piątek, 23 kwietnia 2021

Tajemniczy Don Porchia


Za co płacimy naszym życiem nigdy nie kosztuje zbyt wiele.

Porzuciłem żebrzącą konieczność życia. Żyję bez niej.

Stajemy się świadomi pustki w miarę jej wypełniania.

Ten kto dostrzegł wszystko jako puste w sobie, jest bliski poznania czym wszystko jest przepełnione.

U nikogo nie znalazłem tego kim chciałbym być. I tak pozostałem: jak nikt.

W pełnym świetle nie jesteśmy nawet cieniem.

Ten kto nie zapełnia swego świata widmami pozostaje sam.

Większość z tego czego nie kontynuuję w sobie, kontynuuje się tam samo z siebie.

Moje "ja" odeszło daleko, coraz dalej ode mnie. Dziś jest moim najdalszym "ty".

Myślisz że mnie zabijasz. Ja myślę, że popełniasz samobójstwo.

Jestem w sobie tak mało, że co ze mną zrobią niewiele mnie interesuje.

Moje ubóstwo nie jest kompletne: brakuje mu mnie.

Zacząłem mą komedię jako jej jedyny aktor, i doszedłem do jej zakończenia jako jej jedyny widz.

Za czym mniejsze stworzenie się uważa, tym więcej znosi. I jeżeli ma się za nic, znosi wszystko.

Czasami jest tak jakbym był w piekle, i nie smucę się. Nie znajduję niczego nadczym mógłbym się zasmucić.

Gdybym był kimś wiodącym siebie samego, nie obrałbym ścieżki wiodącej do śmierci.

Odstąpiłem jeden krok od wszystkiego. I tu pozostaję, z dala od wszystkiego, oddalony o jeden krok.

Jesteś marionetką, lecz w rękach nieskończoności, ktore być może są twymi własnymi.

Poza mym ciałem żyły me są niewidzialne.

Tylko paru dochodzi do nicości, ponieważ ta droga jest długa.

Kiedy rozbijam wiążące mnie kajdany czuję że się umniejszam.

Sen nie dokarmiany przez sen zanika.

Kiedy mówię do siebie - kto to mówi? I do kogo to mówi?

Być kimś to być kimś osobno. Bycie kimś jest samotnością.

Ten kto czyni raj ze swego chleba czyni piekło ze swego głodu.

Tak długo jak myślimy że jesteśmy coś warci, jesteśmy niesprawiedliwi wobec siebie.

Uczymy się nie potrzebować potrzebując.

Poprosiłbym ten świat o coś więcej, gdyby miał to coś.

Tak, jestem zajęty samym sobą. Ale zapomniałem co to znaczy.

Kiedy szukam swego istnienia, nie szukam go w sobie.

Gdybyś mógł uciec ze swoich cierpień, i zrobił to, gdzie byś się udał poza nie?

Wierzę że dusza składa się ze swych cierpień. Gdyż dusza która wyleczyła swe cierpienia umiera.

Wszystko jest niczym, ale potem. Po przecierpieniu wszystko.

Za każdym razem gdy się budzę, rozumiem jak łatwo jest być niczym.

Wokół mnie nic oprócz dystansów.

Przeraża cię pustka i otwierasz szerzej oczy!

Zabójca dusz nie zabija stu dusz. Zabija jedną duszę sto razy.

Dusza wszystkigo jest jedyną duszą każdego.

Serce jest nieskończonością masywnych łańcuchów, skuwajacych odrobiny powietrza.

Moje ciało oddziela mnie od każdego istnienia i każdej rzeczy. Nic innego oprócz mego ciała.

Pewne rzeczy, ażeby pokazać mi swój brak essencji, stają się moimi.

Możesz nic nie posiadać, jeżeli oddasz jego światło słońcu.

Smak "mojego" nie jest gorzki, ale nie odrzywia nikogo.

Gdy nic mi nie pozostanie, nie poproszę o nic więcej.

W moim milczeniu brakuje tylko głosu.

Nic co kompletne nie oddycha.

Mamy świat dla każdego, ale nie mamy świata dla wszystkich.

Jestem przykuty do ziemi by zapłacić za wolność moich oczu.

To co odległe, bardzo odległe, najodleglejsze odnalazłem w mej krwi.

Człowiek nigdzie nie idzie. Wszystko przychodzi do człowieka, jak jutro.

Kawałki mego czasu igrają z wiecznością.

Promień światła wymazał twe imię. I teraz nie wiem kim jesteś.

To wtedy gdy nie zgadzam się na nic zgadzam się na wszystko.

To nic - mówi się o tym, o tamtym, o prawie wszystkim. Tylko nigdy nie mówi się tego o niczym.

Kiedy śpię śnię to co śnię kiedy jestem przebudzony. To nieprzerwany sen.

Szczyty są przewodnikami, lecz wśród szczytów.

Jeżeli nie podniesiesz wzroku, będziesz myślał że jesteś najwyższym punktem.

Dołączając do nich odnajdziesz dzielący cię od nich dystans.

Przychodzę z umierania, nie z bycia urodzonym. Od bycia urodzonym odchodzę.

Przestali cię zwodzić, a nie kochać. A tobie się wydaje, że przestali cię kochać.

Nowy ból przychodzi i stare bóle domostwa przyjmują go swym milczeniem, nie swoją śmiercią.

Pomogę ci się zbliżyć jeżeli się zbliżysz, i utrzymać dystans jeżeli utrzymasz dystans.

Człowiek kiedy jest zaledwie tym czym się wydaje, jest prawie niczym.

Stu ludzi razem jest jedną setną człowieka.

Nie każdy czyni zło, lecz każdy jest oskarżony.

Byłem swym własnym uczniem i swym własnym mistrzem. I byłem dobrym uczniem ale złym mistrzem.

Ci co oddali swe skrzydła są smutni nie widząc się latającymi.

Mały jest ten co skrywa by się pokazać.

To co w człowieku nie może zostać udomowione to nie jego zło lecz jego dobroć.

Nie widzisz rzeki łez gdyż brakuje w niej jednej łzy - twojej.

Podążanie liniami prostymi skraca odległości jak i życie.

Usytuowany w jakieś mglistej odległości robię to co robię by uniwersalna równowaga której jestem częścią pozostała równowagą.

Prawda ma bardzo nielicznych przyjaciół, i tych paru jest samobójcami.

Na tak długo i o ile to nie może być, jest to prawie zawsze wyrzutem dla wszystkiego co może.

Kiedy nie ma skarbu do pokazania, noc jest skarbem.

Sto lat umiera w jednym momencie, tak jak moment umiera w jednym momencie.

W swym ostatnim momencie moje całe życie będzie trwało tylko moment.

Cierpienie jest ponad, nie pomożej. I każdy myśli że cierpienie jest poniżej. I każdy chce się wznieść.

Czasami nocą zapalam lampę by nie widzieć.

Ten kto uwięziony w źle nie ucieka z niego lękając się napotkać - zło.

Jeżeli nie zamierzasz zmienić swej trasy, po co zmieniać swego przewodnika?

Widziałem martwego człowieka. I byłem trochę, trochę, trochę ... Mój Boże, jakże wielką rzeczą jest martwy człowiek.

Tak, trzeba cierpieć, nawet na darmo, ażeby nie żyć  na darmo.

Nikt nie rozumie że dałeś wszystko. Musisz dać więcej.

Gdybym tylko mógł pozostawić wszystko takim jakim to jest, bez poruszania żadnej z gwiazd, żadnego obłoku. Och, gdybym tylko mógł!

Kocham cię jakim jesteś, ale nie mów mi, jak to jest.

Kiedy umrę, nie zobaczę się umierającym pierwszy raz.

Cienie: pewne ukrywają, inne odsłaniają.

Jesteś do nich przywiązany i nie rozumiesz jak, ponieważ oni nie są przywiązani do ciebie.

Kiedy widzę siebie pytam się: "Co inni myślą że widzą?"

Strata rzeczy dotyka nas aż stracimy ją zupełnie.

Moja godność prosi tego kto nie czyni mi krzywdy by nie czynił mi krzywdy. Tego kto mnie krzywdzi, nie prosi o nic.

Słońce oświetla noc, nie przemienia jej w światło.

Zawsze opowiadasz sen. Kiedy go śnisz?

Krzywda której nie wyrządziłem, jakąż krzywdę wyrządziła!

Nawet najmniejsze stworzenie niesie słońce w swych oczach.

Struktura ignorancji

 

Niepouczony przeciętniak lub jak woli Pan Kania pospolitak, nieobeznany z nauką Buddy nie rozumie siebie samego. Zatem nakaz wyroczni: Poznaj siebie jak najbardziej go obowiązuje, bez wątpienia wyrocznia daje mu dobrą radę. Jednakże pierwsze co musi on zrobić to przeniknąć dwuznaczność ukrytą w tym nakazie. Gdyż widziana z pewnego poziomu, ta rada afirmuje błędne założenie, zatem podążanie nią bez posiadania właściwego poglądu oznacza poruszanie się w obrębie zaklętego kręgu bez możliwości wydostania się poza.

Może zatem lepiej by było doradzić mu zrozumienie doświadczenia arahata, doskonałego, uwolnionego od nienawiści, chciwości i złudzenia? Co jest trudniejsze? Jeżeli spojrzymy na to z perspektywy Czterech Szlachetnych Prawd, zrozumienie doświadczenia arahata odpowiada Trzeciej Szlachetnej Prawdzie, zrozumienie doświadczenia zwykłego człowieka odpowiada Pierwszej Szlachetnej Prawdzie. Jak nas zapewniają Sutty, kto widzi jedną z prawd widzi pozostałe trzy.  A zatem zrozumienie doświadczenia zwykłego człowieka równa się zrozumieniu doświadczenia arahata.

Co możemy powiedzieć o arahacie? Na przykład to że błędem jest mówić iż arahat osiągnął nibbānę. A to z tego prostego powodu, że nibbāna i arahat to synonimy. Czym jest nibbāna? Jako jedną z jej definicji Sutty podają "wstrzymanie istnienia tutaj i teraz". I teraz cokolwiek byśmy nie powiedzieli o zwykłym człowieku, wszystko to będzie wyprowadzone z jednego fundamentalnego faktu, mianowicie zwykły człowiek istnieje. Jest, egzystuje w przestrzeni i czasie.

Wracając do delfickiej wyroczni, interpretującja jej nakazu, na pewny sposób, bez zrozumienia Nauki Buddy nie zaprowadzi nas daleko, będziemy po prostu poruszać się w obrębie istnienia. Wychodzimy z fundamentalnego założenia że jesteśmy i dalej staramy się odnaleźć swą tożsamość, czym lub kim jesteśmy. Takie poszukiwania są nierozerwalnie związane z procesem samo-identyfikacji, znalezienia tego czym naprawdę jesteśmy, tego z czym moglibyśmy trwale się utożsamiać. Nic nie wydaje się bardziej naturalne. [Dla inteligentnych ludzi, głupiec bezkrytycznnie akceptuje tożsamość narzuconą mu przez środowisko i pytanie "kim jestem?" zupełnie go nie dręczy]

Nauka Buddy jednakże stoi w sprzeczności z bezpośrednim doświadczeniem zwykłego człowieka i mówi o najwyższym szczęściu, nibbānie, jako o wstrzymaniu istnienia. Czy zatem przeceniliśmy radę wyroczni, rozpoznając ją za dobrą? Niekoniecznie. To świetna rada, jednakże widziana z perspektywy właściwego poglądu jej interpretacja nie oznacza znalezienia naszej prawdziwej tożsamości... Zwykły człowiek, biorący swe istnienie za pewnik, nie rozumie własnej ignorancji, co możemy opisać krótko: z ignorancją jako warunek, istnienie. Nie tylko jestem, ale znajduję to czym jestem. Innymi słowy lokalizuję się w przestrzeni i czasie poprzez akt samo-identyfikacji determinując to czym moje ja jest.

To "jestem" jest sercem ignorancji, zalegającej na poziomie pre-logicznym. Akceptując bezkrytycznie fakt swego istnienia w procesie kolejnych doświadczeń życiowych dokonuję konkretnych samo-identyfikacji, jestem tym lub tamtym. I teraz widziany z poziomu Nauki Buddy nakaz wyroczni -poznaj siebie- trzeba zinterpretować jako jasne zrozumienie tego czym nie jestem. Innymi słowy, można by rzec, wyrocznia nakłania nas do porzucenia sakkayaditthi, jakiejkolwiek pozytywniej samo-identyfikacji.

