Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cioran. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cioran. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 lutego 2017

Płciowość to niebywałe oszustwo, gigantyczne kłamstwo niezmiennie się odnawiające

Rozmowy z Cioranem
wypisy

Jestem najmniej zajętym człowiekiem w Paryżu. Chyba tylko dziwka bez klientów jest bardziej ode mnie bezrobotna. 

Pamiętam na przykład spotkanie z Teilhardem de Chadrin: facet z entuzjazmem perorował o ewolucji kosmosu w kierunku Chrystusa, punktu Omega, itd. Wtedy zapytałem go, co myśli o ludzkim bólu. „Ból i cierpienie to po prostu przypadkowe potknięcia ewolucji” - odparł. Oburzony wstałem i poszedłem sobie, nie chciałem dyskutować z takim debilem. 

Władza to coś diabelskiego: diabeł był po prostu aniołem z ambicją władzy. 

Myślę, że jedynym udanym momentem historii jest starożytność w Indiach, gdzie człowiek wiódł życie kontemplacyjne, poprzestawał na przyglądaniu się rzeczom, rezygnując z zajmowania się nimi. Tylko wówczas życie kontemplacyjne było rzeczywistością. 

Jeśli zaczniemy zgłębiać historię, rozmyślać o niej, jest absolutnie niemożliwe nie popaść w pesymizm. Historyk – optymista, to sprzeczność w założeniu. 

Negacją historii jest ostatecznie filozofia indyjska, uznająca działanie za coś nic nie znaczącego. Liczy się tylko zawieszenie czasu. 

Otóż jest oczywiste, że w sprawach duchowych bardzo łatwo ulec pokusie kłamstwa. I zawsze łatwo o iluzje na własny temat. W buddyzmie iluzja to niewiedza. A według Buddy wszystkie nieszczęścia na świecie pochodzą z niewiedzy. 

W filozofii orientalnej okropne jest to, że gdy się z nią obcuje, łatwo zaczynamy mieć o sobie samych wyobrażenie nader pochlebne i przyjemne. Uważamy, żeśmy stanęli poza wszystkim i wszystkimi, w końcu jednak przekraczamy to stadium i stwierdzamy, że jesteśmy zwykłymi biedakami. 

Potrzeba niszczenia iluzji i pewników, sprzyjających fałszywej równowadze, na jakiej opiera się egzystencja, płynie z jakiś najgłębszych źródeł w człowieku. 

Mówiłem nie raz, że możliwa jest postseksualna wizja świata, wizja najbardziej rozpaczliwa, jaka tylko być może, odczucie, że zainwestowaliśmy wszystko w coś, co nie jest tego warte. Złe jest to, że mamy do czynienia z nieskończonością odwracalną. Płciowość to niebywałe oszustwo, gigantyczne kłamstwo niezmiennie się odnawiające. 

Melancholia to coś w rodzaju wyrafinowanej nudy, uczucia, że nie należymy do tego świata. Dla melancholika określenie, „nasi bliźni” nie ma żadnego sensu. Jest to poczucie nieodwracalnego wygnania, bez wyraźnych przyczyn. Melancholia jest uczuciem głęboko samoistnym, niezależnym zarówno od porażek jak i sukcesów. 

Nie sposób myśleć o historii, nie odczuwając czegoś w rodzaju zgrozy. Moja zgroza przedzierzgnęła się w teologię, do tego stopnia, że zacząłem wierzyć, iż historia ludzkości nie da się zrozumieć bez grzechu pierworodnego. 

Nie przypadkiem moja pierwsza książka była eksplozją. Nicość była we mnie, nie musiałem szukać jej gdzie indziej. Jej przeczucie miałem jeszcze jako dziecko – w doświadczeniu nudy, katalizatora odchłannych odkryć. Mógłbym dokładnie określić moment, w którym miałem odczucie pustki, wyrzucenia poza czas. Nigdy nie przestałem tej pustki odczuwać, spotykałem się z nią niemal co dnia. 

Pascal jest typem sceptyka, który lubię, sceptyka upierającego się przy wierze, z rozpaczą czepiającego się swej wiary, będącej nieomal synonimem wewnętrznego rozdarcia. 

Stwórcę można wyobrazić sobie tylko jako złośliwca bądź, w najlepszym razie, fuszera. Koncepcja ta, po kilku wiekach zapomnienia, dziś znów odzyskuje wigor. 

Czuję się niewygodnie w istnieniu, nie tylko w kulturze, ale w ogóle w istnieniu. Jest to coś fundamentalnego. 

Dla Eliadego religia jest zawodem. 

Duchowa pustynia nie zawsze musi oznaczać jałowość. Skutkiem tego, że trzeźwość spojrzenia pozwala nam dostrzec pustkę, przemienia się ona w poznanie. 

Byłem bardzo młodym człowiekiem, nieomal dzieckiem, gdy po raz pierwszy, w następstwie olśnienia, którego nie potrafię określić, zaznałem uczucia nicości. 

Człowiek dobrze się mający jest na płaszczyźnie duchowej bez szans. Głębia to wyłączny przywilej tych, którzy cierpieli. 

Pokładanie ufności w człowieku to groźne niebezpieczeństwo, wiara w człowieka jest wielką głupotą, szaleństwem. Co do mnie, można mnie określić jako kogoś, kto w gruncie rzeczy gardzi człowiekiem. 

Tylko człowiek trzymający się na uboczu, postępujący inaczej niż wszyscy, zachowuje naprawdę zdolność zrozumienia czegoś ze świata. 

Po co naprawdę śpimy? Nie tyle by odpocząć, ile raczej by zapomnieć. 

Być nieznanym to rozkosz; ma ona niekiedy gorzkie strony, ale to coś nadzwyczajnego.
tłumaczenie: Ireneusz Kania

Zarzut wobec wiedzy: ten świat nie zasługuje na poznanie

             Cioran - Sylogizmy goryczy - wypisy

Gdyby Molier zaczął zstępować we własne otchłanie, Pascal – ze swoją – wyglądałby na dziennikarza. 

Romantyzm angielski był szczęśliwą kombinacją laudanum, wygnania i suchot; niemiecki – alkoholu, prowincji i samobójstwa.

Przegrać życie to wejść w sfery poezji – bez wsparcia talentu.

Nigdy dość potępienia XIX wieku za to, że tak faworyzował owo pieskie plemię glosatorów, maszyn do czytania, owo wykoślawienie umysłu, które ucieleśnia Profesor – symbol schyłku cywilizacji, spodlenie smaku, supremacji mozołu nad kaprysem.
Widzieć wszystko z zewnątrz, systematyzować niewypowiedziane, niczemu nie spoglądać w twarz, inwentaryzować cudze punkty wiedzenia! ... Wszelki komentarz do cudzego dzieła jest zły bądź niepotrzebny, bo wszystko to, co niebezpieczne, nie liczy się.
Kiedyś profesorowie z upodobaniem pastwili się nad teologią. Mieli przynajmniej tę wymówkę, że nauczają absolutu, ograniczają się do Boga. Dziś jednak nic nie umknie ich morderczej kompetencji.

