Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sokrates. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sokrates. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 maja 2016

Bo to właśnie jest całe nieszczęście w głupocie, że człowiek nie będąc ani pięknym i dobrym, ani mądrym, przecie uważa, że mu to wystarczy


Diotyma mówi, że są dwa rodzaje istot, które nie filozofują: pierwszy to bogowie i mędrcy, bo ci właśnie są mądrzy, drugi to głupcy, bo ci sądzą, że są mądrzy:

,Z bogów żaden nie filozofuje ani nie pragnie mądrości — on ją ma; ani żadna inna istota mądra nie filozofuje. Głupi też nie filozofują i żaden z nich nie chce być mądry. Bo to właśnie jest całe nieszczęście w głupocie, że człowiek nie będąc ani pięknym i dobrym, ani mądrym, przecie uważa, że mu to wystarczy. Bo jeśli człowiek uważa, że mu czegoś nie brak, czyż będzie pragnął tego, na czym mu jego zdaniem nie zbywa?'

Więc Sokrates zapyta: „Moja Diotymo [...] a któż się w takim razie zajmuje filozofią, jeżeli mądrzy nie, a głupi także nie?”. Diotyma odpowiada:

[...] ci, którzy są czymś pośrednim między jednymi i drugimi. Do tych i Eros należy. Bo mądrość to rzecz niezaprzeczalnie piękna, a Eros to miłość tego, co piękne; przeto musi Eros być miłośnikiem mądrości, filozofem, a filozofem będąc, pośrodku jest między mądrością i głupotą. I tem też winno jego u pochodzenie. Bo ojciec jego mądry jest i bogaty, a matka niemądra i biedna.

Znów odnajdujemy tu w wizerunku Erosa nie tylko filozofa, ale i samego Sokratesa, który, jak głupcy, pozornie nie wiedział nic, ale który jednocześnie miał świadomość, że nic nie wie: różnił się więc od głupców tym, że świadom swej niewiedzy, pragnął coś wiedzieć, nawet jeżeli, o czym już mówiliśmy, jego wyobrażenie o wiedzy głęboko różniło się od wyobrażenia tradycyjnego. Sokrates, czyli filozof, to Eros: pozbawiony mądrości, piękna, dobra, pragnie i kocha piękno, dobro i mądrość.


P. Hadot, Czym jest filozofia starożytna
Przełożył Piotr Domański

niedziela, 22 maja 2016

Można być posłusznym prawom, pragnąc, by się zmieniły, tak jak można walczyć na wojnie, pragnąc pokoju


Troska o siebie nie wyklucza więc troski o państwo. W sposób całkiem wyraźny Sokrates głosi, w Obronie i w Kritonie, jako swój obowiązek, jako coś, czemu powinien poświęcić wszystko, z życiem włącznie, posłuszeństwo prawom państwowym, upersonifikowanym Prawom, które w Kritonie zachęcają Sokratesa, by nie dał się zwieść pokusie ucieczki z więzienia gdzieś daleko od Aten, uświadamiając mu, że jego ocalenie będzie czymś egoistycznym, niesprawiedliwością w stosunku do Miasta. Ale taka postawa to nie konformizm. Ksenofont wkłada w usta Sokratesa twierdzenie, że można „być posłusznym prawom, pragnąc, by się zmieniły, tak jak można walczyć na wojnie, pragnąc pokoju”.

Merleau-Ponty słusznie podkreśla: „Sokrates słucha w sposób, który jest sposobem sprzeciwu”, podporządkowuje się prawom, by dowieść prawdy swej postawy filozoficznej i absolutnej wartości intencji moralnej. Nie można więc powtórzyć za Heglem: „Sokrates ucieka w siebie, żeby tam szukać sprawiedliwości i dobra”, lecz raczej za Merleau- -Pontym powiedzieć: „sądził, że nie można być sprawiedliwym samemu, że będąc samemu, przestaje się nim być”.

