Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nil. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nil. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 maja 2014

Sami dobrowolnie się degradujemy


Dlaczegóż zatem degradujemy niebiańskie postę­powanie do postępowania ziemskiego, obciążając je przyziemnymi trudami? Dlaczego ubieramy się w gnój, my, którzy kiedyś byliśmy wychowywani w purpurze, jak o niektórych mówił z płaczem Jeremiasz? Kiedy zażywamy spokoju, trwając przy pięknych i gorliwych myślach, jesteśmy wychowywani w purpurze, ale kiedy porzucając ten stan zajmujemy się ziemskimi sprawa­mi, ubieramy się w gnój.


Za: Nil z Ancyry, Pisma ascetyczne, przekład, wstęp i opracowanie: Leon Nieścior OMI, seria: źródła ascetyczne t. 46, starożytność t. 31, Tyniec- Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2008

piątek, 9 maja 2014

Jak nogi unoszą ciało, tak umysł - myśli


   Komu więc uwierzy i jakże nie będzie wzgardzony ten, kto ciągle zajmuje się takimi potrzebami i nigdy nie powstał do prawego życia, dlatego że nie wyprostował goleni, aby podnieść się na nich z ziemi? Jak golenie, dzięki zdolności do zginania się, na początku przyjmują na siebie cały ciężar ciała, a kiedy skurczą się trochę do ziemi, sprawiają, że ono zaraz podnosi się do góry, tak i umysł mający zdolność rozeznawania spraw natu­ry, zniżywszy się do potrzeb ciała, znów szybko wznosi lotną myśl ku temu, co w górze, żadnej ziemskiej skazy nie zabierając ze sobą.

Za: Nil z Ancyry, Pisma ascetyczne, przekład, wstęp i opracowanie: Leon Nieścior OMI, seria: źródła ascetyczne t. 46, starożytność t. 31, Tyniec- Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2008

czwartek, 8 maja 2014

Jak pogryzionego przez żmiję trwoży nawet rzemień leżący na ziemi ...


Jak pogryzionego przez żmiję trwoży nawet rzemień leżący na ziemi, zgięty w koło, dlatego że strach wpływa na sposób patrzenia i wzbudza podejrzenie, i podsuwa taką myśl na skutek przeżytego doświadczenia, tak i jego [Dawida], po popełnieniu grzechu, napawało lękiem nawet nie zakazane korzystanie z rzeczy pożądanych. Bał się, czy w tym nie kryje się może jakiś podstęp wroga, aby skłonić do grzechu, który podsuwa jako przynętę dla omamienia rzeczy dozwolone i knuje, żeby nakłonić do czegoś zakazanego, jak kiedyś przez spojrzenie na kobietę wprowadził w zasadzkę, skłaniając do niedozwolonego cudzołóstwa. Ukazał to wtedy, gdy pragnąc wody w Betlejem w czasie wojny nie zgodził się napić, gdy ją przyniesiono. Zgadzając się nie pić pomimo pragnienia pokazał wstrzemięźliwość, gdyż sądził, że jeśli nie powstrzyma śmiałości żądzy, to otworzy jej prostą drogę do wszelkiej przyjemności.


Za: NIL Z ANCYRY, PERISTERIA. Traktat dla mnicha Agatiusza; Wstęp, przekład z języka greckiego, opracowanie Leon Nieścior OMI, POZNAŃ 2003, UNIWERSYTET IM. ADAMA MICKIEWICZA • WYDZIAŁ TEOLOGICZNY. PISMA OJCÓW KOŚCIOŁA W POLSKIM TŁUMACZENIU, TOM XXX 

środa, 7 maja 2014

Niedoświadczeni nie mogą być mistrzami


   Uważam za obrzydliwy, i to doprawdy obrzydliwy powód, dla jakiego jesteśmy wyśmiewani, [zresztą] słusznie, przez wszystkich. Ktoś zaledwie przystąpił do życia monastycznego i nauczył się jedynie praktyk ascetycznych, jak się modlić i jak zachowywać post, a natychmiast występuje jako nauczyciel w tych rze­czach, których się nie nauczył. Ciągnie za sobą szereg uczniów, gdy sam wymaga pouczenia, i [postępuje tak] tym bardziej, im łatwiejsze wydało mu się to zadanie. Nie zdaje sobie sprawy z tego, że z wszystkich trudów najtrudniejsza jest troska o dusze, które najpierw trze­ba oczyścić z dawnej skazy, a następnie doprowadzić do tego, żeby utrwaliły się w ich pamięci lekcje na temat cnoty. Lecz jak poprawi obyczaje swoich podwładnych ten, kto nie wyobraża sobie nic poza cielesną ascezą? Jak zmieni tych, których opanował zły nawyk? Jak po­może tym, których napastują namiętności, ten, kto zu­pełnie niczego nie wie o duchowej walce? Jak będzie leczył rany otrzymane na wojnie on, który sam leży ran­ny i wymaga opatrunku?

Za: Nil z Ancyry, Pisma ascetyczne, przekład, wstęp i opracowanie: Leon Nieścior OMI, seria: źródła ascetyczne t. 46, starożytność t. 31, Tyniec- Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2008

wtorek, 6 maja 2014

Filozofia wymaga ubóstwa


    Niech nikt nie sprzeciwia się temu, co zostało po­wiedziane, lecz albo niech poprawia się ze zła popeł­nionego wskutek wielkiej niedbałości, która przynosi ujmę [naszemu] imieniu, albo niech wyprze się swego imienia. Jeśli poleca się [nam] uprawiać filozofię, to bo­gactwo jest zbyteczne dla filozofii, która zobowiązuje do wyobcowania się nawet ze swego ciała dla zdobycia czystości duszy. Jeśli z kolei niektórym bardzo zależy na zdobywaniu dóbr i zażywaniu rozkoszy w życiu, to dlaczego słowem wyrażają szacunek dla filozofii, nato­miast czynem wyznają, że są jej obcy, i wykonują dzie­ła sprzeczne ze swoim przyrzeczeniem, honorując się [przy tym] zaszczytnymi tytułami?

Za: Nil z Ancyry, Pisma ascetyczne, przekład, wstęp i opracowanie: Leon Nieścior OMI, seria: źródła ascetyczne t. 46, starożytność t. 31, Tyniec- Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2008

poniedziałek, 5 maja 2014

Dobra materialne kością niezgody


  Jest wielką przeszkodą dla tych, którzy dążą do cnoty, przywiązanie do rzeczy światowych, które czę­sto prowadzi do zguby zarówno duszę, jak i ciało. Cóż zgubiło Izraelitę Nabota? Czyż to winnica, której mu zazdroszczono, nie stała się dla niego przyczyną śmier­ci, pobudzając do zbrodni jego sąsiada Achaba? Co sprawiło, że ponad dwa plemiona [Izraelitów] pozostało poza Ziemią Obiecaną? Czyż nie obfitość bydła? Co oddaliło też Lota od Abrahama? Czyż nie wielka liczeb­ność stada, która powodowała ciągłe spory pomiędzy pasterzami, aż w końcu podzieliła ich między sobą? Jeśli więc własność pobudza zawistnych ludzi do za­bijania tych, którzy ją posiadają, a posiadaczy odwodzi od rzeczy szlachetniejszych, dzieli rodziny, a z przyja­ciół czyni wrogów, nie ma nic wspólnego z życiem przy­szłym, a ciału nie przynosi żadnego większego pożytku, to dlaczego odstępujemy od służby Bożej i zwracamy się całkowicie ku marności?

Za: Nil z Ancyry, Pisma ascetyczne, przekład, wstęp i opracowanie: Leon Nieścior OMI, seria: źródła ascetyczne t. 46, starożytność t. 31, Tyniec- Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2008 

niedziela, 4 maja 2014

Zgorszenie dawane innym


  Dlaczego więc my, umiłowani, wyrzekłszy się życia, jak sądzimy, z miłości do cnoty i odrzuciwszy światowe żądze, i przyrzekłszy podążać za Chrystusem, znowu dajemy się rozproszyć zgiełkiem życia i na [własne] nieszczęście odbudowujemy to, co wcześniej słusznie zostało zburzone? Dlaczego uczestniczymy w złych za­miarach tych, którzy postępują nie tak jak należy, roz­budzając popędy u słabszych poprzez [własne] starania o rzeczy próżne, i prowadzimy prostaczków na drogę chciwości?