Gdyby Omar Chajjam nie uczepił się ostatniej iluzji, chętnie powoływałbym się na niego i na jego głuche smutki; wszelako on wierzył jeszcze w wino.

Jeśli z taką naiwnością wierzymy w idee, to dlatego, że zapominamy, iż ich twórcami były ssaki.

Zarzut wobec wiedzy: ten świat nie zasługuje na poznanie.

Każde pragnienie musi wcześniej czy później napotkać swoje znużenia – swą prawdę.

Chowamy się za własną twarzą: szaleniec zdradza się przez swoją. Oddaje się, odsłania innym. Utraciwszy maskę, upublicznia swoją trwogę, wciska ją pierwszemu człowiekowi z brzegu, rozgłasza własne zagadki. Tak wielka niedyskrecja drażni. To normalne, że krępuje się go i odosabnia.

Najmniejsze uzależnienie, choćby tylko od pragnienia śmierci, demaskuje naszą wierność wobec oszukaństwa „ja”.

To nie Bóg, lecz Ból cieszy się przywilejem wszechobecności.

Stworzenie było pierwszym aktem sabotażu.

Ile kłopotów z przeprowadzką na pustynię! My, sprawniejsi od pierwszych eremitów, nauczyliśmy się szukać jej w nas.

Możliwość samoobrony przez herezję daje wierzącemu wyraźną przewagę nad niedowiarkiem.

Odchodząca miłość jest doświadczeniem tak filozoficznie płodnym, że z fryzjera czyni współzawodnika Sokratesa.

Mogę zrozumieć i usprawiedliwić anomalie – w miłości, we wszystkim; to jednak, że trafiają się impotenci wśród durniów, przechodzi moje pojęcie.

Gdyby impotenci wiedzieli, jak bardzo po macierzyńsku potraktowała ich natura, błogosławiliby sen gruczołów i zachwalali go na każdym rogu ulicy.

Gdyby Noe miał dar czytania przyszłości, bez wątpienia zatopiłby arkę.

Z jaką ulgą ten, kto drży o własną melancholię i boi się z niej wyleczyć konstatuje, że jego lęki są bezpodstawne, że jest ona nieuleczalna!

Nie ma większego nieszczęścia dla ambitnego młokosa niż obcowanie ze znawcami ludzi. Miałem kontakty z kilkoma takimi; wykończyli mnie, gdy liczyłem sobie dwadzieścia lat.


tlumaczenie: Ireneusz Kania

Niemożność opisania nieuniknioności bezśmierci ...

Święci i łzy Ciorana
wypisy

Czy ktoś nieprzywiązany do miejsca i do wspomnień będzie odczuwał żal za ostatnimi chwilami? Możliwe, że żebracy wybierają sobie swój los, aby nie odczuwać żalu i zaznawać związanych z nim mąk agonii! 

„Poczucie, że jest się wszystkim i pewność, że jest się niczym” (Paul Valery). Oto konkluzja poety, obowiązkowa dla każdego, kto obcował ze świętymi. 

Na próżno usiłowalibyśmy uczynić Dostojewskiego świętym. Daremne wysiłki. Ale nie widzę świętego, który by był godny rozwiązać mu sznurowadła u butów. 

Uświadomiwszy sobie, że absolut istnieje tylko w wyrzeczeniu, przylgnąłem do pozorów. 

Wszystkie wielkie konwersje rodzą się z nagłego objawienia czczości życia. Nie ma nic bardziej poruszającego i fascynującego, niż ten raptowny wstrząs i jasność, w której widać pustkę egzystencji. 

Jedyną zasługą filozofów jest to, że niekiedy wstydzili się swego człowieczeństwa. Wyjątkami są Platon i Nietzsche: oni wstydzili się zawsze. Pierwszy chciał nas wyrwać ze świata, drugi z nas samych. Od nich nawet święci mogliby się czegoś nauczyć. W ten sposób uratowany został honor filozofii. 

Stworzenie świata nie ma innego wytłumaczenia oprócz lęku Boga przed samotnością. Mówiąc inaczej, rolą nas stworzeń, jest nie co innego tylko rozerwanie Stwórcy. Biedni błazenkowie Absolutu, zapominamy, że nasze dramaty mają rozbawić znudzonego widza, którego oklaski nie dotarły jeszcze do uszu śmiertelników. 

Kto ciągle wierzy, że jeszcze można umrzeć, ten nie zaznał pewnego rodzaju bólu i samotności. Niemożność opisania nieuniknioności bezśmierci ... 

Żaden święty nie wyczytał wieczności z przestrzeni. Czego miałby szukać w rozległościach zewnętrznych? Czy to nie wewnętrzna pustynia jest pierwszym krokiem ku świętości? 

„Wyjałowienie świadomości”, na jakie narzekają święci, jest psychicznym odpowiednikiem pustyni zewnętrznej. Pierwotne objawienie każdego klasztoru: wszystko jest niczym. 

„Samotność zawsze czyniła mnie współczesnym umarłych” (Barres). A więc jak: nie ma życia w samotności? Tylko wieczność ... 

„Cierpienie? Ależ to jedyna przyczyna świadomości” (Dostojewski). Ludzi należałoby podzielić na dwie kategorie: rozumiejących i nierozumiejących tą sprawę. 

Wielki matematyk – będący tylko matematykiem – stoi o wiele niżej od wieśniaka, prymitywnie dręczącego się problemami ostatecznymi. Ogólnie biorąc, nauka zbydlęca ludzi, redukując ich świadomość metafizyczną. 

Nadejdzie czas, gdy robaki będą oddawać się marzeniom na mych kościach. 

Schopenhauer twierdzi, że gdyby zastukać w grobowe płyty, i zaoferować umarłym życie, odmówiliby co do jednego. Ja natomiast twierdzę, że z radością umarliby raz jeszcze. 

Dlaczego na pustyni nie pada deszcz? A jaki miałby sens po łzach pustelników? 

Mnóstwo pustelników lamentowało, że Bóg nie zranił ich serc do płaczu (Pateryk). Nigdy bym nie uwierzył, że tak łatwo współzawodniczyć z pustelnictwem. Nuże, niech pustelnicy przychodzą do nas, będziemy ich ciągać po kawiarniach, przy których milkną pustynie Arabii. 

Lubię tylko melancholijnych erudytów, uczonych w swoim smutku i umiejących ze swymi depresjami wędrować poprzez wszystkich poetów. Jaka to przyjemność, mieć pod ręką cytaty na każde rozgoryczenia, móc w każdej chwili codziennego ziemskiego wygnania przywołać niemieckiego mistyka, hinduskiego poetę czy francuskiego humorystę ... Jeśli natura powołała cię do zasmuceń, to nie lekceważ okazji do rozprzęgania rzeczy i jestestw.

Czytaj dniem i nocą, błądząc po wszystkich trwogach stuleci i nie zapominaj, że lektura zastępuje niekiedy opium. Książki trzeba łykać jak tabletki nasenne. 

