sobota, 28 marca 2026

Koniec świata według Jianga: Pax Judaica i Znamię Bestii

 


Najbliższa przyszłość naszej planety – przewidziana, nakreślona i poddana pod głosowanie – w oparciu o prognozy nauczyciela z pekińskiej szkoły średniej, który, jak dotąd, w tajemniczy sposób, nie myli się.

Czy profesor Jiang jest prorokiem, posłańcem KPCh, któremu przekazano scenariusz, czy też największym farciarzem i oszustem wszechświata? – Zapoznajcie się z jego eschatologiczną prognozą dotyczącą końca obecnego porządku świata w ciągu najbliższych dwóch do czterech lat – sześć przewidywań już się sprawdziło, a trzynaście kolejnych czeka w kolejce – a następnie zagłosujcie na każdy element domina na stronie SimulationTerminal https://simulationterminal.app/
Ekran ładowania zniknął. Symulacja trwa.

Człowiek, o którym nikt nie słyszał

Jeszcze półtora roku temu nikt nie słyszał o Jiang Xueqinie. Był nauczycielem historii w liceum w Pekinie, zapisującym na tablicy wykłady dla nastolatków, którzy prawdopodobnie woleli być gdzie indziej. Potem wybuchła wojna i nagle ten człowiek — z licencjatem z literatury angielskiej, niebędący profesorem w żadnym instytucjonalnym rozumieniu tego słowa, wydalony z Chin w 2002 roku za niewygodne dziennikarstwo i w jakiś sposób wpuszczony tam z powrotem bez wyjaśnienia — pojawił się u Tuckera Carlsona, w programie „Breaking Points”, jednocześnie we wszystkich algorytmach, znikąd pojawiło się dwa miliony subskrybentów, a media nazwały go „chińskim Nostradamusem”, nie zadając sobie pytania, kto wpuścił go z powrotem przez bramę.

Przewidział powrót Trumpa. Przewidział wojnę z Iranem. Przewidział, że JD Vance zostanie kandydatem na wiceprezydenta w maju 2024 roku, na wiele miesięcy przed oficjalnym komunikatem. Przewidział co do joty retorykę, jaką Trump zastosuje, by uzasadnić wojnę – słowo w słowo – na rok przed tym, jak Trump wypowiedział te słowa w telewizji. Czy Jiang jest niezależnym teoretykiem, który lepiej niż ktokolwiek inny rozumie historię, czy też bardzo dobrze pozycjonowanym posłańcem przekazującym scenariusz zachodniej publiczności gotowej go przyjąć, pozostaje najbardziej interesującym pytaniem, którego nikt w jego sekcji komentarzy nie zadaje. Obie opcje są możliwe. Żadna z nich nie jest pocieszająca.

To, co opisuje teraz, jest poważniejsze niż wojna z Iranem i ma swoją nazwę.

Ramy teorii: punkty, w których wszystkie proroctwa zgadzają się

Prawo eschatologicznej zbieżności to opracowana przez Jianga koncepcja pozwalająca zrozumieć, (dwa miliony subskrybentów nagle znikąd pozwalają wiele zrozumieć i pozwolić sobie odpuścić eschatologiczne mumbo-jumbo.)

(...)
Punktem zbieżności – punktem, w którym wszystkie cztery tradycje zbiegają się jednocześnie – jest wielka wojna skupiona wokół Jerozolimy, zniszczenie lub zbezczeszczenie Wzgórza Świątynnego, klęska potęgi amerykańskiej, wzrost znaczenia perskiej siły cywilizacyjnej, upadek obecnego porządku światowego oraz ustanowienie nowej architektury globalnego zarządzania.

Wymienione elementy stanowią również dość trafny opis prognozy geopolitycznej Jianga na najbliższe dwa do czterech lat.

Po zapoznaniu się z przewidywanym scenariuszem wydarzeń, sami oceńcie, jaki jest najbardziej prawdopodobny wynik, korzystając z gry symulacyjnej Jianga.

Efekt kaskadowy: jak upadają kostki domina

Oto jak, według Jianga, upadają kostki domina.

Stany Zjednoczone przegrywają wojnę powietrzną ekonomicznie, zanim przegrają ją militarnie – cztery miliony dolarów za przechwycenie drona wartego dwadzieścia tysięcy dolarów, i to na czas nieokreślony, podczas gdy Iran zamyka Cieśninę Ormuz, a państwa Zatoki Perskiej odkrywają, że pustynne królestwo bez sprawnej logistyki to po prostu bardzo kosztowna piaskownica. Gulf Cooperation Council, GCC – Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, cały pozłacany aparat cywilizacji petrodolarowej (6 państw Zatoki Perskiej) – zaczyna pękać. To nie jest efekt uboczny. Petrodolar to mechanizm, dzięki któremu Stany Zjednoczone mogą bez konsekwencji utrzymywać dług w wysokości trzydziestu dziewięciu bilionów dolarów, ponownie wprowadzając dochody z ropy z Zatoki Perskiej na amerykańskie rynki finansowe. Kiedy Zatoka Perska upadnie, wraz z nią upadnie strukturalne wsparcie dla dolara. Gospodarka amerykańska jest, zgodnie z precyzyjnym sformułowaniem Jianga, piramidą finansową, która wymaga, aby inne kraje nadal w nią inwestowały. Zamknięcie cieśniny przez Iran to moment, w którym ktoś z tyłu sali przestaje kupować.

Wkraczają oddziały lądowe, bo działania powietrzne nie są w stanie zakończyć konfliktu, a oddziały lądowe oznaczają pobór do wojska, a pobór to mechanizm, który zamienia katastrofę polityki zagranicznej w katastrofę wewnętrzną. Amerykańska młodzież, wychowana w przekonaniu, że ich uczucia stanowią stanowisko polityczne, otrzymuje list, który wyjaśnia, że jest inaczej. Odmawiają. Gwardia Narodowa zostaje wysłana przeciwko własnym obywatelom. Ulice wyglądają jak rok 1968 sfilmowany pionowo telefonem, a kraj zaczyna samo-pożerać się w sposób, który sprawia, że spójne dowodzenie wojskowe staje się prawie niemożliwe. Konflikt społeczny nie wymaga pojedynczej dramatycznej chwili. Wymaga po prostu wystarczającej ilości nagromadzonych pretensji i wystarczającej liczby żołnierzy Gwardii Narodowej na wystarczającej liczbie rogów ulic, aż umowa społeczna rozpadnie się jak papierowa torba na deszczu.

Podczas gdy Ameryka jest tym zajęta, do wojny wkraczają Turcja i Arabia Saudyjska, ponieważ scenariusz wymaga, aby regionalna opozycja została wykrwawiona w mundurach przed następnym aktem. Wkraczają. Cierpią. Gospodarki krajów GCC całkowicie się załamują. Geometria jest teraz przygotowana na Wielki Izrael – biblijne terytorium od Nilu do Eufratu – ponieważ nie można wchłonąć tego, co wciąż ma funkcjonujący rząd z wystarczającą ilością pieniędzy, by się sprzeciwić. Gospodarcze zniszczenie świata arabskiego jest warunkiem wstępnym, a nie konsekwencją.

Wtedy dochodzi do zburzenia meczetu. Meczet Al-Aksa, trzecie najświętsze miejsce w islamie, stojące na Wzgórzu Świątynnym od VII wieku, zostaje zburzony w wyniku jakiejś kombinacji wojskowej konieczności i boskiej opatrzności, jaką przynosi ta chwila – i to właśnie jest ten punkt zapalny, który sprawia, że wszystko inne wydaje się jedynie prologiem. Dwa miliardy muzułmanów nie są teraz zmotywowane politycznie, lecz mają religijny obowiązek zareagować. Każdy imam na ziemi właśnie otrzymał rozkaz mobilizacji, opatrzony kosmicznym autorytetem. Wojna, która już wcześniej miała katastrofalny charakter regionalny, staje się czymś, czego obecne słownictwo stosunków międzynarodowych nie potrafi opisać.

Oto zwrot akcji, który sprawia, że koncepcja Jianga jest wyjątkowo osobliwa: Iran ma wygrać. Zwycięski Iran, powstający z ruin, odzyskuje swoją przedislamską tożsamość perską – starożytne imperium, Cyrusa i Dariusza oraz cywilizacyjne ego, które poprzedza każdy kalifat – i staje się, zgodnie z harmonogramem i proroctwem – Gogiem. Rosja, po zakończeniu projektu na Ukrainie, rozmontowaniu wschodniej flanki NATO, przywróceniu Konstantynopola pod kontrolę greckich prawosławnych czymś, co nie miało miejsca od 1453 roku, oraz spełnieniu proroctwa o Trzecim Rzymie, staje się Magogiem. Razem maszerują przeciwko Izraelowi, co jest dokładnie tym, czego najbardziej pobożni izraelscy eschatolodzy wymagają, aby Mesjasz mógł nadejść. Nie można wystawić ostatniego aktu bez wiarygodnego wroga. Tę rolę obsadzali przez trzy tysiąclecia w konkurujących ze sobą pismach świętych.

Upadek Europy i chińska błędna kalkulacja

Tymczasem Europa, pozbawiona od 2022 roku taniej rosyjskiej energii, wyczerpana finansowo przez zobowiązania wojskowe, których nie jest w stanie utrzymać, a obecnie obserwująca, jak Cieśnina Ormuz odcina dopływ ropy zasilającej jej pozostałą bazę przemysłową, wkracza w stan kontrolowanego upadku. NATO pęka. Projekt europejski – już i tak nadwyrężony ciężarem dwóch dekad nadmiernych ambicji elit i niezadowolenia klasy robotniczej – traci swoje strukturalne uzasadnienie i staje się organem administracyjnym rządzącym terytorium, które już w niego nie wierzy. Kryzys energetyczny nie jest dramatyczny. Jest to rodzaj powolnego, miażdżącego ubóstwa, które radykalizuje społeczeństwa, które zakładały, że dobrobyt jest stanem trwałym.

W owej końcowej fazie, Chinom nie udaje się zwyciężyć. Przetrwają, ale muszą zmienić swoje plany. Trzy czwarte ropy sprowadzają z zagranicy, a aż czterdzieści procent pochodzi wyłącznie z krajów GCC. Wojna, której chciały uniknąć, niszczy strukturę handlową, na której zbudowały swój dobrobyt. Sieci „Jednego pasa i jednej drogi” przebiegające przez Iran i region Zatoki Perskiej – infrastruktura, którą Chiny budowały przez dziesięciolecia jako szkielet alternatywnego porządku światowego – zostają przerwane lub destabilizowane. Chiny lądują przy stole negocjacyjnym, a nie na jego czele, próbując uratować multilateralną strukturę z ruin tej, która służyła im wystarczająco dobrze. Juan w żaden sposób nie zastępuje dolara. To, co zastępuje dolara, to chaos, a następnie coś nowego, tworzonego na bieżąco przez ludzi, którzy mają bardzo konkretne wyobrażenia o tym, jak powinno to wyglądać.

Finał: Pax Judaica i Znamię

Wspomnianym “czymś nowym” jest to, co Jiang, bez większego rozwodzenia się nad tym, określa mianem Pax Judaica — a co działy marketingu na całym świecie nazywają transformacją cyfrową, nową architekturą finansową, gospodarką bezgotówkową czy zintegrowaną infrastrukturą tożsamości. Niezależnie od nazwy, opis funkcjonalny tego rozwiązania jest spójny we wszystkich jurysdykcjach, które obecnie je testują: jest to system, w którym udział w gospodarce wymaga zweryfikowanej tożsamości cyfrowej, transakcje są widoczne i programowalne, a dostęp można cofnąć. W I wieku n.e. Księga Objawienia nazwała to znakiem bestii. Światowe Forum Ekonomiczne nazywa to inkluzją finansową. Różnica polega głównie na nazwie.

W tym miejscu przestaje to być abstrakcją, a staje się planem działania.

We wrześniu 2024 roku, 193 państwa członkowskie ONZ podpisały Pakt na Rzecz Przyszłości, zobowiązując się – w sposób niewiążący, jak zawsze podkreślają – do wdrożenia cyfrowej infrastruktury publicznej na całym świecie do 2030 roku. DPI https://en.wikipedia.org/wiki/Digital_public_infrastructure
to trzyczęściowy zestaw narzędzi obywatelskich: tożsamość cyfrowa, programowalne systemy płatności oraz masowa wymiana danych między podmiotami publicznymi i prywatnymi. Cel 16.9 Agendy 2030 nakazuje zapewnienie do tego czasu legalnej tożsamości każdemu człowiekowi na świecie, przy czym wyraźnie wskazano, że mechanizmem realizacji tego zadania będą identyfikatory cyfrowe powiązane z kontami bankowymi.