    Pan zalecił, aby troszczyć się, a nie drażnić [lu­dzi] chwiejnych, i mieć na uwadze pożytek bliźniego zamiast tego, co nam się podoba, tak abyśmy sami nie idąc za bezwiednymi popędami uniknęli zgorszenia wielu prostszych ludzi, stając się dla nich pretekstem do pożądania rzeczy ziemskich. Dlaczego wysoko ce­nimy sobie rzeczy materialne, którymi nauczono nas gardzić, będąc przywiązani do bogactw i majętności i rozpraszając umysł przez liczne i bezużyteczne troski? Staranie o te rzeczy odciąga nas od pilniejszych zajęć i sprawia, że zaniedbujemy dobro duszy. Prowadzi do wielkiej otchłani tych, którzy podziwiają wspaniałości tego świata i uważają za najwyższe szczęście zażywanie bogactwa, gdy widzą, jak ci, którzy przyrzekają upra­wiać filozofię i chlubią się, że zapanowali nad przyjem­nościami, [w rzeczywistości] starają się o nie więcej od nich. Nic w tak nieunikniony sposób nie prowadzi do kary, jak dążenie, aby wielu stało się naśladowcami na­szych złych czynów. Zguba uczniów ściąga karę na na­uczyciela. Wiemy, że potępienie [grozi tym], którzy nie odrzucili [takiego] naśladowania jako rzeczy haniebnej, gdy mają do czynienia z nauczycielem złych czynów, a tymczasem [ludzie] roztropni, osądzając takie naucza­nie jako naganne, odeszli, zdobywszy się na rozum.

Za: Nil z Ancyry, Pisma ascetyczne, przekład, wstęp i opracowanie: Leon Nieścior OMI, seria: źródła ascetyczne t. 46, starożytność t. 31, Tyniec- Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2008

sobota, 3 maja 2014

Nie sieją ani żną i nie zbierają do spichlerzy ...


Odstąpienie od pierwotnej gorliwości

   Lecz owo doskonałe postępowanie i niebiańskie życie, niczym obraz, który powoli traci na pięknie wsku­tek niedbałości tych, którzy przy okazji go poprawiają, przeszło w skrajne niepodobieństwo i zupełnie odstąpi­ło od pierwotnego modelu. Ci, którzy zostali ukrzyżo­wani dla świata i wyrzekli się życia, i zaparli się swego ludzkiego jestestwa, i walczyli o to, aby dostąpić natury istot bezcielesnych, zachowując podobnie do nich stan beznamiętności, cofnęli się do tyłu, do zajęć świato­wych i do [szukania] nagannych korzyści, naruszając doskonałość [swoich poprzedników], którzy żyli szla­chetnie, i sprawiając przez swoje własne niedbalstwo, że należy przeklinać tych, których można byłoby chwa­lić i sławić za cnotę. Trzymamy rączkę pługa, dbając o godną powierzchowność, nie nadajemy się jednak do królestwa niebieskiego, oglądając się wstecz i z wielką usilnością chwytając się tego, o czym winniśmy zapo­mnieć. Już nie zabiega się u nas o życie nie wymagające wydatków i kłopotów, ani nie uznaje się wyciszonego życia [jako lekarstwa] na obmycie dawnej skazy, nato­miast ceni się zamęt [różnych] spraw, który przynosi bezużyteczną troskę, biorąc pod uwagę prawdziwy cel, a ubieganie się o rzeczy materialne zajęło miejsce zba­wiennych pouczeń.

Materializm życia

   Pan uwolnił nas całkowicie od troski o to, co ziem­skie, i kazał szukać jedynie królestwa niebieskiego. My [jednak], jakby usiłując podążać przeciwną drogą, nie zwracamy na to uwagi, odwracając się od przyka­zań Pańskich i Jego troski [o nas], i pokładamy nadzieję we [własnych] rękach. Pan powiada: Przypatrzcie się ptakom podniebnym: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichlerzy, a Ojciec wasz niebieski je żywi. I znowu: Przypatrzcie się liliom polnym, jak rosną: nie pracują ani przędą. On też zabronił nam nosić trzos, torbę po­dróżną i laskę, a nakazał trzymać się jedynej i niekła­manej obietnicy, której udzielił Apostołom posyłając ich na pracę dla dobra innych ludzi, kiedy powiedział: Wart jest bowiem robotnik swej strawy wiedząc że obietni­ca ta, co do zatroszczenia się o rzeczy nam konieczne, pewniejsza jest niż nasza zapobiegliwość.

  Ale my nie rezygnujemy z tego, aby zdobyć tyle ziemi, ile można, gromadzimy stada owiec i woły robo­cze, godne podziwu ze względu na wygląd i wielkość, i wypasione osły, aby owce dostarczały obficie wełny na [stosowne] potrzeby, a woły, stanowiąc pomoc przy uprawie roli, dostarczały nam pożywienia, a sobie i pozostałym zwierzętom - paszy, zaś juczne zwierzę­ta, uzupełniając towarami z innych regionów to, czego brakuje w naszych stronach, wzbogacały przyprawami niezbędną żywność, czyniąc nasze życie coraz bardziej przyjemne. Lecz i spośród rzemiosła wybieramy prace wygodniejsze i które w ogóle nie pozostawiają nam czasu na pamiętanie o Bogu, lecz same wymagają każ­dej wolnej chwili. Zdajemy się oskarżać o nieporadność Tego, kto sprawuje nad nami opiekę, czy też siebie za pierwszą profesję [Te protera homologia: chodzi o formalne zobowiązanie mnicha, przez jakiś rodzaj przyrzeczenia, do życia według obranego przez siebie stanu, czyli stosownie do rad ewangelicznych], a jeśli nawet nie przyznajemy się do tego w słowach, to karcimy siebie w czynach. Mamy upodobanie w życiu świeckich, kiedy zabiegamy o te same rzeczy, co oni, i może bardziej [od nich] oddajemy się fizycznym trudom, tak iż w następstwie pobożność uchodzi dla wielu za środek do zysku i sądzą oni, że to dawniej spokojne i szczęśliwe życie nie ma na celu niczego innego, jak tylko to, aby przez pozór pobożności uciec od żmudnej służby. Zdobywając swobodę używa­nia, bez skrupułów zwracamy swe pragnienia ku temu, co nam się podoba, z wielkim bezwstydem chełpimy się przed ludźmi prostymi, a zdarza się, że nawet - wyżej postawionymi. Sądzimy, jakoby życie cnotliwe mogło być dla nas pretekstem do tyranii, a nie pokory i łagod­ności.

Mnisi stają się przedmiotem wzgardy

   I dlatego nawet przez tych, którzy powinni nas sza­nować, jesteśmy postrzegani jako bezużyteczny motłoch i wyśmiewani przez ludzi okazyjnie zebranych i pospo­litych nie mniej niż ci, którzy tłoczą się na rynkach. Nie mając [w sobie], jak by należało, niczego nadzwyczaj­nego w porównaniu z innymi, chcemy, żeby nas rozpo­znawano nie po sposobie postępowania, ale po ubiorze. Rezygnujemy z trudów cnoty, a bez opamiętania pożą­damy z nimi związanej sławy, pokazując zamiast daw­nej prawdy jej cień.

Za: Nil z Ancyry, Pisma ascetyczne, przekład, wstęp i opracowanie: Leon Nieścior OMI, seria: źródła ascetyczne t. 46, starożytność t. 31, Tyniec- Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2008

piątek, 2 maja 2014

Habit nie wyraża już ducha


Niejeden, nałożywszy dzisiaj ten okazały habit, ale nie obmywszy się z brudu duszy ani nie zatarłszy w swoim umyśle odciśniętych śladów dawnych grze­chów, ale może będąc jeszcze bardziej zepsuty przez ich wyobrażenia i nie kształtując swoich obyczajów, tak aby sprostać wymogom profesji, i nie znając, jaki jest cel filozofii według Boga, faryzejsko podnosi brwi, ma duże wyobrażenie o samym [swoim] zewnętrznym wyglą­dzie, niczym o osiągniętej cnocie, i krąży nosząc broń, którą posługiwania się nie nauczył; przez zewnętrzny ubiór deklaruje [posiadana] wiedzę, której nie spróbo­wał nawet brzegiem warg. Jest skałą podwodną zamiast portu, grobem pobielanym zamiast świątyni, wilkiem zamiast owcy, na zgubę tych, którzy dadzą się zwieść pozorem.

