czwartek, 14 maja 2026

Realność bogów


Trudno przedstawiać coś, co dopiero powstaje. A książka ta jest ledwie zapowiedzią. Jest próbą otwarcia przestrzeni pewnych rozważań. Przestrzeni, której ogarnąć nie sposób, która więc tym samym nigdy nie zostanie zamknięta. To, w dodatku, co może się tutaj wydać niekiedy kształtem gotowym, też będzie na pewno ulegać przemianom. Jeśli bowiem czas pozwoli prowadzić rzecz dalej, dalszego ciągu nie da się teraz przewidzieć, a rozwój tematu podważy bez wątpienia wiele z zapisanych teraz zdań.

Skoro to, co jest, określiłem jako część pierwszą, powinienem odkryć całość zamysłu, do jakiej ten fragment należy. Sprawa okazuje się teraz jednak bardziej zawiła niż w chwili rozpoczynania pracy. Wtedy bowiem, jesienią 1995 roku, w Eleusis pojawił się zarys opowieści o samym tym miejscu, o odprawianych tam misteriach i o nigdy nie spełnionych próbach odsłonięcia ich tajemnicy. Ponieważ wszystko to, jak wiemy, było od wieków przedmiotem stale pobudzającym wyobraźnię i obrosło nieogarnialną już literaturą, mogłem myśleć jedynie o całkowicie osobistym, impresyjnym na poły, i tylko w źródłach szukającym oparcia „dokumentowaniu” refleksji i wrażeń wyniesionych z tego otoczenia, które oddziałuje z niewytłumaczalną siłą. Taki zamiar prowadzenia narracji w zasadzie nie został zaniechany. Z początku w centrum opowiadania umieszczona być miała postać Demeter, wedle Homeryckiego hymnu ustanawiająca eleuzyjskie obrzędy. I do niej pierwotnie odnosił się zachowany tytuł, podsunięty przez urywek z De abstinentia Porfiriusza, który wymieniając ptaki łączone z bogami, a pełniące rolę ich posłańców (gdzie jest orzeł Dzeusa, sowa Ateny itd.), umieszcza wyrażenie: Δήμητρος γέρανος. Zwrot zagadkowy, bo — o ile dotąd zdołałem się przekonać — nigdzie wcześniej nie znajdujący potwierdzenia, a potem powtarzany za tym wyłącznie miejscem.

Ten tytuł (faktem podyktowany przez przypadek: odkrycie nowego możliwego epitetu bogini, który pociągał swoją urodą) wpłynął istotnie na cały plan i tok poszukiwań i działania. Zmienił zasadniczo dawniejsze pomysły, ponieważ nie jestem teraz pewien, kogo dotyczy. Kwestia ta stała się przewodnim motywem obecnie prowadzonego „dowodu”. Może za wcześnie, by cokolwiek teraz odsłaniać, ale uprzedzić trzeba, że punkt ciężkości przeniósł się na mit Persefony, której Demeter zdaje się być późniejszym „kształtem” (Gestalt, w znaczeniu dalej tu rozwijanym), „emanacją” lub „figurą”. Hipotezę tę najzwięźlej tak da się sformułować, że na pewnym etapie rozwoju archaicznej teologii greckiej (kiedy zaczyna się proces ludzkiej ingerencji w treści objawione, ludzkiego ich interpretowania) Demeter wyłania się albo „rodzi” z tej, którą przez to właśnie, trawestując słynny tekst Dantego, określić by należało jako Madre della sua Madre.

Idea sama nie jest nowa. Chodzi tylko o poszukiwanie nowych argumentów na jej potwierdzenie. O nowe wniknięcie w tę tajemniczą zależność i ewentualne odkrycie jej nie wykorzystanych jeszcze perspektyw. „Zbliżenie” to nie oznacza bynajmniej przeniknięcia jej i definitywnego wysłowienia. Najważniejsze jest ustalenie samego szlaku pytań.

