Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Plutarch. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Plutarch. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 marca 2014

To, co jest wiekuiste, nie zrodzone i niezniszczalne, któremu czas żadnej nie przynosi zmiany


19. Cóż więc jest tym, co istnieje naprawdę ? To, co jest wiekuiste, nie zrodzone i niezniszczalne, któremu czas żadnej nie przynosi zmiany. Czas mianowicie jest czym ruchomym, kojarzącym się w wyobraźni z ruchliwą materią; ciągle płynie i nic nie zatrzymuje, jakby jaki zbiornik śmierci i narodzin. A to przecie, co si o nim mówi: «potem» i «przedtem», «będzie» i «było», jest samo przez si ę wyznaniem nieistnienia; mówi bowiem, że istnieje coś, co si ę jeszcze nie zrodziło albo już przestało być, jest głupotą i nonsensem. Te zaś wyrażenia, na których opieramy pojecie czasu: «nastało» czy te «jest obecnie», czy «teraz» — przepadają, gdy wda się w to rozumowanie. Albowiem czas rozpada się na przyszłość i przeszłość i z konieczności rozpływa się jak mgnienie blasku, które kto chce zobaczyć. Jeśli za natura, która jest mierzona czasem, ma tą samą właściwość co on, który ją mierzy, to i w niej nic nie ma stałego ani istniejącego, tylko wszystko rodzi się i umiera w odpowiednim stosunku do czasu. Toteż nawet nie godzi si ę mówić o tym, co istnieje naprawdę , że «było» lub «będzie», gdyż są to odchylenia i zboczenia właściwe czemuś, co nie jest z natury utrwalone w istnieniu.

20. Ale bóg istnieje (jeśli trzeba to stwierdzać) i istnieje nie w żadnym czasie, ale w wieczności nieruchomej, bezczasowej, nie znającej odchyleń, gdzie nic nie ma wpierw ani później, nic przyszłego ani przeszłego, nic starszego ani młodszego. Bóg, będąc jedynym, wypełnia jedyn ą teraźniejszością trwanie na zawsze. I tylko to istnieje naprawdę, co istnieje na jego modłę: co ani się nie stało, ani się nie stanie; ani się nie zaczęło, ani się nie skończy. Tak oto więc należy ze czcią zwracać si do niego i pozdrawiać: «Jesteś» albo nawet, na Zeusa, tak jak niektórzy starożytni: «Jesteś tym, co jedyne». Bóstwo nie jest bowiem mnogością, tak jak każdy z nas, którzyśmy złożeni z tysięcznych składników powstałych dzięki zmianom i jesteśmy zbieraniną różnolitych pierwiastków bezładnie pomieszanych. Byt natomiast może być tylko jednością, tak jak jedno musi być bytem. Inność zaś , różniąc się od bytu, wyrodnieje w niebyt. Toteż przystoi bogu i pierwsze jego imię, i drugie, i trzecie. «Apollon» mianowicie jako odrzucający wielość i mnogość; «Ieios» jako jeden jedyny; co do imienia Phoibos, tą nazwą, jak się zdaje, starożytni określali wszystko to, co czyste i święte 55, tak jak Tessalczycy mówią o kapłanach, którzy w dniach feralnych podobno spędzają czas samotnie na dworze, że «podlegają oczyszczeniu». Jedno ść zaś jest czysta, bez domieszki; gdyż zmieszanie czego z czymś jest skalaniem, tak jak to gdzieś i Homer mówi o barwionej kości słoniowej, że jest «splamiona» 56. A farbiarze o zmieszanych farbach mówią, że s ą «zepsute», mieszanie zaś ich nazywaj «psuciem» 57. Niewątpliwie więc temu, co nieskalane i czyste, przystoi być jednością bez domieszki.

21. Ci zaś, którzy uważają Apollona i słońce za jedno i to samo, zasługują dla swej szlachetności na naszą życzliwość i sympatię, jako że umieszczają pojęcie bóstwa w tym, co najbardziej czczą ze wszystkiego, cokolwiek znają i czego pragną. Wszelako teraz obudźmy ich, śniących o bogu w najpiękniejszym ze snów, i wezwijmy, by poszli wyżej i oglądali jego istnienie na jawie, ale czcząc jednocześnie ten obraz jego i wielbiąc jego moc rozrodczą, bo o tyle, o ile to możliwe dla bytu zmysłowego i zmiennego w stosunku do duchowego i stałego — odzwierciedla on w jaki świetlany sposób boską łaskawość i szczęśliwość. Natomiast o jego przeobrażeniach i przemianach, kiedy miałby to rozpłonąć wraz z całym wszechświatem, jak mówią, to znów zgęszczać się i zniżać, zmieniając się w ziemię, w morze, w wiatry, w istoty żywe i doznając ciężkich kolei losu zwierząt i roślin — o tym nawet słuchać się nie godzi. Gorszy wówczas byłby od tego dziecka, o którym mówi poeta 58, co to bawi się piaskiem, który nagromadza, a potem samo rozsypuje — gdyby w podobnej zabawie ze wszechcałości tworzył raz po raz świat, który przedtem nie istniał, po to, żeby go znowu zniszczyć. Wręcz przeciwnie — wszystko, co tylko może zawierać w sobie wszechświat, bóg to zespala w byt i ochrania słabość materii dążącej do unicestwienia.

Wydaje mi się, że właśnie to słowo «jesteś» przeciwstawia si takiej teorii59 i świadczy, że nigdy nie zachodzi w nim przeobrażenie ani przemiana; natomiast przystoją takie czyny i doznania innemu bóstwu, a raczej demonowi, którego dziedziną jest natura, podległa śmierci i narodzinom. Wynika to jasno z imion, które są sobie przeciwne i brzmią wręcz odwrotnie. Ten bowiem nazywa się Apollon, tamten zaś Pluton, ten — «Jasny», tamten — «Niewidzialny» 60, ten — «świetlany», tamten — «Mroczny».

55 Co do imienia „Apollon" zob. przyp. 36. „leios" wyprowadzone od epickiej formy „ios", znaczącej „jeden". „Phoibos". Wszystko· to etymologie „ludowe", zupełnie dowolne.
56 Swobodny cytat z Iliady, IV 141.
57 Także w malarstwie, gdzie kolory złamane zamiast czystych oraz światłocień wprowadził malarz Apollodoros z Aten (koniec V w.). Używano na nie terminu „phthora", tj. „zepsucie, zagłada".
58 Iliada XV 362.
59 Tj. teorii o kolejnych fazach.

Plutarch, Moralia, t II
tłum. Zofia Abramowiczówna




czwartek, 6 marca 2014

Po klęsce nad Trebią


Kiedy Rzym poniósł kieskę nad Trebią, nie mówił o nie] wyraźnie ani pisemny komunikat głównego dowództwa rzymskiego, ani też oficjalny posłaniec, ale po prostu ukryto prawdę i podano wiadomość, ze zwycięstwo jest sporne i niezdecydowane. O tej ostatniej zaś kiesce skoro tylko dowiedział się pretor Pomponiusz12, natychmiast wystąpił przed zgromadzeniem ludowym i bez wykrętów, bez złudnych niejasności, lecz wprost powiedział: „Rzymianie! Ponieśliśmy w wielkiej bitwie zupełną klęskę, straciliśmy armię, konsul Flaminiusz nie żyje! Radźcież więc sami nad sposobami ratunku i ocalenia!"

Te słowa pretora przeszły przez tłum jak gwałtowna wichura nad morzem i tak silnie wstrząsnęły całym miastem, że w tym przerażeniu nie mogła się utrzymać żadna rada, żaden projekt obrony nie wytrzymywał naporu chwili. Wreszcie jednak wszyscy uznali, że położenie wymaga bezwzględnie dowództwa o nieograniczonej władzy, zwanej w Rzymie dyktaturą, i człowieka, który by umiał ująć wszystko w swe ręce bez trwogi i chwiejności. Takiego zaś widziano wówczas tylko w osobie Fabiusza Maksymusa, którego umysł i charakter w zupełności dorównywał wielkości zadań tej władzy. Przy tym jeszcze był Fabiusz właśnie w tym wieku, w którym siły ciała są w stanie dotrzymać kroku siłom ducha i w którym roztropność idzie w parze z największą odwagą.

