Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nieścior. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nieścior. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 września 2014

Asceza myśli

  Teolog z Pontu zaleca, aby każdą myśl sądzić przed trybunałem serca. Trzeba być pasterzem własnych myśli. Istotnym zadaniem każdego mnicha, który do takiej walki został szczególnie powołany, jest uwolnienie umysłu z wszelkiej nieczystej myśli i przed­stawienie go Chrystusowi. Tymczasem walka z grze­chem myślowym jest trudniejsza niż z uczynkowym. Praca nad myślami stanowi więc pierwszy front chrze­ścijańskich zmagań. W nauce Ewagriusza można wy­różnić kilka elementów strategii tej walki.

  Praktike. Ten podstawowy etap ascezy Ewagriusz nazywa duchową metodą, która oczyszcza namiętną część duszy. Mąż praktyczny zabiera się stanowczo do zaprowadzenia ładu przede wszystkim we własnych myślach. Dokonuje tego przez praktyko­wanie przykazań i zdobywanie cnót przeciwnych na­miętnościom, przez modlitwę, lekturę Pisma Święte­go, czuwania, post, jałmużnę i pracę fizyczną. Korzy­sta także z kierownictwa duchowego. Na drugim etapie, podczas tak zwanej kontemplacji naturalnej, fisike, wniknięcie w ostateczne racje stworzonych bytów pomaga mu oddalić złe myśli. Praca nad my­ślami zostaje zatem wpisana w szeroki kontekst asce­tycznego trybu życia.

  Diakresis. Ewagriusz zachęca do tego, żeby być „odźwiernym serca", przepytującym każdą myśl, „od kogo pochodzi". Rozeznawanie myśli wchodzi w zakres wspomnianej kontemplacji naturalnej, a za­tem elementarnej formy teoria. Przedmiotem owego rozeznawania jest ludzka natura oraz jej psychiczna i duchowa aktywność. Jednak źródło owego rozezna­wania pozostaje ponadnaturalne. Diakrisis - w sensie ścisłym - to dar nadprzyrodzony, łaska dana umysło­wi oczyszczonemu przez modlitwę, lekturę Pisma Świętego i ascezę. Człowiek posiadający taki chary­zmat, czyli prawdziwy gnostyk, staje się mistrzem życia duchowego. Zakres owego rozeznawania pozostaje szeroki - rozpoznawanie źródeł pochodzenia po­szczególnych myśli, sposobu i okoliczności ich działa­nia, odgadywanie strategii demonicznych podstępów i wgląd w wiele innych tajników życia duchowego. Ewagriusz niewiele mówi wprost o naturze tego daru, jednak cała jego twórczość jest jego praktyczną ilu­stracją.

   Antirresis. Oryginalnym wkładem pontyjskiego mnicha w naukę ascetyczną jest proponowana przez niego metoda sporu z myślami za pomocą Biblii. Antirresis, dosłownie oznacza „słowo zaprzeczają­ce". Jest to słowo, które zbija argumenty podsuwane przez podszepty zła. Gdy zorientujemy się, że jakaś myśl nie pochodzi od Boga czy z innego szlachetnego źródła, należy odrzucić ją od siebie tak szybko, jak to tylko możliwe. Proponowaną strategię Ewagriusz najobszerniej wykłada w Prologu do pisma Antirrheticus. Ten kategoryczny sposób prowadzenia sporu z ku­szącymi myślami, jego zdaniem, jest głęboko zakorze­niony w tradycji biblijnej. Praktykował go Mojżesz, Dawid, Kohelet, a nawet sam Jezus, kuszony potrój­nie przez diabła, jak również pierwsi mnisi, na przy­kład Antoni Pustelnik. Wykorzystuje się tu pewne za­sady rządzące ludzką psychiką, a przede wszystkim prawo zmienności myśli. Spór zostaje ujęty w słowa. Szeptanymi, bądź powtarzanymi w myślach frazami Pisma Świętego, asceta zbija sugestię zła, podpowia­daną przez ludzką naturę albo złe duchy. Następuje werbalizacja pokusy,  a zatem również jej uświadomienie. Podważa   się   wiarygodność   podpowiadanej myśli a wobec jej irracjonalnej natarczywości stosuje mechanizm dziecięcej ucieczki pod opiekę Bożą. Gdy niebezpieczeństwo nie jest zbyt wielkie i zachodzi możliwość pewnego dialogu  z myślami, poleca się ich sublimację. Korzyść płynąca z poddania się rzekomo słusznej sugestii jest niczym w perspektywie wiecznego dobra obiecanego przez Słowo Boże. Walczący mnich staje w obecności Bożej i słowem natchnionym przywołuje moc jego Autora. Mobilizuje wszystkie swoje siły. Odpierając pokusę angażuje się nie tylko umysłowo, ale także wolitywnie i emocjonalnie. W istocie antirresis jest modlitewną praktyką, która ma ogromny walor terapeutyczny. Sposób, w jaki usuwa się myśl w samym jej zarodku, świadczy o roztropności profilaktycznego działania, zapobiegającego grzechowi myślą, a tym bardziej czynem.

  Mnich z Pontu, tworząc pewien system, doktrynę był teologiem ex professo. Schematyzm jego niekiedy działa zniechęcająco na tych, których fascynuje niepowtarzalność drogi każdego człowieka do świętości. Znajdujemy tu z pewnością ślady greckiego, intelektualnego spojrzenia na świat i ludzką naturę. Fascynacja doktryną Ewagriusza jeszcze dzisiaj może być wyrazem pewnego snobizmu. Jednak był on bodajże pierwszym, który ujął w spójny system całą dziedzinę życia duchowego i ascezy. Chociaż jego program ukształtowały konkretne potrzeby środowiska pustelniczego, to jednak w jego nauce, choćby w temacie ascezy myśli, wszyscy możemy znaleźć wiele dla siebie”.
 