Naśladowanie Chrystusa, ów elementarz odpadnięcia ze świata, zaleca „łamanie serca” jako lek na pychę. Ta zaś jest opętańczą manią wielkości „ja”, przerostem indywiduacji; z punktu widzenia „łamania serc” każda nieobecność jest jeszcze zbyt dumna, gdyż naczelnym ideałem jest tu całkowite samowymazanie się ze świata, tak, by silniej mógł rozbłysnąć Bóg. 

Zdaniem Eckharta, nic nie jest Bogu tak niemiłe jak czas. I nie tylko czas, lecz również przylgnięcie do niego lub tylko „dotykanie” go. 

Z czego zrezygnowaliśmy? Z pozorów. Ta rezygnacja jest bardzo trudna, bo one są przecież samą „substancją” życia. 

Niewytłumaczalna nuda, wyglądająca z oczu dzieci w puste popołudnia, jest przeczuciem czekającego je w życiu znoju, zgiełku i męki. Każdy z nas wzdragał się w dzieciństwie co najmniej kilkakroć w takim przeczuciu brzemienia, jakie chowa dla nas czas, i z pewnością także smakowaliśmy już wtedy trochę z jadu „owocu zakazanego”. 

Całe życie ludzi jest stanem upojenia, przerywanym od czasu do czasu rozbłyskami zwątpień. Czy gdyby jasno rozeznawali się w rzeczywistości, mogliby żyć bodaj sekundę dłużej? Najbardziej „normalni” z nich są pijani w sztok, bo na „trzeźwo” nie sposób nawet oddychać. 

Jest we mnie całkiem niemało z chrześcijanina, pokusa żebractwa, pustyni, a także obłędne napady litości. A więc różnorakie ekspresje ducha wyrzeczenia. Trucizny chrześcijańskie pozostawiły nam we krwi osad absolutu, który odejmuje nam dech, ale bez którego nie potrafimy żyć.

tłumaczenie: Ireneusz Kania

Miłość, gdyby jej uległ „natychmiast starłaby go w proch”

Wypisy z Pokusy Istnienia Ciorana

Czyż można sobie wyobrazić Buddę zachowującego zarówno wierność swym zasadom jak i swój pałac? Nie można być jednocześnie „wyzwolonym za życia” i posiadaczem.

„Odtąd czasu już nie będzie” - ów zaimprowizowany metafizyk, jakim jest Anioł z Apokalipsy, obwieszcza w tych słowach koniec diabła, koniec historii. Mistycy mają zatem rację, poszukując Boga w sobie lub gdzie indziej, z wyjątkiem tego świata, który zrównują z ziemią, nie zniżając się jednocześnie do buntu.

Uwodzą nas jedynie umysły, które unicestwiły się, pragnąć nadać sens swemu życiu.

Anglicy dziś są tak samo dalecy Szekspirowi, jak późni Grecy musieli być dalecy dramatom Ajschylosa.

„Gdyby słońce i księżyc zaczęły wątpić, natychmiast by zgasły” (Blake). Europa wątpi od dawna ...

Od wieku Oświecenia Europa nie przestała w imię idei tolerancji podkopywać swych bożyszcz.

Filip II leżąc na łożu śmierci, wezwał swego syna i oświadczył mu: „Oto gdzie kończy się wszystko, również monarchia”. Przy łożu tej Europy, nie wiedzieć jaki głos ostrzega mnie: „Oto gdzie kończy się wszystko, również cywilizacja”.

Doświadczenie pustki to mistyczna pokusa niewierzącego, to dana mu możliwość modlitwy, to chwila jego pełni.

Jeśli brak Ci siły, aby zdemoralizować się wraz z tą epoką, upaść równie nisko i zajść równie daleko jak ona, nie uskarżaj się, że Cię nie rozumieją. Przede wszystkim wszakże nie uważaj się za prekursora: w tym wieku nie będzie światła.

Język Tacyta, zniekształcony, strywializowany, zmuszony do znoszenia bredni o Trójcy Świętej! Słowa spotyka ten sam los co imperia.

Nie sposób wyobrazić sobie Dantego czy Szekspira zapisujących najdrobniejsze zdarzenia ze swej egzystencji, aby ujawnić je innym.

To nie Eliot, lecz Proust jest prorokiem „hollow men”, wydrążonych ludzi. Odejmijcie funkcję pamięci, za pomocą której próbuje się nam dać władzę nad stawaniem się, a nie pozostanie w nas nic, jak tylko rytm odmierzający fazy naszego rozkładu.

Jakub Boehme słusznie nazwał diabła „kucharzem natury”, mistrzem, którego sztuka sprawia, że mamy ochotę na wszystko.

Jak uwierzyć choćby w cień postępu, uświadamiając sobie, że chrześcijańskim bajeczkom udało się zdusić stoicyzm! Gdyby to on rozprzestrzenił się, zapanował nad światem, człowiek zrealizowałby się całkowicie albo prawie całkowicie. Rezygnacja, gdyby stała się obligatoryjna, nauczyłaby nas znosić nasze nieszczęścia z godnością, sprawiłaby, że zamilkłyby nasze głosy, umielibyśmy chłodno spoglądać w naszą nicość.

Religia sadowi się na ruinach mądrości: zabiegi, jakie stosuje ta pierwsza, nie odpowiadają tej drugiej. Ludzie zawsze będą woleli trwać w rozpaczy raczej klęcząc niż stojąc.

Nie prawi się kazań według Marka Aureliusza: ponieważ zwracał się on tylko do samego siebie, nie miał ani uczniów, ani stronników; nie przestaje się natomiast wznosić świątyń w których do znudzenia cytuje się niektóre listy.

Toteż gdy, zachwyceni, myślimy o jakimś hinduskim mnichu, który na dziesięć lat pogrążył się w medytacji z twarzą tuż przy ścianie, rychło odzywa się ironia, oznajmiając, że po tak wielkim wysiłku odkrył on nicość, czyli to, co stanowiło punkt wyjścia jego poszukiwań!*

Czy można sobie wyobrazić szczura impotenta? Gryzonie wspaniale spełniają wiadomą czynność. Nie można tego powiedzieć o istotach ludzkich: im bardziej są wyjątkowe tym bardziej uwidacznia się w nich ów fundamentalny niedostatek odrywający je od łańcucha bytów. Dobrowolna czy przymusowa abstynencja, stawiając jednostkę zarazem powyżej i poniżej Gatunku, czyni z niej mieszaninę świętego i imbecyla, która nas intryguje i przygnębia. Stąd owa dwuznaczna nienawiść, jaką odczuwamy wobec mnicha, podobnie zresztą jak w odniesieniu do każdego mężczyzny, który wyrzekł się kobiet, który wyrzekł się bycia takim jak my. Nigdy nie wybaczymy mu jego samotności, upokarza nas ona w tej samej mierze, w jakiej się jej brzydzimy. Gogol wyznał kiedyś, że miłość, gdyby jej uległ „natychmiast starłaby go w proch”.