UE jako pierwsza wprowadziła wiążące przepisy. Rozporządzenie 2024/1183 nakłada na każde państwo członkowskie UE obowiązek zapewnienia obywatelom portfela tożsamości cyfrowej do końca 2026 r. Do 31 grudnia 2026 r. wszystkie instytucje publiczne muszą je akceptować. Do listopada 2027 r. wszystkie przedsiębiorstwa sektora prywatnego muszą pójść w ich ślady. Wielka Brytania ogłosiła swój własny krajowy program identyfikacji cyfrowej we wrześniu 2025 r. — petycja przeciwko niemu zebrała 2,9 mln podpisów, co stanowi jedną z największych petycji w historii brytyjskiego parlamentu. W styczniu 2026 r. rząd złagodził sformułowania dotyczące obowiązkowości, ale program zostanie wdrożony do 2029 r. niezależnie od tego. Tony Blair, finansowany częściowo przez Fundację Gatesów, publicznie argumentował, że Brytyjczycy poświęcą prywatność na rzecz wydajności. Być może ma rację.

Europejski Bank Centralny zakończył fazę przygotowań do wprowadzenia cyfrowego euro w październiku 2025 roku. Parlament Europejski zagłosuje nad rozporządzeniem w czerwcu 2026 roku. Jeśli zostanie ono przyjęte, transakcje pilotażowe rozpoczną się w połowie 2027 roku, a pełne wprowadzenie cyfrowego euro planowane jest na 2029 rok. EBC podkreśla, że nie zastąpi ono gotówki. EBC kontroluje również harmonogram, zgodnie z którym gotówka stanie się praktycznie bezużyteczna.

W kwestii emisji dwutlenku węgla: w 2027 r. uruchomiony zostanie system handlu uprawnieniami do emisji UE 2, który po raz pierwszy obejmie opłatami za emisję dwutlenku węgla bezpośrednio energię zużywaną przez gospodarstwa domowe oraz transport drogowy. W 2022 r. w Davos przedstawiciel kierownictwa Alibaby zaprezentował narzędzie do śledzenia osobistego śladu węglowego. W marcu 2026 r. profesor ekonomii bankowej powiedział przed panelem Parlamentu Europejskiego, że programowalność CBDC oznacza, że pieniądze mogą zostać zamrożone za przekroczenie limitu emisji dwutlenku węgla, wyjście poza obszar „piętnastominutowego miasta” lub wyrażenie niewłaściwej opinii na temat trwającej wojny. Nie były to spekulacje. Cytował on specyfikacje techniczne.

Sekwencja nie wymaga żadnych przewidywań. Jest opublikowana – rezolucja ONZ, rozporządzenie UE, ustawodawstwo krajowe, komunikat banku centralnego, harmonogram, program pilotażowy, emisja. Każdy etap jest udokumentowany, opatrzony datą i przebiega zgodnie z planem. Architekci tego projektu zapewniają, że przebiega to całkowicie niezależnie od jakichkolwiek eschatologicznych koncepcji czy proroctw spisanych trzy tysiące lat temu na pustyni przez ludzi, którzy nigdy nie słyszeli o cyfrowej walucie banku centralnego, a mimo to w jakiś sposób opisali ją z niepokojącą dokładnością.

Co się tak naprawdę dzieje?

Uzasadnienie Trumpa dla wojny z Iranem pokryło się co do joty z przewidywanym przez Jianga scenariuszem – spisanym na rok przed tym, jak Trump wypowiedział te słowa na żywo w telewizji. Cieśnina Ormuz została zamknięta dokładnie tak, jak zostało to przewidziane. Gospodarki krajów Zatoki Perskiej krwawią dokładnie tak, jak zostało to przewidziane. Stany Zjednoczone debatują obecnie nad wysłaniem wojsk lądowych, co Jiang uznał za czynnik, który zamienia katastrofę w polityce zagranicznej w katastrofę wewnętrzną. Europa powraca do dyskusji na temat energii, które wydawały się już przeszłością. Ben Gvir zasiada w rządzie i na Wzgórzu Świątynnym był już dwieście razy. Cyryl błogosławi czołgi. Irańska Gwardia Rewolucyjna używa wyraźnie teologicznych sformułowań w komunikacji operacyjnej.

To sześć potwierdzonych lub wyraźnie realizujących się prognoz człowieka, który nie jest profesorem, który został wydalony z Chin za niewygodne dziennikarstwo i w jakiś sposób został tam ponownie wpuszczony; który pojawił się znikąd z gotową koncepcją dokładnie w momencie, gdy stała się ona aktualna. Jak dotąd sześć na sześć. Nie w przybliżeniu – ale dokładnie, w sposób niepokojący, słowo w słowo.

Czy Jiang jest częścią operacji programowania predykcyjnego, historykiem o wyjątkowo dobrym wyczuciu, czy też największym farciarzem w historii – ocena należy do was. To, co nie jest jednak stanowiskiem sensownym, to odrzucanie pozostałych prognoz tylko dlatego, że brzmią one absurdalnie.

Symulacja trwa. A przy okazji możemy się trochę zabawić, zgadując, co będzie dalej.

INFO: https://janwellmann.substack.com/p/the-end-of-the-world-according-to


https://babylonianempire.wordpress.com/author/babylonianempire/

środa, 25 marca 2026

Żydowska emigracja do Polin? Ukryty cel arcyrabina krakowskiego?

 

Obrzucanie Polaków wyzwiskiem antysemityzmu to talmudyczne oskarżenie gojów o to, że w ogóle istnieją i nie dają się podbić przez Żydów. Zaproszenie katolików do synagogi to zachęta do apostazji, wyjścia z Kościoła i wejścia do synagogi szatana. Twierdzenie, że Żydzi nie zostali odrzuceni i przeklęci, pomija fakt, że odrzucili się sami, zabijając Mesjasza rękami pogan, i że klątwę rzucili na siebie sami, krzycząc: „krew Jego na nas i na dzieci nasze”.

Ukryty cel arcyrabina krakowskiego
Należy mieć świadomość, że w Episkopacie główną rolę odgrywa arcyrabin krakowski i jego sitwa. Ich celem jest nawrócenie Polaków na judaizm, i realizują tu agendę tych sił zewnętrznych, które chcą likwidacji Polski. Z ich punktu widzenia im bardziej zaszkodzą Kościołowi w Polsce, im bardziej ośmieszą Episkopat, im bardziej skonfliktują hierarchię z narodem, tym lepiej. To jednak nie wyjaśnia wszystkiego. Ten haniebny list przypada na czas, gdy Izrael i jego sługa, USA, dowodzone przez tzw. chrześcijańskich syjonistów, przystąpili do ostatecznego rozwiązania kwestii Iranu. Synowie tych, co krzyczeli „ukrzyżuj, ukrzyżuj”, wołają dziś: „bombarduj, bombarduj”.

Żydowska emigracja do Polin?

Chrześcijański syjonizm to zdumiewająca herezja prowadząca do szaleństwa lub opętania, do tego stopnia, że jego wyznawcy gotowi są rozpętać III Wojnę Światową, byle tylko pomóc Izraelowi. Ten zaś ma w ręku akta Epsteina dla szantażowania Ameryki. Te siły chcą zaboru Iranu, jego bogactw i położenia, aby kontrolować szlaki handlowe. Wojna nie idzie jednak po myśli syjonistów, dlatego starają się w nią wciągnąć jak najwięcej państw, w tym Polskę. Ten list Episkopatu można więc odczytać jako lobbing proizraelski.

Jest jeszcze jedna rzecz, którą już przewidział Grzegorz Braun: ucieczka żydowskich elit z Izraela, na który spadają pociski napadniętego Iranu w ramach działań obronnych. Być może ten list Episkopatu przygotowuje Polaków na akceptacje dużych ilości Żydów, którzy będą chcieli urządzić się w Polsce. A ich cele geopolityczne co do naszych ziem są jasne: usunąć Słowian. Aby to poszło gładko, wpierw należy zmiękczyć Polaków i przygotować na przyjmowanie żydowskiej migracji.

Cały ten list jest hańbą polskiego Episkopatu i zdradą, i to najpotworniejszą. Zdradza się tu wszystko: Chrystusa, Kościół, wiernych i własny naród. Miejmy nadzieję, że wśród tego Episkopatu znajdziemy jeszcze jakiegoś biskupa, który nadal pozostaje katolikiem i Polakiem, że nie wszyscy zostali już golemami syjonistów i rabinami, że jest jeszcze ktoś, kto nie pogrąży się w zdradzie.

Bartosz Kopczyński


Fragmenty felietonu na prawach cytatu zamieszczonego na portalu doRzeczy

https://dorzeczy.pl/opinie/863953/kopczynski-celem-episkopatu-jest-nawrocenie-polakow-na-judaizm.html

wtorek, 24 marca 2026

Świat w krzywym zwierciadle

 

Złudzenia sensoryczne - wzrokowe, słuchowe, zapachowe, dotykowe czy też smakowe - bawią nas, ale inne już nie bardzo. Mamy niejako ambicjonalny problem, żeby pogodzić się z faktem, że złudzenia mogą istnieć również w innych obszarach. Kochany mózg zniekształca nie tylko to, jak postrzegamy i interpretujemy bodźce zmysłowe, sensoryczne. Nasz wspaniały organ zniekształca percepcję społeczną, czyli to, jak postrzegamy i interpretujemy ludzi, sytuacje i wydarzenia. Złudzenie Ponza[43] i niesprawiedliwe obarczenie winą kolegi mają to samo podłoże. To ten sam mózg dokonuje percepcji sensorycznej i społecznej. Czyż nie jest zatem logiczne, że również w tej drugiej może się pomylić? Logiczne może i jest, ale kto mówi, że jesteśmy logiczni?

Założenie, że naszymi decyzjami kierują zdrowy rozsądek, chłodny namysł i logika, jest tyleż optymistyczne, co zuchwałe. Jak to ujął Johan Huizinga[44], „nazwę gatunkową człowiek myślący otrzymaliśmy nieco na wyrost”. Tak naprawdę większość tego, co robimy, opiera się na stereotypowej i schematycznej wiedzy, z której korzystamy w sposób automatyczny. Dajemy się zwodzić w ważnych kwestiach związanych z codziennym życiem. Kto ma rację? Jak było naprawdę? Czy to mi się rzeczywiście opłaca? A decyzje podejmujemy impulsywnie i bez namysłu, nawet w doniosłych kwestiach. Każdego dnia padamy ofiarą złudzeń, w tym jednego nadrzędnego: że jesteśmy na nie odporni. Uparcie wierzymy, że może inni dają się nabierać na różne sztuczki, ale nie my. Co to, to nie. To też jest oczywiście przejaw irracjonalności i nazywa się nierealistycznym optymizmem.Irracjonalność nie oznacza, że jesteśmy niemądrzy. Ani że jesteśmy kiepsko wykształconymi ignorantami. Jest to naturalna, wpisana w ludzką naturę cecha umysłu. W sposób irracjonalny zachowują się wielcy naukowcy, charyzmatyczni mężowie stanu, poważni nauczyciele, geniusze biznesu, nie wspominając o wrażliwych artystach. Owo doborowe towarzystwo, podobnie jak reszta ludzkości, pada ofiarą pomyłek automatycznego myślenia (i to o wiele częściej niż raz dziennie). Fachowo nazywa się ono w psychologii myśleniem heurystycznym, czyli uproszczonym i automatycznym wnioskowaniem. Ludzie posługują się nim, żeby zaoszczędzić czas i energię oraz szybko podjąć decyzję. Heurystyka może, ale nie musi być błędna.

(...)

Aureola. Świetlisty krąg wokół głowy to atrybut świętych i aniołów. Natomiast w psychologicznym żargonie efekt aureoli oznacza, że przenosimy ocenę z jednej cechy na inne - najczęściej z cech fizycznych na cechy charakteru, np. mężczyźni z kwadratowymi szczękami wydają się silni i odważni, a kobiety z pełnymi ustami - namiętne. Aktor grający genialne postaci w filmach jest w naszych oczach także inteligentnym doradcą w sprawach życiowych (i dlatego występuje w reklamach). Piękna prezenterka wydaje się także mądra, dobra i wrażliwa.

„Bo” robi różnicę. Okazuje się, że siła argumentu nie ma znaczenia, wystarczy, że podasz jakikolwiek. Wykazał to naukowy eksperyment. Aktorka prosiła stojących w kolejce o przepuszczenie. Jeśli użyła prośby zawierającej słowo „bo”, jej szanse istotnie wzrastały. To, co mówiła potem, nie robiło już różnicy - działało nawet najbardziej bezsensowne uzasadnienie: „Proszę mnie przepuścić, BO chcę coś kupić”.


Nierealistyczny optymizm. Chroni nasz spokój ducha przed zamartwianiem się i pociesza ego. Święcie wierzymy, że wypadki zdarzają się innym, a my jesteśmy mądrzejsi niż reszta świata. Pomaga przetrwać trudne chwile i radzić sobie z potknięciami. Nierealistyczny optymizm dopinguje do podjęcia działań, gdyż błędnie wierzymy, że sprawa jest prosta i szybka. A potem okazuje się, że jesteśmy dopiero w połowie przeprawy przez rzekę. Nie ma rady, musimy iść dalej! Wiem coś o tym. Kiedy zaczynałem pisać Emo Sapiens, byłem stuprocentowo pewny, że wyczerpię temat na 100-120 stronach. Tymczasem książka ma ponad 400 stron, a ponieważ nie zawarłem w niej wszystkiego, planuję napisanie kolejnej (szacuję ją na maksimum 100-120 stron).