Leon Nieściór
 (Ze wstępu do II tomu Pism ascetycznych Ewagriusza z Pontu)

środa, 30 kwietnia 2014

Recepta Nila na chorobę namiętności


Nil ma właściwie jedną receptę na chorobę namięt­ności. Należy usunąć samą ich przyczynę, którą są często czynniki zewnętrzne budzące w nas określone afekty. To prawda, że bez naszego przyzwolenia nie zadomowią się w naszym wnętrzu, jednak pozostaje również prawdą, że bez zewnętrznej stymulacji słabną z czasem czy nawet zanikają. Należy odsunąć się od tych rzeczy, które utrwalają w nas jakąś złą skłonność. Gdy zatrzyma się w górze nurt rzeki, strumień spły­nie i będzie można zobaczyć piasek na dnie. Podobnie człowiek nabiera czystości umysłu pozwalającej poznać siebie, gdy odcina źródło zewnętrznych wrażeń przy­swajanych przez zmysły. Kto chce mieć czyste ser­ce, powinien jakby zakratować okno swego serca, aby postawić zmysłom zaporę myśli. W trosce o czystość mnisi mają unikać zbędnego przebywania z ludźmi i wychodzenia ze swego klasztoru. Nil proponuje ideał pewnej klauzury przeznaczonej zarówno dla początku­jących, jak i zaawansowanych w ascezie, bo w jednych utrwala nawyk, drugich prowadzi do dalszego postę­pu. Stawia sprawę radykalnie: bez koniecznej potrze­by nie należy patrzeć na kobiety. Nie da się, obracając się w świecie i doznając różnych wrażeń zmysłowych, nie ulec jakiemuś skażeniu, choć często się tego nie za­uważa. Do obrazów widzianych w dzień powróci się niechybnie, gdy umysł znajdzie się w stanie spoczyn­ku. Intensywne życie towarzyskie pozostawia w umy­śle mnicha wiele ran za sprawą zmysłów. Ponadto istnieje fundamentalna racja religijna dla koniecznej rezerwy względem świata. Jest trudne lub w ogóle niemożliwe to, żeby w środku ludzkiej społeczności prze­bywać z Bogiem bez rozproszenia. Trzeba przebywać wewnątrz, a nie na zewnątrz, jak Mojżesz czy Jozue, którzy odsunęli się od zgiełku obozu i zamieszkali w swoim namiocie. Najbardziej miarodajny przykład dał Pan Jezus, który często oddalał się od tłumu i prze­bywał samotnie na modlitwie. Dystansując się do ludzi należy tym bardziej zdystansować się do rzeczy materialnych. Jak w zapasach obnażenie ciała utrudnia przeciwnikowi jego uchwycenie, tak ogołocenie z dóbr materialnych i trosk o nie utrudnia zrodzenie się na­miętności. Wielcy prorocy rezygnowali z mienia, aby nie ulegać zbędnemu rozproszeniu. Podobnie prakty­kowanie skromnej diety stawia tamę obżarstwu i innym żądzom. Rozsądek wymaga, aby unikać niepotrzebnych walk. Kto czegoś z rzeczy zewnętrznych nie poznał, nie będzie o nie czy z nimi się zmagał, gdyż pamięć nie dostarcza ich wspomnień. Lekkomyślnością jest wystawiać się na przykład na podnietę rozkoszy, boga­ctwa, sławy, smutku czy lepszych pokarmów. Mnich z Ancyry proponuje ideał hezychazmu, wyciszenia, któ­re stanowi metodyczny sposób, najprostszą i najkrótszą drogę do uświęcenia się [Słowo „hesychia”  w czasach Ewagriusza z Pontu i Nila z Ancyry zdaje się nie określać jeszcze szczególnego nurtu w duchowości mo­nastycznej. Oznacza stan skupienia, kontemplacji, właściwy odosob­nionemu życiu. Hausherr wyodrębnia cztery elementy właściwe temu stanowi: odejście od świata zewnętrznego (fuge), milczenie (tace), we­wnętrzny pokój (quiesce) i czujność w pracy nad sobą (nepsis) (I. HAUSHERR, L’hesychasme. Etude de spiritualite, OCP 22 (1956), s. 18-40, 247-285). Z czasem słowo to stało się terminem technicznym okre­ślającym pewien nurt duchowości monastycznej, kładącej akcent na modlitwę nieustanną. Rozróżnia się trzy etapy hezychazmu: synajski, związany z klasztorem św. Katarzyny, założonym w 527 r., atonicki, związany z górą Atos w Bizancjum, przypadający na XIII-XIV w., oraz neohezychazm, powstały w Rosji w XV w, przejmujący tradycję bi­zantyjską]. Ta droga jest bezpieczna, bo odbywana w dzień, w przeciwieństwie do drogi w noc­nym mroku, która symbolizuje skłonność do narażania się na namiętności. Jeśli ktoś nie ma kontaktu z rze­czami szkodliwymi, to nie przyjmuje ich umysł i nie przyswaja ich wyobraźnia, i nie rodzą się namiętności, a w zamian za to istnieje wewnątrz głęboka cisza i po­kój. Najskuteczniej siłę namiętności rozbraja się nie przez bezpośrednią konfrontację z ich niebezpieczeń­stwem, ale właśnie przez unikanie go. To swoisty po­wrót do raju, w którym żadna materia zewnętrzna nie wzniecała namiętności. Taktyczna walka polega na unikaniu bezpośredniej konfrontacji. Jakaś konfronta­cja jest nieunikniona, bo w samej naszej naturze drze­mią różne popędy, którym trzeba stawić czoła. Chodzi wszakże o to, by nie prowokować ich przez dostarcze­nie materii zewnętrznej. Nie prowokowane z zewnątrz, są słabe i z czasem ucichną. Myśl Nila streszcza się krótkiej zasadzie: odciąć złu drogę dostępu do siebie.

