Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czechow. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czechow. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 maja 2016

W dymie cygara rozmarzonym płynęłaś w moich marzeń pustce

Do Kati Junoszewej wysłał 2 listopada 1883 roku utrzymany w konwencji pastiszu romans, który później umieścił w opowiadaniu O, kobiety, kobiety!...:

W dymie cygara rozmarzonym
Płynęłaś w moich marzeń pustce -
Miłością byłem porażony,
A na twych ustach płonął uśmiech...

(A. Czechow, W dymie cygara rozmarzonym..., tłum. P. Fast)

Zdegustowana panna odesłała wiersz z komentarzem („I nie wstyd Panu, Antoszo, pleść takie bzdury”), który zdawał się nienajlepiej świadczyć o jej poczuciu humoru i wskazywał na całkowitą niechęć do uczestniczenia w grze literackiej zaproponowanej przez nadawcę. Dopiero po wielu latach okazało się, że ona po prostu kochała Mężczyznę, Który Obraca Wszystko w Żart i oczekiwała na konwencjonalne wyznanie miłości prozą. W 1898 roku spotkali się przypadkiem w Nicei. W liście do siostry Czechow napisał, że rozmawiał z jej dawną przyjaciółką, że jest to teraz dama korpulentna, spokojna i rozważna. Jak zwykle nic nie zrozumiał. Nie chciał zrozumieć.


Tadeusz Klimowicz Pożar serca.   16 smutnych esejów o miłości, o pisarzach rosyjskich i ich muzach

czwartek, 19 maja 2016

Zabija go nadczynność pamięci i chłód ironii (oraz jej częstej towarzyszki - autoironii)

Odczuwamy egzystencjalny, paniczny lęk, „pralęk” (Gerardus van der Leeuw) przed Nieznanym, ale stan paraliżującego, traumatycznego strachu może nam towarzyszyć w oczekiwaniu na Znane. Obawiamy się wówczas symptomów zapowiadających nadejście choroby, ale też narażenia się na śmieszność oraz poglądów i zachowań skazujących na anonimowość uniformizacji. Jedni pozostają przez całe życie dziećmi uczącymi się wciąż świata na nowo; inni mądrymi, zgorzkniałymi starcami, obarczonymi bagażem doświadczeń pokoleń. Tych pierwszych utrzymuje przy życiu amnezja serca i granicząca z szaleństwem spontaniczność reakcji, tych drugich zabija nadwrażliwość czy może raczej nadczynność pamięci i chłód ironii (oraz jej częstej towarzyszki - autoironii).

Dlatego Casanova mógł każdej nocy wyznawać wielką miłość kolejnym kochankom, a Czechow starannie ją ukrywał przed najważniejszą kobietą w swoim życiu. Obaj wierzyli - przynajmniej do pewnego czasu - w słuszność dokonanych wyborów. Obaj byli świadomi wagi i wartości słów określających stan uczuć - dlatego Giacomo wypowiadał je niczym mantry, by swoje wybranki wprowadzić w stan hipnozy i uwieść, a Anton ukrywał się w kokonie milczenia, by nie być posądzonym o sentymentalny patos, o uprawianie taniego, trywialnego, semantycznego ekshibicjonizmu i, jak zauważyła Natalia Modzelewska, „trudno wskazać wśród artystów świata człowieka bardziej dyskretnego i hermetycznego niż Czechow. Udostępnienie obcemu spojrzeniu własnych przeżyć było dla niego czymś równie krępującym, jak ukazywanie się choćby przed domownikami w samej bieliźnie”.


Tadeusz Klimowicz Pożar serca. 16 smutnych esejów o miłości, o pisarzach rosyjskich i ich muzach

niedziela, 9 lutego 2014

Romantyczni ginekologowie


Kto ciągle żegluje po morzu, ten lubi ląd; kto wiecznie tkwi w prozie, ten namiętnie tęskni za poezją. Wszyscy ginekolodzy są idealistami. U Pani lekarz czyta wiersze - a więc wyczucie Pani nie zawiodło; dodałbym jeszcze, że to gorący liberał, trochę mistyk, że marzy o żonie w stylu Rosyjskich kobiet Niekrasowa. Słynny Sniegirow inaczej nie mówi o "rosyjskiej kobiecie", jak z drżeniem w głosie. Inny ginekolog, którego znam osobiście, kocha jakąś tajemniczą damę w woalce, którą widział tylko z daleka. Jeszcze inny chodzi na wszystkie premiery i potem głośno klnie w szatni, twierdząc, że autorzy powinni ukazywać wyłącznie idealne kobiety".

Czechow, Listy
Przeł. Natalia Gałczyńska, t. 2, Wydawnictwo Literackie 1988.

wtorek, 4 lutego 2014

Śmierć urzędnika


Pewnego pięknego wieczora, niemniej piękny intendent Iwan Dmitriewicz Czerwiakow siedział w drugim rzędzie krzeseł i patrzył przez lornetkę na scenę, gdzie grano „Dzwony Kornewilskie”. Patrzył i czuł się u szczytu błogości. Lecz nagle… — w opowiadaniach często spotyka się to „nagle” — autorowie mają słuszność: życie tak pełne jest niespodzianek! Nagle więc… zmarszczył twarz, przewrócił oczyma, wstrzymał oddech… apczchii! Kichnął, jak widzicie. Nikomu i nigdzie nie wzbrania się kichać. Kichają chłopi i policmajstry, a czasami nawet i tajni radcy. Wszyscy kichają, Czerwiakow wcale się nie zmieszał, wytarł nos chustką i jako człowiek grzeczny, obejrzał się naokoło, czy nie przeszkodził komu swoim kichnięciem. I teraz dopiero odczuł pewne zmieszanie. Zobaczył mianowicie, że staruszek, który siedział przed nim w pierwszym rzędzie krzeseł, wycierał sobie starannie rękawiczką łysinę i szyję, mrucząc coś pod nosem. W staruszku poznał Czerwiakow cywilnego generała z wydziału komunikacji, Bryzżałowa.

