piątek, 6 marca 2026

Koniec balu panno Lalu … ???

 




Pilny Obserwator:

Prawdziwe kłopoty szykują się w IZRAELU: „Niepokoje cywilne” ataki na policję i wojsko!

Według doniesień pochodzących z Izraela – szczególnie z Tel Awiwu i Hajfy – sytuacja wskazuje na zorganizowane nieposłuszeństwo obywatelskie i załamanie dyscypliny wojskowej.

Z ponad 200 budynkami zredukowanymi do gruzu, a system obrony żelaznej kopuły postrzegany jako całkowicie nieudany, naturalne jest, że społeczeństwo traci zaufanie do Państwa. W oparciu o obecną sytuację, wewnętrzne niepokoje wydają się mieć kilka kluczowych aspektów:

1. Starcia w wojsku i policji

Zapach buntu: doniesienia izraelskich mediów i mediów społecznościowych sugerują, że kilku rezerwistów odmówiło zgłoszenia się do służby. Ich stanowisko jest takie, że jeśli przywództwo (Netanjahu i prezydent) jest nieobecne, dlaczego mieliby ryzykować życie?

Przemoc policyjna: doszło do starć między cywilami a policją na ulicach Tel Awiwu. Ludzie protestują przeciwko brakowi udogodnień w bunkrach i rządowej „ciszy.”

2. Kryzys Przesiedleń Wewnętrznych

Z północy do centrum: z powodu ataków Hezbollahu setki tysięcy Izraelczyków przeniosło się już z obszarów północnych. Po zniszczeniu 200 budynków w Tel Awiwie, nawet wcześniej uważane za „bezpieczne” regiony Centralne są świadkami fali wewnętrznych przesiedleń, przytłaczających lokalne systemy administracyjne.

3. „Wojna psychologiczna” w bunkrach

„Kryzys psychologiczny” wspomniany w oświadczeniu nr 8 Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej podobno staje się widoczny w terenie. Podziemne bunkry w Izraelu są przepełnione, z doniesieniami o poważnych niedoborach żywności i lekarstw. Napięcia rosną, ludzie atakują się nawzajem, a wojsko stoi przed poważnymi wyzwaniami w kontrolowaniu sytuacji.

4. Próżnia polityczna i powstanie „milicji”

Pod nieobecność Netanjahu – opuścił Izrael i udał się do Niemiec, gdy rozpoczął się ostatni konflikt, grupy ekstremistyczne w Izraelu podobno zaczęły się zbroić. Grupy te podejmują decyzje niezależnie od rządu, potencjalnie popychając kraj do wewnętrznej wojny domowej.

Podsumowanie:

Izrael walczy obecnie na dwóch frontach – zewnętrznie przeciwko Iranowi i jego sojusznikom oraz wewnętrznie przeciwko upadającej strukturze krajowej. Wycofanie się lub zdystansowanie Francji i innych sojuszników podobno zadało ostateczny cios Izraelskiemu zaufaniu publicznemu.

czwartek, 5 marca 2026

Wojna Purimowa przeciwko Iranowi

 


Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja i Niemcy czują się zaszczycone, że mogą nazywać siebie „Zachodem”, ale bardziej realistyczne jest nazywanie ich państwem żydowskim w procesie, czyli „ Epsteinią” . Właśnie dowiedzieliśmy się, że prezydent Trump podjął decyzję o wypowiedzeniu wojny Iranowi już kilka tygodni temu, a pozory dyplomacji prowadzonej przez dwóch żydowskich handlarzy nieruchomościami (Witkoffa i Kushnera) w jego imieniu były niczym więcej niż nic nieznaczącym chwytem , ​​mającym na celu zajęcie Iranu do chwili Wybrańca. Jaki więc był cel dyplomatycznej pauzy Trumpa przed rozpoczęciem działań wojennych? Jest ku temu powód; dość haniebny, ale prawdziwy. Trump i jego przełożony, Bibi Netanjahu, kierowali się magią kabały. Zgodzili się przeprowadzić ten historyczny atak w szczególnie pomyślnym dniu w kalendarzu żydowskim, zwanym Szabatem Pamięci , w ostatnią sobotę przed świętem Purim. Fakty są oczywiste: międzynarodowe żydostwo zarządziło atak, a armia amerykańska rzuciła się jak posłuszne psy na żydowski gwizdek.

Wikipedia opisuje Szabat Pamięci następująco:

Szabat Pamięci, czyli Szabat Zachor (hebr. שבת זכור), to szabat bezpośrednio poprzedzający Purim. Przytaczany jest fragment z Księgi Powtórzonego Prawa 25:17-19 (na końcu Paraszy Ki Teitzei), opisujący atak Amalekitów na Żydów. W Talmudzie istnieje tradycja (rozumiana jako implikowana w samej Megillah), że Haman, antagonista w historii Purim, pochodził od Amalekitów. Odczytywany fragment zawiera przykazanie o upamiętnieniu ataku Amalekitów, dlatego podczas tego publicznego czytania zarówno mężczyźni, jak i kobiety starają się wysłuchać czytania.

Wszyscy Żydzi są nie tylko zobowiązani pamiętać tę szczególną datę upamiętniającą tę starożytną opowieść, ale są również zobowiązani do zemsty; tj. popełnienia ludobójstwa na każdym, kogo Sanhedryn nazwał Amalekitem w naszym pokoleniu. Żyd jest zobowiązany i nakazany zabić wszystkich mężczyzn, kobiety, dzieci Amalekitów, wliczając psy i koty. Małe zwierzęta, kocięta i szczenięta są często zabijane dwa tygodnie wcześniej podczas święta Tubiszwat – zwierzęta domowe są wrzucane do płonących ognisk zgodnie z sefardyjskim zwyczajem. Zwyczaje Purim (i poprzedzającego go szabatu) są notorycznie okropne, szczegółowo opisane przez Elliota Horowitza w jego Reckless Rites: Purim and the Legacy of Jewish Violence .

Marcin Luter zauważył, że Żydzi postrzegali wszystkich chrześcijańskich władców (których Żydzi uważali za swoich ciemiężców) jako współczesnych Hamanów, a zatem było to religijnym obowiązkiem, aby ich podważyć i dążyć do ich upadku. [Zauważył również, że Żydzi postrzegali Chrystusa jako podobną postać Króla/Ciążę, być może dlatego, że w Septuagincie Haman zostaje ukrzyżowany. Należy pamiętać, że Septuaginta jest greckim tłumaczeniem niesfałszowanego oryginalnego tekstu Biblii, podczas gdy współczesna Biblia hebrajska była wielokrotnie aktualizowana na przestrzeni lat przez żydowskich uczonych.]

Międzynarodowi Żydzi Netanjahu (w tym ci z izraelskiej koalicji rządowej) od dawna wypełniają swoje obowiązki zawodowe i religijne zgodnie z kabalistyczną magią. Dla nich połączenie pierwszego ciosu w Szabat Pamięci i obchodów Purim kilka dni później jest zbyt kuszące, by je pominąć. Głupcy prawdopodobnie uwierzą, że są prowadzeni z góry i w ten sposób spotka ich koniec.

Purim upamiętnia moment zamordowania 75 000 Persów przez Żydów; i nie jest przypadkiem, że to pierwszy raz, kiedy Żydzi są wyraźnie wspomniani w Biblii. To swego rodzaju historia o „ujawnieniu się” Żydów. Żydowskie opowieści zawsze przedstawiają Żydów jako niewinne ofiary i ta historia nie jest wyjątkiem. Prawdziwi Żydzi z okresu Drugiej Świątyni znali prawdę i wyryli stolicę Persji, Suzę, w „Pięknej Bramie” Świątyni, wyjaśniając, że Żydzi powinni na zawsze pamiętać o swoim czasie spędzonym w Persji. Ale Netanjahu zapomniał o tej radzie swoich legendarnych przodków.

Pierwsze bomby wojny irańskiej zrzucił Mike Huckabee, ulubiony „ambasador USA” Tel Awiwu, w wywiadzie dla Tuckera Carlsona tuż przed rozpoczęciem działań wojennych. Huckabee powiedział Tuckerowi, że Izrael ma prawo przejąć tyle Bliskiego Wschodu, ile USA będą w stanie obronić, i że nie będzie miał nic przeciwko temu.

Potem wszyscy po prostu siedzieli i czekali na magiczną datę w kalendarzu kabalistycznym. Żydzi postanowili, że w żydowski Szabat Pamięci – USA i Izrael odważnie zaatakują z zaskoczenia pokojowy, uśpiony Iran; kraj, który wciąż stara się dostosować do decyzji śledczych ONZ, wciąż prowadzi rozmowy pokojowe z dwoma Żydami, tragicznie nieświadomy historycznego znaczenia tej konkretnej daty dla Żydów. Siły atakujące śmiało zamordowały ajatollaha Alego Chameneiego, muzułmański odpowiednik katolickiego papieża. Izrael postrzega każdego nieżydowskiego przywódcę jako Hamana, a zatem jako uzasadniony cel: nasz Ron Unz wyjaśnił to w tym eseju . Żydzi lubią mordować przywódców, co wyszło z mody w czasie wojny trzydziestoletniej.

Anglia, Francja i Niemcy wykonywały rozkazy z Tel Awiwu. Oznacza to, że Żydom udało się przejąć władzę w tych krajach. Niemcy zostały zmuszone do zaakceptowania żydowskich rządów wraz z okupacją USA w 1945 roku. Teraz Niemcom nie wolno nosić palestyńskiej kefiji ani domagać się wolnej Palestyny. Francja była względnie wolna w 1960 roku, kiedy de Gaulle miał możliwość odrzucenia NATO. Z biegiem lat Żydzi zacieśnili swoją kontrolę nad mediami. Francuskie kino umarło, francuscy politycy klękali przed lordem Rothschildem, a w roku Pańskim 2026 wszystkie francuskie partie uległy całkowitej judaizacji. Marine Le Pen, ulubienica tego, co uchodzi za francuski nacjonalizm, zaaprobowała atak na Iran w Purim i promowała swojego wybranego żydowskiego następcę. Anglia zawsze była ojczyzną chrześcijańskiego syjonizmu , a Starmer jest bardzo odpowiednim szabas-gojem, reprezentującym brytyjskiego „rząd szabasowy”.


Dlaczego Żydzi są gotowi poświęcić tak wielki kapitał polityczny w zamian za wątpliwy sukces w postaci zniszczenia Iranu? Rozumiemy, dlaczego Trump tak chętnie zdradzi MAGA – ponieważ jego przeznaczeniem nie jest rozumowanie; jako dobry szabasista, musi wykonywać rozkazy z Tel Awiwu. Ale dlaczego zazwyczaj ostrożni Żydzi mieliby to zrobić? Chodziło o lśniącą chwałę meczetu Al-Aksa, który musi zostać zniszczony , aby wznieść Trzecią Świątynię, ostateczne pragnienie Żydów. A Iran jest jedynym krajem na świecie, który by na to nie pozwolił. Wszystkie inne państwa muzułmańskie były zastraszone i wykonywają rozkazy USA.

Od momentu podstępnego ataku na Iran, meczet El-Aksa został zamknięty przez armię izraelską, a palestyńscy muzułmanie nie mogą już do niego wchodzić. W trakcie postu ramadanowego jest to szczególnie bolesne dla wierzących. Historia meczetu El-Aksa i żydowskich działań zmierzających do jego zniszczenia jest długa.

Pisałem o tym wcześniej w książce „ The Cornerstone of Violence” .

Żeby streścić, zacytuję:

„Wielu Żydów i ich chrześcijańsko-syjonistycznych sojuszników wierzy, że cenne piękno Haram a-Sharif, meczety jerozolimskie z VII wieku powinny zostać zniszczone, a na ich ruinach powinna zostać wzniesiona żydowska świątynia. Dlaczego tak się dzieje? Ludzie przedstawiają różne wyjaśnienia, historyczne i eschatologiczne. Nie chodzi o jakąś sprawiedliwość historyczną ani o modlitwę, ponieważ tradycyjny judaizm zabraniał jakiejkolwiek interakcji z Górą Pańską. Niektórzy mistycy wierzą, że ten akt uczyni żydowską dominację nad światem całkowitą i nieodwracalną. To przekonanie nie jest wyłączną domeną dziwaków i dziwaków, ani nawet syjonistów, lecz powszechnym przekonaniem.

Główne media Zachodu zazwyczaj przedstawiają konflikt w kategoriach muzułmanów kontra Żydzi. Ale konflikt, widziany przez tych Żydów, to konflikt Żydów kontra pogan. W ich mniemaniu Wzgórze Świątynne to magiczny Pierścień Władzy, który powinni przyjąć, gdy nadejdzie właściwy czas. Jako Pierścień we „Władcy Pierścieni” Tolkiena (brytyjski profesor był bardzo uczonym człowiekiem), powinien on przynieść Mesjasza. Dla żydowskich mistyków ten Mesjasz nie jest chrześcijańskim Mesjaszem. W ich księgach Mesjasz nie jest łagodnym Jezusem z przesłaniem dla całej ludzkości. Ich Mesjasz na zawsze zniewoli narody ziemi i uczyni Naród Wybrany panami wszechświata. Ich Mesjasz, Pan Zniewalający Ludy Ziemi, jest Antychrystem z proroctw.

