niedziela, 30 września 2012

Animitta samadhi Maha Moggallany

 
… Tu przyjaciele, kiedy przebywałem samotnie na odosobnieniu, w moim umyśle powstała refleksja, taka oto: „Jest powiedziane: 'koncentracja umysłu bez znaków, koncentracja umysłu bez znaków'. Czym jest ta koncentracja umysłu bez znaków?” Wtedy przyjaciele, pojawiło mi się: „Tu, przez brak skierowania uwagi na wszystkie znaki, mnich wkracza i trwa w koncentracji umysłu bez znaków”.

Wtedy, przyjaciele, przez brak skierowania uwagi na wszystkie znaki, wkroczyłem i trwałem w koncentracji umysłu bez znaków. Gdy tak w tym trwałem, moja świadomość podążyła za znakami.Wtedy, przyjaciele, Zrealizowany pojawił się przy mnie za pomocą nadnaturalnych mocy i rzekł do mnie: „Moggallano, Moggallano, nie bądź niedbały, braminie, odnośnie koncentracji umysłu bez znaków. Ustabilizuj twój umysł w koncentracji umysłu bez znaków, zjednocz twój umysł w koncentracji umysłu bez znaków, skoncentruj twój umysł w koncentracji umysłu bez znaków”.

Wtedy, przy późniejszej okazji przez brak skierowania uwagi na wszystkie znaki, wkroczyłem i trwałem w koncentracji umysłu bez znaków.

Jeżeli, przyjaciele, ktoś miałby słusznie o kimś powiedzieć: „Jest on uczniem, który osiągnął wielkość bezpośredniej wiedzy przy pomocy Nauczyciela”, to o mnie ten ktoś mógłby słusznie to powiedzieć.
SN 40: 9

Paticcasamuppada - wypisy i komentarze 14



Mnisi, ja nie spieram się ze światem, raczej to świat spiera się ze mną. Ogłaszający Dhammę nie spiera się z nikim w świecie. O tym, na co mądrzy ludzie w świecie zgadzają się, że jest nieistniejące, ja również mówię, że jest nieistniejące. A o tym, na co mądrzy ludzie w świecie zgadzają się, że jest istniejące, o tym ja również mówię, że jest istniejące. A co to jest, mnisi, na co mądrzy ludzie w świecie zgadzają się, że jest nieistniejące, i ja również mówię, że jest nieistniejące? Materia, uczucie, percepcja, determinacje, świadomość co byłyby trwałe, stabilne, wieczne, nie będące podmiotem zmiany; o tym mądrzy ludzie w świecie zgadzają się, że jest nieistniejące, i ja również mówię, że jest nieistniejące. A co to jest, mnisi, na co mądrzy ludzie w świecie zgadzają się, że jest istniejące, i ja również mówię, że jest istniejące? Materia, uczucie, percepcja, determinacje, świadomość co nietrwałe, cierpieniem i podmiotem zmiany; na to mądrzy ludzie w świecie zgadzają się, że jest istniejące, ja również mówię, że jest istniejące. SN 22:94

Ignorancja we w/p jawi się jako fałszywa wiedza i niestety do „zwykłej” ignorancji z jaką musiał się zmagać puthujjana 2500 lat temu, od tego czasu doszło całkiem sporo nowej fałszywej wiedzy. Stało się tak z powodu błędnych interpretacji Nauki Buddy, które zgodnie z jego przepowiednią zaczęły się pojawiać jakieś 2000 lat temu, a które z li tylko interpretacji awansowały na obowiązujące wykładnie w poszczególnych buddyjskich szkołach. Jak już wcześniej zauważyliśmy zajęcie błędnego stanowiska niesłychanie utrudnia zrozumienie Dhammy, gdyż wpierw musimy wrócić do punktu zerowego i wycofując się z błędu zrozumieć, że nie rozumiemy Nauki Buddy i dopiero z tego miejsca możemy zrobić jakiś progres ku właściwemu zrozumieniu.

Jedną z takich błędnych interpretacji jest idea, że rzeczy w rzeczywistości nie istnieją. Jak widzimy z powyższej Sutty, taka idea jest zupełnie Buddzie obca, przekaz Buddy jest jasny: rzeczy jak najbardziej istnieją, tyle że są nietrwałe. No dobrze, powie ktoś, wielokrotnie tu podkreślano, że Nauka Buddy jest bardzo trudna do zrozumienia, ale, że rzeczy są nietrwałe to my wszyscy dobrze wiemy, więc w czym trudność? Może ta Sutta to tylko Hinayana a najgłębsze Nauki Buddy są właśnie o tym, że rzeczy nie istnieją? Z pewnością ta Sutta należy do Hinayany, bo taką właśnie nazwę mahajaniści nadali Suttom Kanonu Palijskiego. Tyle, że nawet mahajaniści przyznają, iż Sutta ta pochodzi wprost od Buddy …

Z jaką interpretacją musi się zmierzyć uczeń mahajany? Otóż oprócz tego, że Hinayana to pośledni wehikuł Dhammy, inna interpretacja jest taka, że Hinayana to jedyna prawdziwa Nauka Buddy i że mahajaniści tak naprawdę jej nie zrozumieli, dlatego odczuwali potrzebę wymyślenia swoich interpretacji.

Wracając do nietrwałości, to, że wszyscy zdajemy sobie sprawę, iż rzeczy są nietrwałe, nie jest bynajmniej taką oczywistością. Tajemnica puthujjany polega na tym, że ma on osobiste poczucie wieczności – oczywiście mówimy tu o głębokim poziomie emocjonalnym. Przykładowo, jak zauważył Freud, nieświadomość, choć rozpoznaje śmiertelność innego, całkowicie i absolutnie odmawia uznania własnej śmiertelności. Nie powinno nas to dziwić, jak wiemy - czy jak wierzymy – jest element nie-determinowany, i puthujjana niejako dziedziczy to poczucie trwałości od nie-zrodzonego. Możemy powiedzieć, że „ja” jest cieniem absolutu … Tyle, że aby ten cień padał, tworząc samsaryczne zniewolenie, musi być on wspomagany przez proces zawłaszczenia i identyfikacji: „To moje, tym jestem, to moje ja”. I tu jest pies pogrzebany, gdyż, za „ja” nie może być wzięte nic nietrwałego, wieczne nie może się identyfikować z nietrwałym. A jednak do takiej identyfikacji dochodzi. W jaki sposób? To rola ignorancji, która zniekształca percepcję i pozwala brać nietrwałe jako trwałe. Przebicie się przez ignorancję i rozpoznanie na poziomie emocjonalnym nietrwałości rzeczy wstrzymuje proces identyfikacji i puthujjana rozpoznając, że do tej pory był ofiarą upadana, przestaje być puthujjaną. Dalsza kontemplacja nietrwałości pięciu agregatów objętych utrzymywaniem wiedzie do usunięcia asmimana – wyobrażenia „jestem” - co samo w sobie jest nibbaną.

Jakie jest zatem niebezpieczeństwo utrzymywania idei o nieistnieniu rzeczy? Oto fragment listu siostry Vajiry w którym pisze do Nanaviry Thery:

Twój beznamiętny opis namarupa i viniany sprawił, że pojęłam iż byłam niezdolna usunąć zabarwienia namiętności wobec rzeczy – gdy w tym samym czasie odmawiałam im istnienia (lub bardziej precyzyjnie, ponieważ odmawiałam im istnienia). Nie wiem jak mogłam utrzymać się w tym położeniu tak długi czas. (…).

Jak widzimy, w przypadku siostry Vajiry utrzymywanie błędnej idei o nieistnieniu rzeczy było wielką przeszkodą w prawidłowym zrozumieniu Dhammy. Jednak, gdy stała się zdolna do wycofania ze swego stanowiska, udało jej się uzyskać wgląd we w/p. Dalej pisze ona: „Nie muszę mówić, że zagadnienie pańcakkhanda było nie jednym z wielu, lecz najważniejszym. Twoja interpretacja cetana jako intencja i znaczenie, co dla mnie było na antypodach, irytowało, także dopiero ostatni twój list zmusił mnie do zajęcia się tym tematem, do tej pory odsuwałam to na bok. Połączenia cetana/sankhara uszło mojej uwadze (…). teraz widzę sprawę jasno, choć oczywiście nie we wszystkich implikacjach. W ten sposób podmiot jest usunięty z doświadczenia i pancakkhanda może funkcjonować poza upadana. Zatem zagadnienie jest rozwiązane. Straciłam wymiar myśli, przynajmniej w takim stopniu by pojąć tą sprawę, tj, moje własne upadana”.

„Straciłam wymiar myśli” - Jeżeli przyjmiemy cogito ergo sum jako właściwie opisujące doświadczenie puthujjana, to wgląd we w/p musi się wiązać z doświadczeniem, gdzie formuła cogito ..., zostaje rozpoznana jako fundamentalny i fatalny błąd. W każdym razie dobrze jest sobie zdawać sprawę, że pojawienie się oka Dhammy, nie jest jednorazowym doświadczeniem, to trwała zmiana w postrzeganiu rzeczywistości.

sobota, 29 września 2012

Animitta - modlitwa czysta

 
Aby się naprawdę modlić, trzeba osiągnąć beznamiętność, uwolnić się od wszelkich myśli, zwłaszcza od tych, które podsuwa demon popędliwości:
Skoro Mojżesz, kiedy chciał podejść do krzewu gorejącego na ziemi, był powstrzymywany, aż zdjął sandały z nóg, to dlaczego ty, pragnąc ujrzeć Tego, który przewyższa wszelką myśl i wszystkie zmysły, i chcąc stać się Jego rozmówcą, nie miałbyś wyzbyć się wszelkich namiętnych myśli?
Co więcej, trzeba, żeby umysł był wolny od wszel­kich wspomnień i wyobrażeń, które mogą go rozpra­szać: „Zabiegaj o to, by w czasie modlitwy twój umysł był głuchy i niemy, a będziesz się mógł modlić". Prawdziwa bowiem modlitwa, to „modlitwa bez rozproszeń",  którą Ewagriusz nazywa również „modlitwą czystą". Zakłada ona brak jakichkolwiek wyobrażeń i kształtów nadawanych Bogu: „Kiedy się modlisz, nie nadawaj w myślach kształtów temu, co Boskie, ani też nie pozwól, by twój umysł ukształtował się według jakiejś formy, ale jako niematerialny przystąp do tego, co niematerialne, a zrozumiesz”.

Antoine Guillaumont, U źródeł monastycyzmu chrześcijańskiego, t. 1,

Nie będziesz mógł modlić się w sposób czysty, jeśli jesteś wypełniony materialnymi rzeczami i oddajesz się ciągłym troskom. Modlitwa bowiem jest odsunięciem wyobrażeń.

I jeden jest rodzaj modlitwy: obcowanie umysłu z Bogiem, które zachowuje umysł pozbawiony obrazu. Umysł zaś nazywam pozbawionym obrazu, który w czasie modlitwy nic cielesnego sobie nie wyobraża.

Szczęśliwy umysł, który w czasie modlitwy osiągnął doskonały stan uwolnienia od wyobrażeń.

