Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Płużański. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Płużański. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 kwietnia 2014

Ksiądz Stanisław Trzeciak

W II RP wywołał największą wojnę polsko-żydowską. Ignorant, fałszerz, kłamca, a przede wszystkim zwolennik Protokołów Mędrców Syjonu. “Jeden z czołowych katolickich propagatorów antysemityzmu w okresie międzywojennym w Polsce” (wikipedia). Poglądów nie zmienił nawet w czasie okupacji, kiedy Niemcy mordowali Żydów. Tylko, czy to cała prawda o księdzu profesorze Stanisławie Trzeciaku, jednym z najsławniejszych w przedwojennej Polsce?

(Profesor) Władysław Bartoszewski napisał, że “dla wielu był on sztandarowym człowiekiem, którego wystąpieniami publicystycznymi uzasadniali swoje antysemickie poczynania”. A profesor Leszek Kołakowski: “Między rozmaitymi odmianami antysemityzmu zachodzi tylko różnica ilościowa, różnica stopnia. (…) Umiarkowany antysemityzm sanacji w tej urzędowej postaci, choćby ograniczony do »ekonomicznego bojkotu« kupców żydowskich podtrzymywał i podsycał aurę, w której rozkwitały Falangi, księża trzeciakowie, późniejsi donosiciele gestapo i szantażyści okupacyjni”.

Agent Gestapo ratuje Polaków

O co chodzi z tym donoszeniem? Otóż krążyły (i krążą do dziś) legendy, że jako agent gestapo ks. Trzeciak donosił na cichociemnych. Chciał też powołać polską partię narodowo-socjalistyczną, a nawet proniemiecki rząd. Czy to prawda? W dokumentach czytamy, że pomagał represjonowanym… Polakom, ponieważ miał chody u Niemców, którzy mieli go cenić jeszcze sprzed wojny. Na plebanii kościoła św. Antoniego w Warszawie (przy ul. Senatorskiej) zorganizował punkt żywieniowy Rady Głównej Opiekuńczej (prowadziła go jego gospodyni Helena Rokossowska, siostra Konstantego, późniejszego marszałka Polski). Za pośrednictwem Niemców potrafił zdobyć dodatkowe przydziały żywności, którymi dzielił się z biednymi, oraz ukrywającymi się u niego oficerami Wojska Polskiego. Wielu z nich wyciągnął z więzienia (m.in. na Pawiaku). 1 sierpnia 1944 przyjął na plebanię wielu księży i osób świeckich. W schronie kościoła ludność mogła chować się przed nalotami. 8 sierpnia ocalił domowników i przybyszów od akcji pacyfikacyjnej, okazując oficerowi niemieckiemu otrzymane przed wojną odznaczenia.

Jednak Niemcy tak go cenili, że w końcu go zabili. Ksiądz Stanisław Trzeciak zginął od niemieckiej kuli w czasie Powstania Warszawskiego 9 sierpnia 1944 r. Zginął wraz z osobami, które ukrywał w kościele św. Antoniego. A było to tak. Hitlerowcy zagonili ich do rozbiórki powstańczej barykady na pl. Teatralnym. Trzeciak odmówił, żądając rozmowy z oficerem niemieckim – bezskutecznie. Po rozebraniu barykady Niemcy poprowadzili grupę w kierunku ul. Alberta Króla Belgów. Wówczas “padł strzał, który śmiertelnie ugodził proboszcza”.

Antysemici – znawcy Talmudu

Wikipedia pisze dalej (bez powołania się na żadne źródła): “Ksiądz Trzeciak sympatyzował z antysemicką polityką hitlerowską. (…) Był uważany przed wojną za czołowego teoretyka akcji antyżydowskiej w Polsce”. Ale sami autorzy wpisu nie mają pewności, bo następne zdania brzmią: “Niektóre źródła kościelne podają, że należał do krytyków polityki nazistowskich Niemiec. Twierdził m.in., iż ideologia narodowosocjalistyczna jest przesiąknięta duchem żydowskim, a rasizm jest koncepcją wprost zaczerpniętą z “ducha Talmudu”.

W następnej części notki mamy już totalne pomieszanie pojęć: “Stanowisko to nie przeszkodziło Trzeciakowi wyrażać uznania dla niektórych rozwiązań zmierzających do usunięcia Żydów z Niemiec, jednak miało to miejsce w latach 30., czyli w okresie, gdy antysemicka polityka Adolfa Hitlera ograniczała się do mniej lub bardziej dotkliwych prześladowań i nie pokazała jeszcze światu swego ludobójczego oblicza. Jednocześnie współpracował z hitlerowskim Instytutem badania problemów żydowskich”.