Jeżeli to nam się uda, pozostaniemy tylko z jestem. Jeżeli interesuje nas dalszy progress, powinniśmy zwrócić się do MN 1 która to Sutta omawia ignorancję na poziomie pre-logicznym. Główny protagonistą tej Sutty jest sekha, ariya w treningu. Sekkha porzucił wszelkie błędne poglądy, opinie, mniemania, i zaopatrywania. Jak nas zapewniają Sutty, kto uwolnił się od sakkayaditthi, poglądu ucieleśniającego, określającego czym nasze "ja" jest, uwolnił się od wszelkich błędnych poglądów i mniemań.

O ile arahat nie ma już żadnej pracy do wykonania, o tyle też zwykły człowiek jest w tej Suttcie ignorowany  w sensie etycznego nakazu (zrób to a to). Zwykły człowiek postrzega x jako x i ...  rozmiłowuje się w x - koniec sprawy. To tylko sekha otrzymuje etyczny nakaz "nie powinien". Być może przykład seksu nieco nam wyjaśni. O ile sekha ma jasne zrozumienie, właściwy pogląd i widzi ciało jako: to nie moje, tym nie jestem, to nie moje ja, nie jest on jednak wolny od skazy zmysłowego pożądania [sekha poniżej nie-powracającego] która to prowokuje go (jeżeli nie zachowa uważości) do wyobrażania ciała w kontekście seksualnych relacji. Podmiot - "jestem" nie jest tu widoczny explicite, ale zwłaszczenie ciała "to moje" implikuje istnienie podmiotu do którego ono należy. I właśnie z tego zwłaszczenia puthujjana czerpie pewność swego istnienia: "ja" jak to wykazał Hume nigdy nie jest widziane bezpośrednio, nie mniej - według puthujjany - musi ono być, skoro są rzeczy które do niego należą.

O ile jednak puthujjana jest bezsilny wobec ignorancji na poziomie pre-logicznym, sekha choć może być jej ofiarą, rozpoznaje że koncept jestem jest złudzeniem wynikającym z zwłaszczenia i że rozmiłowywanie w wyobrażeniach tylko wspiera ignorancję. Stąd nakaz Buddy: nie powinien.

Warto zauważyć że angielski odpowiednik maññati,  "conceives", ma szersze pole semantyczne niż oryginał Pali, co może zostać użyte to pogłębienia naszego zrozumienia za pomocą tej ilustracji:

Nanavira Thera:

The Målapariyàyasutta is as follows. (i) The puthujjana ‘perceives X as X; perceiving X as X, he conceives X, he conceives In X, he conceives From X, he conceives “X is mine”; he delights in X…’. (ii) The sekha ‘recognizes X as X; recognizing X as X, he should not conceive X, he should not conceive In X, he should not conceive From X, he should not conceive “X is mine”; he should not delight in X…’. (iii) The arahat ‘recognizes X as X; recognizing X as X, he does not conceive X, he does not conceive In X, he does not conceive From X, he does not conceive “X is mine”; he does not delight in X…’.

This tetrad of (maññanā), of ‘conceivings’, represents four progressive levels of explicitness in the basic structure of appropriation. The first, ‘he conceives X’, is so subtle that the appropriation is simply implicit in the verb.

Taking advantage of an extension of meaning (not, however, found in the Pali maññati), we can restate ‘he conceives X’ as ‘X conceives’, and then understand this as ‘X is pregnant’—pregnant, that is to say, with subjectivity.

And, just as when a woman first conceives she has nothing to show for it, so at this most implicit level we can still only say ‘X’; but as the pregnancy advances, and it begins to be noticeable, we are obliged to say ‘In X’; then the third stage of the pregnancy, when we begin to suspect that a separation is eventually going to take place, can be described as ‘From X’; and the fourth stage, when the infant’s head makes a public appearance and the separation is on the point of becoming definite, is the explicit ‘X is mine (me, not mama)’. This separation is first actually realized in asmimàna, where I, as subject, am opposed to X, as object; and when the subject eventually grows up he becomes the ‘self’ of attavàda, face to face with the ‘world’ in which he exists. (In spite of the simile, what is described here is a single graded structure all implicated in the present, and not a development taking place in time. When there is attavàda, the rest of this edifice lies beneath it: thus attavàda requires asmimàna (and the rest), but there can be asmimàna without attavàda.) Note that it is only the sekha who has the ethical imperative ‘should not’: the puthujjana, not ‘recognizing X as X’ (he perceives X as X, but not as impermanent), does not see for himself that he should not conceive X; while the arahat, though ‘recognizing X as X’, no longer conceives X.

Warto zajrzeć też tu

https://varapanno.blogspot.com/p/mn-1-mulapariyaya-sutta-111-posted-on_4.html?m=0

poniedziałek, 25 stycznia 2021

Ireneusz Kania Muttavali - errata pustelnicza

Wyznaczywszy siebie na strażnika Dhammy, musimy spełniać duchową opiekę tak czujnie i roztropnie, żeby, jeśli na niej jakiś wróg kiedykolwiek wśród nasion prawdy rozsieje chwasty, stłumić je w zarodku, aby radośnie wszedł zasiew prawdy elementu nie-determinowanego.

Zaprawdę, z bólem musimy stwierdzić, że w tym czasie pewien mąż z kraju nadwiślańskiego imieniem Kania, jak słychać tłumacz i człowiek kultury wyższej, chciał zrozumieć więcej z tego co ukryte przed wzrokiem niepowołanych, nie zachowując przy tym trzeźwości i miary, jaką wyznacza standard Sutr, albowiem ucho swe odwrócił od prawdy i zwrócił się ku ludzkim wymysłom. Zawiedziony bowiem na manowce przez owego ojca kłamstwa, który często przybiera postać anioła światła, mąż ten, wbrew jaśniejącej prawdzie Sutr, bronił licznych nauk, które w wielu sercach zaciemniły różnicę pomiędzy Nauką Buddy a Visudhimaggą i Milindapanhą, które ogłosił  do prostego ludu w księdze o nazwie Muttavali.

Powyższe taki drobny żart ... życiu pustelniczym nie ma akcji, wokół mnie nie tylko wszędzie dystanse, ale i dłużyzny, niczym w polskich filmach...

Ludziom kultury pragnącym dowiedzieć się czegoś więcej na temat Nauki Buddy książkę Pana Ireneusza Kani można polecić bez zastrzeżeń, jednak dla tego kto oczekuje od Buddy czegoś więcej, Muttavali nie jest książką w pełni satysfakcjonującą, z prostego powodu, mianowicie, nikt nie może objaśniać świętych tekstów poprawnie, jeżeli nie posiada on ducha w którym zostały one napisane (Mistrz Eckhart) albo ujmując to innymi słowy, ten kto sam grzęźnie w ruchomych piaskach, nie jest w stanie pomóc drugiemu grzęznącemu. Oprócz paru poważnych, książka zawiera pewną ilość drobniejszych, mniej istotnych błędów. Co prawda moraliści słusznie wytykają wytykajacemu drodne błędy małoduszność, ale wydaje mi się że pewna errata książce nie zaszkodzi, poza tym niektóre błędy, choć niezbyt istotne, rozpoznane jako takie, mogą powiększyć nasze zrozumienie Dhammy. Choć właściwy pogląd nie zależy bezpośrednio od ich eliminacji, ich usunięcie jest jednak krokiem we właściwym kierunku.

Notatka nr 6  - Tutaj tylko chyba roztargnienie tłumacza. Pan Kania zalicza bazę nicości osiagnietą przez Alara Kalame jako siódmy stan koncentracji, słusznie, ale Ramaputtcie przypisuje już tylko czwarty, podczas gdy jego osiągnięcie medytacyjne było wyższe niż Alary. Błąd wynika zapewne z tego, w drugim przypadku Pan Kania zaczął liczyć nie od pierwszej jhany ale od pierwszego stanu niematerialnego. Dodatkowo "świadomość" jest tym co zależy od percepcji i uczucia i tu powinno się raczej użyć słowa percepcja. Jako że świadomość jest podstawową egzystencjalną determinacją: bez świadomości nie ma doświadczenia; to bardzo istotne by jasno odróżnić percepcję (saññā) od świadomości (viññāṇa).

11 - Tu praktyczne zastrzeżenie. Pan Kania pisze "wielki Buddhagosha" i o pani Rhys Davids jako o jednej z największych badaczek starego buddyzmu. Cóż, to jak w pewnym westernie gdzie wieśniacy poszukiwali kogoś kto ich obroni przed bandytami. Jeden zauważa kogoś z wielką szramą na twarzy i mówi: to jest ktoś kogo potrzebujemy, na to drugi mu odpowiada: nie, my potrzebujemy tego, kto zrobił mu tą szramę. Nauki Buddy się nie "bada" tylko praktykuje. Oczywiście jedno nie wyklucza całkowicie drugiego, ale Budda zaleca, by zwykły człowiek, jak Pan Kania pokładał wiarę w mnichu zamieszkującym w lesie (M 150). Nieśmiertelności nie zdobywa się nauczając o niej na uniwersytecie.

Co ważniejsze, ponieważ zwykły człowiek jest ofiarą ignorancji, która przenika całe jego doświadczenie, musi on, kierując się wiarą , założyć "ja nie wiem i nie widzę, Budda wie i widzi".
Pokładanie wiary w Buddhagoshę, to jednak zupełnie inna sprawa. Dhamma jest bardzo subtelna, najmniejsze jej zniekształcenie może wprowadzić nas na manowce. By wyeliminować te ryzyko, najlepiej ograniczyć swoją wiarę tylko do Sutr Pali.

13 - Pan Kania pisze: "Mnisi o wysokim zaawansowaniu duchowym otwarcie wyrażali pogardę dla mocy cudownych, przeciwstawiając je wręcz uzyskanej drogą medytacji sile intelektu, skupienia i intuicji. "My nie czynimy żadnych cudów ani nie mamy żadnych mocy; jesteśmy wyzwoleni dzięki wglądowi analitycznemu - mówią w SN 12: 17"

Tu Pan Kania wprowadza nas w błąd. Bez wątpienia mnisi mówią to co mówią, ale nie kieruje nimi pogarda ale skromność, tj znają swoje miejsce w szeregu świętych, by tak rzec. Wystarczy zajrzeć do Sutty M 108 gdzie posiadanie mocy nadnaturalnych jest wymienione jako powód dla którego mnich jest honorowany, szanowany i czczony przez swych kolegów.

Ale ogólnie rzecz biorąc całość notatki o mocach nadnaturalnych jest poprawna. Głównym problemem -cierpieniem- jest ego, które i bez żadnych realnych powodów z samej natury rzeczy stawia się wysoko, zatem pojawienie się takich mocy u jeszcze nie w pełni wyzwolonego może mieć katastrofalne następstwa.

17 - Pan Kania pisze o czcigognym Anandzie: ... nie uzyskał on jeszcze Oświecenia, "Oka Dhammy".

Pan Kania miesza ze sobą dwie różne rzeczy. Czcigogny Ananda nie był co prawda arahatem za czasów życia Buddy, ale pewien stopień przebudzenia już posiadał, był sotapanną, i w Suttach pojawienie się Oka Dhammy jest związane z tym stopniem Oświecenia. Tym okiem Dhammy sotapanna widzi Cztery Szlachetne Prawdy ale jeszcze ich w pełni nie urzeczywistnił w swym doświadczeniu. Innymi słowy jest on wolny od sakkayaditthi ale nie od asmimana.

27 O Kalame Sutrze. Poprawna notatka, tyle że w kontekście tej Sutty nie jest stosowne pisanie o takich pouczeniach jak "bądźcie sami dla siebie światłem". Sutta ta jest bardzo często źle rozumiana, jako głosząca zbędnność autorytetu, dogmatu, i wiary w nauczyciela. Pan Kania nie wydaje się tu błądzić, ale jego komentarz zaciemnia sprawę. Otóż istnieje właściwy dogmat, jest autorytet nauczyciela Buddy, który wie i widzi, oraz my którzy nie mamy właściwiego poglądu.

Dla tych, którzy nie mają nauczyciela jak Kalamowie Budda oferuje światło w tunelu, mianowicie rozpoznanie stanów chciwości, nienawiści i złudzenia jako niebezpiecznych i złych. Dla tego kto już rozpoznał Buddę jako swego nauczyciela, ta Sutta jest niezbyt istotna, ani też Budda nigdy nie udzielił takich pouczeń swoim wyznawcom. "Bądźcie sami dla siebie światłem" to zachęta i przynaglenie skierowane do uczniów Buddy, i nie jest to instrukcja by lekceważyć odgórne instrukcje. ...

