Nanavira Thera
Pokochanie innej osoby dowodzi zmęczenia samotnością: jest więc tchórzostwem i zdradą wobec samego siebie (jest rzeczą najwyższej wagi, abyśmy nikogo nie kochali). Fernando Pessoa
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nanavira Thera. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nanavira Thera. Pokaż wszystkie posty
piątek, 9 listopada 2018
Ucieczka przed prawdą
Tylko pionowy wgląd, prosto w głąb własnej osobistej egzystencji daje człowiekowi możliwość postrzeżenia niepewności i braku bezpieczeństwa jego sytuacji i tylko człowiek który to dostrzegł jest przygotowany do wysłuchania Nauk Buddy. Ale rodzaj ludzki nie może znieść zbyt wiele rzeczywistości: ludzie w większości uciekają w popłochu od tego pionowego bezpośredniego wglądu w istnienie i szukają schronienia w rozrywkach.
poniedziałek, 2 stycznia 2017
By być wyznawcą Buddy ...
By być wyznawcą Buddy bez wątpienia jest koniecznym zaakceptowanie na zaufanie, że tego kto nie jest wolny od avijja, przy końcu życia czekają odrodziny, ale w żadnym razie nie jest to wystarczające. To co wystarczające to widzenie w/p.
Dla tych, którzy nie mogą teraz zobaczyć odrodzin, oczekujących w każdym momencie istoty z niewiedzą, zależność odrodzin od niewiedzy musi być zaakceptowana na zaufanie. Nie mogą oni wyjść poza temporalną sukcesję w tej sprawie i muszą przyjąć na zaufanie, że to sprawa zależności (a nie przyczyny i skutku) tj, że to wcale nie jest hipoteza ale (dla Buddy - sprawa pewności). Jednak zaakceptowanie na zaufanie nie jest tym samym co widzenie w/p. (Przeszłość i przyszłość pojawiają się tylko z anvaye ńanam, nie z dhamme ńanam: Tak jak to jest, tak było i tak będzie). W/P jest tylko „tak jak to jest”, teraźniejszą strukturą zależności. Nanavira Thera
(Niewiedza jest jedną rzeczą u mnicha, z eliminacją której niewiedza jest wyeliminowana i prawdziwa wiedza powstaje. Salāyatana Samy. viii,7 <S.iv,50>).
Zobaczmy czy tak rzeczywiście jest. Wiemy, że determinacje zależą od niewiedzy –avijjapaccaya sankhara. Ale skoro coś od czego coś innego zależy jest determinacją, jest oczywiste, że niewiedza jest determinacją. I tak jak uprzednio determinacje zależą od niewiedzy. I tak niewiedza zależy od niewiedzy. Daleko temu do bycia logicznym trikiem, ten wynik odzwierciedla strukturalną cechę o pierwszorzędnej ważności. Przed jej omówieniem jednakże, musimy zauważyć, że ten rezultat prowadzi nas ku oczekiwaniu, że jakikolwiek warunek od którego avijja – niewiedza zależy, będzie sam w sobie zawierał niewiedzę, pośrednio czy bezpośrednio. (W terminach paragrafu 23 argumentacja przebiega tak. Avijjapaccaya sankhara może być wzięte za „z nie-widzeniem w/p jako warunek – w/p”. Ale to samo w sobie jest widziane tylko gdy w/p jest widziane, gdyż w/p nie może być widziane jako w/p przed tym zanim w/p jest widziane. By zobaczyć niewiedzę lub nie-widzenie, niewiedza czy niewidzenie musi być wstrzymane. Niewiedza zatem idzie pierwsza gdyż będąc swoim własnym warunkiem, nie ma poprzedzającego ją terminu, który by nie zawierał niewiedzy.
25 Zdolność do samo-obserwacji czy refleksji jest nierozłącznie związana ze strukturą naszego doświadczenia. Pewien stopień refleksji jest prawie zawsze obecny w naszym życiu (po przebudzeniu się ze snu). A i w praktyce uważności jest celowo kultywowany. By opisać to prosto, musimy powiedzieć, że jedna strona naszego doświadczenia jest bezpośrednio zajęta światem jako obiektem, podczas gdy w tym samym czasie inna część naszego doświadczenia jest zajęta bezpośrednim doświadczeniem jako obiektem. Tą drugą część możemy nazwać doświadczeniem refleksyjnym. Jest jasne, że gdy obecna jest niewiedza, jest ona obecna w obu częściach doświadczenia, bezpośrednim i refleksyjnym bo chociaż w refleksji doświadczenie jest podzielone w swoim obrębie, ciągle jest ono pojedynczą, nawet jeżeli kompleksową strukturą. Efekt tego może być widziany wSabbasavasutta -M 2- gdzie pewne błędne poglądy są przedstawiane.
Z ja postrzegam ja
Z ja postrzegam nie-ja
Z nie-ja postrzegam ja. (Sabbásavasutta (Majjhima i,2 <M.i,8>)
Człowiek z niewiedzą, praktykujący refleksję, może identyfikować „ja” z zarówno refleksyjnym jak i bezpośrednim doświadczeniem, lub tylko z refleksyjnym doświadczeniem, albo tylko z bezpośrednim doświadczeniem. Nie uznaje on, że oba nie są „ja” i powód tego jest oczywisty. Nie ma możliwości wydostania się poza niewiedzę przy pomocy samej refleksji, gdyż jakkolwiek daleko człowiek może się wydostać od siebie samego by się obserwować, nie da rady, musi zabrać ze sobą niewiedzę. Jest tak dużo niewiedzy w samo-obserwatorze jak samo-obserwowanym. I to jest właśnie powodem dla którego niewiedza jest stabilna na przekór tego, że jest determinowana.
Najwcześniejszy punkt niewiedzy, mnisi się nie manifestuje:”Przed tym, niewiedzy nie było, po tym doszła do istnienia. Mimo, że to zostało powiedziane, mnisi, to manifestuje się: „Z tym jako warunek, niewiedza”. Powiadam mnisi, że niewiedza również ma wspomaganie, nie jest bez wspomagania. Anguttara Sutta (X,vii,1)
Prosto przez refleksję puthujjana nigdy nie jest w stanie zaobserwować niewiedzy i w tym samym czasie rozpoznać ją jako niewiedzę, gdyż w refleksji niewiedza jest Sędzią jak i Oskarżonym i werdykt jest zawsze: niewinny. Aby położyć kres niewiedzy, co jest sprawą rozpoznania niewiedzy jako niewiedzy, jest konieczne zaakceptowanie na zaufanie Nauki Buddy, która stoi w sprzeczności z oczywistością refleksji puthujjana. To dlatego Dhamma jest patisotagami, czy idąca pod prąd strumienia. Dhamma daje zwykłemu człowiekowi zewnętrzny pogląd na niewiedzę, który jest zupełnie dla niego nieosiągalny na drodze refleksji. I tak może zostać dostrzeżone, że niewiedza w doświadczeniu refleksyjnym (aktualnym czy potencjalnym) jest warunkiem dla niewiedzy w bezpośrednim doświadczeniu. Jest możliwe, również wycofać się krok do tyłu i mieć refleksję nad refleksją, ale ciągle jest obecna niewiedza i w tej samo-obserwacji samo-obserwacji. I mamy trzeci poziom niewiedzy broniący dwa pierwsze. I teoretycznie nie ma powodu dla którego mielibyśmy zatrzymać się tutaj, ale jakkolwiek daleko byśmy się nie wycofali, nie wycofamy się poza avijja. Nanavira Thera
Ten kto widzi Dhammę, widzi współzależne powstanie, ten kto widzi współzależne powstanie widzi Dhammę. (Majjhima iii,8 <M.i,191>)
Dla tych, którzy nie mogą teraz zobaczyć odrodzin, oczekujących w każdym momencie istoty z niewiedzą, zależność odrodzin od niewiedzy musi być zaakceptowana na zaufanie. Nie mogą oni wyjść poza temporalną sukcesję w tej sprawie i muszą przyjąć na zaufanie, że to sprawa zależności (a nie przyczyny i skutku) tj, że to wcale nie jest hipoteza ale (dla Buddy - sprawa pewności). Jednak zaakceptowanie na zaufanie nie jest tym samym co widzenie w/p. (Przeszłość i przyszłość pojawiają się tylko z anvaye ńanam, nie z dhamme ńanam: Tak jak to jest, tak było i tak będzie). W/P jest tylko „tak jak to jest”, teraźniejszą strukturą zależności. Nanavira Thera
***
Musimy znów zadać pytanie z paragrafu 17, co z pierwszym ogniwem formuły w/p - skoro nie ma ogniwa go poprzedzającego, jest zatem trwały? Pierwszym ogniwem jest niewiedza i Budda sam odpowiada w Sutrze z Angutara Nikaya (X,vii,1 <A.v,113>) na to pytanie. Odpowiedź jest taka, że niewiedza zależny od nie słyszenia Dhammy i nie praktykowania Dhammy. Nie jest to jednakże jedyny sposób odpowiedzi na to pytanie, jak możemy zobaczyć z M 9. Tu znajdujemy, że niewiedza zależy od skaz -asava- a skazy zależą od niewiedzy. Ale jedną ze skaz jest dokładnie avijja'asava skaza niewiedzy, co wydaje się wskazywać, że niewiedza zależny od niewiedzy. (Niewiedza jest jedną rzeczą u mnicha, z eliminacją której niewiedza jest wyeliminowana i prawdziwa wiedza powstaje. Salāyatana Samy. viii,7 <S.iv,50>).
Zobaczmy czy tak rzeczywiście jest. Wiemy, że determinacje zależą od niewiedzy –avijjapaccaya sankhara. Ale skoro coś od czego coś innego zależy jest determinacją, jest oczywiste, że niewiedza jest determinacją. I tak jak uprzednio determinacje zależą od niewiedzy. I tak niewiedza zależy od niewiedzy. Daleko temu do bycia logicznym trikiem, ten wynik odzwierciedla strukturalną cechę o pierwszorzędnej ważności. Przed jej omówieniem jednakże, musimy zauważyć, że ten rezultat prowadzi nas ku oczekiwaniu, że jakikolwiek warunek od którego avijja – niewiedza zależy, będzie sam w sobie zawierał niewiedzę, pośrednio czy bezpośrednio. (W terminach paragrafu 23 argumentacja przebiega tak. Avijjapaccaya sankhara może być wzięte za „z nie-widzeniem w/p jako warunek – w/p”. Ale to samo w sobie jest widziane tylko gdy w/p jest widziane, gdyż w/p nie może być widziane jako w/p przed tym zanim w/p jest widziane. By zobaczyć niewiedzę lub nie-widzenie, niewiedza czy niewidzenie musi być wstrzymane. Niewiedza zatem idzie pierwsza gdyż będąc swoim własnym warunkiem, nie ma poprzedzającego ją terminu, który by nie zawierał niewiedzy.