Modlitwa jest stanem umysłu, niszczycielką wszelkiego ziemskiego wyobrażenia.

tronem Boga jest czysty umysł.

Nie nadawaj w sobie kształtu temu co Boskie kiedy się modlisz, a zrozumiesz.

Przyczyną zbłąkania umysłu jest próżna chwała, przez nią poruszany umysł usiłuje opisać Bóstwo za pomocą kształtów i figur.

Nie zobaczy umysł miejsca Boga w sobie samym, jeśli nie stanie ponad wszystkie myśli /pozostające/ przy rzeczach /zmysłowych/. Nie stanie zaś ponad nie jeśli nie wyzuje się z namiętności, które wiążą go za pomocą wyobrażeń z rzeczami zmysłowymi. A namiętności usunie się przez cnoty, natomiast myśli – przez duchową kontemplację …

To „miejsce” Boga nazywa ono /Pismo/ także „widzeniem pokoju”, przez co ktoś widzi w sobie ów pokój, który „przewyższa wszelki umysł i strzeże naszych serc”.

Tak jak nie można w zmąconej wodzie dojrzeć swojej twarzy, tak również umysł nie będzie mógł zobaczyć Pana jakby w zwierciadle, nie zaprowadziwszy wewnątrz porządku i nie oczyściwszy duszy z cielesnych namiętności.

Umysł nie może posunąć się naprzód ani nie uskuteczni owej pięknej migracji, i nie może przebywać w krainie /bytów/ bezcielesnych, jeśli nie doprowadzi do ładu swego wnętrza, bowiem niepokój o sprawy domowe sprowadza go zwykle tam skąd wyszedł.

Życie monastyczne spełnia się nie tylko w oddzieleniu się ascety od świata rzeczy, ale prowadzi do oddzielenia się umysłu od świata myśli.

Wypowiedzi Ewargiusza z Pontu na temat modlitwy czystej wziąłem z interesującej książki „Anachoreza w pismach Ewagriusza z Pontu” której autorem jest Leon Nieścior. Ostatnia sentencja pochodzi właśnie od niego.

Współczucie Maha Kassapy

 
Tak usłyszałem. Przy pewnej okazji Zrealizowany mieszkał w Rajagaha w Bambusowym Gaju w Sanktuarium Wiewiórek. Wtedy czcigodny Maha Kassapa podszedł do Zrealizowanego, złożył mu hołd i usiadł z boku. Zrealizowany odezwał się do niego: „Jesteś teraz stary, Kassapo, i te starte łachmany z konopi muszą być dla ciebie kłopotliwe. Zatem powinieneś nosić szaty oferowane przez gospodarzy, Kassapo, akceptować posiłki dawane na zaproszenia i mieszkać blisko mnie”.

„Przez długi czas, czcigodny panie, byłem mieszkańcem lasu i chwaliłem mieszkanie w lesie; byłem noszącym łachmany i chwaliłem noszenie łachmanów; byłem używającym trzech szt i chwaliłem używanie (tylko) trzech szat; byłem o paru pragnieniach i chwaliłem ograniczanie pragnień; byłem zadowolony i chwaliłem zadowolenie; byłem odosobniony i chwaliłem samotność; byłem odłączony od społeczności i chwaliłem odłączenie od społeczności; byłem energiczny i chwaliłem wzmożenie energii”.

„Widząc jaką korzyść, Kassapo, przez długi czas byłeś mieszkańcem lasu i chwaliłeś mieszkanie w lesie; byłeś noszącym łachmany i chwaliłeś noszenie łachmanów; byłeś używającym trzech szt i chwaliłeś używanie trzech szat; byłeś o paru pragnieniach i chwaliłeś ograniczanie pragnień; byłeś zadowolony i chwaliłeś zadowolenie; byłeś odosobniony i chwaliłeś samotność; byłeś odłączony od społeczności i chwaliłeś odłączenie od społeczności; byłeś energiczny i chwaliłeś wzmożenie energii?”

„Widząc dwie korzyści, czcigodny panie. Widzę dla siebie tutaj i teraz przyjemne przebywanie i mam współczucie dla przyszłych pokoleń, myśląc: 'Niech ci z przyszłych pokoleń pójdą za moim przykładem!' Gdyż kiedy usłyszą, 'Oświeceni uczniowie Buddy byli przez długi czas mieszkańcami lasu i chwalili mieszkanie w lesie; byli noszącymi łachmany i chwalili noszenie łachmanów; byli używającymi trzech szat i chwalili używanie trzech szat; byli o paru pragnieniach i chwalili ograniczenie pragnień; byli zadowoleni i chwalili zadowolenie; byli odosobnieni i chwalili samotność; byli odłączeni od społeczności i chwalili odłączenie od społeczności; byli energiczny i chwalili wzmożenie energii', wtedy odpowiednio do tego będą praktykować, i to doprowadzi do ich dobra i szczęścia przez długi czas'. Widząc te dwie korzyści, czcigodny panie, przez długi czas byłem mieszkańcem lasu i chwaliłem mieszkanie w lesie; byłem noszącym łachmany i chwaliłem noszenie łachmanów; byłem używającym trzech szt i chwaliłem używanie trzech szat; byłem o paru pragnieniach i chwaliłem ograniczanie pragnień; byłem zadowolony i chwaliłem zadowolenie; byłem odosobniony i chwaliłem samotność; byłem odłączony od społeczności i chwaliłem odłączenie od społeczności; byłem energiczny i chwaliłem wzmożenie energii”.

„Dobrze, dobrze Kassapo! Praktykujesz dla dobra i szczęścia wielu, ze współczucia dla świata, dla dobra, dobrobytu i szczęścia bogów i ludzi. Zatem Kassapo, noś starte łachmany, chodź na żebraczy obchód i mieszkaj w lesie".
SN 16: 5

Młodzi gniewni

 
'Impressive and depressing' ... Kenneth Haigh expresses Jimmy Porter's rage in the company of (left to right) Mary Ure, Alan Bates and Helena Hughes, during the first night's performance of Look Back in Anger at the Royal Court


Część mnie samego jest bardzo zazdrosna o wielką furię Jimmy Portera – Jak satysfakcjonującym jest oprzeć swe plecy tak akuratnie na męczącej hipokryzji tych którzy wyznaczyli siebie samych jako naszą starszyznę i elitę! (Przez całe moje życie słabo trzymałem język za zębami właśnie w tych momentach kiedy energiczny protest wydawał się tym co najbardziej potrzebne. Ale nigdy nie byłem zdolny uwierzyć w swój gniew, i odwrócić się plecami i odejść, to tylko jedna rzecz którą umiem zrobić). Część mnie, jak mówię, jest zielona z zazdrości o nadzwyczajną witalność Jimmy Portera – jego gniew jest usprawiedliwiony (tak zakładam) przez jego egzystencję. Ale czy Jimmy Porter kiedykolwiek spytał siebie czy jego egzystencja jest usprawiedliwiona?

Inna część mnie widzi, że moja egzystencja jest w pełni zbyteczna, i że zupełnie bez żadnej logicznej niespójności, mógłbym równie dobrze nie być.

Moja obecność w świecie a zatem a fortiori mój gniew (czy mój brak gniewu) są de trop. Tak długo jak istnieję będą okazje do gniewu (czy do wstrzemięźliwości); ale dlaczego istnieć? Natychmiastowa odpowiedź, oczywiście, że nie da się tu nic zrobić. Istniejemy i to jest koniec sprawy; wściekamy się gniewnie czy odwracamy swe plecy w milczeniu, au choix; w końcu to wszystko jedno (to jest, gdyby był jakiś koniec). Ale nie – jest droga wyjścia, jest sposób na zakończenie naszej egzystencji, jeśli tylko mamy odwagę zrezygnować z naszego hołubionego humanizmu.

Nanavira Thera

Męstwo rozpaczy

 
Filozofia egzystencjalna daje teoretyczne sformułowanie tego, co znajdujemy jako męstwo rozpaczy w sztuce i w literaturze. Heidegger w dziale Sein und Zeit „Byt i czas", które przedstawia samodzielne filozoficzne stanowisko, niezależnie od tego, co on sam na ten temat mógłby powiedzieć w wypowiedziach krytycznych i odwołaniach swych poglądów. Opisuje męstwo rozpaczy w filozoficznie ścisłych terminach. Starannie opracowuje pojęcia niebytu, skończoności, lęku, troski, konieczności umierania, winy, sumienia, „ja", uczestnictwa itd. Uczyniwszy to, analizuje zjawisko, które nazywa „stanowczość". Występujące tu słowo niemieckie Entschlossenheit zawiera symbolikę odmykania tego, co zamknęły lęk, konformizm i samo-wyobcowanie się. Skoro to wszystko zostanie odemknięte,człowiek uzyskuje zdolność działania, lecz nie według norm pochodzących od kogoś czy od czegoś. Nikt nie może nadać kierunku czynom „stanowczej" jednostki - żaden Bóg, żadne konwenanse, żadne prawa rozumu, żadne normy czy zasady. My sami musimy być sobą, sami musimy decydować, dokąd zmierzać. Wezwaniem dla nas jest nasza świadomość. Nie mówi ona niczego konkretnego, nie utożsamia się ani z głosem Boga, ani ze świadomością wiecznych zasad. Wzywa nas, byśmy powrócili do nas samych spośród zwykłego trybu zachowywania się przeciętnego człowieka, spośród codziennych rozmów, codziennej rutyny, z dostosowywania się będącego główną zasadą konformistycznego męstwa bycia jako część czegoś. Kiedy jednakże pójdziemy za tym wezwaniem, staniemy się nieuchronnie winni, nie ze względu na moralną słabość, lecz wskutek naszej egzystencjalnej sytuacji. Posiadłszy męstwo bycia sobą obarczamy się winą i stajemy wobec żądania zaakceptowania w sobie tej egzystencjalnej winy. Bezsensowi we wszystkich jego aspektach mogą stawić czoła jedynie ci, którzy akceptują lęk przed skończonością i przed winą. Nie istnieje żadna norma, żadne kryterium mówiące o tym, co dobre, a co złe. Śmiałość decyzji czyni dobrym to, co powinno być dobre. Jedną z historycznych funkcji Heideggera było doprowadzenie do końca egzystencjalistycznej analizy męstwa bycia sobą pełniej, niż to zrobił ktokolwiek inny, i - mówiąc w kategoriach historycznych - w sposób bardziej destruktywny.

