Złożył ślub w surowym chramie
Przed posągiem Marii świętym,
Że zostanie wierny damie
O spojrzeniu nieugiętym.
Zapomniawszy o swym ślubie
Pieścił każdą napotkaną,
W nocnych bójkach szedł ku zgubie,
Aż przed bramą raju stanął.
„Czyś nie przysiągł w moim chramie-
Głos Madonny zabrzmiał święty-
Że zostaniesz wierny damie,
Która wzrok ma nieugięty?
Odejdź, bowiem Władcy świata
Nie o takie chodzi plony.
Kto przysięgą swą pomiata,
Ten przez Boga jest wzgardzony”
Ale smutny, załamany,
Padł ku Marii stopom świętym :
„Nigdzie nie spotkałem damy
O spojrzeniu nieugiętym”.
Nikołaj Gumilow
tłum. Leopold Lewin
Pokochanie innej osoby dowodzi zmęczenia samotnością: jest więc tchórzostwem i zdradą wobec samego siebie (jest rzeczą najwyższej wagi, abyśmy nikogo nie kochali). Fernando Pessoa
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gumilow. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gumilow. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 23 kwietnia 2013
Wenus
Na dalekiej planecie Wenus
Słońce świeci stokroć złociściej
Tam na Wenus ach tam na Wenus
Drzewa mają błękitne liście
Tam na Wenus ach tam na Wenus
Nie ma władczych snów ani szorstkich
Bo narzecze aniołów z Wenus
Same tylko zna samogłoski
Tam na Wenus ach tam na Wenus
Przedśmiertnego nie ma cierpienia
Jeśli kto umiera na Wenus
To się w parę wodną zamienia
Tam na Wenus ach tam na Wenus
Nie ma władczych snów ani szorstkich
Bo narzecze aniołów z Wenus
Same tylko zna samogłoski
A to było a to było w owe lata
Z których śladu nie zostało w pustce świata
A to była a to była ta kraina
Która nawet we śnie się nie przypomina
Może las ten to jest dusza Twoja
Może las ten to jest miłość moja
Umierając może właśnie tego czasu
Odejdziemy razem do owego lasu
Może las ten to jest dusza Twoja
Może las ten to jest miłość
Mikołaj Gumilow
tłum. Adam Pomorski, Witold Dąbrowski
Słońce świeci stokroć złociściej
Tam na Wenus ach tam na Wenus
Drzewa mają błękitne liście
Tam na Wenus ach tam na Wenus
Nie ma władczych snów ani szorstkich
Bo narzecze aniołów z Wenus
Same tylko zna samogłoski
Tam na Wenus ach tam na Wenus
Przedśmiertnego nie ma cierpienia
Jeśli kto umiera na Wenus
To się w parę wodną zamienia
Tam na Wenus ach tam na Wenus
Nie ma władczych snów ani szorstkich
Bo narzecze aniołów z Wenus
Same tylko zna samogłoski
A to było a to było w owe lata
Z których śladu nie zostało w pustce świata
A to była a to była ta kraina
Która nawet we śnie się nie przypomina
Może las ten to jest dusza Twoja
Może las ten to jest miłość moja
Umierając może właśnie tego czasu
Odejdziemy razem do owego lasu
Może las ten to jest dusza Twoja
Może las ten to jest miłość
Mikołaj Gumilow
tłum. Adam Pomorski, Witold Dąbrowski
Przy kominku
Spływał nocy cień... Drwa się dopalały.
Z gorzkich jego ust słowa mu spływały.
Nieruchomy wzrok utkwił w ciemnej dali
i nad sobą sam tak się smutno żalił:
”Przeniknąłem w głąb nieznajomych lądów,
osiemdziesiąt dni sunął tren wielbłądów.
Łańcuch groźnych gór, las, rozlane wody
i w dalekiej mgle czyjeś dziwne grody.
Nieraz stamtąd w noc pod namiotów krycie
dolatało nas tajemnicze wycie.
