Szekspirze, któryś zstąpił do dusz naszych głębi
I znasz krwi naszej żądze i nasz lęk gołębi,
Znasz nas od dna do szczytu!
Coś zszedł w noce bezsenne władców krwią pijanych
I w marzenia promienne kobiet zakochanych,
Stęsknionych do błękitu!
Przed którym groby żadnych nie miały tajemnic,
Ileż duchów dla ciebie z mrocznych wyszło ciemnic,
Z posłań swoich się zwlekło!
I niebo uchylało przed tobą obłoków
I tobie wydawało część swoich wyroków,
A zbrodnie swoje - piekło!
Kto rzekł, żeś ty przeminął? Inne stroje jeno!
Dla twojego teatru cały świat dziś sceną,
Twojego głosu żąda!
I każdy z nas, niepomny, czym jego istnienie,
Nagle teraz znów widzi swoje przeznaczenie,
Znowu w niebo pogląda.
I oto Ryszard Trzeci opuszcza swe łoże,
Jakieś światło się świeci nocą w Elsinorze,
Cezar wstał o północy,
Patrzy na swoją gwiazdę, co w dali dogasa,
I żałośnie zabrzmiały trąby Fortynbrasa,
Wzywające pomocy.
Szekspirze! Ty, którego nic tu nie przeraża,
Chodź! Weźmy jakąś czaszkę z wielkiego cmentarza,
W który świat dziś zmieniony,
I patrząc w nią, słuchajmy, jako szumią drzewa
I ptak wśród nich ukryty jak po nocy śpiewa
Dla kochanków z Werony!
Daj głos władcom wygnanym, ogarniętym trwogą,
Skamieniałym z rozpaczy, co płakać nie mogą,
I własnej klęski sprawcy!
I tym, co jak król Anglii w deszczu ognia stoją,
Uśmiechnięci, bo ufni w dobrą sprawę swoją
I w miłosierdzie Zbawcy.
Będziemy iść za tobą spokojnie, bo któż by
Wątpił, że się spełniają proroctwa i wróżby?
I nie potop ze stali,
Ale ten ma zwyciężyć, który pysznych kruszy,
I będzie, że z "Makbeta" las jak wojsko ruszy
I mordercę powali.
Jan Lechoń
Pokochanie innej osoby dowodzi zmęczenia samotnością: jest więc tchórzostwem i zdradą wobec samego siebie (jest rzeczą najwyższej wagi, abyśmy nikogo nie kochali). Fernando Pessoa
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lechoń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lechoń. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 15 grudnia 2015
poniedziałek, 10 listopada 2014
Cisza - to jednak najlepsze dojście do samego siebie
Napisałem trzy strony, ale hałas
bardzo mi przeszkadzał. Cisza - to jednak najlepsze dojście
do
samego siebie. Zdawało mi się, że wszystko, co dziś napisałem,
było jakby mniej
obmyślone, grubsze przez ten hałas właśnie.
Lechoń, Dziennik, t. II
piątek, 7 listopada 2014
Samotność! Cóż po ludziach?
"Samotność! Cóż po ludziach?
Czym śpiewak dla ludzi?" W tej zbanalizowanej cytacie jest
nieodparta prawda, której głębię możesz zniszczyć, powtarzając
jak modlitwę te słowa. To
łatwo powiedzieć - trzeba mi
samotności. Ale zrozumieć, że się jest na zawsze samotnym,
godzić się na tę samotność - to wielka sprawa, doświadczenie
religijne. I ono właśnie w całej
swej sile i prawdzie - zamknięte
jest w tej cytacie.
Lechoń, Dziennik, t. II
Najlepiej się spisali ci, którzy nie chcieli już żyć
Wieniawa, gdy był w Paryżu po
wrześniu 1939, powiedział mi: "Najlepiej się spisali ci,
którzy nie chcieli już żyć. Sosnkowski, ciężko w ostatnich
latach doświadczony, i Starzyński,
złamany przez śmierć pani
Pauliny." Podobno ktoś, kto widział Sosnkowskiego po jego
sławnej bitwie, zapytał go: "No i co pan generał myśli teraz
zrobić." "Jak to co? -
odpowiedział Sosnkowski tonem
nieuprzejmej, ale rzeczowej informacji. - Umrzeć."