Arabowie spoza Ziemi Świętej zostali ujarzmieni i nie przejmują się tym zbytnio. Muzułmanie na całym świecie są bezlitośnie atakowani przez globalne firmy medialne kierowane przez Żydów. Palestyńczycy są mordowani za swoją miłość do meczetu Al-Aksa (wojnę w Strefie Gazy Palestyńczycy nazywają „potopem Al-Aksa”). Jedyny prawdziwy opór stawił Iran, na czele z perskimi teologami, którzy doskonale rozumieli kontrowersje związane ze Wzgórzem Świątynnym. Oczywiście Iran musiał zostać zbombardowany w święto Purim.

Oczywiście takiemu aktowi świętowania powinien towarzyszyć kabalistyczny rytualny rytuał krwawej ofiary z młodych dziewcząt, jak opisano w Aktach Epsteina. Ta żydowska praktyka religijna została natychmiastowo osiągnięta, gdy zamordowano ponad sto uczennic i celowo zaatakowano 14-miesięczną wnuczkę zmarłego ajatollaha.


Taki jest los Persji, ginącej pod jarzmem Lwa Judy (izraelski kryptonim Operacji Ryczący Lew ). Ale jak poradzą sobie chrześcijanie, wkraczając na arenę z tak głodnym lwem? Lepiej nie współpracować z takimi bestiami, bo tańcząc z diabłem, zasługujemy na wszystko, co los nam zgotuje. Czy powinniśmy przejrzeć kabalistyczny kalendarz, aby znaleźć magiczną datę, kiedy żydowskie jarzmo zostanie założone na nasze szyje? Widzimy, jak islam może być otwarcie znieważany przez naszych żydowskich władców. Czy naprawdę myślimy, że chrześcijaństwo jest wolne od takiego traktowania? Już teraz otwarcie określają Biblię jako „dokument antysemicki”. Wszyscy wiemy, że konflikt między islamem a chrześcijaństwem jest reżyserowany przez Żydów. Wraz z napływem dobrych, konserwatywnych muzułmanów do krajów zachodnich, szybko uczymy się, że punkty harmonii między wierzącymi islamistami a wierzącymi chrześcijanami znacznie przeważają nad tym, co Mike Huckabee nazywa „naszym judeochrześcijańskim dziedzictwem”.

Żydom kończy się czas. Nigdy nie istniało królestwo żydowskie, które przetrwałoby dłużej niż 80 lat, a rok 2028 zbliża się wielkimi krokami. Od lokalnego stowarzyszenia rodziców i nauczycieli po organizacje międzynarodowe, chrześcijanie i muzułmanie poznają się nawzajem, omijając swoich żydowskich opiekunów.

Wojna Purimowa przeciwko Iranowi

jest wyraźnym znakiem żydowskiej desperacji. Stracili już moralną wyższość, gdy zaczęli podpalać getta w Gazie. Ta najnowsza wojna żydowska to przysłowiowy krok za daleko, a kiedy Izrael upadnie, można się założyć, że spróbuje pociągnąć za sobą wszystkich innych. Pierwszym krokiem do zakończenia wojny z Iranem jest rozwiązanie ludobójstwa w Gazie. Gdy Izrael zostanie rozbrojony, cała światowa beczka prochu runie.

Wyobraźcie to sobie! Chrześcijanie i muzułmanie współpracują w imię Chrystusa, aby oczyścić szkolne biblioteki z kabalistycznych podręczników o seksie! Ukraina deportuje wszystkich żydowskich awanturników i znów stanie się spichlerzem Europy! Jerozolima stanie się protektoratem ONZ, zapewniając wszystkim religiom miejsce przy stole Ziemi Świętej! Trump może wrócić do roli zwolennika MAGA, armia USA może zostać bezpiecznie zredukowana, a fundusze zainwestowane w amerykański przemysł! Kongres może wrócić do reprezentowania narodu amerykańskiego! Zachodnie firmy będą prosperować dzięki taniej ropie naftowej dostarczanej przez naszych nowych muzułmańskich przyjaciół z Bliskiego Wschodu!

Ile innych pozytywnych scenariuszy można sobie wyobrazić, gdybyśmy tylko pozbyli się tych zgubnych Epsteinów? Ameryka dźwiga na plecach wiedźmę, a jej imię to Izrael.

Redakcja: Paul Bennet z Minnesoty.

Izrael Szamir • 2 marca 2026 unz/ishamir/the-purim-war-against-iran

#'###########################################

Uważajcie na zdrajców Iranu, którzy w Polsce łamią Kodeks karny

Zachodnie media lansują na potęgę Irańczyków, którzy zhańbili się najohydniejszym czynem – zdradą ojczyzny doświadczającej brutalnej napaści bezwzględnych agresorów. Ten obrzydliwy trend dotarł także do kraju nad Wisłą, gdzie wywindowano internetowe postacie, takie jak „Irańczyk w Polsce” i „Perska w Polsce”.

Mohammadreza Rezazadeh i Reyhaneh Mansouri – bo o nich mowa – aktywnie działają w Internecie i wypowiadają się dla polskojęzycznych mediów głównego ścieku, gdzie z entuzjazmem kibicują atakowi na ich kraj. Dorabiają do tego propagandową śpiewkę o „brutalnym reżimie ajatollahów” gnębiących swoich obywateli.

Dla przykładu Rezazadeh ubolewał w rozmowie z Wirtualną Polską, że szkoły w Iranie są jednopłciowe do końca liceum, dzieci uczone są modlitwy, a kobiety obowiązuje skromny strój. No rzeczywiście, dla wielu kobiet z Zachodu, które świecą gołym tyłkiem na Instagramie czy zarabiają krocie, sprzedając swoje ciało na OnlyFansie, to musi brzmieć strasznie.

W związku z powyższym trzeba było „wyzwolić” Irańczyków, a szczególnie „uciśnione” Iranki, za pomocą rakiet i bomb. Kiedy więc Iran został zaatakowany, zachwytom wśród zdrajców nie było końca.

NA USŁUGACH WROGÓW OJCZYZNY

Mohammadreza Rezazadeh, znany z profilu „Irańczyk w Polsce” i przedstawiający się jako Michał, wszem wobec opowiada w polskojęzycznych mediach, z jaką ulgą przyjął fakt, że Amerykanie i Izrael napadli na jego kraj. Oczywiście używa przy tym eufemizmów, nazywając to „interwencją w interesie Irańczyków”.

W celu podkręcenia emocji przywołuje liczne ofiary niedawnych zamieszek, wciskając przy tym brednie, że to irańskie władze odpowiadają za ich śmierć. Nie wspomina jednak ani słowem, że za wywołaniem potężnego chaosu na ulicach irańskich miast stały izraelskie i amerykańskie służby, co zostało już udowodnione.

Wtóruje temu Reyhaneh Mansouri, która wypłynęła w mediach społecznościowych jako „Perska w Polsce” przy okazji wspomnianych zamieszek. Komentując zaistniałą sytuację, idealnie wpasowała się w propagandę zachodniego ścieku medialnego.

Po napaści zbrojnej na Iran Mansouri udzieliła wywiadu dla TVP Info, opowiadając przed kamerą bajki o radosnych ludziach celebrujących na ulicach irańskich miast, co rzekomo miało miejsce po ataku Izraela i USA oraz zabiciu najwyższego przywódcy Iranu, ajatollaha Alego Chameneiego.

– Udało mi się porozmawiać z rodziną w Iranie, która była szczęśliwa i podekscytowana. Stwierdziłam, że jeżeli oni się cieszą, to ja też powinnam się cieszyć – mówiła w programie „Oko na Świat”.

Obok niej w telewizyjnym studio siedziała niejaka Raana Goss, która atak na Iran określiła entuzjastycznie jako „interwencję humanitarną”. Zdumiewające jak łatwo tym ludziom przychodzi zachwycać się agresją na ich kraj, kiedy będąc z dala od ojczyzny nie doświadczają żadnego zagrożenia ze strony izraelskich i amerykańskich bomb.

Nie lepiej wypadła Negar Hosseinnejad, udzielając wywiadu dla Polskiego Radia. „Tak naprawdę wszyscy czekaliśmy na ten moment od wielu tygodni. Sytuacja była bardzo napięta. Były chwile zwątpienia – czy na pewno dostaniemy pomoc ze strony Izraela czy Stanów Zjednoczonych?” – wyznała Iranka od dziesięciu lat mieszkająca w Polsce.

Tymczasem tylko w pierwszym dniu agresji na Iran – 28 lutego 2026 roku – przeprowadzono liczne ataki militarne na cele cywilne, w tym szkoły, szpitale, instalacje ratunkowe i personel medyczny. Działania te doprowadziły do śmierci setek niewinnych cywilów, w tym kobiet i dzieci, oraz do obrażeń i ran jeszcze większej liczby osób.

Jak podano w komunikacie Ambasady Iranu w Polsce: „Czyny te ewidentnie wypełniają znamiona zbrodni wojennych oraz zbrodni przeciwko ludzkości”.

Do szczególnie przerażającej masakry doszło w mieście Minab w południowo-wschodnim Iranie, gdzie w wyniku zbombardowania żeńskiej szkoły podstawowej zginęło 167 uczennic. Zabite dziewczynki były w wieku od 7 do 12 lat.

PARAGRAF ZA POCHWALANIE WOJNY

Algorytmy znają moje zainteresowania, więc telefon regularnie podrzuca mi wiadomości o tematyce irańskiej. W ten sposób dotarła do mnie kolejna rolka z wypowiedzią „Irańczyka w Polsce”. Po jej obejrzeniu zachciało mi się wymiotować, co naprawdę zdarza mi się bardzo rzadko.

Mohammadreza Rezazadeh w rozmowie z Wirtualną Polską, komentując agresję USA i Izraela na jego kraj, powiedział ohydne kłamstwo: „Więcej w nas wszystkich było radości”. Po czym bezczelnie dodał, że „Irańczycy sami o to prosili”, bo rzekomo mieli chcieć wyzwolić się spod władzy ajatollahów.

Jako dziennikarka pojechałam do Iranu trzykrotnie, z czego dwa razy byłam tam w ostatnich miesiącach. Wiele razy słyszałam od samych Irańczyków ogromne obawy, że ich kraj zostanie zaatakowany. W moim najnowszym filmie dokumentalnym „Druga ojczyzna Polaków” mam uwiecznione, jak Irańczycy apelują do polskich motocyklistów, którym towarzyszyłam z kamerą, żebyśmy przekazali światu, że oni nie chcą z nikim wojny, że pragną pokoju. Jestem pewna, że byli szczerzy.

Wielokrotnie rozmawiałam z Irańczykami mieszkającymi w Iranie. Nawet jeśli niektórzy z nich nie popierali rządów ajatollahów – a takie osoby też poznałam – to absolutnie nikt nie chciał interwencji z zewnątrz w wykonaniu USA i Izraela. Żaden Irańczyk kochający swój kraj nigdy w życiu nie poprze agresji na ojczyznę.

Przez lata podróżowałam do wielu państw, z których przywiozłam liczne reportaże, wywiady i wspaniałe wspomnienia. Mam znajomych i przyjaciół różnych narodowości, z którymi świetnie się dogaduję. Jednak to właśnie Iran i jego mieszkańcy zachwycili mnie w sposób szczególny. Uważam, że Irańczycy to najbardziej gościnny, otwarty, szlachetny, honorowy, dumny i przyjazny naród na świecie.

Od każdej reguły są jednak wyjątki. Przykładem są produkty medialne, takie jak „Irańczyk w Polsce” i „Perska w Polsce”, oraz im podobni. To nie tylko zdrajcy pozbawieni honoru. Oni także łamią polskie prawo. Przypominam, że art. 117 § 3 Kodeksu karnego wskazuje wyraźnie: „Kto publicznie nawołuje do wszczęcia wojny napastniczej lub publicznie pochwala wszczęcie lub prowadzenie takiej wojny, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”.

Może więc najwyższa pora, aby polskie organy ścigania dobrały się do podżegaczy wojennych. Jak ktoś zdradził już raz, to ta skłonność pozostanie w nim na zawsze. Niech więc polscy urzędnicy pamiętają o tym, kiedy Mohammadreza Rezazadeh i Reyhaneh Mansouri będą starali się uzyskać polskie obywatelstwo. W przyszłości nic takich osób nie powstrzyma także od zdrady Polski.
Agnieszka Piwar

Agnieszka Piwar 2026-03-04 Piwar.info/uwazajcie-na-zdrajcow-iranu-ktorzy-w-polsce-lamia-kodeks-karny/


Lekarski sąd kapturowy ponownie atakuje

 




W CZWARTEK 5 MARCA O GODZINIE 11:30 I 12:15 ODBĘDĄ SIĘ DWIE ROZPRAWY APELACYJNE W NACZELNYM SĄDZIE LEKARSKIM W WARSZAWIE NA UL. JANA SOBIESKIEGO 110 PRZECIWKO KATARZYNIE RATKOWSKIEJ.

Jutro (czwartek, 5 marca) rozprawy odwoławcze dr Ratkowskiej w Naczelnym Sądzie Lekarskim. Warszawa, ul. Jana Sobieskiego 110 lok. 1AU (klatka I, domofon 110). Obecność licznej publiczności wysoce wskazana.

===================================================

Lekarskie sądy „kapturowe” nadal prowadzą zmasowany atak na medyków, którzy w czasie pandemii Covid-19 odważyli się krytykować patologiczne mechanizmy podejmowania decyzji, które nie miały nic wspólnego z medycyną opartą na dowodach naukowych i przeczyły podstawowej zasadzie etycznej lekarzy primum non nocere.