Dobór słów. Co powiesz, jeśli pokażę ci zdjęcie kraksy samochodowej i spytam, z jaką prędkością jechał kierowca? Czy wiesz, że twoja odpowiedź będzie nieco inna, jeśli użyję czasownika „roztrzaskał się”, a nie „rozbił się”? Zasugeruję ci tym samym brawurową jazdę, a ty mimowolnie ocenisz prędkość samochodu na wyższą (średnio o 12 km/h).

Pechowa trzynastka. Ta zupełnie niewinna liczba ma dziś naprawdę zły PR. Odkąd 7 wieków temu[48] doszło w piątek trzynastego do pogromu francuskich templariuszy, świat unika trzynastki jak ognia. W wieżowcach i hotelach brak 13. piętra, w pociągach i samolotach - 13. rzędu. Jest w tym podwójna irracjonalność, bo ci, którzy siedzą w 14. rzędzie, czują się bezpiecznie (a przecież faktycznie siedzą w 13.). A propos pociągów -w pewnym państwie zlecono zbadanie, która część składu kolejowego jest narażona na największe niebezpieczeństwo. Okazało się, że ostatni wagon. Reakcja była natychmiastowa: „Proszę odłączać ostatni wagon!”.

Efekt ekspozycji. Im lepiej coś znamy, tym łatwiej to akceptujemy i jesteśmy temu bardziej przychylni. W ten sposób promuje się piosenki (power play) i dlatego w nieskończoność powtarza się reklamy (więcej w: PODŚWIADOMOŚĆ). Wytrwali adoratorzy mogą w końcu zdobyć przychylność wymarzonej osoby (nie odnosi się to jednak do stalkerów

gnębiących celebrytów).

Błąd atrybucji. To tendencja do postrzegania własnych sukcesów jako rezultatu czynników wewnętrznych, czyli wspaniałych cech osobowości (talentu, determinacji, dyscypliny), a sukcesów innych jako efektu działania czynników zewnętrznych (szczęścia, zbiegu okoliczności, przypadku). Sytuacja zmienia się diametralnie, gdy ponosimy porażkę. Przypisujemy ją zewnętrznym czynnikom sytuacyjnym (pech, nieszczęśliwy zbieg okoliczności, przypadek). Gdy komuś innemu coś się nie udaje, przyczyn szukamy w jego wewnętrznych dyspozycjach, a raczej ich braku (brak talentu, niska motywacja, lenistwo). Uwaga: oprócz siebie wychwalamy i usprawiedliwiamy w ten sposób tylko własne dzieci i najbliższych przyjaciół.

Przekonałem cię? Jeśli nie, to bardzo dobrze. To tylko złudzenie, któremu poddaje się umysł. Mógłbym wymienić tysiąc aspektów, w których te zabójstwa się różniły. Ich związek przestałby być wtedy oczywisty. Tyle że mózg woli iluzoryczną korelację ponad racjonalne, za to nudne, argumenty. Wykorzystują to do oporu wróżki. Są inteligentne i szybko podadzą ci wiele trafnych spostrzeżeń. „Wie o mnie wszystko!”, uradujesz się. Przedwcześnie. Aby odkryć moc predyktywną wróżki (czy widzi przyszłość, czy nie), musisz jej zaaplikować analizę detekcji sygnału. Sprawdzić nie tylko liczbę trafień, ale i pomyłek, fałszywych alarmów i ominięć. Potem podstawiasz wszystko do statystycznego wzoru i masz odpowiedź - albo ona przejrzała cię na wylot, albo ty przejrzysz na oczy. Chyba że to prawdziwa wróżka z prawdziwą kryształową kulą.

Emo Sapiens. Harmonia emocji i rozumu

Rafał Ohme

poniedziałek, 23 marca 2026

Frakcja bystrych czyli o roli IQ w tworzeniu zdrowo funkcjonującego społeczeństwa

 


Nigeryjscy naukowcy potwierdzają problem niskiego IQ w Afryce


Niedawne randomizowane badanie przeprowadzone przez badaczy z Nigerii wykazało, że tylko 3% uczestników uzyskało wyniki powyżej zachodniej średniej 100. Mediana IQ wszystkich uczestników wynosiła 69. Ponad 50% osób testowanych uzyskało wynik poniżej 70 punktów.

Na drugim końcu spektrum “uzdolnione” IQ wynosi 130 lub więcej; Tylko 2% całej populacji ludzkiej należy do tej kategorii. To prawie 30 punktów procentowych powyżej najwyższych wyników w nigeryjskim badaniu.

IQ mierzy zdolności poznawcze, a niekoniecznie wszystkie formy inteligencji. Mimo to jest to być może najlepszy sposób, jaki mamy, by dokładnie przewidzieć szybkość myślenia, rozpoznawanie wzorców i ogólny sukces w szkolnictwie wyższym (przede wszystkim w dziedzinach STEM). IQ zmienia się bardzo niewiele z czasem i wiekiem, a postęp w nauce rzadko prowadzi do wzrostu (w najlepszym przypadku może 5-10 punktów).

Jak wspomniano, niższe IQ zwykle wiąże się z wyższym ryzykiem przestępczości i impulsywnej przemocy. To nie jest czynnik, który można po prostu zignorować dla liberalnej cnoty. Zbyt niebezpieczne, by z tego szydzić.

To nie znaczy, że wszyscy ludzie o niskim IQ są niebezpiecznymi przestępcami lub że nie potrafią funkcjonować w społeczeństwie. Wielu z pewnością potrafi. Problemem są średnie wartości i ryzyko. Czy warto ryzykować masową imigrację ze znanych krajów o niskim IQ w krajach trzeciego świata, biorąc pod uwagę rosnące ryzyko przestępczości?

Logiczna odpowiedź brzmi: nie, oczywiście, że nie. Nie ma absolutnie nic do zyskania.

Idealnie byłoby, gdyby kraje zachodnie szukały najlepszych z każdego potencjalnego źródła imigracji. Można to mierzyć na wiele sposobów, a lojalność i chęć integracji są na szczycie listy. Mimo to warto też brać pod uwagę IQ. Nie ma praktycznego usprawiedliwienia, by to odrzucić, są tylko ideologiczne wymówki.

ŹRÓDŁO: NIGERIAN-RESEARCHERS-ACCIDENTALLY-CONFIRM-AFRICAS-LOW-IQ-PROBLEM
https://substack.com/@drignacynowopolski

***

Frakcja bystrych

Porównajmy z sobą trzy kraje: państwo o 40-milionowej liczbie mieszkańców i przeciętnym IQ 100; państwo liczące 200 milionów ludzi o przeciętnym IQ 85 i trzeci kraj – z IQ 70 i też liczący 200 milionów mieszkańców. W pierwszym z nich osób ponadprzeciętnie utalentowanych, o IQ powyżej 130, będzie 900 tysięcy, w pięć razy ludniejszym drugim kraju będzie ich 270 tysięcy, a w tym trzecim będzie już tylko 6 tysięcy osób o IQ powyżej 130. A teraz odpowiedzmy sobie na pytanie: który z tych trzech krajów osiągnie najwyższy poziom rozwoju, stworzy najwięcej wynalazków, osiągnie najwyższy poziom technologiczny? I pytanie drugie: w którym z nich istnieje większe ryzyko, że pogrąży się w biedzie i chaosie? Te trzy kraje mogłyby być reprezentowane kolejno przez Polskę, Pakistan i Nigerię.

Od razu uściślijmy, że choć przytoczone wielkości są przybliżone, ich dokładność jest wystarczająca dla celów wywodu, oddając skalę różnic. Jeżeli już, to przytoczone obliczenia różnice raczej zaniżają na niekorzyść Polski. Gdyby wyrysować mapę ludności świata, uwzględniając tylko osoby o najwyższych poziomach zdolności, czyli potencjalnych kreatorów i wynalazców, to świat wyglądałby nagle zupełnie inaczej. Nasz kraj miałby na takiej mapie poczesne miejsce, tak jak większość krajów Europy czy Stany Zjednoczone, ale dominowałyby jednak Chiny, Japonia, Korea. Kraje pasa Azji Południowo-Wschodniej, kraje arabskie i państwa Ameryki Łacińskiej jawiłyby się o wiele mniejsze, niż ze względu na wielkość populacji wydają się dziś. Czarna Afryka praktycznie by zniknęła. Tak jak od czasów dekolonizacji znika pod względem gospodarczym.

Teoria frakcji bystrych (smart fraction theory) została zaproponowana anonimowo przez naukowca ukrywającego się pod pseudonimem La Griffe du Lion. Mówi ona, że to zasoby intelektualne, czyli grupa ludzi na wysokim poziomie zdolności do przyjmowania i przetwarzania wiedzy, stanowią prawdziwą bazę i zaplecze dla powodzenia kraju. Owa wąska grupa posiada zdolności do dobrego zarządzania, innowacyjności, możności opanowania wysokich technologii, ich obsługi i dalszego rozwoju. Pozornie nieduże różnice w średnim IQ narodów czy ras są w odniesieniu do ludzi wybitnie uzdolnionych bardzo istotne. Frakcja bystrych, w zależności od wybranego do jej zdefiniowania poziomu inteligencji, przy kilkunastu punktach różnicy w przeciętnej inteligencji między populacjami, może być proporcjonalnie kilkukrotnie lub nawet kilkunastokrotnie mniej lub bardziej liczna.

Inteligentni ludzie to cenny zasób, który można zmarnować lub źle wykorzystać, jeżeli kraj ma wadliwy system społeczny czy gospodarczy. Tyle że system zawsze można jeszcze zmienić, a manipulować przy ludzkiej inteligencji jest znacznie trudniej. Jeśli zabraknie rezerwuaru ludzi wybitnych, to nawet najlepszy system nie pomoże. Najlepsze schematy organizacyjne w firmie, najmądrzejsze rozwiązania ustrojowe w państwie, to przecież tylko szkielet, to forma, którą trzeba wypełnić treścią. Jaki schemat organizacyjny, jaki ustrój będzie poprawnie działać, gdy wypełnimy go idiotami lub choćby tylko ludźmi niezbyt lotnymi? Zbudujmy uniwersytet, kupmy najlepszy sprzęt laboratoryjny, nowoczesne wyposażenie audio-video i sprzęt komputerowy i zatrudnijmy wykładowców o przeciętnym poziomie inteligencji, a gmachy napełnijmy studentami o inteligencji i zdolnościach mającego trudności ucznia szkoły średniej. Sam sprzęt na Nagrodę Nobla nie zapracuje, a tak to właśnie może wyglądać obecnie w wielu krajach.

Zawodu i pozycji nie dostaje się jedynie za wynik testu na inteligencję, ale istnieje szereg badań, dzięki którym dla krajów takich jak Stany Zjednoczone czy Wielka Brytania zebrano dane o przeciętnym IQ w zawodach, grupach profesji, według osiągniętego wykształcenia. Prace najbardziej twórcze wykonują – oraz przełomu w technologii i nauce dokonują z zasady ludzie obdarzeni wybitnym intelektem. Również zarządzanie wielkimi organizacjami czy strukturami technicznymi, biurokratycznymi, finansowymi opiera się na ludziach o odpowiednich zdolnościach intelektualnych. Nawet praca inżyniera, nauczyciela czy menadżera średniego szczebla zajmujących stanowiska zawodowe, których w nowoczesnym społeczeństwie są miliony, wymaga z reguły ponadprzeciętnej inteligencji w odniesieniu do naszej, europejskiej średniej.

Ilu ludzi zdolnych do podjęcia tego typu pracy znajdziemy w populacjach o średniej inteligencji 70? A tak się ona kształtuje w wielu krajach Czarnej Afryki. Jak kraje te miałyby zbudować nowoczesne społeczeństwo i gospodarkę bez ludzi o takim potencjale? Czy mogą to osiągnąć, obsadzając stanowiska profesorskie i menadżerskie swoją intelektualną elitą, której iloraz inteligencji nie przekracza 100 punktów? Czy wyniknie z takich decyzji personalnych coś innego niż katastrofa? Czy możemy się dziwić, że w krajach afrykańskich katastrofa jest stanem permanentnym?

I jeszcze jedna dygresja, tym razem optymistyczna. Polska właśnie przez zasób ludzi inteligentnych, czyli przez posiadanie licznej frakcji bystrych, ma wszelkie predyspozycje, aby z czasem zająć ważne i eksponowane miejsce w cywilizacyjnym porządku świata. Potrzeba do tego z jednej strony dobrego „software’u”, czyli utrzymania naszej kulturowej tożsamości poprzez zatrzymanie kolejnej fali marksistowskiej ideologii, która tym razem zalewa nas dla odmiany z Zachodu.