Sartre wyciąga konsekwencje ze stanowiska Heideggera z wcześniejszego okresu jego twórczości, którego tenże w późniejszym okresie już nie akceptował. Jednakże można zapytać, czy Sartre miał prawo, biorąc rzecz historycznie, wyciągać takie wnioski. Było mu je łatwiej wyciągać niż Heideggerowi, gdyż za ontologią tego ostatniego kryje się mistyczne pojęcie bytu, które dla Sartre'a nie ma znaczenia. Sartre wyciągnął ostateczne wnioski z egzystencjalistycznych analiz Heideggera, odrzucając jego mistyczne zastrzeżenia. Dlatego właśnie stał się symbolem dzisiejszego egzystencjalizmu, którą to pozycję zawdzięcza nie tyle oryginalności swych podstawowych pojęć, co radykalizmowi, konsekwencji i psychologicznej adekwatności, z jaką doprowadza je do końca. Odsyłam tu przede wszystkim do jego zdania: „Istotą człowieka jest jego egzystencja". Sformułowanie to jak błysk światła oświetla całą egzystencjalistyczną scenę. Można by nazwać je najrozpaczliwszym i najodważniejszym zdaniem w całej egzystencjalistycznej literaturze. Nie mówi ono niczego ponad to, że nie istnieje żadna istota natury człowieka, a jedynie istotne jest to, że człowiek może czynić z siebie, co chce. Człowiek stwarza siebie tym, kim jest. Niczego nie otrzymuje, co by ograniczało jego twórczość. Istoty jego bytu - owego „dążenia do bycia", „obowiązku bycia" - nie stanowi coś, co człowiek odnajduje, on ją tworzy. On jest tym, kim się tworzy. A męstwo bycia sobą jest męstwem uczynienia z siebie tego, kim chce się być.
Tillich
Męstwo bycia s. 143-145
Tłumaczenie: Henryk Bednarek

Paticcasamuppada - wypisy i komentarze 13

 
Przyjacielu, choć jasno zobaczyłem jakim to rzeczywiście jest, z odpowiednią wiedzą: wygaszenie jest wstrzymaniem bhava, nie jestem arahatem, z wyczerpanymi skazami. SN 12:68

Wchodzący w strumień ma bezpośrednią wiedzę o wygaszeniu (nibbanie) ale oczywiście brak mu pełnej realizacji. Puthujjana nie widzi w/p i nie widzi nibbany. Jako, że w/p jest opisem doświadczenia puthujjany, możemy powiedzieć, że nie rozumie on sam siebie. Często można się spotkać z myśleniem: „Ach, jak trudno jest zrozumieć arahata”. To bez wątpienia trudne, ale skoro odstręcza nas trudność zrozumienia czegoś tak „tajemniczego” i „egzotycznego” jak nibbana, możemy podejść do Dhammy od strony puthujjany, gdyż jeżeli rzeczywiście zrozumiemy czym jest doświadczenie puthujjany, to automatycznie zobaczymy też nibbanę. Zacznijmy od ustalenia czy tłumaczenie słowa bhava jako istnienie jest poprawne. To może wydawać się trudnym, skoro nawet taki znawca Pali jak Bhikkhu Nanananda sam nie może się zdecydować i raz tłumaczy bhava jako egzystencja, a raz jako stawanie się*. Nie wspominając już o innych lingwistach, którzy choć bardziej spójni w swoich tłumaczeniach, ciągle różnią się między sobą w opinii, jak należy tłumaczyć to słowo. Gdyby problem był czysto lingwistyczny, człowiek nie znający zbyt dobrze Pali, byłby na straconej pozycji. Ale … No właśnie, Pali nie jest takim sobie zwykłym językiem, jest językiem opisującym Dhammę i praktycznie poprawne tłumaczenie z Pali nie jest możliwe bez zrozumienia Dhammy. By się przekonać, że tłumaczenie bhava jako „stawanie się” jest błędne (choć użycie takich słów jak egzystencja, byt, czy nawet jestestwo wydaje się dopuszczalne) proponuję następującą linię rozumowania. Co wiemy o nibbanie z Sutt?
1- Wiemy, że nibbana jest wstrzymaniem bhava.
2- Wiemy, że nibbana jest usunięciem wyobrażenia „jestem”.
To nas uprawnia do zrównania egzystencjalnego bhava = jestem. I teraz nie potrzebujemy już więcej znajomości Pali. To czego nam trzeba to odrobina inteligencji, by ustalić jakie słowo opisuje wyobrażenie „jestem”. Nawet, jeżeli jesteśmy puthujjaną i jesteśmy sceptyczni co do tego, że „jestem” jest li tylko wyobrażeniem, to bez wątpienia rozpoznamy u siebie postawę „jestem”. Otóż to, jestem i pytam się sam o siebie zdradzając pewien ontologiczny sceptycyzm: Jestem? Nie jestem? Czy też nie wątpiąc w siebie ale będąc sobą zainteresowany: Czym jestem? Jak jestem? Kiedy w liście zasugerowałem tą linię rozumowania czcigodnemu Nananandzie odpowiedział mi, że takich pytań nie powinno się zadawać i powołał się na Suttę M2, gdzie takie pytania zostały opisane jako niepoprawne skierowanie uwagi. Jak to skomentował czcigodny Mettavihari; „Twój korespondent nie zrozumiał, że starasz się mu coś powiedzieć”. Bez wątpienia czcigodny Nanananda ma rację i takich pytań, ten kto aspiruje do zrozumienia Dhammy, nie powinien stawiać. Ale … my na obecnym etapie zajmujemy się w/p pod kątem fenomenologicznym i nie interesuje nas co powinien puthujjana robić, ale tym co robi. A inteligentny puthujjana, zainteresowany jest przede wszystkim sobą, poznaniem siebie, wszelka inna wiedza jest dla niego drugorzędna:

Czas nosi w sobie piętno nieistotności, dopóki nie wypełni się jego odrażający nakaz, a mianowicie starość i śmierć. W Europie wszystko rozwiązuje się przez pracę, a ściślej przez służbę pracy. Wystarczy zajrzeć w przejście podziemne i zobaczyć to rojowisko tych zabieganych ludzi. Dokąd się śpieszą? To nie jest miałkie pytanie dotyczące śmierci lecz zdziwienie, że tak ważne jest dla nich to, co nieistotne. Poranne wstawanie, potem higiena rodzinna, środki komunikacji; osiem godzin pracy – przeważnie nieistotnej, nie należącej do egzystencji – potem zakupy, znów środki komunikacji, trochę – możliwie dalekiej od egzystencji – rozrywki, w najlepszym razie spółkowanie, i w końcu sen albo nocna bezsenność. Żyją w taki sposób, że w ogóle nie biorą udziału w swoim życiu, jednak to, co się z nimi dzieje, muszą wcześniej czy później uznać za to czym jest – za swoje życie. - Mnie dopiero na koniec udało się wydostać spod tego bezosobowego losu; moją największą przygodą jestem ja sam.  
Kertesz, Dziennik Galernika.

I my teraz tylko ustalamy jakie słowo jest synonimem „jestem”. I widzimy wyraźnie, że te pytania których puthujjana nie powinien sobie stawiać, ale bez wiedzy o Nauce Buddy sobie stawia, są pytaniami o jego istnienie, czy egzystencję, czy też byt – może nawet „jestestwo” Heideggera, ale w żadnym razie nie możemy egzystencjalnie zrównać dwóch pojęć, te pytania z pewnością nie są o stawanie się**. Współzależne powstanie jest opisem doświadczenia puthujjany i nie może omijać czegoś tak fundamentalnego jak postawa „jestem” - jeżeli oczywiście Budda był geniuszem, rzeczywiście Buddą, to musiał w swym opisie uwzględnić wszystko, a już na pewno fundamentalny fakt, przekonanie puthujjany o własnym istnieniu. I tak, jeżeli zrozumieliśmy, że bhava należy tłumaczyć jako istnienie i jesteśmy puthujjaną zainteresowanym swym własnym istnieniem, pojawia się nam nowa możliwość. Zamiast zadawać sobie pytania o których wspomina Sutta M 2, możemy zajrzeć do formuły w/p i zobaczyć od czego właściwie zależy istnienie, co jest jego niezbędnym warunkiem? Ten kto zobaczył, że istnienie jest nietrwałe, determinowane, powstałe współzależnie, nie zadaje już sobie pytań o przeszłość ani o przyszłość, a także nie ma żadnych wątpliwości co do stanu teraźniejszego. Zobaczył, czym jest doświadczenie puthujjany i nie ma wątpliwości że nibbana jest wstrzymaniem istnienia.

* Taka niespójność przy tłumaczeniu fundamentalnego terminu we w/p wyraźnie świadczy o pewnych barakach w zrozumieniu. Nie mniej, w samsarze trzeba bardzo uważać na dwie rzeczy: kogo się chwali i kogo się krytykuje. Głupiec sam sprowadza na siebie nieszczęście chwaląc tego komu należy się nagana i krytykując tego kogo powinno się chwalić, Dlatego muszę podkreślić, że wykazanie tej niespójności w myśleniu czcigodnego Nananandy nie jest bynajmniej negatywną rekomendacją dla jego kazań o Nibbanie. Te kazania są bardzo ciekawe i warto się z nimi zapoznać.

**Myślę, że to jest dobre miejsce, by przypomnieć sobie argumentację czcigodnego Nanamoli, dotyczącą tłumaczenia bhava:

Jak przetłumaczyć bhava w kontekście współzależnego powstawania? Czy powstawanie lub stawanie się to odpowiednie słowa? Generalnie argumentuje się przeciwko tłumaczeniu bhava jako istnienie, wskazując, że „istnienie” jest statyczne podczas gdy powstawanie podkreśla dynamizm procesu. Jednak zauważając, że stawanie się 1) nie oferuje rozwiązania gdyż słowniki informują nas, że „powstać” to oznacza zacząć „być”, to dodatkowo 2) słowo to całkowicie lekceważy hoti w sylogizmie np hoti tathagato parammaranam? (Czy Tathagata jest po śmierci?) i inne, rzadsze użycia hoti (bhavati) i pośrednio athi, nie włączając tego w kontekst w/p (współzależnego powstawania) dążąc raczej do podporządkowania w/p sylogistycznej logice niż na odwrót. 3) Jest niekompatybilne z (M131-134). Powstawanie sugeruje płynny ruch gdzie przyszłość „staje się” płynąc przez teraźniejszość przeszłością lub „przyszłe rzeczy” „stają się” obecnymi i dalej przeszłymi; podczas gdy to co ma się na uwadze i na co się wskazuje przez stałe i nieuniknione użycie słowa „być” pozostaje nieopisane. Dlatego argumentuję, że tłumaczenie (czy nawet interpretacja dla siebie samego) bhava jako „stawanie się” jest środkiem usypiającym pozostawiającym iluzję „istnienia” nienaruszoną. Wątpię by to było zamierzeniem Buddy. Nawet jeżeli tak jest, że „istnienie” implikuje trwałość, to poza filozoficznymi studiami nie ma to wpływu na zagadnienie; i jest tylko dodatkowym powodem do zmierzenia się z tym słowem.

