Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Klimak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Klimak. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 czerwca 2015

O wielomówności i milczeniu


(1)  1. [852 A] W poprzednim rozdziale mówiliśmy krótko o tym, jak bar­dzo zgubnie jest sądzić innych, a jeszcze bardziej - być osądzonym i uka­ranym z powodu języka; a skrycie przenika to także do tych, którzy wy­dają się być uduchowionymi. A teraz już zgodnie z porządkiem ustalimy przyczynę tej wady i pokażemy bramę, przez którą ona wchodzi, a raczej wychodzi.

(2) 2. Wielomówność jest siedziskiem próżności, na którym pokazuje się [852 B] i pyszni. Wielomówność jest oznaką niewiedzy, bramą obmowy, przewodnikiem błazeństwa, pomocnikiem kłamstwa, ustaniem żalu, go­spodarzem akedii, zwiastunem snu, rozproszeniem uwagi, zagładą czu­wania, ochłodzeniem zapału, zaciemnieniem modlitwy.

(3) 3. Świadome milczenie jest matką modlitwy, powrotem z niewoli, zachowaniem ognia, opiekunem myśli, tropicielem wrogów, więzieniem płaczu, przyjacielem łez, sprawcą pamięci o śmierci, malarzem kary, skrupulatem sądu, pomocnikiem smutku, nieprzyjacielem rozwiązłości języka, towarzyszem hezychii, szermierzem zamiłowania do nauki, doda­waniem wiedzy, rzemieślnikiem rozważania nad różnymi zagadnieniami, ukrytym posuwaniem się naprzód, niewidocznym wspinaniem się w górę.

(4) 4. Kto poznał swoje przewinienia, ten panuje nad językiem; a gada­tliwy [852 C] nie poznał jeszcze siebie jak trzeba.

5. miłośnik milczenia przybliża się do Boga, i rozmawiając w ukry­ciu, jest przez Boga oświecony.

6.  Milczenie Jezusa zawstydziło Piłata; i człowiek poprzez milczenie niweczy zarozumialstwo.

(5) 7. Zapominając o powiedzeniu: „Będę pilnował dróg moich, abym nie zgrzeszył językiem" [Ps 39 (38), 2] i o innym mówiącym, że lepiej jest upaść z wysoka na ziemię niż z powodu języka, Piotr powiedział słowo i „gorzko zapłakał" [Mt 26, 75; Mk 14, 72; Łk 22, 62].

8.  Co do mnie, nie chcę dużo o tym pisać, choć podstępność tych namiętności skłania mnie do pisania. W dodatku, usłyszałem kiedyś od kogoś, kto badał ze mną hezychię ust, jak powiedział, że wielomówność rodzi się niewątpliwie na jeden z tych sposobów: albo przez niegodziwe [852 D] zachowywanie się i nieopanowane przyzwyczajenie (bo język będący członkiem ciała, o ile się już czegoś nauczy, to domaga się tego z przyzwyczajenia), albo z kolei u współzawodniczących atletów przede wszystkim z powodu zarozumialstwa, a bywa że i z powodu obżarstwa. Często więc wielu poskramia żołądek, poniekąd przemocą, i zarazem osłabia język i wielomówstwo.

9. Kto rozmyśla o końcu, ten powściągnął słowa; a kto zdobył płacz duszy, ten jak od ognia odwraca się od gadatliwości.

10. Kto kocha hezychię, ten zamyka usta, a kto cieszy się wędrowaniem, ten gnany jest z celi z powodu namiętności.

11. Kto poznał zapach ognia z góry, ten jak pszczoła od dymu ucieka od nagromadzenia ludzi; bo jak dym wypędza pszczołę, tak i on przeciw­stawia się zbiorowisku.

12.  [853 A] Nie zda się na wiele powstrzymywać wodę bez grobli, ale o wiele trudniej ujarzmić nieumiarkowane usta.

Kto wszedł na stopień jedenasty, ten od razu wyciął mnóstwo zła.

Za: Święty Jan Klimak, Drabina Raju, przekład z języka greckiego i komentarz: Waldemar Polanowski, opracowanie i redakcja naukowa: Ewa Osek, Wydawnictwo Marek Derewiecki, Kęty 2011

niedziela, 8 marca 2015

Świat, w którym powstawało dzieło Klimaka


1. Świat, w którym powstawało dzieło Klimaka

Już się ma pod koniec starożytnemu światu - wszystko, co w nim żyło, psuje się, rozprzęga się". Te słowa z Irydiona Z. Krasińskiego dobrze pasują do naszej epoki. Świat starożytny w świecie śródziemnomorskim koń­czy się.

Politycznie. Dwukrotnie zrabowano Rzym, barbarzyńcy, przeszedł­szy Ren, stopniowo opanowują Italię, Galię, Hiszpanię; pada żyzna Afryka niszczona przez Wandalów, skończyło się panowanie rzymskie w Bryta­nii, którą Rzymianie opuścili. Przez Dunaj przewają się fale barbarzyń­ców, którzy docierają nawet pod mury Konstantynopola. W 614 roku Je­rozolima zostaje zdobyta i złupiona przez Persów, w 638 roku pada pod ciosami muzułmańskich Arabów, w 642 roku - Aleksandria. Arabowie opanowują Palestynę i Syrię, a następnie inne prowincje Azji Mniejszej i dochodzą pod Konstantynopol. Ich zwycięskie wojska rozpoczynają długi marsz wybrzeżami Afryki. Pada Kartagina i inne bogate miasta Afryki. Arabowie przechodzą przez Cieśninę Gibraltarską do Hiszpanii, pokonu­jąc wojska wizygockie w 711 roku. Dopiero w 732 roku pochód arabski zostaje zatrzymany pod Poitiers przez Franków.

Stopniowo upada też kultura: dobrze to widać na łuku Konstantyna, gdzie obok siebie figurują piękne rzeźby wzięte z łuku Marka Aureliusza i kiepskie - z czasów Konstantyna. Kończy się literatura: i ta klasyczna, i ta, która ją wyparła - chrześcijańska. Brakuje nie tylko Horacych i Wergiliuszów, ale także Orygenesów, Chryzostomów i Augustynów, świetnie wykształconych w retoryce i filozofii starożytnej. Dynamiczny rozwój myśli chrześcijańskiej ulega znacznemu spowolnieniu na Wschodzie, a na Zachodzie w niektórych krajach niemalże ustaje. Spory, a raczej kłótnie teologiczne szarpią siły Kościoła. Świat pogrąża się w chaosie.

Pojawiają się jednak nowi ludzie, świadomi kryzysu, którzy próbują ratować to, co jest do uratowania, przekazywać skarby kultury antycz­nej czasom nowym, a równocześnie próbują podsumować dawną epokę. W Italii Kasjodor w swoim Vivarium tworzy traktaty o gramatyce i ortografii, by młodzież mogła przynajmniej czytać i przepisywać starożyt­ne i chrześcijańskie księgi - piękny opis tego dała H. Malewska w powie­ści Przemija postać świata. Boecjusz, pragnąc przekazać dorobek filozofów greckich światu łacińskiemu, tłumaczy klasyków, co przyczyni się do odrodzenia filozofii w średniowieczu; w Hiszpanii uczony biskup Sewilli Izydor tworzy Etymologie, encyklopedię, w której przekazuje sumę na­uki starożytnej, a która stanie się podstawą wiedzy w średniowieczu; w Anglii, w klasztorze Jarrow, Beda, zwany Czcigodnym, pisze, podob­nie jak Kasjodor, traktaty z różnych dziedzin wiedzy dla przyszłych po­koleń. Te wszystkie dzieła będą często używane w szkołach klasztornych i katedralnych przez całe średniowiecze.

W tym czasie w klasztorze św. Saby pod Jerozolimą (już pod pano­waniem islamu) mnich Jan pochodzący z Damaszku, stąd zwany Damsceńskim, zbiera wiedzę boską i ludzką w swej wielkiej encyklopedii Źródło wiedzy, by ją przekazać potomnym. W pięć wieków później, gdy pod ciosami muzułmańskimi pada ostatecznie długo trzymająca się wielka kultura syryjska, która przetrwała upadek świata starożytnego, Bar Hebreus, przełożony Kościoła monofizyckiego w Mezopotamii, tworzy encyklopedię wszelkiej ludzkiej i boskiej wiedzy, by to co było wielkie w tej kulturze chrześcijańskiej, zachować od zapomnienia.