  Ważny jest również moment, w którym człowiek zamyka drogę złu. Nil wielokrotnie wskazuje na to, że trzeba to uczynić jak najwcześniej. Nie wolno da­wać dostępu szkodliwym wyobrażeniom, bo uleganie im prowadzi do niewoli złego postępowania. Przez małe grzechy można popaść w głęboką otchłań złości. Jest absurdem wystawienie siebie na wielkie zmaganie z namiętnościami, gdy one nas zniewalają i wprost pozbawiają szans na zwycięstwo, podczas gdy można było odnieść zwycięstwo łatwym sposobem i bez większego wysiłku - wtedy, gdy one jeszcze nie miały przewagi nad nami.

Trzeba wypowiedzieć walkę namiętnościom wówczas, gdy one, niczym mrówki, występują jeszcze w formie drobnych wyobrażeń, a nie wtedy, gdy już roz­winą się i stają się groźne niczym lew. To przez obrazy zmysłowe namiętności uzbrajają się przeciwko nam. W   protoewangelicznym   obrazie   miażdżenie   głowy węża oznacza dla naszego autora niszczenie zła w sa­mym jego zarodku. Jeśli odeprzemy natarcie przyjem­ności, właściwie rozbroimy cały mechanizm wrogiego podstępu. Chodzi o to, by jakby wyrywając ofiarę z paszczy zła uprzedzić jego zgubne działanie. Należy zgładzić nasienie Babilonu, to jest usunąć obrazy, gdy one, zasiane ze spichlerza zmysłów na glebę umysłu, jeszcze nie wypuściły pędów zła1. Jak usycha roślina pozbawiona dopływu wody, a strumień zatrzymany w górnym nurcie pozwala dojrzeć suche dno, tak namiętności nikną bez zewnętrznej stymulacji. Być może Józef, pochwycony za szatę przez żonę Potifara, nie mu­siałby staczać tak ciężkiej walki, gdyby już na samym początku ogołocił się z troski o wszelką rzecz zmysło­wą. Gdy na samym początku odrzuci się złe wspo­mnienie, to namiętne wyobrażenia nawet we śnie mogą nas nie nawiedzać. Każdy zmysł i każda czynność umysłu - na przykład myśl, słowo, wyobrażenie - do­znają spokoju, a umysł staje się jak jasne niebo dzięki swej trzeźwości i czuwaniu. Dojrzałą ascezę cechuje profilaktyczne działanie.

   Z pewnością wiele czynników zadecydowało o rady­kalizmie, z jakim Nil kreśli ideał wyrzeczenia się. Ten negatywny aspekt ascezy warunkowany był zapewne grecką formacją filozoficzną, jaką otrzymał, osobistą fa­scynacją życiem pustelniczym i hezychazmem, powsta­łą być może w pewnej reakcji na współczesne mu realia monastycyzmu. Dzisiaj powiedzielibyśmy, że w samej rzeczywistości zakonnej, obok charyzmatu życia klau­zurowego i kontemplacyjnego, jest również miejsce na inną drogę powołania, mianowicie apostolat. Dzięki apostolskiemu charyzmatowi szeroki kontakt ze świa­tem nie staje się przeszkodą, ale nawet instrumentem uświęcania siebie i innych. Do realizacji w świecie swe­go chrześcijańskiego powołania tym bardziej wezwany jest inny stan w Kościele - wierni świeccy. Tym nie­mniej każdy charyzmat jest do jakiegoś stopnia własno­ścią wszystkich. Nauka Nila, proponującego charyzmat hezychii, ma dużo do przekazania każdemu czytelni­kowi, który otwiera się na podstawowe prawdy życia duchowego i zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństwa nadmiaru wrażeń atakujących go ze wszystkich stron. Dzisiejsza lektura pism Nilowych może przynieść dużo więcej aniżeli tylko prowokację. Prawdziwi mistrzowie życia duchowego wnoszą w każdą epokę swoją mą­drość.

Za: Nil z Ancyry, Pisma ascetyczne, przekład, wstęp i opracowanie: Leon Nieścior OMI, seria: źródła ascetyczne t. 46, starożytność t. 31, Tyniec- Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2008 