Za: Nil z Ancyry, Pisma ascetyczne, przekład, wstęp i opracowanie: Leon Nieścior OMI, seria: źródła ascetyczne t. 46, starożytność t. 31, Tyniec- Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2008 

czwartek, 1 maja 2014

Chrystus mistrzem filozofii

   On pierwszy wytyczył swoim życiem drogę do ta­kiej [filozofii], pokazując nieskazitelny sposób postępo­wania; zawsze stawał w duszy ponad namiętnościami ciała, a w końcu wzgardził nawet i nią, kiedy zbawienie ludzi, zaplanowane przez Niego w ekonomii, wymagało poniesienia śmierci. Pouczył przez to, że ten, kto po­stanawia uprawiać właściwą filozofię, powinien wyrzec się wszelkich przyjemności życia, natomiast trudzić się i całkowicie panować nad namiętnościami, gardząc ciałem; [nie powinien] też przywiązywać wagi do życia, ale nawet być gotowym je stracić, gdyby trzeba było je oddać na dowód cnoty.

Apostolska droga

   Taki właśnie sposób życia przyjęli i naśladowali święci Apostołowie. Gdy zostali powołani, wyrzekli się świata, mając za nic ojczyznę, naród i majętność. Wnet weszli w surowy i pełen trudu tryb życia, przechodząc przez wszelkie trudności, w utrapieniu, w ucisku wypędzani, ogołoceni, cierpiący niedostatek nawet rzeczy koniecznych; na koniec odważnie stawili czoła śmierci, naśladując wiernie we wszystkim Mistrza i po­zostawiając przez swoje życie wzór najwspanialszego postępowania.

Mnisi następcami Apostołów

  Lecz potem chrześcijanie, którzy powinni w swoim życiu odtworzyć taki wzór, bądź to nie chcieli, bądź nie mieli sił do naśladowania takiego wzoru. Tymczasem nieliczni zdołali przezwyciężyć światowe troski i uciec od zamętu [panującego] w miastach, i tak oddalając się od zgiełku, umiłować monastyczne życie. To oni jedy­nie odtworzyli ideał apostolskiej cnoty, przedkładając ubóstwo nad posiadanie ze względu na to, by się nie rozpraszać. Ceniąc bardziej pokarm naprędce przy­gotowany od [pokarmu] wyszukanego, aby zapobiec buntowi namiętności, zaspokajali fizyczną potrzebę [jedzenia] znalezionym pod ręką pożywieniem. Gardząc szatami i miękkimi i uczynionymi ponad potrzebę, jako wymysłem ludzkiego zbytku, korzystali z proste­go i niewyszukanego ubrania, ze względu na fizyczną konieczność, odrzucając [jednak] wygodnictwo. Uwa­żali za rzecz niezgodną z duchem filozofii, aby porzu­cić troskę o sprawy niebieskie, a zajmować się tym, co jest przyziemne i pozostawione na pastwę zwierząt; nie znali świata, będąc wolni od ludzkich namiętności. Nie było pośród nich takich, co by się bogacili kosztem in­nych, ani takich, co by tracili; nie było sądzącego ani sądzonego.

Idealny obraz pierwszych mnichów

  Każdy miał za nieprzekupnego sędziego swoje własne sumienie; nie zdarzyło się, żeby jeden obfitował w bogactwa, a drugi doznawał niedostatku, jeden umie­rał z głodu, a drugi pękał z sytości, ponieważ niedosta­tek potrzebujących zaspokajała szczodrość zamożnych. Panowała równość i równouprawnienie, ponieważ nie­równość została usunięta przez dobrowolne wejście wyżej postawionych we wspólnotę z niżej stojącymi; czy raczej nawet nie było równości, gdyż zabiegi tych, którzy starali się bardziej uniżyć, sprawiały wtedy nierówność, jak teraz sprawia to samo szaleństwo rywalizujących o to, aby zdobyć więcej sławy. Zazdrość została odda­lona, zawiść odsunięta, próżność przepędzona, pycha zniesiona, wszystkie powody do kłótni zostały usunięte. Niektórzy byli martwi i niepodatni na co gwałtowniej­sze namiętności, nie doznając nawet we śnie wyobrażeń z nimi związanych, dzięki temu że na samym począt­ku odrzucili ich wspomnienie. Przez codzienną ascezę i wytrwałość doszli do takiego stanu i stali się, mówiąc po prostu, lampami świecącymi w ciemności, gwiazda­mi nie błądzącymi na firmamencie, które rozjaśniają ciemną noc życia i pokazują wszystkim dzięki temu, że sami są wolni od wzburzenia, łatwe wejście do portu, aby bez doznania straty uniknąć uderzeń namiętności.


Za: Nil z Ancyry, Pisma ascetyczne, przekład, wstęp i opracowanie: Leon Nieścior OMI, seria: źródła ascetyczne t. 46, starożytność t. 31, Tyniec- Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2008 

środa, 30 kwietnia 2014

Recepta Nila na chorobę namiętności


Nil ma właściwie jedną receptę na chorobę namięt­ności. Należy usunąć samą ich przyczynę, którą są często czynniki zewnętrzne budzące w nas określone afekty. To prawda, że bez naszego przyzwolenia nie zadomowią się w naszym wnętrzu, jednak pozostaje również prawdą, że bez zewnętrznej stymulacji słabną z czasem czy nawet zanikają. Należy odsunąć się od tych rzeczy, które utrwalają w nas jakąś złą skłonność. Gdy zatrzyma się w górze nurt rzeki, strumień spły­nie i będzie można zobaczyć piasek na dnie. Podobnie człowiek nabiera czystości umysłu pozwalającej poznać siebie, gdy odcina źródło zewnętrznych wrażeń przy­swajanych przez zmysły. Kto chce mieć czyste ser­ce, powinien jakby zakratować okno swego serca, aby postawić zmysłom zaporę myśli. W trosce o czystość mnisi mają unikać zbędnego przebywania z ludźmi i wychodzenia ze swego klasztoru. Nil proponuje ideał pewnej klauzury przeznaczonej zarówno dla początku­jących, jak i zaawansowanych w ascezie, bo w jednych utrwala nawyk, drugich prowadzi do dalszego postę­pu. Stawia sprawę radykalnie: bez koniecznej potrze­by nie należy patrzeć na kobiety. Nie da się, obracając się w świecie i doznając różnych wrażeń zmysłowych, nie ulec jakiemuś skażeniu, choć często się tego nie za­uważa. Do obrazów widzianych w dzień powróci się niechybnie, gdy umysł znajdzie się w stanie spoczyn­ku. Intensywne życie towarzyskie pozostawia w umy­śle mnicha wiele ran za sprawą zmysłów. Ponadto istnieje fundamentalna racja religijna dla koniecznej rezerwy względem świata. Jest trudne lub w ogóle niemożliwe to, żeby w środku ludzkiej społeczności prze­bywać z Bogiem bez rozproszenia. Trzeba przebywać wewnątrz, a nie na zewnątrz, jak Mojżesz czy Jozue, którzy odsunęli się od zgiełku obozu i zamieszkali w swoim namiocie. Najbardziej miarodajny przykład dał Pan Jezus, który często oddalał się od tłumu i prze­bywał samotnie na modlitwie. Dystansując się do ludzi należy tym bardziej zdystansować się do rzeczy materialnych. Jak w zapasach obnażenie ciała utrudnia przeciwnikowi jego uchwycenie, tak ogołocenie z dóbr materialnych i trosk o nie utrudnia zrodzenie się na­miętności. Wielcy prorocy rezygnowali z mienia, aby nie ulegać zbędnemu rozproszeniu. Podobnie prakty­kowanie skromnej diety stawia tamę obżarstwu i innym żądzom. Rozsądek wymaga, aby unikać niepotrzebnych walk. Kto czegoś z rzeczy zewnętrznych nie poznał, nie będzie o nie czy z nimi się zmagał, gdyż pamięć nie dostarcza ich wspomnień. Lekkomyślnością jest wystawiać się na przykład na podnietę rozkoszy, boga­ctwa, sławy, smutku czy lepszych pokarmów. Mnich z Ancyry proponuje ideał hezychazmu, wyciszenia, któ­re stanowi metodyczny sposób, najprostszą i najkrótszą drogę do uświęcenia się [Słowo „hesychia”  w czasach Ewagriusza z Pontu i Nila z Ancyry zdaje się nie określać jeszcze szczególnego nurtu w duchowości mo­nastycznej. Oznacza stan skupienia, kontemplacji, właściwy odosob­nionemu życiu. Hausherr wyodrębnia cztery elementy właściwe temu stanowi: odejście od świata zewnętrznego (fuge), milczenie (tace), we­wnętrzny pokój (quiesce) i czujność w pracy nad sobą (nepsis) (I. HAUSHERR, L’hesychasme. Etude de spiritualite, OCP 22 (1956), s. 18-40, 247-285). Z czasem słowo to stało się terminem technicznym okre­ślającym pewien nurt duchowości monastycznej, kładącej akcent na modlitwę nieustanną. Rozróżnia się trzy etapy hezychazmu: synajski, związany z klasztorem św. Katarzyny, założonym w 527 r., atonicki, związany z górą Atos w Bizancjum, przypadający na XIII-XIV w., oraz neohezychazm, powstały w Rosji w XV w, przejmujący tradycję bi­zantyjską]. Ta droga jest bezpieczna, bo odbywana w dzień, w przeciwieństwie do drogi w noc­nym mroku, która symbolizuje skłonność do narażania się na namiętności. Jeśli ktoś nie ma kontaktu z rze­czami szkodliwymi, to nie przyjmuje ich umysł i nie przyswaja ich wyobraźnia, i nie rodzą się namiętności, a w zamian za to istnieje wewnątrz głęboka cisza i po­kój. Najskuteczniej siłę namiętności rozbraja się nie przez bezpośrednią konfrontację z ich niebezpieczeń­stwem, ale właśnie przez unikanie go. To swoisty po­wrót do raju, w którym żadna materia zewnętrzna nie wzniecała namiętności. Taktyczna walka polega na unikaniu bezpośredniej konfrontacji. Jakaś konfronta­cja jest nieunikniona, bo w samej naszej naturze drze­mią różne popędy, którym trzeba stawić czoła. Chodzi wszakże o to, by nie prowokować ich przez dostarcze­nie materii zewnętrznej. Nie prowokowane z zewnątrz, są słabe i z czasem ucichną. Myśl Nila streszcza się krótkiej zasadzie: odciąć złu drogę dostępu do siebie.

