Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cisza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cisza. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 grudnia 2015

Cisza


  W ciszy znajduje się cudowna siła jasności, oczyszczenia, skupienia na tym, co istotne. Dietrich Bonhoeffer

   Wielu ludzi tęskni dziś za ciszą. Jest ona według Pete­ra Handkego utraconym prawem człowieka dzisiejszych czasów. Jest to zrozumiałe, jeśli sobie uświadomimy, że hałas wedle statystyk jest uważany za główną przyczynę obniżenia jakości życia. Dostęp do ciszy jednak nie otwiera się mechanicznie wraz z ustaniem zewnętrznego tła dźwię­kowego. Także jeśli na przykład u siebie w domu zadbamy o zewnętrzną ciszę, wyłączając telefon i komórkę, radio i telewizor, to jeszcze nie oznacza, że wewnętrzna cisza auto­matycznie się załączy. Gdy stanie się cicho i znikną wszelkie odciągające uwagę elementy, nieświadome może ujawnić się szybciej, a my poczujemy wyraźnie, co się z nami dzieje. Cisza działa jak lustro, w którym można jaśniej spojrzeć na to, co zachodzi w naszym wnętrzu, niż wtedy, gdy ciągle jesteśmy czymś zajęci.

   Kiedy zamiast oczekiwanego spokoju odczujemy nie­pokój i nieprzyjemne uczucie, niektórzy z nas pomyślą, że cisza nie jest ich przeznaczeniem. Tym jednak nie należy się przejmować. Nie jest niczym niezwykłym, że zbawienne działanie ciszy nie od razu da się odczuć. Nie można prze­skoczyć za jednym zamachem z krzątaniny i nerwowości w ciszę. Dla doświadczenia wewnętrznej ciszy potrzeba - mówiąc obrazowo - drogi dojazdowej. Jeśli na przykład chcemy rozkoszować się pięknym widokiem ze szczytu góry, najpierw trzeba pokonać drogę dojazdową, by dotrzeć na szczyt, który chcemy zdobyć. Marsz drogą asfaltową wy­daje się z początku nieatrakcyjny, bo nie ma nic wspólnego z pięknym widokiem. Lecz ta asfaltowa droga prowadzi nas do celu. Na takiej asfaltowej drodze do ciszy przyjmujemy postawę uważną, nasłuchującą. Może się zdarzyć, że po­strzegamy za wiele, co przeczy ciszy: zauważamy mnogość własnych myśli, odczuwamy niepewność, nerwowość albo smutek, a możliwe, że pojawiają się wewnętrzne obrazy, wyobrażenia czy wspomnienia. Na własnej drodze do ciszy pozwalamy istnieć temu wszystkiemu, co się w nas poja­wi. Nie musimy tego oceniać, lecz wsłuchiwać się w to, co istnieje poza tym. W ten sposób cisza prowadzi nas ku uważności. Nasz oddech jest naszym dobrym towarzyszem w drodze, a my postrzegamy, jak przychodzi i odchodzi. Możemy dać sobie tyle czasu, ile potrzebujemy, by powoli, lecz z każdą chwilą coraz bardziej, zbliżyć się do siebie samych. Cisza umożliwia nam wejście w kontakt ze sobą i pozosta­nie w nim. Święty Antoni radzi: „Wejdź w ciszę, a cisza wszystkiego cię nauczy". W ciszy chodzi o to, by pozostać ze sobą niezłomnie w takim zakresie, jaki jest możliwy. W byciu w ciszy następuje niepostrzeżenie jasność, oczysz­czenie i skupienie na tym, co najistotniejsze. I nawet jeśli spotkamy w ciszy samotność, której chętnie byśmy uniknęli, to ona jest właśnie „wartościowym wsparciem, by zawrzeć ze sobą samym przyjaźń" (przysłowie tybetańskie). Przyjaźń jest warta tego, by nie bać się drogi dojazdowej do ciszy. Stopniowo możemy zdawać się świadomie stale od nowa na działanie ciszy. Taka postawa może na przykład rano pomóc nam zrezygnować z włączenia radia, a wieczorem -może raz w tygodniu albo raz w miesiącu - telewizora czy innych rozpraszających uwagę urządzeń. Szukamy umyślnie spokojnych miejsc i pozwalamy, by przemówiły do nas ci­chą atmosferą kościoły czy kaplice. Dajemy sobie czas, by w ciszy obejrzeć zachód słońca lub nasłuchujemy w ciszy, która powstaje nawet wtedy, gdy pada deszcz.