wtorek, 29 kwietnia 2014

O powstawaniu namiętności


  Mnich z Ancyry zastanawia się nad sposobem, w jaki namiętności opanowują człowieka. Najbardziej wnikli­wą analizę znajdujemy bodajże w rozdz. 11. De monachorum praestantia. Namiętności współkształtuje kilka czynników: naturalne popędy w człowieku, bodźce ze­wnętrzne oraz wola i umysł człowieka. Gdy Nil mówi o popędliwości, przyjemności i smutku jako sitach bę­dących w stanie spoczynku i nie znajdujących zewnętrz­nego wyrazu, to zapewne ma na myśli afektywność, skłonność do różnych doznań, a zatem same w sobie neutralne popędy, instynkty. Doznania zmysłowe poru­szają żądzę, a w jej następstwie, w zależności od tego, czy zostaje ona zaspokojona czy nie, rodzi się przyjemność albo smutek. Gdy zostaną rozbudzone przez czynniki zewnętrzne i spotkają się z ludzkim przyzwoleniem, stają się motorem ludzkiego myślenia czy nawet działa­nia. Nil zauważa, że nawet bez zewnętrznej stymulacji mogą urosnąć w siłę, tym niemniej na jakąś mniejszą skalę, być może nie będąc w stanie obezwładnić cał­kiem człowieka. Są one jakby pewnym surowcem dla potencjalnych namiętności. Mnich z Ancyry odwołując się do obrazu bożków lepionych z gliny widzi podwójną analogię namiętności do tego rodzaju tworów ludzkich rąk. Dzięki ludzkiemu przyzwoleniu, które staje się pewnym bałwochwalczym aktem, mimowolne skłon­ności zakorzenione w ludzkiej naturze znajdują swój finał w trwałych upodobaniach i dążeniach, podobnie jak z gliny formuje się posąg. Poza ową analogią na po­ziomie moralnym zachodzi również analogia na pozio­mie religijnym. Człowiek stawia jakąś osobę czy rzecz na najwyższym piedestale zarezerwowanym Bogu.

   W kształtowaniu się namiętności uczestniczy zatem cała struktura natury ludzkiej, to jest zarówno sfera afektywno-popędowa, jak i wolitywno-racjonalna. Or­gana naszej ludzkiej percepcji, kiedy zostaną pobudzo­ne przez jakąś zewnętrzną materię, utrwalają w sobie jej obecność dzięki władzy pamięci i wyobraźni. Ma to miejsce wtedy, gdy człowiek chce podtrzymać obecność owej materii, a mówiąc konkretniej: jeśli na jakieś rze­czy patrzy i ciągle je rozważa. Powiada autor, że na­miętności zwykle zniewalają myśli przez niestosowne rozmyślanie. Obecność tej materii zostaje dzięki temu jakby przedłużona. Nil często wskazuje na zjawisko odciskania w umyśle śladów tej materii. Pamięć i wy­obraźnia posługuje się dwoma instrumentami utrwa­lania doznanych wrażeń - wspomnieniem i wyobrażeniem. Proces owego utrwalania ma charakter ciągły - nie jest z niego wyłączony nawet czas nocnego spo­czynku, gdy dzienne doznania są dalej podtrzymywane przez senne wyobrażenia. Aby owa podnieta była we wnętrzu człowieka ciągle obecna, muszą współdziałać wszystkie władze. Zmysły przyjmują pewne namiętne obrazy, umysł przez myśl, pamięć przez wspomnie­nie, a wyobraźnia przez przedstawienie przejmuje i utrwala doznane wrażenia, natomiast wola znajduje w nich upodobanie. Być może Nil ma na myśli działa­nie wszystkich tych władz, gdy mówi o poruszeniach umysłu, które rodzą wspomnienia rzeczy i ich wyobra­żenia. Mamy tu do czynienia z podstawowym prawem ludzkiej psychiki, która przy współpracy wzajemnej różnych elementów natury ludzkiej zapisuje w sobie i utrwala doznane wrażenia. Inaczej mówiąc, nic, co człowiek zmysłowo dozna, przyjmie uczuciem, rozważy w umyśle, wspomni w pamięci, przedstawi sobie w wy­obraźni, zaakceptuje wolą, nie jest obojętne dla jego ko­lejnych wrażeń, uczuć, myśli, wspomnień, wyobrażeń, upodobań, a w końcu działania. Jedno pociąga za sobą drugie. Na końcu ciągu następujących po sobie doznań, jeśli człowiek opowie się przeciwko swemu sumieniu, powstaje namiętność.

   Mnich z Ancyry, korzystając z dokonanej już przed nim na gruncie ascezy chrześcijańskiej recepcji anty­cznej antropologii, zwłaszcza stoickiej, opisuje w psy­chologicznych kategoriach to, czym chętnie i dziś zaj­mują się zwolennicy interdyscyplinarnego ujmowania rzeczy. Łączenie teologii życia wewnętrznego i psychologii nie jest wymysłem naszych czasów. Zawsze istniała świadomość, że psychika nosi ślady ludzkiej przeszło­ści wywierającej wielki wpływ na teraźniejszość. Jeśli jest ona jakąś przestrzenią, w której spotykają się prze­szłość, teraźniejszość i przyszłość, to czyż prawda ta nie odsyła nas do tajemnicy nieśmiertelności i pewnej cią­głości pomiędzy doczesnością i wiecznością?


Za: Nil z Ancyry, Pisma ascetyczne, przekład, wstęp i opracowanie: Leon Nieścior OMI, seria: źródła ascetyczne t. 46, starożytność t. 31, Tyniec- Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2008 

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Metodyka walki z namiętnościami



Wobec tak złożonego misterium pietatis et iniquitatis, które codziennie rozgrywa się w naszym wnętrzu, rodzi się potrzeba pewnej strategii ze strony człowie­ka, który wspomożony łaską Ducha ma opowiadać się po stronie dobra. Nil, kreśląc program ascezy, chętnie używa słowa metodos, wskazując na konieczność stoso­wania przemyślanego sposobu walki ze złymi myślami i namiętnościami. Znalezienie właściwej metody okaże się pożyteczne także dla innych, gdyż ten, kto znajdzie taką metodę, może stać się duchowym mistrzem. Sam fakt pokonania namiętności nie czyni jeszcze kogoś mi­strzem ascezy. Niezbędna jest wnikliwa refleksja nad staczaną walką. Dojrzały asceta zastanawia się na przykład nad początkiem i końcem danej myśli, wią­żąc określony skutek z jego przyczyną. Stąd Nil mówi o poznawczym trybie życia, który winien cechować prawdziwych mistrzów. Dość trafnie ujmuje strategię proponowaną przez Nila ten postulat, by ascezę prakty­kować metodycznie i bezpiecznie.