Głośnym przykładem takiego „polskiego polowania na czarownice” była sprawa dr Zbigniewa Martyki. Okręgowy Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej w Krakowie wniósł o ukaranie dr n. med. Zbigniewa Martyki obwiniając go o to, że: „publicznie propagował postawy antyzdrowotne poprzez publikację własnych poglądów i wypowiedzi niezgodnych z aktualną wiedzą medyczną”. 19 grudnia 2022 r odbyła się tajna rozprawa, podczas której zapadł wyrok pozbawiający Dr Martykę prawa do wykonywania zawodu przez jeden rok. Dr Martyka opublikował w całości uzasadnienie wyroku – lektura tego dokumentu przeraża, ale też pomaga zrozumieć „logikę” śmietanki eksperckiej lekarzy i naukowców, dla których wprowadzenia zakazu chodzenia do lasów i parków oraz nakazu noszenia masek na powietrzu w czasie pandemii to rzetelna, uzasadniona, „aktualnie obowiązująca nauka”, choć nie oparta na dowodach. Sąd ubolewał, iż wypowiedzi Dr Martyki „były i nadal są szeroko komentowane i cytowane zachęcając do postaw antyzdrowotnych pomimo ewidentnej sprzeczności z podstawową, aktualną wiedzą medyczną”. Co prawda trudno powiedzieć, o jaką wiedzę sądowi chodzi – dr Martyka złożył wnioski dowodowe w postaci 700 badań naukowych (w tym tych najwyższej jakości, czyli randomizowanych oraz metaanalizy), które potwierdzają prawdziwość każdego z jego słów. Jednak skład orzekający nie ustosunkował się do tego ani jednym zdaniem, nie przywołał ani jednego materiału dowodowego, wyłączył nawet z rozprawy opinię przygotowaną przez „biegłego” Grzesiowskiego, aktualnego szefa GIS.

Innym głośnym przykładem był „proces” dr Sienkiewicz prowadzony przez tych samych wyznawców “nałóki” bawiących się w sędziów. Jednym z większych skandali tej kapturowej rozprawy było fakt, że ani biegli ani skład orzekający NSL nie odnieśli się nawet jednym zdaniem do przedstawionych przez dr Sienkiewicz 567 stron publikacji naukowych, które wcześniej NSL nakazał w trybie ekspresowym przetłumaczyć przez tłumacza przysięgłego za kwotę 40 000 zł. W tym samym czasie NSL przyjmował publikacje naukowe w języku angielskim od wyznaczonych przez siebie biegłych.

Teraz przyszedł czas na Katarzynę Ratkowską, lekarkę, która miała odwagę ostrzegać pacjentów o istnieniu niebezpieczeństwa poważnych powikłań po tzw. szczepionkach przeciw COVID-19, które wtedy wchodziły do użytku oraz leczyć pacjentów amantadyną, lekiem przeciwwirusowym, stosowany od 30 lat w leczeniu m.in. grypy, który ma również właściwości cenne dla układu nerwowego i jest stosowana w leczeniu choroby Parkinsona. Pani Ratkowska jest lekarzem psychiatrą i stosowała amantadynę w ramach swojej specjalizacji, w tzw. polekowych zespołach parkinsonowskich, miała więc doświadczenie w jej stosowaniu.

Sąd lekarski chce pozbawić doktor Katarzynę Ratkowską prawa do wykonywania zawodu lekarza na dwa lata. Podobnie jak w przypadku dr Sienkiewicz, sąd odmówił przyjęcia jako materiał dowodowy badań publikowanych w czasopismach naukowych nakazując Pani Ratkowskiej dokonanie tłumaczenia przysięgłego tych dokumentów. Nie ma to żadnego procesowego uzasadnienia poza chęcią dokuczenia lekarce. W procedurze sądowej należy odróżnić dokumenty w znaczeniu ścisłym (np. zaświadczenia lekarskie, akty stanu cywilnego, decyzje administracyjne) od materiałów dowodowych o charakterze naukowym (artykuł w „The Lancet”, „Nature”). Publikacja naukowa nie jest dokumentem urzędowym w rozumieniu art. 244 KPC czy odpowiednich przepisów KPK, wymagającym uwierzytelnienia przez tłumacz. Jest to źródło wiedzy specjalistycznej. W przypadku lekarzy – którymi są członkowie izby – język angielski jest standardem w nauce i medycynie (EBM – Evidence Based Medicine). Skład orzekający (lekarze!) posiada kompetencje do zrozumienia tekstu specjalistycznego w stopniu wyższym niż tłumacz przysięgły (filolog), który nie posiada wykształcenia medycznego i może błędnie przetłumaczyć specjalistyczne terminy medyczne.

Zgodnie z zasadą prawdy obiektywnej (art. 2 § 2 KPK w zw. z art. 112 ustawy), sąd ma obowiązek dążyć do ustalenia stanu faktycznego zgodnego z rzeczywistością. Odrzucenie kluczowego dowodu z badania naukowego tylko z powodu braku pieczęci tłumacza przysięgłego (przy jednoczesnym przedłożeniu tłumaczenia zwykłego lub posiadanej znajomości języka przez skład orzekający) może zostać uznane za naruszenie prawa do obrony oraz obowiązku wszechstronnego wyjaśnienia sprawy. Sąd, jeśli zależałoby mu na dojściu do prawdy, może na podstawie art. 193 § 1 KPK powołać biegłego lekarza danej specjalizacji, który w ramach swojej opinii dokona merytorycznej analizy zagranicznego piśmiennictwa.

Ale nie o prawdę w tym procesie chodzi. I nie chodzi tu o naukę, lecz o dyscyplinowanie i o uciszanie niepokornych lekarzy, którzy burzyli „konsensus naukowy”. Jak ujawnił w tweecie dr Basiukiewicz, kolejny z listy niepokornych lekarzy, który był oskarżony o postępowanie niezgodnie z etyką lekarską (rozumiane jako głoszenie niepoprawnych politycznie poglądów na temat pandemii koronawirusa), przewodniczący Naczelnego Sądu Lekarskiego Jacek Miarka wysłał 18 marca 2022 roku „instrukcję” do wszystkich sądów lekarskich jawnie sugerującą stosowanie jednolitej linii orzecznictwa dla spraw dotyczących wypowiedzi lekarzy „antyszczepionkowców”. W piśmie przewodniczący NIL zaleca zapoznanie się z opinią sporządzoną na potrzeby Naczelnego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej oraz Naczelnego Sadu Lekarskiego przez „zespól znakomitych prawników, a dotyczącą granic prawa lekarzy i lekarzy dentystów do korzystania z wolności słowa.

Opinia ta została sporządzoną po to, żeby można było ją wykorzystywać w postępowaniach przeciwko lekarzom „wygłaszającym publicznie wielce szkodliwe dla środowiska lekarskiego i społeczeństwa, nieoparte na żadnych faktach poglądy antyszczepionkowe.” Jej celem jest opracowanie jednolitej linii orzeczniczej dla wszystkich sądów lekarskich. Portal patrzymy.pl napisał: „Wyraźnie zaznaczoną intencją w piśmie Przewodniczącego NSL, jest uciszenie każdego lekarza, który według tej opinii przekracza granice wolności słowa. Nie ma to nic wspólnego z niezawisłością i niezależnością sędziowską, nie ma to nic wspólnego z jednolitą linią orzeczniczą, to jest po prostu presja na składy orzekające i to rozesłana „hurtowo” do wszystkich sądów. Co więcej przy takiej „instrukcji” w zasadzie nie ma potrzeby dochodzić do prawdy materialnej i ustalenia stanu faktycznego, wszystko da się załatwić opinią „wybitnych prawników” i tym wszystkim jest oczywiście wyrok skazujący dla ‘lekarzy antyszczepionkowców’.”

Ostatecznie dr Basiukiewicz został uniewinniony w całości przez Sąd Lekarski przy Okręgowej Izbie Lekarskiej w Warszawie z „zarzutów prezentowania w ostatnich 2 latach poglądów niezgodnych z zasadami Etyki Lekarza”.

Jak będzie w przypadku Pani Ratkowskiej? Trudno powiedzieć – jej „niepokorność” była dubeltowa, bo nie tylko nie bała się mówić prawdę, ale brała udział w interwencji poselskiej Grzegorza Brauna w Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego PZH, która pokazała, że urzędnicy, z pełniącym obowiązki dyrektora na czele, wykazali się szokującym brakiem wiedzy. Po tej wizycie powstał dokument, zatytułowany “Interwencja w NIZP-PZH” (z maja 2023 r.) przygotowany przez zespół polskich lekarzy i badaczy, skierowany do Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny. Dokument (naukabezcenzury.pl/interwencja-w-NIZP-PZH), który jest aneksem do wspomnianej interwencji poselskiej Grzegorza Brauna z września 2022 r., argumentuje, że szczepionki (określane jako eksperymentalne preparaty genetyczne) są niebezpieczne, powodują masowe zgony i ciężkie powikłania zdrowotne, i powinny być natychmiast wycofane. Opiera się na danych z oficjalnych źródeł, takich jak raporty Pfizer, FDA, EMA, VAERS, EudraVigilance, EuroMomo, ONS (UK) oraz badania niezależne.

Autorzy oskarżają instytucje zdrowotne o ignorowanie dowodów na szkodliwość szczepionek, mimo ich warunkowego dopuszczenia w UE i USA. Twierdzą, że preparaty te spowodowały setki tysięcy zgonów na świecie (potencjalnie zaniżone 100-krotnie z powodu niepełnego raportowania), wzrost ogólnej śmiertelności w krajach o wysokim wyszczepieniu (np. 5162% wzrost w Australii w 2022 r. vs. 2020) oraz że ponad 90% zgonów z COVID-19 dotyczy osób zaszczepionych. Podkreślają istnienie bezpieczniejszych alternatyw, takich jak iwermektyna, amantadyna, hydroksychlorochina i witamina D. Dokument wymienia liczne powikłania, w tym udary, zawały serca, zatorowość płucną, zapalenia autoimmunologiczne serca i mózgu, choroby neurologiczne, nowotwory, uszkodzenia układu odpornościowego, niepłodność, poronienia i martwe urodzenia. Dokument cytuje badania producenta szczepionek, w tym raport firmy Pfizer z lutego 2021 r. (ujawniony na mocy nakazu sądowego), dotyczący zgłoszeń o zdarzeniach niepożądanych po dopuszczeniu do obrotu, z którego wynika, że w ciągu kilku tygodni od podania szczepionki, Pfizer musiał zwiększyć zatrudnienie o 600 pełnoetatowych pracowników, aby sprostać rosnącej liczbie zgłaszanych zdarzeń niepożądanych. W ciągu 2 miesięcy firma oddała do dystrybucji nieco ponad 126 mln dawek, co skutkowało ponad 42 tysiącami zgłoszeń o zdarzeniach niepożądanych – w tym 1223 zgonami – to są dane za okres od grudnia 2020 do 28 lutego 2021! Skuteczne i bezpieczne.

Jak te represje ze strony lekarzy wobec innych lekarzy pogodzić z Kodeksem Etyki Lekarskiej? Lekarz przyrzeka w nim uroczyście „służyć życiu i zdrowiu ludzkiemu, według najlepszej wiedzy przeciwdziałać cierpieniu i zapobiegać chorobom, a chorym nieść pomoc bez żadnych różnic, takich jak: rasa, religia, narodowość, poglądy polityczne, stan majątkowy i inne, mając na celu wyłącznie ich dobro i okazując im należny szacunek, nie nadużywać ich zaufania i dochować tajemnicy lekarskiej nawet po śmierci chorego, strzec godności stanu lekarskiego i niczym jej nie splamić, a do kolegów lekarzy odnosić się z należną im życzliwością, nie podważając zaufania do nich, jednak postępując bezstronnie i mając na względzie dobro chorych, stale poszerzać swą wiedzę lekarską i podawać do wiadomości świata lekarskiego wszystko to, co uda mi się wynaleźć i udoskonalić.

Pani Katarzyno – modlimy się za Panią [md]

Mariusz Jagóra Mar 3, 2026 mariuszjagora/lekarski-sad-kapturowy-ponownie-atakuje

Prof. Mearsheimer: To Żydzi kierują tym pociągiem. Trump tylko wykonuje rozkazy

 


Czy Stany Zjednoczone i Izrael mogą wygrać wojnę z Iranem? John Mearsheimer, profesor z Uniwersytetu w Chicago, uważa, że nie.

Problemem są skrajnie nierealistyczne cele, który postawiły sobie władze obu napastniczych krajów.

Znany politolog i teoretyk realizmu ofensywnego, prof. John Mearsheimer, stwierdził, że cele, jakie postawiło sobie państwo amerykańskie, są po prostu nie do zrealizowania. – Nie ma sposobu na to, byśmy wygrali tę wojnę w jakiś znaczący sposób. Jedyne, co muszą zrobić Irańczycy, to przetrwać. Wówczas wygrają – i sądzę, że to im się uda. Moim zdaniem wpakowaliśmy się w poważne kłopoty – powiedział w rozmowie z Judge’m Napolitano na youtube.

Ekspert podkreślił, że prezydent Donald Trump nie jest w stanie przedstawić Amerykanom żadnej spójnej strategii wojny w Iranie. Bardzo szybko wskazuje zupełnie odmienne cele całej operacji.

