Je i płacze
Zapewne jest groteskowy
Usiłuje zapchać w sobie tę otchłań choćby strawą
O samotności pustych mieszkań!
O zwątpienie w sens początku i końca:
Tępa rozpacz starców i ich nienawiść do samych siebie
i dzika rozpacz młodości jej samouwielbienie
jej samozatrata i zwątpienie sięgające samego dna
O samotności straszna i wspaniała
O nasze pragnienie życia i nasza nienawiść do życia
I ty lepka nudo która bierzesz nas w swoje posiadanie
w samym środku szczęśliwego dnia
O przepaści która otwierasz się nagle pod stopami
o niegodny żalu nad samym sobą
Więc po to cała ta udręka pośpiechu ta oszukana dyscyplina dni
żeby zapchać tę dziurę
to piekło osłaniane własnym ciałem nieustającą gadaniną
ucieczką w tłum
Julia Hartwig
Pokochanie innej osoby dowodzi zmęczenia samotnością: jest więc tchórzostwem i zdradą wobec samego siebie (jest rzeczą najwyższej wagi, abyśmy nikogo nie kochali). Fernando Pessoa
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hartwig. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hartwig. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 15 grudnia 2015
czwartek, 6 listopada 2014
Siła i słodycz
noc wlewa się jak ciemna woda
żyjemy między wspomnieniem i zapominaniem
czy umiemy sprostać swojemu losowi
poznaliśmy śmierć bez umierania
i widywaliśmy światło w ciemności
miejsca i obrazy czekały na zaistnienie
wabiąc wizją doskonałości
zrób co zamierzałeś
bo nigdy nie będziesz gotowy
wezwij dobre duchy
żeby ci sprzyjały
Julia Hartwig
żyjemy między wspomnieniem i zapominaniem
czy umiemy sprostać swojemu losowi
poznaliśmy śmierć bez umierania
i widywaliśmy światło w ciemności
miejsca i obrazy czekały na zaistnienie
wabiąc wizją doskonałości
zrób co zamierzałeś
bo nigdy nie będziesz gotowy
wezwij dobre duchy
żeby ci sprzyjały
Julia Hartwig
piątek, 17 stycznia 2014
Odchodzą opiekuńczy bogowie
odchodzi posłaniec który cię strzegł
strzeż się takiej chwili
kiedy obawa cię ogarnie
i rozpoznasz przerażającą wieżę Babel
którą wyśnił Piranesi
Radości proste życie proste
dane nam były od zarania
więc skąd to samobójcze poczucie winy
które jak grzech pierworodny
jest nie do naprawienia
A może boimy się że same już słowa
popchną nas w przepaść
niech będą więc uczczone i pochwalone
te dni i te chwile kiedy jest tylko
śpiew i milczenie
Julia Hartwig
niedziela, 29 grudnia 2013
Życie, o, życie
Dlaczego je chwalę
i skwapliwie zbieram argumenty
na jego korzyść
choć wiem że mnie oszuka
że porzuci jak wyssaną do szpiku kość
jak wypalony papieros jak zgraną płytę
z której coraz trudnej odsłuchać słowa
Czy robię to z przymusu czy dla wygody
i uspokojenia
Czy chwalę jak się chwali dziecko
oczekując że pochwalone
odłoży trzymany w ręce nóż
Chwalę je wbrew wszystkiemu
wbrew jego zdradzieckiej naturze
Nie bojaźń to ale męstwo
które dalibóg nie jest moją zasługą
ale tej niewiadomej siły
która przeobraża nas w bojowników
w straconej sprawie
Miłości moja gdzie jesteś
za kim tęskniłaś i za czym tęsknisz jeszcze
jakiego pragniesz ukojenia
Julia Hartwig
czwartek, 23 maja 2013
Lament
rodzą
się
byle jak
przyjaźnią się
byle jak
kochają się
byle jak
rozmawiają
byle jak
umierają byle jak
o o
nie mów tego
tak
Julia Hartwig
byle jak
przyjaźnią się
byle jak
kochają się
byle jak
rozmawiają
byle jak
umierają byle jak
o o
nie mów tego
tak
Julia Hartwig
Pożegnanie ptaka
Tego bociana z przetrąconym
skrzydłem
w parku nad stawem już nie ma
Jak zginął? Można powiedzieć, że bohatersko
Kiedy poczuł, że skrzydło jego jakby się wygoiło
wzbił się nagle w powietrze
spojrzał z góry na łabędzie uwięzione na stawie
zatrzepotał skrzydłami radośnie
zatrzepotał skrzydłami desperacko
i runął do wody
Biedne Ikarzysko!