Karin Seethaler, Siła kontemplacji. Uleczy nas cisza, przełożyła: Barbara Grunwald- Hajdasz, Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów W drodze

środa, 30 kwietnia 2014

Aspekty ciszy


   Ile zaś samotność i cisza pustelni niesie miłośnikom swoim pożytku i boskiej radości (św. Brunon, list do Radulfa).

   Listy św. Brunona, napisane z całym zapałem serca, są od po­czątku do końca rodzajem wyznania wszystkiego, co Pan zesłał mu do odkrycia. Odnosi się to zwłaszcza do zachwytu pełnego pasji, dla korzyści płynących z samotności i ciszy, którym dzieli się z Radulfem. „Wiedzą ci tylko, którzy tego doświadczyli" - pisze. Po czym od razu ukazuje przyjacielowi całą swą wiedzę na ten temat. Św. Brunon był mężem ciszy i zbadał jej tajemnice. Nasze Statuty, za przykładem naszego Ojca, powracają wielokrotnie do piękna ciszy i jej świętości wnoszonej do naszego życia. Niech nas teraz popro­wadzą, kiedy słuchamy św. Brunona dającego nam przez Statuty pouczenia o ciszy.

   Zachowanie milczenia nie jest postawą spontaniczną, lecz wy­maga ono z naszej strony świadomej decyzji. Aby zagłębić się w ci­szę, należy prawdziwie jej pragnąć, a nade wszystko człowiek musi wiedzieć, dlaczego chce milczeć. Jeśli mamy zamiar stać się ludźmi ciszy, musimy dążyć do osiągnięcia jej z pełną odpowiedzialnością.

  Doświadcza się tego na różnych poziomach. Przede wszystkim w stosunku do innych: Nasza miłość do braci powinna się obja­wiać po pierwsze w szacunku dla ich samotności (1.4-4—4-12.5)". Każdemu z nas powierzono zewnętrzną, a nawet wewnętrzną ciszę tych, którzy nas otaczają. Cisza rzadko jest sprawą czysto osobistą.

  Nasza rola w stosunku do braci sprowadza się w pierwszym rzędzie do stanowiska vis-a-vis z ciszą zewnętrzną; to od nas zależy, czy na­sze najbliższe otoczenie narażone jest na skupienie czy rozproszenie. Wpływa na to troska, z jaką odnosimy się do tego, by nasza posta­wa emanowała pokojem i ciszą. Miejsca, gdzie (bracia) pracują, jak i te, gdzie mieszkają, mają być tak urządzone, aby sprzyjały we­wnętrznemu skupieniu (...) powinno być oczywiste, że jest to dom, gdzie mieszka Bóg, a nie zwykłe świeckie budynki" (2.11.3). Nasz wpływ na innych sprowadza się do liczby słów, z którymi się do nich zwracamy, a może jeszcze bardziej do jakości tych słów, które mają służyć skupieniu, a nie rozproszeniu. Jeśli przypadkowo zdarzy się, że wiemy coś o sprawach tego świata, musimy uważać, by nie po­wtarzać tego innym; wiadomości światowe powinny pozostać tam, gdzie je usłyszano" (1.6.7-2.13.4).