Ci wszyscy pisarze mniej lub więcej świadomie tworzyli syntezy i podręczniki, by ginącą kulturę starożytną zachować i przekazać przy­szłym pokoleniom. Zupełnie odmienny jest jednak przypadek innego, rów­nież wielkiego syntetyka i nauczyciela ascezy starożytnej, Jana Klimaka.

2. W kręgu monastycyzmu wschodniego

Od przełomu III i IV wieku rozpoczął się wielki rozwój ruchu monastycz­nego na Wschodzie. Dziesiątki, a nawet setki i tysiące chrześcijan wycho­dziło na pustynie Egiptu i Syrii czy Synaju, by żyć w pustelniach lub też wstępowało do wspólnot, takich jak klasztory św. Pachomiusza, a czy­niło to, aby pędzić życie całkowicie poświęcone Bogu i zwyciężać szata­na w miejscu jego zamieszkania - na pustyni, i na tej ziemi wypalonej i jałowej budować nowy raj, który niegdyś utracili pierwsi rodzice.

Ten ruch pozostawił nam bogatą literaturę: a więc tysiące apoftegmatów - sentencji wielkich Ojców pustyni, dziesiątki traktatów ascetycznych, żywotów świętych mnichów i „opowiadań dla duszy budujących" o mnichach. W tych dziełach mnisi starali się przekazać swoje duchowe doświad­czenia modlitwy, ascezy, walki z szatanem. Jest to więc literatura oparta nie na jakichś poszukiwaniach intelektualnych, ale na ich własnych do­świadczeniach duchowych. Tę wiedzę starał się usystematyzować wielki teolog a zarazem mnich pustyni nitryjskiej - Ewagriusz z Pontu. Tak się szczęśliwie składa, że tę „ascetyczną ojczyznę" Jana Klimaka można łatwo poznać, ponieważ wiele z dzieł tych mnichów i o nich przełożono już na język polski i są one powszechnie dostępne.

Ten wielki rozkwit pustyni zatrzymuje się w VI wieku. Najpierw klasztory i kolonie cel mnisich pustoszą najazdy plemion pustyni; wielu mnichów ginie, ucieka lub zostaje wypędzonych. Ale to nie jest najgor­sze: gwałtowne spory teologiczne niszczą wewnętrznie te wspólnoty, wprowadzają niepokój i wzajemną nienawiść. Na przełomie IV i V wieku wybuchają spory orygenesowskie, a następnie, po Soborze Chalcedońskim (451 r.), mnisi dzielą się na zwolenników i przeciwników Soboru: spory te przeradzają się w walki między poszczególnymi klasztorami, czasami nawet krwawe, a potem - z wojskami cesarskimi, jak to ma miej­sce np. w Palestynie i Syrii. Używając dalszego ciągu cytowanych słów Z. Krasińskiego: „bogi i ludzie szaleją". W VII wieku wkraczają muzuł­manie - najpierw tolerancyjni, wkrótce jednak zwalczający chrześcijan. Pod wpływem okrutnych prześladowań zmniejsza się liczba chrześcijan i klasztory się wyludniają. Kończy się epopeja pustyni, zostają jednak dzieła ascetyczne.

Ten upadek w dużo mniejszym stopniu dotknął monastycyzm na Synaju, odległym od wielkich szlaków komunikacyjnych i ówczesnego świata. Wręcz przeciwnie, rozwija się tym bardziej: powstaje klasztor św. Katarzyny i inne, mniejsze, otoczone pustelniami i w nich właśnie kwit­nie życie ascetyczne. Tam właśnie żył na przełomie VI i VII wieku Jan zwany „tym od Drabiny" (od swego podstawowego dzieła) lub „Janem Scholastykiem". Urodził się w drugiej połowie VI wieku, jeszcze w Ce­sarstwie Bizantyńskim, umarł w połowie VII wieku, już pod panowaniem islamu, który jednak chyba nie bardzo dawał się we znaki mnichom synajskim. Jego jedyne dzieło Drabina [do raju] stanowi też syntezę wieków ascezy pustyni, ale zupełnie innego rodzaju; on także, podobnie jak wspomniani pisarze, przekazał ją przyszłym pokoleniom.

Jan bynajmniej nie miał zamiaru tworzyć jakiejś syntezy nauki asce­tycznej poprzednich wieków, a jednak ją stworzył. Cechą, bowiem ów­czesnego monastycyzmu było przekazywanie innym swoich doświadczeń: tak starcy pustyni zawierali swoje doświadczenia w apoftegmatach, któ­rych mądrość zbierali i przekazywali dalej twórcy traktatów teologicznych, relacjonowali je autorzy opowieści o mnichach i dzieł hagiograficznych. Tak rodziła się wielka „ojczyzna duchowa", w której wyrosło dzieło Jana stanowiące sumę doświadczeń mnichów egipskich, syryjskich, palestyń­skich i synajskich. On sam przeżył, zarówno w czasie pobytu w pustelni, jak i w samym w klasztorze, i ubogacił je swoimi przeżyciami, przemy­śleniami i przemodleniami. I tak stworzył dzieło, by pokazać drogę pro­wadzącą do Przedwiecznego po stopniach cnót - jakby drabiny, pilnie bacząc również, by ostrzegać mnichów przed niebezpieczeństwami grze­chów czyhających na każdym jej szczeblu. Tak powstała ta specyficzna synteza ascezy starożytnej, tym jednak charakteryzująca się, że Jan mocno podkreśla, że nie godzi się nauczycielowi czerpać z pism innych t I był konsekwentny, nie czerpał bezpośrednio z ich pism, choć nietrudno w Drabnie odkryć wpływ jego wielkich poprzedników nauki ascetycznej.




ks. Marek Starowieyski,
z przedmowy do Drabiny raju

Wydawnictwo Marek Derewiecki

niedziela, 29 czerwca 2014

O ubóstwie (czyli o biegu do nieba)


ROZDZIAŁ 17 

(1) 1. [928 B] Ubóstwo jest pozbyciem się trosk, wolno­ścią od kłopotów życia, nie doznającym przeszkód podróżowaniem, wiernością wobec przykazań, obcą zmartwieniu.

(2) 2. [928 C] Ubogi mnich jest panem świata, Bogu powierzając troskę i poprzez wiarę czyniąc wszystkich niewolnikami; nie będzie on mówić człowiekowi o swoim ubóstwie, ale o tym, że jakby z ręki Pana otrzy­muje to co mu przybywa.

3.  Ubogi robotnik jest synem oddalenia się od namiętności: to, co dostaje, uważa za nieistniejące; wycofujący się od­krywa, że na wszystko, jak na gnój, spojrzeć trzeba. A jeśli o coś się martwi, to jeszcze nie stał się ubogim.

4.  Mąż ubogi jest czysty w modlitwie, a chciwy modli się o widma materii.

(3) 5. Ci, którzy trwają w posłuszeństwie, obcy są dla tych, którzy ko­chają pieniądze; skoro bowiem wywłaszczyli się nawet z ciała, to co jeszcze posiadają swojego? Tacy zwykle w tym tylko się mylą, że są lekkomyślni i skłonni do przenosin. Widziałem, że materia rodzi u mnichów wytrzy­mywanie w miejscu. Ale bardziej podziwiałem tych zbliżonych do siebie z powodu Pana [Tj. mnichów żyjących w braterskiej wspólnocie, a nie nieustannie wędrujących czy też takich, którzy co prawda pozostają w miejscu, ale tylko ze względu na „materię", tj. nieruchomości, dobra nieprzenośne].

(5)  6. [928 D] Kto skosztował tych [dóbr], które są w górze, łatwo po­gardzi tymi, które są na dole; a ów, który nie skosztował, pyszni się z bogactwa.

(6) 7. Nierozważny ubogi podwójnie źle czyni: zrzeka się [dóbr] obecnych, i pozbawia się przyszłych.
8. Mnisi! Nie będziemy więc pokazywać, że jesteśmy mniej ufni od ptaków! Bo one nie troszczą się i nie zbierają.

9.  Bo wielki jest ten, kto odrzuca majątek, ale święty jest ten, kto odrzuca swoją wolę. Tamten weźmie stokrotnie czy to w mieniu, czy [929 A] w dobrodziejstwach, a ten odziedziczy życie wieczne.

10.  Fale nie opuszczają morza, i nie opuszcza chciwca złość i zmartwienie.

11.  Kto pogardził materią - wykupił się od obrony i sporu, a kto  chciwy jest zysku - z powodu igły walczyć będzie do śmierci.

