Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fernando Pessoa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fernando Pessoa. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 maja 2016

Jakby jakiś lekarz przeznaczenia wybawił mnie w jednej chwili z wieloletniej ślepoty

Nagle odrywam się od mojego anonimowego życia, doświadczając jasnej wizji mojej egzystencji, jakby jakiś lekarz przeznaczenia wybawił mnie w jednej chwili z wieloletniej ślepoty. I widzę, że wszystko, co robiłem, wszystko, o czym myślałem, było rodzajem szaleństwa i mistyfikacji. Zachwycam się tym, czego udało mi się nie zobaczyć. Dziwię się wszystkiemu, czym byłem i czym, jak teraz widzę, w istocie nie jestem.

Ogarniam spojrzeniem niczym słońce, które przedziera się przez chmury, moje dotychczasowe życie i z metafizycznym zdumieniem stwierdzam, że wszystkie moje nieomylne gesty, moje najbardziej klarowne myśli i najbardziej logiczne zamiary nie były w istocie niczym więcej niż wrodzonym zamroczeniem alkoholowym, naturalnym obłędem, wielką nieświadomością. Nawet niczego nie odgrywałem. To mnie odgrywano. Nie byłem aktorem, byłem gestami aktora.

Wszystko, co robiłem, o czym myślałem, czym byłem, to suma podporządkowań – albo pewnemu fałszywemu bytowi, który uważałem za swój, ponieważ go uzewnętrzniałem moimi działaniami, albo pewnemu zespołowi okoliczności, branych przeze mnie za powietrze, którym oddycham. W tym momencie mojej wizji jestem człowiekiem, który nagle został osamotniony, który pojął, że jest banitą tam, gdzie zawsze był obywatelem. W najgłębszej intymności moich myśli nie byłem sobą.

I dosięga mnie sarkastyczny terror życia, zniechęcenie, które przekracza granice mojej świadomej istoty. Wiem, że byłem pomyłką i wypaczeniem, że nigdy nie żyłem, że istniałem tylko dzięki zabijaniu czasu myślami i świadomością. Czuję się jak ktoś, kto budzi się ze snu pełnego namacalnych majaków lub ktoś, kogo trzęsienie ziemi wyzwala od bladego światła więzienia, do którego się przyzwyczaił.

To nagłe poznanie mojej prawdziwej osoby, tej, która zawsze błąkała się sennie pomiędzy tym, co czuje, i tym, co widzi, męczy mnie, męczy mnie dosłownie jak słuchanie wyroku.

Tak trudno jest opisać wrażenie, że się naprawdę istnieje i że dusza jest rzeczywistym bytem, że nie znajduję w ludzkim języku słów, aby to uchwycić. Nie wiem, czy mam gorączkę, którą czuję, czy też minęła mi właśnie gorączka przesypiania życia. Tak, powtarzam, że jestem jak podróżnik, który nagle, nie wiedząc jak, znalazł się w obcym mieście. Przychodzą mi do głowy przypadki osób, które tracą pamięć i przez długi czas nie są sobą. Przez długi czas byłem kimś innym – od chwili narodzin i uzyskania świadomości – i budzę się teraz w połowie mostu, pochylony nad rzeką, ze świadomością istnienia mocniejszą, niż miał ten, którym byłem dotychczas. Jednak miasto jest mi nieznane, ulice są nowe, a na boleść nie ma lekarstwa. Mam jednak nadzieję, pochylony nad poręczą, że prawda mnie opuści, a ja na powrót stanę się sztuczny i nijaki, inteligentny i naturalny.

To była chwila – i minęła. Już widzę otaczające mnie meble, starą tapetę na ścianie, słońce za zakurzonymi szybami. Przez chwilę widziałem prawdę. Przez chwilę wiedziałem, jak wygląda życie wielkich ludzi. Wspominam ich słowa i czyny i nie wykluczam, że również byli skutecznie kuszeni przez Demona Rzeczywistości. Nie znać siebie znaczy żyć. Znać siebie źle znaczy myśleć. Poznać siebie nagle, w chwili jasności, znaczy doświadczyć bezpośredniego poznania wewnętrznej monady, magicznego słowa duszy. Jednak to nagłe światło wszystko zwęgla, wszystko pożera. Rozbiera nas nawet z nas samych.
To była tylko chwila, w której ujrzałem siebie. Teraz nie potrafię już nawet powiedzieć, kim byłem. I wreszcie czuję senność – bo wydaje mi się, nie wiem dlaczego, że sensem tego wszystkiego jest sen.

Fernando Pessoa, Księga Niepokoju
tłumaczenie: Michał Lipszyc

poniedziałek, 30 maja 2016

Wówczas rodzi się w nas subtelna i głęboka obojętność wobec wszystkich życiowych przykrości i niepowodzeń

Jeżeli postrzegamy ten świat jako złudzenie lub zjawę, możemy też postrzegać wszystko, co nam się wydarza, jako sen; coś, co udawało, że istnieje, dopóki spaliśmy. Wówczas rodzi się w nas subtelna i głęboka obojętność wobec wszystkich życiowych przykrości i niepowodzeń. Ci, którzy umierają, skręcają za róg i dlatego tracimy ich z oczu; ci, którzy cierpią, suną przed nami jak senny koszmar, jeśli to czujemy, lub jak uciążliwe majaki, jeśli o tym myślimy. I nasze własne cierpienie nie będzie dla nikogo niczym więcej. Na tym świecie śpimy na lewym boku, nawet przez sen słysząc zgnębione istnienie naszego serca.

Pessoa, Księga niepokoju
tłumaczenie: Michał Lipszyc

niedziela, 29 maja 2016

Twórca lustra zatruł ludzką duszę

Człowiek nie powinien mieć możliwości oglądania własnej twarzy. To rzecz najstraszniejsza z możliwych. Natura obdarowała go niemożnością oglądania twarzy, podobnie jak uniemożliwiła mu wpatrywanie się sobie w oczy. Mógł oglądać swoją twarz tylko w tafli rzek i jezior. I nawet postawa, którą miał przyjmować, była znamiennym symbolem – musiał się pochylić, poniżyć, aby popełnić tę niegodziwość oglądania samego siebie.
Twórca lustra zatruł ludzką duszę.

