PRZEDMOWA.
Przewodnicząc niegdyś młodym Lewitom na drogach życia wewnętrznego, uzbierałem w ciągu lat kilku spory zapas materyałów, które, chociaż nie wyczerpują przedmiotu i wiele pod każdym względem pozostawiają do życzenia, przy ubóstwie wszakże naszej literatury ascetycznej, nie bez pożytku może będą dla gotujących się do świętych obowiązków kapłańskich, dla tych zwłaszcza,, którzy obcych języków nie znają.
Ożywiony tą nadzieją, a mając obecnie aż nadto wolnego czasu, zabrałem się do przejrzenia zgromadzonych materyałów, a uporządkowawszy je wedle ogólnego planu, odważam się dziś owoc mej pracy do publicznego użytku zaofiarować.
Lecz jakkolwiek książka niniejsza przeznaczona jest głównie dla Seminaryów, śmiem wszakże tuszyć, że przeczytanie jej nie będzie bez korzyści i dla starszych też współbraci, co sami już około zbawienia dusz w Winnicy Pańskiej pracują.
. Nikomu nie tajno, jak mało czasu zajęcia parafialne pasterzom zwykle zostawiają, jak ciągle obcowanie ze światem ducha gorliwości wyziębia, jak wreszcie ustawiczne udzielanie się innym, przy zaniedbaniu książki i ćwiczeń duchownych, uzbierane w Seminaryum zasoby wewnętrznego życia wyczerpuje.
Smutna to zaiste, ale aż nadto, niestety, pospolita kolej, jaką większa część parafialnego duchowieństwa od pierwiastkowej gorliwości do wyziębienia ducha przychodzi. Pozostaje wprawdzie w głębi serca wiara, pozostają dobre chęci nawet, ale, z powodu zaniedbania środków zaradczych, dusza czuje się coraz to chłodniejszą, coraz to słabszą, coraz to upadku bliższą. Kocha ona jeszcze cnotę, ale tak jak rozdwojone serce kochać jest zdolne. Pragnie ocknąć się z odręwienia, robi nawet w tym celu pewne wysiłki, ale ta żądza, te usiłowania nigdy prawie z dziedziny pragnień w dziedzinę czynu nie przechodzą; chęć zaś dobra, co nie stała się postanowieniem, co nie opanowała woli, jest jak iskierka na zgliszczach, co spotykając dokoła spopielałe tylko zarzewie, nowego pożaru wzniecić już nie potrafi. Zaledwie ją łaska Boża zapali w sumieniu, zaledwie mdłem światełkiem swojem grożącą duszy przepaść rozświeci, aleć już skała lenistwa, lub żużle namiętności słaby jej promyk tłumią, w ciemniejszym jeszcze mroku zniemożoną duszę pogrążając.
Tem śmielej, Bracia Najmilsi, odkrywam przed Wami tę wciąż krwawiącą się ranę naszego powołania, że i sam tylekroć dotknięty nią zostałem, ilekroć wedle rad innym udzielanych postępować zaniedbałem. Nie krytyka przeto i chęć potępiania przez usta moje przemawia, lecz głębokie i serdeczne współczucie, jakiem wspólność tylko cierpienia duszę natchnąć może. Bolejąc nad Wami, boleję i nad sobą razem, bo niedola Wasza moją też niedolą.
Nie przeto wszakże ręce opuszczać i niedołężnie kwilić mamy, że nas niebezpieczna niemoc trapi: im dłużej owszem w gnuśności lub zapamiętaniu trwaliśmy, tem skwapliwiej zerwać się nam trzeba z grzechowego barłogu, by znowu na wyżyny chrześciańskiej doskonałości podążać. Przecie Ten, co nas wezwać raczył wie dobrze, z jakiej ulepił nas gliny, i nie dziwi Go bynajmniej, zawsze do upadku skłonna niedołężność nasza; nie odwróci się przeto od nas, ani nas odtrąci, byleśmy ufni w miłosierdzie Jego niezwłocznie powstali, o przebaczenie i ratunek wołając. Stańmy tylko śmiało na nogi i ręce doń z ufnością wyciągnijmy, a wnet doznamy, jak łaskawy i potężny jest zarazem nasz Pan, Sędzia i Przewodnik.
Szczęśliwy będę, jeśli słowa moje staną się dla Was zachętą, światłem lub pomocą w tej zbawiennej wewnętrznego odrodzenia pracy, gdyż w tym jedynie celu przemawiam dziś do Was z głębi samotnego ustronia mego.
Was zwłaszcza, duchowne dziatki moje, którym miałem szczęście przewodniczyć niegdyś, gdyście pierwsze kroki na drodze powołania waszego stawili, z głębi kochającego Was zawsze po ojcowsku serca upraszam, byście te kartki uważnie przewertować chcieli. Może znana i sympatyczna dla Was przed laty mowa wywoła dawne wspomnienia, dawne rozbudzi uczucia; może wyciśnie Izę skruchy, łzę żalu za minioną gorliwością, a te łzy, te wspomnienia podniecą może zniemagającą wolę, rozpalą stygnącą miłość i uśpionego ducha powołania rozbudzą.