– Szczerze mówiąc uważam, że to jest jednak bez znaczenia. Pytanie o cel zakłada, że to my kierujemy tym pociągiem. […] Prawda jest taka, że to Izraelczycy siedzą na miejscu maszynisty i kierpwcy. Tucker Carlson spotkał się z prezydentem Trumpem, a ten powiedział mu, że nie miał innego wyjścia, jak tylko iść na wojnę. […] Tuckerowi powiedziano, że to Izraelczycy kierują pociągiem, a Trump po prostu wykonuje rozkazy. Dlatego pytanie o nasze cele nie ma znaczenia. Ważne jest pytanie o cele Izraelczyków, a te są zupełnie jasne – stwierdził. 

Zdaniem Mearsheimera Żydzi próbowali wciągnąć USA w wojnę z Iranem już dwukrotnie w 2024 roku, ale administracja Bidena na to nie pozwoliła. Amerykanie bronili Izraela, kiedy dochodziło do irańskich ataków, ale nie chwycili przynęty rzucanej przez Netanjahu, by wdać się w regularny konflikt. Administracja Trumpa działa inaczej. Jak przypomniał Mearsheimer, już w 2025 roku USA zaatakowały Iran, wychodząc poza wcześniejszą strategię ograniczania się do obrony Izraela.

Profesor podkreślił, że atak na Iran jest nie do uzasadnienia na gruncie prawa międzynarodowego, ale dla Trumpa nie ma to znaczenia.

– Prezydent Trump nie przejmuje się ani prawem międzynarodowym, ani prawem krajowym w Stanach Zjednoczonych. Jest unilateralistą. Robi po prostu to, co chce. Uważa, że prawo to coś, co można zignorować, jeżeli jest to akurat wygodne – wskazał.

Żydzi jasno zakomunikowali, że ich celem jest zmiana władzy w Iranie. Taki jest też zatem cel, który realizują Amerykanie. – Mówi się o wyeliminowaniu pocisków balistycznych Iranu, o tym, żeby zniszczyć irańskie możliwości wzbogacania uranu, a ostatecznie żeby zlikwidować zdolność Iranu do wspierania Hamasu, Hezbollahu i Huti. Nie da się jednak osiągnąć tych rzeczy bez wcześniejszej zmiany rządu. Musi powstać nowy rząd, który zdecyduje, że nie będzie tworzyć pocisków balistycznych, wspierać Huti i Hamasu i tak dalej, nie będzie już pracować nad bronią nuklearną – powiedział.

Według Mearsheimera na tym właśnie polega problem: bo w jego ocenie zmiana władzy w Iranie jest po prostu kompletnie nierealistyczna.

Mearsheimer wskazał, że zmiana władzy wymagałaby osadzenia w Iranie kogoś, kto byłby w stanie rządzić krajem zgodnie z interesami Izraela – ale nikogo takiego nie ma. Jedyną propozycją jest przekazanie władzy w ręce szacha, ale to skrajnie trudny scenariusz, jako że szach nie ma poparcia w kraju. Byłby znienawidzony.

Profesor uważa też, że USA zaangażowały się w wojnę z Iranem pod wpływem nacisków Izraela oraz syjonistycznego lobby. – Trump jest pod ogromną presją ze strony lobby. Jeżeli spojrzymy na jego zespół negocjacyjny, to zobaczymy tam jego zięcia Jareda Kushnera oraz Steva Witkoffa jako dwóch głównych negocjatorów – to właśnie oni reprezentują USA w rozmowach z Iranem. To arcy-syjoniści. Obaj są głęboko oddani Izraelowi, to prawnicy Izraela. To pokazuje, że to nie tylko Izrael wywiera presję na Stany Zjednoczone, […], to Izrael plus lobby.

Gdyby nie to niesamowicie wpływowe lobby w USA, które wywiera nacisk na prezydenta Trumpa i jego poprzedników, mielibyśmy zarówno dziś jak i w przeszłości fundamentalnie odmienne podejście do Izraela. Traktowalibyśmy go jak normalny kraj, ale tak nie robimy – podkreślił.

pch24/prof-mearsheimer-to-zydzi-kieruja-tym-pociagiem-trump-tylko-wykonuje-rozkazy

wtorek, 3 marca 2026

Czy wulgaryzm to język diabła?



„Czym jest człowiek, że o nim pamiętasz, i czym — syn człowieczy, że się nim zajmujesz? Uczyniłeś go niewiele mniejszym od istot niebieskich, chwałą i czcią go uwieńczyłeś”. (Ps 8, 5-6)

Psalm 8 przypomina nam, że człowiek został stworzony niewiele niższym od aniołów. Skoro tak, czy nie powinniśmy dążyć do tego, by nasze zachowanie i sposób bycia odzwierciedlały tę wyjątkową godność?

 Mowa jako fundament cywilizacji chrześcijańskiej

Jednym z przejawów cywilizacji chrześcijańskiej jest kultura języka. W przeszłości ludzie, szanując swoje chrześcijańskie dziedzictwo, dbali o piękno i czystość mowy. Wulgaryzmy, przekleństwa i złorzeczenia były uznawane za oznakę moralnej degradacji. Nawet ci, którzy nie identyfikowali się z chrześcijaństwem, starali się unikać wulgarnego języka w przestrzeni publicznej.

 Upadek barier przyzwoitości

Dziś obserwujemy powszechną akceptację wulgaryzmów. Język, który dawniej uważano za niedopuszczalny, stał się normą. Przekleństwa można usłyszeć wszędzie – w przestrzeni publicznej, mediach, a nawet w obecności dzieci, duchowieństwa czy osób starszych. Brak powściągliwości i kultury języka dotyczy wszystkich grup społecznych, bez względu na wiek, płeć czy status społeczny.

Co więcej, wulgarność często bywa traktowana jako wyraz „szczerości” lub „autentyczności”. W efekcie nawet osoby religijne, konserwatywne, pro-life czy prorodzinne niekiedy posługują się wulgarnym językiem, nie dostrzegając w tym niczego niestosownego. Tymczasem cywilizacja chrześcijańska opiera się na zasadach takich jak szacunek, piękno i godność – także w mowie.

Wulgarność jako broń ideologiczna

Wulgarne słownictwo często wykorzystywane jest jako narzędzie walki ideologicznej. Osoby broniące chrześcijańskich zasad nierzadko spotykają się z agresją werbalną. Przykładem są członkowie Towarzystwa na rzecz Obrony Tradycji, Rodziny i Własności (TFP), którzy podczas publicznych akcji modlitewnych i kampanii na rzecz moralności są obrzucani wulgarnymi obelgami. Przeciwnicy cywilizacji chrześcijańskiej, nie mając racjonalnych argumentów, sięgają po język nienawiści i pogardy.

Warto zauważyć, że wulgarność często towarzyszy manifestacjom nienawiści wobec wiary i zasad chrześcijańskich. Opisy przypadków opętań i satanistycznych manifestacji wskazują, że nieczyste duchy posługują się bluźnierstwami i wulgaryzmami. Można więc powiedzieć, że wulgarność jest językiem sprzecznym z tym, do czego Bóg powołał człowieka.

 Dlaczego język się degraduje?

Przyczyn wzrostu wulgarności w przestrzeni publicznej jest wiele:

Zanikanie barier przyzwoitości – W przeszłości przeklinanie było surowo piętnowane. Dziś jest powszechnie akceptowane, a nawet promowane w mediach i popkulturze.

Kultura nihilizmu i moralnego relatywizmu – Społeczeństwa, które aprobują aborcję, pseudomałżeństwa czy pornografię, tracą wrażliwość na piękno i znaczenie ludzkiego życia. Gdy brak troski o duszę, zanika też troska o język.

Niedbałość w codziennym życiu – Ubiór i sposób bycia często odzwierciedlają podejście do języka. Kultura niedbałości i braku estetyki sprzyja używaniu wulgarnego słownictwa.

Odrzucić współczesną wulgarność

Jako chrześcijanie jesteśmy wezwani do życia w sposób, który uwielbia Boga. Święty Paweł pisał: „Odrzućcie to wszystko: gniew, zapalczywość, złość, znieważanie, haniebną mowę od ust waszych!” (Kol 3,8). Powinniśmy zatem dążyć do czystości języka, unikając wulgaryzmów i zachęcając innych do kultury słowa.

Święty Klemens Aleksandryjski mówił:

„To, co wychodzi z ust, kala człowieka – pokazuje, że jest nieczysty, pogański, niewytrenowany, rozwiązły, a nie wybrany, właściwy, honorowy i umiarkowany”.

W dobie upadku kultury języka warto na nowo odkryć jego piękno i znaczenie. Nie pozwólmy, aby współczesna wulgarność oderwała nas od Boga i od godności, do której zostaliśmy stworzeni.

Źródło artykułu: www.tfp.org

Trucizna na Talerzu: Skąd Wzięły się Choroby Cywilizacyjne i Kto za to Odpowiada?

 

Koncerny Spożywcze Na Ławie Oskarżonych — Precedensowy Pozew w San Francisco W grudniu 2025 roku miasto San Francisco złożyło pozew zbiorowy przeciwko największym producentom ultraprzetworzonej żywności — Coca-Coli, Nestlé i innym — oskarżając ich bezpośrednio o wywołanie epidemii chorób metabolicznych. Prof. Kim Newell-Green z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco skomentowała: „Coraz więcej badań wskazuje powiązania…

============================================

Artykuł analityczny z perspektywy nauk o żywieniu, biochemii i zdrowia publicznego

Kiedy Zaczęła Się Epidemia?

Przez większość historii ludzkości rak był rzadkością. Cukrzyca typu 2 była niemal nieznana, choroby zapalne jelit nieobecne w podręcznikach medycznych, a otyłość — przywilejem nielicznych, nie plagą dziesiątkującą całe populacje. Przełom nastąpił w drugiej połowie XX wieku, a jego epicentrum było tam, gdzie zrodziła się przemysłowa rewolucja żywnościowa: w Ameryce Północnej i Europie Zachodniej. To nie przypadek. To skutek systematycznego przestawiania ludzkiego metabolizmu na paliwo, do którego przez miliony lat ewolucji absolutnie nie był przygotowany.

Daty mówią same za siebie. W Stanach Zjednoczonych w latach 50. XX wieku zachorowalność na raka wynosiła ok. 180 przypadków na 100 000 osób rocznie. Dziś ten wskaźnik przekracza 440 na 100 000. Cukrzyca typu 2 dotknęła przed II wojną światową ułamek procenta populacji — dzisiaj jest nią dotkniętych ponad 10% dorosłych Polaków, a choroba Leśniowskiego-Crohna, o której jeszcze 40 lat temu nie pisano w większości europejskich podręczników, stała się jedną z chorób przewlekłych XXI wieku.

Czy to wyłącznie kwestia lepszej diagnostyki? Częściowo — ale nie w stopniu wyjaśniającym tak dramatyczny wzrost. Prawdziwa odpowiedź tkwi głębiej: w tym, co zaczęliśmy jeść, kiedy to zaczęliśmy jeść, i kto miał interes w tym, żebyśmy jedli właśnie to.

Rewolucja Przemysłowa na Talerzu

Do lat 50. i 60. XX wieku dieta przeciętnego Europejczyka i Polaka była prosta: chleb, ziemniaki, mięso, tłuszcze zwierzęce, sezonowe warzywa, nabiał. Żywność była przetworzona minimalnie — solona, kiszona, wędzona. Konserwanty były naturalne, a mikrobiom jelitowy ludzki był stale bombardowany fermentowanymi produktami, które wzmacniały barierę jelitową.

Rewolucja zaczęła się od kilku równoległych zjawisk: pojawienia się margaryny jako substytutu masła, masowej produkcji olejów roślinnych poddanych rafinacji i uwodornieniu (tłuszcze trans), gwałtownego wzrostu spożycia cukru rafinowanego, a później syropu glukozowo-fruktozowego, oraz zalania rynku ultraprzetworzoną żywnością — produktami zawierającymi dziesiątki składników chemicznych, z których wiele nigdy wcześniej nie istniało w biosferze, a co dopiero w ludzkim jelicie.

Biochemicznie skutek był przewidywalny: masowe zaburzenie mikrobioty jelitowej, chroniczne stany zapalne o niskim stopniu nasilenia (ang. low-grade inflammation), insulinooporność, zaburzona synteza neuroprzekaźników oraz — kluczowe dla onkologii — ciągła stymulacja szlaków prozapalnych takich jak NF-κB, który jest jednym z najważniejszych promotorów nowotworzenia.

Biochemia Chorób: Jak Przetworzona Żywność Niszczy Ciało

Na poziomie komórkowym i molekularnym mechanizm jest dobrze udokumentowany. Żywność ultraprzetworzona — definiowana przez klasyfikację NOVA jako produkty zawierające składniki nieużywane w tradycyjnym gotowaniu: emulgatory, stabilizatory, barwniki syntetyczne, słodziki, syropy, hydrolizowane białka — wpływa na organizm wieloma równoległymi ścieżkami.