Pessoa, Księga niepokoju
tłumaczenie: Michał Lipszyc

sobota, 28 maja 2016

Zwierzęta są nieświadome tego, co robią: rodzą się, rosną, żyją i umierają bez myśli, refleksji oraz bez konkretnej przyszłości. Ale ilu ludzi żyje inaczej niż zwierzęta?

Od kiedy mam zwyczaj oddawać się w wolnych chwilach rozmyślaniom i obserwacjom, zauważam, że ludzie nie znają prawdy o niczym – ani nie postępują zgodnie z niczym – co w życiu ważne lub warte tego, aby życie przeżywać. Najdokładniejszą z nauk jest matematyka, która żyje w klasztorze własnych reguł i praw – i owszem, można ją stosować do rozjaśniania innych nauk, jednak ona rozjaśnia tylko to, co te nauki już odkryły, a nie pomaga odkrywać niczego nowego. W innych naukach pewne i akceptowalne jest tylko to, co nie ma wartości dla wyższych celów życia. Fizyka wie doskonale, jaki jest współczynnik rozszerzalności żelaza, nie wie jednak, na czym polega rzeczywista mechanika świata. I im wyżej sięgamy w tym, co pragniemy wiedzieć, tym niżej się osuwamy w tym, co wiemy. Metafizyka – która mogłaby być głównym przewodnikiem, bo to ona i tylko ona wyznacza sobie wyższe cele prawdy i życia – nie jest nawet teorią naukową, tylko kupą cegieł, z których te czy inne ręce budują domy pozbawione stylu i zaprawy murarskiej.

Zauważam też, że jedyna różnica między życiem ludzi i życiem zwierząt to sposób, w jaki się okłamują lub w jaki nie pojmują swojego losu. Zwierzęta są nieświadome tego, co robią: rodzą się, rosną, żyją i umierają bez myśli, refleksji oraz bez konkretnej przyszłości. Ale ilu ludzi żyje inaczej niż zwierzęta? Wszyscy śpimy, a różnica leży tylko w marzeniach oraz w stopniu i jakości marzenia. Być może śmierć będzie dla nas przebudzeniem, ale na to również nie ma żadnej odpowiedzi – poza odpowiedzią wiary dla tych, dla których wierzyć to mieć; odpowiedzią nadziei dla tych, dla których pragnąć to posiadać; oraz odpowiedzią miłosierdzia dla tych, dla których dawać to otrzymywać.

Deszcz pada w ten smutny zimowy wieczór, jakby padał już z tą samą monotonią od pierwszej stronicy świata. Pada, a moje uczucia zniżają swoje surowe spojrzenie – jakby uginał je deszcz – ku miejskiej ziemi i spływającej po niej wodzie, która niczego nie żywi, niczego nie obmywa, niczego nie rozwesela. Pada, a ja czuję nagle dojmującą mękę bycia zwierzęciem, które nie wie, czym jest, które śni zarówno swój umysł, jak i swoje uczucia, skulone w przestrzennej luce istnienia jak w norze, zadowalając się odrobiną ciepła jak wieczną prawdą.

Pessoa, Księga niepokoju
tłumaczenie: Michał Lipszyc

środa, 25 maja 2016

Chcę, aby hasło mojego ducha brzmiało dziś: „twórca obojętności”

Chcę, aby hasło mojego ducha brzmiało dziś: „twórca obojętności”. Chcę, aby moja życiowa działalność skupiła się przede wszystkim na uczeniu innych tego, by odczuwali coraz bardziej dla samych siebie, a coraz mniej przestrzegali dynamicznego prawa grupy… Wpajanie tej duchowej antyseptyki, która broni przed zakażeniem wulgarnością, wydaje mi się najszczytniejszym celem pedagoga-internisty, za którego chciałbym się uważać. Jeżeli ci, którzy mnie przeczytają, nauczą się – oczywiście stopniowo, tak jak tego wymaga problem – nie reagować w żaden sposób na cudze spojrzenia i opinie, rozjaśni to w wystarczającym stopniu scholastyczną stagnację mojego życia.


Pessoa, Księga niepokoju
tłumaczenie: Michał Lipszyc

wtorek, 24 maja 2016

Nuda to znużenie światem, niewygoda życia, zmęczenie tym, że się żyło; nuda jest rzeczywiście cielesnym wrażeniem nieogarniętej pustki świata

Owszem, nuda to znużenie światem, niewygoda życia, zmęczenie tym, że się żyło; nuda jest rzeczywiście cielesnym wrażeniem nieogarniętej pustki świata. Jednak przede wszystkim nuda jest znużeniem innymi światami, istniejącymi lub nie, niewygodą tego, że trzeba żyć, nawet jako ktoś inny, nawet jeśli w inny sposób, nawet jeśli na innym świecie, zmęczeniem nie tylko dniem dzisiejszym i wczorajszym, ale również dniem jutrzejszym, wiecznością, jeśli coś takiego istnieje, oraz nicością – jeśli to nią jest wieczność. I nie tylko pustka rzeczy i istnień boli duszę, kiedy ta doświadcza nudy – boli też pustka czegoś innego, pustka samej duszy, która czuje pustkę, która czuje, że jest pustką i że w tej pustce brzydzi się sobą i siebie odrzuca.

Nuda to fizyczne wrażenie chaosu – i tego, że wszystko jest chaosem. Człowiek znużony, człowiek cierpiący niewygodę i człowiek zmęczony fizycznie czują się zamknięci w ciasnej celi. A ci, których męczy ciasnota życia, czują się po prostu skuci kajdankami w olbrzymiej celi. Jednak ktoś, kto doświadcza nudy, czuje się uwięziony w jałowej wolności celi nieskończonej. Na tego, który jest znużony, który czuje niewygodę lub który czuje zmęczenie, mogą runąć ściany celi i pogrzebać go. Z tego, którego zniechęca małość życia, mogą opaść kajdanki, pozwalając mu uciec; mogą też sprawić mu ból, gdy będzie próbował się z nich uwolnić, a on, czując ból, odżyje – pokonując swoje zniechęcenie. Jednak ściany nieskończonej celi nie mogą nas pogrzebać, ponieważ ich nie ma; nie sprawią nam nawet ożywczego bólu kajdanki, bo nikt nam ich nie założył.