25 Zdolność do samo-obserwacji czy refleksji jest nierozłącznie związana ze strukturą naszego doświadczenia. Pewien stopień refleksji jest prawie zawsze obecny w naszym życiu (po przebudzeniu się ze snu). A i w praktyce uważności jest celowo kultywowany. By opisać to prosto, musimy powiedzieć, że jedna strona naszego doświadczenia jest bezpośrednio zajęta światem jako obiektem, podczas gdy w tym samym czasie inna część naszego doświadczenia jest zajęta bezpośrednim doświadczeniem jako obiektem. Tą drugą część możemy nazwać doświadczeniem refleksyjnym. Jest jasne, że gdy obecna jest niewiedza, jest ona obecna w obu częściach doświadczenia, bezpośrednim i refleksyjnym bo chociaż w refleksji doświadczenie jest podzielone w swoim obrębie, ciągle jest ono pojedynczą, nawet jeżeli kompleksową strukturą. Efekt tego może być widziany wSabbasavasutta -M 2- gdzie pewne błędne poglądy są przedstawiane.
Z ja postrzegam ja
Z ja postrzegam nie-ja
Z nie-ja postrzegam ja. (Sabbásavasutta (Majjhima i,2 <M.i,8>)
Człowiek z niewiedzą, praktykujący refleksję, może identyfikować „ja” z zarówno refleksyjnym jak i bezpośrednim doświadczeniem, lub tylko z refleksyjnym doświadczeniem, albo tylko z bezpośrednim doświadczeniem. Nie uznaje on, że oba nie są „ja” i powód tego jest oczywisty. Nie ma możliwości wydostania się poza niewiedzę przy pomocy samej refleksji, gdyż jakkolwiek daleko człowiek może się wydostać od siebie samego by się obserwować, nie da rady, musi zabrać ze sobą niewiedzę. Jest tak dużo niewiedzy w samo-obserwatorze jak samo-obserwowanym. I to jest właśnie powodem dla którego niewiedza jest stabilna na przekór tego, że jest determinowana.
Najwcześniejszy punkt niewiedzy, mnisi się nie manifestuje:”Przed tym, niewiedzy nie było, po tym doszła do istnienia. Mimo, że to zostało powiedziane, mnisi, to manifestuje się: „Z tym jako warunek, niewiedza”. Powiadam mnisi, że niewiedza również ma wspomaganie, nie jest bez wspomagania. Anguttara Sutta (X,vii,1)
Prosto przez refleksję puthujjana nigdy nie jest w stanie zaobserwować niewiedzy i w tym samym czasie rozpoznać ją jako niewiedzę, gdyż w refleksji niewiedza jest Sędzią jak i Oskarżonym i werdykt jest zawsze: niewinny. Aby położyć kres niewiedzy, co jest sprawą rozpoznania niewiedzy jako niewiedzy, jest konieczne zaakceptowanie na zaufanie Nauki Buddy, która stoi w sprzeczności z oczywistością refleksji puthujjana. To dlatego Dhamma jest patisotagami, czy idąca pod prąd strumienia. Dhamma daje zwykłemu człowiekowi zewnętrzny pogląd na niewiedzę, który jest zupełnie dla niego nieosiągalny na drodze refleksji. I tak może zostać dostrzeżone, że niewiedza w doświadczeniu refleksyjnym (aktualnym czy potencjalnym) jest warunkiem dla niewiedzy w bezpośrednim doświadczeniu. Jest możliwe, również wycofać się krok do tyłu i mieć refleksję nad refleksją, ale ciągle jest obecna niewiedza i w tej samo-obserwacji samo-obserwacji. I mamy trzeci poziom niewiedzy broniący dwa pierwsze. I teoretycznie nie ma powodu dla którego mielibyśmy zatrzymać się tutaj, ale jakkolwiek daleko byśmy się nie wycofali, nie wycofamy się poza avijja. Nanavira Thera
***
Zobaczyć współzależne powstawanie to inaczej zobaczyć, że moja osoba, za jaką się brałem gdy byłem pod wpływem ignorancji, jest determinowana, czy zależy od obecnej tutaj i teraz ignorancji. Nie ma to nic wspólnego ani z "momentarnym" widzeniem w/p - gdyż w ignorancji nie ma nic chwilowego, ona zawsze jest obecna w doświadczeniu zwykłego człowieka- ani też z przechodzeniem z jednej temporalnej egzystencji do następnej. To raczej opis tego czym ta temporalna egzystencja jest, tutaj i teraz. Kto tego nie zobaczy sam dla siebie, oczywiście będzie musiał się odrodzić, ale to jest już poza bezpośrednią wiedzą "zwykłego" sotapanny. Naprawdę trzeba być mało inteligentnym by wierzyć, że coś takiego jak odrodziny można logicznie udowodnić, a już uczyć o tym innych ludzi świadczy o bardzo sprawnie funkcjonującej zdolności do oszukiwania siebie samego. Poniżej tego poziomu jest już tylko ajahn Buddhadasa.
sobota, 4 czerwca 2016
Yours is the naturalness of a born cripple. You may be unaware but it does not make you normal. What it means to be natural or normal you do not know, nor do you know that you do not know
Questioner: I find all this seeking and brooding most unnatural.
Maharaj: Yours is the naturalness of a born cripple. You may be unaware but it does not make you normal. What it means to be natural or normal you do not know, nor do you know that you do not know.
From A NOTE ON PAṬICCASAMUPPĀDA
24. We must now again ask the question of §17: 'What about the first item of the paticcasamuppāda formulation—since there is no item preceding it, is it therefore permanent?'. The first item is now avijjā, and the Buddha himself answers the question in a Sutta of the Anguttara Nikāya (X,vii,1 <A.v,113>). This answer is to the effect that avijjā depends upon not hearing and not practising the Dhamma. It is not, however, the only way of answering the question, as we may see from the Sammāditthisutta (Majjhima i,9 <M.i,54>). Here we find that avijjā depends upon āsavā, and āsavā depend upon avijjā. But one of the āsavā is, precisely, avijj'āsava, which seems to indicate that avijjā depends upon avijjā.[k] Let us see if this is so. We know that sankhārā depend upon avijjā—avijjāpaccayā sankhārā. But since something that something else depends upon is a sankhāra, it is evident that avijjā is a sankhāra. And, as before, sankhārā depend upon avijjā. Thus avijjā depends upon avijjā. Far from being a logical trick, this result reflects a structural feature of the first importance.[l] Before discussing it, however, we must note that this result leads us to expect that any condition upon which avijjā depends will itself involve avijjā implicitly or explicitly. (In terms of §23 the foregoing argument runs thus. Avijjāpaccayā sankhārā may be taken as 'with non-seeing of paticcasamuppāda as condition there is paticcasamuppāda'. But this itself is seen only when paticcasamuppāda is seen; for paticcasamuppāda cannot be seen as paticcasamuppanna before paticcasamuppāda is seen. To see avijjā or non-seeing, avijjā or non-seeing must cease. Avijjā therefore comes first; for, being its own condition, it can have no anterior term that does not itself involve avijjā.)
That which is non-knowledge of suffering,
non-knowledge of arising of suffering,
non-knowledge of ceasing of suffering,
non-knowledge of the way that leads to ceasing of suffering,
this, friends, is called nescience.
And which, monks, is the noble truth of suffering...
And which, monks, is the noble truth of arising of suffering...
And which, monks, is the noble truth of ceasing of suffering...
And which, monks, is the noble truth of the way that leads to ceasing of suffering?
Just this noble eight-factored path, that is to say: right view...
And which, monks, is right view?...
That which is knowledge of suffering,
knowledge of arising of suffering,
knowledge of ceasing of suffering,
knowledge of the way that leads to ceasing of suffering, this, monks, is called right view.
Maharaj: Yours is the naturalness of a born cripple. You may be unaware but it does not make you normal. What it means to be natural or normal you do not know, nor do you know that you do not know.
From A NOTE ON PAṬICCASAMUPPĀDA
24. We must now again ask the question of §17: 'What about the first item of the paticcasamuppāda formulation—since there is no item preceding it, is it therefore permanent?'. The first item is now avijjā, and the Buddha himself answers the question in a Sutta of the Anguttara Nikāya (X,vii,1 <A.v,113>). This answer is to the effect that avijjā depends upon not hearing and not practising the Dhamma. It is not, however, the only way of answering the question, as we may see from the Sammāditthisutta (Majjhima i,9 <M.i,54>). Here we find that avijjā depends upon āsavā, and āsavā depend upon avijjā. But one of the āsavā is, precisely, avijj'āsava, which seems to indicate that avijjā depends upon avijjā.[k] Let us see if this is so. We know that sankhārā depend upon avijjā—avijjāpaccayā sankhārā. But since something that something else depends upon is a sankhāra, it is evident that avijjā is a sankhāra. And, as before, sankhārā depend upon avijjā. Thus avijjā depends upon avijjā. Far from being a logical trick, this result reflects a structural feature of the first importance.[l] Before discussing it, however, we must note that this result leads us to expect that any condition upon which avijjā depends will itself involve avijjā implicitly or explicitly. (In terms of §23 the foregoing argument runs thus. Avijjāpaccayā sankhārā may be taken as 'with non-seeing of paticcasamuppāda as condition there is paticcasamuppāda'. But this itself is seen only when paticcasamuppāda is seen; for paticcasamuppāda cannot be seen as paticcasamuppanna before paticcasamuppāda is seen. To see avijjā or non-seeing, avijjā or non-seeing must cease. Avijjā therefore comes first; for, being its own condition, it can have no anterior term that does not itself involve avijjā.)
25. The faculty of self-observation or reflexion
is inherent in the structure of our experience. Some degree of
reflexion is almost never entirely absent in our waking life, and in the
practice of mindfulness it is deliberately cultivated. To describe it
simply, we may say that one part of our experience is immediately
concerned with the world as its object, while at the same time another
part of our experience is concerned with the immediate experience as its
object. This second part we may call reflexive experience. (Reflexion is discussed in greater detail in Shorter Notes & FUNDAMENTAL STRUCTURE.) It will be clear that when there is avijjā there is avijjā in both
parts of our experience, the immediate and the reflexive; for though,
in reflexion, experience is divided within itself, it is still one
single, even if complex, structure. The effect of this may be seen from
the Sabbāsavasutta (Majjhima i,2 <M.i,8>) wherein certain wrong
views are spoken of. Three of them are: Attanā va attānam sañjānāmī ti; Attanā va anattānam sañjānāmī ti; and Anattanā va attānam sañjānāmī ti. ('With self I perceive self; With self I perceive not-self; With not-self I perceive self.') A man with avijjā,
practising reflexion, may identify 'self' with both reflexive and
immediate experience, or with reflexive experience alone, or with
immediate experience alone. He does not conclude that neither is 'self', and the reason is clear: it is not possible to get outside avijjā by means of reflexion alone; for however much a man may 'step back' from himself to observe himself he cannot help taking avijjā with him. There is just as much avijjā in the self-observer as there is in the self-observed. (See CETANĀ [b].) And this is the very reason why avijjā is so stable in spite of its being sankhatā.[m] Simply by reflexion the puthujjana can never observe avijjā and at the same time recognize it as avijjā; for in reflexion avijjā is the Judge as well as the Accused, and the verdict is always 'Not Guilty'. In order to put an end to avijjā, which is a matter of recognizing avijjā as avijjā, it is necessary to accept on trust from the Buddha a Teaching that contradicts the direct evidence of the puthujjana's reflexion. This is why the Dhamma is patisotagāmī (Majjhima iii,6 <M.i,168>), or 'going against the stream'. The Dhamma gives the puthujjana the outside view of avijjā, which is inherently unobtainable for him by unaided reflexion (in the ariyasāvaka this view has, as it were, 'taken' like a graft, and is perpetually available). Thus it will be seen that avijjā in reflexive experience (actual or potential) is the condition for avijjā in immediate experience. It is possible, also, to take a second step back and reflect upon reflexion; but there is still avijjā in this self-observation of self-observation, and we have a third layer of avijjā
protecting the first two. And there is no reason in theory why we
should stop here; but however far we go we shall not get beyond avijjā. The hierarchy of avijjā can also be seen from the Suttas in the following way.