  Ważny jest również moment, w którym człowiek zamyka drogę złu. Nil wielokrotnie wskazuje na to, że trzeba to uczynić jak najwcześniej. Nie wolno da­wać dostępu szkodliwym wyobrażeniom, bo uleganie im prowadzi do niewoli złego postępowania. Przez małe grzechy można popaść w głęboką otchłań złości. Jest absurdem wystawienie siebie na wielkie zmaganie z namiętnościami, gdy one nas zniewalają i wprost pozbawiają szans na zwycięstwo, podczas gdy można było odnieść zwycięstwo łatwym sposobem i bez większego wysiłku - wtedy, gdy one jeszcze nie miały przewagi nad nami.

Trzeba wypowiedzieć walkę namiętnościom wówczas, gdy one, niczym mrówki, występują jeszcze w formie drobnych wyobrażeń, a nie wtedy, gdy już roz­winą się i stają się groźne niczym lew. To przez obrazy zmysłowe namiętności uzbrajają się przeciwko nam. W   protoewangelicznym   obrazie   miażdżenie   głowy węża oznacza dla naszego autora niszczenie zła w sa­mym jego zarodku. Jeśli odeprzemy natarcie przyjem­ności, właściwie rozbroimy cały mechanizm wrogiego podstępu. Chodzi o to, by jakby wyrywając ofiarę z paszczy zła uprzedzić jego zgubne działanie. Należy zgładzić nasienie Babilonu, to jest usunąć obrazy, gdy one, zasiane ze spichlerza zmysłów na glebę umysłu, jeszcze nie wypuściły pędów zła1. Jak usycha roślina pozbawiona dopływu wody, a strumień zatrzymany w górnym nurcie pozwala dojrzeć suche dno, tak namiętności nikną bez zewnętrznej stymulacji. Być może Józef, pochwycony za szatę przez żonę Potifara, nie mu­siałby staczać tak ciężkiej walki, gdyby już na samym początku ogołocił się z troski o wszelką rzecz zmysło­wą. Gdy na samym początku odrzuci się złe wspo­mnienie, to namiętne wyobrażenia nawet we śnie mogą nas nie nawiedzać. Każdy zmysł i każda czynność umysłu - na przykład myśl, słowo, wyobrażenie - do­znają spokoju, a umysł staje się jak jasne niebo dzięki swej trzeźwości i czuwaniu. Dojrzałą ascezę cechuje profilaktyczne działanie.

   Z pewnością wiele czynników zadecydowało o rady­kalizmie, z jakim Nil kreśli ideał wyrzeczenia się. Ten negatywny aspekt ascezy warunkowany był zapewne grecką formacją filozoficzną, jaką otrzymał, osobistą fa­scynacją życiem pustelniczym i hezychazmem, powsta­łą być może w pewnej reakcji na współczesne mu realia monastycyzmu. Dzisiaj powiedzielibyśmy, że w samej rzeczywistości zakonnej, obok charyzmatu życia klau­zurowego i kontemplacyjnego, jest również miejsce na inną drogę powołania, mianowicie apostolat. Dzięki apostolskiemu charyzmatowi szeroki kontakt ze świa­tem nie staje się przeszkodą, ale nawet instrumentem uświęcania siebie i innych. Do realizacji w świecie swe­go chrześcijańskiego powołania tym bardziej wezwany jest inny stan w Kościele - wierni świeccy. Tym nie­mniej każdy charyzmat jest do jakiegoś stopnia własno­ścią wszystkich. Nauka Nila, proponującego charyzmat hezychii, ma dużo do przekazania każdemu czytelni­kowi, który otwiera się na podstawowe prawdy życia duchowego i zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństwa nadmiaru wrażeń atakujących go ze wszystkich stron. Dzisiejsza lektura pism Nilowych może przynieść dużo więcej aniżeli tylko prowokację. Prawdziwi mistrzowie życia duchowego wnoszą w każdą epokę swoją mą­drość.

Za: Nil z Ancyry, Pisma ascetyczne, przekład, wstęp i opracowanie: Leon Nieścior OMI, seria: źródła ascetyczne t. 46, starożytność t. 31, Tyniec- Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2008 


wtorek, 29 kwietnia 2014

O powstawaniu namiętności


  Mnich z Ancyry zastanawia się nad sposobem, w jaki namiętności opanowują człowieka. Najbardziej wnikli­wą analizę znajdujemy bodajże w rozdz. 11. De monachorum praestantia. Namiętności współkształtuje kilka czynników: naturalne popędy w człowieku, bodźce ze­wnętrzne oraz wola i umysł człowieka. Gdy Nil mówi o popędliwości, przyjemności i smutku jako sitach bę­dących w stanie spoczynku i nie znajdujących zewnętrz­nego wyrazu, to zapewne ma na myśli afektywność, skłonność do różnych doznań, a zatem same w sobie neutralne popędy, instynkty. Doznania zmysłowe poru­szają żądzę, a w jej następstwie, w zależności od tego, czy zostaje ona zaspokojona czy nie, rodzi się przyjemność albo smutek. Gdy zostaną rozbudzone przez czynniki zewnętrzne i spotkają się z ludzkim przyzwoleniem, stają się motorem ludzkiego myślenia czy nawet działa­nia. Nil zauważa, że nawet bez zewnętrznej stymulacji mogą urosnąć w siłę, tym niemniej na jakąś mniejszą skalę, być może nie będąc w stanie obezwładnić cał­kiem człowieka. Są one jakby pewnym surowcem dla potencjalnych namiętności. Mnich z Ancyry odwołując się do obrazu bożków lepionych z gliny widzi podwójną analogię namiętności do tego rodzaju tworów ludzkich rąk. Dzięki ludzkiemu przyzwoleniu, które staje się pewnym bałwochwalczym aktem, mimowolne skłon­ności zakorzenione w ludzkiej naturze znajdują swój finał w trwałych upodobaniach i dążeniach, podobnie jak z gliny formuje się posąg. Poza ową analogią na po­ziomie moralnym zachodzi również analogia na pozio­mie religijnym. Człowiek stawia jakąś osobę czy rzecz na najwyższym piedestale zarezerwowanym Bogu.