12.  Niezłomna wiara odcina troski, a pamięć o śmierci odrzuca nawet ciało.

13.  U Hioba nie było śladu chciwości: toteż pozostał spokojny, gdy wszystko utracił.

14.  Powiada się, że chciwość jest korzeniem wszelkiego zła: i tak właśnie jest, gdyż wywołuje ona nienawiść, kradzieże, zawiść, podziały, waśnie, niedole, mściwość, nielitościwość oraz zabójstwa.

15. Z powodu małego ognia spalić ktoś może wielki las, a poprzez małą cnotę można całkowicie uniknąć wyszczególnionych teraz namiętności. [929 B]  Ta właśnie  [cnota]  nazywa  się  oderwaniem  od namiętności. Rodzi ją doświadczenie i zasmakowanie w poznawaniu Boga, a także rozmyślanie nad końcową mową obrończą.


16. Dla kogoś, kto z uwagą przeczytał słowa o matce wszelkiego zła nie jest czymś nieznanym to, co ona mówi: że w jej występnym i przeklętym rodzeniu, drugim potomkiem był kamień niewrażliwości. Ale przydzie­lenie mu odpowiedniego miejsca uniemożliwił mi ten wielogłowy wąż bałwochwalstwa, otrzymujący u posiadających dar rozróżniania Ojców miejsce trzecie wśród ośmiu ogniw łańcucha - a o tym nie wiedziałem. Podążając jak należy, chcę dalej mówić o niewrażliwości jako trzeciej w obecnym układzie, a drugiej według narodzin. Potem będzie jeszcze o śnie i o czuwaniu, i o dziecinnej i niemęskiej tchórzliwości, ale te ujmę krótko, bo takie są choroby początkujących.

[929 C] Kto zdobył siedemnastą nagrodę w zawodach, ten, niema­terialny, wędruje do nieba.

Za: Święty Jan Klimak, Drabina Raju, tytuł oryginału: Kλίμαξ τού παραδείσου, Πρός ποιμένα Λόγος, przekład z języka greckiego i komentarz: Waldemar Polanowski, opracowanie i redakcja naukowa: Ewa Osek, Wydawnictwo Marek Derewiecki, Kęty 2011

środa, 30 kwietnia 2014

Boska kontemplacja


  Celem mnicha, który wchodzi na duchową drabinę, jest bezpośrednie doświadczenie Boga. Dokonuje się to w prostym spojrzeniu na Niego tak długo, jak tylko jest to możliwe oraz w uwolnieniu umysłu od jakich­kolwiek obrazów i myśli. Najwyższy poziom modlitwy u niego to „za­chwyt w Panu". Za przykład daje siebie samego, kiedy wspomina o takim doświadczeniu, które ewidentnie miało charakter ekstatyczny, podobny zresztą do przeżyć św. Pawła [2 Kor 12, 2]. Sam tak o tym napisał: „Czy przez ten cały czas byłem w ciele, czy poza nim, tego dokładnie nie powiem". Mimo wszystko jest to odosobniony przykład i nie wspomina o podobnych wizjach na innych stronach.

  W Drabinie jest jednak mowa - i to na wielu kartach - o „mistyce światła" i o „boskim oświeceniu". W mistyce chrześcijańskiej symbolika światła od samych początków aż po palamicką kontynuację cechowała się niezwykłym bogactwem. Jej początek bierze się z Biblii: „Bóg jest Świa­tłością" [1 J 1, 5], a chrześcijanie są „dziećmi światłości" [Ef, 5, 8]. Dla Klimaka symbolika światła jest bardzo ważna, o czym świadczą tak licz­ne fragmenty Drabiny z tym związane, z których przedstawimy przynaj­mniej niektóre:

(a) Czystością przezwyciężamy żądze w naszej duszy i otrzymujemy niematerialne światło, które świeci bardziej niż ogień.
(b) Czystość serca prowadzi do „oświecenia". To jest nieopisane działanie, rozumienie niepoznawalnego i widzenie niewidzialnego.
c) „Ten prawdziwie posłuszny nieraz podczas swojej modlitwy staje się jaśniejący, radośnie uniesiony".
d) Asceta pozna dar pokory w sobie dopiero wtedy, gdy zazna obfitości niewypowiedzianego światła.
e) „W doskonałości znajduje się postęp i zaiste bogactwo Bożego światła [...] Dusza, wolna od starych przy wiązań, widzi z pewnością boskie światło".
f) „Istnieje jeszcze inny sposób (oświecenia) przez ekstazę, kiedy umysł w tajemniczy i cudowny sposób otrzymuje światło Chrystusa".
g) „Kiedy cały człowiek zatapia się w miłości do Boga, co się objawia w jego ciele, jak w lustrze blask duszy i chwały podobnej do tej Moj­żesza, kiedy przebywał twarzą w twarz z Bogiem" [por. Wj 34, 29-35]323.

  W interpretacji tych fragmentów można przyjąć wyłącznie klucz metaforyczny, ale byłoby to pewnym spłyceniem całej nauki autora. Choćby takie określenie, użyte przez Jana, jak „niematerialne światło" określa właściwość nie tyle figuratywną, fizyczną lub stworzoną, co duchową i niestworzoną. Inne stwierdzenie, na przykład „niepoznawalne widzenie", mogłoby oznaczać metaforyczne oświecenie umysłu, ale wydaje się, że Klimakowi chodziło o jakiś wyższy, wręcz mistyczny, poziom oświecenia. Kiedy zaś opisuje chwałę promieniującą z twarzy Mojżesza, który widział Boga twarzą w twarz, wydaje się, że myśli tutaj o sytuacjach, które miały miejsce w życiu świętych, kiedy ciało świętego mężczyzny czy kobiety promieniowało boskim światłem, podobnym do blasku prze­mienionego ciała Chrystusa na górze Tabor. Dlatego w tym fragmencie słuszna jest interpretacja światła jako blasku eschatologicznej chwały; antycypację „przyszłych rzeczy", przedsmaku oświecenia, które nastąpi na końcu czasów. Odwołując się do tradycji duchowej, możemy powiedzieć, że światło „przyszłych rzeczy" jest już istniejącą rzeczywistością, a nie metaforyczną przyszłością.

  W ten sposób Jan Klimak wpisuje się w całą tradycję „mistyki światła" na chrześcijańskim Wschodzie, mając za sobą Pseudo-Makarego i jego Homilie duchowe, a przed sobą pisarzy, takich jak Symeon Nowy Teolog (XI w.), czy Grzegorz Palamas (XIV w.). Choć Jan jest daleko mniej wyraźny niż oni i z pewnością nie znajdziemy w Drabinie późniejszego rozróżnienia na istotę Boga i Jego energie, ale wydaje się, że nasz autor zgadza się z ich nauczaniem, że Boskość objawia się przez niestworzone światło i że człowiek może uczestniczyć w tym boskim świetle nie tylko metaforycznie, ale realnie; nie tylko w przyszłym czasie, ale również w obecnym życiu i nie tylko duszą, ale także i z ciałem.

  Ten najwyższy stan modlitwy, jaką jest „mistyka światła", prowa­dzi na szczyt drabiny duchowej, jakim jest zjednoczenie z Bogiem w miłości. Cnota ta jest wyższa od wszystkich wizji i ekstaz ducho­wych, gdyż, jak uczy Jan, sprawia ona, że człowiek staje się podobny do Boga „na tyle, na ile w ludzkich warunkach jest to możliwe". Modlitwa, która przeradza się w miłość, jest zadaniem na całe życie, również i w wieczności. Dla mnicha z Synaju istota doskonałości po­lega paradoksalnie na tym, że nigdy nie staniemy się doskonali w pełni, ale ciągle będziemy dążyć „ze światła w światło, z chwały w chwałę i z wiedzy w wiedzę".


Ks. Arkadiusz Jasiewicz (ze wstępu)

Za: Święty Jan Klimak, Drabina Raju, tytuł oryginału: Kλίμαξ τού παραδείσου, Πρός ποιμένα Λόγος, przekład z języka greckiego i komentarz: Waldemar Polanowski, opracowanie i redakcja naukowa: Ewa Osek, Wydawnictwo Marek Derewiecki, Kęty 2011  

wtorek, 29 kwietnia 2014

Apateia u Jana Klimaka


  Ciągła walka o zlikwidowanie władzy, jaką mają nad nami namiętności i ich pokusy oraz pozytywne gromadzenie cnót według zamiaru Chry­stusowego, są miarą doskonałości - według stanu integracji, który Ojco­wie nazywają greckim terminem apateia. Jak mówiliśmy wyżej, termin patos niesie ze sobą podwójny sens, negatywny i pozytywny. Podobnie i termin apateia może oznaczać eliminację namiętności (beznamiętność), ale również ich przemianę w miłość. Choć termin ten używany był zarówno we wcześniejszej literaturze pogańskiej, jak i chrześcijańskiej, choćby u Ewagriusza, spróbujemy skupić się jednak wyłącznie na nauce Jana Klimaka, co do tego tematu, a zainteresowanych wcześniejszymi znaczeniami terminu apateia odsyłamy do bogatej literatury.