29 Tu Pan Kania obraża czcigodnego Sariputtę. Nieładnie, Panie Ireneuszu! Notatka omawia pytania o stan Tathagaty po śmierci. I tu o kimś kogo Budda uważał za swego najwybitniejszyego ucznia, dorównującemu wiedzą o Dhammie jemu samemu, Pan Kania pisze:

'Oto nawet ktoś tak wybitny jak Sariputta pyta Mahakassapę: "Czy Tathagata istnieje po śmierci"' - dość jednoznacznie sugerując, że Sariputta jest jednym z tych mnichów, których te pytania "dręczyły".

Zareczam Panu Ireneuszowi, że nic takiego w żadnym wypadku nie dręczyło czcigodnego Sariputtę. Moje słowo jednak niewiele znaczy, dlatego polecam zajrzeć do AN 5: 165 gdzie czcigogny Sariputta omawia powody dla których ludzie zadają pytania. Wymienia ich pięć: głupota pytającego, zła wola, lżenie drugiej osoby, chęć dowiedzenia się, i piąty: "ktoś zadaje pytanie z myślą: Jeżeli odpowie poprawnie, to dobrze; ale jeżeli nie, wyjaśnię mu". Oczywiście nie możemy zakładać by czcigogny Sariputta miał jakieś wątpliwości co do wiedzy Mahakassapy, prawdopodobnie byli tam obecni i inni mnisi i pytanie miało charakter dydaktyczny.

30 - Omawiane są tu poglądy, które Pan Kania tłumaczy jako teorie.  Objaśnienia Pana Ireneusza nie jest zbyt precyzyjne, możliwe że "analiza elementów i funkcji psychiki człowieka może pretendować do miana teorii". Tyle że Budda ogłasza ją na podstawie swego bezpośrednieo doświadczenia i wiedzy; pogląd i teoria cechują badacza który docieka, Budda wie.

Odmowa zajęcia jakiegokolwiek stanowiska na temat wieczności świata czy jego skończoności bynajmniej nie jest powodowana "przeświadczeniem o tym, że w odniesieniu do kwestii metafizycznych zasady niesprzeczności i wyłącznego środka muszą zostać uchylone, (....) nasze konstrukcje językowe, pojęciowe czy logiczne zawsze są z rzeczywistością niewspółmierne. Dlatego też iż "Tathagata istnieje po śmierci" jest równie prawdziwa jak i teza przeciwna."

Pan Kania kończy trochę lepiej choć ciągle błędnie pisząc iż "ontologiczny status świętego po śmierci wymyka się wszelkiemu orzekaniu, że nie da się w tej sprawie nic powiedzieć ..."

Otóż logiczne prawa kierujące naszą mową nie mają się aż tak źle, jak to Pan Kania sugeruje. Na przykład kwestia metafizyczna taka jak zagadnienie elementu nie-determinowanego może być omówiona i trochę da się o tymże elemencie powiedzieć. Negatywnie, ale i pozytywny opis jest możliwy, są trzy nie-determinowane cechy tego elementu: początek się nie manifestuje, koniec się nie manifestuje, i zmiana gdy obecny się nie manifestuje. AN 3: 47

Powrót dla którego pytania o Tathagatę nie mają odpowiedzi, jest prostszy niż zawiłe objaśnienie Pana Kani. Otóż są cztery rodzaje pytań, każde z nich wymaga innego potraktowania. Jednym z nich jest pytanie źle postawione, to znaczy pytanie zawierające błędne założenie, zatem należy je  odrzucić gdyż wszelka próba odpowiedzi, potwierdzi błędne założenie zawarte w pytaniu. Ten typ pytania był znany sofistom w starożytnej Grecji. Gdy zapytamy mnicha: czy bijesz swoją żonę grubym czy cienkim kijem? odpowiedź ani długim ani cienkim, potwierdza że mnich ma żonę! No i nie wyklucza że ją bije, tyle że ani cienkim ani grubym kijem, może smyczą?

Błędne założenie ukryte w pytaniach o Tathagatę, ujawnia sam Pan Kania pisząc o ontologicznym statusie świętego po śmierci". Otóż nibbāna jest wstrzymaniem ontologii: bhava-nirodho nibbānam czy jak wolisz nibbāna jest wstrzymaniem istnienia tutaj i teraz. Zatem Tathagata nie posiada jakiegokolwiek statusu ontologicznego, innymi słowy jest tutaj i teraz zgodnie z prawdą nie do odnalezienia; tu polecam dwie Sutty na ten temat, zwłaszcza Yamaka Suttę SN 22: 85

Zwykły człowiek nie mając wiedzy o nibbānie, więziony jest przez dialektykę na temat istnienia:  być albo nie być, która choć istotna w obrębie filozofii puthujjany, jest tylko odmianą pytania z ukrytym błędnym założeniem, pytaniem nie mającym odpowiedzi. Patrz Itv 49

Pytanie o świat jest zasadniczo tym samym typem pytania tyle, że o nieco innym założeniu (błędne założenia związane z ideą jaźni mogą się różnić ale mają jedno źródło: sakkayadiithi -patrz Sutta SN 41: 3) Fundamentalna postawa zwykłego człowieka to relacja "ja i świat", ale to tylko mentalna konstrukcja oparta na błędnym założeniu. Bez wątpienia istnieją "zewnętrzne rzeczy" ale musimy sobie zadać pytanie: zewnętrzne w relacji do czego? Do ciała, kiedy identyfikuję się z ciałem, te zewnętrzne rzeczy stają się "moim" światem w którym "ja" przebywam, kiedy ciało jest widziane jako: to nie moje, tym nie jestem, to nie moje ja, ciało staje się tylko jednym z obiektów świadomości, i idea zewnętrznego świata w którym żyję upada. Patrz Sutta o końcu świata SN 2: 36 AN 4:46

Nisargadatta Maharaj: (cytuję z pamięci) Najgorszą ideą jest ta, że jesteś ciałem. Z ciałem pojawia się świat, za światem, Bóg, który jak się zakłada, stworzył świat, i tak to się zaczyna ...

31 Tu drobiazg: Nauka Buddy nie "kształtowała się w ciągłym sporze że współczesnymi mu ideami", jakiekolwiek by nie były współczesne idee, każdy Budda naucza tego samego, Cierpienie i jego wstrzymanie, choć prawdą jest, że część Suttr obala współczesne Buddzie idee i w tym sensie Sutty można określić jako "kształtowane", ale te Sutty nie stanowią esencji Dhammy. Przykładowo bardzo istotna brahmajala Sutta bynajmniej nie omawia współczesnych Buddzie błędnych poglądów, ale jest atemporalną siecią dzięki której można rozpoznać jakikolwiek błędny pogląd, kiedykolwiek ogłoszony.

34  - Pan Kania ma rację, pisząc że w Suttcie o liściach drzewa simsapa Budda używa tych samych słów gdy odmawia odpowiedzi na temat losu Tathagaty po śmierci, nie mniej dobrze jest widzieć różnicę pomiędzy pytaniem błędne postawionym, na które nie ma odpowiedzi, i pytaniami na które da się odpowiedzieć, ale dowodzącymi umysł od poszukiwania wyzwolenia. Na te drugie pytania Budda zna odpowiedzi, posiada wiedzę, ale jej nie ogłasza gdyż nie jest to związane z praktyką Dhammy, na pierwsze nie ma on odpowiedzi, nie z uwagi na swoją niewiedzę, przeciwnie wie on że te pytania nie mają odpowiedzi. Tylko głupiec zna odpowiedzi na wszystkie pytania.

41 - Tu Pan Kania omawia tak zwany przez niego "testament Buddy". Nie jest to notatka, która zawierałaby jakiś ewidentny błąd, ale też nie jest ona dokładnie na temat.

"Wszystko co złożone, podlega zniszczeniu". Poczucie jaźni związane jest z percepcją trwałości i monolitu. Ta formuła zatem ma tylko jeden cel, zachęcić i przynaglić mnichów do podjęcia postawy dezidentyfikacji, i widzenia wszystkich rzeczy jako: to nie moje, tym nie jestem, to nie moje ja. O ile zwykły człowiek bez instrukcji Buddy jest na pozycji straconej, biorąc swe ja za pewnik, a sakkayadiithi jest postawą identyfikacji, wraz z tą instrukcją, powinno się dostrzec że jest się ofiarą błędnej identyfikacji i bierze się za swoje ja to co w rzeczywistości jest złożenie i nietrwałe. Zwykły człowiek bez instrukcji Buddy nie dostrzega tej sprzeczności pomiędzy założeniem o trwałości swego ja a identyfikacją tegoż ja z tym co złożone, gdyż jest ofiarą czterech zniekształcenień percepcji: brania za trwałe tego co w rzeczywistości jest nietrwałe, brania za przyjemne tego co w rzeczywistości jest bolesne, brania za ja tego co w rzeczywistości jest nie ja, oraz brania za atrakcyjne tego co w rzeczywistości jest odpychające. Oczywiście nawet po byciu poinstruowanym, zwykły człowiek dalej jest ofiarą ignorancji, ale jeżeli udanie zastosuje zalecaną przez Buddę strategię, może się wydostać poza sakkayadiithi i uzyskać niezależność. Ponieważ sotapanna ma wbudowany standard i jasną wizję tego co cierpieniem i tego co jego wstrzymaniem, nie potrzebuje już żadnych instrukcji, choć stowarzyszanie się z bardziej zaawansowanymi może oczywiście przyspieszyć jego postęp.

43 - Tą kartkę śmiało można wyrwać z książki, rzecz którą praktykował Joubert, i część jego księgozbioru zawierała książki znacznie cieńsze niż oryginalne pozycje. Pan Kania cytuje Vissudhimage, książkę nie znajdującą się w Kanonie Sutr. Najlepiej byłoby nie wiedzieć o jej istnieniu, choć z drugiej strony analiza cudzych błędów, tak jak w szachach, może powiększyć nasze zrozumienie.

Przeciwnie do tego co pisze Pan Kania dwa "poziomy" prawdy nie odgrywają żadnej roli w myśli buddyjskiej, jeżeli za taką mamy myśl Buddy: pojęcie prawdy absolutnej nie istnieje w Suttach i Budda nigdy jej nie nauczał, choć Pan Kania ma rację że odwołując się do nich puthujjana wyjaśnia sobie "sprzeczności i niezborności" (istniejące w jego umyśle) związane z ideą anatta. Nie mam tu cierpliwości by to dokładnej omawiać zresztą jakkolwiek bym się nie starał i tak nie dorównam genialnej dekonstrukcji tej wprowadzajacej w błąd idei patrz NanaviraThera PRAWDA ABSOLUTNA

Jak pisze Le Bon, potrzeba pewności zawsze była silniejsza niż potrzeba prawdy i nasz ludzki umysł ma silną skłonność do szybkiego "załatania" swej ignorancji jakimkolwiek wyjaśnieniem,  w następnym etapie zapomnieniu że było to tylko wyjaśnienie i ... uważaniu sprawy za zamkniętą.

Sprzeczności jakie dostrzega puthujjana wynikają z jego braku zrozumienia Dhammy; zatem puthujjana znajduje się na rozdrożu: albo jasno zrozumie, że nie rozumie, co według Montaigne wymaga sporej inteligencji, albo "uśpi się" mniej lub bardziej błędnym wyjaśnieniem i tak jako ten kto "wie", może nawet zajmie się nauczaniem. Co czeka tych którzy pokładają w nim wiarę? →MN 34

45 - Pan Kania omawia tak zwany przez siebie "Wielki Sylogizm". O dezidentyfikacji pisałem powyżej, tu przyczepię się tylko absolutnie nieistotnego drobiazgu: Tłumaczenie powinno brzmieć: Tak samo, Aggivessano, mnich ... Czepiam się bo interesuje mnie psychologiczny powód tego błędu, Saccaka nie był mnichem, i jest to jasne z samej Sutty, a jednak Pan Kania pisze: Mnichu Aggiivessano. Roztargnienie a może błąd drukarski?

