W naszym codziennym życiu, stawiamy kroki przytłoczeni zmartwieniami i troskami - obciążeni lękiem. Można by powiedzieć, że nasze życie budowane jest na miesiącach i latach zmartwień. Oto dlaczego nie potrafimy kroczyć swobodnie.
Ten świat jest pełen piękna, z wieloma ślicznymi i urzekajacami ścieżkami do wyboru. Są ścieżki z roznoszącym się po nich zapachem kwiatów, ozdobione subtelną selekcją kolorów.
Ale my przechodzimy nie zauważając, nie zatrzymując się by podziwiać nasze otoczenie, idąc chwiejnym krokiem pozbawionym swobody.
Spacerująca medytacja zakłada ponowne nauczenie się sposobu chodzenia - tak że opanujemy sztukę swobodnego przemieszczania się.
Kiedy rozpoczynałem trening Dhammy, początkowo chodziłem bez pewności siebie, bez stabilności. Na początku, wszyscy mamy ten problem. Ale już po niewielu tygodniach, jesteśmy w stanie iść z przekonaniem i stabilnością; czysto, jasno i cicho - całkiem naturalnie.
W naszym życiu często jest sporo przypadkowości i chaosu. Żyjemy w ciągłym pośpiechu, i pod presją z uwagi na to czy tamto. Czujemy, że musimy stałe się wysilać w jakimś celu. Ale właściwie, gdzie jest to za czym tak się uganiamy? Mamy skłonność do unikania stawiania sobie tego pytania.
Chodzona medytacja jest jak wyjście na spacer. Nie musimy mieć jakiegoś określonego celu, ani też czasowych ograniczeń. Chodzimy medytując, właśnie tylko po to by chodzić i medytować. Co istotne, to spacer, bez żadnego celu do osiągnięcia. Chodzona medytacja nie jest metodą - jest celem. Każdy wykonany przez nasz krok, to nasze życie.
Każdy krok jest spokojnym szczęściem. To dlatego idziemy bez pośpiechu. To dlatego kroczymy z odpowiednią godnością. Nigdzie nie musimy dojść, nie pociąga nas żaden cel. W ten sposób idziemy uważnie, z zadowoleniem widocznym na naszej twarzy. Spacerujemy medytując tak by odeszły nasze zmartwienia, raz i na zawsze.
Przypuśćmy, że mamy oczy Buddy, w takim wypadku moglibyśmy widzieć odciski stóp innych ludzi odcisnięte na ziemi - zapisy ich zmartwień i smutków. Przechodząc zauważalibyśmy te znaki, tak jak naukowcy obserwujący mikroorganizmy pod mikroskopem.
Tajemnica chodzonej medytacji to iść tak, by nie pozostawiać żadnych innych śladów jak tylko ślad spokojnego szczęścia z każdym naszym krokiem. By chodzić w ten sposób, musimy się nauczyć jak odrzucić bez wyjatku, wszystkie nasze smutki i zmartwienia.
Luang Por Liem
fragment broszury: Walking with awareness
Pokochanie innej osoby dowodzi zmęczenia samotnością: jest więc tchórzostwem i zdradą wobec samego siebie (jest rzeczą najwyższej wagi, abyśmy nikogo nie kochali). Fernando Pessoa
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą theravada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą theravada. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 12 grudnia 2016
środa, 7 grudnia 2016
Spacerując ku nibbanie
Spacerowanie po ścieżce medytacyjnej, tam i z powrotem, jest praktykowaniem medytacji. Jej kultywowanie wniesie szczęście i spokój do naszej praktyki.
Kiedy medytujemy chodząc, powinniśmy poruszać się bez pośpiechu, ze spokojnym i zrelaksowanym nastawieniem, i z uśmiechem na naszej twarzy. Spacerując, mamy cały czas do naszej dyspozycji, i absolutnie nic innego co musielibyśmy zrobić.
Z każdym krokiem, pozwalamy opaść naszym zmartwieniom i troskom. Każdy nasz krok powinien być wykonywany w ten sposób, w imię przebywania w stanie spokojnego szczęścia. Nie jest to ponad nasze możliwości. Każdy z nas może to robić, gdyż naprawdę chcemy przebywania w stanie spokojnego szczęścia.
Luang Por Liem
fragment broszury: Walking with Awareness
Kiedy medytujemy chodząc, powinniśmy poruszać się bez pośpiechu, ze spokojnym i zrelaksowanym nastawieniem, i z uśmiechem na naszej twarzy. Spacerując, mamy cały czas do naszej dyspozycji, i absolutnie nic innego co musielibyśmy zrobić.
Z każdym krokiem, pozwalamy opaść naszym zmartwieniom i troskom. Każdy nasz krok powinien być wykonywany w ten sposób, w imię przebywania w stanie spokojnego szczęścia. Nie jest to ponad nasze możliwości. Każdy z nas może to robić, gdyż naprawdę chcemy przebywania w stanie spokojnego szczęścia.
Luang Por Liem
fragment broszury: Walking with Awareness
piątek, 18 kwietnia 2014
Abba Antoni i Prawo karmy
2(2).
Ten sam abba Antoni, kiedy raz rozmyślał o głębokości sądów
Bożych, zapytał: „Panie, dlaczego to jedni umierają we wczesnej
młodości, a inni dożywają późnej starości? Dlaczego jedni są
w nędzy, a inni się bogacą? Dlaczego bogacą się źli, a dobrzy
są w nędzy?" I usłyszał głos mówiący: „Antoni, pilnuj
siebie samego: bo tamto wszystko to sądy Boże, i zrozumienie ich
nie wyszłoby ci na dobre".
Abba
Antoni słusznie dostrzega absurdalność ludzkiego losu gdy pod
uwagę bierzemy odseparowane ludzkie istnienie, które teraz
przeżywamy. Dajmy sobie spokój z niesprawiedliwością materialną,
są ludzie ubodzy, z nizin społecznych, ledwo wiążących koniec z
końcem, albo też tak jak to ma miejsce nawet i we współczesnym
świecie, umierający z głodu. Władcą tego świata jest Książę
Ciemności i można oczekiwać, że będzie on dokładnie taki jaki
jest.
Ale
co z Królestwem Niebieskim. Jego poznanie jest kwestią inteligencji
– a większość ludzi jest na tyle nieinteligentna, że zajmuje
się i troszczy przede wszystkim nietrwałymi sprawami tego świata,
nie rozumiejąc, że postać tego świata jest przemijająca. Cóż
za głupcy! I jacy biedni! Za swoją głupotę, nie przecisnąwszy
się przez wąską bramę są zatem skazani na wieczne potępienie?
Prawo
karmy jest źle rozumiane przez większość chrześcijan jako
fatalizm i obwiniane o wszystko co najgorsze, stawiane na równi albo
i niżej od przesłania Talmudu. Podczas gdy nie ma ono nic wspólnego
z fatalizmem, ale raczej z fundamentalną zasadą: Zbierzemy to co
posiejemy. Zatem wiara w to prawo uczy odpowiedzialności za swe
uczynki, nie tylko zresztą ciałem, to co myślimy i co mówimy, też
ma znaczenie. Dodatkowo zatem, w dobie bezbożnego ateizmu, prawo
karmy ostrzega nas przed skutkami naszych działań i wymusza wysokie
standardy etyczne, o ile chcemy uniknąć cierpienia.
Jedna
z ważniejszych Sutr poświęcona temu prawu, która jest
bezpośrednią odpowiedzią na pytanie abby Antoniego. Oczywiście,
można w ją nie wierzyć, należy jednak pamiętać, że zaparcie
się siebie obejmuje także nieprzywiązywanie się do swoich
poglądów, o ile nie znajdują bezpośredniego oparcia w Nauce
Jezusa, a On nigdzie nie powiedział, że to życie jest naszym
jedynym. Ten sam problem ma tez sporo buddystów, pokładając wiarę
w tradycyjne nauki, które jednak nie zostały wypowiedziane przez
samego Buddę a są jedynie interpretacjami jego nauczania.
Kto
pilnuje samego siebie, ten jest bezpieczny. Kto jednak twierdzi, że
z uwagi na parę lat słabości na tym świecie, można się skazać
na wieczne potępienie, po prostu rzutuje swój brak współczucia i
zrozumienia na Boski Porządek i Ład Moralny, obowiązujący we
wszechświecie. Bez wątpienia za złe czyny i głupotę, trzeba
będzie nam zapłacić jak też odebrać nagrodę za dobre uczynki i
mądrość, ale o ile całkowite nie zaprzemy się siebie, rezygnując
z naszego „ja” i realizując boską niezmienność wiecznego
Teraz, zarówno rezultaty naszych dobrych i złych działań myślą,
mową i ciałem, są nietrwałe.
I
tylko w takim sensie możemy mówić o wiecznym potępieniu. I musi
ono być wieczne, przynajmniej do czasu aż nie zrezygnujemy z
poszukiwania trwałego szczęścia w nietrwałych rzeczach
przestrzeni i czasu.
2 "Mistrzu Gotama,
jaki jest powód, jaki warunek, dlaczego podrzędność i nadrzędność
jest spotykana wśród istot, wśród ludzkiego rodzaju? Gdyż
spotykam krótko żyjących i długo żyjących, chorych i zdrowych,
brzydkich i pięknych, niewpływowych i wpływowych, biednych i
zamożnych, nisko urodzonych i wysoko urodzonych, głupich i mądrych.
Jaki jest powód, jaki warunek, dlaczego podrzędność i nadrzędność
jest spotykana wśród istot, wśród ludzkiego rodzaju?"
3 "Uczniu, istoty są
właścicielami działań, spadkobiercami działań, działania mają
za swych przodków, działania mają za swą rodzinę
(odpowiedzialność), działania są ich schronieniem domowym. To
działania rozróżniają istoty na podrzędne i nadrzędne".
4 "Nie rozumiem
szczegółowo znaczenia wypowiedzi mistrza Gotamy przedstawionej
pokrótce, bez szczegółowej ekspozycji znaczenia. Byłoby dobrze,
gdyby mistrz Gotama pouczył mnie w Dhammie w taki sposób bym mógł
zrozumieć szczegółowe znaczenie wypowiedzi mistrza Gotamy
przedstawionej pokrótce bez szczegółowej ekspozycji znaczenia".
"Zatem uczniu słuchaj i bacznie uważaj na to co powiem".
"Tak jest, mistrzu Gotama", odpowiedział uczeń Subha.
Zrealizowany powiedział to:
5 Tu uczniu, pewna kobieta
czy mężczyzna jest zabójcą żywych istot, mordercą z krwawymi
rękami, skłonnym do ciosów i przemocy, bezlitosnym dla żywych
istot. Z uwagi na podjęcie i spełnienie takich działań, po
rozpadzie ciała, po śmierci, pojawia się on w stanie deprywacji,
nieszczęśliwej destynacji, w zatraceniu, nawet w piekle.
Jeżeli po rozpadzie ciała, po śmierci, zamiast pojawienia się w
stanie deprywacji, nieszczęśliwej destynacji, w zatraceniu, nawet w
piekle, pojawia się on jako człowiek, żyje krótko, niezależnie
gdzie się odrodził. To jest droga, która prowadzi do krótkiego
życia, mianowicie bycie mordercą żyjących istot, bycie
krwawo-rękim, skłonnym do ciosów i przemocy, bezlitosnym dla
wszystkich żyjących istot.
6 Ale tu, pewna kobieta czy
mężczyzna porzuca zabijanie żywych istot, powstrzymuje się od
zabijania żywych istot, odkłada na bok kij, odkłada na bok broń,
jest pełen względów i łaskawości dla innych i trwa współczująco
dla dobra wszystkich żywych istot. Z uwagi na podjęcie i spełnienie
takich działań, po rozpadzie ciała, po śmierci, pojawia się w
szczęśliwej destynacji nawet w niebiańskim świecie. Jeżeli po
rozpadzie ciała, po śmierci zamiast pojawienia się w szczęśliwej
destynacji, w niebiańskim świecie, pojawia się jako człowiek, to
żyje długo gdziekolwiek się odrodzi. To jest droga, która
prowadzi do długiego życia, mianowicie porzucenie zabijania żywych
stworzeń, odłożenie na bok kija, odłożenie na bok broni, bycie
pełnym względów i łaskawości i trwanie współczująco dla dobra
wszystkich żywych istot.
7 Tu uczniu, pewna kobieta
czy mężczyzna oddaje się ranieniu istot, ręką, grudą ziemi,
kijem czy nożem. Z uwagi na podjęcie i spełnienie takich działań,
po rozpadzie ciała, po śmierci, pojawia się on w stanie
deprywacji, nieszczęśliwej destynacji, w zatraceniu, w piekle.
Jeżeli po rozpadzie ciała, po śmierci, zamiast pojawienia się w
stanie deprywacji, nieszczęśliwej destynacji, w zatraceniu, w
piekle, pojawia się on jako człowiek, jest chorowity, gdziekolwiek
się urodzi. To jest droga, która prowadzi do chorowitości,
mianowicie oddawanie się ranieniu istot, ręką, grudą ziemi,
kijem, czy nożem
8 Ale tu, pewien mężczyzna
czy kobieta nie oddaje się ranieniu istot, ręką, grudą ziemi,
kijem czy nożem. Z uwagi na podjęcie i spełnienie takich działań,
po rozpadzie ciała, po śmierci, pojawia się w szczęśliwej
destynacji w niebiańskim świecie. Jeżeli po rozpadzie ciała, po
śmierci zamiast pojawienia się w szczęśliwej destynacji, w
niebiańskim świecie pojawia się jako człowiek, jest zdrowy. To
jest droga, która prowadzi do dobrego zdrowia mianowicie nie
oddawanie się ranieniu istot, ręką, grudą ziemi, kijem, czy nożem
9 Tu uczniu, pewna kobieta
czy mężczyzna jest gniewny, bardzo skłonny do gniewu, nawet lekko
skrytykowany wpada we wściekłość, gniew, jest źle usposobiony,
urażony, traci panowanie nad sobą, ukazuje nienawiść i wrogość.
Z uwagi na podjęcie i spełnienie takich działań, po rozpadzie
ciała, po śmierci, pojawia się on w stanie deprywacji,
nieszczęśliwej destynacji, w zatraceniu, nawet w piekle. Jeżeli po
rozpadzie ciała, po śmierci, zamiast pojawienia się w stanie
deprywacji, nieszczęśliwej destynacji, w zatraceniu, nawet w
piekle, pojawia się on jako człowiek, jest brzydki, gdziekolwiek
się urodzi. To jest droga co prowadzi do brzydoty, mianowicie bycie
wściekłym, gniewnym, źle usposobionym, urażonym, bez
samo-opanowania, ukazując nienawiść i wrogość.
