Jest milczenie gaju, co wiatrem dyszał,
A teraz w ciszy tonie,
I jest dzwonnicy cisza,
Kiedy przeciągłe umilkło podzwonne.
I jest samotnego stawu milczenie,
Gdzie ktoś utonął. Ani
Traszka tędy nie przemknie,
Ani żaba nie pluśnie w tej otchłani.
Lecz pustego domu cisza zaklęta,
Gdzie się człowiek urodził,
Żył i miał huczne święta –
Ta wszystkie cisze swą pustką przechodzi!
Nie ma już pieśni, które pamiętamy.
Dom się, ten dom znajomy,
Z oślepłymi oknami,
Zdaje – umarły? W modłach zatopiony?
Jakby już żadna nie istniała siła,
Co by przemogła cienie,
By przeszłość pozwoliła
Żywemu „Teraz” rozbić grobu odrętwienie.
Thomas Hardy
przełożył Zygmunt Kubiak
Pokochanie innej osoby dowodzi zmęczenia samotnością: jest więc tchórzostwem i zdradą wobec samego siebie (jest rzeczą najwyższej wagi, abyśmy nikogo nie kochali). Fernando Pessoa
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Thomas Hardy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Thomas Hardy. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 15 grudnia 2015
piątek, 26 kwietnia 2013
Spoglądam na twarz w lusterku
Spoglądam na twarz w lusterku,
Coraz mniej gładką i jędrną:
Gdybyż Bóg pozwolił i sercu
Tak ściągnąć się, skurczyć, zwiędnąć!
Z chłodem w cudzych sercach rosnącym
Mogłoby się wtedy serce moje
Godzić – i samotnie wiecznej nocy
Oczekiwać z zupełnym spokojem...
Lecz Czas, bawiąc się moją rozpaczą,
Część rabuje, część ratuje złudnie:
W brzegach ciała, gdzie zmrok już się zaczął,
Wzbiera puls, żarliwy jak południe.
Thomas Hardy
tłum. Stanisław Barańczak
Coraz mniej gładką i jędrną:
Gdybyż Bóg pozwolił i sercu
Tak ściągnąć się, skurczyć, zwiędnąć!
Z chłodem w cudzych sercach rosnącym
Mogłoby się wtedy serce moje
Godzić – i samotnie wiecznej nocy
Oczekiwać z zupełnym spokojem...
Lecz Czas, bawiąc się moją rozpaczą,
Część rabuje, część ratuje złudnie:
W brzegach ciała, gdzie zmrok już się zaczął,
Wzbiera puls, żarliwy jak południe.
Thomas Hardy
tłum. Stanisław Barańczak
Mijanie i trwanie
I
Słoneczny refleks, kiedy w tęczę się rozpyli;
Śpiew potoku, majowe śluby i zapały,
Różowe twarze, księżyc jak z idylli;
Te rzeczy miały – takeśmy sobie życzyli –
Trwać; a mijały.
II
Miesiące śnieżnej pustki i jałowej bieli;
Krwawiący bez protestu, rwany na kawały
Świat; miliony tych, co z bólu oniemieli;
Te rzeczy miały – takeśmy szczerze pragnęli –
Mijać; a trwały.
III
Spojrzeliśmy uważniej – kto nam figle płata? –
I pojęli: zamachem swych upiornych ramion
Czas kosi bez wyboru wszelkie rzeczy świata:
Zło z dobrem, szczęście z męką, wzlot z upadkiem zmiata
W nicość tę samą.
Thomas Hardy
przekład Stanisław Barańczak
Słoneczny refleks, kiedy w tęczę się rozpyli;
Śpiew potoku, majowe śluby i zapały,
Różowe twarze, księżyc jak z idylli;
Te rzeczy miały – takeśmy sobie życzyli –
Trwać; a mijały.
II
Miesiące śnieżnej pustki i jałowej bieli;
Krwawiący bez protestu, rwany na kawały
Świat; miliony tych, co z bólu oniemieli;
Te rzeczy miały – takeśmy szczerze pragnęli –
Mijać; a trwały.
III
Spojrzeliśmy uważniej – kto nam figle płata? –
I pojęli: zamachem swych upiornych ramion
Czas kosi bez wyboru wszelkie rzeczy świata:
Zło z dobrem, szczęście z męką, wzlot z upadkiem zmiata
W nicość tę samą.
Thomas Hardy
przekład Stanisław Barańczak
In Tenebris (I)
Percussus sum sicut foenum, et aruit cor meumMrocznieje mroźna
Psalm 102
Noc; lecz mnie już nie dotknie
Opuszczenie: dwukrotnie
Skonać nie można.
Płatki rwie wicher;
Mnie ta zerwania scena
Już nie dręczy: wspomnienia
To cienie liche.
Ptak z trwogi słabnie:
Ja w porze zimy ciemnej
Sił nie stracę: moc ze mnie
Uszła już dawniej!
Szron liście mrozi;
Przecież nic nie oziębi
Serca, gdy w jego głębi
I tak chłód grozy.
Świst zawieruchy:
Lecz miłość burzą mroku
Nie starga znów w tym roku
Uschłej otuchy.
Noc czernią zieje:
Lecz śmierć jest znanym wątkiem,
Gdy się czeka – bez zwątpień
I bez nadziei.
Thomas Hardy
tłum. Stanisław Barańczak
Jestem tym kimś
Jestem tym kimś, czyj widok nie wpływa na ton
Gołębiego gruchania
I bynajmniej nie skłania
Ptaków do wzlotu w niebo;
Gruchają dalej, jakby mówiąc: „Nic ważnego,
To tylko on”.
To ja przechodzę polem, gdzie, znalazłszy wikt
W kiełkach zboża, zające
Opuszczają sterczące
Słuchy i żują dalej,
Jakby myślały: „To ktoś, kim się przecież wcale
Nie przejmie nikt”.
To na mnie żałobnicy, ocierając z lic
Sól łez, rzucają okiem -
Gdy kondukt wolnym krokiem
Zmierza, gdzie świeże groby –
Myśląc: „Ten? – nieszkodliwy; on z naszej żałoby
Nie będzie kpić”.
A z nieba głos: „My, gwiazdy, choćby ten świat sczezł,
Patrzymy bez zaślepienia
W wyrzut jego spojrzenia,
Żądający porządku
Innego niż nasz. On jest z nami – od początku
Aż po sam kres”.
Thomas Hardy
przełożył Stanisław Barańczak
Subskrybuj:
Posty (Atom)