But which, friends, is nescience?...
That which is non-knowledge of suffering,
non-knowledge of arising of suffering,
non-knowledge of ceasing of suffering,
non-knowledge of the way that leads to ceasing of suffering,
this, friends, is called nescience.
And which, monks, is the noble truth of suffering...
And which, monks, is the noble truth of arising of suffering...
And which, monks, is the noble truth of ceasing of suffering...
And which, monks, is the noble truth of the way that leads to ceasing of suffering?
Just this noble eight-factored path, that is to say: right view...
And which, monks, is right view?...
That which is knowledge of suffering,
knowledge of arising of suffering,
knowledge of ceasing of suffering,
knowledge of the way that leads to ceasing of suffering, this, monks, is called right view.
Avijjā is non-knowledge of the four noble truths. Sammāditthi is knowledge of the four noble truths. But sammāditthi is part of the four noble truths. Thus avijjā is non-knowledge of sammāditthi; that is to say, non-knowledge of knowledge of the four noble truths. But since sammāditthi, which is knowledge of the four noble truths, is part of the four noble truths, so avijjā is non-knowledge of knowledge of knowledge
of the four noble truths. And so we can go on indefinitely. But the
point to be noted is that each of these successive stages represents an
additional layer of (potentially) reflexive avijjā. Non-knowledge of knowledge of the four noble truths is non-knowledge of vijjā, and non-knowledge of vijjā is failure to recognize avijjā as avijjā. Conversely, it is evident that when avijjā
is once recognized anywhere in this structure it must vanish
everywhere; for knowledge of the four noble truths entails knowledge of knowledge of the four noble truths, and vijjā ('science') replaces avijjā ('nescience') throughout.[n]
sobota, 28 maja 2016
Kiedy człowiek umiera, kto się odradza, on czy inny?
Nanavira Thera: "Ani
on ani inny". Te często cytowane dictum pojawia się gdzieś
w Milindapanha jako odpowiedź
na pytanie; „Kiedy człowiek
umiera, kto się odradza, on czy inny? Te pytanie jest zupełnie
niepoprawne i wszelkie próby odpowiedzi na nie są tak
samo nieuprawnione. Pytanie, dociekając „kto” się
odradza popada w sakkayaditthi.
Bierze
ono
za
pewnik
ważność
osoby jako „ja” bo to tylko o „ja”, to
pytanie „wieczne” (so) czy
„przemijające”
(ańńo) jest postawione.
Odpowiedź również
bierze to "ja" za pewnik, gdyż zezwala by to pytanie było
postawione. Odpowiedź zaledwie zaprzecza (by to „ja” które musi być
albo wieczne albo przemijające)
temu, że jest ono wieczne czy przemijające, co czyni
pomieszanie jeszcze większym. Prawidłowym sposobem jest
odrzucenie pytania na pierwszym miejscu. Porównaj Anguttara
(VI,ix,10
<A.iii,440>) gdzie jest powiedziane, że
ten o właściwym poglądzie: ditthisampanna,
nie
tylko
nie
może
utrzymywać,
że autor przyjemności i bólu
jest kimś (sobą czy kimś innym) ale również
nie może utrzymywać, że autor nie jest kimś (ani
sobą ani innym).
Ditthisampanna widzi obecną osobę (sakkaya) jako powstałą współzależnie od obecnych warunków i jako znikającą ze wstrzymaniem tych obecnych warunków i widząc tak nie uważa on obecnej osoby za ”ja”. Konsekwentnie nie zadaje pytania kto? o teraźniejszość. Przez wnioskowanie - (atitanagate nayam netva) odnosząc zasadę do przeszłości i przyszłości*, nie uważa on przeszłej czy przyszłej osoby za przeszłe czy przyszłe „ja” i nie zadaje pytania kto? o przeszłość czy o przyszłość (Patrz pytanie Mary, druga linia w „Prawda Absolutna”). (Milindapańha to szczególnie myląca książka).
*Dhamm'anvaye ńanam jest wiedzą zależną od wnioskowania w oparciu o Dhammę, tj wiedzą o tym, że fundamentalna Natura Rzeczy jest niezmienna w czasie i może być wywnioskowana z pewnością (inaczej niż w racjonalnym wnioskowaniu) od teraźniejszości do przeszłości i przyszłości. Innymi słowy to generalizacja bez abstrakcji.
Ditthisampanna widzi obecną osobę (sakkaya) jako powstałą współzależnie od obecnych warunków i jako znikającą ze wstrzymaniem tych obecnych warunków i widząc tak nie uważa on obecnej osoby za ”ja”. Konsekwentnie nie zadaje pytania kto? o teraźniejszość. Przez wnioskowanie - (atitanagate nayam netva) odnosząc zasadę do przeszłości i przyszłości*, nie uważa on przeszłej czy przyszłej osoby za przeszłe czy przyszłe „ja” i nie zadaje pytania kto? o przeszłość czy o przyszłość (Patrz pytanie Mary, druga linia w „Prawda Absolutna”). (Milindapańha to szczególnie myląca książka).
*Dhamm'anvaye ńanam jest wiedzą zależną od wnioskowania w oparciu o Dhammę, tj wiedzą o tym, że fundamentalna Natura Rzeczy jest niezmienna w czasie i może być wywnioskowana z pewnością (inaczej niż w racjonalnym wnioskowaniu) od teraźniejszości do przeszłości i przyszłości. Innymi słowy to generalizacja bez abstrakcji.
piątek, 22 kwietnia 2016
... poczucie, że się jest wszystkim, i oczywistość, że jest się niczym
„… poczucie, że się jest
wszystkim, i oczywistość, że jest się niczym”. W młodości
zupełnie przypadkiem natknąłem się na ten urywak zdania, i był
to dla mnie wstrząs. Wszystko co wówczas czułem, wszystko, co
miałem odczuwać później, zawarte było w owej niezwykłej,
banalnej formułce będącej syntezą uniesień i porażek, ekstazy i
beznadziei. To nie z paradoksu, lecz z truizmu najczęściej wybucha
objawienie.
W głębi duszy każdy uważa się za
nieśmiertelnego, choćby nawet, wiedział, że ma skonać za chwilę.
Można wszystko zrozumieć, dopuszczać wszystko i wszystko sobie
uprzytomnić – z wyjątkiem własnej śmierci, i to nawet wówczas,
gdy nieprzerwanie o niej myślimy i gdyśmy już się z nią
pogodzili.
Cioran, O niedogodności istnienia
tłumaczenie
Ireneusz Kania
**
Cioran wydaje się
wskazywać na pewną dwuznaczność obecną w ludzkim doświadczeniu,
wynikającą z faktu iż idee subiektywności, świadomego podmiotu
-ja- związane są z ideą nieśmiertelności, podczas gdy rzeczy na
których to „ja” opiera swe istnienie, identyfikując się z
nimi, - jak na przykład ciało – jak najwyraźniej jawią się
jako nietrwałe.
Co do idei
nieśmiertelności – patrz obserwacja Freuda, iż ten aspekt
ludzkiej istoty, zwanej przez niego nieświadomością całkowicie i
totalnie odrzuca ideę swej własnej śmiertelności, choć dopuszcza
ją u innych. Oczywiście teorie Freuda nie mogą być poważnie
traktowane przez ludzi inteligentnych, nie mniej nie można odmówić
temu żydowskiemu mistykowi zdolności obserwacyjnych.
Według
Nisargadatty Maharaja rozwikłanie tej konfuzji wynikłej z
zetknięcia nieskończoności z tym co nietrwałe, jest celem Jogi.
Tu krótkie omówienie tego problemu w terminach tragikomedii.
środa, 1 lipca 2015
Destruction of ignorance destroys the illusion of being
I argue, to translate (even to
interpret to oneself) bhava by 'becoming' is an opiate that leaves
the illusion of 'being' untreated. I doubt if that is what the Buddha
intended.
***
To be is to be contingent:
nothing of which it can be said that "it is" can be alone
and independent. But being is a member of paticca-samuppada as
arising which contains ignorance. Being is only invertible by
ignorance.
Destruction of ignorance destroys the illusion of being. When ignorance is no more, than consciousness no longer can attribute being (pahoti) at all. But that is not all for when consciousness is predicated of one who has no ignorance than it is no more indicatable (as it was indicated in M Sutta 22)
Destruction of ignorance destroys the illusion of being. When ignorance is no more, than consciousness no longer can attribute being (pahoti) at all. But that is not all for when consciousness is predicated of one who has no ignorance than it is no more indicatable (as it was indicated in M Sutta 22)
Nanamoli Thera
***
Upādānapaccayā bhavo; bhavapaccayā
jāti; jātipaccayā jarāmaranam... ('With holding as condition,
being; with being as condition, birth; with birth as condition,
ageing-&-death...') The fundamental upādāna or 'holding' is
attavāda (see Majjhima ii,1 <M.i,67>), which is holding a
belief in 'self'. The puthujjana takes what appears to be his 'self'
at its face value; and so long as this goes on he continues to be a
'self', at least in his own eyes (and in those of others like him).
This is bhava or 'being'. The puthujjana knows that people are born
and die; and since he thinks 'my self exists' so he also thinks 'my
self was born' and 'my self will die'. The puthujjana sees a 'self'
to whom the words birth and death apply.[d] In contrast to the
puthujjana, the arahat has altogether got rid of asmimāna (not to
speak of attavāda—see MAMA), and does not even think 'I am'.
This is bhavanirodha, cessation of being. And since he does not think
'I am' he also does not think 'I was born' or 'I shall die'. In
other words, he sees no 'self' or even 'I' for the words birth and
death to apply to. This is jātinirodha and jarāmarananirodha.
[...]
The puthujjana, taking his apparent 'self' at face value, does not see that he is a victim of upādāna; he does not see that 'being a self' depends upon 'holding a belief in self' (upādānapaccayā bhavo); and he does not see that birth and death depend upon his 'being a self' (bhavapaccayā jāti, and so on). The ariyasāvaka, on the other hand, does see these things, and he sees also their cessation (even though he may not yet have fully realized it); and his seeing of these things is direct. Quite clearly, the idea of re-birth is totally irrelevant here.
The puthujjana, taking his apparent 'self' at face value, does not see that he is a victim of upādāna; he does not see that 'being a self' depends upon 'holding a belief in self' (upādānapaccayā bhavo); and he does not see that birth and death depend upon his 'being a self' (bhavapaccayā jāti, and so on). The ariyasāvaka, on the other hand, does see these things, and he sees also their cessation (even though he may not yet have fully realized it); and his seeing of these things is direct. Quite clearly, the idea of re-birth is totally irrelevant here.
