Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lechoń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lechoń. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 grudnia 2015

Do Szekspira

Szekspirze, któryś zstąpił do dusz naszych głębi
I znasz krwi naszej żądze i nasz lęk gołębi,
Znasz nas od dna do szczytu!
Coś zszedł w noce bezsenne władców krwią pijanych
I w marzenia promienne kobiet zakochanych,
Stęsknionych do błękitu!
Przed którym groby żadnych nie miały tajemnic,
Ileż duchów dla ciebie z mrocznych wyszło ciemnic,
Z posłań swoich się zwlekło!
I niebo uchylało przed tobą obłoków
I tobie wydawało część swoich wyroków,
A zbrodnie swoje - piekło!

Kto rzekł, żeś ty przeminął? Inne stroje jeno!
Dla twojego teatru cały świat dziś sceną,
Twojego głosu żąda!
I każdy z nas, niepomny, czym jego istnienie,
Nagle teraz znów widzi swoje przeznaczenie,
Znowu w niebo pogląda.

I oto Ryszard Trzeci opuszcza swe łoże,
Jakieś światło się świeci nocą w Elsinorze,
Cezar wstał o północy,
Patrzy na swoją gwiazdę, co w dali dogasa,
I żałośnie zabrzmiały trąby Fortynbrasa,
Wzywające pomocy.

Szekspirze! Ty, którego nic tu nie przeraża,
Chodź! Weźmy jakąś czaszkę z wielkiego cmentarza,
W który świat dziś zmieniony,
I patrząc w nią, słuchajmy, jako szumią drzewa
I ptak wśród nich ukryty jak po nocy śpiewa
Dla kochanków z Werony!

Daj głos władcom wygnanym, ogarniętym trwogą,
Skamieniałym z rozpaczy, co płakać nie mogą,
I własnej klęski sprawcy!
I tym, co jak król Anglii w deszczu ognia stoją,
Uśmiechnięci, bo ufni w dobrą sprawę swoją
I w miłosierdzie Zbawcy.

Będziemy iść za tobą spokojnie, bo któż by
Wątpił, że się spełniają proroctwa i wróżby?
I nie potop ze stali,
Ale ten ma zwyciężyć, który pysznych kruszy,
I będzie, że z "Makbeta" las jak wojsko ruszy
I mordercę powali.

Jan Lechoń 

poniedziałek, 10 listopada 2014

Cisza - to jednak najlepsze dojście do samego siebie


Napisałem trzy strony, ale hałas bardzo mi przeszkadzał. Cisza - to jednak najlepsze dojście do samego siebie. Zdawało mi się, że wszystko, co dziś napisałem, było jakby mniej obmyślone, grubsze przez ten hałas właśnie.

Lechoń, Dziennik, t. II

piątek, 7 listopada 2014

Samotność! Cóż po ludziach?


"Samotność! Cóż po ludziach? Czym śpiewak dla ludzi?" W tej zbanalizowanej cytacie jest nieodparta prawda, której głębię możesz zniszczyć, powtarzając jak modlitwę te słowa. To łatwo powiedzieć - trzeba mi samotności. Ale zrozumieć, że się jest na zawsze samotnym, godzić się na tę samotność - to wielka sprawa, doświadczenie religijne. I ono właśnie w całej swej sile i prawdzie - zamknięte jest w tej cytacie. 


Lechoń, Dziennik, t. II

Najlepiej się spisali ci, którzy nie chcieli już żyć


Wieniawa, gdy był w Paryżu po wrześniu 1939, powiedział mi: "Najlepiej się spisali ci, którzy nie chcieli już żyć. Sosnkowski, ciężko w ostatnich latach doświadczony, i Starzyński, złamany przez śmierć pani Pauliny." Podobno ktoś, kto widział Sosnkowskiego po jego sławnej bitwie, zapytał go: "No i co pan generał myśli teraz zrobić." "Jak to co? - odpowiedział Sosnkowski tonem nieuprzejmej, ale rzeczowej informacji. - Umrzeć." 