Przeto troska o siebie okazuje się nieodłączna od troski o państwo i o innych. Widać to na przykładzie samego Sokratesa, którego całą rację życia stanowi zajmowanie się innymi. Jest w nim coś misjonarskiego i ludowego zarazem; cechy te dadzą się zresztą odnaleźć w niektórych filozofiach okresu hellenistycznego.
Zarówno bogatemu, jak i ubogiemu pozwalam, żeby mi pytania stawiał [...] Że ja jestem właśnie taki i że mnie bóg dał m miastu, to może i stąd zmiarkujecie; przecież to nie jest zwyczajna ludzka rzecz, że ja o swoje sprawy zgoła nie dbam [...] i to już od tylu lat, a ciągle jestem waszym dobrem zajęty [...] i każdego namawiam, żeby dbał o dzielność.
Czyli że Sokrates jest jednocześnie poza światem i na świecie; ponad ludźmi i rzeczami wskutek swych wymagań moralnych i wynikłego z nich zaangażowania, ale i wśród ludzi i rzeczy, bo prawdziwa filozofia może istnieć tylko w codzienności. Przez całą starożytność Sokrates pozostanie w ten sposób wzorcem filozofa idealnego, którego dzieło filozoficzne nie jest czymś różnym od jego życia i śmierci.
Jak to napisał na początku II w. n.e. Plutarch:
Wielu [...] za filozofów uważa tych, co zagłębieni w fotelach dyskutują i potem zamieszczają te dysputy w książkach. Pomijają zaś tę codzienną i ciągłą działalność, na równi polityczną i filozoficzną, widoczną w czynach i działaniach [...] A przecież nie ustawiał [Sokrates] ławek dla uczniów, ani nie zasiadał w fotelu, nie pilnował też wyznaczonej pory na dyskusje czy przechadzki ze swoimi uczniami. On filozofował żartując, kiedy popadło, pijąc, wojując, chodząc z niektórymi na rynek, a w końcu wtedy, gdy wtrącony do więzienia pił truciznę. On pierwszym udowodnił, że życie w każdej chwili, części, uczuciu i działaniu, jednym słowem we wszystkim, może być wyrazem filozofii.
*Plutarch, Czy w starszym wieku warto zajmować się polityką , 3 26, 796 d [przeł. A. Twardecki, w: Cyceron, Plutarch, Pochwała starości , Warszawa 1996].

P. Hadot, Czym jest filozofia starożytna
Przełożył Piotr Domański

sobota, 21 maja 2016

Bezmyślnym życiem żyć człowiekowi nie warto


Wiedza Sokratesa: wartość absolutna intencji moralnej

Przeczuwamy już, czym jest wiedza Sokratesa leżąca poza jego niewiedzą. Sokrates mówi, i ciągle to powtarza, że nic nie wie, niczego nie może nauczyć innych, inni powinni myśleć sami i sami odkrywać własne prawdy. Ale wolno przecież zapytać, czy nie istnieje jakaś wiedza, którą Sokrates odkrył dla siebie i w sobie. Otóż pozwala się jej domyślać pewien fragment Obrony Sokratesa26, w którym przeciwstawione zostają sobie wiedza i niewiedza. Sokrates formułuje możliwy zarzut przeciwko sobie: „Czyż nie wstyd ci, że żyłeś w sposób, który cię dziś stawia w obliczu śmierci?”. I odpowiada:
[...] ty nieładnie mówisz, człowiecze, jeżeli, twoim zdaniem, z góry widoki życia lub śmierci obliczać powinien człowiek, a nie na to tylko patrzeć, kiedy działa, czy postępuje słusznie, czy niesłusznie i czy robi tak, jak człowiek dzielny, czy jak lichy.
  Z tego punktu widzenia niewiedzą wydaje się obawa śmierci.
Bo obawiać się śmierci [...] to nic innego nie jest, jak tylko mieć się za mądrego, choć się nim nie jest. Bo to znaczy myśleć, że się wie to, czego człowiek nie wie. Bo o śmierci żaden człowiek nie wie, czy czasem nie jest dla nas największym ze wszystkich dobrem, a tak się jej ludzie boją, jakby dobrze wiedzieli, że jest największym złem. A czyż to nie jest głupota, i to ta najpaskudniejsza: myśleć, że się wie to, czego człowiek nie wie?
Sam Sokrates wie, że nie wie nic o śmierci, ale za to twierdzi, że wie coś o zupełnie innej sprawie:
A że krzywdy wyrządzać i nie słuchać lepszego od siebie boga czy człowieka — jest czymś złym i hańbą, to wiem. Więc zamiast się chronić od takiego zła, o którym wiem, że jest złem, ja takich rzeczy, o których nie wiem, czy przypadkiem nie są właśnie dobre, ani się bać, ani przed nimi uciekać nie myślę.
Warto odnotować, że tutaj wiedza i niewiedza nie dotyczą idei, lecz wartości: wartości śmierci z jednej strony, i dobra i zła moralnego z drugiej. Sokrates nie wie, jaką wartość przypisać śmierci. Nie w jego to mocy; z definicji brak mu doświadczenia własnej śmierci. Natomiast zna wartość moralnego działania i intencji moralnej. One zależą od jego wyboru, od jego decyzji, od jego zaangażowania; z niego samego biorą początek. Tutaj raz jeszcze wiedza równać się będzie nie zespołowi twierdzeń, abstrakcyjnej teorii, lecz pewności wyboru, decyzji, inicjatywy; wiedza to nie wiedza po prostu, lecz wiedza o preferencji, wiedza życiowa. I to właśnie wiedza o wartości będzie przewodniczką Sokratesa w dyskusjach z jego rozmówcami.
I jeżeliby mi kto z was zaprzeczał i mówił, że dba, ja go nie puszczę i nie dam m odejść, ale go będę pytał i badał, i przekonywał, i jeśli dojdę do przekonania, że on nie ma dzielności naprawdę i tylko tak mówi, to będę go poniewierał, że o najwyższe wartości mniej dba, a rzeczy lichsze wyżej stawia.
Wiedzę o wartości czerpie Sokrates ze swego doświadczenia wewnętrznego, doświadczenia wyboru, który ją za sobą pociąga. I w tym wypadku okazuje się, że wiedza istnieje tylko w osobistym akcie odkrycia, znalezienia czegoś we własnym wnętrzu. U Sokratesa wewnętrzność tę wzmacnia jeszcze wyobrażenie demona (daimon), boskiego głosu, który w nim przemawia i powstrzymuje go od robienia pewnych rzeczy. Trudno powiedzieć, czy chodzi tu o doświadczenie mistyczne, czy o obraz mityczny. Ale wolno chyba dopatrzyć się pewnego pierwowzoru świadomości moralnej, sumienia.