Nikt tak bardzo jak Gogol nie wgłębił się w obserwacje codzienności. Jego realizm jest wielki, że kreowane przezeń postaci stają się nieistniejące i przekształcają się w symbole, w których całkowicie się odnajdujemy. Nie upadają; są upadłe od zawsze.

Ten kto u progu kariery dostrzegł śmiertelne prawdy, dochodzi do punktu, w którym nie może już z nimi żyć. Jeśli pozostanie im wierny, jest zgubiony. Zapomnieć o nich, wyrzec się ich, to dla niego jedyny sposób, by przystosować się do życia, by zejść z drogi Wiedzy, Nieznośnego.

Według Kasjodora, Ewgriusza i św Nila nie ma demona straszniejszego niż demon acedii. Mnich, który ulegnie jego pokusom, pozostanie jego ofiarą aż do końca swych dni. Wystając w oknie, będzie wyglądał na zewnątrz, oczekiwał czyichś odwiedzin, by oddać się gadulstwu, by się zapomnieć.
Wyrzec się wszystkiego, by następnie odkryć, że wybrało się niewłaściwą drogę, dręczyć się w osamotnieniu i nie móc go opuścić! Na jednego eremitę, któremu się powiodło, przypada tysiąc, którym się nie udało. Tych przegranych, upadłych, przenikniętych poczuciem nieskuteczności swych modlitw miano nadzieję wytresować śpiewem, narzucano im uniesienie, dyscyplinę radości. Będąc ofiarami demona, jak mogli wznosić swe głosy i do kogo? Oddzieleni od łaski i od świata, godzinami porównywali swą bezpłodność z bezpłodnością pustyni, materialnego wizerunku własnej pustki.
A ja, z nosem przy szybie, do czego porównałbym mą bezpłodność, jeżeli nie do bezpłodności Miasta? A jednak prześladuje mnie myśl o tamtej, prawdziwej pustyni. Czemu nie mogę się tam udać i zapomnieć o woni człowieka! Jako sąsiad Boga, wdychałbym jego rozpacz i jego wieczność, o której marzę w chwilach, gdy budzi się we mnie wspomnienie odległej celi. Jaki klasztor opuściłem, zdradziłem w poprzednim życiu? Moje niedokończone modlitwy, porzucone wówczas, teraz podążają za mną, podczas gdy w moim mózgu tworzy się i rozpada nie wiedzieć jakie niebo.


*Punkt wyjścia jego poszukiwań stanowiło „ja”.


tłumaczenie: Krzysztof Jarosz

Zmierzch myśli Ciorana - wypisy

Nie zrozumiesz co znaczy słowo „medytacja”, jeśli nie przywykłeś do słuchania ciszy.

Tęsknota za absolutem ma w sobie czystość nieokreśloności, która leczy nas z choroby czasowości i jest modelem tego nieustannego zawieszenia. Bo ona, w gruncie rzeczy, czyni właśnie tyle: uwalnia świadomość od pasożyta, jakim jest czas.

Alkohol, podobnie jak muzyka, zastępuje namiętność do świętości.

Zło, oddzielając się od źródłowego niezróżnicowania, przyjęło pseudonim: Czas.

Jakkolwiek wielkie byłoby nasze rozczarowane, nie zwalnia nas ono z udziału w smutku bliźniego. Dlatego nocne lektury francuskich moralistów są jak balsam dla duszy.

Uczucie religijne nie szuka pocieszenia w przestrzeni, co więcej – może być intensywne tylko wtedy, gdy widzi w niej przyczyny upadku.

To nie przez ekstrawagancję czy cynizm Diogenes przechadzał się z lampą w biały dzień, szukając człowieka. Zbyt dobrze wiemy, że z samotności.

Strach przed czasem przychodzi długo zanim zaczynamy czytać filozofów, zjawia się gdy patrzymy uważnie w zmęczoną twarz starca.

Cierpienie miłosne przerasta intensywnością najgłębsze uczucia religijne. Prawda, że nie stawia kościołów, lecz ile wzniosło grobowców – wszędzie grobowce.

Spójrz na człowieka samotnego, który na coś czeka, i zadaj sobie pytanie: na co? I zobaczysz, że nikt na nic nie czeka, na nic innego niż śmierć.

Utrata naiwności rodzi świadomość ironiczną, której nie da się zdusić nawet w obliczu Boga.

Gdybym był Bogiem, stworzyłbym różne rzeczy, lecz nie człowieka.

W gruncie rzeczy kochamy się w odpowiedzi na pustkę istnienia, by się przed nią obronić.

Bywają ludzie tak głupi, że gdyby jakaś myśl pojawiła się na powierzchni ich umysłu, popełniłaby samobójstwo, przerażona swą samotnością.

Życie nie wysubtelnione w marzeniach, przypomina Apokalipsę głupoty i wulgarności. Kto by je zniósł bez współczynnika nierealności.

Pod bacznym spojrzeniem Diogenesa rzeczy traciły swą niewinność; to spojrzenie nauczyło nas, jak głęboki jest związek między szczerością i nicością.

„Pełne serce w pustym świecie” - Chateaubriand mylił się, definiując w ten sposób nudę; mylił się przez swą pychę. Bo w nudzie nie istniejemy bardziej niż świat, lecz właśnie tak mało jak on, tworzymy zgodność dwóch pustek.

Ci którym obcy jest nieodparty urok nieszczęścia, obsuwania się w dół, wprost ku przepaści – ci nigdy nawet nie przeczuli, czym jest kondycja ludzka, do której się narodzili.

Jasność umysłu: mieć uczucia w trzeciej osobie.

By niewzruszenie wierzyć w człowieka, trzeba być niezdolnym do introspekcji i nie wiedzieć nic o historii.

„Być” znaczy „mylić się”.

Żydzi zbyt kochają życie, by zrodzić poetów.

Czymże jest strach przed śmiercią, przed ciemnością, przed nie-byciem wobec strachu przed samym sobą?

Gdy spoglądasz w podziemia własnego istnienia, otwiera się pustka, która przeraża bardziej niż wszystkie tajemne pieczary świata.

Boże mój! Uwolnij mnie ode mnie samego, bo od pokus świata i jego zgnilizny dawno już się uwolniłem.

Jasność umysłu jest szczepionką przeciw życiu.

Gdy umysł zwraca się ku Bogu, jedna tylko rzecz łączy nas ze światem: pragnienie by go opuścić.

Umysł rozkwita na ruinach życia.

Człowiek: zwierzę, które widziało życie, a jednak wciąż chce żyć. Ta zawziętość jest całym jego dramatem.

Hamlet nie zapomniał dołączyć miłości do listy nieszczęść, przez które lepiej jest się zabić niż żyć. Lecz wspomniał tylko o miłości wzgardzonej. O ile doskonalszy byłby ten sławny monolog, gdyby mówił o miłości po prostu!

