Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ajahn Sumedho. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ajahn Sumedho. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 stycznia 2013

Medytacja z Ajahnem Sumedho 36

Jak wielu z was czuje, że ma misję do spełnienia? Coś, co musicie wykonać, pewien rodzaj ważnego zadania, wyznaczonego wam przez Boga, los czy cokolwiek innego? Ludzie często dają się pochwycić w pogląd bycia kimś z misją. Kto potrafi być tylko w zgodzie z rzeczami, jakimi są, ciałem które rośnie, starzeje się i umiera, ograniczając się do oddychania i bycia świadomym? Możemy praktykować życie w obrębie moralnych wskazań, czynić dobro, reagować na potrzeby i doświadczenia, żyć z uważnością i mądrością - ale nie ma nikogo, kto musiałby coś robić. Nikogo z misją, nikogo specjalnego, nie stwarzamy osoby czy świętego czy awatara czy tulku czy mesjasza czy Maitrei. Nawet jeżeli myślisz: "Jestem nikim", nawet będąc nikim jest się kimś w tym życiu, czyż nie? Możesz być tak samo dumny z bycia nikim jak z bycia kimś, i tak samo uległy złudzeniom przywiązania do bycia nikim. Ale czymkolwiek jest to w co wierzysz, że tym jesteś, że jesteś nikim, albo kimś z misją, albo nonsensem i brzemieniem dla świata, lub w jakikolwiek inny sposób jeszcze widzisz samego siebie, obecne jest tam poznawanie, widzenie wstrzymania takiego poglądu.

Poglądy powstają i zanikają, czyż nie? "Jestem kimś, ważną osobą, która ma misję w życiu": to powstaje i zanika w umyśle. Zauważ zakończenie bycia kimś ważnym czy bycia nikim czy czymkolwiek - wszystko to powstaje i zanika, nieprawdaż? Wraz z widzeniem powstawania tego i zaniku, pojawia się wolność od chwytania się poglądu bycia kimś z misją czy bycia nikim. To zakończenie całej masy cierpienia, potrzeby rozwijania czegoś, bycia kimś, zmiany czegoś, doprowadzenia wszystkiego do porządku, usunięcia wszystkich skalań, czy zbawienia świata. Nawet najwyższe ideały, najlepsze myśli mogą być widziane jako rzeczy które powstają i zanikają w umyśle.

Możecie myśleć, że to bezpłodna filozofia życia, ponieważ jest znacznie więcej serca i uczucia w byciu kimś, kto zamierza zbawić wszystkie świadome istoty. Ludzie poświęcający siebie, mający misję i pomagający innym, mający ważne rzeczy do zrobienia, są inspirujący. Ale kiedy postrzegacie to jako rzeczy, dhammy, widzicie ograniczenia tych inspiracji i ich wstrzymanie. Jest w tym dhamma tych aspiracji i działań raczej, niż ktoś kto stał się kimś czy przymus zrobienia czegoś. Całe to złudzenie jest puszczone i to co pozostaje to czystość umysłu. Wtedy reakcja na doświadczenia pochodzi z mądrości i czystości raczej niż za osobistego przekonania i misji, z jej poczuciem jaźni, mnie i innych, i wszystkich tych komplikacji pochodzących ze wzoru tego złudzenia.

Czy możecie temu zaufać? Czy możecie zaufać puszczeniu wszystkiego i nie byciu kimkolwiek, nie posiadaniu żadnej misji, braku potrzeby stania się kimkolwiek? Czy możecie temu rzeczywiście zaufać, czy też odnajdujecie, że wzbudza to w was lęk, czy przygnębienie? Może rzeczywiście chcecie inspiracji. "Powiedz mi, że wszystko jest w porządku; powiedz, że rzeczywiście mnie kochasz; że to co robię jest słuszne i buddyzm nie jest egoistyczną religią gdzie oświecasz się dla samego siebie; powiedz mi, że buddyzm ma na celu zbawienie wszystkich czujących istot. To właśnie to do czego zmierzasz, Ajahnie Sumedho, prawda?" 
 
Na co wskazuję, to czym jest inspiracja, jako doświadczenie. Idealizm: nie próbuję tego negować czy osądzać w żaden sposób, ale dokonać refleksji, by poznać zawartość umysłu, i jak łatwo możemy dać się zwieść przez nasze własne idee i szczytne ideały. I spostrzec jak bardzo niewrażliwymi, okrutnymi i nieuprzejmymi możemy być, przywiązując się do naszych poglądów na bycie uprzejmym i wrażliwym. To miejsce gdzie rzeczywiście odbywa się prawdziwe dociekanie Dhammy.
Pamiętam moje własne doświadczenie, zawsze miałem pogląd, że byłem kimś specjalnym, na pewien sposób. "Cóż, musiałem być specjalną osobą. Już jako dziecko fascynowałem się Azją i jak tylko mogłem, zacząłem uczyć się chińskiego na uniwersytecie, zatem z pewnością muszę być reinkarnacją kogoś kto był związany z orientem".

Ale rozważ taką refleksję: bez względu na to ile znaków bycia specjalnym czy też dotyczących poprzednich egzystencji mógłbyś zapamiętać, czy usłyszeć głos Boga, czy przesłanie z kosmosu, cokolwiek - nie negując tego, że te rzeczy mogą być realne - są one nietrwałe. Są anicca, dukkha, anatta. Dokonujemy nad nimi refleksji, takimi jakimi są - pojawiającymi się i zanikającymi: przesłanie od Boga jest czymś co się pojawia i znika w twoim umyśle, czyż nie? Bóg nie mówi do ciebie zawsze i stale, chyba, że uznamy ciszę za głos Boga. Zatem nie mówi to nic specjalnego, czyż nie? Możemy to nazwać jakkolwiek, możemy to nazwać głosem Boga czy boskości, czy brzmieniem kosmosu czy szumem przepływającej przez uszy krwi. Ale czymkolwiek to jest, może to być użyte dla rozwinięcia uwagi i refleksji - oto na co wskazuję, jak używać tych rzeczy bez czynienia ich czymś wspierającym osobowość.

sobota, 19 stycznia 2013

Ajahn Sumedho - anatta

Unikalność podejścia Buddy to anatta, realizacja nie-ja. Specyficzny styl refleksji w strukturach takich jak Cztery Szlachetne Prawdy i paticcasamuppada, zmienia sposób myślenia, od poglądu na jaźń czy duszę i mnie jako absolutu - do anatta - nie-ja.

Problem leży w fakcie, że nie-ja brzmi jak anihilacja, czyż nie? I to co przeraża ludzi w Nauce Buddy, to, że to "nie-ja" czy "bezduszność" brzmi jak absolutna pozycja, którą trzeba przyjąć jako buddysta. Ludzie, którzy nienawidzą Boga i czują resentyment do chrześcijaństwa, mogą stać się buddystami ponieważ moją coś przeciw Bogu, duszy, winie i grzechowi. Rzeczywiście chcą by Nauka Buddy była rodzajem ateistycznej filozofii i totalnego odrzucenia całego chrześcijańskiego doświadczenia. Ale tym oczywiście Nauka Buddy nie jest. Dhamma nie jest ateistyczna czy nihilistyczna. Budda zadbał bardzo o to, by uniknąć takich ekstremalnych pojęć.

Zamiast tego, jego Nauka jest bardzo zręcznie i troskliwie skonstruowaną psychologią. Jej celem jest pomóc nam dostrzec, przejrzeć przez i puścić wszystkie nawykowe przywiązania - postawy zrodzone z ignorancji, lęku i pragnienia - kreujące to iluzoryczne poczucie "ja". Zatem, przez 2530 lat aż do teraz, Nauce Buddy udało się przetrwać i utrzymać jej czystość. A to z powodu bardzo jasnego podejścia. Jest Sangha żyjąca i podporządkowana dyscyplinie Vinayi, i są nauki Dhammy.

Jeżeli we właściwy sposób tego użyjemy, możemy zobaczyć cierpienie i ból jaki tworzymy kierowani tymi iluzjami na temat samych siebie. Nie próbujemy stworzyć iluzji, że nie ma żadnego "ja". Ważny punkt, to nie popaść z iluzji "ja" w iluzję "nie ma ja", ale raczej by dociekać i kontemplować i mieć wgląd, by zrealizować niezmienną prawdę, każdy musi dokonać tego sam dla siebie.
Każdy z nas ma swe własne unikalne doświadczenie - nie doświadczamy dokładnie tych samych rzeczy. Mamy różne wspomnienia, doświadczenia i nawyki. A jednak zawsze odnosimy tą nieskończoną różnorodność doświadczenia do nauk Dhammy, tak by nie popaść w totalnie subiektywne interpretacje. Stosujemy Dhammę do naszego doświadczenia ażeby móc komunikować i rozumieć je w kontekście szerszym niż nasza osobista subiektywność.

Często miejscem gdzie ludzie schodzą na manowce w praktyce, są religijne doświadczenia, gdy interpretowane zbyt subiektywnie. Nie są przedstawiane w ten sposób, który umożliwiałby komunikację. Stają się unikalnymi osobistymi doświadczeniami raczej, niż uniwersalnymi realizacjami. Tak było w przypadku chrześcijański gnostyków, skończyło się to wszelkiego rodzaju bardzo dziwnymi subiektywnymi interpretacjami mistycznego doświadczenia. Każdy gnostyk miał swój własny sposób mówienia, zatem KK tego czasu powiedział: "To szaleństwo!" i zastopował to wszystko. Ale Budda ustanowił pełen sposób myślenia i ekspresji nauk, który jest dokładnie taki sam i dziś. Nie zmieniamy i nie zniekształcamy tego by pasowało to do naszego osobistego doświadczenia. Mierzymy nasze doświadczenie używając Dhammy, ponieważ te nauki są tak dobrze przedstawione, że pokrywają wszystko.

W kontemplacji paticcasamuppady dochodzimy do zgody jak jej terminy odnoszą się do doświadczenia. Kiedy pierwszy raz czytasz paticcasamuppadę, zupełnie nie wiesz o co w tym chodzi. "Z ignorancją jako warunek ..." No to co? Co to oznacza? Wyobrażasz sobie, że musi to być bardzo głębokie i prawdopodobnie zabierze całe życie studiowania Pali by to zrozumieć. Zatem kończysz, odkładając to na bok.

W kręgach buddyjskich Cztery Szlachetne Prawdy są często komentowane: "Och tak, podstawowy buddyzm. Tak ... a teraz przejdźmy do rzeczywiście zaawansowanej Madhyamiki!" Lub "Co powiedział Dogen?" czy "Milarepa jest absolutnie fascynujący, czyż nie?" i myślisz: "Cierpienie, Powstanie, Wstrzymanie i Ścieżka", tak, wiemy o tym, teraz przejdźmy do czegoś poważniejszego".
I tak, Cztery Szlachetne Prawdy mają tendencje do stawania się w oczach buddystów bezrefleksyjnymi wierzeniami. Ludzie nie dociekają ich, ani nie używają, ponieważ same w sobie te nauki nie wydają się być zbyt atrakcyjne, czyż nie? Cierpienie, Powstanie, Wstrzymanie i Ścieżka, nie są to inspirujące rzeczy, ponieważ są raczej naukami praktycznymi i to dlatego używamy ich: ponieważ ten szczególny rodzaj myślenia i kontemplowania jest psychologicznie ważny.

Z tym, możemy zacząć rozumieć to czego nigdy nie widzieliśmy i nie rozumieliśmy przedtem. Podążając tą drogą praktyki, faktycznie rozwijasz swój umysł i inteligencję w sposób jaki się to rzadko czyni. Nawet najbardziej zaawansowani i wyedukowanie ludzie w rzeczywistości nie trenują swych umysłów w tym szczególnym sposobie refleksji i kontemplacji. Myślenie racjonalnie cieszy się prestiżem. Ale by zrozumieć czym jest racjonalność, jako funkcja umysłu, do tego potrzebujesz refleksji nad naturą umysłu. Co się właściwie dzieje? O co tu chodzi? I oczywiście, te pytania są pytaniami dotyczącymi egzystencji, czyż nie? Egzystencjalne pytania: "Dlaczego się urodziłem?" "Czy życie ma sens?" "Co się stanie ze mną gdy umrę?" "Czy to absurd, ledwie kosmiczny przypadek?" "Czy jest tu relacja z czymś głębszym, czy to zaledwie tylko to co się przejawia i po tym, koniec?"

Mamy wielkie problemy z odnalezieniem sensu w życiu i odniesieniu tego do czegoś ponad ledwie materialny świat. I tak, materializm staje się dla nas rzeczywistością. Kiedy badamy przestrzeń, to zawsze na materialnym planie. Chcemy statkami kosmicznymi dostać się na księżyc, ponieważ zgodnie z poglądem materialistycznym to jest rzeczywistością. Zachodniemu materializmowi brakuje subtelności i wyrafinowania, ściąga nas w dół na bardzo toporny poziom świadomości, gdzie rzeczywistość sprowadza się do widzialnego materialnego obiektu, a emocje są negowane jako nie istotne, będąc subiektywnymi. Nie możesz zająć się mierzeniem emocji elektronicznymi instrumentami.

