Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dąbrowski Kazimierz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dąbrowski Kazimierz. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 maja 2013

Przesłanie do nadwrażliwych


Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
za waszą czułość w nieczułości świata, za niepewność - wśród jego pewności
za to, że odczuwacie innych tak jak siebie samych zarażając się każdym bólem
za lęk przed światem, jego ślepą pewnością, która nie ma dna
za potrzebę oczyszczania rąk z niewidzialnego nawet brudu ziemi
bądźcie pozdrowieni.

Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
za wasz lęk przed absurdem istnienia
i delikatność niemówienia innym tego co w nich widzicie
za niezaradność w rzeczach zwykłych i umiejętność obcowania z niezwykłością
za realizm transcendentalny i brak realizmu życiowego,
za nieprzystosowanie do tego co jest a
przystosowanie do tego co być powinno
za to co nieskończone - nieznane - niewypowiedziane
ukryte w was.

Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
za waszą twórczość i ekstazę
za wasze zachłanne przyjaźnie, miłość i lęk
że miłość mogłaby umrzeć jeszcze przed wami.

Bądźcie pozdrowieni
za wasze uzdolnienia - nigdy nie wykorzystane -
(niedocenianie waszej wielkości nie pozwoli
poznać wielkości tych, co przyjdą po was)
za to, że chcą was zmieniać zamiast naśladować
że jesteście leczeni zamiast leczyć świat
za waszą boską moc niszczoną przez zwierzęcą siłę
za niezwykłość i samotność waszych dróg
bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi.
Kazimierz Dąbrowski

Oddechu mi trzeba


Oddechu mi trzeba
Nie z ziemi lecz z nieba
Aby czekać i żyć;
Minuty godziny
Jakie długo płyną
Łatwiej nie być, niż być

Życia blask, szczęścia blask
Na Golgocie mi zgasł
Zmarł już ciszy dzień
Przyszła noc, przyszedł cień.

Kazimierz Dąbrowski

Tylko w chorobie



Tylko w chorobie,
tylko w śmiertelnej chorobie można przejrzeć
bez złudy, bez pociągającej sugestii,
co jest ja, a co nie ja.
Bo to drugie – niezróżnicowane, wszechwładne,
zmysłowe, układne, szukające radości trwania.
Ropieje, wrzodzieje, rozpada się.
Nie ty nim władniesz, ale ono włada.
Nie czujesz oczu, tylko ból rozproszony.
Nie czujesz twarzy, tylko bezwład rozogniony.
Posuwa się to twoje ja ku krańcom istnienia,
ku temu, co nie ja, co coraz bardziej obce.
Coraz bardziej cudze, coraz mniej własne.
Co szerokie i coraz bardziej ciasne, co się kurczy,
odmienia, ropieje, Co obce, niechciane,
co ciąży, co schodzi na krańce
niewidzialnego, wątłego, zablokowanego,
półistniejącego.
Ach gdyby wyciągnąć duchowe ramiona
rzutem ogromnym, ku innemu,
nieprzytomnie, instynktownie przejść
na tamtą stronę, chceniem rozpaczliwym,
szalonym. Dogonić, prześcignąć , uchwycić
nie to, co teraz, ale to, co Autentyczne, Jedyne,
Prawdziwe.

Kazimierz Dąbrowski

Pragnienia



Pragnienia, zachwycenia mistyczne, jasnowidzenie,
serca drżenie, że się coś wie, że się rozumie,
że się dużo umie.
Że się jest mocnym, że na pewno tak, a nie inaczej.
Że można wpływać na bieg zdarzeń.
A potem… rozpacze,
a potem straszliwe misterium przerażeń.
Po powrocie z drogi mistycznej,
po tęsknotach, obsesjach, widzeniach,
po marzeniach… powrót szary.
Skurczony do depresji,
do krytycyzmu, do codziennych truizmów.
I smutek beznadziejny,
upokarzający. I wokół ci nie rozumiejący,
że to koniec, że mgła, że beznadziejna rzeczywistość,
że mglistość, że całkowita niepotrzebność.
Że tylko zostaje śmierć, jedyna droga wyjścia
z obłąkania w nieznane, a może w dobrze znane.
Ale to już wszystko jedno.
Po odejściu, po opuszczeniu innych i siebie,
niepowrotnym.


Kazimierz Dąbrowski


Misterium religijno-moralno-psychologiczne


I

Godziny płyną w zapatrzeniu ponad sen, ponad jawę
Gotujcie w walce z życia cieniem na drugi brzeg przeprawę
Zgasła miłość moja idą niepokoje
Myśli me w strzęby rwą,
Zgasł mi sens życia pełzną już z ukrycia lęki gorsze niż skon.

Życia blask, szczęścia blask
Na Golgocie mi zgasł
Zmarł już ciszy dzień
Przyszła noc, przyszedł cień


II

Ciężko żyć mi Panie
Życie me konaniem
Ponad siły i stan;
Nikt mi nie pomoże
Krom Ciebie, mój Boże
I okaż cud, śmierć Swą złam.

Życia blask, szczęścia blask
Na Golgocie mi zgasł
Zmarł już ciszy dzień
Przyszła noc, przyszedł cień.



Znikły w cieniu liście purpurowe



Znikły w cieniu liście purpurowe,
noc jesienna otworzyła grób.
Dala duszy cichą szeptu mowę,
Dusza płacze u grobowca stóp

Zbieram często na cmentarzu liście,
zwiędłe liście, purpurowy pęk.
Cicho wkoło – jakoś uroczyście,
sam tu jeden i cmentarny lęk.

A.D. 1916

Kazimierz Dąbrowski
Wiersz „Znikły w cieniu liście purpurowe”, napisał 14-letni Autor, z powodu śmierci bliskich mu osób w rodzinie