Uszkodzenie mikrobiomu. Bariera jelitowa to nie tylko ściana mechaniczna — to złożony ekosystem bilionów bakterii, który reguluje odporność, produkcję serotoniny (90% serotoniny powstaje w jelitach), metabolizm hormonów i syntezę krótkołańcuchowych kwasów tłuszczowych odżywiających kolonocyty. Emulgatory powszechnie stosowane w przemysłowych produktach spożywczych (karboksymetyloceluloza, polisorbat 80) zaburzają ten ekosystem, zwiększając przepuszczalność jelita, co prowadzi do zjawiska „leaky gut” — przenikania fragmentów bakteryjnych do krwiobiegu i aktywacji układu odpornościowego.​

Przewlekłe stany zapalne. Badania opublikowane w „Cancer Epidemiology Biomarkers & Prevention” wskazują, że wysokie spożycie żywności ultraprzetworzonej wiąże się z o 48% wyższym wskaźnikiem zgonów z dowolnej przyczyny i o 57% wyższym wskaźnikiem zgonów z powodu nowotworów w porównaniu z osobami jedzącymi ją rzadko. Mechanizmem pośrednim jest właśnie chroniczny stan zapalny — cichy pożar w tkankach, który trwa latami i przez lata nie daje objawów, lecz konsekwentnie uszkadza DNA, telomery i mechanizmy apoptotyczne.​

Insulinooporność i nowotworzenie. Nadmiar cukrów prostych, szczególnie fruktozy, przestawia wątrobę na szlak lipogenezy de novo, prowadząc do stłuszczenia wątroby i insulinooporności. Chronicznie podwyższona insulina i IGF-1 (insulinopodobny czynnik wzrostu 1) bezpośrednio stymulują proliferację komórek i hamują apoptozę — dwa kluczowe mechanizmy nowotworzenia. Cukrzyca typu 2 nieprzypadkowo koreluje ze wzrostem ryzyka raka trzustki, jelita grubego, wątroby i nerki.

Tłuszcze trans i utlenione kwasy tłuszczowe. Oleje roślinne poddane rafinacji w wysokiej temperaturze — a szczególnie smażone wielokrotnie w tych samych tłuszczach, jak to ma miejsce w fast foodach — generują produkty utleniania kwasów tłuszczowych (aldehydy, akroleina, 4-hydroksytrans-2-nonenal), które są cytotoksyczne i genotoksyczne. To nie jest teoria — to udokumentowana biochemia.

Prof. Grażyna Cichosz:

W tym kontekście warto omówić postać, która w Polsce wywołała burzliwą debatę publiczną: prof. dr hab. inż. Grażynę Cichosz — technologa żywności i żywienia, profesora nauk rolniczych Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, absolwentkę Akademii Rolniczo-Technicznej w Olsztynie (1973), doktora nauk technicznych (1979) i autorkę kilkudziesięciu publikacji naukowych.​​

Profesor trafnie wskazała, że aktualne zalecenia żywieniowe „nie mają nic wspólnego z profilaktyką zdrowia” i że „przy niedoborach białka, witamin, związków mineralnych, zwłaszcza przy nadmiarze składników o działaniu prozapalnym, zachowanie zdrowia jest mało prawdopodobne.” To twierdzenie jest w pełni zgodne z aktualną literaturą naukową. Niedobory mikronutrientów — witaminy D3, magnezu, cynku, jodu, kwasów omega-3 — są realnym i powszechnym problemem zdrowotnym współczesnych populacji.​

Trafnie też wskazała na zjawisko, które można nazwać „konsensusem tłuszczowym” — uproszczonym przekonaniem, że wszystkie tłuszcze zwierzęce są złe, a wszystkie tłuszcze roślinne zdrowe. Ta narracja, dominująca od lat 70. XX wieku, okazała się zbyt uproszczona. Wiemy dziś, że nienasycone kwasy tłuszczowe omega-6 w nadmiarze sprzyjają prozapalnej równowadze eikozanoidów, i że kwestia jakości tłuszczu — stopień przetworzenia, utlenienie, obecność tłuszczów trans — jest ważniejsza niż proste podziały na „zwierzęce/roślinne.”​

Wskazała też na problem etykietowania żywności i ukrywania rzeczywistego składu produktów przed konsumentami, co jest problemem realnym i dobrze udokumentowanym przez europejskie instytucje konsumenckie.​

Kto Produkuje Choroby? Wielki Przemysł na Ławie Oskarżonych

Pytanie o odpowiedzialność za epidemię chorób cywilizacyjnych jest pytaniem politycznym, ekonomicznym i etycznym jednocześnie. Odpowiedź na nie pada coraz głośniej z miejsc, których trudno nie zauważyć.

W przełomowym raporcie WHO „Commercial Determinants of Noncommunicable Diseases in the WHO European Region” zidentyfikowano cztery gałęzie przemysłu odpowiedzialne za 34% wszystkich zgonów na świecie – czyli 19 milionów przedwczesnych śmierci rocznie: przemysł tytoniowy, alkoholowy, ultraprzetworzonych produktów spożywczych oraz paliw kopalnych.

Dyrektor regionalny WHO dr Hans Henri P. Kluge stwierdził wprost, że te branże „zabijają codziennie co najmniej 7 tysięcy ludzi w regionie europejskim” i jednocześnie „blokują regulacje, które chroniłyby społeczeństwo przed szkodliwymi produktami.”​

Raport opisuje mechanizm, który można nazwać „przemysłowym sabotażem zdrowia publicznego”: finansowanie badań naukowych dających wygodne wyniki, lobbowanie przeciwko regulacjom, agresywny marketing skierowany do dzieci, celowe projektowanie produktów tak, by były uzależniające (wysoka zawartość cukru, soli i tłuszczu aktywuje te same ścieżki dopaminergiczne co substancje uzależniające).​

W grudniu 2025 roku miasto San Francisco złożyło pozew zbiorowy przeciwko największym producentom ultraprzetworzonej żywności — Coca-Coli, Nestlé i innym — oskarżając ich bezpośrednio o wywołanie epidemii chorób metabolicznych. Prof. Kim Newell-Green z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco skomentowała: „Coraz więcej badań wskazuje powiązania tych produktów z poważnymi chorobami, od cukrzycy typu 2 po raka jelita grubego.” To precedens prawny, który może zmienić historię — podobnie jak proces przeciwko producentom tytoniu w latach 90. przyniósł miliardowe ugody i radykalną zmianę regulacji.​

W Stanach Zjednoczonych 70% sprzedawanych produktów spożywczych to żywność ultraprzetworzona. W Polsce odsetek ten jest niższy, ale dramatycznie rośnie z dekady na dekadę — równolegle z krzywą zachorowań na choroby metaboliczne.​

Mechanizm Władzy: Dlaczego Na To Pozwalamy?

Odpowiedź na pytanie „dlaczego na to pozwalamy?” wymaga zrozumienia kilku nakładających się mechanizmów.

Lobbing i regulacje. Wielkie koncerny spożywcze wydają setki milionów euro rocznie na lobbing w Brukseli i w stolicach państw członkowskich. W Parlamencie Europejskim przez lata blokowano wprowadzenie systemu etykietowania Nutri-Score jako obowiązkowego. Przemysł cukrowniczy w latach 60. XX wieku finansował badania naukowe, które przesunęły „winę” za choroby sercowo-naczyniowe z cukru na tłuszcz — i ta narracja zdominowała zalecenia żywieniowe przez następne 40 lat. To nie jest teoria spiskowa — to udokumentowana historia, opisana w recenzowanych artykułach naukowych w JAMA Internal Medicine w 2016 roku.

Ekonomia uzależnienia. Przetworzona żywność jest zaprojektowana tak, by być jedzoną w ilościach przekraczających fizjologiczne potrzeby. Połączenie cukru, tłuszczu i soli w proporcjach badanych przez przemysłowych chemików żywności aktywuje jądro półleżące — centrum nagrody w mózgu — w sposób analogiczny do substancji psychoaktywnych. Konsument kupujący chipsy nie jest słabym człowiekiem bez siły woli. Jest ofiarą inżynierii biochemicznej.

Eksternalizacja kosztów zdrowotnych. Koncerny spożywcze i farmaceutyczne osiągają gigantyczne zyski, natomiast koszty leczenia chorób, które ich produkty współ-powodują — chorób serca, cukrzycy, nowotworów, depresji — ponosi system publicznej opieki zdrowotnej, czyli my wszyscy jako podatnicy. To klasyczna ekonomiczna eksternalizacja kosztów negatywnych. Gdyby koncerny były zobowiązane do finansowania leczenia chorób epidemiologicznie powiązanych z ich produktami — tak jak producenci tytoniu zostali zobowiązani w USA — model biznesowy ultraprzetworzonych produktów spożywczych przestałby być opłacalny.

Konflikty interesów w nauce. Granty badawcze od przemysłu spożywczego trafiają do laboratoriów na prestiżowych uczelniach. Badania finansowane przez Coca-Colę miały pięciokrotnie wyższe prawdopodobieństwo konkluzji korzystnych dla firmy niż badania niezależnie finansowane — wykazała metaanaliza z „PLOS Medicine”. Nie chodzi o to, że każdy naukowiec bierze łapówki. Chodzi o to, że tematy badań, metodologia, a niekiedy wnioski — są subtelnie kształtowane przez interesy fundatora. To „miękka korupcja” nauki, którą trudno udowodnić, ale której wpływ na politykę żywieniową był i jest ogromny.

Czy Koncerny Powinny Płacić Za Leczenie?

Z perspektywy prawnej, etycznej i ekonomicznej odpowiedź brzmi: tak, i ruch w tym kierunku już się zaczął.

Model tytoniu jest tu precedensowy. W 1998 roku 46 stanów USA podpisało ugodę z czterema największymi producentami tytoniu na kwotę 206 miliardów dolarów, przeznaczoną na pokrycie kosztów leczenia chorób tytonio-zależnych w systemach opieki zdrowotnej. Okazało się, że prawo jest w stanie zidentyfikować związek przyczynowo-skutkowy między produktem a szkodą zdrowotną — nawet gdy producent przez dekady ukrywał wiedzę o tej szkodliwości.

W przypadku przemysłu spożywczego kluczowe prawne pytanie brzmi: od kiedy producenci wiedzieli, że ich produkty szkodzą? Dokumenty wewnętrzne kilku wielkich koncernów, upublicznione przez dziennikarzy śledczych, sugerują, że firmy takie jak Coca-Cola posiadały wewnętrzne badania wskazujące na uzależniający charakter ich produktów już w latach 80. XX wieku — i aktywnie finansowały przeciwne narracje w przestrzeni publicznej.

Pozew San Francisco z grudnia 2025 roku jest pierwszym tak bezpośrednim prawnym atakiem na przemysł ultraprzetworzonej żywności w kontekście epidemii chorób cywilizacyjnych. Jeśli zakończy się ugodą lub wyrokiem na korzyść powoda, może stać się katalizatorem podobnych procesów w Europie.​

W Polsce temat ten pozostaje marginalny. Nie istnieje żaden mechanizm prawny, który zobowiązywałby producenta żywności do partycypacji w kosztach leczenia chorób epidemiologicznie powiązanych z jego produktami. NFZ finansuje leczenie raka jelita grubego, cukrzycy, chorób serca — bez żadnego udziału firm, których produkty do tych chorób istotnie się przyczyniły.

Dlaczego Milczymy? Psychologia Zgody Na Trucie

Mechanizm psychologiczny, który utrzymuje ten system, jest subtelny, ale potężny.

Po pierwsze, efekt odroczenia szkody. Pojedyncza puszka napoju gazowanego nikomu nie robi natychmiastowej krzywdy. Choroba pojawia się po 20 latach regularnej konsumpcji. Ludzki mózg jest słabo przystosowany do wyceniania ryzyk odroczonych — reagujemy na zagrożenia bezpośrednie, nie na statystyczne prawdopodobieństwo raka za dwie dekady.

Po drugie, indywidualizacja winy. Przemysł spożywczy ogromnie inwestuje w narrację odpowiedzialności indywidualnej: „masz wolny wybór, nikt cię nie zmusza”. To przenosi odpowiedzialność systemową na barki jednostki i odsuwa od siebie odpowiedzialność za to, że określone produkty są zaprojektowane tak, by minimalizować ów „wolny wybór”.

Po trzecie, ochrona tożsamości przez konsumpcję. W nowoczesnym społeczeństwie konsumpcja jest tożsamościowa. Marki żywności są powiązane z grupami społecznymi, stylem życia, kulturą. Kwestionowanie produktów, które jemy od dzieciństwa, jest psychologicznie równoznaczne z kwestionowaniem własnej tożsamości.

Po czwarte, brak edukacji żywieniowej. W polskim systemie edukacyjnym nie ma obowiązkowego, rzetelnego przedmiotu uczącego biochemii żywienia. Dzieci uczą się historii starożytnego Rzymu, ale nie uczą się odczytywać etykiet produktów spożywczych i rozumieć, co znaczy „maltodekstryna”, „karagenan” czy „syrop glukozowo-fruktozowy”.

Co Możemy Zrobić? Między Indywidualizmem a Polityką

Na poziomie indywidualnym fundamentalne zasady są proste, choć trudne do realizacji w warunkach nowoczesnego życia: minimalizowanie żywności ultraprzetworzonej, powrót do kuchni opartej na produktach o minimalnym stopniu przetworzenia, dbałość o jakość tłuszczów, białek i bogactwo warzyw fermentowanych. To nie wymaga drogich suplementów ani ekstremalnych diet — wymaga zmiany nawyków i odrzucenia convenience food jako podstawy żywienia.

Na poziomie systemowym potrzebna jest polityczna wola, której w Polsce brakuje. Konkretne działania to: opodatkowanie żywności ultraprzetworzonej (analogiczne do podatku cukrowego, wprowadzonego w Polsce w 2021 roku, ale rozszerzonego na szerszą kategorię produktów), obowiązkowe czytelne etykietowanie z systemem Nutri-Score, zakaz agresywnego marketingu ultraprzetworzonych produktów skierowanego do dzieci, a w dalszej perspektywie — regulacje wymuszające na producentach partycypację w kosztach zdrowotnych szkód epidemiologicznie powiązanych z ich produktami.