Przyjrzyjmy się bliżej osobie księdza. Stanisław Trzeciak, urodził się w 1873 r. w Rudnie Wielkiej w rodzinie chłopskiej. Ukończył gimnazjum w Rzeszowie, seminarium duchowne w Przemyślu, studia teologiczne we Fryburgu, w Wiedniu, Rzymie, Krakowie i w Jerozolimie. W latach 1907 – 1918 był profesorem Akademii Duchownej w Petersburgu. Międzywojenna prasa żydowska uważała go za ucznia innego profesora tej uczelni – ks. Justyna Pranajtisa – jak pisała – jednego z największych antysemitów. W kręgach naukowych Pranajtis miał z kolei opinię jednego z największych wśród duchownych katolickich znawców Talmudu. Podobną estymą cieszył się później Trzeciak, a jeśli chodzi o jego antysemityzm współpracował z czasopismem “Monumenta Judaica”, które tworzyli profesorowie chrześcijanie i profesorowie rabini. Jego talmudyczne kompetencje zaczęto podważać dopiero później, ale o tym za chwilę.

Sam Trzeciak tak pisał o swoim antysemityzmie: “W czasie wojny światowej Żydzi jako jeńcy wojenni w Petersburgu przychodząc do mnie z prośbą o pomoc, mówili »to jest nasz ksiądz«. Z Żydami zagranicą, nawet z Rabinami byłem w dobrych stosunkach, miałem nawet wykład w synagodze”.

W tym samym okresie współzakładał Polskie Towarzystwo Pomocy Ofiarom Wojny. Po powrocie do kraju brał udział w obronie Lwowa. W 1921 r. był inicjatorem akcji pomocy dla dzieci powracających z Rosji. Od 1928 r. był rektorem kościoła św. Jacka w Warszawie (wówczas napisał większość swoich książek – w sumie kilkanaście pozycji), a od 1938 r. proboszczem parafii św. Antoniego (tej, w której chronił w czasie wojny ludność przed Niemcami). Był również jednym z założycieli prometejskiej placówki – Instytutu Wschodniego w Warszawie.

Bolszewizm – oszustwo żydowskie

Poglądy Stanisława Trzeciaka w kwestii żydowskiej ewoluowały po rewolucji bolszewickiej. Wtedy zgodził się ze słynnymi “Protokołami Mędrców Syjonu”, że istnieje światowy spisek żydowski przeciwko cywilizacji łacińskiej i katolicyzmowi, którego celem miało być zdobycie władzy nad światem.

“Potwierdza się to szczególnie w Rosji, którą żydzi zniszczyli, zrabowali i ujarzmili, którą dotąd rządzą. Nic więc dziwnego, że całą siłą prą do wywołania rewolucji światowej. (…) Bolszewizm to nie choroba dusz, ale wielkie oszustwo żydowskie, a kto mówi o komunizmie, a nie mówi o żydach, ten nie ma wprost pojęcia co to jest komunizm, bo komunizm i judaizm to obecnie prawie równoznaczne pojęcia”. W książce “Mesjanizm a kwestia żydowska” wykazywał, na podstawie pism żydowskich, głównie Talmudu, że Żydzi oczekiwali i oczekują, iż Mesjasz przyjdzie jako potężny król, który zniszczy narody – gojów – i założy wszechświatowe królestwo żydowskie.

Odnośnie spraw polskich uważał, że Żydzi “wyszydzają w społeczeństwie polskim wszystko, co polskie, katolickie i narodowe, by osłabić w Polsce to, co tworzy spójnię państwa i narodu, by rozłożyć przez wywrotową działalność nasze Państwo od wewnątrz i by je zniszczyć”. Do walki tej wykorzystują “płatnych szabesgojów”.

Żydzi byli, jego zdaniem, czwartym zaborcą Polski. Nie tylko szabesgoje, ale wszyscy ci, którzy “zachowują się biernie i neutralnie, usprawiedliwiając swoją w tej kwestii bezczynność, niby chrześcijańską miłością bliźniego, przyczyniają się żydowskiego zwycięstwa”.