Publikowana teraz partia tekstu jest swoistą rozprawą o metodzie. Dotyczy pewnego sposobu traktowania i pojmowania archaicznej religii greckiej, który — dziś niemal zapomniany nawet w wąskim gronie specjalistów — był kiedyś żywym tematem dyskusji i sporów. Z jednej strony, witany z zainteresowaniem, a nawet z entuzjazmem, i naśladowany, na ile było to wówczas możliwe, z drugiej, prowokował — ostre przeważnie — ataki. Autorem prac, rozwijających w dwudziestych i trzydziestych latach „wizjonerską” interpretację religii Homera, był wielki niemiecki filolog klasyczny, Walter Friedrich Otto.

Dzięki rzuconemu przez Otta wyzwaniu, by bogów greckich traktować poważnie jako bogów, została przywrócona im, po dziesiątkach stuleci — pisze Burkert — „realność absolutna, status Urphänomenów, w znaczeniu, które temu terminowi nadał Goethe. Na tę drogę, osiągającą kres w jakiejś wysublimowanej osobistej religii, nie każdy byłby w stanie wejść, ale dzieło to wciąż promieniuje potężną siłą przyciągania”. (Na marginesie muszę wyznać, że dostatecznie mocno doświadczyłem tej siły i że przez to traktuję Otta jako najważniejszego przewodnika po świecie, w który ośmieliłem się wkroczyć.) Wątpliwe jednak, dodaje Burkert, w jakim stopniu, lub czy w ogóle „w surowym klimacie obecnego czasu autonomia obrazów zachować może swój czar i swą moc”1.

Żeby taką wizję osłonić przed działaniami „surowego klimatu”, które wzmogły się raczej po okresie dzielącym nas od wydania książki Burkerta, trzeba ją przenieść na jak gdyby wyższy poziom i samemu starać się o zajęcie pozycji ponad obszarem — zbyt, dodać warto — szczegółowych ustaleń tych dyscyplin humanistyki, mające na celu wyłącznie „obiektywny” ogląd i prezentację faktów, których ujęcie dąży do utopijnej bezsporności albo przybiera postać hipotez obwarowanych przesłankami o podobnym charakterze.

„Stanąć powyżej” nie znaczy oczywiście, by nie korzystać z takich ustaleń, lecz by zachować wobec nich dystans i nie trwać w narzucanej przez nie niewoli. A dalej — przyjąć taką postawę, która nie wywołuje lęku przed zarzutami „subiektywizmu” i sytuuje się w pobliżu filozofii wolnej od wciąż obecnych pozytywistycznych ograniczeń (przybierających rozmaite przebrania), a razem z tym zbliża się raczej ku poezji i sztuce w ogólności niż ku „nauce” pojmowanej na modłę nauk ścisłych.

„Bywają czasy wielkiego zagrożenia, w których pojawiają się filozofowie — stwierdzał Nietzsche — wówczas, gdy koło toczy się coraz szybciej, oni oraz sztuka wkraczają na miejsce znikającego mitu”2.

Jeśli zaakceptujemy taką diagnozę, to tak określone stanowisko i taka płaszczyzna myślenia stwarzać winny stosowniejszy grunt dla rozważań nad religią i mitem, jako że są im z natury bliższe niż ustalanie faktów bezspornych, połączone z obawą przed ryzykiem „nienaukowości”, a przez to bliższe są rzeczom, o jakich traktują, współtworząc z nimi — do pewnego przynajmniej stopnia — obszar wspólny.

Droga wiodąca „w górę” tym wyraźniej jawi się jako jedyna, że odwrotny kierunek postępowania: łączenie dziedziny „twardych faktów” ze swobodną wizją i refleksją wolną od doktrynalnych ograniczeń — kierunek taki zdaje się tu wykluczony. „Nie ma wyniku jakiejkolwiek nauki, który mógłby kiedykolwiek znaleźć zastosowanie w filozofii”, mówił Heidegger, mając na uwadze filozofię nie ulegającą skłonnościom, „by przypisywać swoim przekazom charakteru naukowych publikacji”3. Dzieło Otta należy do (jeśli w znaczący sposób nie współustanawia) takiego obszaru myślenia. Dalej będzie jeszcze mowa o jego związkach z autorem Sein und Zeit. I Burkert –w naszym przekonaniu — to właśnie dostrzegł, kiedy pisał, że za jego sprawą greccy bogowie i obrzędy do głębi odsłaniają swój sens bez żadnych racjonalnych wyjaśnień.