niedziela, 23 września 2012

Praktyka Maha Kassapy

... Czcigodny Sariputta odezwał się do czcigodnego Kassapy tak: „Przyjacielu Kassapo, czcigodny Anuruddha przedstawił swoje zdanie. Teraz pytamy czcigodnego Kassapę: Przyjacielu Kassapo, Gosinga - las drzew sala jest uroczy, noc oświetlona światłem księżyca, wszystkie drzewa sala kwitną i unoszące się dookoła zapachy wydają się niebiańskie; zatem jaki rodzaj mnicha jest godny tego Gosinga - lasu drzew sala?” „Tu przyjacielu Sariputto, mnich sam mieszka w lesie i rekomenduje mieszkanie w lesie, sam jest zjadaczem wyżebranego jedzenia i rekomenduje zjadanie wyżebranego jedzenia, sam nosi porzucone łachmany i rekomenduje noszenie porzuconych łachmanów, sam używa trzech szat i rekomenduje używanie trzech szat, sam ma mało pragnień i rekomenduje ograniczenie pragnień, sam jest zadowolony i rekomenduje zadowolenie, sam jest odosobniony i rekomenduje odosobnienie, sam jest niestowarzyszony i rekomenduje niestowarzyszanie się, sam jest energiczny i rekomenduje energiczność, sam jest doskonały w cnocie i rekomenduje doskonałość cnoty, sam jest doskonały w koncentracji i rekomenduje doskonałość w koncentracji, sam jest doskonały w zrozumieniu i rekomenduje doskonałość zrozumienia, sam jest doskonały w wyzwoleniu i rekomenduje doskonałość wyzwolenia, sam jest doskonały w wiedzy i we wglądzie w wyzwolenie i rekomenduje doskonałość wiedzy i wglądu we wyzwolenie. Taki rodzaj mnicha jest godny tego Gosinga - lasu drzew sala”. M 32

Palinurusa obrona przed rozpaczą

Ciril Connolly

 
Palinurus to Ciryl Connolly, który wydawał intelektualny magazyn Horizon przez ostatnią wojnę. Pismo utrzymywało stały wysoki standard, gdy standardy wszędzie indziej się obniżały, ale przynosił straty i był utrzymywany przy życiu przez bogatego i niezainteresowanego patrona. Connolly jest ciekawy jako szczególnie wyrazisty przypadek rozpaczającego współczesnego europejczyka intelektualisty. (Drugim jest Camus) Stracił wiarę w religię (jego idee o Dhammie, którą stawia w szeregu z chrześcijaństwem, są całkiem błędne) a jednak nie widzi on nadziei poza religią. Connollemu posiadającemu tak samo wysoka kulturę jak Huxley brakuje misjonarskiego zacięcia Huxleya by zbawić ludzkość (na umiarkowaną skalę) przez mistycyzm dla nielicznych i meskalinę dla mas, i w konsekwencji nie widzi nic innego jak kontynuowanie systemu obronnego książka-kanapa-kąpiel. Bo tak poza wszystkim, Europa nie ma nic lepszego do zaoferowania niż rozpacz, z licznymi dość skutecznymi – ale ściśle czasowymi – środkami na przesłonięcie rozpaczy. Jedyna trwała obrona przed rozpaczą: sila-samadhi-pańńa – jest całkiem nieznana na Zachodzie (i, niestety! Staje się również nieznaną na Wschodzie).

Nanavira Thera

sobota, 22 września 2012

Życie w lesie

Braminie może się zdarzyć, że pomyślisz tak: „Być może pustelnik Gotama nie jest wolny od pożądania, nienawiści i złudzenia nawet dziś i to dlatego wciąż udaje się do odległych miejsc odpoczynku w gąszczu leśnej dżungli". Ale nie powinieneś myśleć w ten sposób. To ponieważ widzę dwie korzyści, wciąż udaję się do odległych miejsc odpoczynku w dżungli: widzę (w tym) tutaj i teraz przyjemne przebywanie dla siebie i mam współczucie dla przyszłych pokoleń. M4

Paticcasamuppada - wypisy i komentarze 12



Mnisi, kiedy bogowie z Indrą, z Brahmą i z Pajapati szukają mnicha o tak wyzwolonym umyśle, nie znajdują (niczego o czym mogliby powiedzieć): „Świadomość Tathagaty jest wspierana przez to”. Dlaczego tak jest? Tathagata, powiadam, jest nie do rozpoznania tutaj i teraz. M 22

Widzimy, że jesteśmy w pełni uprawnieni do mówienia o świadomości nieuwarunkowanej, albo też nieustanowionej. Ale zgodnie z formułą w/p bardziej prawidłowym opisem tego samego jest zwrot: „wstrzymanie świadomości”, gdyż jak wynika z formuły w/p, świadomość zależy od determinacji i wraz z ich wstrzymaniem ulega wstrzymaniu. Nie można jej opisać ani znaleźć. A w każdym razie, Mara Zły tego nie potrafi: 'Zrealizowany odezwał się wtedy do mnichów tak: „Czy widzicie mnisi ten obłok dymu, kłąb ciemności, poruszający się to na wschód, to na zachód, to na północ, to na południe, w górę, w dół i w pośrednich kierunkach?” „Tak czcigodny panie”. „To, mnisi, jest Mara Zły szukający świadomości szlachetnie urodzonego Godhiki, zastanawiający się: 'Gdzie ustanowiła się świadomość szlachetnie urodzonego Godhiki'. Jednakże, mnisi, z nieustanowioną świadomością, szlachetnie urodzony Godhika zrealizował wygaszenie'. SN 4:23

Świadomość jest bardzo tajemnicza, ściśle rzecz biorąc, nie możemy nic powiedzieć o samej świadomości, - jest ona całkowitą negacją – i dlatego, nawet przy dowodzeniu jej nietrwałości, nie możemy powiedzieć, że jest nietrwała sama w sobie, a tylko poprzez to czym i co poznaje: Czy oko-świadomość powstaje w zależności od oka i form? - Tak, przyjacielu – Gdyby przyczyna i warunek dla powstania oko-świadomości zniknął całkowicie i totalnie bez pozostałości, czy oko-świadomość mogłaby być opisana? - Nie, przyjacielu.

Tak jak jest wiele „ofiar” Sutty do Kalamów, która bywa często całkowicie źle rozumiana, co może mieć katastrofalne skutki praktyczne, tak samo są i ofiary Sutty M 38 gdzie Budda krytykuje mnicha Sati, za jego błędne reprezentowanie Dhammy. Ludzie ci myślą, skoro Budda krytykuje tego mnicha za twierdzenie, iż to ta sama świadomość przechodzi z egzystencji do egzystencji, to jest jasne, że mamy w samsarze do czynienia z jakimiś innymi świadomościami w kolejnych egzystencjach. Na pierwszym miejscu jednak mnich Sati został skrytykowany za ominięcie fundamentalnego faktu współzależnego powstawania. Bez tego, bez rozpoznania uwarunkowania świadomości nie byłoby możliwości jej wstrzymania, świadomość, tak jak to przedstawił mnich Sati byłaby czymś absolutnym i doprowadzenie do jej wstrzymania nie miałoby miejsca. Co jednak wynika z tej Sutty to fakt, że świadomość nie jest fenomenem neurologicznym, generowanym przez mózg. Jak Sutta jasno to określa, świadomość jest już obecna od samego poczęcia, ba, jest niezbędnym jego warunkiem. Przeciętniakom totalnie zidentyfikowanym z ciałem i opierającym swe idee na bazie materializmu, nie mieści się w głowach odwrócenie porządku rzeczy i widzenie ciała jako czegoś podporządkowanego świadomości, jako jej organu percepcyjnego. Jakkolwiek dziwna mogłaby się wydawać ta idea współczesnemu europejskiemu umysłowi, to dzieje się tak głównie przez oswojenie z ideami materialistycznymi i zapominaniu, że w niczym nie wyjaśniają one tajemnicy świadomego istnienia. Tak jak teolodzy chrześcijańscy nie umieją sprostać problemowi cierpienia obecnego w ludzkiej egzystencji i pogodzenia tego z dobrocią Boga, tak samo neuro-naukowcy tacy jak Metzinger, stoją przed paradoksem istnienia skomplikowanego mechanizmu zegarka i braku zegarmistrza. Przez wprowadzenie świadomości w kontekst współzależnego powstawania Budda unika z jednej strony absolutyzacji świadomości a z drugiej prymitywnego materialistycznego nihilizmu. I tak, jak ktoś powiedział re w rebirth jest tautologiczne. Świadomość jest współzależnie powstała i determinowana przez ignorancję i śmierć ciała puthujjany nie wnosi nic nowego do struktury współzależnego powstawania. Zatem w języku puthujjana nie widzącego wstrzymania, rzeczywiście mamy do czynienia z absolutem świadomego istnienia. Jednak prawdziwym imieniem tego absolutu jest „avijja” i to właśnie usunięcia ignorancji naucza Budda. Pewni przeciętniacy słyszeli coś o kontemplacji powstawania i zaniku pięciu agregatów objętych utrzymywaniem. I mylą to z powstawaniem i zanikiem ignorancji. Ale to dwie różne sprawy, jak do tej pory, u czytelnika tych słów, jeżeli jest puthujjaną, nigdy nie miało miejsce zaniknięcie ignorancji. Co do współzależnego powstawania, musimy rozróżnić dwie rzeczy, mimo że struktura ta jest nietrwała, jest ona wyjątkowo stabilna.

Idee Tacjana

 
Niektórzy radykalni uczniowie Tacjana przypisywali wręcz aktowi seksualnemu fakt pierwotnej utraty Ducha przez Adama i Ewę. Utrzymywali, że Ewa napotkała węża, reprezentanta świata zwierzęcego, a on nauczył ją robić to, co robią zwierzęta — mianowicie kopulacji. Tak zatem Adam i Ewa, przyłączywszy się — poprzez „useksualnienie” — do królestwa zwierząt, znaleźli się na śliskim stoku, który przez seksualność powiódł ich ku dziedzinie zwierzęcej, a stąd ku grobowi.
W obu tych perspektywach utratę przez człowieka wyższości nad zwierzętami z brutalną jasnością ukazuje fakt, że ludzie, stając się śmiertelni, zaczęli ze światem zwierząt dzielić sprawy płci.

Była to ponura wizja. Zgodnie z nią dawna ciągłość między człowiekiem i światem przyrody uległa zerwaniu, a wraz z nią — założenie, iż społeczność ludzka organicznie wyrosła z naturalnych konieczności. Poprzez złączenie płciowe Adam i Ewa nie ufundowali ani nie kontynuowali społeczeństwa, lecz upadli w fałszywe społeczeństwo. Teraz ludzka społeczność, ukonstytuowana i utrzymywana w istnieniu przez małżeństwo, już nie rozwijała się naturalnie; tworzył ją raczej milczący „seksualny kontrakt społeczny”. Aby ją podtrzymywać, ludzie musieli się zrzec — i czynić to ciągle w przyszłości — owych niezbywalnych, początkowych cech, jakie pierwotnie różniły ich od zwierząt, kiedy to byli istotami nieśmiertelnymi za sprawą Ducha Bożego. Nieprzerwanie rozwijając strukturę społeczną poprzez układy małżeńskie połączone ze stosunkami cielesnymi, ludzie skazywali się na uczestnictwo w jeszcze innym aspekcie życia zwierząt: pozostawali istotami śmiertelnymi, nieznającymi życiodajnego dotknięcia Ducha Boga. Początek życia płciowego poprzez małżeństwo oznaczał więc czynne włączenie się w cykl śmiertelności: „A małżeństwo poszło w ślad za niewiastą, za małżeństwem poszło płodzenie, za płodzeniem zaś poszła śmierć”.

