Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magris. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magris. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 stycznia 2014

Carlo Michelstaedter i retoryka alienacji


Skoro egzystencja jest tylko ciągłym żegnaniem się z sobą samą, fakt ten budzi wciąż pytanie Obłomowa: kiedy w takim razie żyjemy? Epoka nowoczesna zdaje się nie znać czasu teraźniejszego, a jedynie przemijanie, stawanie się, postrzegane nie jako coś, co wzbogaca, jako wędrówka ku celowi nadającemu sens i istotność każdemu etapowi drogi, lecz jako utrata, jako ciągłe niebycie, brak wszelkiej wartości, na której można by było mocno się oprzeć. Życie wyalienowane to życie pozbawione celów, które rzeczywiście je usprawiedliwiają i czynią samowystarczalnym; zamiast odległego celu mamy wielość chwilowych i cząstkowych projektów, następujących po sobie bez chwili przerwy, jak w pracy przy taśmie montażowej, poszczególne chwile zaś zostają poświęcone na rzecz tego, co następuje potem, aby osiągnąć efekt całkowicie praktyczny, nieznający wartości, nierozświetlający - ani wstecz, w pamięci, ani w przód, w oczekiwaniu - drogi, którą trzeba przebyć, aby go uzyskać.

Carlo Michelstaedter, który jak mało kto w naszym stuleciu rozumiał retorykę takiej alienacji (to znaczy jej podstępną zdolność oddzielania ludzi od ich natury), ucieka się w pierwszych linijkach swojego arcydzieła La persuasione e la rettorica do metafory ciężaru, który pragnie jedynie spadać, coraz niżej, nigdy się nie zatrzymując, bo inaczej utraciłby własną tożsamość, nie byłby już ciężarem. 'Jego życie jest tym brakiem życia'. Nigdy nie ma nas w życiu, tak jak nie ma nas w morzu, ponieważ w każdej chwili ramiona pływaka przełamują fale i na moment go od nich oddalają. Rozwój cywilizacji zachodniej - począwszy, zdaniem Michelstaedtera, od Arystotelesa i już od późnego Platona aż do hiperboli tego procesu w czasach współczesnych - pozbawił jednostkę perswazji, czyli życia w pełnym posiadaniu teraźniejszości, a zatem własnej osoby, bez odczuwania potrzeby wyczerpywania swych sił - aby wiedzieć, że się istnieje - w pościgu za rezultatem, który zawsze jest o krok dalej.

Teraźniejszość, aby wystarczała sama sobie, musi opierać się na wartościach, lecz wielość celów i konwencjonalnych obowiązków, za pomocą których organizacja społeczna krępuje jednostkę, zaciemnia i skrywa owe wartości, jeśli ich wręcz nie niszczy, nie pozwala myśli zatrzymać się nad tym, co istotne i zmusza ją do męczącego pędu odwracającego uwagę od rzeczy, które kocha albo chciałaby kochać.
Claudio Magris, Nieobecne życie [w:] Tegoż, Itaka i dalej, tłum. J. Ugniewska,

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Rozziew pomiędzy „ja” a życiem