Nie będziemy zajmować się całością ascetycznego programu wspólnego Nilowi i innym pisarzom ascetycz­nym. Zwróćmy uwagę na te elementy ascezy które nasz pisarz zaleca w bezpośredniej konfrontacji z namięt­nościami. Dla Nila pozostaje oczywistością, że modlitwa stanowi konieczny środek w tym względzie. Przez rozważanie i praktykowanie duchowych słów oraz usilną modlitwę umysł odchodzi od rzeczy niemiłych Bogu, a zwraca się ku temu, o co ma się troszczyć wedle Boga. Może ze względu na tę oczywistość nasz autor niewiele rozwodzi się nad rolą modlitwy jako lekarstwa : w owych schorzeniach duszy, choć temat modlitwy jako takiej zajmuje w twórczości Nilowej godne jej miejsce. Pomoc nadprzyrodzona jest konieczna w takiej kuracji, tym niemniej nasz pisarz zastanawia się bardziej nad tym, co człowiek ze swej strony może zrobić w walce ze złymi przyzwyczajeniami.

Podstawowa zasada: musi poświęcić swój czas pra­cy nad sobą. Mnich z Ancyry chętnie używa terminów schole (scholadzein) w przeciwstawieniu do ascholia. Pierwszy oznacza mieć dla siebie czas wolny, który po­winno poświęcić się obowiązkom duchowym, drugi -być pochłoniętym przez sprawy przyziemne. Wewnętrz­ne rozterki, zmaganie się z namiętnościami wymaga refleksji nad ich przyczyną, szkodliwością, skalą wystę­powania i dynamiką. Nil podaje przykład pustelni­ka, który za pomocą kamyczków odliczał każdego dnia swoje dobre i złe myśli i czynił wnikliwy bilans postępu. Trzeba po prostu znaleźć czas na zastanawianie się nad sobą. Sama modlitwa wymaga wiele czasu. Jeśli jakiś asceta chce szczerze postępować w dobru, to musi zawsze wybierać pomiędzy troską doczesną i duchową. Na wszystko nie starczy mu czasu. Jeśli ktoś tak bardzo zajmuje się sprawami przyziemnymi, że brakuje mu na nie czasu, to tym bardziej zabraknie mu czasu na rzeczy duchowe. Brak czasu w staraniach doczes­nych wskazuje często na niewłaściwą hierarchię war­tości. Kogoś zbyt wiele pochłaniają ziemskie sprawy. Oddając się im bez reszty, doznaje niedosytu w zajmo­waniu się nimi, a nie jest świadom zaległości w spra­wach duchowych. Zadaniem mnicha jest poświęcić się trosce wokół zbawienia. Jeśli będzie to szczerze czynił, to nie pozostanie mu w ogóle czasu na rzeczy próżne. Konieczność wyboru przedmiotu naszej troski wynika nie tylko z ograniczonej ilości dysponowanego czasu. Jest jeszcze jeden naturalny powód. Natura umysłu jest taka, że nie może zajmować się dwiema rzeczami na­raz. Oddając się jednej trosce podobnie jak oko spoglą­da na jedną rzecz i musi wybierać. W przeciwnym razie będzie rozproszony, rozdwojony i pusty.

Za: Nil z Ancyry, Pisma ascetyczne, przekład, wstęp i opracowanie: Leon Nieścior OMI, seria: źródła ascetyczne t. 46, starożytność t. 31, Tyniec- Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2008

niedziela, 27 kwietnia 2014

Usunięcie namiętności


Usunięcie namiętności wymaga wiele czasu i ogrom­nego wysiłku - Nil w pewnym miejscu określa je jako bardzo trudne czy nawet niemożliwe. Skoro rzeczą trudną, czy nawet niemożliwą, pozostaje zmienić wła­sną naturę, to i usunąć jakąś namiętność-wadę, która stała się jakby naszą drugą naturą, jest rzeczą bardzo trudną. Ponieważ jest wynikiem dłużej trwającego pro­cesu w ludzkim wnętrzu, to i wykorzenienie jej stanowi na ogół dłuższy proces. Jest on skomplikowany tym bardziej, że namiętności skłonne są do odradzania się, niczym pędy chwastu czy głowa hydry. Wiele innych obrazów ilustruje ten dramatyczny proces, na przykład wzrost drzewa, wzbieranie wodnych strumieni czy to­nięcie w nich. To przede wszystkim na skutek naszej czujności lub zaniedbania słabną albo narastają namięt­ności. Wystarczy pewne przyzwolenie i brak czujności, a wraca dawna złość. Dokonuje się to tym łatwiej, im człowiek bardziej świeżo ma w pamięci niedawną długą niemoc. Wtedy nawet najmniejsza okazja staje się przyczyną nawrotu choroby. Dawne skłonności, nawet jeśli nabierzemy nowego przyzwyczajenia, po­trafią pociągnąć do minionych złości. Symbolem ta­kiego powrotu jest żona Lota. Nasz autor powtarza stare przysłowie: zła namiętność w duszy nigdy się nie starzeje. Umysł łatwo powraca do dawnego nawyku, gdy tymczasem cnota jest krucha i gdy się ją zanie­dba, przechodzi w przeciwieństwo. Obserwacjom Nila towarzyszy poczucie realizmu: droga do przezwy­ciężenia złego przyzwyczajenia prowadzi przez długie zmagania - często przez kroki postępu i cofania się. Nigdy jednak nie jest za późno, by rozpocząć walkę z namiętnościami, skoro w Jezusowej przypowieści spóźnieni robotnicy winnicy dzięki pilności prześciga­ją tych, którzy wcześniej zaczęli.