   Odpowiedzialność za naszych współbraci, chociaż prawdziwa, jest tylko znakiem znacznie większej odpowiedzialności, jaka na nas spoczywa wobec wszystkich ludzi: Wybierając życie ukryte, nie opuszczamy wielkiej rodziny ludzkiej, przeciwnie - oddając się wy­łącznie Bogu, sprawujemy wyjątkową rolę w Kościele" (4,34,1). Oznacza to, że jakość naszej ciszy to nie prywatna sprawa między nami a Bogiem. Źródło ciszy i bliskości Bożej powinno wytryskać z naszego serca na cały wszechświat. Możemy czasem narzekać na hałas, który rozprasza serce w świecie, ale czy częściowo to nie na­sza wina, jeśli nie spełniamy naszej funkcji źródła ciszy?

   Nasza odpowiedzialność za innych przyjmuje takie rozmiary, bo w końcu przed samym Bogiem zdamy sprawę z powierzonej nam ciszy. Oddanie Duchowi, który mieszka w nich (...) wymaga od nich, aby ważyli swoje słowa i uważali na to, co mówią" (2.14-4). Świątynia Boga, którą jesteśmy, nie może być profanowana, przede wszystkim, jeśli wiemy, że Bóg wybrał nas osobiście, abyśmy odda­wali Mu cześć w tym przybytku. Tak więc to w obecności samego Boga mamy zrewidować nasze poczucie odpowiedzialności: Dlatego niech każdy słucha Ducha, który w nim mieszka, i określi co może przyjąć do wiadomości, bez szkody dla wewnętrznej rozmowy z Bogiem" (1.6.6-2.13.10). Bóg, w istocie, jest milczący i w tym jest dla nas wzorem. Ale na ile wejdziemy w głębię Bożej ciszy - to kwe­stia naszej wolności, Bóg daje nam prawo wyboru: „Teraz już nie dziecko, ale mężczyzna, niech nie będzie miotany tu i tam każdym nowym podmuchem, lecz raczej niech szuka tego, co mile jest Bogu i spełnia to dobrowolnie, radując się w twórczej mądrości wolnością dzieci Bożych, troszcząc się o to, z czego rozliczy się przed Panem" (zob. 4.33.2).

   Są tacy, co czasami narzekają, że samotność stopniowo ich wy­pacza, bo nie pozwala im ćwiczyć i doskonalić ich ludzkiej odpowie­dzialności. Czy nie oznacza to, że jeszcze nie oddali się prawdziwie dążeniu do ciszy? Jeśli Statuty sugerują nam unikanie takiego czy­tania, które mogłoby zaburzyć wewnętrzną ciszę, dodają następnie: „Oczywiście, taka nauka zakłada dojrzałość umysłu, który jest pa­nem samego siebie i wie, jak przyjąć uczciwie wszystko, co wynika z najlepszej cząstki, jaką obrali - siedzenia u stóp Pana i słuchania Jego słów" (1.6.5-2.13.11). Taka jest nasza prawdziwa odpowie­dzialność, wielka i nieodparta w ukryciu naszej celi, jakby była speł­niana na oczach wielkiej rzeszy. Polega na uczciwości, z jaką chce­my być wierni zobowiązaniom, które podjęliśmy, a jej miarą ma być to, na ile jesteśmy szczerzy wobec Boga, który przemawia do na­szych serc.