47 - Omawiając współzależne powstawanie, Pan Kania bije na głowę zwykłe komentarze pisząc że relacja między ogniwami nie jest relacją przyczyny i skutku ale korelatywności. Brawo! Następnie jednak zaprzecza sam sobie pisząc, że narodziny jati są  w kontekście W/P ponownymi narodzinami. W/P jest drugą szlachetną prawdą, i jako takie jest ono bezpośrednio widziane przez sotapannę tutaj i teraz. Problem w tym, że sotapanna rano nie wie nawet tego co stanie się wieczorem, nic już nie mówiąc o jego domniemanych przyszłych narodzinach. Korelatywność zakłada symultaniczne współistnienie i jako takie może być obiektem bezpośredniej wiedzy i wglądu. Sotapanna widzi Dhammę bezpośrednio, ten kto w kontekście współzależnego powstawania mówi o przyszłych narodzinach, przecenia sotapannę obdarzając go bezpośrednim wglądem w przyszłość. Albo jak kto woli, zaniża, przypisują mu błędne skierowanie uwagi - patrz MN 2

Ktoś kto chce zrealizować nieśmiertelność, musi zobaczyć  tutaj i teraz, że śmierć jako taka jest nietrwała, determinowana, powstała współzależne. Muszę umrzeć, bo się urodziłem. Niewątpliwie. Ale czy się urodziłem? Ciało się urodziło ale przecież Budda nakazał mi widzenie ciała tak: to nie moje, tym nie jestem, to nie moje ja. Bez wątpienia, tego kto nie jest wolny od ignorancji, czekają przyszłe narodziny, jednak w to sotapanna nie wątpi nie dlatego że wie, ale dlatego że wierzy w Buddę, jednakże widzenie śmierci jako nietrwałej nie wymaga żadnej wiary, to można zobaczyć samemu.

50  - Tutaj nie jestem pewny jak rozumieć Suttę:

"Ogół ludzi to ślepcy, tylko niewielu widzi naprawdę jasno. Do nieba idą nieliczni, podobnie jak ptaki, co wytrwały się z sieci."

Pan Kania pisze że "niebo" (sagga) oznacza tutaj odrodzenie się w świecie bogów bądź też ostateczne Wyzwolenie. Czcigodny Buddharakkhita tłumaczy sagga jako "realne of bliss".

Wyrwanie się z sieci i widzenie jasno to raczej sugeruje ostateczne Wyzwolenie, choć być może Pan Kania ma rację.

51 - Ja nie jest pojęciem pustym, tylko codzienną rzeczywistością dla zwykłego człowieka i tylko ariya widzi ją jako złudzenie. Formuła "Nie jestem nigdzie niczyją własnością, w niczym też nigdzie nie ma niczego mojego" jest specjalną techniką medytacyjną służącą do osiągnięcia bazy nicości - to jedna z prawd bramina AN 4: 185

53 -Tu Pan Kania zawęża znaczenie słowa sunna. O ile w omawianym fragmencie rzeczywiście nacisk kładziony jest na pustość od czegoś - tak jak i w MN 121 to z tej drugiej Sutty wynika że zejście w pustkę jest synonimem nibbāny. Tu dygresja, do wyzwolenia - realizacji elementu nie-determinowanego, który przecież jako niezmienny jest tak czy tak obecny, dochodzi się raczej na drodze usuwania przeszkód które nie pozwalają nam  go zobaczyć.

Jak już pisałem "ja" jest zawsze w relacji do tego co moje, mojego świata w którym ja żyję. Zatem wydaje się prawdopodobnie, że taka praktyka może doprowadzić do wyjścia poza sakkayaditthi. To dość mocno przypomina idę Nisargadatty Maharaja by trwać w kontemplacji "Jestem"  odrzucajac jednak wszelką pozytywną identyfikację "Jestem tym, jestem tamtym".

Jak na razie straciłem animusz "krytyka literackiego" że się tak wyrażę, dlatego małe podsumowanie. Zwykły czytelnik nie powinien z tej krytyki odnieść wrażenia, że książka Pana Kani jest słaba, po prostu w celach dydaktycznych skoncentrowałem się na błędach w niej zawartych, w końcu książki zajmuje się sprawą już nawet nie życia i śmierci, ale nieśmiertelności,  a ponieważ w pewnym sensie tak czy tak już jesteśmy nieśmiertelni, praktyka nie polega na zdobywaniu wiedzy, ale na usuwaniu ignorancji, która jako fałszywa wiedza przesłania nam naszą nieśmiertelność. Kogo ta sprawa nie interesuje, czy raczej komu się wydaje, że go to nie interesuje, i kto koncentruje się na doznaniach estetycznych płynących z lektury, książkę Pana Kani śmiało można polecić. Zawiera ona sporo merytoryczne poprawnych informacji, i nawet błyskotliwych komentarzy samego tłumacza. I jak to zwykle bywa w przypadku Pana Ireneusza jest napisana bardzo eleganckim językiem (być może "pięknym") było by lepszym słowem...

Również muszę podkreślić, że Pan Kania odegrał w moim życiu ważną rolę, zapoznając mnie z moim ulubionym pisarzem Cioranem, nie wspominając już o wielu innych ciekawych i wartościowych książkach które przetłumaczył, np dla mnie jako kynologa amatora, jego tłumaczenie Stu Tysięcy Barbarzyńców, było istotną pozycją, nawet nosiłem się z zamiarem nazwania tak mojego ariedala, ale skończył jako Bursztyńsio.

I w sumie w latach dziewięćdziesiątych, Muttavali, było moim pierwszym kontaktem z Suttami. W moim przypadku już wtedy byłem po pierwszym doświadczeniu z buddyjskim monastycyzmem (zen) ale kto wie, być może w życiu jakiegoś Polaka książka to odegra taką rolę jak Doktryna Przebudzenia Evoli z życiu czcigodnch Nanamoli i Nanavira, dla którego było to pierwsze poważne spotkanie z Dhammą i między innymi pod jej wpływem odeszli w bezdomność.

53 - I znów - jako zwykł człowiek -putujjana- Pan Kania nie rozumie że w kontekście agregatów, baz zmysłowych, elementów, nie chodzi o wyjaśnienie jak "konstytuje się osobowość" ale o wykazanie zwykłemu człowiekowi -putujjanie- że jego osobowość, która bierze za trwałą, monolityczną całość, jest wyprowadzona z identyfikacji, z tym co nietrwałe i złożone, czyli że jakkolwiek by nie był jej pewnym, jest ona zwodniczym złudzeniem, a on sam ofiarą oszukującego go umysłu patrz MN 75

54- Ten sam problem widzimy u Pana Kani w następnym komentarzu, gdzie przeciwstawia on Self hinduizmu i self buddyzmu czyli naszego ja. To czego pan Kania nie pisze o naszym egoizmie, to to że w swoim fundamentalnym założeniu, bynajmniej nie jest on czymś zwykłym. Oczywiście ja jest zwykłe, bo każdy je posiada i każdy kocha siebie samego iber ales, nie mniej poczucie trwałości z jakim jest ono związane, jest dokładnie takie jakie mógłby przypisywać sobie jakiś nieśmiertelny bóg.

55 - Pan Kania myli się, rozróżnienie Ja-Ty nie jest iluzją o charakterze językowym, jest albo iluzją przypisywania sobie subiektywności podmiotu "ja" w relacji do tego co nie jest mną, albo też jest werbalym zwrotem, oddającym w 100 % rzeczywisty stan rzeczy, obok siebie stoją dwie różne jednostki puggala. Tu odsyłam do fundamentalnej różnicy pomiędzy jednostką, puggala, która może być nosicielem brzemienia jakim jest osobowość -sakkaya- . Puthujjana nie rozróżnia tych dwóch rzeczy i nie widzi że arahat jest jednostką - puggala - bez osobowości, to prawdziwy człowiek Nikt, Stachury.

57- "Arahat doznaje bólu, ale wie, że jest on niejako czymś w stosunku do niego zewnętrznym, "obiektywnym".

Kolejna półprawda, jednostka-arahat z pewnością nie myśl "mnie boli", ale refleksyjne rozpoznanie: "jest ból", nie pociąga ze sobą w tym wypadku nikogo, w relacji do którego ból byłby czymś zewnętrznym, nie tylko ból, ale jak już pisaliśmy, sama idea zewnętrznego świata upada, nie ma tam nikogo w relacji do kogo mogłaby tworzyć się jakaś "zewnętrzność". 

58- Pisząc o dwóch rodzajach nibbāny Pan Kania mylnie twierdzi, że w zwrocie nibbana z pozostałościami upadi jest synonimem terminu upadana. To oczywisty nonsens, gdyż upadana zależy od ignorancji od której arahata jest całkowicie uwolniony. Termin upadi oznacza pozostałość, co może ale nie musi, zależności od kontekstu obejmować ignorancję, jak na przykład pozostałości w przypadku nie-powracajacego. W swych dociekaniach Dhammy wykazał to czcigodny Nanamoli, w prywatnym liście do Nanaviry, który z kolei instruował innych. Ale Pan Kania nie interesuje się tym co piszą pustelnicy praktykujący Dhammę, woli "wybitnych badaczy", niestety ich wybitność jest tylko subiektywną projekcją Pana Ireneusza.













wtorek, 14 kwietnia 2020

Samopoznanie i jego opis


Przykazanie wyroczni "Poznaj siebie" znajduje swe zwieńczenie we współzależnym powstawaniu. Problem Buddy jako nauczyciela polega na tym, w jaki sposób przekazać swoją wiedzę, by zwykły człowiek, który nie zna samego siebie, poznał siebie. Z pewnością trzeba opisać jego doświadczenie zgodnie z rzeczywistością, na którą zwykły człowiek, bez samopoznania, jest ślepy. Problem - w przypadku Buddy - jest techniczny. W samej naturze opisu leży niekompletność, zatem pełny opis, jakiego mamy prawo oczekiwać od Buddy, wydaje się niemożliwością.

A jednak... Rozwiązanie tego problemu polega na zestawie wzajemnie uzupełniających się opisów,  które razem stają się pełnym opisem doświadczenia zwykłego człowieka, zrozumienie którego jest spełnieniem nakazu wyroczni.

Jeżeli zrozumieliśmy na czym polega rozwiązanie Buddy,  będzie też dla nas oczywiste, że relacja pomiędzy poszczególnymi ogniwami współzależnego powstawania nie jest relacja przyczyny i skutku, jak to zwykle jest tłumaczone przez tych, którym daleko do samopoznania. Dwa ogniwa to po prostu dwa osobne opisy. No właśnie ... Osobne, ale połączone razem dające jeden holistyczny opis. Co je łączy, jeżeli nie relacja przyczyny i skutku?

Sine qua non. Z uczuciem jako warunek, pragnienie, nie opisuje zatem temporalnego doświadczenia, gdzie najpierw ktoś coś czuje a następnie zaczyna pragnąć. Uczucie jak i samo pragnienie to rzeczy występujące u każdego zwykłego człowieka, i ich wzajemna relacja we współzależnym powstawaniu, jest relacją zależności. Pragnienie nie jest wartością absolutną, istnieje tylko wtedy, gdy istnieje uczucie, gdyby nie było uczucia, nie byłoby i pragnienia. Tak samo śmierć. Z pewnością zwykły człowiek myśli: urodziłem się w przeszłości i umrę w przyszłości, ale takie myślenie jest dokładnie nie widzeniem współzależnego powstawania, nie widzeniem nietrwałości śmierci. Kiedy to jest - to jest ... jest relacją strukturalną, śmierć zależy od narodzin, i gdyby nie było narodzin, nie byłoby i śmierci.

Oczywiście jako że współzależne powstawanie jest opisem doświadczenia zwykłego człowieka, zaczyna się ono od ignorancji, i każde poszczególne ogniwo jest opisem doświadczenia przy obecności ignorancji. Wstrzymanie ignorancji nie czyni ciała nieśmiertelnym, ale uwalnia od ideii "ja się urodziłem, ja umrę". Tak samo z organami zmysłowymi. Oko i ucho oczywiście dalej funkcjonują, ale myślenie "ja widzę, ja słyszę" jest nieobecne.

niedziela, 12 kwietnia 2020

Nie pytaj kogo łapie sieć



O ile kolejność następujących po sobie Suttr  w większości przypadków jest bez znaczenia, pierwsze Sutty z Majjhimanikayi, i Dhiganikayi znalazły się na swych miejscach nieprzypadkowo. Obie zajmują się tym samym problemem, problemem Grzechu Pierworodnego, Matką wszelkiego zła: ignorancją. Ale Sutty te omawiają odmienne aspekty ignorancji. MN 1 jest bardziej elitarna, i skierowana jest do tych, którzy uświadomili sobie własną ignorancję, rozpoznając nietrwałą, determinowaną i współzależnie powstałą naturę swego istnienia (bhava). W skrócie widzą oni tak: z ignorancją jako warunek ... istnienie.