Kiedy więc ta myśl ostatecznie się przyjęła i Fabiusz został mianowany dyktatorem, na stanowisko dowódcy jazdy13 powołał Lucjusza Minucjusza. Równocześnie zaś zażądał od senatu, aby mu, zezwolił w czasie marszów jeździć konno. Dyktatorowi bowiem na mocy jakiegoś starego prawa nie wolno było używać konia — czy to dlatego, że piechotę uważano za główną siłą zbrojną i żądano, aby wódz przy niej właśnie pozostawał bez przerwy na miejscu i nigdy się od niej nie oddalał, czy też z tego powodu, że wielkość i rozległość władzy dyktatorskiej miała charakter jedynowładczej tyranii i dyktatorowi chciano przynajmniej tutaj pokazać, że sam, bez pomocy ludu, niczego dokonać nie zdoła. Ale i Fabiusz postanowił zaraz pokazać ogółowi wielkość i dostojeństwo swej władzy, aby sobie zyskać u obywateli tym większe posłuszeństwo i poważanie. Dlatego to wystąpił publicznie w otoczeniu dwudziestu czterech liktorów14; a kiedy drugi konsul wracał do Rzymu, wysłał do niego gońca z rozkazem złożenia rózg liktorskich i wszelkich oznak władzy konsularnej oraz stawienia się przed nim w charakterze osoby prywatnej.

Potem zaczął sprawować swą władzę od najpiękniejszego początku, mianowicie od ofiar na cześć bogów i od przemówienia, w którym pouczał naród, że nieszczęście, jakie go spotkało, zawinił wódz przez zlekceważenie bożej woli, a nie żołnierze z ludu; bo ci nie byli złymi wojownikami. Dalej zachęcał ich, aby się wroga nie obawiali, ale żeby bogów prosili o przebaczenie i łaskę i oddawali im należną cześć. Nie wmawiał on w nich w ten sposób zabobonnego lęku, lecz przez bogobojność podnosił ich na duchu i męstwu sił dodawał. Pocieszając zaś lud ufnością w pomoc bożą, uwalniał go od trwogi przed nieprzyjacielem.

12 pretor zastępował w mieście nieobecnych konsulów.
13 dowódca jazdy (magister equitum), wybrany wraz z dyktatorem, posiadał, jak on, władzę (imperium), ale był jego podkomendnym.
14 liktorowie — rodzaj woźnych, tworzyli niby straż przyboczną wysokich urzędników, kapłanów i westalek. Ich odznaką były noszone na ramieniu pąki rózg (fasces), czasem z toporami jako symbolem wymiaru sprawiedliwości. Było ich 12 przy konsulu, 24 przy dyktatorze, 6 przy pretorze i dowódcy jazdy, zwanym magister equitum.


Plutarch, Żywoty sławnych mężów
tłumaczenie: Mieczysław Brożek

czwartek, 20 lutego 2014

Seneka a Plutarch oczami Montaigne


Widząc wysiłki, jakie sobie zadaje Seneka, aby się przygotować przeciw śmierci; widząc, jak wydaje z siebie siódme poty, aby się skrzepić i umocnić, i tak długo miota się na tej żerdzi, byłbym gotów zachwiać jego reputację, gdyby, umierając, nie podtrzymał jej bardzo mężnie. Jego niepokój tak żywy, objawiający się tak często, okazuje, iż sam był rozgrzany i podniecony walką (magnus animus remissius loquitur, et securius… non est alius ingenio, alius animo color*): trzeba go przekonać jego własnym kosztem. Pokazuje poniekąd, iż miał on ciężką przeprawę ze swym przeciwnikiem. Postawa Plutarcha przez to, że wzgardliwsza i swobodniejsza, jest, wedle mnie, bardziej męska i przekonywująca: mniemałbym snadno, iż krok jego duszy bardziej był pewny i umiarkowany. Jeden, żywy i ostry, kłuje nas i pobudza jakoby z nagła; bardziej celuje w nasz dowcip: drugi, stateczniejszy, kształci nas, utwierdza i krzepi; przemawia więcej do rozumu. Tamten porywa nasz sąd; ów zyskuje go sobie. Widziałem podobnie i inne pisma, jeszcze wyżej szacowane, które w obrazie walki, jaką podejmują przeciw ukłuciom pożądliwości, przedstawiają nam je tak palące, tak potężne i niezwyciężone, iż my sami, którzy należymy do zwykłego gminu, tyleż musimy podziwiać rzadkość i nieznaną siłę ich pokus, co ich opór.



* magnus (…) color — Seneca, Epistulae morales ad Lucilium, 115, 114.



Montaigne, Próby
tłumaczenie: Boy Żeleński

środa, 19 lutego 2014

Pogoda i jasny spokój duszy wolnej, której moralność — owo źródło życia — nie zamącona jest niczym i nie skalana ...


Wszelako większość ludzi zgroza ogarnia już przed słowami Menandra:

Za życia rzec nie można: „To nie spotka mnie" 107.

gdyż nie wiedzą, jak doskonałym środkiem przeciwko cierpieniu jest ćwiczenie się w umiejętności patrzenia prosto w oczy losowi, a unikanie rozpieszczania własnej wyobraźni, która jakby w zaciszu domowym hodowana wydelikaca się na złudach, zawsze jej powolnych i w niczym nie stawiających
oporu. Mamy jednak co odpowiedzieć Menandrowi: Za życia rzec nie można: „To nie spotka mnie" — tak; ale można rzec: „Tego za życia nie uczynię! Nie skłamię, nie będę leniuchem, nie wydrę nic nikomu, nie będę knuł podstępów!" Bo to zależy od nas, a nie małe, lecz owszem, bardzo wielkie znaczenie ma dla spokoju ducha, tak jak przeciwnie:

Sumienie mówi, żem okropny spełnił czyn,
(Eurypides, Orestes, 396. )

jak wrzód w ciele zostawia skruchę raniącą wciąż do krwi. Inne bowiem cierpienia rozumowanie usuwa, ale skruchę ono właśnie wywołuje, a ta sama w sobie jest karą, zgryzotą i wstydem. Trzęsący się z zimna w febrze lub płonący od gorączki bardziej cierpią i mocniej to odczuwają niż wystawieni na upały czy mróz z zewnątrz — tak samo smutki sprawiane przez zrządzenie losu, przychodzące jakby z zewnątrz, są lżejsze; za to gdy się opłakuje w swym sercu własne błędy, myśl:

Nikt mi nie winien tego nieszczęścia —ja sam zawiniłem!*

ból pogarsza jeszcze wstydem. Dlatego to ani wspaniały dom, ani masy złota, ani dostojny ród, ani wysoki urząd, ani potęga lub wdzięk wymowy nie mogą dać w życiu takiej pogody i jasnego spokoju, jak dusza wolna od złych myśli i uczynków, której moralność — owo źródło życia — nie zamącona jest niczym i nie skalana. Z niej płyną szlachetne postępki niosące natchnioną radość czynu i dumę oraz wspomnienia słodsze i trwalsze od owej opiewanej przez Pindara nadziei, którą się karmi starość110. „Kadzielnica — według słów Karneadesa — nawet po opróżnieniu przez długi czas zachowuje przyjemną woń", a w duszy mędrca piękne czyny pozostawiają błogą i zawsze żywą świadomość, którą jak rosą karmi się kwitnące szczęście i gardzi tymi, co narzekają na życie i złorzeczą mu, przedstawiając je jako padół niedoli i miejsce wygnania dla dusz.

* Fragment nieznanego utworu przypisywanego Kallimachowi.

Plutarch, Moralia, t I
tłum. Zofia Abramowiczówna

wtorek, 18 lutego 2014

Nie daj się zaskoczyć: nie spodziewaj się stałości tego co nietrwałe ...


Ponieważ już przy urodzinach otrzymaliśmy zmieszane zarodki wszystkich tych namiętności, dlatego natura nasza nie jest jednolita, człowiek rozsądny zaś życzy sobie rzeczy jak najlepszych, ale przygotowany jest i na złe, a i wobec jednych, i drugich umie się zachować unikając nadmiaru. Albowiem nie tylko ten, „kto najmniej wyczekuje jutra — jak powiada Epikur88 — z największym zadowoleniem je wita", ale i bogactwo, i sława, i znaczenie, i władza najbardziej uszczęśliwiają tych, którzy się najmniej obawiają ich przeciwieństw, gdyż gwałtowność pożądania tych rzeczy powoduje jeszcze gwałtowniejszą trwogę przed ich postradaniem, a stąd radość staje się umniejszona i nietrwała, jak płomień na wietrze. Za to człowiek, któremu trzeźwy rozum pozwala bez lęku i drżenia powiedzieć do losu:

Dobrzeć to, jeśli mi dasz; a odejmiesz — małe zmartwienie!89

z największym zadowoleniem używa jego darów, bo śmiało patrzy na możliwość ich utraty i nie uważa jej za coś nie do zniesienia. Wolno nam wszakże nie tylko podziwiać, ale i naśladować postawę Anaksagorasa, który po śmierci syna wyrzekł: „Wiedziałem, żem śmiertelnika zrodził"90 — i przy każdym zrządzeniu losu mówić: „Wiem, że bogactwo me jest rzeczą jednodniową, nietrwałą", — „Wiem że ci, co mi dali urząd, mogą mi go też odebrać", — „Wiem że żona moja jest dobrą kobietą; ale przecież kobietą, a przyjaciel mój tylko człowiekiem, stworzeniem z natury zmiennym, jak rzekł Platon". Takie przygotowanie, taka postawa, ilekroć zdarzy się coś niepożądanego, nie daje się zaskoczyć i nie dopuszcza do utyskiwań w rodzaju — „Nigdybym nie myślał..." — Miałem przecież nadzieję..." — „Nigdym się tego nie spodziewał...", lecz uśmierza je jak niespokojnie tłukące się serce i rychło doprowadza do równowagi wszelki szał i wzruszenie. Karneades poucza, że w ważnych sprawach jedyną i wystarczającą przyczyną smutku i zniechęcenia jest zaskoczenie. Królestwo macedońskie było drobną cząstką władztwa rzymskiego; mimo to Perseusz91 utraciwszy Macedonię i sam opłakiwał swoją dolę, i wszystkim wydawał się najnieszczęśliwszym, najbardziej upośledzonym z ludzi — a zwycięzca jego Emiliusz, choć przekazał innemu władzę nad całą ziemią i morzem, składał ofiarę uwieńczony92, i słusznie cały świat mienił go szczęśliwym. Ten mianowicie wiedział obejmując władzę, że ją będzie Wieniec był symbolem radości i triumfu. musiał oddać, a tamten utracił niespodziewanie. A i Homer trafnie pokazał, czym jest zaskoczenie: Odyseusz zapłakał, gdy pies jego począł się doń łasić. A nie uczynił tego siedząc koło opłakującej go żony, gdyż do niej przybył, z góry przewidując wzruszenie i opanowując je siłą rozsądku, psa zaś napotkał nagle, bez przygotowania93.

89 Nieznany utwór.
90 To powiedzenie filozofa Anaksagorasa cytuje Plutarch też w diatrybie O powściąganiu gniewu, 16.
91 Król macedoński z II w. p.n.e.; tron utracił zwyciężony pod Pydną przez L. Emiliusza Paullusa, który otrzymał potem przydomek: Macedonicus.
92 Wieniec był symbolem radości i triumfu.
93 Mowa o słynnej scenie z Odysei, XVII, 302 nn., gdy Odyseusza zjawiającego się w postaci żebraka u progu własnego domostwa poznaje tylko stary pies jego, Argos, i w tym momencie kończy życie. Potem (XIX, 211 nn) Odyseusz wezwany jest do komnaty Penelopy i mimo że ta, rozpytując wędrownego żebraka o męża, wybucha płaczem, on się przed nią nie zdradza.


Plutarch, Moralia, t I
tłum. Zofia Abramowiczówna




niedziela, 16 lutego 2014

Dobra metoda psychologiczna :)


A i to niemało się przyczynia do pogody ducha, by przede wszystkim zwracać uwagę na tych, którym się gorzej wiedzie, nie zaś, jak zwykle ludzie czynią, porównywać się z wyżej postawionymi. Bo to niewolnicy w okowach zazdroszczą nieskutym, tamci wyzwoleńcom, wyzwoleńcy obywatelom, obywatele znów bogaczom, bogacze satrapom, ci królom, królowie bogom — nieledwie miotać błyskawice i grzmoty im się zachciewa! I tak ludzie wiecznie pragną czegoś większego niż mają, tak że nigdy nie są wdzięczni za swój własny los.

Bogactwa mnie Gygesa nie obchodzą nic;
Jam nigdy nie zazdrościł mu, ni bogów dzieł
Z zawiścią-m nie oglądał, ani władzy chciał —
Wysokie to są zbytnio progi na mój wzrok41.

Powiesz: „No, bo on był z Tasos!"42 — Ależ znajdzie się i Chiota, i Gall albo Bityńczyk43 jakiś, który się nie zadowoli tym, że posiada pewne znaczenie i godność w jakimś stronnictwie wśród współobywateli, tylko jęczy, że nie nosi trzewików patrycjuszowskich44; gdyby je nawet dostał, że nie jest rzymskim pretorem; jeśli jest pretorem, że nie konsulem; jeśli osiągnie konsulat, że nie pierwszy został wybrany, tylko drugi45. I cóż to jest innego, jak nie wymierzanie kary sobie samemu za wyszukiwanie powodów, by nie być za nic wdzięcznym losowi? Człowiek mający rozum w głowie i umiejący myśleć dorzecznie nie siedzi, małodusznie wyrzekając, że z miliona ludzi pod słońcem, Których na świecie tym żywi ziemi szerokiej plon46, on właśnie jest od niektórych mniej sławny lub mniej bogaty, lecz podąża swoją drogą sławiąc swą dolę i bóstwo opiekuńcze, że wśród tego mnóstwa ludzi żyje mu się lepiej i wygodniej od milionów. Na igrzyskach olimpijskich nie dobiera się sobie przecież przeciwników, w życiu zaś bieg rzeczy pozwala przewyższyć wielu i stać się raczej chlubnym przedmiotem zawiści niż innym zazdrościć, chyba żebyś zechciał mierzyć się z Briareosem47 lub Heraklesem. Ilekroć więc z zachwytem spojrzysz na kogoś możniejszego w lektyce, spuść wzrok niżej i popatrz na niosących go. A gdy zechcesz głosić potęgę Kserksesa, tak jak ów mieszkaniec wybrzeży Hellespontu, dlatego że przeszedł po morzu mostem z tratew, spojrzyj na robotników przekopujących pod batem górę Atos albo na tych, którym obcięto nosy i uszy za to, że fale zniosły most. I wyobraź sobie jednocześnie, co oni myślą i za jak szczęśliwą uważają twoją dolę i życie! Sokrates posłyszał, jak któryś z przyjaciół sarkał na wysokie ceny w mieście: „Chijskie wino kosztuje minę, purpura trzy miny, miarka miodu pięć drachm !"48 Zaprowadził go do handlarza mąki jęczmiennej. — „Za obola masz garniec. Niskie są ceny w mieście!" Potem do sprzedawcy oliwek. — „Dwa miedziaki kwarta"49. Wreszcie do straganu z odzieżą roboczą. — „Dziesięć drachm sztuka. Niskie są ceny w mieście!" Wszakże i my, gdy nam ktoś powiada, że ciężkie i mocno niewesołe jest nasze położenie, bo nie piastujemy ani konsulatu, ani prokuratury50, możemy odpowiedzieć: „Świetne jest nasze położenie i do pozazdroszczenia życie, nie żebrzemy, nie zarabiamy dźwiganiem ciężarów, nie zasługujemy się nikomu pochlebstwami!"

42 Archiloch wywędrował z Paros na wyspę Tasos, gdzie jego ojciec założył kolonię. Arystoteles (Retoryka, III, 17) twierdzi, że Archiloch wkłada te słowa w usta cieśli imieniem Charon. W każdym razie chyba należy rozumieć to w ten sposób, że to „ktoś z prowincji, nie mogący pretendować
do wielkiego znaczenia".
43 Bitynia — kraina w północno-zachodniej Azji Mniejszej.
44 Zob. wyżej, przyp. 6.
45 Miało to pewne znaczenie, por. Cicero, Pro Murena, 8, 18.
46 Fragmentarycznie zachowany utwór liryczny Simonidesa z Keos (Bergk,
PLG, III, fr. 5, w. 17).
47 Sturęki olbrzym walczący po stronie bogów w boju z Tytanami (Hezjod, Teogonia, 149).
48 Mina (μνα), jako jednostka wagi (436,6 g.) dzieliła się na 100 drachm (drachma na 6 oboli); jako pieniądz była tylko jednostką obliczeniową, nie wybijana jako moneta.
49 Garniec (ήμίεκτον) — ok. 5 litrów; kwarta (χοϊνοξ) — ok. litra.
50 Zarząd prowincji za cesarstwa; także niektóre inne wysokie urzędy, zwłaszcza skarbowe, w Rzymie cesarskim miały tę nazwę.

Plutarch, Moralia, t I
tłum. Zofia Abramowiczówna

sobota, 15 lutego 2014

Źródło pogody ducha w nas samych się znajduje


Jak więc trzewik dostosowuje się do nogi, a nie odwrotnie, tak usposobienia upodabniają życie do siebie samych; bo to nie przyzwyczajenie, jak ktoś twierdził, czyni najlepszy sposób życia przyjemnymi dla tych, którzy go wybrali, ale rozsądek sprawia, że dane życie staje się jednocześnie i najlżejsze, i najprzyjemniejsze» Toteż ponieważ źródło pogody ducha w nas samych się znajduje, oczyśćmy je, byśmy i do wydarzeń zewnętrznych odnosili się ze spokojem jak do swojskich i przyjemnych, Nie warto wszakże gniewać się na rzeczy bieg, On o to nie dba wcale. Lecz gdy tym, co jest Obecnie, pokierujesz mądrze — wygrasz los23.