Nikt nie dostrzegł jego upadku
Ani rolnik jadący na traktorze
ani pasażerowie czerwonej toyoty
zajęci wymijaniem ciężarówki
Julia Hartwig
w parku nad stawem już nie ma
Jak zginął? Można powiedzieć, że bohatersko
Kiedy poczuł, że skrzydło jego jakby się wygoiło
wzbił się nagle w powietrze
spojrzał z góry na łabędzie uwięzione na stawie
zatrzepotał skrzydłami radośnie
zatrzepotał skrzydłami desperacko
i runął do wody
Biedne Ikarzysko!
Nikt nie dostrzegł jego upadku
Ani rolnik jadący na traktorze
ani pasażerowie czerwonej toyoty
zajęci wymijaniem ciężarówki
Julia Hartwig
Gdy opatrzy się zieleń
Jak to się stało, że
dopiero teraz, wczoraj wieczorem, w nocy,
przeniknęła mnie tak ostro myśl, że to wszystko co się ze mną dzieje
jest niepojęte dla mojego umysłu.
Nie pojmuję życia, nie pojmuję śmierci,
nie panuję nad swoimi snami, nie potrafię powiedzieć
co jest mną, a co nie jest
i pobudki moich działań są dla mnie tajemnicze.
Z przeszłości nie da się ułożyć nic składnego,
wybór tylko z pozoru należał do mnie.
Rzucona między potrzebę stałości
a chęć przekraczania tego co mi znane,
na przemian z bólem, to znów z ciekawą ochotą
odrywałam się od tego co zastane,
raz w gwałtownych smutkach,
to znów w przekonaniu, że idę za wyznaczonym mi losem.
Samotność tylekroć błogosławiona kiedy zdobywana z trudem,
narzucona na zawsze stała się brzemieniem,
które gasi nawet radość oczu. Gdzie jest łaska zachwytu?
Pełne oddania uniesienie?
Julia Hartwig
przeniknęła mnie tak ostro myśl, że to wszystko co się ze mną dzieje
jest niepojęte dla mojego umysłu.
Nie pojmuję życia, nie pojmuję śmierci,
nie panuję nad swoimi snami, nie potrafię powiedzieć
co jest mną, a co nie jest
i pobudki moich działań są dla mnie tajemnicze.
Z przeszłości nie da się ułożyć nic składnego,
wybór tylko z pozoru należał do mnie.
Rzucona między potrzebę stałości
a chęć przekraczania tego co mi znane,
na przemian z bólem, to znów z ciekawą ochotą
odrywałam się od tego co zastane,
raz w gwałtownych smutkach,
to znów w przekonaniu, że idę za wyznaczonym mi losem.
Samotność tylekroć błogosławiona kiedy zdobywana z trudem,
narzucona na zawsze stała się brzemieniem,
które gasi nawet radość oczu. Gdzie jest łaska zachwytu?
Pełne oddania uniesienie?
Julia Hartwig
Myślimy
Myślimy
o duchach. Że mogą się nam kiedyś
pokazać.
A one już zawołały do nas tamtej mglistej,
wietrznej nocy: Hamlecie, Hamlecie!
Myślimy o truciźnie. Że będziemy musieli ją wypić.
Wypiliśmy ją już.
Myślimy, że nadejdzie chwila próby.
A tymczasem pielgrzymi, których wieźliśmy
od dawna spoczywają na dnie morza i są już nie do
rozpoznania.
Myślimy: od jutra będziemy żyli naprawdę.
A przecież to już życie i niejeden z nas jest już
martwy na dobre.
Julia Hartwig
pokazać.
A one już zawołały do nas tamtej mglistej,
wietrznej nocy: Hamlecie, Hamlecie!
Myślimy o truciźnie. Że będziemy musieli ją wypić.
Wypiliśmy ją już.
Myślimy, że nadejdzie chwila próby.
A tymczasem pielgrzymi, których wieźliśmy
od dawna spoczywają na dnie morza i są już nie do
rozpoznania.