Istnienie odsłania się jako takie – holowane przez nicość. Bo Nicość nie znajduje się na granicach świata, to świat leży na peryferiach Niczego.

Czyn jest przeciwieństwem wiedzy.



tlumaczenie: Anastazja Dwulit

sobota, 23 kwietnia 2016

Milczenie zbliża człowieka do Boga i czyni go na ziemi podobnym aniołom


Istnienie = udręka. To równanie zdaje mi się oczywistością. Ale dla jednego z moich znajomych nie jest nią. Jak go przekonać? Nie mogę wypożyczyć mu swych odczuć, a przecież tylko one miałyby moc przekonania go, zaopatrzenia go w ów naddatek duchowej niewygody, jakiej doznaje się od tak dawna.

Raczej w rynsztoku niż na cokole.

Jedno jest tylko ważne: nauczyć się bycia przegranym.

Św Serafin: „Milczenie zbliża człowieka do Boga i czyni go na ziemi podobnym aniołom”.

Z chwilą gdy zaczynamy chcieć, wchodzimy pod jurysdykcję Demona.

Móc żyć bez żadnych ambicji to wielka siła i wielkie szczęście. Przymuszam się do tego. Ale właśnie ten przymus również ma coś z ambicji.

Przez chwilę jakbym to czuł, co dla żarliwego wyznawcy wedanty może oznaczać rozpłynięcie się w brahmanie. Tak bym pragnął rozciągnięcia owej sekundy w nieskończoność!

Każdy kto posiada ciało, ma prawo do tytułu potępionego. Jeśli nadto dotknęła go plaga „duszy”, nie ma anatemy, do której nie mógłby rościć sobie praw.

Zniszczywszy wszystkie swoje przywiązania, powinienem doświadczać uczucia swobody. W rzeczy samej doświadczam go, i to tak intensywnego, że boję się nim cieszyć.


Cioran, O niedogodności narodzin
tłumaczenie: Ireneusz Kania

piątek, 22 kwietnia 2016

... poczucie, że się jest wszystkim, i oczywistość, że jest się niczym


„… poczucie, że się jest wszystkim, i oczywistość, że jest się niczym”. W młodości zupełnie przypadkiem natknąłem się na ten urywak zdania, i był to dla mnie wstrząs. Wszystko co wówczas czułem, wszystko, co miałem odczuwać później, zawarte było w owej niezwykłej, banalnej formułce będącej syntezą uniesień i porażek, ekstazy i beznadziei. To nie z paradoksu, lecz z truizmu najczęściej wybucha objawienie.

W głębi duszy każdy uważa się za nieśmiertelnego, choćby nawet, wiedział, że ma skonać za chwilę. Można wszystko zrozumieć, dopuszczać wszystko i wszystko sobie uprzytomnić – z wyjątkiem własnej śmierci, i to nawet wówczas, gdy nieprzerwanie o niej myślimy i gdyśmy już się z nią pogodzili.

Cioran, O niedogodności istnienia
tłumaczenie Ireneusz Kania

**
Cioran wydaje się wskazywać na pewną dwuznaczność obecną w ludzkim doświadczeniu, wynikającą z faktu iż idee subiektywności, świadomego podmiotu -ja- związane są z ideą nieśmiertelności, podczas gdy rzeczy na których to „ja” opiera swe istnienie, identyfikując się z nimi, - jak na przykład ciało – jak najwyraźniej jawią się jako nietrwałe.

Co do idei nieśmiertelności – patrz obserwacja Freuda, iż ten aspekt ludzkiej istoty, zwanej przez niego nieświadomością całkowicie i totalnie odrzuca ideę swej własnej śmiertelności, choć dopuszcza ją u innych. Oczywiście teorie Freuda nie mogą być poważnie traktowane przez ludzi inteligentnych, nie mniej nie można odmówić temu żydowskiemu mistykowi zdolności obserwacyjnych.

Według Nisargadatty Maharaja rozwikłanie tej konfuzji wynikłej z zetknięcia nieskończoności z tym co nietrwałe, jest celem Jogi. Tu krótkie omówienie tego problemu w terminach tragikomedii.



czwartek, 21 kwietnia 2016

Dojść do tego, by nie mieć już z czego rezygnować


Niewiedza jest podstawą wszystkiego, tworzy wszystko aktem powtarzającym się w każdej chwili, kreuje ten świat i wszelki inny świat, ponieważ bezustannie bierze za rzeczywiste to, co rzeczywiste nie jest. Niewiedza jest gigantyczną pomyłką służącą za fundament wszystkim naszym prawdom; niewiedza jest starsza i potężniejsza do wszystkich bogów razem wziętych.

Jeżeliby samo tylko zbrzydzenie światem zapewniało świętość – trudna rada, nie wymigałbym się od kanonizacji.

Nie patrz ani w przód, ani w tył, patrz w siebie, bez lęku i żalu. Nikt nie zstąpi w głąb siebie, dopóki pozostawać będzie w niewoli przeszłości bądź przyszłości.

Wędrowny mnich – oto najlepszy z dotychczasowych wynalazków. Dojść do tego, by nie mieć już z czego rezygnować. Takie powinno być marzenie każdego umysłu wyzbytego złudzeń.

Postrzeganie przemijalności wszystkiego – oto moja specjalność, chełpię się nią. Dziwaczne mistrzostwo, które z pewnością popsuje mi wszystkie radości, a nawet wszystkie doznania.



Cioran, O niedogodności narodzin
Tłumaczenie: Ireneusz Kania

Ból ma to w sobie, że nie wstydzi się powtarzać


Staw w Soustons, druga popołudniu. Wiosłowatym. Nagle jak błyskawica przeszła mnie reminiscencja zdania: All is of no avail (Nic niczemu nie służy). Gdybym był sam, natychmiast rzuciłbym się do wody. Nigdy z taką gwałtownością nie odczułem potrzeby położenia kresu swojej egzystencji.

Jaki jest cel istnienia naszego ciała, poza tym, że pozwala nam zrozumieć słowo oprawca?

Nic tak nie rozśmiesza jak usłyszeć słowo cel, kiedy się kroczy w kondukcie pogrzebowym.

Jakaś dama w pewnym wieku, w chwili gdy mnie mijała, uznała za stosowne oznajmić, nie patrząc na mnie: „Dziś widzę dookoła siebie same chodzące trupy”. Potem, w dalszym ciągu nie patrząc na mnie: „Jestem szalona, nieprawdaż mój panie?” „Nie aż tak bardzo” - odparłem konfidencjonalnie.

Być albo nie być?
… Ani jedno ani drugie.

Wielką, jedyną oryginalnością miłości jest uczynienie szczęścia nieodróżnialnym od nieszczęścia.

Ból ma to w sobie, że nie wstydzi się powtarzać.

Lukrecjusz: nic nie wiadomo o szczegółach jego życia. O szczegółach? W ogóle nic o nim nie wiadomo.
Los godny pozazdroszczenia.

Niezrównaną zaletą obmowy jest to, że wytwarza wokół nas próżnię bez jakichkolwiek zabiegów z naszej strony.