10 Ale tu, pewna kobieta
czy mężczyzna nie jest gniewny, nie bardzo skłonny do gniewu,
nawet mocno skrytykowany nie wścieka się, nie wpada w gniew, nie
jest źle usposobiony, urażony, nie traci panowania nad sobą i nie
pokazuje nienawiści i wrogości. Z uwagi na podjęcie i spełnienie
takich działań, po rozpadzie ciała, po śmierci, pojawia się w
szczęśliwej destynacji w niebiańskim świecie. Jeżeli po
rozpadzie ciała, po śmierci zamiast pojawienia się w szczęśliwej
destynacji, w niebiańskim świecie pojawia się jako człowiek, jest
piękny. To jest droga co prowadzi do piękna, mianowicie nie bycie
gniewnym, bycie mało skłonnym do gniewu i nawet po ostrej krytyce
nie wpadanie w wściekłość, gniew, złe usposobienie, urazę,
stratę panowania nad sobą i nie okazywanie nienawiści i wrogości.
11 Tu uczniu, pewna kobieta
czy mężczyzna jest zazdrośnikiem, żałuje komuś, pielęgnuje
zazdrość, zazdrości zdobyczy, honoru, uznania, szacunku,
respektowania i podarunków. Z uwagi na podjęcie i spełnienie
takich działań, po rozpadzie ciała, po śmierci, pojawia się on w
stanie deprywacji, nieszczęśliwej destynacji, w zatraceniu, nawt w
piekle. Jeżeli po rozpadzie ciała, po śmierci, zamiast pojawienia
się w stanie deprywacji, nieszczęśliwej destynacji, w zatraceniu,
nawet w piekle, pojawia się on jako człowiek, jest
nieznaczący. To jest droga do bycia nieznaczącym mianowicie bycie
zazdrośnikiem, żałowanie innym, pielęgnowanie zazdrości,
zazdroszczenie zdobyczy, honoru, uznania, szacunku, respektowania i
podarunków.
12 Ale tu, pewna kobieta
czy mężczyzna nie jest zazdrośnikiem, nie żałuje komuś, nie
pielęgnuje zazdrości, nie zazdrości zdobyczy, honoru, uznania,
szacunku, respektowania i podarunków. Z uwagi na podjęcie i
spełnienie takich działań, po rozpadzie ciała, po śmierci,
pojawia się w szczęśliwej destynacji w niebiańskim świecie.
Jeżeli po rozpadzie ciała, po śmierci zamiast pojawienia się w
szczęśliwej destynacji, w niebiańskim świecie pojawia się jako
człowiek, jest wpływowy. To jest droga, która prowadzi do bycia
wpływowym, mianowicie nie bycie zazdrośnikiem, nie żałowanie
innym, nie pielęgnowanie zazdrości, nie zazdroszczenie zdobyczy,
honoru, uznania, szacunku, respektowania i podarunków.
13 Tu uczniu, pewna kobieta
czy mężczyzna nie jest dawcą jedzenia, napojów, ubrań, butów,
girland, perfum, maści, łóżek, schronienia i lamp dla pustelników
i braminów. Z uwagi na podjęcie i spełnienie takich działań, po
rozpadzie ciała, po śmierci, pojawia się on w stanie deprywacji,
nieszczęśliwej destynacji, w zatraceniu, nawet w piekle. Jeżeli po
rozpadzie ciała, po śmierci, zamiast pojawienia się w stanie
deprywacji, nieszczęśliwej destynacji, w zatraceniu, nawet w piekle
pojawia się on jako człowiek, jest biedny gdziekolwiek się
odrodzi. To jest droga prowadząca do ubóstwa, mianowicie nie bycie
dawcą jedzenia, napojów, ubrań, butów, girland, perfum, maści,
łóżek, schronienia i lamp dla pustelników i braminów.
14 Ale tu, pewna kobieta
czy mężczyzna jest dawcą jedzenia, napojów, ubrań, butów,
girland, perfum, maści, łóżek, schronienia i lamp dla pustelników
i braminów. Z uwagi na podjęcie i spełnienie takich działań, po
rozpadzie ciała, po śmierci, pojawia się on w szczęśliwej
destynacji w niebiańskim świecie. Jeżeli po rozpadzie ciała, po
śmierci zamiast pojawienia się w szczęśliwej destynacji, w
niebiańskim świecie pojawia się jako człowiek, jest bogaty. To
jest droga, która prowadzi do bogactwa, mianowicie bycie dawcą
jedzenia, napojów, ubrań, butów, girland, perfum, maści, łóżek,
schronienia i lamp dla mnichów i braminów.
15 Tu uczniu pewna kobieta
czy mężczyzna jest zatwardziały i wyniosły, nie składa hołdu
tym którym powinien złożyć hołd, nie wstaje z miejsca w
obecności tego kto na to zasługuje, nie oferuje siedzenia temu komu
należy zaoferować siedzenie, nie ustępuje z drogi temu komu należy
ustąpić z drogi, lub nie czci, nie respektuje, nie honoruje tego
kto powinien być uczczony, respektowany, honorowany. Z uwagi na
podjęcie i spełnienie takich działań, po rozpadzie ciała, po
śmierci, pojawia się on w stanie deprywacji, nieszczęśliwej
destynacji, w zatraceniu, nawet w piekle. Jeżeli po rozpadzie ciała,
po śmierci, zamiast pojawienia się w stanie deprywacji,
nieszczęśliwej destynacji, w zatraceniu, nawet w piekle pojawia się
on jako człowiek, jest nisko urodzony. To jest droga która prowadzi
do niskich narodzin, mianowicie zatwardziałość i wyniosłość i
nie składanie hołdu tym którym powinno się go składać, nie
wstawanie z miejsca w obecności tego kto na to zasługuje, nie
oferowanie siedzenia temu komu należy zaoferować siedzenie, nie
ustępowanie z drogi temu komu należy ustąpić z drogi, nie
czczenie, nie respektowanie, nie honorowanie tych którzy powinni być
czczeni respektowani i honorowani.
16 Ale tu, pewna kobieta
czy mężczyzna nie jest zatwardziały i wyniosły, składa hołd tym
którym powinien złożyć hołd, wstaje z miejsca w obecności tego
kto na to zasługuje, oferuje siedzenie temu komu należy zaoferować
siedzenie, ustępuje z drogi temu komu należy ustąpić z drogi, i
czci, respektuje, honoruje tego kto powinien być uczczony,
respektowany i honorowany. Z uwagi na podjęcie i spełnienie takich
działań, po rozpadzie ciała, po śmierci, pojawia się on w
szczęśliwej destynacji w niebiańskim świecie. Jeżeli po
rozpadzie ciała, po śmierci zamiast pojawienia się w szczęśliwej
destynacji, w niebiańskim świecie pojawia się jako człowiek, jest
wysokiego urodzenia, gdziekolwiek się odrodzi. To jest droga, która
prowadzi do wysokich narodzin, mianowicie nie bycie zatwardziałym i
wyniosłym, składanie hołdu tym którym powinno się złożyć
hołd, wstanie z miejsca w obecności tego kto na to zasługuje,
oferowanie siedzenia temu komu należy zaoferować siedzenie,
ustępowanie z drogi temu komu należy ustąpić z drogi, czczenie,
respektowanie, honorowanie tego kto powinien być uczczony,
respektowany i honorowany.
17 Tu uczniu, pewna kobieta
czy mężczyzna gdy odwiedza pustelnika czy bramina nie pyta: "Co
jest korzystne, czcigodny panie? Co jest niekorzystne? Co jest
naganne? Co jest nienaganne? Co powinno być kultywowane? Co nie
powinno być kultywowane? Co jeżeli to uczynię przyniesie mi na
długo krzywdę i cierpienie? Lub co gdy to uczynię, przyniesie mi
na długo korzyść i szczęście?" Z uwagi na podjęcie i
spełnienie takich działań, po rozpadzie ciała, po śmierci,
pojawia się on w stanie deprywacji, nieszczęśliwej destynacji, w
zatraceniu, nawet w piekle. Jeżeli po rozpadzie ciała, po śmierci,
zamiast pojawienia się w stanie deprywacji, nieszczęśliwej
destynacji, w zatraceniu, nawet w piekle, pojawia się on jako
człowiek, jest głupi gdziekolwiek się odrodzi. To jest droga,
która prowadzi do głupoty, mianowicie podczas odwiedzin pustelnika
czy bramina nie pytanie: "Co jest korzystne, czcigodny panie? Co
jest niekorzystne? Co jest naganne? Co jest nienaganne? Co powinno
być kultywowane? Co nie powinno być kultywowane? Co jeżeli to
uczynię przyniesie mi na długo krzywdę i cierpienie? Lub co gdy to
uczynię, przyniesie mi na długo korzyść i szczęście?"
18 Ale tu, pewna kobieta
czy mężczyzna gdy odwiedza pustelnika czy bramina pyta: "Co
jest korzystne, czcigodny panie? Co jest niekorzystne? Co jest
naganne? Co jest nienaganne? Co powinno być kultywowane? Co nie
powinno być kultywowane? Co jeżeli to uczynię, przyniesie mi na
długo krzywdę i cierpienie? Lub co gdy to uczynię, przyniesie mi
na długo korzyść i szczęście?" Z uwagi na podjęcie i
spełnienie takich działań, po rozpadzie ciała, po śmierci,
pojawia się on w szczęśliwej destynacji w niebiańskim świecie.
Jeżeli po rozpadzie ciała, po śmierci zamiast pojawienia się w
szczęśliwej destynacji, w niebiańskim świecie pojawia się jako
człowiek, jest mądry gdziekolwiek się odrodzi.
19 Uczniu, taka jest droga
prowadząca do krótkiego życia, czyniąca życie człowieka
krótkim; droga prowadząca do długiego życia, czyniąca życie
człowieka długim, droga prowadząca do choroby, czyniąca człowieka
chorym; droga prowadząca do zdrowia, czyniąca człowieka zdrowym,
droga prowadząca do brzydoty, czyniąca człowieka brzydkim; droga
prowadząca do piękności, czyniąca człowieka pięknym, droga
prowadząca do braku wpływów, czyniąca człowieka mało wpływowym;
droga prowadząca do wpływów, czyniąca człowieka wpływowym,
droga prowadząca do ubóstwa, czyniąca człowieka ubogim, droga
prowadząca do bogactwa, czyniąca człowieka bogatym, droga
prowadząca do niskiego stanu, czyniąca człowieka nisko urodzonym;
droga prowadząca do wysokiego stanu, czyniąca człowieka wysoko
urodzonym, droga prowadząca do głupoty, czyniąca człowieka
głupim, droga prowadząca do mądrości, czyniąca człowieka
mądrym.
20 Istoty są właścicielami
działań, spadkobiercami działań, działania mają za swych
przodków, działania mają za swą rodzinę (odpowiedzialność),
działania są ich schronieniem domowym. To działania rozróżniają
istoty na podrzędne i nadrzędne.
21 Kiedy to zostało
powiedziane, uczeń Subha, syn Todeyya, rzekł do Zrealizowanego:
"Znakomicie, mistrzu Gotama! Znakomicie, mistrzu Gotama! Dhamma
została wyjaśniona na wiele sposobów przez mistrza Gotamę, tak
jakby ustawił on właściwie to co zostało przewrócone,
odsłaniając ukryte, pokazując drogę temu kto zagubiony, trzymając
lampę w ciemności dla tych ze wzrokiem by zobaczyli formy.
17 Biorę schronienie u
mistrza Gotamy jak i w Dhammie i Zgromadzeniu. Od dziś niech mistrz
Gotama zapamięta mnie jako wyznawcę, którzy udał się do niego po
życiowe schronienie".
M 135
poniedziałek, 20 stycznia 2014
Formuła omnis determinatio est negatio w Dhammie
Przygoda intelektualna jest prawdziwie
ekscytująca gdy ma swe odzwierciedlenie na poziomie egzystencjalnym;
nie tylko znajdujemy przyjemność w mówieniu, dyskutowaniu i
zachwalaniu wyrzeczenia, jak to czynił Schopenhauer, ale realizujemy
w praktyce wyznawane przez nas idee, czego Schopenhauer nie robił.
Do tego jednak nasza wizja teoretyczna tego jak się rzeczy mają,
musi być przejrzysta i jasna na tyle by oświetlić otaczający nas
mrok ignorancji, zachęcając czy wręcz wzywając do odpowiedniego
działania. Inaczej grozi nam pozostanie na planie jałowych
spekulacji, dostarczających w gruncie rzeczy tylko bezproduktywnej
rozrywki, podobnej do gry w szachy. Może to być sposób na życie i
może on być miłym spędzeniem czasu, ale nie doprowadzi nas do
rzeczywistego poznania tego czym jest życie i czym jest czas.
Z pewnością następujące tu
rozważania mają charakter metafizycznej spekulacji, niespotykanej
normalnie na portalach buddyjskich, przynajmniej tych związanych z
tradycją therawady. Jednak nie należy zapominać, że nawet jeżeli
są to spekulacje jakie nie występują w Suttach, to mają one tylko
jeden cel – zachęcenie do podjęcia odpowiedniego działania jasno
sugerowanego przez Sutty, mianowicie widzenia wszystkich rzeczy tak:
„To nie moje, tym nie jestem, to nie moje ja”. W
terminologii Nauki Jezusa byłoby to podjęcie działań zgodnych z
przekazem: „Gdziekolwiek się znajdziesz, zaprzyj się siebie, to
najlepsze co możesz zrobić”.
Pomijając smutnym milczeniem całkowity
brak zrozumienia współczesnych buddystów tego czym jest Nauka
Buddy, musimy przyznać, że Jezusowi także udało się stać
zrozumiałym jedynie dla nielicznych chrześcijan. Fundamentalnym
problemem zwykłego człowieka jest zrozumienie relacji między nim a
elementem nie-determinowanym, czy między nim a Bogiem, w zależności
czy uważa się z buddystę czy chrześcijanina.