A z drugiej strony należy chronić nasz genetyczny „hardware”, czyli nasz potencjał do generowania nieprzeciętnie utalentowanych jednostek. Można to uczynić przez ochronę naszej genetycznej tożsamości. Nasi przodkowie zostawili nam skarb. Nosimy go w sobie, w naszym kulturowo-genetycznym kodzie.

21 milionów. Dwie drogi dla Polski www.21milionow.pl
Z rozdziału: Inteligencja, frakcja bystrych a integracja
Za https://dakowski.pl/

Ideologia równościowa jako system celowego obniżania poziomu poznawczego dzieci

 


Wybraliście temat ideologii równościowej jako systemu celowego obniżania poziomu poznawczego dzieci, planowej produkcji półanalfabetów sterowalnych emocjonalnie i likwidacji elity intelektualnej.

1. Twardy fakt: masowy spadek kompetencji poznawczych

Wyniki PISA, TIMSS i PIRLS są jednoznaczne: Od ok. 2012–2015 we wszystkich krajach Zachodu obserwujemy spadek umiejętności matematycznych, spadek rozumienia tekstu, spadek myślenia logicznego. Najsilniej w USA, Kanadzie, UK, Francji, Niemczech, Skandynawii. To pierwsza generacja, która będzie mniej lotna od swoich rodziców.

Spadki nie dotyczą Azji Wschodniej (Chiny, Korea, Japonia, Singapur), czyli nie jest to zjawisko biologiczne ani technologiczne. To jest efekt zmian systemowych w edukacji.

2. Mechanizm – jak realnie obniża się poziom – Likwidacja selekcji: znoszenie progów, znoszenie egzaminów selekcyjnych, znoszenie szkół elitarnych, integracja klas bez względu na poziom

Efekt: tempo nauczania dostosowuje się do najsłabszych, nawet nie tyle przez ideologię, co z konieczności… – Degradacja programów nauczania

W matematyce: mniej dowodów, algebry, geometrii, mniej logiki formalnej, a więcej „kontekstów życiowych”…

W językach: mniej analizy tekstu, gramatyki, składni, a więcej „interpretacji emocjonalnej” Efekt: rozwój narracyjno-emocjonalny zamiast poznawczego.

– Zastąpienie wiedzy „kompetencjami miękkimi”

W dokumentach programowych dominują: empatia, wrażliwość, komunikacja, współpraca, inkluzywność, samoocena

Kosztem: logiki, precyzji, dyscypliny i rygoru intelektualnego Efekt: szkoła tresuje emocje, nie rozwija umysłu.

– Zakaz frustracji poznawczej: „nie wolno stresować dzieci” nie wolno stawiać wysokich wymagań nie wolno porównywać nie wolno oceniać ostro

Tylko że bez frustracji poznawczej trudno o rozwój poznawczy. Mózg rozwija się w wysiłku, nie w komforcie.

3. Inflacja ocen = realny spadek poziomu

W USA, UK, Francji, Polsce, od lat 90-ych średnie oceny systematycznie rosną, realne kompetencje systematycznie spadają. To znaczy że system statystycznie kłamie, żeby maskować degenerację.

4. Efekt: produkcja półanalfabetów funkcjonalnych

Coraz większy odsetek absolwentów nie rozumie dłuższych tekstów, nie potrafi logicznie argumentować, nie potrafi rozwiązywać problemów, myśli narracyjnie, nie analitycznie. W UE 30–45% młodych dorosłych to funkcjonalny analfabetyzm… To nie „wyzwanie edukacyjne”, tylko katastrofa cywilizacyjna.

5. Dlaczego ideologia równościowa MUSI niszczyć elity

Bo: elity ujawniają nierówności biologiczne. nierówności biologiczne obalają dogmat równości a dogmat równości jest fundamentem tej ideologii

Więc system musi zlikwidować elity, żeby zachować spójność narracyjną. Czyli: niszczenie elitarnych liceów zwijanie klas matematycznych walka z „przeładowanymi programami” demonizowanie ambicji

6. Przykłady systemowe Finlandia – Ikona „równościowej edukacji”

Efekt po 20 latach: jeden z największych spadków PISA w Europie, regres matematyczny regres czytelniczy, paniczne reformy cofające wcześniejsze zmiany .

USA – No Child Left Behind → Every Student Succeeds Act

Hasło: nikt nie może zostać z tyłu Efekt: cały system został cofnięty do poziomu najsłabszych. Rezultat: załamanie matematyki katastrofa czytania eksplozja ADHD, leków, terapii

UK – likwidacja grammar schools

7. Dlaczego to nie jest błąd, tylko logika systemu

Społeczeństwo inteligentne, logiczne, zdolne do abstrakcji, jest trudne do kontroli narracyjnej. Społeczeństwo poznawczo słabe, emocjonalne, reaktywne, jest idealne do zarządzania strachem, winą i moralnym szantażem. Dlatego produkcja głupoty jest racjonalną strategią władzy miękkiej.

8. Likwidacja elity to konieczność cywilizacyjna nowego systemu

Elity widzą dalej, rozumieją procesy, wykrywają manipulację i burzą narracje Dlatego muszą zostać rozmyte, zdegradowane, lub wchłonięte i rozproszone. Efekt: cywilizacja bez mózgu strategicznego.

Krzysztof Szczawinski @Kristof_Poland Kristof_Poland/
https://dakowski.pl/


Planowa produkcja analfabetów? Szokujące teorie.

[Szokujące – chyba dla totalnie odklejonych od rzeczywistości indywiduów… – G.M]

Czy na świecie mamy do czynienia z systemem „celowego obniżania poziomu poznawczego dzieci, planowej produkcji półanalfabetów sterowalnych emocjonalnie i likwidacji elity intelektualnej”? Taka teza pojawia się w popularnym wpisie opublikowanym w serwisie społecznościowym X.

Jak zwraca uwagę jego autor, Krzysztof Szczawiński, „od ok. 2012–2015 we wszystkich krajach Zachodu obserwujemy spadek umiejętności matematycznych, spadek rozumienia tekstu, spadek myślenia logicznego”.

To pierwsza generacja, która będzie mniej lotna od swoich rodziców – zwraca uwagę.

Zjawisko to najmocniej uwidoczniło się w USA, Kanadzie, UK, Francji, Niemczech, Skandynawii, z kolei nie obejmuje państw Azji Wschodniej (Chiny, Korea, Japonia, Singapur).

To jest efekt zmian systemowych w edukacji – uważa Szczawiński.

Zmiany te mają obejmować m.in. dostosowywanie poziomu edukacji do najsłabszych uczniów, a nie najsilniejszych, degradację programów nauczania.

W matematyce: mniej dowodów, algebry, geometrii, mniej logiki formalnej, a więcej „kontekstów życiowych”…W językach: mniej analizy tekstu, gramatyki, składni, a więcej „interpretacji emocjonalnej” – wylicza Szczawiński.

Zauważa, że kosztem logiki, precyzji, dyscypliny i rygoru intelektualnego dominuje w edukacji empatia, wrażliwość, komunikacja, współpraca, inkluzywność, czy samoocena.
Coraz większy odsetek absolwentów nie rozumie dłuższych tekstów, nie potrafi logicznie argumentować, nie potrafi rozwiązywać problemów, myśli narracyjnie, nie analitycznie. W UE 30–45% młodych dorosłych to funkcjonalny analfabetyzm… To nie „wyzwanie edukacyjne”, tylko katastrofa cywilizacyjna – stwierdza.

Zdaniem Szczawińskiego takie działania mają być podejmowane nieprzypadkowo.

Społeczeństwo inteligentne, logiczne, zdolne do abstrakcji, jest trudne do kontroli narracyjnej. Społeczeństwo poznawczo słabe, emocjonalne, reaktywne, jest idealne do zarządzania strachem, winą i moralnym szantażem. Dlatego produkcja głupoty jest racjonalną strategią władzy miękkiej – podkreśla.

Informacje o spadku wyników, na które powołuje się Szczawiński, można było rzeczywiście w ostatnich latach odnaleźć w fachowych raportach. Choćby w ramach programu międzynarodowej oceny uczniów (lepiej znanego jako PISA) w 2022 r. odnotowano „bezprecedensowy spadek wyników” we wszystkich regionach OECD. W porównaniu z wcześniejszą edycją z 2018 r. średni wynik w czytaniu spadł o 10 punktów, a w matematyce o prawie 15 punktów. Spadek wyników z matematyki był szczególnie widoczny w krajach takich jak Niemcy, Islandia, Holandia, Norwegia i Polska, które odnotowały spadek o 25 punktów lub więcej, jak podało OECD.

Jako jeden z istotnych czynników podawano wówczas pandemię COVID-19 i jej wpływ na naukę, ale już wówczas wskazywano, że to tylko część przyczyny, ponieważ spadki wyników z matematyki i nauk ścisłych były widoczne już przed 2018 r.

„COVID prawdopodobnie odegrał pewną rolę, ale nie przeceniłbym jej” – powiedział w 2022 roku dyrektor ds. edukacji OECD Andreas Schleicher. „Istnieją podstawowe czynniki strukturalne, które są znacznie bardziej prawdopodobne jako trwałe cechy naszych systemów edukacyjnych, które decydenci powinni naprawdę potraktować poważnie”. [Grypy się nie leczy lockdownami, zatem nie COVID, ale sposób jego „zwalczania”!!! – G.M]

Na te problemy zwracał uwagę też w swoim artykule z 2024 roku prof. Enrico Colombatto z Uniwersytetu w Turynie.

Główne pytanie wynikające z wyników badania PISA dotyczy jakości i charakterystyki dzisiejszych systemów edukacyjnych, zwłaszcza w świecie zachodnim. Do końca lat 60. XX wieku powszechnie uważano, że edukacja powinna wyposażać młodych ludzi w odpowiednią wiedzę z zakresu języka i literatury, historii, geografii, matematyki i nauk ścisłych. (…) Nacisk kładziono na umiejętności poznawcze (czyli przyswajanie systematycznej wiedzy), umiejętności ilościowe, zdolność rozwiązywania problemów oraz abstrakcyjne i logiczne rozumowanie. Obecnie takie systemy oceniania są uważane za dyskryminujące, upokarzające i wywołujące stres – zauważył.

Włoski naukowiec ocenił, że zmiany, jakie dokonano we współczesnej edukacji, doprowadziły do pogorszenia jej jakości.

Pewną rolę odegrał również szybki postęp technologiczny. Z jednej strony technologia zwiększa wydajność pracy, a rozszerzone możliwości kształcenia rekompensowały braki w umiejętnościach. Z drugiej jednak strony uczniowie używają smartfonów i laptopów do celów niezwiązanych z nauką podczas zajęć i łatwo się rozpraszają, wykonując zadania szkolne. Wciągający świat zaawansowanych technologicznie gadżetów wydaje się utrudniać młodemu pokoleniu koncentrację, zapamiętywanie, robienie notatek, opracowywanie fragmentarycznej wiedzy oraz samodzielne rozwijanie krytycznego myślenia i umiejętności językowych – dodał.

Źródło: x.com, weforum.org, gisreportsonline.co
https://prawy.pl/

niedziela, 22 marca 2026

Od sodomii do genderyzmu – historia ideologizacji zaburzeń płciowych


W ostatnich dekadach tzw. „ruch LGBT” stał się jednym z najbardziej wpływowych nurtów kulturowych i politycznych Zachodu. Jednak – jak wskazują niektórzy analitycy – jego rozwój coraz częściej wykracza poza pierwotne postulaty dotyczące ochrony przed dyskryminacją i przyjmuje formę szerokiego projektu ideologicznego, do którego akceptacji, społeczeństwa nie są już zachęcane, ale zmuszane. Analiza opublikowana przez Instytut Ordo Iuris wskazuje, że współczesny aktywizm dewiacyjny jest elementem głębszej transformacji kulturowej, której celem jest zmiana rozumienia rodziny, płci i ludzkiej seksualności.

Od sodomii do genderyzmu – historia ideologizacji zaburzeń płciowych. Według autorów opracowania ruch dewiacyjny początkowo odwoływał się do retoryki praw obywatelskich. Aktywiści przedstawiali swoje postulaty jako walkę o równość wobec prawa i ochronę przed dyskryminacją. Z czasem jednak agenda zaczęła się rozszerzać.

Jak zauważają autorzy analizy, hasła emancypacyjne przekształciły się w szeroki projekt zmiany norm społecznych – od redefinicji małżeństwa po promowanie nowych koncepcji płci i seksualności. W tym ujęciu nie chodzi już wyłącznie o prawa jednostek, lecz o przebudowę całego porządku kulturowego. Proces ten można obserwować w wielu krajach zachodnich, gdzie w ciągu ostatnich lat rozszerzano zakres przywilejów dla związków jednopłciowych oraz wprowadzano nowe regulacje dotyczące tożsamości płciowej.