Podwójna etyka

Talmudyczne kompetencje Trzeciaka zaczęto podważać w latach 30. Powód – był jednym z głównych przeciwników żydowskiego uboju rytualnego – szechity. W skrócie polegało to na tym, że rzezak (szojchet) musiał zarżnąć przytomne zwierzę jednym szybkim cięciem przez gardło, przy życiu specjalnego, długiego, ostrego noża, co musiało doprowadzić do całkowitego wykrwawienia. Metoda wykluczała wcześniejsze ogłuszenie czy uśpienie ofiary lub rażenie jej prądem.

Szechitą zajął się polski Sejm, powołując księdza na jednego z rzeczoznawców (w końcu specjalista od Talmudu). Warto przyjrzeć się dokładniej tej sprawie, bo wywołała ona największą wojnę polsko-żydowską – nie tylko w Sejmie, ale w całym życiu politycznym II RP. Trzeciaka zaatakowała niemal cała społeczność żydowska – nie tylko ortodoksi, także syjoniści i bundowcy.

Dr Gedalja Rozenman, rabin Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Białymstoku pisał: “Jak ongiś w czasach biblijnych Balak, król Moabitów – zawezwał Bilema wroga narodu Izraelickiego, by ten naród przeklął, tak zawezwano tym razem »uczonego żydoznawcę« księdza Trzeciaka, by oczerniając Talmud, ubój rytualny, a razem z nim żydostwo polskie dał hasło do walki. Ksiądz Dr Stanisław Trzeciak wywiązał się »świetnie« ze swego zadania”.

W “Naszym Przeglądzie” – żydowskim dzienniku wydawanym w języku polskim żydowski genealog Mateusz Mieses (14 III 1936) napisał: “Trzeciak odkrył, że ubój rytualny jest niepotrzebny dla zbawienia duszy Żyda. (…) Rabini siwobrodzi, którzyście swe życie strawili nad foliantami, wy wszyscy błądziliście i w błąd wprowadzaliście innych. Rzezacy do domu, na urlop. Szafy z księgami, traktującymi o przepisach uboju, na opał. Przekropić gruntownie wszelkie koszerne naczynia na trefne i korzystać jak najszybciej z konsumowania tłustych zadków. (..) Zbliż się przemiana wartości, Wiosna Ludów. A na wsi będzie raj!. (…) Utopia Tomasza Morusa wejdzie w życie. Nastąpi koniec kryzysu, pacyfikacja Europy. (…) Jednym zamachem naukowym finis szechitae kres największej przeszkody w rozwoju ludzkości”.

Żydowski senator Mojżesz Schorr uznał, że publiczna dyskusja o uboju w Sejmie miała “wywołać widmo średniowiecza ku uciesze gawiedzi, ku poklaskom ulicy i ku poniżeniu dostojeństwa naszego wyznania i godności naszego narodu”. Inny senator Jakub Trockenheim uważał, że ksiądz Trzeciak “skwapliwie skorzystał z okazji, by miotać oszczerstwa i potwarze na wiarę [Żydów - przyp. TMP]” i podeptał jedno z przykazań dekalogu: “Nie świadcz o bliźnim fałszywego świadectwa”. “Jest to smutny paradoks, że religii, która dała światu dekalog, która pierwsza głosiła światu zasady etyki i humanitarności, odważają się zarzucić okrucieństwo i barbarzyństwo”.

Ksiądz Trzeciak odparowywał, że Żydzi uważają za antysemitów wszystkich, którzy występują przeciw ich barbarzyńskim przepisom, w tym ubojowi rytualnemu. Jego zdaniem Talmud stosuje podwójną etykę nie tylko w stosunku do ludzi, inaczej traktując swoich i gojów, ale również wobec zwierząt – jeśli należą do gojów podlegają innym przepisom, żyd nie musi być dla nich humanitarny. Talmud – pisał – prócz nielicznych wyjątków, “jako całość, jako kodeks życia i kodeks prawa jest jedynym w swojej potworności i niedorzeczności”. Prawa te miały oddzielić Żydów od innych narodów i przez to ich wywyższyć.

Barbarzyński zabobon

Skąd wzięły się ataki na księdza? Trzeciak pisał: “nie chcę mieszać się do tych praktyk, uchodzących za religijne innego wyznania, bo one innym nie szkodzą”. Za szkodliwy uważał właśnie ubój rytualny (“Ubój rytualny w świetle Biblii i Talmudu”). Przede wszystkim wywodził, że nie jest on przepisem religijnym: “prawo Mojżeszowe nie mówi nic o uboju zwierząt”, że szechitę wymyślili rabini dopiero w Talmudzie: “Żydostwo zasklepiwszy się w podaniach ustnych większą do nich przykładało wagę niż do prawa Mojżeszowego i nazwom starotestamentalnym zaczęło inne podawać znaczenie, niż je pierwotnie posiadały”.
Talmud stosuje podwójną etykę nie tylko w stosunku do ludzi, inaczej traktując swoich i gojów, ale również wobec zwierząt - jeśli należą do gojów podlegają innym przepisom, żyd nie musi być dla nich humanitarny.