Z pojawieniem się u nich oka Dhammy, czy jak wolisz wglądem w Cztery Szlachetne Prawdy,  uwolnili się od wszelkiej samo-identyfikacji. O ile u zwykłego człowieka postrzeganie wydaje się być nierozerwalnie związane z pewnym zniekształceniem, polegającym przede wszystkim na braniu za ja tego co nie-ja, ariya ma bezpośrednią wiedzę i wolny jest od samo-identyfikacji.

I teraz, choć oczywiście zwykły człowiek może studiować tę Suttę, to jest ona całkowicie poza zasięgiem jego zrozumienia. Progres w  zrozumieniu Dhammy jest stopniowy, i bez zrozumienia DN 1 która omawia tak zwaną boską sieć, w której zwykły człowiek, lub jak wolisz niepouczony przeciętniak jest wieziony, zrozumienie MN 1 jest niemożliwe. Odmiennie od MN 1 która zajmuje się ignorancją na poziomie pre-refleksyjnym, gdzie nadal obecne jest wyobrażenie "jestem", brahmajala omawia ignorancję na poziomie refleksji, poziomie logicznym, gdzie wyobrażenie "jestem" niejako wymusza, czy też prowokuje zwykłego człowieka do formułowania poglądów na temat samego siebie. Można by rzec, "jestem" znajduje ucieleśnienie w "jestem tym, to moje ja".

O ile jak już wspomnieliśmy MN 1 jest całkowicie poza zasięgiem zrozumienia zwyko człowieka, DN 1 bynajmniej nie jest łatwa do zrozumienia. Ignorancja kryje się za podwójną gardą, nie tylko nie wiem, ale też nie wiem, że nie wiem. Budda jest lekarzem a zwykły człowiek jest jego pacjentem. Problem z tym specyficznym pacjentem jest nie tylko taki, że jest on chory,  ale także na tym że nie wie tego, że jest chory. Oczywiście pewne symptomy choroby mogę być dla niego widoczne, jednakże nie zdaje on sobie sprawy, czym właściwie jest jego choroba. Oczywiste jest też, że nie wie on nic o prawdziwym zdrowiu.

W terminach sieci, dopóki zwykły człowiek nie widzi, że jest więziony przez sieć, jest on przez nią więziony. Ale istota tego zniewolenia polega dokładne na tym, że nie widzi on, że nie widzi, iż jest więziony przez sieć. W skrócie, mamy tu do czynienia z niewolnikiem, który nie wie, że jest niewolnikiem, a nawet jeżeli coś podejrzewa, nie rozumie on natury swojego zniewolenia.

Czy zatem, będąc zdanym sam na siebie, zwykły człowiek znajduje się w beznadziejnnej sytuacji? Zdecydowanie tak. Ale jego sytuacja nie jest beznadziejna, bo nie jest on zdany sam na siebie, może otrzymać pomoc z zewnątrz sieci, od kogoś kto się z niej wydostał. Zwróćmy uwagę na pewną strukturę, ten kto może mu pomóc nie koniecznie musi być arahatem o którym mówi MN 1 - czyli tym w pełni uwolnionym od ignorancji. Ci którzy mówią iż tak naprawdę to tylko arahat jest w stanie odpowiednio wyłożyć istotę współzależnego powstawania, okazują tym samym swoją własną ignorancję. Zarówno współzależne powstawanie jak i brahmajala omawianą ignorancję na poziomie refleksyjnym a ta jest porzucona zarówno przez sotapannę jak i arahata.

Skoro zwykły człowiek nie wie, że nie wie iż jest więziony przez boską sieć, każdy kto rozumie naturę tej sieci, jest w stanie mu pomóc. Oczywiście przynajmniej teoretycznie. Skoro nie wiem, że nie wiem, nie wiem też kto jest w stanie mi pomóc a kto nie. Taki osąd, wynikający z samej struktury ignorancji, jest poza moim zasięgiem. Tu wkracza rola wiary. Jako pacjent Buddy, zwykły człowiek powinien mu okazać zaufanie, jakim obdarza się wybitnego i uznanego lekarza i po otrzymaniu diagnozy zastosować się do jego poleceń.

O ile brahmajala Sutta nie jest skierowaja do jakiegoś konkretnego pacjenta, przedstawia ona w skondensowanej formie wszelkie możliwe błędne poglądy, jakie może formułować zwykły człowiek. Budda bynajmniej w Suttrze tej nie omawia jemu współczesnych nauczycieli, takie podejście jest absolutnie błędne. No może nie absolutnie, gdyż współcześni jemu nauczyciele, niezwiązani z Dhammą, z pewnością są obejmowani przez sieć. Jednakże Sutta ta jest ułożona strukturalnie, zatem czy ktoś miał jakiś błędny pogląd dwa tysiące lat temu, czy będzie go miał za dwa tysiące lat, czy obecnie utrzymuje jakiś błędny pogląd, posiadając odpowiednią wiedzę, możemy to zlokalizować, to jest znaleźć miejsce w brahmajala, gdzie jego pogląd jest omawiany.

Jednak, ponieważ to co istotne, to zobaczenie samej struktury sieci, odpowiednia lokalizacja danego poglądu nie jest sprawą najistotniejszą. A to z uwagi na to, że jakikolwiek błędny pogląd, wszystkie błędne poglądy strukturalnie wywodzą się z jednego źródła, poglądu ucieleśniającego, czy też inaczej poglądu na osobowość, sakkayaditthi. Kiedy jest sakkayaditthi, jeden z 62 poglądów jest formułowany, kiedy nie ma sakkayaditthi, nie ma też błędnych poglądów, które są zastąpione przez właściwy pogląd tego, kto wydostał się poza sieć.

I teraz, po omówieniu wszystkich tych poglądów, Budda podkreśla, że trwa ze "sznurem" wiodącym do istnienia odciętym. Pewno można to lepiej przetłumaczyć, to nie jest tak istotne jak  to, by zrozumieć, że stan Buddy nie jest stanem istnienia (bhava). W rzeczywistości, tu i teraz Tathagata jest nie do odnalezienia.

Jeżeli przyjrzymy się współzależnemu powstawaniu, powinniśmy dostrzec, że stan istnienia bhava, jest nietrwały, determinowany i powstały współzależnie. To jest dokładnie to czego nie widzi zwykły człowiek. Dlaczego? No cóż, z utrzymaniem (upadana) jako warunek, bhava istnienie. O ile strukturalnie istnienie zależy od ignorancji, Brahmajala Sutta omawia konkretną sytuację, z naciskiem na attavadę, która jest fundamentalnym utrzymywaniem. I nie muszę chyba przypominać, że attavada jest nierozerwalnie związana z sakkayaditthi. Innymi słowy wszyscy wiezieni przez brahmajalę są attavadinami, tego lub innego rodzaju.

Oczywiście są tu pewne subtelności, np pewne poglądy wydają się nic nie mówić o "ja" będąc założeniami dotyczącymi natury świata. Nie mniej tak jak powiedzieliśmy, te poglądy biorą się z sakkayaditthi, która jest nierozerwalnie związana z attavadą. Jeżeli mamy tu jakieś wątpliwości, wynikają one z niezrozumienia natury doświadczenia. "Ja" i "świat" są powstałe współzależnie i nie występują samodzielnie. Na drodze refleksji oczywiście mogę spekulować na temat "ja", albo tak jak naukowcy, zajmować się naturą "świata". Naukowiec jednakże, jako ofiara sakkayaditthi, biorąc swe istnienie za pewnik, nie widzi, że "świat" jest tylko pewną mentalną konstrukcją, i że jego bycie w świecie - atta ca loko ca - ma miejsce tylko tak długo, jak długo obecna jest samo-identyfikacja z ciałem.

***

To zostało powiedziane przez Zrealizowanego, powiedziane przez Arahata, i tak usłyszałam: "Mnisi, świat został odkryty przez Tathagatę, Tathagata jest odłączony od świata. Powstanie świata zostało odkryte przez Tathagatę: Tathagata poniechał powstania świata. Wstrzymanie świata zostało odkryte przez Tathagatę, Tathagata zrealizował wstrzymanie świata. Droga prowadząca do wstrzymania świata została odkryta przez Tathagatę, Tathagata utrzymał przy istnieniu drogę prowadzącą do wstrzymania świata. Mnisi, w świecie z jego bogami, Marami, i brahmami, z jego pustelnikami i braminami, w tej generacji z jej książętami i ludźmi, cokolwiek może być zobaczone, usłyszane, odczute i poznane czy osiągnięte, poszukiwane i objęte umysłem, to zostało odkryte przez Tathagatę, dlatego jest on nazywany Tathagatą. Wszystko co mówi, wszystko co wygłasza, pomiędzy nocą gdy odkrył najwyższe, pełne przebudzenie a nocą kiedy osiągnie finałowe wygaszenie, element wygaszenia bez pozostałości poprzedniego utrzymywania, jest prawdą (tatha) niczym innym: dlatego jest on nazywany Tathagatą. Jak mówi, tak (tatha) czyni, jak czyni, tak mówi: dlatego jest on nazywany Tathagatą. W świecie z jego bogami Marami, i bramami, z jego pustelnikami i braminami, w tej generacji z jej książętami i ludźmi, to Tathagta jest Transcendentalną Istotą Nietranscendentalnego Wszystkowidzącym i Władcą Mocy: dlatego jest on nazywany Tathagatą”. To jest znaczenie tego co powiedział Zrealizowany. To w odniesieniu do tego zostało powiedziane:

Przez wiedzę o całym świecie,
Całym świecie jakim prawdziwie jest,
Jest uwolniony od całego świata,
W całym świecie jest nieprzywiązany.

Wszystko zwyciężający bohaterski mędrzec,
Jest wolny od każdego rodzaju pęt;
Osiągnął doskonały spokój,
Wygaszenie wolne od strachu.

Pozbawiony skaz, jest przebudzony,
Wolny od zmartwień, z zakończonymi wątpliwościami
Osiągnął finałowy koniec działań
Uwolniony przez zakończenie utrzymywania.

Przebudzony, Zrealizowany,
Jest lwem, niezwyciężonym;
Gdyż w świecie razem z jego bogami
Wprawia w ruch koło Brahmy.

I tak ci bogowie i ludzie
Odchodzą po schronienie do Buddy,
Spotykając go składają mu hołd,
Wielkiemu, wolnemu od nieśmiałości.

Opanowany, z opanowanych jest najlepszy;
Uspokojony, ze spokojnych jest głównym;
Przekroczywszy, z tych co przekroczyli jest najważniejszy.

W taki sposób składają mu honor,
Wielkiemu, wolnemu od nieśmiałości:
„W świecie razem z jego bogami
Nie ma dorównującej mu osoby”.

Itv 112

W poniższej Suttcie możemy zobaczyć zależność poglądów od sakkayaditthi, jak też i to że stan istnienia - zależny od attavadą - jest ogniem podsycanym przez chciwość, nienawiść i złudzenie.

 "Vaccha, spekulacyjny pogląd, że świat jest wieczny, jest gąszczem poglądów, krzywizną poglądów, chwiejnością poglądów, więzem poglądów. Jest stowarzyszony z cierpieniem, udręką, rozpaczą i gorączką i nie prowadzi do beznamiętności, zaniku, wstrzymania, wygaszenia. Spekulacyjny pogląd, że świat nie jest wieczny ... świat jest skończony ... świat jest nieskończony ... dusza i ciało to jedno ... dusza to jedno a ciało to drugie ... po śmierci Tathagata jest ... po śmierci Tathagata nie jest ... po śmierci Tathagata zarówno jest jak i nie jest ... po śmierci Tathagata ani jest ani nie jest, jest gąszczem poglądów, krzywizną poglądów, chwiejnością poglądów, więzem poglądów. Jest stowarzyszony z cierpieniem, udręką, rozpaczą i gorączką i nie prowadzi do beznamiętności, zaniku, wstrzymania, wygaszenia".

"Czy mistrz Gotama utrzymuje jakiś spekulacyjny pogląd?" "Vaccha, spekulacyjny pogląd jest terminem na to z czym Tathagata nie ma nic wspólnego. To co jest znane przez Tathagatę to: 'Taka jest materia, takie jej powstanie, taki zanik, takie jest uczucie, takie jego powstanie, taki zanik, taka jest percepcja, takie jej powstanie, taki zanik, takie są determinacje, takie ich powstanie, taki zanik, taka jest świadomość, takie jej powstanie, taki zanik'. Z uwagi na to Tathagata jest wyzwolony przez wyczerpanie, zanik, wstrzymanie i uwolnienie się od wszystkich wyobrażeń, wszelkiej ja-twórczości, moje-twórczości i dogłębnych tendencji do wyobrażeń, przez nie utrzymywanie tych rzeczy".