Ale emocje oczywiście są bardzo realne, dla każdego z nas indywidualnie - to co czujemy jest w rzeczywistości dla nas bardziej ważne niż naukowa obiektywna obserwacja. Nasze lęki i pragnienia i nienawiści i aspiracje są tym co rzeczywiście czyni nasze życie szczęśliwym lub żałosnym. A jednak są one ignorowane przez współczesny materializm, gdzie przedkłada się ponad to świat bazujący na zmysłowej przyjemności, materialnym bogactwie i racjonalnym myśleniu, tak że życie duchowe dla wielu ludzi wydaje się być po prostu iluzją. Nie możesz zmierzyć go przy pomocy komputera czy przeegzaminować elektronicznymi instrumentami.

A jednak w przed-naukowej europejskiej cywilizacji, duchowy świat był światem realnym, jak myślisz, w jaki sposób ludzie wznosili katedry? I sztuka - wszystko to wyszło z rzeczywistego poczucia duchowych aspiracji, ludzi połączonych z czymś ponad materialnym światem. Duchowa prawda jest czymś co każdy musi zrealizować sam. Prawda jest samorealizacją, ostateczną subiektywnością. I Budda bierze subiektywność w same centrum wszechświata, milczący punkt, gdzie podmiot nie jest podmiotem jako osoba. Ten punkt ciszy nie jest kimś bądź czymś.

W medytacji przemieszczasz się w jego kierunku. Puszczasz wszystkie te przywiązania do zmiennych warunków materialnego świata, emocjonalnego planu, intelektualnego planu, symbolicznego planu, astralnego planu. Wszystko to zostaje puszczone aby zrealizować punkt ciszy, milczenie. To puszczenie nie jest anihilacją czy odrzuceniem, ale daje ci perspektywę do zrozumienia całości. Nie możesz zrozumieć całości z miejsca gdzie jesteś kształtowany przez okoliczności, gdzie wpadasz w wir. Być w wirze wydarzeń oznacza że jesteś zagubiony w przywiązaniu do wszystkich rzeczy, które wirują. To nazywa się samsarą, gdzie kołujesz w kręgu i nie umiesz uzyskać żadnej perspektywy na swą sytuację. Nie posiadasz umiejętności zatrzymania się i obserwowania, ponieważ zostałeś pochwycony w cyrkularny ruch.

Celem medytacji na sposób Czterech Szlachetnych Prawd i paticcasamuppady jest zatrzymanie tego wirowania umysłu. Trwanie w ciszy, nie jako sposób atakowania uwarunkowanego świata ale aby zobaczyć perspektywę. Nie anihilujesz tego ani nie krytykujesz, próbując się wydostać z tego przez awersję czy strach przed tym. Ale dostajesz się do centrum, do punktu gdzie widzisz samsarę taką jaką jest i znając nie jesteś przestraszony ani nie dajesz się zwodzić. I to robimy w obrębie limitacji naszego osobistego doświadczenia. I tak, możemy powiedzieć: "Każdy dla samego siebie", ponieważ tak to właśnie wygląda, gdy tu siedzimy. A jednak ten punkt ciszy nie jest w umyśle, ani w ciele. Oto gdzie jest nieopisane. Umysł czy punkt ciszy nie jest punktem w mózgu. Realizujesz to uniwersalne milczenie, ciszę, jedność gdzie wszystko inne jest refleksją widzianą w perspektywie. Osobowość, działanie, różnice, różnorodność i wszystkie te rzeczy, już dłużej nas nie zwodzą, ponieważ już dłużej się ich nie chwytamy.

Gdy coraz głębiej i głąbiej egzaminujemy umysł, wraz z refleksją i kontemplacją nad nim, uczeniem się od niego, zaczynamy realizować ciszę umysłu, która jest zawsze obecna, ale której większość ludzi nie zauważa. Ponieważ życie samsaryczne jest tak pełne pośpiechu, tak zabiegane, że wpadamy w wir. Nawet choć punkt ciszy jest zawsze tutaj, nigdy nie jest widziany, aż do czasu gdy raczej zaczniesz trwać w ciszy niż wirować zgodnie z okolicznościami.
To nie tak, że cisza jest czymś do czego trzeba się przywiązać! Nie próbujemy stać się ludźmi cichymi - po prostu siedząc tutaj w ciszy, niczego nie czując. Wiem, że pewni z was przybyli tutaj i tworzą swój osobisty świat, który możecie zamieszkiwać przez godzinę medytacji. Ale to nie jest droga ku końcu cierpienia; ten subiektywny i osobisty świat jest bardzo zależny od specyficznego układu rzeczy. Jest tak nietrwały i efemeryczny, że ulega destrukcji przy najmniejszym wstrząsie. Oczyszczony świat spokoju jest tak miły, tak wyciszający - i wtedy ktoś się poruszy. Komuś zaburczy w brzuchu, ktoś zachrapie! To obrzydliwe, czyż nie, gdy toporne funkcje cielesne przeszkadzają nam podczas tych subtelnych uspakajających stanów.

Ale czy cisza jest spokojem? Nie jest konieczne byśmy byli spokojni, lecz cisza jest obecna gdy potrafimy zaufać trwaniu w milczeniu raczej niż podążaniu za naszymi kompulsywnymi tendencjami. My wszyscy mamy tendencję do myślenia, że musimy coś zrobić; tak jesteśmy uwarunkowani, na robienie rzeczy; nawet medytacja staje się jakimś rodzajem przymusowej aktywności w którą jesteśmy zaangażowani. "Rozwiń to ... rozwiń tamto ... Muszę rozwinąć moje samadhi, i muszę rozwinąć jhany". Nie przychodzisz tu po prostu i siedzisz, przychodzisz tu i rozwijasz! Oto jak myślimy! Czujemy się winni, gdy niczego nie robimy, nie czynimy postępu, nie rozwijamy, nie dostajemy się nigdzie. A jednak, być zdolnym do przyjścia tutaj i siedzenia w ciszy, nie jest bardzo łatwą rzeczą, czyż nie? Jest znacznie łatwiej uczynić wielkie projekty dotyczące rozwoju medytacji, plany pięcioletnie i tym podobne. Jednak kończy się to zawsze na punkcie ciszy: rzeczy takich jakimi są.

Ze zrozumieniem, coraz bardziej i bardziej pojawia się zdolność puszczenia pragnienia rozwoju i stania się czymkolwiek. I z tym jak umysł staje się wolnym od tego pragnienia stawania się i uzyskiwania, osiągania czegoś, zaczyna się odsłaniać Prawda. Jest ona zawsze obecna, tutaj i teraz. To sprawa bycia zdolnym do otwartości i wrażliwości, w taki sposób, że Prawda się odsłania. Nie jest to coś co jest odsłaniane od zewnątrz. Prawda jest zawsze obecna, ale nie dostrzegamy jej, gdyż jesteśmy pochwyceni przez idee osiągania,"mnie" muszącego coś zrobić, "mnie" muszącego coś osiągnąć.

Budda uczynił ten bezpośredni atak na "mnie" i "moje". To jedyna rzecz która cię blokuje. Przeszkodą jest przywiązanie do poglądu-ja, oto gdzie leży problem! Jeżeli potrafisz przejrzeć przez ten pogląd, puścić go, wtedy zrozumiesz resztę. Nie potrzebujesz wiedzieć wszystkich tych opracowanych ezoterycznych formuł. Nie musisz nieskończenie wchodzić w kompleksowość, puść tylko pogląd wspierany przez ignorancję, sakkaya-ditthi.

Dostrzeż i poznaj i zrozum drogę puszczenia, nie przywiązania. Wtedy Prawda sama się odsłoni, gdziekolwiek jesteś, każdego czasu. Ale dopóki tego nie zrobisz, będziesz zawsze pochwycony w tworzenie problemów i komplikacji.

Avijjapaccaya sankhara; sankharapaccaya viññanam;
viññanapaccaya namarupam; namarupapaccaya salayatanam;
salayatanapaccaya phasso; phassapaccaya vedana;
vedanapaccaya tanha; tanhapaccaya upadanam;
upadanapaccaya bhavo; bhavapaccaya jati; jatipaccaya jaramaranam-soka-parideva-dukkha-domanassupayasa.


Wszystko to oznacza, że jeżeli trwasz przy byciu przywiązanym do iluzji "ja", do chciwości, nienawiści i złudzenia, to co osiągniesz na końcu to starość, chorobę i śmierć, smutek, żal i rozpacz i niepokój. To wszystko co osiągniesz przez resztę swojego życia: dość mdła perspektywa!

Ale możesz się uwolnić tutaj i teraz, przez Właściwe Zrozumienie, widzenie rzeczy we właściwy sposób. Poznanie Prawdy jest możliwe, poznanie w którym już dłużej nie ulegasz złudzeniu przez manifestacje i nawyki, czy otaczające nas warunki.

sobota, 12 stycznia 2013

Medytacja z Ajahnem Sumedho 35

Pewni z was prawdopodobnie powiedzą: "Cóż, nie jestem gotowy jeszcze na takie coś. To czego nauczasz jest dla zaawansowanych uczniów. Ja tam potrzebuję po prostu nauczyć się jak być dobrym mnichem, dobrą mniszką". To w porządku, naucz się jak być dobrym mnichem czy mniszką, ale również połącz to z byciem przytomnym. Rzecz nie w próbowaniu skomplikowania ci jeszcze bardziej życia przez zaadoptowanie nowej roli, ale w nauczeniu się obserwowania jak ograniczenia tej formy powodują nasz opór, zadowolenie, przywiązanie i awersję, dostrzeżeniu, że wszystkie te reakcję są jak to. W ten sposób wychodzisz poza dualistyczną strukturę myśli i uwarunkowanych fenomenów. Twoje schronienie jest w Nieśmiertelnym, nieuwarunkowanym - w samej Dhammie raczej, niż czyimś poglądzie na Dhammę.
Przez lata rozwijałem tą przytomność, także teraz doświadczam świadomości jako bardzo rozszerzonej. Jest tu olbrzymia przestrzenność w której mogę spocząć. Warunki które doświadczam, zarówno fizyczne jak i emocjonalne, są odzwierciedlane w tej przestrzenności, są przez nią wspierane, zezwala im się na bycie. Gdybym nie rozwinął tej przytomności, byłoby ciężko, ponieważ zawsze zmagałem się ze swoimi uczuciami. czasami w Sandze dzieje się dobrze, ludzie mówią, że lubią Amaravati i chcą pozostać mnichami i mniszkami do końca życia, i że wierzą iż buddyzm theravady jest jedyną drogą. Wtedy nagle zmieniają zdanie, mówiąc, że mają tego wszystkiego dość, i chcą przejść na inną religię. Wtedy odczuwa się przygnębienie (...).

*
Rozmyślając nad czasem, przyszłością, nieznanym: jedziecie do domu dzisiaj, jutro pójdziecie do pracy, ale te rzeczy jeszcze się nie wydarzyły. To nie pamięć, to możliwość, oczekiwanie, antycypacja. Ale to mentalne stany, które tworzymy tu i teraz. Oczekiwanie czy antycypacja są jak to. Możesz obawiać się jutra, albo możesz wiązać z nim nadzieje. W terminach tego momentu tutaj i teraz, jutro jest nieznane. Zatem jest tu poznawanie, znanie nieznanego. Czy poznawanie mentalnego stanu antycypacji czy oczekiwania, czy zakładanie, że jutro będzie takie czy takie. I tak, te projekcje w przyszłość, wszystkie są mentalnymi formacjami, które tworzymy teraz.

Przeszłość jest pamięcią, zatem wspomnienia z tego odosobnienia są tylko wspomnieniami. Wspomnienia przychodzą i odchodzą, są bardzo efemeryczne. Zapamiętywanie jest warunkiem, który powstaje i zanika. Nie ma substancji. I tak, przeszłość jest pamięcią. Pamiętamy przeszłość, taki jest ludzki umysł. Mamy pojemną pamięć, pamiętamy rzeczy które zdarzyły się wiele lat temu. Niektórzy ludzie tracą swoją pamięć, są nadal świadomi, ale całe bezpieczeństwo pochodzące z wierzenia i zależności od pamięci, odeszło. Spoczynek i bycie obecnym jest wyzwoleniem - tutaj i teraz. To nie ma związku z pamięcią czy przeszłością czy przyszłością. Uzyskałem całkiem spory wgląd, kontemplując czas. Tutaj i teraz, czym jest wczoraj? Pamięcią. I tak, tylko wskazuję na to jakimi rzeczy są. Nie neguję ani nie osądzam niczego co pamiętam o dniu wczorajszym. Nic z tego nie robię. Po prostu rozpoznaję czym jest wczoraj w terminach Dhammy.