Z drugiej strony Trzeciak zauważał, że Żydzi dopuszczają przecież postęp w swoich praktykach (np. przestali pić krew i jeść członki z żywych zwierząt), na czym religia żydowska nie tylko nie ucierpiała, ale tylko zyskała. Wysnuwał stąd wniosek, że jeśli Żydzi mogli się odzwyczaić od dawnych zwyczajów, mogą to zrobić również w przypadku szechity. Odzwyczajenie się od uboju rytualnego nie doprowadzi bowiem do upadku religii (tak jak było to w poprzednich przypadkach), a przejście do uboju mechanicznego jest łatwiejsze, niż niegdyś od dawnych praktyk. “Od czasu, kiedy synowie Izraela biegali po pustyni arabskiej za swoimi owcami, ludzkość już znacznie postąpiła naprzód i ten zwyczaj (…) nazywa dzisiaj z obrzydzeniem barbarzyństwem”.

Dlaczego zdaniem Trzeciaka było to barbarzyństwo? Dowodził, że szechita jest niehumanitarna (zwierzęta bardziej cierpią, niż podczas innych metod uboju) i antysanitarna (przeprowadzana w brudnych rzeźniach). A przede wszystkim to haracz, jaki muszą płacić Żydom chrześcijanie:

“Wszyscy Polacy pracują na Żydów za ich barbarzyńskie znęcanie się nad zwierzętami przy uboju rytualnym. Pracuje rolnik, pobierając niskie ceny za bydło i pracuje każdy konsument mięsa”, płacąc zawyżone stawki. Przy pomocy uboju rytualnego “żydzi wyciągają ze społeczeństwa polskiego około pół miliarda zł rocznie przez zmonopolizowanie handlu mięsem, bydłem, skórami, wyprawą skór i odpadkami rzeźnianymi”. Wniosek: “dzięki propagandzie prowadzonej przez prasę zrozumiało społeczeństwo polskie, (…) że rozchodzi się tu o połączone z ubojem rytualnym zyski, a nie przepis religijny”.

Monopol Żydów w branży mięsnej miał powodować, że 95-100 proc. bydła było ubijane rytualnie, a dochody z tego uboju stanowiły blisko 50 proc. wszystkich dochodów żydowskich gmin wyznaniowych w II RP.

Trzeciak konkludował, że ubój rytualny jest “ohydą dwudziestego wieku, która zadaje niepotrzebnie tyle tortur zwierzętom, poniża człowieka, a Boga obraża” i postulował “bezwzględne jego zniesienie, jako barbarzyńskiego zabobonu, nie mającego nic wspólnego z prawem Mojżeszowym”.

Pierwszeństwo mają zagrożone Żydóweczki

Hilel Seidman pisał, że “wyśmiewanie i profanowanie religii i rzeczy będących dla milionów ludzi największą świętością, zasługuje na wzgardę”, ale też na sprawę sądową. I rzeczywiście, Żydzi chcieli postawić Trzeciaka przed sądem za wyszydzanie uczuć religijnych.

Co na to Trzeciak? – Żydzi zawsze powołują się na prawodawstwo Mojżeszowe, gdy nie mogą jakiegoś przepisu udowodnić. Mówią wtedy, że Mojżesza ustnie otrzymał polecenie od Boga i te przekazał dalszym pokoleniom. Rabini, nie mogąc znaleźć dowodu na to, iż ubój rytualny jest zapisany w Biblii, jako argument w sprawie potrafią tylko nazwać mnie ignorantem i zaskarżyć do sądu za obrazę ich religii. Powoływał się przy tym na księgę Sanhedrin 59a: “Jeśli goj zajmuje się Torą, zasługuje na śmierć, bo znaczy: naukę oddał nam Mojżesz w dziedziczne posiadanie”. Z sądu nad Trzeciakiem nic nie wyszło, ale podobno Żydzi – przed jego wystąpieniem na komisji sejmowej – chcieli mu wykraść jego referat (policja nie wykryła sprawców). 1 stycznia 1937 r. Trzeciak odniósł sukces, ale tylko częściowy. Sejm nie zakazał uboju rytualnego, ale tylko ograniczył jego wykonywanie dla potrzeb religijnych.