Wygląda więc na to, że Sokrates implicite zakładał, iż u wszystkich ludzi istnieje wrodzone pragnienie dobra. Również w tym sensie mówił o sobie, że jest zwykłą akuszerką: jego rola ogranicza się do uświadomienia swoim rozmówcom ich wewnętrznych możliwości. Teraz lepiej rozumiemy znaczenie paradoksów Sokratesa: nikt nie jest zły umyślnie oraz: cnota to wiedza. Chodzi w nich o to, że jeśli ktoś popełnia zło moralne, to dlatego, że spodziewa się w nim znaleźć dobro, a jeśli jest cnotliwy, to dlatego, że całą swą duszą i całym swym istnieniem wie, gdzie mieści się dobro prawdziwe. Całe tedy zadanie filozofa sprowadza się do umożliwienia rozmówcy, by się w pełnym tego słowa znaczeniu „przekonał”, jakie jest prawdziwe dobro i prawdziwa wartość. U podstaw wiedzy sokratejskiej leży miłość dobra.

Toteż najistotniejsza treść wiedzy sokratejskiej to „wartość absolutna idei moralnej” i pewność, jaką przynosi wybór tej wartości. Oczywiście powyższe sformułowanie pochodzi z naszej epoki, Sokrates by go nie użył. Ale może być przydatne, gdy zechcemy uwypuklić wagę Sokratesowego przesłania w całej jego pełni. Można rzec, że dla człowieka pewna wartość jest absolutna wtedy, gdy ów człowiek gotów jest za nią umrzeć. Tak właśnie rzecz się ma z Sokratesem, gdy chodzi o to, co „jest najlepsze”, a więc o sprawiedliwość, obowiązek, czystość moralną. Powtórzy on kilkakrotnie w Obronie, że woli śmierć i niebezpieczeństwo niż rezygnację ze swojej powinności i swojej misji. W Kritonie Platon opisuje, jak to Sokrates każe przemówić prawom ateńskim, które uświadamiają mu, że jeśli spróbuje uciec i uniknąć wyroku, wyrządzi krzywdę całemu miastu, dając zły przykład nieposłuszeństwa prawom: nie powinien więc stawiać swego życia ponad to, co niesprawiedliwe.

I jak mówi Sokrates w Fedonie :
[...] myślę, że dawno by te ścięgna i te kości były gdzie w Megarze czy między Beotami, dokąd by je poniosło mniemanie o tym, co najlepsze, gdybym ja sam nie uważał za rzecz sprawiedliwszą i piękniejszą, zamiast uciekać i wyrywać, poddać się państwu i ponieść karę, którą mi wymierzono.
Ta absolutna wartość wyboru moralnego objawi się i w innym wymiarze. Oto Sokrates oświadcza: „do człowieka dobrego nie ma przystępu żadne zło ani za życia, ani po śmierci”. Znaczy to, że wszystkie rzeczy, które ludziom wydają się złem: śmierć, choroba i nędza, dla niego złem nie są. W jego oczach istnieje tylko jedno zło: moralne, i tylko jedno dobro, jedna wartość: wola czynienia dobra. Co sugeruje, że nie należy wzbraniać się przed nieustannym i rygorystycznym kontrolowaniem swego sposobu życia, przed sprawdzaniem, czy zawsze kieruje nim wola czynienia dobrze. Można w jakiejś mierze twierdzić, że Sokratesa nie interesuje definiowanie teoretycznej, obiektywnej treści moralności (a więc tego, co należy robić), lecz wiedza o tym, czy chce się, realnie i konkretnie, robić to, co uważa się za słuszne i dobre (a więc jak należy postępować). W Obronie Sokrates nie przedstawia żadnych argumentów teoretycznych dla wyjaśnienia tego, co go zmusza do badania własnego życia i życia innych. Ogranicza się do zakomunikowania, że po pierwsze, jest to jego misja powierzona mu przez boga, po drugie zaś, że tylko takie jasne i rygorystyczne widzenie siebie samego może nadać życiu sens.