Fernando Pessoa, Księga Niepokoju
tłumaczenie: Michał Lipszyc

poniedziałek, 23 maja 2016

Czas: jakbym oglądał występ iluzjonisty, wiedząc, że ktoś mnie nabiera, ale nie rozumiejąc, jaka jest technika czy też mechanizm sztuczki

Nie wiem, czym jest czas. Nie wiem, jaka jest jego prawdziwa miara – jeżeli w ogóle jakąś ma. Wiem, że zegar jest miarą fałszywą: dzieli czas przestrzennie, z zewnątrz. Wiem też, że fałszywą miarą czasu są odczucia: nie dzielą czasu, tylko jego wrażenie. Błędna jest miara marzeń – w nich ocieramy się o czas, raz ospale, raz pośpiesznie, a to, co wtedy przeżywamy, jest szybkie lub wolne, zależnie od czegoś, co dotyczy sposobu rozwoju marzeń i co jest dla mnie niewiadomą.

Czasami wydaje mi się, że wszystko jest fałszywe i że czas jest tylko ramą, która ma obejmować rzeczy mu obce. W mojej pamięci o przeszłym życiu różne okresy ułożone są na absurdalnych poziomach i płaszczyznach, tak że zdarza się, iż w okresie nadętych piętnastu lat jestem młodszy niż podczas jakiegoś epizodu z raczkującego wśród klocków dzieciństwa.

Kiedy myślę o tych sprawach, plącze mi się świadomość. Wyczuwam w tym wszystkim pewien błąd, jednak nie wiem, gdzie leży. Jest tak, jakbym oglądał występ iluzjonisty, wiedząc, że ktoś mnie nabiera, ale nie rozumiejąc, jaka jest technika czy też mechanizm sztuczki.

Nachodzą mnie wówczas absurdalne myśli, których jednak nie potrafię odrzucić jako całkowicie absurdalnych. Zastanawiam się, czy człowiek, który oddaje się leniwej medytacji wewnątrz pędzącego samochodu, porusza się szybko, czy wolno. Zastanawiam się, czy identyczne prędkości samobójcy, który spada do morza, i człowieka, który leci na ziemię, potknąwszy się na chodniku, są sobie równe. Zastanawiam się, czy moje czynności, zachodzące w tym samym czasie – palenie papierosa, pisanie tych zdań i snucie mglistych myśli – są rzeczywiście synchroniczne.

Możemy przyjąć, że jedno z dwóch kół na tej samej osi jest zawsze bardziej wysunięte do przodu, nawet jeśli byłyby to tylko ułamki milimetra. Mikroskop wyolbrzymiłby tę różnicę, aż stałaby się niewiarygodna, wręcz niemożliwa – gdyby nie to, że byłaby rzeczywista. A dlaczego mikroskop nie ma być bardziej prawdomówny niż ułomny ludzki wzrok? Te rozważania są bezużyteczne? Wiem o tym doskonale. To są umysłowe złudzenia? Zgoda. Jednak czym jest to coś, co nas odmierza, choć nie ma miary, i nas zabija, choć nie istnieje?

Pessoa, Księga niepokoju
tłumaczenie: Michał Lipszyc

niedziela, 22 maja 2016

My niczego nie osiągamy. Życie rzuca nas jak kamień, a my wołamy w powietrzu: „Ale sunę do przodu!”

Nic tak nie męczy jak czyjaś namiętność. Nawet nie czyjaś nienawiść, bo ta jest uczuciem mniej stałym – nienawiści, jako czemuś nieprzyjemnemu, ludzie oddają się rzadziej. Ale gnębi nas zarówno nienawiść, jak miłość; obie nas tropią i prześladują, obie nie chcą nas zostawić w spokoju.

Moim ideałem byłoby przeżywanie wszystkiego w powieści, a odpoczywanie od tego w życiu – czytałbym swoje uczucia, a przeżywałbym swoją pogardę dla nich.

Dla kogoś o wyobraźni czułej jak odkryte nerwy przygody bohatera powieści zastępują z powodzeniem własne uczucia, a nawet stanowią coś więcej, bo są zarówno uczuciami bohatera, jak i czytelnika. Jeżeli kochało się Lady Makbet prawdziwą, bezpośrednią miłością, nie dorówna już temu żadne przeżycie – co po takiej miłości można robić innego, niż tylko odpoczywać, nikogo w życiu nie kochając?

Nie wiem, jaki jest sens tej podróży, którą musiałem odbyć pomiędzy jedną i drugą nocą, w towarzystwie całego wszechświata. Wiem, że mogę czytać – po to, aby się rozerwać. Uważam czytanie za najprostszy sposób umilenia sobie tej czy innej podróży. Co jakiś czas unoszę wzrok znad książki, którą naprawdę przeżywam, i widzę, jak ktoś obcy, umykający pejzaż – pola, miasta, mężczyzn i kobiety, namiętności i tęsknoty – i to wszystko nie jest dla mnie niczym więcej niż drobnym epizodem mojego odpoczynku, bierną rozrywką, która pozwala odpocząć moim oczom od nazbyt wnikliwie zgłębianych stron.

Tylko to, o czym śnimy, jest naszą prawdziwą istotą, bo wszystko, co jest realizowane, automatycznie staje się własnością świata i wszystkich ludzi. Gdybym urzeczywistnił jakieś marzenie, byłbym o nie zazdrosny, bo pozwalając na urzeczywistnienie się, zdradziłoby mnie. „Osiągnąłem wszystko, co chciałem”, powiada człowiek słaby i kłamie – w rzeczywistości miał prorocze sny o tym wszystkim, co życie osiągnęło za niego. My niczego nie osiągamy. Życie rzuca nas jak kamień, a my wołamy w powietrzu: „Ale sunę do przodu!”.