  Nawet jeśli słowo pathos jest rozumiane częściej negatywnie, to apatheia - „beznamiętność" [Używamy tego terminu „beznamiętność" na określenie apateia, wiedząc dobrze, że nie oddaje właściwego sensu - apateia nie jest nieodczuwaniem namiętności lub ich brakiem, ale polega na ich nieprzyjmowaniu] nie jest zwykle identyfikowana z „niewrażliwością" czy brakiem jakichkolwiek pokus. W odniesieniu do „nieczułości" stosuje Klimak termin anaistesia, który ma w Drabinie konotacje negatywne. W rozdziale 18 Jan omawia temat niewrażliwości i opisuje ją jako ciężką, wzburzoną i głupią. Jakkolwiek pojawia się w pewnych sytuacjach w bardziej pozytywnym znaczeniu. W jednym przypadku Jan nawet identyfikuje myśl nieczułości z beznamiętnością.

  W Drabinie podkreśla się, że beznamiętność nie jest dla ascety celem duchowego wysiłku. Istnieją ponad nią jeszcze wyższe stany, kontynuujące doskonalenie się w cnotach. Bóg czasami dopuszcza niepowodzenia, by one prowadziły do jeszcze większej pokory mnicha. Można wyróżnić nawet różne stopnie beznamiętności, bowiem doskonałość nie jest czymś statycznym, lecz ciągłym procesem. Możemy tutaj doszukiwać się wpływu Grzegorza z Nyssy i jego teorii epektasis, tj. idei nieustan­nego rozwoju duchowego.

 Apatheia w sensie negatywnym w Drabinie oznacza „oczyszczenie" t .obmycie z grzechu" oraz „umartwienie ciała" i cnotę czystości.

  To eschatologiczne spojrzenie na beznamiętność zdecydowanie odróż­nia ją od czysto stoickiego rozumienia, a także odkrywa w niej elementy pozytywne; życie wieczne bowiem zaczyna się już na ziemi i już od teraz możemy upodabniać się do Boga. Jan wierzy w całkowite uświęcenie duszy i ciała razem. Nawet namiętności, chociaż są konsekwencją upadłej natury ludzkiej, mogą być odnowione przez Boga. W walce przeciwko namięt­nościom naszym hasłem powinna być „przemiana", a nie „zniszczenie"; wychowanie", a nie „wykorzenienie".

  Łakomstwo, o którym tutaj mówi Klimak, jest wadą, ale jedzenie samo w sobie nie jest grzeszne, nie ma nic złego w radości z powodu spoży­wania pokarmów. Praktyka postu nie potępiała samej czynności jedze­nia, ale służyła lepszemu przygotowaniu się na przyjęcie Eucharystii. Nawet jak zauważamy, gniew może być użyty w dobrej sprawie. Podobnie z seksualnymi impulsami, które też są darem Boga i mają wielkie znaczenie w życiu duchowym. Jan nie obawia się używać terminu eros w odniesieniu do Boga. Impulsy seksualne nie są likwidowane, ale kierowane w inną stronę. W ten sposób cielesnej miłości nie uważa Scholastyk za grzeszną, lecz radzi, by ją używać jako drogę uwielbiania Boga.

  Apatheia może być postrzegana, podobnie jak to czynili messalianie, jako pewna odporność na pokusy lub nawet bezgrzeszność, stan ducha wolny od wzburzeń i zmysłowych bodźców.

[W uproszczonej wersji herezji messalian obecność Ducha św. wyklucza jakąkol­wiek możliwość grzechu, a słowa niewzruszoność", doskonałość", bezgrzeszność" są w związku z tym synonimiczne. Często mylili grzechy z namiętnościami]

  W każdym razie dzięki reakcji przeciwko messalianom słowa pathos oraz apatheia nabrały znaczenia ściśle moralnego, a termin apatheia wszedł pełnoprawnie do chrześcijaństwa ortodoksyjnego. Chrześcijanie nigdy nie utożsamiali apathei z nieskazitelnością, stanem kogoś, kto nie może po­pełnić grzechu. Również Pseudo-Makary występował przeciwko temu błędowi; u ludzi „duchowych" zawsze bowiem żywa jest pokusa pychy. Złe myśli pojawiają się w duchu nawet u osób, które osiągnęły już do­skonałość, gdyż nie zależą od nich. Stąd apatheia nie polega na nieodczuwaniu namiętności, ale na nieprzyjmowaniu jej. Za przykład Klimak podaje Hioba, który wszystko, co posiadał, stracił, a mimo to pozostał „niewzruszony". On nie stracił swojej wiary i miłości do Boga, dlate­go zdołał to wszystko znieść.

  Jak więc zauważamy w Drabinie, nie tyle apatheia ma znaczenie negatywne, ile jest wolnym spojrzeniem na świat i ludzi. Jak poucza Klimak, kiedy mnich nabędzie nadzwyczajny stopień czystości, widząc piękną nagą kobietę, będzie potrafił chwalić Boga za to. Apatheia według autora nie jest z pewnością formą jakiejś obojętności lub neu­tralności. To charakterystyczna właściwość osoby „ozdobionej cnotami" nie jest apatią, czyli brakiem jakichkolwiek namiętności czy odczuć, ale wykorzystuje pathos nie do grzechu, lecz do wzbogacenia cnoty. Apa­theia jest darem danym tym, którzy starają się upodobnić do Boga i całkowicie z Nim się zjednoczyć. Dzięki niej serce może zostać oczyszczone i stać się mieszkaniem dla Boga. U Jana połączona jest ściśle z pokorą, która jest córką apathei, a także najłatwiejszą drogą ku niej. Dla mnicha z Synaju im głębsza była pokora, tym wyższy sto­pień apathei. Tylko asceta pełen pokory będzie ciągle odkrywał, że stan ten jest boskim darem.

  Prawdziwa natura apathei objawia się u Klimaka poprzez miłość. Ostatecznym więc celem wszelkiej praktyki ascetycznej jest miłość.


Ks. Arkadiusz Jasiewicz (ze wstępu)

Za: Święty Jan Klimak, Drabina Raju, tytuł oryginału: Kλίμαξ τού παραδείσου, Πρός ποιμένα Λόγος, przekład z języka greckiego i komentarz: Waldemar Polanowski, opracowanie i redakcja naukowa: Ewa Osek, Wydawnictwo Marek Derewiecki, Kęty 2011  

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Diakris


  Ogólnie rzecz biorąc, sposobem walki jest gotowość do podjęcia praksis, czyli życia ascetycznego, które jest - od strony negatywnej - wykorzenie­ni wszelkiej nieuporządkowanej miłości własnej, zwalczaniem namiętności - od strony pozytywnej - urzeczywistnieniem zamiaru Chrystuso­wego poprzez rozwijanie wszelkich cnót chrześcijańskich. Jednak zanim powiemy o cnotach, to wcześniej skupimy się na omówieniu dwóch podstawowych reakcji ascety na działanie namiętności: rozróżnianiu i za­przeczeniu.

Rozróżnianie (diakris)

  Skoro jednym z ważnych problemów ascetycznych Ojców był problem nieustannej modlitwy, było dla nich koniecznością zwracanie szczególnej uwagi na rozeznawanie duchów, by sprzeciwić się wszelkiej sile, która groziła wyrwaniem ich z nieustannego świadomego powierzania się Bogu. Rozeznanie zajmuje ważne miejsce w myśli Jana Klimaka. Jeden z najdłuższych rozdziałów Drabiny (26) poświęcony jest temu tematowi. Pojęcie diakrisis, które jest bardzo znaczące w całej tradycji ascetycznej, ma cztery główne i różne znaczenia: rozróżnienie dobra i zła [Hbr 5, 14], wgląd w myśli innych, rozeznanie duchów [Łk 9, 55; 1 Kor 12, 10] i roztropność. Jan Klimak sam używa podobnych kategorii w 4 roz­dziale, mówiąc o posłuszeństwie.

