Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Weaver. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Weaver. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 grudnia 2016

Rzeczy, język i psychopatologia

Semantycy są pod wrażeniem świata jako procesu i czując wraz Heraklitem, że nikt nie może wejść powtórnie do tej samej rzeki, kwestionują zdolność do oznaczania zmieniającej się rzeczywistości poprzez ograniczony w zmienności język. S.I. Hayakawa, jeden z najbardziej znanych popularyzatorów tego tematu, mówi, że "wszechświat jest w ciągłym stanie przepływu". Alfred Kobrzycki stwierdził, iż użycie słowa "jest" w sensie zdeterminowanym w systemie semantycznym tak fałszuje świat, że może zagrozić naszemu zdrowiu umysłowemu. Tacy ludzie pracowicie usiłują nam pokazać poprzez kategorie desygnatów wszystkie przedmioty, które może oznaczać pojedynczy wyraz - i w tym samym czasie biorą pod uwagę kontekst użycia słowa przez nadawcę, najwyraźniej aby powiązać go ze stającym się światem (przypomina to dawną tendencję romantyzmu, aby rozpatrywać dzieło sztuki jako ekspresję stanu emocjonalnego artysty w chwili tworzenia). Pragną oni, aby język wyrażał nie koncepcję prawd, ale jakości wrażeń, tak aby człowiek mógł - według pragmatycznej teorii sukcesu - żyć bardziej pomyślnie. Dla kogoś całkowicie oddanemu temu królestwu stawania się, np. dla empirystów, żądanie poznania prawd jest oznaką psychopatologii. Być może nie mamy tu do czynienia z niczym innym, jak niezwykle wyrafinowaną ekspresją doktryny głoszącej, że rzeczy idealne są halucynacjami i że jedyną normalną, zdrowo umysłowo osobą jest dziarski ekstrawertyk, czyniący chwilowe, instynktowne wybory wobec bodźców świata materialnego. Dla ludzi tego pokroju Chrystus, jako głosiciel Słowa, może być "homoseksualnym paranoikiem". W rezultacie ich doktryna wydaje się częścią ogólnej  dążności do usunięcia wszelkich barier chroniących przed bezpośrednią percepcją świata zmysłowego. Trzeba więc znowu zwrócić uwagę na pewną skłonność do czynienia rzeczy fizycznych jedynymi determinantami istniejącego świata.

R M. Weaver
Idee mają konsekwencje
Tłumaczenie: Barbara Bubula

Nie trzeba chyba wspominać, że pojmowanie rzeczywistości jako nieustannego ciągu zmian, jest abstrakcyjną filozofią oderwaną od naszego bezpośredniego doświadczenia, zatem nie ma miejsca na tą ideę w Nauce Buddy, choć cieszy się ona sporą popularnością wśród buddystów, którzy w ten sposób interpretują przekaz Buddy o nietrwałości.

Jednakże Budda opisując nietrwałość  determinowanej rzeczywistości, mówi o trzech determinowanych znakach tego co determinowane: początek się manifestuje, koniec się manifestuje, i zmiana, podczas gdy rzecz trwa, się manifestuje.

Oczywiście nie możemy oczekiwać od Dalajlamy jakiegoś głębszego zrozumienia Nauki Buddy, natomiast wydaje się, że otrzymał on całkiem dobre wykształcenie filozoficzne. Jednakże w jednej z książek przedstawia on dylemat: czy statek, który przeszedł tyle remontów, iż składa się z całkiem innych rzeczy niż początkowo, jest wciąż tym samym statkiem czy też innym. Odpowiedź Buddy jest prosta: to ten sam statek, pojawił się, czy został zrobiony, następnie ulega od czasu do czasu różnym zmianom ale nawet jeżeli już wygląda zupełnie inaczej, to jednak jest w ewidentnym związku ze swym stanem początkowym aż w końcu rozpadnie się lub zostanie rozebrany. Był pewną rzeczą, która się pojawiła, zniknęła, a gdy trwała, podlegała od czasu do czasu pewnym dającym się zaobserwować zmianom. Zresztą Budda nie jest jedynym, który w ten sposób widzi rzeczy, ta sama zasada, zmiany podczas trwania występuje w fizyce kwantowej jako - podaję po angielsku, "Invariance under Transformation" i u filozofa idealistycznego Bradleya jako "Unity in Diversity" czy " Identity in Difference" i w matematyce w teorii grup.

