Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Srokowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Srokowski. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 kwietnia 2014

Strach to czytać


Rok temu przez prawicowe media przetoczyła się rocznicowa fala wspomnień o zbrodni wołyńskiej. W tym roku już się nie przetoczy – bo i rocznica nie okrągła, i mainstreamowa prawica zdaje się podtrzymywać w odbiorcach uczucie zakochania w porewolucyjnej Ukrainie. Odtrutką na zapomnienie o Wołyniu mogą być takie książki jak „Strach” Stanisława Srokowskiego.

Jest Srokowski pisarzem bardzo doświadczonym, a i temat który podjął w opowiadaniach wydanych pod tytułem „Strach” nie jest dlań nowy. Autor pisał już o tragicznych i do dziś niezrozumiałych dziejach Polaków pomordowanych na Kresach przez swych ukraińskich sąsiadów, zarówno w tomie „Nienawiść” jak i przede wszystkim w trylogii, której tytuły poszczególnych części warto pamiętać -„Ukraiński kochanek”, „Zdrada” i „Ślepcy idą do nieba”.

Stanisław Srokowski od lat walczy z niepamięcią o rzezi na Wołyniu. Nic dziwnego, skoro sam był świadkiem barbarzyństwa dokonanego w jego rodzinnej miejscowości Hnilcze. Zrobił dla tej sprawy doprawdy bardzo wiele, i wciąż nie ustaje w staraniach, by prawda o tamtych zbrodniczych wydarzeniach przebiła się do jak najszerszego grona Polaków.


Stanisław Srokowski, Strach. Opowiadania kresowe. Fronda, Warszawa 2014

W „Strachu” autor postawił na bezpośredni przekaz o zbrodni. Na dosłowny opis tego, co wydarzyło się na Kresach, co zgotowali Polakom „bracia Ukraińcy”. Dojrzałość Srokowskiego kazała mu powstrzymać się od jakiejkolwiek autocenzury. Opis morderstw poraża. Dlatego też należy wyraźnie zaznaczyć, że książka jest przeznaczona wyłącznie dla dorosłych, i tylko dla tych, którzy są pewni, że potrafią utrzymać nerwy na wodzy.

Mamy w opowiadaniach Srokowskiego zarówno posypywanie solą ran obdartych ze skóry Polaków, profanacje katolickich kościołów, wykopywanie i bezczeszczenie polskich trupów, przywiązywanie całej rodziny do rozpędzonych koni, krzyżowanie dzieci, zaszywanie ust żyjącym jeszcze maltretowanym kobietom, podpalanie dzieci w piecu czy wyrywanie dzieci ciężarnym kobietom z rozprutych ukraińskimi nożami brzuchów. Jest w „Strachu” o wiele, wiele więcej brutalnych przekazów. Opisów rzeczywistości sprzed zaledwie siedmiu dekad.

Zbiory opowiadań nie zawsze stale trzymają równy poziom. Tak jest i w tym przypadku. Są bowiem w najnowszym tomie wydanym przez „Frondę” opowiadania literacko wybitne, jak zupełnie niesztampowy tekst „Zabić matkę”. Ale jest także dość naiwny „Pochówek Polski”, w którym wiele do życzenia pozostawiają dialogi i szkice postaci.

Chciałoby się jednak powiedzieć, że większość opowiadań Srokowskiego czyta się dobrze, jest to wszak autor, który wie jak pisać. Ale jak zarekomendować „dobre czytanie” tak dramatycznych treści, jak rzezanie całych rodzin przez pijanych nienawiścią Ukraińców o mentalności dzikich Azjatów?

Z pewnością całe życie i twórczość Stanisława Srokowskiego skupia się wokół chwil, które przeżył jako kilkuletni chłopiec na Kresach. Bez wątpienia nie może o nich pisać pozbywszy się emocji, mimo iż od tego czasu minęło już ponad siedemdziesiąt lat. Choć to co opisuje jest niezwykle brutalne, jego twórczość jest Polsce i Polakom po prostu potrzebna. Tak naprawdę jednak, tej dobrej przecież literatury, nie da się czytać.

Ale to już nie jest wina autora.

Krystian Kratiuk
http://www.pch24.pl

środa, 22 maja 2013

Dziękuję ci panie

Za ten cios w życie, które pękło
na drobne kawałki i zawyły szakale
na końcu każdej drogi

Za ból myśli, która tonęła
pośród majaków,
gdy ścięta głowa mego dziadka
Ignacego spadła mi u nóg

Za pustkę, gdy z dna oczu
wyłaniały się urojenia

Za nicość,
kołyskę nocnych lęków

Za mrok duszy i cierpienie,
którego nie rozumiałem

Za wzgardliwe usta sprzedajnych
przyjaciół

Za dwadzieścia lat milczenia
Łąko, na której pasą się
moje strofy i piją ze źródeł
czystej śmierci

Pustynio wielu śladów
ciszo w zgiełku świata

I za to dziękuję Ci, Panie,
że Cię nie pojmuję,
pętlo wisząca
nad moją głową,
koło ratunkowe.

Stanisław Srokowski

Pustelnik

Ja pustelnik ciszy
mamroczę w półśnie twoje imię
pusta klatka z której wyfrunął ptak
rosną kolce twojego milczenia i bolą
zaciągam się do armii mroków
której rytmiczny krok wybija noc
ślepe światło gwiazd gaśnie
a pyłek księżyca spada na powiekę
która zwisa jak odcięta ręka
i skradają się halucynacje
siostra śmierć przecieka
przez żyły do moich oczu
a u wezgłowia świtu staje zjawa
i otwiera usta
widma są moimi
braćmi

Stanisław Srokowski