   W kształtowaniu się namiętności uczestniczy zatem cała struktura natury ludzkiej, to jest zarówno sfera afektywno-popędowa, jak i wolitywno-racjonalna. Or­gana naszej ludzkiej percepcji, kiedy zostaną pobudzo­ne przez jakąś zewnętrzną materię, utrwalają w sobie jej obecność dzięki władzy pamięci i wyobraźni. Ma to miejsce wtedy, gdy człowiek chce podtrzymać obecność owej materii, a mówiąc konkretniej: jeśli na jakieś rze­czy patrzy i ciągle je rozważa. Powiada autor, że na­miętności zwykle zniewalają myśli przez niestosowne rozmyślanie. Obecność tej materii zostaje dzięki temu jakby przedłużona. Nil często wskazuje na zjawisko odciskania w umyśle śladów tej materii. Pamięć i wy­obraźnia posługuje się dwoma instrumentami utrwa­lania doznanych wrażeń - wspomnieniem i wyobrażeniem. Proces owego utrwalania ma charakter ciągły - nie jest z niego wyłączony nawet czas nocnego spo­czynku, gdy dzienne doznania są dalej podtrzymywane przez senne wyobrażenia. Aby owa podnieta była we wnętrzu człowieka ciągle obecna, muszą współdziałać wszystkie władze. Zmysły przyjmują pewne namiętne obrazy, umysł przez myśl, pamięć przez wspomnie­nie, a wyobraźnia przez przedstawienie przejmuje i utrwala doznane wrażenia, natomiast wola znajduje w nich upodobanie. Być może Nil ma na myśli działa­nie wszystkich tych władz, gdy mówi o poruszeniach umysłu, które rodzą wspomnienia rzeczy i ich wyobra­żenia. Mamy tu do czynienia z podstawowym prawem ludzkiej psychiki, która przy współpracy wzajemnej różnych elementów natury ludzkiej zapisuje w sobie i utrwala doznane wrażenia. Inaczej mówiąc, nic, co człowiek zmysłowo dozna, przyjmie uczuciem, rozważy w umyśle, wspomni w pamięci, przedstawi sobie w wy­obraźni, zaakceptuje wolą, nie jest obojętne dla jego ko­lejnych wrażeń, uczuć, myśli, wspomnień, wyobrażeń, upodobań, a w końcu działania. Jedno pociąga za sobą drugie. Na końcu ciągu następujących po sobie doznań, jeśli człowiek opowie się przeciwko swemu sumieniu, powstaje namiętność.

   Mnich z Ancyry, korzystając z dokonanej już przed nim na gruncie ascezy chrześcijańskiej recepcji anty­cznej antropologii, zwłaszcza stoickiej, opisuje w psy­chologicznych kategoriach to, czym chętnie i dziś zaj­mują się zwolennicy interdyscyplinarnego ujmowania rzeczy. Łączenie teologii życia wewnętrznego i psychologii nie jest wymysłem naszych czasów. Zawsze istniała świadomość, że psychika nosi ślady ludzkiej przeszło­ści wywierającej wielki wpływ na teraźniejszość. Jeśli jest ona jakąś przestrzenią, w której spotykają się prze­szłość, teraźniejszość i przyszłość, to czyż prawda ta nie odsyła nas do tajemnicy nieśmiertelności i pewnej cią­głości pomiędzy doczesnością i wiecznością?


Za: Nil z Ancyry, Pisma ascetyczne, przekład, wstęp i opracowanie: Leon Nieścior OMI, seria: źródła ascetyczne t. 46, starożytność t. 31, Tyniec- Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2008 

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Metodyka walki z namiętnościami



Wobec tak złożonego misterium pietatis et iniquitatis, które codziennie rozgrywa się w naszym wnętrzu, rodzi się potrzeba pewnej strategii ze strony człowie­ka, który wspomożony łaską Ducha ma opowiadać się po stronie dobra. Nil, kreśląc program ascezy, chętnie używa słowa metodos, wskazując na konieczność stoso­wania przemyślanego sposobu walki ze złymi myślami i namiętnościami. Znalezienie właściwej metody okaże się pożyteczne także dla innych, gdyż ten, kto znajdzie taką metodę, może stać się duchowym mistrzem. Sam fakt pokonania namiętności nie czyni jeszcze kogoś mi­strzem ascezy. Niezbędna jest wnikliwa refleksja nad staczaną walką. Dojrzały asceta zastanawia się na przykład nad początkiem i końcem danej myśli, wią­żąc określony skutek z jego przyczyną. Stąd Nil mówi o poznawczym trybie życia, który winien cechować prawdziwych mistrzów. Dość trafnie ujmuje strategię proponowaną przez Nila ten postulat, by ascezę prakty­kować metodycznie i bezpiecznie.

Nie będziemy zajmować się całością ascetycznego programu wspólnego Nilowi i innym pisarzom ascetycz­nym. Zwróćmy uwagę na te elementy ascezy które nasz pisarz zaleca w bezpośredniej konfrontacji z namięt­nościami. Dla Nila pozostaje oczywistością, że modlitwa stanowi konieczny środek w tym względzie. Przez rozważanie i praktykowanie duchowych słów oraz usilną modlitwę umysł odchodzi od rzeczy niemiłych Bogu, a zwraca się ku temu, o co ma się troszczyć wedle Boga. Może ze względu na tę oczywistość nasz autor niewiele rozwodzi się nad rolą modlitwy jako lekarstwa : w owych schorzeniach duszy, choć temat modlitwy jako takiej zajmuje w twórczości Nilowej godne jej miejsce. Pomoc nadprzyrodzona jest konieczna w takiej kuracji, tym niemniej nasz pisarz zastanawia się bardziej nad tym, co człowiek ze swej strony może zrobić w walce ze złymi przyzwyczajeniami.

Podstawowa zasada: musi poświęcić swój czas pra­cy nad sobą. Mnich z Ancyry chętnie używa terminów schole (scholadzein) w przeciwstawieniu do ascholia. Pierwszy oznacza mieć dla siebie czas wolny, który po­winno poświęcić się obowiązkom duchowym, drugi -być pochłoniętym przez sprawy przyziemne. Wewnętrz­ne rozterki, zmaganie się z namiętnościami wymaga refleksji nad ich przyczyną, szkodliwością, skalą wystę­powania i dynamiką. Nil podaje przykład pustelni­ka, który za pomocą kamyczków odliczał każdego dnia swoje dobre i złe myśli i czynił wnikliwy bilans postępu. Trzeba po prostu znaleźć czas na zastanawianie się nad sobą. Sama modlitwa wymaga wiele czasu. Jeśli jakiś asceta chce szczerze postępować w dobru, to musi zawsze wybierać pomiędzy troską doczesną i duchową. Na wszystko nie starczy mu czasu. Jeśli ktoś tak bardzo zajmuje się sprawami przyziemnymi, że brakuje mu na nie czasu, to tym bardziej zabraknie mu czasu na rzeczy duchowe. Brak czasu w staraniach doczes­nych wskazuje często na niewłaściwą hierarchię war­tości. Kogoś zbyt wiele pochłaniają ziemskie sprawy. Oddając się im bez reszty, doznaje niedosytu w zajmo­waniu się nimi, a nie jest świadom zaległości w spra­wach duchowych. Zadaniem mnicha jest poświęcić się trosce wokół zbawienia. Jeśli będzie to szczerze czynił, to nie pozostanie mu w ogóle czasu na rzeczy próżne. Konieczność wyboru przedmiotu naszej troski wynika nie tylko z ograniczonej ilości dysponowanego czasu. Jest jeszcze jeden naturalny powód. Natura umysłu jest taka, że nie może zajmować się dwiema rzeczami na­raz. Oddając się jednej trosce podobnie jak oko spoglą­da na jedną rzecz i musi wybierać. W przeciwnym razie będzie rozproszony, rozdwojony i pusty.

Za: Nil z Ancyry, Pisma ascetyczne, przekład, wstęp i opracowanie: Leon Nieścior OMI, seria: źródła ascetyczne t. 46, starożytność t. 31, Tyniec- Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2008

niedziela, 27 kwietnia 2014

Usunięcie namiętności


Usunięcie namiętności wymaga wiele czasu i ogrom­nego wysiłku - Nil w pewnym miejscu określa je jako bardzo trudne czy nawet niemożliwe. Skoro rzeczą trudną, czy nawet niemożliwą, pozostaje zmienić wła­sną naturę, to i usunąć jakąś namiętność-wadę, która stała się jakby naszą drugą naturą, jest rzeczą bardzo trudną. Ponieważ jest wynikiem dłużej trwającego pro­cesu w ludzkim wnętrzu, to i wykorzenienie jej stanowi na ogół dłuższy proces. Jest on skomplikowany tym bardziej, że namiętności skłonne są do odradzania się, niczym pędy chwastu czy głowa hydry. Wiele innych obrazów ilustruje ten dramatyczny proces, na przykład wzrost drzewa, wzbieranie wodnych strumieni czy to­nięcie w nich. To przede wszystkim na skutek naszej czujności lub zaniedbania słabną albo narastają namięt­ności. Wystarczy pewne przyzwolenie i brak czujności, a wraca dawna złość. Dokonuje się to tym łatwiej, im człowiek bardziej świeżo ma w pamięci niedawną długą niemoc. Wtedy nawet najmniejsza okazja staje się przyczyną nawrotu choroby. Dawne skłonności, nawet jeśli nabierzemy nowego przyzwyczajenia, po­trafią pociągnąć do minionych złości. Symbolem ta­kiego powrotu jest żona Lota. Nasz autor powtarza stare przysłowie: zła namiętność w duszy nigdy się nie starzeje. Umysł łatwo powraca do dawnego nawyku, gdy tymczasem cnota jest krucha i gdy się ją zanie­dba, przechodzi w przeciwieństwo. Obserwacjom Nila towarzyszy poczucie realizmu: droga do przezwy­ciężenia złego przyzwyczajenia prowadzi przez długie zmagania - często przez kroki postępu i cofania się. Nigdy jednak nie jest za późno, by rozpocząć walkę z namiętnościami, skoro w Jezusowej przypowieści spóźnieni robotnicy winnicy dzięki pilności prześciga­ją tych, którzy wcześniej zaczęli.