W powyższej dynamice narastającego zła zachodzi pewien paradoks. Namiętności rozwijają swoje dzia­łanie nie wtedy, gdy najbardziej działają zewnętrzne bodźce i zmysły doznają intensywnych wrażeń. Podle­gają swoistej „hibernacji". Taką porą uśpienia jest dla nich czas rozproszenia umysłu, gdy ten zajęty jest ze­wnętrznymi sprawami. One swoje działanie ujawniają później, gdy ktoś znajduje się w spoczynku. Nil odwołu­je się do co najmniej trzech sytuacji takiego odpoczynku: 1) bezczynności w sensie powstrzymywania się od pracy, 2) spoczynku nocnego, 3) monastycznego wyci­szenia. W kontekście krytyki mesalian, zaniedbujących pracę w imię modlitwy, Nil wskazuje na pożytek pracy, która zajmuje myśl i nie pozwala jej błąkać się bezuży­tecznie, gdyż mimowolnie umysł towarzyszy wykony­wanym czynnościom. W przeciwnym razie, poddając się bezczynności, wpadamy w labirynt myśli i odżywają w nas dawne żądze. Nie da się przecież utrzymać na dłużej umysłu w stanie modlitwy. Gdy ktoś stara się modlić ponad miarę swoich możliwości i obecnego stanu duchowego, modlitwa zamienia się w zwyczajną bezczynność. Naraża się podobnie na powyżej wspo­mniane niebezpieczeństwa. Zamiast obcować z Bogiem kala umysł obcując z namiętnościami. Nil szczegóło­wo opisuje to, co absorbuje mnicha na modlitwie, gdy opanowały go przyziemne pasje. Podobnie w drugiej wymienionej sytuacji, a mianowicie podczas ciszy noc­nej, przed zaśnięciem, stają przed nami obrazy ogląda­ne w ciągu dnia i odżywają tamte wrażenia. Właśnie wtedy te utajone pragnienia dążą do zaspokojenia i gdy mija dzienne natężenie zmysłów, paradoksalnie wzbu­dzają zamęt. Nocny sen utrwala to, z czym człowiek zasypia. Analogiczną sytuację sprawia monastyczny stan wyciszenia jako taki. Podczas gdy w świecie róż­ne rzeczy zewnętrzne absorbują uwagę i one są przed­miotem zabiegów czy walki, to w klasztornej ciszy, gdy bodźce  zewnętrzne  są osłabione,  przychodzi  często zmagać się bardziej z jakimś wyobrażeniem niż rzeczą czy osobą. Szczególnie na początku życia monastycznego mogą dokuczać dawne obrazy, natomiast przez całe życie musi zmagać się z podszeptem złych duchów nakłaniających do różnych przyjemności. Opisywany tu fenomen ujawnia istotę namiętności, która polega na wewnętrznym i trwałym upodobaniu w przedmiocie odnośnego afektu, niezależnie od występowania jego zewnętrznej stymulacji czy objawów.

   Nil postrzega kształtowanie się namiętności w kon­tekście ogólnego rozwoju człowieka. W okresie dzieciń­stwa - nasz autor podaje dwanaście lat jako górną gra­nicę tego wieku - dziecko nabiera nawyku ulegania wła­snym fizycznym potrzebom, a zatem swoim zmysłom. Gdy dorasta i nabywa pełnego używania rozumu, uczy się panować nad tymi potrzebami. Jednak pozostaje w nim przyzwyczajenie folgowania swoim zmysłom - moglibyśmy powiedzieć - podlegające jeszcze raczej kwalifikacji psychicznej niż moralnej. Siłą wyższych swoich władz, rozumu i woli, ma osiągnąć dojrzałość, czyli nie pozwolić, aby te niższe popędy wzięły w nim górę. Ma zapobiec ukształtowaniu się dominacji tego, co cielesne, nad tym, co duchowe. Jeśli tego nie uczyni, nigdy tak naprawdę nie dojrzeje duchowo i pozostanie, jak dziecko, zniewolony swoimi cielesnymi potrzebami. To, co u dziecka jest niezależne od niego i co należy roz­patrywać jako nieunikniony etap psychofizycznego roz­woju, u dorosłego człowieka jest znamieniem moralnej choroby. Narzuca się pytanie: czy skłonność do owego zniewolenia rzeczywiście wynika z przebiegu rozwoju człowieka, czy raczej z wrodzonej nam pożądliwości na­rzuconej przez grzech pierworodny? Należałoby z pew­nością dostrzec wieloraką przyczynę obecnej kondycji ludzkiej. Po przedstawicielu greckiej teologii IV/V w., dzielącym ze swoim mistrzem Janem Chryzostomem zapewne również i tutaj sposób pojmowania tej prawdy, trudno jednak spodziewać się wyraźnej świadomości prawdy o grzechu pierworodnym.