Ale nie tylko o szechitę chodziło. W książce “Program światowej polityki żydowskiej, konspiracja i dekonspiracja” ksiądz nakreślił swój główny cel: “Jako gospodarz mamy prawo wymówić miejsce szkodliwym i wrogim sublokatorom, którzy brutalnie i zachłannie narzucają się nam na gospodarzy”. “Żydzi muszą wyjść z Polski, bo oni są nieszczęściem narodu”.

Mimo tych publicystycznych uogólnień nigdy jednak nie domagał się emigracji wszystkich Żydów, szczególnie ceniąc sobie “propaństwowych” ortodoksów. Mimo nawoływań księdza władze nie były zainteresowane pozbyciem się największej mniejszości narodowej, stosując raczej zasadę: “walka ekonomiczna i owszem, ale krzywdy żadnej” (słowa premiera Felicjana Sławoj-Składkowskiego).

W marcu 1939 r. Sejm znowelizował ustawę o uboju rytualnym – został on zakazany całkowicie. Jednak nigdy nie weszła ona w życie, jej ratyfikowanie przez Senat uniemożliwił wybuch wojny.

Czyli ks. Trzeciak poniósł klęskę na całej linii. Ale oświecony historyk Janusz Tazbir napisał: “Do końca życia wierzył zapewne w imperialne ambicje Mędrców Syjonu; nic nie wskazuje na to, aby pod wpływem holocaustu zmienił swe zapatrywania w kwestii żydowskiej”.

Tylko czy na pewno? Dla niektórych “badaczy” dowodem na kolaborację księdza z Niemcami mają być plakaty z cytatami z jego przedwojennych książek nawołujące do walki z Żydami i komunistami. Tymczasem Stanisław Trzeciak Żydom… pomagał. Relację przywołuje Władysław Bartoszewski: – Siostra Wanda Garczyńska, przełożona szkoły i internatu sióstr Niepokalanego Poczęcia NMP na ul. Kazimierzowskiej w Warszawie, która ratowała małe Żydówki, przyjmując je pod fałszywymi papierami do internatu tak zapamiętała Trzeciaka: Ponieważ niektóre matki “aryjki” miały jej za złe, że ochrania niekatolickie dzieci w katolickim zakładzie, Wanda zwróciła się o radę do księdza… Trzeciaka. Zapytał ją, komu grozi większe zagrożenie w przypadku usunięcia z internatu. Powiedziała, że pierwszym grozi nauka w gorszych warunkach lub zaprzestanie nauki, a drugim pewna śmierć. Ksiądz Trzeciak miał odpowiedzieć: “siostrze nie wolno się wahać i zastanawiać, pierwszeństwo tu mają te małe, zagrożone Żydóweczki”.

Tadeusz M. Płużański
Za bibuła →

środa, 16 kwietnia 2014

Nie zasłużył nawet na oplucie



Bestialski, sadysta, człowiek ze zwierzęcym instynktem zabójcy – tak o ubeckim oprawcy, Eugeniuszu Chimczaku mówi PCh24.pl Tadeusz M. Płużański, publicysta, autor książek o nierozliczonych zbrodniach komunistycznych: „Bestie”, „Bestie 2”, „Oprawcy. Zbrodnie bez kary”, szef działu Opinie „Super Expressu”.

Co wiadomo na temat pochodzenia Eugeniusza Chimczaka? Tacy ubeccy sadyści często pochodzili z nizin społecznych a ich kariery były efektem szybkiego awansu.

- Chimczak urodził się w 1921 r. w małej wiosce Steniatynie w województwie lubelskim. Pochodził z prostej rodziny chłopskiej. I rzeczywiście było tak, że komunistyczna, okupacyjna władza zapewniła mu szybki awans społeczny. Od chłopa do „oficera”. Nie miało to, oczywiście, nic wspólnego z prawdziwym oficerskim szlifem, jaki znamy na przykład z II Rzeczypospolitej, poprzedzonym odpowiednią edukacją i kwalifikacjami, również moralnymi.

Chimczak był prymitywnym mordercą. Ale tak jak inni ubecy czuł się figurą, panem życia i śmierci więźniów. Nobilitowało go to, że mógł prowadzić najważniejsze śledztwa przeciwko wrogom „ludowego” państwa, „bandytom”, „szpiegom”. Tak jak inni towarzysze z bezpieczeństwa myślał zapewne, że ta ich „dyktatura proletariatu” nigdy się nie skończy. Dlatego Chimczak w swoim bestialstwie czuł się bezkarny, a potem był bardzo zdziwiony, że III RP stawia pytania o jego niechlubną przeszłość.