Lechoń, Dziennik, t. II
Trująca potęga miłości
Antoniusz i Kleopatra wcale nie jest to
myślowo niższy dramat niż Cezar i Kleopatra. Tak
jak Mickiewicz
nie jest myślowo niższy od Krasińskiego. Tylko Szekspir był
mędrcem przez
intuicję, przez jasnowidzenie człowieka, podczas
gdy Shaw starał się go przeniknąć przez
rozumowanie. O ile
natchnienie sięga głębiej niż sofistyka - o tyle mądrość
Szekspira
góruje nad intelektualizmem Shawa. Antoniusz, prawie w
Polsce nie znany i nie grany, jest
zresztą jednym z
najprawdziwszych arcydzieł. W czasach, gdy miłość była
przywilejem
młodości - Szekspir pokazał jej trującą potęgę w
życiu ludzi świadomych i dojrzałych. W tym
sensie był nie tylko
Szekspirem, ale i Shawem swoich czasów.
Lechoń, Dziennik,
t. II
Balzac i kucharka
Alain dał kiedyś do czytania swej
kucharce którąś z powieści Balzaca. Przeczytała ją i
powiedziała: "Bardzo ciekawe. Nie rozumiem, dlaczego autor jest
tak mało znany."
Lechoń, Dziennik, t. II
środa, 5 listopada 2014
No - dobrze - jeżeli Pan Bóg chce, żebyśmy żyli, dlaczego sam nie żyje?
Mały Falencki, czteroletni synek Kary
Tiche, z wyglądu śliczny grubasek-Chińczyk, ciągle
ją teraz
pyta o najważniejsze sprawy istnienia, po co żyjemy, kto nas
stworzył. I któregoś dnia
mówi: "No - dobrze - jeżeli Pan
Bóg chce, żebyśmy żyli, dlaczego sam nie żyje?"
Lechoń, Dziennik, t. II
***
Bardzo inteligentne pytanie, jeżeli
dokonamy zrównania życie = istnienie, gdyż istnieć to być w
czasie i przestrzeni. Zatem jeżeli już wprowadzamy pojęcie Boga,
który życzy nam dobrze, to mały spryciarz wydaje się mylić co do intencji Boga,
on chce dla nas tego samego co dla siebie, byśmy przestali żyć w
czasie i przestrzeni.
Może się pojawić jednak pytanie,
skoro Bóg umieścił nas w czasie i przestrzeni, nie powinno sprawić
mu większego kłopotu, w naprawieniu tej sytuacji. Ale jeżeli nasze
poczucie bycia w czasie i przestrzeni jest złudzeniem, złudzenie
jako takie jest czysto subiektywne, i tylko ten, kto sam ulega temu
złudzeniu może naprawić tą sytuację. Inni mogą mu być pomocni
tylko pośrednio, wskazując mu, że ulega złudzeniu.
wtorek, 4 listopada 2014
Faulkner jest psychiką głęboko religijną ...
W nowej powieści Faulknera Requiem
for a Nun jedna z jej bohaterek podstępnie pyta
drugą
umierającą: "Is there a heaven, Nancy?" Ta zaś
jej odpowiada: "I don't know. I
believe." Faulkner
jest psychiką głęboko religijną i każda nowa jego lektura
pogłębia we mnie
to przekonanie. Poza tym zaś nie znam drugiego
pisarza naszych okropnych czasów, który by
miał takie jak on
poczucie, powiedziałbym, europejskie, honoru, tradycji, wszystkich
owych
w amerykańskim rozumieniu ,,imponderabiliów". Jego
cykle z wojny domowej - to lepszy,
niestety, znacznie lepszy
Żeromski. Ciekaw jestem, co on myśli o Conradzie.
Lechoń, Dziennik, t. II
Ludzkość prosperuje w jednym z najfałszywszych złudzeń, że świat prowadzą ludzie mądrzy
Ludzkość prosperuje w jednym z
najfałszywszych złudzeń, że świat prowadzą ludzie
mądrzy.
Byłoby to niemożliwe choćby dlatego, że większość tej
ludzkości to przeciętność -
jeśli już nie ludzie głupi. Skoro
mówimy z lekarzem np. o jakimś pisarzu - jest on przekonany,
że
ten pisarz jest dobrym pisarzem. My pisarze wiemy, że dobrych
pisarzy jest może 10
procent, reszta to miernoty i idioci. Tak samo
pisarz przypuszcza, że nie znany mu bliżej
lekarz jest wziętym
fachowcem - gdy najczęściej jest on miernotą. Jest to
zdumiewające, że
mimo tego świat wygląda, jak wygląda.