Nasz autor, w odróżnieniu od Ewagriusza, nie two­rzy żadnej listy tych wypaczeń niszczących duchowe zdrowie człowieka, tym niemniej wszystkie osiem na­miętności, które wymienia pontyjski mnich, są i na kartach jego pism obecne: obżarstwo, nieczystość, chci­wość, smutek, gniew, acedia, próżność i pycha. W nie­typowy dla siebie sposób w pewnym miejscu ujmuje obżarstwo, chciwość, gniew i smutek w zdawałoby się sztywnym schemacie sekwencji następujących po sobie namiętności i uzasadnia psychologicznie taką kolejność ich występowania. W skróconej wersji Nil zestawia smutek i zniechęcenie jako skutek myśli o obżarstwie. Nie należy jednak uznawać powyższej sekwencji za je­dynie możliwą, skoro gdzie indziej Nil często dostrzega na przykład nieczystość jako bezpośrednie następstwo obżarstwa, a tę z kolei widzi jako przyczynę obżarstwa czy pijaństwa. Na innym miejscu opisuje szczegóło­wo casus nieczystości jako następstwa próżnej myśli o kapłaństwie. Zjawisko następowania po sobie cie­lesnych pasji nie wyklucza zjawiska równoległego ich występowania. Nasz autor wszakże zastrzega, że współ-działają ze sobą pasje pokrewne, natomiast przeciwne sobie - wykluczają się. Timos i epitimia, słowa, które u Ewagriusza na ogół opisują strukturę duszy, u Nila niekiedy są synonimem gniewu i nieczystości. Wspól­nym mianownikiem dla wielu namiętności, a więc jakby hyper-namiętnością, jest upodobanie w przyjem­nościach - hedone. Lista owych złych przyzwyczajeń pozostaje u Nila otwarta. Jest na niej też miejsce na przykład dla zuchwałości, zazdrości, nienawiści czy niestosownego lęku. Każdy idol człowieka staje się obiektem jakiejś namiętności. O ile Ewagriusz na każdą z namiętności ma jedną, właściwą jej nazwę, która staje się wprost technicznym terminem, to Nil jakby z zasady szuka różnych określeń na nazwanie tego samego.

Za: Nil z Ancyry, Pisma ascetyczne, przekład, wstęp i opracowanie: Leon Nieścior OMI, seria: źródła ascetyczne t. 46, starożytność t. 31, Tyniec- Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2008

środa, 23 kwietnia 2014

Cel ascezy


Spośród wszystkich trudów najtrudniejszy jest trud troski o własne uświęcenie. Zawiera on w sobie dwa aspekty: negatywny - oczyścić duszę z dawnej skazy, i pozytywny - utrwalić w niej lekcję cnoty. Na tym polega prawdziwa ludzka mądrość, czyli filozofia. Nie jest ona możliwa bez jedynego prawdziwego jej nauczyciela - Chrystusa. To On wytyczył jej drogę i sam pierwszy nią przeszedł. W Nim spełniają się zatem postulaty dawnych filozofów co do przezwyciężenia namiętności i osiągnięcia wolności duszy. Monastyczne pisma Nila naznaczone są ascetycznym pragmatyzmem; mają na celu przede wszystkim ukazanie tego, co człowiek powinien uczynić, by dostąpić wewnętrznego oczyszczenia. W klimacie takich pouczeń Nil nie gubi celu nadrzędnego ascezy. Chodzi w gruncie rzeczy o to, by Chrystus był bardziej niż wszystko inne miłowany - Ten, z którym się złączyłeś. Ubóstwianie materii własnych namiętności stanowi pewną formę bałwochwalstwa. Takim rzeczom jak na przykład bogactwo, chwała, które same w sobie są bez kształtu, amorfon, czyli, jak można by rzec, nie mają wartości same w sobie, nadajemy użyteczność wymyśloną ludzkim rozumowaniem. W naszej wewnętrznej ocenie oderwanej od rzeczywistości podnosimy je do rangi bożków. Nie ubiegamy się o wieczne dobro, ale o zniszczalną materię, ukazującą bezsens pożądania. Dlatego walka o wewnętrzną czystość jest równocześnie walką o czystość religii, o miejsce Zbawiciela w życiu zmagającego się chrześcijanina. Dopiero po takim oczyszczeniu człowiek jest zdolny do autentycznej kontemplacji.

Idąc śladami ascetycznych pouczeń naszego pisarza nie możemy stracić z pola widzenia celu, do którego prowadzi wskazywana droga. Choć stan takiej doskonałości znajduje się dopiero przed nami - i może jeszcze daleko przed nami - to wszakże ile łaski i pokoju doświadczy podążający w tym kierunku człowiek już wcześniej! Najdobitniej świadczy o tym ta bardziej osobista część twórczości Nila, czyli listy. Spójrzmy na istotniejsze rysy tego ładu, do którego ma zdążać czytelnik: nienaganne postępowanie, opanowane namiętności, poddanie ciała duchowi, wyrobiony nawyk ascezy i dobrych postaw, zwanych cnotami, który sprawia, że postęp w dobru staje się coraz łatwiejszy i szybszy, głęboki pokój po stoczonych walkach, subtelna więź z Bogiem na modlitwie, radość z lektury Pisma Świętego, kontemplacji i wszelkiej modlitwy, przysłaniająca inne doczesne radości, wdzięczność Bogu za wszystko, poczucie szczęścia i zadowolenia. Nil jest świadom, że w tym przygodnym życiu nikt na stałe nie może doznawać takiego stanu, nawet święci. Im bardziej zdaje się zbliżać człowiek do takiej mety, tym bardziej widzi, że cel jakby go przerastał, jakby się ciągle wymykał. Opis, tego twórczego napięcia w ascetycznych dążeniach, nieskończonych wprost rozmiarów miłości, którą pragnie posiąść człowiek, stanowi jedną z najpiękniejszych kart Nilowej twórczości. To, że taki cel możliwy jest do osiągnięcia, aczkolwiek jedynie w pewnym stopniu, dla Nila nie ulega wątpliwości. Odnosimy nieodparte wrażenie, że przekonanie to opiera na swoim własnym doświadczeniu.