Las rąbaliśmy, rowyśmy kopali,
podchodziły lwy, myśmy się nie bali.
Żaden bowiem tchórz pośród nas nie kroczył,
trafiał celny strzał między ich złe oczy.
Odkopaliśmy z piasku tam świątynię,
jedna z tamtych rzek mym imieniem słynie.
I w krainie wód zza jeziornej strony
wielkich plemion pięć biło mi pokłony.
Teraz zbyłem sił, jestem jakby we śnie,
chora dusza ma ciężko i boleśnie.
I poznałem strach po raz pierwszy w życiu
pogrzebany tu, w czterech ścian ukryciu.
Nawet strzelby błysk, nawet cios obucha
nie są w stanie już zerwać mi łańcucha''.
A kobieta zła w pysze swego ciała
wparta w ciemny kąt jego słów słuchała.
Nikołaj Gumiłow
przekład Kazimierz Andrzej Jaworski
Z gorzkich jego ust słowa mu spływały.
Nieruchomy wzrok utkwił w ciemnej dali
i nad sobą sam tak się smutno żalił:
”Przeniknąłem w głąb nieznajomych lądów,
osiemdziesiąt dni sunął tren wielbłądów.
Łańcuch groźnych gór, las, rozlane wody
i w dalekiej mgle czyjeś dziwne grody.
Nieraz stamtąd w noc pod namiotów krycie
dolatało nas tajemnicze wycie.
Las rąbaliśmy, rowyśmy kopali,
podchodziły lwy, myśmy się nie bali.
Żaden bowiem tchórz pośród nas nie kroczył,
trafiał celny strzał między ich złe oczy.
Odkopaliśmy z piasku tam świątynię,
jedna z tamtych rzek mym imieniem słynie.
I w krainie wód zza jeziornej strony
wielkich plemion pięć biło mi pokłony.
Teraz zbyłem sił, jestem jakby we śnie,
chora dusza ma ciężko i boleśnie.
I poznałem strach po raz pierwszy w życiu
pogrzebany tu, w czterech ścian ukryciu.
Nawet strzelby błysk, nawet cios obucha
nie są w stanie już zerwać mi łańcucha''.
A kobieta zła w pysze swego ciała
wparta w ciemny kąt jego słów słuchała.
Nikołaj Gumiłow
przekład Kazimierz Andrzej Jaworski
ja i ty
tak, wiem, że z tobą jam nie para
z innej przybyłem tu krainy
mnie się podoba nie gitara,
lecz dzikiej zurny dźwięk jedyny
wiersze me czytam nie w salonie
ciemnym sukienkom i ubraniom
lecz wodospadom w głazów łonie
smokom, obłokom nad otchłanią
jak smagły Arab chcę w oazie
przypaść do wody, pić namiętnie
a nie jak rycerz na obrazie
wpatrzony w gwiazdy, czekać smętnie...
Nikołaj Gumilow
z innej przybyłem tu krainy
mnie się podoba nie gitara,
lecz dzikiej zurny dźwięk jedyny
wiersze me czytam nie w salonie
ciemnym sukienkom i ubraniom
lecz wodospadom w głazów łonie
smokom, obłokom nad otchłanią
jak smagły Arab chcę w oazie
przypaść do wody, pić namiętnie
a nie jak rycerz na obrazie
wpatrzony w gwiazdy, czekać smętnie...
Nikołaj Gumilow
Ballada
Pięć rumaków darował mi druh mój Lucyfer
Oraz pierścień cudowny, złoty pierścień z rubinem,
Bym w pieczary zagłębiał się chłodne i ciche,
Lice nieba o jutrzni podpatrywał niewinne.
Uderzały kopytem rumaki, wabiące
W ziemskie dale zwodnicze, w przygodę i przestrzeń,
I wierzyłem, że dla mnie zapala się słońce
Lśniąc jak rubin, gdy złoty obraca się pierścień.
W gwiezdną noc, blady świt – rozwiewały się grzywy,
Wędrowałem, nie znając ni snu, ni wytchnienia.