Rozważmy to w terminach relacji z innymi ludźmi. Wrócę do klasztoru w Chithurst - ale czym jest Chithurst właśnie teraz? To pamięć, czyż nie? Percepcja. Pamiętam "Chithurst". Mam długą wspólną historię z Chithurst, wiele wspomnień o wprowadzeniu się tam, o zapuszczonym domu, i wszystkich tych rzeczach, które wydarzyły się tam na przestrzeni dwudziestu lat. Pańńa w tym sensie jest byciem przytomnym, drogi jaką jest, raczej, niż utrzymywaniem poglądów, opinii, i emocjonalnych reakcji na wspomnienia. czy, stosując to do ludzi: jak gdzie jest twoja matka właśnie teraz?

Ten termin "matka" jest wspomnieniem, które powstaje. Pamiętam kiedy moja matka umarła trzynaście czy czternaście lat temu. Kiedy przychodzi percepcja matki, mam wspomnienia o niej i o jej śmierci. Nawet jeżeli twoja matka jest ciągle żywa, w tym momencie w którym wspominasz swą matkę, czy jest w Londynie czy w Edynburgu? W tym momencie jest to percepcja, pamięć. W terminach relatywnego momentu, jest to percepcja, to nie matka. I tak dociekamy sposobu w jaki są agregaty. Żyjemy w świecie iluzji, pamiętając rzeczy i myśląc, że znamy ludzi ponieważ mamy o nich wspomnienia. W rzeczywistości tego momentu, to co o nich pamiętamy, jest efemerycznym warunkiem umysłu, który powstaje i zanika w obecnym teraz. Zatem, jeżeli mamy nieprzyjemne wspomnienia czy nieszczęśliwe doświadczenia z kimś, i słyszymy imię tej osoby, aktywizuje się pamięć "trudny, niemożliwy, uparty, nie mogę się z nim zgodzić". To na co patrzysz, to wspomnienia o tej osobie, nie osoba. Pamiętasz, że ta osoba jest uparta i trudna, ale to pamięć, która powstaje obecnie.

Wtedy antycypujesz spotkanie z tą osobą: "Och mamy się jutro spotkać, to będzie trudne". Ta antycypacja dzieje się teraz. Musze mieć to spotkanie jutro i wiem, że będzie ono trudne, i tak antycypuję kłopoty. Jest to właśnie takim, antycypacja, oczekiwania, nadzieja, obawa, i wszystko to - nie neguję tego, ale wkładam to w kontekst Dhammy, ustanawiając poczucie czystej obecności, paccuppanna-dhamma, tutaj i teraz. A kiedy faktycznie spotykasz osobę, jesteś z nią sam na sam. I jeżeli masz zaufanie do przytomności, wtedy nie widzisz tej osoby przez okulary wspomnień. Jeżeli formuję opinię o tobie i wtedy spotykam się z tobą, mam tendencje kierowania się tą opinią i moja reakcja na ciebie jest formą pamięci. I tak, patrzę na ciebie z pewnym zakrzywieniem wizji, zamiast przyjmować cię jakim jesteś teraz.

Kiedy wracam do mojej kuti i wspominam kogoś, to nie osoba, nieprawdaż? To pamięć. Zatem ten sposób refleksji pomaga rozbić iluzję, że ludzie trwale są tym co o nich myślimy. Jeżeli przez to przejrzymy, wtedy możemy wchodzić w relacje z innymi używając uważności raczej, niż reaktywności, uprzedzenia, zabarwionych osądów czy założeń.

*
Kiedy się rodzimy, jesteśmy świadomi dzięki formie. Przy narodzinach dziecka, jest ono odseparowane, pępowina została przecięta. To ta odseparowana forma jest świadoma. Nie stworzyliśmy tej świadomości. To nie sztuczne doświadczenie, to naturalne. Świadomość nie jest ja. Możemy mieć ochotę na powiedzenie: "Moja świadomość", ale to tylko pamięć. Świadomość jest jak to; wtedy intuicyjna przytomność ustawia nas na pozycji rozpoznania, iż ta świadomość jest wiedzą.Jest niezmierzalna, poczuciem niezmierzoności. Nie ma granic. W tym momencie, jeżeli jesteś przytomny, to świadomość operuje, nie jesteś wiązany przez to doświadczenie poszczególnej formy.

Oto gdzie jest ważne by rozpoznać czystą przytomność, świadomość i pańńa, mądrość, odkrywając sposób w jaki są. Po naszych urodzinach, rozpoczyna się proces uwarunkowania i operujemy z poziomu nawyków i ignorancji, avijja. Medytacja vipassany to użycie świadomości z mądrością. To jest to na co wskazywał Budda. Rzeczywistość świadomości. Wszyscy jesteśmy świadomi, i ta świadomość nie jest osobista, nie jest "moją świadomością" czy raczej nie jest "moja" tak długo jak nie chwytamy się tego rodzaju złudzenia. Ale to świadomy wszechświat, czyż nie?

Wszechświat jest jeden, cały wszechświat jest świadomy i to jest rzeczywistość świadomości. Zawiera ona wszystko. Ale my wychodzimy z ignorancji, nasze doświadczenie świadomości jest ograniczone do pamięci i uwarunkowania. I tak widzimy siebie jako odseparowanych i oddanych konkretnym nawykom i percepcjom, pozyskanymi po urodzeniu.

Na tym odosobnieniu zajmujemy się przebiciem przez to złudzenie. To jak obdarzanie świadomości informacjami, pańńa, mądrością. Luang Por Chah używał słowa obrom, które oznacza informować, uczyć sposobu w jaki rzeczy są, za pomocą przytomności i mądrości - tak, że nie działamy z poziomu uwarunkowanego myślenia i percepcji, które pozyskaliśmy przez avijja. Jeżeli nie rozumiemy rzeczy takimi jakimi są, nie jesteśmy przebudzeni, tworzymy iluzje i wierzymy w nie. A to oznacza, że zawsze czegoś nie dostrzegamy, coś jest nie tak, czegoś brakuje i bierzemy to osobiście. Możemy dostrzec, w jaki sposób jest coś złego z nami czy ze światem. "Dlaczego nie możemy żyć w harmonii i zlikwidować wojny?" Mamy takie ideały. "Cy nie byłoby dobrze, gdyby ...?" Czy nie byłoby dobrze, gdyby wszystko było dobrze. Ale na poziomie uwarunkowanym jak możesz domagać się by wszystko było miłe, gdy bycie miłym jest zależne od warunków. Poczucie, że jest miło musi być determinowane przez określone warunki.

I tak, sankhary, samsara, rzeczywistość uwarunkowana, jest jak to. Posiadanie ludzkiego ciała przeważnie jest irytujące. Urodziliśmy się w formie, przeznaczeniem której jest bycie poirytowaną, aż do czasu śmierci. Mam nadzieję, że to nie wprawia was w depresję. Jak długo możesz siedzieć komfortowo bez uczucia głodu i pragnienia, czy jak wiele z twego życia tracisz na próby redukcji tej irytacji? To powstaje z bycia ograniczonym do tej fizycznej formy. Jak mógłbyś kontrolować życie, byś stykał się tylko z miłymi rzeczami, kiedy nieuniknienie musisz stykać się z również z niemiłymi rzeczami?

Warunki są takie jakie są. Ale mają ten obszar od przyjemności do bólu, pełen zakres od najlepszego do najgorszego w terminach jakości teraźniejszego doświadczenia. Zatem kiedy rozmyślasz w ten sposób, nie ma sensu próbować uczynić wszystko miłym przez cały czas, ponieważ to nieuniknienie skazane jest na porażkę. To jak próbowanie zrobienia czegoś całkowicie niemożliwego, zatem po co to robić? Przebudzenie i refleksja nad drogą wyzwolenia - widzenia rzeczy takimi jakimi są, informowanie świadomości przy pomocy mądrości, przez pańńa raczej, niż przez ledwie bycie beznadziejną ofiarą własnego uwarunkowania.

Medytacja z Ajahnem Sumedho 34

Wraz z intuicyjną przytomnością, bierzemy schronienie w przebudzeniu, które jest ekspansywne, nieograniczone. Myśl i mentalne koncepcje tworzą granice. Ciało jest ograniczeniem; emocjonalne nawyki są ograniczeniami; język jest ograniczeniem; słowa wyrażające uczucia również są ograniczeniami. Radość, smutek i neutralność, wszystko to jest uwarunkowane i zależne od innych warunków. Dzięki przebudzeniu, zaczynamy rozpoznawać to, co wszystko to przekracza. Jeżeli to co teraz mówię, brzmi jak bzdury, bądź tego przytomnym. Otwórz się na fakt, że nie podoba ci się to co teraz mówię. To jest właśnie takie. To nie to, że musisz to lubić, rozpoczynasz od tego jakim to jest raczej, niż bycia zmuszonym do odkrycia tego co staram się przekazać.

Myśl oddzielania ma pewien wpływ na świadomość. Cokolwiek przytrafia się tobie teraz, jest takie, jest tym czym jest. Separacja i idea separacji jest jak to. To sprawa rozpoznawania czym to jest a nie osądzania tego co widzisz. Jak tylko dodajesz do tego coś jeszcze, staje się to czymś większym niż jest w rzeczywistości; staje się personalne, emocjonalne i skomplikowane. Ta zmysłowa rzeczywistość w której żyjemy, ta planeta Ziemia, jest jak to. Czyjeś całe życie jest nieskończonym procesem spotkań i separacji. Zwykliśmy to robić bez zauważania tego czy rozmyślania nad tym. Smutek jest naturalną reakcją na bycie odseparowanym od tego co się lubi, od ludzi których się kocha. Ale przytomność tego smutku sama w sobie nie jest smutna. Emocja jaką odczuwamy to smutek, ale kiedy emocja znajduje się w obrębie przytomności, to ta przytomność sama w sobie nie jest smutna. To samo jest prawdą gdy obecne jest myślenie dające okazję do ekscytacji czy radości. Przytomność nie ulega ekscytacji; obejmuje ekscytację. Obejmując uczucia ekscytacji czy smutku, sama przytomność nie ulega tym uczuciom. Zatem to sprawa nauczenia się by ufać tej przytomności raczej, niż podejmować niekończące się walki z powstającymi uczuciami, jakiegokolwiek rodzaju.

Czy zauważyłeś kiedykolwiek, że nawet kiedy jesteś w stanie totalnego pomieszania, ciągle jest tam coś co nie ulega pomieszaniu? Jest tam przytomność pomieszania.

piątek, 11 stycznia 2013

Medytacja z Ajahnem Sumedho 33

Uważność, kiedy rozpoznajesz i kultywujesz ciszę, nie jest sprawą jakiegokolwiek osądzania. Nie potrzebuje aprobaty czy dezaprobaty, dualizmu ocen w terminach prawdy czy fałszu, właściwego czy błędnego. jest tym czym jest, punktem ciszy, centrum orbitującego świata. Zatem jest to sprawa rozpoznania, realizacji, tego o czym jest Trzecia Szlachetna Prawda; wstrzymania cierpienia, nirodha. Buddyzm theravada, zwłaszcza nauki vipassany na Zachodzie, czasami prowokują mnie do zastanawiania się właściwie jak często ludziom udaje się zrealizować niewzruszoność czy wstrzymanie. Ci ludzie często przechodzą do innych tradycji, jak zen, czy dzogczen. całkiem sporo ludzi związanych z vipassaną w Ameryce, uczęszcza obecnie na odosobnienia dzogczen. Nie znam się zbytnio na dzogczen, ale jest to o przestrzenności i Nieśmiertelności, czy nieuwarunkowanym, o rozpoznaniu tego. Kiedy pytasz ludzi, którzy praktykowali vipassanę, mówią: "No cóż, notowaliśmy wszystko, zauważaliśmy to, zauważaliśmy tamto", i to tak ich zajęło, że nigdy, jak się wydaje, nie mieli realizacji, gdzie nie zauważasz niczego, gdzie nie nazywasz doświadczenia ani nie próbujesz zanotować każdego subtelnego ruchu, każdego drgnięcia, każdej zmiany, która wydarza się w uwarunkowanym umyśle, rozpoznając nieskończoną przestrzeń czy niewzruszoność kryjącą się za wszystkimi tymi zmiennymi warunkami. jakoś tak się dzieje, że ten paradygmat czterech Szlachetnych Prawd, jest bardzo rzadko praktykowany.

Jest tyle stylów praktyki medytacji opartych na Abhidhammie, używających stopni - siedem stopni czystości i poziomów oświecenia - formuł takich jak to. Luang Por Chah używał Czterech Szlachetnych Prawd jako sposobu refleksji nad codziennym życiem w klasztorze. Trzecia i Czwarta Prawda są w rzeczywistości jak dzogczen, gdyż to tam ma miejsce realizacja. To kultywacja przytomności poza jakąkolwiek zmianą, toporną czy subtelną, i to jest ostateczna prostota. Kiedy wchodzisz w te wszystkie subtelności mentalnego uwarunkowania, nie ma to końca. To się kontynuuje, ponieważ taka jest właśnie natura uwarunkowanej rzeczywistości, rozróżnianie, zmiany, ruch, toporne i subtelne. Ciało jest całkiem toporne, zatem jest bardziej oczywiste. Oddech jest nieco bardziej subtelny, i jeżeli skoncentrujesz się na oddechu, stanie się on niezwykle oczyszczony. Czasami znika, jakbyś wcale nie oddychał, pełne wyciszenie.