Myślimy: od jutra będziemy żyli naprawdę.
A przecież to już życie i niejeden z nas jest już
martwy na dobre.
Julia Hartwig
Dowód na istnienie
Wszystko pogubiłam
nie ma już nic
miejsca straciły swoje miejsce
Więc nic?
Jednak po zagubieniu
jednak po oczyszczeniu
zostaje
niewyobrażalne
i komuś czy czemuś
o tym wiadomo
Julia Hartwig
nie ma już nic
miejsca straciły swoje miejsce
Więc nic?
Jednak po zagubieniu
jednak po oczyszczeniu
zostaje
niewyobrażalne
i komuś czy czemuś
o tym wiadomo
Julia Hartwig
Spokrewnieni
Wołania,
gwizdy, jęki i pohukiwania,
gwar jak na targowisku.
A to głosy ptasie mówiące każde na swój sposób:
Żyję! I śpiewam na znak, że żyję!
Wśród nich jeden, niesłyszany dotąd, urywany,
ale uparty i wściekły, powtarzający
najwyraźniej dosłyszalne: Nie i nie!
światu i własnemu istnieniu.
I zdumiałam się, że one także taki głos znają.
Julia Hartwig
gwar jak na targowisku.
A to głosy ptasie mówiące każde na swój sposób:
Żyję! I śpiewam na znak, że żyję!
Wśród nich jeden, niesłyszany dotąd, urywany,
ale uparty i wściekły, powtarzający
najwyraźniej dosłyszalne: Nie i nie!
światu i własnemu istnieniu.
I zdumiałam się, że one także taki głos znają.
Julia Hartwig
Jasne niejasne
Najgorętsze
uczucia
nie rodzą najlepszych wierszy
najlepszej muzyki
najwspanialszych obrazów
A jednak bez nich
nie powstałoby nic
Nie liczysz pisząc
a jednak wszystko jest policzone
nie kryjesz się
a jesteś ukryty
nie wystawiasz się na pokaz
a widzą cię i rozpoznają
Przyznaj
że jest w tym coś niejasnego
Julia Hartwig
nie rodzą najlepszych wierszy
najlepszej muzyki
najwspanialszych obrazów
A jednak bez nich
nie powstałoby nic
Nie liczysz pisząc
a jednak wszystko jest policzone
nie kryjesz się
a jesteś ukryty
nie wystawiasz się na pokaz
a widzą cię i rozpoznają
Przyznaj
że jest w tym coś niejasnego
Julia Hartwig
Uścisk
W
objęciach świata
niewygodnych okrutnych
z których chciałbyś uwolnić się
pragnąc zarazem trwać w nich wiecznie
To objęcia miłosne
Życie, twój uścisk zbyt mocny.
Julia Hartwig
niewygodnych okrutnych
z których chciałbyś uwolnić się
pragnąc zarazem trwać w nich wiecznie
To objęcia miłosne
Życie, twój uścisk zbyt mocny.
Julia Hartwig
Coraz wyżej
Urodzeni na śmietnisku
ofiary siedmiu plag
obwołujemy co dzień zwycięstwo
Jeszcze dzień Jeszcze trwam
A śmietnisko rośnie i unosi nas w górę
ku nieśmiertelności
Julia Hartwig
ofiary siedmiu plag
obwołujemy co dzień zwycięstwo
Jeszcze dzień Jeszcze trwam
A śmietnisko rośnie i unosi nas w górę
ku nieśmiertelności
Julia Hartwig
Przemija postać tego świata
Zawsze chcieli
wiedzieć
co z tą świadomością się stanie.
„Zmarli święci nie wiedzą co czynią żywi,
nawet tego co czynią ich własne dzieci”
powiedział święty Augustyn.
Okrutne rozdzielenie.
Skąd więc tyle w nas pewności,
że przebywają wśród nas umarli.
Nędza naszego stanu nie jest pociągająca.
Kto raz odszedł, nie zapragnie wrócić.
Ale my nie umiemy sobie wyobrazić nic szczęśliwszego
nad ten świat, który kurczowo trzymamy w objęciach.
Julia Hartwig
co z tą świadomością się stanie.
„Zmarli święci nie wiedzą co czynią żywi,
nawet tego co czynią ich własne dzieci”
powiedział święty Augustyn.
