czwartek, 31 stycznia 2013

Postanowienie


Postanowiłem: nigdy więcej się nie urodzę.
Przyjście na świat to bolesne doświadczenie
Wracające niekiedy w powtarzalnych snach.
Decyzja natury, która jest częścią nas. Wszystko potem
Jest przykrą niespodzianką: trudne wschody
I zachody słońca, obmierzłe zimy i paraliżujące wiosny,
Słony pot lata i nieodwołalność jesieni.

I jeszcze ślepy wybór ciała: dlaczego ona,
Dlaczego ja? Kogo powtarzamy, kto nas
I po co powtarza? Dlaczego od ideału
Ważniejsza jest niedoskonałość, to
Co nas wyróżnia wśród innych niedoskonałości?

Słowo między pytajnikami. Dźwięk
Między milczącymi znakami. Dźwięk cichnie,
Umiera. Znak zostaje, ale nie znaczy.

Aż tyle, czy tylko tyle?

Marek Wawrzkiewicz

sobota, 26 stycznia 2013

Jacek Kleyff: Bruno Schulz ...

Bruno Schulz


 Bruno Schulz
czyli podwórkowa ballada o dwóch dobrodziejach
Dwóch skłóconych gestapowców żyło w centrum Drohobycza,
pierwszy miał swojego Loewa, drugi miał swojego Schulza.
Loew prowadził w mieście zakład i dentystą się nazywał,
nocą burdel był tam, w którym pierwszy gestapowiec bywał.
Za to Bruno Schulz malował i potrafił wieść dyskusje,
miał go drugi gestapowiec, ot stosunki międzyludzkie.

W noce złe, w noce złe udostępniał władzom Loew dziewczyny swe.
W morzu łez, w morzu łez Bruno Schulz Petrarkę streszczał dla SS.

To był wstęp dotyczył życia, które zawsze jakoś leci
i pozwala nie dostrzegać zmierzchu, schyłku, klęski, śmierci.
To był wstęp dotyczył życia, które zawsze jakoś leci
i pozwala nie dostrzegać zmierzchu, schyłku, klęski, śmierci.

Szła wiadomość od Truskawca, że się ponoć coś zaczęło
a w pobliskim Drohobyczu póki co grodzili getto.
I niebawem znów się trochę posprzeczali dwaj tajniacy
no i drugi, ten od Schulza, zarżnął Loewa w ramach pracy.
Kiedy pierwszy się dowiedział, że zabili Loewa jemu
wnet dogonił w mieście Schulza i zastrzelił go drugiemu.

I na bruk, i na bruk z resztek złudzeń się otrząsnął Bruno Schulz.
Hałas ten, w teatrze gong, jakaś czerń i ojca wzrok i może koń...
No i już, no i już jak w balecie najlepszym na świecie tańczy Schulz...

Dawne czasy, dawny teatr, dawna strata,
w czasie wojny każdy dźwiga własny ciężar.
W końcu sztuka jest ważniejsza niż biografia.
Zbieg przypadków? Ale jednak...
Jeśli Twój dobrodziej ma jakiegoś wroga
i mu zniszczy ulubieńca
wiedz, że nadszedł czas by zacząć się pakować
i nowego szukać miejsca.
Jak Bruno Schulz za tamtych lat,
jak Bruno Schulz, choćby nawet miał by to być tylko tamten świat,
wciąż w drodze być, z walizką żyć...

Jacek Kleyff





Ścieżka sotapanny - 17



Doświadczenie głębokiego samadhi

Jeżeli zamierzamy osiągnąć stan eksperta w dociekaniu, musimy to robić często. Rzeczywiście włożyć wysiłek w medytację, wiele wysiłku i wiele czasu.

Na początku prawdopodobnie doświadczymy zmęczenia, wyczerpania i trudności, ponieważ stanęliśmy na drodze naszych nastrojów, uczuć i myśli, manifestacji upodobań i awersji. Ale musimy trzymać się tego dociekania, być konsekwentnymi, tak że umysł nie będzie gonił za tymi emocjonalnymi nastrojami.

Kiedy zaczniemy radzić sobie z podążaniem za i ochranianiem umysłu, jesteśmy obecni w teraz i nasze samadhi zaczyna postępować bardziej swobodnie. Te początkowe etapy samadhi, jeżeli praktykujemy chodzoną i siedzącą medytację, będą się pogłębiać. Trzymając się naszego obiektu medytacyjnego możemy przejść do upacāra samādhi.

Czy siedzimy, czy chodzimy, w zależności od naszych preferencji, wejście w upacāra samādhi będzie szybkie i łatwe, ponieważ mamy już pewne doświadczenie. Ale na tym poziomie samadhi, jeżeli umysł zetknie się z różnymi uczuciami i nastrojami, wciąż będzie się w nie angażował. Zatem musimy ochraniać się naszą sati.

Jeżeli stale badamy ciało, uczucia i umysł i obiekty mentalne, nasza sati stanie się stabilniejsza i nasze samadhi silniejsze. Bycie zdolnym do przejścia do głębszych stanów samadhi, będzie zależało od naszych zasług. Niektórzy mnisi nie mają tego doświadczenia przez wiele lat, pewni doświadczają je po pięciu sześciu latach, a pewni tylko po roku.

Appanā samādhi... oto gdzie samadhi staje się najspokojniejsze i chłodne. Vitakka, vicāra, pīti sukha i ekaggatā wszystkie te czynniki stają się jednym. W tym punkcie, nawet jeżeli chcemy myśleć, nie potrafimy. Umysł jest niewzruszony i nie ma żadnego ruchu myśli, żadnego rozróżniania. jest tylko poznawanie. Po tym jak umysł pozostawał cichym i nieruchomym na okres zależny od jego własnej siły, wychodzi on z tego stanu. Wtedy musimy przejść do dociekania. Bierzemy fizyczną formę naszego ciała i badamy je z totalną klarownością w świetle anicca, dukkha, anatta.

Z tego miejsca nasze badanie będzie się przemieszczało samo z siebie, jakby automatycznie. Ma swe własne momentum. Badamy ciało jako ledwie komponent elementów. Możemy kontemplować włosy. Przypuśćmy, że nasze włosy wypadły, wtedy realizujemy, że nie były właściwie nasze, ani że nie są naszym "ja". To da podstawy pod zrozumienie, że nie ma trwałego bytu czy "ja". Powstaje mądrość. Umysł i ciało ulegają separacji, są widziane jako odmienne od siebie. Umysł i uczucia także się odseparują. Będziemy widzieć jasno ... z prawdziwym zrozumieniem.

Ale jeżeli nie posiadamy umiejętności wejścia w tak głębokie samadhi i nasze badanie nie jest na tyle jasne by zobaczyć tą separację, wtedy musimy polegać na dostępnym nam poziomie samadhi i trwać w jego utrzymywaniu. Ten cały proces doprowadzi do dojrzenia praktyki i zrozumienia Dhammy. Wykonując nasze codzienne czynności w normalnym stanie i wkraczając w samadhi podczas siedzącej medytacji, z czasem będziemy potrafili utrzymać ten poziom samadhi we wszystkich postawach ciała. Kiedy umysł wchodzi głębiej w badanie ciała, uczuć umysłu i mentalnych obiektów, będzie inklinował ku appanā samādhi.

Teraz umysł będzie zdolny widzieć ostro i jasno. Przed tym zanim wejdziemy w takie stany samadhi, na niższych poziomach samadhi umysł może utrzymywać się przez cały miesiąc. Ciało i umysł będą lekkie i swobodne. Zewnętrzne bodźce będą obecne, ale nie będą w stanie zaniepokoić serca, ponieważ samadhi dzięki swej mocy, odseparowało je od serca. Wysiłek i pilność w praktyce nabrały własnego momentum. Serce będzie zawsze czujne i baczne, zaopatrzone w siedem czynników przebudzenia. Będą tam pīti, sati. Jeżeli wysilimy się by utrzymać stale sati, uważnie obserwując wszelkie nastroje i emocje, których doświadczamy, widząc ciało takim jakim naprawdę jest, nasze samadhi zyska stabilność i będzie szło sprawnie i równo. Nie musimy nic robić, nic kontrolować, medytacja dzieje się sama. Umysł pozostaje w stanie upacāra samādhi. To rezultat wytrwałości i systematyczności naszej praktyki, dociekania aż do zrozumienia i jasnego zobaczenia Dhammy, do czasu aż znikną wszelkie wątpliwości. To samādhi jest stabilnie ustanowione w nas. Nie musimy go kontrolować ani być zbytnio ostrożni. To dobry poziom, ale jeszcze nie w pełni rozwinięty. Musimy kontynuować podążanie tą ścieżką, badając tak jak badaliśmy, kontynuować tą samą praktykę. Krok za krokiem, uzyskamy siłę umysłu i wejdziemy na nowy poziom.

Pewni mnisi są obeznani z metodą uspokajania umysłu za pomocą "buddho", "dhammo", "sangho", czy obserwacji oddechu, aż do czasu aż ich umysł osiągnie niewzruszoność. Musimy kontynuować praktykę z wybranym przez nas obiektem, aż będziemy zdolni wyjść poza nasze nastroje i emocje, pokonując wszystkie przeszkody. Kiedy doświadczamy różnych stanów mentalnych, pożądania, awersji, senności, niepokoju, irytacji i wątpliwości, musimy trenować i zaadoptować nasze samadhi do tego by wyjść poza te stany mentalne. To nazywa się skupieniem umysłu. To medytacja. To samadhi. Da nam ono podstawę wspierającą naszą praktykę - praktykę pańńa.

Ośmioraka Szlachetna Ścieżka: to ścieżka praktyki, której spełnienie wiedzie do przebudzenia. Ścieżka składa się z ośmiu aspektów, dalej podzielonych na trzy treningi, sīla, samādhi i paññā. Czynniki Właściwej Mowy, Właściwego Działania i Właściwego Utrzymania reprezentują trening w cnocie i moralnej dyscyplinie; Właściwy Wysiłek, Właściwa Uważność, i Właściwe Samadhi reprezentują trening umysłu; i ostatecznie Właściwy Pogląd i Właściwa Intencja to trening pańńa.

Gdy nasze samadhi jest stabilne, dociekanie przychodzi łatwo. Jeżeli ukierunkujemy naszą kontemplację na ciało, uczucia, umysł czy mentalne obiekty, to w tym stanie bardzo szybko będziemy potrafili dojrzeć Dhammę, w całej jej jasności.

Jednakże, jeżeli podążamy ścieżką pańńa rozwijając samadhi, musimy kontynuować dociekania i puszczanie kiles, jedna za drugą, kawałek po kawałku, trochę po trochu. Ponieważ nasze samadhi nie jest jeszcze ustabilizowane, musimy polegać na pańńa, ażeby rozwinąć te stany samadhi. To samadhi może nie być tak głębokie jak przy używaniu samadhi do rozwoju pańńa, ale ciągle jest nam potrzebne by wspierać naszą kontemplację.