Człowiek sądzi, że przybliża się do tego czy innego celu, zapominając, że w rzeczywistości przybliża się do celu właściwego, do rozkładu, będącego celem wszystkich innych.

To co wiem, burzy to, czego pragnę.

Na próżno liczyć na chwilę samotności. Zawsze w eskorcie siebie samego.


Cioran, Wyznania i anatemy
tłumaczenie: Krzysztof Jarosz

Światłość sprzed istnienia czasu


Przechadzka po cmentarzu Montparnasse.
Wszyscy, modzi czy starzy, snuli plany. Już ich nie snują.
Dobry uczeń, mądry ich przykładem, wracając do domu, zarzekam się, że ja już nigdy nie będę ich snuł.
Przechadzka o skutkach niezaprzeczalnie dobroczynnych.

Wycofać się w samego siebie, podobnie jak Bóg po sześciu dniach. Naśladujmy go, przynajmniej w tym względzie.

Poznać w pospolitym znaczeniu to pozbyć się jakiegoś złudzenia, poznać w sensie absolutnym to pozbyć się wszystkich złudzeń. Objawienie oznacza krok dalej: to pewność, że odtąd nigdy nie damy się nabrać, to ostatnie spojrzenie na iluzję.

Usiłuję sobie wyobrazić kosmos bez … siebie. Na szczęście istnieje śmierć aby zaradzić niedostatkom mojej wyobraźni.

Na środku ulicy, olśniony nagle „tajemnicą” Czasu, pomyślałem sobie, że święty Augustyn miał po stokroć rację, że podejmując taki temat, zwrócił się do Boga. Z kim innym bowiem toczyć o tym dyskusję?

Otworzywszy antologię tekstów religijnych, wpadłem od razu na to zdanie Buddy: „Żaden przedmiot nie jest wart, by go pragnąć”. - Natychmiast zamknąłem książkę, bo co można jeszcze czytać po takim stwierdzeniu?

Spośród wszystkiego co sprawia, że cierpimy, nic nie daje nam tak wyraźnego poczucia, że wreszcie dotykamy Prawdy, jak rozczarowanie.

Marionetką przestaje się być nie z powodu geniuszu, lecz cierpienia, wyłącznie cierpienia.

Im więcej się cierpiało, tym mniej roszczeniowo jest się nastawionym.
Protestowanie jest oznaką, że nie ma się za sobą żadnego piekła.

Chciałbym o wszystkim zapomnieć i obudzić się z twarzą zwróconą ku światłości sprzed istnienia czasu.

Na jakież wyrzeczenia nie byłbym gotów, aby uwolnić się od tego żałosnego ja, które w tej chwili zajmuje w całości miejsce, o jakim żaden Bóg nie ośmieliłby się nawet marzyć!

Cioran, Wyznania i anatemy
tłumaczenie: Krzysztof Jarosz

środa, 20 kwietnia 2016

Różnica pomiędzy istotą śmiertelną a umierającą jest niewielka


Podczas gdy przedstawiał mi swoje projekty, słuchałem go, nie mogąc zapomnieć, że nie przeżyje tygodnia. Cóż za szaleństwo z jego strony mówić o przyszłości, jego przyszłości! Ale gdy tylko znalazłem się na dworze, dotarło do mnie, że w gruncie rzeczy różnica pomiędzy istotą śmiertelną a umierającą jest niewielka. W tym drugim przypadku absurdalność snucia planów jest tylko trochę bardziej oczywista.

Cioran

Nie szanuję nikogo, kto obywa się bez grzechu pierworodnego


Dopiero w bardzo podeszłym wieku Kant dostrzegł mroczne strony egzystencji i odnotował „klęskę wszelkiej racjonalnej teodycei”.
… Inni byli większymi szczęściarzami: pojęli to, jeszcze zanim zabrali się za filozofowanie.

„Jestem tchórzem, nie mogę znieść cierpienia wynikającego z faktu, że jestem szczęśliwy”.
Aby przejrzeć kogoś na wskroś, naprawdę go poznać, wystarczy mi, że zobaczę, jak reaguje na to wyznanie Keatsa. Jeśli nie rozumie od razu, nie ma sensu kontynuować.

Zatrwożenie – jaka szkoda, że to słowo znikło wraz z wielkimi kaznodziejami!

Nie szanuję nikogo, kto obywa się bez grzechu pierworodnego. Co do mnie, odwołuję się do niego w każdych okolicznościach i nie wiem, jak bez niego uniknąłbym chronicznej konsternacji.

Kandyński utrzymuje, że żółty jest kolorem życia.
Teraz łatwo zrozumieć, dlaczego ten kolor tak razi w oczy.

Być jak Bóg, a nie jak bogowie – oto cel prawdziwych mistyków, którzy mierzą zbyt wysoko, by przystać na politeizm.

Przeczytać książkę o starości wyłącznie dlatego, że zachęciło mnie do tego zdjęcie autora. Ta mieszanina sztucznego uśmiechu i błagania oraz ten wyraz zastygłego grymasu osłupienia – cóż za reklama, jaka gwarancja!

Spokój naszym przyjaciołom powinniśmy zakłócać tylko z powodu naszego pogrzebu. Zresztą nawet wówczas wskazany jest umiar.

„Bóg nie stworzył niczego, co byłoby dla niego bardziej obrzydliwe niż ten świat, toteż znienawidził go tak bardzo, że od dnia, gdy go stworzył, ani raz na niego nie spojrzał”.
Nie wiem, kim był ten muzułmański mistyk, który to napisał, imię tego przyjaciela pozostanie dla mnie na zawsze nieznane.

Człowiek tak łatwo zapomina, że jest przeklęty, dlatego, iż jest nim od zawsze.

Krytyka to absurd. Trzeba czytać nie, żeby zrozumieć bliźniego, ale żeby zrozumieć siebie samego.

„Człowiek który widzi siebie takiego, jakim jest, więcej jest wart od tego, kto potrafi wskrzeszać umarłych”. To słowa pewnego świętego. Nieznajomość siebie jest prawem każdego, toteż nie przekracza się go bez ryzyka. Prawda jest taka, że nikt nie ma odwagi go przekroczyć, co wyjaśnia przesadę świętego.

Współczesne jest mi wszystko, co sprawia, że jestem w niezgodzie ze światem. Bardzo niewielu rzeczy nauczyłem się przez doświadczenie. Zawsze wyprzedzały mnie moje rozczarowania.

Można sobie wszystko wyobrazić i wszystko przewidzieć z wyjątkiem tego, jak nisko można upaść.

Niczego nie dokonać i umrzeć z wyczerpania.


Cioran Wyznania i anatemy
Tłumaczenie: Krzysztof Jarosz

wtorek, 12 kwietnia 2016

Książę tego świata


Ponieważ Chrystus okrzyknął Szatana „Księciem tego świata”, święty Paweł pragnąc go przebić, celnie stwierdził, że jest on tego świata bogiem.
Czyż mamy prawo zachowywać się jak porzuceni, skoro takie autorytety po imieniu nazywają tego, kto nami rządzi?