W powyższej dynamice narastającego zła zachodzi pewien paradoks. Namiętności rozwijają swoje dzia­łanie nie wtedy, gdy najbardziej działają zewnętrzne bodźce i zmysły doznają intensywnych wrażeń. Podle­gają swoistej „hibernacji". Taką porą uśpienia jest dla nich czas rozproszenia umysłu, gdy ten zajęty jest ze­wnętrznymi sprawami. One swoje działanie ujawniają później, gdy ktoś znajduje się w spoczynku. Nil odwołu­je się do co najmniej trzech sytuacji takiego odpoczynku: 1) bezczynności w sensie powstrzymywania się od pracy, 2) spoczynku nocnego, 3) monastycznego wyci­szenia. W kontekście krytyki mesalian, zaniedbujących pracę w imię modlitwy, Nil wskazuje na pożytek pracy, która zajmuje myśl i nie pozwala jej błąkać się bezuży­tecznie, gdyż mimowolnie umysł towarzyszy wykony­wanym czynnościom. W przeciwnym razie, poddając się bezczynności, wpadamy w labirynt myśli i odżywają w nas dawne żądze. Nie da się przecież utrzymać na dłużej umysłu w stanie modlitwy. Gdy ktoś stara się modlić ponad miarę swoich możliwości i obecnego stanu duchowego, modlitwa zamienia się w zwyczajną bezczynność. Naraża się podobnie na powyżej wspo­mniane niebezpieczeństwa. Zamiast obcować z Bogiem kala umysł obcując z namiętnościami. Nil szczegóło­wo opisuje to, co absorbuje mnicha na modlitwie, gdy opanowały go przyziemne pasje. Podobnie w drugiej wymienionej sytuacji, a mianowicie podczas ciszy noc­nej, przed zaśnięciem, stają przed nami obrazy ogląda­ne w ciągu dnia i odżywają tamte wrażenia. Właśnie wtedy te utajone pragnienia dążą do zaspokojenia i gdy mija dzienne natężenie zmysłów, paradoksalnie wzbu­dzają zamęt. Nocny sen utrwala to, z czym człowiek zasypia. Analogiczną sytuację sprawia monastyczny stan wyciszenia jako taki. Podczas gdy w świecie róż­ne rzeczy zewnętrzne absorbują uwagę i one są przed­miotem zabiegów czy walki, to w klasztornej ciszy, gdy bodźce  zewnętrzne  są osłabione,  przychodzi  często zmagać się bardziej z jakimś wyobrażeniem niż rzeczą czy osobą. Szczególnie na początku życia monastycznego mogą dokuczać dawne obrazy, natomiast przez całe życie musi zmagać się z podszeptem złych duchów nakłaniających do różnych przyjemności. Opisywany tu fenomen ujawnia istotę namiętności, która polega na wewnętrznym i trwałym upodobaniu w przedmiocie odnośnego afektu, niezależnie od występowania jego zewnętrznej stymulacji czy objawów.

   Nil postrzega kształtowanie się namiętności w kon­tekście ogólnego rozwoju człowieka. W okresie dzieciń­stwa - nasz autor podaje dwanaście lat jako górną gra­nicę tego wieku - dziecko nabiera nawyku ulegania wła­snym fizycznym potrzebom, a zatem swoim zmysłom. Gdy dorasta i nabywa pełnego używania rozumu, uczy się panować nad tymi potrzebami. Jednak pozostaje w nim przyzwyczajenie folgowania swoim zmysłom - moglibyśmy powiedzieć - podlegające jeszcze raczej kwalifikacji psychicznej niż moralnej. Siłą wyższych swoich władz, rozumu i woli, ma osiągnąć dojrzałość, czyli nie pozwolić, aby te niższe popędy wzięły w nim górę. Ma zapobiec ukształtowaniu się dominacji tego, co cielesne, nad tym, co duchowe. Jeśli tego nie uczyni, nigdy tak naprawdę nie dojrzeje duchowo i pozostanie, jak dziecko, zniewolony swoimi cielesnymi potrzebami. To, co u dziecka jest niezależne od niego i co należy roz­patrywać jako nieunikniony etap psychofizycznego roz­woju, u dorosłego człowieka jest znamieniem moralnej choroby. Narzuca się pytanie: czy skłonność do owego zniewolenia rzeczywiście wynika z przebiegu rozwoju człowieka, czy raczej z wrodzonej nam pożądliwości na­rzuconej przez grzech pierworodny? Należałoby z pew­nością dostrzec wieloraką przyczynę obecnej kondycji ludzkiej. Po przedstawicielu greckiej teologii IV/V w., dzielącym ze swoim mistrzem Janem Chryzostomem zapewne również i tutaj sposób pojmowania tej prawdy, trudno jednak spodziewać się wyraźnej świadomości prawdy o grzechu pierworodnym.

Nasz autor, w odróżnieniu od Ewagriusza, nie two­rzy żadnej listy tych wypaczeń niszczących duchowe zdrowie człowieka, tym niemniej wszystkie osiem na­miętności, które wymienia pontyjski mnich, są i na kartach jego pism obecne: obżarstwo, nieczystość, chci­wość, smutek, gniew, acedia, próżność i pycha. W nie­typowy dla siebie sposób w pewnym miejscu ujmuje obżarstwo, chciwość, gniew i smutek w zdawałoby się sztywnym schemacie sekwencji następujących po sobie namiętności i uzasadnia psychologicznie taką kolejność ich występowania. W skróconej wersji Nil zestawia smutek i zniechęcenie jako skutek myśli o obżarstwie. Nie należy jednak uznawać powyższej sekwencji za je­dynie możliwą, skoro gdzie indziej Nil często dostrzega na przykład nieczystość jako bezpośrednie następstwo obżarstwa, a tę z kolei widzi jako przyczynę obżarstwa czy pijaństwa. Na innym miejscu opisuje szczegóło­wo casus nieczystości jako następstwa próżnej myśli o kapłaństwie. Zjawisko następowania po sobie cie­lesnych pasji nie wyklucza zjawiska równoległego ich występowania. Nasz autor wszakże zastrzega, że współ-działają ze sobą pasje pokrewne, natomiast przeciwne sobie - wykluczają się. Timos i epitimia, słowa, które u Ewagriusza na ogół opisują strukturę duszy, u Nila niekiedy są synonimem gniewu i nieczystości. Wspól­nym mianownikiem dla wielu namiętności, a więc jakby hyper-namiętnością, jest upodobanie w przyjem­nościach - hedone. Lista owych złych przyzwyczajeń pozostaje u Nila otwarta. Jest na niej też miejsce na przykład dla zuchwałości, zazdrości, nienawiści czy niestosownego lęku. Każdy idol człowieka staje się obiektem jakiejś namiętności. O ile Ewagriusz na każdą z namiętności ma jedną, właściwą jej nazwę, która staje się wprost technicznym terminem, to Nil jakby z zasady szuka różnych określeń na nazwanie tego samego.

Za: Nil z Ancyry, Pisma ascetyczne, przekład, wstęp i opracowanie: Leon Nieścior OMI, seria: źródła ascetyczne t. 46, starożytność t. 31, Tyniec- Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2008

środa, 23 kwietnia 2014

Cel ascezy


Spośród wszystkich trudów najtrudniejszy jest trud troski o własne uświęcenie. Zawiera on w sobie dwa aspekty: negatywny - oczyścić duszę z dawnej skazy, i pozytywny - utrwalić w niej lekcję cnoty. Na tym polega prawdziwa ludzka mądrość, czyli filozofia. Nie jest ona możliwa bez jedynego prawdziwego jej nauczyciela - Chrystusa. To On wytyczył jej drogę i sam pierwszy nią przeszedł. W Nim spełniają się zatem postulaty dawnych filozofów co do przezwyciężenia namiętności i osiągnięcia wolności duszy. Monastyczne pisma Nila naznaczone są ascetycznym pragmatyzmem; mają na celu przede wszystkim ukazanie tego, co człowiek powinien uczynić, by dostąpić wewnętrznego oczyszczenia. W klimacie takich pouczeń Nil nie gubi celu nadrzędnego ascezy. Chodzi w gruncie rzeczy o to, by Chrystus był bardziej niż wszystko inne miłowany - Ten, z którym się złączyłeś. Ubóstwianie materii własnych namiętności stanowi pewną formę bałwochwalstwa. Takim rzeczom jak na przykład bogactwo, chwała, które same w sobie są bez kształtu, amorfon, czyli, jak można by rzec, nie mają wartości same w sobie, nadajemy użyteczność wymyśloną ludzkim rozumowaniem. W naszej wewnętrznej ocenie oderwanej od rzeczywistości podnosimy je do rangi bożków. Nie ubiegamy się o wieczne dobro, ale o zniszczalną materię, ukazującą bezsens pożądania. Dlatego walka o wewnętrzną czystość jest równocześnie walką o czystość religii, o miejsce Zbawiciela w życiu zmagającego się chrześcijanina. Dopiero po takim oczyszczeniu człowiek jest zdolny do autentycznej kontemplacji.