Odpowiedzialność Bez Granic

Wracając do pytania tytułowego: od kiedy zaczęły się choroby cywilizacyjne w ich obecnej skali? Od mniej więcej połowy XX wieku, gdy przemysłowa rewolucja żywieniowa zalała rynki produktami biochemicznie obcymi dla ludzkiego metabolizmu, zmodyfikowała na masową skalę ludzki mikrobiom, i przestawiła całe populacje z żywności tradycyjnej na żywność inżynierowaną dla trwałości i uzależnienia, a nie dla zdrowia.​

Kto za to odpowiada? Odpowiedzialne są koncerny, które od dekad posiadają wiedzę o szkodliwości swoich produktów i aktywnie tę wiedzę ukrywały lub marginalizowały. Odpowiedzialny jest system polityczny, który pozwolił, by lobbing przemysłowy kształtował politykę zdrowotną. Odpowiedzialny jest świat nauki, który zbyt długo tolerował konflikty interesów finansowych.

Przypadek prof. Grażyny Cichosz jest ilustracją szerszego problemu: w przestrzeni, gdzie instytucjonalna nauka zbyt długo ignorowała słuszne niepokoje dotyczące przetworzonej żywności — zaczęły rosnąć głosy mieszające realne obserwacje z niesprawdzonymi tezami, a publiczność, słusznie nieufna wobec mainstreamu, nie jest wyposażona w narzędzia, by odróżnić jedno od drugiego. Wypełnienie tej luki rzetelną, niezależną edukacją żywieniową jest dziś jednym z najpilniejszych zadań zdrowia publicznego.

Raport WHO mówi to wprost: wielki przemysł „wykorzystuje jawne i ukryte metody w celu zwiększenia swoich zysków poprzez opóźnianie i wykolejanie polityk mających na celu poprawę zdrowia populacji.” Dopóki koszty tego procederu ponosimy zbiorowo — jako pacjenci, podatnicy i rodziny chorych — a zyski prywatyzowane są przez akcjonariuszy kilku korporacji, mamy do czynienia z jedną z największych niesprawiedliwości ekonomicznych naszych czasów. I mamy pełne prawo, a nawet obowiązek, domagać się, by to się zmieniło.​

Artykuł ma charakter analityczny i publicystyczny. Nie zastępuje indywidualnej porady medycznej ani dietetycznej

https://waweldom.com/

sobota, 28 lutego 2026

Żydowscy gangsterzy


"Na temat zorganizowanej przestępczości żydowskiej w USA istnieje spore piśmiennictwo, żeby wymienić choćby klasyczne pozycje Tough Jews, Fathers, Sons and Gangsters Richarda Cohena , Our Gang: Jewish Crime and the New York Jewish Community 1900-1940 , Jenny Weismann Joselit, „But He Was Good to His Mother”: The Lives and Crimes of Jewish Gangsters Roberta Rockaway`a, Little Man: Meyer Lansky and the Gangster Life Roberta Lacey’a (zob. bibliografię pod hasłami https://en.wikipedia.org/wiki/Jewish-American_organized_crime oraz https://de.wikipedia.org/wiki/Kosher_Nostra). Córka Lansky`ego Sandi Lansky Lombardo napisała swoją autobiografię Daughter of the King: Growing Up in Gangland.

Lansky (urodzony w 1902 roku w Grodnie jako Meier Suchowlański) i Benjamin „Bugsy” Siegel to ważne postaci mafijno-gangsterskiego podziemia żydowskiego; zwłaszcza ten pierwszy – prawdziwy geniusz finansowy i nadzwyczaj utalentowany menedżer podziemnego biznesu, jednakże ojcem-założycielem żydowskiej zorganizowanej przestępczości w USA był Arnold „the Brain” Rothstein – Lansky, Siegel, Louis „Lepke” Buchalter byli jego „uczniami”. Ten ostatni to jedyny żydowski gangster stracony przez stan Nowy Jork.

Oprócz nich mamy całą plejadę żydowskich przestępców, członków Kosher Nostry, których życiorysy stanowią bogaty materiał historyczny, mogący z łatwością posłużyć do „wykreowania narracji o gangach Izraelitów”: Irving „Puggy” Feinstein, Dutch Schultz, Abraham „Twist Kid” Reles, Harry „Pep” Strauss, Emanuel „Mendy” Weiss, Jacob „Gurrah” Shapiro, Milton Goldberg, Jake Lansky, Hyman „Red Hymie” Siegel, Meyer „Mickey” Cohen, Edward „Monk” Eastman , George Freeman, Morris „Moe” Dalitz, Louis Rothkopf, Alex „Shondor” Birns, Martin „Bugsy” Goldstein, Irving Mishel, Irving „Knadles” Nitzberg, Morris „Sheppie” Shapiro, Tom Cutty, Philip „Farvel” Kovolick, Charles Haim, Hyman „Nig Rosen” Stromberg, Albert „Tic Toc” Tannenbaum, Abner „Longie” Zwillman, Sidney „Fats” Brown, Charles „Charlie the Bug” Workman, Big Jack Zelig, Max Zweifach, Sholem Bernstein, Bernard „Lulu” Rosenkrantz, Abraham „Bo” Weinberg, Harry „Gyp the Blood” Horowitz, Samuel Stein, Moe Klemas, Abraham „Abe” Chait, Dutch Goldberg, Joe Miller, Sam Berger, Joe Berger, Benjamin „Benny” Levine, Abe Gordon, Harry „Little Lefty” Strasser, Sam Smith, Gabriel Klar, Paul „Red” Dorfman, Benjamin „Benny the Bug” Ross, Arthur „Lefty” Clark, Irving „Chink” Sherman, Teddy Ray, Samuel „Sammy Schlitz” Schlitten, Morris „Moishe” Schlitten, Abe Bernstein, Larry „The Fixer” Knohl, bracia Harry „Little Gangy” Davidoff i Willie „Big Gangy” Davidoff, Sammy Goldstein, Sol „Pork Chop” Margolies, Joseph „Doc” Stracher, Izydor „Kid Cann” Blumenfeld i jego dwaj bracia Harry i Jiddy Bloom, Israel Alderman, Shachna Itzik Birger, Abraham „Trigger Abe” Chalupowitz, Jake Guzik, Izzy Kaplan, Joseph „Nigger Joe” Lebowitz, William Lipshitz, Louis „Lefty Louie” Rosenberg, Joseph „Joe the Grease” Rosenzweig, David „Davie the Jew” Berman, Charles „King Solomon” Solomon, Oscar „The Poet” Friedman, Jacob „Yasha”, „The wandering Jew” Katzenberg, Jack „Greasy Thumb” Guzlik (doradca finansowy Ala Capone), Samuel „Red” Levine (według legendy hitman tak pobożny, że w szabat nie wykonywał wyroków śmierci).

Żydowscy mafiosi i gangsterzy pierwszych dekad XX w. tworzyli trzon amerykańskiej zorganizowanej przestępczości np. stworzony przez Sammie Cohena i kierowany przez braci Bernstein „Purple Gang” kontrolował całkowicie nielegalny biznes w Detroit, w Cleveland rządziła „Czwórka z Cleveland” – „Moe” Dalitz, Morris Kleinman, Sam Tucker i Louis Rothkopf.

Tymczasem w kinie wykreowano, głównie dzięki Ojcowi chrzestnemu i Rodzinie Soprano „narrację o włoskiej mafii”, która przesłoniła żydowską w masowej wyobraźni. Co nie znaczy, że filmy o „gangach Izraelitów” w ogóle nie powstały np. Lepke (1971) z Tony Curtisem , Bugsy ( 1991) z Warrenem Beatty i Harvey`em Keitelem, Lansky (1999) z Richardem Dreyfussem , Dawno temu w Ameryce (1984) z Robertem De Niro – znany film o młodocianych żydowskich gangsterach z Brooklynu w erze prohibicji czy Murder Inc. (1960) – film o żydowsko-włoskim syndykacie zbrodni, który w latach 1929-1941 wykonał od 400 do 1000 morderstw na zlecenie (w roli płatnego zabójcy Abrahama „Kid Twist” Relesa wystapił Peter Falk). W tym roku na ekrany kin trafił Lansky w reżyserii Eytana Rockaway`a (według niektórych krytyków nazbyt hagiograficzny – gangster bohatersko łamie kości amerykańskim „nazistom”).

Najważniejsza różnica pomiędzy włoską a żydowską mafią polegała na tym, że ta druga nie miała charakteru rodzinnego. W związku z tym nie przekazywała „interesów” potomkom, ale zdobyte majątki inwestowała w legalne biznesy, zaś dzieci wysyłała do college`ów i na uniwersytety. W konsekwencji „stara” mafia żydowska z pierwszej połowy XX wieku zanikła rozpływając się w społeczeństwie amerykańskim.

Na marginesie warto zauważyć, że mafia włoska zawsze była mitologizowana jako niezależna siła, podczas gdy np. mafia sycylijska stanowiła w rzeczywistości narzędzie w rękach klasy rządzącej (właścicieli ziemskich). Po 1945 r. we Włoszech mafię uczyniono nieformalnym uczestnikiem systemu politycznego mającym stanowić przeciwwagę dla partii komunistycznej – mafia jest z natury rzeczy antykomunistyczna, bo prowadzi biznesy i jest niezwykle przywiązana do zasad prywatnej własności.

Z artykułu Tomasza Gabisia
http://www.tomaszgabis.pl/2021/09/15/o-suwerennym-trybunale-konstytucyjnym-zydowskich-gangsterach-filozofii-oddychania-postapokalipsie-oraz-innych-sprawach-i-osobach/

Wyrwać Polskę z rąk idiotów


Naczelnym zadaniem dyplomacji jest realizacja „interesu narodowego”. Tak było, jest i będzie. Świadczy o tym obowiązuje do dziś doktryna lorda Palmerstona: „Wielka Brytania nie ma wiecznych sojuszników, ani wiecznych wrogów; wieczne są tylko interesy Wielkiej Brytanii i obowiązek ich ochrony”. Jest też przykazanie Prymasa Tysiąclecia: „Każdy naród pracuje przede wszystkim dla siebie, a nieszczęściem jest zajmowanie się całym światem kosztem własnej ojczyzny”.

Tymczasem u nas nie tylko, jak ognia unikają słów „polski interes narodowy”. Nie tylko słowa te nie przechodzą im przez gardło, ale zamiast nich mamy pilnowanie cudzych interesów kosztem własnych i przypadki działań przeciwko interesom własnego państwa.

Przemiany ustrojowe dawały nadzieję, że polski interes narodowy zostanie zdefiniowany i że będziemy myśleć jego kategoriami. Niektórzy, ci najbardziej naiwni, mieli nadzieję, że przywołana zostanie dewiza Romana Dmowskiego „Jestem Polakiem – więc mam obowiązki polskie”. Tak się nie stało. Nie tylko dlatego, że nie było woli podjęcia takiego zadania, ale dlatego, że nie było komu tego zrobić. Bo, czy można było tego oczekiwać od ludzi, którzy każde myślenie o interesach Polski zwalczali jako przejaw nacjonalizmu, od ludzi bez poczucia lojalności wobec kraju, w którym żyją, którzy – jeśli już używali tego słowa – to w formie „interes Ukrainy”, „interes Izraela”, „interes Tatarów Krymskich”?

Wiemy, że Ministerstwo Spraw Zagranicznych jest opanowane przez mniejszości narodowe, które dogadały się w Magdalence. Wiemy, jak w Polsce zostaje się ministrem. Zdradził to Władysław Bartoszewski – Geremek zapytał go: Władek, mam dla ciebie propozycję na tak lub na nie. Chcesz porządzić w MSZ? Dziwne były kryteria doboru ludzi mających bronić polskich interesów. Dostrzegł to inkryminowany Władek, obwieszczając: „Pokażcie mi taki drugi kraj w Europie, w którym w ciągu ostatnich dwóch dekad  trzech szefów dyplomacji miało żydowskie pochodzenie, jeden był honorowym obywatelem Izraela a drugi ma żonę Żydówkę”. I nie dziwi, że wykoncypowana przez niego i obowiązująca do dziś doktryna brzmi: „Polska to panna stara, brzydka i bez posagu, która nie powinna być zbytnio wybredna”.

Schedę po dyplomatycznym durniu przejął Teofil, który w pierwszym dniu urzędowania uraczył nas cymesem: „Żydzi są naszymi braćmi i musimy się z państwem Izrael identyfikować”. Bartoszewski Teofil w Sejmie reprezentuje partię chłopską, ale kiwa się tam w takt muzyki klezmerskiej i inspiruje się (tak, jak ojciec) mądrością: „Bierz, kiedy dają, tańcz, kiedy grają, uciekaj, kiedy gonią, klękaj, kiedy dzwonią”. W takiej sytuacji pytanie, czy Teofil jest godnym następcą swego ojca, poprzedźmy pytaniem: Czy idiotyzm jest dziedziczny? Dobrze komponuje się z tym powiedzenie: „Głupi mówi co wie, a mądry wie co mówi”. Niezłe określenie miał też ojciec Teofila: „dyplomatołek”.

W MSZ było – trzymając się stylistyki wieszcza – cymbalistów wielu, ale wszystkich na głowę pobił Radek Sikorski. Sytuacja międzynarodowa Polski jest niezwykle trudna. Dyplomacją powinni kierować najlepsi z najlepszych. Tymczasem Radek znaczy tylko jedno – „minister spraw przegranych”. Nasi sąsiedzi w czasach przedrozbiorowych „polskim sejmem” nazywali bezładne gadanie, dziś obiegowe staje się powiedzenie „polska dyplomacja”. Kiedyś Łukaszenko zdiagnozował, że Radkowi przydałyby się konsultacje u dobrego psychiatry. Tej trafnej diagnozy nic lepiej nie potwierdza, niż fotka Radka w łachach afgańskiego mudżahedina i jego fizjonomia: wybałuszone oczy, nerwowe tiki, głupawe uśmieszki, pokraczne miny, z których wyziera twarz wsiowego głupka.