Krytycy współczesnego aktywizmu LGBT zwracają uwagę, że jego rozwój łączy się z rozpowszechnieniem ideologii określanej jako „gender”. W jej ramach płeć nie jest już traktowana jako biologiczna cecha człowieka, lecz jako konstrukt społeczny, który można dowolnie definiować.

Tego typu koncepcje – zdaniem ich przeciwników – prowadzą do podważenia podstawowych kategorii antropologicznych i kulturowych. Tradycyjne rozumienie małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny, ukierunkowanego na rodzinę i wychowanie dzieci, zostaje zastąpione wizją relacji opartych wyłącznie na indywidualnym wyborze. Według analizy takie zmiany mogą prowadzić do osłabienia instytucji rodziny i zatarcia różnic między różnymi formami relacji społecznych.

Autorzy opracowania wskazują, że współczesny aktywizm sodomicko-genderowy działa często poprzez stopniowe przesuwanie granic akceptacji społecznej. Najpierw pojawia się postulat tolerancji i ochrony przed przemocą, następnie żądanie pełnej równości prawnej, a w kolejnym etapie – zmiana definicji instytucji takich jak małżeństwo czy rodzina. W efekcie dochodzi do sytuacji, w której – jak twierdzą krytycy – tradycyjne normy społeczne zaczynają być przedstawiane jako przejaw dyskryminacji, a sprzeciw wobec nowych idei bywa marginalizowany lub stygmatyzowany.

Debata o ruchu dewiacyjnym stała się dziś jednym z najważniejszych sporów kulturowych w świecie zachodnim. Z jednej strony zwolennicy podkreślają potrzebę ochrony praw mniejszości seksualnych. Z drugiej – krytycy wskazują na konsekwencje cywilizacyjne i kulturowe związane z redefinicją podstawowych pojęć dotyczących człowieka i rodziny.

Według autorów analiz publikowanych przez Ordo Iuris współczesna promocja homoseksualizmu i tzw. „płynnej płci” w ramach ideologii genderyzmu/neołysenkizmu nie jest wyłącznie spontanicznym ruchem społecznym. W ich ocenie ma ona charakter ideologiczny i stanowi element szerszej strategii zmiany norm społecznych.

Z tej perspektywy współczesna promocja dewiacji nie jest jedynie kwestią indywidualnych wyborów czy praw mniejszości. Krytycy tego nurtu postrzegają ją jako projekt kulturowy, który zmierza do osłabienia tradycyjnej rodziny oraz zakwestionowania biologicznego i społecznego rozumienia płci i seksualności człowieka, tak by przekształcić społeczeństwo w plastyczną masę, którą można potem urobić w dowolnym kierunku.

Dlatego spór o aktywizm dewiacyjny nie dotyczy wyłącznie polityki czy prawa. W rzeczywistości jest to debata o fundamentach cywilizacji. O tym, czym jest rodzina, kim jest człowiek i jakie wartości mają stanowić podstawę ładu społecznego w przyszłości. Biorąc pod uwagę, że sporowi towarzyszą też starcia związane z aborcją i eutanazją, jest to bój cywilizacji z antycywilizacją. Bój w którym każdy z nas musi opowiedzieć się po jednej ze stron.

https://www.magnapolonia.org/

„Nie chodzi o wolność, ale o syjonizm”. Katoliczka z Komisji Wolności Religijnej ujawnia, kto trzęsie Białym Domem


Przez 2 000 lat Kościół naucza, że jesteśmy nowym Izraelem. Ojcowie Kościoła dosłownie przewracaliby się w grobach, gdyby ktoś im powiedział, że powstałe w 1948 roku państwo Izrael jest spełnieniem jakiegoś biblijnego proroctwa – powiedziała w popularnym programie Tuckera Carlsona na platformie You Tube była Miss Kalifornii (2009) Carrie Prejean Boller.

Niespełna dwugodzinny wywiad w ciągu tygodnia od premiery zdążyły obejrzeć już ponad 3 miliony użytkowników platformy X oraz 1,3 miliona widzów You Tube. Eks-modelka opowiadała historię swojej znajomości z Donaldem Trumpem. Znajomości, która doprowadziła ją do udziału w prezydenckiej Komisji Wolności Religijnej. Teraz z tego grona chce usunąć ją syjonistyczne lobby – za internetowe „niepoprawne” komentarze na temat ludobójstwa w strefie Gazy.

Obecny przywódca Stanów Zjednoczonych zarządzał przed 15 laty organizacją konkursów Miss USA. Wzięła w nich udział Carrie Prejean, obecnie Boller. – Odważyłam się powiedzieć na scenie, że uważam, iż małżeństwo to związek jednego mężczyzny i jednej kobiety. Powiedziałam, że wolę być poprawną biblijnie niż politycznie – wspominała w audycji Carlsona.

Opinia na temat instytucji i natury małżeństwa kosztowała wtedy młodą kobietę koronę najpiękniejszej Amerykanki. Została też pozbawiona zdobytego wcześniej stanowego tytułu Miss. Cała aferę sprowokował członek jury, zadeklarowany homoseksualista Perez Hilton. Spytał bowiem kandydatkę, czy jej zdaniem amerykańskie stany powinny zalegalizować związki jednopłciowe. Zdecydowana odpowiedź, a następnie konsekwencja pomimo nacisków sprawiły, że sprawa była przemielana przez największe media nieustannie przez 4 miesiące. Nie trzeba dodawać, w jakim świetle ukazywano w tych publikacjach jej główną bohaterkę.

W audycji Carlsona 38-latka przyznała, że od tamtych czasów utrzymywała znajomość z Trumpem,  który okazywał jej wsparcie. Zwracał uwagę, że w trakcie konkursu nie powiedziała nic złego, a jedynie zachowała wierność swoim zasadom. Boller rewanżowała się później, broniąc milionera przed oskarżeniami o mizoginię, rasizm, wykorzystywanie kobiet…

Wreszcie, niedługo po ponownym wyborze jej przyjaciela – sama określiła go w ten sposób – na fotel prezydenta Stanów Zjednoczonych, otrzymała z Białego Domu telefon z zaproszeniem do udziału w prezydenckiej Komisji Wolności Religijnej. Było to w kwietniu 2025 roku, krótko po tym, jak nawróciła się na katolicyzm.

Wolność, ale tylko dla „swoich”

Zadaniem 12-osobowego gremium jest – przynajmniej oficjalnie – podejmowanie interwencji na rzecz Amerykanów, którzy doświadczają prześladowań religijnych. Raz w miesiącu są oni wysłuchiwani w Waszyngtonie przez komisję z udziałem Dana Patricka, zastępcy gubernatora Teksasu. Cały organ podlega zaś Departamentowi Sprawiedliwości, kierowanemu obecnie przez prokurator generalną Pam Bondi. 

Przed komisją stanął na przykład chłopiec zmuszany w swej szkole do czytania książki promującej transseksualizm. Innym razem – weteran słynnej formacji wojskowej NAVY Seals, pozbawiony emerytury za odmowę przyjmowania zastrzyków mRNA przeciwko Covid-19.

Boller osobiście stawała po stronie matek, które napotkały problemy w szkołach swoich dzieci, gdyż nie chciały zgodzić się na podawanie im preparatów medycznych o wątpliwym działaniu.

Ex-miss czuła się zaszczycona faktem udziału w tym przedsięwzięciu, tym bardziej, że – jak podkreślała – znalazła się tam pośród cenionych przez siebie osób, takich jak kardynał Timothy Dolan, biskup Robert Barron czy znany w USA prawnik, obrońca chrześcijan Kelly Shackelford.

Na zakończenie swojej rocznej kadencji komisja ma przedstawić prezydentowi raport i własne  rekomendacje dotyczące zmian w prawie na rzecz wolności wyznaniowej.

Gdy zbliżało się powakacyjne posiedzenie komisji, Boller otrzymała telefon z Białego Domu od Mary Margaret Bush, dyrektor Komisji Wolności Religijnej w ramach administracji Trumpa.

 – Hej, Carrie, zauważyłam, że publikujesz coś w internecie. W Białym Domu pojawiły się pogłoski, że jesteś antysemitką – usłyszała w słuchawce. – Nie wiem, kto to jest, ale pewnie jakaś podła osoba, która tylko próbuje stwarzać problemy. Zignorowałabym to, ale chciałam się upewnić, że jesteś świadoma tego, co publikujesz – dodała Bush.

Odpowiedź była bardzo konkretna, choć padła w formie pytań: – Mówisz mi, że jako członek komisji do spraw wolności religijnej, mający chronić wolność religijną, nie mam wolności religijnej, by publikować o tym, co ma wpływ na moją religię i moje przekonania religijne? – ripostowała była miss.

Okazało się, że zarzuty dotyczyły propagowania w mediach społecznościowych wywiadów Tuckera Carlsona z Anthonym Aguilarem, emerytowanym żołnierzem, który opowiadał o zbrodniach Izraela na ludności cywilnej w strefie Gazy.

– Tak – powiedziałam – jestem chrześcijanką pro-life. Mam obowiązek zabrać głos. I byłoby zdradą sumienia, gdybym tego nie zrobiła – relacjonowała dalej Boller.

Urzędniczka z Białego Domu wyraziła też pretensje za opublikowanie zdań papieża Leona na temat sytuacji w Palestynie, z dopiskiem, że panuje tam cierpienie i dochodzi do ludobójstwa.

– Wiesz, po prostu nie powinnaś używać takiego języka – stwierdziła Bush. – I nie możesz też mówić o syjonizmie. Syjonizm to ich prawo do istnienia. Kiedy postujesz o syjonizmie, Carrie, mówisz tym samym, że oni nie mają prawa istnieć – przekonywała.

Na wyrażoną wątpliwość, czy ta sprawa nie zagrozi jej wymarzonej (chociaż bezpłatnej) pracy w komisji, Boller usłyszała zapewnienie, że nie ma takich obaw.

Publikowała więc nadal swoje opinie w mediach społecznościowych, aż w sierpniu zadzwonił telefon z Biura Personelu Prezydenckiego (PPO). Urzędniczka, która przedstawiła się jako Mary Sprowls, poprosiła Boller o rezygnację, i to jeszcze tego samego dnia. Nie chciała podać konkretnych powodów ani przyznać, kto polecił jej tę misję. Spotkała się z odmową, gdyż to jedynie prezydent, który powoływał skład komisji, może dymisjonować jej członków.

Ex-modelka nie dała za wygraną. Niedługo potem to ona zadzwoniła do Sprowls i wydusiła z niej, że próba nakłonienia Boller do odejścia z komisji była efektem rozmów z „Paulą White, Danem Patrickiem i Brittany Baldwin, która kiedyś pracowała dla Teda Cruza”. Próbowała się więc skontaktować z całą trójką, ale bezskutecznie.

W tym okresie zwracała się do niemal wszystkich członków komisji, włącznie z katolickimi hierarchami, i z każdej strony otrzymywała – w rozmowach prywatnych – aprobatę i wsparcie.

Dopiero po dłuższym czasie Patrick i White odezwali się. – Zadzwonili do mnie i powiedzieli: „Cześć, Carrie. Wiem, że martwiłaś się przez ostatnie kilka tygodni, ale Dan zaczął i powiedział: „Chciałbym tylko dać ci znać, że rozmawialiśmy o twojej sytuacji. Wiesz, chcę ci tylko powiedzieć, żebyś kontynuowała swoją pracę w tej komisji. Twoim zadaniem tam jest ochrona prezydenta i jego reputacji”. Powiedział mi to jako pierwsze – relacjonowała Boller.

– Nie mogłam w to uwierzyć. Zastanawiałam się, co mam zrobić. Myślałam, że moim zadaniem jest ochrona wolności religijnej. Sądziłam, że właśnie do tego mnie powołano. A on na to: „wiesz, Carrie, gadałaś w internecie różne rzeczy i naprawdę powinnaś trzymać się z dala od mediów społecznościowych. Nie korzystaj z mediów społecznościowych do końca kadencji” – usłyszała od Patricka.

Wtedy – według relacji Boller – wtrąciła się Paula White. – Carrie, wiesz co? Naprawdę nie powinnaś pisać o teologii zastąpienia [żydów jako narodu wybranego, przez Kościół – PCh24.pl]. Nie powinnaś pisać o tym. I wielu ludzi mówi, że jesteś antysemitką, Carrie, po twoich postach. Krytykujesz syjonizm. Krytykujesz Izrael. I mamy z tym problem – miała mówić protestancka liderka.

Rozmówczyni Carlsona zwróciła wtedy uwagę, że takie oczekiwania są sprzeczne z zasadami komisji, ponieważ te nie wymagają powstrzymywania się od publikacji w mediach społecznościowych. Wskazała, że mówi otwarcie o sprawach, którymi się interesuje, jest osobą religijną, chrześcijanką.