Jak zauważa Nanavira Thera, pytania o tożsamość rzeczy, które postawił Dalajlama, nie mają nic wspólnego z pytaniem o tożsamość osoby: "kiedy ktoś umiera, kto się odradza, ta sama osoba czy inna?" Pierwsze pytanie jest znacznie prostsze i może sobie z nim poradzić filozofia na poziomie puthujjany, drogie wymaga wglądu ariya, który widzi, że na  źle sformułowane pytanie nie ma dobrych odpowiedzi.

poniedziałek, 28 listopada 2016

Społeczeństwo ludzkie nie może istnieć bez jakiegoś źródła świętości

Bardzo prawdopodobne - choć nie jest to kwestia do rozstrzygnięcia przez niedorostków - że społeczeństwo ludzkie nie może istnieć bez jakiegoś źródła świętości. Państwa, które otwarcie usiłowały ją wykorzenić, zostały w końcu zmuszone do samodzielnego ustanowienia boskości.

Dlatego musi istnieć jedno nienaruszalnego prawo, które by nadawało ważność innym prawom. Dopóki nie istnieje coś, z czego możemy wywieść pewność moralną, nie możemy polegać na dedukcjach, stanowiących szkielet spójnego zachowania. Przeczytałem ostatnio, że liberał to człowiek, który wątpi w przesłanki, nawet gdy działa on w zgodzie z nimi. Wydaje się to idealną receptą na demoralizację, jeśli nie na chorobę psychiczną. Wydaje się, że jest prawdą, iż ten rodzaj metafizycznego prawa moralnego, który tu zarysowaliśmy, daje się porównać z zasadami a priori, jakich nie można kwestionować, kiedy dokonujemy czynności myślenia.

Grecy utożsamiali boga z umysłem. Okazuje się, że każdy atak na religię lub na charakterystyczne idee wywiedzione z religii okazuje się w gruncie rzeczy atakiem na rozum. Pewność moralną nadaje pierwotne uzasadnienie dla właściwej władzy rozsądzania. Integralność intelektu nadaje jasność działaniu praktycznemu. Istnieje pewna ostateczna identyfikacja dobra i prawdy, tak, że człowiek ignorujący lub tracący wiarę w pierwsze nie potrafi żadnym sposobem ocalić tej drugiej.

Już od wieków oportunizm wdzierał się do tego podstawowego prawa, aż głęboka pewność moralną prawie zanikła. Poszukajmy zatem skutecznego oparcia dla logosu przeciwko współczesnemu barbarzyństwu.

R M. Weaver
Idee mają konsekwencje
Tłumaczenie: Barbara Bubula

niedziela, 27 listopada 2016

Wszystko, cokolwiek musi zabiegać o łaskę opinii publicznej, prędzej czy później będzie sprostytuowane

Prawo prywatne broniące szlachetnej wyższości jest tym, co umożliwia uniezależnienie od państwa. Thoreau, który znalazł wolność nad jeziorem Walden, mógł przemawiać śmiało przeciwko państwu, bez groźby ekonomicznej ekskomuniki. Walt Whitman, stawszy się pracownikiem administracji państwowej w Waszyngtonie odkrył, że dążenia nieortodoksyjne, nawet w poezji, prowadzą do odcięcia od dochodów. (...)

Nie ma pewniejszej rzeczy niż to, że wszystko, cokolwiek musi zabiegać o łaskę opinii publicznej, prędzej czy później będzie sprostytuowane do celów utylitarnych. Instytucje oświatowe USA są uderzającym potwierdzeniem tej prawdy. Praktycznie bez wyjątku, edukacja konserwatywna, to znaczy edukacja skoncentrowana wokół idei i ideałów, najlepiej sobie radzi w tych instytucjach, które utrzymują się ze środków prywatnych. Pomimo ograniczeń, które usiłowali narzucić ofiarodawcy środków, były one w stanie utrzymać zasadę, że edukacja nie służy jedynie do celów utylitarnych. Instytucje te są stosunkowo wolne, tak że mogą promować czystą naukę ćwiczenia umysłu. Dzięki temu stały się ostatnią ostoją dla "astołecznych" studiów, takich jak łacina i greka. W państwowych instytucjach oświatowych, które są na łasce ciał wybieralnych i na łasce opinii publicznej jako całości, a także pod naciskiem obowiazku wykazywania się praktycznymi wynikami w stosunku do wydatkowanych sum, ruch w kierunku specjalizacji i fachowości jest nie do powstrzymania. Instytucje te nigdy nie były w stanie oświadczyć, że będą robić to, co chcą, ze swoją własnością, ponieważ ich własność nie jest własnością prywatną. Zaryzykujemy nawet twierdzenie, że przeciwieństwem prywatnej własności jest prostytucja.