Kim jestem, czym jestem, i co oznacza
dla mnie realizacja nibbany tutaj i teraz? Czym faktycznie ta nibbana
jest? Czym jest Bóg? Dla zaniepokojonych takim mieszaniem pojęć,
proponuję tutaj ograniczenie się do opisu Boga jako czegoś co nie
ma początku, końca, i trwa niezmienne tutaj i teraz – taki opis
Boga jest w pełni dopuszczalny przez Sutty i takiego Boga Budda nie
neguje, przeciwnie jednoznacznie twierdzi, że taki Bóg istnieje.
I tu musimy sobie zdać sprawę, że o
ile ani święty chrześcijański nie mówi o sobie: „Jestem
Bogiem”, ani też arahat nie mówi: „Jestem nibbaną” to jednak
w Suttach arahat i nibbana to synonimy. Sugestia Pessoi wydaje się
zatem słuszna:
Może okazać się, że to co nazywamy Bogiem i co w tak oczywisty sposób sytuuje się w innym planie, który nie podlega ani logice ani czasowej i przestrzennej rzeczywistości, jest jednym z naszych sposobów istnienia, naszym odczuwaniem samych siebie w innym wymiarze bycia.
Ta
wizja gdy ograniczona do czystej spekulacji, może zadowolić
przeciętnego wyznawcę New Age – bo cóż przyjemniejszego niż
chodzenie dookoła i ogłaszanie: Jestem Bogiem? Pewno tylko idea że
jest się Nadbogiem; tu bynajmniej nie żartuję, faktycznie
spotkałem się w swym życiu z wyznającym tą ideę. Jednak, dla nas
tutaj, jest to tylko punktem wyjścia do uświadomienia sobie naszego
rzeczywistego położenia, a położenie nieskończonego Boga
zafascynowanego skończonością, daje nam to co konstytuuje
samsaryczne zniewolenie. Dobrze będzie jeżeli zaadoptujemy
odpowiednią terminologię, gdzie to co niezmienne nazwiemy
Rzeczywistym, natomiast wszystkie rzeczy nietrwałe uznamy za
nierzeczywiste. Oczywiście można całkiem śmiało użyć innej
terminologii gdzie wszystko co jest obiektem świadomości jest na
swój sposób rzeczywiste, nawet halucynacja czy marzenie senne;
dobór odpowiedniej terminologii jest sprawą wyboru, trzeba tylko go
jasno określić przed podjęciem dyskusji, by uniknąć
nieporozumień, gdzie dwóch ludzi używa tego samego słowa w
zupełnie innym znaczeniu.
Trzymając
się naszej dopiero co wybranej terminologii – zadaniem ucznia
Buddy jest realizacja nibbany, bezpośrednie poznanie rzeczywistości.
I tu problem leży w tym, że to co zwykle poznajemy, poznajemy za
pomocą świadomości, która powstaje na bazie sześciorakiej bazy
zmysłowej (umysł jako szósty zmysł). Jednak wszelkie takie
poznanie jest temporalne, a zatem nierzeczywiste. Cóż więc
możemy zrobić?
Możemy
zaadoptować jako hipotezę roboczą fakt naszej boskości – tu
możemy mówić o swoistej wierze, która będzie naszym narzędziem
do przedostania się z obszaru ignorancji na teren bezpośredniego
poznania rzeczywistości. Formuła współzależnego powstawania,
zaczynająca się od frazy, z ignorancją jako warunek,
determinacje, w tym wypadku
może zostać odczytana przez nas przy pomocy innej formuły,
pochodzącej od Spinozy – omnis determinatio est
negatio.
„Determinacja jest negacją” jako twierdzenie o nierzeczywistości skończonego.Według tego odczytania, formuła twierdzi, że 1) Bóg, czy nieskończoność, są absolutnie nie determinowane, podczas gdy skończone rzeczy są po prostu determinacjami, limitacjami, czy negacjami absolutnie nieskończonego (czy absolutnie nie-determinowanego)1 W dodatku, to czytanie akceptuje, że 2) to co jest ledwie negacją czy determinacją nieskończonego, nie jest w pełni realne. Takie czytani formuły występuje u Maimona, Jacobi, i Hegela i u każdego z nich, ta interpretacja formuły „determinacja jest negacją” odgrywa kluczową rolę w ich generalnej rekonstrukcji filozofii Spinozy. W jego Streifereien im Gebiete der Philosophie (1793) Maimonides pisze: Spinoza twierdzi wraz z Parmenidesem: istnieje tylko rzeczywiste [das Reelle], które jest pojmowane przez zrozumienie. To co jest połączone z rzeczywistym w skończonym bycie jest niczym jak tylko limitacją [Einschränkung] rzeczywistego, negacją do której żadne egzystencja [Existenz] nie może być przypisana....Zgodnie z Heglem, Spinoza uważa skończone rzeczy jako ledwie determinacje, czy negacje, Jednego, i rzeczy które są ledwie negacjami innych, nie mogą być określane jako posiadające prawdziwe i niezależną istnienie. Jako rezultat tego, Hegel adoptuje twierdzenia Maimonidesa, że właściwym opisem filozofii Spinozy powinien być raczej akosmizm niż ateizm. 16
1. Ten pogląd mógł pojawić się u Kartezjusza. Patrz Piąty Zestaw Odpowiedzi: „Wszelka limitacja oznacza negację nieskończoności”. (AT vii:365; CSM ii:252). Ten punkt jest esencjonalny dla argumentu Kartezjusza w Trzeciej Medytacji, iż nasze pojmowanie nieskończoności jest pierwotne wobec skończonego i tak nie może być skonstruowane ze skończonego.
Fragmenty artykułu: “Omnis
determinatio est negatio”: determination, negation, and
self-negation in Spinoza, Kant, and Hegel . Autor:
Yitzhak Y. Melamed
Zatem
ja jako osoba,
jestem
i poszukuję rzeczywistości.
Ale jako osoba,
nigdy jej nie znajdę, gdyż to właśnie moje bycie osobą tworzy i
wspiera strukturę ignorancji przesłaniającą to co rzeczywiste.
Poznanie prawdy leży raczej w stopniowym usuwaniu tej zaciemniającej
wizję struktury. Gdy nierzeczywiste determinacje zostaną usunięte,
pozostanie to co rzeczywiste. Oczywiście to co rzeczywiste jest już
tak czy tak obecne, nie zostaje jednak ono rozpoznane jako takie.
Taka
wizja wyjaśnia to w co tak trudno uwierzyć – nieskończoność
naszego samsarycznego zniewolenia. Skoro to co rzeczywiste jest
nieskończone, ignorancja o tym również musi przybierać wartości
nieskończone, przynajmniej jeżeli chodzi o regres, gdyż oczywiście
ignorancja sama będąca determinacją, nie jest czymś absolutnym i
choć nie ma początku, może zostać zakończona.
Myślę,
że nie ma się co powtarzać i ponownie pisać o omawianych już
gdzie indziej sprawach, z wyjątkiem fundamentalnego zagadnienia,
relacji pomiędzy ignorancją na poziomie refleksyjnym a ignorancją
pre-refleksyjną. O ile postawa „jestem”
nie jest do usunięcia przez same intelektualne zrozumienie, to co
możemy zrobić to uniknięcie determinowania
siebie jako coś określonego, przez identyfikację z pięcioma
agregatami utrzymywania. Nie, nie
jestem ciałem, nigdy się nie urodziłem i nigdy nie umrę*.
Takie słowa w
innych tradycjach religijnych są wypowiadane przez największych
mistrzów duchowych**, jednak w Nauce Buddy takim zrozumieniem
dysponuje każdy uczeń Buddy, który pojął czym jest przesłanie
Nauczyciela ciało to nie ja, oraz jakie są jego praktyczne
konsekwencje; np. skoro ciało to nie ja a tylko obserwowany
obiek, gdzie zlokalizowany jest obserwator?
Oczywiście takie
intelektualne zrozumienie, jest jeszcze dalekie od pełnej
realizacji, nie mniej od czegoś trzeba zacząć, i jeżeli
zastosujemy w praktyce to co rozumiemy w teorii, Sutta M 140 może
się okazać mówiącą o naszym bezpośrednim doświadczeniu.
Mnichu "jestem" jest wyobrażeniem, „ jestem tym", jest wyobrażeniem, „będę”, jest wyobrażeniem, „nie będę”, jest wyobrażeniem, „będę posiadał materialną formę”, jest wyobrażeniem, „będę niematerialny", jest wyobrażeniem, „będę postrzegający”, jest wyobrażeniem, „będę nie-postrzegający”, jest wyobrażeniem, „będę ani-postrzegający-ani-nie-postrzegający”, jest wyobrażeniem. Wyobrażenie jest chorobą, wyobrażenie jest nowotworem, wyobrażenie jest drzazgą. Przez przekroczenie wszelkich wyobrażeń mnichu, jest on nazwany spokojnym mędrcem. A spokojny mędrzec jest niezrodzony, nie starzeje się i nie umiera, jest nieporuszony, niezaniepokojony. Bo nie ma w nim nic obecnego przez co mógłby się urodzić. Nie będąc narodzonym, jak mógłby się starzeć? Nie starzejąc się jak mógłby umrzeć? Nie umierając jak mógłby być poruszony? Nie będąc poruszonym jak mógłby być zaniepokojony?* Na pre-logicznym poziomie ignorancja jest wszechobecna, tj jako transcendencja i jako zmiana (=zapominanie); ale na logicznym poziomie może ona być częściowo wyparta z uwagi na możliwość właściwego poglądu, pojawiającego się częściowo i intelektualnie i prowizorycznie, choć to czym jest realizacja wstrzymania - to kataklizm. Nanamoli Thera**Nie ma nikogo kto by się urodził ani nikogo kto umrze. Ci którzy mówią o śmierci, mówią językiem niewiedzących dzieci. W języku serca, języku Dhammy, nie ma takiej rzeczy. Kiedy niesiemy brzemię, jest ono ciężkie. Gdy nie ma nikogo, kto by je niósł, nie ma problemu w świecie. Nie szukaj dobra czy zła lub czegokolwiek w świecie. Nie bądź czymkolwiek. Ajahn ChahAlbowiem tam, w owym byciu Boga, w którym Bóg znajduje ponad wszelkim bytem i ponad wszelkim zróżnicowaniem, byłem ja sam, chciałem siebie samego i poznałem siebie samego, by stworzyć tego oto człowieka (siebie). I dlatego jestem przyczyną siebie samego, zgodnie ze swym byciem, które jest wieczne, nie zaś zgodnie ze swym stawaniem się, które jest doczesne. I dlatego jestem niezrodzony i zgodnie ze sposobem (bycia) niezrodzonego, nie mogę nigdy umrzeć. Zgodnie ze sposobem (bycia) niezrodzonego, byłem wieczny, jestem teraz, i będę na wieki. To zaś, czym jestem z racji moich narodzin, umrze i obróci się w niwecz, albowiem jest śmiertelne; dlatego musi ono z czasem zginąć.Mistrz Eckhart
Podchodząc do
omawianej kwestii od strony świadomości, możemy zauważyć, że o
świadomości jako takiej możemy mówić tylko w przypadku
determinacji, tak jak ogień pali się zależnie od określonego
opału, tak świadomość jest zawsze świadomością czegoś,
prowadzi to do dość absurdalnej sytuacji – nie da się zanegować
istnienia świadomości, ale też nie da się powiedzieć czym
świadomość jest sama w sobie. Innymi słowy, świadomość
nie poznaje sama siebie, nie możemy mówić o świadomości
świadomości, a tylko świadomości poznającej imię-i-materię.
Robiąc krok w tył na drodze refleksji też nie zobaczymy czym
świadomość jest a jedynie uzyskamy świadomość świadomości
imienia-i-materii.
Ale jest sposób
poznania świadomości, nie jako obiektu świadomości, ale raczej
bycia świadomością:
Inne podobieństwo pomiędzy nauczaniem dzogczen a Ajahn Cah wychodzi z ostrzeżenia: nie szukaj nieuwarunkowanego, czy rigpy, za pomocą uwarunkowanego umysłu. W wersach III patriarchy zen czytamy: Szukanie Umysłu dyskryminującym umysłem jest największym ze wszystkich błędów”. Ajahn Cah wyrażał daremność i absurdalność tej tendencji przez przykład galopowania na koniu i w tym samym czasie szukania konia. Jedziemy i pytamy się: „Czy ktoś nie widział mojego konia?” Wszyscy patrzą na nas jakbyśmy byli szaleni. I tak dojeżdżamy do następnej wioski i pytamy się o to samo: „Czy ktoś nie widział mojego konia?” Ajahn Sumdho przedstawiał podobny przykład. Zamiast szukania konia, używał metafory rozglądania się za swymi oczami. Ten organ, dzięki któremu widzimy a my szukamy: „Czy ktoś nie widział moich oczu?” Nie możemy zobaczyć naszych oczu, ale możemy widzieć. To oznacza, że przytomność nie może być obiektem. Ale może być przytomność. Ajahn Chah i inni leśni mistrzowie używali wyrażenia „bycie poznawaniem”. To jak bycie rigpa. W tym stanie, jest umysł znający swą własną naturę, Dhamma znająca swą własną naturę. To wszystko. Jak tylko próbujemy uczynić z tego obiekt, to tworzy się dualistyczna struktura, podmiot tutaj, szukający obiektu tam. Rozwiązanie tego leży w puszczeniu tej dualności i uwolnieniu się od „szukania”. Wtedy serce po prostu przebywa w poznawaniu. Ale nawykowe jest myślenie: „Nie szukam wystarczająco mocno. Jeszcze nie znalazłem. Moje oczy muszą być gdzieś tutaj. W końcu przecież, mogę widzieć. Muszą starć się bardziej by je znaleźć". Ajahn Amaro
Taka świadomość,
która nie powstaje na bazie imienia-i-materii, nie podlega opisowi
fenomenologicznemu, nie da się już nic o niej powiedzieć, innymi
słowami, jest to wstrzymanie świadomości. I tu trzeba zrozumieć
podstawową kwestię, wstrzymanie oznacza iż zarówno jest
jak i nie jest, nie oddają stanu faktycznego. Niestety
większość ludzi w swej ignorancji jest tak przywiązana do
rzeczywistości imienia-i-materii, i zakłada, że skoro to co jest
podlega opisowi, to to czego nie można opisać po prostu nie
istnieje. Innymi słowy znajdują się oni w obrębie zamkniętego
kręgu ignorancji, opartego na dualizmie istnienie –
nie-istnienie.