Okrutne rozdzielenie.
Skąd więc tyle w nas pewności,
że przebywają wśród nas umarli.
Nędza naszego stanu nie jest pociągająca.
Kto raz odszedł, nie zapragnie wrócić.
Ale my nie umiemy sobie wyobrazić nic szczęśliwszego
nad ten świat, który kurczowo trzymamy w objęciach.
Julia Hartwig
Dribling na chustce do nosa
pamięci Bohumila Hrabala"I od tej chwili, kolego, ze wszystkim musisz już radzić sobie sam. Sam siebie musisz zmusić, żeby iść między ludzi, sam siebie musisz bawić, sam przed sobą udawać, do czasu aż sam siebie porzucisz, bo od teraz krążą już same tylko melancholijne kręgi..."
Zmęczyła go starość, zmęczyło go życie
("dopiero kiedy nas miażdżą, wydajemy z siebie co najlepsze")
Zapragnął pójść poza granice bytu i nicości.
Więc zdarzyło się że wypadł z okna
karmiąc gołębie w locie.
(Gdy nabożna staruszka
wciąż dorzuca swoją wiązkę chrustu
w ogień stosu
na którym płonie Jan Hus)
Julia Hartwig
Rachunek
Kiedy kruk przypomniał opowieść sprzed
wieków
poranek wydobywał się właśnie z niewoli mgły
A tobie przeznaczone tylko tyle jawy co snu
prawda mieszka zapewne w innych rejonach
Mieć nadzieję kiedy już nie ma nadziei
przebaczać to co niewybaczalne
Po co zadawać sobie pytania bezkarne
na które odpowiada ci wzruszenie ramion
a ty ani umiesz ani pragniesz im sprostać
Jest we śnie kamień grodzący pieczarę gdzie leżysz
jest we śnie skała która wciąż idzie przed tobą
i zbudzenie które miało być zmartwychwstaniem
a przynosi tylko niemoc i wstyd
które obnosić będziesz z fałszywie podniesionym czołem
Julia Hartwig
poranek wydobywał się właśnie z niewoli mgły
A tobie przeznaczone tylko tyle jawy co snu
prawda mieszka zapewne w innych rejonach
Mieć nadzieję kiedy już nie ma nadziei
przebaczać to co niewybaczalne
Po co zadawać sobie pytania bezkarne
na które odpowiada ci wzruszenie ramion
a ty ani umiesz ani pragniesz im sprostać
Jest we śnie kamień grodzący pieczarę gdzie leżysz
jest we śnie skała która wciąż idzie przed tobą
i zbudzenie które miało być zmartwychwstaniem
a przynosi tylko niemoc i wstyd
które obnosić będziesz z fałszywie podniesionym czołem
Julia Hartwig
sobota, 23 marca 2013
Od jakiego formatu?
Od jakiego formatu warte są naszego współczucia i naszej pomocy?
Mucha jeszcze nie, komar jeszcze nie. Ani liszka.
Przy myszy sprawa wciąż jest wątpliwa.
Przy ptaku wiele już serc czułych.
Odgrywają tu swoją rolę pożyteczność, przyjemność, jakie sprawiają. Nie bez znaczenia jest urok, krasa i przymilność.
Ale my również jesteśmy utrapionymi muchami Pana Boga, komarami, które kąsają go w policzek, pająkami, które zastawiają sieci w jego pokojach, podstępnymi kłusownikami w lasach jego królestwa.
Co dla nas jest lwem, dla Arkturusa nie jest nawet biedronką.
Julia Hartwig
Mucha jeszcze nie, komar jeszcze nie. Ani liszka.
Przy myszy sprawa wciąż jest wątpliwa.
Przy ptaku wiele już serc czułych.
Odgrywają tu swoją rolę pożyteczność, przyjemność, jakie sprawiają. Nie bez znaczenia jest urok, krasa i przymilność.
Ale my również jesteśmy utrapionymi muchami Pana Boga, komarami, które kąsają go w policzek, pająkami, które zastawiają sieci w jego pokojach, podstępnymi kłusownikami w lasach jego królestwa.
Co dla nas jest lwem, dla Arkturusa nie jest nawet biedronką.
Julia Hartwig
Subskrybuj:
Posty (Atom)