   Mówimy o wejściu w ciszę. Ale na czym polega cisza kontem­placyjna? Czy to tylko upadek bezwładnego kamienia w dół bez wyjścia? Nie zawsze możemy uniknąć błędu fałszywego uznania za prawdziwą ciszę stanu modlitewnego tak obrazowo opisanego przez ten przykład. W istocie cisza wymaga „spokojnego słuchania ser­cem, które pozwala Bogu wejść przez wszystkie drzwi i przejścia" (zob. 1.4.2). Cisza jest słuchaniem, a nie nerwowym oczekiwaniem na słowo, które uderzyłoby nasze uszy czy wypełniło serce - jest to spokojna gotowość na przyjęcie Tego, który obecny w najgłębszym naszym jestestwie, działa w nim bezgłośnie. Dlatego często samot­ność określa się jako ziemię świętą, miejsce, gdzie - podobnie jak człowiek z przyjacielem - Bóg i jego sługa często z sobą rozmawiają; tam wierząca dusza często jednoczy się ze Słowem Bożym, tam ob­lubienica staje się jednym z Tym, który ją uwiódł, tam ziemia łączy się z niebem, to co boskie - z ludzkim" (1.4.1-1.12.1). W istocie ci­sza łączy w sobie brak słów na ustach i w sercu z ożywionym dialo­giem z Panem. Nie rozwódźmy się zbytnio na ten temat, ale po­wróćmy do wyznania św. Brunona: Owoc ciszy zna ten, kto jej do­świadczył. Bóg prowadzi nas do samotności, aby przemawiać do na­szego serca" (1.4-11). Cisza polega na tym, by pozwolić Panu wypo­wiadać w nas słowo równe Jemu samemu. Dociera ono do nas bez naszej wiedzy, tak że nie potrafimy określić jego kształtu, a mimo to najważniejsze Słowo przychodzi i znajduje oddźwięk w naszym sercu.

Stąd nigdy nie może nas zadowolić zwykłe milczenie warg. To byłaby postawa zaledwie faryzejska, powierzchowne zachowanie, dalekie od tej czystości serca, która jedynie zasługuje na obietnicę oglądania Boga. Aby ją osiągnąć, potrzebne jest wielkie samozapar­cie, dotyczące zwłaszcza wrodzonej ciekawości spraw ludzkich. Nie możemy pozwolić naszym umysłom wędrować w pogoni za nowin­kami i plotkami, przeciwnie, nasza rola - to skryć się w miejscu chronionym obecnością Pana (1.6.4-1.13.1).

    Rzeczywiście, tak łatwo pozostawać w ciszy swej celi, podczas gdy umysł wędruje. Któż tego nie doświadczył? W takiej sytuacji, wciąż jesteśmy z dala od ciszy, nawet kiedy wargi są zamknięte, a ręce złożone. „Nasza cząstka - to pozostawać w ukryciu pod osło­ną obecności Pana" (id.). Skupienie wymaga nie tylko surowej kon­troli wyobraźni; musimy zredukować niezdyscyplinowane i burzliwe działania wszystkich naszych zdolności poznania i emocji. Sku­pieni więc na bogatej materii prawdy, a nie na mocy słów, zbadajmy Boże tajemnice z pragnieniem poznania wypływającym z miłości i z kolei rozpalającym miłość" (1.5.2). Na tym polega wielka lekcja mądrości: niezależnie od tego, jak delikatna i subtelna byłaby praca naszego intelektu, nie osiągnie on ciszy, jeśli pokornie nie podda się miłości, która słucha i znajduje cel w osiągnięciu zupełnego zrozu­mienia. W samotności czytamy nie po to, aby uzyskać najnowsze wiadomości, ale tak, aby nasza wiara nakarmiła się pokojem" (3.21.11). Istotne dla nas nie jest to aby myśl była nowa czy bły­skotliwa. Oczekujemy, że będzie ona źródłem światła Bożego, świa­tła zrodzonego w pokoju. Cisza - to zdolność słuchania, które po­zwala nam poznać Boga bez konieczności mówienia nowych rzeczy.

    Taka uwaga nastawiona na Boga może być jedynie owocem ogólnego wyciszenia całej osobowości. Niekontrolowane namiętno­ści, które przenikają naszą zmysłowość, lęki, nadmierne radości -wszystkie one powinny stopniowo znaleźć uporządkowanie, z Bożą pomocą, lecz także dzięki wszystkim rodzajom mądrych praktyk. (...)