Zatem celem tego
artykułu nie jest danie komuś intelektualnego podkładu pod
identyfikację: jestem świadomością, a raczej do
intelektualnej przygody bycia obserwatorem, który przez pełną
przytomność i uważność, oraz nie-identyfikowanie się z
poznawanymi obiektami [imieniem-i-materią] może rozpoznać swój
fundamentalny błąd – założenie (upadana) o swoim
istnieniu w czasie i przestrzeni. I tu wracamy do początku
przekazu ciało-to-nie-ja. Istnienia ciała nie da się
zanegować, ale całkiem śmiało można porzucić identyfikowanie
się z ciałem; oczywiście tu nie mam na myśli wyrecytowanie
formuły ciało-to-nie-ja, a raczej jej praktyczne zastosowanie, gdy
rzeczywiście ciało stanie się jasno widziane jako obiekt, jeden z
wielu obiektów świadomości.
I tak sprawa
nieśmiertelności jest w naszych rękach, śmierć okazuje się być
tylko pewną determinacją, i jest rzeczywista na tyle na ile daliśmy
się wciągnąć w królestwo imienia-i-materii. Niektórzy dali się
tak omamić ignorancji, że mowa o nieśmiertelności tutaj i teraz
jest dla nich pełną abstrakcją, nie widzą oni, że śmierć jest
nietrwała, determinowana i powstała współzależnie:
Zatem Anando, to jest powód, to jest przyczyna, to jest powstanie, to jest warunek dla świadomości, mianowicie imię-i-materia. Dotąd Anando człowiek może się rodzić czy starzeć czy umierać czy upadać czy powstawać dotąd jest sposób desygnacji, dotąd jest sposób języka, dotąd jest sposób opisu, dotąd jest sfera zrozumienia, dotąd jest kontynuacja samsary jako pojawienie się w sytuacji, dotąd mianowicie jak jest imię-i-materia ze świadomością. M 15
Większość
współczesnych ludzi jest skażona brudem obecnej epoki, z jej
ateizmem i materializmem, i tym samym patrzy na Naukę Buddy przez
pryzmat swych złudzeń, zakładając, iż to że Budda nie mówił o
Absolucie, oznacza iż żaden Absolut nie istnieje, a nibbana to jest
dokładnie to co ateiści wyobrażają sobie jako swoją śmierć.
Także na zakończenie nie zaszkodzi przypomnieć słów czcigodnego
Nanamoli:
Jakakolwiek koncepcja czystego Istnienia jest zawsze narażona na obiekcje, że jeżeli ogłaszamy jej absolutność to nie może ona być poznana, gdyż jeżeli jest poznawana, jest dostępna dla świadomości i już dłużej nie czysta; w konsekwencji Czyste Istnienie i nie-istnienie nie mogą być rozróżnione. Jeżeli absolutność jest ogłaszana dla jakiejkolwiek koncepcji Czystej Świadomości, podobna obiekcja powstaje, gdyż jeżeli świadomość jest czysta, to musi nie być lub będzie zanieczyszczona przez istnienie. Konsekwentnie czysta świadomość nie może mieć istnienia co równoznaczne jest z powiedzeniem, że jej nie ma.
Czyniąc świadomość jak i istnienie w jakiejkolwiek formie podmiotem w/p Budda zarówno zamyka wejście do tego logicznego labiryntu, jak i oferuje nam obraz, który jeżeli się tylko mu uważnie przyjrzymy to dostrzeżemy, że koresponduje on z naszym doświadczeniem, tak jak je przeżywamy. Tylko my wciąż zapominamy tego czego się nauczyliśmy. A zapominanie jest ignorancją. A ignorancja najbardziej reprezentacyjnym ze wszystkich ogniw w/p. To jedna ze skaz (asava) i tak jest istnienie.
Nie jest więc tak, że buddyzm nie ma ontologii, ale raczej tak, że Budda przejrzał przez to co współczesny pisarz nazwał „ontologicznym mirażem”i ustawił istnienie na jego odpowiednim miejscu. Nibbana jest wstrzymaniem ontologii - bhava-nirodho-nibbanam. Nie jest to jednakże „otchłań nie-istnienia” gdyż to wymaga świadomości do poznania tego jako takie. To absolutne wstrzymanie, które włącza nie-przypisywanie ani istnienia ani nie-istnienia.
I teraz podczas gdy w/p jawi się i jest kompletnym opisem świata, to jednakże gdy nibbana jest opisywana w terminach pozytywnych, nie jako wstrzymanie, pojawia się paradoks. Atthi...abhutam lub sabbato pabham opisuje jako poznawane bycie (przez świadomość) w terminach istnienia. Czym nibbana jest poznawana w terminach świadomości, to anidassanam: akt poznawania bez „ukazania”, „uczynienia widocznym” jakiegokolwiek determinowanego obiektu. To jest w opozycji do istnienia i wydaje się możliwe i nienonsensowne (paradoks), również wskazuje na „niekompletność” opisu.
Warto
także zauważyć wśród ignorantów tendencję do przypisywania
eternalizmu ludziom o dużym zrozumieniu Dhammy, płynącym nie z
książek a z własnego doświadczenia. Z takim zarzutem spotkał się
między innymi Ajahan Sumedho. O ile w pewnym sensie jest racją
nazwanie kogoś eternalistą, skoro mówi o czymś wiecznym, o tyle
głupcy mówiąc eternalizm mają na myśli błędny pogląd
sassatavadę. To pomieszanie pojęć, sassatavada jest afirmowaniem
wiecznego „ja” i jest zawsze związana z sakkaya-ditthi poglądem
ucieleśniającym i tak się składa, że Ajahan Sumedho jest jednym
z nielicznych współczesnych nauczycieli który w dość przejrzysty
sposób wykłada drogę do uwolnienia się od sakkaya-ditthi.
Nie
jest błędem mówienie o rzeczywistym
jako o wiecznym, o ile
podajemy jego opis nie jako ciągłość jakiejś rzeczy w czasie, co
byłoby eternalizmem – sassatavadą, a ograniczymy się w
następujący sposób do opisu tego co wieczne, mianowicie, wiecznym
jest:
Tylko
nie powstawanie, nie przemijanie, niezmienność tego co obecne.
środa, 26 czerwca 2013
Wkroczyć w pustkę
Sutty opisują wkroczenie w pustkę w
następujący sposób:
W Suttcie tej Budda opisuje stopniowe przechodzenie przez kolejne stadia koncentracji, od pierwszej jhany aż do bazy ani-percepcji-ani-nie-percepcji kończąc na koncentracji bez obiektu.
Ten sam schemat przechodzenia na coraz wyższe etapy koncentracji spotykamy w Suttach dość często. Warto zwrócić uwagę na specyfikę najwyższego stanu koncentracji, wstrzymania percepcji i uczucia. O ile pierwsze osiem stopni koncentracji jest dostępne dla puthujjany, o tyle ostatni etap koncentracji ma tak ogromny wpływ na medytującego, że po wyjściu z niego jest się albo nie-powracającym albo arahatem, nie można pozostać puthujjaną po przejściu takiego doświadczenia. Wagę jaką Budda przywiązywał do wstrzymania percepcji i uczucia widzimy choćby ze schematu Sutty AN IX, 41, gdzie o ile o pierwszych ośmiu osiągnięciach mówi się, że są otwarciem wśród ograniczenia w sensie prowizorycznym to wstrzymanie percepcji i uczucia:
Tutaj także widzimy specyfikę wstrzymania percepcji i uczucia. O ile pierwsze dziewięć stacji i baz daje wsparcie dla świadomości i owocuje odpowiednim typem istot, o tyle żadne istoty nie powstają na bazie wstrzymania percepcji i uczucia.
W terminach współzależnego powstawania możemy zatem powiedzieć, że pierwsze osiem baz podlega opisowi:
Natomiast wstrzymanie percepcji i uczucia to sytuacja, gdzie na drodze koncentracji imię-i-materia zostało usunięte jako wsparcie dla świadomości. Wydaje się, że to uprawnia nas do wywnioskowania, że wstrzymanie percepcji i uczucia daje nam bezpośredni kontakt z elementem nie-determinowanym. Warto zauważyć szczególny niuans i subtelność sytuacji. W oparciu o wyżej przytoczone Sutty, możemy sobie wywnioskować, na swój prywatny użytek, istnienie elementu nie-determinowanego, kryjącego się za doświadczeniem wstrzymania percepcji i uczucia. Ale … jakiekolwiek istnienie, jest byciem rozciągniętym w czasie i przestrzeni, czyli jest sytuacją gdzie świadomość wspiera się o imię-i-materię. A wraz ze wstrzymaniem świadomości zostaje wstrzymany czas i przestrzeń i z nimi istnienie.
Dowodząc więc istnienia elementu nie-determinowanego wpadamy w sprzeczność. Dlatego też Budda zatrzymuje się przy opisie tego co może być opisane, pozostawiając resztę elementów byśmy sami je sobie ułożyli na poziomie nie-werbalnym.
Powinno być dla nas jasne, że o ile nie możemy przeprowadzić dowodu na pozytywne istnienie elementu nie-determinowanego jako konkretnej rzeczywistości „realnego bytu”, o tyle w taki sam błąd wpadniemy, jeżeli zaczniemy udowadniać jego nieistnienie.
By się powtórzyć:
Rozumie on tak: "Cokolwiek jest determinowanego i wytworzonego mentalnie jest to nietrwałe i ulegające wstrzymaniu". Kiedy wie on i widzi w ten sposób jego umysł jest wyzwolony ze skazy zmysłowego pragnienia, ze skazy istnienia i ze skazy ignorancji. Gdy wyzwolony, przychodzi wiedza: "Jest wyzwolony". Rozumie on tak: "Narodziny są wyczerpane, święte życie przeżyte, co trzeba było wykonać zostało wykonane, nigdy więcej tego stanu istnienia". Rozumie on tak: "Zakłócenia, które były obecne zależnie od skazy zmysłowego pragnienia są tu nieobecne, zakłócenia, które były obecne zależnie od skazy istnienia są tu nieobecne, zakłócenia, które były obecne zależnie od skazy ignorancji są tu nieobecne, obecna jest tu tylko ta ilość zakłóceń (nie-pustka), mianowicie witalne determinacje jako warunek zależne od (obecności) tego ciała z jego sześcioma bazami. Rozumie on: "To pole percepcji jest puste od skazy zmysłowego pragnienia". Rozumie on: "To pole percepcji jest puste od skazy istnienia". Rozumie on: "To pole percepcji jest puste od skazy ignorancji. Jest tu tylko ta ilość zakłóceń (nie-pustka), mianowicie witalne determinacje jako warunek zależne od (obecności) tego ciała z jego sześcioma bazami". Tak widzi on za puste to co nieobecne, ale to co obecne rozumie tak: "To wciąż jest obecne". I to jest dla niego zejście w pustkę, zgodnie z rzeczywistością, bez przekłamań w znaczeniu i czyste.
Jacykolwiek pustelnicy i bramini w przeszłości weszli i trwali w pustce oczyszczonej i nieprzezwyciężonej przez nic innego, wszyscy oni weszli i trwali w tej samej pustce co czysta i nieprzewyższona przez nic innego. Jacykolwiek pustelnicy i bramini w przyszłości wejdą i będą trwali w pustce oczyszczonej i nieprzezwyciężonej przez nic innego, wszyscy oni wejdą i będą trwali w tej samej pustce co czysta i nieprzewyższona przez nic innego. Jacykolwiek pustelnicy i bramini teraz wchodzą i trwają w pustce oczyszczonej i nieprzezwyciężonej przez nic innego, wszyscy oni wchodzą i trwają w tej samej pustce co czysta i nieprzewyższona przez nic innego. Zatem Anando powinieneś trenować się tak: 'Wejdę i będę trwał w pustce co czysta i nieprzezwyciężona przez nic innego'". M 121
W Suttcie tej Budda opisuje stopniowe przechodzenie przez kolejne stadia koncentracji, od pierwszej jhany aż do bazy ani-percepcji-ani-nie-percepcji kończąc na koncentracji bez obiektu.
Ten sam schemat przechodzenia na coraz wyższe etapy koncentracji spotykamy w Suttach dość często. Warto zwrócić uwagę na specyfikę najwyższego stanu koncentracji, wstrzymania percepcji i uczucia. O ile pierwsze osiem stopni koncentracji jest dostępne dla puthujjany, o tyle ostatni etap koncentracji ma tak ogromny wpływ na medytującego, że po wyjściu z niego jest się albo nie-powracającym albo arahatem, nie można pozostać puthujjaną po przejściu takiego doświadczenia. Wagę jaką Budda przywiązywał do wstrzymania percepcji i uczucia widzimy choćby ze schematu Sutty AN IX, 41, gdzie o ile o pierwszych ośmiu osiągnięciach mówi się, że są otwarciem wśród ograniczenia w sensie prowizorycznym to wstrzymanie percepcji i uczucia:
I znów, przyjacielu, z całkowitym przekroczeniem bazy nicości, mnich wkracza i trwa w bazie ani-percepcji-ani-nie-percepcji. Do tego obszaru Zrealizowany mówił o osiągnięciu otwarcia wśród ograniczenia, w sensie prowizorycznym. Tu także jest ograniczenie. A czym tu jest ograniczenie? Jakakolwiek percepcja bazy ani-percepcji-ani-nie-percepcji co nie zanikła, jest ograniczeniem w tym przypadku.
I znów, przyjacielu, z całkowitym przekroczeniem bazy ani-percepcji-ani-nie-percepcji, mnich wkracza i trwa we wstrzymaniu percepcji i uczucia, i po zobaczeniu tego ze zrozumieniem, jego skazy są całkowicie wyczerpane. Do tego obszaru, przyjacielu, Zrealizowany mówił o osiągnięciu otwarcia wśród ograniczenia, w sensie nie-prowizorycznym”.
Powstaje pytanie,
jaka jest relacja pomiędzy nibbaną czy wkroczeniem w pustkę (to,
że to synonimy, myślę, że nie trzeba tu wyjaśniać) a
wstrzymaniem percepcji i uczucia?