Moim celem było osiągnięcie poziomu, gdzie znika oddech. Myślałem, że to osiągnięcie. Ale wtedy zacząłem zauważać, że jestem zdominowany przez chęć tego oczyszczonego stanu, tego spokoju. I czułem się sfrustrowany i poirytowany topornością życia, ponieważ w klasztorze musisz wykonywać całkiem sporo topornej pracy*. To nie była praca z komputerem; nie była tak subtelną. To zamiatanie, czyszczenie, noszenie wody ze studni i wykonywanie innych mało subtelnych prac. Chciałem oczyszczonych stanów, ponieważ lubiłem je. Lubiłem zmysłową deprywację, gdzie wszystkie te toporne aktywności czy bodźce znikają, i gdzie tylko uczysz się trwać wraz z coraz subtelniejszymi i oczyszczonymi stanami mentalnymi, stając się spokojnym i wyciszonym.

Wtedy zaszczeka pies albo zegar wybije godzinę. Często zdarzało mi się wściekać z tego powodu. W tajlandzkich klasztorach kochają te wybijające godziny zegary w sala, także ludzie ofiarowują rzeczywiście wyszukane zegary, niektóre pokryte masą perłową, a wszystkie one niezsynchronizowane, i stąd brało się to całe dzwonienie. "Nie mogę tu praktykować, muszę wrócić do mojej kuti. To tak irytujące, i tak w ogóle dlaczego zwalają na te zegary?" wchodziłem w jedną z tych faz: "Nie lubię tego. Nie powinni na to zezwolić". I obserwowałem to. Nie było to zbyt miłe ani spokojne, być zawsze nastawionym w ten sposób, krytycznym i poirytowanym, i wtedy starając się zaaranżować życie w taki sposób, by głośne zegary i w ogóle wszystko było pod kontrolą, tak że rzeczywiście mógłbym praktykować. Wtedy zwykle umysł nachodziła jakaś obsesja. Byłem kiedyś w idealnym miejscu przez trzy miesiące, gdzie wszystko było doskonałe, oprócz mojego umysłu. Oto jestem tutaj, "Teraz rzeczywiście mogę ...." i wtedy jakiś rodzaj obsesji przenikał do świadomości, i próbowałem go wyprzeć przez jeszcze silniejszą koncentrację. Chciałem pozbyć się tych obsesyjnych myśli czy wątpliwości, wyprzeć je. Ale kiedy jesteś sam cały dzień i noc, z niczym do robienia, stajesz się zmęczonym tym wypieraniem i kontrolowaniem wszystkiego.

Zatem nacisk Luang Por Chah na przytomność był bardzo mądry, ponieważ w codziennym życiu monastycznym w Wat Pah Pong - zakładanie szat, wyjście na żebraczy obchód, mycie swojej miski, wykonywanie prac, zamiatanie, robienie szat, poranna i wieczorna puja, słuchanie mnicha wykładającego vinayę podczas gdy wszyscy wokół śpią, komary i upał - wszystko to obejmowała praktyka. Możesz zacząć rozumieć, że nie próbował tworzyć doskonałych warunków. Praktyka był raczej związana z byciem przytomnym, używaniem przytomności, rozwijaniem przytomności. Cokolwiek się zdarzało, mogłeś się z tego czegoś nauczyć: czy to z subtelnego, czy z topornego, ciała, emocjonalnych nawyków i myślącego umysłu.

* Nacisk na pracę fizyczną jako praktykę zdarza się w niektórych klasztorach w Tajlandii, dużo pracuje się klasztorach tradycji Ajahn Chah w Anglii. Nie jest to do końca zgodne z Nauką Buddy, który jasno określa, że oddawanie się różnym pracom, spowalnia postęp na drodze ku wyzwoleniu. Być może w tym tkwi tajemnica, dlaczego tak duża liczba mnichów z tej tradycji złożyła szaty. Co ciekawe, sam Ajahn Chah, zanim założył klasztor, wiele lat praktykował w samotności i nawet krytykował zbytnie "spoufalanie się i zażyłość" pomiędzy mnichami. Niestety obecnie klasztory w Anglii nie zapewniają odpowiednich warunków dla rzeczywistego odosobnienia. Z drugiej strony, lepiej jest oczywiście być mnichem w takim klasztorze, niż świeckim, a po paru latach, gdy nabierzemy doświadczenia, możemy wybrać samotność.

sobota, 5 stycznia 2013

Medytacja z Ajahnem Sumedho 32

Jak już proces myślenia się zacznie, możliwości, antycypacje, i tak dalej, to się kontynuuje. Zrozumienie jak pracuje twój umysł - rozpoznanie przestrzeni pomiędzy myślami, milczenia, dźwięku ciszy - zatrzymuje proces myśli. Zatem jest to refleksja nad nie-myśleniem. Nie uprawiam papańca na temat nie-myślenia, ale myślę i obserwuję w milczeniu i dostrzegam, że ta niewzruszoność jest jak to. To są myśli, ale to myśli refleksyjne. Nie jest to ani sekwencja racjonalna ani nawykowe myślenie. I wtedy w tej niewzruszoności zadaję sobie pytania: czy jest tu jakieś "ja"? czy mogę w tym znaleźć "ja"? I tak, przez zadawanie sobie tych pytań, słucham, i w tej niewzruszoności dźwięku ciszy jest przytomność, inteligencja, świadomość, ale nie potrafię w niej znaleźć jakiegokolwiek "ja". I to jest intuicyjna przytomność. Naprawdę nie potrafię znaleźć żadnego "ja". I tak, zauważam jak tworzę samego siebie, przez myślenie o sobie, o tym co lubię i czego nie lubię, i jak wszedłem w moją krytyczną manierę z moimi poglądami i opiniami. Mogę stać się bardzo silną osobowością, łatwo się zniechęcać i szybko popadać w dumę bądź samoponiżenie.

Wszystkie te nawyki pochodzą z konceptualnego rozróżniania, papańca. Ale wtedy pojawia się ta zdolność do rozpoznania różnicy pomiędzy przytomnością a świadomością i ignorancją i świadomością. Moja świadomość jest zainfekowana przez wszystkie te rozróżniające myśli połączone z "mnie i moim". Nie lubię tego czy aprobuję to; nie chcę tego robić; nie powinieneś był tego powiedzieć, lubię tego mnicha, ale nie tego. Wszystko to nic innego jak avijja paccaya sankhara. Świadome doświadczenie a cierpienie to jedno, gdyż jaźń nie jest spokojna, nie jest realna i ulega zmianie zgodnie z warunkami.

Medytacja z Ajahnem Sumedho 31

Zacząłem przez medytację za pomocą refleksji, rozpoznawać uważność jako przekraczającą myśli. Używając przerw pomiędzy myślami, wywołanych pytaniami: kim jestem? kto puszcza? kim jest Budda? czym jest to co poznaje? Podczas zadawania takich pytań, umysł zatrzymuje się. Kiedy zadajesz sobie pytanie, przez moment nie ma myśli. Na przykład, pytanie "kim jestem?" może być odpowiedziane: "Sumedho". Tyle już wiedziałem, nie byłem zainteresowany taką odpowiedzią, zatem kim jestem?  Myślący umysł zatrzymuje się. I wnikanie w przerwy pomiędzy myślami dało mi wgląd w przestrzeń wokół rzeczy w moim umyśle.

Zacząłem rozmyślać nad przestrzenią, moją wizualną przestrzenią. Na przykład w klasztorze siedziałem z innymi mnichami i mówiłem sobie, tu jest Ajahn taki-a-taki a tu jest Ajahn taki-a-taki i muszę ich widzieć za pośrednictwem ich imion i moich wspomnień o nich jako o ludziach, ten lubi to, a ten lubi tamto. Wtedy dokonywałem refleksji nad przestrzenią pomiędzy mnichami wykonującymi wieczorną puję. To odmienny sposób patrzenia na coś, refleksja nad przestrzenią raczej niż podążanie za konwencjami imienia tego mnicha i jego upodobań. to droga eksperymentowania, dociekania rzeczywistości, zauważania sposobu w jaki jest - używając przestrzeni jako odniesienia raczej, niż bycie uległym obsesji wobec form, imion, personalnych reakcji.

Zacząłem zauważać, że po refleksji nad przestrzenią sam czułem się bardziej przestrzenny. Przestrzeń nie ma granic, jest odmienna od: "Lubię tego mnicha, nie lubię tamtego, ten jest dobrym mnichem, a ten nie; jestem starszy od tego, ten jest starszy ode mnie; ten mnich je cicho, ten robi wiele hałasu". Kiedy żyjecie razem, rzeczywiście wzajemnie się irytujecie i to dość mocno, zatem to jest sposób dociekania, tutaj i teraz, w naszym codziennym monastycznym życiu z Ajahn Chah. Raczej rozmyślałem nad doświadczeniem, niż stawiałem mu opór, czy ignorowałem, czy osądzałem lub racjonalizowałem je. Brałem nauczanie Buddy i stosowałem je do obecnego momentu.

piątek, 4 stycznia 2013

Medytacja z Ajahnem Sumedho 30

I tak, używając refleksji, biorąc Pierwszą Szlachetną Prawdę, dukkha (cierpienie), zaczynasz myśleć o dukkha, Pierwszej Szlachetnej Prawdzie – to jest myśl. Ale podejmujesz tą myśl, uprawiasz refleksję dotyczącą dukkha. Odbywa się to nie przy pomocy samego intelektu, jak np próbowanie znalezienia doskonałego angielskiego odpowiednika dla słowa dukkha, jak to próbuje robić wielu mnichów, bez końca. Szukanie doskonałego angielskiego ekwiwalentu dla słowa dukkha, jestem tym zmęczony. Nie przejawiam już dłużej zainteresowania na tym poziomie, ponieważ to dla mnie nieważne. “Cierpienie”, wystarczająco dobre. Trafia w sedno. I tak wglądasz się w to. Co to w rzeczywistości oznacza w terminach tego co przytrafia mi się teraz? Zaczynam dostrzegać, że są tu obecne niepokój, świadomość-ja, zmartwienia własnymi błądami, zrobieniem czegoś złego, umysł może powiedzieć: “Nie zniosę tego już dłużej, mam dość, zamierzam odejść”. To rozpoczęcie wglądania się w wielość tego konceptualnego rozróżniania, wewnętrznego tyrana, mówiącego: “Nie powinieneś mieć takich myśli. Ta myśl była zła i nie powinieneś myśleć negatywnych myśli”.

Mogę zobaczyć, że dając się pochwycić w te nawyki, sprowadzam na siebie cierpienie związane z niepokojem, zmartwieniami, i świadomością-ja. Żyło mi się całkiem dobrze, nie mam wiele powodów do narzekania. Nie urodziłem się w ubóstwie, u okrótnych rodziców, czy w nieludzkim społeczeństwie, nie byłem prześladowany, deprawowany, nie znęcano się nade mną. Na przekór temu wszystkiemu, cierpienie było nie do zniesienia. I tak mjąc lat trzydzieści, byłem już wypalony wewnetrznie. Czułem się zmęczony. Nic sobie nie obiecywałem po światowym życiu. Jeżelibym chciał, mogłem dostać dobrą pracę, i robić wszystkie te odpowiednie rzeczy, zgodnie z życzeniami moich rodziców, ale nie byłem zainteresowany, nic we mnie nie przejawiało takich ambicji.

Życie, ktróre przeżywałem, nudziło mnie. Nie mogłem znieść takiego rodzaju życia, jakie wiedli moi rodzice, ponieważ nudziło mnie to, spędzać życie na zarabianiu pieniędzy i posiadaniu rodziny. Z pewnością to nie sprawiało mi radości. To zbrzydzenie światem nazywa się nibbida w Pali. To depresja połączona z żałowaniem samego siebie, to znużenie. Po trzydziestce, a już widziałem dość świata, miałem dość doświadczenia. I tak jedyną rzeczą jaka mi została, to zostać mnichem. W taki sposób otwarły się wrota fortuny, zostałem buddyjskim mnichem.

W monastycznym życiu w Tajlandii z Ajahn Chah, buddyjska medytacja polegała na rozwijaniu tej refleksyjnej zdolności, a nie tylko "mnie myślącego o mnie". Dało mi to tą perspektywę, te narzędzia, którymi się dzielę z wami, jak używać Czterech Szlachetnych Prawd. I tak mój refleksyjny umysł zaczął postrzegać ten gniew. Bywałem zagniewany i ktoś mówił mi: "Jesteś zdenerwowany", a ja mu odpowiadałem: "Nie, nie jestem". Mogłem być w samym centrum gniewu a jednocześnie go nie rozpoznawać czy nie przyznawać się do niego - taki byłem ślepy. Bądź też nie wiedziałem jak się do niego przyznać ... Nie wiedziałem nic o moich relacjach emocjonalnych wobec czegokolwiek. Ludzie mówili: "Jakie są twoje odczucia wobec tego?" I nie wiedziałem. Nie wiedziałem nic o moich odczuciach, ponieważ funkcjonowałem na inny sposób. Raczej niż być wrażliwym czy uznać swe uczucia, próbowałem się stać czymś, żyć zgodnie ze standardami, czy działać nawykowo. I tak, rzeczywiście musiałem obserwować uczucia, gdy stałem się mnichem żyjącym wraz z Ajahn Chah.