Lechoń, Dziennik, t. II

Trująca potęga miłości


Antoniusz i Kleopatra wcale nie jest to myślowo niższy dramat niż Cezar i Kleopatra. Tak jak Mickiewicz nie jest myślowo niższy od Krasińskiego. Tylko Szekspir był mędrcem przez intuicję, przez jasnowidzenie człowieka, podczas gdy Shaw starał się go przeniknąć przez rozumowanie. O ile natchnienie sięga głębiej niż sofistyka - o tyle mądrość Szekspira góruje nad intelektualizmem Shawa. Antoniusz, prawie w Polsce nie znany i nie grany, jest zresztą jednym z najprawdziwszych arcydzieł. W czasach, gdy miłość była przywilejem młodości - Szekspir pokazał jej trującą potęgę w życiu ludzi świadomych i dojrzałych. W tym sensie był nie tylko Szekspirem, ale i Shawem swoich czasów. 


Lechoń, Dziennik, t. II

Balzac i kucharka


Alain dał kiedyś do czytania swej kucharce którąś z powieści Balzaca. Przeczytała ją i powiedziała: "Bardzo ciekawe. Nie rozumiem, dlaczego autor jest tak mało znany." 


Lechoń, Dziennik, t. II

środa, 5 listopada 2014

No - dobrze - jeżeli Pan Bóg chce, żebyśmy żyli, dlaczego sam nie żyje?


Mały Falencki, czteroletni synek Kary Tiche, z wyglądu śliczny grubasek-Chińczyk, ciągle ją teraz pyta o najważniejsze sprawy istnienia, po co żyjemy, kto nas stworzył. I któregoś dnia mówi: "No - dobrze - jeżeli Pan Bóg chce, żebyśmy żyli, dlaczego sam nie żyje?"

Lechoń, Dziennik, t. II

***
Bardzo inteligentne pytanie, jeżeli dokonamy zrównania życie = istnienie, gdyż istnieć to być w czasie i przestrzeni. Zatem jeżeli już wprowadzamy pojęcie Boga, który życzy nam dobrze, to mały spryciarz wydaje się mylić co do intencji Boga, on chce dla nas tego samego co dla siebie, byśmy przestali żyć w czasie i przestrzeni.

Może się pojawić jednak pytanie, skoro Bóg umieścił nas w czasie i przestrzeni, nie powinno sprawić mu większego kłopotu, w naprawieniu tej sytuacji. Ale jeżeli nasze poczucie bycia w czasie i przestrzeni jest złudzeniem, złudzenie jako takie jest czysto subiektywne, i tylko ten, kto sam ulega temu złudzeniu może naprawić tą sytuację. Inni mogą mu być pomocni tylko pośrednio, wskazując mu, że ulega złudzeniu.

wtorek, 4 listopada 2014

Faulkner jest psychiką głęboko religijną ...


W nowej powieści Faulknera Requiem for a Nun jedna z jej bohaterek podstępnie pyta drugą umierającą: "Is there a heaven, Nancy?" Ta zaś jej odpowiada: "I don't know. I believe." Faulkner jest psychiką głęboko religijną i każda nowa jego lektura pogłębia we mnie to przekonanie. Poza tym zaś nie znam drugiego pisarza naszych okropnych czasów, który by miał takie jak on poczucie, powiedziałbym, europejskie, honoru, tradycji, wszystkich owych w amerykańskim rozumieniu ,,imponderabiliów". Jego cykle z wojny domowej - to lepszy, niestety, znacznie lepszy Żeromski. Ciekaw jestem, co on myśli o Conradzie.

Lechoń, Dziennik, t. II

Ludzkość prosperuje w jednym z najfałszywszych złudzeń, że świat prowadzą ludzie mądrzy


Ludzkość prosperuje w jednym z najfałszywszych złudzeń, że świat prowadzą ludzie mądrzy. Byłoby to niemożliwe choćby dlatego, że większość tej ludzkości to przeciętność - jeśli już nie ludzie głupi. Skoro mówimy z lekarzem np. o jakimś pisarzu - jest on przekonany, że ten pisarz jest dobrym pisarzem. My pisarze wiemy, że dobrych pisarzy jest może 10 procent, reszta to miernoty i idioci. Tak samo pisarz przypuszcza, że nie znany mu bliżej lekarz jest wziętym fachowcem - gdy najczęściej jest on miernotą. Jest to zdumiewające, że mimo tego świat wygląda, jak wygląda.