Lechoń, Dziennik, t. II
Okrutne zwierzenie Shawa rozwiewające jedno z najbardziej drogich nam złudzeń i przypominające nam, że jesteśmy zawsze i na zawsze samotni
Hasketh Pearson notuje w swej książce
inne zwierzenie, które słyszał od Shawa w parę
miesięcy po
śmierci pani Shaw. "Wszyscy mówią mi - cytuje Pearson - że
wyglądam
doskonale. Nie mogę im oczywiście odpowiedzieć na to,
że śmierć mojej żony jest tego
powodem. A jednak jest tak
właśnie. Gdyby Pan tak jak ja miał za sobą czterdzieści lat
miłości i oddania - zrozumiałby Pan, co to znaczy słowo wolność.
Z tej wolności korzystam
po raz pierwszy od tych lat
czterdziestu."
Naturalnie zwierzenie to jest
nieprzyzwoite i niedopuszczalne, bo gorszące. Ale odkrywa ono
z
właściwą Shawowi brutalnością jeden z najbardziej wstydliwych
zakątków naszego serca,
do którego nigdy nie zaglądamy - z braku
odwagi. Przypomnijmy sobie jednak, że Barbara z
cyklu Dąbrowskiej
poczuła taką samą błogą wolność po śmierci Bogumiła.
Zwierzenie Shawa
jest dlatego tak okrutne, że mówi nam ono o
granicach miłości, gdy my chcielibyśmy wierzyć
w jej
bezgraniczność i wieczne trwanie. Rozwiewa ono jedno z najbardziej
drogich nam
złudzeń i przypomina nam, że jesteśmy zawsze i na
zawsze samotni.
Lechoń, Dziennik, t. II
Naturalnie, że można się ukryć od diabła ...
Witold Gordon tak mi kiedyś tłumaczył
swoje odcięcie się od świata: "Tak sobie
przycupnąłem,
żeby mnie diabeł nie złapał." Naturalnie, że można się
ukryć od diabła, który
musi specjalnie grasować tam, gdzie wie,
że najłatwiej - po night clubach, salonach i wielkich
gościńcach
życia. Wszędzie być nie może - "nie rozedrze się przecież",
jak mówiło się w
starej Warszawie.
Lechoń, Dziennik, t. II
Znałem paru takich sławnych mistrzów życia ...
Znałem paru takich
sławnych mistrzów życia,
którzy je fatalnie przegrali przez to,
że wierzyli, iż wszystko można przewidzieć, wszystko
zwyciężyć,
przez ów nieszczęsny spryt, który utożsamiali z rozumem. Rozum to
znaczy
przede wszystkim świadomość, że nie wszystko zależy od
nas. A to już kwestia gustu – jak
nazwać to, co od nas nie
zależy: przypadkiem, gwiazdami czy Panem Bogiem.
Lechoń, Dziennik, t. II
Magnetyzm
Wczoraj nagle oczarował mnie cud
magnesu. Bawiłem się parę minut przyciąganiem
klucza przez
namagnetyzowany ołówek i myślałem o innych magnetyzmach: choćby
o tym,
co Fredro nazywał "magnetyzmem serc", o wpływie
gwiazd, o przyciąganiu się lub
odpychaniu dusz ludzkich. Czyż to
możliwe, żeby, te magnetyzmy nie były siłą po prostu
fizyczną,
czyż nie jest tandetny materializm w stylu pana Homais uważać
nędzny ołówek za
prawdziwszą rzeczywistość niż dusza
nieśmiertelna?
Lechoń, Dziennik, t. II
Robią to nie dla chleba, ale dla kawioru
Przerzuciłem wielki sprzed paru
miesięcy plik krakowskiego "Tygodnika Powszechnego".
Okazuje się, że kto chce, może w Polsce milczeć albo nie
płaszczyć się przed Stalinem. Ci, co
to robią - robią to nie
dla chleba, ale dla kawioru.