Jakiekolwiek jest to interludium odgrywane w świetle reflektora słońca i cekinów gwiazd, na pewno nie szkodzi wiedzieć, że jest to interludium; jeżeli za drzewami teatru jest życie, będziemy żyć, jeżeli jest tam śmierć, umrzemy; i przedstawienie nie ma z tym nic wspólnego.

Dlatego nigdy nie czuję się tak bliski prawdy, tak głęboko wtajemniczony, jak w tych nielicznych przypadkach, gdy znajduję się w teatrze lub cyrku: mam wtedy świadomość, że obcuję z doskonałą manifestacją życia. A aktorzy i aktorki, klowni i iluzjoniści są czymś ważnym i zarazem błahym, jak głód, wojny i zarazy, nękające ludzkość. Wszystko jest teatrem. Ach, potrzeba mi prawdy? Wracam do mojej powieści…

Fernando Pessoa, Księga niepokoju
tłumaczenie: Michał Lipszyc

Mam posiadłości na przedmieściach życia

Mam posiadłości na przedmieściach życia. Mijam nieistniejące miasta mojego Działania pośród drzew i kwiatów fantazji. Do mego zielonego ustronia nie docierają nawet echa moich żywych gestów. Przesypiam swoją pamięć jak niekończące się procesje. Z kielichów swojej medytacji spijam tylko uśmiech słomkowego wina; piję je tylko oczyma – zamykając je – i życie mija jak żagiel w oddali.

Słoneczne dni smakują mi tym, czego nie mam. Niebieskie niebo i białe chmury, drzewo, flet, którego wówczas brakuje – eklogi nieukończone przez drżenie gałęzi… Wszystko to, i niema harfa, którą muskam lekkością moich palców.

Roślinna akademia cisz… twoje imię szumiące jak maki… stawy… mój powrót… obłąkany ksiądz, który zwariował podczas odprawiania mszy… Te wspomnienia pochodzą z moich marzeń. Mam otwarte oczy, ale niczego nie widzę… Rzeczy, które widzę, nie znajdują się tutaj…


Fernando Pessoa, Księga niepokoju
tłumaczenie: Michał Lipszyc

czwartek, 19 maja 2016

Jedynym obowiązkiem wybitnych jednostek powinno być ograniczanie do minimum uczestnictwa w życiu plemiennym

Chciałbym opracować kodeks bezwładu dla wybitnych jednostek w nowoczesnych społeczeństwach.

Społeczeństwo rządziłoby się samodzielnie i spontanicznie, gdyby nie obejmowało ludzi wrażliwych i inteligentnych. Nie ulega wątpliwości, że tylko to je ogranicza. Właśnie dzięki nieobecności takich ludzi prymitywne społeczeństwa mogły być szczęśliwe.

Trochę szkoda, bo wybitne jednostki, wygnane ze społeczeństwa, poumierają wkrótce jako niezdolne do pracy. Możliwe też, że poumierają z nudów, nie mając między sobą przerywników głupoty. Jednak ja mam na uwadze szczęście ludzkości.

Każda wybitna jednostka, która by się ujawniła w społeczeństwie, byłaby zsyłana na Wyspę Wybitnych. Normalne społeczeństwo karmiłoby zgromadzone tam wybitne jednostki jak zwierzęta w klatce.

Wierzcie mi: gdyby inteligentni ludzie nie podnosili kwestii różnych ludzkich niedoli, ludzkość nigdy by nie zwróciła na nie uwagi. Zaś ludzie wrażliwi sprawiają cierpienie innym, budząc ich współczucie.

A na razie – w końcu żyjemy w społeczeństwie – jedynym obowiązkiem wybitnych jednostek powinno być ograniczanie do minimum uczestnictwa w życiu plemiennym. Nie powinny czytać gazet, chyba że pobieżnie, tylko po to, aby zobaczyć, co się wydarzyło niezwykłego i nieistotnego. Nie wyobrażacie sobie, jaką rozkosz daje mi krótki przegląd prowincjonalnych wiadomości.

Zwykłe nazwiska otwierają mi drzwi do Nieokreślonego.

Najwyższym punktem honoru wybitnej jednostki jest nie wiedzieć, kto rządzi w jej kraju – czy żyje w monarchii, czy w republice.

Jej głównym zadaniem powinno być utrzymywanie duszy w takim wymiarze, aby bieg rzeczy i zdarzeń jej nie przeszkadzał. Jeżeli tego nie zrobi, będzie musiała zwracać uwagę na innych, aby dbać o siebie.

Pessoa, Księga NIepokoju

środa, 18 maja 2016

Irytuje mnie szczęście tych wszystkich ludzi, którzy nie wiedzą, że są nieszczęśliwi

Irytuje mnie szczęście tych wszystkich ludzi, którzy nie wiedzą, że są nieszczęśliwi. Ich ludzkie życie pełne jest tego wszystkiego, co dla prawdziwej wrażliwości mogłoby stanowić pokaźny zestaw lęków. Ale z racji tego, że ich właściwe życie jest życiem roślin, cierpienia tych osób przenikają przez nie, nie dotykając duszy; ich życie można porównać tylko do życia kogoś, kogo bolą zęby i kto zostaje obdarzony wielkim bogactwem – autentycznym bogactwem życia bez świadomości, największym darem, jaki mogą zesłać bogowie, ponieważ jest to dar bycia jak bogowie, bycia jak oni (choć w inny sposób) ponad radością i bólem.

Dlatego mimo wszystko kocham ich. Moje kochane rośliny!