Nie sądźcie wszakże, Bracia, że w niniejszych konferencyach coś nowego, coś niezwykłego znajdziecie. Światowa tylko mądrość sili się na błyszczącą formę i zdumiewające poglądy, by wewnętrzną próżnię olśniewającą szatą przysłonić; apostoł zaś wiekuistej prawd}' za blichtrem gonić nie potrzebuje, kiedy szczere złoto pełną dłonią rozsypywać może. Dla niego aż nadto wystarczy, jeśli przy jasności i gruntowności wykładu, w głębi sumienia może sobie powiedzieć z Mistrzem: „Nauka moja nie jest moja, ale Tego, który mię posłał" (Jan VII, 16). Być wiernem echem zawsze młodego, choć odwiecznego głosu Kościoła, w przedstawieniu obowiązków kapłańskich i środków wykształcenia się na ministrów ołtarza wedle serca Bożego, — oto jedyna ambicya moja, jedyny cel tego pisma.
Wzgląd ten jednakże, iż traktowane tu przedmioty są stare i powszechnie znane, jako nie zmniejsza wewnętrznej ich wartości, tak też i od zastanawiania się nad niemi odwodzić nas nie powinien; boć i sternik przecie wzroku od igły magnesowej nie odrywa, chociaż wie dobrze, iż ona stale na północ jest zwrócona. Jako on przeto oczy ma ustawicznie w kompas utkwione, nie dlatego, by w nim zmianę jaką spodziewał się dopatrzyć, lecz by doń kierunek okrętu zastosować; tak i my, Bracia Najmilsi, nie przestawajmy nigdy za Pańskim śledzić zakonem, by wedle nieomylnych jego skazówek wszystkie objawy duchowego życia urządzić.
Co do zewnętrznego wszakże układu niniejszego dzieła, starałem się unikać wedle możności wszelkiego naśladownictwa, nadając mu, tak w całości jak i w pojedyńczych częściach własny i odrębny charakter. I nie sprzeciwia się to bynajmniej wierności wygłaszanym przez Kościół zasadom, nic o treść tu bowiem lecz o sposób jej traktowania chodzi. Jako tożsamość chrześcijańskich zasad rozmaitości w żywotach Świętych nie wyłącza, gdyż każdy z nich w inny sposób tegoż naśladuje Chrystusa; tak i niezmienność objawionego światła nie przeszkadza bynajmniej najrozmaitszemu ugrupowaniu pojedynczych jego promieni, stosownie do przedmiotu, który głównie oświecić pragniemy. Ś. Franciszek Salezy porównywa prawdy wiary do znanych powszechnie kwiatów, co choć we wszystkich zarówno kwitną ogrodach, w najrozmaitsze jednak dają się układać bukiety i wieńce, gdyż każdy ogrodnik wedle własnego urządza je smaku, tem więcej nadając im krasy i wdzięku, im głębiej w harmonię barw i kształtów wtajemniczyć się zdołał. Nie śmiem pochlebiać sobie, że ułożone tu ręką moją ewangeliczne kwiatki w równie ozdobny jak u innych wianek się uwiły, lecz że z natury swojej są one wonne i piękne, śmiało je przeto w niezdarnym nawet podaję układzie, tą pokrzepiony otuchą, iż wyrozumiałość Wasza te nieudolną rozplecie wiązankę, a ze znalezionych w niej kwiatów wdzięczniejszy i milszy sercom Waszym wianuszek uwije. Oby tylko praca moja przyczyniła się do chwaty Bożej a będzie to i dla mnie najpożądańczą też chwałą.
***
(...) Aspirant przeto do stanu duchownego winien przedewszystkiem zastanowić się poważnie nad stopniem doskonałości chrześcijańskiej w tym stanie wymaganym i jeśli znajdzie się choć jedna cnota, niezbędna dla kapłana, nad której nabyciem pracowaćby nie miał zamiaru, powinien albo skłonić wolę do zamiłowania tej cnoty, albo wyrzec się powołania. Ten zaś tylko, komu sumienie odpowie twierdząco na cały szereg pytań: czy pragniesz nabyć tę oto cnotę? może przejść bezpiecznie do roztrząsania dalszych pobudek przemawiających za i przeciw powołaniu.