Warto zauważyć,
że ten sam schemat można podać w terminach istnienia, gdzie
świadomość wsparta na konkretnej bazie „tworzy” specyficzny
rodzaj istot:
Anando, jest siedem stacji dla świadomości i dwie bazy. Jakie siedem? Tu Anando są istoty różniące się ciałem i różniące się percepcją, takie jak istoty ludzkie, niektórzy bogowie i niektóre istoty w niższych światach. To pierwsza stacja dla świadomości. Są istoty różniące się ciałem ale jednakie w percepcji, takie jak bogowie Brahmy generowani przez pierwszą jhanę. To druga stacja dla świadomości. Są istoty jednakie ciałem ale o różnej percepcji, takie jak bogowie Strumienistej Radiacji. To trzecia stacja dla świadomości. Są istoty jednakie ciałem i o jednakiej percepcji, takiej jak bogowie Lśniącej Chwały. To czwarta stacja dla świadomości. Są istoty, które całkowicie przekraczając percepcję materialnych form, omijając percepcję sensoryczną i przez nie skierowanie uwagi na percepcję różnorodności (postrzegając): „Przestrzeń jest nieskończona” osiągają bazę nieskończonej przestrzeni. To piata baza dla świadomości. Są istoty, które całkowicie przekraczając bazę nieskończonej przestrzeni osiągają bazę nieskończonej świadomości. To szósta stacja dla świadomości. Są istoty, które całkowicie przekraczając bazę nieskończonej świadomości (postrzegając): „Tu nic nie ma” osiągają bazę nicości. To siódma stacja dla świadomości. Baza nieświadomych istot i baza ani-percepcji-ani-nie-percepcji – te są dwie bazy. Zatem Anando, jeżeli człowiek rozumie pierwszą stację dla świadomości, tą istot różnych ciałem i o różnej percepcji, i jeżeli człowiek rozumie jej powstanie, jej zanik, jej gratyfikację, rozczarowanie nią i ucieczkę z niej, czy jest właściwe dla niego by szukał w niej uciechy? - Oczywiście, że nie, Panie. - Jeżeli człowiek rozumie pozostałe stacje i dwie bazy, .... czy jest właściwe dla niego by szukał w tym uciechy? - Oczywiście, że nie, Panie. - Anando, kiedy mnich po zrozumieniu takimi jakimi rzeczywiście są, przemijanie, gratyfikacja, rozczarowanie i ucieczka odnośnie tych siedmiu stacji dla świadomości i dwóch baz – to jest on wyzwolony przez zrozumienie. D 15
Tutaj także widzimy specyfikę wstrzymania percepcji i uczucia. O ile pierwsze dziewięć stacji i baz daje wsparcie dla świadomości i owocuje odpowiednim typem istot, o tyle żadne istoty nie powstają na bazie wstrzymania percepcji i uczucia.
W terminach współzależnego powstawania możemy zatem powiedzieć, że pierwsze osiem baz podlega opisowi:
Z imieniem-i-materią jako warunek, świadomość. To zostało powiedziane. Jak to jest Anando, że z imieniem-i-materią jako warunek jest świadomość, powinno być widziane w ten sposób: jeżeli Anando świadomość nie uzyskałaby oparcia w imieniu-i-materii czy przyszłe powstanie i dojście do zaistnienia narodzin, starości i śmierci i cierpienia pojawiłoby się? - Oczywiście, że nie, Panie. - Zatem Anando, to jest powód, to jest przyczyna, to jest powstanie, to jest warunek dla świadomości, mianowicie imię-i-materia. Dotąd Anando człowiek może się rodzić czy starzeć czy umierać czy upadać czy powstawać dotąd jest sposób desygnacji, dotąd jest sposób języka, dotąd jest sposób opisu, dotąd jest sfera zrozumienia, dotąd jest kontynuacja samsary jako pojawienie się w sytuacji, dotąd mianowicie jak jest imię-i-materia ze świadomością. D 15
Natomiast wstrzymanie percepcji i uczucia to sytuacja, gdzie na drodze koncentracji imię-i-materia zostało usunięte jako wsparcie dla świadomości. Wydaje się, że to uprawnia nas do wywnioskowania, że wstrzymanie percepcji i uczucia daje nam bezpośredni kontakt z elementem nie-determinowanym. Warto zauważyć szczególny niuans i subtelność sytuacji. W oparciu o wyżej przytoczone Sutty, możemy sobie wywnioskować, na swój prywatny użytek, istnienie elementu nie-determinowanego, kryjącego się za doświadczeniem wstrzymania percepcji i uczucia. Ale … jakiekolwiek istnienie, jest byciem rozciągniętym w czasie i przestrzeni, czyli jest sytuacją gdzie świadomość wspiera się o imię-i-materię. A wraz ze wstrzymaniem świadomości zostaje wstrzymany czas i przestrzeń i z nimi istnienie.
Dowodząc więc istnienia elementu nie-determinowanego wpadamy w sprzeczność. Dlatego też Budda zatrzymuje się przy opisie tego co może być opisane, pozostawiając resztę elementów byśmy sami je sobie ułożyli na poziomie nie-werbalnym.
Dotąd Anando człowiek może się rodzić czy starzeć czy umierać czy upadać czy powstawać dotąd jest sposób desygnacji, dotąd jest sposób języka, dotąd jest sposób opisu, dotąd jest sfera zrozumienia, dotąd jest kontynuacja samsary jako pojawienie się w sytuacji, dotąd mianowicie jak jest imię-i-materia ze świadomością. D 15
Powinno być dla nas jasne, że o ile nie możemy przeprowadzić dowodu na pozytywne istnienie elementu nie-determinowanego jako konkretnej rzeczywistości „realnego bytu”, o tyle w taki sam błąd wpadniemy, jeżeli zaczniemy udowadniać jego nieistnienie.
By się powtórzyć:
"Tak jak płomień zdmuchnięty siłą wiatru
Upasivo, rzekł Zrealizowany
Znika i desygnacja nie ma już dla niego zastosowania
Tak też Milczący Mędrzec, uwolniony z imienia-ciała
Znika i desygnacja nie ma już u niego zastosowania”.
„Zatem gdy tak odszedł, czy już dłużej nie istnieje?
Lub jest uczyniony nieśmiertelnym na wieczność
Niech mędrzec łaskawie mi to wyjaśni
Ponieważ stan ten jest dla niego zrozumiały”.
„Nie ma określeń na tego kto tak odszedł
Upasivo, rzekł Zrealizowany
To przez co można by go opisać nie ma u niego
Gdzie wszystkie rzeczy się zniosły
Zniesione są również drogi słów”. (Sn 5:7)
W AN
IX, 14 czcigodny Sariputta pyta mnicha: „Na jakiej podstawie,
Samiddhi, intencje i myśli powstają u człowieka?” „Na
podstawie imienia-i-materii, czcigodny panie”. Możemy powiedzieć,
że imię-i-materia jest domem dla świadomości. Sama świadomość
jest pustym polem, w którym pojawiają się rzeczy. Jeżeli nie
dysponujemy taką siłą koncentracji by osiągnąć wstrzymanie
percepcji i uczucia i tym samym usunąć z pola świadomości
wszelkie obiekty z którymi świadomość zwykła się identyfikować,
musimy liczyć tylko na wyzwolenie przez zrozumienie, a to polega na
widzeniu wszystkich rzeczy tak: „To nie moje, tym nie jestem, to
nie moje ja”. W taki sposób, nawet bez osiągania wstrzymania
percepcji i uczucia możemy się uwolnić od imienia-i-materii i
wkroczyć w pustkę. Ale … pamiętajmy o jednym. Pierwsza
Szlachetna Prawda, w skrócie, brzmi: pięć agregatów utrzymywania
jest cierpieniem. A jak mówi nam M 44 te pięć agregatów
utrzymywania to sakkaya – osoba. Z osobą nierozerwalnie związany
jest błędny pogląd ucieleśniający – sakkayaditthi, gdzie
puthujjana dokonuje identyfikacji i widzi rzeczy tak: „To moje, tym
jestem, to moje ja”. Zatem jeżeli chodzi o relację pomiędzy
osobą a pustką, nie możemy mówić o wkroczeniu „kogoś”,
„osoby” w pustkę, a raczej o rozpuszczeniu się „osoby” w
pustce. Nasze „osobiste” doświadczenia są różne, ale
doświadczenie pustki jest w terminach Szlachetnych Prawd
niepersonalne
i jest jednakie dla wszystkich, którzy, „wkroczyli”, „wkroczą”,
„wkraczają” w pustkę.
wtorek, 25 czerwca 2013
Z ignorancją jako warunek … sześcioraka baza
Jako, że współzależne powstawanie jest Drugą Szlachetną Prawdą, tak jak już to powiedzieliśmy, relacja z ignorancją jako warunek … nie jest opisem procesu temporalnego gdzie za przyczyną następują po jakimś czasie skutki, w tym wypadku sześcioraka baza; a opisem stanu cierpienia, innymi słowy doświadczenia zwykłego człowieka. W tym zatem wypadku mamy do czynienia ze stanem zawłaszczenia i identyfikowania się z organami zmysłowymi. Dobrze o tym pamiętać, gdyż pozwala nam to zrozumieć i ominąć wątpliwości tych, którzy powiedzą: „No dobrze, ale przecież arahat dalej ma oczy, uszy itp, zatem nie można powiedzieć, że ze wstrzymaniem ignorancji następuje wstrzymanie sześciorakiej bazy”.
To oczywiście naturalna obiekcja tego, który nie widzi współzależnego powstawania i próbuje go sobie wyjaśnić na „swój rozum”. Problem tylko w tym, że współzależne powstawanie raczej ma nam pomóc byśmy porzucili „nasz rozum puthujjany”, i zaadoptowali wizję Buddy. A w Nauce Buddy, wstrzymanie sześciorakiej bazy nie jest związane z rozpadem ciała, ale z pojawieniem się wglądu na element nie-determinowany:
Wstrzymanie sześciorakiej bazy, by nie pozostawać na poziomie abstrakcyjnym, można zilustrować przykładem z życia. Jest on o tyle dobry, że nie tylko potwierdza to co tu powiedzieliśmy, ale jasno pokazuje nam, że zrozumienie: „ze wstrzymaniem ignorancji … wstrzymanie sześciorakiej bazy”, nie jest ściśle biorąc li tylko „intelektualnym zrozumieniem”, przynajmniej tak jak się ostatnio rozumie zwrot „intelektualne rozumienie”. Możemy powiedzieć, że takie intelektualne zrozumienie ma sotapanna, nie mniej jeszcze sporo brakuje mu do pełnego urzeczywistnienia tego zrozumienia, by odzwierciedlało się ono także na poziomie emocjonalnym. Nie mniej, jeżeli zaadoptujemy taką wizję relacji ignorancji do sześciorakiej bazy, kierunek praktyki powinien stać się dla nas jasny.
To oczywiście naturalna obiekcja tego, który nie widzi współzależnego powstawania i próbuje go sobie wyjaśnić na „swój rozum”. Problem tylko w tym, że współzależne powstawanie raczej ma nam pomóc byśmy porzucili „nasz rozum puthujjany”, i zaadoptowali wizję Buddy. A w Nauce Buddy, wstrzymanie sześciorakiej bazy nie jest związane z rozpadem ciała, ale z pojawieniem się wglądu na element nie-determinowany:
Czcigodny Ananda: „Przyjaciele, kiedy Zrealizowany wstał z miejsca i udał się do swojego mieszkania, po wypowiedzeniu w skrócie bez szczegółowego wyjaśniania tego: 'Zatem mnisi, ta baza powinna być zrozumiana, gdzie oko zanika i niknie percepcja materialnych form, gdzie ucho zanika i niknie percepcja dźwięków, gdzie nos zanika i niknie percepcja zapachów, gdzie język zanika i niknie percepcja smaków, gdzie ciało zanika i niknie percepcja dotyków, gdzie umysł zanika i niknie percepcja mentalnych obiektów' – rozumiem szczegółowe tego następująco: To zostało powiedziane przez Zrealizowanego, przyjaciele, w odniesieniu do wstrzymaniu sześciorakiej bazy zmysłowej”.
SN 35: 117
Wstrzymanie sześciorakiej bazy, by nie pozostawać na poziomie abstrakcyjnym, można zilustrować przykładem z życia. Jest on o tyle dobry, że nie tylko potwierdza to co tu powiedzieliśmy, ale jasno pokazuje nam, że zrozumienie: „ze wstrzymaniem ignorancji … wstrzymanie sześciorakiej bazy”, nie jest ściśle biorąc li tylko „intelektualnym zrozumieniem”, przynajmniej tak jak się ostatnio rozumie zwrot „intelektualne rozumienie”. Możemy powiedzieć, że takie intelektualne zrozumienie ma sotapanna, nie mniej jeszcze sporo brakuje mu do pełnego urzeczywistnienia tego zrozumienia, by odzwierciedlało się ono także na poziomie emocjonalnym. Nie mniej, jeżeli zaadoptujemy taką wizję relacji ignorancji do sześciorakiej bazy, kierunek praktyki powinien stać się dla nas jasny.
Pewnego razu czcigodny Siariputta i czcigodny Upasena przebywali w Zimnym Gaju w Grocie Węży. Wtedy to żmija upadła na ciało czcigodnego Upaseny. Czcigodny Upasena odezwał się do mnichów tak: "Przyjaciele, przyjaciele, wynieście to moje ciało na zewnątrz, zanim rozsypie się jak garść piasku". Kiedy to zostało powiedziane, czcigodny Siariputta odezwał się do czcigodnego Upaseny: "Nie widzimy żadnej zmiany na ciele czcigodnego Upaseny, ani choć skrzywienia na jego twarzy, a jednak czcigodny Upasena mówi: 'Przyjaciele, przyjaciele, wynieście to moje ciało na zewnątrz zanim rozsypie się jak garść piasku'". "Przyjacielu Siariputto, u tego kto myśli: 'Jestem okiem, lub oko jest moje, jestem uchem, lub ucho jest moje, jestem nosem, lub nos jest mój, jestem językiem, lub język jest mój, jestem ciałem, lub ciało jest moje, jestem umysłem lub umysł jest mój', mogłaby wystąpić zmiana na jego ciele, albo skrzywienie na jego twarzy. Ale przyjacielu Siariputto, nie powstaje u mnie idea: 'Jestem okiem, lub oko jest moje. Jestem uchem, lub ucho jest moje, jestem nosem, lub nos jest mój, jestem językiem, lub język jest mój, jestem ciałem, lub ciało jest moje, jestem umysłem, lub umysł jest mój', czemu więc miałaby wystąpić jakaś zmiana na moim ciele, bądź skrzywienie na mojej twarzy?" "Z pewnością ponieważ ja-twórczość, moje-twórczość i dogłębna tendencja do złudzenia zostały całkowicie wykorzenione przez czcigodnego Upasenę długi czas temu, nie wydaje mu się: 'Jestem okiem, lub oko jest moje, jestem uchem, lub ucho jest moje, jestem nosem lub nos jest mój, jestem językiem lub język jest mój, jestem ciałem lub ciało jest moje, jestem umysłem lub umysł jest mój'". Kiedy mnisi wynieśli ciało czcigodnego Upaseny na zewnątrz, rozsypało się ono jak garść piasku. SN 35: 69 Upasena
sobota, 22 czerwca 2013
Wiara sotapanny
Po usłyszeniu pouczeń od Buddy:
Najpierw mała dygresja odnośnie tytułu, mówiącego o wierze sotapanny, podczas gdy ktoś może błędnie wywnioskować, że bramin Unnabha był nie-powracającym. Ale jak widzimy, Budda dał zastrzeżenie: „gdyby umarł w tym czasie”. I jak wiadomo, ariya niższego szczebla, jeżeli umiera podczas jhany odradza się jako nie-powracający.