Patrick miał wtedy twierdzić, że Boller wygłasza opinie „niezgodne z poglądami prezydenta, Paulą White i niektórymi innymi członkami tej komisji”. – I wtedy zrozumiałam, że ta komisja to oszustwo. To była fikcja – wspominała gość Carlsona. – Nie chodziło o wolność religijną. Chodziło o to, żebyś był syjonistą – „lepiej forsuj nasz program, bo inaczej znikniesz” – dodała.

Na odpowiedź, że Boller nie zamierza rezygnować z social mediów, Patrick popadł w irytację. Z kolei White określiła się jako „ekspert od Gazy”, do której należy się zwracać przed publikowaniem wpisów dotyczących konfliktu na Bliskim Wschodzie.

– Wiesz, właśnie stamtąd wróciłam i nie ma tam głodujących dzieci. To wszystko jest na niby, Carrie. To wszystko jest udawane – przekonywała pastor.

– Chcę, żebyś powiedziała, jeśli masz jakieś pytania. Jeśli chcesz coś opublikować, najpierw skonsultuj to ze mną – dodała.

Gospodarz programu, były prezenter telewizji Fox News nie ukrywał swojego poruszenia tą relacją.

– Cóż, to jest kompletnie złe. Powiem tylko, że znam Paulę White, trochę. Znam Dana Patricka bardzo dobrze. On jest o wiele bardziej liberalny niż ja. Jest dość liberalny, ale zawsze go lubiłem. Wiesz, on nie jest głupi. I jestem tym zszokowany. Byłem tym zszokowany. To haniebne – skomentował Carlson.

– Dan określa siebie jako chrześcijanina. Paula White jest chyba jakimś chrześcijańskim duchownym. Chcę jasno powiedzieć, że nie wygląda mi to na chrześcijaństwo, ale staram się nie osądzać. Ale czy któreś z nich wyjaśniło, dlaczego wymogiem wiary chrześcijańskiej jest wspieranie rządu Netanjahu? Czy wyjaśnili tamtą teologię? Nie rozumiem jej – dopytywał dziennikarz.

– Nigdy tego nie wyjaśnili. Powiedzieli tylko: nie możesz mieć swojej teologii. Nie możesz wierzyć w to, w co chcesz. Musisz się podporządkować ich [teologii] – odpowiedziała Boller.

Czy zatem chrześcijanie mają – według rządzących dzisiaj Stanami Zjednoczonymi – wynikający z wiary obowiązek popierania rządu Izraela?

– „Ci, którzy błogosławią Izraelowi, będą błogosławieni” – dokładnie tak powiedział Ted [Cruz] – odparła katolicka konwertytka. Jak wskazała, według syjonistów to przez nich – a nie przez Kościół, który przyjął Chrystusa – wypełniają się Boże zapowiedzi dotyczące narodu wybranego – biblijnego Izraela.   

„Wojna, która resetuje świat”

– (…) przez 2 000 lat Kościół, a już wszyscy wcześni Ojcowie Kościoła nauczali, że jesteśmy nowym Izraelem, duchowymi Semitami. Dosłownie przewracaliby się w grobach, gdyby ktoś im powiedział, że Izrael powstały w 1948 roku jest spełnieniem jakiegoś biblijnego proroctwa. Już samo to jest szaleństwem – że uważają, iż polityczne państwo Izrael, stworzone w 1948 roku, głównie przez ateistów, to spełnienie jakiegoś biblijnego proroctwa – podkreślała Boller. Opowiedziała, że gdy pytała o to jednego ze znajomych księży, „spojrzał na nią jak na wariatkę”, gdyż nigdy Kościół nie nauczał czegoś podobnego.

Carlson uznał takie przekonania za przerażające. Zwłaszcza – zaznaczył – że doprowadziły one Amerykę do zaangażowania w obecną wojnę na Bliskim Wschodzie. Jak to określił – „wojny, która resetuje świat”.

Po opisywanej rozmowie ex-miss postanowiła powiedzieć: „sprawdzam” i rzeczywiście próbowała „konsultować” swoje publikacje z Paulą White. Napisała do niej na przykład: „Hej, Paula, w Izraelu jest zatrzymany dzieciak. Obywatel USA. Musimy coś z tym zrobić. Wiem, że masz powiązania z Bibim. Może zadzwoń do Bibiego i zapytaj, czy uda się go uwolnić”.

Drugi mail do pastorki-syjonistki brzmiał: „Hej, Paula, jest tu sporo nauczycieli. Chrześcijańskie szkoły w Izraelu są zamykane, ponieważ palestyńskim nauczycielom mówi się, że nie mogą przyjechać i uczyć. Więc te chrześcijańskie szkoły zostaną zamknięte. Czy możesz pomóc? Czy możesz coś z tym zrobić?”.

Wiadomości nie doczekały się odpowiedzi, więc Boller publikowała swoje społecznościowe opinie dalej. – Wrzucałam coraz więcej postów każdego dnia. Nie mogłam pozwolić żeby tak ze mną postąpili. Nie, zadarli z niewłaściwą osobą – skomentowała w rozmowie z Carlsonem.

Na uwagę dziennikarza, że chciałby widzieć podobną postawę u dzisiejszych mężczyzn, zauważyła: –  Boją się. To… Cóż, nikt nie chce być nazywany antysemitą. Nikt nie chce być nazwany rasistą. Nikt nie chce przechodzić przez to, przez co ty przechodzisz, przez to, co ja przechodzę. Wiesz, wsadzają cię do tego pudełka, zamykają drzwi i mówią: „Zamknij się, antysemito. Nie masz wstępu do społeczeństwa. Zawstydzimy cię. Zlikwidujemy cię. Zniszczymy cię”. Tak właśnie robią.

Carlson nawiązał w tym miejscu do niedawnego zamordowania bardzo popularnego w Stanach konserwatywnego działacza. – Tak, i oczywiście ogromnie zwiększa to prawdopodobieństwo, że zostaniesz postrzelony na śmierć, co jest jednym z powodów, dla których to robią, prawda? Więc mieliśmy taki moment porozumienia po śmierci Charliego Kirka, że – wiesz – nazywanie ludzi nazistami może ich zabić. Więc natychmiast zadzwoniłem do Marka Levina i Bena Shapiro [czołowych syjonistów amerykańskich – PCh24.pl] i pomyślałem: „wow, wiecie, nie powinniśmy walczyć”. Obydwaj się zgodzili. I zanim się obejrzysz – bo oni to rozumieją – wzrasta prawdopodobieństwo, że zginiesz – powiedział dziennikarz.

– Oczywiście, że są całkowicie za przemocą. Tak, stawka jest bardzo wysoka – ocenił.

– Bardzo wysoka. Mam małe dzieci – zgodziła się Boller.

Antysyjonizm = antysemityzm?

Wysłane do Pauli White interwencyjne wiadomości e-mail nie doczekały się reakcji. Ich adresatka została więc spytana, czy inni członkowie również otrzymali tego rodzaju wytyczne dotyczące swoich publikacji w mediach społecznościowych. „„No cóż, trzeba zachować ostrożność, publikując” – odpowiedziała. Jednak żaden z pozostałych uczestników prezydenckiego gremium dedykowanego wolności religijnej, nie jest w żaden sposób ograniczany.

W lutym obecnego roku doszło na posiedzeniu komisji do przesłuchania w sprawie „antysemityzmu”. Wbrew zwyczajowi, Boller nie otrzymała tym razem zestawu informacji na temat wezwanych świadków. Z kolei czterej amerykańscy Żydzi, których sama chciała zaprosić, nie zostali zaakceptowani przez szefostwo komisji. Jak uważa rozmówczyni Carlsona – stało się tak, ponieważ nie są oni syjonistami.

Jedną z tych odrzuconych osób był Norman Finkelstein, syn ocalałych z wojennej zagłady Żydów, autor słynnej książki „Przedsiębiorstwo Holokaust”. Drugim świadkiem – nowojorski rabin, wyznawca judaizmu opartego na Torze.

Tuż przed posiedzeniem Boller otrzymała od Dana Patricka wiadomość z propozycją dyskretnego spotkania w towarzystwie Pauli White. Nie odpowiedziała. W Muzeum Biblii, gdzie miała obradować komisja, podeszła do niej Brittany Baldwin (przypomnijmy: dawna pracownica Teda Cruza, wymieniona przez Mary Sprowls z PPO pośród osób, które miały domagać się ustąpienia Carrie Boller z komisji). Ponowiła zaproszenie na spotkanie. Boller poszła tam z dwojgiem świadków, których poprosiła o towarzyszenie.

Ben Carson, Patrick, White i Baldwin próbowali dowiedzieć się, co „politycznie niepoprawna” katoliczka zamierza powiedzieć na otwartym spotkaniu. Przywołali – z wyraźnym wyrzutem – jej świeży wpis z mediów społecznościowych o tym, że jest dumna z przynależności do komisji i nie da się zastraszyć „syjonistycznym suprematystom”. W odpowiedzi Boller spytała, dlaczego nie zaakceptowali jej świadków, którzy doświadczają antysemityzmu. Zapowiedziała upublicznienie restrykcji, jakie próbowali nałożyć na nią liderzy komisji. W zamian usłyszała, że nadużywa przywileju zasiadania w tym gremium i głosi opinie sprzeczne z postawą prezydenta.

Na posiedzeniu spytała świadka, który na swojej uczelni spotkał się z przejawami wrogości, czy można równocześnie potępić i to, co go spotkało, i zabicie 70 tysięcy cywilów w Gazie? Młody Żyd zaprzeczył odpowiadając, że ludobójstwo miało miejsce 7 października (czyli podczas ataku Hamasu, będącego pretekstem do czystki etnicznej na terenie Strefy Gazy).

Boller wykazywała, że sprzeciw wobec syjonizmu nie oznacza równocześnie antysemityzmu. W przeciwnym razie wszyscy chrześcijanie byliby automatycznie zakwalifikowani jako wrogowie Żydów.

Jednak nikt spośród członków komisji nie poparł tej konkluzji (biskup Barron i kardynał Dolan nie byli obecni). Część widowni, na której siedziało wielu rabinów, na każde wspomnienie Boller, że jest katoliczką, reagowała buczeniem. Nie brakowało docinków i krzyków pod jej adresem.

Następnego dnia po posiedzeniu jedyna otwarta „antysyjonistka” w tym gremium dostała wiadomość SMS od Dana Patricka, że została usunięta z Komisji Wolności Religijnej. Tyle, że Patrick w hierarchii uczestników tego gremium nie znajdował się wyżej od niej. Przeczytał więc w odpowiedzi, że nie ma prawa jej usunąć.

Po posiedzeniu kilku członków komisji zaczęło otwarcie atakować w mediach Carrie Boller. Wśród nich był Eric Metaxas, „konserwatywny” pisarz i prezenter, poproszony wcześniej przez nią o obecność podczas zakulisowego spotkania z czołowymi syjonistami. Teraz nazywał katoliczkę bigotką i antysemitką.

Gość Tuckera Carlsona przyznała, że nie poparł jej otwarcie nikt z członków komisji. – Skontaktowałam się z Kellym Shackelfordem, kardynałem Dolanem, biskupem Barronem. Skontaktowałam się z biskupem [Salvatore] Cordileonem z San Francisco, który zasiada w radzie doradczej. I powiedziałam: „Hej, czuję się jak owca otoczona wilkami i potrzebuję pasterza. Możesz mi pomóc?”. I wielu z nich – myślę, Tucker – szczerze mówiąc, jest zbyt przestraszonych – powiedziała.

 – Po co więc to przesłuchanie? Właściwie liczyłam, ile razy mówili tam o Izraelu 7 października. Musiałam przestać liczyć. A mówiliśmy o obcym kraju. Spojrzałem na Dana i pomyślałam: „Mówimy o obcym kraju. O co więc chodzi w tym przesłuchaniu? Jaki jest cel tego przesłuchania?”. Myślałam, że chodzi o przesłuchanie w sprawie prawdziwego antysemityzmu w Ameryce. Ale zostało ono przejęte przez Dana Patricka, Paulę White i kogoś, kto odmówił [moim świadkom] prawa głosu, bo nie byli syjonistami. Przesłuchanie zostało przejęte przez tych ludzi. Chodzi więc o to, że jeśli krytykujesz Izrael, to jesteś zgubiony. Chcą cię zniszczyć. A jeśli odważysz się mówić o Gazie… – mówiła.

Około tygodnia przed rozmową z Carlsonem Boller natknęła się w swojej poczcie internetowej na przeoczony wcześniej e-mail od wspomnianej tu wcześniej „kadrowej” Białego Domu, Mary Sprowls.

„W imieniu Prezydenta Stanów Zjednoczonych, wysyłam Pani e-mail z informacją, że została usunięta z Komisji Wolności Religijnej ze skutkiem natychmiastowym. Dziękuję za Pani służbę” – napisała urzędniczka.

Droga do Kościoła

Pod koniec rozmowy Carrie Boller opowiedziała historię swojego nawrócenia. Przez całe dotychczasowe życie należała do protestanckich wspólnot ewangelikalnych. Z czasem zaczęła nabierać coraz większych wątpliwości, właśnie ze względu na rażące nadinterpretacje dotyczące Pisma Świętego.