Literatura XX wieku naznaczona jest często świadomością rozziewu między 'ja' a życiem i to ów rozziew sprawia, że nie jest to już jego życie, lecz przestrzeń, do której bohater nie potrafi dotrzeć ani się w niej zadomowić, coś obcego, do czego nie przynależy, co wymyka mu się nieustannie, czego nigdy nie posiadał, lecz za czym tęskni, jak gdyby to coś zostało utracone.
Literatura nowoczesna jest często tęsknotą za życiem; nie za jakąś jego określoną i szczególną formą, nad której brakiem się boleje, albo za jakimś dobrem, którego eliminacja czyni je przykrym i nieszczęśliwym, lecz za życiem samym w sobie, jak gdyby to życie było nieobecne. 'To bezimienna tęsknota za życiem/ płakała cicho w mej duszy', powiada wiersz Hoffmannsthala, który porównuje taką nostalgię do melancholii kogoś, kto płynąc statkiem, widzi z niego wieczorem swoje rodzinne miasto, dostrzega ulice i ogrody, znane z dzieciństwa, a także samego siebie jako dziecko na brzegu, chciałby odpowiedzieć światłu, które pozdrawia go z okna, lecz statek uwozi go już daleko.
W takim obrazie życie, w które nie można wejść, zdaje się utracone w przeszłości, nie zaś w przyszłości, jest zawsze nieobecnością, ponieważ tęsknota nie kieruje się ku temu, co było naprawdę egzystencją dziecka, to jest autora, który był dzieckiem w tamtych ogrodach, lecz ku egzystencji nigdy nieistniejącej, ku pełni sensu i szczęścia, których dziecko jedynie oczekiwało, a za którymi dorosły tylko tęskni.
Claudio Magris, Nieobecne życie [w:] Tegoż, Itaka i dalej, tłum. J. Ugniewska,

sobota, 4 stycznia 2014

Z czego rodzi się melancholia


Utrata Boga, powiadał Kierkegaard, a zatem centralnej wartości, przemienia czas w jednolitą monotonię nieznającą celu i przekształca wszystkie uczucia w melancholię, nieokreśloną żałobę po stracie czegoś, czego nie można nawet zidentyfikować. Melancholia rodzi się wtedy, kiedy nie można chcieć, to znaczy dążyć do celu, ponieważ nie wie się i nie chce wiedzieć, czego się chce. Ale naszym przeznaczeniem jest stawiać czoła owemu przygnębiającemu smutkowi, jeśli nie chcemy żywić megalomańskich złudzeń co do szczęścia i autentyczności; nowoczesna literatura i myśl nauczy nas bowiem, że naszym losem jest płynąć po morzu, z dala od rodzinnego miasta, jak w wierszu Hoffmannstahla, albo z prądem rzeki, podczas gdy życie spogląda na nas z brzegu.
Nie można uniknąć melancholii, ponieważ rodzi się ona z ostatecznej i nieokreślonej utraty. W tym ciągłym i trwałym rozdzieleniu stajemy się obcy sobie samym, pozostawiamy strzępy własnej indywidualności na brzegach, które umykają do tyłu - jeżeli 'ja' nie jest wyłącznie samoświadomością, lecz również dialogiem, czyli wciąż zmiennym rezultatem naszej relacji z innymi, to stawanie się i przemiany tej relacji pozwalają nam istnieć także poza nami, pozwalają utracić i odnaleźć część nas w rzeczywistości zewnętrznej, w świecie: nie wiemy nawet, gdzie są te cząstki nas samych, które zgubiliśmy po drodze. W podobnej tęsknocie, zawsze niedopowiedzianej, tkwi może jedyne prawdziwe życie, jakie jest nam dane [...]".

Claudio Magris, Nieobecne życie [w:] Tegoż, Itaka i dalej, tłum. J. Ugniewska, Pogranicze, Sejny 2009, s. 39



wtorek, 31 grudnia 2013

Nasza prawdziwa śmierć


Nasza prawdziwa śmierć nie następuje dla Borgesa wraz ze zniknięciem fizycznym, to ostatnie, jak powiada wiersz Granice, zagraża nam bez przerwy, w każdej chwili. Następuje za każdym razem, kiedy, nie wiedząc o tym, otwieramy po raz ostatni książkę, której nigdy już nie weźmiemy do ręki, albo kiedy idziemy ulicą, na którą nigdy nie wrócimy. Prawdziwa śmierć, głosi wspaniała przypowieść Świadek, zdarza się, kiedy zamykają się ostatnie oczy, które nas widziały, kiedy zgaśnie ostatnia myśl kogoś, kto nas pamięta, kiedy zatrą się ślady, jakie pozostawiliśmy po sobie na ziemi – ostatni Saksończyk w Świadku umiera, zabierając ze sobą w nicość ostatnie obrazy pogańskich obrzędów, bożków i ofiar minionych czasów".