Nanavira Thera
środa, 3 września 2014
Absurd vipakacetana
Budda
powiedział, że kamma jest cetana
(działanie jest intencją) i pojęcie vipakacetana w
konsekwencji jest czystej wody sprzecznością. (Potrzeba,
poza wszystkim, tylko chwili refleksji by dostrzec, że jeżeli
np przyjemne uczucie którego doświadczam, gdy oddaję
się pożądliwym myślom jest rezultatem jakiegoś
przeszłego działania, to nie jestem obecnie odpowiedzialny
za to i nic z tym nie mogę zrobić. Ale wiem z mojego
własnego doświadczenia, że tak nie jest; jeśli
decyduję się cieszyć przyjemnością przez
myślenie pożądliwych myśli, to mogę tak
czynić i mogę również wybrać - jeśli
widzę ku temu dobry powód - powstrzymanie się od
myślenia takich myśli).
Nanavira Thera →
Nanavira Thera →
poniedziałek, 1 września 2014
Nie trzeba być szczególnie bystrym obserwatorem, aby dojść do wniosku, że liczne poglądy otaczających nas ludzi są niewątpliwie złudzeniami ...
Nie trzeba być szczególnie bystrym
obserwatorem, aby dojść(do wniosku, że
liczne poglądy
otaczających nas ludzi są niewątpliwie złudzeniami, nawet jeżeli
przyjąć bardziej rygorystyczną definicje złudzenia niż
określenie: „Złudzenie jest to
pogląd odmienny od mojej własnej
opinii". Piszącemu te słowa zawsze wydawało
się np., iż
ludzie uważają, że są w stanie wyczuć cudzy wzrok, kiedy ktoś
na nich
z tyłu patrzy. Dopóki nie przyjmiemy, że człowiek ma z
tyłu głowy, na plecach bądź
jeszcze niżej trzecie oko albo „coś
w tym rodzaju", dopóty trzeba uznać, że przekonanie to jest
złudzeniem. Ponieważ nic nie wskazuje na istnienie takiego oka,
przekonanie to jest złudzeniem. Aby stwierdzić, czy złudzenie to
rzeczywiście jest
powszechne, zadałem 170 osobom (studentom
różnych kierunków i licealistom)
pytanie: „Czy jesteś w stanie
wyczuć, że ktoś na Ciebie patrzy, nawet jeżeli nie
widzisz tego
kogoś?" Spośród dostarczonych możliwości odpowiedzi
15 osób
wybrało odpowiedź „zdecydowanie tak", 62 - „tak",
73 - „raczej tak", a tylko 15 -
„raczej nie " i 5 -
„nie". Mamy tu zatem przypadek złudzenia niezbyt ważnego,
co
prawda, ale niezwykle powszechnego: aż 88 % zapytanych w
mniejszym lub większym stopniu twierdzi, że wyczuwa cudzy wzrok na
własnych plecach, choć nikt nie
potrafi powiedzieć, jak to robi!
Bohdan Wojcieszke, Dane i
pseudodane
w procesie spostrzegania ludzi
w: Złudzenia, które pozwalają żyć
s. 84
Autor najwyraźniej zakłada, że zjawisko, którego nie da się
wyjaśnić w oparciu o obecny stan wiedzy na temat tego czym jest
percepcja, musi być złudzeniem. Takie przekonanie, samo w sobie
jak najbardziej możemy sklasyfikować jako złudzenie. Najwyraźniej
też nie jest on zaznajomiony z ideą filozoficzną, iż oko jako
narząd „dotyka” postrzeganych obiektów.
It might seem that shape is
rūpa and not nāma since it is present in both
eye-consciousness and body-consciousness (e.g. touching with the
fingers). This, however, is a mistake. Vision is a double
faculty: it cognizes both colour and shape (see FUNDAMENTAL
STRUCTURE §§I/4 & II/8).
The eye touches what it sees (it is only necessary
to run the eye first across and then down some vertical lines or bars
to discover this), and the result is coloured shapes. The
eye is capable of intentional movement more delicate even than the
fingers, and the corresponding perception of shapes is even more
subtle.*
* Strictly, the shapes are there
before the eyeball is moved, just as the hand perceives the shape of
an object merely by resting on it; movement of the eyeball,
as of the fingers, only confirms the perception and makes it
explicit. This does not matter: we are concerned only to point out
the similarity of the eye and the hand as both yielding perceptions
of shape, not to give an account of such perceptions.
niedziela, 20 lipca 2014
Ostatni gest zdejmowania maski
Co do mnie, przedstawiłem książkę
Kierkegaarda Point de vue explicatif de mon oeuvre, którą
dziś skończyłem czytać. Powstała ona w 1848, na sześć lat
przed śmiercią autora, ukazała się zaś pośmiertnie (1850) i
jest ostatnim gestem zdejmowania maski, ale też spóźnionym
usprawiedliwieniem pisarstwa aminowego. Kierkegaard, uważający się
za autora głównie religijnego, przez całe życie stosował
„estetyczną przebierankę”. Wejście w kategorie estetyki –
młodości, zmysłowości i zmysłowego piękna – oznacza zajęcie
pozycji, w której zwykle znajduje się rozmówca. To strategiczne
uplasowanie się w kategoriach mentalnych publiczności jest jedyną
szansą na to, że zostaniesz wysłuchany, jedyną możliwością, że
gdyś już zwrócił na siebie uwagę – dzięki takiej
„przebierance” przeforsujesz swój punkt widzenia. W ten sposób
potrafisz może nie tyle obalić przekonanie drugiego, ile raczej
zmusić go do zwrócenia uwagi na to, co mówisz. Z kolei to oznacza,
że będzie on musiał rozważyć twój problem, różny od jego
problemu, bo duchowy. Skłonienie drugiego do uwagi wobec twojego
problemu poprzez akt pokory, poddanie się rozmówcy, jest samą
istotą Kierkegaardowskiej majeutyki (wywodzącej się od Sokratesa),
esencją podwójności, maski, dialektyki, umyślnego oszustwa
wprzęgniętego w służbę prawdy („rozważany problem ze
stanowiska estetycznego”: oszustwo polega na samym użyciu takiego
zwrotu, żeby móc dotrzeć do sfery duchowej). W ten sposób cała
twórczość estetyczna K. staje się metafizyką incognito (Sokrates
jest pogańskim prekursorem incognito chrześcijańskiego, teorią
maski potwierdzoną później przez ludzką praktykę maskowania
boskości.)
Gabriel Liiceanu, Dziennik z Paltynisu
tłumaczenie: Ireneusz Kania
s. 106-107
Concluding
Unscientific Postscript książka sama w sobie jarząca się
dowcipem, większość którego jest wciąż aktualna po stu latach.
To jedyna poważna dyskusja o komizmie, którą znam i wiele jej
zawdzięczam. Jest w niej teologiczne tło które trzeba wziąć pod
uwagę, ale pewne studia Kierkegaarda na temat chrześcijaństwa jego
dni stosują się z pełną siłą do współczesnego buddyzmu.
Nanavira
Thera
wtorek, 4 marca 2014
Chleb przed książkami czyli nieistotność metafizyki w dzisiejszym świecie
Ten
pogląd jest oczywiście dobrze nam znany, to socjalistyczny
argument, który czasami słyszymy, że skoro człowiek
nie może praktykować Dhammy jeżeli głoduje, to
chleb jest ważniejszy niż Dhamma i dlatego jest bardziej
ważne produkować żywność niż
odpowiednio się zachowywać i dlatego jakakolwiek przemoc
czy oszustwo jest usprawiedliwione jeżeli pomaga zwiększyć
produkcją żywności.
Tak jak to formułuje Sartre, brzmi to korzystniej, - lepiej karmić biednych niż zabawiać bogatych. Ale kiedy przyjżymy się temu bliżej widzimy, że powstają tu pewne kłopoty. Rozpoczynając od tego, że zakłada to (jak wszyscy socjaliści włączając w to Sartre'a zakładają), że to życie jest jedynym, i że nie istnieliśmy przed narodzinami ani nie będziemy istnieć po śmierci. Opierając się na tym założeniu, bardzo łatwo podzielić ludzkość na dwie grupy: bogatych opresorów i biednych prześladowanych. Wybór, których wspierać wydaje się łatwy. Ale jeżeli to nie jest jedyne życie, jak możemy być pewni, że człowiek, który jest teraz biedny i prześladowany nie cierpi nieprzyjemnych konsekwencji bycia bogatym opresorem w przeszłym życiu? I jeżeli doprowadzimy tą zasadę do jej logicznej konkluzji czy nie powinniśmy wybrać bycia po stronie “prześladowanych“ mieszkańców piekieł cierpiących retrybucję ich złych działań i potępić szczęśliwców w niebach, uprzywilejowaną klasę cieszącą się nagrodą za cnotę jako “bezproduktywnych bogaczy?”
I ten pogląd ignoruje fakt, że nasze przeznaczenie w czasie śmierci zależy od tego jak zachowywaliśmy się w tym życiu. Jeżeli złe zachowanie w tym życiu prowadzi do ubóstwa i głodu w następnym, czy możemy być pewni, że chleb jest ważniejszy niż książki? Jaki ma sens zaopatrywanie głodnych w chleb jeżeli nie powie się im o różnicy pomiędzy właściwym i błędnym? Czy metafizyka jest aż tak nieważna, jeżeli prowadzi ludzi – bogatych i biednych bez znaczenia - do zaadoptowania właściwego poglądu i odpowiedniego zachowania? Oczywiście sam fakt, że filozofia Sartre'a nic nie mówi o głodnych i prześladowanych jest naganny i można by dowodzić, że Sartre lepiej by zajął się dobroczynnością dla biednych i prześladowanych niż propagacją swych metafizycznych poglądów. Ale to wcale nie usprawiedliwia zasady. I w ostatecznej analizie Nauka Buddy jest dla uprzywilejowanej klasy - tych mających wystarczające szczęście posiadania inteligencji by ją pojąć (Dhamma jest do poznania przez mądrych każdemu osobiście) a są oni z największą pewnością w mniejszości. Ale postawa Sartre'a jest symptomatyczna dla generalnej nieadekwatności współczesnej europejskiej myśli – poglądu, że większość ma rację, że prawda jest do zadecydowania przez apel do skrzynki wyborczej. Przeczytałem gdzieś, że w jednym z krajów komunistycznych, zostało zadecydowane przez podniesienie ręki, że anioły nie istnieją.
