Chciałbym wam opowiedzieć teraz o Historii znajomego mego, co Nazywał się Wiesio P. Ponadto trzeba wiedzieć jeszcze, że Kobieta oprócz Wiesia wchodzi w grę Niejaka Marysia D. Aktualnie Wiesio wisi Już z powodu tej Marysi Mieszkała obok niego vis-a-vis Więc czasem po sąsiedzku do jej drzwi Zapukał - Swój! - Wiesio P. Czas jakiś trwała sytuacja ta Aż kiedyś przyniósł kwiaty, fiołki dwa Niejakiej Marysi D. Aktualnie Wiesio wisi Już z powodu tej Marysi Nie muszę już dodawać chyba, że W Marysi się zakochał Wiesio P. I mawiał: - Ja kocham cię! Inna by powiedziała wtedy, że: - Wiesiu P. pieść mnie, pieść mnie! - ale nie Niejaka Marysia D. Aktualnie Wiesio wisi Już z powodu tej Marysi Nie chciała Wiesia P. Marysia D. Mówiła: - Wiesiu P. ja nie chcę cię! Wiesiu P. uspokój się! Więc Wiesio poszedł sobie w ciemny las W lesie powiesił się na jakiś czas Jak dotąd wiemy, że... ...Aktualnie Wiesio wisi Wciąż z powodu tej Marysi Minuta ciszy!
Pokochanie innej osoby dowodzi zmęczenia samotnością: jest więc tchórzostwem i zdradą wobec samego siebie (jest rzeczą najwyższej wagi, abyśmy nikogo nie kochali). Fernando Pessoa
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zembaty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zembaty. Pokaż wszystkie posty
sobota, 29 listopada 2014
Maciej Zembaty - Wiesio P.
Towarzyszu Stalin
Tu w ojczyźnie pięknej i cudownej Którą kiedyś tworzył bój i trud Ułożyliśmny radosną piosnkę Jej bohater to nasz wielki wódz Cóż znaczę przy was towarzyszu Stalin W językoznawstwie wy wiedziecie prym Cóż ja radziecki więzień i zesłaniec Żeby trockista no żeby chociaż Żyd. Do wszystkich błędów z początku się przyznałem Etapem szedłem by spotkać swój zły los Bo wam ufałem towarzyszu Stalin Choć nawet sobie nie ufałem ni za grosz Za co ten wyrok po prawdzie nie wiem wcale Lecz prokurator rację widać miał I oto siedzę w Turuchańskim Kraju Tu gdzie was przecież kiedyś trzymał car To deszcz to grad to śnieżek pada sobie Powoli w tajdze mija dzień za dniem Wy potraficie z iskry wzniecić płomień Ja przy ognisku wątłym grzeję się Podobno w Kremlu cierpicie na bezsenność Bezssenność wodzów my nie znamy jej Na twardych pryczach śpimy snem kamiennym Widać problemów mamy od was mniej W żołnierskim płaszczu i w leninowskiej czapce Kroczycie dzielnie na czele prostych mas Tymczasem my rąbiemy drzewa w tajdze I często gęsto wióry lecą z nas W Moskwie muzeum wasze własne już otwarto Sam Isakowski ody pisze wam A tutaj czasem czyta nam Petrarkę Poeta więzień Oska Mandlesztam Wczoraj umarło tutaj właśnie dwóch marksistów Nikt ich zbyt dobrze nie znał jakby co Pierwszy podobno był rewizjonistą A drugi ot po prostu ni pri czom Stu lat wam życzę towarzyszu Stalin Choćbym miał zdechnąć wam nie życzę źle Im kraj nasz więcej produkuje stali Tym lej na sercu i na duszy lżej
Maciej Zembaty
W prosektorium najprzyjemniej jest nad ranem
W prosektorium najprzyjemniej jest nad ranem
Gdy szarzeje za oknami pierwszy świt
W oświetleniu tym korzystnie
Wyglądają starsze panie
A i panom nie brakuje wtedy nic
Oczywiście kiedy całkiem się rozjaśni
Pewne braki wyjdą na jaw tu i tam
Lecz na razie póki wszystko
Widać jeszcze niewyraźnie
Triumfuje dumne piękno ludzkich ciał
W prosektorium najweselej jest nad ranem
Później także tam wesoło , ale mniej
Świeży uśmiech opromienia
Tak poważne kiedyś twarze
A niektórzy szczerze szczerzą ząbki swe
Tylko jeden - ten co leży pierwszy z brzegu
Nie uśmiecha się bo głowy nie ma już
Lecz udziela mu się nastrój
Wytwarzany przez kolegów
W martwym ciele nadal mieszka zdrowy duch
W prosektorium najzabawniej jest nad ranem
Czasem spadnie coś ze stołu - czasem ktoś
Po czymś takim następuje
Ożywienie zrozumiałe
Krótkotrwałe bo dzień wstaje jak na złość
Jasny dzień ma swoje różne jasne strony
Lecz ja jednak mimo wszystko twierdzę, że
W prosektorium najprzyjemniej
Moim zdaniem jest nad ranem
Zresztą sami przekonacie o tym się
Gdy szarzeje za oknami pierwszy świt
W oświetleniu tym korzystnie
Wyglądają starsze panie
A i panom nie brakuje wtedy nic
Oczywiście kiedy całkiem się rozjaśni
Pewne braki wyjdą na jaw tu i tam
Lecz na razie póki wszystko
Widać jeszcze niewyraźnie
Triumfuje dumne piękno ludzkich ciał
W prosektorium najweselej jest nad ranem
Później także tam wesoło , ale mniej
Świeży uśmiech opromienia
Tak poważne kiedyś twarze
A niektórzy szczerze szczerzą ząbki swe
Tylko jeden - ten co leży pierwszy z brzegu
Nie uśmiecha się bo głowy nie ma już
Lecz udziela mu się nastrój
Wytwarzany przez kolegów
W martwym ciele nadal mieszka zdrowy duch
W prosektorium najzabawniej jest nad ranem
Czasem spadnie coś ze stołu - czasem ktoś
Po czymś takim następuje
Ożywienie zrozumiałe
Krótkotrwałe bo dzień wstaje jak na złość
Jasny dzień ma swoje różne jasne strony
Lecz ja jednak mimo wszystko twierdzę, że
W prosektorium najprzyjemniej
Moim zdaniem jest nad ranem
Zresztą sami przekonacie o tym się
Autor tekstu: nieznany
Subskrybuj:
Posty (Atom)