R M. Weaver
Idee mają konsekwencje
Tłumaczenie: Barbara Bubula

środa, 23 listopada 2016

Człowiek kultury do pewnego stopnia żyje poza tym światem

Kultura składa się w rzeczywistości z wielu drobnych rzeczy. Nie są nimi poręczne fotele i miękkie łóżka ani ekstrawaganckie urządzenia kąpielowe. Przedmioty te troszczą się przecież o zmysły, a kultura dotyczy wyobraźni. Człowiek kultury do pewnego stopnia żyje poza tym światem. Kult komfortu jest więc jedynie kolejnym aspektem decyzji, którą człowiek podjął - że postanawia żyć tylko w tym świecie. Jednakże napotyka tu na pewną sprzeczność: sama polityka życia całkowicie w tym świecie, nieposiadania żadnych połączeń z tamtym  światem, którego nie można "udowodnić", zwraca uwagę wyłącznie ku rzeczom przemijającym i w ten sposób osłabia ludzką efektywność. Nie dzieje się nic wielkiego, kiedy się nas gani za niestworzenie wielkiej sztuki lub nieprzestrzeganie obrządku, gorzej gdy się okaże, że skłonność do komfortu czyni nas niezdolnym do przetrwania! Nie jest to żadne odkrycie - los otyłych i ślamazarnych zwierząt, które zostały zwyciężone przez szczupłe i głodne, stanowi alegorię znanego nam doświadczenia. Nie jest również konieczne przypominanie dni rzymskiej degeneracji. Choć ten przykład byłby nader stosowny, spójrzmy raczej na sedno problemu i zapytajmy, czy kult komfortu nie wynika w sposób konieczny z utraty wiary w idee i czy skutkiem tego nie powoduje społecznej demoralizacji?

R M. Weaver
Idee mają konsekwencje
Tłumaczenie: Barbara Bubula

Budda o negatywnym wpływie umiłowania komfortu

Ceronetti: Przepadliśmy z kretesem. „Dobrobyt niesie z sobą upojenie, któremu ludzie niżsi nigdy się nie oprą” - odnotowuje Balzac. Narody składają się w większości z ludzi niższych, niezdolnych oprzeć się temu upojeniu. Zdolność i żądza zniszczenia tych eks-biedaków Zachodu są imponujące!

wtorek, 22 listopada 2016

Mieszczanin a misterium stworzenia

Wydaje  się, że zepsucie człowieka zawsze zaczyna się wtedy, gdy życie miejskie zdobywa dominację nad wiejskim. Kiedy człowiek zostawia wieś, aby zamknąć się wewnątrz obszernych kamiennych gmachów, gdy  porzuca to, co się Thomas Browne nazwał pudor rusticus, gdy uzależnia swe przetrwanie od skomplikowanego systemu wymiany międzyludzkiej, powoli zapomina on o wszechogarniającym misterium stworzenia. To normalny stan ludzi wykorzenionych. Sztuczne otoczenie powoduje utratę widzenia tego wielkiego systemu nie poddanego ludzkiej kontroli. Bez wątpienia, okoliczność ta jest głównym składnikiem mentalności mieszczańskiej. Przypomina o tym nawet sama etymologia słowa "mieszczanin". Jest to mieszkaniec miasta, cieszący się wyrobami stworzonymi przez ludzi, nienawidzący samej myśli o tym, iż istnieją jakieś potężne siły, które nie podlegają jego rozumieniu. To on właśnie pragnie izolacji, strofuje i prześladuje filozofów, proroków i mistyków, tych dzikusów z pustyni, którzy stawiają mu przed oczy dowody ludzkiej słabości.

R M. Weaver
Idee mają konsekwencje
Tłumaczenie: Barbara Bubula

niedziela, 20 listopada 2016

Herezja o przeznaczeniu człowieka w świecie

Egotyzm w pracy i sztuce jest  zwieńczeniem, po długim rozwoju, herezji o przeznaczeniu człowieka. Jego odraza do dyscypliny i formy łączona jest zwykle z oznakami "postępu". Jest to postęp dla tych, którzy ani nie mają poczucia kierunku, ani nie chcą odpowiedzialności. Herezja ta mówi, że przeznaczeniem człowieka w świecie nie jest doskonalenie siebie, ale zmysłowe użycie. Zaiste, jest coś wyrazistego na temat filozofii i techniki artystycznego impresjonizmu w wersach Walta Whitmana z Pieśni o sobie samym:

Próżnuję i nakłaniam ku temu moją duszę
Kładę się i próżnuję w spokoju obserwując źdźbło
letniej trawy.

Pierwszy raz dokonano wyboru w późnym  średniowieczu, kiedy jeszcze można było dobrze ocenić  złowrogą naturę tego wyboru, ponieważ poznanie odbywało się wtedy w odniesieniu do rzeczy ostatecznych. Z biegiem czasu stawało się to kwestią obojętną.

Kiedy masy ludzkie osiągają punkt, w którym egoizm tak miłościwie panuje, czyż ich polityczny upadek nie jest bliski? Ludzie odrzucili bowiem swoją jedyną rękojmię przeciwko zewnętrznej kontroli, to znaczy - samokontrolę, wyuczoną i praktykowaną.