Nanavira Thera
Tak jak to formułuje Sartre, brzmi to korzystniej, - lepiej karmić biednych niż zabawiać bogatych. Ale kiedy przyjżymy się temu bliżej widzimy, że powstają tu pewne kłopoty. Rozpoczynając od tego, że zakłada to (jak wszyscy socjaliści włączając w to Sartre'a zakładają), że to życie jest jedynym, i że nie istnieliśmy przed narodzinami ani nie będziemy istnieć po śmierci. Opierając się na tym założeniu, bardzo łatwo podzielić ludzkość na dwie grupy: bogatych opresorów i biednych prześladowanych. Wybór, których wspierać wydaje się łatwy. Ale jeżeli to nie jest jedyne życie, jak możemy być pewni, że człowiek, który jest teraz biedny i prześladowany nie cierpi nieprzyjemnych konsekwencji bycia bogatym opresorem w przeszłym życiu? I jeżeli doprowadzimy tą zasadę do jej logicznej konkluzji czy nie powinniśmy wybrać bycia po stronie “prześladowanych“ mieszkańców piekieł cierpiących retrybucję ich złych działań i potępić szczęśliwców w niebach, uprzywilejowaną klasę cieszącą się nagrodą za cnotę jako “bezproduktywnych bogaczy?”
I ten pogląd ignoruje fakt, że nasze przeznaczenie w czasie śmierci zależy od tego jak zachowywaliśmy się w tym życiu. Jeżeli złe zachowanie w tym życiu prowadzi do ubóstwa i głodu w następnym, czy możemy być pewni, że chleb jest ważniejszy niż książki? Jaki ma sens zaopatrywanie głodnych w chleb jeżeli nie powie się im o różnicy pomiędzy właściwym i błędnym? Czy metafizyka jest aż tak nieważna, jeżeli prowadzi ludzi – bogatych i biednych bez znaczenia - do zaadoptowania właściwego poglądu i odpowiedniego zachowania? Oczywiście sam fakt, że filozofia Sartre'a nic nie mówi o głodnych i prześladowanych jest naganny i można by dowodzić, że Sartre lepiej by zajął się dobroczynnością dla biednych i prześladowanych niż propagacją swych metafizycznych poglądów. Ale to wcale nie usprawiedliwia zasady. I w ostatecznej analizie Nauka Buddy jest dla uprzywilejowanej klasy - tych mających wystarczające szczęście posiadania inteligencji by ją pojąć (Dhamma jest do poznania przez mądrych każdemu osobiście) a są oni z największą pewnością w mniejszości. Ale postawa Sartre'a jest symptomatyczna dla generalnej nieadekwatności współczesnej europejskiej myśli – poglądu, że większość ma rację, że prawda jest do zadecydowania przez apel do skrzynki wyborczej. Przeczytałem gdzieś, że w jednym z krajów komunistycznych, zostało zadecydowane przez podniesienie ręki, że anioły nie istnieją.
Nanavira Thera
niedziela, 23 czerwca 2013
Nanavira Thera o realizmie i idealizmie
W moim ostatnim liście powiedziałem,
że formalne zasady logiki wyprowadzone są z samej struktury
istnienia. To prawda, ale wymagająca kwalifikacji. Formalne zasady
logiki, jak sformułowane przez logików matematyków (np. Stebbing)
są rezultatem opisania struktury istnienia (tj Kummer) bez punktu
widzenia. Mianowicie, istniejące rzeczy są wszystkie brane od
razu i widziane jako formujące „nieredukowalną wieloraką
relację” (fraza Stebbing), i ta „nieredukowalna wieloraka
relacja” jest strukturą definiowaną przez formalne logiczne
zasady. Ale skoro nie zezwala się na pojawienie żadnego punktu
widzenia (matematycy logicy są ściśle naukowi i obiektywni), ta
struktura czy system jest czysto statystyczna. ( Zasada Dedukcji jest
wtedy dodawana do Formalnych Zasad, i to wprowadza pewien ruch, ale
całkiem arbitralny, złego rodzaju i o wiele za późno).
To, zatem, jest połową obrazu.
Druga połowa składa się z posiadania punktu widzenia, ale nie
zezwalania na pojawienie się „nieredukowalnej wielorakiej
relacji”. Ta druga połowa, podejrzewam, jest tym o czym mówią
logicy metafizycy/idealiści (i są on ściśle subiektywni). Kummer,
jednakże, ma oba aspekty – (i) szesnaście operatorów może być
widziane jako konstytuujące „nieredukowalną wieloraką relację”,
i (ii) ten system jest "invariant under infinite bi-rational
transformations" (zgodnie z artykułem E.B).
Podnoszę ten punkt, po pierwsze
dlatego, że wydaje się to sugerować, że oficjalne Zachodnie
myślenie jest prawdopodobnie indukcyjną i dedukcyjną logiką, i że
zaniedbaliśmy idealistycznych filozofów (którzy, choć trzeba
przyznać tak samo jednostronni jak matematycy logicy, są
przynajmniej inną stroną) w naszej ostatniej korespondencji;
i po drugie ponieważ fragment z Stebbing rzuca światło na pewien
incydent mający miejsce około dwa lata temu. Fragment jest z jej
przedsłowia, i oznajmia, że metafizyczni logicy (Bradley i
Bosanquet) byli niezadowoleni z tradycyjnej logiki z uwagi na jej
„formalność” (tj statyczność – patrz wyżej) i odcięcie od
„rzeczywistości”, że byli zajęci relacją pomiędzy poznającym
umysłem i tym co poznaje, i że jej (Stebbing) książka nie ma nic
wspólnego z takimi poglądami. Dodaje, że żaden z tej szkoły
Idealistów Logików, nigdy nie uczynił jasnym co dokładnie ma na
myśli przez zasadę identyczności-w-odmienności na której opiera
się ich logika. (Moje zrozumienie). Z pewnością zasada
identyczności-w-odmienności nie jest niczym innym jak tylko
invariance-under-transformation, czyż nie? I ten list jest
dynamicznym aspektem Kummera. Naturalnie Stebbing nigdy nie była
zdolna do zrozumienia tego – jest ściśle obiektywna a to jest
subiektywnością, w czym ona nie bierze udziału. I teraz,
wspomniany incydent. Ostatnim razem spotkałem Ven Somę Therę, w
Hermitage (jak pamiętasz) i przy tej okazji mieliśmy wszyscy
dyskusję w danasala o (mniej więcej) „istnieniu i logice”
w której stały się widoczne ostre różnice w poglądach.
Uczyniłem uwagę taką, że jeżeli zmiana ma być postrzeżona,
musi być postrzeżona przez postrzegającego (lub na tle) który
podczas zmiany, sam się nie zmienia (tj
invariance-under-transformation). Natychmiast, czcigodny, tonem
zupełnej ostateczności rzekł: „Och, to po prostu Bradley!”, po
czym nie było już nic więcej do powiedzenia. Chociaż raz czytałem
Bradleya Appearance and Reality, nic z tego nie pamiętam, i
nie mam (a przynajmniej nie miałem do czasu zapoznania się z
fragmentem u Stebbing) pojęcia, jakie poglądy utrzymywał Bradley.
Teraz, jednakże, sytuacja jest jasna – (i) Czcigodny
prawdopodobnie zgodziłby się praktycznie ze wszystkim co mówi
Stebbing i (ii) ja jestem po prostu idealistą. Godne zauważenia, że
Stebbing rozmyślnie unika dyskusji o kwantowym fenomenie, i że
Dirac mówi, iż teoria kwantowa odsłania, że „rzeczy” w
świecie są niezmiennymi podczas transformacji. Pogląd Stebbing –
ten logiczno matematyczny – jest taki, że wcale nie ma punktu
widzenia – rzeczy są na równych prawach; zarówno obecne jak i
nieobecne istnieją jednako – sabbam atthiti – i „istnieć”
staje się synonimem z „być realnym”, co jest tym dlaczego
pogląd ten nazywany jest czasami Realizmem. Pogląd Bradleya – ten
metafizycznych logików - jest, zakładam, że jest punkt widzenia i
nic innego; co jest obecne (tj postrzegane, z punktu widzenia)
istnieje (esse est percipi) co jest nieobecne, nie istnieje, i
kiedy rzecz znika jako obecna, przestaje istnieć – sabbam
nathitti; i tutaj, skoro jest to punkt widzenia podmiotu –
punkt widzenia – który obdarza istnieniem, obiekt jest zredukowany
do ledwie idei – stąd Idealizm. To bez wątpienia, jest
wystarczająco oczywiste. Ale teraz jawi mi się, że by afirmować
absolutne rzeczywiste istnienie rzeczy niezależnie od jakiegokolwiek
obserwatora - sabbam atthitti – to jest dokładnie negacją
istnienia podmiotu czy jaźni, natthhi attati; i odwrotnie,
negowanie obiektywnego istnienia rzeczy, sabbam natthiti, jest
dokładnie afirmacją istnienia podmiotu czy jaźni, atthi attati.
Jest tu jednakże, inny punkt: zorientowany świat (który denominuje
loka w Suttach) jest korelatywem punktu widzenia, (w Samyuta
Sutta [2] konkretnie identyfikuje się świat z okiem, uchem, nosem,
itd.) i w konsekwencji negowanie jaźni jest negowaniem świata i
afirmowanie jaźni jest afirmowaniem świata (so loko so attā).
W taki sposób mamy następujący schemat:
Sassatavāda
Zakłada
punkt widzenia;
Zakłada
jaźń atthi
attati;
Zakłada
świat;
Neguje
obiektywne istnienie rzeczy –
sabbam natthiti
Jest
Idealistą (Bradley, Berkeley)
Ucchedavāda
Neguje
punkt widzenia;
Neguje
jaźń –
atthi attati;
Neguje
świat;
Zakłada
obiektywne istnienie rzeczy – sabbam
atthiti
Jest
Realistą (Stebbing, Russell)
czwartek, 24 stycznia 2013
Pewien psychiatra
Kilka
lat temu, praktykujący na Harley Street psychiatra, przejawiający
zainteresowanie buddyzmem, przyszedł mnie odwiedzić. Rozpocząłem
konwersację mówiąc: „W pewnym momencie życia, każdy
inteligentny człowiek zadaje sobie pytania o cel swej egzystencji”.
Natychmiast i w najwyższym stopniu okazaną dezaprobatą, psychiatra
ten odparł: „Każdy kto ma takie myśli jest mentalnie chory”. W
taki sposób, jednym gestem, zmiótł znaczną część głównych
filozofów (pewni z nich zajmujący uniwersyteckie stanowiska – co
daje gwarancje jeżeli nie ich filozofii, to ich szacowności) do
azylu dla wariatów – kryminalnego azylu dla wariatów, sądząc po
jego tonie. (…). Brak powodu by żyć, niekoniecznie jest powodem
by umrzeć, choć wizytujący psychiatra zakładał przeciwnie, stąd
jego panika na sugestię, że cel życia może być zakwestionowany.
Nanavira
Thera
Rzeczywistość
Rozważmy zagadnienie
rzeczywistości. W moich pismach od czasu do czasu używam
słowa „rzeczywisty” i prawie zawsze w opozycji do słowa
„wyobrażony” i nie w opozycji do „przejawiający się”.