Ktokolwiek podąża ścieżką mądrości i kontemplacji, musi badać z pańńa, aż do czasu stopniowego wzmocnienia samadhi. Wtedy z pełną klarownością pojawi się zrozumienie Dhammy.

Ktokolwiek rozwija samadhi, musi osiągnąć poziom appana. Jeżeli samadhi nie osiągnęło dojrzałości, nie będzie możliwe jasne zobaczenie Dhammy. Tu paññā i samādhi powinny operować zrównoważone, w harmonii jedno z drugim. Możemy użyć jednej z tych dwóch metod praktyki, paññā rozwijająca samādhi lub samādhi rozwijające paññā. Jakakolwiek z tych metod się u nas sprawdza, tej powinniśmy się oddać.

Jeżeli mamy dużo pracy i obowiązków, praktykowanie samadhi i uczynienie serca skupionym, przez używanie "buddho" czy obserwowanie oddechu, może być trudne. Wiedząc o tej trudności, powinniśmy pewnie ustanowić sati na zadaniu chronienia serca i sprowadzeniu nań spokoju. Jeżeli zamierzamy praktykować samadhi w ten sposób, musimy trzymać się stale "buddho". Stojąc, siedząc, chodząc, leżąc, czy cokolwiek byśmy nie robili, musimy zawsze trzymać "buddho" w sercu.

Jeżeli jemy, musimy myśleć "buddho", tak, że serce będzie z tym zjednoczone. Jeżeli serce jest zawsze z "buddho", aż stanie się to jedynym obiektem, możemy zapobiec wszelkim bodźcom z zewnątrz by wdzierały się do serca i wprowadzały zamieszanie.

Ajahn Anan

Ścieżka sotapanny - 16



Różne miejsca, odmienne metody, te same nauki.

Chociaż mogliśmy być mnichami w poprzednich życiach, ciągle nie doświadczyliśmy wglądu w Dhammę. To zależy od poziomu naszych zasług. Ale jakakolwiek by nie była nasza sytuacja, teraz mamy okazję praktykować Dhammę zgodnie z radami naszych nauczycieli, Kruba Ajahnów. Musimy przylgnąć do tych zasad. Nie odchodźcie od nich, nie rezygnujcie z nich. Jeżeli to zrobicie, zejdziecie z właściwej ścieżki. Rezygnując z nich, rezygnujemy z dokładnie tej rzeczy, która wspiera nasz postęp. W wielu klasztorach uczy się tej poprawnej ścieżki, drogi kontemplacji. Pewne centra medytacji dla mniszek, również tego uczą: trzymać się sati, obserwować ciało, obserwować uczucia, umysł, i mentalne obiekty, zgodnie z czterema podstawami uważności. Jeżeli obserwujemy właśnie teraz, badamy doświadczenie, możemy zrozumieć i zobaczyć Dhammę. Praktykuj zgodnie z regułami Vinayi. Te zasady dają nam środki do poprawnego działania, nakierowane są na rozwój. To sposób by uczynić naszą sila piękną. To droga do dalszego postępu.

Nauczyciele pewnych linii będą uczyć super-naturalnych mocy. Są one rzeczywiste, ale mogą być niebezpieczne. Ci Starsi używają tych mocy by przyciągnąć ludzi do Nauki Buddy, sprawić by się zainteresowali, ponieważ lubimy takie moce, specjalny rodzaj mentalnych sztuczek. Rzeczywiście przyciągają nas i zwracamy na nie uwagę.

Wpierw zwracają uwagę ludzi na psychiczne moce. Potem wyjaśniają, że jeżeli będziemy praktykować, zgodnie z ich naukami, także możemy je rozwinąć. To haczyk! "Chcę praktykować w ten sposób!" I tak, wyjaśniają, że jeżeli chcemy osiągnąć te moce, wpierw musimy praktykować moralność, inaczej ich nie zobaczymy. Moce nie przychodzą. I tak nauczyciel mówi, że to dlatego, iż nie praktykujemy vipassany. Musimy praktykować vipassanę. Dalej mówimy: "Hej, ciągle nie mam żadnych mocy". Wtedy nauczyciel mówi, że to dlatego, że nie rozwinęliśmy samadhi. Jeżeli osiągniemy jakiś poziom samadhi, i wciąż ich nie mamy, to dlatego, że nasza sila nie jest jeszcze w pełni oczyszczona, i tak zaczyna się od początku. Wszystko wraca do podstawowych pryncypiów sīla, samādhi i paññā. Tak to jest. Sposób przyciągnięcia ludzi za pomocą psychicznych mocy jest tylko odmiennym sposobem nauczania tych samych zasad, przez używanie metod sprawiających, że ludzie zaczynają okazywać zainteresowanie i wiarę.

Pewni mnisi, choć dysponują takimi mocami, nie mówią o tym, ponieważ odczuwają inklinację do nauczania za pomocą dociekania, z użyciem pańńa. Przykładem może być Luang Pu Chah, nauczający i radzący w oparciu o swe własne doświadczenie, znający drogi postępu jak i drogi upadku.

Był mnich, który wpatrywał się w słońce używając jego tarczy jako kasiny i uzyskał przez to nadnaturalne moce, takie jak umiejętność czytania czyichś umysłów. Ale później wpadł w złudzenia. Zatracił drogę. Złożył szaty i zwariował. Luang Pu Chah nie zezwalał mnichom na bawienie się z kasiną. Chociaż wciąż było paru mnichów używających słońca jako kasiny, mimo obiekcji Luang Pu Chah, generalnie nie akceptował on takich praktyk. Ponieważ znał odpowiednią drogę praktyki, starał się sprowadzić ich znów na odpowiednią ścieżkę. Wiedział, że większość mnichów używających kasiny wpada w pułapkę. Odchodzi od właściwej ścieżki. Podczas treningu umysłu, czasami napotykamy na olbrzymie trudności, wydaje się, że nie potrafimy sobie dać z nimi rady. To przeważnie zależy od zasobu naszych zasług, jeżeli jest on niewielki, to faktycznie możemy mieć trudności. Jakkolwiek się sprawy mają, musimy być cierpliwi i trzymać się ścieżki wyznaczonej nam przez Starszych, takich jak Luang Pu Mun i Luang Pu Chah. Ci wielcy mistrzowie i wielu innych przeszli tą drogą, wiodącą na końcu do poziomu arahata. Ścieżka ta bazuje na uspokojeniu serca, i użyciu go dalej do badania ciała; albo odwrotnie użyciu badania ciała, do uspokojenia serca.

Pewni mnisi idą wprost do obserwacji umysłu. Trzymają się tego i zupełnie nie zwracają uwagi na ciało. Obserwują tylko myśli i uczucia. Jeżeli rzeczywiście obserwujemy umysł z sati, myślenie musi się zatrzymać. Musimy być zdolni je zatrzymać. Jeżeli jesteśmy rzeczywiście skupieni na umyśle, myślenie musi się zatrzymać. Obserwując z nieumniejszającą się uwagą, skupieni na umyśle, widzimy pojawianie się i zanik myśli. W końcu ten proces się zatrzymuje.

To sati, która obserwuje umysł. Widzimy, że umysł to tylko umysł. Myślenie znika. Musimy podążać za tym doświadczeniem, podążać z wiedzą. Jeżeli próbujemy tego i myślenie się nie zatrzymuje, to znaczy że nasza sati jest słaba. Jeżeli będziemy próbować używać tej słabej sati do badań w ten sposób, prędzej czy później wyczerpiemy naszą energię. Odejdzie od nas cała nasza siła i zatracimy się w myśleniu. Jest tak wielu mnichów, którzy zetknęli się z tym problemem i doświadczyli go. Nie wkroczyli na ścieżkę zgodnie z zasadami w ich esencji.

Poprawna droga rozwoju umysłu w medytacji to nie danie się pochwycić w upodobania i awersje. A do tego celu Luanag Pu Chah rekomendował kontemplację ciała. To ważne, ponieważ jest to sposób na uspokojenie umysłu. Kiedy mówimy o skupieni się na oddechu, to oznacza bycie uważnym ciała w ciele. Umysł raz odnalazłszy spokój, staje się promienisty i świetlisty, i w naszej kontemplacji będziemy mogli oddzielić ciało od umysłu. "Poznawanie" i "Poznający" będą dominować naszą przytomność w tym miejscu. "Poznający" rozpozna każdą przeszkodę która powstaje w umyśle. Będzie także znał poziom świetlistości i promieniowania umysłu. To coś co możemy obserwować.

Gdy raz ten stan promieniującej przytomności pojawił się jasno w "umyśle, który wie", wtedy poznamy, że jesteśmy na właściwej ścieżce praktyki. Nasze własne doświadczenie potwierdzi to co mówili nam nauczyciele.

Ajahn Anan

Ścieżka sotapanny - 15



Sposób praktyki: idź przeciwko pragnieniom serca

Kiedy przebywałem z Luang Pu Chah, ucząc się od niego, wszystkie jego sposoby instruowania i treningu miały na celu usunięcie skalań, kierowanie się na przekór naszym zachciankom. To rzeczywiście ważny aspekt praktyki, nie podążanie za swymi pragnieniami. W przeszłości w Wat Nong Pah Pong, podczas sezonu deszczowego, czasami mnisi chcieli udać się do zaprzyjaźnionych klasztorów, ale czasami nikt nie chciał odejść. Zatem Luang Pu Chah sam musiał odsyłać na ten czas mnichów. Czasami im to pasowało, czasami nie. Pewni mnisi po byciu odesłanymi, wracali potem i mówili: "Och, dlaczego wysłał mnie w takie miejsce? To było straszne! Dlaczego skazał mnie na takie coś?"

Powinniśmy polegać na używaniu khanti, cierpliwej wytrwałości, jako fundacji naszej praktyki. Posiadając cierpliwą wytrwałość, rozważamy i dociekamy aż do czasu gdy potrafimy sobie poradzić z powstałymi negatywnymi uczuciami. To ważna cecha w treningu i praktyce, wraz z posiadaniem szacunku dla siebie wzajemnie. W sposobie nauczania i instrukcji, Luang Pu Chah często podkreślał wstrzemięźliwość i ochronę organów zmysłowych, czujność wolną od snu, umiarkowanie w jedzeniu, i zadowalanie się czterema rekwizytami. To fundacja praktyki. trzymajcie się jej.