R M. Weaver
Idee mają konsekwencje
Tłumaczenie: Barbara Bubula

piątek, 18 listopada 2016

Utrata widzenia pierwotnego źródła

Kiedy się patrzy na współczesnego człowieka i widzi, jak niezliczoną ilość razy prezentuje swą nieodpowiedzialność i nieposłuszeństwo, można zauważyć (jeśli ma się odwagę zobaczyć to, co się widzi, która to odwaga, jak nam przypomniał Charles Peguy, jest wyższym stopniem odwagi) - ogromny egotyzm. Egotyzm ten, będący kolejną formą rozdrobnienia, jest konsekwencją owej fatalnej decyzji o uczynieniu jednostki miarą wartości. Nasuwa się obraz wzięty z neoplatonizmu: można sobie wyobrazić pierwotnego ducha objawiajacego się w wielu istnieniach poszczególnych, które utraciły widzenie swego pierwotnego źródła i zamierzają ustanowić bóstwa według swych własnych praw. Ponieważ w warunkach współczesnej wolności człowiek myśli tylko o swoich  prawach, nie odnosi on swych działań do zewnętrznego porządku  obowiązków.

R M. Weaver
Idee mają znaczenie
Tłumaczenie: Barbara Bubula

Jedna uwaga, termin "egotyzm" wymaga sprecyzowania. W najbardziej pierwotnym sensie, egotyzm jest nierozerwalnie związany z człowiekiem, i można go dopiero utracić w procesie nazywanym przez teologię prawosławną "przebóstwieniem". Ile w nas człowieczeństwa, tyle w nas egotyzmu. Ale na niższym poziomie zrozumienia egotyzm jest kojarzony z dążeniem do własnej korzyści kosztem innych. Tu człowieczeństwo oznacza jasny wgląd w naturę egoizmu, i zajmowanie się przede wszystkim sobą, to jest oczyszczaniem umysłu z negatywnych emocji i skalań. To nakierowanie egotyzmu na tor samozniszczenia. Jednak bez bezpośredniego dodoświadczenia jest to praca wykonywana mniej lub bardziej po omacku, dopiero bezpośredni wgląd i wiedza o elemencie nie-determinowanym daje nam przekonanie, że doskonałość do której wzywał Jezus jest rzeczywiście możliwa i z tego miejsca możemy rozpocząć autentyczny proces przebóstwienia, jesteśmy niezależni od innych i jasno widzimy jaka praca jest do wykonania. W Nauce Buddy to poziom sotapanny, Jezus mówi o narodzinach w Duchu i Prawdzie. Wiara w Boga nie jest najwyższą wartością dla chrześcijanina. Wiedza o bezczasowej niezmiennej rzeczywistosci, eliminuje wiarę. Jak się wie, to już się nie wierzy.

czwartek, 17 listopada 2016

Wiedza? Owszem, ale o czym?

Jeżeli celem wiedzy jest dominacja, trudno przypuszczać, aby jej posiadacze z obojętnością przyjmowali swą rolę. Wręcz przeciwnie, zaczynają pęcznieć - poszukują triumfów w świecie materialnym (wiedza w tym czasie redukuje się rzecz jasna do umiejętności), to z kolei nadyma ich egotyzm i względy dla siebie. Taka jest krótka opowieść o tym, jak wiedza przestała być środkiem duchowego odkupienia i stała się bazą dla intelektualnej dumy.

W greckim micie, podobnie jak w opowieści chrześcijańskiej, stwierdzone zostało istnienie pewnej zakazanej wiedzy, która nie przynosi światu nic prócz boleści. Naszemu pokoleniu dane było widzieć wystarczający pokaz tego, czym jest owa zakazana wiedza. Jest to wiedza bardziej o rzeczach użytecznych niż o prawdzie i dobru, raczej o technikach niż celach. Jeżeli będziemy się upierać, że nasz problem jest natury filozoficznej, nie możemy oczekiwać powrotu do bezinteresownej rewizji epistemologicznej, która wyniesie studia o esencji ponad naukę o szczegółach i w ten sposób umieści we właściwym, skromnym miejscu umiejętności manipulowania światem. Nie można nic uczynić, dopóki nie zadecydujemy, czy w pierwszym rzędzie zajmuje nas prawda.

Jeśli nie ma prawdy, nie ma żadnej konieczności. Ta obserwacja może posłużyć za wskaźnik pozycji współczesnego egotyka. Stawszy się niezdolnym do mądrości, staje się także niezdolny do pracy - w tym sensie, w jakim praca jest przenoszeniem ideału z potencjalności do aktualności.