Obrona wizji przed restrykcjami racjonalizmu, chronienie całości przed rozkładem analitycznym, to tylko jedno z zadań, wobec których — idąc za Ottem — jesteśmy tu postawieni. Spośród innych, nie mniej zobowiązujących, na uwagę zasługuje sprawa interpretacyjnych obciążeń, zawiłość labiryntu erudycyjnego, w jaki wkraczamy, zmierzając ku samym rzeczom. Kwestia dotyczy więc tego wszystkiego, co mając je wyjaśniać i przybliżać, przy stosowaniu metod rozpowszechnionych zaciemnia je i oddala. Jeden z nowszych tekstów obrazuje taką sytuację z wyjątkową celnością.

We wstępie otwierającym trzytomowy komentarz do Odysei Alfred Heubeck wyznaje, że jedyną nadzieją, jaką żywić może badacz podejmujący podobne przedsięwzięcie, jest ta, że dotknie tylko obrzeży problemu, bo nie jest w stanie dotrzeć do jego centrum: „jednak świadomość, że żadne stwierdzenie dotyczące tego, co ostatecznie jest nie do zgłębienia, nie może uniknąć subiektywności, daje człowiekowi prawo, nawet nakłada nań obowiązek, by w danej kwestii otwarcie wypowiadał stanowisko własne, a nie skrywał go pod maską opinii cudzych”4. Takie „uprawomocnienie subiektywizmu” potwierdza założenia uprzednio omawiane.

Na gruncie filozofii egzystencji, która będzie stanowić dla nas jedno z odniesień zasadniczych, od dawna podejmowane są próby uchylenia czy obejścia wzajemnych przeciwstawień „podmiotu” i „przedmiotu”. Za taką opozycją właśnie stoi, nią warunkowana, relacja „subiektywnego” i „obiektywnego”. Cały ten syndrom obnaża swe słabości i ograniczenia na gruncie historii idei w ogóle, a zwłaszcza historii religii. Dlatego warto poświęcić mu krótką dygresję.

Komentując przed laty rozprawę Heideggera Die Zeit des Weltbildes, Paul Ricoeur tak ujmował to zagadnienie:

W metafizyce Kartezjusza byt po raz pierwszy został określony jako obiektywność przedstawienia, a prawda jako pewność przedstawienia. Razem z obiektywnością pojawia się też subiektywność, w tym sensie, że ów niewątpliwy byt przedmiotu jest przeciwwagą konstytucji podmiotu. Ustanowienie [position] podmiotu idzie w parze z ustawianiem naprzeciw siebie [proposition] przedstawienia. Jest to epoka świata jako „obrazu”. [...] Podmiot, jako ja sam, staje się ośrodkiem, do którego odnosi się byt, jako taki [das Seiende], lecz jest to możliwe tylko dlatego, że świat stał się Bild (obrazem) i w ten sposób staje przed nami: „Tam gdzie świat czyni się obrazem, byt w całości zakłada się jako coś, na co człowiek się nastawia i co chce zatem pozwać przed siebie, mieć przed sobą i w ten sposób w zdecydowanym sensie postawić przed sobą”. Przypisany bytowi charakter przedstawienia jest korelatem wyłonienia się człowieka jako podmiotu. Zgodnie z tą analizą Cogito nie jest prawdą ponadczasową: należy do pewnej epoki, pierwszej, dla której świat stał się obrazem; dlatego Cogito nie istniało dla Greków: człowiek nie spoglądał na świat, dla Greków człowiek jest raczej „tym, na którego spogląda byt, którego owo otwierające się skupia na obecności przy sobie”. Heidegger nie twierdził, że dla Greków człowiek jeszcze nie istniał; przeciwnie, człowiek miał dla nich pewną istotę i zadanie: „to otwierające się zebrać i ocalić, uchwycić i zachować, nie uchylając się przed wszelkim rozdwajającym się zamętem”5.