Wszystkie pobudki godziwe dadzą się podzielić na przyrodzone i nadprzyrodzone; że zaś ostateczny cel człowieka jest nadprzyrodzony i urząd też apostolski do tego celu zmierza, to sama już natura rzeczy wskazuje, że i pobudki nadprzyrodzone winny mieć pierwszeństwo nad przyrodzonemi, a korzyść wieczna nad korzyścią doczesną. Gdyby n.p. kto czując się powołanym do stanu duchownego, zaniechał pójść za głosem Pańskiego wezwania przeto że ojczyzna potrzebuje obrońców, ten żleby uczynił stając pod sztandary, gdyż względy ludzkie postawiłby wyżej nad wolę Bożą i dobro doczesne nad wieczne. Człowiek zresztą z wiarą nie może wątpić, iż służąc Bogu i krajowi też najpożyteczniej służy; krzewiąc bowiem wiarę i cnotę, kładzie najtrwalsze społecznego szczęścia podwaliny, bez których wszelka materyalna pomyślność złudzeniem tylko będzie. Mówiąc o pobudkach doczesnych nie mamy bynajmniej na względzie pragnienia bogactw i rozkoszy, chociażby w zakresie godziwym, ani żadnych innych materyalnych używań, gdyż te do obowiązków żadnego stanu nie należą, a są co najwięcej godziwą jego właściwością. Pobudki te przeto w żadnym razie na wybór stanu Wpływać nie powinny, gdyż wola Boża w obowiązkach się jedynie objawią a nie w przywiązanych do obieranego stanu używaniach. Jeśli zaś w stanie małżeńskim godzi się uwzględniać zapewnienie bytu materyalnego, jako środka utrzymania rodziny i wychowania dzieci, to w stanie duchownym podobne względy nie dałyby się niczem usprawiedliwić i byłyby tylko niskiego samolubstwa dowodem. To też gdyby komu, pragnącemu wejść do Świątyni, uśmiechały się kościelne godności i beneficya, połączone ze czcią u ludzi i spokojnem życiem, przestraszały zaś spowiedzie, nauki, posługi przy chorych i w ogóle obowiązki kapłańskie, albo przywiązane do nich śluby dozgonnej czystości, — taki może być pewnym, że nie Pan Jezus go powołuje, i najlepiej uczyni, tak w interesie Kościoła jak i własnego zbawienia, jeśli w świecie pozostawszy, o zamiłowanie pospolitej chrześcijańskiej cnoty się postara.
Lecz i pomiędzy pobudkami nadprzyrodzonemi nie wszystkie jednaką wagę na szali powołania mają, i nad niemi przeto uważnie zastanowić się trzeba.
W pierwszym rzędzie tych pobudek należy umieścić pobudki, że tak rzekę, dodatnie, t.j. takie, co przedstawiają pewne niewątpliwe korzyści bądź dla chwały Bożej, bądź dla własnego lub bliźnich zbawienia, i z tego powodu za obraniem stanu przemawiają. Takiemi pobudkami, w stanie duchownym, są n.p. świętość i ważność kapłańskich obowiązków, potrzeba wiernych pracowników w Winnicy Chrystusowej, możebność szerzenia Królestwa Bożego na ziemi, ratowania od zguby grzeszników a prowadzenia do coraz to wyższej świątobliwości sprawiedliwych, bliższe obcowanie z Bogiem na ziemi i wyższy stopień chwały w Niebie. Wszystkie powyższe pobudki z natury swojej są bardzo chwalebne i dobrą już dają otuchę o powołaniu tego, co się niemi powoduje, gdyż tego rodzaju uczucia, jako nadprzyrodzone, owocem łaski tylko być mogą. W ogóle cześć i przywiązanie do obowiązków stanu, połączone z przeświadczeniem że w tym stanie najłatwiej można się zbawić, stanowią jedną z najmniej wątpliwych oznak prawdziwego powołania.
Pobudki znowu natury ujemnej są te, co trwożąc duszę i rodząc w niej obawę jakiejś straty, od powołania ją odstręczają. Tego rodzaju pobudkami powoduje się n.p. ten, co pomimo pociągu wewnętrznego i wielkiej czci dla kapłaństwa, nie chce do stanu duchownego wstąpić, przeto że nie sądzi by mógł podołać świętym jego obowiązkom, tak dla braku cnót potrzebnych i odpowiedniej nauki, jako też z powodu nieuśmierzonych namiętności, co go łatwo o upadek przyprawić mogą.