"Kiedy umysł mnicha jest wyzwolony w ten sposób, mistrzu Gotama, gdzie pojawia się on ponownie (po śmierci)?" "Vaccha, (zwrot) 'pojawia się ponownie' nie ma tu zastosowania". "Zatem, mistrzu Gotama, nie pojawia się on ponownie?" "Vaccha, (zwrot) 'nie pojawia się ponownie' nie ma tu zastosowania". "Zatem mistrzu Gotama, zarówno się pojawia ponownie jak i nie pojawia się ponownie?" "Vaccha, (zwrot) 'zarówno się pojawia ponownie jak i nie pojawia się ponownie' nie ma tu zastosowania". "Zatem, mistrzu Gotama, ani się pojawia ponownie ani nie pojawia ponownie?" Vaccha, (zwrot) 'ani się pojawia ponownie ani nie pojawia ponownie' nie ma tu zastosowania".

 "Mistrz Gotama po otrzymaniu każdego z tych pytań odpowiada, że nie ma ono zastosowania. Tu mistrzu Gotama, popadłem w niewiedzę i pomieszanie i ta ilość zaufania jaką darzyłem mistrza Gotamę z uwagi ma poprzednie rozmowy, zupełnie zniknęła".

 "Dość twojej niewiedzy i twojego pomieszania, Vaccha. Ta Dhamma jest głęboka, trudna do zobaczenia i trudna do odkrycia. To najspokojniejszy i nadrzędny cel ze wszystkich, nieosiągalny przez samo rozumowanie, subtelny, dla doświadczenia przez ludzi mądrych. Poznanie jej jest trudne dla ciebie, mającego inne poglądy, inny wybór, inne preferencje, gdy twój trening jest inny, gdy twój nauczyciel doktryny jest inny. Dlatego w odpowiedzi zadam ci pytanie. Odpowiedz jak uważasz. Jak ci się wydaje, Vaccha, załóżmy. że przed tobą paliłby się ogień, czy wiedziałbyś: 'Ogień pali się przede mną?'" "Tak, czcigodny panie". "Vaccha, gdyby ktoś spytał cię tak: 'Od czego ten płonący ogień zależy?'" "Tak zapytany, mistrzu Gotama odpowiem: 'Ten ogień palący się przede mną, płonie zależnie od trawy i patyków'". "Gdyby ogień palący się przed tobą wygasł, czy wiedziałbyś tak: 'Ogień palący się przede mną wygasł?'" "Tak, czcigodny panie". "Gdyby ktoś spytał cię; 'W jakim kierunku wygasły ogień się udał, na wschód, zachód, północ, czy południe?' Tak zapytany jaką dałbyś odpowiedź?" "To nie ma zastosowania, mistrzu Gotama. Ogień pali się zależnie od trawy i patyków jako opału, gdy opał się kończy i nie ma dalszego podtrzymania przez opał, jest on bez opału, uznawany za wygaszony".

 "Tak też, Vaccha, przy opisywaniu Tathagaty, materialna forma przez którą Tathagata mógłby być opisany, została zaniechana przez Tathagatę, ucięta u korzenia, potraktowana jak palmowy pieniek, usunięty tak, że nie jest już dłużej podmiotem przyszłego pojawienia się. Vaccha, Tathagata jest uwolniony od rozpoznania jako materialna forma, jest on głęboki, niezmierzony, niezgłębiony, jak ocean. (Zwrot) 'pojawia się ponownie' nie ma zastosowania, (zwrot) 'nie pojawia się ponowienie' nie ma zastosowania, (zwrot) 'zarówno się pojawia ponownie jak i nie pojawia się ponownie', nie ma zastosowania, (zwrot) 'ani się pojawia ponownie ani nie pojawia się ponownie' nie ma zastosowania. Przy opisywaniu Tathagaty, uczucie... percepcja ...determinacje... świadomość przez którą Tathagata mógłby być opisany, została zaniechana przez Tathagatę, ucięta u korzenia, potraktowana jak palmowy pieniek, usunięty tak, że nie jest już dłużej podmiotem przyszłego pojawienia się. Vaccha, Tathagata jest uwolniony od rozpoznania jako świadomość, jest on głęboki, niezmierzony, niezgłębiony, jak ocean". (Zwrot) 'pojawia się ponownie' nie ma zastosowania, (zwrot) 'nie pojawia się ponowienie' nie ma zastosowania, (zwrot) 'zarówno się pojawia ponownie jak i nie pojawia się ponownie', nie ma zastosowania, (zwrot) 'ani się pojawia ponownie ani nie pojawia się ponownie' nie ma zastosowania". MN 72

piątek, 10 kwietnia 2020

Sentimus experimurque nos aeternos esse albo Jezus i Prawda


"Poznacie prawdę i prawda was wyzwoli", to dictum Jezusa może być rozumiane na wielu poziomach. Często używa się go na witrynach politycznych, i w tym sensie jest przynajmniej na tyle prawdziwe, że system zniewolenia politycznego jaki się coraz wyraźniej wokół nas krystalizuje, jest możliwy wyłącznie z uwagi na to, że większość ludzi wydaje się nie dostrzegać, iż są zniewalani. Ale nawet na tym poziomie można postawić logiczne zastrzeżenie: kto na przykład poznał prawdę o tym, że tak zwana Druga Wojna Światowa miała miejsce tylko dlatego, że Hitler miał czelność psuć jakże dobrze rozwijająy się żydowski biznes produkowania pieniędzy z powietrza a następnie pożyczania ich na procent rządom państw, znany pod nazwą Banku Centralnego, albo o holokaustycznym łgarswie, jest jeszcze daleki od wyzwolenia. A jak będzie się upierał przy swoim, i używał mowy nienawiści - mówisz prawdę i cię za to nienawidzą - całkiem prawdopodobne jest to, że trafi do więzienia.

Na poziomie psychologicznym, dla większości ludzi to zdanie jest nieprawdziwe. By jako tako funkcjonować przeciętny człowiek potrzebuje złudzeń, które pozwalają mu żyć. Jeżeli zaczniemy mu je odbierać, bynajmniej go nie wyzwolimy, wprawadzimy w jego życie tylko chaos. Jak powiada Nicolas Gomez Davila, prawda nie budzi uśpionych umysłów, budzi w nich demony.

Zatem Jezus zwraca się do tych nielicznych, którzy są wystarczająco inteligentni, by dochodzić do prawdy przez porzucenie swoich złudzeń.

I jest pewna prawda, zaprzeczajac lub nie dostrzegając której, jest się skazanym na pozostanie w złudzeniach.

Brzmi ona dość prosto: "Cokolwiek jest podmiotem powstawania, jest podmiotem zaniku.". Jest to prawda stojąca najwyższej w hierarchii prawd, i ma ona zdolność wyzwalającą. Kto ją pozna i zrozumie, nie zazna śmierci na zawsze. Bo ta prawda mówi nam wiele o naturze nieśmiertelności. Cokolwiek stworzonego, cokolwiek ma początek, musi mieć koniec. Niemożliwość istnienia pewnych rzeczy jest strukturalna, możemy być jej pewni, nie ma czegoś takiego jak kwadratowe koło, ani niczego mającego początek, co trwałoby na zawsze.Co było stworzone, zniszczone być może, jak mawiał poeta.

Zdanie Spinozy użyte w tytule mówi nam wiele o naturze subiektywności. Jest coś w nas, tajemnicze poczucie trwałości i wieczności. Jest ono nam tak bliskie i własne, że większość ludzi wydaje się tego nie dostrzegać. A to dlatego, że jest ono obecne raczej na poziomie pre-logicznym. O ile na poziomie logicznym, ludzie mniej lub bardziej chętnie przyznają że są śmiertelni, śmierć bynajmniej nie jest dla nas czymś naturalnym, przeciwnie, jest czymś czego nie powinno być, jeżeli wolisz: jest skandalem metafizyczym.

Zatem chrześcijanin pragnący nie zaznać śmierci na zawsze, powinien oddać się poszukiwaniom swej nieśmiertelnej duszy. Albo jak kto woli, tego czegoś, ukrytego w jego sercu, co jest odwieczne, tego co jako nie powstałe, nie jest podmiotem zaniku.

W książczkach świadków Jehowy możemy dostrzec obrazki raju, gdzie na polance, pasą się sarenki, a nieopodal wylegują się leniwie lwy. Nie wchodząc w takie szczegóły jak to czym tam się żywią lwy, bynajmniej jestem daleki od tego by twierdzić, że taki raj jest niemożliwy. Przeciwnie, sam fakt, że można go sobie wyobrazić, wskazuje na możliwość zaistnienia takiego miejsca. To co niemożliwe to to by takie miejsce prędzej czy później nie uległo dezintegracji.

Co do wieczności piekła, tak jak przysłowiowy wielbłąd, przeciekający się przez ucho igielne, jest w oryginalne sznurem splecionym z sierści wielbłąda, tak też słowo używane na oddanie bardzo długiego czasu zostało przetłumaczone jako "wieczne". To co wieczne nie może być miejscem, lokalizacją w czasie i przestrzeni. Przemija postać świata tego, i nie tylko tego, wszystkiego co jest podmiotem powstawania.

Tragizm ludzkiej egzystencji polega przede wszystkim na sprzeczności. W przeciwieństwie do Jezusa, którego królestwo jest nie z tego świata, ludzie zadomawiają się na tym świecie, pragnąc trwałego szczęścia. Ale to co nietrwałe, nie może być posiadane na wieczność, co jest raczej oczywistą sprzecznoścą. Tragiczna strona ludzkiej egzystencji manifestuje się tym, że to co wieczne, nie widzi alternatywy dla poszukiwania trwałego szczęścia w czasie i przestrzeni.

Wieczność o której mówi Spinoza, najłatwiej postrzec, poprzez zaobserwowanie tego, że doświadczenie zawsze ma miejsce tu i teraz. Porzucając troskę o jutro, jeżeli będziemy w tym wytrwali, dostrzeżemy, że byliśmy w błędzie, projektując swą subiektywność na ciało, które oczywiście ma przeszłość i przyszłość. Tyle że przyszłość ciała to śmierć.

Zatem zaparcie się siebie, jest najlepszą rzeczą jaką można zrobić. Osobowość, to za co człowiek się uważa, jest sprzecznym połączeniem poczucia trwałości, obecnego u każdego człowieka, z ciałem i jego historycznym ruchem, przemieszczaniem się od narodzin do śmierci. Za kogokolwiek się uważam, wszelka taka samo-identyfikacja, nie jest bardziej prawdziwa niż senna rzeczywistość, i nieuchronna śmierć ciała zakończy ten fenomenologiczny sen.

Jednakże tak jak senny świat jest przejawem w świadomości, z chwilą gdy zaczynamy obserwować ciało jako coś obcego, nie swojego, czas i przestrzeń są bardziej w nas, niż my w czasie i przestrzeni.

Tak jak nie ma kwadratowego koła, tak też niemożliwe jest, by osoba żyjąca w czasie i przestrzeni stała się nieśmiertelna. Jest to dobrze rozumiane przez Jezusa, który mówi, gdziekolwiek się znajdziesz, zaprzyj się siebie. Inaczej mówiąc, cokolwiek uważasz za swoją własność, albo swoje "ja" to musisz porzucić.

Nie jest to jakieś specjalne radykalne nauczanie. Choć może się takim jawić tym, którzy w swoim poszukiwaniu trwałego szczęścia w nietrwałych rzeczach czasu i przestrzeni, tak się uzależnili od nietrwałych przyjemności w świecie, że nie widzą alternatywy, jak tylko kontynuować to uzależnienie.

Kiedy Jezus mówi o całkowitej nieobecności pożądania seksualnego, nie jest to bynajmniej jakaś metafora, sama płciowość ostatecznie dotyczy ciała, i umysłu błędnie identyfikujacego się z ciałem. Co więcej samo rozróżnienie "ja" i "ty" opierające się na istnieniu różnych ciał może być wynikiem ignorancji lub jak wolisz, grzechu pierworodnego.

Możemy mówić o dwóch elementach, to co nie ma początku, końca, ani nie podlega zmianie, nazwijmy elementem nie-determinowanym. Wszystko co ma początek i koniec należy do elementu determinowanego.