Musiałem obserwować niepokój, gniew i resentyment odczuwany przy siedzeniu przez pięć godzin i słuchaniu Ajahn Chah, podczas gdy wszyscy dobrze się bawili. Ajahn Chah był czarujący i zapewniał dobrą rozrywkę, ludzie słuchali jak zaczarowani, śmieli się. Miał dobre poczucie humoru a ja siedziałem tam zagniewany i wściekły. Dokonując refleksji nad tą furią, zacząłem dostrzegać tego małego chłopca, to małe niedojrzałe dziecko mówiące: "Zamierzam stąd uciec. Zamierzam naprawdę cię zranić, Luang Por Chah, ponieważ odchodzę". I wtedy zacząłem nad tym rozmyślać - pamiętam, że robiłem to mojej mamie. Kiedy nie dawała mi tego czego chciałem, zwykłem mówić: "Zamierzam odejść", mając nadzieję, że odpowie: "Och, nie rób tego, zrobię wszystko co chcesz". Słuchałem tych głosów, ponieważ nie było nic innego do roboty. Życie monastyczne nie jest ekscytujące i pełne przygód. Jest symplifikacją, żyje się zwykłą rutyną buddyjskiego mnicha.

Mimo to byłem zainteresowany rozwojem tej umiejętności refleksyjnego myślenia i takie życie uwolniło mnie z konieczności zarabiania pieniędzy, i bycia pochwyconym przez te głupie społeczeństwo, którym już byłem rozczarowany. Przynajmniej byłem z ludźmi o podobnym nastawieniu, i z bardzo dobrym, bardzo mądrym nauczycielem. Naprawdę miałem szczęście. Relacje z innymi mnichami i świeckimi osobami są regulowane przez Vinayę, kod monastyczny i tajlandzką kulturalną tradycję. I tak, zaadoptowałem się. Byłem wobec tego krytyczny, zdecydowałem jednak, że nie jestem zainteresowany tym na poziomie konwencjonalnym. Zamiast tego nauczyłem się, jaka jest przyczyna cierpienia i jak się od niego uwolnić. To podstawowe przesłanie. Intencja by zrealizować nibbanę, i nie przejmować się zbytnio otaczającym nas światem.

Środowisko monastyczne jest moralne. Jest w nim silne poczucie moralności i braku przemocy, życie z dobrymi ludźmi i mądrym nauczycielem. To była Dhamma i Vinaya. I tak zdecydowałem, że nie będę tracił czasu na narzekania.

Korzenie nada yogi



Pytanie: Czy zetknąłeś się z tą praktyką słuchania dźwięku ciszy gdzieś w Suttach czy tradycyjnych komentarzach? Skąd ona pochodzi?

Ajahn Amaro: Na początku była to praktyka, o której Ajahn Sumedho myślał, że jest jego własnym odkryciem. Żył przez jedenaście lat w lasach Tajlandii, gdzie jest tendencja by wykonywać większość swej formalnej praktyki w nocy. Te noce zawsze były wypełnione kalafonią dźwięków wydawanych przez owady, zatem co ironiczne, to dopiero później, gdy zamieszkał w Londynie w 1977 roku, zaczął zauważać ten wewnętrzny dźwięk. Był on szczególnie wyraźny pośrodku nocy, podczas spokojnej śnieżnej pogody w zimie i wtedy pewnego dnia stał się on nadzwyczaj głośny, słyszalny nawet kiedy spacerował głośną ulicą Haverstock Hill. jego obecność była tak mocna, że zaczął eksperymentować, używając go jako obiektu medytacji, nawet mimo tego, że nigdy uprzednio o takim czymś nie słyszał, i ku swemu zdziwieniu, odnalazł to jako użyteczne narzędzie. Tak jak napisał w swoim Przedsłowiu do niedawno wydanej książki ‘The Law of Attention’ Edwarda Salima Michaela: "Odkryłem ten 'wewnętrzny dźwięk' wiele lat temu, ale nigdy nie słyszałem ani nie czytałem żadnego odniesienia do tego w Kanonie Pali. Rozwinąłem praktykę medytacyjną odnoszącą się do tego wibrującego tła i doświadczyłem ogromnych korzyści przy rozwijaniu uważności podczas puszczania wszelkich myśli. Daje to perspektywę transcendentnej przytomności, gdzie można dokonać refleksji dotyczącej mentalnych stanów, które powstają i zanikają w świadomości".

Często mówił on również o tym jak rozwinięcie tego wewnętrznego słuchania miało głęboki efekt na jego postawę wobec praktyki medytacji. Ledwo co przyjechawszy do obcego kraju o odległej nie buddyjskiej kulturze, będąc w małym domu w wielkim i hałaśliwym mieście, odkrył w sobie silną potrzebę wycofania się, odejścia, powrotu do tajlandzkich lasów, z dala od tych europejskich tłumów. Ale jasny wewnętrzny wgląd, który się u niego pojawił, skłonił go raczej do szukania wewnętrznego odosobnienia - cittavieka - niż szukania kayaviveka - odosobnienia fizycznego. I dalej, znalazł tą dopiero co odkrytą formę praktyki wewnętrznego słuchania, skierowania uwagi na to co nazwał dźwiękiem ciszy, idealnym dla wspomagania tej jakości, tego podejścia przedkładającego wewnętrzne odosobnienie. Ten wgląd okazał się tak centralnym dla jego zrozumienia, w jaki sposób najlepiej pracować w tym nowym środowisku, że kiedy w końcu wyprowadzili się z Londynu, po otrzymaniu lasu w West Sussex, nazwał ten nowy klasztor "Cittaviveka".

A po używaniu tej praktyki przez parę lat, doświadczając jej różnych aspektów i rezultatów osobiście, zaczął ją wykładać dla dojrzałej społeczności w klasztorze Cittaviveka. Zdawał sobie sprawę, że nie ma odniesień do tej praktyki w pismach Theravady, ale odczuwał, że skoro miała ona tak korzystne rezultaty w jego przypadku, dlaczego jej nie wykorzystać w nauczaniu? (...)

sobota, 29 grudnia 2012

Medytacja z Ajahnem Sumedho 29


W dwóch miejscach w Suttach Kanonu, znajdujemy odniesienie do vińńanam anidasanam anantam sabbo pabham – słów wskazujących na ten naturalny stan świadomości, tej rzeczywistości. Znajduję bardzo użytecznym jasne rozpoznanie: „świadomość jest jak to”. Jeżeli zaczynam o tym myśleć, to zaczynam chcieć to zdefiniować: „Czy to nieśmiertelna świadomość?” Albo też chce się to wprowadzić do doktryny metafizycznej, bądź odwrotnie, zanegować: „Świadomość jest anicca, dukkha, anatta”. Chcemy to sklasyfikować czy zdefiniować albo jako nietrwałą i nie-ja, albo uwznioślić jako coś czego możemy się uchwycić w charakterze pozycji metafizycznej. Ale nie jesteśmy tu zainteresowani proklamowaniem metafizycznych doktryn, czy ograniczaniu się do interpretacji, które mogliśmy odziedziczyć wraz z tradycją. Próbujemy badać to w terminach doświadczenia. To pen paccattam Luang Por Chah, coś co realizujesz sam dla siebie. I tak, to co teraz mówię jest dociekaniem. Nie próbuję przekonać was czy nawrócić na mój punkt widzenia.

Świadomość jest jak to. Właśnie teraz definitywnie mamy do czynienia ze świadomością. Jest tu bycie czujnym i przytomnym. Warunki powstają i zanikają. Jeżeli spoczniesz w tej świadomości, nieprzywiązany, nie próbujący niczego robić, niczego znaleźć, nie stać się niczym, ale być zrelaksowanym i ufnym, wtedy powstają rzeczy. Nagle możesz być przytomny fizycznego uczucia, pamięci, czy emocji. Te wspomnienie czy wrażenie powstaje we świadomości, by następnie zaniknąć. Świadomość jest jak pojazd, jest sposobem jak rzeczy są.

Czy świadomość ma coś wspólnego z mózgiem? Mamy tendencje by myśleć o niej jako o jakimś rodzaju mentalnego stanu, zależnego od mózgu. Postawą zachodnich naukowców jest to, że świadomość jest w mózgu. Ale czym głębiej dociekasz za pomocą sati-pańńa, tym bardziej widzisz, że mózg, system nerwowy, i całokształt psychofizycznej formacji powstaje we świadomości, jest zależny od świadomości. Oto dlaczego możemy być przytomni ciała i dokonywać refleksji, obserwować cztery postawy – siedzenia, stanie, chodzenie i leżenie. Będąc przytomnymi siedzenia, tak jak tego teraz doświadczacie, nie ograniczacie się do czegoś co jest w mózgu. Ciało jest we świadomości; jesteś przytomny całego ciała doświadczającego siedzenia.

Świadomość nie jest osobista. To nie świadomość w mojej czy twojej głowie. Każdy z nas ma swe własne świadome doświadczenie, ale czy to ta świadomość nie jest rzeczą nas jednoczącą? Czy nie jest naszą „jednością”? Stawiam pytania; są odmienne sposoby zapatrywania się na to. Kiedy zrezygnujemy z różnic - „Ja jestem Ajahnem Sumedho a ty jesteś tą inną osobą” - kiedy puścimy te tożsamości i przywiązania, świadomość dalej funkcjonuje. Jest czysta, nie ma cechy bycia osobistą, nie jest uwarunkowana przez bycie mężczyzną czy kobietą. Możesz nadać jej jakąś cechę, lecz ona jest jak to. Kiedy zaczynamy rozpoznawać, że świadomość jest tym co nas jednoczy razem i jest naszym wspólnym gruntem, wtedy widzimy, że jest to uniwersalne. Kiedy przesyłamy metta milionom chińczyków w Chinach, może nie są to tylko sentymentalne i miłe myśli, może jest w tym jakaś moc. Nie wiem, stawiam pytania. Nie zamierzam się ograniczać do poszczególnego poglądu, który został uwarunkowany przez moje kulturowe tło, ponieważ większość z tego jest całkiem wątpliwa. Nie myślę, by moje kulturowe tło było czymś bardzo wiarygodnym.

Czasami theravada jawi się jako anihilicjonizm. Wpadasz w tą fiksację: „Nie ma duszy, nie ma Boga, nie ma jaźni”; to bycie przywiązanym do poglądu. Czyż Nauki Buddy nie są do przebadania i dociekania? Nie próbujemy potwierdzać czyjegoś poglądu na temat Kanonu Pali, ale użyć Pali, do badań nad naszym doświadczeniem. To odmienny sposób widzenia rzeczy. Jeżeli poświęcisz się takim badaniom, rzeczywiście zaczniesz widzieć różnicę pomiędzy czystą świadomością i tym kiedy powstaje jaźń. To nie mgliste czy niewyraźne: -„czy teraz istnieje jaźń?” - tego rodzaju rzecz; to jasne poznawanie.

I tak, wtedy powstaje jaźń. Zaczynam myśleć o sobie, o moich uczuciach, moich wspomnieniach, mojej przeszłości, moich lękach, moich pragnieniach, powstaje cały świat wokół „Ajahna Sumedho”. Wchodzą na orbitę – moje poglądy, moje uczucia, moje opinie. Mogę dać się pochwycić przez ten świat, ten pogląd na mnie samego powstaje w świadomości. Ale jeżeli znam to takim, moje schronienie nie jest już dłużej schronieniem w byciu osobą. Nie biorę schronienia w byciu osobowością, czy w moich poglądach czy opiniach. Wtedy mogę puścić wszystko, i tak świat Ajahna Sumedho kończy się. To co pozostaje, kiedy kończy się świat to anidassana vińńana – ta pierwotna, niedyskryminująca świadomość, ona ciągle operuje. Zatem nie oznacza to, że Ajahn Sumedho umiera i kończy się świat, bądź, że jestem nieświadomy.

Pamiętam kogoś bardzo przestraszonego tą mową o końcu świata. „Buddyści praktykują medytację by zobaczyć koniec świata. Oni naprawdę chcą zniszczyć świat. Nienawidzą świata i chcą zobaczyć jego koniec” - tego rodzaju paniczna reakcja. Zwykłemu człowiekowi świat jawi się w terminach fizycznych – to a planeta, kontynenty i oceany, biegun północny i południowy. Ale w Dhammie Buddy świat jest czymś co stworzyliśmy w świadomości. Dlatego też możemy żyć w odmiennych światach. Świat Ajahna Sumedho nie będzie światem stworzonym przez ciebie; jednakże świat powstaje i się rozpada, a to co jest przytomne jego powstawania i rozpadu, przekracza świat. Jest lokkuttara (transcendentne) raczej niż lokiya (światowe).