Bezmyślnym życiem żyć człowiekowi nie warto.*

* Platon, Obrona Sokratesa, 38 a

P. Hadot, Czym jest filozofia starożytna
Przełożył Piotr Domański

Filozofować to podać samego siebie w wątpliwość


Apel „jednostki” do „jednostki”

Filozofować to już nie tylko, jakby chcieli sofiści, zdobywać wiedzę czy umiejętność postępowania, pewną sophia. To podać samego siebie w wątpliwość. Wtedy dozna się poczucia, że nie jest się tym, czym się być powinno. Tak wygląda definicja filozofa, człowieka żądnego mądrości, w Uczcie. A owo poczucie płynie z zetknięcia z postacią jaką jak Sokrates, którego sama obecność skłania do zakwestionowania siebie; sugeruje to Alkibiades w końcowym fragmencie Uczty. Wygłoszona przez niego pochwała Sokratesa wydaje się zawierać pierwsze w dziejach wyobrażenie Jednostki, jakże bliskie Kierkegaardowi, jednostki jako osobowości wyjątkowej i nieklasyfikowalnej. Zwykle istnieją, powiada Alkibiades, rozmaite typy, na jakie można podzielić jednostki, na przykład „wielki wódz,szlachetny i dzielny”, jak w czasach homeryckich Achilles, i współcześnie Brazydas, przywódca spartański, albo „wymowny i roztropny mąż stanu” — za Homera Nestor, za naszych czasów Perykles. Ale Sokratesa nie da się zaszeregować. Nie można go porównać do żadnego człowieka, co najwyżej do sylenów i satyrów. On jest atopos: obcy, ekstrawagancki, absurdalny, zbijający z tropu, nie do zaklasyfikowania; powie o sobie w Teajtecie : jestem całkowicie zbijający z tropu (atopos) i nic nie stwarzam prócz aporii (zamieszania).

Ta wyjątkowa postać ma w sobie coś fascynującego, jakieś magiczne przyciąganie. Jej wywody filozoficzne gryzą serce jak wąż i wywołują w duszy, mówi Alkibiades, stan owładnięcia, obłędu, upojenia filozoficznego, a więc zupełnego chaosu. To bardzo ważne stwierdzenie. Na tych, którzy go słuchają, Sokrates oddziałuje w sposób irracjonalny, poprzez emocje, które wywołuje, poprzez miłość, którą inspiruje. W dialogu napisanym przez ucznia Sokratesa, Ajschinesa ze Sfetos, Sokrates mówi o Alkibiadesie, ze jeśli nawet nie jest zdolny nauczyć go niczego pożytecznego (bo przecież nic nie wie), to ufa, że uda mu się uczynić go lepszym dzięki miłości, jaką dla niego żywi, i w takim stopniu, w jakim z nim żyje19. W Teagesie, dialogu mylnie przypisywanym Platonowi, lecz napisanym za jego życia, bo między 369 a 345 r. p.n.e.20, jeden z uczniów mówi Sokratesowi, że nawet gdy się odeń niczego nie uczy, to i tak robi postępy przez to tylko, że przebywa w tym samym miejscu co Sokrates i że może go dotykać. Alkibiades nieraz powie w Uczcie, że zaklęcia Sokratesa mącą jego myśli.

[Sokrates] już mnie tak nieraz tak nastrajał, już mi się nieraz zdawało, że żyć niewart taki jak ja [...] On na mnie wymusza to przeświadczenie, że ja, tyle braków mając, zamiast dbać o swoje własne niedostatki, sprawami Aten się zajmuję.

A przecież Sokrates nie jest ani bardziej elokwentny, ani bardziej błyskotliwy niż inni. Wprost przeciwnie, mówi Alkibiades, na pierwszy rzut oka jego wywody wydają się zupełnie bezsensowne. Mówi o osłach objuczonych, o jakichś kowalach, szewcach, garbarzach i wydaje się, że on zawsze jedno i to samo mówi w ten sam sposób.

Alkibiades zdaje się tu robić aluzję do typowego dla Sokratesa sposobu argumentowania, o którym mowa również w zredagowanych przez Ksenofonta wspomnieniach. Sposób ów polega na dziwieniu się, że ktoś, kto chce zdobyć zawód szewca, cieśli, kowala czy koniuszego, wie, gdzie trzeba szukać nauczyciela, lecz gdy chodzi o sprawiedliwość, nie wiadomo, do kogo się zwrócić. To w tekście Ksenofonta sofista Hippiasz wytyka Sokratesowi, że wciąż powtarza „te same zdania o tych samych sprawach”. Sokrates przyjmuje zarzut tym chętniej, że umożliwia mu to replikę: Hippiasz, wręcz przeciwnie, stara się za każdym razem powiedzieć coś nowego, nawet jeżeli mówi o sprawiedliwości.