"Ja" samo w sobie jest puste, innymi słowy, kiedy słyszymy to słowo, nic sobie nie wyobrażamy. To prowokuje nas do determinowania tego czym nasze "ja" jest. I tak tworzymy swój własny wizerunek, tego kim lub czym jesteśmy. Jednakże jakikolwiek byłby nasz wizerunek, jest on stworzony w oparciu o element determinowany. A zatem tak naprawdę jest tylko temporalym snem, o tym kim jesteśmy. Samopoznanie zgodne z widzeniem rzeczy takimi jakimi są, poznanie prawdy o sobie, które jest wyzwalające, musi więc być raczej poznaniem tego czym nie jestem. I nie ma rzeczy w przestrzeni i czasie, samo-identyfikacja z którą nie byłaby związana ze wspieraniem złudzenia, z kontynuacją snu.

***
SN 22: 43

W Savatthi. Mnisi, trwajcie z samymi sobą jako wyspą, z samymi sobą jako schronieniem, bez innego schronienia; z Dhammą jako wyspą, z Dhammą jako schronieniem, bez innego schronienia. Kiedy trwacie z samymi sobą jako wyspą, z samymi sobą jako schronieniem, bez innego schronienia; z Dhammą jako wyspą, z Dhammą jako schronieniem, bez innego schronienia, ta podstawa powinna być przebadana w taki sposób: 'Z czego rodzą się żal, płacz, ból, smutek i rozpacz? Jak się generują?'

A z czego, mnisi rodzą się żal, płacz, ból, smutek i rozpacz? Jak się generują?' Tu, mnisi, niepouczony przeciętniak, nie szanujący szlachetnych i nieobeznany z ich Dhammą, nie szanujący prawdziwych ludzi i nieobeznany z ich Dhammą, uważa materię za ja, czy ja jako posiadające materię, czy materię jako w ja, czy ja w materii. Ta jego materia zmienia się i staje odmienna. Ze zmianą i odmianą tej materii, powstaje u niego żal, płacz, ból, smutek i rozpacz. Uważa uczucie za ja ... percepcję za ja ... determinacje za ja ... świadomość za ja, czy ja jako posiadające świadomość, czy świadomość jako w ja, czy ja w świadomości. Ta jego świadomość zmienia się i staje odmienna. Ze zmianą i odmianą tej świadomości, powstaje u niego żal, płacz, ból, smutek i rozpacz.

Ale, mnisi, gdy zrozumiał nietrwałość materii, jej zmianę, zanik i wstrzymanie i kiedy widzi takim jakim rzeczywiście to jest w ten sposób: 'W przeszłości jak i teraz wszelka materia jest nietrwała, cierpieniem i podmiotem zmiany', wtedy żal, płacz, ból, smutek i rozpacz są porzucone. Z ich porzuceniem, nie staje się poruszony. Będąc nieporuszonym trwa szczęśliwy. O mnichu który trwa szczęśliwy mówi się, że pod tym względem jest wychłodzony. Gdy zrozumiał nietrwałość uczucia ... percepcji ... determinacji ... świadomości, jej zmianę, zanik i wstrzymanie i kiedy widzi takim jakim rzeczywiście to jest w ten sposób:

'W przeszłości jak i teraz wszelka świadomość jest nietrwała, cierpieniem i podmiotem zmiany', wtedy żal, płacz, ból, smutek i rozpacz są porzucone. Z ich porzuceniem, nie staje się poruszony. Będąc nieporuszonym trwa szczęśliwy. O mnichu który trwa szczęśliwy mówi się, że pod tym względem jest wychłodzony.

SN 22: 78

W Savatthi. “Mnisi, wieczorem lew, król zwierząt, wychodzi ze swego legowiska. Po wyjściu, przeciąga się, przemierza wzrokiem wszystkie cztery strony świata i ryczy swoim lwim rykiem trzy razy. Wtedy rusza na łowy.

Kiedy lew, król zwierząt, ryczy, jakiekolwiek zwierzęta słyszą ten dźwięk, to w większości są przepełnione strachem, potrzebą pilności, trwogą. Te które żyją w norach wchodzą do nor; te które żyją w wodzie wchodzą do wody; te które żyją w lesie wchodzą do lasu; i ptaki fruną w górę. Nawet te królewskie słonie, przywiązane mocnymi rzemieniami w wioskach, miasteczkach i stolicach, zrywają i przerywają swe więzy; przestraszone, oddają mocz i kał i uciekają to tu to tam.

Tak potężny, mnisi, jest lew król zwierząt, tak mocarny i władczy.
Tak też, mnisi, kiedy Tathagata pojawia się w świecie, arahat, całkowicie przebudzony, spełniony w prawdziwej wiedzy i prowadzeniu się, pomyślny, znawca światów, niezrównany przywódca ludzi do opanowania, nauczyciel bogów i ludzi, przebudzony, zrealizowany, naucza Dhammy tak: 'Taka jest materia, takie jej powstanie, taki zanik; takie jest uczucie, takie jego powstanie, taki zanik; taka jest percepcja, takie jej powstanie, taki zanik, takie są determinacje, takie ich powstanie, taki zanik; taka jest świadomość, takie jej powstanie, taki zanik'.

Wtedy, mnisi, kiedy ci bogowie którzy są długowieczni, piękni, przepełnieni szczęściem, przez długi czas mieszkający w wspaniałych pałacach, słysząc nauczanie Dhammy Tathagaty w większości są przepełnieni strachem, potrzebą pilności, trwogą: 'Wydaje się, panowie, że jesteśmy nietrwali, choć myśleliśmy o sobie jako o trwałych; wydaje się, że jesteśmy niestali, choć myśleliśmy o sobie jako o stałych, wydaje się, że nie jesteśmy wieczni, choć myśleliśmy o sobie jako o wiecznych. Wydaje się, że jesteśmy nietrwali, niestali, nie-wieczni, w obrębie osobowości'. Tak potężny, mnisi, jest Tathagata, nad tym światem z jego bogami, tak mocarny i władczy”. To zostało powiedziane przez Zrealizowanego. Po powiedzeniu tego, Pomyślny, Nauczyciel, powiedział dalej to:

Kiedy Budda, poprzez bezpośrednią wiedzę
Wprawia w ruch Koło Dhammy,
Niezrównany Nauczyciel w tym świecie
Z jego bogami (ogłaszając):

Wstrzymanie osobowości
I powstanie osobowości,
Jak również Ośmioraką Szlachetną Ścieżkę

Która prowadzi do uśmierzenia cierpienia.
Wtedy ci bogowie o długim okresie życia,
Piękni, przebywający w chwale,
Są dotknięci lękiem, przepełnieni trwogą,
Jak zwierzęta słyszące ryk lwa.

'Nie przekroczyliśmy osobowości;
Wydaje się, że jesteśmy nietrwali'.
(Tak mówią) po usłyszeniu wypowiedzi
Arahata, wyzwolonego, stabilnego.

SN 22: 94

Mnisi, ja nie spieram się ze światem, raczej to świat spiera się ze mną. Ogłaszający Dhammę nie spiera się z nikim w świecie. O tym, na co mądrzy ludzie w świecie zgadzają się, że jest nieistniejące, ja również mówię, że jest nieistniejące. A o tym, na co mądrzy ludzie w świecie zgadzają się, że jest istniejące, o tym ja również mówię, że jest istniejące. A co to jest, mnisi, na co mądrzy ludzie w świecie zgadzają się, że jest nieistniejące, i ja również mówię, że jest nieistniejące? Materia, uczucie, percepcja, determinacje, świadomość co byłyby trwałe, stabilne, wieczne, nie będące podmiotem zmiany; o tym mądrzy ludzie w świecie zgadzają się, że jest nieistniejące, i ja również mówię, że jest nieistniejące. A co to jest, mnisi, na co mądrzy ludzie w świecie zgadzają się, że jest istniejące, i ja również mówię, że jest istniejące? Materia, uczucie, percepcja, determinacje, świadomość co nietrwałe, cierpieniem i podmiotem zmiany; na to mądrzy ludzie w świecie zgadzają się, że jest istniejące, ja również mówię, że jest istniejące.

Jest, mnisi, światowy fenomen w świecie na który Tathagata się przebudził i przez który się przebił. To uczyniwszy, wyjaśnia go, naucza go, proklamuje go, ustanawia go, ukazuje go, analizuje go, naświetla go. A co jest tym światowym fenomenem, na który Tathagata się przebudził i przez który się przebił? Materia, uczucie, percepcja, determinacje, świadomość; to jest światowy fenomen w świecie na który Tathagata się przebudził i przez który się przebił. To uczyniwszy, wyjaśnia go, naucza go, proklamuje go, ustanawia go, ukazuje go, analizuje go, naświetla go. Kiedy jest on tak wyjaśniany, nauczany, proklamowany, ustanawiany, ukazywany, analizowany, naświetlany przez Tathagatę, jeżeli ktoś nie wie i nie widzi, cóż mogę zrobić z tym głupim przeciętniakiem, ślepym i bez wglądu, który nie wie i nie widzi? Mnisi, tak jak niebieski, czerwony czy biały lotos jest zrodzony w wodzie i wzrasta w wodzie, ale wzniósł się ponad wodę, stojąc nie zmoczony przez wodę, tak też Tathagata jest zrodzony w świecie i wyrósł w świecie, ale pokonawszy świat, trwa niesplamiony światem.

***
Jeżeli zrozumiemy „wieczne” (którym dla Kierkegaarda jest zasadniczo Bóg – tj dusza będąca częścią Boga) jako „podmiot” czy „ja” i „to co powstałe” jako całkiem oczywiście nietrwałe „obiekty” w świecie (co jest również w znaczeniu K) sytuacja staje się jasna. To co nazywamy „ja” jest pewną charakterystyką wszelkiego doświadczenia, które wydaje się być wiecznym. Jest całkiem oczywiste, że dla wszystkich ludzi rzeczywistość i trwałość ich „ja” jest brana za absolutnie pewną i rozbieżność o której mówi K jest prosto tą pomiędzy moim „ja” (które automatycznie biorę za trwałe) i aż nadto jawnie nietrwałymi „rzeczami” w świecie, które „ja” usiłuje posiąść. Wieczny „podmiot” dąży do posiadania temporalnego „obiektu” i sytuacja jest od razu zarówno komiczna jak i tragiczna – komiczna, ponieważ coś temporalnego nie może być posiadane na wieczność, i tragiczna, ponieważ wieczne nie może się powstrzymać od czynienia daremnych prób by posiąść temporalne na wieczność. Ta tragi-komedia jest cierpieniem (dukkha) w jego najgłębszym sensie. I to uwolnienie się od tego jest tym czego naucza Budda. Jak? Przez wskazanie, że odwrotnie do naszych naturalnych założeń (które przyjmują, że podmiot „ja”, dalej by kontynuował istnienie nawet gdyby w ogóle nie było obiektów) egzystencja podmiotu zależy od egzystencji obiektu; a skoro obiekt jest jawnie nietrwały, podmiot musi być takiż sam. I od razu gdy domniemany podmiot jest widziany jako będący nie mniej temporalnym niż obiekt, rozbieżność pomiędzy wiecznym i temporalnym zanika (na czterech etapach – sotapatti, sakadagamita, anagamita i arahatta); i z zanikiem rozbieżności dwie kategorie „tragiczna” i „komiczna” również zanikają. Arahat ani się nie śmieje ani nie płacze, i to jest koniec cierpienia (z wyjątkiem oczywiście fizycznego bólu, który znika wraz z rozpadem ciała).

W ten sposób możesz dojrzeć progresywne przesuwanie się z bezmyślnej bezpośredniości (zarówno dziecięcego rozbawienia, które odmawia wzięcia tragicznego poważnie, czy pompatycznej powagi, która odmawia potraktowania humorystyczni komicznego) ku świadomej refleksji (która jest limitem filozofii puthujjana) do pełnej realizacji ariya dhammy (gdzie zarówno tragiczne jak i komiczne ostatecznie giną, by nigdy już nie powrócić).

sobota, 8 lutego 2020

Pragnienie nieistnienia


Romantyzm wyraża w istocie gorące pragnienie niebycia tutaj: tutaj w tym miejscu, tutaj - w tym stuleciu, tutaj - w tym świecie.

Nicolas Gomez Davila

Paradoksalnie pragnienie nieistnienia także afirmuje istnienie. Jednak gdy przyjrzymy się temu bliżej, to paradoks ten jest pozorny. Jestem i chcę być, jestem i nie chcę być, w obu tych przypadkach akceptuję swoje istnienie. Oczywiście pragnienie nieistnienia wydaje się bliżej nibbany, która jest wstrzymaniem istnienia tutaj i teraz, jednakże by zrealizować nibbanę trzeba zobaczyć, iż nasze istnienie jest współzależne powstałe i nastepnie praktykować zgodnie z tą wiedzą.