R M. Weaver
Idee mają konsekwencje
Tłumaczenie: Barbara Bubula

wtorek, 15 listopada 2016

Psychopaci ogarnięci obsesją fragmentów

Człowiek, który rozumie, ma powód do pewności siebie, posiada spokój mistrza. Jest człowiekiem zrównoważonym, niosącym we wnętrzu swój środek ciężkości; nie poddał się obsesji wiążącej go z cząstką rzeczywistości. Ludzie skłonni są ufać sądom zintegrowanej osobowości i wybiorą je nawet zamiast oficjalnych opinii ekspertów. Słusznie  podejrzewają, że określenie "dokonywać ekspertyzy" kryje w sobie jakieś zachwianie, nienormalność punktu widzenia. (...)

Naukowiec, technik, i uczony, którzy porzucili Jedno na rzecz Wielości, nadymają się pychą nad swoją zdolnością do precyzyjnego opisu jakiejś drobnej cząstki świata. Ludzie ogarnięci obsesją fragmentów nie mogą już nie być stawiani w rzędzie psychopatów. Stąd bierze się twierdzenia Ortegi y Gasseta, że ocalenie naszej cywilizacji wymaga "nieskończenie subtelnych sił".

R M. Weaver
Idee mają konsekwencje
Tłumaczenie: Barbara Bubula

niedziela, 13 listopada 2016

Pamięć o przeszłości

Szczere spojrzenie w przeszłość jest nieprzyjemne dla słabych na umyśle, bo daje ostrą lekcję ograniczeń i konieczności odpłaty. Bolesne lekcje z  przeszłości, które chcielibyśmy  zapomnieć, są z kolei  niezbędne, aby mieć punkt  odniesienia. Santayana przypomniał nam, że ci, którzy nie potrafią pamiętać przeszłości, są skazani na jej powtarzanie. Nie bez przyczyny Platon oznajmił, że filozof musi mieć dobrą pamięć.

R M. Weaver
Idee mają konsekwencje
Tłumaczenie: Barbara Bubula

Wydaje  się, że mamy tu pewną sprzeczność: święty żyje w odwiecznym Teraz, przeszłość nie ma dla niego najmniejszego znaczenia. Jednak, jak zauważył Gomez Davila, prawdy są hierarchiczne, i ta pozorna sprzeczność może być kłopotliwa tylko dla tego, kto miesza ze sobą dwa odmienne poziomy. Wiedza o przeszłości jest konieczna dla obciążonego grzechem pierworodnym, czy w innej terminologii ignorancją, i pomaga mu dokonywać właściwych wyborów. Natomiast całkowicie uwolniony od stanów chciwości, nienawiści i złudzenia podejmuje właściwe działania niejako automatycznie. Poza tym autor wydaje się poruszać bardziej w obrębie etyki społecznej: "co robić by powstało dobrze funkcjonujące społeczeństwo". " Co robić by osiągnąć Królestwo Niebieskie" to etyka jednostki. I znów jako, że przetrwanie jest wartością samą w sobie dla społeczeństwa, a jednostka powinna być gotowa zapłacić śmiercią za poznanie Prawdy, mamy tu hierarchię prawd na różnych poziomach, których nie należy mieszać. Na przykład nadstawienie drugiego policzka jest drogą do poznania nieśmiertelności, i powinno być praktykowane przez jednostkę, która taką nieśmiertelnością jest zainteresowana. W relacjach między narodami, taka linia działania staje się zwykłym samobójstwem.

sobota, 12 listopada 2016

Wieczne prawdy

Wierzący w prawdę, z drugiej strony obowiązany jest stwierdzić, że rzeczy o najwyższej wartości nie są poddane wpływowi czasu, w przeciwnym razie sama koncepcja prawdy staje się niemożliwa. Deklarujac, że pragniemy odnaleźć utracone ideały i wartości, spoglądamy ku ontologicznemu królestwu, które jest bezczasowe. Tylko najczystszej wody relatywizm upiera się, że upływający czas czyni nieosiągalnym jeden ideał w chwili narzucenia nam następnego. (...)

Powrót proponowany przez idealistów nie jest podróżą wstecz poprzez czas, ale powrotem do centrum, mającym się dokonać w sposób metafizyczny i teologiczny. Szukają oni tego jednego, co trwa, a nie wielości, która się zmienia i przemija. Poszukiwanie to można opisać jedynie jako szukanie prawdy. W ten sposób potwierdzają oni prastary pewnik, że istnieje centrum rzeczy i wskazują, że każdy przejaw współczesnej dezintegracji jest ucieczką od tego centrum ku peryferiom. Proces ten można także ukazać jako ruch od jedności do indywidualizmu. W  miarę, jak człowiek zbliża się do zewnętrznego brzegu, zatraca się w  szczegółach, a im bardziej zajęty jest szczegółami, tym mniej je rozumie. (...)