  Przede wszystkim rozeznanie jest darem widzenia [1 Kor 12, 10], kiedy asceta otrzymuje „oczy do przewidywania" i wewnętrznego przenika­nia. Dla Jana dar rozeznania jest owocem pokory. Asceta, który czuje się mniejszym od wszystkich stworzeń, zostanie przez Boga podniesiony tak wysoko, iż będzie w stanie widzieć niewypowiedziane tajemnice Boże. Mnich staje się niezwykłym obserwatorem. Duchowe spojrzenie jest skutkiem przemiany i oświecenia. Taka osoba spostrzega fałsz złego ducha u siebie i u innych. Jest w stanie przewidzieć wydarzenia, używając „oczu duszy", czyli umysłu (nous). Asceta staje się światłem dla innych, by oni mogli ujrzeć wolę Boga.

  Najpierw osoba rozeznająca oddziela popełniony grzech od grzeszni­ka; grzech potępia, grzesznika zaś miłuje. Rozeznanie zatem ma za zadanie odróżnić dobro od zła, cnotę od wady. Ten, kto ma rozezna­nie, będzie roztropnie omijał pułapki złego ducha. Trzeba pamiętać, że rozeznania nie można się nauczyć, ono jest darem. Osoba, która posiada ten dar, wie, komu i w jaki sposób oraz według jakiej miary zastosować środki lecznicze. To dzięki rozeznaniu możemy uczyć się, w jaki spo­sób walczyć z namiętnościami.

  Jeśli mamy wzrastać na drodze życia i miłości, musimy w sobie sa­mym rozpoznać nasze głębokie uczucia, a zwłaszcza motywy, które nami powodują. Mamy stać się świadomi naszych skrywanych pragnień i osobistych słabości, mamy się z nimi zmierzyć i przyjąć je z bezkom­promisową prostotą i szczerością, bez żadnych racjonalizacji czy po­krętnych wyjaśnień. Jan ciągle przypominał, że nie można uchylić się od walki, można tylko przez nią przejść. Wymaga to ciężkiej pracy i ogromu cierpliwości. Cnotą pustyni jest trud - początek i podstawa innych cnót.

  Na tej drodze cierpliwego rozeznawania własnych myśli asceta nie powinien być sam, lecz opierać się na ocenie swojego mistrza duchowe­go, którego głównym zadaniem było rozstrzyganie często zawiłych sytu­acji duchowych mnicha. Abba posiadał często dar przenikania serca i myśli, mógł zrozumieć wolę Bożą odnośnie do poszczególnych dusz i rozeznać, czy to natchnienie pochodzi od dobrego ducha czy od złego. Ojciec pomagał więc rozeznać, czy dany mnich w swej pracy nie kieruje się iluzjami, czy ma właściwą motywację. Przypominał, że przesadny radykalizm może mieć charakter demoniczny. W ten sposób starzec obiektywizował myśli i pragnienia, pomagał dostrzec rzeczywiste cele, rozumieć ukryte i nie zawsze uświadomione motywacje, a także kryjące się niebezpieczeństwa. Pozwalał uczniowi poznać samego siebie i zobaczyć swe prawdziwe wnętrze. Klimak przestrzega jeszcze ascetę przed zbyt szybkim pragnieniem zdobycia szczytu drabiny doskonałości. Dla Jana wszyst­ko ma swój czas, również ten, kiedy dane nam będzie osiągnąć szczyt drabiny duchowej.

Ks. Arkadiusz Jasiewicz (ze wstępu)

Za: Święty Jan Klimak, Drabina Raju, tytuł oryginału: Kλίμαξ τού παραδείσου, Πρός ποιμένα Λόγος, przekład z języka greckiego i komentarz: Waldemar Polanowski, opracowanie i redakcja naukowa: Ewa Osek, Wydawnictwo Marek Derewiecki, Kęty 2011  

niedziela, 27 kwietnia 2014

Amerimnia - wewnętrzne wyciszenie


Samotność i milczenie nie czynią jeszcze mnicha hezychasty. Jak któregoś dnia stwierdził wielki propagator duchowości hezychastycznej, Nikodem Hagioryta, w nas zawiera się rozmowa wewnętrzna, poprzez którą „rozumujemy i tworzymy dzieła, wydajemy sąd i czytamy całe księgi w ciszy, bez otwierania ust". Większość osób rozumuje logicznie albo nielogicznie w milczeniu, pozostają na łasce i niełasce swoich emocji.

Hezychasta, w swoim poszukiwaniu Boga posiada wroga straszliwszego od społeczeństwa ludzkiego i zewnętrznego rozproszeni jest nim rozproszenie serca, które jest niespokojne, wzburzone, przywiązane do zwyczajów, trosk, myśli, całego arsenału, który wnosi ze sobą do anachorezy. Hesychia wymaga zatem apathei, beznamiętności. Niemniej jednak to nie poprzez termin apatheia wyraża się zazwyczaj hezychazm (z wyjątkiem kręgu naśladowców Ewagriusza). U prawdziwych autorów hezychastycznych słowo apatheia nigdy nie przeważa nad słowem amerimnia, niedbałość.

Niedbałość, o jaką tu chodzi, to nie obojętność w negatywny znaczeniu, lekceważenie w stosunku do spraw Boga, akedia, ani też niedbałość na sposób messalian, którzy pragnęli życia leniwego i fałszywej pewności (asphaleia). Chodzi raczej o dobrą niedbałość, jaką Pseudo-Efrem nazywa „niedbałością o rzeczy ziemskie". To o niej często myśli Doroteusz z Gazy, wyjaśniając, że polega na walce „o wyzbycie się wszelkich trosk światowych i zajmowaniem się tylko Bogiem, aby wypełnić, co powiedziano: dziewica z upodobaniem trwa przy Panu (IKor 7,34-35)".

I to właśnie jej Jan Klimak poświęcił XXVII stopień swojej Drabiny do raju, w którym mówi: „Głównym dziełem hesychia jest amerimnia wobec wszystkich rzeczy, rozumnych i nierozumnych". Jan Klimak zdawał sobie sprawę, iż wyraża się w sposób zbyt radykalny, zatem usprawied­liwił się dwiema racjami psychologicznymi. Przede wszystkim trudy przyciągają się nawzajem. Ponadto spokój wewnętrzny jest stanem ducha, który nie dopuszcza żadnego podziału: „Błahy włosek całkowicie zaburza widzenie, a najmniejsza troska unicestwia hezychię". Należy jednak pójść jeszcze dalej. Dla Klimaka hesychia nie jest tylko „odda­leniem się od racjonalnych niepokojów", jest także „wyeliminowaniem myśli" (apothesis noematon); jest to wyrażenie ewagriuszowe, umiesz­czające modlitwę kontemplacyjną na samym szczycie. Chodzi więc o niedbałość mistyczną, dla której usprawiedliwieniem jest wyjątkowe powołanie Boże, a nie zwykłe pożądanie spokoju.

Za: Tomáš Špidlik, Modlitwa według tradycji chrześcijańskiego Wschodu. Przewodnik systematyczny, tytuł oryginału: La spiritualité de l’Orient chrétien. La prière, tłumaczenie: Lucyna Rodziewicz, Wydawnictwo Ojców Franciszkanów „Bratni Zew”, Kraków 2006

Demony i namiętności


   Klimak jasno stwierdza, że demony są duchami i istotami noerycznymi. Zaznacza także, że są złe, a ich głównym celem jest zaciemnianie umysłu. Zasadnicze ich działanie polega na zwodzeniu, rozpraszaniu, roz­bijaniu, na tworzeniu złudzeń, fałszywych pocieszeń i wszelkiego rodzaju oszustw. Nienawidzą one dobra i zasiewają w nas zło oraz zmuszają do grzechu. Jako demony nie są wszechmocne, nie mogą pozbawić nas wolności wyboru. Nie mogą przewidzieć skutków swego działania, po­nieważ nie znają przyszłości. Nie znają naszych serc i jedynie obserwując, uczą się, jak najlepiej do nich dojść. Klimak uważa, że zły duch nie może bezpośrednio dotrzeć do naszego umysłu, ale ma możliwość za­siania w nas złych myśli, wywołać zwodnicze obrazy i pobudzić wyobraź­nię. Działanie złego ducha jest różne, ma bowiem, jak podkreśla Jan Scholastyk, „wiele głów" (miriokefalos), a walka przeciw demonom to skomplikowana i trudna droga, gdyż często przedstawiają one to co jest złe jako dobre i mogą ukrywać się pod płaszczem dobrych myśli, które w rzeczywistości mają charakter demoniczny. Demony potrafią dostosowywać metody w zależności od osoby, z którą walczą. W inny sposób mogą walczyć przeciw mnichom, a w inny przeciw żyjącym w świecie. Wszystkim natomiast usiłują wykraść czas przeznaczony na modlitwy.