Pessoa, Księga niepokoju
tłumaczenie: Michał Lipszyc

wtorek, 17 maja 2016

Starają się nieść na kalwarię zapomnienia krzyż samego bycia

Należę do pokolenia, które odziedziczyło niewiarę w chrześcijaństwo, po czym wypracowało w sobie samodzielnie niewiarę we wszystkie inne religie. Nasi ojcowie mieli jeszcze pewien impuls wiary, który przenosili z chrześcijaństwa na inne formy iluzji. Jedni byli entuzjastami społecznej równości, inni wielbili wyłącznie piękno, jeszcze inni wierzyli w naukę i jej zdobycze. Byli wreszcie i tacy, którzy – w większym nawet stopniu chrześcijańscy – przemierzali różne Wschody i Zachody w poszukiwaniu odmiennych form religijnych, którymi mogliby zabawić świadomość – bez nich czczą – że się po prostu żyje.

Myśmy to wszystko stracili; przyszliśmy na świat bez jakiejkolwiek z tych form pocieszenia. Każda cywilizacja postępuje własną drogą reprezentującej ją religii – zwrócenie się ku innym religiom oznacza utratę starej, a w końcu utratę wszystkich.

 Straciliśmy starą, i wszystkie inne także.

I tak znaleźliśmy się, każdy pozostawiony samemu sobie, w pustce odczuwania własnego życia. Może się wydawać, że celem okrętu jest żeglowanie, ale w istocie jego celem nie jest żeglowanie, tylko zawinięcie do portu.

My żeglujemy, nie mając pojęcia o tym, do jakiego portu powinniśmy zawinąć. Odtwarzamy w ten sposób, w jej bolesnej odmianie, awanturniczą formułę argonautów: życie nie jest konieczne, konieczne jest żeglowanie.

Pozbawieni złudzeń, żyjemy wyłącznie marzeniami – złudzeniami ludzi, którzy nie mogą mieć złudzeń. Karmiąc się samymi sobą, uszczuplamy się, bo człowiekiem pełnym jest ten, który siebie nie zna. Bez wiary nie mamy nadziei, a bez nadziei nie mamy prawdziwego życia. Nie mając pojęcia o przyszłości, nie mamy też pojęcia o dniu dzisiejszym, bo dzień dzisiejszy dla człowieka czynu jest tylko prologiem przyszłości. Nasza energia do walki przyszła na świat martwa, bo urodziliśmy się bez walecznego zapału.

Niektórzy z nas zastygli pośród głupawych zmagań codzienności, ograniczając się nikczemnie do zdobywania powszedniego chleba, i to zdobywania go w taki sposób, żeby się przy tym nie napracować, bez świadomości wysiłku, bez wzniosłości sukcesu.

Inni, wyższego rodu, odrzucili wszelką działalność publiczną, nie chcąc i nie pragnąc niczego; i starają się nieść na kalwarię zapomnienia krzyż samego bycia. Daremny to trud, jeśli nie ma się tego, co miał niosący Krzyż – świadomości o boskim rodowodzie.

Jeszcze inni, trudzący się poza własną duszą, poświęcili się kultowi zgiełku i chaosu; i kiedy tylko mogli się usłyszeć, sądzili, że żyją, a kiedy tylko ocierali się o powierzchowność miłości, wierzyli, że kochają. Życie nas bolało, bo wiedzieliśmy, że jesteśmy żywi; umieranie nie przerażało nas, bo utraciliśmy normalne pojęcie śmierci.

Jednak tym z nas, którzy reprezentowali Rasę Końca, duchowy limit Martwej Godziny, nie starczyło nawet odwagi na sprzeciw ani na schronienie się przed światem. Żyliśmy w wiecznej negacji, wiecznym niezadowoleniu i wiecznym żalu. Jednak przeżywaliśmy to wszystko w środku, nie robiąc żadnych gestów, zawsze zamknięci – przynajmniej w sposobie życia – pośród czterech ścian pokoju i czterech murów nieumiejętności działania.


Pessoa, Księga niepokoju
tłumaczenie: Michał Lipszyc

Świat należy do tych, którzy nie czują - Dhamma jest dla tego kto czuje ...

Świat należy do tych, którzy nie czują. Najważniejszy warunek, jaki musi spełniać człowiek praktyczny, to nie mieć wrażliwości. A podstawowym czynnikiem, decydującym o praktycznym życiu, jest czynnik, który motywuje działanie, czyli wola. Woli mogą zawadzać dwie rzeczy – wrażliwość i myśl analityczna, która w gruncie rzeczy jest tylko myślą połączoną z wrażliwością. Każde działanie jest z natury projekcją własnej osobowości na świat zewnętrzny, a ponieważ świat zewnętrzny w znacznej mierze – i w swoim podstawowym wymiarze – składa się z istot ludzkich, ta projekcja osobowości wyraża się z zasady stawaniem innym na drodze, przeszkadzaniem, ranieniem i tłamszeniem innych; odpowiednio do naszego sposobu działania.

Dlatego jeśli chcemy działać, nie możemy pozwalać sobie na wgląd w osobowości bliźnich, w ich radości i bóle. Kto darzy innych sympatią, ten ma skrępowane ruchy. Dla człowieka czynu świat zewnętrzny składa się wyłącznie z bezwładnej materii – bezwładnej z natury, jak kamień, który się depcze lub usuwa z drogi, albo bezwładnej jak człowiek, który nie mogąc stawić oporu, nie różni się niczym od kamienia i jest tak samo deptany lub usuwany z drogi.

Najpełniejszym przykładem człowieka praktycznego, u którego skrajna koncentracja działania łączy się z jego skrajnym znaczeniem, jest przykład wojskowego stratega. Wojskowy strateg bawi się ludzkimi losami, tak jak szachista bawi się figurami na planszy. Co by było, gdyby strateg pomyślał o tym, że każdy jego ruch w grze pogrąża tysiąc domów w ciemności i trzy tysiące serc w żałobie? Co by się stało ze światem, gdybyśmy byli ludzcy? Gdyby człowiek wyłącznie odczuwał, nie powstałaby cywilizacja. Sztuka pozwala schronić się wrażliwości, której działanie musiało się wyrzec. Sztuka to Kopciuszek, który musiał zostać w domu, bo mu tak przykazano.