Co do tego rodzaju obaw, przewodnicy życia wewnętrznego twierdzą powszechnie, że uczucie własnej niegodności, o ile jest owocem pokory, nietylko nie powinno zatrważać przy obiorze stanu duchownego, lecz owszem koniecznym jest powołania doń warunkiem. Skoro albowiem sam Bóg sprawcą jest rzeczywistym wszelkiego dobra, człowiek zaś narzędziem tylko wszechmocności Jego, koniecznie przeto narzędzie nieudolność swą czuć winno, by samemu sobie spraw Bożych nie przypisywać. Nieufność we własne siły powolniejszymi nas czyni na Pańskie natchnienia i sprawia, iż łaska Jego szczodrzej zasilać nas może; gdy przeciwnie, zuchwałe w sobie zaufanie, przystępu łasce wzbraniając, na rychły nas i nieuchronny upadek naraża. Św. Piotr zaparł się Chrystusa, póki na samym sobie polegał, upokorzywszy się zaś i wyznawszy własną niemoc, stróżem wiary i najwyższym Pasterzem Chrystusowej Owczarni być zasłużył. „Albowiem moc w słabości doskonalszą się stawa" (II. Kor. XII, 9). Jakkolwiek wszakże uczucie własnej niegodności niezbędnem jest w sługach Kościoła i bynajmniej odwodzić nas nie powinno od obrania stanu, do którego skądinąd czujemy się być powołanymi, póki opiera się tylko na ogólnem uznaniu swej nędzy i niedostateczności, lekceważyć go jednak nie należy, skoro, porównywując obowiązki jakie przyjąć zamierzamy do posiadanych zasobów, wyraźną niestosowność dopatrujemy. Chociaż albowiem mocen jest Pan najnędzniejsze nawet naczynie kanałem łask swych uczynić, nie mamy wszakże prawa rozliczać na cuda, skoro możemy albo obowiązku me przyjąć, albo się dość na zwyczajnych drogach uzdolnić. Zbawiciel, kuszony od szatana na puszczy, mógł bezwątpienia rzucić się ze szczytu wieży, nie obraziwszy nogi o kamień; nie uczynił tego wszakże i nazwał podobnego rodzaju ufność kuszeniem Pana Boga, przeto iż nie było żadnej potrzeby do cudów się uciekać. Niemniej też kusi Pana Boga każdy, co zabiera się do stanu duchownego nie posiadając ani dostatecznej nauki, ani potrzebnych nawet do jej nabycia zdolności. Apostołów wprawdzie Duch św. w jednej chwili przekształcił i nadprzyrodzoną napełnił mądrością, ale dziś nie zwykł Pan czynić tego rodzaju cudów, które w pierwszych nawet wiekach Kościoła wyjątkowem były zjawiskiem. Nieskończony szereg świętych Ojców Doktorów i Nauczycieli Kościoła, co jako świeczniki Wiedzy dotąd nam przyświecają, przykładem swoim najwymowniejszy dają nam dowód, iż winniśmy uczynić wszystko co od nas zależy, by drogami przyrodzonemi potrzebną kapłanowi naukę zdobyć, a wówczas tylko będziemy mieli prawo ufać, iż łaska Boża dopełni to, czemu niedostateczność nasza podołać nie będzie w stanie. Ze jednak trudno być własnym sędzią, zwłaszcza w sprawie gdzie tyle czasowych i miejscowych uwzględnić trzeba okoliczności, najbezpieczniej przeto będzie, jeśli z całą prostotą i sumiennością przedstawimy obawy nasze przełożonym, a jakikolwiek będzie ich wyrok, z uległością na nim poprzestaniemy; o ile bowiem zuchwalstwem byłoby wdzierać się samowolnie na urząd nauczyciela i sędziego, pomimo iż sami czujemy jak dalece obowiązki tego urzędu siły nasze przewyższają, o tyle chwalebnem jest pokorne posłuszeństwo, co nie pozbywając się uczucia swej niegodności, ulega woli przełożonych, ufając iż użyją nas do odpowiednich uzdolnieniu naszemu posług. Przełożeni Winnicy Chrystusowej, którym Niebieski jej Sprawca powierzył wybór robotników, najlepiej są w stanie wyboru tego dokonać, gdyż posiadają odpowiednią ku temu łaskę, bez obawy przeto na ich wyroku poprzestać możemy, gdyż wówczas nie my lecz oni za wybór nasz odpowiedzą.
Co się znowu tyczy walki z pokusami, których natarczywość wielu, od doskonalszego odwodzi powołania, zapominać nie trzeba, iż niema stanu gdzieby człowiek od obowiązku poskramiania swych pożądliwości był wolny, gdyż, jak mówi Pański Cierpiący: „Bojowanie jest żywot człowieczy na ziemi" (Job. VII, 1). Mylne to niemniej jak szkodliwe mniemanie, iż niektóre tylko powołania hamulec na burzące się namiętności wkładać nakazują, jak gdyby istniał stan jaki, gdzieby Pańskie przykazania obowiązywać przestawały. Czy pycha n.p. nie tak samo prowadzi na zatracenie świeckiego jak i duchownego? Czy chciwość przestaje być grzechem, przeto że lichwiarz co się jej oddaje ślubów ubóstwa nie składał? Czy wiarołomna małżonka, przeto że nie ślubowała dziewictwa, za życie rozpustne potępioną nie będzie? Rodzaj tylko lub stopień grzechu wedle stanu się zmienia, lecz niegodziwość nigdy niegodziwością być nie przestaje. Porubstwo, cudzołostwo i świętokradztwo różne są wprawdzie występki, lecz każdy z nich jednako na potępienie wiedzie tych, co uwikławszy się w którykolwiek z nich nawrócić się i pokutować nie chcą. Myli się kto sądzi, iż dość się ożenić, by od potrzeby poskramiania cielesnych żądz być wolnym. Gdyby tak było, to złamanie wiary małżeńskiej stanowiłoby grzech wcale w społeczeństwie nieznany, czemu wszakże fakta aż nadto zaprzeczają. Owszem, doświadczenie uczy, że osoby które od dzieciństwa w doskonałej czystości żyją, mniej nierównie trapione są cielesnemi pokusami niż osoby w stanie