Za: Rana miłości. Konferencje kartuskie (tytuł oryginału: The Wound of Love. A Carthusian Miscellarry), Przekład: Teresa Lubowiecka, Mieczysław Sokalski, Kraków- Tyniec 2001, Wydawnictwo Benedyktynów

wtorek, 4 lutego 2014

Archaiczna cisza książki


Może więc warto znaleźć taką miarę czasową, która przywróci nam jakiś sens w naszym życiu. I tutaj w sukurs przychodzi Walter Benjamin, który w Ulicy jednokierunkowej powiadał tak: człowiek współczesny – podkreślam, był to 1928 rok – zanim dobije się do książki, zanim ją otworzy, musi przebić się przez gąszcz, zasieki, zalew słów, liter widniejących na afiszach, atakujących z reklam, kina, teatru, prasy; a więc słów właściwie z mniejszym znaczeniem bądź mniej obciążonych, aniżeli w literaturze. I wreszcie – żeby się dobić do tej literatury, musi przez to wszystko jakoś przebrnąć. Innymi słowy: możliwość otwarcia książki i zanurzenia się w czymś, co – i o to mi tutaj chodzi – Benjamin nazwał „archaiczną ciszą książki”, maleje.
„Archaiczna cisza książki” u Waltera Benjamina jest właśnie kategorią czasową, temporalną. Benjamin powiadał tak – książki traktują czas na opak, czynią z dnia noc a z nocy dzień. Noc jest czasem, kiedy jesteśmy poza społecznością, jesteśmy sami, leżymy w łóżku. W tym sensie jesteśmy osobami, że jesteśmy odosobnieni – jesteśmy jednostkami. Noc przywraca nas naszej kruchej jednostkowości, naszej cielesności. W tym sensie jesteśmy wystawieni na grozę nocy, dlatego kiedyś siadaliśmy przy ognisku, w nocy przytulamy się do bliskich nam osób, żeby nie być samemu – noc jest czasem intymności. Jeżeli lektura traktuje dzień jak noc, to znaczy, że lektura jest nam w stanie przywrócić taką przestrzeń intymności albo czas naszej absolutnej jednostkowości. Lektura zawsze odbywa się w ciszy – przynajmniej od czasu św. Ambrożego – lektura dzieje się na osobności, lektura wtrąca nas w naszą jednostkowość, osobność, czyli przywraca nas – powiedzmy w ten sposób – samym sobie. Reasumując, ja bym powiedział w ten oto sposób: lektura, ta „archaiczna cisza książki” jako przestrzeń lektury, pozwala funkcjonować nam w wielu wymiarach czasowych

środa, 15 stycznia 2014

Uczyńcie ciszę!


W klasztorze panuje wielkie milczenie i stwierdzenie to nie ma wydźwięku negatywnego. Na każdym kroku znajdują się specjalnie urządzone zakątki, w których można napełnić się dobroczynną atmosferą ciszy. Nowicjuszy napomina się, by nie biegali po korytarzach i nie prowadzili tam rozmów. Bez pośpiechu i w ciszy zasiada się do stołu, by w milczeniu spożywać posiłek. Zakaz rozmów po komplecie jest zaś czymś świętym. Noc to noc - nie ma innego miejsca na świecie, w którym do pojęcia ciszy nocnej przywiązywano by dziś jeszcze taką wagę. Odpowiada to w pełni staremu, lapidarnemu benedyktyńskiemu hasłu - pax, czyli pokój.

Święty Franciszek i święty Dominik, którzy niemal w tym samym czasie powołali do życia dwa zakony o całkowicie odmiennych charyzmatach, widzieli się tylko raz. Jak głosi przekaz, na początku uściskali się, ale przez cały czas trwania spotkania żaden z nich nie wypowiedział ani jednego słowa. Zanim się jednak pożegnali - mówi legenda - każdy z nich zdążył poznać historię życia drugiego.
Być może ojcu Johnowi przypomniała się właśnie ta historia.