Lechoń, Dziennik, t. II

Okrutne zwierzenie Shawa rozwiewające jedno z najbardziej drogich nam złudzeń i przypominające nam, że jesteśmy zawsze i na zawsze samotni


Hasketh Pearson notuje w swej książce inne zwierzenie, które słyszał od Shawa w parę miesięcy po śmierci pani Shaw. "Wszyscy mówią mi - cytuje Pearson - że wyglądam doskonale. Nie mogę im oczywiście odpowiedzieć na to, że śmierć mojej żony jest tego powodem. A jednak jest tak właśnie. Gdyby Pan tak jak ja miał za sobą czterdzieści lat miłości i oddania - zrozumiałby Pan, co to znaczy słowo wolność. Z tej wolności korzystam po raz pierwszy od tych lat czterdziestu."

Naturalnie zwierzenie to jest nieprzyzwoite i niedopuszczalne, bo gorszące. Ale odkrywa ono z właściwą Shawowi brutalnością jeden z najbardziej wstydliwych zakątków naszego serca, do którego nigdy nie zaglądamy - z braku odwagi. Przypomnijmy sobie jednak, że Barbara z cyklu Dąbrowskiej poczuła taką samą błogą wolność po śmierci Bogumiła. Zwierzenie Shawa jest dlatego tak okrutne, że mówi nam ono o granicach miłości, gdy my chcielibyśmy wierzyć w jej bezgraniczność i wieczne trwanie. Rozwiewa ono jedno z najbardziej drogich nam złudzeń i przypomina nam, że jesteśmy zawsze i na zawsze samotni.

Lechoń, Dziennik, t. II

Naturalnie, że można się ukryć od diabła ...


Witold Gordon tak mi kiedyś tłumaczył swoje odcięcie się od świata: "Tak sobie przycupnąłem, żeby mnie diabeł nie złapał." Naturalnie, że można się ukryć od diabła, który musi specjalnie grasować tam, gdzie wie, że najłatwiej - po night clubach, salonach i wielkich gościńcach życia. Wszędzie być nie może - "nie rozedrze się przecież", jak mówiło się w starej Warszawie.

Lechoń, Dziennik, t. II

Znałem paru takich sławnych mistrzów życia ...


Znałem paru takich sławnych mistrzów życia, którzy je fatalnie przegrali przez to, że wierzyli, iż wszystko można przewidzieć, wszystko zwyciężyć, przez ów nieszczęsny spryt, który utożsamiali z rozumem. Rozum to znaczy przede wszystkim świadomość, że nie wszystko zależy od nas. A to już kwestia gustu – jak nazwać to, co od nas nie zależy: przypadkiem, gwiazdami czy Panem Bogiem.

Lechoń, Dziennik, t. II

Magnetyzm


Wczoraj nagle oczarował mnie cud magnesu. Bawiłem się parę minut przyciąganiem klucza przez namagnetyzowany ołówek i myślałem o innych magnetyzmach: choćby o tym, co Fredro nazywał "magnetyzmem serc", o wpływie gwiazd, o przyciąganiu się lub odpychaniu dusz ludzkich. Czyż to możliwe, żeby, te magnetyzmy nie były siłą po prostu fizyczną, czyż nie jest tandetny materializm w stylu pana Homais uważać nędzny ołówek za prawdziwszą rzeczywistość niż dusza nieśmiertelna?

Lechoń, Dziennik, t. II

Robią to nie dla chleba, ale dla kawioru


Przerzuciłem wielki sprzed paru miesięcy plik krakowskiego "Tygodnika Powszechnego". Okazuje się, że kto chce, może w Polsce milczeć albo nie płaszczyć się przed Stalinem. Ci, co to robią - robią to nie dla chleba, ale dla kawioru.