małżeńskim żyjące; jakkolwiek bowiem małżeństwo stanowi niezaprzeczenie skuteczne od cielesnej żądzy lekarstwo, w razie wszakże nieobecności lub choroby żony, mąż pozbawiony tego środka zaradczego, więcej jest narażony na upadek niż ten co wciąż trwa w czystości dziewiczej, gdyż łatwiej jest w rzeczach ponętnych całkiem się powstrzymać niż zachować miarę. Toż samo powiedzieć można i o innych namiętnościach, które tę wspólną z ogniem mają naturę, iż odjęciem podsycających żywiołów najłatwiej zagasić się dają. Któż nie wie n.p. że nałogowi pijacy, łaską Bożą upamiętani, póty się zwykle w trzeźwości utrzymują, póki ani kropli trunku do ust nie biorą, lecz zaledwie skosztować go sobie pozwolą, wnet z większem jeszcze nieumiarkowaniem do dawnego nałogu powracają. Czytając żywoty Świętych Pustelników spostrzegamy, iż nadzieja poskromienia żywych namiętności, przez zupełne usunięcie się od świata, nie mniejszą liczbę Anachoretów zaprowadziła na pustynię, jak pociąg do życia kontemplacyjnego. Wszak i św. Paweł, choć go Anioł szatanów Wciąż policzkował, wolał raczej dany sobie bodziec ciała w cierpliwości i pokorze znosić, niż opuszczając urząd apostolski, w małżeństwie na upalenie namiętności lekarstwa szukać. Natarczywość przeto pokus nikogo od obrania doskonalszego stanu odwodzić nie powinna, skoro wyraźne znaki prawdziwości powołania w duszy swej odkryje, i skoro stateczne ma w sercu postanowienie wiernego ślubów czystości zachowania; w powołaniu bowiem, nie nasycenia, lecz lekarstwa na pożądliwości szukać trzeba. Jako osioł bicza a koń wędzidła, tak hardy upokorzeń, cielesny zaś umartwienia potrzebuje. Prawda, że ani odosobnienie od świata, ani największe nawet umartwienia od walki, nieraz zaciętej, nas nie uwolnią; lecz przecie zwycięzcy tylko wieniec sprawiedliwości jest odłożony, bez walki zaś zwycięstwa otrzymać niepodobna.
Że jednak powstanie z nałogów długiej pospolicie i wytrwałej wymaga pracy, ci przeto co przed nawróceniem swojem nałogowo w nieczyste grzechy byli uwikłani, nie wprzód do stanu wymagającego ślubów czystości zabieraćby się powinni, aż kilkuletnią próbą dadzą dostateczną wstrzemięźliwości swej rękojmię; inaczej bowiem zuchwalstwem będzie ślubować Bogu cnotę, która dotąd zawsze podeptaną była. W ogóle wszakże, pod względem namiętności, niemniej jak i pod względem uzdolnienia, najbezpieczniej jest stan duszy odkryć przed roztropnym i światłym spowiednikiem i do jego zdania z ufnością się zastosować.
Lecz jest jeszcze jedna obawa niepokojąca niekiedy serca ludzi słabej wiary, którzy zasadzając pokorę na utonieniu w tłumie i unikaniu wszelkiego wyszczególniania się od innych; sądzą iż byłoby to z ich strony niewątpliwym dowodem pychy, gdyby zamyślać chcieli o stanie powszechnie za doskonalszy mianym i do którego przywiązana jest pewna cześć u ludzi. Wedle nich najbezpieczniej jest postępować drogami utartemi, po których postępują miliony, gdyż wówczas człowiek nie ma się za lepszego od innych i łatwiej w uczuciu swej nędzy utrzymać się może. Rozumowanie to w gruncie jest tymże samym sofizmatem, którym ludzie światowi rozwiązłość swoją uniewinnić usiłują; i oni bowiem twierdzą, że idąc bitym gościńcem, po którym massy postępują, nie mają powodu kar Bożych się obawiać, boć przecie wszystkich Pan Bóg nie potępi, oni zaś gorszymi nie są od innych. W gruncie nie pokora tu działa, lecz lenistwo i wstręt do umartwienia, co się pozorami niskiego mniemania o sobie pokrywają. Lecz jak dalece teorya wstępowania w ślady tłumu daleką jest od Ewangelicznej prawdy, najlepiej wykazują te słowa Zbawiciela: „Wchodźcie przez ciasną bramę, albowiem szeroka brama i przestronna jest droga która wiedzie do żywota, a mało ich jest którzy ją nąjdują" (Mat. VII, 13). O ile zaś szukanie drogi doskonalszej nie sprzeciwia się pokorze, dostatecznie ujawnia się z tego, że Pan Jezus do wszystkich powiada: „bądźcie wy tedy doskonali, jako i Ojciec wasz Niebieski doskonałym jest" (Mat. V, 48). I znowu : „Jeśli kto chce za mną iść, niech sam siebie zaprzy i weźmie krzyż swój i naśladuje mię" (Mat. XVI, 24). Cóż zaś może być doskonalszego jak naśladować Chrystusa i stać się podobnym Ojcu Niebieskiemu? Skoro zaś Mistrz nasz i Przewodnik taką nam ukazuje drogę, to czyż godzi się nazwać pysznym tego, co po niej postępować pragnie? I dziwna byłaby, zaiste, zarzucać brak pokory tym, co zakładają całą swą ambicyę na wstępowaniu w ślady Męża boleści, trawiącego życie całe w ukryciu, ubóstwie, wzgardzie i urąganiu i przyjmującego bicze, plwanie i policzki jako należną sobie zapłatę? Czyż naśladować wzór podobny nie jest umiłować to co On umiłował i na podobny Jemu los się narazić? Są wprawdzie ludzie, co dla miłości Chrystusa i sługom Jego cześć okazują; lecz nierównie więcej jest takich, co szyderstw i zniewag im nie szczędzą i poświęceniem ich pomiatają; ten wszakże, co szczerze naśladować Mistrza usiłuje, zarówno mało sobie waży cześć jednych jak i zniewagi drugich, gdyż obrawszy
Boga za część dziedzictwa swego, Jego tylko jednego się lęka i Jemu jednemu podobać się pragnie.