Zastanówmy się skąd taka wielka wiara u sotapanny? Otóż jest ona taka gdyż w sensie ścisłym nie jest już zwykłą wiarą w oparciu o którą działają ludzie. U bramina Unnabha pojawił się wgląd w pustkę. Pustka jest tym w jaki sposób element nie-determinowany manifestuje się w doświadczeniu. Filozofowie mahajany uczynili wiele, by pustka stała się pojęciem abstrakcyjnym, jednak w wypadku ariya chodzi o konkretne doświadczenie przestrzenności umysłu, zaniknięcie wymiaru myśli. W takim stanie rozpoznajemy milczące tło umysłu, niezmienne i cały czas obecne. Zwykły człowiek nie potrafi go rozpoznać, z uwagi na zbyt wielką identyfikację z myślącym umysłem. U puthujjany pustka manifestuje się skromną przerwą między dwoma myślami.
Sotapanna widzi tą niezmienność i jest ona przyjemna, na jej tle wszystkie nietrwałe rzeczy jawią się jako bolesne. Dlatego też, jak powiadają Sutty, wgląd w nietrwałość jest tym co różni ariya od puthujjana:
Jednak wgląd w pustkę sotapanny jest niestabilny, okoliczności zewnętrzne czy obecne jeszcze dogłębne tendencje do pożądania, nienawiści i złudzenia, mogą zakłócić jego wizję. Nie mniej, rozpoznanie elementu nie-determinowanego, pojawiło się u sotapanny w wyniku z kontaktem z Nauką Buddy i jej praktykowaniem. (Braminowi Unnabha wystarczyła jedna Sutta by zrozumiał Dhammę, jednak częściej takie zrozumienie pojawia się dopiero po pewnym czasie praktyki). Jakościowa poprawa egzystencji jest u niego ewidentna, i z tego powodu nic już nie może zachwiać wiary sotapanny w Buddę. A mówimy jednak o wierze, gdyż stan spokoju jakim dysponuje sotapanna jest jeszcze podatny na zakłócenia, jednak wierzy on, że wraz z odpowiednią praktyką Nauki Buddy, możliwe jest pogłębienie tego doświadczenia do miejsca gdzie zrealizowany będzie niezachwiany spokój i nic nie będzie w stanie wyprowadzić umysłu z równowagi.
Ten poziom mentalnego rozwoju dobrze opisuje Nisargadatta Maharaj:
Wtedy bramin Unnabha, ucieszywszy się i zadowoliwszy słowami Zrealizowanego, odszedł, trzymając się swą prawą stroną Zrealizowanego. Wtedy, niedługo po tym jak odszedł, Zrealizowany odezwał się do mnichów w ten sposób: „Mnisi, załóżmy, że w domu czy holu o spadzistym dachu z opozycyjnym oknem na wschód, wstaje słońce. Kiedy jego promienie przenikną przez okno, gdzie się usadowią?” „Na zachodniej ścianie, czcigodny panie”. „Tak też, mnisi, bramin Unnabha uzyskał wiarę w Tathagatę, która jest usadowiona, głęboko zakorzeniona, ustanowiona, stała. Nie może być usunięta przez żadnego pustelnika czy bramina czy boga czy Marę czy Brahmę czy przez nikogo w świecie. Jeżeli, mnisi, bramin Unnabha umarł w tym czasie, nie ma pęta, związany którym mógłby ponownie wrócić na ten świat. SN 48: 42
Najpierw mała dygresja odnośnie tytułu, mówiącego o wierze sotapanny, podczas gdy ktoś może błędnie wywnioskować, że bramin Unnabha był nie-powracającym. Ale jak widzimy, Budda dał zastrzeżenie: „gdyby umarł w tym czasie”. I jak wiadomo, ariya niższego szczebla, jeżeli umiera podczas jhany odradza się jako nie-powracający.
Zastanówmy się skąd taka wielka wiara u sotapanny? Otóż jest ona taka gdyż w sensie ścisłym nie jest już zwykłą wiarą w oparciu o którą działają ludzie. U bramina Unnabha pojawił się wgląd w pustkę. Pustka jest tym w jaki sposób element nie-determinowany manifestuje się w doświadczeniu. Filozofowie mahajany uczynili wiele, by pustka stała się pojęciem abstrakcyjnym, jednak w wypadku ariya chodzi o konkretne doświadczenie przestrzenności umysłu, zaniknięcie wymiaru myśli. W takim stanie rozpoznajemy milczące tło umysłu, niezmienne i cały czas obecne. Zwykły człowiek nie potrafi go rozpoznać, z uwagi na zbyt wielką identyfikację z myślącym umysłem. U puthujjany pustka manifestuje się skromną przerwą między dwoma myślami.
Sotapanna widzi tą niezmienność i jest ona przyjemna, na jej tle wszystkie nietrwałe rzeczy jawią się jako bolesne. Dlatego też, jak powiadają Sutty, wgląd w nietrwałość jest tym co różni ariya od puthujjana:
Ale jak cierpienie jest związane z nietrwałością? To branie za pewne jako przyjemno-trwałe (prawdopodobnie wieczne byłoby lepszym słowem) tego co tak naprawdę jest nietrwałe. I rzeczy są brane za pewnie przyjemno-trwałe (czy wieczne) kiedy są brane (w ten czy inny sposób) za “ja” czy “moje” (gdyż, jak słusznie zauważyłeś idee subiektywności stowarzyszone są z ideami nieśmiertelności) i puthujjana bierze wszystkie rzeczy w ten sposób. I tak dla puthujjana wszystkie rzeczy są (sankhara)dukkha cierpieniem związanym z determinacjami. Jak zatem – i to wydaje się być głównym punktem w twojej argumentacji – jak zatem puthujjana widzi i wie (czy osądza), że wszystkie rzeczy są cierpieniem, skoro nie ma pewnego tła (czy kryterium czy normy) o nie-cierpieniu (tj o sukha) w odniesieniu do której wszystkie rzeczy ukazują się jako dukkha (cierpienie). Odpowiedź jest całkiem prosta: puthujjana nie widzi i nie wie (czy nie osądza), że wszystkie rzeczy są cierpieniem. Puthujjana nie ma kryterium czy normy dla uczynienia takiego osądu a zatem go nie robi. Nanavira Thera
Jednak wgląd w pustkę sotapanny jest niestabilny, okoliczności zewnętrzne czy obecne jeszcze dogłębne tendencje do pożądania, nienawiści i złudzenia, mogą zakłócić jego wizję. Nie mniej, rozpoznanie elementu nie-determinowanego, pojawiło się u sotapanny w wyniku z kontaktem z Nauką Buddy i jej praktykowaniem. (Braminowi Unnabha wystarczyła jedna Sutta by zrozumiał Dhammę, jednak częściej takie zrozumienie pojawia się dopiero po pewnym czasie praktyki). Jakościowa poprawa egzystencji jest u niego ewidentna, i z tego powodu nic już nie może zachwiać wiary sotapanny w Buddę. A mówimy jednak o wierze, gdyż stan spokoju jakim dysponuje sotapanna jest jeszcze podatny na zakłócenia, jednak wierzy on, że wraz z odpowiednią praktyką Nauki Buddy, możliwe jest pogłębienie tego doświadczenia do miejsca gdzie zrealizowany będzie niezachwiany spokój i nic nie będzie w stanie wyprowadzić umysłu z równowagi.
Ten poziom mentalnego rozwoju dobrze opisuje Nisargadatta Maharaj:
Raz tego doświadczywszy, nigdy już nie będziesz tym samym człowiekiem, nieuporządkowany umysł może zniszczyć ten spokój i zaciemnić wizję, ale to doświadczenie powraca, jeżeli utrzymuje się odpowiedni wysiłek, aż do dnia, gdy wszystkie więzy są zerwane, złudzenia i przywiązania zakończone i życie staje się doskonale skoncentrowane na teraźniejszym.
czwartek, 20 czerwca 2013
Skromność puthujjany i wiara w Buddę
Są „buddyści”, którzy - zapewne
w duch obiektywizmu, uznającego, że moja wiara jest jak każda
inna, a Budda to tylko jeden z wielu równych sobie nauczycieli –
zarzucają Buddzie brak skromności. Oczywiście współcześni
buddyści zarzucają Buddzie znacznie więcej rzeczy, co skłania nas
do przypuszczeń, że nie wybrali oni sobie Dhammy, dla samej
Dhammy, ale po prostu są urodzonymi niedowiarkami lubiącymi
krytykować, i podważać święte pisma, i z tego też względu,
mimo że islam jest im bardziej bliski duchowo, zainteresowali się
Dhammą, gdzie można sobie całkiem otwarcie pozwolić wobec Buddy
na sceptycyzm, podczas gdy taka postawa w islamie, wiąże się z
dużym ryzykiem utraty zdrowia. Ale tutaj ograniczymy się tylko do
omówienia domniemanego braku skromności ze strony Buddy.
Tym buddystom konkretnie chodzi o
Suttę, gdzie Budda wymienia siebie jako najbardziej godnego
postawienia stupy. „Cóż za brak skromności! Ta Sutta na pewno
została dodana po paranibbanie Buddy!”
Widzimy tu typową postawę puthujjana,
który jak czegoś nie rozumie w Suttach, na pierwszym miejscu
oskarża Sutty o problem. Łatwiej mu zaakceptować fakt, że mnisi
układający Sutty w Kanon popełnili oszustwo, albo że jednak Budda
nie był znowu taki idealny, niż żeby miał wpaść na pomysł, że
problem tkwi w jego błędnym zrozumieniu pewnych spraw.
Zapytajmy zatem czym jest skromność.
Przede wszystkim musimy zdać sobie sprawę, że wszyscy ludzie są
egotyczni, oczywiście właśnie z wyjątkiem Buddy i arahatów*.
Każdy ceni siebie najbardziej ze wszystkiego na świecie. Ale z
drugiej strony człowiek jest istotą stadną, i życie w
społeczeństwie samych egotyków jawnie manifestujących swój
egotyzm, byłoby sprawą uciążliwą. I stąd, pojawiły się pewne
normy społeczne, hamujące okazywanie tego egotyzmu. Pozwolę sobie
zacytować Ortegę y Gasseta:
Otacza ono poszczególne jednostki swego rodzaju buforami, łagodzącymi skutki wzajemnych zderzeń. Najlepszy dowód na to znajdujemy w fakcie, iż kurtuazja osiągnęła najdoskonalsze, najbogatsze, i najbardziej wyrafinowane formy w krajach, gdzie zagęszczenie ludzi było szczególnie wielkie. Do maksimum doszła więc tam, gdzie było ono największe, a więc na Dalekim Wschodzie – w Chinach i Japonii. Ludzie muszą tam żyć zbyt blisko jedni drugich, niemalże jedni na drugich. Bez owych maleńkich zderzaków współżycie nie byłoby możliwe. Wiadoma rzecz, iż Europejczyk wywołuje w Chinach wrażenie człowieka ordynarnego, gruboskórnego i bardzo źle wychowanego. Nie dziwi więc, że w języku japońskim doszło do zniesienia obu tych mocnych słów – trochę a czasem nawet bardzo impertynenckich – jakimi są ja, którym to słowem chcąc nie chcąc, wtłaczam w drugiego swą osobowość, oraz ty, którym wtłaczam weń swoją koncepcję jego osobowości. Oba zaimki osobowe zastąpione zostały kwiecistymi i ceramicznymi formułami; zamiast ty mówi się coś w rodzaju „ów cud który się tu znajduje”, a zamiast ja coś jakby „obecna tu marność”. Człowiek i ludzie s. 553
Nie powinniśmy jednak mylić
konwenansów językowych z rzeczywistością ego. Chińczyk
doświadcza ego w taki sam sposób jak europejczyk, jego skromność
nie umniejsza jego egotyzmu, ba nawet czasem prowadzi do
paradoksalnych sytuacji, że ujawnia ona jak bardzo egotyczny jest
umysł człowieka. Dam przykład. Podczas odwiedzin klasztoru na
Tajwanie, znajomy prowadził niezobowiązująca konwersację z pewna
mniszką. Okazało się, że jej brat jest mnichem i uczniem
Dalajlamy. By być uprzejmym, znajomy zauważył: „Tak, Dalajlama
to dobry nauczyciel”. Na co ta mniszka, bez większego
zastanowienia odpowiedziała: „Och, wcale tak nie myślę!” Z
pewnością Dalajlamie można by to i owo zarzucić, ale raczej nie
podczas takich towarzyskich konwersacji, gdy spotykamy się z kimś
nowym, i to właśnie w Chinach, gdzie trzeba być uprzejmym. Dlatego
znajomy wyraził zdziwienie: „Ach tak, ale z jakiego powodu tak
uważasz?” Na co mniszka, wyjaśniła: „On jest nauczycielem
mojego brata”. Skromność obejmuje nie tylko unikanie
mówienia o sobie pozytywnych rzeczy, ale także o swojej rodzinie. A
jako, że Dalajlama jest nauczycielem mojego brata, nie
wypada mi się zgodzić z tym, że jest on dobrym nauczycielem.
Widzimy tu całkiem sporą dawkę egotyzmu, tyle, że wyrażającego
się w subtelnej formie.