Hasło „zrozumieć bogactwo ciszy" - od tego zaczął naszą rozmowę - brzmi czasem dość nieszczerze, a nawet pusto. „Głosy w ciszy" słyszą przecież zazwyczaj tylko osoby chore psychicznie. Mimo to - jak mówił dalej mnich - pochwała milczenia stanowi bardzo stare ćwiczenie, a jednym wielkim wołaniem ciszy był sam święty Benedykt. Już kaptur mnichów służyć miał w pierwotnym założeniu niczemu innemu, jak tylko zakrywaniu głowy na znak skupienia. U kartuzów pragnienie zachowania milczenia jest tak radykalne, że nie wnioskują oni nawet o rozpoczęcie procesów beatyfikacyjnych swych zmarłych braci, wierząc, że milczenie i miłość są w ostatecznym rozrachunku jedyną drogą do poznania i współistnienia, jedyną drogą do Boga w zgodzie z duchem stworzenia.

Do tego, aby możliwy był całościowy rozwój ludzkich predyspozycji, niezbędna jest, zdaniem mnichów, atmosfera ciszy i spokoju. Hałas powoduje bowiem zmiany w psychiczno-duchowej strukturze człowieka, sprawiając, że wykazuje on skłonności do nerwowych zachowań. Nie chodzi tu tylko o liczbę decybeli. Nieprzypadkowo bowiem zwrot „nie móc zaznać spokoju" odnosi się do niebezpiecznego już, niepokojącego stanu ciała i duszy. Związek ten uświadamia - niczym poradnik medyczny - sam nasz język. Niespokojny oddech i niespokojny puls nie zwiastują niczego dobrego. Niespokojnie pracujące serce domaga się już pomocy lekarskiej. Ktoś, kto nie potrafi zaznać spokoju, jest podenerwowany, rozgorączkowany, zdezorientowany, niestabilny i pozbawiony energii, co czyni go nieznośnym dla siebie samego, a także z pewnością dla innych. „Przynajmniej w nocy pozwól swemu sercu odpocząć - apelował biskup Hélder Cámara - przynajmniej w nocy przestań biec, poskramiaj pragnienia, które wpędzają cię w szaleństwo".

Mnisi chcą, by klasztor był przestrzenią, w której jak najskuteczniej oddziałuje lecznicza siła spokoju i milczenia oraz w której to, co uległo „poplątaniu", znów może zostać uporządkowane. Ojciec John powiedział mi pewnego razu, że nie wolno nigdy czynić niczego w pośpiechu i niepokoju, w przeciwnym bowiem razie przestaje się trzeźwo spoglądać na daną sprawę i samemu sobie utrudnia życie. „Niech pan spojrzy na szerokie rzeki, które spokojnie płyną po równinach. Mogą się na nich unosić wielkie, wyładowane towarem statki. Rwące potoki i ulewy tylko zaś niszczą pola i łąki".

Cisza umożliwia niekiedy zmianę postrzegania świata, rozkwit zmysłów. W egzystencjalnej konfrontacji z samym sobą i własnym otoczeniem można odnaleźć ważne punkty odniesienia i nowe źródła siły. Podczas chwili ciszy, stanowiącej nieodłączny element liturgii braci z Taize, usłyszałem kiedyś, jak pewna kobieta, siedząca ze skrzyżowanymi na piersiach rękami na miękkiej wykładzinie, zaczęła nagle szlochać - najpierw nieśmiało i cicho, a potem już nieprzerwanie, niczym wezbrana rzeka, która zdołała przerwać wszystkie tamy. Cisza przemówiła do jej ducha i dziewczyna prawdopodobnie wypłakiwała z siebie wszystkie przygniatające ją problemy, od których wcześniej nie była się w stanie uwolnić.

Rzeczywiście, to w zwykle lekceważonej „próżni czasowej" często dzieje się więcej niż we wcześniejszych okresach, które były na pozór pełne wydarzeń. Niekiedy sam nasz organizm chorobą najzwyczajniej w świecie wymusza na nas przerwę w codziennym wyścigu, aby móc na takim „postoju" odpocząć i zaczerpnąć nowej energii. Ten pozorny okres bezczynności okazuje się dla nas niespodziewanie czasem bogatych doświadczeń wewnętrznych. To dziwne, ale właśnie gdy wpadamy w taką „czarną dziurę", której się boimy, bo kojarzy się nam ze stratą czasu i pieniędzy, mamy szanse owocnie wykorzystać dane nam chwile.