Idąc śladami ascetycznych pouczeń naszego pisarza nie możemy stracić z pola widzenia celu, do którego prowadzi wskazywana droga. Choć stan takiej doskonałości znajduje się dopiero przed nami - i może jeszcze daleko przed nami - to wszakże ile łaski i pokoju doświadczy podążający w tym kierunku człowiek już wcześniej! Najdobitniej świadczy o tym ta bardziej osobista część twórczości Nila, czyli listy. Spójrzmy na istotniejsze rysy tego ładu, do którego ma zdążać czytelnik: nienaganne postępowanie, opanowane namiętności, poddanie ciała duchowi, wyrobiony nawyk ascezy i dobrych postaw, zwanych cnotami, który sprawia, że postęp w dobru staje się coraz łatwiejszy i szybszy, głęboki pokój po stoczonych walkach, subtelna więź z Bogiem na modlitwie, radość z lektury Pisma Świętego, kontemplacji i wszelkiej modlitwy, przysłaniająca inne doczesne radości, wdzięczność Bogu za wszystko, poczucie szczęścia i zadowolenia. Nil jest świadom, że w tym przygodnym życiu nikt na stałe nie może doznawać takiego stanu, nawet święci. Im bardziej zdaje się zbliżać człowiek do takiej mety, tym bardziej widzi, że cel jakby go przerastał, jakby się ciągle wymykał. Opis, tego twórczego napięcia w ascetycznych dążeniach, nieskończonych wprost rozmiarów miłości, którą pragnie posiąść człowiek, stanowi jedną z najpiękniejszych kart Nilowej twórczości. To, że taki cel możliwy jest do osiągnięcia, aczkolwiek jedynie w pewnym stopniu, dla Nila nie ulega wątpliwości. Odnosimy nieodparte wrażenie, że przekonanie to opiera na swoim własnym doświadczeniu.

Nie wszystko z tego idealnego ładu jest naraz dostępne człowiekowi, nawet gorliwie podążającemu do celu. Gdy chodzi o samo opanowanie namiętności, to mnich z Ancyry, idąc za pewną ukształtowaną już tradycją ascetyczną, reprezentowaną między innymi przez Ewagriusza, jest przekonany o możliwości wyzwolenia się z namiętności. Taki stan jest owocem łaski Bożej i Nil nazywa go charyzmatem najdoskonalszej beznamiętności (apateias). Posiadał go św. Paweł, który mówi o sobie: Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Doznając wewnętrznego pokoju człowiek nie tylko pozostaje niewzruszony wobec zewnętrznych czynników zdolnych obudzić namiętności, ale i pozbywa się, czasami nawet we śnie, wspomnień i wyobrażeń tego, co przedtem je wzniecało. Ów stan można opisywać w kategoriach psychologicznych, ale najpełniej da się zrozumieć w perspektywie nadprzyrodzonej. Następuje w człowieku przywrócenie pierwotnego ładu, w którym dzięki łasce Bożej ciało i duch, chcąc tego samego, doznają doskonałej harmonii i uczestniczą w komunii z Bogiem.
Charakterystyka namiętności

Zagraża nam, niestety, odwrotność omawianego ładu, czyli zniewolenie namiętnościami. Z przyczyn praktycznych Nil poświęca temu dużo uwagi. Większość przecież ludzi ulega różnym namiętnościom. Namiętność jest, co wyraża już bogata etymologia słowa patos, chorobą duszy polegającą na odstąpieniu od prawej myśli, tak iż następuje pewne zachwianie równowagi i zła myśl bierze trwałą przewagę nad dobrą. Wskutek tego człowiek pozwala odcisnąć na sobie raczej ślady zła aniżeli dobra, przedkładając rzeczy szkodliwe nad pożyteczne. Kształtuje się zły nawyk, nawet jeśli przejawia się tylko w myśleniu. Nabywa się złego przyzwyczajenia, które staje się drugą naturą, a zatem ulega się pewnej wadzie. Warto wskazać na tę werbalną subtelność, że wada wyraża bardziej nawyk złego postępowania, gdy tymczasem namiętność - wewnętrzne nastawienie, z którego tamto wynika. Namiętność jest zniewoleniem, stąd Nil, jak inni, często używa obrazu więzów krępujących człowieka dla ukazania tego chorobliwego stanu. Na uwięzi trzyma człowieka jego własna myśl. Owo zniewolenie dokonuje się z czasem, gdy podczas wewnętrznych zmagań coraz bardziej aprobuje się złe myśli. Przychodzi moment kulminacyjny, porównywany do wzniecenia ognia, gdy kształtowana namiętność zajmuje już trwałe miejsce w myśleniu czy działaniu. Zaczyna się nieraz od niewielkiego braku czuwania nad swoimi zmysłami, a kończy się na grzechu uczynkowym. U Dawida na przykład miał on charakter dramatycznego upadku, bo od niepowściągliwego spojrzenia przeszedł król do aktu cudzołóstwa, a potem nawet i zabójstwa. Człowiek traci duchowe rozeznanie, obojętnieje na dobro i przestaje słuchać napomnień pochodzących ze swego sumienia czy z zewnątrz. Ulegając afektowi nie jest w stanie rozpoznać podstępu myśli. Nachodzące po sobie obrazy, gdy umysł znajduje się w stanie rozproszenia na skutek gmatwaniny myśli, nie pozwalają rozpoznać drzemiącej głębi namiętności, są niczym nurt strumienia, który uniemożliwia zobaczenie piasku na dnie. Gaśnie światło umysłu ukazujące nam powinności naszego sumienia. Poddając się ciągle szkodliwemu działaniu myśli człowiek przestaje dostrzegać ich szkodliwość. Jest jakby w stanie chronicznej gorączki, która bezboleśnie i niepostrzeżenie prowadzi do wycieńczenia. Zaczyna działać na własną szkodę i zgubę, tracąc instynkt samozachowawczy swojego sumienia, a również na szkodę innych. Namiętności wywołują w nim wielką udrękę przez wewnętrzne rozdarcie i ciągły głód niezaspokojenia. Przestają interesować go inne rzeczy zewnętrzne, natomiast pochłaniają wyobrażenia czy wspomnienia przedmiotu afektu, na przykład osoby, która wzbudza jego gniew czy pożądanie, rzeczy przynoszącej materialny zysk, uznania i sławy, do której dąży. Taki ktoś rodzi wielokrotny plon złości. Do gry włączają się złe duchy. Po wstępnej diagnozie, w jaki sposób i na ile ktoś da się skusić, podsuwają i rozniecają podniety, aby taką drogą zniewolić te władze, do których nie mają bezpośredniego dostępu - rozum i wolę.