Kiedy rodzimy się fizycznymi narodzinami, mamy w obrębie tej formy świadomość. Ta świadomość zaczyna operować, I wtedy, oczywiście, uzyskujemy nasze poczucie jaźni, przez matkę i ojca i tło kulturowe. Zaznajamiamy się i asymilujemy różne wartości, nasze poczucie jaźni jako osoby, a to ma swoje podstawy nie w Dhammie, ale w avijja – nasze poglądy, opinie, i preferencje obecne w tej kulturze. Dlatego też może być nieskończenie wiele problemów wynikających z postaw kulturowych. Życie w wielokulturowym społeczeństwie jest właśnie takie, łatwo o wzajemne niezrozumienie, ponieważ jesteśmy uwarunkowani na odmienne sposoby widzenia siebie i otaczającego nas świata. Zatem pamiętajcie, że kulturalne uwarunkowanie pochodzi od avijja (niewiedzy) o Dhammie. To co tu teraz robimy, jest obdarzaniem świadomości informacją, pańńa, uniwersalną wiedzą raczej, niż jakąś kulturową filozofią.

Dhamma Buddy, gdy w nią wejrzeć, nie jest nauką wywodzącą się z tla kulturowego. Nie jest ona o kulturze indyjskiej czy cywilizacji, dotyczy ona naturalnych praw, z którymi się stykamy żyjąc, pojawianie i zanik rzeczy; Dhamma jest o rzeczach takimi jakimi one są. Te Nauki wskazują na sposób istnienia rzeczy – a to nie wiąże się z kulturowymi ograniczeniami. Mówimy o anicca, dukkha, anatta. To nie indyjska filozofia czy kultura; to rzeczy, które muszą być zrealizowane. Nie operujesz wychodzac z jakiegoś kulturowego systemu wierzeń. Budda kladzie nacisk na przebudzenie, zwracanie uwagi raczej, niż uchwycenie się jakiegoś doktrynalnego stanowiska*, z którego wychodzisz.

*Opisywany sposób jest jak najbardziej możliwy do praktykowania, jednak, co należy podkreślić, Nauka Buddy obdarza nas paroma dogmatami, których powinniśmy się trzymać, jeżeli aspirujemy do zastąpienia naszej ignorancji bezpośrednią wiedzą. Tyle, że oczywiście wiara w odrodzenie czy prawo działania, nie jest czymś co Nauka Buddy odziedziczyła z kultury indyjskiej. Te dogmaty zostały nam przekazane przez Buddę w oparciu o jego bezpośrednie doświadczenie. A że jest tu ono akurat w zgodzie z tłem kulturowym i religijnym starożytnych Indii? Tym lepiej dla Indii.

Medytacja z Ajahnem Sumedho 28



Wychodząc od ignorancji, z niezrozumienia drogi jaką ona jest, identyfikujemy się z warunkami i dajemy się pochwycić w ich ruch. Kiedy się tak dzieje, możemy zauważyć, jak wpływa na nas myślenie. Moje poczucie siebie samego jako osoby, mój ego-pogląd, przechodzą niezakwestionowane. Zawsze mam to poczucie bycia „mną”. Strach, chciwość, gniew, i pomieszanie, powstają; warunki ulegają zmianie, a jednak zakładam, że cały czas pozostaję tą samą osobą. Zawsze jestem Ajahnem Sumedho, niezależnie od tego co robię. To nigdy nie jest kwestionowane, nigdy nie podlega dociekaniu. Przez identyfikowanie się z takim konceptem, chwytam się pewnego rodzaju trwałości. Zawsze jestem tą osobą.

To samo z pozycjami. Kiedy mówię słowo Ajahn, oznacza ono „nauczyciela”; to tajskie słowo wyprowadzone z sanskryckiego acarya. I tak jestem acarya, Ajahnem, nawet gdy śpię w mojej kuti, nikogo nie ucząc. Jeżeli zidentyfikuję się z „jestem Ajahnem” jako rodzajem ciągłej trwałej tożsamości, da mi to zawsze poczucie bycia nauczycielem. Jeżeli jest w tym pojęcie: „jestem nauczycielem”, to każdy inny jest kimś do pouczania. I tak tkwi się w identyfikacji, będąc przywiązanym do pozycji, tytułów, i tożsamości, które cię determinują. To ma taki skutek.

I to jest to co robi przywiązanie do percepcji; sprawia, że rzeczy wydają się większe niż rzeczywiście są. Idea, że tylko Ajahn uczy, że nie nauczysz się niczego od kogoś innego, jest ograniczająca. Byłbyś męczący, gdybyś zawsze wychodził z pozycji nauczyciela. Stworzyłbyś iluzję. Rzeczywisty proces to uczenie się od siebie nawzajem, czyż nie? Z rozlicznych sytuacji i okoliczności które się nam przytrafiają. Uczymy się i nauczamy wzajemnie, nawet jeżeli nie widzisz siebie jako nauczyciela; mogę się nauczyć czegoś od ciebie i ty możesz się nauczyć czegoś ode mnie.

Ustalone tożsamości wzmacniają poczucie izolacji i samotności. Masz tendencję by działać zgodnie z tym co o sobie myślisz, usztywniasz się na pewnej pozycji i po tym nie wiesz, jak wchodzić w relacje na inny sposób. Po prostu obserwuj tą pozycję Ajahna, zależną od warunków; jest ona formalną konwencją. W codziennym życiu widzisz zmieniające się sytuacje; czasami ta tożsamość jest odpowiednia a czasami nie jest już dłużej potrzebna. W Zgromadzeniu pewni mnisi mówią: „Nie chcę być Ajahnem”, ponieważ to izoluje ich na pozycji autorytetu. Większość mnichów z Zachodu ma problemy z autorytetem.




piątek, 28 grudnia 2012

Medytacja z Ajahnem Sumedho - 27

I tak w tej ciszy, jeżeli jej nie zauważam, nawet uchwycenie się terminu sprawia, że raczej szukam czegoś, niż pokładam zaufanie w byciu tutaj, rozluźniony i otwarty. Doświadczenie słuchania, otwartości, nie nasłuchiwania w oczekiwaniu czegoś czy próbowania znalezienia czegoś do słuchania, ale po prostu zaufania do siebie, by słuchać w ten sposób. Do tego potrzebna jest cierpliwość, ponieważ umysł jest niespokojny i stykamy się z wieloma wątpliwościami; wątpliwościami co do siebie samych; wątpliwościami co do praktyki, co do nauczyciela, na temat tego odosobnienia – myślenie tworzy wątpliwości. I tak, kiedy dochodzi do tej przytomności, jeżeli jesteś pochwycony w negatywny stan sceptycyzmu, czy wątpliwości czy rozpaczy, czym jest to co poznaje te stany? Kiedy mówisz, „Czuję rozpacz”, co jet tym co zna rozpacz, co jest tym co poznaje ją jako obiekt?

W tego rodzaju pytaniach, „Co jest tym, co poznaje?”, nie szukasz odpowiedzi w terminach słów Pali czy angielskiego czy dowodu naukowego. To sprawa zaufania do siebie. Wiesz, to jest twoje życie; doświadczasz życia z tego punktu. Możesz wtedy zapytać: „Ajahanie Sumedho, czy doświadczam to we właściwy sposób?” Myślisz, że mógłbym to wiedzieć lepiej niż ty. Możesz projektować na mnie omnipotencję i powiedzieć: „On może wejrzeć głęboko w nasze dusze i rozpoznać wszystko co się w nich kryje, i prawdopodobnie wie, co myślę i czego potrzebuję”. To ciągle myślenie, czyż nie? Jedynym, który może to wszystko wiedzieć w tym momencie jesteś ty. Mogę czynić założenia, bazujące na twoim języku ciała czy wyrazie twarzy. Mogę uzyskać wskazówki, na temat tego co się z tobą dzieje, ale to ty znasz rzeczywistość nastroju, wspomnienia, uczucia – pozytywnego, negatywnego, neutralnego, jakiekolwiek. Nie jesteś tym czym myślisz, że jesteś; jesteś na pewien sposób niewiedzącym i potrzebujesz mnie, bym ci powiedział. To ciągle proces myśli, czyż nie? Stworzyć siebie jako kogoś, kto nie wie, i mnie jako kogoś kto wie. To kolejna kreacja.

Zatem te poczucie zaufania, rozpoznawania tej przytomności, ufania jej ponieważ, w rzeczywistości to jest wszystko co posiadamy, to jest fundament, wyzwolenie, brama do Nieśmiertelności. I to dlatego mówimy: paccattam veditabbo vińńuhi: zrealizować to dla siebie, poznać to dla siebie – i nikt nie zrobi tego za ciebie ani ci tego nie da. Najwięcej co możemy zrobić, to wskazywać. Jeżeli będziesz ciągle patrzył na mnie, będziesz widział tylko palec. Wskazuję i mówię: „Spójrz na księżyc”, a ty patrzysz na mój palec wskazujący. Wtedy wchodzi w to pańńa, mądrość. Widzisz palec jako wskazujący, patrzysz, i widzisz księżyc. Nie ma co się rozwodzić nad palcem. Ludzie cierpią tak bardzo z powodu wątpliwości co do siebie samych i nadmiernego krytycyzmu i poczucia nieadekwatności – termin klucz używany obecnie: „brak poczucia własnej wartości”. To nawyk jaki wyrobił się w nas, żyjących w tej kulturze. Dlatego nie należy mu wierzyć. Nie definiuj siebie, nie dokonuj wciąż ocen jakościowych z przypisywaniem cech i przypinaniem metek, ale przebudź się do tego naturalnego stanu – to jest schronienie.

sobota, 22 grudnia 2012

Medytacja z Ajahnem Sumedho 26

Punkt ciszy, centrum, to jest przytomnością. Badanie tego, jak badanie dźwięku ciszy, odsłania mi ten punkt. Kiedy nie mogę go zauważyć i wychodzę na zewnątrz w zmienność świata, staję się osobą i daję się pochwycić w swe nawyki, miłości i nienawiści, moje upodobania i niechęci. Ale jeżeli schodzę do tego centrum, w tym punkcie ciszy, jest to jak wyspa, czy cichy niewzruszony punkt w kręcącym się świecie, oko huraganu. I wtedy świat obraca się wokół tego.

I tak z samsarą, uwarunkowaną rzeczywistością – zdobywasz wobec niej pewna perspektywę, obserwujesz arammana. Nastrój w którym jesteś, nie jest punktem ciszy, nie jest centrum. Nastrój przychodzi i odchodzi. Zmienia się, ewoluuje, jest szczęśliwy, smutny, wzniosły, przygnębiony, zainspirowany, znudzony, kochający, nienawidzący i tak dalej jak to. Zgodnie z warunkami jakie przychodzą do tego punktu, tak i zmienia się nastrój. Jest łatwo powiedzieć: „Och, jestem w złym nastroju” czy „Jestem w dobrym nastroju”. Taki jest nasz język, i tak stajemy się nastrojem, „Czuję się dziś szczęśliwy, wszystko układa się dobrze”, czy „Dziś mam jeden z tych złych dni”. Oto dlaczego zachęcam do badania myśli, abyście nie tworzyli siebie, nieskończenie wzmacniając poczucia jaźni przez wasze zdywersyfikowane myślenie.

„Muszę czynić plany, w następnym miesiącu jadę do Ameryki, muszę zarezerwować bilety i ...” - wszystko to tworzę. „Och, muszę zarezerwować bilety, muszę zrobić to, wysłać pocztę i dać innym znać, kiedy się tam pojawię, ludzie chcą mnie zobaczyć, spotkać się … o Boże … tyle do zrobienia!” Ta percepcja: „Jadę do USA w następnym miesiącu”, nie ma nic złego w myśleniu o tym, ale nie jest to kontekstem. To przytomność jest tym w co pokładam zaufanie, i wtedy zajmowanie się detalami wyjazdu pochodzi od tej świadomości raczej, niż z poczucia: „Och muszę jechać, muszę robić plany”, i wtedy całe to myślenie ma tendencję do uczynienie mnie bardzo zajętym.

Mogę myśleć o tym jak wiele mam do zrobienia, ale jest w tym przytomność wobec tych myśli. Nie ma w tym już dłużej nacisku jaki był obecny, kiedy tego nie wiedziałem, kiedy byłem nieuważny. Mogłem popaść z całkowite wyczerpanie tylko z uwagi na myślenie o pewnych sprawach za które byłem odpowiedzialny. Był poranek, obudziłem się po nocy dobrego snu, ale pomyślawszy o wszystkich tych rzeczach, które muszę zrobić, stałem się totalnie wyczerpany. Nie umiałem ruszyć palcem.