Czy nasz progres będzie szybki czy wolny, to zależeć będzie od naszej duchowej dojrzałości i zgromadzonej zasługi. To nic pewnego! Jacyś medytujący mogą przyjść później, ale zrobić szybszy postęp. Jak to się dzieje? Czy ktoś odniesie sukces prędzej, czy później, to będzie zależało od poziomu parami. Ci którzy osiągają sukces prędzej, włożyli wiele wysiłku i uzyskali spore zasługi w poprzednich egzystencjach. Może ktoś miał wystarczające zasługi by zostać mnichem w czasach Buddy, ale tylko na tyle by uzyskać ordynację na starość co było za późno by mogli zobaczyć Dhammę. To naprawdę zależy od zgromadzonych zasług*. Pewni mnisi praktykują odkąd zostali nowicjuszami i nie osiągnęli żadnych rezultatów. Nawet będąc starcami, ciągle są bez rezultatów. 

Ajahn Anan

*Bez wątpienia, zasługi są ważne, ale wydaje się, że głównym powodem tego, że ktoś nie uzyskuje odpowiednich rezultatów, są jednak błędne poglądy, które z kolei odpowiadają za błędne praktykowanie Dhammy.

Ścieżka sotapanny - 14



Gdy umysł znajduje siłę

Przez moje pierwsze trzy sezony deszczowe, poziom spokoju umysłu systematycznie się podnosił. Z każdym końcem roku, byłem w stanie spojrzeć w tył i zauważyć, że poziom spokoju powiększył się. Mój umysł był swobodny, całkowicie wychłodzony, jakby miał klimatyzację. Tak chłodny i tak cudowny. To stopniowo się powiększało, rok za rokiem, i podczas mojego czwartego sezonu deszczowego umysł rzeczywiście był skupiony. Czułem chłód w ciele i umyśle, że czasami trząsłem się z zimna. Pewni ludzie, odwrotnie, odczuwają gorąco wraz ze spokojem. Myślę, że to zależy od naszych cielesnych uwarunkowań. Doświadczenie ciszy i spokoju, będzie się manifestowało zgodnie z tym, który element jest dominującym. Ale ten rodzaj spokoju ciągle może ulec osłabieniu, stać się podmiotem nietrwałości. Kiedy to się stanie, nie pozostaje nic innego jak ponowić wysiłek medytacyjny. Po ponownym uzyskaniu spokoju serca, praktyka zaczyna wyglądać coraz lepiej. Umysł ma więcej siły i medytacja staje się przyjemniejsza. Jednakże kiedy w pole wchodzą zmysłowe bodźce, jeżeli nie potrafimy kontemplować ich jasno, wtedy cierpienie staje się nie do zniesienia. Chociaż pragniemy pokonać te nastroje, nie potrafimy. Wątpliwości i niepewność wirują w naszym sercu. Chcemy powrócić na właściwą ścieżkę, odzyskać klarowność.

Luang Pu Chah podkreślał by się tym nie zamartwiać. Pozostawić wątpliwości same, są tylko przeszkodami. Kiedy nie ma spokoju, wszystko wygląda na bardzo nieuporządkowane. Pojawiają się wątpliwości, czujemy się, że zeszliśmy ze ścieżki i nie wiemy jak na nią wrócić. Zastanawiamy się, "Gdzie iść?" Ale każdy kierunek wydaje się ślepą uliczką. Wszędzie panuje ciemność i nie potrafimy się z niej wydostać. Jesteśmy sparaliżowani a w umyśle kłębią się myśli, nasze wątpliwości przygnębiają nas i nie chcą nas opuścić. I znów upodobania i awersja. Ale jeżeli po prostu będziemy kontynuować praktykę, progres musi nastąpić. Praktyka skieruje nas naprzód.

Później, kiedy dojdziemy do punktu, gdzie uzyskamy moc samadhi i efektywną moc badania, praktyka stanie się łatwą. Cokolwiek będziemy badali, spokój będzie obecny. Na tym etapie nie będziemy musieli mówić umysłowi co ma robić, będzie poznawał właściwą ścieżkę niejako automatycznie. Zatem, jak dojść na ten poziom, jak praktykować, co robić? Na początku musimy trzymać się fundamentów. Jeżeli jemy za dużo, to kilesa, jedna z podstawowych. Dalej, obserwowanie umysłu. Myślenie, mnożenie myśli w umyśle i niepokój, nie możemy tego zatrzymać, ot tak, natychmiast. Musimy stale ponawiać wysiłek i próbować uspokoić myśli. Będąc mnichami, badanie Dhammy jest naszym podstawowym obowiązkiem. Kesā (włosy głowy), lomā (włosy ciała), nakhā (paznokcie), dantā (zęby), taco (skóra): to pięć obiektów, które musimy badać i kontemplować. Luang Pu Chah zwykle nauczał sposobu porzucenia przywiązania do tego ciała, podczas ceremonii ordynacji nowych mnichów. Nie mówił o kontemplacji ciała zbyt wiele podczas swych zwykłych mów, ale wspominając swą własną praktykę, opowiadał jak wizualizował innych mnichów i nowicjuszy jako trupy i duchy, gdy szli razem na żebraczy obchód, czy też wizualizował swe ciało jako trupa.

Praca dociekania jest taka jak to. Jeżeli umysł jest cichy i spokojny, rozumiemy rzeczy z większą klarownością. Ale gdy spokój jest nieobecny, będziemy zalewani przez wątpliwości i niepewność. Musimy wtedy ponawiać nasze wysiłki, by krok po kroku rozwijać siłę umysłu.
Ajahn Anan

Ścieżka sotapanny - 13



Zmiana linii

W jakim miejscu jest nasze samadhi? Jeżeli pojawia się coraz większy spokój, prowadzi to do stanu, gdzie umysł jest rzeczywiście cichy i niewzruszony. Na tym etapie nie musimy pouczać umysłu, co robić. Ten cichy umysł będzie się wglądał prosto w to co powstaje i na jakimkolwiek mentalnym obiekcie się skupi, natychmiast będzie go widział jasno. Będziemy mieli wielką pewność przy takim poznawaniu.

Na tym etapie skupiamy cichy umysł na obiekcie na przykład włosach na głowie. Na tym poziomie patrzymy bezpośrednio na włosy na głowie i, "Bach!" będziemy widzieli jasno że nie są one nasze. Wiedza powstaje z wielką jasnością, widzimy, że umysł i ciało to dwie oddzielne rzeczy.

W tym miejscu serce szykuje się do przekroczenia świata, staje się gotrabhū-citta. Jeżeli przez nasze dociekania umysł dochodzi do tego stanu, dalsze jego trenowanie przychodzi łatwiej. To zależy od jego mocy, mocy umysłu.

Jeżeli będziemy kontynuować postęp, zobaczymy umysł z jeszcze większą klarownością, wtedy przemieści się on samoistnie na poziom niewzruszoności, bez żadnego wysiłku z naszej strony. Nie musimy przymuszać umysłu do dociekań. Będzie pracował sam z siebie, obserwując mentalne wizerunki, ich powstanie i zanik. Wizerunki ashuba pojawią się same. Jeżeli umysł jest cichy, to się stanie.

Nie musimy przymuszać umysłu do dociekania jakiegokolwiek aspektu Dhammy. Ten spokojny umysł będzie się naturalnie ukierunkowywał ku odpowiedniemu tematowi. Będzie to robił sam z siebie.

Na tym etapie pozostajemy po prostu czujni i baczni. Ale musimy rozpoznać, gdy mimo naszych wysiłków, stan spokoju nie powstaje. Możemy się nawet zbliżyć do mentalnego rozróżniania, choćby tematem miała być Dhamma. Jeżeli dociekaliśmy a mimo to nasze serca nie osiągnęły stanu skupienia i spokoju, to w większości wypadków z uwagi na zbyt ekscesywne myślenie o Dhammie. Musimy sobie z tego zdawać sprawę.

Jeżeli to myśli o Dhammie, możemy dać całonocną mowę Dhammy. Możemy głosić naszą "Dhammę" od wieczora, aż po świt. Niektórzy mnisi robią w ten sposób. Mogą mówić czy myśleć o Dhammie przez cztery, pięć, sześć godzin. Ale kiedy pojawiają się u nich problemy, zupełnie nie potrafią ich rozwiązać. Nie mogą skorygować swego myślenia, ponieważ ich pańńa nie jest głęboka. Tkwi ona tylko w pamięci, jest sposobem myślenia. Gdy pojawiają się negatywne emocje, nie radzą sobie z nimi i pojawia się cierpienie.

Zatem musimy zrobić krok w tył i zacząć kontrolować sytuację, sprowadzając umysł na obiekt medytacji jaki używamy, by go uspokoić. Czasami myślimy, że powinniśmy ograniczyć się do badania, ale czasami musimy oprzeć się na spokoju, który osiągamy przez praktykę samadhi. Ānāpānasati jest kamieniem węgielnym praktyki medytacyjnej. Możemy liczyć oddechy, razem z "buddho", albo prosto obserwować nasze oddychanie. Musimy używać tych metod, i zręcznych środków które przyniosą nam spokój i ciszę

Taki sposób praktyki był rekomendowany przez Kruba Ajahnów, i tak instruowali oni swych uczniów. Uczyli, że kiedy organy zmysłowe i umysł kontaktują się ze swymi odpowiednimi obiektami, powinniśmy zauważać to co powstaje. Powstałe myśli czy nastroje są czasami korzystne, czasami niekorzystne. Umysł chwyta się tych rzeczy jako będących "moimi" i "mną" ale Kruba Ajahnowie mówili nam: "Nie, to nie należy do ciebie, odrzuć taki rodzaj myślenia!" To myślenie, które jest związane z upadana, to kilesy. Chwytamy się naszych myśli i poczucia "ja" i to powoduje powstanie skalań.

Ale myślenie samo w sobie nie jest skalaniem - kiedy się go chwytamy, dopiero wtedy staje się skalaniem. To jak skóra owocu: jeżeli jej nie potrzebujemy czy nie możemy użyć, wyrzucamy ją. Jak ości ryby, jaki z nich pożytek? Jemy tylko mięso, resztę wyrzucamy. Kruba Ajahnowie nauczali, że te skalane myśli i emocje są czymś do wyrzucenia, czymś bez znaczenia. Ich nauki są całkowicie nakierowane na puszczenie takich myśli i emocji.
Ajahn Anan

Ścieżka sotapanny - 12



Gdy pojawia się spokój, badaj ciało

Czasami myślimy, "Och, dlaczego każdy wokół mnie wydaje się taki pewny i wolny od wątpliwości, a je jestem nimi przepełniony? To dlatego, że chcemy zobaczyć Dhammę za pomocą słuchania i studiowania, co jest formą mądrości, co powoduje, że oczekujemy pewnych efektów. Te stałe zmagania powodują powstanie niepokoju. Tak wiele chcemy osiągnąć.

Luang Pu Chah powiedziałby, że taką postawę trzeba odłożyć na bok. Pozostawić to samemu w tym punkcie. To jak ze szklanką wypełnioną wodą: jeżeli szklanka już jest pełna wody, woda zdatna do picia się w niej nie mieści, będzie się z niej wylewała. W ten sam sposób, jeżeli myślimy, że wszystko już wiemy, to Dhamma nie może wkroczyć w nasze serca.