…Ucharkałem go… — pomyślał Czerwiakow, — Nie jest to wprawdzie mój szef, mimo to jednak jakoś mi niemiło. Trzeba go przeprosić.

— Przepraszam, ocharkałem pana… ale to nieumyślnie.

— To nic.

— Wybacz pan, na Boga! Ja przecież… ja nie chciałem…— Ależ siedź pan, z łaski swojej. Nie przeszkadzaj pan słuchać!

Czerwiakow zmieszał się, uśmiechnął się głupio i zaczął patrzeć na scenę… Patrzył, ale stan błogości minął. Dręczył go niepokój. Podczas antraktu zbliżył się do Bryzżałowa, pokręcił się koło niego i, przezwyciężywszy lęk, mruknął:

— Ja pana ocharkałem… Wybacz pan… nie dlatego, żeby…

— Ależ niechże pan da spokój… Ja już zapomniałem, a pan wciąż to samo! — powiedział generał i niecierpliwie poruszył wargami.

…Zapomniał… z oczu jakoś mu źle patrzy… — pomyślał Czerwiakow, podejrzliwie przyglądając się generałowi. — Nawet rozmawiać nie chce. Trzeba mu wytłumaczyć, że wcale nie chciałem… że to prawo natury, bo gotów pomyśleć, że chciałem na niego plunąć. Jeżeli teraz nie pomyśli, to potem!…

Powróciwszy do domu, Czerwiakow opowiedział żonie o tym, co się przytrafiło. Żona, jak mu się zdawało, przyjęła to dość lekkomyślnie; zlękła się wprawdzie początkowo, ale gdy się dowiedziała, że to obcy, uspokoiła się.

— A jednak idź do niego i przeproś — powiedziała. — Pomyśli, że nie umiesz się zachowywać w towarzystwie.

— O to właśnie chodzi! Przeprosiłem go, ale on jakoś tak dziwnie… Ani jednego słowa nie powiedział na uspokojenie. Zresztą i czasu nie było na rozmowę.

Nazajutrz Czerwiakow włożył nowy mundur urzędowy, ostrzygł się i poszedł do Bryzżałowa.

Kiedy wszedł do poczekalni, ujrzał wielu interesantów, a wśród nich i samego generała, który już rozpoczął przyjmowanie podań. Załatwiwszy kilku interesantów, generał skierował wzrok na Czerwiakowa.

— Wczoraj, w „Arkadii”, jeżeli sobie Wasza Ekscelencja przypomina — zaczął meldować intendent — kichnąłem i… niechcący, ocharkałem… Przepr…

— Co za głupstwa!… Bóg wie co! Czego sobie pan życzy? — zwrócił się generał do następnego interesanta.

…Nie chce rozmawiać! — pomyślał Czerwiakow, blednąc. — Gniewa się, widocznie… Nie, tego nie można tak zostawić… Ja mu wytłumaczę.

Gdy generał załatwił ostatniego interesanta i skierował się do wewnętrznych apartamentów, Czerwiakow poszedł za nim i zabełkotał:

— Wasza Ekscelencjo! Jeżeli ośmielam się niepokoić Waszą Ekscelencję, to tylko, mogę powiedzieć, przez uczucie skruchy. Niechcący, sam pan wie!…

Generał zrobił taką minę, jakby mu się na płacz zbierało, i machnął ręką.

— Ale pan sobie po prostu ze mnie drwi — powiedział, znikając we drzwiach.

…Cóż to za drwiny? — pomyślał Czerwiakow.— Wcale nie drwiny. Generał, a nie może zrozumieć! Jeśli tak, to nie będę się więcej tłumaczył przed tym fanfaronem. Pal go sześć! Napiszę do niego list, a chodzić nie będę. Jak Boga kocham, nie będę!

Tak rozmyślał Czerwiakow, wracając do domu. Listu do generała nie napisał. Myślał, myślał — i w żaden sposób nie mógł wymyśleć listu. Trzeba było następnego dnia samemu iść i wytłumaczyć.

— Przychodziłem wczoraj niepokoić Waszą Ekscelencję — zaczął mamrotać, kiedy generał skierował na niego pytający wzrok — nie po to, żeby drwić, jak pan był łaskaw się wyrazić. Przepraszałem za to, żem ocharkał. a drwić nie miałem zamiaru. Czyżbym nawet śmiał żarty stroić?… Bo jeżeli my sobie będziemy na żarty pozwalali, to żadnego szacunku dla osób nie będzie.

— Precz stąd! — ryknął generał i cały się zatrząsł i posiniał.

— Co-o? — spytał szeptem Czerwiakow, omdlewając z przerażenia.

— Precz stąd! — ryknął generał, tupiąc nogami.

W brzuchu Czerwiakowa coś się oberwało. Nic nie widząc i nie słysząc, cofnął się ku drzwiom i wyszedł… Powlókł się machinalne do domu i nie zdejmując munduru, położył się na kanapie i… umarł.

Antoni Czechow

tłum. A. W.