Dla uwarunkowanej jaźni, wszystko co widzisz jest punktem, małą kropką i kontemplowałem „Czy punkt jest tylko małą kropką, czy też może zawierać wszystko? Konwencjonalny sposób myślenia jest taki, że punkt jest kropką, malutką kropeczką – ale możesz go postrzegać jako punkt, który obejmuje raczej niż wyklucza wszystko. (…) Jeżeli myślę o tym punkcie jako cieniutkiej, małej rzeczy, wydaje się być odległym. Spróbuj żyć w takim punkcie, tym punkcie ciszy, myślący umysł pomyśli: „To brzmi niewiarygodnie, to niemożliwe”. Jeżeli zaczniesz rozpoznawać przytomność, punkt ciszy, staje się on punktem który obejmuje – jedność ekagatta, jednopunktowość, zjednoczenie. Zatem ta jedność, czy obejmujący punkt – właśnie w tym momencie możesz rozpoznać przytomność, nie wyłączającą niczego, nie dzielącą niczego, nie osądzającą.

Funkcją myślenia jest separować i oddzielać, i porównywać. I tak myślenie, funkcja myślenia jest dyskryminowaniem, porównywaniem jednej rzeczy do drugiej, osądzaniem oceniającym cechy: „to jest dobre, to jest złe”. Jeżeli myślę, „jestem Ajahnem Sumedho, to ustawia mnie jako osobę odseparowaną od ciebie, definiuje mnie na poziomie personalnym, wyłączającym was. Żaden z was nie jest „Ajahnem Sumedho”. Ajahn Sumedho oznacza, że jesteśmy dwoma trwale odseparowanymi osobowościami. To proces myślowy. To co jednoczy, to przytomność. „Ajahn Sumedho jest ledwie arammana.

Słowa jak „jedność”, „zjednoczenie”, „uniwersum”, czy „jednopunktowość” - mamy takie słowa, mamy doświadczenie jedności, mistyczne doświadczenie, i jest to intuicyjne, nie jest to proces myślowy. I tak, jak tylko zaczynasz o tym myśleć, wtedy twoja wiedza o jedności nie jest już dłużej bezpośrednia, ponieważ dzielisz, jesteś pochwycony w „Jestem tutaj, ty jesteś tam”, w konwencjonalną rzeczywistość. Konwencje, które tworzymy są jak to, są stworzone, uczynione przez człowieka.

Medytacja z Ajahnem Sumedho 25

Stosujemy tą przytomność do wszystkiego, jak na przykład do sytuacji bycia osobiście zranionym. Kiedy ktoś powie coś co rani, zadaj pytanie „czym jest to co czuje się zranione?” Jeżeli ktoś mnie zrani czy obrazi w jakiś sposób, i czuję się dotknięty, czy źle zrozumiany, obrażony, zaniepokojony czy nawet zagniewany, czym jest to, co czuje się zagniewane i zaniepokojone, co czuje się obrażone?” Czy to moje schronienie, ta osobowość, której uczucia są ranione i ulegają wzburzeniu? Kiedy mam przytomność jako schronienie, ona nigdy przez nic nie staje się wzburzona. Możesz to sobie nazywać jak ci się podoba. Ale jako osoba, bardzo łatwo staję się zirytowany. Ponieważ osobowość, sakkaya-ditthi, jest właśnie taka – bazuje na „mnie” będącym cennym czy wartościowym, docenianym czy niedocenianym, rozumianym właściwie czy błędnie, szanowanym czy nieszanowanym, i wszystkimi tego rodzaju rzeczami.

Moja osobowość jest szeroko otwarta na zranienia, obrazy, wzburzenia przez cokolwiek. Ale osobowość nie jest moim schronieniem. Jeżeli twoja osobowość jest podobna mojej, nie radziłbym ci brać jej jako schronienie. Nawet przez myśl by mi nie przeszło, by rekomendować komuś przyjęcie schronienia w mojej osobowości. Ale w przytomności tak. Jeżeli coraz bardziej i bardziej jej ufasz, nawet jeżeli czujesz się wzburzony, nieszanowany, i niekochany i niedoceniany, przytomność zna to jako będącym anicca, nietrwałym. To nie osądzanie. To nie tworzenie żadnych problemów. To pełna akceptacja uczucia, że „nikt mnie nie kocha, wszyscy mnie nienawidzą”, jako uczucia. A ono naturalnie odejdzie. Zniknie, ponieważ w swej naturze ma nietrwałość.

piątek, 21 grudnia 2012

Medytacja z Ajahnem Sumedho 24

Przytomność jest zatem uczeniem się słuchania i pokładania zaufania w najprostszym stanie istnienia. To nie jhana, czy absorpcja w cokolwiek. To czysta uważność. Zatem gdy masz zaufanie do tej czystości, nie ma w tym błędu. Nie ma błędu w czystości, nieprawdaż? Czystość jest doskonała. Nieczystość jest nieobecna. Oto gdzie należy pokładać zaufanie, uważność wobec obecnego. Kiedy próbujesz ją odkryć, popadasz w wątpliwości. Po prostu zaufaj immanentnemu aktowi bycia przebudzonym, bacznym tego momentu. Kiedy to robię, mój umysł się relaksuje. Słyszę dźwięk ciszy. Jaźń jest nieobecna. Czystość. Kiedy zaczynam odczuwać, że powinienem coś zrobić, jestem tego przytomny. Zdaję sobie sprawę z kamma-vipaki przejścia przez amerykański system edukacji i doświadczenia tego niezwykle kompulsywnego stylu życia. I tak powstaje kamma-vipaka. W tym stanie czystości, nie jest to personalne. To nie mówienie: „Teraz Ajahn Sumedho jest czysty”. To wychodzi poza takie myślenie. Nie mówisz o tym w jakikolwiek osobisty sposób. To rozpoznanie, realizacja. To jest tym, czym rzeczywiście jesteś, nie jakąś kreacją. Nie kreuję tej czystości. Nie kreuję jakiegoś ideału by następnie przy jego pomocy się zwodzić.

To miejsce w którym przychodzi zaufanie, ponieważ twoja osobowość nie zamierza zaufać przytomności. Pod wpływem poglądu na osobowość, mówi się: „Nie ma w tobie nic czystego. Masz tylko jakieś brudne myśli. Czujesz się naprawdę wzburzony i zagniewany o to co ktoś powiedział o tobie. Po wszystkich tych latach, ciągle jesteś wypełniony nieczystościami”. To stary wewnętrzny tyran. To pogląd na osobowość. Jest on ofiarą i prześladowcą. Jako ofiara, mówi: „Biedny jestem, taki nieczysty”, podczas gdy jako oskarżyciel, mówi: „Nie jesteś wystarczająco dobry, jesteś nieczysty”. Nie można mu ufać. Nie bierz schronienia w byciu ofiarą czy prześladowcą. Ale możesz ufać tej przebudzonej przytomności. I te zaufanie rodzi pokorę. Nie jest to jak wierzenie w coś. Jest to uczenie się relaksacji i bycia. Zaufaj w możność prostego bycia tutaj, otwartym i receptywnym na to co się obecnie dzieje. Nawet jeżeli to co się dzieje jest brzydkie, czy jakiekolwiek byłyby warunki, których doświadczasz, nie jest to problemem, jeżeli ufasz tej czystości.

sobota, 15 grudnia 2012

Medytacja z Ajahnem Sumedho 23

Dźwięk ciszy nie jest czymś niebezpiecznym. To zależy od tego jak nań patrzysz. Jeżeli stawiasz mu opór albo jesteś wobec niego negatywny, to tworzenie negatywności. Zamiast tego, jeżeli będziesz zrelaksowany i otwarty, wtedy możesz poczuć to łagodnie ożywione tło dźwięku, które jest spokojne, wyciszające i dające odpoczynek. Zaczynasz rozpoznawać pustkę – to nie niejasna idea, że praktykując medytację możesz kiedyś, pewnego dnia doświadczyć pustki. To nic niejasnego, to bardzo bezpośrednie.

Wtedy, w tej pustce kontempluj czym jest „jaźń”. Kiedy stajesz się osobą, co się dzieje? Zaczynasz myśleć, chwytać się swoich uczuć, stajesz się mnichem czy mniszką, mężczyzną czy kobietą, osobowością. Azjatą czy Europejczykiem , czy Amerykaninem, starym człowiekiem czy młodą kobietą czy czymkolwiek. To przez myślenie, chwytanie się kandh, wplątujemy się w to, i tak stajemy się czymś. Ale w tej pustce, nie ma narodowości. To czysta inteligencja, nie należy do nikogo, ani do żadnej grupy. Zatem, kiedy zaczynasz rozpoznawać to kiedy stajesz się kimś czy nikim, to są tam odpowiednio atta (jaźń) i anatta.

W tej pustce nie ma jaźni, nie ma Ajahna Sumedho właśnie teraz. „Ale ja chciałbym opowiedzieć wam o mojej osobistej historii, o wszystkich moich kwalifikacjach i moich osiągnięciach w świętym życiu na przestrzeni ostatnich trzydziestu pięciu lat. Jestem opatem świątyni, uważanym za VIB'a (Very Important Bikkhu), i chcę byście mnie szanowali i traktowali mnie odpowiednio, ponieważ osiągniecie duże zasługi będąc uprzejmymi dla starszych!” To jest Ajahn Sumedho! Bądź, „Nie musicie mnie wcale szanować, nie ma to dla mnie najmniejszego znaczenia, mogę przyjąć to że mnie nie lubicie czy krytykujecie mnie i szukacie u mnie błędów. To OK, i chętnie to zniosę, ponieważ całkiem sporo dla was wszystkich poświęcam”. Ale to znów Ajahn Sumedho. Zrodzony ponownie by znów odejść! Pusty.

Właśnie przez badanie tego, zaczynasz rozumieć czym jest atta, jak stajesz się osobowością, i również zaczynasz widzieć, że kiedy nie ma osoby, ciągle jest przytomność. Inteligentna przytomność, nie nieświadoma tępa głupota. To jasna, czysta, inteligentna pustka. Stajesz się osobowością przez posiadanie takich myśli jak: użalanie się nad sobą, poglądy i opinie, samokrytycyzm i tak dalej, i wtedy to się zatrzymuje – jest tam cisza. Ale ta cisza jest jasna i czysta, inteligentna. Preferuję tą ciszę raczej niż to niekończące się, nieustannie mnożące się gaworzenie umysłu.

Medytacja z Ajahnem Sumedho 22

Rozważ słowo „ja” w zdaniu „Ja jestem nieoświeconą osobą”. Jeżeli wsłuchasz się w to i w następne słowa, rozpoznasz, że tworzysz świadomość siebie przez te słowa które celowo pomyślałeś. Co jest przytomne twojego myślenia – czym to jest? Czy to osoba? Czy to osoba, która jest przytomna? Lub czy to czysta przytomność? Czy ta przytomność jest osobista, bądź czy osoba powstaje w tej przytomności? To jest badanie, dociekanie. Przez dociekanie, rzeczywiście stajesz się zauważać sposób w jaki jest Dhamma, że w rzeczywistości to nie osoba jest przytomna, ale przytomność obejmuje to co wydaje się być osobiste.

„Jestem nieoświeconą osobą, która musi praktykować by stać się oświeconą osobą w przyszłości”. Zakładam, że jestem tym ciałem, z jego przeszłością. Mam tą historię. Mam tyle a tyle lat, urodziłem się w takim a takim miejscu. Zrobiłem wszystkie te rzeczy i tak dysponuję historią, by udowodnić, że ta osoba istnieje. Mam paszport i certyfikat urodzenia, i ludzie nawet chcą bym miał swoją stronę w internecie. Ale w rzeczywistości, nie wydaje się by było coś osobistego w tej przytomności.

Odkrywam, że czym bardziej jestem przytomny, tym bardziej moja osobista przeszłość wydaje się totalnie nieważna, i zupełnie nieinteresująca. Właściwie, przeszłość nic nie znaczy. To tylko parę wspomnień w stronę których mogę się zwrócić. Jednak biorąc je z osobistego punktu widzenia, jeżeli dan się pochwycić przez myślenie o sobie jako o rzeczywistej osobowości, wtedy nagle odkrywam, że moja przeszłość jest ważna. Tożsamość daje mi poczucie, że jestem osobą. Jestem kimś ważnym; kimś który może nie jest strasznie ważny, ale przynajmniej czuje połączenie z czymś w przeszłości. Mam dom, mam dziedzictwo. Obecnie ludzie mówią wiele o stracie poczucia swej tożsamości, ponieważ są uchodźcami i ich rodzice są martwi, ponieważ ich rasa jest mieszana, lub gdyż nie mają żadnej rzeczywistej jasnej tożsamości siebie samych jako należących do czegoś w przeszłości. Poczucie osobowości zależy w znacznym stopniu na udowodnieniu, że jesteś kimś, twojej edukacji, rasie, osiągnięciach (lub ich braku), czy jesteś interesującą czy nie interesująca osobą, kimś ważnym bądź nieważnym VUPem czy Very Unimportant Person!