Była to wizja mająca spłaszczyć społeczny pejzaż świata rzymskiego. Społeczeństwo, które współcześni o pogodniejszym usposobieniu lubili portretować jako rozkwitające z pokolenia na pokolenie dzięki naturalnemu prokreacyjnemu popędowi młodych mężczyzn i kobiet, teraz przedstawiano jako nieodwołalnie osuwające się w grób: „Świat jest stworzony, miasta są przyozdobione, a umarłych ciągle wynosi się na zewnątrz”. Seksualność za jednym zamachem oderwano od społeczeństwa. Społeczności pogańskie i żydowskie żywiły silną wiarę w zdolność człowieka do uspołecznienia fizycznych popędów, które ludzie dzielili ze światem zwierząt. Uważali, że płciowość można wcisnąć w zaczarowany krąg społeczeństwa. Choć nieuporządkowane impulsy seksualne mogły nawet bardzo silnie niepokoić ludzi pobożnych, to przecież ów niepokój trzymała w ryzach pewność, że istnieje coś takiego jak „dobry” seks, to znaczy seks społecznie użyteczny; wyrzec się należało tylko antyspołecznych aspektów płciowości. Taki optymizm enkratyci zdyskwalifikowali jako selektywne i arbitralne szufladkowanie. Seks był seksem — gdziekolwiek, kiedykolwiek i z kimkolwiek uprawiany; każdy, dozwolony czy niedozwolony, ukazywał jasno obecny rozbrat ludzkości z Duchem Boga.

Peter Brown
Ciało i społeczeństwo. Mężczyźni i kobiety we wczesnym 
-->
chrześcijaństwie.



Nisargadatta Maharaj

 
- Wolność pojawia się wraz z wyrzeczeniem. Wszelka posiadłość to zniewolenie.

- Czynisz te wszystkie nadzwyczajne stwierdzenia o sobie! Co sprawia, że mówisz takie rzeczy? Co masz na myśli, że jesteś poza przestrzenią i czasem?
NM: Zadajesz pytania i odpowiedzi przychodzą. Obserwuję siebie, obserwuję odpowiedzi i nie widzę sprzeczności. Jest dla mnie jasne, że to co ci mówię jest prawdą. To wszystko jest bardzo proste. Tylko musisz mi zaufać, że jestem całkiem poważny w tym co mówię. Jak już ci powiedziałem, mój Guru pokazał mi moją prawdziwą naturę – i prawdziwą naturę świata. Stałem się wolny od wszelkiego pożądania i lęku. Nie starałem się być wolnym – odnalazłem się wolnym – niespodziewanie, bez najmniejszego wysiłku. Ta wolność od pragnienia i lęku pozostaje odtąd ze mną.

-NM: Twój prawdziwy dom jest w nicości, w pustce wolnej od wszelkiej zawartości.
- Pustka i nicość – jak przerażające!
- NM: Spotykasz się z nimi radośnie idąc spać!

Nie wiedzą, że skończone jest ceną za nieskończoność, tak jak śmierć jest ceną nieśmiertelności. Duchowa dojrzałość polega na gotowości porzucenia wszystkiego.

Nie ma nic co mogłoby bardziej pomóc światu niż doprowadzenie przez ciebie ignorancji do końca.

Gdzie jest osoba, możesz coś o niej powiedzieć, ale kiedy nie ma samo-identyfikacji z poszczególnym, cóż może być powiedziane?

Nigdy nie byłeś ani nigdy nie będziesz osobą. Odmów uznania siebie za takiego. Ale tak długo jak nie poddajesz w wątpliwość swego bycia Mr Takim-a-takim, jest mała nadzieja. Kiedy odmawiasz otworzenia oczu, co może być ci pokazane?

Kiedy jesteś w kimś zakochany, nadajesz temu realność – wyobrażasz sobie swoją miłość jako wszechpotężną i wieczną. Kiedy dochodzi do końca, mówisz: „Myślałem, że to było rzeczywiste, jednak nie było”. Przemijalność jest najlepszym dowodem nierzeczywistości. Co jest ograniczone w czasie i przestrzeni i odnosi się tylko do jednej osoby, nie jest rzeczywiste. Realne jest dla wszystkich i na zawsze.

Nie jestem nigdzie do znalezienia! Nie jestem rzeczą mającą miejsce między innymi rzeczami.

Potrzebujesz wstrzymania, uwolnienia, odseparowania. To w co wierzysz, że tego potrzebujesz, nie jest tym czego potrzebujesz. Twe rzeczywiste potrzeby znam ja, nie ty. Potrzebujesz powrotu do stanu w którym ja jestem, twojego naturalnego stanu. Wszystko inne o czym mógłbyś pomyśleć jest iluzją i przeszkodą.

Kłębowisko wspomnień i nadziei zwane „ja” wyobraża siebie jako istniejące na zawsze i tworzy czas dla akomodacji swej fałszywej wieczności. Ja nie potrzebuję przeszłości ani przyszłości by być. Wszelkie doświadczenie zrodzone jest z wyobraźni. Nie wyobrażam sobie nic, zatem nie przytrafiają mi się narodziny i śmierć. Tylko ci co myślą o sobie jako o zrodzonych, mogą myśleć o swoich odrodzinach. Oskarżasz mnie o bycie urodzonym – bronię się: jestem niewinny!

- Jesteś świadomy wieczności, zatem nie troszczysz się o przetrwanie.
NM: -Jest na odwrót. Wolność od wszelkiego pragnienia by trwać jest wiecznością. Wszelkie przywiązanie oznacza strach, gdyż wszystkie rzeczy są nietrwałe. I strach czyni cię niewolnikiem.
Bez spokojnych ludzi jak możesz osiągnąć spokój na świecie?

To z czego zrezygnowałeś, nie ma teraz znaczenia. Z czego nie zrezygnowałeś? Odkryj to i zrezygnuj.

Dostrzeż, że nie jesteś tym za kogo się bierzesz. Walcz ze wszystkich swoich sił z ideą, że podlegasz nazwaniu i opisowi. Nie podlegasz. Odmów myślenia o sobie w terminach tego czy tamtego. Nie ma innej drogi od bólu, który stworzyłeś sam dla siebie przez ślepą akceptację bez dociekania. Cierpienie jest wezwaniem do dociekań, wszelki ból wymaga badania. Nie bądź leniwy w myśleniu.

Tak jak obłok zasłania słońce bez żadnego nań wpływu, tak też założenie przesłania rzeczywistość nie niszcząc jej. (…) Wszelka separacja, wszelki rodzaj wyobcowania i alienacji jest fałszywa.

Rzeczywistość nie jest wydarzeniem i nie dzieje się. Cokolwiek się dzieje, cokolwiek przychodzi i odchodzi, nie jest rzeczywistością. Postrzeż wydarzenie jako tylko wydarzenie, nietrwałe jako nietrwałe, doświadczenie jako zaledwie doświadczenie i zrobiłeś wszystko co można. Wtedy jesteś otwarty na rzeczywistość, już dłużej nie uzbrojony przeciwko niej, tak jak byłeś gdy nadawałeś rzeczywistość wydarzeniom i doświadczeniom. Ale jak tylko jest tu jakieś upodobanie i niechęć, postawiłeś przesłonę.

Ci co czynią plany odrodzą się by je realizować.

Różnica jest w tym czego nie doświadczam. Nie doświadczam strachu czy chciwości, nienawiści czy gniewu. Nie proszę o nic, nie odrzucam niczego, nic nie zachowuję.

Wolność robienia tego na co ma się ochotę jest w rzeczywistości zniewoleniem, podczas gdy bycie wolnym by robić co się musi, co jest właściwe, jest wolnością.

Być niczym, nie mieć niczego, nie zatrzymywać nic dla siebie jest największym podarunkiem, najwyższą szczodrością.

NM: - Wszystko co zakłada kontynuację, sekwencję, przejście z jednego stanu do drugiego nie może być rzeczywiste. Nie ma progresu w rzeczywistości, jest ona ostateczna, doskonała, nierelatywna.
- Jak mogę do tego doprowadzić?
NM: - Nic nie możesz zrobić by do tego doprowadzić; ale możesz uniknąć tworzenia przeszkód. Obserwuj swój umysł, jak dochodzi do istnienia, jak pracuje.

Nie obawiam się, ponieważ nie jestem niczym co mogłoby doświadczać strachu i być w niebezpieczeństwie. Nie mam imienia i formy. To przywiązanie do imienia i formy rodzi strach. Jestem nieprzywiązany. Jestem niczym i nic nie obawia się niczego. Przeciwnie, wszystko obawia się Niczego, gdyż kiedy rzecz dotyka Niczego, staje się niczym.

Człowiek który porusza się z ziemią z konieczności będzie doświadczał dni i nocy. Ten kto pozostaje ze słońcem, nie pozna ciemności. Mój świat nie jest waszym. Tak jak to widzę, wy wszyscy jesteście na scenie odgrywając role. Nie ma rzeczywistości w waszym przychodzeniu i odchodzeniu. A wasze problemy są tak nierzeczywiste!

- Kto poznaje milczenie?
NM: - Milczenie zna siebie samo. To milczenie milczącego umysłu, milczących namiętności i pragnień.
Wolność od pragnienia jest najwyższą błogością.

Człowiek ślepy od urodzenia nie wie co oznacza ciemność.

- Co jest wieczne?
NM: To co nie zmienia się z czasem. Nie możesz uwiecznić nietrwałej rzeczy – tylko niezmienne jest wieczne.

Do Michała, który w swoim liście wspominał o Cioranie i Nisargadattcie Maharaju. Wysłałem ci odpowiedź, ale twoja skrzynka nie przyjmuje moich listów. Pozdrawiam

Paticcasamuppada - wypisy i komentarze 11



Tak jak dwa snopki trzciny mogłyby stać wzajemnie się o siebie opierając, tak też z imieniem-i-materią jako warunek, świadomość; ze świadomością jako warunek, imię-i-materia … (…). Jeżeli przyjacielu ktoś usunąłby jeden z tych snopków trzciny, drugi by upadł, jeżeli usunąłby drugi, pierwszy by upadł. Tak też ze wstrzymaniem imienia-i-materii, wstrzymanie świadomości; ze wstrzymaniem świadomości, wstrzymanie imienia-i-materii … SN 12: 67

Świadomość jest rzeczą współzależnie powstałą i jest determinowana przez imię-i-materię, imię-i- materia jest rzeczą współzależnie powstałą i jest determinowana przez świadomość. Te rzeczy są ze sobą we wzajemnej relacji i ta relacja to nic innego jak współzależne powstawanie. Przykład z opartymi o siebie snopkami trzciny powinien nam jasno uświadomić, że współzależne powstawanie jest strukturą atemporalną, nie jest opisem przyczynowo-skutkowym, gdzie przyczyna poprzedza w czasie skutek a skutek następuje po przyczynie, lecz strukturą zależności, i usunięcie ogniwa które determinuje istnienie ogniwa sąsiedniego, natychmiast powoduje wstrzymanie ogniwa determinowanego. Może się pojawić pytanie dlaczego Budda w opisie swego wglądu we współzależne powstawanie, jeszcze jako Bodhisatta, przesuwając się w tył od narodzin, zatrzymuje się na świadomości i nic nie wspomina o ignorancji i determinacjach, podkreślając tylko wzajemną relację świadomości i imienia-i-materii? Co z ignorancją i determinacjami? Otóż nie jest tak, że w tej egzemplifikacji współzależnego powstawania ignorancja i determinacje nie są obecne. Nie są wymienione, ale przecież ogniwa się determinują … Co więcej, ta wzajemna determinacja świadomości i imienia-i-materii może mieć miejsce tylko przy udziale ignorancji. Innymi słowy, w tym konkretnym sformułowaniu współzależnego powstawanie, ignorancja i determinacje są obecne implicite. Wraz ze wstrzymaniem ignorancji, zostają wstrzymane determinacje i świadomość zostaje uwolniona od imienia-i-materii:
Świadomość która nie czyni ukazania
Nie mająca do czynienia ze skończonością,
Nie roszcząca sobie istnienia w odniesieniu do wszystkiego. M49

środa, 19 września 2012

Czy Sutty są kompletne?