Owa megalomania podmiotowości, „roszczenie do panowania nad bytem jako całością”, wedle słów Ricoeura, zostaje ujawniona w niemal identyczny sposób przy formułowaniu różnicy między „problemem” a „tajemnicą” u Gabriela Marcela. Przypomnijmy dwa fragmenty z Être et avoir:

„Problem jest czymś, z czym się spotykamy, co nam zagradza drogę. Cały czas znajduje się przede mną. Przeciwnie zaś, tajemnica jest czymś, w co zostaję zaangażowany, a więc w konsekwencji do istoty jej należy, że nie znajduje się cała przede mną. Jak gdyby w tej strefie rozróżnienie pomiędzy ‘we mnie’ a ‘przede mną’ przestawało mieć znaczenie”. I dalej: „Z definicji myśli metafizycznej jako refleksji skierowanej na tajemnicę wynika, że postęp tej myśli jest nie do pomyślenia. Postęp możliwy jest tylko w zakresie pewnej problematyki. Z drugiej strony, właściwością problemów jest to, że stają się coraz bardziej szczegółowe. Przeciwnie zaś, tajemnica nie daje się uszczegółowić”6.

W tym punkcie jeden z kręgów się zamyka. Heidegger, którego wpływ na myśl Marcela jest znany, formułując identyczną w zasadzie tezę, przenosi nas w jeszcze inną niż tylko filozoficzna dziedzinę: „W filozofii żaden ‘postęp’ nie istnieje, dlatego też nie występuje w niej ‘zacofanie’. Tutaj, podobnie jak w sztuce, ważne jest tylko pytanie, czy jest ona sobą, czy też nie”7. To „bycie sobą” filozofii pojęte jest w tym miejscu jako powrót do tego, co w niej i dla niej fundamentalne: do ontologii. Bo jeśli ograniczona zostaje w istocie do epistemologii, jak się to od czasów Kartezjusza, a ostatecznie od Kanta wydarza, pytania filozoficzne ulegają „sproblematyzowaniu”, bo muszą mu ulegać, jak przekonuje Marcel. I filozofia zamienia się w naukę, którą władają prawa postępu. Za dawnym jej mianem kryje się więc coś z gruntu odmiennego od pierwotnych jej założeń i funkcji. Coś, co ogranicza ją i degraduje. Coś, przez co staje się ona obszarem, w którym nie ma miejsca ani dla „tajemnicy” Marcela, ani dla środków umożliwiających wydobywanie się z „zapomnienia o Byciu [das Sein]”, jak jej rolę podstawową określa Heidegger8.

Jeśli więc jawi się, i tak się jawi owa opozycja, a wraz z nią taka alternatywa, to stąd wynika prosto, po której stronie historia religii winna szukać oparcia. Jeszcze raz mówimy o historii religii, bo ona — bardziej niż inne dyscypliny humanistyczne — dotyka tajemnicy. I, wracając do punktu wyjścia: z wszystkiego, co powiedziano, wynika, że nic nas nie stawia przed dylematem, czy subiektywnie, czy obiektywnie należy traktować rzeczy, o jakich mówimy. Dylemat taki jest czystym pozorem narzuconym nam przez dziedzictwo, które należy odrzucić.

Historyk religii musi postępować tak, jakby sam był „przedmiotem” swego dociekania. Nie może „pytać obiektywnie”, co znaczy między innymi: oczekiwać jednoznacznych i raz na zawsze obowiązujących rozstrzygnięć, jeżeli poważnie traktuje to, ku czemu się zwraca. Może od razu powinien się decydować na stanowisko pytanego (jak o tym będzie mowa dalej)? W każdym razie powinien być pokorny i otwarty na fenomeny, z którymi chce mieć do czynienia. Poddawać się ich władzy, zapominając o fałszywym założeniu, że całkowicie mu poddane czy dane, jemu mają się one „przedstawiać”.

Weźmy jedną z takich okoliczności. Obecność mitu — jeden z wielkich „problemów” historii religii — narzuca pytanie o jego rodowód, przyczynę albo źródło. Liczba odpowiedzi, jakich namnożyła nauka, jest nie do ogarnięcia. Ważniejsze i utrzymujące się dłużej są ogólnie znane. Ale nawet wymienianie tych ostatnich byłoby zbędne, skoro już arbitralnie przyjęliśmy, że postępujemy teraz tropem wytyczonym przez Otta.