A cóż to nowego można powiedzieć o przedmiocie, który zmieniać się nie powinien? Ale Hippiasz odmawia odpowiedzi, dopóki Sokrates nie zaznajomi go ze swoim poglądem na sprawiedliwość:

Ciągle stawiasz innym pytania, przypierasz każdego do muru i w ten sposób naśmiewasz się ze wszystkich. Ale sam nikomu nie chcesz dać odpowiedzi ani wyjawić swego zdania o niczym!

Sokrates na to:

Ja wcale nie żadnym rozumieniem [...] ale czynem jasno dowodzę, co to jest sprawiedliwość.

Co znaczy, że w ostatecznej instancji to istnienie i życie człowieka sprawiedliwego najlepiej określają, czym jest sprawiedliwość.

Potężna indywidualność Sokratesa może rozbudzić poczucie indywidualności u jego rozmówców. Ale ich reakcje są krańcowo różne. Przed chwilą mówiliśmy o radości, jaką Nikiasz przyjmował fakt kwestionowania go przez Sokratesa. Alkibiades z kolei próbował oprzeć się jego wpływowi, odczuwał w jego obecności wstyd, tak dalece nie chciał ulec czarowi Sokratesa, że życzył mu śmierci. Ale Sokrates nie może nic ponad to, że zachęca swojego rozmówcę do autoanalizy, do poddania się badaniu. Aby zawiązał się dialog, który doprowadzi jednostkę do, jak powiedział Nikiasz, zdania sprawy z siebie i ze swego życia, trzeba, by rozmówca Sokratesa na równi z nim zgodził się podporządkować wymaganiom dyskursu racjonalnego albo raczej wymaganiom rozumu. Inaczej mówiąc, troska o siebie i zakwestionowanie siebie samego mogą się zrodzić tylko w akcie przekroczenia jednostkowości, wzniesienia się na poziom uniwersalności reprezentowanej przez logos wspólny obydwu rozmówcom.

P. Hadot Czym jest filozofia starożytna
Przełożył Piotr Domański

poniedziałek, 28 lipca 2014

Sokrates a sztuka odchodzenia we właściwej chwili


„Czy wolałbyś, mój drogi Apollodorze, abym umarł raczej sprawiedliwie niż niesprawiedliwie?” - zaczem mówiąc te słowa [Sokrates] uśmiechnął się. U Ksenofonta

Tak Sokrates po swym skazaniu zareplikował Apollodorowi, który mu powiedział: „Wielka to dla mnie zgryzota widzieć, że umierasz niesprawiedliwie”.

Jest to może najpiękniejsza replika Sokratesa – z racji tego uśmiechu.

Wobec przyjaciół proponujących mu ucieczkę i przed, i po ogłoszeniu wyroku, Sokrates argumentuje, że umieranie będzie dlań najlepsze właśnie teraz, na progu starości i degrengolady, że to najlepsza okazja do zniknięcia. Wszystko wydawało mu się lepsze od upokorzeń sędziwego wieku. Jakaż to lekcja dla ludzi nowoczesnych, zabiegających wyłącznie o opóźnienie własnej śmierci. Trzeba by wymyślić nową hańbę: starzenie się. Dziś Sokrates przystałby na snute przez jego przyjaciół plany ucieczki i co najmniej nieco by się ugiął, jeśli nie całkowicie poniżył przed swymi sędziami. Ciągle ta sama historia: oduczyliśmy się sztuki odchodzenia we właściwej chwili. Będziemy do końca przeżywać hańbę starzenia się. Pławienie się w zgrzybiałości – oto co już od dobrych paru stuleci najlepiej charakteryzuje społeczeństwo.

Niewiarygodna, zdumiewająca pycha Sokratesa, przemawiającego przed sędziami. Mieli oni nadto powodów, by wyjść z siebie – owi ludzie niezdolni pojąć, że ktoś śmie stawiać się tak wysoko ponad resztą obywateli.

Cioran, Zeszyty
tłumaczenie: Ireneusz Kania
s. 723

czwartek, 22 maja 2014

Owa przerażająca tajemnica


W Umierającym Sokratesie Nietzsche widzi też odbicie własnego dramatu. Sokrates chciał umrzeć i umierając wypowiedział te oto tajemnicze słowa: „Kritonie, dłużny jestem koguta Asklepiosowi” - tak jakby „uleczony z jakiejś choroby winien był coś bogu zdrowia”. *

To śmieszne i straszliwe ostatnie słowo – pisze Nietzsche – znaczy dla tego, kto ma uszy: „Kritonie, życie jest chorobą”. To możliwe! Człowiek jak on […] był pesymistą! Nadrabiał tylko miną wobec życia i za życia ukrywał swój ostateczny sąd, swe największe uczucie! Sokratesa, Sokratesa bolało życie! A on zemścił się jeszcze za to – owym tajemniczym, strasznym, pobożnym i bluźnierczym słowem! Musiałże i Sokrates mścić się jeszcze? Czyż było o jeden gran wielkoduszności za mało w jego cnocie? **