 
Pewnego razu zapytałem: „Czy Sutty są kompletne?” Jeżeli przez kompletne rozumiemy „czy zawierają wszystko co Budda kiedykolwiek powiedział?" Odpowiedź brzmi Nie. Jeżeli to znaczy „Czy cokolwiek zostało stracone od czasu pierwszego Soboru" (co myślę było intencją tego pytania) odpowiedź jest całkiem prawdopodobnie taka, że są kompletne, że mało albo nic nie zostało stracone. Ale wszystko to nie ma znaczenia. Sutty są kompletne dla mnie jeżeli jest w nich dość by umożliwić mi osiągnięcie celu, jeżeli nie, są niekompletne. Co oczywiste, to będzie inaczej z każdą osobą. Jeden człowiek może potrzebować tylko jednej Sutty i wtedy cała reszta będzie jedynie dodatkiem. Dla innego człowieka, wiele Sutt trzeba będzie zanim staną się kompletne dla niego. I dla olbrzymiej większości Sutty nie będą kompletne nawet gdyby było ich sto razy więcej niż jest teraz.
Na znacznie pomniejszoną skalę to samo jest prawdziwe o Uwagach. - Cel jest jeden – wskazać właściwą interpretację Sutt. Jak tylko wykonają one tę usługę dla jakiejś danej jednostki, i nie przedtem, to są dla niej kompletne.
Nanavira Thera

Co zobaczył św Paweł?

Surrexit autem Saulus de terra, apertisąue oculis nihil videbat (Act. 9,8)
Słowa, które przytoczyłem po łacinie, napisał św. Łukasz in actibus. Odnoszą się one do św. Pawła i znaczą: „Paweł pod­niósł się z ziemi, a gdy otworzył oczy, nic nie widział" (Dz 9,8).
Wydaje mi się, że mają one cztery znaczenia. Pierwsze: gdy się podniósł z ziemi i otworzył oczy, ujrzał nicość, a nicość ta była Bogiem, bo kiedy ujrzał Boga, nazwał Go Nicością. Drugie: kiedy się podniósł, nie widział niczego poza Nim. Trzecie: w żadnej rzeczy nie widział nic poza Bogiem. Czwar­te: gdy ujrzał Boga, wszystkie rzeczy wydały się mu nicością.
Mistrz Eckhart
Z kazania 71

Paticcasamuppada - wypisy i komentarze 10



Ale Udayi, zostaw przeszłość, zostaw przyszłość, pouczę cię w Dhammie: Kiedy to jest – to jest, z powstaniem tego to powstaje; kiedy tego nie ma – tego nie ma, ze wstrzymaniem tego to zostaje wstrzymane.

Kiedy umierał pewien zwolennik trzy-życiowej interpretacji współzależnego powstawania, autor poczytnej książki o „buddyzmie” w której między innymi objaśniał współzależne powstawanie odwołując się do przeszłości i do przyszłości, cały się trząsł i krzyczał: „ja umieram, ja umieram!”. Zgodnie z tym co pisał ten autor, współzależne powstawanie pokazuje, jak kiedyś z przeszłego życia, przeszedł do teraźniejszego, by następnie, po tak mało chwalebnym sposobie umierania, urodzić się ponownie. Nie sądzę, by ktoś posiadający stosowną wiarę w Buddę miał choć cień wątpliwości, że ten autor, rzeczywiście urodził się ponownie, że z teraźniejszej egzystencji przeszedł do następnej. Współzależne powstawanie jednak, nie jest opisem procesu rozpostartego w czasie, procesu którego – tego nikt nie neguje, nazwijmy go: „Mr. P”, jest ofiarą. Współzależne powstawanie robi co innego, ono opisuje doświadczenie Mr. P tutaj i teraz. Uogólniając, w/p opisuje doświadczenie puthujjana, któremu brak wglądu w cztery szlachetne prawdy. I jak to widzimy, Mr. P zachował się wręcz wzorcowo, zgodnie z opisem Buddy. Jako przeciętniak był attavadinem, wierzył w istnienie „ja”. I daleko nie szukając, identyfikował swoje ja z ciałem. A ponieważ, ciało faktycznie umierało, spowodowało to jego lęk i panikę. Oczywiście nie każdy puthujjana umiera w takim stylu - tu obowiązuje przeważnie zasada '”jakie życie taka śmierć”, niemniej jednak, myśl o śmierci: „ja umieram” jako o czymś rzeczywistym, jest obecna u każdego puthujjany. Z formuły współzależengo powstawania: kiedy to jest - to jest; widzimy jednak, że śmierć jest determinowana przez ignorancję i że wraz ze wstrzymaniem ignorancji, tutaj i teraz, tutaj i teraz następuje wstrzymanie śmierci. Oczywiście ciało tak czy tak umrze, ale wraz ze wstrzymaniem attavad'upadany, utrzymywania wiary w „ja”, u arahata śmierć ciała nie jest stowarzyszona z myślą „ja umieram”. I teraz ważna sprawa, wchodzący w strumień Dhammy, mający wgląd w pustkę, choć brakuje mu jeszcze pełnej realizacji, dzięki bezpośredniemu widzeniu w/p widzi, że Mr. P jest ofiarą avijja tutaj i teraz, natomiast to, że po tak niesławetnej śmierci, autor ten kontynuuje gdzieś kolejną egzystencję, jest już dla wchodzącego w strumień kwestią wiary w Buddę.
Jeżeli czytelnik zaakceptuje tą wizję w/p od razu rozjaśni mu się kierunek praktyki, trzeba zdążyć porzucić wszelką identyfikację z ciałem, zanim ulegnie ono rozpadowi. I tu samo werbalizowanie i powtarzanie sobie o ciele: „To nie moje, tym nie jestem, to nie moje ja”, raczej nie wystarczy. „To nie moje, tym nie jestem, to nie moje ja”, musi zostać zobaczone na głębszym, emocjonalnym poziomie i jest wiele medytacji pozwalających zerwać z przywiązaniem do ciała. Można kontemplować odpychające aspekty ciała lub jego nietrwałość i śmierć. Te techniki zniechęcają umysł do angażowania i cieszenia się ciałem. Mała dygresja: często medytujący po intensywnej praktyce widzenia ciała jako obiektu odpychającego, zaczyna narzekać na depresję. Ale dzieje się tak dlatego, że widzenie ciała jako obiektu ashuba, powinno być oczywiście połączone z procesem dezidentyfikacji: „Tak, faktycznie ciało jest czymś obrzydliwym, ale przecież ani nie należy do mnie ani to ja”.
Jeżeli jednak ktoś mówi, że w relacji: z istnieniem jako warunek, narodziny, narodziny są jakimiś przyszłymi narodzinami, to można mu tylko pogratulować takiej bezpośredniej wiedzy, którą nie dysponują nawet wchodzący w strumień czy większość arahatów bez mocy nadnaturalnych. Jednym z fundamentalnych złudzeń przeciętniaka jest barnie tego co jest obiektem wiary, jako to co jest obiektem wiedzy. Jeżeli jest on uczniem Buddy, to lekarstwem na taką postawę powinna być uważna lektura Sutty M 95