Platon24 porównał życie do gry w kostki: nie wystarczy w nim trafny rzut, ale trzeba umieć go odpowiednio wykorzystać. Tutaj zaś trafienie nie od nas zależy, ale jeśli mamy dość rozsądku, naszą rzeczą jest przyjąć we właściwy sposób zrządzenia losu i wyznaczyć im takie miejsce, gdzie pomyślana rzecz przyniesie nam najwięcej korzyści, a niepożądana najmniej szkody. A ludzi nieroztropnych i nie umiejących dać sobie rady z życiem — zupełnie jak chorowitych, którzy nie mogą znieść ani mrozu, ani upału — pomyślność wytrąca z równowagi, niepowodzenie trwoży, a jedno i drugie wprawia w niepokój, raczej zaś to oni sami siebie w jednych i drugich okolicznościach, przy czym najbardziej w tak zwanym szczęściu. Teodoros25 zwany ateistą mawiał, że nauki, które on podaje prawą ręką, słuchacze przyjmują lewą26, otóż niezdary często chwytają lewą ręką los, który się pojawia po prawej stronie, i robią głupstwa.

Roztropni zaś — na podobieństwo pszczół, którym tak sucha i cierpka roślina jak tymianek daje miód — z najgorszych rzeczy nieraz potrafią wyciągnąć dla siebie coś dobrego i zbawiennego. 6. W tym więc trzeba się przede wszystkim ćwiczyć i o to się troszczyć, tak jak ów, co zamierzywszy się kamieniem na psa, a trafiwszy w macochę,rzekł: „I to nie do pogardzenia!"27 Można bowiem niepożądanym wydarzeniom nadać inny obrót. Diogenes został wygnany28 — „I to nie do pogardzenia!" — bo na wygnaniu zwrócił się ku filozofii. Zenonowi z Kition pozostał już tylko jeden statek towarowy; gdy się dowiedział, że poszedł on wraz z całym ładunkiem na dno — „Dobrześ uczynił, losie — zawołał — żeś mnie zagnał do krużganku i przyodział w opończę filozofa!"29 Cóż nam przeszkadza ich naśladować? Ubiegałeś się o urząd na próżno? — Spędzisz życie na wsi zajmując się własnymi sprawami. Odepchnął cię ktoś możny, którego łaski szukałeś? — Będziesz żył bezpiecznie i beztrosko. Albo znów trafiłeś w położenie pełne kłopotów i trudów? — No, to Nawet kąpiel na członki tak rozkosznie nie działa Ciepła...30 według Pindara, jak sława i zaszczyty połączone z władzą czynią mozół słodkim, a wysiłek łatwym wręcz31. Albo potwarz czy zazdrość wtrąciła cię w niedolę i poniewierkę? — Wiatr to pomyślny, co do Muz cię zaniesie i do Akademii, jak Platona32, kiedy uległa rozbiciu przyjaźń jego z Dionizjosem.

Dlatego właśnie walnym środkiem do osiągnięcia zadowolenia jest także przyglądanie się sławnym ludziom, którzy znosili przecież takie same ciosy. Na przykład martwisz się bezdzietnością? — Spójrz na królów rzymskich: żaden z nich nie zostawił władztwa synowi. Trapi cię niedostatek? — Kimże wolałbyś być wśród Beotów: czyż nie Epaminondasem ? A wśród Rzymian, czyż nie Fabrycjuszem?33 „Ale mam wiarołomną żonę". — Toś nie czytał w Delfach napisu:

Agis poświęcił mnie, królujący na lądzie i morzu?

Nie słyszałeś, że małżonkę jego Timaję uwiódł Alkibiades, a ona niemowlę szeptem nazywała imieniem Alkibiadesa przy swych służebnych?34 A to nie przeszkodziło Agisowi być największym i najsławniejszym z Hellenów. A Stilpon35 żył najweselej ze współczesnych mu filozofów, pomimo że miał rozpustną córkę. Kiedy Metrokles36 lżył go z tego powodu, zapytał: „Cóż to, moja wina czy jej?" — „Jej wina — Metrokles na to — ale twoje nieszczęście". — „A czy nie uważasz, że winy są również upadkami?" — „Oczywiście" — odrzekł — „A upadki, czyż nie są niepowodzeniami tych, którym się wydarzają?" Zgodził się Metrokles. — „A niepowodzenia czyż nie są nieszczęściami tych właśnie, których dotykają?" Tak i filozoficznie, i łagodnie wykazał, że obelga cynika próżnym była szczekaniem.

Większość ludzi martwią i rozjątrzają nie tylko winy ich bliskich i przyjaciół, ale i wrogów. Potwarze, złości, zawiści, zazdrości, złośliwości, niechęci — są to przywary zgubne dla tych właśnie, którzy je mają, ale są dokuczliwe i drażniące dla nierozumnych, ot, jak jakieś awantury między sąsiadami, niehumor przyjaciół, nierzetelnie wykonane przez pomocników czynności. Zdaje mi się, że i ty dość mocno przejmujesz się takimi rzeczami; atoli nie jest rozsądnie na cudze wady i występki odpowiadać obrazą i rozgoryczeniem, na wzór lekarzy u Sofoklesa, mających Usunąć z ciała lekiem gorzkim gorzką żółć37. W sprawach bowiem sobie powierzonych, które załatwiasz, nie będziesz miał do pomocy ludzi o zacnych i rzetelnych obyczajach, takich jak dobre i zdatne narzędzia, tylko przeważnie jak krzywe i wyszczerbione. A nie myśl, że poprawianie ich jest twoją rzeczą i że w ogóle to łatwa sprawa.

Ale jeżeli potrafisz się posługiwać nimi, takimi jacy są, jak lekarz szczypcami do wyrywania zębów i klamerkami do ran, oraz okażesz się opanowany i łagodny w miarę możności, to twoje usposobienie więcej cię ucieszy niż cudza przewrotność i dokuczliwość zmartwi. Patrz na nich jak na psy, które szczekając spełniają swą przyrodzoną powinność; w przeciwnym razie ani spostrzeżesz, jak nagromadzisz w sobie pełno tej słabości i małoduszności, wpuszczając do duszy cudze zmartwienia i błędy, wpływające tam jak woda do pustego i nisko położonego miejsca. Są przecież filozofowie, którzy potępiają nawet litość odczuwaną względem nieszczęśliwych, jako że o ile piękną jest rzeczą przychodzić z pomocą bliźniemu, o tyle zbędną — współczuć i współcierpieć z nim. Co więcej, nawet gdy zdamy sobie sprawę, że sami błądzimy i podlegamy moralnie złym skłonnościom, każą nam nie tracić otuchy i nie rozpaczać, tylko leczyć zło tam, gdzie ono jest, nie oddając się smutkowi. Pomyśl przeto, czy nie jest rzeczą bezsensowną zaniedbywać samych siebie martwiąc się i gniewając, że nie wszyscy, z którymi się spotykamy, są uprzejmi i mili. Zważ wszelako, kochany Pakcjuszu, czy sami siebie nie zwodzimy: może oskarżamy i wstręt mamy nie do przewrotności bliźniego w ogóle, przez nienawiść do zła, a tylko do tych jej objawów, które odnoszą się do nas, po prostu przez samolubstwo? Gwałtowna trwoga przed jednymi rzeczami, jak również nadmierne pożądanie i pogoń za innymi, a potem znów wstręt do nich i ucieczka — rodzą podejrzenia i niechęci do ludzi, ponieważ zdaje się nam, że z ich winy tracimy coś dobrego lub popadamy w biedę. Kto zaś przyzwyczaił się lekko brać rzeczy i traktować je z umiarkowaniem, zachowa w obcowaniu z ludźmi najwięcej łatwości i cierpliwości.


