. A wiesz, jak wygląda nasze życie? Oto jest to list pięknie zaadresowany, który ma iść tysiące, tysiące mil; naturalnie trzeba go ofrankować. Więc nalepiamy marki, marki i marki, że w końcu list tak zalepiony markami, że nie widać adresu. Taki list może iść wszędzie, bo ma tyle marek, że mu na Marsa wystarczy, ale właśnie dlatego nie może iść nigdzie. Choć zdaje mi się, że w tej przypowieści powiedziałem największe głupstwo. Do stu diabłów, to banalne, ale prawdziwe, że człowiek ma w sobie wszystko. Im więcej aspiracji i żądań, tym więcej sposobów do wydobycia największych skarbów i szczęścia: wierz mi, Diogenes był najgłupszym z filozofów, jak mój dzisiejszy list jest najgłupszym z listów.



Poldek
[Dopisek I] O życiu Mięcia rozstrzygnie czwartek. Dotychczas groźny stan nie zmieniony.
[Dopisek II] Wkrótce napiszę ci porządny list. —
Leopold Staff, W kręgu literackich przyjaźni. Listy, oprac. Jadwiga Czachowska, Irena Maciejewska, Państwowy Instytut Wydawniczy 1966, s. 44-45.

poniedziałek, 10 marca 2014

Sprzeczność


Lądy dzikiego piękna, morza triumfalne,
Lwie pustynie, dziewicze lasy, mleczne drogi,
Lodowiska, wulkany, zorze borealne,
Bohaterowie, święci, poeci, półbogi!

A przy tych cudach widnych duchowi i oku
Obrazy pełne wstrętu, szkarady, ohydy:
Ścierwo zdechłego kota gnijące w rynsztoku
I nędza, co w barłogu swoim bije gnidy.

Do wzniosłej grozy życia podziwem nawykły,
Którego żadna klęska ni cios nie ostudzi,
Chwalę mgławicę gwiezdną i pył kurzu nikły,
Bo codzienność, jak boskość, jednaki lęk budzi.

Leopold Staff

wtorek, 21 maja 2013

Kochać i tracić



Kochać i tracić, pragnąć i żałować,
Padać boleśnie i znów się podnosić,
Krzyczeć tęsknocie "precz!" i błagać: "prowadź!"
Oto jest życie: nic, a jakże dosyć...
Zbiegać za jednym klejnotem pustynie,
Iść w toń za perłą o cudu urodzie,
Ażeby po nas zostały jedynie
Ślady na piasku i kręgi na wodzie.
Leopold Staff

Los mój ścigać, śledzić błędne chmury

Los mój ścigać, śledzić błędne chmury,
Co się po niebie wodzą jak wędrowne owce,
Zazdrościć lotu ptakom mknącym przez lazury,
Kochać cyprys żałobny i płonne jałowce;

Słuchać szmeru, co w pustkach o traw trąca struny,
Koczować w gór spalonych surowej pogodzie
I dziczejąc samotnym sercem, jak piołuny,
Gorycz swych westchnień w wiatrów rozwiewać swobodzie.

Leopold Staff

Po latach

Po długich latach pierwszy raz
Idę jesienną tą aleją.
Jak mija czas, jak mija czas.

Pożółkłe liście lip się chwieją
I drży na ścieżce modry cień.
Z dwu stron dwa rzędy pni czernieją.

Na ławkę, o stuletni pień
Wspartą, rzuciłem nagle okiem...
Tutaj siedzieliśmy w ów dzień...

Przeszedłem mimo szybkim krokiem.

Leopold Staff

Tak mi zaśpiewał wiatr...

Tak mi zaśpiewał wiatr jesienny w polu:
"Skąd to powracasz, samotny wędrowcze,
Siewco tęsknoty a żniwiarzu bólu?

Gdzież twe spojrzenia bystre, wywiadowcze,
Coś nimi ścigał po nieb wysokości
Skrzydła swych marzeń i chmur runa owcze?

Wzrok twój przybity, bladość w twarzy gości
Kędyż znikł dawny płomień w oku twojem?"
"O, wietrze! - rzekłem. - Uszedłem miłości!

Z pęt się wyrwałem, które się powojem
Zdając, są kajdan twardymi ogniwy!
Burzą trawiłem się, mrąc nieukojem!

Wracam wyzwoleń z niewoli straszliwej!
Z męki kochania, z katuszy okrutnej
Uniosłem serce!" - "Więc jesteś szczęśliwy'"

"O, wietrze! Jestem szczęśliwy - i smutny..."

Leopold Staff

Rzeczywistość

Niewiara w miłość ma się wstydzi:
Oczy mi skrywa róż dwulistkiem.
Bowiem to, czego się nie widzi,
Istnieje przecie przede wszystkiem.

Szczęście przemija, jak dym ginie,
Nikną ułudy mgliste kraje.
Rzeczywistością jest jedynie
To, co po wszystkim pozostaje.

Leopold Staff

Odys

Niech cię nie niepokoją
Cierpienia twe i błędy.
Wszędy są drogi proste
Lecz i manowce wszędy.

O to chodzi jedynie,
By naprzód wciąż iść śmiało,
Bo zawsze się dochodzi
Gdzie indziej, niż się chciało.

Zostanie kamień z napisem:
Tu leży taki i taki.
Każdy z nas jest Odysem,
Co wraca do swej Itaki.

Leopold Staff