Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gogol. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gogol. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 września 2014

Achmatowa, podobnie jak Gogol, nie lubiła nic mieć


Achmatowa, podobnie jak Gogol, nie lubiła nic mieć. Wszystko co jej dawano – podarki itd. - rozdawała na prawo i lewo. Na przykład już po paru dniach szal, który jej podarowano, można było widzieć u kogoś innego.

Niebywale lubię tą cechę, przypominająca mi zwyczaje nomadów, nie mających ani nie chcących (nie bez powodu) niczego magazynować. Wszystko u nich jest tymczasowe, z konieczności i z filozoficznej zasady. Joseph de Maistre mówi o jakimś rosyjskim księciu, który spał byle gdzie w swym pałacu, nie mając w nim by tak rzec, stałego łoża, bo miał przeczucie, że gości w nim jedynie przejazdem.

Wszyscy ci ludzie czuli, że wpadli w życie jak po ogień.

Cioran, Zeszyty
tłumaczenie: Ireneusz Kania

środa, 5 lutego 2014

Cóż za poziom!


"Na tym wyjątkowo wysokim poziomie artyzmu literatury nie interesuje oczywiście współczucie dla skrzywdzonych i poniżonych czy przeklinanie uprzywilejowanych, odwołuje się ona do tajemniczej głębi duszy ludzkiej, gdzie cienie innych światów przesuwają się jak cienie bezimiennych statków."

Vladimir Nabokov "Nikołaj Gogol", przełożył i posłowiem opatrzył Leszek Engelking, Wydawnictwo Muza, Warszawa 2012, s.154.

wtorek, 14 stycznia 2014

Gogol i Petersburg


"W istocie to dopiero przeszedłszy przez osobowość Gogola, Petersburg zyskał opinię dziwnego miejsca, którą zachował niemal przez stulecie, by ją stracić, gdy przestał być stolicą cesarstwa. Genialny tyran zbudował najważniejsze miasto Rosji na mokradłach i na kościach niewolników gnijących w tych mokradłach; to był początek tej dziwności i pierwotna skaza. Wiecznie wylewająca i zalewająca miasto Newa już była swego rodzaju niejasnym odwetem (jak to opisał Puszkin), bóstwa bagna próbowały odebrać to, co do nich należało; wizja ich walki z miedzianym carem wpędziła w obłęd jednego z pierwszych 'drobnych urzędników' w literaturze rosyjskiej, bohatera Puszkinowskiego Jeźdźca miedzianego. Puszkin wyczuł, że z Petersburgiem nie wszystko jest w porządku; zauważył bladozielony odcień nieba nad nim i tajemniczą siłę miedzianego cara, którego koń staje dęba na płynnym tle pośród pustyni szerokich ulic i wielkich placów. Ich prawdziwa dziwność została jednak zgłębiona, dopiero kiedy ktoś taki jak Gogol zaczął spacerować po Newskim Prospekcie. Opowiadanie pod tym tytułem akcentowało dziwność w sposób tak wyrazisty i niemożliwy do zapomnienia, że wiersze Błoka i powieść Biełego Petersburg, powstałe w początku naszego stulecia, zdają się raczej budować dalej miasto Gogola, niż tworzyć nowe obrazy i tajemnice. Petersburg nie był całkiem rzeczywisty, ale nie był taki również i Gogol, Gogol-upiór, Gogol-brzuchomówca. Kiedy był uczniem, z perwersyjnym uporem chodził niewłaściwą stroną ulicy, wkładał prawy but na lewą nogę, w środku nocy piał jak kogut, a meble w swoim pokoju układał z logiką przypominającą Alicję po drugiej stronie lustra. Nic dziwnego, że Petersburg w pełni objawił swoją dziwność w czasie, kiedy najosobliwszy z Rosjan spacerował jego ulicami. Bo Petersburg jest właśnie czymś takim: odbiciem w zamglonym lustrze, niesamowitą mieszaniną przedmiotów używanych wbrew ich przeznaczeniom, rzeczy tym bardziej niepohamowanie pędzących wstecz, im szybciej sunęły przedtem do przodu, bladoszarych nocy, zamiast zwykłych czarnych, i czarnych dni - przykładem 'czarny dzień' urzędniczyny w znoszonym ubraniu. Bywa, że otwierają się drzwi prywatnego domu i ni z tego, ni z owego wybiega z nich świnia. Jakiś człowiek wsiada do karety, ale nie jest to grubawy, przebiegły, wielkozady mężczyzna, tylko twój własny nos, mamy tu do czynienia z 'przesunięciem sensu', tak typowym dla snów. Oświetlone okno w mieszkaniu okazuje się dziurą w rozpadającej się ścianie. Twoja pierwsza i jedyna miłość jest bezwstydną kobietą, której cnota jest bajką, a ta bajka to przecież twoje życie".
Vladimir Nabokov, Nikołaj Gogol, tłum. L. Engelking, Muza, Warszawa 2012, s. 17-18.