23 Eurypides, Bellerofontes (Nauck, TGF, fr. 287). Państwo, 604 G.
25 Teodoros z Kyreny, filozof szkoły cyrenejskiej. Diogenes Laertios, II, 103 n., wymienia 20 Teodorów!
26 Lewa strona uchodziła za złowróżbną.
27 Tę samą anegdotę przytacza Tales w Plutarcha Uczcie siedmiu mędrców,
28 Właściwie jego ojciec, jakoby za fałszowanie monet; syn udał się wraz z nim do Aten i tu został uczniem Antystenesa, ucznia Sokratesa.
29 Krużganek, tzw. Barwny (Στοά ποικίλη), gdzie Zenon zwykł wykładać, nadał nazwę szkole stoików. Opończa — gruby płaszcz (τρίβων), zwykła odzież Spartan, stoików i cyników.
30 Oda nemejska, IV, 4.
31 Eurypides, Bakchantki, 66.
32 Po nieudanej próbie wychowania tyrana syrakuzańskiego, Dionizjosa Młodszego, na króla filozofa, Platon założył swą szkołę filozoficzną, Akademię w Atenach.
33 C. Fabricius Luscinus, wybitny konsul i cenzor rzymski z III w. p.n.e., słynny z uczciwości; zmarł w ubóstwie, otoczony powszechną czcią.
34 Agis II, król spartański, zadał Ateńczykom poważne klęski w wojnie peloponeskiej. Historia uwiedzenia Timai przez Alkibiadesa była słynna, a owego syna, Leotychidesa, Agis dopiero na łożu śmierci uznał za swego (por. Żywot Alkibiadesa, XXIII).
35 Stilpon z Megary, filozof ze szkoły megarejskiej. Inna wersja anegdoty u Diogenesa Laertiosa, II, 114. Stanowisko Plutarcha w ocenie postawy filozofa wykazującego krańcowy brak uczuć ojcowskich nie licuje tu z jego poglądami na miłość rodzicielską i w ogóle na stosunki rodzinne, którym wielokrotnie daje wyraz w swoich pismach.
36 Metrokles z Maronei, filozof cynicki, uczeń Teofrasta.
37 Nieznana tragedia (Nauck, TGF, fr. 770).

Plutarch, Moralia, t I
tłum. Zofia Abramowiczówna




piątek, 14 lutego 2014

Rusticus i list od cesarza


Gdy ongiś w Rzymie miałem prelekcje, do moich słuchaczy należał ów Rusticus*, zamordowany później przez Domicjana, który mu pozazdrościł sławy. W trakcie wykładu wszedł żołnierz i wręczył mu list od cesarza; wszyscy ucichli i ja przerwałem, żeby mógł przeczytać ów list, ale on nie chciał i nie otworzył go zanim ja nie skończyłem przemówienia i słuchacze się nie rozeszli. Wszyscy przeto podziwiali powagę tego męża.

* Prawdopodobnie Arulenus Rusticus, stracony za pochwałę Paetusa
Trasei w jego biografii.

Plutarch, Moralia, t I
tłum. Zofia Abramowiczówna

O donosicielach


Wszakże tyranów, którzy z konieczności muszą wszystko wiedzieć, najbardziej znienawidzonymi czyni plemię tak zwanych „uszu" czyli donosicieli. Pierwszy Dariusz nieprawy62 wprowadził podsłuchiwaczy, nie mając pewności siebie, a wszystkich podejrzewając i lękając się; a dalej Dionizjosowie63 wśród ludności syrakuzańskiej rozsiali szpiegów, których po upadku władzy tyranów Syrakuzańczycy pierwszych wyłapali i zatłukli na śmierć. A przecież i ród sykofantów64 z tej samej pochodzi fratrii65 i tej samej rodziny, a jakże! Tylko że sykofanci węszą, czy ktoś nie popełnił albo nie zamierza popełnić czegoś złego, a wścibscy wydobywają na jaw nawet niezawinione nieszczęścia bliźnich. Mówią, że i termin „aliterios" powstał w związku ze wścibstwem: mianowicie kiedyś podobno w Atenach wydarzył się wielki głód, a ci, co posiadali pszenicę, nie oddawali jej do ogólnego użytku, tylko potajemnie w nocy mełli po domach. Otóż donosiciele chodzili i nasłuchiwali, czy gdzie nie słychać zgrzytu żaren i od tego (wyrazu alein — mleć) zostali nazwani aliterioi66. Podobnie i sykofanci od tego mają nazwę: bo gdy został zabroniony wywóz fig, wyjawiali i donosili, że ktoś je wywozi. Wścibskim warto sobie to uświadomić, żeby zawstydzili się wspólnoty i pokrewieństwa w postępowaniu z osobami najbardziej nienawidzonymi i budzącymi wstręt.


62 W jednych rękopisach jest „nieprawy", w innych „młody" lub „pierwszy", nie wiadomo więc, o którego Dariusza chodzi.
63 Starszy i Młodszy, tyrani Syrakuz (por. Żywot Diona, XXVIII).
64 Od συκον — figa i φαίνω — wykazuję, wyjawiam; ale geneza dziś kwestionowana.
65 Kultowe „bractwa" spokrewnionych rodów w Atenach.
66 Άλιτήριος — przestępca. Etymologia oczywiście błędna; a i sam Plutarch odrzuca ją w Zagadnieniach greckich, 297 a.

Plutarch, Moralia, t I
tłum. Zofia Abramowiczówna

czwartek, 13 lutego 2014

Dobrze też ustanowił prawodawca w Thurioj*:


zabronił wyśmiewać w komediach obywateli z wyjątkiem cudzołożników i wścibskich. Cudzołóstwo bowiem zdaje się być czymś w rodzaju ciekawości poznania cudzej rozkoszy oraz poszukiwaniem i wykrywaniem rzeczy strzeżonych i tajonych przed ludźmi; wścibstwo zaś jest wkradaniem się, obnażaniem i gwałceniem tajemnic. (…)
Pomijać tyle kobiet publicznych i wszystkim dostępnych, a pchać się do tej jednej będącej pod kluczem, wiele kosztującej, a nieraz może się zdarzyć, że i brzydkiej w dodatku, to już szczyt wariactwa! Akurat to samo robią wścibscy: pomijając tyle pięknych rzeczy do zobaczenia i usłyszenia, tyle zajęć i rozrywek, rozgrzebują jakieś tam cudze listy, przytykają uszy do ścian sąsiadów i szepczą z niewolnikami i służebnymi, często narażając się na niebezpieczeństwo, a zawsze na wstyd.

*Prawodawcą w Thurioj, kolonii ateńskiej w południowej Italii był
Charondas.

Plutarch, Moralia, t I
tłum. Zofia Abramowiczówna

Nie chwytaj wzrokiem jakby ręką …


Po drugie więc, przyzwyczajajmy się, mijając cudze drzwi, nie zaglądać do środka i nie chwytać wzrokiem, jakby ręką, przedmiotu ciekawości, tylko pamiętajmy słowa Ksenokratesa49, który powiedział, że to to samo — do cudzego mieszkania wprowadzić swoje stopy, czy oczy; gdyż widowisko to ani właściwe, ani piękne, ani nawet przyjemne.

Szkaradny widok, gościu, to, co wewnątrz jest50, przeważnie bowiem w mieszkaniach zobaczysz, ot, rozrzucone graty, siedzące po kątach dziewki służebne, a nic ważnego ani pociągającego. A strzelanie okiem i podglądanie, skrzywiające duszę, jest rzeczą brzydką i zwyczajem sromotnym. Diogenes, widząc jak olimpijski zwycięzca Dioxippos wjeżdżając na triumfalnym rydwanie nie mógł oderwać oczu od urodziwej kobiety przyglądającej się uroczystości i coraz to odwracał się i rzucał ku niej ukradkiem spojrzenia, zawołał: „Widzicie, jak atleta daje się pokonać51 dziewuszce?" A wścibskich ludzi widzisz pokonanych przez byle widok, który wodzi ich za sobą, kiedy utrwali się nałóg rozglądania się na wszystkie strony. A wzrok nie powinien, tak mi się zdaje, błąkać się stronami, jak służebnica źle przyuczona, tylko kiedy go dusza wysyła w jakiejś sprawie, natychmiast ją załatwić i o tym oznajmić, a potem znów karnie trzymać się w zasięgu rozumu i baczyć nań. A tymczasem dzieje się jak u Sofoklesa:

A wtedy Ajniańskiego męża źrebce w cwał
Ponoszą, na kieł wziąwszy52.

Zmysły nie wychowane i nie wyćwiczone we właściwy sposób, jakeśmy mówili, wyrywają się przed siebie, pociągają za sobą umysł i często go pogrążają w to, co się nie godzi.

Toteż wprawdzie to, co opowiadają o Demo-krycie, jest nieprawdą, mianowicie, że dobrowolnie odebrał sobie wzrok wpatrując się w rozpalone do białości zwierciadło53, tak by oczy odbijały jego blask — a to, ażeby nie zakłócały spokoju myśli, wywołując ją ustawicznie na zewnątrz, zamiast dać jej spokojnie przebywać w domu i zajmować się sprawami duchowymi; tak więc zostały zamknięte jak okna wychodzące na ulicę. Natomiast nic nie ma prawdziwszego nad to, że najmniej posługują się zmysłami ci, co najwięcej myślą. Bo wszakże i przybytki Muz54 budują jak najdalej od miast, i noc nazywają „dobrą do namysłu"55, zdając sobie sprawę, jak wiele znaczy przy dociekaniach i rozwiązywaniu zagadnień spokój i brak roztargnienia.