Zatem pierwszą rzeczą jest zredukowania personalnych opinii. To rzeczywiście ważne w sposobie praktyki nauczanej przez Luang Pu Chah.

Styl Luang Pu Chah polegał na kierowaniu się przykładami i robieniu tak jak nauczał. Czasami mogliśmy być niedbali i myśleć o nim w sposób krytyczny, dopuszczając nasze poczucie ego do umysłu. Ale wraz z kontynuacją praktyki, przyznawaliśmy: "Kim jestem, by go krytykować? Nie mogę się z nim równać".
Może mieliśmy dobre samadhi. Tamtymi czasy moje samadhi było dobre, powstawała radość. Mój umysł był chłodny i swobodny, bez żadnych mentalnych zakłóceń. Wkraczanie w stany spokoju było rzeczywiście łatwe. Myślałem, nie ma potrzeby badać ciała, przejdę bezpośrednio na umysł. Bezpośrednio do Dhammy. I tak, poszedłem do Ajahn Chah. A on szybko wskazał mi: "Czy teraz jesteś spokojny?" A byłem wtedy nerwowy i trząsłem się, z uwagi na obecność nauczyciela. Spokój serca, który miałem, zniknął całkowicie i nie mogłem nawet się skupić. Byłem totalnie pogrążony w złudzeniu. I wtedy to złudzenie odpowiedziało, tak jestem spokojny. Ale wszystko to co robiłem to używałem uprzednio doświadczanego stanu jako podstawy do odpowiedzi. Ale Luang Pu Chah wiedział o tym, że jest to mowa pod wpływem złudzenia. Powiedział, żebym wracał do siebie i kontynuował ciągłą kontemplację ciała. To rzeczywiście utkwiło mi w pamięci. Kontynuować kontemplację ciała, dokładnie tutaj w tym fizycznym skupisku sankhar.

Ciągle jednak myślałem, "Hmm, dlaczego Luang Pu Chah upiera się bym kontemplował ciało, kiedy mój umysł jest tak spokojny? Wszystko czego mi trzeba, to zagłębić się w umyśle". Chciałem szybkiej drogi do nibbany. Ale później, te głębsze poziomy samadhi, których doświadczałem, zanikły.

I tak to idzie, w dół, w dół, w dół, aż do czasu, gdy nie dysponujemy żadnym samadhi. Musimy ponownie ustanowić samadhi w sercu.

A to rzeczywiście trudne. To prawdziwe zmaganie, krok za krokiem, centymetr po centymetrze. Kontemplując śmierć, spacerując po medytacyjnej ścieżce, siedząc w medytacji, trzymając jak najdłużej w umyśle obiekt medytacyjny. Powoli, lecz pewnie, sprawy się polepszają, krok za krokiem. Jest większa siła sati-pańńa niż uprzednio. Badanie ciała jako asubha, jako brudne, widząc ciało coraz bardziej jako nieatrakcyjne, serce doświadcza coraz większych poziomów pīti. Wraz z widzeniem nieatrakcyjności ciała, serce wchodzi w coraz większe szczęście. Czym bardziej widzimy ciało jako nieatrakcyjne, tym większy staje się nasz spokój.

Jeżeli w przeszłości widzieliśmy to ciało jako atrakcyjne, jego zewnętrzny przejaw jako piękny, wtedy serce nie było promieniste, było pogrążone w mroku i pokonane przez kilesy. Ale jeżeli widzimy nasze ciało jako coś co nie jest piękne, pięknym staje się nasze serce. Staje się jasnym i świetlistym, ponieważ widzi prawdę. Serce doświadcza prawdziwego spokoju, staje się ciche i niewzruszone. Badaj włosy na głowie, włosy na ciele, paznokcie, zęby, skórę. Kiedy niszczeją, możemy dostrzec je jako elementy. Po prostu elementy, ziemia, woda, ogień i powietrze. Odseparuj je od siebie i rozpoznaj jako anatta, wtedy serce stanie się spokojne.

Powtarzaj tą praktykę. Badaj je dokładnie i spróbuj zobaczyć je takimi jakimi są. Zrozum i poznaj jaka jest ich natura. Użyj wglądu. Gdzie jest ziemia? Gdzie jest woda? Gdzie jest ogień? Gdzie jest powietrze? Przyjrzyj się temu uważnie. Patrz od zewnątrz i wewnątrz, dookoła. Rozszczep, podziel i przeanalizuj je pod kontem bycia tylko elementami. Tu jest ziemia, tu jest woda, tu jest ogień, tu jest powietrze.

Dzisiaj skup się tylko na elemencie wody. Co jest elementem wody w twym ciele? Badaj tylko ten aspekt. Przeglądaj ciało i rozmyślaj w ten sposób. Woda to tylko woda, czyż nie? Czy wodę na zewnątrz traktujesz jako siebie? Zatem dlaczego woda wewnątrz tego ciała maiłaby być tobą? Jak to jest? Czy to rzeczywiście osoba? Kontempluj to głęboko i jasno. Ślina, flegma, ropa, krew, tłuszcz, mocz. Badaj je jedno za drugim, z bliska, uważnie ponawiaj wysiłek dociekań, aż zobaczysz całą masę cielesną jako anatta. Nasze serce stanie się swobodne, jakby zdjęto z niego ciężar, ponieważ zobaczyliśmy prawdę. Kontynuujemy badanie, obserwowanie ciała wciąż od nowa, aż poczujemy, że intensywność badania zmalała. Wtedy możemy wybrać jakiś inny element. Zmieniamy obiekt i zaczynamy od nowa.

Jedzenie, które spożywamy, to również elementy. W jaki sposób wpierają nas? Spójrz na to - ziemia wspiera ziemię, woda wodę, ogień wzmacnia ogień wiatr, wspiera wiatr. Badaj dokładnie tutaj tą masę elementów. Wciąż od nowa, aż do najdrobniejszych szczegółów. Rób to w celu uzyskania jasnej wizji i zrozumienia. A zrozumienie, że wszystkie cztery elementy powinny być widziane tak: "To nie moje, tym nie jestem, to nie moje ja" przychodzi wraz z ich badaniem.
Ajahn Anan

Ścieżka sotapanny - 11




Błędne uważanie się za sotapannę

Musimy się strzec. Czasami kiedy umysł jest świetlisty jasny, myślimy, że nasza wizja jest totalnie czysta. Możemy pomyśleć: " Hej, teraz jestem sotapanną! Obserwowałem umysł i jestem wolny od zmysłowego pożądania i myśli powstają tylko w minimalnym stopniu".

Są pewne centra medytacji, gdzie uczniowie idą do nauczyciela z pytaniami o ich medytację i nauczyciel wyraża aprobatę, mówiąc: "Umysł w tym stanie osiągnął poziom sakadāgāmina". Jest wiele takich miejsc.

Był pewien świecki, który praktykował w leśnej tradycji. Kiedy medytował, nie był w stanie osiągnąć żadnego spokoju. Zatem udał się do innego nauczyciela, który pouczył go, poinstruował i pokierował w praktyce. Z początku ten człowiek nie potrafił usiedzieć nawet godziny w medytacji, ale u tego drugiego nauczyciela mógł siedzieć sześć czy siedem godzin, może całą noc.

Po tym, ten świecki stał się zadowolony z rezultatów i skonsultował się z tym nauczycielem, który zdeklarował, że świecki zobaczył Dhammę. Od tej pory, myślał on o sobie jako o ariya-puggala. Nie mógł się powstrzymać chwalenia się tym. Gdziekolwiek się udał, głośno się wychwalał, że poznał i zobaczył Dhammę, że trwale usadowiła się ona w jego sercu. Ale to wszystko było zaledwie na poziomie sańńa.

Później za pomocą jednego z uczniów Ajahn Muna, ten świecki był w stanie skorygować swe poglądy i powrócić do uprzedniej pozycji. Z błędnym poglądem, że jest się ariya, trudno zrobić jakikolwiek postęp, trudno też się z tego wycofać. Lecz choć to trudne, pewni nauczyciele potrafią tego dokonać.

To dokładnie jest powód, dlaczego Luang Pu Chah nigdy nie odpowiadał na takie pytania i nie mówił: "Ten mnich jest na tym poziomie, ten mnich jest na tym poziomie". Nigdy nie mówił o poziomach jakie ktoś osiągnął. Nauczał o takich rzeczach z mądrością. Powiedziałby, że ten kto wie i widzi, wie i widzi dla siebie.

Czasami Luang Pu Chah uczył używając przykładów. Pewni mnisi mówili: "Ten mnich jest arahatem, jest taki a taki, jest wolny od seksualnego pożądania i niczego już nie chce". Poszli do Ajahn Chah spytać go o to. A on odpowiedział: "Jeżeli żaba siedzi w jednej dziurze przez wiele miesięcy, czy to czyni z niej arahata? Czy jest teraz arahatem?" Oto w jaki sposób odpowiadał, pozwalając nam kontemplować i rozumieć sprawę jaśniej.

Jest błędem uciekać się do konkluzji gdy podczas praktyki pojawiają się jakieś specjalne doświadczenia i nazywać je i interpretować jako osiągnięcie tego czy innego poziomu. W pewnych klasztorach jest wielu “sotāpannów” and "sakadāgāminów,” ale z czasem wszyscy oni wydają się znikać. Widzimy takie rzeczy w pewnych miejscach.

Ale w naszej linii Wat Nong Pah Pong, ci którzy odpowiednio praktykowali, nie będą opowiadać o poziomach osiągnięć, ponieważ ci co coś osiągnęli, wiedzą to dla siebie. Rozumieją rozliczne sposoby i metody praktyki. Luang Pu Chah podkreślał taką postawę.

Ajahn Anan

Ewagruisz o pokoju



Od świętego Dawida nauczyliśmy się i wiemy, czym jest „miejsce Boga": Miejsce jego przebywania - mówi — zostało założone w pokoju, a mieszkanie jego na Syjonie (Ps 76(75],3). Miejscem przebywania Boga jest więc dusza rozumna, zaś mieszkaniem umysł oświecony, wyrzekający się pożądliwości świata, potrafiący uważ­nie badać istotne cechy duszy.

Nie zobaczy umysł miejsca Boga w sobie samym, jeśli nie wzniesie się ponad wszystkie myśli [pozostające] przy rzeczach [zmysłowych]. Nie wzniesie się zaś po­nad nie, jeśli nie pozbędzie się namiętności, które wią­żą go z rzeczami zmysłowymi za pomocą wyobrażeń. A namiętności usuwa się przez cnoty, natomiast myśli w czystej postaci - przez duchową kontemplację; tę z ko­lei [usuwa się], gdy objawiło mu się owe światło, które odtwarza w czasie modlitwy „miejsce Boga".