W medytacji nie próbujemy zanegować osobowości, nie próbujemy przekonać siebie samych, że jesteśmy nie-ludźmi przez chwytanie się takich idei jak „Nie mam narodowości (czy płci, klasy, rasy)” i „czysta Dhamma jest moją prawdziwą tożsamością”. To ciągle jeszcze jedna tożsamość, czyż nie? To nie to. To nie o chwytaniu się konceptów nie-ja. To realizacja, zauważenie przez przebudzoną uważność sposobu w jaki rzeczy są. Właśnie w tym prostym ćwiczeniu, „Jestem nieoświeconą osobą ...”, to całkiem rozmyślne. Możesz powiedzieć „Jestem oświeconą osobą”. Możesz wybrać czym chciałbyś być, oświeconym czy nieoświeconym. Większość z nas nie śmie chodzić wokół mówiąc „Jestem oświeconą osobą”, nieprawdaż? To bezpieczniejsze chodzić dookoła i mówić „Jestem nieoświeconą osobą”, ponieważ jeżeli powiesz „Jestem oświeconą osobą”, ktoś może cię zaczepić „Nie bardzo wyglądasz mi na oświeconego!” W każdym razie, słowa nie są zbyt ważne. Czy mówisz „Jestem nieoświeconą osobą” czy „Jestem oświeconą osobą”, to skierowanie uwagi ma znaczenie.

piątek, 14 grudnia 2012

Medytacja z Ajahnem Sunedho 21

Gdy tak myślisz o sobie i o tym kim jesteś, kim powinieneś być, kim chciałbyś być, kim nie chcesz być, jak dobrym czy złym, cudownym czy okropnym jesteś, wszystko to wiruje dookoła, kręci się w miejscu. Jednego razu czujesz „Jestem rzeczywiście cudowną osobą”, w następnej chwili „Jestem absolutnie beznadziejną, straszną osobą”. Ale jeżeli przyjmiesz schronienie w przytomności, wtedy cokolwiek myślisz nie ma większego znaczenia, ponieważ twoje schronienie jest w tej zdolności do bycia przytomnym raczej, niż krążeniu i fluktuacji poglądu na osobowość, twojego nawykowego sakkaya-ditthi.

Po prostu dostrzeż, jak bycie osobą jest w rzeczywistości podobne do yo-yo; wznosi się i opada cały czas. Wraz z pochwałą czujesz się cudownie, jesteś cudowny – i wtedy stajesz się beznadziejnym przypadkiem, masz depresję, jesteś beznadziejną ofiarą okoliczności. Wygrywasz na loterii i jesteś zachwycony; wtedy ktoś kradnie ci wszystkie pieniądze i masz myśli samobójcze. Osobowość jest jak to; jest bardzo zależna. Możesz być strasznie zraniony na poziomie osobistym. Lub możesz być radosny: ludzie znajdują cię jako najcudowniejszą, ekscytującą osobowość, i czujesz się szczęśliwy.

*
Budda wskazał na niestabilność uwarunkowanych rzeczy, na ich nietrwałość. To nie jest po prostu filozofia, z którą powinniśmy się zgodzić. Badamy i widzimy naturę uwarunkowanej rzeczywistości na sposób w jaki jej doświadczamy, fizycznie, emocjonalnie i mentalnie. Ale to co jest przytomne doświadczenia – nasze schronienie – jest w tym przebudzonej przytomności raczej, niż w próbowaniu znalezienia czy stworzenia warunku który da nam pewne poczucie bezpieczeństwa. Nie próbujemy się ogłupić pozytywnym myśleniem. Schronienie kryje się w przebudzeniu na rzeczywistość, ponieważ nieuwarunkowane jest rzeczywistością. Ta przytomność, te przebudzenie, to jest nieuwarunkowane, aktualne przebudzenie na to. Warunki są jakie są – silne bądź słabe, przyjemne czy bolesne. „Jestem nieoświeconą osobą, która musi mocno praktykować medytację. Muszę rzeczywiście to sobie wypracować, usunąć swe skalania, i stać się oświeconą osobą, pewnego dnia w przyszłości. Mam nadzieję osiągnąć poziom wchodzącego w strumień zanim umrę, ale jeżeli mi się to nie uda, mam nadzieję że odrodzę się w lepszym świecie”. Tak to idzie, tworzymy więcej i więcej komplikacji. Ludzie pytają mnie: „Czy możemy osiągnąć poziom wchodzącego w strumień? Czy są jacyś arahaci?” Ciągle myślimy o wejściu w strumień i o arahacie jako o jakości personalnej, nieprawdaż? Patrzymy na kogoś i mówimy: „Ten tam mnich jest arahatem!” Myślimy, że ta a ta osoba jest arahatem czy wchodzącym w strumień. To właśnie jest sposób w jaki operuje uwarunkowany umysł; nic nie można na to poradzić, uwarunkowany umysł nie może robić nic innego niż to. Zatem nie możesz mu ufać, nie możesz przyjąć schronienia w swych myślach czy swych percepcjach, lecz w przytomności. To do niczego nie podobne, to raczej jak nicość – ale jest wszystkim. Wszystkie problemy rozwiązują się właśnie tam.

Twój uwarunkowany umysł myśli: „To nic, to nie ma żadnego znaczenia. To nic nie warte, nie możesz tego sprzedać”. Oto gdzie uczymy ufać się zdolności do przebudzenia, ponieważ jeżeli myślisz o tym, zaczniesz wątpić cały czas. „Czy jestem rzeczywiście przebudzony? Czy jestem wystarczająco przebudzony? Może powinienem więcej spać, żeby dłużej być czujniejszym. Może gdy zacznę pracować z ignorancją, tak się zniechęcę, że z tego zrezygnuję”. Jeżeli rozpoczniesz od ignorancji, jak mógłbyś kiedykolwiek skończyć na mądrości? To nie ma żadnego sensu. Uderzając swoją głową w mur, po chwili możesz zrezygnować, jeżeli nie uszkodziłeś sobie mózgu. Kiedy przestajesz, to przyjemne uczucie, czyż nie? Ale zamiast patrzenia na to w ten sposób, zaufaj prostemu aktowi uważności. I wtedy badaj i ufaj w swoją zdolność użycia mądrości.

Możesz pomyśleć: „Och, nie posiadam żadnej mądrości. Jestem nikim. Nie miałem żadnego rzeczywistego wglądu”. I tak w pełni przekonujesz siebie, że nie potrafisz tego zrobić. Tak to wydaje się wyglądać na poziomie personalnym. Może nie czujesz się jakbyś miał coś do zaoferowania na tym poziomie, ale to kolejna kreacja. To samo „Jestem nieoświeconą osobą”. Cokolwiek myślisz o sobie, czy to coś najlepszego czy najgorszego, to ciągle kreacja; tworzysz to w obecnym teraz doświadczeniu. Jakiekolwiek założenia masz o sobie, niezależnie jak rozsądne, są one ciągle kreacjami w teraźniejszości. Przez wierzenie im, przez myślenia i trzymanie się ich, ciągle tworzysz siebie jako pewien rodzaj osobowości.

Przebudzoność nie jest kreacją; jest immanentnym aktem uwagi w teraźniejszości. Oto dlaczego rozwijając to rozmyślne: „Jestem nieoświeconą osobą”, jest zręcznym środkiem służącym do tego by zauważyć bardziej dokładnie i stale, co to znaczy być uważnym, mieć czystą przytomność tego samego czasu, gdy w jakikolwiek sposób tworzysz siebie jako osobę. Uzyskujesz te poczucie, że twój pogląd na jaźń jest zdecydowanie obiektem mentalnym, przychodzi i odchodzi. Nie możesz utrzymać „Jestem nieoświeconą osobą”. Jak mógłbyś to zrobić? Myśleć o tym cały czas? Jeżeli zaczniesz chodzić dookoła i mówić „Jestem nieoświeconą osobą” cały czas, wyślą cię do szpitala psychiatrycznego. To powstaje i zanika, ale przytomność jest stale obecna. Ta przytomność nie jest stworzona, nie jest osobista, ale jest realna.

Również rozpoznaj zakończenie, kiedy ulega zatrzymaniu: „Jestem nieoświeconą osobą, która musi praktykować medytację ażeby stać się oświeconą osobą kiedyś w przyszłości”. Wtedy jest tam ta dźwięcząca cisza, przytomność. Warunki zawsze powstają i zanikają teraz. Zakończenie warunków jest teraz. Koniec świata jest teraz. Koniec jaźni jest teraz. Koniec cierpienia jest teraz. Możesz zobaczyć powstawanie „Jestem ...” i dalej zakończenie tego; co pozostaje, gdy coś się rozpoczęło i zakończyło jest przytomnością.

*

Rozważając „centralizację” - co oznacza, że każdy z nas jest w centrum wszechświata w tym momencie. To nie osobista interpretacja, ale rzeczywistość tego momentu. Jesteście – w terminach tego momentu, tak jak ja go doświadczam – obiektem, centrum jest tutaj i teraz, z tego punktu tutaj. Jeżeli myślę o tej obecności, tym punkcie w którym doświadczamy życia, świadomość jest zawsze w tym punkcie – przytomność tutaj i teraz. Każdy z nas jest odseparowaną świadomą formą we wszechświecie, ale w naszym życiu doświadczamy wszechświata z tego centralnego punktu, gdziekolwiek zdarzy się że będziemy: tutaj, w kuti, na szczycie góry, na lotnisku.

Centrum, użyjcie refleksji: nie jest to punkt w przestrzeni, ale to rzeczywistość naszego istnienia. Weźmy to na poziomie osobistym, „Jestem centrum wszechświata” brzmi jak namiętne założenie, że jestem najważniejszy, czy że jestem Bogiem lub przypisuję sobie jakąś niezwykłość. To całkiem zwyczajne, ponieważ każdy z nas, każde stworzenie, jest faktycznie centrum wszechświata w terminach doświadczenia. Nawet pchła jest świadomą istotą i doświadcza świadomości z tego punktu, tak samo z psem czy kotem. Nie wyobrażam sobie by pchły miały silne ego, one aż tyle nie myślą. Ale nie będąc pchłą, nie mogę za nią nic powiedzieć. I tak, możemy zobaczyć siebie, jestem po prostu zwykłą ludzką istotą. Nie ma we mnie nic specjalnego, rozpatrując jak wiele miliardów ludzi żyje na tej planecie. To konwencjonalny sposób myślenia. „Jetem tylko jeszcze jednym stworzeniem na tej planecie”, co z pewnością jest prawdą. Nie ma w tym nic złego czy fałszywego, ale czy rzeczywiście rzeczy mają się właśnie tak? Co stanie się z tą formą jest tym co doświadczam, i tak jest to ważne, nawet jeżeli na poziomie perspektywy makrokosmosu jestem tak jak ta pchła, bez większego znaczenia we wszechświecie.

Jeżeli teraz padnę martwy, nie będzie to wielka strata dla wszechświata. Tylko paru ledwie to zauważy. Tak jak gdy umiera pchła, któż by się o to troszczył? Faktycznie możemy być z tego nawet zadowoleni. Widzenie martwej pchły może być lepsze niż widzenie jej żywą. Ale w terminach doświadczenia, to jest to na co chcę wskazać, ten punkt doświadczeniem tutaj i teraz. Zatem ten przebudzony stan, przytomność, jest naszą zdolnością do refleksji nad tym doświadczeniem, nie z punktu osobistych preferencji czy opinii, ale z pozycji Buddy poznającego Dhammę. Świadomość w odseparowanej formie jest doświadczeniem poznawania. Poznawanie, zatem, jest tym co robimy na tym odosobnieniu – znaniem drogi jaką ona jest raczej, niż wiedzą o drodze czy posiadanie poglądów i opinii na poziomie osobistym takich jak „Ja czuję, moje uczucia są takie”, czy „moje ciało odczuwa to tak”. Nasze nawyki myślowe i nasz język są w bardzo wielkim stopniu ugruntowane w znaczeniu mnie i mojego. Ale przekraczając myśl i język, kiedy zatrzymaliśmy myślenie, ciągle jest tam obecność, czyż nie?

Kiedy myślę „Jestem Ajahnem Sumedho” - i daję się złapać w asocjacje związane z tą myślą i przywiązanie do tej szczególnej percepcji mnie samego – ciągle jest tam przytomność, i to jest brama do Nieśmiertelności. To jest otwarcie, wyrwa w samsarze, otwór ucieczki z bycia stale popychanym i zniewalanym przez nasze nawyki. Myślenie jest nawykiem; poczucie mnie samego jako osoby jest nawykiem. Osobiste nawyki są sakkaya-ditthi, silabbata-paramasa, i vicikiccha, pierwsze trzy z dziesięciu pęt, nazywanych w Pali samyojana. Tak też, trzeba wyjść poza te trzy pęta, przejrzeć przez nie. Wtedy realizuje się ścieżkę: wchodzącego w strumień, sotapati. Zatem to nie usunięcie tych trzech pęt przez zniszczenie wszystkiego, ale raczej rozpoznanie ich; bycie ich obserwatorem raczej, niż dać się im wodzić, przez stanie się tą osobowością i tymi konwencjami i myślami, staniem się procesem umysłowym.

I tak rzeczy jak samo-dociekanie, wglądanie się w siebie, obserwowanie siebie raczej niż zajmowanie pozycji, że nie powinniśmy mieć ego, że nie powinniśmy być egoistyczni – co zależy od myśli …