Idealnie pasuje do niego określenie „szybciej mówi niż myśli”. Słowa te nie wyczerpują jednak jego dokonań. Nie za bardzo wypada w kontekście matołów cytować filozofów, ale Platon powiedział: „Mądrzy mówią, ponieważ mają coś do powiedzenia. Głupcy mówią, ponieważ muszą coś powiedzieć”. Jest też inne wytłumaczenie – za korzyści osobiste jest gotów służyć każdemu i nieraz proste powody rozstrzygają, po której stronie staje. Gdy był europosłem brał pieniądze od szejków z Dubaju, co nasuwało skojarzenie z popularną wówczas książką „Dziewczyny z Dubaju”, o polskich celebrytkach prostytuujących się w Emiratach.

Typowy dzień pracy Radka: Wyjmuje smartfon i tweetuje: Dać Ukrainie rakiety dalekiego zasięgu. Rosjanie mówią, że Polacy to podżegacze wojenni. A Radek? Cieszy się jak dziecko, że znowu pokazali go w telewizorze. Gdy zadziera z Elonem Muskiem, w świat idzie przesłanie: ministrem w Polsce jest „mały człowiek” i „obśliniony imbecyl”. W Monachium używa argumentu: „Trump powiesił zdjęcie Putina w Białym Domu, a ja nie mam zdjęcia Putina w domu”. W Davos słowo „Ukraina” wymienił 38 razy, równoważąc je tylko raz słowami „polski rząd”. A wydawało się, że trudno na tym polu pobić Dudę, który słowo „Ukraina” wymienił 24 razy a „Polska” dwa razy. À propos idiotów – w tymże Davos Donald Trump wygłosił: „Musimy chronić i doceniać w polityce ludzi mądrych, bo nie jest ich zbyt wielu”. I te słowa każdy polski polityk powinien umieścić sobie na biurku (lub, jak w przypadku próżniaka Tuska, powiesić sobie nad łóżkiem).

U Radka na czoło wysuwa się opanowana do perfekcji umiejętność stawania się przedmiotem kpin. Serią komediowych gagów była jego eskapada do Waszyngtonu, kiedy to „mistrz dyplomacji” strzelał sobie „selfiki” na trawniku przed Białym Domu, by przekonać, że nie jest tam persona non grata. Wyglądał przy tym, jak nastolatek turysta we wczesnym PRL-u, który udając pilota robił sobie zdjęcie wsadzając głowę w otwór w płachcie, na której namalowany był samolot. Pal licho, gdyby ośmieszył siebie, ale „minister, którego zazdrości nam cały świat” skompromitował Państwo Polskie.

Powszechna opinia głosi, że karierę zrobił dzięki wpływowej żonie, czyli globalistom. Tymczasem to twór Jarosława Kaczyńskiego, któremu inny głupek Jan Parys podszepnął, że Radek to światowiec, bo był w Afganistanu, zna obcy język i ma zagraniczną żonę. No chyba, że za ingerencję globalistów uznamy umieszczenie Radka przez „Foreign Policy”, organ prasowy amerykańskich trockistów na liście „100 czołowych myślicieli świata”.

Kolejne przykłady z półki „Idioci dyplomatyczni” poprzedźmy słowami Viktora Orbána: „Małe kraje nie mogą sobie pozwolić na głupich przywódców. To przywilej dużych krajów”. Oryginalny kanon polskiego interesu narodowego wypracował Lech Kaczyński: Żydzi mają przemożny wpływ na amerykańską politykę i jeśli zainteresujemy ich Polską, to ich interesy staną się interesem USA. Innymi słowy – im więcej Żydów w Polsce, tym większe bezpieczeństwo Polski. Kto mu tak zamieszał w głowie? Wychowawcą braci Kaczyńskich był Jan Józef Lipski, „przyjaciel” mamy, która sama przyznała, że jej synowie wychowywali się oraz kształtowali w oparciu o jego przekonania. A Lipski był masonem, który całe życie poświęcił na walkę z katolicyzmem i z polskim ruchem narodowym, a w publikacjach obarczał Polaków winą za zbyt małą ofiarność w pomaganiu Żydom w czasie okupacji. Promotorem doktoratu Jarosława był prof. Stanisław Ehrlich, stalinowski politruk w stopniu majora, o którym Kaczyński napisał, że był „jego mistrzem na równi z marszałkiem Piłsudskim”. A może, po prostu, wykonuje posługę szabesgoja, czyli – jak podaje Wikipedia – „ubogiego chrześcijanina służącego za niewielkie wynagrodzenie do wykonywania czynności, które są zakazane Żydom podczas szabatu, jak rozpalenie pieca i zmiana świec w chanuce”?

No chyba, że za robotę globalistów uznamy zaleceniastarożytnego mędrca chińskiego, który nakazywał tępić szkodników i idiotów u siebie, ale zdecydowanie popierać ich u sąsiadów. Po tę broń nasi sąsiedzi, i ci ze Wschodu i ci z Zachodu (a nawet Ukraińcy”) nie wahają się sięgać – zawsze wspierają najgłupszych, a tępią mądrych. I dlatego można odnieść wrażenie, że w całej tej krzątaninie na polskiej scenie politycznej chodzi wyłącznie o utrzymywanie określonego poziomu głupoty i wymianę, po kolejnych wyborach, jednych idiotów na drugich.

I jeszcze jedno – Kaczyńskiego, gdy bezkrytycznie poparł przewrót na Majdanie, ujawnił doktrynę, którą kierować powinno się Państwo Polskiej: „W ten sposób realizuje się marzenie śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego”. Tymczasem Majdan to była ukraińska Magdalenka, którą sfinansowali ludzie Soros, a do władzy dorwali się postsowieccy oligarchowie. Andrzej Lepper nazwał kiedyś profesora doktora Balcerowicza, prezesa NBP „idiotą ekonomicznym”. Ale czy na taki sam tytuł nie zasłużył sobie doktor Jarosław Kaczyński, który mówiąc o pomocy dla kijowskiego reżimu rzekł: „Nas stać, bo jesteśmy trzy razy bogatsi od Ukrainy”.

Idiotów nie brakowało wśród prezydentów RP. Lech Wałęsa, na spotkaniu z nowojorskimi biznesmenami radził: Jedźcie do Polski zakładać biznesy, bo tylko na głupocie Polaków można zarobić pieniądze. Gdy słyszało się Andrzeja Dudę, który strojąc głupawe miny głosił: „To się może w głowie nie mieści, że Polska wysłała taką pomoc – ale faktycznie wysłaliśmy (…) wysłaliśmy prawie że bez zastanowienia” – to musiało chodzić o idiotę. Kto mu tak we łbie zamieszał? Częsty bywalec Pałacu Prezydenckiego rabin Schudrich?

Bronisław Komorowski, przekonywał, że Korfanty lubił się z Piłsudzkim, a jego minister Grzegorz Schetyna, też absolwent studiów historycznych, że obóz w Auschwitz wyzwolili Ukraińcy (czyli strażnicy obozowi). W tym miejscu, tak na marginesie podajmy, że doktor nauk historycznych Karol Nawrocki, podczas obchodów rocznicy wybuchu Powstania Styczniowego w Wilnie podkreślił razem z Zełenskim udział w powstaniu Ukraińców. Tymczasem powstanie spacyfikowali Kozacy, a chłopstwo ukraińskie nie tyle powstańcom pomagało, co ich wyrzynało. Czyżby chciał zostać tak, jak jego poprzednik wiceprezydentem Ukrainy? I czy następnym krokiem nie będzie zgoda na wysłanie polskich żołnierzy na Ukrainę?

I czy nie lepiej byłoby, żeby przestał zajmować się polityką zagraniczną, albo zmienił doradców? W pierwszym rzędzie Sławomira Cenckiewicza, który autorytatywnie ocenił, że Tusk nie był agentem niemieckim, bo przeczytał dokumenty Stasi, które przesłali mu Niemcy (po 30 latach czekania). Ale i tak w głupocie nie pokonał Tomasza Siemoniaka, który pytany, czy  podsłuchuje go niemiecki wywiad, odpowiedział: „Po co miałby sojusznik inwigilować ministra koordynatora, jak może mnie po prostu zapytać i ja mu wszystko powiem,  tak samo on mi powie”.

„Nie ma rzeczy ważniejszej niż wsparcie dla Ukrainy. Polska nie poprze żadnej decyzji dotyczącej traktatu pokojowego, która byłaby sprzeczna z interesami Ukrainy” – ogłosił w Kijowie Donald Tusk (i tego samego dnia przelał do przepastnej kabzy Zełenskiego 6,8 miliarda). I tu pytanie: Czy można wyobrazić sobie ukraińskiego premiera oświadczającego, że nie zrobi nic sprzecznego z interesami Polski? Innymi słowy, dla Tuska najważniejsze są interesy – po pierwsze Niemiec, po drugie Niemiec, po trzecie Niemiec, a następnie interes Ukrainy. A interes Polski? Polska to nienormalność!

„Wyzwaniem na kolejne lata dla Polski jest zdefiniowanie własnych interesów. Musimy wiedzieć, czego chcemy”. To szokujące, budzące w sytuacji wielkich geopolitycznych wyzwań grozę wyznanie wygłosiła Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, ministra od funduszy unijnych. Ale na tak ważny urząd nie namaścili ją globaliści. Zrobił to Szymek Hołownia, autor słów „Putina wgnieciemy w ziemię”, dowód na to, że w Polsce nie tylko ministrem, ale marszałkiem Sejmu może zostać każdy, a którego zidiociały funkcjonariusz Onetu Janusz Schwertner powitał: Bóg faktycznie istnieje i po prostu zesłał posłom Hołownię”.

Tak głupiego rządu i tylu głąbów u władzy w historii III RP jeszcze nie było. Najważniejsze urzędy związane z bezpieczeństwem i polityką zagraniczną objęli durnie. Ministrem energii został Miłosz „Cep” Motyka. Minister edukacji nie zna się na edukacji. Minister zdrowia nie zna się na medycynie, a ministrem obrony został lekarz pediatra, który ma jeszcze mniejsze szanse na uzdrowienie armii niż chorych dzieci. Jedynym doświadczeniem zawodowy ministra rozwoju i technologii jest praca w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Pile. A premier? Nie zna się na niczym! Wszystkich lub wszystko podsumowała inna intelektualistka – Agnieszka Pomaska: Można powiedzieć, że jeśli chodzi o wybitne osobistości, to mamy w Platformie klęskę urodzaju. I tu pytanie: Czy ministrami zostali na polecenie globalistów czy premiera, który nie zna się na niczym, ale jest folksdojczem?

Nie zapominajmy też o rządzie poprzednim. Bo kim, jeśli nie niedouczonymi głupkami była ferajna Morawieckiego? Za odpowiedź wystarczy tępa, przypominająca komendanta posterunku MO w Wołominie gęba wicepremiera. Gdy na horyzoncie pojawiło się widmo gospodarczej zapaści, antykryzysową tarczą zasłaniali się: premier po studiach historycznych, minister finansów po technikum ogrodniczym, minister rozwoju po stażu w Muzeum PRL i 28-letni wiceminister finansów Piotruś, przy którego nominacji decydujące okazało się, że w licealnych czasach „był wyszczekany” i był finalistę olimpiady wiedzy o prawach człowieka.

Coś musi być „na rzeczy” w przypuszczeniach, że rolą spiskowców z Magdalenki było takie ogłupienie Polaków, żeby, nie daj Boże, nie wybrali sobie jakiegoś mądrego przywódcę. I tylko przyjmując taką hipotezę, decyzje kadrowe Tuska mają sens. Nie oznacza to, że globalistów nie ma i że Majdanu i wojny za naszą wschodnią granicą nie wywołali globaliści. Nie sposób jednak pominąć wkładu rodzimych głupków. I właśnie dlatego teoriom o „podszeptach globalistów”, o „globalnym resecie” nie zaprzecza, lecz dyskretnie powiela Donald Tusk. Bo pozwala mu to zwalać winę za nieszczęścia, które sprowadza na Polskę na innych i pozwala sumitować: Chciałem inaczej, ale te globalisty mi nie pozwalają. A jeszcze w tym wszystkim uwiarygadniają go domorośli wyznawcy teorii spiskowej o „globalistycznym spisku”.

Znamy nazwiska idiotów. Ale pamiętajmy też o tych, którzy tych idiotów wybrali. Bo największymi idiotami są wyborcy idiotów, którzy śpią przez 4 lata, a jak się budzą to tylko po to, aby zagłosować na idiotów. Pisał o tym proroczo George Orwell: „Ludzie, którzy głosują na nieudaczników, złodziei, zdrajców i oszustów, nie są ich ofiarami. Są ich wspólnikami”.