 Pamiętajmy, że samo pojęcie wiecznych prawd jest obraźliwe dla współczesnego umysłu.

R M. Weaver
Idee mają konsekwencje
Tłumaczenie: Barbara Bubula

piątek, 11 listopada 2016

Edukacja w demokracji

Nikt nie sprzeciwia się twierdzeniu, że edukacja powinna służyć potrzebom ludzi. Wszystko jednak zależy od tego, co uznamy za owe potrzeby. Jeśli pierwszą potrzebą człowieka jest doskonalenie swego duchowego jestestwa i przygotowanie do nieśmiertelności, to edukacja umysłu i namiętności weźmie górę nad wszystkim innym. Wzrost znaczenia materializmu sprawił jednak, że tego rodzaju stwierdzenie stało się  staroświeckie, a nawet nie do pojęcia dla  większości. Ci, którzy utrzymują,  że edukacja powinna przygotować człowieka do życia pełnego sukcesów w tym świecie, odnieśli praktycznie  całkowite zwycięstwo. Jeżeli nawet byłoby możliwe dotarcie do wystarczająco "filozoficznego" pojęcia sukcesu (a nie jest), zawsze pozostaje niezapełniona przestrzeń dla celów idealistycznych. Czyniono wysiłki w tym kierunku próbując zdefiniować w języku filozoficznym to, co konstytuuje wolnego  człowieka. Przeważa jednak opinia, że edukacja musi umożliwiać człowiekowi uzyskanie wystarczającego bogactwa, by żył na poziomie  burżuazji. Ten rodzaj edukacji nie rozwija cnót arystokratycznych, nie skłania do refleksji, nie inspiruje do poważania dobra. (...)

Formuła popularnej edukacji zawiodła  demokrację, ponieważ demokracja stanowczo sprzeciwiała się myśli o  poświęceniu, poświęceniu czasu i dóbr materialnych, bez którego nie ma żadnego ćwiczenia się w dyscyplinie intelektualnej. Psychika zepsutego dziecka, o której powiemy więcej w dalszej części książki, wdarła się do systemu nauczania. W ten oto  sposób, gdy nawet demokratyczne instytucje kształcące służą przede wszystkim fizjologiczno-zwierzęcej egzystencji, ostatnia deska ratunku dla zachowania porządku została zniszczona przez żądzę.

R M. Weaver
Idee mają konsekwencje
Tłumaczenie: Barbara Bubula

czwartek, 10 listopada 2016

Obsceniczność

Nasze czasy dostarczają wielu przykładów spustoszeń czynionych przez bezpośredniość, z których najbardziej wyrazistym jest niezdolność współczesnego człowieka do rozpoznania obsceniczności. Niezdolność ta nie jest związana z upadkiem purytanizmu. Słowo "obsceniczność" zostało tu użyte w swym sensie pierwotnym, jako opis czegoś, co powinno być usunięte ze sceny z powodu swojej nistosowności w publicznym przekazie. To coś - należy podkreślić - może nie mieć nic wspólnego ze sprośnymi czynnościami fizjologicznymi, lecz zawierać obraz dojmujacego cierpienia i poniżenia, które Grecy ze zwykłą sobie przenikliwością wygnali ze swojego teatru. (...)

Stosowność, podobnie jak inne niemodne pojęcia, została odrzucona, ponieważ czegoś zakazywała. Dumne ze swego bezwstydu nowe dziennikarstwo w buńczucznym stylu serwowało rzeczy dotąd przesłonięte skromną małomównością. Było czymś naturalnym, że prawdziwy apostoł kultury, jakim był Matthew Arnold, zauważył w tym dziennikarstwie śmiertelnego wroga. Po powrocie z podróży do Stanów w 1888 roku  napisał: "Gdyby ktoś szukał najlepszego sposobu zatarcia i zabicia w całym narodzie dyscypliny wynikającej z poczucia własnej godności oraz zniszczenia wzniosłych uczuć - nie znajdzie lepszego sposobu niż  wziąć do ręki amerykańskie gazety".

Czy możemy się zatem dziwić, że dwa wieki wcześniej gubernator Wirginii dziękował Bogu, ku zgorszeniu przyszłych pokoleń, że w tej kolonii nie ma żadnej gazety? Czyż nie uznać tego za kolejny przykład zła rozpoznanego najjaśniej w jego pierwszym przejawie? To, co ów gubernator zaobserwował w zarodku, wzrosło tak niezmiernie, że dziś mamy środki przekazu, które wręcz specjalizują się w różnych rodzajach  obsceniczności, uznawanych przez ludzi kulturalnych - w przeciwieństwie do lubieżników - za odrażające i zabronionych niegdyś przez najmądrzejszych z naszych  przodków.

