Kładźcie wy relsy, szachty ryjcie,
Uskromcie wściekłość morskich burz,
Odwiecznych pustyń ląd okryjcie
Sieciami drutów wszerz i wzdłuż,
Zuchwale zwieście ponad bezdno
Żelazny most arką podgwiezdną,
Rozżarzcie wewnątrz waszych miast
Błyskawicowych lamp łańcuchy, —
Gdy w sercu brak miłości gwiazd,
To wszystko nie da wam otuchy!
Gdy zamilkł w ludziach Boga ślad,
Nastanie noc i zmierzchnie świat!
Dmitrij Mereżkowski
przełożył Zenon Przesmycki
Pokochanie innej osoby dowodzi zmęczenia samotnością: jest więc tchórzostwem i zdradą wobec samego siebie (jest rzeczą najwyższej wagi, abyśmy nikogo nie kochali). Fernando Pessoa
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mereżkowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mereżkowski. Pokaż wszystkie posty
piątek, 26 kwietnia 2013
Błękitne niebo
Jam ludziom obcy; mało wierzę
W cnoty wszech ludów i wszech ziem:
Inną ja miarą życie mierzę,
Bezcelowego piękna snem.
Ja wierzę tylko w lazurowy,
Niedosięgalny nieba skłon,
Zawsze jedyny, prosty, nowy
I niepojęty, jak sam zgon.
Nad wszem, co kocha i boleje,
Drży jako liść w wichurach nieb, —
Uśmiechem wiecznym promienieje
Nieubłagany modry sklep...
O niebo, daj mi, daj być pięknym,
Schodzącym z wyżyn w ziemskie mgły,
I beznamiętnym, i bezlęknym,
I tak ogarniać świat, jak ty!
Dmitrij Mereżkowski
przeł. Zenon Przesmycki
W cnoty wszech ludów i wszech ziem:
Inną ja miarą życie mierzę,
Bezcelowego piękna snem.
Ja wierzę tylko w lazurowy,
Niedosięgalny nieba skłon,
Zawsze jedyny, prosty, nowy
I niepojęty, jak sam zgon.
Nad wszem, co kocha i boleje,
Drży jako liść w wichurach nieb, —
Uśmiechem wiecznym promienieje
Nieubłagany modry sklep...
O niebo, daj mi, daj być pięknym,
Schodzącym z wyżyn w ziemskie mgły,
I beznamiętnym, i bezlęknym,
I tak ogarniać świat, jak ty!
Dmitrij Mereżkowski
przeł. Zenon Przesmycki
Dzieci nocy
Kierujący nasze oczy
Na wschód bladą mgłą owiany,
Dzieci smutku, dzieci nocy,
Na proroka wciąż czekamy.
Gdy o niewiadomym śnimy,
Gdy nadzieja w sercach skrzy się.
Umierając zaś – tęsknimy,
Niestworzony świat nam śni się.
Jest zuchwałość w naszych pieśniach,
Ale śmierć gwałtowna czeka
Nas, zwiastunów nazbyt wczesnych
Wiosny, która nazbyt zwleka.
Pochowanych zmartwychwstanie
I pośród głębokiej mgły
Północnego kura pianie,
I przedświtu chłód – to my.
Stopnie w otchłań prowadzące,
Dzieci mroku, słońca chcemy –
I jak cienie w świetle słońca,
Gdy ujrzymy je, umrzemy.
Dymitr Mereżkowski
przełożył Włodzimierz Słobodnik
Na wschód bladą mgłą owiany,
Dzieci smutku, dzieci nocy,
Na proroka wciąż czekamy.
Gdy o niewiadomym śnimy,
Gdy nadzieja w sercach skrzy się.
Umierając zaś – tęsknimy,
Niestworzony świat nam śni się.
Jest zuchwałość w naszych pieśniach,
Ale śmierć gwałtowna czeka
Nas, zwiastunów nazbyt wczesnych
Wiosny, która nazbyt zwleka.
Pochowanych zmartwychwstanie
I pośród głębokiej mgły
Północnego kura pianie,
I przedświtu chłód – to my.
Stopnie w otchłań prowadzące,
Dzieci mroku, słońca chcemy –
I jak cienie w świetle słońca,
Gdy ujrzymy je, umrzemy.
Dymitr Mereżkowski
przełożył Włodzimierz Słobodnik
Parki
Wszystko jedno, co tam będzie!
Przędźcie, Parki spracowane,
Nitki życia poplątane,
A ty kręć, wrzeciono, kręć się.
Trzy boginie, każda przędzie,
Zmogła je od wieków nuda:
Wszystko nicość, pył, ułuda,
A ty kręć, wrzeciono, kręć się.
Snują nitkę losu wieczną,
- Znikąd idzie, nigdzie dojdzie –
Obojętnie ciągną kądziel,
A błagania ich nie zmiękczą.
Siwą głową trzęsą Parki,
Piękno ich nie ujmie żadne;
Gorzką prawdę, samą prawdę
Mówią ich wyblakłe wargi.
My zaś – kłamców przypadł los nam;
W naszym sercu, w sercu marnym,
Spoiwem nierozerwalnym
Prawda się z oszustwem zrosła.
Ledwo słowo powiem – kłamię;
Rozciąć węzeł? – lęk mnie dławi.
Więc rozsupłać? – któż potrafi!
Poddać się? I to nie dla mnie.
Z kłamstwa – życie, z kłamstwa – wiara,
W kłamstwie źle mi, w kłamstwie ginę.
Tę okrutną plątaninę
Nitek życia, Parko stara,
Sznury strachu niewolnicze
Czy miłości – wszystko jedno –
Kiedyż wreszcie, kiedyż przetną
Jednym cięciem twe nożyce!
Dymitr Mereżkowski
przełożył Leszek Kołakowski
Przędźcie, Parki spracowane,
Nitki życia poplątane,
A ty kręć, wrzeciono, kręć się.
Trzy boginie, każda przędzie,
Zmogła je od wieków nuda:
Wszystko nicość, pył, ułuda,
A ty kręć, wrzeciono, kręć się.
Snują nitkę losu wieczną,
- Znikąd idzie, nigdzie dojdzie –
Obojętnie ciągną kądziel,
A błagania ich nie zmiękczą.
Siwą głową trzęsą Parki,
Piękno ich nie ujmie żadne;
Gorzką prawdę, samą prawdę
Mówią ich wyblakłe wargi.
My zaś – kłamców przypadł los nam;
W naszym sercu, w sercu marnym,
Spoiwem nierozerwalnym
Prawda się z oszustwem zrosła.
Ledwo słowo powiem – kłamię;
Rozciąć węzeł? – lęk mnie dławi.
Więc rozsupłać? – któż potrafi!
Poddać się? I to nie dla mnie.
Z kłamstwa – życie, z kłamstwa – wiara,
W kłamstwie źle mi, w kłamstwie ginę.
Tę okrutną plątaninę
Nitek życia, Parko stara,
Sznury strachu niewolnicze
Czy miłości – wszystko jedno –
Kiedyż wreszcie, kiedyż przetną
Jednym cięciem twe nożyce!
Dymitr Mereżkowski
przełożył Leszek Kołakowski
Subskrybuj:
Posty (Atom)