niedziela, 16 września 2012

Odkrywanie znaczenia w Kanonie Pali

 
Kilka dni temu otrzymałem od ciebie list zawierający komentarze Pana G. na temat Uwag o Dhammie. Zapoznałem się z nimi z pewną dbałością (chociaż nie czytam Sanskrytu), i jest dla mnie oczywiste, że zadał on sobie sporo kłopotu podczas ich przygotowywania. Jest jasne, że dysponuje pokaźną uczonością i wydaje się być całkiem zaznajomiony z tekstami Pali, z których swobodnie cytuje. W tym samym czasie jednak, jest oczywiste dla mnie, że różnice między jego punktem widzenia a moim są zbyt głębokie by zostały tak po prostu usunięte przez dyskusję rozlicznych kwestii które podniósł. Aby wyjaśnić moje idee, musiałbym użyć argumentów, przy których on prawdopodobnie skłaniałby się do niezgody i problemy w taki sposób zostałyby ledwie przeniesione z jednego miejsca na drugie. Ale mam wrażenie, że jest on całkiem zadowolony ze swojej pozycji jako słusznej, i myślę, że nie służyłoby to żadnemu pożytecznemu celowi z mojej strony, by to kwestionować.
W jego liście zauważa, że wyjaśniam zbyt indukcyjnie, że mam tendencję szukania moich idei w Kanonie zamiast dedukowania z tekstów co one oznaczają. Ta krytyka, jednakże, zakłada że faktycznie jesteśmy w stanie podejść do Kanonu z całkowicie dziewiczym umysłem, wyposażonym jedynie w znajomość Pali i dobrym treningiem w logice. Ale to jest to czego dokładnie nie możemy zrobić. Każdy z nas, w każdym momencie ma pełnię swej przeszłości za sobą; i to w świetle swej przeszłości (czy to tła czy jego presupozycji) interpretuje to co teraz się mu prezentuje i daje temu swoje znaczenie. Bez takiego tła nic nigdy nie pojawiłoby mu się jako mające jakieś znaczenie – wypowiedziane czy napisane słowa pozostałyby czystą prezentacją, nagim dźwiękiem czy symbolem bez znaczenia. Ale, na nieszczęście, każdy z nas ma odmienną przeszłość; i, w konsekwencji, każdy z nas podchodzi do Kanonu z zestawem wstępnych założeń które na różny sposób są odmienne od presupozycji każdego innego człowieka. I w dalszej konsekwencji skutkuje to tym, że każdy z nas rozumie Kanon w odmiennym sensie. Próbujemy odkryć nasze osobiste idee w Kanonie ponieważ nic innego nie potrafimy zrobić. To jest sposób jaki mamy, na początku, by zrozumieć Kanon. Później, oczywiście, nasze zrozumienie Kanonu powoduje modyfikację naszych idei; i w taki sposób przez cyrkularny proces, nasze późniejsze zrozumienie Kanonu jest lepsze niż, bądź przynajmniej odmienne od, naszego wcześniejszego zrozumienia, i jest tu możliwość dojścia ostatecznie do właściwego zrozumienia ariyapuggala. Z pewnością możemy, do pewnego stopnia, dedukować z Kanonu jego znaczenie; ale jeżeli nie wprowadziliśmy naszych własnych idei, nigdy nie będziemy w stanie odkryć, że Kanon ma jakiekolwiek znaczenie do wydedukowania.
Dla każdej osoby, zatem, Kanon oznacza coś innego, zgodnie z jego odmiennym tłem doświadczenia. I to stosuje się nie tylko do naszego zrozumienia poszczególnych fragmentów, ale również do tego co rozumiemy przez Dmammę Buddy jako całość.
(i) Wszyscy możemy się zgodzić, że pewne fragmenty były wypowiedziane przez Buddę osobiście i że reprezentują prawdziwe Nauczanie. Ale kiedy dochodzimy do pytania siebie wzajemnie, co rozumiemy przez te fragmenty i przez słowa które zawierają, często odkrywamy głęboką niezgodę której w żadnym razie nie da się usunąć przez odniesienie do innych fragmentów z Sutt. (On i ja ewidentnie zgadzamy się – biorąc za przykład – że Sutta Sivaka reprezentuje Nauczanie Buddy. Ale kiedy ja rozumiem ja jako wskazującą, że tylko jeden z ośmiu rodzajów uczucia jest kammavipaką, on wnosi argument by usprawiedliwić tą interpretację w całkiem odmiennym sensie – że wszystkie osiem rodzajów są kammavipaką. I choć zupełnie nie zgadzam się z jego interpretacją, bardzo wątpię czy potrafiłbym przedstawić fragment Sutty by przekonać go o tym – tak jak to widzę – że jest w błędzie. A to z prostego powodu, że jakikolwiek fragment mu przedstawię, będzie on nieuniknienie interpretował go zgodnie ze swymi ideami. Możemy się zgodzić co do tekstu, ale będziemy się nie zgadzać w interpretacjach.
(ii) Skoro każdy już ma swe własne idee (niejasne czy precyzyjne) tego co konstytuuje szczęście, będzie naturalnie patrzał na Buddę ( to jest, jeżeli pokłada swą saddha w Buddzie) by uzyskać to szczęście przy jego pomocy, i będzie interpretował Dhammę jako całość właśnie w tym sensie. Później, oczywiście, może odkryć, że Dhammy nie da się brać w takim senie jak by chciał i albo zmieni swoje idee albo porzuci Dhammę dla jakiegoś innego nauczania. Ale w każdym razie, nie ma powodu przypuszczać, że dwóch ludzi (jeżeli obu nie przestało być puthujjanami) zgodzi się co do tego, czego właściwie naucza Budda. (I tak, w obecnym wypadku, nie znajduję by pogląd Mr G na Dhammę – na tyle na ile zdołałem go uchwycić – ma jakiekolwiek większe cechy podobieństwa do mojego; i ta różnica ewidentnie odzwierciedla różnicę w naszych odpowiednich tłach za pomocą których interpretujemy Dhammę. Może on (prawdopodobnie) powiedzieć, że odczytuje i rozumie Sutty bez jakiegokolwiek odniesienia do żadnego tła, i (jeżeli tak) nie mam ochoty tego podważać; ale wiem, mojej strony, że nigdy nie jestem bez żadnego tła (w sensie takim, że ja jestem tłem) kiedy rozważam teksty, nawet jeżeli to obecne tło jest bardzo odmienne od tego, kiedy pierwszy raz zobaczyłem Sutty. I jeżeli nie zgodzi się on z tym co mówię, ten brak zgody sam w sobie będzie odzwierciedlał sposób w który każdy z nas rozumie naturę Dhammy).
Prawdopodobnie nie jest on zbytnio zainteresowany sposobem myślenia, który odrzuca horyzontalną (czy temporalną) interpretację paticcasamuppady i wymaga zamiast tego wertykalnego (czy symultanicznego) poglądu; ale jeżeli miałoby się tak zdarzyć, że jest zainteresowany, wtedy mógłby przeczytać – jeżeli jego studia pozostawią mu na to czas – albo Heideggera Sein und Zeit czy Sartre'a L'Etre et le Neant. Jednakże, trzeba jednak wyjaśnić, że te prace w żaden sposób nie są substytutami dla Kanonu, i co więcej, że filozofie tych myślicieli, gdy rozważone szczegółowo, są otwarte na krytykę w wielu aspektach. To maniera myślenia która jest instruktywna. (Przy okazji, Mr G może zauważyć, że przez termin refleksja mam na myśli paccavekkhana, nie pariyattti.)
Nanavira Thera

Jezus i yoniso manasikara

25. Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie?
26. Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichrzów, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one?
27. Kto z was przy całej swej trosce może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia?
28. A o odzienie czemu się zbytnio troszczycie? Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą.
29. A powiadam wam: nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich.
30. Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, małej wiary?
31. Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać?
32. Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie.
33. Starajcie się naprzód o Królestwo (hebr. Malkutach) i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane.
34. Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy.

Bobkowski i yoniso manasikara

 
I właściwie są trzy czasy: teraźniejszość rzeczy przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Jadąc cichą drogą, zatopiony w jakiejś przedziwnej pełności, czuję specjalnie tę wielką fikcję czasu, nieuchwytność teraźniejszości. W człowieku wszystko jest albo przeszłością albo przyszłością. Teraz przeżywa się przez tamte dwa czasy. Bywają jednak momenty, gdy jest tylko to, co jest – chwile tak krótkie, że nie dające się wyrazić żadną jednostką, a jednak wspaniałe, bo pełne. Jedynie poczucie zupełnej pełności pozwala na uchwycenie tego teraz. Ale w takich chwilach czas w ogóle znika, nie ma go.
*
Ten cały balast myśli w normalnych warunkach, balast przyszłości, odpadł. Jest wojna, usiłuję wrócić do Paryża, co będzie jutro albo za miesiąc zupełnie nie wiem i nic mnie to nie obchodzi. Ta przyszłość może być taka i owaka, lecz na pewno nie ta, jaką mógłbym sobie wyobrazić. Więc nie myślę o niej – to co jest poza linią wzroku, nie odgrywa roli. Jeżeli ta cała cywilizacja nie jest wiele warta, to jednak dokonała jednej wielkiej rzeczy na większości kontynentów: potrafiła doprowadzić do tego, że w jej obecnym stanie człowiek najtrudniej umiera z głodu. Jeżeli i to diabli wezmą, no to cześć. Tymczasem jednak to nie grozi, więc jem winogrona. Najważniejsze jest TERAZ i trzeba się nie bać wyssać to TERAZ do końca, potem odrzucić i zastanowić się jak by następne TERAZ najlepiej wykorzystać. Zastanawia mnie tylko jedno: nie jest to ani Carpe diem Horacego ani „po nas choćby potop”.

Szkice piórkiem

sobota, 15 września 2012

Trening stopniowy

 "Jest możliwe, braminie by opisać stopniowy trening, stopniową praktykę i stopniowy progres w tej Dhammie i Dyscyplinie. Tak jak braminie gdy mądry trener koni który otrzymał dobrego rumaka, wpierw sprawia by ten przyzwyczaił się nosić uprząż i potem trenuje go dalej, tak też gdy Tathagata otrzymuje osobę do opanowania, wpierw dyscyplinuje go w ten sposób: 'Chodź mnichu, bądź cnotliwy, powstrzymany przez powstrzymanie Pathimokkhy, bądź doskonały w prowadzeniu się widząc lęk w najmniejszym błędzie, trenuj podjęcie reguł treningu'.

Braminie, kiedy mnich jest cnotliwy, powstrzymany przez powstrzymanie Pathimokkhy, doskonały w prowadzeniu się, widzący lęk w najmniejszym błędzie, trenujący podjęcie reguł treningu, wtedy Tathagata dyscyplinuje go dalej: 'Chodź mnichu, chroń bramy swych zmysłów: widząc materialną formę okiem nie chwytaj znaków i cech przez które jeżeli pozostawisz bramę oka niechronioną, złe niekorzystne rzeczy związane z pożądliwością i smutkiem mogą cię nawiedzić, praktykuj wstrzemięźliwość, chroń funkcję oka, podejmij się wstrzemięźliwości funkcji oka. Słysząc dźwięk uchem ... Wąchając zapach nosem ... Smakując smak językiem ... Dotykając dotykalne ciałem ... Poznając idee umysłem nie chwytaj znaków i cech przez które jeżeli pozostawisz bramę umysłu niechronioną, złe niekorzystne rzeczy związane z pożądliwością i smutkiem mogą cię nawiedzić, praktykuj wstrzemięźliwość, chroń funkcję umysłu, podejmij się wstrzemięźliwości funkcji umysłu.

Braminie, kiedy mnich chroni bramy swych zmysłów, wtedy Tathagata dyscyplinuje go dalej: 'Chodź mnichu, poznaj odpowiednią porcję jedzenia. Rozważając mądrze odżywiaj się jedzeniem nie dla rozrywki, nie dla degustacji, nie dla upiększenia się czy ozdoby, ale tylko dla utrzymania i kontynuacji świętego życia (myśląc): 'Tak zlikwiduję stare uczucie, bez wzbudzania nowych uczuć i będę żył nienagannie w wygodzie i zdrowiu'.

Braminie, kiedy mnich poznał odpowiednią porcję jedzenia, wtedy Tathagata dyscyplinuje go dalej: 'Chodź mnichu, poświęć się czujności (wolnej od snu), za dnia chodząc i siedząc, oczyszczaj umysł z przeszkadzających rzeczy. Podczas pierwszej nocnej warty, chodząc i siedząc oczyszczaj umysł z przeszkadzających rzeczy. Podczas środkowej nocnej warty, leż na prawym boku w pozycji śpiącego lwa z jedną stopą nałożoną na drugą, uważny i całkowicie rozważny, po odnotowaniu w swoim umyśle czasu wstawania. Po wstaniu o trzeciej nocnej warcie, chodząc i siedząc, oczyszczaj umysł z przeszkadzających rzeczy”.

Braminie, kiedy mnich poświęcił się czujności (wolnej od snu), wtedy Tathagata dyscyplinuje go dalej: 'Chodź mnichu posiadaj uważność i pełną rozwagę. Działaj z pełną rozwagą poruszając się w przód i poruszając się do tyłu, działaj z pełną rozwagą patrząc w przód i patrząc na boki, działaj z pełną rozwagą zginając się, wyprostowując, działaj z pełną rozwagą nosząc połatany płaszcz, miskę i szaty, działaj z pełną rozwagą jedząc, pijąc i smakując, działaj z pełną rozwagą opróżniając jelita i oddając mocz, idąc, siedząc, stojąc, zasypiając, budząc się, mówiąc i milcząc'.