– Zaczęłam zgłębiać dyspensacjonalizm [teologia protestancka dosłownie interpretująca Stary Testament, przypisując np. politycznemu Izraelowi prawo do zajęcia Ziemi Świętej – PCh24.pl]. To nawet nie podlega dyskusji. Nie wiem nawet, po co w ogóle toczymy tę debatę, dlatego biskup Barron i kardynał Dolan powinni powiedzieć: „Tak, w to wierzymy. Jesteśmy [Kościół] nowym Izraelem”. (…) – zauważyła.

– Pomyślałam: „Chwileczkę. Jak oni [tak zwani syjoniści chrześcijańscy] mogą interpretować Pismo Święte według własnej woli? Przekręcać je, manipulować nim i mówić, że ci, którzy błogosławią Izraelowi, będą błogosławieni?”; Ci, którzy błogosławią Bibiego, będą błogosławieni. A jeśli nie błogosławisz Bibiemu, zostaniesz przeklęty, według Lindseya Grahama – opowiadała Boller.

– Pomyślałam: to szaleństwo. Zaczęłam więc studiować pisma wczesnych Ojców Kościoła i to, czego nauczali, doprowadziło mnie do Kościoła katolickiego. Dosłownie, nauka o dyspensacjonalizmie doprowadziła mnie do pism wczesnych Ojców Kościoła, a potem zostałam katoliczką. A zatem wiem, czego naucza Kościół katolicki. Jesteśmy nowym Izraelem. Tego naucza Kościół. Jesteśmy dopełnieniem starego Izraela. Spójrz – Pan Jezus wypełnił to wszystko na krzyżu. On tego dokonał. Gdy powiedział „wykonało się”, Stary Testament został całkowicie dopełniony. Teraz jest Nowe Przymierze. Ci, którzy trwają w Chrystusie, to nowy lud Boży. To jest bardzo jasne – wskazała.

===============================

[Według dyspensacjonalizmu należy ciągle dosłownie interpretować Pismo Święte (w szczególności proroctwa) oraz odróżniać Izrael (w rozumieniu ludu Bożego) od Kościoła, który nie ma udziału w Bożym przymierzu z Abrahamem, Dawidem i Izraelem. to z internetu. md]

============================================

Kolejny fragment rozmowy dotyczył cierpienia i męczeństwa, a nawet śmierci, jako zapowiedzianego przez Chrystusa udziału ludzi, którzy w Niego uwierzyli.

– I tak oto mamy teraz liderów, którzy nie chcą znosić żadnego dyskomfortu, Tucker. Nie chcą być wyzywani, bo to by ich za bardzo zraniło. Zraniłoby ich uczucia. Więc schowają się za 38-letnią mamą i będą szeptać: „Dalej! Modlę się za ciebie” – mówiła ironicznie Boller o postawie wielu czołowych katolików.

– Rozmawiałam z kilkoma księżmi. Pytałam: wiesz, czy możesz złożyć publiczne oświadczenie [w mojej sprawie]? „Och, ja nie składam publicznych oświadczeń. Ja prowadzę ludzi do nieba”. Rozmawiałam z kilkoma księżmi. „Dobra, OK. Więc schowaj się za mamą, a ja przyjmę kule, kiedy pasterze będą uciekać na bok” – dodała.

Źródło: You Tube / Tucker Carlson

Not. RoM

pch24.pl/maszeruj-z-syjonistami-albo-gin-katoliczka-z-komisji-wolnosci-religijnej-ujawnia-kto-trzesie-bialym-domem

Wydał 100–letnią książkę, został oskarżony o nazizm. [W Polsce!!]

 


Skala cenzury w naszym państwie zatacza coraz szersze kręgi. Kontroli systemowej podlegają już nie tylko autorskie publikacje czy niezależna działalność naukowa. Przeciwko Prezesowi Wydawnictwa Magna Polonia Przemysławowi Holocherowi wpłynął akt oskarżenia za wydanie XX-wiecznego dzieła. Publikacja książki napisanej w 1918 r. spotkała się z zarzutami o szerzenie nazizmu.

Chce go system, chcą go… Niemcy

Prezes Magna Polonia otrzymał oprócz aktu oskarżenia również wiadomość z Niemiec. Deutsche National Bibliothek wysłała pismo o treści:

„Szanowny Panie Przemysławie Holocher, Niemiecka Biblioteka Narodowa ze swoimi siedzibami w Lipsku i Frankfurcie nad Menem ma ustawowy obowiązek gromadzenia (oprócz dzieł wydawanych w Niemczech w formie drukowanej, wizualnej, dźwiękowej) publikacji ukazujących się za granicą. A mianowicie publikacji w języku niemieckim, tłumaczeń dzieł niemieckojęzycznych na inne języki, publikacji obcojęzycznych dotyczących Niemiec itd., a następnie ich trwałego archiwizowania, rejestrowania bibliograficznego oraz udostępniania społeczeństwu. Zauważyliśmy, że wydał Pan następujące dzieło, którego niestety nie posiadamy jeszcze w naszych zbiorach. Brakuje nam następujących publikacji: Paul Bang, „Księga Win Judy” (…). Prosimy o przesłanie nam jednego bezpłatnego egzemplarza – tej, oraz wszystkich przyszłych publikacji do naszych zbiorów. W ten sposób wspierają Państwo Niemiecką Bibliotekę Narodową w realizacji jej zadania polegającego na kompletowaniu niemieckich i niemieckojęzycznych publikacji i tłumaczeń wydawanych za granicą (…). Państwo niemieckie dba o swoje zbiory i elementy kultury”.

Jak słusznie zauważył gość „Najwyższego Czasu!”, wiadomo, że w Niemczech ze względów historycznych propagowanie nazizmu jest surowo zabronione. Niemiecka instytucja państwowa realistycznie postrzega wydanie wspomnianego dzieła wyłącznie w kategorii publikacji kulturowych i domaga się go w swoich zbiorach historycznych.

A w Polsce? „Pod pretekstem rzekomej promocji nazizmu pani prokurator Ewa Halińska ma ochotę palić książki na stosach. To jest coś niesłychanego. Pani prokurator zabrakło umiejętności czytania albo umiejętności czytania ze zrozumieniem” – tłumaczy Holocher.

„Biegły, pan Paweł Nowak jest powoływany do analogicznych spraw w całej Polsce. To jest zawodowy, poszalały z jakichś uprzedzeń lewicowy wariat. I mówię to z pełną odpowiedzialnością za słowa, bo już pomijając to, że zainkasował za te brednie 45 tysięcy złotych; pomijając to, że znaczna część jego opinii, to są po prostu treści skopiowane z Wikipedii. Hasło »Czołem Wielkiej Polsce« jest według wspomnianego biegłego hasłem nazistowskim.

Jednym z patronów części książek, które zostały zarekwirowane, był portal średniowieczny.pl. Logo tego portalu było pisane czcionką gotycką. Pan biegły posługuje się metodologią, według której skądś wie, że dla większości ludzi, z pewnością to będzie czcionka faszystowsko-nazistowska. Ja bym chciał pokazać komuś napis średniowieczny czy inny i znaleźć chociaż jedną osobę, która powie, że mu się to kojarzy z hitlerowcami. Stare księgi są pisane gotykiem. Biblia Gutenberga była wydana tym pismem. Proszę Państwa, to się dzieje. Ten człowiek naprawdę to napisał” – punktuje absurdy sformułowane w akcie oskarżenia.

Książka starsza od III Rzeszy

Ideologia nazistowska powstała w XX w., jednak już po pierwszym wydaniu „Księgi Win Judy”. Ponadto prezes wydawnictwa podkreśla w rozmowie dla „Najwyższego Czasu!”, że wydając książkę, nie trzeba się w 100 procentach zgadzać z jej autorem.

Przytacza też postać samego autora i szkicuje ciąg przyczynowo-skutkowy opisany w książce, w której jednak nie znajdujemy żadnych konkretnych propozycji zmian ustrojowych: „Autor oczywiście żył w czasach III Rzeszy, natomiast bardzo szybko wycofał się z życia politycznego. Jeździł za granicę, próbował zapobiec wojnie, za co był oskarżony w III Rzeszy. Tę książkę napisał dużo wcześniej. Trudno jest mówić o propagowaniu nazizmu w książce, która została napisana dużo wcześniej, niż się ukuła ideologia nazistowska. Ponadto nie jest to książka ideologiczna, lecz książka faktograficzna, która jest istotnym elementem układanki historycznej dotyczącej także tego, co wyprawiali górale ze Wzgórz Golan, Eskimosi i cała reszta ferajny w państwie pruskim.

Autor książki daje na to odpowiedź, dlaczego społeczeństwo niemieckie było do nich uprzedzone. Pozwolę przeczytać sobie fragment książki: »Zepsucie smaku u Niemców i ich otępienia (…) ma swój powód w ogarnięciu dziedziny wychowania artystycznego przez Judę, który nas wychował w muzyce kawiarnianej, w tańcach murzyńskich, w chińskich operetkach, w farsach burdelowych i innych deprawacjach. Najokropniejszym rozdziałem jest (…) zaraza filmowa, wypędzająca filmami uświadamiającymi resztę wstydliwości niemieckiej, za pomocą której narodowi niemieckiemu umacnia się zboczenia seksualne. Lekarz Żyd, doktor Hirschfeld wraz z Komitetem Naukowym (…) podaje młodzieży niemieckiej występki przeciwko naturze. Już zagranica nazywa rozpustę przeciwko naturze niemieckiej The German Evil«.

Doktor Hirschfeld, którego autor tu przytacza, był protoplastą genderyzmu. On jako pierwszy chyba stworzył ideę lotności, płynności płci, zresztą zajmował się transami i całą resztą. Generalnie był to deprawator i grasował w Berlinie. Czy autorowi książki mogło się to nie podobać? Mogło się to nie podobać” – komentuje Przemysław Holocher.

„Słowa na temat deprawacji społeczeństwa, które Pan przytoczył to niemalże kopia tego, co w przestrzeni publicznej widzimy obecnie” – zauważyłam w naszej rozmowie.

„Dokładnie, takich fragmentów w książce jest bardzo wiele” – stwierdza Holocher. „Oczywiście według biegłych, według prokurator, autorowi nie miało prawa się to nie podobać. Ale co jest ciekawsze, w Polsce jestem ścigany za to, że wydałem książkę rzekomo propagującą nazistowski ustrój państwa, choć próżno szukać tam jakichś rozwiązań ustrojowych, bo nawet ludobójczych nie znajdziemy” – tłumaczy „Najwyższemu Czasowi!”.

Akt oskarżenia przeciwko Przemysławowi Holocherowi, który wpłynął do Sądu to początek prześladowań niezależnych wydawnictw i publikacji. Jak twierdzi sam oskarżony, może to generować problemy nawet dla całego środowiska, które wydają książki bez cenzury. Jest to akt przeciwko świadomości historycznej, wymierzony w prawdę historyczną.

To samo widzimy zresztą również po procesie pana Brauna, który nie jest zwykłym procesem karnym. Wnikliwie ukazuje nam patologię działania systemu i instytucji prowadzących działania wymierzone w polskich obywateli.

Julia Gubalska nczas/wydal-100-letnia-ksiazke-zostal-oskarzony-o-nazizm

środa, 18 marca 2026

Eliminacja najsłabszych, czyli kanadyjski pomysł na dobrobyt



Jeśli budżet państwa nie spina się, gdzie szukać oszczędności? Niektórzy już nie ograniczają się do cięć administracyjnych czy redukcji programów społecznych. W grę wchodzi finansowana przez państwo egzekucja własnych obywateli – eliminowanie tych, którzy stanowią obciążenie dla systemu opieki zdrowotnej. Brzmi jak ponury żart? Niestety, dla niektórych nie jest to już tylko retoryczna figura.

Rząd Kanady od prawie dekady realizuje program MAID (Medical Assistance in Dying) – czyli medyczną pomoc w umieraniu. To procedura, w której lekarz lub pielęgniarka pomagają pacjentowi zakończyć życie na jego własną prośbę, pod warunkiem spełnienia określonych kryteriów. Oficjalnie decyzja jest dobrowolna, jednak w praktyce często pacjenci są nakłaniani do podjęcia takiego wyboru. Odejście z tego świata najczęściej następuje poprzez podanie śmiercionośnego zastrzyku.

Program, który w założeniu miał obejmować wyłącznie osoby ciężko i nieuleczalnie chore, często znajdujące się w stanie terminalnym, z czasem zaczął obejmować znacznie szerszą grupę. Dziś w praktyce dotyczy także ludzi cierpiących nie tylko fizycznie, ale i psychicznie.

Procedura eutanazji, uruchomiona w 2016 roku, przestała być marginalnym rozwiązaniem stosowanym w wyjątkowych przypadkach. Stała się zjawiskiem powszechnym. Liczba osób, którym udzielono „pomocy w odejściu”, zbliża się do 100 tysięcy.

