Skoro egzystencja jest tylko ciągłym żegnaniem się z sobą samą, fakt ten budzi wciąż pytanie Obłomowa: kiedy w takim razie żyjemy? Epoka nowoczesna zdaje się nie znać czasu teraźniejszego, a jedynie przemijanie, stawanie się, postrzegane nie jako coś, co wzbogaca, jako wędrówka ku celowi nadającemu sens i istotność każdemu etapowi drogi, lecz jako utrata, jako ciągłe niebycie, brak wszelkiej wartości, na której można by było mocno się oprzeć. Życie wyalienowane to życie pozbawione celów, które rzeczywiście je usprawiedliwiają i czynią samowystarczalnym; zamiast odległego celu mamy wielość chwilowych i cząstkowych projektów, następujących po sobie bez chwili przerwy, jak w pracy przy taśmie montażowej, poszczególne chwile zaś zostają poświęcone na rzecz tego, co następuje potem, aby osiągnąć efekt całkowicie praktyczny, nieznający wartości, nierozświetlający - ani wstecz, w pamięci, ani w przód, w oczekiwaniu - drogi, którą trzeba przebyć, aby go uzyskać.
Carlo Michelstaedter, który jak mało kto w naszym stuleciu rozumiał retorykę takiej alienacji (to znaczy jej podstępną zdolność oddzielania ludzi od ich natury), ucieka się w pierwszych linijkach swojego arcydzieła La persuasione e la rettorica do metafory ciężaru, który pragnie jedynie spadać, coraz niżej, nigdy się nie zatrzymując, bo inaczej utraciłby własną tożsamość, nie byłby już ciężarem. 'Jego życie jest tym brakiem życia'. Nigdy nie ma nas w życiu, tak jak nie ma nas w morzu, ponieważ w każdej chwili ramiona pływaka przełamują fale i na moment go od nich oddalają. Rozwój cywilizacji zachodniej - począwszy, zdaniem Michelstaedtera, od Arystotelesa i już od późnego Platona aż do hiperboli tego procesu w czasach współczesnych - pozbawił jednostkę perswazji, czyli życia w pełnym posiadaniu teraźniejszości, a zatem własnej osoby, bez odczuwania potrzeby wyczerpywania swych sił - aby wiedzieć, że się istnieje - w pościgu za rezultatem, który zawsze jest o krok dalej.
Teraźniejszość, aby wystarczała sama sobie, musi opierać się na wartościach, lecz wielość celów i konwencjonalnych obowiązków, za pomocą których organizacja społeczna krępuje jednostkę, zaciemnia i skrywa owe wartości, jeśli ich wręcz nie niszczy, nie pozwala myśli zatrzymać się nad tym, co istotne i zmusza ją do męczącego pędu odwracającego uwagę od rzeczy, które kocha albo chciałaby kochać.
Claudio
Magris, Nieobecne życie [w:] Tegoż, Itaka i dalej,
tłum. J. Ugniewska,
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.