Co się znowu tyczy większej trudności zbawienia się w stanie doskonalszym niż pospolitym, zarzut ten może być słusznym tylko względem niewezwanych, lecz żadnej nie ma podstawy w stosunku do tych, których Pan rzeczywiście do służby swej powołuje, gdyż, jak widzieliśmy, na drodze to właśnie powołania przygotowane są dla każdego łaski i pomoce do wiernego wywiązania się z obowiązków stanu, a tem samem i do zbawienia nam potrzebne. Me ma co lękać się o następstwa powołania, skoro wątpić nie możemy żeśmy istotnie powołani; Ten bowiem co nas wzywa łaskawy jest i wszechmogący, nie omieszka więc za rękę nas aż do zamierzonej mety doprowadzić.
Jakiekolwiek przeto trwogi i wątpliwości niepokić nas mogą, nie dajmy się niemi od doskonalszego stanu odstręczyć, lecz jako sternik wśród burzy, nie na wezbrane bałwany, lecz na igłę magnesową wciąż patrzy; tak i my, skazówki tylko woli Bożej szukajmy, nie troszcząc się o burzące się fale pokus, co bądź zewnątrz, bądź wewnątrz nas szaleją. Że zaś wola ta w głosie przedewszystkiem sumienia się wyraża, tam przeto całą baczność zwróćmy, a jeśli zastanowiwszy się gruntownie i z czystem sercem nad pobudkami co nas do służby Bożej pociągają, równie jak nad obawami, które nas od niej odwodzą, znajdziemy, iż stan duchowny przedstawia się nam jako trud święty, promienny pokojem i ubłogosławieniem, w którym chwały tylko Bożej, pożytku bliźnich i własnego zbawienia szukamy; jeśli sercem calem wcieliwszy się w Kościół, służenie mu za najwyższy poczytujemy zaszczyt, a przejęci najgłębszą czcią dla kapłańskich obowiązków, nie przypuszczamy nawet byśmy istotniejszą przysługę społeczeństwu oddać mogli nad rozbudzenie w niem ducha wiary i miłości Bożej; jeśli przy tem serce nasze na widok każdej, zwłaszcza zaś moralnej nędzy miłosierdziem się wzrusza, na wszelkie gotowe ofiary, byle utrapionym ulgę przynieść, dusza zaś w modlitwie, rozmyślaniu i badaniu prawd wiary rozkosz prawdziwą znajduje, śmiało wówczas do drzwi Świątyni kołaczmy, usługi jej swoje niosąc, zwłaszcza jeśli właściwa zwierzchność duchowna na korzyść powołania naszego zawyrokuje, gdyż są to znaki niewątpliwe, że sam Zbawiciel nas wzywa. A chociażby nam sumienie mnogość grzechów i tylekrotnie już doznaną ułomność zarzucało, nie dajmy się tem od powziętego zamiaru odprowadzić, boć nie Aniołów lecz ułomnych ludzi Pan na robotników do Winnicy swej przyzywa. Nie nędza i krewkości, lecz obłuda i zarozumiałość obrzydłe są w oczach Tego, co sam w miłosierdziu swojem nędzą się naszą przyodział, by ją tem skuteczniej poratować.