50 Niezachowana tragedia Eurypidesa, prawdopodobnie Filoktetes (Nauck,
TGF, fr. 790).
51 W oryginale imiesłów τραχηλιζόμενον — był to specjalny chwyt zapaśniczy za kark. Widocznie Dioxippos był zwycięzcą w zapasach.
52 Elektra, 724 (z obszernego opisu wyścigów, w których rzekomo ginie Orestes).
53 Greckie zwierciadła były metalowe.
54 Tj. ośrodki pracy i twórczości intelektualnej, jak Musejon w Aleksandrii albo Akademia w Atenach.
55 Właściwie termin εύφρόνη był eufemizmem znaczącym „życzliwa, łaskawa pora". Plutarch interpretuje ją w ten sposób, bo εύφρων może też znaczyć „rozsądny, roztropny".

[Mała dygresja. Nanavira Thera rozpoznaje oko jako narząd dotyku całkiem dosłownie, a nie jako przenośnia. Uważny czytelnik zauważy też, że zalecenia Plutarcha są niczym innym jak „ochroną baz zmysłowych”, co było praktykowane przez Ojców Pustyni i jest też elementem treningu buddyjskiego].

Plutarch, Moralia, t I
tłum. Zofia Abramowiczówna

środa, 12 lutego 2014

Słowa to krótkie, a sens jak młotem wykuty


Godne podziwu też są zwięzłe powiedzenia starożytnych. Tak w świątyni Apollona Pytyjskiego nie Iliadę ani Odyseję, ani peany Pindara wypisali Amfiktionowie66, tylko takie sentencje, jak „Poznaj samego siebie", „Nic nad miarę", i „W ślad za poręką — szkoda", pociągnięci ważką treścią w prostej formie, bo słowa to krótkie, a sens jak młotem wykuty. A czyż sam bóg nie jest miłośnikiem krótkości i zwięzłości w wyroczniach i nie nazywa się Loksjas*, dlatego że unika gadatliwości bardziej niż niejasności? A czyż nie chwalimy i nie podziwiamy szczególniej takich, którzy potrafią znakami dać do zrozumienia, co trzeba, nie wydając głosu?

* Przydomek Apollona od λοξός — skrzyżowany, ukośny, tłumaczono jako „zagadkowy, niejasny".

Plutarch, Moralia, t I
tłum. Zofia Abramowiczówna

„Boś się o to nie pytał."


Mówca Pupius Piso70 nie chcąc, by mu przeszkadzano, nakazał niewolnikom odpowiadać tylko na pytania i nic więcej. Chcąc raz przyjąć u siebie wysokiego urzędnika Klodiusza71, kazał go zaprosić i przygotować oczywiście wspaniałą ucztę. Gdy nadeszła pora i inni zaproszeni się zjawili, a na Klodiusza wciąż czekano, kilkakrotnie wysyłał niewolnika od roznoszenia zaproszeń, by wyjrzał, czy nie nadchodzi. Gdy zaś wieczorem już zrezygnował, zapytał niewolnika: „Czyś go zaprosił?" —
„Tak jest." — „No, to czemuż nie przychodzi?" — „Bo nie przyjął zaproszenia." — „To dla-czegóż od razu nie powiedziałeś?" — „Boś się o to nie pytał." Tak oto zachował się rzymski niewolnik; attycki,
nawet kopiąc w polu, będzie opowiadał panu:

Na jakich warunkach pokój był zawarty tam72.

Tak ważną rzeczą w każdym wypadku jest nawyk. I o tym właśnie teraz pomówimy.

Nie sposób bowiem wstrzymać gaduły, jakby wędzidło mu założywszy; trzeba nałóg opanować przyzwyczajeniem. Najpierw więc przywykaj milczeć, gdy w towarzystwie padają pytania, dopóki wszyscy nie zrezygnują z odpowiedzi, Bo nie do tegoż celu zdąża, myśl — co bieg, jak powiada Sofokles73; tak samo odezwanie się i odpowiedź. Mianowicie tam zwycięstwo należy do tego, kto innych wyprzedzi, tu zaś, jeśli trafnie odpowie kto inny, ładnie jest pochwalić i potwierdzić, a przez to pozyskać opinię człowieka życzliwego. Jeśli zaś odpowiedź nietrafna, nie jest naganne ani nietaktowne sprostować błąd lub uzupełnić niedokładność. A już zwłaszcza strzeżmy się, kiedy przy nas kogo innego pytają, uprzedzać go sami z odpowiedzią. Zapewne też nie wypada, gdy proszony jest kto inny, odepchnąć go, a proponować swoje usługi, bo to wygląda, jakbyśmy zarzucali jednemu, że nie może dać tego, o co go proszą, a drugiemu, że nie wie, do kogo się zwracać o to, o co mu chodzi. W szczególności zaś — co do odpowiedzi — obelżywa jest taka popędliwość i bezczelność, uprzedzający bowiem w odpowiedzi pytanego robi wrażenie, jakby mówił: „Czego od niego chcesz?'' — albo: „I cóż on wie?" — albo: „Nie ma co pytać o to kogo innego, gdy ja tu jestem!" A wszakże często pytamy różne osoby, choć nie na ich zdaniu nam zależy, tylko chcąc wywołać rozmowę i przyjacielski nastrój, tak jak Sokrates Teajteta i Charmidesa74. To tak jakby ktoś rzucił się całować osobę pragnącą czyjegoś innego pocałunku, albo patrzącą na kogoś starał się zająć sobą, jeśli się wyrywa komuś z ust odpowiedź, a cudze uszy i uwagę gwałtem ciągnie ku sobie. A przecież nawet jeśli zapytany nie umie znaleźć odpowiedzi, ładnie jest zaczekać chwilę, tak by odpowiedź, jako że jest dawana na cudze żądanie, dostosowana była do życzenia pytającego, skromna i przyzwoita. Przecież jeżeli zapytany pomyli się w odpowiedzi, słusznie nie mają mu tego za złe, ale jeśli ktoś sam się wyrwie i zabiera głos przed innymi, jest niesympatyczny, nawet gdy ma rację, a już o ile popełni błąd, staje się ogólnym pośmiewiskiem i uciechą.

Drugie ćwiczenie odnosi się do własnych odpowiedzi, na które gaduła powinien zwrócić szczególną uwagę. Po pierwsze, żeby przez nierozwagę nie odpowiadał na serio ludziom, którzy go wyciągają na gadanie tylko dla śmiechu i drwin. Bo są tacy, co bez żadnej potrzeby, tylko dla żartu, dla rozrywki układają zapytania i stawiają je takim osobom, by poruszyć ich wielomówstwo. Tego trzeba się wystrzegać i nie rzucać się z punktu do mówienia, jeszcze w dodatku jakby z wdzięcznością, lecz uważać i na zachowanie się pytającego, i na przedmiot pytania. A skoro by wyglądało, że naprawdę chce się on czegoś dowiedzieć, należy się nauczyć pohamować siebie i zrobić pewną przerwę między pytaniem a odpowiedzią. Wówczas i pytający może coś dodać, jeśli zechce, i ty sam rozważyć, co masz odpowiedzieć; a nie trzeba wybiegać naprzeciw pytaniu i zasypywać go odpowiedziami jeszcze w trakcie mówienia, przy czym w zapale często się odpowiada nie na to, o co chodziło. Pytia to i przed zapytaniem z miejsca zwykła dawać niektóre wyrocznie, ale bo bóg, któremu ona służy, Głos milczącego usłyszy i nieme usta zrozumie75. Kto jednak chce trafnie odpowiedzieć,, musi poczekać na wyrażenie myśli przez zadającego pytanie oraz dokładnie zrozumieć jego intencję, aby nie zaszło to, co w przysłowiu:

Proszącym wiadra odmówiono niecki wręcz76.

W ogóle gwałtowne łaknienie wygadania się trzeba hamować, bo inaczej wygląda, jakbyśmy od dawna mieli na języku potok, który teraz za sprawą pytania z ochotą wytrysnął. Sokrates w ten sposób ujarzmiał pragnienie, że nie pozwalał sobie napić się po ćwiczeniach w gimnazjum, tylko pierwsze wyciągnięte ze studni wiadro wylewał, a to by przyuczyć instynkt do czekania na właściwy moment wskazany przez rozum.

72 Nieznana komedia (Kock, CAF, III, fr. 347).
73 Nieznana tragedia (Nauck, TGF, fr. 772).
74 Osoby z dialogów Platona.
75 Słowa Apollona o sobie (z nieznacznym wariantem) u Herodota, I, 47.
76 Por. Leutsch-Schneidewin, Paroem., I, s, 28.