Oficjalna narracja dotycząca eutanazji odnosiła się początkowo do osób dotkniętych cierpieniem, znajdujących się u kresu życia. Ta „pozytywna” wizja wsparcia osób w kryzysie miała ułatwić wprowadzenie procedury do systemu prawnego.

Z biegiem lat zakres osób objętych programem MAID znacząco się poszerzył. W Kanadzie medyczna pomoc w odejściu nie dotyczy już wyłącznie osób z chorobami terminalnymi, lecz również osób z niepełnosprawnościami.

Na tym jednak nie kończą się dyskusje o dalszym rozszerzaniu programu. W debacie publicznej pojawiają się propozycje obejmujące kolejne grupy – m.in. osoby znajdujące się w trudnej sytuacji ekonomicznej, niemowlęta oraz osoby zmagające się z problemami psychicznymi, w tym z sezonowym obniżeniem nastroju.

Niedawno pojawiła się informacja o 26-letnim Kanadyjczyku, który został poddany eutanazji. Mężczyzna zmagał się z problemami zdrowotnymi po wypadku samochodowym, którego doznał w wieku nastoletnim. Dodatkowo borykał się z problemami psychicznymi oraz sezonową depresją.

Przypadek tego młodego człowieka rodzi pytania, czy w takich sytuacjach w ogóle brane jest pod uwagę realne wsparcie pacjenta w kryzysie. Czy preferowana jest prostsza droga wyjścia z trudnej sytuacji? Prostsza – ale dla kogo?

Rodzice mężczyzny twierdzą wręcz, że syn był zachęcany do skorzystania z programu MAID. Cały proceder nazwali „kolejką do finansowanej przez rząd egzekucji”. Z ich relacji wynika, że syn od dłuższego czasu interesował się programem i widział w nim jedyne rozwiązanie swoich problemów psychicznych wynikających z doznanego wypadku. Rodzina podała również, że Kanadyjczyk miał być instruowany przez lekarza, jak uzyskać kwalifikację „Track 2” w programie.

To ścieżka, która pozwala na dostęp do eutanazji z innych nadzwyczajnych powodów, nawet wtedy, gdy pacjent nie znajduje się w stanie zbliżającym się do naturalnej śmierci.

Umrzeć tego samego dnia? Tak, to możliwe. Według danych federalnych w Ontario w 2023 roku aż 65 osób zakończyło życie w tym samym dniu, w którym zgłosiły się po medyczną pomoc w umieraniu. Już następnego dnia po zgłoszeniu kwalifikację otrzymały kolejne 154 osoby, co pokazuje skalę i tempo procedury.

Jak wspomniałam, trwa dyskusja nad rozszerzeniem grupy osób mogących kwalifikować się do procedury eutanazji. Na celowniku pojawiają się noworodki, które przyjdą na świat z niepełnosprawnością lub poważną chorobą. Również w tym kontekście poruszane są kwestie finansowe – znacznie prościej odebrać życie dziecku niż finansować jego pobyt na oddziale intensywnej terapii i poddawać kosztownym procedurom ratującym życie i zdrowie.

Ten brak empatii wobec najsłabszych nie może dziwić, skoro środowiska lewicowe traktują dziecko w ostatnich dniach przed rozwiązaniem w łonie matki jako „zlepek komórek pozbawiony duszy ludzkiej”, redukując życie do biologicznej formy i pozbawiając je fundamentalnej wartości.

Biorąc pod uwagę wzrost liczby przesłanek, za sprawą których istota ludzka może zostać poddana egzekucji, nietrudno wysnuć wniosek, że w niedalekiej przyszłości taki los może spotkać także osoby o odmiennych poglądach religijnych lub politycznych, a także np. tych, którzy sprzeciwiają się programom dotyczącym tranzycji dzieci.

Nie można nie wspomnieć o ważnym fakcie: 96% osób, które otrzymały MAID, identyfikowało się jako białe.

Dziś warto zadać pytanie: co oznacza godność człowieka? Co się dzieje z ochroną najsłabszych grup w społeczeństwie – tych, którzy sami nie są w stanie bronić swojego życia i zdrowia? Czy wciąż istnieje współczucie i życzliwość wobec drugiego człowieka, czy też coraz częściej są one podporządkowane kalkulacjom ekonomicznym i proceduralnym?

Idąc tą drogą, ryzykujemy coś więcej niż tylko moralny upadek – ryzykujemy utratę samej istoty człowieczeństwa. Gdy decyzja o życiu i śmierci staje się kwestią rachunku ekonomicznego czy administracyjnej procedury, stajemy w obliczu pytania, czy nie unicestwiamy samych siebie jako społeczności?


Justyna Bazylak

salon24.pl/u/justynabazylak/niesienie-ulgi-w-cierpieniu-czy-kalkulacja-ekonomiczna-kontrowersje-wokol-kanadyjskiego-maid

wtorek, 17 marca 2026

Ze wspomnień niebieskiego mundurka

 


Kiedy wy, naiwni, sterczeliście na mrozie i śpiewaliście „Mury”, myśmy w ciepełku u notariusza przepisywali na siebie majątek państwowy.

Ech, młodzi… Wy to czytacie te swoje podręczniki do historii, oglądacie rocznicowe akademie i naprawdę wierzycie, że w osiemdziesiątym dziewiątym to jakiś system „upadł”. Jaki upadek, ja się pytam? Toż to była najlepsza restrukturyzacja korporacyjna w dziejach! Siadajcie, posłuchajcie starego psa. Zaczynałem niewinnie, z czerwoną opaską ORMO na ramieniu. Potem w ZOMO trochę się człowiek namachał pałą w imię ludowej sprawiedliwości, aż w końcu docenili zaangażowanie i przenieśli do ciepełka – do Służby Bezpieczeństwa. Znam ten aparat od podszewki. I powiem wam jedno: ten cały wasz „koniec komuny” to był dopiero początek naszych prawdziwych karier.

Wy myślicie, że partyjna nomenklatura w PRL-u to miała raj na ziemi? Śmiać mi się chce z tej legendy! Co myśmy mieli za te straszne „przywileje”? Talon na Malucha bez dziesięcioletniej kolejki, trochę szynki Krakusa ze sklepu „za żółtymi firankami”, darmowe wczasy w Bułgarii i daczę nad Śniardwami zrobioną z płyt wiórowych. To było to legendarne uprzywilejowanie? Przecież to była bieda z nędzą, tylko odrobinę lepiej przypudrowana niż to, co miał robotnik w Ursusie! Prawdziwy oddech złapaliśmy dopiero, jak system „upadł”. Uwłaszczenie nomenklatury – to dopiero brzmi dumnie. Wczoraj dyrektor państwowego zjednoczenia, jutro prezes i główny udziałowiec prywatnego holdingu. Fortuny, panie dziejku, rodziły się w cieniu okrągłego stołu.

Kiedy wy, naiwni, sterczeliście na mrozie i śpiewaliście „Mury”, myśmy w ciepełku u notariusza przepisywali na siebie majątek państwowy.

A to całe dzisiejsze kumoterstwo? Nepotyzm? Gdzie nam z naszymi PRL-owskimi standardami do dzisiejszej władzy! Wtedy, jak bratanek pierwszego sekretarza partii dostawał po znajomości posadę kierownika Gminnej Spółdzielni w Pcimiu, to był szczyt układów. A dzisiaj? Dzisiaj to jest dopiero rozmach! Odprawy w spółkach skarbu państwa liczone w milionach za dwa miesiące „pracy”, krewni i znajomi królika poupychani w radach nadzorczych fundacji, agencji i instytutów. Kiedyś załatwiało się synowi etat referenta w urzędzie, dziś synalek bez matury dostaje pensję, jakiej ja w resorcie przez dwadzieścia lat nie naoglądałem.

I co najważniejsze – wtedy mieliśmy luksus, o którym dzisiejsi aparatczycy mogą tylko pomarzyć: absolutną ciszę! Nie było tych waszych internetów, smartfonów ani lokalnych portali śledczych. Była „Trybuna Ludu” i telewizyjny Dziennik. Cenzura z ulicy Mysiej dbała o higienę umysłową narodu. Jak towarzysz dyrektor po pijaku wjechał służbową Wołgą w przystanek, to następnego dnia rano przystanku nie było, a Wołga lśniła nowym lakierem z zaprzyjaźnionego warsztatu milicyjnego. Nikt o tym nie pisał.

A dziś? Każdy wójt, każdy radny ma na karku jakiegoś redaktorka z dyktafonem, który zaraz wrzuci do sieci, że szwagier burmistrza wygrał przetarg na wywóz śmieci. Myśmy się dziennikarzami nie przejmowali – myśmy ich po prostu mieli w teczkach, jako Tajnych Współpracowników.

Dlatego, jak tak patrzę na to wszystko z perspektywy mojego bujanego fotela, to uśmiecham się pod wąsem. Zmiany wyszły nam wszystkim na dobre. Wam, bo możecie sobie narzekać w internecie na kogo chcecie, i nam, bo wreszcie mamy pieniądze, żeby żyć jak biali ludzie. A zwłaszcza cieszy mnie to dzisiaj, kiedy poczta przyniosła pismo z ZUS-u. Przywrócili mi tę moją wypracowaną w pocie czoła (i na plecach opozycji) esbecką emeryturkę. Z wyrównaniem! Sprawiedliwości dziejowej po latach tak zwanej „dezubekizacji” w końcu stało się zadość. Wy macie swoją demokrację, a my mamy swoje wille i pełne konta. I kto tu, panie dziejku, wygrał ten cały kapitalizm?

No, to po maluchu. Za wolną Polskę!

ElMalchico
salon24.pl/wolnyseba/ze-wspomnien-niebieskiego-mundurka

Szokujące dane Straży Granicznej: Setki tysięcy „uchodźców” wracają na urlop na Ukrainę

 


Szokujące dane Straży Granicznej: pół miliona Ukraińców wraca do strefy wojny, a Polska otwiera drzwi na oścież? 

Gdzie jest kontrola rządu? 

Pełna analiza w filmie! Czy widzieliście te liczby? Od 1 grudnia 2025 r. do 7 stycznia 2026 r. aż 887 346 obywateli Ukrainy wyjechało z Polski z powrotem na Ukrainę – kraj wciąż trawiony wojną, ostrzałami i niepewnością.

A potem? Tylko w styczniu ponad 606 tysięcy z nich wróciło do Polski, wlewając się przez granice jak fala bez końca. To nie przypadek. To system pełen luk, a polskie władze udają, że wszystko gra. Film ujawnia prawdę, której rząd Tuska nie chce widzieć:

Wyobraźcie sobie: ludzie uciekający przed „rakietami Putina” masowo wracają do strefy konfliktu… Po co? Na wakacje? Do rodziny?

A może to karuzela, w której Ukraińcy testują granice polskiej gościnności, wielokrotnie wjeżdżając i wyjeżdżając, by przedłużyć status uchodźcy? Dane Straży Granicznej nie kłamią – to oficjalne statystyki, które władze próbują zamieść pod dywan. Gdzie są weryfikacje? Dlaczego nie ma rygorystycznych kontroli: kto naprawdę ucieka przed wojną, a kto nadużywa systemu?

Ta graniczna karuzela to nie tylko marnotrawstwo miliardów złotych z naszych podatków na pomoc „uchodźcom” – to luka bezpieczeństwa wielkości szopy. Ilu z nich naprawdę potrzebuje ochrony? A ilu wykorzystuje Polskę jako bazę wypadową, krążąc między wojną a socjalem? Rząd PiS obiecywał szczelną granicę, Tusk obiecywał „humanitaryzm z głową” – a co mamy? Chaos, brak kontroli i pytania, czy system w ogóle istnieje.
Dodatkowo: przekroczenia granicy na kierunkach związanych z Rosją i Białorusią – „państwem agresorem” i jego sojusznikiem!

Ukraińcy wyjeżdżający z Polski nie tylko wracają na Ukrainę – wielu przekracza granice w stronę Rosji i Białorusi! Czy polskie służby mają pełną kontrolę nad tymi ruchami? Ilu „uchodźców” kontaktuje się z wrogiem, testując słabości naszej granicy? Władze milczą o tych alarmujących danych, ignorując ryzyko szpiegostwa i infiltracji. Gdzie są inwestycje w monitoring? Państwo jest dziurawe jak sito – a my płacimy cenę w postaci zagrożeń bezpieczeństwa narodowego.

Rozbijamy mit „solidarności z Ukrainą” na kawałki.

Pokazujemy, jak brak kontroli nad uchodźcami zagraża bezpieczeństwu narodowemu, polityce migracyjnej i naszym portfelom. Rząd ignoruje alarmy Straży Granicznej, bo polityka jest ważniejsza niż prawda. Czas na dyskusję – zanim będzie za późno! Obejrzyj teraz, skomentuj, udostępnij i zasubskrybuj kanał! Twoja reakcja to głos przeciwko niekompetencji władz.

Jan Cichocki gloria/Szokujące dane