Jakie wykształcenie miał Chimczak?

Niewiele wiadomo na ten temat, prócz tego, że przed 1939 r. uczęszczał do jakiejś szkoły we Lwowie. Można przypuszczać, że jej nie skończył. Zresztą do bicia i innych tortur nie trzeba było mieć przecież studiów. Wystarczyło oddanie przełożonym z bezpieki oraz partii, i oczywiście zwierzęcy instynkt zabójcy.

Kiedy Chimczak rozpoczął pracę w UB?

Jego kariera rozpoczęła się w grudniu 1944 roku w Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego w Tomaszowie Lubelskim. Musiał wyróżniać się skutecznością (sadyzmem), skoro już we wrześniu 1945 roku został przeniesiony do Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie.

Przeszedł wszystkie szczeble kariery, począwszy od prostego wywiadowcy, przez naczelnika, aż do pułkownika SB. „Służbę” skończył w warszawskiej centrali MSW w 1984 roku. Czyli nawet gomułkowska „odwilż” mu nie zaszkodziła, podczas gdy niektórzy jego koledzy z UB, stalinowskiej prokuratury i sądownictwa zostali – oczywiście propagandowo – wymienieni jako ci, którzy „łamali socjalistyczną praworządność”, a część skazano i odsiadywali kilkuletnie wyroki. Tak jak szefowie bezpieki Józef Różański (Goldberg) i Roman Romkowski (Natan Gruszpan Kikiel).

Chimczak ma na swoim koncie wiele ofiar. Wszystkich nie sposób wymienić. Które z nich były najgłośniejsze?

Chyba najbardziej znane śledztwo, w którym brał udział, to sprawa grupy Witolda Pileckiego. Chimczak torturował rotmistrza, a także jego współpracowników, w tym mojego tatę, Tadeusza Płużańskiego, kuriera Witolda z Warszawy do włoskiej Ancony, gdzie stacjonowało ich dowództwo: II Korpus Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie gen. Andersa.

Chimczak znęcał się nad Pileckim i członkami jego „siatki szpiegowskiej” już od pierwszych chwil po ich aresztowaniu w maju 1947 roku. Zachowała się część protokołów przesłuchań z jego podpisem. Ten początek „wczasów” na UB był jednym z najgorszych momentów prawie rocznego śledztwa, bo wtedy bezpieka chciała szybko zmaltretować aresztantów, aby ich złamać. Wystarczyły dwa, trzy dni , aby broczyli we krwi. Pilecki i jego przyjaciele nie dali się jednak złamać. Potwierdzali tylko to, co ubecy już o nich wiedzieli, a wiedzieli dużo, gdyż mniej więcej od roku grupa była rozpracowywana przez wprowadzonych do niej konfidentów (Leszek Kuchciński), jak i pracowników MBP (Wacław Alchimowicz).

Pojawiające się ostatnio zarzuty, że rotmistrz poszedł na współpracę i wydawał swoich współpracowników, są haniebne i wynikają z nieznajomości tematu i realiów tamtych mrocznych czasów. Ale takie oskarżenia są nieprzypadkowe. Ich celem jest szarganie pamięci bohaterów walki o wolną Polskę. Rację miał ojciec tenisistek Radwańskich, który w jednym z wywiadów stwierdził, że trwa obecnie walka między trzecim pokoleniem AK i trzecim pokoleniem UB. Spadkobiercy sowieckich kolaborantów najwyraźniej boją się zmiany władzy w Polsce. Ubecy i ich dzieci, czasem podszywający się pod patriotów i próbujący na przykład zawłaszczyć osobę Pileckiego, są wśród nas… Służby, którym okrągły stół zapewnił abolicję i miękkie lądowanie w tzw. III RP, aktywnie działają… Myślę, że dziś szczególnie powinniśmy wziąć sobie do serca słowa Józefa Piłsudskiego, który ostrzegał: „Podczas kryzysów – powtarzam – strzeżcie się agentur. Idźcie swoją drogą, służąc jedynie Polsce, miłując tylko Polskę i nienawidząc tych, co służą obcym”.