W dzisiejszej Polsce krzyżują się obce wpływy, toczy się mnóstwo potyczek a nasza „elita” polityczna składająca się z przypadkowych miernot, natrętnie podsuwa nam tezę: Nie ma wolnej Polski bez wolnej Ukrainy. Tymczasem wolnej Polski nie będzie bez wyrwaniaPolski z rąk idiotów, bez pozbycia się zidiociałego towarzystwa notorycznie przegrywających miernot, ludzi nie tylko nie myślących po polsku, ale nie myślących w ogóle.Na koniec powiedzmy: Polska nie jest biednym, pustynnym krajem. Polska nie jest nękana przez kataklizmy. Jedynym kataklizmem, jaki gnębi Polskę od lat są pospolite głupki przy władzy.

Krzysztof Baliński
https://dakowski.pl/wyrwac-polske-z-rak-idiotow/

piątek, 27 lutego 2026

Postkonserwstysta

 (...)

Postkonserwatysta, jako fundamentalistyczny sceptyk, kategorycznie wątpi w to, żeby mogła nastąpić restauracja w jakiejkolwiek dziedzinie, co nie oznacza, że uważa, iż nie należy próbować zmienić tego i owego na lepsze, przywracając to, co było, na przykład pozatykać dziury w dachu, pomalować płot, naprawić zepsuty kran, wykopać w ogródku uschnięte forsycje i posadzić nowe, pogodzić się z przyjacielem, z którym się pokłócił, odrestaurować zatarty napis na nagrobku, jeszcze raz przeczytać dobrą książkę, którą czytał dwadzieścia pięć lat temu i jeszcze raz się nią zachwycić, tylko trochę inaczej.

Postkonserwatysta przyklaśnie tezie Nietzschego, że w każdej epoce istnieje świat gnijący i świat powstający. Uściśli ją tylko, dopowiadając, że jest to jeden i ten sam świat.

Postkonserwatysta odczuwa radość z budowania, której towarzyszy świadomość, że i tak to, co buduje, kiedyś się rozpadnie, ba, od razu zaczyna się rozpadać, bo jako rzecze Ernst Jünger, świat jest w połowie budowany, a w połowie popada w ruinę. Jedyną jego ambicją jest choćby odrobinę przyczynić się do utrzymania świata w tej chwiejnej równowadze.

Postkonserwatysta bardzo by chciał, żeby świat ułożył mu się w uniwersalny ład, w ogólną całość. Ale nijak mu się ten pucel nie układa. Przeto stara się, aby choć małemu kawałkowi rzeczywistości, która jest w zasięgu jego ręki, nadać pewną formę, ład i sens, czyli zaprowadzić wokół siebie nieco mniejszy chaos. Kiedy ktoś mu zarzuci, że ten kawałek jest taki mały, stwierdza, „ale on jest”. A w duchu doda: „Ten mój mały kawałek, drogi kolego, jest większy niż cała twoja Całość, którą sławisz”.

Postkonserwatysta stanowczo odmawia uznania czasu, w którym żyje, za okres przejściowy, za coś w rodzaju „interregnum”. Uważa, że świat, w którym żyje, jest taki, jaki jest i inny nie będzie. Jego egzystencja jest w nim zanurzona po samą szyję, wkręcona w tryby konkretnego „tu i teraz”. Nie znajduje sensu w czekaniu na coś, co miałoby przyjść później. Nie uśmiecha mu się życie przejściowym półżyciem, afirmuje swój czas w elementarnym sensie, bo tylko ten czas dany mu został do życia, a śmierć i tak nie pozwoli mu doczekać niczego lepszego.

(...)

.

Postkonserwatysta bierze sobie do serca przestrogę Ernsta Jüngera: „Poruszamy się w minionych epokach lub odległych utopiach, podczas gdy teraźniejszość przemija”.

Postkonserwatysta wie, że w odległej przyszłości o czasach, w których żyje, będzie się mówiło jako o „starych, dobrych czasach”. Wyciąga z tego logiczny wniosek, że już teraz żyje w „starych, dobrych czasach”.

Postkonserwatysta uważa za prawdę najbardziej oczywistą z oczywistych, że jego świat jest naprawdę najlepszym ze wszystkich możliwych światów, a to z tego prostego powodu, że jest to jego świat.

Postkonserwatysta zgadza się z buddystą Kenem Wilberem, że nie należy historyzować tego, co dzieje się w samym człowieku. To jego własna egzystencja może być biografią upadku lub postępu, w nim samym może następować upadek i restauracja, kolejny upadek i odrodzenie, to w jego egzystencji dokonuje się progres i regres, i tak aż do śmierci, która zawsze przychodzi za wcześnie. Postkonserwatysta dopuszcza nawet mało optymistyczne założenie, że jego własna egzystencja jest tylko serią mikrokatastrof noszącą przypadkiem jego nazwisko ( jest to, rzecz jasna, „cud przypadku pełnego znaczenia”).

Postkonserwatysta za absurdalną, i szczególnie „dołującą” psychicznie, uważa koncepcję, że kiedyś świat był zaczarowany, ale potem w wyniku różnych strasznych rzeczy nastąpiło jego odczarowanie. Stawia aksjomatyczną hipotezę, że tylko od niego samego zależy, czy jego własny świat stanie się zaczarowany. Świat jest bowiem poszarzały i nudny tylko dla poszarzałych i nudnych ludzi.

Postkonserwatysta nie bierze udziału w sporze pomiędzy zwolennikami linearnej i cyklicznej koncepcji dziejów (liniowcy kontra cykliści), bo nawet swoich własnych dziejów nie potrafi ułożyć w jeden wzór.

Postkonserwatysta jest zwolennikiem kosmologii topocentrycznej, która wychodzi z założenia, że centrum wszechświata zlokalizowane jest tam, gdzie żyje człowiek, czyli obecnie i tymczasowo środkiem kosmosu jest nasza Ziemia. Natomiast centrum (płaskiej) Ziemi – tak się jakoś szczęśliwie złożyło – znajduje się w ogródku postkonserwatysty.

Postkonserwatysta uważa, że w gwiazdy najlepiej patrzeć bez teleskopu, a na liście i kwiaty bez mikroskopu.

Postkonserwatysta przedkłada wydarzenia i sytuacje ponad systemy i struktury – za Gillesem Deleuze nawet pojęcia uznaje za wydarzenia. Woli miejsca, szlaki, przejścia, enklawy, marginesy, szare strefy niż wielkie obszary; boczne, polne drogi i leśne przecinki (Lichtung) niż szosy i autostrady; preferuje skinięcia i gesty zamiast wielkich znaków i komunikatów. Wybiera trawersy zamiast prostej drogi na szczyt.

Poskonserwatysta odpowiada tym, którzy namawiają go, żeby zaczął zmieniać świat: „Chcecie zmienić świat? Zostańcie w domu!”.

(...)

Postkonserwatysta obserwuje z uwagą, jak obumierają kategorie, pojęcia i języki, jak „wszystko, co trwałe ulatnia się i rozpływa w powietrzu”, ale wie również – i tu ujawnia się jego przywiązanie do konserwatywnej antropologii – że ludzie w najgłębszych warstwach swojej egzystencji pozostają tacy sami. Postkonserwatysta wie – bo ciągle brzmi mu w uszach dobra rada udzielona mu przez makiawelistów i mistrzów realistycznej myśli politycznej: „nie patrz na maski i kostiumy, na makijaże i gesty, nie słuchaj tego, co mówią i obiecują” – że wieczne są hierarchie i dominacje, władza, polityka, walka, konflikt, panowanie, instytucje, wróg-sojusznik, zawiść, chciwość, wola mocy, nierówność: „Ci, co na dole, chcą na górę, ci, co na górze, nie chcą na dół”; „Naiwni dają, potężni biorą”; „Bądź jagnięciem, a na pewno spotkasz rzeźnika”; „Uwaga na portfele! Znowu mówią o demokracji, prawach człowieka i wrażliwości społecznej”; „Co zrobisz, kiedy ktoś cię uderzy w lewy policzek? Zależy od tego, jak silny jest ten, co uderza”; „Prawda was nie wyzwoli, ale panowanie nad środkami produkcji prawdy – i owszem”; „Praca uszlachetnia, praca jest etycznym obowiązkiem – powiedział pan do chłopa pańszczyźnianego”; „Ze sztyletem w dłoni prawią kazania o rządach Rozumu”; „Kto nie chce być kowadłem, musi być młotem”; „Dlaczego mnie tak nienawidzisz, przecież nic dobrego dla ciebie nie uczyniłem?”; „Bat określa świadomość”; „Kain i Abel – wzorcowy przykład braterstwa”; „W pozłacanej oprawie współczucia tkwi nieraz sztylet zawiści”; „Wojny wybuchają, rewolucje zwyciężają, reżimy upadają, a urzędy pozostają”; „Żelazne prawo oligarchii działa nawet w kółku różańcowym”; „W ogrzanej menażerii współczesnej kultury politycznej drapieżniki krążą czujnie wokół siebie, wymrukując chrapliwie etyczne formuły”; „Władza deprawuje, władza absolutna to bardzo fajna rzecz”; „On jest za międzyludzką solidarnością – solidarnością jego ręki z kieszenią sąsiada”; „Co to jest polityka? Kto z kim, na kogo i na co zbiera pieniądze”, „Demokratyczny rząd to najlepszy rząd, jaki sobie możesz kupić”; „Kto sam się poniża, chce być wywyższony”; „Nie otwieraj się zbyt pospiesznie na Innego, bo może mieć nóż za pazuchą”; „Posługują się pojęciami «konstytucja», «legalność», «tolerancja» jak zatrutymi sztyletami”; „Czyj chleb jesz, tego piosenkę śpiewasz”; „Deszcz pada tak samo na uczciwych i na złodziei, ale na uczciwych bardziej, bo złodzieje ukradli im parasol”.

Postkonserwatysta podejrzewa, że ogólna suma szczęścia i radości, cierpienia i bólu, przelanej krwi pozostaje w świecie zawsze taka sama. Ale wie też, że nie jest to żadna pociecha dla tych, którzy cierpią więcej niż inni, dla tych, którym przypadła w udziale większa porcja bólu, dla tych, których krew jest przelewana.

(...)

Postkonserwatysta zgadza się z twierdzeniem Ciorana, że każdy postęp implikuje regres, każdy wzlot – upadek, ale uzupełnia je: każdy regres implikuje postęp, każdy upadek – wzlot.

Postkonserwatysta przychyla się do opinii, że nie można dziś frontalnie atakować „Systemu” występując w roli rewolucyjnego – konserwatywnego lub lewicowego – samotnego bojownika. Taka postawa jest bowiem sensowna tylko wówczas, kiedy dysponuje się „obiektywnie konieczną” perspektywą przyszłości, kiedy zna się „sens historii”. On żadnego sensu historii dociec nie potrafi. Kiedy patrzy w przyszłość, widzi różne przyszłości, szczególnie, gdy chodzi o jego własną przyszłość, a ta interesuje go najbardziej. Jedyne, czego jest pewien, to to, że koniec wszystkich tych przyszłości będzie w każdym przypadku taki sam. I nie będzie to, niestety, happy end. Więc nie wie, co wybrać: konstruktywny opór czy kolaborację, pozbawioną najmniejszej choćby odrobiny entuzjazmu; przemyśliwuje intensywnie, jak by tu nie popaść w jałowy konformizm, a zarazem uniknąć pułapki równie jałowego buntu, jak wymknąć się z uścisku syjamskich braci: urzędowego optymizmu i opozycyjnego biadolenia, co zrobić, żeby nie być mówionym ani przez oficjalną nowomowę, ani przez opozycyjną, antysystemową kontrnowomowę, jaką subtelną grę prowadzić, żeby „Oni” się nie dowiedzieli, czy jest „za”, czy „przeciw”, jak balansować, na linie prawdy, żeby nie wpaść do czarnej dziury po prawej lub do czerwonej po lewej stronie. Nie bardzo wie, jak ten cel osiągnąć, jak rozwiązać tę kwadraturę koła, ale mocno się stara, usilnie poszukując Trzeciej Drogi – znów ta pokusa wielkich liter! – więc nie Trzeciej Drogi, ale trzeciej drogi lub trzeciej ścieżki, a może tylko ścieżynki, którą mógłby sobie niespiesznie wędrować – odpowiada mu bycie flaneurem, „niespiesznym przechodniem”.

(...)

Postkonserwatysta ma cichą nadzieję, że „także w naszym spodlałym świecie można wieść życie warte życia. Wystarczy, że człowiek myśli, że się nie sprzedaje, że upiera się przy swojej godności i ludziom niegodnym nie podaje nawet małego palca, również tym niegodnym spośród ofiar” (Joachim Fernau).

Postkonserwatysta, kiedy mu mówią, żeby porzucił wszelką nadzieję, wznosi toast: „Wypijmy za niebywałe powodzenie naszej beznadziejnej sprawy!”. I postanawia: „Nie mam żadnych szans, ale muszę je wykorzystać” (za Achternbuschem).

Tomasz Gabiś
https://www.tomaszgabis.pl/2009/07/13/manifiesta-postkonserwatywna/

Achternbuschem).

Tomasz Gabiś

Fragment książki Gry imperialne (Wydawnictwo Arcana, Kraków 2008). Poprawiona i rozszerzona wersja tekstu, który ukazał się [w:] „Stańczyk. Pismo postkonserwatywne” nr 40/41 (2004)

Obecnie dostępne jest drugie wydanie książki, znacznie poszerzone 915 stron!
Nie jestem postkonserwstystą, choćby z powodu tego, że istnieje dla mnie Prawda przez duże P. Nie mniej czyta się Pana Gabisia bardzo przyjemnie, powiedziałbym że to twórczość przez duże Tfu 😌

Gry imperialne. Między Imperium Europejskim a... - Tomasz Gabiś [KSIĄŻKA]