  Walkę muszą toczyć także pustelnicy, gdyż pustynia to szczególne miejsce przebywania demonów. Demony usiłują, jak zaznacza Klimak, na wszelki sposób nakłonić mnicha, aby „wrócił do miasta". Podszeptują, że pobyt na pustyni nie przynosi żadnej korzyści, a w mieście łatwiej spotkać Boga.

  Mnich z Synaju poucza o jeszcze jednej ważnej rzeczy, a mianowicie, że walka duchowa trwa przez całe życie i nie kończy się w żadnym momencie. Jest ona niezbędna nie tylko w fazie początkowej życia asce­tycznego, ale także w jego zaawansowanej formie. Pokusy nasilają się nawet w miarę postępowania w życiu duchowym, a miarą duchowego rozwoju jest jakość i siła demonów, atakujących człowieka. Niekiedy jednak ludzkie wady zastępują działanie demonów, zwłaszcza egoizm i pycha.

  Tak jak wiele jest sposobów walki, jaką demony podejmują przeciw nam, tak też jest wiele dróg obrony przeciw nim. Nie chodzi jedynie o  to, by podjąć walkę z nimi, ale by przejąć inicjatywę i nie dopuszczać ich do siebie. Jan Klimak dobrze rozumie kluczowe znaczenie walki wewnętrznej w życiu mnicha i dlatego wiele miejsca poświęca w swoim przewodniku duchowym analizie działania poszczególnych namiętności i wad. Można nawet doszukiwać się u niego pewnej, choć nie konsekwentnej, tak jak u Ewagriusza, klasyfikacji złych myśli. To jego osobiste doświadczenie walki duchowej jest dla nas bardzo cenne, gdyż przedstawia nam nie tylko kolejne etapy przenikania złych myśli do serca, ale przede wszystkim uczy nas, jak walczyć z nimi.


Ks. Arkadiusz Jasiewicz (ze wstępu)

Za: Święty Jan Klimak, Drabina Raju, tytuł oryginału: Kλίμαξ τού παραδείσου, Πρός ποιμένα Λόγος, przekład z języka greckiego i komentarz: Waldemar Polanowski, opracowanie i redakcja naukowa: Ewa Osek, Wydawnictwo Marek Derewiecki, Kęty 2011  

sobota, 26 kwietnia 2014

Walka duchowa



Tradycja duchowa, podążając po drodze wytyczonej przez Pismo św. oraz filozofię grecką i niektóre prądy judaistyczne, rozpowszechnione na dwa wieki przed Chrystusem, często porównywała ascezę do walki, do bitwy przeciwko nieprzyjaciołom duszy. W traktacie O praktyce Ewagriusza pojawiają się liczne wyrażenia dotyczące wojny, walki; mnich musi przede wszystkim walczyć z nieprzyjaciółmi albo z przeciwnikami. Walka duchowa jest punktem centralnym także w duchowości Kasjana. Zgodnie z tą tradycją Jan Klimak, opisując praktyki ascetyczne, stosuje również metafory i wyrażenia mówiące o wojnie, bojowaniu, zwycięstwach i porażkach. Wspomina też o duchowej walce ze światem, ciałem, a także o zmaganiach między ludźmi. Zasadniczo asceta walczy z nieprzyjaciółmi duszy, szatanem i demonami. Właśnie demony w duchowości Klimaka zajmują ważne miejsce. Jednak nie można mu przypisywać jakiejś obsesji w zakresie demonologii, która widoczna była chociażby u gnostyków II—III wieku, twórców całego systemu demonicznej hierarchii. Autor Drabiny ma jednak intensywne doświadczenie złych duchów, prowadzące do konfliktu w ludzkiej naturze i pobudzające mnicha do walki przeciw ich zakusom. Demony to obce siły, usiłujące zmusić człowieka do działania wbrew swej prawdziwej naturze i przeszkadzające mu w dążeniu do wyższych duchowych aspiracji. Walka z demonami dokonuje się przez duchowe rozeznanie i czujność serca, a także przez poznanie taktyki działania złych myśli oraz ich kontrolę. To nimi posługują się demoniczne moce, aby odwieść człowieka od pamięci o Bogu i pogrążyć w zapomnieniu o sprawach duchowych. Jako antidotum Jan proponuje dążenie do apateia, czyli nie tyle do beznamiętności, ile do przekierowania tych myśli do walki z demonami. W opanowaniu wyobraźni i w ogóle w walce ze złymi duchami pomocna jest modlitwa, a także asceza cielesna jak post, różnego rodzaju wyrzeczenia i umartwienia. Skuteczną walką u Scholastyka jest także praktyka cnót, która prowadzi do największej z cnót drabiny duchowej, jaką jest miłość.

Ks. Arkadiusz Jasiewicz (ze wstępu)

Za: Święty Jan Klimak, Drabina Raju, tytuł oryginału: Kλίμαξ τού παραδείσου, Πρός ποιμένα Λόγος, przekład z języka greckiego i komentarz: Waldemar Polanowski, opracowanie i redakcja naukowa: Ewa Osek, Wydawnictwo Marek Derewiecki, Kęty 2011  

Wyciszenie


Zamknij drzwi swojej celi dla ciała, drzwi swojego języka dla wszelkiej mowy, a swoją wewnętrzną bramę przed złymi ducha­mi. Ucho tego, który jest duchowo wyciszony, usłyszy od Boga słowa nadzwyczajne. Dlatego w Księdze Hioba owa mądra postać mówi: „Czyż moje ucho nie przyjęło od Niego słów niezwykłych?
  
Wyciszonym jest ten, kto unika wszystkich ludzi (nie czyniąc tego z nienawiści), podczas gdy inni garną się do nich bez umiaru. On zaś ani na chwilę nie chce być pozbawionym słodyczy Boga. Nikt, kogo nękają gniew i zarozumiałość, zawiść i urazy, nie może wejść na drogę wyciszenia, wzmoże bowiem jedynie niepokój. Kto uwolni się od tych doznań, sam zrozumie, jaki płynie z tego pożytek. Może jednak się zdarzyć, że nawet i on tego nie pojmie.

Tych, którzy w sposób właściwy praktykują wyciszenie, cechuje spokojny umysł, oczyszczona wyobraźnia, gorące prag­nienie Pana, rozważanie wiecznych kar i chęć zbliżenia się do śmierci, nienasycony głód modlitwy, nieustanne czuwanie, wy­gaśnięcie pożądań, brak przywiązań, śmierć dla świata, prze­zwyciężenie łaknienia, otwartość na rzeczy Boże, posiadanie daru rozeznania i łez, wyzbycie się wielomówstwa i wiele innych rzeczy tego rodzaju, zazwyczaj obcych ogółowi ludzi.
  
A oto przymioty tych, którzy na drogę wyciszenia wchodzą w sposób niewłaściwy: przede wszystkim ubóstwo duchowych dóbr, wzmaganie się gniewu, nagromadzenie urazów, zanikanie miłości, przyrost próżności. Nie chcę już wspominać o innych cechach. Pierwszym przejawem wyciszenia jest oderwanie się od troski o wszelkie rzeczy, zarówno niezbędne jak zbędne. Kto bowiem otwiera drzwi niezbędnym, z pewnością dopuści się też tych drugich. Ponadto, o wewnętrznym skupieniu świadczy wytrwała modlitwa, po trzecie nieustanna czujność serca. Nie­możliwe jest, aby ten, kto nie zna alfabetu, studiował księgi; tym bardziej, aby ci, którzy nie dopełnili pierwszego dzieła, stosow­nie przeszli do dwóch następnych.
  
Mała drzazga podrażnia oko, a niewielka troska burzy wewnętrzną ciszę. Cisza ta bowiem dotyczy myśli i przejawia się odrzuceniem wszelkich trosk, nawet dobrych.
Kto osiągnął prawdziwy pokój wewnętrzny, nie troszczy się już o swoje ciało. Wie bowiem, że obietnice Boże nie są złudne.
  
Kto pragnie stanąć przed Bogiem z czystym umysłem, a nie wyzbył się trosk, podobny jest do człowieka, który mocno związał sobie nogi i usiłuje szybko biec.
  
Niewielu jest wybitnych znawców filozofii świeckiej. Mniej liczni zaś, sądzę, są ci, którzy rzeczywiście poznali filozofię wewnętrznego pokoju.
  