Zakładamy więc, akceptując coś, co się narzuca jako oczywiste, że mit bierze początek z objawienia. Można je bliżej określić jako objawienie „pierwotne”9. Mit, podobnie jak kult (o czym traktuje niniejsza część książki), staje się z czasem dziedziną „twórczości” ludzkiej. Ale jest nią zawsze w tej jedynie mierze, że rozwija lub „przetwarza” (niekiedy też deformuje) to, co nie pochodzi od człowieka, lecz co zostało mu udzielone. Można sobie w przybliżeniu wyobrazić ten proces, porównując go do ataku sił skumulowanych w najwyższych poziomach „rzeczywistości totalnej” i stamtąd działających. Z obszaru więc nadempirycznego — wyniesionego ponad to, co ogarnia nasza czysto zmysłowa percepcja — działa coś, co ta ostatnia próbuje przystosować do swych ograniczonych możliwości, w jakiś sposób przyswoić „Tamto” sobie. Kiedy owo niepojęte napiera na nasz „świat” (które to słowo należy teraz brać w znaczeniu eksplikowanym wyżej, a nadawanym mu przez Heideggera), atakuje nas samych i zajmowane przez nas miejsce w ogólnym składzie egzystencji, doświadczamy niewytłumaczalnego „porwania”.

Przyjąć wypada przy tym, że na stopniu pierwotnym, w kulturach nie znających jeszcze podziału na sacrum i profanum, w kulturach traktujących więc wszelkie działania jako „sakralne”, mamy do czynienia z takim rodzajem przeżywania religijnego, które określić by wypadało jako rodzaj „powszechnego stanu mistycznego”. Przeżycie takie, w trakcie przekształcania się „religijnej kultury” w laicką, w coś, czemu bardziej odpowiada miano „cywilizacji” — pod wpływem stopniowo ograniczających religię czynników, w skrajnych przypadkach sytuujących ją na obrzeżach życia zbiorowości — redukuje się i sprowadza wyłącznie do jednostkowych przypadków.

Rzeczone porwanie czy stan „przeniesienia” w swoisty sposób wymusza działania, które stanowić mają jakąś odpowiedź na to wydarzenie, o charakterze religijnym oczywiście, na etapie tu omawianym tyle „naturalne”, ile nie dające się wytłumaczyć (jeśli sama owa naturalność nie uchyla wszelkich potrzeb wyjaśniania). Działania te pochodzą, między innymi, z chęci pochwycenia i utrwalenia zarówno momentu, jak „treści” tego, co objawieniem tu nazywamy. I to jest właśnie wezwaniem do twórczości: do nadania jakiejś zmysłowej postaci czemuś, co się nie mieści w tylko zmysłowym oglądzie wszystkiego, co człowieka otacza, a co zarazem jest — przy pierwotnym, a więc panreligijnym przeżywaniu rzeczywistości — odczuwane jako to samo. „Twórczość”, w takim znaczeniu, polegałaby na zbliżaniu ku sobie dwu biegunów Jednego, które — odmienne doświadczane czy dane w różny sposób — pozostaje, mimo to, w najgłębszym odczuciu Jednym. „Twórczość” byłaby zatem pierwotną reakcją na zagadkę, a nade wszystko skutkiem niepokoju wywołanego „zagrożeniem przez dwoistość”, przez niebezpieczeństwo podziału czy lęk, jaki rodzi nieoczekiwane przeczucie i samo pojawienie się różnicy.

Lecz o micie jako o dziedzinie tworzenia winniśmy myśleć w nieco inny jeszcze sposób, mając tym razem na uwadze fazy rozwoju „opowieści mitycznej”, nawarstwiającej się za sprawą ludzkiej wyobraźni na tym podłożu, które Otto określał mianem Ur-Mythos i dookreślał wyrażeniem der stumme oder wortarme Mythos. Pod takim mianem mit należałoby traktować jako synonim objawienia w swej pierwotnej postaci i sensie najmocniejszym, co znaczy — powtórzmy — objawienia jeszcze nie ujarzmionego przez poznawcze władze umysłu (który, w tym przypadku, uznać by trzeba, wzorem buddyjskiej koncepcji, na przykład za należący do zmysłowej jeszcze sfery). Objawienia zatem jeszcze przez człowieka nie „przywłaszczonego”, w żadnym stopniu nie „oswojonego” przezeń.