Kiedy umysł, skoro wyzuł się ze starego człowieka, przyoblecze tego, który jest z łaski, wtedy ujrzy rów­nież swój stan w czasie modlitwy podobny do szafiro­wego bądź niebieskiego koloru, który Pismo nazywa „miejscem Boga" oglądanym przez starców na górze Synaj.

To „miejsce" nazywa ono także „widzeniem pokoju" (Ps 76[75],3). W nim widzi się w sobie ów pokój, któ­ry przewyższa wszelki umysł i strzeże naszych serc (Flp 4,7). W czystym bowiem sercu kształtuje się inne niebo, którego widzenie jest światłem i którego miej­sce jest duchowe, a w nim ogląda się, jakże cudownie, racje bytów. A również święci aniołowie gromadzą się u tych, którzy są godni. To widzenie zaciemniają jednak urazy, natomiast wybuch popędliwości gasi je całkowicie wskutek furii.

Stachura - Życie to nie teatr





Życie to jest teatr, mówisz ciągle, opowiadasz;
Maski coraz inne, coraz mylne się zakłada;
Wszystko to zabawa, wszystko to jest jedna gra
Przy otwartych i zamkniętych drzwiach.
To jest gra!

Życie to nie teatr, ja ci na to odpowiadam;
Życie to nie tylko kolorowa maskarada;
Życie jest straszniejsze i piękniejsze jeszcze jest;
Wszystko przy nim blednie, blednie nawet sama śmierć!
Ty i ja - teatry to są dwa!
Ty i ja!

Ty - ty prawdziwej nie uronisz łzy.
Ty najwyżej w górę wznosisz brwi.
Nawet kiedy źle ci jest, to nie jest źle.
Bo ty grasz!

Ja - duszę na ramieniu wiecznie mam.
Cały jestem zbudowany z ran.
Lecz kaleką nie ja jestem, tylko ty!

Dzisiaj bankiet u artystów, ty się tam wybierasz;
Gości będzie dużo, nieodstępna tyraliera;
Flirt i alkohole, może tańce będą też,
Drzwi otwarte zamkną potem się.
No i cześć!

Wpadnę tam na chwilę, zanim spuchnie atmosfera;
Wódki dwie wypiję, potem cicho się pozbieram;
Wyjdę na ulicę, przy fontannie zmoczę łeb;
Wyjdę na przestworza, przecudowny stworzę wiersz.
Ty i ja - teatry to są dwa.
Ty i ja!

Ty - ty prawdziwej nie uronisz łzy.
Ty najwyżej w górę wznosisz brwi.
I niezaraźliwy wcale jest twój śmiech.
Bo ty grasz!

Ja - duszę na ramieniu wiecznie mam.
Cały jestem zbudowany z ran.
Lecz gdy śmieję się, to w krąg się śmieje świat!

Edward Stachura

Underground

Co narusza raz ustalony szyk,
Zgrabnym słowem nazywać człowiek zwykł,
Co ucieka w bok lub wyłazi z ram,
O tym mówi się: to UNDERGROUND

Kto nie myśli jak pozostali w krąg,
Nie jest "z prądem" lub nie-daj-boże "pod"
Kto nie rzuca nut, barw, czy słów na wiatr,
Ten skazany jest na UNDERGROUND

Czasem myślisz, że może słowo to
Znaczy "metro", "piwnica" albo "schron"
Ale to jest błąd i wiesz dobrze sam,
Czym dla ludzi jest ten UNDERGROUND

Kiedyś Mozart mistrz, dziś Wysocki bard,
Każdy z nas paru takich ludzi zna,
Jeszcze słynny Sted, jeszcze Ezra Pound,
W życiu domem ich był UNDERGROUND

Człowiek chce jak ptak, człowiek szczęścia chce,
Wszyscy mówią to głośno, każdy wie,
O co chodzi tu, czyżby cały świat
Musiał zejść tam, gdzie jest UNDERGROUND?

Nieszkolony głos, mało znana twarz,
Repertuar „ambitny”, „nie dla mas”,
Podejrzany tekst, akustyczny sound,
Tak wygląda dziś nasz UNDERGROUND

Niby pływasz wciąż na powierzchni wód,
Niby chodzisz po ziemi mocą nóg,
Lecz najczęściej w tym wietrzysz jakiś kant,
Bo naprawdę toś jest UNDERGROUND

I pociesza mnie tylko głupia myśl,
Co niestety proroctwem może być,
Że gdy trafi świat atomowy szlag,
Ocaleje... no, kto? UNDERGROUND! 
 
Sławek Wolski

Charles Bukowski - Choroba

Charles Bukowski




owszem, romantyk ze mnie, przesadnie sentymentalny,
uprawiam coś w rodzaju kultu bohaterów
i nie będę się za to
kajał.
ale wielbię Hemingwaya
gdy u kresu wytrzymałości
wtyka sobie
lufę strzelby w drżące
usta;
i myślę,
jak Van Gogh odciął sobie kawałek ucha
dla kurwy
a potem wykończył się
w szczerym polu;
a znów Chatterton wypił truciznę
na szczury (nadzwyczaj bolesna śmierć
nawet dla
plagiatora);
Ezrę Pounda wleczono
zakurzonymi ulicami Włoch w klatce
a później zamknięto w
domu wariatów;
Celine'a okradali, wygwizdywali, dręczyli
Francuzi;
albo Fitzgerald: kiedy wreszcie przestał pić, zaraz
padł martwy;
Mozart skończył w zbiorowej mogile;
Beethoven ogłuchł;
Bierce znikł wśród meksykańskich pustkowi;
Hart Crane skoczył przez reling prosto w
śrubę napędową;
Tołstoj uznał Chrystusa i rozdał
majątek
biedakom;
T. Lautrec
z tym swoim niekształtnym ciałem
karła
i doskonale rozwiniętym
duchem
rysował wszystko, co
widział
i jeszcze dużo więcej;
D.H. Lawrence
umarł na gruźlicę
i sam sobie zbudował Statek Śmierci
pisząc swoje
ostatnie
wspaniale wiersze;
Li Po
swoje wiersze
podpalał
i puszczał z prądem
rzeki

Sherwood Anderson umarł
na zapalenie otrzewnej
połknąwszy
wykałaczkę
(na przyjęciu
pił
martini
kiedy nagle
wpadła mu w gardło oliwka
razem z wykałaczką);
Wilfred Owen zginął
na pierwszej Wielkiej Wojnie
próbując
ocalić świat dla Demokracji;
Sokrates z uśmiechem
wypił
cykutę;
Nietzsche oszalał;
De Quincey wciągnął się w opium;
Dostojewski stanął z zawiązanymi oczami przed
plutonem egzekucyjnym;
Hamsun zjadł kawałek własnego
ciała;
Harry Crosby i jego kurwa
popełnili samobójstwo
trzymając się za ręce
Czajkowski próbował
uciec przed własnym homoseksualizmem
żeniąc się z primadonną;
Henry Miller na starość
opętany był
młodymi
Azjatkami;
John Dos Passos z
zajadłego lewicowca
stał się ultrakonserwatywnym
republikaninem;
Aldous Huxley po
narkotykach miewał
wizje i
zgarniał
urojone bogactwa;
Brahms za młodu
pracował nad swoim ciałem
żeby było
potężne
bo uważał
że sam umysł
to nie
dość;
Villonowi zakazano wstępu do Paryża
nie za to, co myślał
tylko za to, że był
złodziejem;
Thomas Wolfe uważał, że nie może
wrócić do domu
póki nie
zdobędzie
sławy;
albo Faulkner:
kiedy rano odbierał pocztę
oglądał kopertę pod
światło
i jeżeli nie widział
czeku
to ją
wyrzucał;
William Burroughs
zastrzelił
własną
żonę
(nie trafił w
jabłko
na jej
głowie);
Norman Mailer swoją
dźgnął nożem; obeszło
się bez jabłka;
Salinger nie wierzył
że dla świata warto
pisać;

Jean Julius Christian Sibelius
dumny i piękny Człowiek
kompozytor potężnej muzyki
po czterdziestych urodzinach
ukrył się i odtąd
rzadko go
widywano;
nikt nie wie na pewno
kim był
Szekspir;
życie nocne zabiło Trumana
Capote;
Allen Ginsberg
poszedł w profesor;
William Saroyan ożenił się 2 razy
z tą samą kobietą
(ale wtedy już i tak
zmierzał
donikąd);
z Johna Fante nóż
chirurga odkrawał
plasterki
na moich
oczach;
Robinson Jeffers
(najnudniejszy z poetów)
pisał
błagalne listy do wpływowych osobistości.

oczywiście można by tak dalej
wyliczać
mógłbym mnożyć
przykłady
lecz nawet ja
(chociaż romantyk)
pomału zaczynam się
męczyć.

ale wszyscy ci ludzie
- dawniej i teraz – tworzyli i tworzą
nowe światy dla
reszty z nas
mimo ognia i mimo lodu
mimo
wrogości rządów
mimo wrodzonej nieufności mas
tylko po to, żeby umierać
pojedynczo
i zazwyczaj
w osamotnieniu.
należy ich podziwiać
za odwagę
za cały ten trud
za to, co w nich najlepsze i
najgorsze.
niezła banda!
to z nich bije światło!
to z nich bije radość!

wszystko to są
bohaterowie
za których możesz dziękować losowi
i podziwiać ich z daleka
budząc się co rano
ze swoich zwyczajnych snów.


przekład Michał Kłobukowski

Zimowy wichrze, wiej


(Piosenka z Jak wam się podoba)
Zimowy wichrze, wiej
W gęstwinie mrocznych kniej
Tchem zimnym niby śmierć:
Nie kąsa tak twój ząb,
Nie mrozi tak twój ziąb
Jak podłość ludzkich serc.

Hej-ho, wszyscy społem zasiądźmy więc kołem,
Bo przyjaźń pozorem, a miłość mozołem.
Śpiewajmy, hej-ho, z jasnym czołem
O życiu, o życiu wesołem.

Pochmurne niebo, pruj
Piorunem szałas mój
Lub śniegiem na mnie prósz:
Nie chłoszcze tak twój bat,
Nie rani tak twój grad
Jak pustka ludzkich dusz.

Hej-ho, wszyscy społem zasiądźmy więc kołem,
Bo przyjaźń pozorem, a miłość mozołem.
Śpiewajmy, hej-ho, z jasnym czołem
O życiu, o życiu wesołem.