Wracając do Chimczaka, inną jego ofiarą był Kazimierz Moczarski, szef BIP KG AK, który wymienił czterdzieści dziewięć sposobów znęcania się nad nim przez ubeków. Większość z tych metod stosował na nim właśnie Chimczak. Jakie to były tortury? Bicie po całym ciele gdzie popadnie i czym popadnie, również różnymi pałkami i prętami, obelgi, łącznie z groźbami pozbawienia życia aresztowanego i jego rodziny, wyrywanie włosów, także z intymnych części ciała, przypalanie ich, wyrywanie paznokci, sadzanie ofiary na nodze odwróconego stołka.

Chimczak miał wyjątkowo złą sławę wśród więźniów. O jego bestialstwie mówili również jego resortowi koledzy. Jeden z nich, sąsiad z ul. Madalińskiego w Warszawie, Marian Krawczyński twierdził, że Chimczak był wyjątkowym draniem. Oczywiście Krawczyński mógł w ten sposób wybielać siebie, co nie zmienia faktu, że Chimczak budził na Rakowieckiej powszechny strach.

Czy Pana ojciec, Tadeusz Płużański wspominał Chimczaka?

Mimo, że tata był przesłuchiwany przez całą bandę ubeckich „śledzi”, zapamiętał szczególnie dwóch zwyrodnialców: Józefa Goldberga-Różańskiego i właśnie Eugeniusza Chimczaka. Podczas ostatniej „rozmowy” Różański mówił tacie: „Ty masz u mnie dwa wyroki śmierci, ciebie nic nie uratuje. Przyjdą, wyprowadzą, pier… ci w łeb i to będzie taka zwykła ludzka śmierć”. Słowa ober-ubeka potwierdziły się potem na sali sądowej, co świadczy o tym, kto tak naprawdę wydawał wyroki. Robił to Różański w porozumieniu z Romkowskim, Bermanem i Bierutem. A pewne przesłanki wskazują na to, że los Pileckiego i współpracowników został przesądzony w Moskwie – przecież tam było centrum dowodzenia podbitą przez Sowietów Polską.

A z Chimczakiem łączą się dwie inne historie. Tata, po tym, jak krzywoprzysiężny sąd skazał go na podwójną karę śmierci (za szpiegostwo i „próby zamachów na czołowe osobistości MBP” – to są te dwa paragrafy, o których mówił Różański) i spędzeniu 73 dni w celi śmierci w oczekiwaniu na wykonanie wyroku, został ułaskawiony przez „prezydenta” Bieruta. Z ciężkiego więzienia we Wronkach wyszedł na wolność na fali „odwilży” 1956 roku.
Po kłopotach ze znalezieniem pracy – jako polityczny wróg był zresztą inwigilowany przynajmniej do 1990 r. – udało mu się ukończyć (w wieku 41 lat) studia filozoficzne. Potem zrobił doktorat i habilitację. I wtedy, w latach 70-tych, rozpoznał na Nowym Świecie Chimczaka. Przez chwilę zastanawiał się, co zrobić, ale nie zrobił nic. Po latach opowiadał mi: „mogłem mu najwyżej napluć w twarz, ale tego nie zrobiłem. Nawet na to nie zasłużył”. Myślę, że duży wpływ na postawę taty miał fakt, że pochłonęła go filozofia chrześcijańska.

Druga historia to już Polska pookrągłostołowa. W latach 90-tych postawiono przed sądem tzw. parszywą dwunastkę – brutalnych śledczych bezpieki z Adamem Humerem i Eugeniuszem Chimczakiem na czele. Tata dostał „zaproszenie” do sądu – miał zeznawać jako główny świadek oskarżający Chimczaka o znęcanie się nad nim w śledztwie. Kiedy zobaczył jednak medialne relacje z rozpraw, jak ofiary są traktowane, odmówił przyjścia do sądu. Uważał, że jest to kpina z wymiaru sprawiedliwości. Odczytano jednak jego zeznania złożone wcześniej prokuratorowi.

Kpina? W jaki sposób traktowano świadków?

Świadkowie byli traktowani „z buta”, czyli niewiele lepiej niż oskarżeni. Sąd był przede wszystkim zainteresowany potwierdzeniem wiarygodności świadków. Sędzia wypytywał tych starszych ludzi – maltretowanych w stalinowskich więzieniach, a potem wegetujących w PRL jako obywatele drugiej kategorii – czy na pewno byli więzieni na Rakowieckiej, dlaczego tam trafili. Pojawiały się też wobec nich sugestie, że konfabulują, mylą osoby, które ich prześladowały i tak dalej. Słowem – ignorancja i brak szacunku dla tych, gnębionych przez lata, ludzi. Tata w takiej farsie nie chciał uczestniczyć.

