Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mereżkowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mereżkowski. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 kwietnia 2013

Z poematu "Śmierć" Strofa LXIII

Kładźcie wy relsy, szachty ryjcie,
Uskromcie wściekłość morskich burz,
Odwiecznych pustyń ląd okryjcie
Sieciami drutów wszerz i wzdłuż,
Zuchwale zwieście ponad bezdno
Żelazny most arką podgwiezdną,
Rozżarzcie wewnątrz waszych miast
Błyskawicowych lamp łańcuchy, —
Gdy w sercu brak miłości gwiazd,
To wszystko nie da wam otuchy!
Gdy zamilkł w ludziach Boga ślad,
Nastanie noc i zmierzchnie świat!

Dmitrij Mereżkowski
przełożył Zenon Przesmycki

Błękitne niebo

Jam ludziom obcy; mało wierzę
W cnoty wszech ludów i wszech ziem:
Inną ja miarą życie mierzę,
Bezcelowego piękna snem.

Ja wierzę tylko w lazurowy,
Niedosięgalny nieba skłon,
Zawsze jedyny, prosty, nowy
I niepojęty, jak sam zgon.

Nad wszem, co kocha i boleje,
Drży jako liść w wichurach nieb, —
Uśmiechem wiecznym promienieje
Nieubłagany modry sklep...

O niebo, daj mi, daj być pięknym,
Schodzącym z wyżyn w ziemskie mgły,
I beznamiętnym, i bezlęknym,
I tak ogarniać świat, jak ty!

Dmitrij Mereżkowski
przeł. Zenon Przesmycki

Dzieci nocy

Kierujący nasze oczy
Na wschód bladą mgłą owiany,
Dzieci smutku, dzieci nocy,
Na proroka wciąż czekamy.

Gdy o niewiadomym śnimy,
Gdy nadzieja w sercach skrzy się.
Umierając zaś – tęsknimy,
Niestworzony świat nam śni się.

Jest zuchwałość w naszych pieśniach,
Ale śmierć gwałtowna czeka
Nas, zwiastunów nazbyt wczesnych
Wiosny, która nazbyt zwleka.

Pochowanych zmartwychwstanie
I pośród głębokiej mgły
Północnego kura pianie,
I przedświtu chłód – to my.

Stopnie w otchłań prowadzące,
Dzieci mroku, słońca chcemy –
I jak cienie w świetle słońca,
Gdy ujrzymy je, umrzemy.

Dymitr Mereżkowski
przełożył Włodzimierz Słobodnik

Parki

Wszystko jedno, co tam będzie!
Przędźcie, Parki spracowane,
Nitki życia poplątane,
A ty kręć, wrzeciono, kręć się.

Trzy boginie, każda przędzie,
Zmogła je od wieków nuda:
Wszystko nicość, pył, ułuda,
A ty kręć, wrzeciono, kręć się.

Snują nitkę losu wieczną,
- Znikąd idzie, nigdzie dojdzie –
Obojętnie ciągną kądziel,
A błagania ich nie zmiękczą.

Siwą głową trzęsą Parki,
Piękno ich nie ujmie żadne;
Gorzką prawdę, samą prawdę
Mówią ich wyblakłe wargi.

My zaś – kłamców przypadł los nam;
W naszym sercu, w sercu marnym,
Spoiwem nierozerwalnym
Prawda się z oszustwem zrosła.

Ledwo słowo powiem – kłamię;
Rozciąć węzeł? – lęk mnie dławi.
Więc rozsupłać? – któż potrafi!
Poddać się? I to nie dla mnie.

Z kłamstwa – życie, z kłamstwa – wiara,
W kłamstwie źle mi, w kłamstwie ginę.
Tę okrutną plątaninę
Nitek życia, Parko stara,

Sznury strachu niewolnicze
Czy miłości – wszystko jedno –
Kiedyż wreszcie, kiedyż przetną
Jednym cięciem twe nożyce!

Dymitr Mereżkowski
przełożył Leszek Kołakowski