William Szekspir
przełożył Stanisław Barańczak

John Keats - O śmierci



Czyż śmierć jest snem - gdy życie jest jak sen,
Którego każda scena to widziadło
Ulatujące sprzed oczu, a cień
Nieprzeniknionej śmierci pada grozą nagłą?
Dziwne, że błądząc ziemską ścieżką snu,
Wśród klęsk i nieszczęść ostrych jak kamienie,
Nie śmiemy myśleć, chociaż brak już tchu,
Że ten cień, który kresem jest - to przebudzenie


przeł. Juliusz Żuławski

Ścieżka sotapanny - 10



Sakkayaditthi

Luang Pu Chah powiedziałby, że sakkayaditthi jest jak opróżniona kula i nasze serca są w niej zawarte. Ta kula nie jest jednorodna, wewnątrz niej znajduje się wiele poziomów. Kiedy badamy Dhammę, pojawia się jasność i czystość. Ale jak tylko moc naszej uważności i wglądu osłabia się, opanowują nas przeszkody i ogarnia nas ciemność. Upādāna powraca z całą siłą. Choć, jeżeli dociekamy ponownie, jasność powraca. Kiedy wglądamy się w jasność serca, nie jest to jeszcze pełna i wszechogarniająca jasność. Jest ona ciągle częściowa, prawdopodobnie to tylko mały promień światła we wnętrzu serca, chwilowo się pojawiający. Ale musimy się go trzymać, podążać tą ścieżką, która oczyszcza nasze serca.

Kiedy badamy, praktykujemy i myślimy w ten sposób, takie dociekanie zacznie przynosić pewne rezultaty, i krok za krokiem umysł stopniowo będzie się stawał coraz jaśniejszy. Kawałek po kawałku. Nie jest całkowicie jasny, ponieważ moc naszego samadhi nie jest pełna, zatem krok za krokiem trwamy w wysiłku praktyki. Z czasem umysł doświadczy radiacji i jasności, z jakimi do tej pory nigdy się nie zetknął. Ciemność i przeszkody powstałe z kontaktu z zewnętrznymi rzeczami zmniejszą się. Wszelkie zewnętrzne bodźce odpadną i pozostaniemy z wewnętrznym doświadczeniem umysłu. Skupiwszy się w stanie spokoju i dociekając prawdę, umysł jest zdolny do zniszczenia kiles.

To ścieżka czyniąca umysł spokojnym. Nie należy zapominać o badaniu ciała. Ajahn Chah podkreślał wagę tej praktyki. Kiedy umysł osiągnął stan spokoju, badajcie ciało z tego poziomu spokoju na jakim jesteście. Róbcie w ten sposób. Badajcie wszystkie sankhary tego fizycznego ciała pod kątem anicca, dukkha, anatta, stale trzymajcie się tej praktyki. Badajcie właśnie w taki sposób. Luang Pu Chah zainicjował tą fundację praktyki i podkreślał jej wagę. Wszyscy mamy wielką wiarę i respekt dla Luang Pu Chah, pewność, że był ona arahatem. A jakiej ścieżki nauczał? Właśnie tej. Pouczał nas byśmy nią szli.

Rezultaty jakie osiągniemy będą zależeć od kumulacji naszych zasług; czy nasz postęp będzie szybki czy wolny, to zależy od naszej paramī. To coś, czego w rzeczywistości nie możemy kontrolować. To jak zasadzenie drzewa: podlewamy je, użyźniamy glebę i chronimy przed insektami. To nasza odpowiedzialność. Owoce, które się pojawią, to odpowiedzialność drzewa. Kiedy odpowiedni czas nadejdzie, drzewo wyda kwiaty czy owoce. Luang Pu Chah mówił w ten sposób bardzo często.

Musimy strzec się przed pędem i chęciom osiągnięcia szybkich rezultatów, pragnienia zobaczenia Dhammy już teraz, osiągnięcia tego szybko. To normalne u większości medytujących, ale musimy zrobić wszystko by uniknąć takiej niecierpliwości.

Na początku, ja także pragnąłem szybkich rezultatów. Chciałem wiedzieć w jaki sposób praktykować, bym mógł osiągnąć szybkie rezultaty. Luang Pu Cah nigdy nie mówił o szybszej drodze niż ta. Mówił by iść tą ścieżką, i obserwować serce z uważnością. Obserwuj swe uczucia, właśnie w tym miejscu, porzuć myśli upodobania i awersji. Jak to zrobić? Nie stawaj się radosnym, nie smuć się. Rób tylko tyle.

Jeżeli mamy upodobania i awersje, co mamy z tym zrobić? Oto gdzie leży w rzeczywistości praktyka. Jeżeli powstają upodobania i awersje, i im ulegamy, wtedy musimy wrócić do książek, które wyjaśniają ten sposób praktyki. Musimy słuchać mów Dhammy czy rozmawiać o Dhammie z naszymi kolegami w świętym życiu, aby znaleźć jakieś nowe sposoby i środki na radzenie sobie z tymi problemami.

Ale to rzeczy są tylko naszymi zewnętrznymi schronieniami, ponieważ wciąż jeszcze nie widzimy jasno jak kontemplować, by uleczyć się z mentalnej ciemności i skalanych emocji. Skalania są rzeczywiście uparte. To jak posiadanie szklanki wypełnionej wodą, ale o zanieczyszczonych krawędziach. Na początku woda jest czysta i widzimy dno szklanki, ale później staje się pokryta brudem. W ten sam sposób, jeżeli nie rozwijamy pańńa, bród i ciemność nieczystych emocji opanuje umysł, otaczając nas.

Kiedy byłem z moim Kruba Ajahnem, słuchaliśmy mowy Dhammy tylko raz na dwa tygodnie. Przez chwilę po takiej mowie, serce było świetliste, ale po dziesięciu dniach wszystkie skalania i ciemność powracały. To jakbyśmy nawet nie widzieli ścieżki, tak wszystko wydaje się pogrążone w mroku.

Zatem co robimy gdy nie widzimy ścieżki? Możemy czuć, że czasami widzimy ją jasno, ale później stopniowo ta wizja zanika, ponieważ wciąż jesteśmy słabi. Zależymy od słuchania Dhammy, co zachęca nas i stymuluje naszą praktykę, aż do czasu kiedy sami zrozumiemy esencję Dhammy i będziemy niezależni od innych. Musimy przylgnąć do praktyki którą wybraliśmy i całkowicie się jej poświęcić. Sporo dociekać, pracować dokładnie w tym miejscu - dokładnie w miejscu gdzie powstają upodobania i awersja.

Pewni ludzie mówią, że odnajdują praktykę samadhi bardzo trudną. Musimy wejrzeć w metodę praktyki, którą używamy. Może powinniśmy kontemplować ciało czy używać refleksji nad zwłokami. Musimy obserwować umysł. Obserwować powstawanie i zanik rozlicznych emocji. Patrzeć na nasze uczucia z sati. Musimy mieć sati pilnującą umysł. To punkt, na którym koniecznie musimy się skupić aby oczyścić naszą wizję.
Ajahn Anan

Ścieżka sotapanny - 9


Pamięć czy bezpośredni wgląd?

Czasami pańńa może powstać przez zaledwie słuchanie Dhammy. To zrozumienie może być głęboką penetracją, aż do punktu przejrzenia przez wszystkie konwencje i doświadczania wglądu w wyzwolenie. Jeżeli mamy dość zasługi i siły umysłu, takie zrozumienie może u nas powstać. Ale później ciągle musimy praktykować, kontynuując ponowne sprowadzanie umysłu do ciszy. Z tego nie możemy zrezygnować.

Musimy użyć mocy sati, by utrzymać umysł skupionym na różnych aspektach namarupa. Jednakże, jeśli będziemy zbyt spięci, może spowodować to pojawienie się stresu i agitacji. Będzie to odczuwane jakby nasza sati została rozproszona i umysł nie mógł się skupić osiągając spokoju. Zatem musimy się zrelaksować nieco i powrócić do obecnego momentu.

Czasami przeceniamy siebie i myślimy, że rozwinęliśmy pańńa wystarczająco i że już widzimy z jasnością. Ale to tylko widzenie namarupa z wglądem, który został nam objaśniony, zatem w rzeczywistości to tylko nasza percepcja. Jest to tylko nasza pamięć. "Nama jest jak to, rupa jest jak to". Choć myślimy, że to prawdziwa vipassana, mylimy się. Podobnie jak dziecko, musimy się wpierw tego nauczyć. Później, kiedy będziemy dysponować niewzruszonością i spokojem samadhi, będzie to wystarczające do pojawienia się pańńa, za pomocą medytacji. Po raz pierwszy zobaczymy jasno serce.

Może doświadczymy zarówno rupa jak i nama ze zrozumieniem, że "to rzeczywiście nie jest moje". Ale to tylko początkowy krok; siła samadhi jest ciągle nieduża. Wgląd powstaje jak przebłysk i po chwili znika. Po takim doświadczeniu jest tak jakbyśmy to totalnie zapomnieli. Ponieważ siła samadhi nie jest jeszcze odpowiednia do jasnego zobaczenia, wgląd i jasność nie powstają i pańńa powstała z naszej vipassaany ciągle będzie niestabilna i zamglona. Tą chwilową jasność możemy sklasyfikować jako pańńa, ale bazuje ona na naszej pamięci i refleksji nad Dhammą. Bierzemy te nauki, badamy je i kontemplujemy i doświadczamy pewnego poziomu zrozumienia. W ten sposób pańńa rozwija umysł, który zaczyna się skupiać w samadhi.

Gdy tak rozwijamy moc naszego samadhi, wraz z jej wzrostem, pojawia się znów zrozumienie. To już prawdziwa pańńa, pańńa pochodząca z medytacji.*

W tej metodzie pańńa rozwija samadhi, na początku ciągle jesteśmy na poziomie myślenia, aktywności vitakka i vicāra. Wpierw polegamy na tej funkcji myślenia i z tego miejsca, pojawiają się różne poziomy samadhi.

Jeżeli nasze parami nie jest głębokie, jasność zrozumienia, które osiągnęliśmy z naszej praktyki ulegnie zaćmieniu, i jeżeli nie usłyszymy Dhammy, zaniknie całkowicie. Ale jeżeli usłyszymy Dhammę, wtedy znów pojawi się ta jasność. To pańńa wspomagana przez słuchanie Dhammy.

Jeżeli rozważymy i przemyślimy te nauki na poziomie percepcji, nasza jasność się zwiększy i nasze umysły znajdą więcej spokoju bezruchu. Jaka to niewzruszoność? Jest ona tylko czasowa, jest w tym jasność, ale to doświadczenie jest nietrwałe. Nie można go utrzymać i z czasem znika. Jeżeli ponownie badamy Dhammę, to doświadczenie ponownie się pojawi. Jednak takie doświadczenie, wspierane samym myśleniem, nie równa się dalszym poziomom pańńa. Wraz z takim dociekaniem, nasze samadhi będzie się wzmacniać. Przez nasze wgłębianie się intelektualne w Dhammę, pojawia się spokój którego natura nie jest trwała. Nie pozostaje na długo i często przegrywa z różnymi nastrojami i stanami emocjonalnymi, które opanowują umysł.
*Ajahn Anan daje mowę Dhammy na żywo, w takiej sytuacji mnisi leśnej tradycji rzadko troszczą się o odpowiedni dobór słów, co daje wrażenie, ze to co mówią jest niezgodne z Dhammą. Bardzo ważne jest zatem być obdarzony pewną wyrozumiałością i mimo to wierzyć, że mnich który spędził większość swego życia w lesie, może nas czegoś nauczyć. W tym konkretnym wypadku, jeżeli pańńa jest zrozumieniem ariya, to jest prawdziwą tak czy tak, niezależnie w jaki sposób została osiągnięta. Jeżeli jednak mówimy o puthujjanie, to jakkolwiek mało odbiegałyby jego poglądy od Dhammy, jego zrozumienie nie jest pańńą, nie jest to bezpośrednia wiedza o Czterech Szlachetnych Prawdach.