I bawiły mnie czarnych rumaków porywy
I rozbłyski mojego złotego pierścienia.
Hen, na szczytach poznania – szaleństwo i śnieg,
Ale spiąłem rumaki, smagnąłem je biczem
I na szczyty poznania skierowałem ich bieg,
I ujrzałem tam panią ze smutnym obliczem.
Drżał jak struna jej głos – z odpowiedzią pytanie
W zagadkowych, zielonych zlewało się oczach.
Przeto pierścień oddałem księżycowej tej pani
Za mieniącą się złudnie rozrzutność warkocza.
I wzgardziwszy mną wtedy, i drwiąc ze słabego,
Wrota w mroczne przepaście Lucyfer mi rozwarł
I darował mi druh mój rumaka szóstego,
Zaś ostatni ten rumak na imię miał Rozpacz.
Nikołaj Gumilow
przełożył Wiktor Woroszylski
Oraz pierścień cudowny, złoty pierścień z rubinem,
Bym w pieczary zagłębiał się chłodne i ciche,
Lice nieba o jutrzni podpatrywał niewinne.
Uderzały kopytem rumaki, wabiące
W ziemskie dale zwodnicze, w przygodę i przestrzeń,
I wierzyłem, że dla mnie zapala się słońce
Lśniąc jak rubin, gdy złoty obraca się pierścień.
W gwiezdną noc, blady świt – rozwiewały się grzywy,
Wędrowałem, nie znając ni snu, ni wytchnienia.
I bawiły mnie czarnych rumaków porywy
I rozbłyski mojego złotego pierścienia.
Hen, na szczytach poznania – szaleństwo i śnieg,
Ale spiąłem rumaki, smagnąłem je biczem
I na szczyty poznania skierowałem ich bieg,
I ujrzałem tam panią ze smutnym obliczem.
Drżał jak struna jej głos – z odpowiedzią pytanie
W zagadkowych, zielonych zlewało się oczach.
Przeto pierścień oddałem księżycowej tej pani
Za mieniącą się złudnie rozrzutność warkocza.
I wzgardziwszy mną wtedy, i drwiąc ze słabego,
Wrota w mroczne przepaście Lucyfer mi rozwarł
I darował mi druh mój rumaka szóstego,
Zaś ostatni ten rumak na imię miał Rozpacz.
Nikołaj Gumilow
przełożył Wiktor Woroszylski
Marzenia
W opuszczonych domostwa ścianach,
na pustkowiu, w mroku zimowym
stary kruk i żebrak w łachmanach
o marzeniach wiedli rozmowy.
Kruk, skrzydłami trwożnie trzepocząc
opowiadał w dreszczu ekstazy,
że na gruzach zamczyska nocą
czarodziejskie widział obrazy.
Że we wzlocie dumnym i śmiałym
o ponurym zapomniał świecie,
był cudownym łabędziem białym,
brudny żebrak – wspaniałym księciem.
Żebrak łkał bezsilnie i głucho,
noc ciężarem legła wokoło.
Przechodząca obok starucha
znakiem krzyża kreśliła koło.
Nikołaj Gumilow
przełożyła Danuta Wawiłow
na pustkowiu, w mroku zimowym
stary kruk i żebrak w łachmanach
o marzeniach wiedli rozmowy.
Kruk, skrzydłami trwożnie trzepocząc
opowiadał w dreszczu ekstazy,
że na gruzach zamczyska nocą
czarodziejskie widział obrazy.
Że we wzlocie dumnym i śmiałym
o ponurym zapomniał świecie,
był cudownym łabędziem białym,
brudny żebrak – wspaniałym księciem.
Żebrak łkał bezsilnie i głucho,
noc ciężarem legła wokoło.
Przechodząca obok starucha
znakiem krzyża kreśliła koło.
Nikołaj Gumilow
przełożyła Danuta Wawiłow
Subskrybuj:
Posty (Atom)