Jak to w sposób godny podziwu wykazał Bertam, Nietzsche pozwala w tym miejscu odgadnąć swą tajemnicę, swą własną najskrytszą wątpliwość, dramat swego istnienia. On, Nietzsche który chciał być piewcą radości istnienia i radości życia, czyż i on w końcu nie podejrzewa, nie obawia się, że istnienie to tylko choroba? Sokrates zdradził tajemnicę. Dał do zrozumienia, co myśli o życiu ziemskim. Nietzsche jednakże chce należeć do „pierwszej rangi duchów”, takich co umieją ową tajemnicę przerażającą przemilczeć.

Czyż jego płomienny, dionizyjski dytyramb o życiu i o niczym więcej – pisze Bertram – nie był rodzajem milczenia w którym wielki Nauczyciel życia nie wierzył w życie? ***

* Platon, Fedon, 118 a.
** F. Nietzsche, Wiedza radosna, dz. cyt., par. 340
*** Bertram, Nietzsche, dz. cyt., s 330

Pierre Hadot, Filozofia jako ćwiczenie duchowe, s.136
tłumaczenie: Piotr Domański
wydawnictwo Aletheia

sobota, 19 kwietnia 2014

Tylko cnota zapewnia szczęście


(fragment pracy poświęconej Sokratesowi)

Zło pochodzi wg Sokratesa z niewiedzy albo z niewystarczającego poznania dobra, "nikt nie popełnia błędu z własnej woli", natomiast poznanie prawdy i osiągnięcie doskonałości w działaniu prowadzi do urzeczywistnienia prawdziwej natury ludzkiej, a w ten sposób do szczęścia.

Sokrates był pierwszym, który wyróżnił dobra moralne,właściwy przedmiot etyki, a także był pierwszym przedstawicielem stanowiska moralizmu, "pożytek zależny jest od dobra, tylko to co dobre jest naprawdę pożyteczne". Sokrates był przeciwieństwem utylitarysty twierdził, że czyn jest niezawodnie dobry, gdy wypływa zeń pożytek, a zalecając sprawiedliwość czy lojalność, wysiłek w pracy czy kompetencje w zawodzie, powoływał się na płynące stąd korzyści.

Szczęście związane jest z cnotą, bo z cnoty wynika. Szczęśliwy jest, bowiem ten, kto posiada największe dobra, a największym dobrem jest cnota. Wiedza jest tym samym, co cnota, jeśli wiedza nie wystarcza do cnoty, to musi być powierzchowna i niezupełna. Wiedza potrzebna do cnoty jest innego rodzaju, to nie wiedza o żywiołach, gwiazdach, kosmosie, lecz o sprawiedliwości i odwadze, nie przyrodnicza, lecz etyczna. Stanowisko takie nazywamy intelektualizmem etycznym, "cnoty można się uczyć, jest tylko jedna". Prawdziwe szczęście i prawdziwy pożytek daje tylko dobro, a prawdziwym dobrem jest cnota.

Dla Sokratesa cnota nie tylko jest niemożliwa bez wiedzy, lecz jest z wiedzą tożsama. Cnota jest wiedzą, a wiedza jest cnotą.
Arete14 jest tym samym, co episteme15. "Wiedzieć, co jest sprawiedliwe, to znaczy zarazem postępować sprawiedliwie. I na odwrót: postępować sprawiedliwie nie można, jeżeli się nie wiec, czym jest sprawiedliwość, jeżeli zaś tę wiedzę się posiada, to nie można postępować niesprawiedliwie"16.

Ponieważ tylko cnota zapewnia szczęście, ponieważ "rozkosz jest dobrem, a ból złem"17 , a "piękny czyn jest za razem dobry i pożyteczny"18, wiec i szczęśliwość całkowicie zasadza się na wiedzy. "Jeżeli to, co przyjemne, i to, co dobre, jest jednym i tym samym, to nikt, jeśli wie, lub chociaż tylko mniema, że coś innego jest lepsze niż to, co on robi, a może postąpić inaczej, nie będzie postępował źle, mogąc postąpić lepiej. Nie móc opanować siebie, to przecież nic innego jak głupota (amathia), a panować nad sobą, to nic innego, tylko mądrość (sofia)"19.

Według Sokratesa, kto wie, co jest
"lepsze", ten nie może postępować wbrew tej wiedzy. Racjonalizm i intelektualizm etyczny Sokratesa wiele razy był krytykowany ze względu na powszechne ludzkie doświadczenie. Sam Arystoteles uważa, że podejście Sokratesa do opanowania ludzkiego sprzeciwia się doświadczeniu ludzkiemu, gdyż człowiek może być podatny na coś, co nim owładnie i bez względu na posiadaną wiedzę człowiek celowo wybierze coś, co nie jest dobre moralnie. Dodatkowym przykładem może być aforyzm wyrażony przez Owidiusza: "Widzę i pochwalam to, co lepsze, lecz wybieram gorsze".