Można było również odnieść wrażenie, że sąd daje wiarę zeznaniom oskarżonych, ich kłamstwom, że są niewinni jak baranki, że nikogo nawet palcem nie dotknęli i w ogóle nie słyszeli o torturach na UB. Chimczak zeznawał przed sądem: „nie widziałem żadnych obrażeń na ciele przesłuchiwanych i o nich nie słyszałem. Owszem, zostałem przez Tadeusza Płużańskiego oskarżony o znęcanie się nad nim w czasie przesłuchań, ale to kłamstwa, sprawa polityczna”.
Pragnę podkreślić, że Chimczak, prócz fizycznego znęcania się, stosował bardzo ostry nacisk psychiczny. Podczas kolejnego etapu śledztwa, kiedy tata odmawiał zeznań, Chimczak powiedział: „My wiemy, że ty masz twardą d…, ale w celi obok jest twoja żona, z której wszystko wyciśniemy”. I rzeczywiście, ubeckie „badania” doprowadziły żonę taty – Stanisławę Płużańską – do stanu przedagonalnego. Wrzucona przez morderców do karceru poroniła, a oni jeszcze kazali jej leżeć w kałuży krwi i odchodach innych więźniów. Dlatego tata nie chciał zbyt dużo opowiadać o śledztwie na Mokotowie, to musiało być dla niego zbyt bolesne.

O swoich prześladowcach – „oficerach” śledczych, sędziach i prokuratorach wypowiadał się jednak bez ogródek: „Słabość moralna i polityczna tych ludzi czyniła z nich po prostu szmaty, którymi można było wytrzeć każdą podłogę, nawet najbrudniejszą. Słabość jest najstraszniejszą cechą charakteru. Ludzie słabi są zdolni do każdej zbrodni”.

Wracając do procesu Humera, mam wrażenie, że sadzając „parszywą dwunastkę” na ławie oskarżonych i bardzo nagłaśniając medialnie tę sprawę – inaczej niż inne procesy nie mniej „zasłużonych” stalinowców – III RP chciała pokazać, że jest państwem prawa, że potrafi rozliczyć się z komunistyczną przeszłością. To jednak przede wszystkim pozory i propaganda.

Chimczak był sadystą, bił swoje ofiary, dręczył je psychicznie. Ile przesiedział w więzieniu za popełnione zbrodnie?

No właśnie, choć wyroki kilku lat więzienia w procesie Humera mogą wydawać się wysokie, większość tych sadystów nie trafiła za kraty choćby na jeden dzień. Od razu zaczęli przysyłać zaświadczenia lekarskie, że są zbyt starzy i chorzy, aby odbywać karę. I tak na przykład Adam Humer znalazł się na Rakowieckiej tylko na chwilę. Tu zresztą ponura ciekawostka – słyszałem, że niektórzy starsi funkcjonariusze więzienni odnosili się do „pana pułkownika” z honorami. Musieli pamiętać swojego przełożonego z dawnych czasów.

A Eugeniusz Chimczak, który też załatwił sobie papiery wskazujące na zły stan zdrowia, żył jeszcze przez prawie 20 lat. Zmarł w październiku ubiegłego roku i został pochowany na Cmentarzu Północnym w Warszawie.

Ja też uczestniczyłem w tej ostatniej ziemskiej drodze oprawcy mojego taty. Kiedy już po uroczystości spytałem jego żonę, Stanisławę Chimczak, czy zdaje sobie sprawę, co jej mąż robił po wojnie, usłyszałem: „skoro zadaje pan takie pytania, musi być pan synem jakiegoś bandyty, a my z takimi robiliśmy po wojnie porządek”. Te ubeckie rodziny, potomkowie sowieckich kolaborantów, opluwają nadal polskich patriotów. A jeśli chodzi o sądzenie stalinowskich zwyrodnialców cofnęliśmy się nawet do czasów sprzed 1956 roku. Ale co tu się dziwić, skoro komunizm w Polsce nie został nawet uznany za zbrodniczy system totalitarny. Jeśli nie nazwie się rzeczy po imieniu, co tu mówić o rozliczeniu…

Rozmawiał: Krzysztof Gędłek

Tekst jest kolejnym z cyklu o nieznanych funkcjonariuszach UB. Na łamach portalu PCh24.pl przypominamy życiorysy tych, którzy mordowali i katowali Polaków, wysługując się w ten sposób sowieckiemu najeźdźcy. Przeczytaj tekst Krystiana Kratiuka „Kulawy pułkownik”. 

http://www.pch24.pl