Za: Nil z Ancyry, Pisma ascetyczne, przekład, wstęp i opracowanie: Leon Nieścior OMI, seria: źródła ascetyczne t. 46, starożytność t. 31, Tyniec- Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2008 

Ewagriusz a Nil z Ancyry


Ewagriusz był w swoim opisie ascezy bardziej przenikliwy, precyzyjny i spekulatywny, ale i też bardziej schematyczny, miejscami - niezrozumiały czy kontrowersyjny, Nil tymczasem - mniej dogłębny, ścisły, poszukujący, ale za to - bardziej zrozumiały, pragmatyczny, wyważony. Więcej wszakże ich łączy niż dzieli. Uzupełniają się, jak w kolumnie wojskowej uzupełnia się jej awangarda z głównym korpusem. Ewagriusz spekulował, poszukiwał, nie zaniedbując nauczania podstawowych zasad życia monastycznego. Nil wykładał naukę sprawdzoną, choć nieraz też, zwłaszcza w wykładni Pisma Świętego, pozwalał sobie na pewne poszukiwania. Twórczość Ewagriusza jest bardziej atrakcyjna intelektualnie, natomiast Nila - dydaktycznie, choć miejscami można odnosić nawet przeciwne wrażenie. Obaj byli obdarzeni literackim talentem. Spekulacje i enigmatyczność wielu tekstów Ewagriuszowych nie pozwala miejscami dojść do głosu jego możliwościom literackim, jednak inna część jego twórczości, a zwłaszcza listy, pokazuje, ile jego język ma w sobie subtelności, bogactwa, liryzmu, metaforyki. Prostsza tematyka pism Nilowych daje autorowi większą możliwość pisarskiego polotu. Nil doskonale włada piórem, co więcej, odnosi się wrażenie, że musiał być doskonałym mówcą, gdyż potok słów, który jeden z późniejszych kopistów skojarzy z tą samą co jego imię nazwą rzeki Egiptu, wypływa w taki sposób, jakby jego sprawca miał przed sobą nie tyle czytelników, co słuchaczy. Teksty Nilowe pokazują nieraz płynność granicy pomiędzy pisarskim traktatem a oratorską mową. Ma to tę negatywną konsekwencję, że jak na traktat wywody autora niekiedy są mało zwię­złe, a zbyt rozwlekłe, ale pozytywną, bo cechuje je z kolei jasność i zrozumiałość.

Za: Nil z Ancyry, Pisma ascetyczne, przekład, wstęp i opracowanie: Leon Nieścior OMI, seria: źródła ascetyczne t. 46, starożytność t. 31, Tyniec- Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2008  

niedziela, 6 kwietnia 2014

Nil: Siedząc pośrodku swej celi, widzę światłość nie z tego świata


Nil był raczej wiernym wyrazicielem i skromnym rzecznikiem swoich duchowych mistrzów. Należeli do nich przede wszystkim Jan Klimak, Jan Kasjan zwany Rzymianinem, Izaak Syryjczyk, Szymon Nowy Teolog oraz Grzegorz z Synaju. Dzieła tych autorów Nil własnoręcznie przepisywał, podobnie jak jego naśladowca i korespondent Gurij Tuszin z Biełoziera (ok. 1452-1526). Dzieła, które Nil podpisał własnym imieniem, noszą pewne piętno jego osobowości. Pokrywająca je patyna stanowi świadectwo wnikliwości, doświadczenia i roztropności autora.

Nil rozpoczął życie zakonne w monasterze św. Cyryla w Biełozierze, dokąd też powrócił ze swych zagranicznych podróży. Podróże owe najwyraźniej pozwoliły mu nabrać przekonania, że duży, ludny i cieszący się dostatkiem klasztor (jakim był monaster św. Cyryla) niedostatecznie sprzyja wewnętrznemu wyciszeniu, a zatem i modlitwie. Wtedy to postanowił przenieść się w niegościnną okolicę kilka mil dalej, „trudno dostępną dla ludzi świeckich", a w latach 1470-1480 założył tam skit. Nieopodal płynęła rzeka Sora - stąd jego przydomek: Sorski. Do swego skitu Nil przyjął zaledwie kilku naśladowców; licznym odmówił. Przyjęci mieli żyć w luźno zorganizowanej wspólnocie, w obrębie której podstawową, niezależną jednostkę tworzyło dwóch lub trzech mnichów. Każda grupa wybierała spośród siebie starszego, lecz nie było mowy o funkcji opata lub o jakiejkolwiek hierarchii. Nil wolał określać swoich towarzyszy mianem „braci". „Nazywam was tak, nie zaś «uczniami» - pisał - gdyż mamy tylko jednego nauczyciela, Pana Jezusa Chrystusa, Syna Bożego"5, którego woli należy szukać w świętych Pismach, nawet - a może zwłaszcza - wówczas, gdy nie ma w pobliżu duchowego przewodnika. (…)

Życie w skicie z konieczności obejmowało ścieranie się z grzechem; w tym celu Nil spisał podręcznik walki duchowej. Wylicza w nim osiem głównych pokus: obżarstwa, cudzołóstwa, chciwości, gniewu, smutku, ospałości (śmiertelnego przygnębienia lub rozpaczy), chełpliwości oraz pychy, po czym udziela szczegółowych rad, jak przezwyciężać każdą z nich. We wszystkich wypadkach wymagana jest nieustanna czujność, wspomagana konsekwentną, choć umiarkowaną ascezą. Czujność taka powinna obejmować odwracanie myśli, które mogą przekształcić się w pokusy, a w każdym razie rozpraszają uwagę. Ponadto należy oczyścić serce ze wszelkich myśli, zarówno dobrych, jak i złych. Taka eliminacja myśli, jakkolwiek niedoskonała, jest koniecznym warunkiem osiągnięcia wyciszenia (hesychia), z którego, i tylko z którego, wypływa autentyczna modlitwa. Praktyce autentycznej modlitwy może towarzyszyć „dar łez": Boży dar, który -jak zaznacza Nil - nie jest jedynie wynikiem wyrzutów sumienia; dar ten „uwzniośla umysł, napełniając go wewnętrzną pociechą i radością". (...)

Możemy jedynie spekulować, czy Nilowi dane było zakosztować przedsmaku thedsis. Nie chodzi o to, że uchylał się od odpowiedzi na to pytanie. W tym wypadku jednak, jak w wielu innych, wolał skryć się za swoimi zwykłymi źródłami, a stosowanie przez niego form pierwszej osoby liczby pojedynczej należy starannie badać, dodając tu i ówdzie znak cudzysłowu. A jednak, starając się wyrazić to, co niewysłowione („Jakiż język zdoła to wypowiedzieć? Jakiż umysł zdoła to pojąć"?), czy nie mógł zapożyczyć gotowych zdań od innych, zwłaszcza jeżeli sam doświadczył podobnych doznań? Odważne czerpanie przez niego z cudzych słów, pochodzących niemal wyłącznie od Szymona Nowego Teologa, pozwala uznać tę hipotezę za prawdopodobną. Tak czy inaczej, Szymonowa wizja światłości musiała ściśle odpowiadać najgłębszym aspiracjom Nila:

Siedząc pośrodku swej celi, widzę światłość nie z tego świata. Wewnątrz doświadczam obecności Stwórcy świata. Rozmawiam z Nim, miłuję Go i doznaję ogromnego odżywienia za sprawą tej jednej wizji. Jednoczę się z Nim i unoszę się ponad niebiosa. Wiem to z całą wyrazistością i pewnością. Nie wiem jednak, gdzie w tym czasie przebywa ciało. [...] Gdyż Bóg miłuje mnie, przyjmuje do swej istoty i chroni w swych ramionach [...]. W takim stanie nie tylko nie odczuwa się pragnienia wyjścia z celi; czuje się wręcz tęsknotę za tym, by ukryć się w jakiejś norze, głęboko pod ziemią i tam, z dala od znanych światów, wpatrywać się w nieśmiertelnego Pana i Stwórcę".

Wewnętrzne ukierunkowanie Nila nie zostawiło mu wiele miejsca na misję publiczną. W rzadkich przypadkach (, jeżeli jakiś brat pragnie usłyszeć od nas poselstwo, jeżeli szczerze domaga się słowa Bożego, a my je mamy") mnich może pełnić rolę nauczyciela; „powinien ofiarować wówczas nie tylko słowo Boże [...], ale i własną duszę". Na ogół jednak rola mnicha poświęcającego się kontemplacji polega na tym, by tylko przypominać, dawać przykład i wskazywać. Nawet wobec heretyków mnich taki powinien zasadniczo wykazywać bierność. Skoro bowiem nie należy utrzymywać kontaktów z posiadaczami, „zwykłymi przyjaciółmi, świeckimi mężami i tymi, którzy zajmują się próżną dbałością o pomnażanie dóbr monasteru lub majątków ziemskich", i skoro nie powinno się nawet ganić ani upominać tak błądzących współbraci, o ileż mniej godni uwagi mnicha są heretycy. W żadnym wypadku nie wolno ich ścigać ani prześladować. Wręcz przeciwnie, jak pisze o nich bliski współtowarzysz Nila, Wasjan Patrykiejew: „Zaprawdę znamy miłosierdzie Boże i wiemy, że Bóg pragnie zbawić wszystkich i przez pokutę przywieść każdego grzesznika do zrozumienia prawdy".

Za: Duchowość chrześcijańska. Późne średniowiecze i reformacja; redakcja: Jill Raitt, współpraca: Bernard McGinn i John Meyendorff, tytuł oryginału: Christian Spirituality, Vol. 2: High Middle Ages and Reformation (Word Spirituality, Vol 17), przekład: Piotr Blumczyński, Seria MYSTERION, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2011