R M. Weaver
Idee mają konsekwencje
Tłumaczenie: Barbara Bubula





środa, 9 listopada 2016

Upadek kultury

Historia odchodzenia człowieka od religijnego i filozoficznego transcendentalizmu opowiadana była wiele razy. Ponieważ jednak zwykle opowiadano ją jako historię postępu, nadzwyczaj trudno zmusić dzisiaj kogokolwiek do ujrzenia całkiem przeciwnych implikacji. Pomimo to, przekonanie ludzi o fakcie dekadencji jest najbardziej palącym obowiązkiem naszych czasów. Dopóki bowiem nie wykażemy, że upadek kultury jest faktem historycznym i że współczesny człowiek roztrwonił swe dobra, nie zwalczymy tych, którzy padli ofiarą histerycznego optymizmu.

Takie jest nasze zadanie, a najpoważniejszą przeszkodę stanowi fakt, że ludzie idący stromą ścieżką w dół stają się coraz bardziej nieczuli - i to tym bardziej, im bardziej są zdegradowani. (...)

Oto dlaczego, kiedy zastanawiamy się nad kataklizmami tego wieku, uderza nas przede wszystkim niezdolność człowieka do przeciwstawienia się im. W przeszłości wielkie klęski rodziły heroiczne postawy, a nawet wielkie cnoty. Po straszliwych wyrokach wydanych na ludzi i narody w ostatnich dziesięcioleciach wyczuwamy w nich nuty banału i farsy. Pomiędzy dramatyzmem tych historii a zachowaniem bohaterów zachodzi dziwna niewspółmierność. Mamy uczucie, że patrzymy na aktorów, którzy nie rozumieją swych ról.

R M. Weaver
Idee mają konsekwencje
Tłumaczenie: Barbara Bubula



wtorek, 8 listopada 2016

Są podstawy, by uznać, że współczesny człowiek stał się moralnym idiotą

Są podstawy, by uznać że współczesny człowiek stał się moralnym idiotą. Tak niewielu jest tych, którzy zadają sobie trud oceny swego życia lub trud akceptacji kary, mający swe źródło w uznaniu, że nasz obecny stan może być stanem upadku, iż rodzi się pytanie, czy ludzie dziś rozumieją, co to znaczy wyższość ideału. Można by przyjąć, że abstrakcyjne rozumowanie jest im obce, ale cóż pomyśleć, kiedy stawia im się przed oczy najbardziej konkretne świadectwa, a oni nadal nie są zdolni do wskazania różnicy lub wyciągnięcia wniosku? Od czterech stuleci każdy człowiek jest nie tylko swym własnym kapłanem, ale także swym własnym profesorem etyki, a konsekwencją tego jest anarchia zagrażająca nawet temu minimum uznawanych powszechnie wartości, które są konieczne do istnienia państwa.

R M. Weaver
Idee mają konsekwencje
 Tłumaczenie: Barbara Bubula

poniedziałek, 30 maja 2016

Są podstawy, by uznać, że współczesny człowiek stał się moralnym idiotą

Kiedy zastanawiałem się nad światem, do którego miałem kierować te rozważania, byłem pod wrażeniem tego, jak trudno przyjąć początkowe założenia. Trudność ta była częściowo wynikiem szeroko rozpowszechnionej "postępowej" teorii historii, z jej wiarą, że najdalszy punkt w czasie oznacza punkt najwyższego rozwoju. Owa teoria wspomagana jest bez wątpienia przez teorie ewolucji, które bezkrytycznie sugerują coś w rodzaju koniecznego przejścia od prostoty do zróżnicowania. Największy kłopot znajduje się jednak głębiej. Jest to potworny problem, pojawiający się, gdy przyjdzie do konkretów: jak nakłonić ludzi do zróżnicowania między lepszym a gorszym? Czy dzisiejsi ludzie są wystarczająco wyposażeni w racjonalną skalę wartości, by powiązać twierdzenia za pomocą rozumu? Są podstawy, by uznać, że współczesny człowiek stał się moralnym idiotą. Tak niewielu jest tych, którzy zadają sobie trud oceny swego życia lub trud akceptacji kary, mający swe źródło w uznaniu, że nasz obecny stan może być stanem upadku, iż rodzi się pytanie, czy ludzie dziś rozumieją, co to znaczy wyższość ideału. Można by przyjąć, że abstrakcyjne rozumowanie jest im obce, ale cóż pomyśleć, kiedy stawia im się przed oczy najbardziej konkretne świadectwa, a oni nadal nie są zdolni do wskazania różnicy lub wyciągnięcia wniosku? Od czterech stuleci każdy człowiek jest nie tylko swym własnym kapłanem, ale także swym własnym profesorem etyki, a konsekwencją tego jest anarchia zagrażająca nawet temu minimum uznawanych powszechnie wartości, które jest konieczne dla istnienia państwa.