Teraz możemy zrozumieć podstawę
puthujjany buddysty, który odczuwa pewien dyskomfort,
dowiadując się, że Budda uznał siebie za najbardziej godnego
stupy. Ale zamiast zastanowić się nad sprawą, projektuje swój
egotyzm na Buddę, zakładając że za takim „brakiem skromności”
musi kryć się ego. Ale przecież wyjaśnienie jest bardzo proste.
Budda jest całkowicie wolny od ego, a to co powiedział, powiedział
po prostu dlatego, że rzeczywiście jest najbardziej godnym
wybudowania stupy. Zresztą jest przecież wiele innych Sutr, gdzie
Budda jawnie deklaruje się jako najlepszy obiekt wiary, wiara w
Buddę i jego Dhammę, jest ogłaszana przez niego jako konieczne,
niezbędne elementy praktyki. Z tym samym wyjaśnieniem: Budda
naprawdę jest najlepszym obiektem wiary, i gdy stwierdza ten fakt,
jest to po prostu dokładne przedstawienie tego jak się rzecz mają.
Korzeni tego braku wiary u
przeciętniaka należy szukać w błędnej idei: „Budda był też
człowiekiem”. To idea niezgodna z Suttami. Człowiekiem był
Gotama Sakyamuni, który odszedł w bezdomność. Ale wraz z pełnym
przebudzeniem, człowiek zniknął i pojawił się Tathagata,
ucieleśnienie ponadczasowej Dhammy, jej manifestacja w czasie i
przestrzeni. I stawszy się Dhammą, Budda był wolny od
jakichkolwiek niedoskonałości, i wszystko co wygłaszał, jest
właśnie takie. I brak skromności w pewnych jego wypowiedziach, o
co podejrzewają go puthujjanowie, jest tylko i wyłącznie
ich projekcją. W terminach chrześcijańskich, ewidentnym nonsensem
byłoby oskarżanie Boga o brak skromności za twierdzenie: „Jestem
Bogiem”.
* Ariya w treningu jest wolny od
topornej formy „ja” manifestującej się procesem identyfikacji,
gdzie za „ja” brane są konkretne rzeczy, by daleko nie szukać,
choćby ciało. Nie mniej, obecna jest u niego dalej postawa
„jestem”, i ariya jest dalej zdolny do działań pod wpływem
chciwości, nienawiści i złudzenia, choć już w zdecydowanie
mniejszym stopniu niż puthujjana.
środa, 19 czerwca 2013
Bodhisattwa Awalokiteśwara czyli być na odlocie
Nie wiem jak teraz, czy zwrot ten
jeszcze funkcjonuje, kiedyś oznaczał on kogoś kto był pod wpływem
narkotyków, czy też w stanie psychozy. Innymi słowy nie miał
pełnego kontaktu z rzeczywistością tutaj i teraz. Jednakże gdy
się zastanowimy, całkiem sporo ludzi jest na pełnym odlocie,
pogrążonych w swych mentalnych światach, które w mniejszym lub
większym stopniu odbiegają od rzeczywistości. Jest pewien typ
umysłowości, mający tendencję do uciekania od poważnych
problemów egzystencjalnych w myśl spekulacyjną czy ściśle
logiczną. Cóż w tym złego, może ktoś zapytać. Logika jako
taka, zajmuje się spójnością mowy, rzeczą dla inteligentnego
człowieka niezbędną. Jednakże problemy egzystencjalne, takie jak
ból, lęk, strach, trwoga, rozpacz, wykraczają poza obszar logiki.
Trzymanie się ściśle obszaru logicznego to zapominanie o tym, że
chcąc nie chcąc funkcjonuje się także jako istniejąca,
egzystująca osoba. Nanamoli Thera daje przykład takiego
„odlotowca”:
Mało jest prawdziwego filozoficznego ducha u Tomasza z Akwinu. Inaczej niż Platon i Sokrates, nie podąża on za argumentem, gdziekolwiek by ten argument nie prowadził. Nie angażuje się on w dociekania rezultatu których nie może poznać z wyprzedzeniem. Zanim zacznie filozofować, już zna prawdę a jest ona zdeklarowana w wierze katolickiej. Jeżeli może on znaleźć jawnie racjonalne argumenty na pewne części wiary, tym lepiej, jeżeli nie może, potrzebuje tylko zwrócić się ku objawieniu”. Bertrand Russel “Historia Zachodniej Filozofii”
Ten krytycyzm jest doskonały gdy dociekania pozostają tylko w obrębie królestwa idei i nie mają swego odpowiednika w działaniu, lub podczas gdy takie odpowiadające temu działanie może być zawsze porzucone zanim nie przyniesie nieprzyjemnych konsekwencji. Koniec tego może być albo interesujący albo i nudny, ale nie zniszczy on działającego. Lecz kurs działania płynie jak rzeka i nie ma tu przestoju nawet na sekundę. Jeżeli ten kurs jest ukierunkowany, jest już trudno czy nawet niemożliwe zawrócić z powrotem. Nanamoli Thera
Innym przykładem może być
Bodhisattwa Awalokiteśwara, znany buddystom Zen, wygłaszający
nauki typu: Nie ma cierpienia, nie ma powstania cierpienia, nie ma
nibbany, nie ma drogi do nibbany.
Słowo nibbana w wykonaniu tego
Bodhisattwy, zostało przekształcone w propozycję logiczną, a tą można sobie zanegować jeżeli ma się na to ochotę. Ale za
słowem nibbana kryje się konkretna rzeczywistość, doświadczenie
Buddy, którym dzieli się on z nami, byśmy mogli doświadczyć to
samo co i on, oczywiście jeżeli podejmiemy stosowny wysiłek. Na
czym polega ten wysiłek? Właśnie na zrozumieniu cierpienia, gdyż
za słowem cierpienie kryje się rzeczywiste doświadczenie, nasze
doświadczenie zwykłych ludzi, wraz z jego bólem, lękiem,
strachem, trwogą, rozpaczą. Cierpienie jest prawdą naszej
egzystencji i tylko ktoś na sporym odlocie może sobie pozwolić na
jego negację.
Zatem w Nauce Buddy praktykuje się po
to by zrozumieć cierpienie, porzucić powstanie cierpienia,
zrealizować wstrzymanie cierpienia, rozwinąć drogę prowadzącą
do wstrzymania cierpienia. Cztery Szlachetne Prawdy, tkwią głęboko
swymi korzeniami na poziomie egzystencjalnym, właśnie na tym planie
na którym na co dzień żyjemy, choć z którego mamy często chęć
uciec w różne mentalne konstrukcje. Jednakże prędzej czy później
odpowiednio silny ból, fizyczny czy mentalny, sprowadzi nas na
miejsce z którego próbowaliśmy uciec, ale wtedy może być już za
późno na praktykowanie Nauki Buddy.
sobota, 15 czerwca 2013
Czy Tathagata istnieje po śmierci?
Zagadnienie dlaczego Budda nie
odpowiadał na zestaw czterech pytań dotyczących losów Tathagaty
po śmierci, już zostało parę razy omówione. Tu tylko uwaga o
umiejętności rozróżnienia pewnych rzeczy. Tak jak w szachach mamy
olbrzymią liczbę zasad, a siła gry polega między innymi na
rozpoznaniu jaka zasada obowiązuje w danej pozycji, tak samo wiedza
w Dhammie jest także wiedzą do jakich rzeczy pewne Sutty się
odnoszą a do jakich nie powinno się ich stosować.
W pewnym miejscu, przebywając w lesie,
Budda podnosi parę liści i zadaje retoryczne pytanie: „Czego jest
więcej, liści w mojej ręce czy wszystkich liści w lesie?”
Odpowiedź jest oczywista, i tak samo, oznajmia nam Budda, rzeczy o
których nam powiedział jest mniej, od rzeczy które zachował dla
siebie a o których wie. Powód jest taki, te pierwsze służą
pomocą na drodze ku wstrzymaniu cierpienia, drugie nie.
Bardzo ważne jest by nie odnosić
zestawu pytań Tathagaty do tej Sutty. Inaczej możemy dojść do
wniosku, że pytania o śmierć Tathagaty mają jakąś odpowiedź,
tyle że Budda jej nam nie udzielił.
W tym konkretnym przypadku jednak, mamy
do czynienia z błędnie postawionym pytaniem, co powoduje, że
jakakolwiek próba odpowiedzi angażuje nas w błędny pogląd. Dlaczego? Tu warto zauważyć, że
istnienie i śmierć są podporządkowane we współzależnym
powstawaniu ignorancji, natomiast pytanie jest o Tathagatę, wolnego
od ignorancji.
poniedziałek, 10 czerwca 2013
Współzależne powstawanie, avijja i czas
Jak rozumieć opis: z ignorancją
jako warunek, determinacje? Jak informuje nas Budda:
Wszystkie determinacje są nietrwałeWszystkie determinacje są cierpieniemWszystkie rzeczy są nie-ja.
Przede wszystkim musimy zrozumieć, że
powyższa formuła jest wiedzą Buddy, którą się z nami dzieli, to
vijja. Jest ona poza zasięgiem zwykłego człowieka
pogrążonego w ignorancji. Zatem, relacja z ignorancją jako
warunek, determinacje, opisuje sytuację, gdzie z uwagi na
ignorancję, obecna jest niewiedza o tym że wszystkie determinacje
są nietrwałe, wszystkie determinacje są cierpieniem, wszystkie
rzeczy są nie-ja.
W takiej sytuacji pięć agregatów,
materia, uczucie, percepcja, determinacje, świadomość jest błędnie
utrzymywana w kategoriach subiektywności, podmiotu, „mnie” „ja”,
który „posiadam” rzeczy. Ten aspekt doświadczenia oddaje
palijski termin upadana – co
tłumaczymy tu jako utrzymywanie. I z tego, co już tu
powiedzieliśmy, nie powinno nas dziwić, że z czterech rodzajów
utrzymywania, jako aspektów subiektywności, Budda wymienia między
innymi utrzymywanie wiary w „ja”.
Co
trzeba tu podkreślić, tak samo jak poza zasięgiem zwykłego
człowieka jest wiedza o ignorancji, tak samo nie jest on zdolny
zobaczyć tego, że jest ofiarą utrzymywania. Innymi słowy,
istnienie podmiotu, osoby jest brane za pewne i co ważniejsze, ten
podmiot nie może na drodze refleksji zakwestionować swojego
istnienia, na tej samej zasadzie jak nie może sobie wyobrazić
własnej śmierci. W tym wypadku, po wizualizacji swego martwego
ciała, przetrwa się jako jego obserwator. Oczywiście, można
zobaczyć własne upadana,
ale wtedy z definicji przestaje się być zwykłym człowiekiem.
Zatem z uwagi na ignorancję i
utrzymywanie, doświadczenie jest interpretowane „osobiście”
jako coś co wydarza się osobie, komuś o kogo jesteśmy
uprawnieni zadać pytanie kto? Na
pytanie kim jesteś?
- ignorant udziela odpowiedzi: „Jestem
… i tu następuje odpowiedni zestaw determinacji, gdzie podawane są
konkretne identyfikacje z pięcioma agregatami utrzymywania.
Przejdźmy teraz
do głównego zagadnienia, zasugerowanego w samym tytule. Jak wiemy z
Sutty, wgląd we współzależne powstawanie powoduje u zwykłego
człowieka, który po takim wglądzie stał się już ariya, ciekawą
niemożność.
Mnisi, kiedy szlachetny uczeń jasno dostrzegł z właściwą mądrością, takim jakim jest to współzależne powstawanie i te współzależnie powstałe rzeczy, nie jest możliwe by wracał on do przeszłości, myśląc "Istniałem w przeszłości?", "Czy nie istniałem w przeszłości?", "Czym byłem w przeszłości?", "Jak byłem w przeszłości?", "Będąc czym, czym się stałem w przeszłości?" Lub by wybiegał on w przyszłość, myśląc "Będę istniał w przyszłości?" "Czy nie będę istniał w przyszłości?" "Czym będę w przyszłości?" "Jak będę w przyszłości?" "Będąc czym, czym stanę się w przyszłości?" Lub by był teraz wewnętrznie zaniepokojony o obecny czas: "Jestem?" "Nie jestem?" "Czym jestem?" " Jak jestem?" " Te stworzenie skąd się wzięło?" " Dokąd zmierza?" Z jakiego powodu (jest to niemożliwe?) Ponieważ mnisi szlachetny uczeń jasno zobaczył z właściwą wiedzą takim jakim jest to współzależne powstawanie i te współzależnie powstałe rzeczy. SN 12: 20
Jeżeli ominiemy
rafy ignorancji w które popadli filozofowie mahajany, twierdząc, że
rzeczy w rzeczywistości nie istnieją, pozostaniemy z rzeczami w
naszym doświadczeniu. Rzeczy te pojawiają się, trwają zmieniając
by w końcu zniknąć. I skoro nie negujemy istnienia rzeczy, nie
negujemy też istnienia czasu. Ale tu musimy jasno zdać sobie
sprawę, że zwykły człowiek bynajmniej nie jest beznamiętnym
obserwatorem pojawiania się, zaniku i zmienności trwających
rzeczy, w taki sposób doświadczając czasu. Jak opisuje to Hanna
Buczyńska-Garewicz przy omawianiu poglądów Heideggera:
„Dla Heideggera czas zegara jest abstrakcyjną koncepcją czasu odzwierciedlającą jedynie wąskie doświadczenie fizyka czy astronoma. Ten czas zegara jest możliwy jedynie dlatego, że istnieje bardziej powszednie i istotne doświadczenie czasowości związane z ludzkim sposobem bycia w świecie. Doświadczenie egzystencjalne jest dziedziną w której Heidegger znajduje źródło czasu: 'Pytanie o to czym jest czas, kieruje nas w kierunku jestestwa, jeśli przez jestestwo rozumieć ten byt w swym byciu, który znamy jako ludzkie życie'. (The Concept of Time s 6). Tam tylko znajdziemy właściwy, autentyczny sens czasowości. Pierwotny jest nie czas Świata odmierzany zegarami, lecz wcześniejsza jest czasowość ludzkiej egzystencji. To jej ekstatyczny sposób bycia jest pierwotnym źródłem czasu”. „Metafizyczne rozważania o czasie” (ss 36/37).
I
tak, bez wątpienia rzeczy mają swoją przeszłość, są teraz
obecne i w końcu znikną z doświadczenia. Ta beznamiętna
obserwacja czasowości rzeczy zostaje zakłócona przez ignorancję,
gdzie następuje zawłaszczenie rzeczy i identyfikacja z nimi. Po
tym, czas i przestrzeń przestają być już doświadczeniem zwykłego
trwania rzeczy, ale stają się światem,
zamieszkiwanym przez osobę.