Dla Sokratesa najważniejszą rzeczą była troska o duszę.
"Dobro własnej duszy jest dla każdego rzeczą najważniejszą, ważniejszą niż zdrowie i powodzenie, ważniejszą nawet niż życie i ważniejszą niż wszelkie sprawy publiczne"20. Żołnierz ma walczyć dzielnie i odważnie narażać życie nie z obowiązku wobec ojczyzny, lecz z obowiązku wobec siebie samego, wobec własnej duszy, którą tchórzostwo by pohańbiło. Ma to swoje odwzorowanie w życiu samego Sokratesa, gdy zostaje skazany na śmierć. Nie unika wyroku po procesie, nie dla poszanowania prawa państwowego, lecz dla spokoju własnej duszy, co potwierdza kilkukrotnie w "Obronie" i w "Gorgiaszu" - "... tak jest lepiej, dla zdrowia mojej duszy"21. Dusza nabiera u Sokratesa nowego znaczenia, nie jest pojmowana naturalistycznie, jak u Homera, ani metafizycznie, jak u pitagorejczyków, nie jest przeciwstawiona empirycznemu żywotowi i ciało nie jest dla niej więźniem czy grobem, jak dla orfików i pitagorejczyków. Dusza to tyle, co rozeznanie dobrego i złego, rozeznanie wewnętrzne, indywidualne, ale ponieważ innego rozeznania, jak wewnętrzne, nie ma, rozeznanie to jest poznaniem filozoficznym (fronesis). Dusza jest, więc pojęciem moralnym, a jednocześnie intelektualnym, ponieważ wiedza o tym, co dobre i co złe, jest wiedzą najwyższą, bez której niczego w ogóle wiedzieć i nie można, i nie warto. Troska o duszę, terapia duszy, jest zarazem najwyższym zabiegiem poznawczym. W tej terapii duszy Sokrates dochodzi do wiedzy negatywnej: "Nie jest dobrem to, co za dobro uchodzi, nie jest prawdą to, co się za prawdę podaje, nie jest szczęściem to, co się jako szczęście zachwala. Lepiej jest krzywdy doznać, niż krzywdę wyrządzać, lepiej jest umrzeć nie sprzeniewierzając się swojemu sumieniu, niż żyć za wszelką cenę, lepiej jest przyznać się do niewiedzy, niż udawać, że się wiedzę posiada"22.

Przypisy

14 - gr. Arete=cnota, dzielność etyczna, doskonałość moralna, "Mała encyklopedia filozofii" wyd. cyt. str. 34 15 - gr. Episteme - pojęcie używane w filozofii starogreckiej jako synonim poznania filozoficznego, czyli poznania pewnego, niewątpliwego, Tamże str. 131 16 - Platon, "Protagoras" 352 A-B 17 - Tamże 360 C-D 18 - Tamże 361 B-C 19 - Tamże 538 B-C 20 - Por. Wybór Pism. str. 129 21 - Platon "Gorgiasz" 511C 22 - W. Kornatowski "Cycero - Pisma filozoficzne", wyd. BKF t.III. str. 688

Marcin Mastalerz

czwartek, 17 kwietnia 2014

Nauczyć się umierać


Istnieje tajemnicza więź między mową a śmiercią. Był to jeden z ulubionych motywów myśli nieodżałowanego Brice'a Paraina. „Mowa rozwija się tylko przez śmierć jednostek”.

Dzieje się tak, ponieważ Logos stanowi wymóg racjonalności powszechnej – zakładający świat niewzruszonych norm – przeciwstawiający się wiecznemu stawaniu się i zmiennym żądzom jednostkowego życia cielesnego. W tym konflikcie ten, kto pozostaje wierny Logosowi, ryzykuje utratę życia. To jest historia Sokratesa. Sokrates umarł przez wierność Logosowi.

Śmierć Sokratesa to wydarzenie przełomowe, kładące podwaliny pod platonizm. Czyż istota platonizmu nie polega właściwie na przekonaniu, że Dobro jest ostateczną racją bytów? Jak mówi neoplatonik z IV wieku:

Jeśli wszystkie byty są bytami tylko przez dobroć i jeśli uczestniczą w Dobru, trzeba, by pierwsza zasada była Dobrem, które przekracza byt. Oto znakomity tego dowód: dusze wielkie gardzą bytem z przyczyn Dobra, gdy się samorzutnie wystawiają na niebezpieczeństwo dla swojej ojczyzny, dla tych, których kochają, albo dla cnoty.*

Sokrates naraził się na śmierć dla cnoty. Wolał raczej umrzeć, niż wyrzec się nakazów sumienia; przedłożył więc Dobro nad byt, sumienie i myśl nad życie swego ciała.