Lechoń, Dziennik, t. II

Coś zupełnie nowego o pobudkach twórczości


W parę tygodni po przyjeździe do Rio de Janeiro tamtejsza Polonia urządziła wieczór autorski Tuwima i niżej podpisanego. Było to w okresie mego wieloletniego i znanego poetyckiego milczenia, i myślałem ze wstydem i prawie ze wstrętem, że będę jeszcze raz czytał te same stare wiersze, których już naprawdę słuchać nie mogłem. Z tego uczucia wstydu wynikła determinacja, aby napisać coś nowego - i po parodniowej ciężkiej pracy wiersz Pieśń o Stefanie Starzyńskim. Pomimo że mieszkaliśmy wtedy z Tuwimem w jednym pensjonacie, nic mu nie mówiłem o tym wierszu, nie wiedząc, czy jest dobry, i chcąc zrobić i jemu też niespodziankę. Była też to niespodzianka prawdziwa, bo moje niepisanie wówczas uchodziło za chorobę nieuleczalną. Tuwim, który sam przechodził wtedy zły okres, ale pewno pocieszał się tym, że inni (przede wszystkim ja) jeszcze mniej piszą, patrzał na mnie osłupiały, nie wierząc własnym uszom, gdym czytał ten wiersz dobry i długi. Następnego dnia zamknął się w pokoju i wyszedł z niego dopiero po "ukropieniu" kilkuset wierszy nowego poematu, który nazwał najpierw Bukietem, po czym za moją radą zmienił tytuł na Kwiaty polskie. To, co tutaj napisałem, jest to prawda najszczersza i nieprzesadzona. Niech z niej psychologowie i historycy nauczą się czegoś zupełnie nowego o pobudkach twórczości.

Lechoń, Dziennik, t. II

Najmniej, co można powiedzieć na dobro religii ...


Felek Przysiecki, starszy ode mnie o dobrych piętnaście lat, mówił mi chyba trzydzieści lat temu, kiedy zdawało się nam, młodym durniom, że religia jest to sprawa przebrzmiała, może nie całkiem błaha, ale nieaktualna: "Kiedy zacząłem żyć naprawdę, postawiłem sobie pytanie, czy mi będzie lepiej z materializmem, czy z wiarą w Boga. I wybrałem wiarę." Nie jest to wcale takie głupie i u Pascala czytałem podobną tej i równie pozorną herezję. Najmniej, co można powiedzieć na dobro religii - to to, że jest nam z nią lepiej na tym świecie, wypełnionym samotnością i rozstaniem.


Nie lubię ludzi, którzy wierzą tylko w wielkie litery i robią wszystko przez wielką literę. Przyznaję się otwarcie do zupełnie nerwowej rezerwy wobec Schweitzera, wobec jego formuły "Jezus, Bach, Goethe". Ale wczoraj widziałem w "Realites" przepiękną i wzruszającą jego fotografię, gdy karmi trzy antylopy. I nagle pomyślałem sobie: "No dobrze - jest w jego nadludzkości coś nieludzkiego. Ale o ileż gorsi są podludzie, od których roi się teraz świat." I przyszła mi ochota na trochę świętości, nie na kwadrans duszy, jak u Szaniawskiego, ale na codzienne ćwiczenie się w świętości.

Lechoń, Dziennik, t. II

Mały Ryś


Pani Wojciechowska mówiła mi, że jej sześcioletni Ryś modli się za nią, za swoją siostrę Kazię i Bożenkę, ale dla siebie prosi tylko, żeby był dzielny i szlachetny. To nie pouczająca bajka, tylko prawda częstsza w Polsce, niż mogliby pomyśleć zakazani specjaliści od "frustrated children".

Lechoń, Dziennik, t. II

Uczucie zupełnej wewnątrz pustki


Mam uczucie zupełnej wewnątrz pustki, ale zarazem nadzieję, czasem przeczucie, że jest to nicość, z której może powstać coś nowego, że mogę coś stworzyć albo że coś we mnie się stworzy. Tylko że muszę z czymś zerwać, coś przekreślić, co już umarło, a leży we mnie jak trup, zajmując miejsce potrzebne tej nowości.

Lechoń, Dziennik t. II

poniedziałek, 3 listopada 2014

Nie ma tego w rejestrze grzechów ...


Nie ma tego w rejestrze grzechów: "Grzech przeciwko samemu sobie." A te są nieraz najcięższą obrazą mieszkającego w nas Boga.

Lechoń – Dziennik t. II

Cóż z takim mówić ...


Bardzo złe recenzje z Domu Bernardy Alby. Większość krytyków po prostu i oczywiście nie rozumie, że można sobie robić tyle z cnoty córek, z tego, aby wychodziły za mąż - dziewicami. Skoro ktoś nie rozumie, że takie ambicje i zasady mogą dochodzić do tragicznego napięcia, urabiać dusze - cóż z takim mówić o tej sztuce. Gdyby chodziło tu o pieniądze - wszyscy by zaraz wszystko zrozumieli.

Lechoń – Dziennik t. II
s.14