Braminie, kiedy mnich posiada uważność i pełną rozwagę, wtedy Tathagata dyscyplinuje go dalej: 'Chodź mnichu odejdź na odosobnione miejsce odpoczynku, do lasu, korzenia drzewa, skały, urwiska, górskiej jaskini, na teren cmentarny, czy do leśnej samotni, otwartej przestrzeni czy snopka siana'.

Odchodzi on na odosobnione miejsce odpoczynku, do lasu, korzenia drzewa, skały, urwiska, górskiej jaskini, na teren cmentarny, czy do leśnej samotni, otwartej przestrzeni czy snopka siana. Po powrocie z żebraczego obchodu, po posiłku, siada ze skrzyżowanymi nogami i z ustanowioną uważnością przed nim. Porzuciwszy pożądliwość świata, trwa z umysłem wolnym od pożądliwości, oczyszcza swój umysł z pożądliwości. Porzuciwszy złą wolę i nienawiść, trwa z umysłem wolnym od złej woli, ze współczuciem dla wszystkich stworzeń i istot, oczyszcza swój umysł ze złej woli i nienawiści. Porzuciwszy stany letargiczne i senność, trwa wolny od stanów letargicznych i senności postrzegając światło, uważny i w pełni rozważny, oczyszcza swój umysł ze stanów letargicznych i senności. Porzuciwszy niepokój i zmartwienia, trwa niezaniepokojony z umysłem wyciszonym w sobie, oczyszcza swój umysł z niepokojów i zmartwień. Porzuciwszy niepewność, trwa z niepewnością przekroczoną, nie wątpiąc na temat korzystnych rzeczy, oczyszczając swój umysł z niepewności.

Po porzuceniu tych pięciu przeszkód, niedoskonałości umysłu co osłabiają zrozumienie, całkowicie odłączony od zmysłowych przyjemności, odłączony od niekorzystnych rzeczy, wkracza i trwa w pierwszej jhanie z towarzyszącymi temu myśleniem i rozważaniem i z błogością i przyjemnością zrodzonymi z odosobnienia. Z uspokojeniem myślenia i rozważania wkracza on i trwa w drugiej jhanie, z pewnością siebie i zjednoczonym umysłem, bez myślenia i rozważania z błogością i przyjemnością zrodzonymi z koncentracji. Z zanikiem błogości trwa on w równowadze uważny i w pełni rozważny, ciągle odczuwając przyjemność cielesną, wkraczając i trwając w trzeciej jhanie o której szlachetni mówią: 'Ten ma przyjemne przebywanie kto zrównoważony i uważny'. Z porzuceniem przyjemności i bólu, po uprzednim zaniku radości i smutku wkracza on i trwa w czwartej jhanie, charakteryzującej się ani-bólem-ani-przyjemnością i czystością umysłu dzięki równowadze.

To braminie są moje instrukcje do tych mnichów, którzy są w treningu, których umysły nie osiągnęły jeszcze celu, którzy trwają aspirując do najwyższego bezpieczeństwa od niewoli. Ale te rzeczy sprzyjają zarówno przyjemnemu trwaniu tutaj i teraz i uważności i pełnej rozwadze u tych mnichów, którzy są arahatami ze wyczerpanymi skazami, którzy przeżyli święte życie, wykonali to co było do wykonania, odłożyli brzemię, osiągnęli prawdziwy cel, zniszczyli pęta istnienia i są całkowicie wyzwoleni przez finałową wiedzę". M 107

Paticcasamuppada - wypisy i komentarze 9

 
Ale to wszystko jest determinowane. Ani nie determinuje ani nie generuje działania w stronę istnienia czy nie-istnienia, nie trzyma się niczego w świecie. Kiedy się nie trzyma, nie jest zaniepokojony. Gdy nie jest zaniepokojony, osiąga wygaszenie osobiście. M 140

Jak już wspominaliśmy, być determinowanym i być powstałym współzależnie, to to samo. Wspominaliśmy także o elemencie nie-detreminowanym, nie-powstałym. Jest on obecny, trwa niezmiennie, jednak jego rozpoznanie jest utrudnione, gdyż tak jak oko nie może zobaczyć samo siebie, tak samo to co wyobraża nie może sobie wyobrazić samo siebie. I nawet po usunięciu ignorancji, manifestuje się w doświadczeniu jako pustka. Praktyka buddyjska polega właśnie na wkroczeniu w pustkę. Nie trzeba chyba dodawać, że jest to odwrotność tego co czyni puthujjana który zapełnia pustkę determinacjami. Zrozumienie relacji z ignorancją jako warunek, determinacje, jest bardzo trudne, tak trudne, że praktycznie bez pomocy Boga nie umiem tego objaśnić. Ale nie mam żadnych uprzedzeń i chętnie skorzystam z jego pomocy. Tillich mówi: „Tylko ci, którzy doświadczyli szoku przemijalności, niepokoju wobec świadomości swej skończoności, zagrożenia niebytu, mogą zrozumieć, co znaczy pojęcie Boga” (Teologia systematyczna). Trzeba się z tym zgodzić. Bóg nie jest takim pierwszym lepszym konceptem, powstałym w umyśle człowieka, jest on paliatywem uśmierzajacym ból istnienia, łagodzącym egzystencjalny niepokój. I tak, Bóg jest w moim umyśle. Pewni ludzie nie wierzą, że Bóg stworzył świat. Nie będę tutaj z tym polemizował, ograniczę się tylko do przedstawienia tezy, iż Bóg jednak ma wiele wspólnego z zaistnieniem ateisty. Istnienie ateisty nie jest możliwe bez istnienia Boga. „Jestem ateistą”, ta determinacja jest zależna całkowicie od bardziej fundamentalnej determinacji – czyli samego Boga. Moje bycie ateistą polega na negowaniu Boga. I tak, Bóg w jakiś sposób jest obecny w moim umyśle, inaczej nie mógłbym go zanegować. A zatem, czy afirmuję Boga czy neguję jego istnienie, w obu tych przypadkach, Bóg jako koncept musi być obecny w umyśle afirmującego czy negującego. Tak dochodzimy do zrozumienia czym są determinacje np: teizm-ateizm. Ateizm jest nietrwały, determinowany i powstały współzależnie od teizmu. Gdyby nie było teizmu, nie byłoby i możliwości jego zanegowania. Jednakże w doświadczeniu pustki, jak sama nazwa wskazuje, determinacja teizm-ateizm jest nieobecna, nie ma nikogo kto afirmowałby albo negował istnienie Boga. I tak z Bożą pomocą powinniśmy łatwiej zrozumieć czym jest doświadczenie pustki i co znaczy fraza używana w Suttcie M 121, opisująca refleksję arahata: „To pole percepcji jest puste od skazy istnienia ...”. Jak wiemy pragnienie wspierające kontynuację samsary, to nie tylko pragnienie istnienia, pragnienie może się także manifestować jako pragnienie nie-istnienia. Koncepcja „jestem” może być także rozpoznana jako bolesna i być związana z pragnieniem unicestwienia: „nie chcę już być”. Jednakże, czy pragnę kontynuacji istnienia, czy pragnę swojego unicestwienia, w obu wypadkach koncepcja „jestem” jest obecna. I tak z ignorancją jako warunek determinacje (istnienie-nieistnienie). Doceniając rolę Boga w objaśnianiu Dhammy, Wielki Mistrz Nanamoli Thera* mówi: Ignorancja przesłania prawdę. To na tej zasłonie ludzie malują obrazy i dopinają swoje hasła „bóg” i „nie-bóg” „teizm” i „ateizm”.
*Bez wątpienia uznawanie Nanamoli Bhikkhu jako „Wielkiego Mistrza” jest raczej bardzo rzadką sprawą, i przyznam, że nie spotkałem się jeszcze z nikim kto podzielałby tą opinię. To jednakże zupełnie mnie nie deprymuje, przeciwnie daje poczucie elitarności:).

Dzięki ci Schopenhauerze ...

 
Dzięki ci Schopenhauerze, za tę myśl, która przyznaje mi rację: „Towarzyskość należy do niebezpiecznych, ba, nawet zgubnych skłonności, gdyż styka nas z istotami, które są przeważnie pod względem moralnym złe, pod intelektualnym zaś tępe lub głupie”. Ja też czuję coraz bardziej, że widywanie ludzi, bywanie u nich, wywołuje niepotrzebne bicie serca i odbiera mózgowi życiodajną limfę, wiem, że znalezienie wśród nich kogoś kto by mógł mi dać lub otrzymać ode mnie coś dobrego, to płonna nadzieja. „Posiadać w sobie samym tyle, by nie trzeba było towarzystwa, jest choćby dlatego wielkim szczęściem, że prawie wszystkie nasze cierpienia pochodzą z towarzystwa, a spokój ducha, który obok zdrowia stanowi najważniejszy pierwiastek naszego szczęścia, ulega w towarzystwie zagrożeniu i wobec tego nie może istnieć bez znacznej dozy samotności”. (Znajdziecie te trafne uwagi we wskazówkach i maksymach, rozdz, V Aforyzmów o mądrości życia).
Guido Ceronetti
Milczenie ciała

poniedziałek, 10 września 2012

Parę słów o pragnieniu


Twoje pytanie o poprawność przesłania dobrych życzeń („Czyż życzenia nie są pragnieniem, a zatem powinno się ich unikać?") może być odpowiedziane, chociaż nie w jednym słowie. Jest pragnienie i pragnienie, i jest również pragnienie by zakończyć pragnienie. Jest pragnienie angażujące potwierdzanie siebie (miłość, nienawiść) i pragnienie które tego nie robi (arahata pragnienie by jeść kiedy jest głodny, na przykład), i pierwsze może być alba samo-utrwalające się (niepowstrzymana namiętność) albo samo-destrukcyjne (powstrzymana namiętność). Samo-destrukcyjne pragnienie jest złe na tyle o ile jest namiętne, a zatem dobre na tyle, że przetłumaczone na działanie, doprowadza się do końca. (Przez „przetłumaczone na działanie” mam na myśli, że pragnienie wstrzemięźliwości nie pozostaje abstrakcyjnie w ewidencji tylko kiedy nie ulega się namiętności, ale jest konkretnie operacyjne kiedy jest aktualna ku temu okazja, kiedy jest się aktualnie rozgniewanym. Rozpoczynając, oczywiście, nie jest łatwo je połączyć razem, ale z praktyką pragnienie wstrzemięźliwości powstaje w tym samym czasie jak namiętność, i ta kombinacja jest samo-destrukcyjna. Sutty mówią jasno, że pragnienie jest do wyeliminowania za pomocą pragnienia [A. IV,159: ii, 145-46]; i ty sam jesteś całkiem świadomy, że nic nie może być zrobione w tym świecie, ani dobrego ani złego, bez namiętności – i osiągnięcie beznamiętności nie jest wyjątkiem. Ale namiętność musi być inteligentnie ukierunkowana.) Skoro arahat jest zdolny do pragnienia dobra dla innych, dobre życzenia są ewidentnie esencjonalnie niepołączone z samo-potwierdzaniem, są więc całkiem comme il faut. 

Nanavira Thera