Plutarch, Moralia, t I
tłum. Zofia Abramowiczówna

wtorek, 11 lutego 2014

Niewdzięczny Seleukos Kallinikos


Seleukos Kallinikos*, straciwszy w bitwie z Galatami wszystkie swe siły zbrojne, zdjął z głowy diadem i uciekając konno samotrzeć czy samoczwart błądził długo po bezdrożach i manowcach. Osłabły już z głodu trafił na jakąś zagrodę i znalazłszy przypadkiem gospodarza poprosił o chleb i wodę. Ten podał prócz tego wszystko, co miał w zagrodzie, hojnie i nie żałując. Przy tym poznał króla po obliczu. Ucieszony tym trafem nie utrzymał tego przy sobie i nie udał, że nie zna, skoro król chciał być niepoznanym, tylko odprowadzając go aż do drogi, przy rozstaniu pożegnał słowami: „Bądź zdrów, królu Seleuku". Ów podał mu na to rękę i przyciągnął go do siebie, jakby chcąc ucałować, a jednocześnie dał oczyma znak jednemu z towarzyszy, by mieczem odrąbał mu głowę: Jeszcze ten mówił, gdy w proch potoczyła się głowa od ciosu**.

Gdyby był wtedy wytrzymał i milczał przez krótki czas, to gdy królowi potem uśmiechnęło się szczęście i osiągnął wielką potęgę, na pewno by jeszcze większą nagrodę otrzymał odeń za milczenie niż za gościnność. Ten człowiek co prawda miał za niejakie usprawiedliwienie swej niepowściągliwości nadzieję i życzliwą swą gościnę.


* Prawnuk Seleuka Zwycięzcy, jednego z następców Aleksandra
Wielkiego.
** Iliada, X, 459.

Plutarch, Moralia, t I
tłum. Zofia Abramowiczówna

Gadulstwo pewnego balwierza


Większość zaś gadułów gubi siebie nie mając nawet żadnej po temu przyczyny. Na przykład kiedyś w balwierni była mowa o tyranii Dionizjosa46, że jest jak stal nie do złamania, balwierz zaś się roześmiał: „I wy to mówicie o Dionizjosie, któremu ja co parę dni trzymam brzytwę na gardle!" A Dionizjos dowiedziawszy się o tym kazał go ukrzyżować. Zrozumiałe jest zresztą, że ród balwierzy jest gadatliwy, gdyż największe gaduły zbierają się u nich i obsiadają balwiernię, tak że i oni sami nabierają tego przyzwyczajenia. Toteż dowcipnie znalazł się król Archelaos47, gdy balwierz gaduła okrywszy go płótnem zapytał: „Jak mam cię ostrzyc, królu?" — odparł: „Milcząc". Balwierz również i wielką klęskę Ateńczyków na Sycylii48 oznajmił, zasłyszawszy o niej pierwszy w Pireusie od niewolnika któregoś ze zbiegów. Porzuciwszy warsztat pracy biegiem rzucił się do miasta, Sławy by inny nie zyskał... (przyniósłszy tę wieść obywatelom) ...a on na drugim był miejscu49. Jak przypuszczać należało, powstał tumult, lud zgromadzony szukał źródła pogłoski, przyprowadzono balwierza i zaczęto wypytywać. On zaś nie znał nawet imienia tego, od którego miał wiadomość i powoływał się na osobę bezimienną i nieznajomą.

Powstał więc gniew i krzyk w zgromadzeniu: „Na tortury ze złoczyńcą, na koło! Wszystko to wymysł i plotka! Czy kto inny to słyszał ? Czy kto uwierzy?" Przynoszą koło, rozciągają na nim balwierza. W tym momencie zjawili się zbiegowie z samej wyprawy przynosząc wieść o nieszczęściu. Wszyscy się rozproszyli opłakiwać każdy osobistą żałobę, zostawiając nieszczęsnego skrępowanego na kole. Późno dopiero pod wieczór został odwiązany i wtedy od razu zapytał kata, czy też słyszeli już o tym, w jaki sposób zginął wódz Nikias? Do tego stopnia niezwalczonym, nieuleczalnym nałogiem staje się przyzwyczajenie do gadulstwa.

46 Dionizjos Starszy, tyran syrakuzański, V/IV w. p.n.e.
47 Król Macedonii z końca V w. p.n.e.
48 W czasie wojny peloponeskiej.
49 Iliada, X, 207.

Plutarch, Moralia, t I
tłum. Zofia Abramowiczówna

Śmierć Fulwiusza i jego żony


Fulwiusz* zaś, przyjaciel cesarza Augusta, usłyszał raz, jak cesarz, już w podeszłym wieku będąc, użalał się na opustoszały swój dom: że po śmierci dwóch wnuków (ponieważ trzeci, Postumiusz, o coś tam oskarżony, przebywał na wygnaniu) on sam zmuszony jest pasierbowi swemu przekazać dziedzictwem władzę, choć lituje się nad wnukiem i namyśla, czy go nie odwołać z obczyzny. Fulwiusz, usłyszawszy to, powtórzył żonie, ta doniosła Liwii, a Liwia zrobiła gorzkie wyrzuty cesarzowi, że zamiast wezwać wnuka, skoro od dawna już to postanowił, ściąga na nią nienawiść i wrogość swego następcy. Gdy więc Fulwiusz jak zwykle zjawił się o świcie ze słowami: „Witaj Cezarze!" — August odrzekł: „Bywaj zdrów, Ful-wiuszu". Ten, zrozumiawszy, natychmiast wrócił do domu, wezwał żonę i rzekł: „Cesarz się dowiedział, że nie zachowałem tajemnicy. Dlatego muszę odebrać sobie życie". Na co żona: „Słuszna kara za to, że tyle czasu żyjąc ze mną dotychczas nie poznałeś mojej niepowściągliwości i nie strzegłeś się jej. Pozwól jednak, że umrę pierwsza". I pochwyciwszy miecz zabiła się przed mężem.

* Tacyt, Roczniki, I, 5, opowiada tę historię inaczej: bohater nazywa się
Fabiusz Maximus, a żona jego Marcja.

Plutarch, Moralia, t I
tłum. Zofia Abramowiczówna

poniedziałek, 10 lutego 2014

Stałość Leajny


Pięknym też darem uczczono stałość Leajny; była ona heterą, kochanką Harmodiosa i Aristogejtona* i wtajemniczona w spisek przeciwko tyranowi, jako kobieta dzieliła przynajmniej ich nadzieje. Bo i ona piła szał natchnienia z owej szlachetnej czary Erosa i przez tego boga została przygotowana na uczestniczkę tajemnic. Skoro więc tamtym się nie udało i zginęli, badana i zmuszana mękami do wskazania ukrywających się jeszcze spiskowców, nie uległa, oparła się, wykazawszy przez to, że uczucia tamtych nie były czymś niegodnym, skoro taką niewiastę kochali. Ateńczycy zaś odlali ze spiżu lwicę bez języka i ustawili ją w bramie Akropolu, przy czym odwaga zwierzęcia tego miała wykazywać jej niezłomność, a brak języka—jej milczenie i wierność świętości tajemnicy.

*Harmodios i Aristogejton, słynni „tyranobójcy" ateńscy, zginęli w zamachu na synów tyrana Pejsistrata, Hippiasza i Hipparcha. Imię hetery Leajna znaczy „lwica".

Plutarch, Moralia, t I
tłum. Zofia Abramowiczówna

Za nauczycieli mowy mamy ludzi, ale za nauczycieli milczenia — bogów


Nigdy żadna rzecz wypowiedziana nie przyniosła tyle pożytku, co przemilczana. Przemilczaną zawsze można wypowiedzieć, ale wypowiedzianej już .nie pokryje milczenie, tylko rozchodzi się ona i rozpowszechnia. Dlatego to myślę, że za nauczycieli mowy mamy ludzi, ale za nauczycieli milczenia — bogów, bo uczymy się go w misteriach i tajnych obrzędach. Homer najwymowniejszego z ludzi, Odyseusza, uczynił też najbardziej milczącym, a tak samo syna jego, żonę i piastunkę: wiesz, że mówi ona:

Wytrwam jako ten dąb niezłomny albo żelazo28.

A on sam siedząc przy Penelopie:

W sercu litował się przecież nad żoną swą szlochającą,
Oczy mu jednak w powiekach nie drgnęły, jak z rogu zrobione,
Albo z żelaza29.