Jednakże
wraz z wglądem we współzależne powstawanie, gdzie rozpoznaje
własne upadana,
ariya
porzuca pogląd na osobowość, który wraz z identyfikacją z
rzeczami ucieleśniał go w czasie, a zatem nie jest już dłużej
możliwe, by wracał on do przeszłości, myśląc:
"Istniałem w przeszłości?", "Czy nie istniałem w przeszłości?", "Czym byłem w przeszłości?", "Jak byłem w przeszłości?", "Będąc czym, czym się stałem w przeszłości?"...
Innymi
słowy, wraz z zastąpieniem ignorancji wiedzą, pojawia się wiedza
o tym, że:
Wszystkie determinacje są nietrwałeWszystkie determinacje są cierpieniemWszystkie rzeczy są nie-ja
I
tak, arahat mówi:
„Ja byłem” nie jest dla mnie, nie dla mnie jest „ja będę”
Determinacje dojdą do nie bycia
Czyste powstawanie rzeczy, czyste serie determinacji.
Dla tego kto widzi to takim jakim to jest, wodzu, nie ma strachu. Theragata
Tu
można tylko podkreślić bardzo ciekawe, i być może dla puthujjany
tajemnicze fenomenologicznie zjawisko występujące u arahata,
całkowita wolność od strachu. Posłużmy się opisem pewnego
zdarzenia, które przytrafiło się Rousseau. Opis ten może
przynajmniej zasugerować nam, jak wygląda doświadczenie arahata.
Inny ciekawy opis znajdziemy w książce „O człowieku, który
pomylił swoją żonę z kapeluszem”, gdzie jest opisany przypadek
pani która straciła całkowicie poczucie ciała, w wyniku
neurologicznych komplikacji. Miało to olbrzymi wpływ na jej „ja”.
Niestety obecnie nie mam dostępu do tej książki, muszę się zatem
ograniczyć do Rousseau który opowiada, jak kiedyś rzucił się na
niego dog. Na dłuższą chwilę stracił przytomność, to zaś, co
się z nim działo, gdy ja odzyskał, opisuje następująco:
„Zobaczyłem niebo, parę gwiazd, trochę zieleni. To pierwsze doznanie było momentem rozkosznym (…). Cały czas zagarnięty przez chwilę obecną, nie pamiętałem nic, nie miałem żadnej wyraźnej idei własnej tożsamości ani najmniejszego pojęcia o tym, co mnie właśnie spotkało. Nie wiedziałem kim jestem ani gdzie; nie czułem bólu, strachu, ani niepokoju. Patrzyłem na płynącą ze mnie krew, tak jakbym patrzył na płynący strumyk, i ani do głowy mi nie przychodziło, że ta krew ma jakikolwiek związek ze mną. W całym swym jestestwie odczuwałem cudowny spokój”.
Pojawia
się pytanie, jak takie wstrzymanie osoby, przestanie bycia
rozciągniętym w czasie i przestrzeni gdzie nie powstają myśli „ja
byłem”, czy „ja będę”, ma się do często spotykanych w
Suttach relacji arahatów, przypominających sobie przeszłe życia,
w końcu sam Budda znał swoją przeszłość:
„Udayin, jeżeli ktoś wspomina swe przeszłe życia, to jest jedne narodziny, drugie narodziny, trzecie narodziny, czwarte narodziny, piąte narodziny, dziesięć narodzin, dwadzieścia narodzin, trzydzieści narodzin, czterdzieści narodzin, pięćdziesiąt narodzin, sto narodzin, tysiąc narodzin, sto tysięcy narodzin, wiele eonów kurczenia się wszechświata, wiele eonów rozciągania się wszechświata, wiele eonów kurczenia i rozciągania się wszechświata. Tu miałem takie imię, byłem takiego rodu, tak wyglądałem, taki był mój pokarm, takie było moje doświadczenie przyjemności i bólu, taki okres mojego życia, umierając tam, pojawiłem się gdzie indziej i tam też miałem takie imię, byłem takiego rodu, taki był mój wygląd, taki był mój pokarm... pojawiłem się tu. Tak wspomina swoje rozliczne życia z ich aspektami i szczegółami, wtedy albo on może mi zadać pytanie o przeszłość, albo ja mogę mu zadać pytanie o przeszłość i on mógłby zadowolić mój umysł swą odpowiedzią na moje pytanie, lub ja mógłbym zadowolić jego umysł odpowiedzią na jego pytanie. Jeżeli ktoś boskim okiem co oczyszczone i przewyższające ludzkie widzi istoty przemijające i pojawiające się ponownie, podrzędne i nadrzędne, piękne i brzydkie, szczęśliwe i nieszczęśliwe i rozumie jak istoty przechodzą zgodnie z ich działaniami tak: 'Te wartościowe istoty, które źle prowadziły się ciałem mową i umysłem, lżące szlachetnych, błędne w swoich poglądach, kierujące się w swych działaniach błędnym poglądem, po rozpadzie ciała, po śmierci, pojawiły się w stanie deprywacji, złej destynacji, zatraceniu, nawet w piekle; ale te wartościowe istoty, które dobrze się prowadziły ciałem, mową i umysłem, nie lżące szlachetnych, właściwe w swych poglądach, kierujące się w swych działaniach właściwym poglądem, po rozpadzie ciała, po śmierci, pojawiły się w dobrej destynacji, nawet w niebiańskim świecie. Tak niebiańskim okiem, co oczyszczone i przewyższające ludzkie, widzi istoty umierające i pojawiające się ponownie, podrzędne i nadrzędne, piękne i brzydkie, szczęśliwe i nieszczęśliwe i rozumie jak istoty przechodzą zgodnie ze swoimi działaniami; wtedy albo on może mi zadać pytanie o przyszłość, albo ja mogę mu zadać pytanie o przyszłość i on mógłby zadowolić mój umysł swą odpowiedzią na moje pytanie, lub ja mógłbym zadowolić jego umysł odpowiedzią na jego pytanie.
Ale zostaw przeszłość, Udayin, zostaw przyszłość. Pouczę cię w Dhammie. Kiedy to jest – to dochodzi do bycia, z powstaniem tego, to powstaje. Kiedy tego nie ma - to nie dochodzi do bycia, ze wstrzymaniem tego, to zanika”. M 79
Wygląda to na ewidentną
sprzeczność, czyż nie? Z jednej strony arahat mówi o tym, że „ja
byłem” nie powstaje w jego umyśle, z drugiej potrafi sobie
przypomnieć np. ostatnich tysiąc egzystencji …
Ta sprzeczność jest nie do
uniknięcia na poziomie werbalnym, gdyż dopóki ciało funkcjonuje,
wchodzi ono w relacje z innymi ciałami, jak na przykład podczas
rozmowy. Jednak różnica polega na tym, że gdy arahat rozmawia z
puthujjaną, ten ostatni, gdy mówi „ja”, rzeczywiście widzi
konkretnego siebie, osobę, jest zidentyfikowany z ciałem. Natomiast
arahat jest skazany na użycie języka i nie potrafi uniknąć użycia
słowa „ja”. Jednak w jego przypadku słowo „ja” denominuje
konkretne pięć agregatów, ciało z jego uczuciami i percepcjami,
które jest jasno widziane jako nie-ja, w głębokiej wizji
wewnętrznej, choć na poziomie werbalnym, nie da się tego
rozpoznać. Tym problemem zresztą, zajmuje się Sutta:
„Jeżeli mnich jest arahatem,
Spełnionym, z wyczerpanymi skazami,
Tym, który nosi swe ostatnie ciało,
Czy ciągle będzie mówił: 'Ja mówię'?
Czy powie, 'Oni mówią do mnie'?”
„Jeżeli mnich jest arahatem,
Spełnionym, z wyczerpanymi skazami,
Tym, który nosi swe ostatnie ciało,
Może powiedzieć, 'Ja mówię'
I może powiedzieć, 'Oni mówią do mnie'.
Obeznany w światowych wypowiedziach, znając je
Może je stosować w obrębie ograniczeń użycia”.
„Mnich który jest arahatem, z wykonanym zadaniem,
Jego skazy zniszczone, noszący ostatnie ciało,
Czy to ponieważ doszedł do wyobrażenia
Może powiedzieć 'ja mówię'
I może powiedzieć 'oni mówią do mnie?'
„Dla tego kto wolny od wyobrażenia, nie ma więzów
Wszystkie jego więzy wyobrażenia są rozwiązane.
Ten mądry człowiek wydostawszy się poza wyobrażenie,
Może powiedzieć 'ja mówię'
Może powiedzieć 'oni mówią do mnie'.
Obeznany w światowych wypowiedziach, znając je
Może je stosować w obrębie ograniczeń użycia”.
SN 3: 25
Zatem,
jako że istnieje odwieczny ciąg linii działania, stała odnowa
istnienia, gdzie kolejne pojawienie się nowego ciała jest wynikiem
działań podjętych w uprzednich egzystencjach, można sobie ten
ciąg doświadczenia przypomnieć. Jeżeli robi to zwykły człowiek,
cały czas interpretuje ten ciąg pięciu agregatów w terminach
„ja”, co prowadzi go do błędnego poglądu „ja i świat są
wieczne”. Gdy jednak ten sam człowiek nagle stałby się arahatem,
pamięć by mu się o przeszłym doświadczeniu bynajmniej nie
zmieniła, zmieniła by się tylko jego interpretacja, widziałby tą
przeszłość jako: Czyste powstawanie rzeczy, czyste serie
determinacji. Tyle, że tak jak nie zmieniałaby się jego
pamięć, tak samo nie zmieniłaby się jego relacja na temat
przeszłego doświadczenia, gdyby ktoś go poprosił o opisanie tego
co było 1000 lat temu. Też by mówił „urodziłem się tam, potem
umarłem i ponownie urodziłem się w takim a takim miejscu”. Ale
jak już powiedzieliśmy, ten brak zmiany w opisie, wynikałby z
tego, że używając języka jest się skazanym na słowo „ja”.
Możemy
porównać istnienie do seansu filmowego. Powszechnie uważa się, że
dobry film to taki, który nas wciąga. Reagujemy emocjonalnie na
wydarzenia na ekranie. Śmiejemy się, czasami łza zakręci się w
oku, czasami się boimy, gdy główny bohater ucieka i ktoś go goni,
nogi same podrywają się nam do biegu. Żyjemy rzeczywistością z
ekranu. Nudny, nieinteresujący film jest za to tylko sekwencją
niestepujący po sobie scen, które obserwujemy z mniejszą lub
większą obojętnością, czasami nasz bark zainteresowania jest tak
wielki, że wychodzimy z kina przed końcem seansu. W wypadku
arahata, doświadczenie jest jak nudny, nieinteresujący film. Główny
aktor tego filmu, ciało rozciągnięte w czasie i przestrzeni, z
uwagi na identyfikację z którym zwykły człowiek dał się
wciągnąć w świat czasu i przestrzeni, jest dla arahata w
mniejszym lub większym stopniu obojętne, a już na pewno się z nim
nie identyfikuje. Można powiedzieć, że świat w którym żyje
zwykły człowiek, i który jest dla niego tak interesujący, dla
arahata po prostu się skończył.
Zrealizowany mieszkał wtedy w Savatthi w Gaju Jeta. Bóg zwany Rohitassa przybył późną nocą i złożył mu hołd i spytał: „Panie, koniec świata gdzie człowiek ani się nie rodzi ani nie starzeje, ani nie umiera, ani nie pojawia się ponownie, czy jest możliwe poznać, zobaczyć czy osiągnąć to podróżując tam?” „Przyjacielu, że jest koniec świata gdzie człowiek ani się nie rodzi ani nie starzeje, ani nie umiera, ani nie pojawia się ponownie, będący do poznania czy zobaczenia czy osiągnięcia go przez podróżowanie tam – tego nie mówię. Jednakże nie mówię, że jest koniec cierpienia bez osiągnięcia końca świata. Raczej to w tym ciele z jego percepcjami i jego umysłem, opisuję świat, powstanie świata, wstrzymanie świata i drogę prowadzącą do wstrzymania świata”.Jest całkiem niemożliwe
Osiągnąć koniec świata idąc,
Ale nikt nie uciekł cierpieniu
Inaczej niż przez osiągnięcie końca świata.
To mędrzec, znawca świata
Który dostaje się na koniec świata i to on
Kto przeżył święte życie,
Znając koniec świata, jest spokojnym
I bez nadziei na ten świat czy następny. (S2:36; A4:46)
Jako, że nastąpił koniec świata, w
rzeczywistości i zgodnie z prawdą Tathagata, arahat jest nie do
znalezienia tutaj i teraz.
Mnisi, kiedy świadomość mnicha jest tak wyzwolona, bogowie z Indrą i Brahmą, Pajapati, gdy go poszukują, nie znajdują by świadomość Tathagaty miała coś za wspomaganie. Dlaczego tak jest? Tathagata nie jest już dłużej poznawalny tutaj i teraz, powiadam. M 22
Ale … zwykły człowiek nadaj żyje w
swoim świecie, i może, jeżeli ma wystarczająco dużo szczęścia,
spotkać arahata. To co widzi w swoim świecie zwykły człowiek,
patrząc na arahata, jest pięcioma agregatami – bez upadana.
Innymi słowy, widzi on jednostkę bez osobowości. Człowieka Nikt.
Ciekawe pytanie, jak pisze Liggotti o zwykłym człowieku:
Ale
logika nie jest w stanie egzorcyzmować tego „ja”, które patrzy
się na ciebie z lustra … CATHR
Jednak proces dezidentyfikacji i widzenia wszystkich agregatów tak: „To nie moje, tym nie jestem, to nie moje ja”, jest w stanie egzorcyzmować to „ja”. A pytanie jest takie, kiedy te egzorcyzmy zakończą się sukcesem, co to jest, co patrzy, co słucha, oczami i uszami arahata? Ale to pytanie na poziomie werbalnym wpada w sprzeczność, gdyż zadając go użyliśmy słowa „jest” zakładające istnienie, nierozerwalne związane z procesem identyfikacji. Zresztą po co zadawać sobie takie pytania? Czy nie lepiej podjąć się procesu dezidentyfikacji wiodącego do bezpośredniej wiedzy, gdzie takie pytania już nie powstają?
Subskrybuj:
Posty (Atom)