Nie wszystko z tego idealnego ładu jest naraz dostępne człowiekowi, nawet gorliwie podążającemu do celu. Gdy chodzi o samo opanowanie namiętności, to mnich z Ancyry, idąc za pewną ukształtowaną już tradycją ascetyczną, reprezentowaną między innymi przez Ewagriusza, jest przekonany o możliwości wyzwolenia się z namiętności. Taki stan jest owocem łaski Bożej i Nil nazywa go charyzmatem najdoskonalszej beznamiętności (apateias). Posiadał go św. Paweł, który mówi o sobie: Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Doznając wewnętrznego pokoju człowiek nie tylko pozostaje niewzruszony wobec zewnętrznych czynników zdolnych obudzić namiętności, ale i pozbywa się, czasami nawet we śnie, wspomnień i wyobrażeń tego, co przedtem je wzniecało. Ów stan można opisywać w kategoriach psychologicznych, ale najpełniej da się zrozumieć w perspektywie nadprzyrodzonej. Następuje w człowieku przywrócenie pierwotnego ładu, w którym dzięki łasce Bożej ciało i duch, chcąc tego samego, doznają doskonałej harmonii i uczestniczą w komunii z Bogiem.
Charakterystyka namiętności

Zagraża nam, niestety, odwrotność omawianego ładu, czyli zniewolenie namiętnościami. Z przyczyn praktycznych Nil poświęca temu dużo uwagi. Większość przecież ludzi ulega różnym namiętnościom. Namiętność jest, co wyraża już bogata etymologia słowa patos, chorobą duszy polegającą na odstąpieniu od prawej myśli, tak iż następuje pewne zachwianie równowagi i zła myśl bierze trwałą przewagę nad dobrą. Wskutek tego człowiek pozwala odcisnąć na sobie raczej ślady zła aniżeli dobra, przedkładając rzeczy szkodliwe nad pożyteczne. Kształtuje się zły nawyk, nawet jeśli przejawia się tylko w myśleniu. Nabywa się złego przyzwyczajenia, które staje się drugą naturą, a zatem ulega się pewnej wadzie. Warto wskazać na tę werbalną subtelność, że wada wyraża bardziej nawyk złego postępowania, gdy tymczasem namiętność - wewnętrzne nastawienie, z którego tamto wynika. Namiętność jest zniewoleniem, stąd Nil, jak inni, często używa obrazu więzów krępujących człowieka dla ukazania tego chorobliwego stanu. Na uwięzi trzyma człowieka jego własna myśl. Owo zniewolenie dokonuje się z czasem, gdy podczas wewnętrznych zmagań coraz bardziej aprobuje się złe myśli. Przychodzi moment kulminacyjny, porównywany do wzniecenia ognia, gdy kształtowana namiętność zajmuje już trwałe miejsce w myśleniu czy działaniu. Zaczyna się nieraz od niewielkiego braku czuwania nad swoimi zmysłami, a kończy się na grzechu uczynkowym. U Dawida na przykład miał on charakter dramatycznego upadku, bo od niepowściągliwego spojrzenia przeszedł król do aktu cudzołóstwa, a potem nawet i zabójstwa. Człowiek traci duchowe rozeznanie, obojętnieje na dobro i przestaje słuchać napomnień pochodzących ze swego sumienia czy z zewnątrz. Ulegając afektowi nie jest w stanie rozpoznać podstępu myśli. Nachodzące po sobie obrazy, gdy umysł znajduje się w stanie rozproszenia na skutek gmatwaniny myśli, nie pozwalają rozpoznać drzemiącej głębi namiętności, są niczym nurt strumienia, który uniemożliwia zobaczenie piasku na dnie. Gaśnie światło umysłu ukazujące nam powinności naszego sumienia. Poddając się ciągle szkodliwemu działaniu myśli człowiek przestaje dostrzegać ich szkodliwość. Jest jakby w stanie chronicznej gorączki, która bezboleśnie i niepostrzeżenie prowadzi do wycieńczenia. Zaczyna działać na własną szkodę i zgubę, tracąc instynkt samozachowawczy swojego sumienia, a również na szkodę innych. Namiętności wywołują w nim wielką udrękę przez wewnętrzne rozdarcie i ciągły głód niezaspokojenia. Przestają interesować go inne rzeczy zewnętrzne, natomiast pochłaniają wyobrażenia czy wspomnienia przedmiotu afektu, na przykład osoby, która wzbudza jego gniew czy pożądanie, rzeczy przynoszącej materialny zysk, uznania i sławy, do której dąży. Taki ktoś rodzi wielokrotny plon złości. Do gry włączają się złe duchy. Po wstępnej diagnozie, w jaki sposób i na ile ktoś da się skusić, podsuwają i rozniecają podniety, aby taką drogą zniewolić te władze, do których nie mają bezpośredniego dostępu - rozum i wolę.

Za: Nil z Ancyry, Pisma ascetyczne, przekład, wstęp i opracowanie: Leon Nieścior OMI, seria: źródła ascetyczne t. 46, starożytność t. 31, Tyniec- Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2008