Prawdziwie świadczy o nas przysłowie naszych czasów: "Jeśli szukasz pomnika głupoty - rozejrzyj się wokół siebie". Za naszego życia widzieliśmy miasta starte z powierzchni ziemi, prastare wierzenia dotknięte klęską. Możemy słusznie zapytać słowami św. Mateusza, czy nie stoimy wobec "wielkiego zamętu, jakiego nie było od początku świata"? Od wielu lat żyliśmy z zuchwałą pewnością, że człowiek osiągnął stan niezależności, który sprawił, że dawne ograniczenia stały się bezużyteczne. I tak, w pierwszej połowie XX wieku, będąc na wyżynach nowoczesnego rozwoju obserwowaliśmy niebywałe wybuchy nienawiści i gwałtu; widzieliśmy całe narody spustoszone przez wojnę i zamknięte w obozy karne przez zdobywców; widzieliśmy jak połowa ludzkości traktuje drugą połowię niczym złoczyńców. Wszędzie ujawniają się symptomy masowej psychozy. Najbardziej złowrogi jest widok rozsypujących się podstaw wartości. Nasza jedyna planeta przedrzeźniania jest przez światy, które wartości te rozumieją w najróżniejszy sposób. Opisane oznaki rozpadu rodzą strach, zaś strach prowadzi do desperackich, jednostronnych wysiłków na rzecz ocalenia, co tylko pogłębia ten proces.

Podobnie jak Makbet, człowiek Zachodu podjął jedną złą decyzję, która stała się wystarczającą i ostateczną przyczyną innych złych decyzji.

R. Weaver Idee mają konsekwencje
tłumaczenie: Barbara Bubula

Ludzie, krocząc po owej równi pochyłej, wykształcają w sobie brak wrażliwości, który zwiększa się proporcjonalnie do stopnia ich degradacji


Podobnie jak podczas wojny secesyjnej, która stworzyła okazję wykorzystywania seksualnych ciągot żołnierzy i robienia na tym pieniędzy - co było powodem wprowadzenia przez prezydenta Lincolna pierwszych w historii kraju przepisów zakazujących niemoralnych zachowań - w czasie II wojny światowej rozkręcił się biznes polegający na rozprowadzaniu i sprzedawaniu amerykańskim żołnierzom w różnych rejonach świata plakatów ze skąpo odzianymi „pin up girls” oraz hollywoodzkimi aktorkami. Po zakończeniu wojny popyt na nie bynajmniej nie ustał, ale wzrósł, podsycany przez zjawiska i wydarzenia, których częścią był raport Kinseya. Towarzyszył temu wzrost popytu na nagość. Początki lawiny pornografii, która zalała kraj w łatach siedemdziesiątych, wyglądały skromnie i różniły się od niej tak, jak źródła Amazonki różnią się od jej ujścia, ale kierunek przyszłych zmian został wytyczony już wtedy. Problemem była bierność wobec tego rodzaju obsceniczności i niedostrzeganie, jakie skutki będzie to miało dla kultury. Im powszechniejsze stawało się to zjawisko, tym mniej rozumiano, co w istocie oznacza.

W roku 1948, czyli mniej więcej w tym samym czasie, kiedy Bettie Page rozpoczynała karierę najpopularniejszej „pin-up girl” w Nowym Jorku, Richard Weaver w Ideas Have Consequences napisał:

Najgorsze jest to, że ludzie, krocząc po owej równi pochyłej, wykształcają w sobie brak wrażliwości, który zwiększa się proporcjonalnie do stopnia ich degradacji. Upadek ten widać najwyraźniej u źródła; kiedy nawyk ten się utrwala, widzimy, że anormalny stan zobojętnienia narasta wraz z pogłębianiem się moralnego kryzysu. Wówczas pojawiają się pierwsze słabe sygnały ostrzegawcze, że to najlepsza okazja, aby nie dopuścić do samozatraty; i to, jak podejrzewam, tłumaczy, dlaczego średniowiecznych myślicieli tak bardzo poruszały kwestie, które dziś wydają się nam bezprzedmiotowe. Jeśli dalej kroczymy po tej drodze, głosy ostrzegawcze cichną i można osiągnąć stan, w którym całkowicie traci się orientację moralną. I tak, konfrontowani z ogromną brutalnością naszych czasów, wydajemy się być niezdolni do tego, żeby odpowiednio przeciwstawić się wypaczaniu prawdy oraz aktom zezwierzęcenia... Dochodzimy do stanu, w którym zatracimy zdolność dostrzegania własnej niemoralności, a stoczywszy się, nie będziemy mieli narzędzi, dzięki którym moglibyśmy ocenić stopień naszego upadku.

Michael Jones, Libido dominandi. Seks jako narzędzie kontroli społecznej.
tłumaczenie: Jerzy Morka