Emil Cioran, Wyznania i anatemy
tłumaczenie: Krzysztof Jarosz

piątek, 14 listopada 2014

Medytacja samotnych przechadzek


Samotność prawdziwa to tylko taka, w której czujesz się absolutnie izolowany między niebem a ziemią. Nic nie powinno odwracać uwagi od tych sytuacji absolutnego odizolowania; owszem, straszliwie jasna intuicja powinna objawić cały dramat skończoności człowieka w obliczu nieskończoności i nicości tego świata. Samotne przechadzki – nadzwyczaj pożyteczne, a zarazem niebezpieczne dla życia wewnętrznego – trzeba odbywać tak, aby naszej uwagi nie rozpraszało nic, co by mogło zakłócić wizję osamotnienia człowieka w świecie. Ażeby zintensyfikować proces interioryzacji i zwracania się w głąb, ku własnej istocie, powinniśmy samotne przechadzki odbywać jedynie wieczorami; wtenczas są one najpożyteczniejsze, ponieważ naszej uwagi nie kradną już zwykłe uroki otoczenia, objawienia zaś rzeczy świata podnoszą się z najgłębszej strefy ducha, stamtąd, gdzie oderwał się on od życia, z głębi rany ducha. Ile trzeba samotności, by zdobyć ducha!

Cioran, Na szczytach rozpaczy
s. 11-22
tłumaczenie: Ireneusz Kania

Czy samotność agonii nie jest symbolem ludzkiej egzystencji?


Wcale, ale to wcale nie mam pojęcia, po co mamy cokolwiek robić na tym świecie, po co musimy mieć przyjaciół i aspiracje, nadzieje i marzenia. Przecież po tysiąckroć byłoby chyba lepiej wycofać się do jakiegoś odległego zakątka, gdzie nie docierałby najmniejszy nawet odgłos wszystkiego tego, co składa się na zgiełk i komplikacje świata! Zrezygnowalibyśmy wtedy z kultury i ambicji, stracilibyśmy wszystko, nie zyskalibyśmy zaś nic. Bo i cóż można zyskać w tym świecie? Istnieją ludzie, dla których żaden zysk nie ma znaczenia, którzy są nieuleczalnie nieszczęśliwi i samotni. Tak jesteśmy zamknięci jeden dla drugiego! A gdybyśmy byli na tyle otwarci, żeby przyjąć wszystko od drugiego lub czytać w głębi jego duszy – czy potrafilibyśmy rozświetlić jego los? Człowiek jest w życiu tak bardzo samotny, że zadaje sobie pytanie, czy samotność agonii nie jest symbolem ludzkiej egzystencji. Wola życia i umierania w społeczności to znak wielkiego niedostatku. Czy w ostatnich chwilach możliwa jest pociecha? Tysiąc razy wolałbym umierać samotny i porzucony w miejscu, gdzie nikt by mnie nie widział i gdzie mógłbym skonać bez pozy, nie urządzając widowiska. Wstręt budzą we mnie ludzie, którzy konając, panują nad sobą i przybierają pozy, aby zaimponować otoczeniu. Łzy palą jak ogniem tylko w samotności. Ci, co pragną mieć w chwili agonii przyjaciół wokół siebie, pragną tego ze strachu i z niezdolności do stawienia czoła chwilom ostatnim. Chcą się zapomnieć w rozstrzygającym momencie umierania. Dlaczego nie zdobędą się na nieskończony heroinizm, dlaczego nie zaryglują drzwi, aby znieść całe to szaleństwo śmierci z zupełną przytomnością, wśród trwogi, co przekracza wszelkie granice?

Tak bardzo jesteśmy oddaleni od wszystkiego! A czyż wszystko, co istnieje, nie jest niedostępne? Najgłębszą, najbardziej organiczną śmiercią jest śmierć z samotności, gdy nawet samo światło staje się esencją śmierci. W takich chwilach człowiek oddziela się od życia, miłości, uśmiechów, przyjaciół, a nawet od samej śmierci. I zadaje sobie paradoksalne pytanie, czy istnieje coś więcej poza nicością świata i jego własną.

Cioran, Na szczytach rozpaczy
s. 11-12
tłumaczenie: Ireneusz Kania

środa, 12 listopada 2014

Życie jako powolna agonia na swej drodze ku śmierci


Dlaczego nie chcemy zaakceptować, że żywa medytacja nad śmiercią – tym najniebezpieczniejszym z zagadnień – jest możliwa do utrzymania? Śmierć nie jest czymś z zewnątrz, czymś ontologicznie różnym od życia, ponieważ śmierć niezależna od życia nie istnieje. Dostąpienie śmierci nie oznacza, jak się powszechnie wierzy (szczególnie chrześcijanie), wykonania ostatniego oddechu i przeniesienia się do obszaru jakościowo różnego od życia. Oznacza raczej odkrycie drogi ku śmierci w biegu życia; odnalezienie we wszelkich oznakach życia immanentnej otchłani śmierci. Dla chrześcijaństwa i innych metafizycznych wierzeń w nieśmiertelność, dostąpienie śmierci jest triumfem, otwarciem ku innym obszarom metafizycznie różnym od życia. Dla mnie jednak jest przeciwnie, prawdziwy sens agonii zdaje się leżeć w odkryciu, że śmierć jest immanentną częścią życia…

Dojrzeć, jak śmierć rozprzestrzenia się po świecie, jak zabija drzewo i przenika sen, jak wysusza kwiat czy cywilizację, jak zżera jednostkę czy kulturę niczym rdza, oznacza być poza łzami czy żalem, poza systemem i formą. Ten, kto nie doświadczył straszliwej agonii śmierci wypływającej i rozlewającej się jak krew, będącej jak duszący uścisk węża powodującego przerażające halucynacje, ten nie zna demonicznego charakteru życia i stanu wewnętrznego wrzenia, z którego powstaje wielkie przeobrażenie. Taki stan czarnego pijaństwa jest koniecznym warunkiem zrozumienia dlaczego ktoś pragnąłby natychmiastowego końca tego świata. To nie w świetlistym pijaństwie ekstazy niebiańskie wizje porywają swą wspaniałością wznosząc cię ku czystości sięgającej niematerialności, a w obłąkańczym, niebezpiecznym, rujnującym i wymęczającym czarnym pijaństwie, w którym śmierć ukazuje się ze straszliwą pokusą swych koszmarnych wężowych oczu. Doświadczyć takich wrażeń i obrazów oznacza być tak blisko samej esencji rzeczywistości, że zarówno życie jak i śmierć zrzucają swe iluzje, przybierając w tobie najdramatyczniejszą z form. Wyniosła agonia łączy życie i śmierć w straszliwym wirze. Życie jako powolna agonia na swej drodze ku śmierci to nic innego jak kolejna manifestacja demonicznej dialektyki życia, w której formy rodzą się tylko po to, by być niszczone…

Poczucie nieodwołalnego, które jawi się jako nieuchronna konieczność podążania wbrew swym wewnętrznym tendencjom, pojąć można tylko poprzez demoniczność czasu. Przekonanie, że nie ma ucieczki przed nieubłagalnym losem i że czas nie może uczynić nic innego niż odsłonić ten dramatyczny proces rozpadu, jest wyrazem nieodwołalnej agonii. Czyż nicość nie jest wówczas zbawieniem? Lecz jak zbawienie może leżeć w nicości? Jeśli zbawienie jest niemal niemożliwe przez istnienie, jak miałoby być możliwe przez całkowity brak istnienia?