Ten wybór to właśnie podstawowy wybór filozoficzny: można zatem powiedzieć, że filozofia to ćwiczenie się w śmierci i przyuczanie do niej – jeśli prawdą jest, że podporządkowuje ona cielesną wolę życia wyższym nakazom myśli.

A więc istotne – powiada Sokrates w Fedonie – ci, którzy filozofują jak należy, troszczą się i starają o to, żeby umrzeć, i śmierć jest dla nich mniej straszna niż dla wszystkich innych ludzi. **

Śmierć o której tu mowa, to duchowa separacja duszy i ciała:

najwięcej duszę od ciała oddzielić i przyzwyczaić ją do tego, żeby się sama w sobie ze wszystkich zakątków ciała umiała skupić i zebrać, i mieszkać, ile możności, i dziś, i potem, w odosobnieniu, w samej sobie; wyzwolona z ciała, niby z kajdan.***

* Salustios, O bogach i świecie, V, 3.
** Platon, Fedon
*** Tamże

Pierre Hadot, Filozofia jako ćwiczenie duchowe, s. 41-42
tłumaczenie: Piotr Domański
wydawnictwo Aletheia

wtorek, 15 kwietnia 2014

Sokrates zachęca


W dialogu „sokratycznym” rozmówca Sokratesa niczego się nie uczy i Sokrates nie rości sobie pretensji do nauczenia go czegokolwiek: powtarza zresztą temu, kto go chce słuchać, że jedyną rzeczą, którą wie, jest, że nie nie wie. Ale jak bąk niestrudzony Sokrates dręczy swoich rozmówców zapytaniami, które ich samych pod znakiem zapytania stawiają, które zmuszają ich do zwrócenia uwagi na siebie, do dbania o siebie samych.

Ty mężu zacny, obywatelem będąc Aten, miasta tak wielkiego i tak sławnego z mądrości i siły, nie wstydzisz się dbać i troszczyć o pieniądze, abyś miał ich jak najwięcej, a o sławę, o cześć, o rozum i prawdę, i o duszę, żeby była najlepsza, ty nie dbasz i nie troszczysz się o to?

Bo przecież ja nic innego nie robię tylko chodzę i namawiam młodych pośród was i starych, żeby się ani o ciało, ani o pieniądze nie troszczył jeden z drugim przede wszystkim, ani tak bardzo jak o duszę, aby była jak najlepsza*.

Misja Sokratesa polega na zachęceniu współczesnych do badania swej świadomości, do zatroszczenia się o swoje postępy wewnętrzne:

Żem całe życie nie siedział cicho i nie dbał o to, o co troszczy się wielu: o pieniądze, o dom, o strategię, o mowy na zgromadzeniach, urzędy, sprzysiężenia, obywatelskie spiski, bom się naprawdę za zbyt porządnego człowieka uważał na to, żeby tam pójść […], tylko szedłem i próbowałem każdego z was namawiać, żeby ani o żadną sprawę ze spraw swoich nie dbał prędzej, zanim dbać zacznie o siebie samego, by się stał jak najlepszym i najmądrzejszym**.

Alcybiades w Platońskiej uczcie także mówi o skutkach, jakie miała dlań rozmowa z Sokratesem:

On na mnie wymusza to przeświadczenie, że ja, tyle braków mając, zamiast dbać o swoje własne niedostatki, sprawami Aten się zajmuję […]. Ja się go jednego wstydzę […]. Ja nie potrafię wykazać, że nie należy tak robić, jak on każe***.

Dialog sokratyczny ukazuje się więc jako wykonywane wspólnie ćwiczenie duchowe, zachęcające do wewnętrznego ćwiczenia duchowego, do badania świadomości, do baczenia na siebie, krótko mówiąc, do sławnego „poznaj samego siebie”.

* Platon Obrona Sokratesa [przeł. W. Wytwicki]
** Tamże
*** Platon, Uczta [przeł. W. Wytwicki]

Pierre Hadot, Filozofia jako ćwiczenie duchowe, s. 32-33
tłumaczenie: Piotr Domański
wydawnictwo Aletheia

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Kto do Sokratesa blisko podejdzie ...


Kto do Sokratesa blisko podejdzie w rozmowie, ten, już musi, choćby i o czym innym był rozmawiać zaczął, chodzić za nim tam i sam, aż wpadnie i musi zdawać rachunek z siebie samego, jakim trybem teraz żyje i jak minione życie przeżył. A już raz jak ktoś wpadł nie prędzej go puści Sokrates, aż to wszystko z niego pięknie, ładnie wyżyłuje. […] Uważam, że to nic złego: przypominać sobie, cośmy nieładnego zrobili albo dziś robimy. Człowiek, który tego nie unika, musi na przyszłość bystrzej myśleć o tym co będzie.

Platon, Laches
tłumaczenie: W. Wytwicki, w: tenże, Laches, Protagoras