Ścieżka sotapanny - 8



Sposób praktyki co nigdy nie jest błędny.

Posiadając wstrzemięźliwość i używając ostrożności odnośnie oka, ucha, nosa, języka, ciała, i umysłu: Luang Pu Chah podkreślał, że to sposób praktyki który nigdy nie jest błędny. To ścieżka która doprowadzi nas do widzenia Dhammy. Musimy mieć sati, by dociekać w tym miejscu i obserwować powstałe uczucia. Nie pozwolić sobie na wędrowanie umysłu, ale obserwować doświadczenie dokładnie teraz - Luang Pu Chah wskazywał na to bardzo jasno. Pewnego dnia praktykowałem chodzoną medytację, wieczorową porą i zastanawiałem się: "Jaki jest rzeczywiście właściwy sposób praktyki? Naprawdę chcę znać jasno tą ścieżkę praktyki, tak że będę zdolny do podążania nią z pełnym wysiłkiem, uważnie i z mądrością".

Wkrótce potem Luang Por Chah dał mowę Dhammy, wyjaśniającą sposób praktyki, który nigdy nie jest błędny. Mówił o ochranianiu i wstrzemięźliwości odnośnie sześciu indriya: oka widzącego formy, ucha słyszanego dźwięki, nosa wąchającego zapachy, języka doświadczającego smaków i umysłu doświadczającego mentalnych obiektów. Metoda by nie dać się pochwycić w upodobanie i awersję jest drogą środkową. To bezpośrednia ścieżka która doprowadzi nas do zrozumienia Dhammy. Praktykujcie w ten sposób. Czasami, podczas praktyki, nasze umysły nie mają odpowiedniej siły. Doświadczamy tylko niewielkiego spokoju i wciąż mamy rozliczne wątpliwości. Ale musimy kontynuować utrzymywanie wysiłku na tej ścieżce, dzięki któremu w przeszłości zaznaliśmy spokoju umysłu, używając metod które okazały się dla nas skuteczne. Możemy używać kontemplacji śmierci, obserwować oddech, wykonywać praktykę ashuba, uprawiać rekolekcję Buddy, czy rozwijać metta i brahmavihary. To jest to czego potrzebujemy. Podążajmy za jakąkolwiek z tych praktyk, w której czujemy się silni i które przynosi rezultaty.

Rzeczy w których nie jesteśmy mocni, czasami je także musimy robić. Przypuśćmy, że znajdujemy upodobanie w formie. Cóż, co mamy w takim wypadku robić? Musimy dążyć do bezpośredniej konfrontacji i skontrować te odczucie za pomocą opozycyjnego uczucia. Zobaczyć formę jako ashuba. Utrzymywać uważność percepcji ashuba cały czas. jeżeli ta uważność jest nieprzerwana, będzie strażnikiem serca, chroniącym je przed popadnięciem w upodobanie formy.

Zachowywanie naszego ciała w dobrym stanie jest rzeczywiście ważne - musimy stale obserwować nasze serca. Luang Pu Chah często to podkreślał, że ten kto pilnuje swego serca, ucieknie z pułapki Mary.

Zatem jak zobaczyć Dhammę? Powiedziałby: "Nie musimy robić wiele. Jest to jak sprawienie by ludzie weszli do tej sali: gdy raz odkryjemy technikę ścigającą ich tutaj, sami będą przychodzić".

Mówił by robić co tylko się da aby skupić umysł na ciele. Kiedy to osiągniesz, umysł sam zobaczy: jak to jest, na zewnątrz i wewnątrz. Zatem znajdźcie metodę utrzymywania sati właśnie teraz w tym miejscu, albo prosto obserwujecie wdech i wydech. Dokładnie tutaj jest ścieżka która doprowadzi cię do zrozumienia i zobaczenia Dhammy. Idź nią, praktykuj w ten sposób - trenuj sila, trenuj samadhi, trenuj pańńa. Dokładnie tutaj, oto jak jasno to zobaczymy.

Ajahn Anan

Ścieżka sotapanny - 7



Stopniowe dostrzeganie prawdy

W planie minimum, musimy przynajmniej praktykować sila, czynić zasługi i rozwijać korzystne cechy i zawsze pamiętać o tym, że ta okazja jaką teraz mamy jako ludzie jest tak cenna i rzadka. Już pojawiwszy się w tym życiu mieliśmy całkiem sporo zasług, że uzyskaliśmy tą ludzką formę. Jest ona doskonałym wehikułem do rozwoju medytacji, zdolnym by pomóc poznać i zobaczyć Dhammę. Jeżeli już zobaczyliśmy Dhammę - to jest zobaczyliśmy nietrwałość, cierpienie i nie-ja, to znaczy, że widzimy nibbanę. Widzimy pustkę i wiemy, że jest ona rzeczywista.

W przeszłości braliśmy tą formę za siebie - to było atta ale kiedy widzimy ciało jako anatta, widzimy że wszystkie sankhary są nietrwałe, cierpieniem i anatta, doświadczamy tym samym pustki. Z wglądem w nietrwałość zrealizujemy, że wszystko w świecie jest esencjonalnie puste. Nie ma żadnego trwałego bytu, tylko połączenie sankhar, powstałych współzależnie ... wszystko to anatta. Cały wszechświat jest totalnie pusty od "ja".

Jeżeli nasza kontemplacja doprowadzi nas do punktu, gdzie będziemy mieć wgląd w tą pustkę, to na tym poziomie zrozumiemy prawdziwą naturę egzystencji.

Chociaż czasami będzie pojawiało się szczęście i cierpienie, będzie przy tym obecna nasza uważność - sati. Pani Visakhā doświadczyła tego stanu (bycia sotapanną) jak też zrozumiała nietrwałą naturę wszystkich sankhar, ale nie zrealizowała tego w pełni. Upadana choć widziana i rozpoznawana, zalegała u niej jeszcze na poziomie pre-refleksyjnym. Wciąż było tam jakieś emocjonalne zaangażowanie w ciało, jak i w nama. Ale co toporniejsze skazy zostały porzucone. Gniew, złudzenie i formy upodobania i chciwość na toporniejszym poziomie zostały znacznie zmniejszone. Ale na bardziej subtelnym poziomie, kilesa nie zostały jeszcze całkowicie porzucone, ciągle były obecne. W takim wypadku musimy kontynuować praktykę, stale wglądać się w nietrwałość, cierpienie i nie-ja, aż do czasu gdy porzucimy te kilesy całkowicie. Musimy wysilać się by rozwinąć nasze samadhi i badać anicca, dukkha, anatta aż do finałowego poziomu, by porzucić wszystkie kilesy raz na zawsze. Gdy toporniejsze kilesy zostały porzucone, z zakończeniem tego życia, jesteśmy zabezpieczeni przed odrodzinami w niższych światach, strasznymi stanami piekła czy świata zwierząt. Nie upadniemy. Możemy się tylko odrodzić jako ludzie bądź w niebiańskich światach. To stan gdzie toporniejsze kilesy zostały porzucone, ale wciąż upadana nie zostało całkowicie wstrzymane. Musimy kontynuować zmagania. Czasami doświadczamy wzniosłych stanów, czasami odczuwamy przygnębienie, po prostu spójrzcie na to jako coś naturalnego, co się wydarza. Kiedy urodziliśmy się jako ludzie i zetknęliśmy się z buddhasāsana, jesteśmy wystarczająco szczęśliwi by mieć te nauki, które prowadzą nas poza samsaryczny krąg narodzin i śmierci. Podążając tą ścieżką Dhammy wraz z pojawieniem się percepcji nietrwałości, doprowadzi nas to do nibbany. Musimy stale rozwijać dobroć, szczodrobliwość, moralność, koncentrację i zrozumienie, do czasu aż poznamy Dhammę, zobaczymy Dhammę i zrozumiemy Dhammę całkowicie.
Ajahn Anan

Ścieżka sotapanny - 6




Spokojne serce odkrywa prawdę

Budda odkrył prawdę; rozpoznał, że to co uwarzmy za rzeczywistość jest złudzeniem. Jest puste. Powstaje, trwa i zanika. Taka jest natura wszystkich uwarunkowanych rzeczy. Ten wgląd w nietrwałość przyniósł mu wyzwolenie. Trwając w błogości wyzwolenia, czuł, że prawdopodobnie będzie niemożliwe by inni podążyli jego ścieżką i posmakowali owoców praktyki. A skoro nie ma nic bardziej subtelnego niż nibbana, pomyślał że łatwiej będzie pozostawić sprawy samym sobie ciesząc się spokojem.

Jednak pewien Brahma przekonał go by nauczał prawdy innych. Wpierw Budda pomyślał o swoich dawnych nauczycielach, Udace Ramaputtcie i Alara Kalamie, jednak obaj wtedy już nie żyli. Wtedy pomyślał o pięciu ascetach, którzy pomagali mu w jego ascetycznych wysiłkach. Rozpoznał, że są oni zdolni do zobaczenia Dhammy. Czcigodny Ańńa Kondańńa był pierwszym u którego pojawiło się oko Dhammy, za nim podążyła reszta grupy. Byli zdolni do zrealizowania nibbany, ponieważ zobaczyli, że namarupa a także vińńana powstała na jej bazie, są nietrwałe, cierpieniem i nie-ja, że wszystkie te fenomeny są bez posiadacza.

Jeżeli rozwinęliśmy samadhi i używamy jego mocy do dociekań, krok za krokiem będziemy zdolni zobaczyć, zobaczyć, że ciało nie jest ani piękne ani atrakcyjne. To tylko elementy. Widzieliście liść? Wyobraźcie sobie jakiś. Rodzi się jako zielony, staje się coraz większy. Dalej starzeje się, blednie i w końcu opada na ziemię. Cała zieleń odeszła, teraz jest brązowy. Ten brązowy liść stopniowo ulega dekompozycji. W końcu wraca do ziemi. Nasze ciało jest takie samo jak ten liść; jak to drzewo, kora i rdzeń drzewa. Są one wszystkie nietrwale - i kiedy opuszcza je życiowa siła, rozpadają się i zanikają. Na końcu, czy to włosy na głowie, włosy ciała, paznokcie, zęby, skóra, wszystko to podąża swym naturalnym biegiem zmiany. Kolory ulegają zmianie i bledną. Tak samo z kośćmi, z białych stają się brązowe. W końcu powracają do elementu ziemi, do tego czym pierwotnie były.