Lecz jeśli przeciwnie, po zbadaniu sumienia spostrzeżemy, iż obieramy stan duchowny dlatego tylko, że karyery światowe, które się ambicyi naszej uśmiechają, są dla nas zamknięte, pod suknią zaś kapłańską łatwiej do czci, dostatków i znaczenia dojść mamy nadzieję; jeśli sądzimy, iż Kościół wielce nam obowiązany być winien za to, że poświęcamy na jego usługi znakomite nasze zdolności i talenta; jeśli przy tem najświętsze obranego stanu obowiązki za rzecz podrzędną lub całkiem niepotrzebną poczytujemy, tak iż czas użyty na medytacye, odmawianie brewiarza i pobożne ćwiczenia uważamy za zmarnowany; jeśli przykrząc sobie cichem i ukrytem życiem seminaryjskiem, tęsknimy z upragnieniem za chwilą, kiedy zrzuciwszy przymus i zależność wstąpimy wreszcie w szranki życia publicznego, gdzie samoistnie działać będziem mogli; jeśli czynione nam przez zwierzchność duchowną uwagi i podawane rady z lekceważeniem przyjmujemy, nie wątpiąc w głębi serca, iżbyśmy lepiej od przełożonych naszych rządy sprawować potrafili; jeśli nakoniec z politowaniem spoglądamy na wiejskich plebanów, co w ubóstwie ducha i prostocie serca ubogim kmiotkom drogi zbawienia torują, marząc dla siebie kaznodziejstwo w wielkich miastach, akademickie katedry i przełoźeństwa, zanim przyjdą prałatury i mitry, — o! wówczas, Bracia mili, opuśćmy bez wahania ten święty nauk i pobożności przybytek, a zrzuciwszy suknię, której być może wstydzimy się już w świecie, wróćmy skądeśmy przyszli, gdyż nie masz wątpliwości, że nie Duch Boży wprowadził nas w te mury. Przestańmy marzyć o kapłaństwie jako o rogu obfitości, skąd nam dostatki popłyną, lub jak o podnóżku, co ma nas na widowni postawić; szukajmy raczej na drogach pospolitych odpowiednego dla usposobień naszych stanowiska, stokroć bowiem lepiej, powtarzam raz jeszcze, zostać uczciwym rzemieślnikiem lub gospodarzem w świecie, niż złym kapłanem w Świątyni.
Dotąd mówiliśmy tylko o tego rodzaju powołaniu, gdzie wezwany miłuje wolę Bożą i szuka jedynie znaków niewątpliwych, aby się o niej przekonać, gotów natychmiast pójść za usłyszanym głosem. Nie sądźcie wszakże, Najmilsi Bracia, by niewyczerpany w miłosierdziu swem Ojciec do tych się tylko synów w wyborze swym zwracał,
Którzy wezwanymi być pragną i zaszczyt służenia Bogu za szczęście sobie poczytują. Zdarza się owszem częstokroć, że uprzedzając laską wewnętrzną chęć człowieka, ściga On miłością swoją tych nawet, co w obecnej chwili najdalej są od Mego sercem i wcale służyć Mu nie pragną. Jako Szawła Zbawiciel wezwać raczył wówczas właśnie, gdy fanatyczna zawziętość jego plany prześladowania snuła; tak i wielu też innych łaska Pańskiego wezwania na manowcach światowych, a niekiedy na gościńcu jawnej bezbożności znajduje. Ze zaś wśród wrzawy płochych rozrywek trudno głos Boży usłyszeć, Pan przeto zwykł dusze takie wprzód rózgą utrapień do upamiętania przywodzić, by tem skuteczniej do otrzeźwionych z szału przemówić. O, tak, zaiste! w miłosierdziu to swojem Ojciec Niebieski nieszczęściami nas chłoszcze i na każdym kroku zawady stawia, ilekroć wsteczny powołaniu naszemu kierunek obieramy; lecz jeśli oporem naszym łaski tej nie udaremnimy, wkrótce zdroje wody żywej wytrysną dla nas z tegoż źródła, skąd piołunowa gorycz zrazu się sączyła. Ileż to dusz, co wybranem naczyniem łaski zostać miały, dawszy się niebacznie wirowi namiętności pochwycić, nie wprzód glos Pańskiego wezwania usłyszały, aż chłostą utrapień i mroźnym zawodów wichrem zwodnicza mgła urojeń przed wzrokiem ich rozwianą została, próżnię ziemskich nadziei w całej nagości rozczarowanej duszy ukazując. Szczęśliwy, kto w tem cierpkiem lekarstwie troskliwość Ojca poznając, raz na zawsze rozbrat z doczesnemi nadziejami uczyni, a nie kusząc się napróżno o sklecenie z rozbitych szczątków nowej szczęścia lepianki, mężnem sercem krzyż weźmie na ramiona i stromą obowiązków ścieżką za Mistrzem na Kalwaryę pośpieszy. Chociażby wymagana przez Ojca Niebieskiego ofiara wydawała się nam tak dziwną i wstrętną dla natury, jak dany Abrahamowi rozkaz, aby jedynaka swego na całopalnym złożył ołtarzu, stanie się ona dla nas, jak dla Abrahama, węgielnym kamieniem wiekuistego z Bogiem przymierza, byleśmy ją mężnem i ochoczem sercem złożyli. Jakkolwiek wszakże ofiara taka w skutkach jest zbawienną, niemałej wszakże odwagi i siły woli wymaga, a im dalej kto zabrnął na bezdroża, im słodszym z czary rozkoszy poił się nektarem, tem zaciętszą w głębi serca stoczyć będzie musiał walkę. Tu już przezwyciężyć przychodzi nie obawy trwożliwego sumienia, co drży wobec własnej nieudolności, lecz całe legiony ułud i ponęd, co w najczarowniejsze przyodziane szaty, przedstawiają duszy, z jednej strony wszystkie uciechy, jakie na zawsze utraci, z drugiej zaś wszystkie czekające na nią utrapienia; a gdy dusza miota się w niepewności, naprzemian tchnieniem łaski i pożądliwości porywana, szatan szepcze jej ze swej strony tę fatalną wróżbę, iż ofiara pozostanie w każdym razie jałową, bo chociażby natura zwyciężoną i poświęconą, była dzisiaj, jutro tem natarczywiej dopomni się o swe prawa, z lichwą wynagradzając sobie wyrządzoną krzywdę. Kto sam tej strasznej nie przebywał walki, niech przeczyta Wyznania św. Augustyna, a pojmie, jak łatwo zwyciężonym być można w tym boju, jeśli dusza na heroiczną nie zdobędzie się odwagę. Szczęśliwy, o! stokroć szczęśliwy, kto umocniony łaską zdradzieckie potarga sidła i z ufnością na łono Ojca się rzuci, nie na własne siły, lecz na pomoc Jego rachując. Lecz kto usłyszawszy nawet Pańskie wezwanie, zamiast otworzyć świątynię serca kołaczącemu do drzwi Oblubieńcowi, uszy dobrowolnie na głos Jego zamknie, sarkając niewdzięcznie na surowość Pańskich wyroków, co go z dóbr ziemskich ogołocić pragną; dla takiego kir żałoby zwykle w śmiertelny całun się zmienia, gdyż Pan odwraca od niego swe zasmucone oblicze, na kogo innego przenosząc swe łaski, w opuszczonej zaś od Boga duszy, jako smutny odrzuconego powołania pomnik, dręczące tylko, lecz już bezowocne zgryzoty sumienia pozostają.