Tak to całe jego ciało było opanowane, a umysł, któremu wszystko było posłusznie poddane, nakazywał oczom nie płakać, językowi nie odzywać się, sercu nie drżeć i nie wyć. Serce zaś jego pomimo cierpienia trwało w posłuchu30, bo rozum sięgał aż do odruchów instynktownych i potrafił nawet oddech i krew uczynić sobie powolnymi. Tacy są przeważnie i jego towarzysze: to, że dali się wlec i rozbijać o ziemię przez Cyklopa, a nie zdradzili Odyseusza i nie pokazali owego zahartowanego w ogniu pala przygotowanego na oko Cyklopa, woląc być pożartymi na surowo niż wyjawić sekret, świadczy o wierności i stałości nie do przewyższenia31. Dlatego to trafnie Pittakos królowi egipskiemu, który mu posłał bydlę ofiarne każąc wybrać najlepszy i najgorszy kawałek mięsa, odesłał wycięty język, jako narzędzie dobra, ale i zła największego32. 9. Eurypidesowa Ino otwarcie mówi o sobie, iż wie: Gdzie milczeć trzeba, gdzie zaś śmiało mówić mam33. Czyim bowiem udziałem jest szlachetne i prawdziwe królewskie wychowanie, ten wpierw się uczy milczeć, a potem się odzywa. Król Antigonos34 na pytanie syna, kiedy zwiną obóz, odparł: „A co, obawiasz się, że ty jeden nie posłyszysz sygnału trąby?" A zatem nie powierzył tajnej wiadomości temu, komu miał królestwo pozostawić. Uczył go tym ostrożności i wstrzemięźliwości języka w takich sprawach. Stary Metcllus35, zapytany o coś podobnego na wyprawie wojennej, powiedział: „Gdybym przypuszczał, że moja tunika wie o tej tajemnicy, zdarłbym ją z siebie i w ogień rzucił". Eumenes zaś posłyszawszy, że zbliża się Krateros, nikomu z otoczenia tego nie zdradził, lecz skłamał, że to Neoptolemos36,bo tego żołnierze lekceważyli, a tamtego podziwiali za sławę i cenili za dzielność. Toteż nikt się nie dowiedział; stoczywszy bitwę zwyciężyli i zabili Kraterosa, nie poznawszy go — aż trupem. Tak to milczenie wygrało bitwę i takiego przeciwnika zataiło, tak że bliscy raczej podziwiali Eumenesa za to przemilczenie, zamiast czynić mu zarzuty; a gdyby ktoś i czynił je, lepiej jest słuchać zarzutów uratowawszy się przez nieufność, niż oskarżać innych ginąc przez zaufanie im.

28 Odyseja, XIX, 494, cytat lekko zmieniony.
29 Odyseja, XIX, 210.
30 Odyseja, XX. 23.
31 Por. Odyseja, IX, 289.
32 Por. Plutarch, Uczta siedmiu mędrców, 2, gdzie czyni to Bias.
33 Niezachowana tragedia Eurypidesa, Ino (Nauck, TGF, fr. 413).
34 Jeden z następców Aleksandra Wielkiego, zwany „Jednookim". Synem tym był Demetrios Poliorketes.
35 Anegdota ta jest powtarzana o najrozmaitszych osobistościach. O którego Metellusa tu chodzi, nie wiadomo.
36 Eumenes, Krateros, Neoptolemos — wodzowie i następcy Aleksandra
Wielkiego. Por. Żywot Eumenesa, VI i VII.

Plutarch, Moralia, t I
tłum. Zofia Abramowiczówna

Skądinąd rozsądna, ale przecież kobieta ...


Senat rzymski obradował kiedyś nad tajną sprawą przez szereg dni, a że w mieście budziło to niepewność i podejrzenie, żona jednego z senatorów, skądinąd rozsądna, ale przecież kobieta, nalegała na męża ustawicznie błagając, żeby jej tajemnicę powierzył. Były tam i zaklęcia, i przysięgi milczenia, i łzy, że jej nie ufa. A Rzymianin, chcąc wykazać jej nierozsądek, powiedział w końcu: „Postawiłaś na swoim, kobieto. Słuchaj przeto, co za groźne i złowieszcze wydarzenie: kapłani nam donieśli, że widzieli lecącego skrowronka40 w złotym hełmie i z włócznią. Rozważamy teraz ten prognostyk wespół z wieszczkami i nie wiemy, czy jest zły, czy dobry. Ale ty to zamilcz." To powiedziawszy udał się na forum. Niewiasta zaś pierwszą ze służebnic, która się nawinęła, odciągnęła na stronę i zaczęła bić się w piersi i szarpać włosy jęcząc: — „Biada!... o mój mężu!... o moja ojczyzno! Cóż się z nami stanie?" Oczywiście, chciała wywołać u służebnicy zapytanie: „A co się stało? A gdy tamta zapytała, opowiedziała jej wszystko, dodając wspólną wszystkim gadułom śpiewkę: „Nie mów tylko nikomu, zamilcz." Służebna ledwie odeszła, już zdążyła powtórzyć rzecz jednej ze współ-towarzyszek, która była akurat nie zajęta. Tamta opowiedziała kochankowi, który podówczas nadszedł, i tak cała historia trafiła aż na forum, wyprzedzając tego, kto ją wymyślił. Spotkał go ktoś ze znajomych i pyta: „Czy prosto z domu przychodzisz na forum?" — „Prosto". — „A nic nie słyszałeś? — „A co nowego się stało ?" — „A widziano skowronka lecącego w złotym hełmie i z włócznią, i konsulowie mają zwołać senat w tej sprawie". Ten się roześmiał: „Oj, żono! Cóż za szybkość! Już mnie plotka wyprzedziła na forum". Poszedł więc uspokoić konsulów, a wróciwszy do domu, aby żonę ukarać, rzekł: „Zgubiłaś mnie, żono! Wyszło na jaw, że to z mego domu tajemnica się rozeszła i teraz muszę iść na wygnanie z powodu twojej niepowściągliwości". Ta jęła się wypierać i twierdzić, że wszak słyszało to prócz niego trzystu mężów. — „Skądże trzystu? Skoro tak nalegałaś, wymyśliłem to, by ciebie wypróbować". Tak to ów senator z całą ostrożnością i bezpieczeństwem doświadczył żonę, tak jak w pęknięte naczynie nie wlewają wina ani oliwy, tylko wodę.

Plutarch, Moralia, t I
tłum. Zofia Abramowiczówna

niedziela, 9 lutego 2014

I jakiż głupiec potrafiłby przy winie zachować milczenie?


4. Niewątpliwie, pijaństwa każdy przyzwoity i obyczajny człowiek będzie się wystrzegał; według bowiem określenia niektórych, złość mieszka z szaleństwem o ścianę, ale pijaństwo z szaleństwem pod jednym dachem; a raczej ustępuje ono szaleństwu krótkotrwałością, ale dla przyczyn swych jest gorsze, bo wchodzi tu w grę wolna wola człowieka. Otóż w pijaństwie niczego bardziej się nie potępia, jak nieopanowania i braku hamulca w języku:

Wino i wielce mądrego do śpiewu skłonić potrafi, Śmiech w nim wzbudzi ochoczy, a nawet do tańca poruszy9.

A wszakże to, co tu ma być najgorsze: śpiew, śmiech, taniec, to jeszcze nic w porównaniu z tym oto: Goś wypowiedzieć też skusi, co lepiej by było przemilczeć. A to już rzecz zła i niebezpieczna. Kto wie, czy Homer nie rozwiązał tu zagadnienia dyskutowanego przez filozofów, wyrażając różnicę między podchmieleniem a pijaństwem, że pierwsze daje rozweselenie, a drugie puste brednie. Według przysłowia bowiem, co trzeźwy ma na sercu, to pijany na języku. Stąd i Bias10, gdy przy uczcie milczał, a jakiś gaduła go wydrwiwał za głupotę, powiedział: — „I jakiż głupiec potrafiłby przy winie zachować milczenie?" Kiedyś ktoś w Atenach gościł posłów królewskich i postawił sobie za punki honoru sprosić do towarzystwa — na czym im zależało — filozofów. Gdy zaś wszyscy brali udział we wspólnej rozmowie i każdy dawał swój wkład w nią, a tylko Zenon11 siedział cicho, cudzoziemcy, przepijając doń uprzejmie, zapytali: „A cóż o tobie, Zenonie, donieść mamy królowi?" — „A nic, prócz tego, że jest w Atenach starszy człowiek, który przy uczcie potrafi milczeć". Tak to milczenie jest rzeczą głęboką, rzeczą ludzi trzeźwych i ma w sobie coś z misteriów; a pijaństwo jest gadatliwe, gdyż z bezmyślności i bezrozumu wypływa wielomówność. Filozofowie nawet jako definicję pijaństwa podają: plecenie bredni pod wpływem wina; w ten sposób samo picie nie podpada pod naganę, jeśli łączy się z nim milczenie, a dopiero głupia gadanina czyni z picia pijaństwo. Pijany więc plecie brednie przy winie, ale gaduła plecie wszędzie: na rynku, w teatrze, na przechadzce, po pijanemu, we dnie, w nocy.

9 Odyseja, XIV, 463 nn.
10 Bias z Priene, jeden z tzw. „Siedmiu mędrców".
11 Zenon z Kition.

Plutarch, Moralia, t I
tłum. Zofia Abramowiczówna