Odnośnik do Nama (b) pokaże, że dla mnie „rzeczywisty” =
„obecny”, podczas gdy „wyobrażony” = „nieobecny”. Prosta
ilustracja. Kiedy jesteś w Balapitiya, tego czasu dla ciebie
Balapitiya jest „rzeczywista” gdyż jest obecna, podczas gdy
Colombo jest „wyobrażone” gdyż jest nieobecne. W Balapitiya
możesz zobaczyć Balapitiyę, ale możesz jedynie wyobrażać
sobie Colombo. Kiedy idziesz do Colombo, pozycja jest odwrócona:
Wtedy Colombo jest „rzeczywiste” czy obecne, i Balapitiya jest
„wyobrażona” czy „nieobecna”. W ten sposób, kiedy ktoś
widzi swój zwykły codzienny świat, obiekty w tym świecie są
„rzeczywiste” czy "obecne” i obiekty na „antypodach jego
umysłu” (Huxley) –
są „wyobrażone” czy „nieobecne” (zauważ, że nieobecność
rozpoznaje stopniowość – rzeczy mogą być bardziej nieobecne czy
mniej nieobecne). Ale jeżeli za pomocą umartwiania się czy meskaliny,
czy w jakiś inny sposób, widzi on antypody swego umysłu, te
obiekty stają się „rzeczywiste” czy „obecne” a te w zwykłym
świecie „wyobrażone” czy „nieobecne”.
Ale teraz jeżeli taka osoba
deklaruje, czy to w swym normalnym stanie czy nie, że obiekty na
antypodach jego umysłu są „bardziej realne” niż te w zwykłym
świecie, to używa słowa „rzeczywiste” w odmiennym sensie. Co
powinien powiedzieć, jeżeli ma uniknąć dwuznaczności, to to, że
te „bardziej realne” obiekty są po prostu „bardziej wyraźne”,
czy „bardziej znaczące” niż codzienne obiekty. Ale słowo
„rzeczywiste” ma emocjonalną moc, którym brakuje innym słowom
i trwa przy nim. W ten sposób, bardziej wyraźne, bardziej znaczące,
obiekty jego wizjonerskich doświadczeń stają się
„Rzeczywistością” (naturalnie z dużej litery) i obiekty
jego zwykłego życia, ledwie „przejawem”. Jeżeli jest
pełnokrwistym mistykiem, będzie mówił nie ledwie o
„rzeczywistości” ale o „Ostatecznej Rzeczywistości”, co
jest zrównywane z „Ciałem-Dharmy”, „Pustką”, „Wszystkim”,
Jednym”, „Porządkiem Rzeczy”, „Gruntem” i tak dalej –
takie wyrażenia są rozsiane swobodnie po całej książce Huxleya.
Prawda jest taka, jednak, że
pojęcie Rzeczywistości skrywającej się za przejawami jest całkiem
fałszywe. O różnych czasach jest tu świadomość albo różnych
rzeczy lub tych samych rzeczy widzianych odmiennie – tj z różnymi
determinacjami czy znaczeniami. A to jest prawdą nawet dla arahata
(gdy ciągle żyje) w porównaniu z puthujjanem: nie wycofuje się z
„przejawów w całkowicie transcendentalną Nirvanę” (Huxley),
on po prostu widzi te same rzeczy jak i puthujjana, ale bez znaczenia
zależnego od raga, dosa, i moha (pożądania, nienawiści i
złudzenia) (…).
W skrócie, zatem, odpowiedź
na twoje pytanie „Czy chemiczne środki takie jak meskalina, czy
elektryczne drażnienie mózgu, w jakikolwiek sposób mogą zastąpić
czy skrócić długą i prawdopodobnie uciążliwą podróż na
ścieżce medytacji jak jest nauczana w Suttach Pali?” -
odpowiedzią na to pytanie jest absolutne NIE. Wizjonerskie
doświadczenia są bez znaczenia w Nauce Buddy.
Nanavira Thera
Trzy rodzaje sekha
Bradley czyni rozróżnienie
które wydaje się mieć pewne (ograniczone) zastosowanie do Dhammy.
Mówi o metafizykach, z jednej strony, którzy spekulują na temat
zasad pierwszych i ostatecznej naturze rzeczy; i z drugiej o:
tych którzy nie są
przygotowani na metafizyczne dociekania, którzy nie czują powołania
do niewdzięcznych godzin bezowocnej pracy, nie dbających o to by
podjąć ryzyko zmarnowania sobie życia nad tym – co świat w
większości uważa za szaleństwo a i oni sami wierzą w to zaledwie
połowicznie. (PL s 340)
(Cóż za krzyk z serca
Bradleya!) Druga kategoria obejmuje tych którzy przyjmują zasady
jako robocze hipotezy w celu wyjaśnienia faktów, bez dociekania
ostatecznej wartości tych zasad (co jest normalną praktyką tych
którzy studiują specjalistyczne przedmioty: fizyką, chemię,
biologię, psychologię i tak dalej – i którzy są metafizykami,
jeżeli w ogóle, tylko w swym własnym wyobrażeniu). W skrócie: ci
którzy patrzą na zasady pierwsze, i ci którzy biorą rzeczy na
zaufanie ponieważ sprawdzają się w praktyce.
W Suttach, także
odnajdujemy coś z tego rozróżnienia: między sekha który
jest ditthipatta (osiągającym-przez-pogląd) i tymi którzy
są saddhavimutta (wyzwolonymi-przez-wiarę)*. Pierwsi
usłyszeli Naukę Buddy, rozmyślali nad nią i zaakceptowali ją po
rozważeniu ostatecznych zasad na których bazuje. Drudzy usłyszeli
Naukę Buddy i rozmyślali nad nią (jak pierwsi), ale zamiast szukać
pierwszych zasad, zaakceptowali ją ponieważ zainspirowała ich,
budząc zaufanie i pewność. Obie grupy praktykowały Nauczenie i
obie osiągnęły sotapati lub więcej, ale jedna przedkłada
pańńa nade wszystko, druga saddha. Ale jest tu
również trzeci rodzaj sekha: kayasakkhi (świadek cielesny)
który nie ma żadnej korespondującej kategorii w Zachodniej
filozofii: jest on tym który przedkłada samadhi nade
wszystko – rozwija mentalną koncentrację i osiąga wszystkie
jhany i nie potrzebuje tak wiele pańńa ani
saddha. W A III, 21 i 118-20 Budda zapytany który z tych trzech
jest najlepszy odmawia dokonania rozróżnienia pomiędzy nimi,
mówiąc że każdy z nich może przewyższyć pozostałych dwóch i
osiągnąć finałowy cel jako pierwszy.
Najpełniejszy opis w
Suttach kayasakkhi, ditthipatto, i
saddhavimutto (dalej odnoszę się do nich jako k, d
i s) jest dany w
Suttcie Kitagiri M 70. K jest opisany jako ten co osiągnął
arupa osiągnięcia i trwa w nich, i widząc ze zrozumieniem,
pozbył się pewnych asav. D jest tym który nie
osiągnął arupa osiągnięć, ale widząc ze zrozumieniem
pozbył się pewnych asav i dogłębnie zobaczył i rozważył
Nauczanie Tathagaty. S jest tym który nie osiągnął arupa
osiągnięć, ale po zobaczeniu ze zrozumieniem, pozbył się
pewnych asav i jego
saddha w Tathagatę jest w pełni ustanowiona i dobrze
zakorzeniona. Wszyscy trzej są przynajmniej sotapanna, ale
nie arahatami; i wszyscy trzej mają pewien stopień samadhi,
pańńa i saddha, ale każdy z nich kładzie nacisk na inną z
tych rzeczy – k stawia wpierw na samaddhi, d
stawia wpierw na pańńa, i s stawia na pierwszym
miejscu saddha.
* Ci sekha są
sotapanna i wyżej. Przed sotapati (tj po osiągnięciu
magga ale nie phala, sekha są dhammanusari
lub saddhanusari, pomiędzy którymi to samo rozróżnienie
zachowuje swą ważność.
Nanavira Thera
sobota, 5 stycznia 2013
Koestler
Koestler zakłada, że zarówno Nauka Buddy jak i Filozofia
Egzystencjalna są dziełami sztuki, i to obejmuje rozliczne
założenia o naturze egzystencji. Koestler sam będąc artystą, nie
potrafi wyobrazić sobie niczego wychodzącego poza sztukę - w
rzeczy samej, prawdopodobnie można powiedzieć, że założenie, iż
nie ma nic ponad sztuką jest dokładnie założeniem o naturze
egzystencji, które to założenie jest inherentne w pracach
Koestlera. Koestler jest zaangażowany, zgodnie ze swą własną
definicją - ale jest zaangażowany ponieważ zakłada
samoistność idei zaangażowania. A to określa go czasowo. Jest
człowiekiem XX wieku, uległym obsesji obiektywności; dla artysty
obiektywność - odmowa głoszenia twego zaangażowania i ledwie
opisywanie go, jako jednego z nieskończenie wielu możliwych
zaangażowań - jest bratem naukowej obiektywności - co jest odmową
uznania twojego punktu widzenia, a zaledwie zwolnienie go jako
jednego z nieskończonej możliwości punktów widzenia - co pochodzi
z lęku przed byciem (słowami Kierkegaarda) nieskończenie
zainteresowanym. Kiedy jesteś nieskończenie zainteresowany,
albo siedzisz cicho (do czego skłaniał się Budda bezpośrednio po
Oświeceniu) albo nauczasz (co zrobił Budda, po przekonaniu go przez
Brahmę Sahampati). Oczywiście Egzystencjaliści są (są?) enragés
a nie prosto engagés,
i nigdy nie udawali, że są
czymś więcej. Koestler może i nie jest wrogo nastawiony wobec
Nauki Buddy czy Egzystencjalizmu, ale to dlatego, że żadnej z tych
rzeczy nie zrozumiał. Gdyby zrozumiał byłby albo buddystą (czy
egzystencjalistą) albo też otwarcie wrogi. Tak jak zneutralizował
Dhammę i Egzystencjalizm - czy raczej mając taką nadzieję -
współczesnym artystycznym brakiem-punktu-widzenia, takie i jest
jego zrozumienie "zaangażowania". Zgadzasz się?
Nanavira Thera
Nanavira Thera
piątek, 21 grudnia 2012
Nanavira: Boskie wariacje
Dostojewski mówi: „Jeżeli Bóg nie istnieje, ja jestem Bogiem”.
Sartre mówi: „Jeżeli Bóg istnieje, jest kontyngentny”.
Anzelm mówi (według Kierkegaarda): „Jeżeli Bóg istnieje, musi istnieć”.
Kierkegaard mówi: „Bóg nie istnieje: jest wieczny”
Te ostatnie jest bardzo sprytne i pomysłowe, jednakże Kierkegaard błądzi – gdyż, jeżeli Bóg nie istnieje, jak może on być czymkolwiek, nawet jeżeli jest to wieczne? Sprawa jest taka, że wieczność nie istnieje inaczej jak obecna – i to zabiera nas z powrotem do Dostojewskiego.
sobota, 15 grudnia 2012
Nanavira Thera - pewne uściślenie
To co powiedziałem w moim
ostatnim liście o powodach K na powoływanie, w szczególności
kobiet na pomoc w jego przypadku – mianowicie, że prawdopodobnie
uważa je za „Bramę do Boskości” - jest ekscesywne. To
wystarczająco prawdziwe w Zamku, gdzie K szuka Łaski Boga,
ale w Procesie K po prostu próbuje usprawiedliwić swą
egzystencję i jego relacje z kobietami nie wychodzą poza to. Oto
iluminujący fragment z Sartre'a:
Podczas gdy przed byciem
zakochanym czuliśmy się nieswoja z tą nieusprawiedliwioną, nie
dająca się usprawiedliwić wypukłość, którą była nasza
egzystencja, stąd czuliśmy się „de trop”, teraz
czujemy, że nasza egzystencja jest podjęta i chciana nawet w jej
najdrobniejszych detalach przez absolutną wolność [tj przez tego
kto nas kocha]* która w tym samym czasie warunkuje nasza egzystencję
[gdyż to nasza egzystencja ją fascynuje]* i którą my sami chcemy
z nasza wolnością. To jest podstawa dla radości miłości, kiedy
jest radość: czujemy, że nasza egzystencja jest usprawiedliwiona.