Kto nigdy nie doświadczył Boga, nie jest zdolny do wyciszenia i wystawia się na liczne niebezpieczeństwa. Cisza przytłacza niedoświadczonych. Nie zakosztowawszy jeszcze słodyczy Bo­ga, tracą oni czas na bycie zniewalanym i ograbianym przez zło, na zniechęcenia i wewnętrzne niepokoje.

Za: Święty Jan Klimak, Drabina Raju, tytuł oryginału: Kλίμαξ τού παραδείσου, Πρός ποιμένα Λόγος, przekład z języka greckiego i komentarz: Waldemar Polanowski, opracowanie i redakcja naukowa: Ewa Osek, Wydawnictwo Marek Derewiecki, Kęty 2011

piątek, 25 kwietnia 2014

Wpływ Synaju, Bizancjum i góry Athos


Grzegorz Palamas (1296-1359) był ostatnim z wielkich bizantyjskich teologów i zapewnił hezychazmowi (forma medytacji) podstawy metafizyczne. Na zawsze zmienił całą prawosławną duchowość i teologię, które uznały palamizm za najdoskonalszą formę swojego rozwoju. Jednak aby w pełni zrozumieć znaczenie Palamasa, musimy się cofnąć do samych początków monastycyzmu.

Tradycja starożytnych ojców pustyni została usystematyzowana przez Ewagriusza z Pontu (345-399), zwanego „filozofem na pustyni". Zamiast używać wielu słów podczas odmawiania modlitwy serca, Ewagriusz położył nacisk na motywy przewijające się przez całą późniejszą duchowość wschodnią: skupienie serca, obnażenie ducha, uproszczenie modlitwy, walkę z myślami. Szkoła synajska, mistycyzm bizantyjski oraz hezychaści z Athos chętnie czerpali z Ewagriusza.

Najbardziej oryginalnym interpretatorem duchowości synajskiej był Jan Klimak (zm. ok. 649 r.), kontynuator tradycji pustelniczej na górze Synaj, sięgającej IV w. Ok. 557 r. w miejscu, gdzie według legendy Mojżeszowi ukazał się „Anioł Pański w płomieniu ognia, ze środka krzewu" (Wj 3,2), powstał klasztor Batos (w XI w. przemianowany na klasztor św. Katarzyny).

Jan Klimak - zanim został igumenem (przełożonym) tego klasztoru - spędził w nim 40 lat, wiodąc życie pustelnika. Napisał książkę składającą się z 30 rozdziałów, pt. Drabina do raju (od jej oryginalnego tytułu, Klimax ton Paradeisou, wziął się przydomek autora - „Klimak"). W swym dziele autor instruuje zarówno pustelników, jak i mnichów oddających się kontemplacji, na temat duchowej walki oraz zdobywania cnót, opiera się przy tym na naukach Ewagriusza z Pontu, innych ojców oraz własnym doświadczeniu. Drabina do raju to prawdziwa summa duchowego życia, która łatwo zyskała sobie czytelników dzięki praktycznym wskazówkom. Dzieło to jest chętnie czytane zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie.

Klimak i Ewagriusz wskazywali, że kolejne stadia modlitwy osiąga się dzięki stopniowej eliminacji obrazów w umyśle oraz dzięki eliminacji myśli. Stąd konieczność modlitwy monologicznej (modlitwy jednego słowa), czyli na przykład nieustannie powtarzanego wzywania imienia Jezus, co wyzwala ducha i pomaga w każdej chwili pamiętać o Bogu. Według Klimaka ta ciągła świadomość Boga oraz jej słowne wyrażanie muszą „złączyć się z każdym oddechem". Na podstawie tej jednej uwagi powstała cała szkoła, choć trudno powiedzieć, czy autor, tworząc swoje dzieło, miał na myśli konkretną metodę. Jednak jego duchowi spadkobiercy - m.in. Hezychiusz z Synaju (VIII-IX w.) oraz Filoteusz (koniec XII w.) - przykładali dużą wagę do tej kwestii. Czy doszło do nadinterpretacji czy też nie, Klimak stał się klasycznym autorem oraz najmniej krytykowanym inspiratorem hezychastycznej odnowy na górze Athos w XIII i XIV w. Jeszcze w XIX w. rosyjski biskup Ignacy Brianczaninow, przestrzegając nowicjuszy przed niebezpieczeństwami metody psychofizycznej, przywołał metodę Klimaka jako najprostszy i najbezpieczniejszy sposób na dojście do modlitwy serca.

Kontynuując tę tradycję, Hezychiusz z Synaju zaproponował bardzo prosty sposób na osiągnięcie doskonałości duchowej. Jego zdaniem podstawą było skupienie, prostota oraz wewnętrzne wyciszenie (hezychia). Należało dokonać rozróżnienia między myślami (czyli obrazami powstającymi w umyśle), gdyż powstrzymanie tych zakwalifikowanych jako złe oznaczało pozostanie wolnym od grzechu, który swój początek miał właśnie w złych myślach. Według Hezychiusza najskuteczniejszą bronią w tej walce jest powtarzanie imienia Jezusa, czyli modlitwa Jezusowa. Doktrynę tę przejęli zarówno Nicefor Pustelnik, jak i Grzegorz Palamas. Ten pierwszy wzbogacił ją o technikę oddechową, ten drugi - o wizję „światła Taboru".

Symeon Nowy Teolog (949-1022) zostawił po sobie wiele katechez i hymnów, które pokazują, że jest on jednym z największych mistyków bizantyjskich - o ile nie największym, a także ważnym ogniwem łączącym tradycję z hezychazmem atoskim. Jego myśl teologiczna oparta jest na założeniu, że ochrzczone osoby nie doświadczają w pełni efektów swojego chrztu, jeżeli nie odnajdą w sobie obecności Ducha Świętego oraz jeżeli nie dostrzegą światła chwały Bożej. Ze względu na te poglądy można przypisać Symeona również do innego wielkiego nurtu duchowego, koegzystującego z intelektualizmem Ewagriusza, jednak - w przeciwieństwie do niego - poszukującego sensualnego doświadczenia Bożej łaski. Właśnie ten element, a również wizja światła Bożego sprawiły, że na myśli Symeona Nowego Teologa chętnie oparli się atoscy hezychaści (hezychazm ten rozpoczął się w XIII w., jednym z jego głównych przedstawicieli był Nicefor).

Nicefor Pustelnik (2. połowa XIII w.) - znany również jako Nicefor Hezychasta oraz Nicefor Hagioryta - był pierwszym i najbardziej wiarygodnym świadkiem (znane są konkretne daty) modlitwy Jezusowej połączonej ze specyficzną techniką oddychania. Według Irenee Hausherra, to on był prawdziwym autorem Metody świętej modlitwy i uwagi, którą tradycyjnie przypisuje się Symeonowi Nowemu Teologowi i która weszła do Filokalii jako dzieło autorstwa Symeona. Tekst ten opisuje ułożenie ciała, sposób oddychania i psychofizyczny wysiłek, które są konieczne do jak najszybszego doświadczenia wizji światła.

Główną postacią prawdziwej i dogłębnej odnowy hezychastycznej, która miała miejsce w XIII i XIV w., był Grzegorz Synaita (1255-1346). Grzegorz swój przydomek zawdzięcza temu, że przed zamieszkaniem na górze Athos spędził parę lat na Synaju. Znajdował się on pod wpływem nauczania Klimaka oraz Symeona Nowego Teologa i, podobnie jak oni, uważał, że życie duchowe winno na nowo odkryć energię otrzymaną podczas chrztu oraz pomóc w dostrzeżeniu światła. Uważał on - podobnie jak Nicefor - że modlitwa Jezusowa połączona z kontrolowaniem oddechu jest najszybszym sposobem na osiągnięcie tego celu. Nie rozwodził się jednak zbytnio nad rytmem oddechu, ale opisywał, czym jest wzywanie imienia Jezusa, przywołując towarzyszący tej metodzie ból fizyczny oraz wyjaśniając szczegółowo jej psychologiczne efekty.

Kiedy Grzegorz Synaita dotarł na górę Athos, gdzie od IX w. praktykowano życie monastyczne, ku swojemu zdziwieniu nie znalazł tam mnichów prowadzących życie kontemplacyjne, ale takich, którzy przestrzegali jedynie zewnętrznych praktyk ascetyzmu i modlitwy. Z tego powodu osiedlił się w skicie (odosobnionym miejscu) w Maguli, gdzie nauczał hezychazmu grupę młodych ludzi. Prawdopodobnie właśnie w tamtym okresie spotkał Grzegorza Palamasa. Ze względu na najazdy tureckie w 1325 r. zmuszony był opuścić Świętą Górę. W trakcie swojej długiej podróży dotarł m.in. do Bułgarii, gdzie krzewił hezychazm wśród mnichów i pomógł obalić sektę bogomiłów.