Mnisi, są dwa rodzaje poglądów i kiedy bogowie i ludzie się ich trzymają pewni grzęzną a pewni idą za daleko, to tylko ci z wglądem widzą. A jak niektórzy grzęzną? Bogowie i ludzie kochają istnienie, rozmiłowują się w istnieniu, cieszą się istnieniem, kiedy jest im wykładana Dhamma o wstrzymaniu istnienia, ich serca nie pokładają w niej zaufania, nie stają się stabilne i zdecydowane. I tak niektórzy grzęzną. A jak pewni idą za daleko? Niektórzy są zawstydzeni, upokorzeni i zdegustowani tym samym istnieniem i patrzą w przód ku nie-istnieniu w ten sposób: „Panowie, po rozpadzie ciała te „ja” jest ucięte, anihilowane i po śmierci nie istnieje, to najspokojniejsze, to najwyższy cel, to jest rzeczywistość”, i tak niektórzy idą za daleko. A jak widzą ci z wglądem? Tu mnich widzi cokolwiek doszło do istnienia jako doszłe do istnienia. Widząc w ten sposób wszedł on na drogę do beznamiętności w stosunku do tego, drogę do zaniku i wstrzymania pożądania tego. Tak widzi ten z wglądem”. To jest znaczenie tego co powiedział Zrealizowany. To w odniesieniu do tego zostało powiedziane:

Po zobaczeniu tego co doszło do istnienia
Jako doszłe do istnienia,
Wychodząc poza to co doszłe do istnienia,
Są wyzwoleni zgodnie z prawdą
Przez wyczerpanie pragnienia istnienia.

Kiedy mnich w pełni zrozumiał
To co doszłe do istnienia jako takie,
Wolny od pragnienia bycia tym lub tamtym,
Przez wyczerpanie tego co doszło do istnienia
Nie dochodzi więcej do odnowy istnienia.

Itivutaka 49

Innymi słowy, zwykly człowiek jest uwięziony przez dialektykę "być albo nie być?" Patrząc z pewnego poziomu nie jest to bynajmniej głupie pytanie. Głupcy sobie go nie zadają, zbyt zajęci są zmysłową gratyfikacją. Jednakże, patrząc z wyższego poziomu, to pytanie jest źle zadane, to znaczy zawiera błędne założenie i tym samym nie nadaje się do odpowiedzi, gdyż jakakolwiek odpowiedz afirmowałaby to założenie.


Mnisi, są dwa rodzaje poglądów: Pogląd o istnieniu i pogląd o nie-istnieniu.

Każdy pustelnik i bramin który przyjął pogląd o istnieniu jest w opozycji do poglądu o nie-istnieniu. Każdy pustelniki bramin który polega na poglądzie o nie-istnieniu jest w opozycji do poglądu o istnieniu.

Wszyscy pustelnicy i bramini, którzy nie rozumieją takimi jakimi są, powstanie i zanik, gratyfikacja i niebezpieczeństwo i ucieczka w przypadku tych dwóch poglądów, są opanowani przez pożądanie, opanowani przez nienawiść, opanowani przez złudzenie, opanowani przez pragnienie, opanowani przez utrzymywanie, bez wglądu, zaangażowani w faworyzowanie i oponowanie, rozmiłowujący się w dialektyce, nie są wyzwoleni z narodzin, starości i śmierci, żalu i płaczu, bólu, smutku i rozpaczy, powiadam, że nie są wolni od cierpienia.

Wszyscy pustelnicy i bramini, którzy rozumieją takimi jakimi są, powstanie i zanik i gratyfikacja i niebezpieczeństwo i ucieczka w przypadku tych dwóch poglądów, są bez pożądania, bez nienawiści, bez złudzenia, bez pragnienia, bez utrzymywania, z wglądem, nie zaangażowani w faworyzowanie i oponowanie, nie rozmiłowujący się w dialektyce, są wyzwoleni ze starości i śmierci, żalu i płaczu, bólu smutku i rozpaczy, powiadam, że są wolni od cierpienia.

Mnisi, są cztery rodzaje utrzymywania: utrzymywanie zmysłowych przyjemności, utrzymywanie błędnych poglądów, utrzymywanie obrządków i rytuałów i utrzymywanie wiary w "ja".

M11

Widzimy, że po wykazaniu zależności dialektyki "być albo nie być" od ignorancji, Budda nagle przechodzi do omawiania upadana, termin ten można przetłumaczyć jako utrzymywanie czy założenie. Ta zmiana tematu jest oczywiście pozorna, gdyż jak to widzimy ze współzależnego powstawania, bycie, czy istnienie - bhava - zależy właśnie od upadana.

środa, 5 lutego 2020

Samopoznanie czyli czym nie jestem


Wszelkie filozofowanie powinniśmy zaczynać z miejsca gdzie jesteśmy, a w bardziej radykalnym podejściu od faktu,  że jesteśmy. Nagi fakt istnienia, moja pewność tego, że jestem, ujęta przez formułę Kartezjusza cogito ergo sum, co Stanisław Lec przetłumaczył ironicznie: "myślę, że jestem",  prowokuje mnie do szukania odpowiedzi na pytanie: "kim jestem?". Współczesna psychologia rozpoznaje kilka typów tożsamości, które są związane z tym,  jak kto sobie odpowiada na to pytanie. W Nauce Buddy jednakże, wszelka samo-identyfikacja, wszelkie utożsamiane swego "ja" jest błędnym poglądem określanym fachowo jako sakkayadiithi. Sakkayadiithi to przekonanie, że jestem kimś, osobą. To, że praktycznie wszyscy popadają w ten błąd, wynika z bezkrytycznej akceptacji koncepcji "jestem". Jednak gdy przyjrzymy się formule "myślę zatem jestem" jest to tylko, słowami Sartre'a "apodyktyczny refleksyjny dowód myślącego na swe własne istnienie". Zgodnie z Nauką Buddy formuła ta jest prawdziwa tylko o tyle o ile opisuje fundamentalny błąd zwykłego człowieka.

Czy zatem delfickie zalecenie "poznaj samego siebie" nie powinno być rekomendowane? W Nauce Buddy pytania o swe własne istnienie (bhava) są określane jako błędne skierowanie uwagi. Jednakże nie stoi to w bezpośredniej sprzeczności z dlelfickim przykazaniem, gdyż w Dhammie także poznajemy siebie,  mianowicie poznajemy czym nie jesteśmy.

Powiedzmy sobie teraz coś o języku i egzystencji. Otóż egzystencja wychodzi poza logikę, co jest domeną języka. Na poziomie werbalnym pewne zdanie jest albo prawdziwe albo fałszywe,  natomiast na poziomie egzystencji wiele zależy od tego, kto mówi. I tak Budda informuje nas iż koncepcja "jestem" jest złudzeniem. To może i prawda ... dla Buddy i tych którzy postrzegają Cztery Szlachetne Prawdy. Natomiast czytelnik tego artykułu najprawdopodobniej jest zwykłym człowiekiem, i czego jak czego,  ale tego że jest,  jest pewien. Co najwyżej może mieć wątpliwości co do tego, czym jest. Nawet wyrafinowany filozof, który podejmie próbę zakwestionowania swej egzystencji, będzie ją afirmował: w końcu to ja jestem tym, kto watpi, że jest. I tu sporym błędem większości buddystów jest lekceważenie koncepcji "jestem", i określanie jej jako "tylko złudzenie". Tym samym popadają oni w podwójne złudzenie, raz, że nie są wolni od postawy "jestem", dwa, że ulegają złudzeniu że postrzegają złudzenie jako złudzenie. Tym samym całkowicie blokują u siebie możliwość wszelkiego postępu w zrozumieniu Nauki Buddy.

Właściwa metoda polega na tymczasowej akceptacji tego, że jesteśmy i poznaniu siebie poprzez  poznanie tego, czym nie jesteśmy. Innymi słowy oczyszczaniu "jestem" z naleciałości "jestem tym", "jestem tamtym", "to moje ja". Słowo "moje" nie jest niewinne, domniemane posiadanie wspiera strukturę ignorancji, gdyż sugeruje istnienie podmiotu,  osoby,  właściciela. Jeżeli akceptuję, że coś jest "moje", afirmuję swe istnienie jako posiadacza, niezależnie od tego kim ten posiadacz według mnie jest.

Rezygnacja z wszelkich posiadłości może wydać się trudna, jeżeli nie niemożliwa. Niestety wszystko ma swoją cenę, Budda określa usunięcie koncepcji "jestem" jako najwyższą przyjemność,  i by ją zrealizować musimy zrezygnować z przyjemności posiadania. Jest to zresztą dość wątpliwa przyjemność,  gdyż zawsze niesie ze sobą ból rozstania i separacji, tym większy im większe było nasze przywiązanie do nietrwałej rzeczy, a nie ma nic co można by posiadać na wieczność. Zatem "trudność" istnieje raczej w oku obserwatora, i jest ściśle związana z natężeniem ignorancji obecnej w jego doświadczeniu. Wszyscy jesteśmy zorientowani na poszukiwanie przyjemności i unikanie bólu. A jak powiada Nisargadatta Maharaj: "Być to cierpieć, im węższy krąg moich samo-identyfikacji, tym większe cierpienie powodowane przez pożądanie i lęk". Ta wyśmienita i zwięzła sentencja jest ekspresją inteligencji ariya, inteligencji nie posiadanej przez zwykłego człowieka. Człowiek bez wglądu w Cztery Szlachetne Prawdy,  bierze swe istnienie - koncepcję "jestem" za fakt absolutny, i co najwyżej może stawiać sobie pytanie: "być albo nie być"?".  Dopiero wraz wglądem we współzależne powstawanie i rozpoznaniem cogito ergo sum jako opisu fundamentalnego błędu czynionego przez zwykłego człowieka - puthujjanę - pojawia się u nas właściwa skala przyjemności i bólu.

Cóż zatem możemy zrobić  zanim taki wygląd się u nas pojawi?  Nic innego jak tylko zaakceptować to że "jesteśmy" i rozpoznać że wszelka samo-identyfikacja z wynikającą z niej tożsamością niesie z sobą sprzeczność, "absolutność" postawy "jestem" jest nie do pogodzenia z wszelką temporalną samo-identyfikacją. Innymi słowy należy zaadoptować postawę "to nie moje, tym nie jestem,  to nie moje ja".

Jak zauważył czcigodny Nanavira Thera subiektywność jest formą pasożytniczą na doświadczeniu. Oznacza to że ciało, uczucie,  percepcja,  intencje, świadomość mogą funkcjonować automatycznie, bez jakiegokolwiek agenta. W terminach organów zmysłowych doswiadczenie może być opisane jako "widzenie", "słyszenie",  interpretowanie go w terminach "ja widzę", "ja słyszę", jest samym sercem ignorancji.

Wspomnieliśmy już od różnicy pomiędzy poziomem werbalnym a samą sferą doświadczenia. O ile na poziomie logicznym zdanie może być prawdziwe, co automatycznie wyklucza jego fałszywość, to na poziomie doświadczenia dwa zdania wzajemnie logicznie się wykluczajace  mogą być prawdziwe, o ile je uporzadkujemy hierarchiczne.

"Wraz ze wzrostem zrozumienia wzrasta nasza samotność".
"Wraz ze wzrostem zrozumienia zmniejsza się nasz samotność".

Te dwa zdania pozornie się wykluczające, są oba prawdziwe, o ile zrozumiemy, że opisują one odmienne obszary doświadczenia. Pierwsze odnosi się do faktu,  że zgodnie z Nauką Buddy większość ludzi nie jest inteligentna, czy też cytując Gomeza Davilę "Inteligencja jest pociągiem, z którego tylko nieliczni nie wysiadają -jeden po drugim- na kolejnych stacjach". Zatem czym bardziej wzrasta nasze zrozumienie, tym mniej jest ludzi "w pociągu" z którymi możemy się porozumieć.

Drugie zdanie odnosi się do poziomu inteligencji ariya, niedostępnej zwykłemu człowiekowi. Sotapanna jak najbardziej może odczuwać pewną samotność opisaną przez pierwsze zdanie, tyle że wraz ze wzrostem zrozumienia, ta samotność się zmniejsza z oczywistego powodu, że wraz z zakończeniem treningu i zrealizowaniem stanu arahata, "jestem" znika i nie ma już nikogo kto mógłby odczuwać samotność.