(B&N s. 371)
W Procesie zatem, K
stara się użyć kobiet by wpłynąć na podległy wpływom Sąd.
Innymi słowy K próbuje uciszyć swoje samooskarżenie o winę przez
dogadzanie sobie z kobietami (co rzeczywiście ma efekt – czasowy –
wyparcia jego uczuć winy przez czynienie egzystencji jako wydającej
się usprawiedliwioną). Ale mówią mu, a raczej sam sobie mówi –
że ten rodzaj obrony jest radykalnie niezdrowy. (W opinii dr Axleya
Munthe miłość mężczyzny dochodzi do końca gdy poślubia
dziewczynę). I faktycznie, szczegółowa analiza relacji miłosnych
przez Sartre'a pokazuje zbyt jasno ich pozbawioną bezpieczeństwa i
samo-sprzeczną strukturę.
* Nawiasy moje
Pogląd naukowy a pogląd egzystencjalny
Widzę,
że uczyniłeś pewne rozróżnienie pomiędzy fizycznymi obiektami i
stanami mentalnymi: rozważmy zatem wpierw fizyczne obiekty. Mówisz:
„Idea ciągłej zmiany czy tego, że wszystko się ciągle zmienia,
wydaje mi się być poprawną. Ale kłopot powstaje gdy ta idea jest
stosowana w życiu, gdy mówi się, że ten obiekt nie jest tym samym
obiektem. Krzesło, które jest przede mną, będące materialnym,
przechodzi zmiany. I w tym sensie nie będzie tym samym krzesłem.
Ale w innym sensie za to znacznie bardziej realnym mamy ideę, że
krzesło tam jest, i że aż do czasu gdy się rozpadnie, będzie
tam. To ciągle ma ważność, na przekór zmianom, które w nim
zachodzą, a które mogą być postrzegane albo i nie, tak długo jak
krzesło może być używane jako krzesło”.
Rozróżnienie które tutaj uczyniłeś,
pomiędzy „ideą ciągłej zmiany” i „ideą, że krzesło tam
jest”, jest w najwyższym stopniu ważne, gdyż zaznacza różnicę
pomiędzy poglądem naukowym a poglądem egzystencjalnym (czy
fenomenologicznym). Powstaje pytanie, czy te dwa poglądy są
kompatybilne, a jeżeli nie, to który jest poprawny?
Na przekór faktowi, że powiedziałeś:
„Idea kontynuacyjnej zmiany jest sprawą obserwacji i zgadza się z
poglądem naukowym, że materia jest podmiotem ciągłej zmiany”,
chcę zasugerować, że idea kontynuacyjnej zmiany nie jest sprawą
obserwacji (omówię to później), ale że jest czystą i prostą
konsekwencją naukowego roszczenia co do osiągnięcia kompletnej
obiektywności. (Nauka dąży do całkowitego wyeliminowania
obserwatora – czy indywidualnego punktu widzenia – ze swych
rezultatów, przez to osiągając kompletną ogólność. Jak tylko
przywracany jest obserwator, jak w teorii kwantowej, zmiana od razu
staje się dyskontynuacyjna. Egzystencjalny pogląd, z drugiej
strony, jest taki, że dla istniejącej jednostki świat z
konieczności prezentuje się w tej czy innej perspektywie. Żadna
jednostka nie ma możliwości widzieć świata tak jak to rości
sobie nauka, ze wszystkich punktów widzenia naraz. Patrz Przedsłowie
(f)
Mówisz: „Krzesło, które jest
przede mną, będące materialnym, przechodzi zmiany”. To brzmi
jakbyś dedukował kontynuacyjną zmianę z faktu, że krzesło
jest materialne, i sugeruję, że to co robisz to stosowanie
abstrakcyjnego pojęcia, którego wyuczyłeś się teoretycznie
do twojego konkretnego doświadczenia (tj „do znacznie bardziej
realnej idei, że krzesło tam jest”). Fakt, że mówisz o
„zmianach, które w nim zachodzą, a które mogą być postrzegane
albo i nie”, również sprawia wrażenie, że czynisz teoretyczne
założenia o naturze zmiany – jak możesz wiedzieć o zmianach,
których nie możesz postrzec? (Oto
Sartre, mówiący o materialnych obiektach, które są przed nim:
Oczywiście ktoś
się sprzeciwi, twierdząc, że ja po prostu nie potrafię spostrzec
zmian … Ale to nic innego jak wprowadzanie bardzo nieodpowiedniego
naukowego punktu widzenia. Taki punkt widzenia, którego nic nie
usprawiedliwia, jest negowany przez właśnie naszą percepcję B&N
s.205)
Mówisz: „kłopot
powstaje wtedy gdy … mówi się, że ten obiekt nie jest tym samym
obiektem”. Całkiem słusznie; ale ty sam wskazałeś drogę
ominięcia tego kłopotu, kiedy powiedziałeś: „Gdy mówi się, że
niemowlak nie jest tym samym co już dorosły człowiek … to jest
poprawne. Kiedy mówi się, że to jest ten sam niemowlak, który
dorósł, to również poprawne ...”. Kiedy niemowlak wyrasta na
dorosłego człowieka, postrzegamy, że niemowlak się zmienił, i
wyrażamy to mówiąc, że niemowlak zarówno jest i nie jest tym
samym co dorosły człowiek (bierzemy tu niemowlaka i dorosłego
człowieka tylko jako fizyczne obiekty, nie jako „jaźnie”, co
jest odmiennym zagadnieniem). Co jasne, zatem, ażeby dla nas było
możliwe powiedzenie „to się zmieniło”, potrzebne są dwie
rzeczy: (i) jednakowość, i (ii) nie-jednakowość, czy różnica,
Bez bycia czegoś co pozostaje takie samo, nie możemy powiedzieć
„to”; i bez czegoś co jest odmienne, nie możemy powiedzieć
„się zmieniło”.
Weź twoje drzewo
mango. Dziesięć lat temu było małą rośliną, teraz jest dużym
drzewem rodzącym owoce, i to z uwagi na tą różnicę,
mówisz, że się zmieniło; ale zarówno mała roślina i
duże drzewo są mango, i oba są w tym samym miejscu (mała roślina
mango nie wyrosła na drzewo jabłoni, ani też nie jest teraz w
innym miejscu ogrodu), i to z uwagi na tą jednakowość
mówisz, że nie jest to inne drzewo. Lub weź liść który
zmienia kolor – wpierw jest zielony, kiedy umiera jest brązowy,
ale to wciąż ten sam liść. To co pozostaje takie samo to kształt,
a to co się zmienia to kolor, zatem mówimy „ten liść
się zmienił”. To całkiem proste z uwagi na fakt, że wizja
ma podwójny sens, dając nam percepcje zarówno kształtu jak i
koloru, i często się tak dzieje, że podczas gdy jedno pozostaje
takie samo, drugie się zmienia.
Ale weźmy bardziej skomplikowany
przypadek, i rozważmy zmianę samego koloru. Przypuśćmy, że mam
niebieskie zasłony, i po pewnym czasie zauważam, że „niebieskie
wyblakło” - jak mamy to rozumieć? Co oczywiste, jeśli pewnego
dnia spojrzę na zasłony i odkryję, że są karmazynowe, nie
powiem, że „niebieskie wyblakło”, z tego powodu, że
karmazynowe zupełnie nie jest niebieskim – to całkowicie inny
kolor. I tak powiem tylko: „zasłony zmieniły swój kolor” (tak
jak liść). Ale jeżeli mówię „niebieskie wyblakło”, mówię,
że zasłony są ciągle niebieskie, ale o lekko odmiennej
niebieskości, jaśniejszej. To co pozostaje niezmienne tutaj to
generalna determinacja „niebieskie”, a co jest odmienne,
to szczególny odcień niebieskości.
Weź inny przypadek. Patrzę na łyżkę
na stole przede mną. Ogniskuję moją uwagę na miseczce łyżki i
widzę rączkę mniej wyraziście z jednej strony; wtedy ogniskuję
moją uwagę na rączce i widzę miseczkę mniej wyraziście w
drugiej strony. Łyżka jako całość, pozostaje niezmieniona – w
obu przypadkach jest dokładnie tą samą łyżką. To co odmienne to
poszczególny aspekt łyżki w obrębie generalnego doświadczenia
zwanego „widzeniem łyżki”. Powstają tu dwa punkty.
1. Pozostawiając z boku przypadki
gdzie jedna odczuwana cecha różni się podczas gdy druga pozostaje
niezmienna (na przykład liść) i rozważając tylko bardziej
fundamentalne przypadki gdzie zmiana ma miejsce w obrębie jednej i
tej samej odczuwanej cechy czy charakterystyki, zauważamy, że to
zawsze bardziej generalna cecha co pozostaje niezmienna podczas gdy
subordynowana czy bardziej szczególna cecha jest odmienna. To
sugeruje, że może tu być pewna struktura zmiany, która musi być
wzięta pod uwagę, kiedykolwiek tylko rozważamy zagadnienie zmiany;
i skoro tak, będzie to oznaczało, że twierdzenie „wszystko się
zmienia” wymaga ścisłej kwalifikacji. (W ostatniej części Uwag,
próbowałem dać formalny opis fundamentalnej struktury w obrębie
której ma miejsce zmiana, ale oczekuję, że prawdopodobnie nie
byłeś w stanie wiele z tego wynieść. Nie szkodzi).
2. Jeżeli to możliwe, w każdej danej
zmianie, uczynić jasne i wyraźne rozróżnienie pomiędzy tymi
cechami które się nie różnią a tymi co się różnią, to w
konsekwencji rozróżnienie pomiędzy jednakowością i
odmiennością jest absolutne: innymi słowami, znaczy
to, że zupełnie nie możemy powiedzieć „w przybliżeniu
to samo”, czy „w przybliżeniu odmienne”. (Tak długo
jak używamy zwrotu „w przybliżeniu” wskazuje to, że nie udało
nam się uczynić poprawnego rozróżnienia, gdyż „w przybliżeniu
to samo” oznacza „to samo ale odmienne”, - i „w przybliżeniu
odmienne” tj „w pewnym stopniu odmienne” czy „raczej
odmienne” - oznacza „odmienne, ale częściowo takie samo”.)