Jeśli przeto i z nas kogo wezwanie Pańskie na bezdrożach zastało, jeśli kto, surową tylko chłostą upamiętany za zwodniczą ułudą szczęścia gonić zaprzestał, niechaj nie sądzi, że wszedł przez okno do Chrystusowej Owczarni, i że jest w niej złodziejem lub zbójcą. Skoro ze szczerem sercem i dobrą wolą Boga jednego w obranym stanie szuka, stanowczy rozbrat z błędami przeszłości uczyniwszy, to chociażby nawet najpiękniejsze lata życia na manowcach przepędził, niechaj z ufnością za wewnętrznym głosem idzie, boć o różnych dnia godzinach Gospodarz Winnicy robotników powołuje, i nie przeszłe, lecz obecne tylko usposobienie ich bada. Kto uznawszy swój obłęd tak całkowicie i bezwarunkowo odda się Chrystusowi jak Szaweł, lub Augustyn, ten może być pewnym, że nie w mniejszą też od nich łaskę obfitować będzie na ziemi, i niemniejszą od nich posiądzie chwałę w Niebie. Więcej powiem: chociażby który z was, Najmilsi Bracia, dla ludzkich tylko i czysto doczesnych względów do Świątyni przybył, zacności powołania swego nie pojmując, i jeśli nieodwołalne śluby już go na zawsze z Oblubienicą Chrystusową złączyły, niech i ten nie rospacza, ani sądzi, że mu nieuchronnie los złodzieja lub rozbójnika zgotowany; lecz odmieniwszy serce, niech to sprostuje dzisiaj, co tak niebacznie skoszlawił wczoraj. Wszak Pan Bóg nie stawia nikogo w niemożebności zbawienia; skoro więc nie od nas zależy stan nieodwołalny opuścić, to musi być w mocy naszej w tym stanie się zbawić. Nie napróżno św. Augustyn mówi: „jeśliś niewezwany, spraw, abyś został wezwany". Środek zaś dokonania tego ukazuje nam Piotr św., gdy woła w liście swoim (II. Piotr I, 10): „Starajcie się, żebyście przez dobre uczynki pewne czynili wezwanie i wybranie wasze." Oddajmy się tylko całem sercem Bogu, umiłujmy obowiązki naszego stanu i bądźmy im wierni, a Ten, co nie chce śmierci grzesznika, lecz aby się nawrócił i żył, skoro spostrzeże naszą dobrą wolę, nie omieszka nas wezwać, chociażbyśmy powołanymi dotąd nie byli, boć On Ojcem naszym a my Jego synami.
Niech nas przeto, Bracia, ani przeszła niewierność, ani nędza obecna, ani dotychczasowe nawet zaślepienie zbyt nie przeraża, skoro od tej chwili przeszłość naprawić postanawiamy. Śmiało tylko rzućmy się w objębia Ojca Niebieskiego, z równą prostotą, jak dziecko rzuca się w objęcia matki, a On też z miłością matki do łona swego nas przytuli i skrzydłem swej opieki osłoni. Prawda, że skażona grzechem i znarowiona złemi nałogami natura, na dawne tory ciągnąć nas nie przestanie, lecz przecie Pan z mułu ziemi ulepionego człowieka, jednem tchnieniem Ducha swojego, we własny wizerunek zamienił, wołajmy doń przeto z wiarą i ufnością, a wszechmoc Jego dziwniejszego jeszcze dokona cudu, zmieniając tchnieniem swej łaski to strupieszałe próchno, jakiem nas grzechy uczyniły, w żyjący obraz Boży, jakim są Pańscy Wybrani.