Każdy człowiek czynu jest z natury energiczny i pogodny, bo kto nie czuje, ten jest szczęśliwy. Człowieka czynu poznaje się po tym, że zawsze ma dobre samopoczucie. Ktoś, kto pracuje mimo złego samopoczucia, tylko wspiera działanie; może być, w ogólnym obrazie życia, księgowym, tak jak ja jestem w swoim szczególnym życiu – jednak nie jest w stanie rządzić rzeczami ani ludźmi. Władza należy do niewrażliwych. Rządzą sami szczęśliwi, bo żeby być smutnym, trzeba czuć.

Pessoa, Księga niepokoju
tłumaczenie: Michał Lipszyc

***

A co do tych czterech szlachetnych prawd, w zależności od czego ich nauczam?
Determinowane przez te sześć elementów, następuje poczęcie w łonie. Gdy to poczęcie ma miejsce imię-i-materia dochodzi do bycia. Z imieniem-i-materią jako warunkiem, sześć baz dla kontaktu. Z sześcioma bazami dla kontaktu jako warunkiem, kontakt. Z kontaktem jako warunkiem, uczucie. To dla tego kto czuje, mnisi, ogłaszam: „To jest cierpienie; to jest powstanie cierpienia; to jest wstrzymanie cierpienia; to jest droga prowadząca do wstrzymania cierpienia”.
 
AN III; 61 czytaj całą Suttę →

niedziela, 15 maja 2016

Nie: żadnych związków nawet z nami samymi!

Nie podporządkowywać się niczemu – ani człowiekowi, ani miłości, ani idei; mieć tę pełną dystansu niezależność, która polega na niewierzeniu w prawdę ani w pożytek z jej poznania, gdyby jakiś istniał – myślę, że to jest stan, w którym powinno upływać, w swoim własnym towarzystwie, intymne życie umysłowe tych, którzy nie chcą żyć bezmyślnie. Przynależeć – oto banalność. Wiara, ideał, kobieta lub zawód – wszystko to jest celą i kajdankami. Być znaczy być wolnym. Nawet ambicja, jeśli czerpiemy z niej dumę, to obciążenie; nasza duma by się rozwiała, gdybyśmy zrozumieli, że jest sznurkiem, na którym nas prowadzą. Nie: żadnych związków nawet z nami samymi! Wolni zarówno od siebie, jak i od innych, obserwatorzy bez ekstazy, myśliciele bez konkluzji, będziemy żyć, wyzwoleni od Boga, w krótkiej przerwie, którą roztargnienie katów daruje naszemu nieruchomemu zachwytowi. Jutro czeka nas gilotyna. Jeżeli nie czeka nas jutro, czeka pojutrze. Przechadzką w słońcu wypełnimy chwilę wytchnienia przed końcem, umyślnie lekceważąc zamiary i następstwa. Słońce oświetli nasze czoła bez zmarszczek, a wiatr orzeźwi tych, którzy przestali mieć nadzieję.

Pessoa, Księga niepokoju
tłumaczenie: Michał Lipszyc

Kto gardzi życiem i przeżywa je tylko po to, aby nim gardzić

Nie dotykajmy życia nawet opuszkami palców.
Nie kochajmy nawet myślą.
Nie poznajmy nawet we śnie kobiecego pocałunku.

Rzemieślnicy kruchości, doskonalmy się w nauczaniu innych, jak się wyzbywać iluzji. Ciekawi życia, zerkajmy zza wszystkich murów, już znużeni w przeczuciu, że nie zobaczymy nic nowego ani pięknego.

Tkacze beznadziei, tkajmy wyłącznie całuny – białe całuny dla snów, których nigdy nie śniliśmy, czarne całuny dla dni naszej śmierci, szare całuny dla gestów, o których tylko marzymy, całuny w królewskiej purpurze dla naszych bezużytecznych wrażeń.

W górach, w dolinach i pośród bagien myśliwi polują na wilki, na łanie […] i na dzikie kaczki. Nienawidźmy ich, nie dlatego, że zabijają, ale dlatego, że się cieszą (a my nie).

Niech na naszej twarzy gości blady uśmiech, jak u kogoś, komu się zbiera na płacz; niewyraźne spojrzenie, jak u kogoś, kto nie chce widzieć; i odraza, rozproszona we wszystkich rysach twarzy, jak u kogoś, kto gardzi życiem* i przeżywa je tylko po to, aby nim gardzić.

Pessoa, Księga niepokoju
tłumaczenie: Michał Lipszyc

* Kiedy się poznaje zło natury, zaczyna się gardzić śmiercią; kiedy się poznaje zło społeczeństwa, zaczyna się gardzić życiem.

Chamfort

Pominąłem fragment "I obdarzajmy naszą pogardą tych, którzy pracują i walczą, a naszą nienawiścią tych, którzy mają nadzieję i wiarę" - jako mało dydaktyczny:) Ariya ma wbudowaną w doświadczenie silną inklinację do oderwania, wiarę w oderwanie, która niesie go ku wyzwoleniu. Zwykły człowiek jednakże musi pracować i walczyć ze sobą by taką wizję osiagnąć i tu nadzieja, że może mu się to udać jest jak najbardziej korzystna.



piątek, 13 maja 2016

Śmierć: nierealne wyzwolenie

Śmierć to wyzwolenie, bo nie żyć znaczy nie potrzebować innych. Biedny niewolnik zostaje wyzwolony od swoich przyjemności, swoich smutków, swojego upragnionego i ciągłego życia. Król zostaje wyzwolony od swoich włości, których nie chciał porzucić. Pogromczynie męskich serc zostają wyzwolone od swoich miłosnych podbojów, które hołubiły w pamięci. Ci, którzy zwyciężali, zostają wyzwoleni od swoich zwycięstw, na które ich życie było skazane.

Dlatego śmierć uszlachetnia; ubiera nędzne, absurdalne ciało w nowy, odświętny strój. Człowiek staje się wolny, choćby tego nie chciał. Niewolnik przestaje być niewolnikiem, choćby tracił swoją służebną rolę z płaczem. Tak jak król czerpie dumę ze swojego królewskiego tytułu i może być śmieszny jako człowiek, ale jako król jest istotą wyższą, tak samo trup może być zdeformowany, a mimo to jest kimś lepszym – został bowiem wyzwolony przez śmierć.