Jeżeli tak jest, to wynika z tego, że wszystkie zmiany mają
miejsce dyskontynuacyjnie; gdyż jeżeli „jednakowe” oznacza
„absolutnie takie samo” i „odmienne” oznacza „absolutnie
odmienne”, nie będzie pośrednich kategorii pomiędzy
jednakowością a odmiennością.
Prawdopodobnie sprzeciwisz się, że to
śmieszne, mówić o własnych zasłonach, że „bledną
dyskontynuacyjnie”, i ze zdroworozsądkowego punktu widzenia
mógłbym się z tobą zgodzić. Ale fakt pozostaje taki, że nie
„widzimy jak bledną nasze zasłony”; co się dzieje to pewnego
dnia „zauważamy”, że zasłony wyblakły'; i to jest nagła
percepcja. Bez wątpienia, po paru następnych tygodniach, zauważymy,
że zasłony wyblakły jeszcze bardziej, i będziemy wnioskowali,
że przez ten czas zasłony stopniowo blakły „bez naszego
zauważenia tego”. „Ale” możesz powiedzieć, „czy czasem
jednak rzeczywiście nie widzimy rzeczy w procesie zmiany – jak
wtedy, na przykład, gdy szybko przygasają światła w kinie i gasną
w ciągu pięciu czy dziesięciu sekund?” Owszem, widzimy, ale
zauważ, że na pierwszym miejscu, zmiana ta jest ze „stałego
światła” do „gasnącego światła” i z „gasnącego światła”
do „ciemności”. Innymi słowy, „gasnące światło” jest
postrzegane jako rzecz różna od obu „stałego światła” i
„ciemności”, i że zmiana z jednej do drugiej tej rzeczy jest
dyskontynuacyjna. Na drugim miejscu, są powody by przypuszczać, że
to co rzeczywiście widzimy, kiedy widzimy „gasnące światło” -
co ma tą samą esencjonalną strukturę jak „lecąca strzała” -
nie może być poprawnie opisane jako „ciągła zmiana”.
A. Psychologiczna szkoła Gestalt
specjalizująca się w eksperymentalnych badaniach percepcji zmiany,
rozpoznała, że każda zmiana którą postrzegamy ma miejsce nagle i
absolutnie. (Patrz fragment Sartre'a przetłumaczony w ANICCA [A].)
Kiedykolwiek postrzegana zmiana jest opisywana jako „mająca
miejsce kontynuacyjnie”, trzeba zakładać, że albo konieczna
analiza kompleksu doświadczenia jest ponad mocą postrzegającego,
albo że, nieświadomie, miała miejsce racjonalizacja. (To, że
faktycznie doświadczamy ruchu i innych takich zmian, jest oczywiście
nie do zaprzeczenia; ale te doświadczenia są notorycznie trudnymi
do opisania, i problem ruchu męczył filozofów od niepamiętnych
czasów.)
B. Można za pomocą argumentu wykazać,
że pojęcie kontynuacyjnej zmiany jest samo-sprzeczne (innymi słowy,
że zawiera gdzieś cyrkularność.). Są dwa sposoby dokonania
tego.
(i) Pierwszy to wykazać, że wszelkie
doświadczenia, które mogłoby nas kusić by opisać je jako
„kontynuacyjna zmiana” (ruch materialnych obiektów, blednięcie
[czy pojaśnienie] świateł i kolorów, rozpad materii, i tak dalej)
równie dobrze, adekwatnie i kompletnie mogą być opisane w
terminach dyskontynuacyjnych zmian na różnych poziomach
generalności. Jestem zadowolony, że dialektyka przedstawiona w
FUNDAMENTALNEJ STRUKTURZE jest zdolna by to uczynić (i to jest
właśnie powód dla którego zamieściłem ją w Uwagach), ale,
tylko jeżeli ją pojąłeś, mogę mieć nadzieję uczynienia siebie
tu zrozumiałym. Argument przeciwko płynnemu ruchowi, podsumowałem
w nocie o PATICCASAMUPPADA: „Sprzeczność [obecna z definicji
kontynuacyjnej zmiany] wynika z niedostrzeżenia, że zmiana na
każdym danym poziomie generalności musi być
dyskontynuacyjna i absolutna, i że muszą tam być odmienne
poziomy generalności. To wzięte razem, każde pożądane
przybliżenie do 'kontynuacyjnej zmiany' może być osiągnięte bez
sprzeczności”. (Punktem wyjścia każdej dyskusji na temat ruchu
musi być strzała Zenona. Pewne omówienie tego celebrowanego
paradoksu jest dane przez Bertranda Russella i Mistyce i Logice, ale
problemu nie da się tak łatwo rozwiązać, jak myśli Russell.)*
Drugi sposób radzenia sobie z pojęciem
płynnego ruchu, to przedyskutować go bezpośrednio, i wykazać, że
nie może być zdefiniowany bez napotkania samo-sprzeczności. To,
faktycznie, jest tym co starałem się zrobić w najkrótszy możliwy
sposób w PATICCASAMUPPADA; z definicją zapożyczoną od Poincare
A=B, B=C, A nie jest równe C. (…)
Odnośnie stanów umysłu, które
odróżniasz (całkiem słusznie) od fizycznych obiektów, tym, że
nie wchodzą one w sferę nauki (choć nie mogę się zgodzić, że
„nie są one obiektami”: są obiektami mentalnymi), - wydajesz
się myśleć, i znów masz rację, że pojęcie ciągłej zmiany nie
ma co do nich zastosowania. Mam takie niejasne wrażenie, że jednym
z powodów iż nie odnosisz pojęcia ciągłej zmiany do stanów
mentalnych, jest dokładnie taki, że nie są one w sferze nauki; i
to, z kolei, sugeruje mi, że stosujesz pojęcie ciągłej zmiany do
fizycznych obiektów ponieważ są on w sferze nauki – innymi
słowy, kierujesz się „zabobonnym szacunkiem dla prestiżu
współczesnej nauki”. Całkiem możliwe, że jestem tu wobec
ciebie niesprawiedliwy, ale tą sprawę musisz rozstrzygnąć sam dla
siebie – w każdym razie, tylko mówię o wrażeniu jakie miałem,
czytając twój list. Ale chociaż mówię, że masz rację, myśląc,
że pojęcie płynnego ruchu nie może być zastosowane do stanów
umysłu, powinno być dla ciebie jasnym, że utrzymuję, iż to
pojęcie nie może być również stosowane do fizycznych obiektów.
Wraz z całkowitym usunięciem tego
pojęcia, staje się jasnym, że struktura zmiany mentalnych stanów
(czy mentalnych obiektów) ma znacznie więcej wspólnego z
fizycznymi obiektami niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut
oka. (Mówisz, że mentalne stany takie jak przyjemność i smutek,
„znikają i pojawiają się ponownie”, - ale czy nie jest to
również prawda o fizycznych obiektach? Czy nie mamy znajomych
widoków, dźwięków, zapachów, smaków i cielesnych kontaktów?)
Jest konieczne by pamiętać, że trzy charakterystyki, mianowicie
pojawienie się, zanik i zmiana gdy obecne, mają zastosowanie do
wszelkiego doświadczenia, czy to fizycznych obiektów czy stanów
umysłu.
*Rozwiązanie
problemu opisane przez Russela, rozwiązuje problem przez
pozostawienie go nienaruszonym. A problem to: Czym jest czas.
Nanavira Thera
sobota, 8 grudnia 2012
Kafka - pisarz etyczny
Kafka jest etycznym pisarzem
a nie estetycznym. Nie ma konkluzji w jego książkach. Zamek
faktycznie był niedokończony, ale jakiż koniec mógł tam być? I
są pewne wątpliwości co do właściwej kolejności rozdziałów w
Procesie – w rzeczywistości nie wydaje się to mieć żadnego
znaczenia w jakiej kolejności je czytasz, gdyż książka jako
całość donikąd nie prowadzi. (Sarkastyczny czytelnik mógłby
się nie zgodzić i powiedzieć, że książka rzuca nowe światło na
sądownictwo). W tym Kafka jest wierny życiu takim jak je faktycznie
doświadczamy. Nie ma „szczęśliwego końca” czy „tragicznego
końca” czy „komicznego końca” w życiu, tylko „śmiertelny
koniec” - i wtedy znów zaczynamy od narodzin.
Cierpimy, ponieważ
odmawiamy pogodzenia się z tym godnym ubolewania faktem; i nawet chociaż
możemy powiedzieć, że życie jest bezcelowe, to kontynuujemy
myślenie i działanie jak gdyby miało ono jakiś cel. Bohaterowie
Kafki (czy bohater „K” - on sam i nie on sam) uparcie kontynuują
podejmowanie wysiłków rozumiejąc doskonale, że są one całkiem
bez znaczenia – i robią to jak coś najbardziej naturalnego w
świecie. A tak, poza tym, co człowiek może jeszcze robić? Zauważ,
jak w Procesie pojęcie winy jest brane za pewne. K nie
kwestionuje faktu, że jest winny, nawet chociaż nie wie czego jest
winny – nie czyni prób odkrycia oskarżenia przeciwko niemu, lecz
tylko zajmuje się swa obroną. Dla obu, Kierkegaarda i Heideggera,
wina jest czymś fundamentalnym w ludzkiej egzystencji. ( I to tylko
Budda jest tym, kto informuje, że oskarżenie przeciwko nam to
avijja.
Nanavira
Thera
Uczucia lęku i beznadziejności
Uczucia lęku i
beznadziejności w czasie choroby czy zagrożenia są bardzo
nieprzyjemne, ale mogą być również bardzo pouczające. W takich
razach można uzyskać prawie czysty pogląd na bhavatanha –
pragnienie istnienia. Tu lęk nie jest lękiem przed czymkolwiek
szczególnym (choć to również może mieć miejsce), ale raczej
przed zakończeniem istnienia, i beznadziejność jest absolutną
beznadziejnością w obliczu zbliżającej się anihilacji.
Myślę, że bardzo prawdopodobnym jest to, iż te uczucia pojawiają
się zawsze wtedy gdy człowiek myśli, że umrze (czy w
rzeczywistości umrze czy nie) i zapewne walka z nimi przynajmniej w
połowie polega na byciu przygotowanym na ten rodzaj rzeczy. Kiedy
już się wie, że takich uczuć należy oczekiwać, można podjąć
odpowiednie działanie zaraz jak faktycznie się pojawią, zamiast
umierać w stanie pomieszania i trwogi.
Co
jest odpowiednim działaniem? Odpowiedź: Uważność. Nie można
zapobiec tym uczuciom (z wyjątkiem stania się arahatem) ale można
próbować je obserwować: gdy wiedzą o tym, że są obserwowane,
mają tendencję do blednięcia i zaniku, i mogą się powtórnie
pojawić tylko gdy stajesz się nieuważny i odsłaniasz gardę
sati. Ale ciągła uważność nie jest łatwa, i dlatego
najlepiej próbować praktykować ją tak dużo jak to tylko możliwe
póki się jeszcze żyje. Doświadczenia takie jak twoje są cennymi
napomnieniami o tym czego należy się spodziewać, o konieczności
ćwiczenia własnego umierania, zanim człowiek rzeczywiście spotka
się ze śmiercią.
Nanavira
Thera
Subskrybuj:
Posty (Atom)