Dalej percepcja "kości" i "ciała" zanika i tylko element ziemi pozostaje. Wszystkie te sankhary, zależne od odpowiednich warunków, powstają, trwają przez jakiś czas po czym zanikają. Jeżeli serce jest spokojne, pogrążone w samadhi, gdy dociekamy naturę rzeczy, będziemy zdolni do jej jasnego spenetrowania. Możemy puścić konwencje, "osoby", "mnie - innych". Ale gdy serce nie ma tego samadhi, wtedy będziemy widzieli w terminach "mnie" i jaźni.

Zatem musimy rozwinąć moc samadhi. Badać ciało od strony elementów, dzieląc je na cztery części. Jak rzeźnik tnący krowę na cztery części. Kawałek po kawałku badać jego elementy. Element ziemi to wszystkie twarde części ciała. Części wody mają charakter roztworu. Element powietrza to oddech, miejsca które są gorące to element ognia.

Wszystkie cztery elementy razem tworzą ciało, lecz na końcu ulega ono rozpadowi i dezintegruje się, nie można w nich znaleźć żadnego "ja", czy osoby.

Zatem skąd pochodzi te poczucie, że to ciało jest "nasze"? Pochodzi ono z samego umysłu, umysłu pogrążonego w ignorancji, chwytającej się wszystkiego. Pytamy siebie, "Jak to możliwe, by to ciało nie było moje? Te powstałe bolesne uczucia, czuję je tu i tam. Jeżeli będę siedział tu dłużej, zaczną mnie boleć nogi. Zatem jak to może być, że ciało nie jest moje?"

Cóż, jeżeli te uczucia są nasze i nazwaliśmy je naszymi, zanim tu przyszliśmy siedzieć, czy rzeczywiście je mamy? Oczywiście, że nie. Nie mamy tego bólu ani dyskomfortu. Pojawiają się one i zanikają zgodnie z warunkami. Nie mają właściciela.

Możemy spytać, czy te uczucia są umysłem? Lub jego częścią? Widzimy, że są po prostu czymś co powstało. Nie są tu cały czas. Umysł pozostaje, ale uczucie, po powstaniu, trwa jakiś czas i zanika. To natura vedana khandha.

A jednak nasze umysły przywiązują się do tych uczuć i dają się przez nie wciągnąć w cierpienie. Nie mamy wystarczającej siły, nasza uważność jest słaba. Zatem musimy praktykować. Musimy osiągnąć poziom gdzie sati i samadhi są stałe. Musimy medytować i praktykować aż do czasu gdy nasze serca się uspokoją. Aż staną się ciche. Wtedy możemy zagłębić się w dociekaniu.

Czasami serce jest ciche, czasami nie, ale to normalne. Musimy trwać w naszej praktyce, zmóc wysiłek by rozwinąć medytację.
Ajahn Anan

Ścieżka sotapanny - 5



Nasze ciało powróci do elementów

Kiedy wysilamy się medytując, umysł skupia się w ciszy. To samadhi. Używamy go do dociekań nad tym skupiskiem sankhar: rupa i nama. Na początek patrzymy bezpośrednio na rupa: od włosów na głowie, na ciele, paznokci, zębów, skóry do całej tej masy cielesnej. Jaka jest tego prawdziwa esencja?

Esencja ciała pochodzi od elementów. Pokarm który wspiera ciało to element ziemi. Widzimy to na przykładzie drzew. Drzewo absorbuje minerały i wilgoć z ziemi. Dzięki stałemu dostarczaniu pokarmu, ciało utrzymuje się przy życiu. Jednak jeżeli błędnie zrozumiemy ten naturalny proces i zaczniemy uważać to zbiorowisko elementów za "mnie" czy "moje", zbłądzimy w rozpoznaniu, że na końcu to skupisko rozpadnie się, zacznie się degenerować i ulegnie dekompozycji. Różne rodzaje bakterii zaczną je zjadać, ciało zmieni kolor, aż te cztery elementy powrócą do swych macierzy, podążając swym naturalnym kursem. Element ziemi powróci do ziemi, woda do wody, ogień do ognia, i wiatr do wiatru. Wszystkie uwarunkowane czynniki składające się na tą formę dojdą do swego końca. Zatem jeżeli widzimy, że ciało czeka taki koniec, gdzie w tym jest "ja"? W przeszłości braliśmy te ciało za siebie, ale teraz gdzie jest ten byt? Gdzie są wszystkie "moje" rzeczy? Nasi rodzice, których nazywaliśmy "matką" i "ojcem", kiedy już zatrzymał się oddech, gdzie "oni" odeszli? Skupisko elementów rozpadło się, ziemia powróciła do ziemi, woda do wody, ogień do ognia i powietrze do powietrza.

Ta prawda jest taka jak to. Ale jeżeli podążamy za wszystkimi światowymi konwencjami, mamy tam dalej "siebie" i "jego" i "ich". Wciąż są "krewni", "bracia", "siostry", "mężowie", "żony", "matki i ojcowie", "synowie i córki". Naprawdę te rzeczy istnieją, ale są wszystkie konwencjami. I jeżeli serce nie potrafi dojrzeć prawdy, weźmie te konwencje jako do rzeczywiste - jako aktualne i istniejące same w sobie.
Ajahn Anan

Dekonstrukcja podwalin cywilizacji

Czy możemy w takim razie powiedzieć, że ideolodzy politycznej poprawności starają się stworzyć „nowego człowieka”?



Tak, poprzez dekonstrukcję podwalin naszej cywilizacji. Zmiana słów, treści pojęć, prowadzi w konsekwencji do zmiany ontologii. „Język jest domem bytu – powiada Martin Heidegger. Jeżeli nie możemy mówić, że istnieje natura ludzka, wspólna nam wszystkim, to uderzamy w pytanie, kim jest człowiek. Co proponują ideolodzy politycznej poprawności? Nie musimy odpowiadać na to pytanie, człowiek to istota zmienna, płynna, o której nic stałego nie możemy powiedzieć, możemy ciągle konstruować i dekonstruować. To jest kuszące – młody człowiek słyszy, że może być, kim chce. Dziś jesteś kobietą, a jutro możesz być mężczyzną. W taki sposób, bazując na zwykłej ludzkiej ciekawości, oni kupują człowieka, przekonują go do siebie oferując mu coś rzekomo dobrego i wspaniałego. My chrześcijanie, znamy już skądś te słowa. Kiedyś brzmiały one: „będziecie jako bogowie”. Próbują zwolnić człowieka z odpowiedzi na najważniejsze pytania, które go dotyczą. Nie szukając swojej tożsamości i nie odpowiadając na pytanie, kim jestem, traci się tożsamość i korzenie, na których można się ugruntować. Kiedy tego nie ma, można z takim człowiekiem zrobić, co się chce. Osoba, która wie, kim jest, skąd pochodzi, jakie są jej zadania, nie da się skusić na byle co.



Jest to zatem jeszcze groźniejszy „nowy człowiek” od sowieckiego „nowego człowieka”. W modelu komunistycznym konkretną ideologię, która przejawiała się również w kulturze, sztuce i obyczajach, wpajano ludziom do głów. Wizja zgodna z polityczną poprawnością wydaje się być bardziej niebezpieczna, gdyż kompletnie niszczy tożsamość człowieka, który staje się tak plastyczny, że można z nim zrobić wszystko.



Tak, to taki ideologiczny New Age, który pozwala człowiekowi brać co tylko mu się podoba skąd chce. Co do porównania obecnej ideologii z komunistyczną, to ta druga była wyraźnie określona – tam człowiek, który się zreflektował, wiedział gdzie jest dobro a gdzie zło. Tutaj jest to zakamuflowane i podawane z różnych stron, w mediach, szkole itp. Człowiekowi, który nie ma silnej tożsamości, trudno jest wychwycić podstęp. To największe niebezpieczeństwo – trudność w oddzieleniu dobra od zła. Tak jak przy grzechu pierworodnym zło jest podawane pod pozorem dobra, ubrane w ładne szaty. Przy pierwszym kuszeniu szatan podpowiadał – Bóg coś przed wami ukrywa, jeśli weźmiecie owoc to coś dobrego was spotka. I na to ludzie dają się łapać od początku istnienia świata.

Wyjaśniać odrodziny ?



Co próbuje się robić przez wyjaśnianie odrodzin? To świadomie zorganizowane życie jest jak domowy ogród w nieskończonej dżungli, kraniec której jest jak śmierć. Wyjaśniać śmierć i odrodziny to jak próbować wyjaśniać dżunglę w terminach domu i ogrodu. Lub inaczej, dom jest zbudowany z cegieł i dachówek wykonanych z gliny, i z belek zrobionych z leśnych drzew. Wyjaśnianie odrodzin jest jak próbowanie wyjaśniania gliny i drzew w terminach znajomych cegieł i wyrzeźbionych belek.

Nanamoli Thera

Aleksander Wat - Tu nie istnieje przestrzeń ni wola

Jeżeli wyraz "istnieje" ma mieć sens jakikolwiek,
to odnieść się winien do czegoś, do czego można powracać.
Tymczasem powrotu nie ma. Wszystko jest jednorazowe
i zanim "istnieć" zaczęło, już i przestało "istnieć"
(uwaga: "zaczęło" "przestało" są bezzasadne na równi),
a alternacja "jest" i "nie jest" nie jest następstwem w czasie,
dzieje się poza czasem - o ile "dzieje się"
wolno tu zastosować.
Przeto wróćmy znów do esencji. Z nią bo jesteśmy pewniejsi.
Ją bo sami tworzymy. Ona nie jest zależna
ani od tego czy "jest", ani od tego czy "nie jest".

Jak dobrze powracać do dawnych wzgardzonych pojęć!
(Nb. Potoczny jest sens tego "wróćmy".
Tak na przykład wrócił
Odys do Penelopy, do niej która zna sekret:
że trzeba tkać i pruć. I znowu tkać i pruć.)

*
Tu nie istnieje przestrzeń ni wola
tu jest tylko nie-czas, bez-wola
nie-nic i bez-rzecz - miraż i kamień -
Anty energia w próżni omamień.

Tu jest tylko tautologicznie
nigdy i zawsze i bez-ustawicznie.
Nic nie powstało, nic nie niszczeje.
Nic się nie stanie, nic się nie dzieje.

Tu ja nie jestem ja ani nie-ja
nigdy tu nie pozostanie nadzieja
nie ma tu ruchu ani spoczynku
nie ma odejścia, nie ma ratunku

tu jest tylko bez chęć i bez-sens
tu jest tylko bez głos i bez-deń.
Nie ma wyroku. Nie ma oskarżeń.
Oko nie widzi. Ręka nie karze.

Aleksander Wat