Pessoa, Księga niepokoju
Tłumaczenie: Michał Lipszyc

W sylogizmie (1-Wszyscy ludzie są śmiertelni. 2-Sokrates jest człowiekiem. 3-Dlatego Sokrates jest śmiertelny), generalizacja (wszyscy ludzie są śmiertelni) musiała zostać osiągnięta przez indukcję. Żaden proces indukcyjny nie jest nigdy absolutnie pewny. Zawsze jest tam uskok, założenie, generalizacja, zatem jedna z przesłanek sylogizmu musi zawierać element niepewności. Nie może więc udowodnić niczego z całkowitą pewnością. Jest wiec sylogizm znakiem wskazującym gdzie szukać w bezpośrednim doświadczeniu. Ale jednocześnie nigdy nie daje 100% pewnych informacji. Ale sylogizm (na tematy metafizyczne) może również wskazywać na to, co jednocześnie nie może być doświadczone, a wtedy jest anomalią. 

Nanamoli Bhikkhu

poniedziałek, 9 maja 2016

Wolność to możliwość odosobnienia

Wolność to możliwość odosobnienia. Jesteś wolny, jeżeli potrafisz odgrodzić się od ludzi, tak aby nie ciągnęła cię do nich potrzeba pieniędzy, życia stadnego, miłości lub sławy ani ciekawość, bo te w ciszy i samotności nie znajdują pokarmu. Jeżeli nie potrafisz żyć samotnie, urodziłeś się niewolnikiem. Możesz mieć najwspanialsze cechy charakteru, wszelkie przymioty ducha – jesteś niewolnikiem wysokiego rodu albo inteligentnym sługą, jednak nie jesteś wolny. I żadna tragedia nie jest twoim udziałem, bo tragedia, że się taki urodziłeś, nie jest tragedią twoją, lecz tragedią losu. Jednak biada ci, jeśli to samo życie wymusza na tobie przyjęcie roli niewolnika. Biada ci, jeśli urodziłeś się wolny, samowystarczalny i zdolny do życia w izolacji, a nędzna kondycja zmusiła cię do współżycia z innymi. Owszem, ta tragedia jest twoja i tę nosisz w sobie.

Nie ma nic wspanialszego dla człowieka, niż urodzić się wolnym – to czyni nędzną samotnię lepszą niż siedziby królów, a nawet bogów, którzy są samowystarczalni dzięki swojej sile, a nie pogardzie dla niej.


Fernando Pessoa, Księga niepokoju
tłumaczenie: Michał Lipszyc

sobota, 7 maja 2016

W wewnętrznym przebłysku pojąłem, że jestem nikim


Wszystkie moje uczuciowe związki są powierzchowne, ale szczere. Zawsze byłem aktorem, i byłem nim na serio. Zawsze, kiedy kochałem, udawałem, że kocham – udawałem to nawet przed samym sobą.

Dzisiaj doznałem nagle absurdalnego, a przy tym jednoznacznego wrażenia. W wewnętrznym przebłysku pojąłem, że jestem nikim. W tym przebłysku okazało się, że to, co powinno być miastem, jest dziką równiną, a ponure światło, które ukazało mi siebie samego, nie odkryło u góry nieba. Pozbawiono mnie zdolności bycia, zanim jeszcze zaistniał świat. Jeżeli byłem reinkarnacją, to reinkarnowałem się z pominięciem siebie – reinkarnacja nie objęła mojego ja.
Jestem przedmieściami nieistniejącego miasta, przegadanym komentarzem do nienapisanej książki. Jestem nikim, nikim. Nie umiem czuć, nie umiem myśleć, nie umiem pragnąć. Jestem postacią z planowanej powieści, przemykającą się, w stanie lotnym i szczątkowym, zanim zdołała zaistnieć, między marzeniami autora, który nie potrafił jej w pełni skonstruować.

Fernando Pessoa, Księga Niepokoju
tłumaczenie: Michał Lipszyc

***

Język polski ma tylko jedno słowo "ja", które pokrywa znaczenie dwóch różnych słów w angielskim: "I" i "self". Tragedia ludzkiej egzystencji polega na zetknięciu się nieskończoności - subiektywność, w sensie bycia kimś, osobą, nierozerwalnie związana jest z poczuciem nieśmiertelności - i skończoności rzeczy czasu i przestrzeni, na których bazuje nasza samo-identyfikacja.

Szerzej o tym tutaj →

I tak atta w Pali czy self po angielsku, jest zawsze stowarzyszone z ucieleśnieniem, samo-identyfikacją z czymś konkretnym, zwykły człowiek, nie tylko nie wątpi w to, że "jest", ale także ma mniej lub bardziej precyzyjne poglądy na to "kim" "jest". Ariya który nie jest jeszcze arahatem, mimo iż postawa "jestem" jest u niego wciąż obecna, jest wolny od poglądu ucieleśniającego - sakkayaditthi, można by rzec, że we własnych oczach jest "nikim" - nie ma nic konkretnego co mógłby określić jako "moje ja", czy utożsamić się "tym jestem".