Choć pobyt Grzegorza Synaity na górze Athos był stosunkowo krótki, to - dzięki hezychazmowi - dał on tak potężny impuls ato-skim klasztorom, że stały się one odtąd prawdziwymi ośrodkami prawosławnej tradycji monastycznej, która wkrótce dotarła w każdy zakątek prawosławnego świata i stała się inspiracją zarówno dla rumuńskiego, jak i słowiańskiego (szczególnie ruskiego) monastycyzmu. I Nil Sorski, i parę wieków później Paisjusz Wieliczkowski przed przeprowadzeniem reformy monastycznej (odpowiednio w XV w. i XVIII w.) udali się na górę Athos, by czerpać inspirację u samych źródeł hezychastycznej tradycji.

Między I i II wojną światową neohezychazm przekroczył granice świata prawosławnego i w pełniejszej wersji wkroczył w świat katolicki. Neohezychazm to ruch, który narodził się wraz z publikacją Filokalii (Wenecja, 1782), zbioru tekstów zredagowanych na górze Athos przez Makarego z Koryntu oraz Nikodema Hagiorytę, a rozkwitł po ukazaniu się przekładu Filokalii na język staro-cerkiewno-słowiański (Moskwa 1793) oraz język rosyjski (1883).

Za: Mnisi Wschodu i Zachodu; Juan Maria Laboa, Historia monastycyzmu chrześcijańskiego, tytuł oryginału: The Historical Atlas of Eastern and Western Christian Monasticism, tłumaczenie: Gabriela Jaworska, Katarzyna Malecha, CARTA BLANCA Sp. z o.o. Grupa Wydawnicza PWN, Warszawa 2009 

czwartek, 10 kwietnia 2014

W kręgu monastycyzmu wschodniego


Od przełomu III i IV wieku rozpoczął się wielki rozwój ruchu monastycznego na Wschodzie. Dziesiątki, a nawet setki i tysiące chrześcijan wychodziło na pustynie Egiptu i Syrii czy Synaju, by żyć w pustelniach lub też wstępowało do wspólnot, takich jak klasztory św. Pachomiusza, a czyniło to, aby pędzić życie całkowicie poświęcone Bogu i zwyciężać szatana w miejscu jego zamieszkania - na pustyni, i na tej ziemi wypalonej i jałowej budować nowy raj, który niegdyś utracili pierwsi rodzice.

Ten ruch pozostawił nam bogatą literaturę: a więc tysiące apoftegmatów - sentencji wielkich Ojców pustyni, dziesiątki traktatów ascetycznych, żywotów świętych mnichów i „opowiadań dla duszy budujących" o mnichach. W tych dziełach mnisi starali się przekazać swoje duchowe doświadczenia modlitwy, ascezy, walki z szatanem. Jest to więc literatura oparta nie na jakichś poszukiwaniach intelektualnych, ale na ich własnych doświadczeniach duchowych. Tę wiedzę starał się usystematyzować wielki teolog a zarazem mnich pustyni nitryjskiej - Ewagriusz z Pontu. Tak się szczęśliwie składa, że tę „ascetyczną ojczyznę" Jana Klimaka można łatwo poznać, ponieważ wiele z dzieł tych mnichów i o nich przełożono już na język polski i są one powszechnie dostępne.

Ten wielki rozkwit pustyni zatrzymuje się w VI wieku. Najpierw klasztory i kolonie cel mnisich pustoszą najazdy plemion pustyni; wielu mnichów ginie, ucieka lub zostaje wypędzonych. Ale to nie jest najgorsze: gwałtowne spory teologiczne niszczą wewnętrznie te wspólnoty, wprowadzają niepokój i wzajemną nienawiść. Na przełomie IV i V wieku wybuchają spory orygenesowskie, a następnie, po Soborze Chalcedońskim (451 r.), mnisi dzielą się na zwolenników i przeciwników Soboru: spory te przeradzają się w walki między poszczególnymi klasztorami, czasami nawet krwawe, a potem - z wojskami cesarskimi, jak to ma miejsce np. w Palestynie i Syrii. Używając dalszego ciągu cytowanych słów Z. Krasińskiego: „bogi i ludzie szaleją". W VII wieku wkraczają muzułmanie - najpierw tolerancyjni, wkrótce jednak zwalczający chrześcijan. Pod wpływem okrutnych prześladowań zmniejsza się liczba chrześcijan i klasztory się wyludniają. Kończy się epopeja pustyni, zostają jednak dzieła ascetyczne.

Ten upadek w dużo mniejszym stopniu dotknął monastycyzm na Synaju, odległym od wielkich szlaków komunikacyjnych i ówczesnego świata. Wręcz przeciwnie, rozwija się tym bardziej: powstaje klasztor św. Katarzyny i inne, mniejsze, otoczone pustelniami i w nich właśnie kwitnie życie ascetyczne. Tam właśnie żył na przełomie VI i VII wieku Jan zwany „tym od Drabiny" (od swego podstawowego dzieła) lub „Janem Scholastykiem". Urodził się w drugiej połowie VI wieku, jeszcze w Cesarstwie Bizantyńskim, umarł w połowie VII wieku, już pod panowaniem islamu, który jednak chyba nie bardzo dawał się we znaki mnichom synajskim. Jego jedyne dzieło Drabina [do raju] stanowi też syntezę wieków ascezy pustyni, ale zupełnie innego rodzaju; on także, podobnie jak wspomniani pisarze, przekazał ją przyszłym pokoleniom.

Jan bynajmniej nie miał zamiaru tworzyć jakiejś syntezy nauki ascetycznej poprzednich wieków, a jednak ją stworzył. Cechą, bowiem ówczesnego monastycyzmu było przekazywanie innym swoich doświadczeń: tak starcy pustyni zawierali swoje doświadczenia w apoftegmatach, których mądrość zbierali i przekazywali dalej twórcy traktatów teologicznych, relacjonowali je autorzy opowieści o mnichach i dzieł hagiograficznych. Tak rodziła się wielka „ojczyzna duchowa", w której wyrosło dzieło Jana stanowiące sumę doświadczeń mnichów egipskich, syryjskich, palestyńskich i synajskich. On sam przeżył, zarówno w czasie pobytu w pustelni, jak i w samym w klasztorze, i ubogacił je swoimi przeżyciami, przemyśleniami i przemodleniami. I tak stworzył dzieło, by pokazać drogę prowadzącą do Przedwiecznego po stopniach cnót - jakby drabiny, pilnie bacząc również, by ostrzegać mnichów przed niebezpieczeństwami grzechów czyhających na każdym jej szczeblu. Tak powstała ta specyficzna synteza ascezy starożytnej, tym jednak charakteryzująca się, że Jan mocno podkreśla, że nie godzi się nauczycielowi czerpać z pism innych i był konsekwentny, nie czerpał bezpośrednio z ich pism, choć nietrudno w Drabnie odkryć wpływ jego wielkich poprzedników nauki ascetycznej.

Marek Starowieyski (z przedmowy)

Za: Święty Jan Klimak, Drabina Raju, tytuł oryginału: Kλίμαξ τού παραδείσου, Πρός ποιμένα Λόγος, przekład z języka greckiego i komentarz: Waldemar Polanowski, opracowanie i redakcja naukowa: Ewa Osek, Wydawnictwo Marek Derewiecki, Kęty 2011

piątek, 2 marca 2012

Jan Klimak o ubóstwie

Ubóstwo u mnicha jest rezygnacją z trosk. To życie bez niepokoju, podróżując lekko, z dala od żalów, trzymając się wiernie przykazań. Ubogi mnich jest panem świata. Powierzył wszystkie swe troski Bogu, i dzięki tej wierze wszyscy ludzie stali się jego sługami. Jeżeli mu czegoś brakuje, nie narzeka na to swym towarzyszom i akceptuje to co go spotyka tak jakby było to dane ręką Pana. W swym ubóstwie, zamienia się w syna oderwania i nie przywiązuje się do tego co posiada. Odsunąwszy się ze świata, dochodzi do traktowania wszystkiego jako odpadki. W rzeczy samej, nie jest on prawdziwie ubogi, jeżeli zaczyna się o coś martwić. Modlitwa człowieka który przyjął ubóstwo jest czysta, podczas gdy miłośnik posiadłości modli się do materialnych wizerunków.