Lechoń, Dziennik, t. II
Coś zupełnie nowego o pobudkach twórczości
W parę tygodni po przyjeździe do Rio
de Janeiro tamtejsza Polonia urządziła wieczór
autorski Tuwima i
niżej podpisanego. Było to w okresie mego wieloletniego i znanego
poetyckiego milczenia, i myślałem ze wstydem i prawie ze wstrętem,
że będę jeszcze raz
czytał te same stare wiersze, których już
naprawdę słuchać nie mogłem. Z tego uczucia
wstydu wynikła
determinacja, aby napisać coś nowego - i po parodniowej ciężkiej
pracy
wiersz Pieśń o Stefanie Starzyńskim. Pomimo że
mieszkaliśmy wtedy z Tuwimem w jednym
pensjonacie, nic mu nie
mówiłem o tym wierszu, nie wiedząc, czy jest dobry, i chcąc
zrobić i
jemu też niespodziankę. Była też to niespodzianka
prawdziwa, bo moje niepisanie wówczas
uchodziło za chorobę
nieuleczalną. Tuwim, który sam przechodził wtedy zły okres, ale
pewno
pocieszał się tym, że inni (przede wszystkim ja) jeszcze
mniej piszą, patrzał na mnie
osłupiały, nie wierząc własnym
uszom, gdym czytał ten wiersz dobry i długi. Następnego dnia
zamknął się w pokoju i wyszedł z niego dopiero po "ukropieniu"
kilkuset wierszy nowego
poematu, który nazwał najpierw Bukietem,
po czym za moją radą zmienił tytuł na Kwiaty
polskie. To, co
tutaj napisałem, jest to prawda najszczersza i nieprzesadzona. Niech
z niej
psychologowie i historycy nauczą się czegoś zupełnie
nowego o pobudkach twórczości.
Lechoń, Dziennik, t. II
Najmniej, co można powiedzieć na dobro religii ...
Felek Przysiecki, starszy ode mnie o
dobrych piętnaście lat, mówił mi chyba trzydzieści lat
temu,
kiedy zdawało się nam, młodym durniom, że religia jest to sprawa
przebrzmiała, może
nie całkiem błaha, ale nieaktualna: "Kiedy
zacząłem żyć naprawdę, postawiłem sobie pytanie,
czy mi będzie
lepiej z materializmem, czy z wiarą w Boga. I wybrałem wiarę."
Nie jest to
wcale takie głupie i u Pascala czytałem podobną tej i
równie pozorną herezję. Najmniej, co
można powiedzieć na dobro
religii - to to, że jest nam z nią lepiej na tym świecie,
wypełnionym samotnością i rozstaniem.
Nie lubię ludzi, którzy wierzą tylko
w wielkie litery i robią wszystko przez wielką literę.
Przyznaję
się otwarcie do zupełnie nerwowej rezerwy wobec Schweitzera, wobec
jego
formuły "Jezus, Bach, Goethe". Ale wczoraj widziałem
w "Realites" przepiękną i wzruszającą
jego fotografię,
gdy karmi trzy antylopy. I nagle pomyślałem sobie: "No dobrze
- jest w jego
nadludzkości coś nieludzkiego. Ale o ileż gorsi są
podludzie, od których roi się teraz świat." I
przyszła mi
ochota na trochę świętości, nie na kwadrans duszy, jak u
Szaniawskiego, ale na
codzienne ćwiczenie się w świętości.
Lechoń, Dziennik, t. II
Mały Ryś
Pani Wojciechowska mówiła mi, że jej
sześcioletni Ryś modli się za nią, za swoją siostrę
Kazię i
Bożenkę, ale dla siebie prosi tylko, żeby był dzielny i
szlachetny. To nie pouczająca
bajka, tylko prawda częstsza w
Polsce, niż mogliby pomyśleć zakazani specjaliści od
"frustrated
children".
Lechoń, Dziennik, t. II
Uczucie zupełnej wewnątrz pustki
Mam uczucie zupełnej wewnątrz pustki,
ale zarazem nadzieję, czasem przeczucie, że jest to
nicość, z
której może powstać coś nowego, że mogę coś stworzyć albo że
coś we mnie się
stworzy. Tylko że muszę z czymś zerwać, coś
przekreślić, co już umarło, a leży we mnie jak
trup, zajmując
miejsce potrzebne tej nowości.
Lechoń, Dziennik t. II
poniedziałek, 3 listopada 2014
Nie ma tego w rejestrze grzechów ...
Nie ma tego w rejestrze grzechów:
"Grzech przeciwko samemu sobie." A te są nieraz najcięższą
obrazą mieszkającego w nas Boga.
Lechoń – Dziennik t. II
Cóż z takim mówić ...
Bardzo złe recenzje z Domu Bernardy
Alby. Większość krytyków po prostu i oczywiście nie rozumie, że
można sobie robić tyle z cnoty córek, z tego, aby wychodziły za
mąż - dziewicami. Skoro ktoś nie rozumie, że takie ambicje i
zasady mogą dochodzić do tragicznego napięcia, urabiać dusze -
cóż z takim mówić o tej sztuce. Gdyby chodziło tu o pieniądze -
wszyscy by zaraz wszystko zrozumieli.
Lechoń – Dziennik t. II
s.14
Subskrybuj:
Posty (Atom)