I skoro postawa "jestem" wciąż trwa, całkiem śmiało możemy mówić o reinkarnacji która nie objęła "ja". Trzeba tylko pamiętać, że w takim wypadku asmimana - należy tłumaczyć jako "jestem" rezerwując "ja" dla pokrycia znaczenia "self", podczas gdy w angielskim nie ma problemu z tłumaczeniem asmimana jako "I am". No i trzeba pamiętać, że tak zwana "ja-twórczość" "moje-twórczość" -"I-making" odnosi się do ignorancji na poziomie pre-refleksyjnym, podczas gdy attavada wiara w istnienie "ja" jest ignorancją na poziomie refleksyjnym, stowarzyszonym zawsze z formułowaniem poglądu na temat tegoż "ja". Od takiej ignorancji Pessoa wydawał się być wolny. Te kłopoty nie występują w angielskim gdzie jest jasna granica pomiędzy "I" i "self". Niestety nie omija się niejasności poprzez wynalezienie jakiegoś innego słowa dla atta czy self. Na przykład "sobość", które spotkałem u Roberto Calasso. To dość rzadkie słowo, puthujjana zwykle nim nie operuje, i nie możemy poprzez niejasną terminologię zaciemniać i tak już trudnej Nauki Buddy. Używając słowa "ja" trafiamy w serce problemu.

czwartek, 5 maja 2016

Udawać znaczy kochać

Udawać znaczy kochać. Zawsze, gdy widzę ładny uśmiech lub znaczące spojrzenie, to bez względu na to, do kogo należą, zaraz węszę w duszy tej uśmiechającej się do mnie lub obserwującej mnie twarzy polityka, który chce nas kupić, lub prostytutkę, która chce, abyśmy ją kupili. Ale polityk, który nas kupuje, przynajmniej kocha fakt kupowania nas, a prostytutka, którą kupujemy, przynajmniej kocha fakt bycia kupowaną. Choćbyśmy bardzo chcieli, nie uciekniemy od uniwersalnego braterstwa. Kochamy się wszyscy, a kłamstwo jest pocałunkiem, który między sobą wymieniamy.

Pessoa, Księga niepokoju
tłumaczenie: Michał Lipszyc

wtorek, 3 maja 2016

Pessoa: negowanie istnienia Boga jako kretynizm

Nigdy nie rozumiałem, jak ktoś, kto wziął pod uwagę ten doniosły fakt uniwersalnego mechanizmu zegarka, może negować istnienie zegarmistrza, którego nie kwestionował nawet Voltaire. Rozumiem, że zważywszy na pewne fakty pozornie niezgodne z planem (a trzeba znać plan, aby stwierdzić, że są z nim niezgodne), przypisuje się tej wyższej inteligencji pewien element niedoskonałości. Rozumiem to, chociaż tego nie akceptuję. Rozumiem nawet to, że ktoś, biorąc pod uwagę zło, jakie jest na świecie, nie może zaakceptować idei nieskończonej dobroci tej twórczej inteligencji. Rozumiem to, chociaż tego też nie akceptuję. Jednak negowanie istnienia tej inteligencji czy też Boga wydaje mi się jednym z tych kretynizmów, tak często dotykających, na pewnym poziomie inteligencji, ludzi, którzy na wszystkich innych jej poziomach mogą być nadzwyczaj błyskotliwi; jak ci, którzy mylą się zawsze w dodawaniu, lub – jeśli skupimy się na inteligencji wrażliwości – ci, którzy nie czują muzyki, malarstwa czy poezji.

Jak powiedziałem, nie akceptuję ani pojęcia zegarmistrza niedoskonałego, ani zegarmistrza nieprzychylnego. Nie akceptuję pojęcia zegarmistrza niedoskonałego, ponieważ te szczegóły rządzenia światem, które wydają się nam mylne lub nieuzasadnione, nie mogą być jako takie postrzegane, jeżeli nie znamy planu. Dostrzegamy wyraźnie plan we wszystkim i dostrzegamy też pewne rzeczy, które wydają się nam pozbawione przyczyny, ale trzeba zauważyć, że jeśli wszystko ma przyczynę, to one również muszą ją mieć. Widzimy przyczynę, ale nie widzimy planu, jak więc możemy mówić, że pewne rzeczy nie należą do planu, którego nie znamy? Tak jak poeta znany z precyzyjnej rytmiki wiersza może wtrącić arytmiczny wers w celach rytmicznych, to znaczy, aby osiągnąć właśnie ten cel, od którego zdaje się oddalać, a krytyk purysta z najbardziej konserwatywnej szkoły nazwie ten wers nieudanym ze względu na rytm, tak samo Stwórca może wtrącić coś, co nasz ograniczony umysł uzna za arytmię w majestatycznym ciągu metafizycznego rytmu.

Nie akceptuję też, jak powiedziałem, pojęcia zegarmistrza nieprzychylnego. Zgadzam się, że to trudniej uzasadnić, jednak jest tak tylko z pozoru. Możemy powiedzieć, że nie wiemy dokładnie, czym jest zło, więc nie sposób stwierdzić, czy coś jest złe, czy dobre. Jednak pewne jest, że ból, nawet jeśli w istocie jego celem jest nasze dobro, sam w sobie jest złem, i to wystarczy, aby stwierdzić, że na świecie istnieje zło. Wystarczy ból zębów, aby podać w wątpliwość dobroć Stwórcy. Otóż podstawowy błąd tego argumentu wydaje się mieścić w naszej całkowitej nieznajomości boskiego planu oraz w identycznej nieznajomości tego, co jest być może – w postaci inteligentnej osoby – Intelektualną Nieskończonością. Jedną sprawą jest istnienie zła, a drugą przyczyna jego istnienia. Rozróżnienie jest być może tak subtelne, że robi wrażenie sofistyki, jednak z pewnością jest zasadne. Nie można zanegować istnienia zła, ale można nie zgadzać się z tym, że istnienie zła jest złem. Przyznaję, że problem nie znika – jednak dzieje się tak tylko dlatego, że nie znika nasza niedoskonałość.

Księga niepokoju
tłumaczenie: Michał Lipszyc

***
Trzeba tylko dodać, że w Nauce Buddy, afirmowanie Boga, jako jakiegoś nadrzędnego bytu, także jest błędne, z prostego powodu: wszelki Byt jest ograniczeniem w czasie i przestrzeni. A takie ograniczenie jest zniewoleniem na uwolnienie się z którego cała buddyjska praktyka jest nakierowana. Co więcej, błędne jest również afirmowanie "zewnętrznego świata". Zewnętrzny świat? Ale w stosunku do czego jest on zewnętrzny, skoro ciało bez wątpienia znajdujące się w świece, samo w sobie jest tylko obiektem świadomości.