W głosie ojca Johna pojawił się patos.

- Proszę przeznaczyć kiedyś trochę czasu, by pobyć sam na sam ze sobą. Proszę poczytać wtedy książki, które bardziej służą refleksji nad światem niż zabijaniu czasu. Proszę zrezygnować z przemieszczania się z miejsca na miejsce i czytania gazet. To będzie pierwszy krok. Od razu zyska pan czas konieczny do tego, aby odnaleźć spokój. Spokój to jedno. Ale jak zapewnić sobie ciszę? To bardzo proste. Soren Kierkegaard powiedział kiedyś: „Cały dzisiejszy świat, całe nasze życie trawi choroba. Gdybym był lekarzem i poproszono by mnie o radę, odpowiedziałbym: uczyńcie ciszę!"

Za: Peter Seewald, Szkoła mnichów. Inspiracje dla naszego życia, przekład; Kamil Markiewicz, Wydawnictwo eSPe, Kraków 2011

sobota, 13 października 2012

Cisza

 
Cisza stała się w naszym hałaśliwym świecie kosztownym dobrem. Wielu ludzi nie jest już w stanie znieść ciszy. Wo­kół nich ciągle jest jakaś paplanina, w mieszkaniu cały czas włączone radio, w samochodzie bębni głucho muzyka tech­no. Kiedy wyłączy się te wszystkie odgłosy, pojawia się cisza — dopiero wtedy człowiek może usłyszeć swój wewnętrzny głos. Najpierw są to odgłosy tak samo donośne jak hałas na zewnątrz — wypływają z głębi podświadomości jako lęki, życzenia, emocje i przymusy. Spoczywały w głębi i z powodu zewnętrznego hałasu były niesłyszalne. Dochodzą do gło­su dopiero w ciszy, wywołując niepokój, zwątpienie, niepew­ność. Trudno jest trwać w ciszy.

Wytrzymać ciszę

  Gdy pojawiają się takie emocje, wiele osób ich nie wytrzy­muje. Tęsknią oni za akustycznym hałasem, który trzymał ich problemy od nich z daleka — włączają znów radio, ska­czą po programach telewizyjnych i żyją coraz szybciej i co­raz głośniej.
  Inni wsłuchują się w głosy, które pojawiły się w ich wnę­trzu, próbują analizować swoje lęki, lecz to wnikanie w sie­bie rzadko przynosi sukces.

Milczenie i cisza

   Mądrzej jest nie zajmować się od razu emocjami. Należy zaakceptować te uczucia, lecz ich nie oceniać — nie nad­szedł jeszcze czas, aby nad nimi pracować i rozwiązywać problemy. W przypadku wielu osób pomocne okazuje się zapisywanie zauważonych emocji, aby o nich później nie zapomnieć. Takie postępowanie jest trudne, ale warto spró­bować. W ciszy mówi do ciebie ktoś, kto stoi za wszystkimi emocjami — chrześcijanie nazywają tę najwyższą instancję Bogiem. Człowiek może usłyszeć głos Boga także w innych sytuacjach życiowych, ale cisza jest stanem, w którym czło­wiek doświadcza Boga. Dlatego święty Benedykt poleca po­kochać milczenie, aby w ciszy zbliżyć się do Stwórcy. Oczy­wiście nie należy rezygnować, jeżeli nie nastąpi to od razu. Spotkanie z Bogiem i nawiązanie z Nim więzi jest często procesem trudnym i długotrwałym.

Ćwiczenie
Wejdź do pomieszczenia lub udaj się w miejsce, gdzie panuje cisza — pozwól jej oddziaływać na siebie. Przestań myśleć; cały zanurz się w ciszy.
  
Johannes Pausch, Gert Böhm, Żyć jak w niebie. Kurs duchowości nie tylko dla chrześcijan, inspirowany mądrością św. Benedykta. Tłumaczenie: Halina Podgórni, Wydawnictwo eSPe,