Claudio Magris, Borges albo objawienie, które nie nadchodzi, [w:] Itaka i dalej, przeł. Joanna Ugniewska, Pogranicze, Sejny 2009,

Pisać czy czytać?


"Pewnego razu, w Chinach, studentka uniwersytetu w Xi'ian spytała mnie, co traci się, pisząc. Trudne kafkowskie pytanie. A czytając? Borges powiedział kiedyś, że pozostawia innym szczycenie się napisanymi przez nich książkami, jego chwałą bowiem są książki, które przeczytał".

Claudio Magris, Alfabety, tłum. J. Ugniewska, Pogranicze, Sejny 2013, s. 12.

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Lodowata i okrutna przypowieść


"Auto da fé jest lodowatą i okrutną przypowieścią o śmiertelnej chorobie współczesności, obłędzie, który ogarnął, jak się zdaje, dwudziestowieczny rozum. Jest groteskową tragedią 'głowy bez świata', inteligencji, która ze strachu przed życiem zabarykadowuje się obsesyjnie, aby uniknąć niebezpieczeństw i uroków życia, skazując się tym samym, za sprawą własnej maniakalnej i autodestrukcyjnej chęci obrony, na śmierć. W szkicu poświęconym Karlowi Krausowi Canetti przywoływał obraz chińskiego muru, który zbudowano, aby bronić cesarstwa przed barbarzyńcami, nieustannie jednak wzmacnia się go i poszerza, w prawdziwym crescendo strachu, aż w końcu cesarstwo ginie między jego kamieniami, który miały go bronić - mur je wchłonął, pogrzebał, utożsamił z sobą samym.

Powieść jest historią, tragiczną i tragikomiczną, jednostki, która tworzy sobie podobny pancerz, aż w końcu sama staje się tylko pancerzem i ginie, niszcząc żywiołowość świata w cmentarnym porządku biblioteki, tłumiąc wszelkie pragnienia i wszelki urok życia, ponieważ obawia się, że czar miłości pozbawi ją jej pancerza, wyrwie z okopów półek i kulturowych klasyfikacji, porwie w chaotyczny i wieloraki wir rzeczywistości. Profesor Kien, bohater powieści, ćwiczy się w ślepocie, aby nie widzieć nieskończonej agresywności rzeczy, cieszy się, że ciężkie, oprawne tomy kryją pod pozornym bezruchem miliardy 'oszalałych elektronów', z których się składają; jest on śmiesznym i bolesnym portretem każdego z nas, odbiciem fobii i rytuałów, za których pomocą tracimy swoje życie w wysiłku kontrolowania trapiącego nas lęku.

Auto da fé przedstawia z absolutną konsekwencją całkowity brak miłości, wysterylizowany świat, wyzbyty obłędnie wszelkich pragnień; paranoja nie pozwala ludziom projektować własnych uczuć na otaczającą ich rzeczywistość, patrzeć na rzeczy, ciała, twarze z namiętnością, która wyposaża je w zachwycającą aurę. Lęk przed śmiercią i obsesja władzy jako reakcja na ten lęk unicestwiły całą sferę uczuć.

To przedstawienie życia pozbawionego miłości zrodziło się z głębokiej miłości pragnącej ujawnić pustkę z bezwzględnością nieznającą pobłażania ani żadnej pociechy; ta sama intencja patronuje również wspaniałym aforyzmom Canettiego i jego dramatom. Niechęć, aby złagodzić wymowę dzieła, czyni dziś jeszcze tę książkę odpychającą i nieprzyjazną dla kogoś, kto nie potrafi dostrzec, jak wielkie bogactwo życia kryje się w historii obłędu skłaniającego ludzi do umiłowania śmierci".

Claudio Magris, Pisarz, który się ukrywa [w:] Tegoż, Itaka i dalej, tłum. J. Ugniewska, Pogranicze, Sejny 2009, s. 65-67.