Czy to możliwe, by istnienie było naszym wygnaniem a pustka naszym domem?

Cioran, Na szczytach rozpaczy
tłumaczenie: Ireneusz Kania

poniedziałek, 10 listopada 2014

Tylko ciąg aktów bez agensa, tylko bezimienny pochód doznań, czyli Cioran o Cioranie


Gorliwy w osłabianiu, w redukowaniu do zera swych pożądliwości, zdołał tylko je popsuć, odrzeć ze wszystkiego, co było w nich zdrowe i stymulujące; ot, sfrustrowane i wykoślawione drapieżne zwierzę żałujące swych dawnych instynktów. Stępiały mu pazury, ale nie chęć ich użycia, toteż cała jego gwałtowność przekształciła się w rozpacz (ponieważ rozpacz to nic innego niż stłamszona, upokorzona agresywność pozbawiona możności wykazania się).

Zaczął od sabotowania swych namiętności; potem przyszła kolej na wyrzeczenia. Proces ten był nieuchronny. Możliwe, że głęboko zasadna była objawiona mu prawda, która stała się dla niego dewizą: przylgnięcie do czegokolwiek zakrawa na dziecinadę albo obłęd – maksyma, w którą może jeszcze wierzy, ale która przecież jest okrutna i nie do zniesienia. Umożliwia trwanie, ale nie istnienie, wchodzi w skład owych pewników, z których człowiek nigdy nie może się podźwignąć.

Z natury wojowniczy i kłótliwy, nie wadzi się już ani nie kłóci z nikim, przynajmniej nie z innymi. Przeznaczone im ciosy wymierza samemu sobie, sam je przyjmuje. Celem stało się dlań jego Ja. Ja? Jakie Ja? Nie ma już w kogo bić, nie ma ofiary ani podmiotu, jest tylko ciąg aktów bez agensa, tylko bezimienny pochód doznań.

Wyzwolony? Zjawa? Łachman?

Cioran, Zły demiurg
tłumaczenie: Ireneusz Kania
s. 102-103

Opróżnijmy świadomość ze wszystkiego, co w sobie mieści


Opróżnijmy świadomość ze wszystkiego, co w sobie mieści, z wszechświatów, jakie za sobą wlecze, oczyśćmy ją razem z postrzeżeniami, ograniczmy się do gołej próżni, zapomnijmy wszystkie kolory – prócz tego, który je neguje. Jakiż spokój z chwilą unieważnienia różnorakości, umknięcia golgocie niuansu, skoku w otchłań jednorodności! Świadomość jako czysta forma, potem nawet brak świadomości.

Ażeby uciec od tego, co nie do wytrzymania, poszukajmy sobie wysmyku, drogi wyjścia, strefy, gdzie żadne doznanie nawet nie raczy przyjąć nazwy, a żadna zachcianka – przyoblec się w konkretny kształt; odzyskajmy pierwotny stan spoczynku, zlikwidujmy przeszłość razem ze wstrętną pamięcią, a zwłaszcza świadomość – naszą odwieczną nieprzyjaciółkę, której misją jest zubożyć nas i zużywać. Za to nieświadomość jest pożywna, wzmacniająca, dająca nam przystęp do naszych początków, do pierwotnej integralności. To ona znów pogrąża nas w błogosławiony chaos sprzed owej rany, jaką była indywiduacja.

Cioran, Zły demiurg
tłumaczenie: Ireneusz Kania
s. 113-114

Na Wschodzie wiedziano o tym zawsze


Mędrzec (na Wschodzie wiedziano o tym zawsze) odmawia robienia planów, nigdy nie projektuje. Byłbyś zatem kimś na kształt mędrca... Prawdę mówiąc, konstruujesz projekty, ale czujesz wstręt do ich realizacji. Im pilniej przemyśliwasz nad którymś z nich, z tym większą ulgą – nieraz granicząca z ekstazą – go porzucasz.

Projektowanie jest następstwem niewiedzy; wszyscy żyją projektami i z projektów. To omroka metafizyczna na skalę całego gatunku. Dla nieomroczonego stawanie się, a tym bardziej wszelki akt włączający się w jego nurt, jest tylko wabikiem i oszukaństwem rodzącym jeno odrazę bądź trwogę.

Naprawdę liczy się tylko to, by zrozumieć, nie zaś produkować. A zrozumieć to znaczy zorientować się, w jakim stopniu ktoś doznał rozbudzenia, ile nierzeczywistości potrafi dostrzec w każdym zjawisku.

Cioran, Zły demiurg
tłumaczenie: Ireneusz Kania
s. 111

niedziela, 9 listopada 2014

Stan wyrzeczenia – sedno tajemnicy radości


Ideałem byłoby utracić w sposób bezbolesny upodobanie do istot i rzeczy. Powinniśmy co dnia wyrzekać się czegoś lub kogoś, tym sposobem oddając mu cześć. Taką metodą, dokonując przeglądu pozorów i odprawiając je kolejno, jeden po drugim, osiągnęlibyśmy stan wiecznego i całkowitego wyrzeczenia, samo sedno tajemnicy radości. Wszystko, co zawłaszczamy – wszelka wiedza nawet bardziej niż nabytki materialne – tylko karmi nasz niepokój. Za to jakież uspokojenie, jakaż jasność, gdy ustaje owa frenetyczna pogoń za dobrami, nawet duchowymi! Powiedzieć „ja” - to sprawa poważna, „moje” - jeszcze poważniejsza, bo świadczy o upadku naprawdę zbyt głębokim, o zwiększeniu się naszej niewoli w świecie. Pocieszeniem jest myśl, że nie posiadamy nic, że jesteśmy niczym; pociecha zaś najwyższa kryje się w zwycięstwie nawet nad tą myślą.

Niepokój tak ściśle przylgnął do bytu, że jeśli chce się zwyciężyć siebie, musi się odeń oderwać. Może tęskni do spoczynku w Bogu? Cel ten osiąga o tyle, o ile On przewyższa byt albo przynajmniej zawiera strefę, w której byt rozcieńcza się, rzednie. Tam właśnie niepokój, pozbawiony już punktu zaczepienia, wyzwala się i zbliża do owych rubieży, gdzie Bóg, likwidując ostatecznie resztki swego bytu, otwiera się na pokusę pustki.

Cioran, Zły demiurg
tłumaczenie: Ireneusz Kania
s. 110