Taki „milczący”, skąpo wysławialny pramit, najpełniej okazuje swą władczą siłę. Jest jeszcze absolutnie niezależny od kreacyjnej woli śmiertelnych. Należy całkowicie do porządku stwarzania, a więc nie może stanowić „materiału” tworzenia.

Zarazem dany nam i zamknięty przed nami, przybliża nas tylko ku swoim zarysom osłoniętym mgłą nieprzeniknionej tajemnicy i jedynie wciąga nas w bezdenność tego, co Heidegger nazywał Otwartym [das Offene], a Jaspers — Ogarniającym lub Wszechogarniającym [das Umgreifende]. Tego więc, co ogarniając sobą albo otwierając wszelkie byty, jest pierwszym warunkiem ich istnienia, a następnie ich zjawiania się. „To”, powtórzmy, nigdy nie „przed-stawia się” nam i nie przedstawia nam niczego jako „przedmiotu”.

Wróćmy do Otta. Włączanie przez niego mitu do obszaru twórczych działań człowieka nie podważa u niego w niczym „źródłowego” jego pojmowania. Chodzi jedynie o dwojakie znaczenie słowa, choć Otto nigdzie chyba nie wyjaśnia tego wprost. Powiada jednak, że mit rodzi poezję i kult. „Poezja” zaś to tutaj jak gdyby drugi czy dalszy stopień przybliżania tego, co się na początku wyłania jako Ur-Mythos, który jest najpierwotniejszym ze wszystkich obrazów i najpierwszym ze wszystkich „słów” (co stanowi odwołanie do wczesnego znaczenia greckiego μύθος). „Poezja”, będąca dla Otta głównie poezją Homera, to właśnie taki „mityczny przekaz” lub mityczna opowieść, którą fałszywie — wedle tradycyjnej wykładni — również nazywa się mitem, choć traktuje się go tym razem jak czysty wytwór ludzkiej fantazji, odpowiednik baśni czy legendy: zmyślenie swobodnie przetwarzające dane empirycznego wyłącznie doświadczenia.

Wedle Otta, wielkość Homera zasadza się na tym, że jego epika obrazuje, poświadcza najwcześniejszy moment wkraczania mitu do mowy, etap poprzedzający rozwój twórczości poetyckiej bliższej naszemu jej pojmowaniu, moment, w którym jeszcze nie dochodzi do głosu czynnik inwencji indywidualnej, a w którym mit — już jako „opowieść” — za sprawą człowieka uwalnia się z pierwotnych okowów milczenia.

Wszystko to, upraszczając, daje się zawrzeć w stwierdzeniu, że termin „mit” jest pojmowany raz „źródłowo”, raz „antropologicznie”. Albo w wymiarze absolutnym, albo ludzkim tylko. W tym drugim przypadku mit jest myślany zazwyczaj jako dający się zwerbalizować „temat”, który człowiek bierze za swą własność, rzecz należącą całkowicie do jego świata, bez względu na to, czy i w jakim stopniu poszczególne elementy tematu poza granice owego świata wykraczają.

Uprzedzając wywód główny, zaznaczmy, że zapewne nie bez wpływu Schellinga, który pisał o „pierwszej twórczości mitologicznej” jako o zawierającej w sobie potencjalnie „gotowego Homera”10, Otto stwierdza, że mit w swej pierwszej, już raz wysłowionej formie to „twór pewnej zbiorowości”, której bard jest tylko „głosem”. To więc, co powiedziane przed chwilą, odnosić się daje do najwcześniejszych utworów epickich, gdzie — i to we wszystkich kulturach — sprawa „autorstwa” jest dyskusyjna. Epos taki zawsze zdaje się stanowić dzieło zbiorowej pamięci i wspominanego „powszechnego uniesienia”, a więc przeżyć lub stanów odnoszących się do pierwotnych objawień. I zazwyczaj, wymieniając faktycznego czy legendarnego „twórcę”, przypisuje się mu rolę kodyfikatora albo „redaktora” zachowanej i przekazywanej przez tradycję wersji tekstu, uznanej za ostateczną11.

Musimy pamiętać, że słowny przekaz nie wyczerpuje owej presji, jaką Ur-Mythos narzuca ludzkiej wyobraźni i ludzkiej potrzebie tworzenia, pojętej jako „odpowiedź na coś”, potrzebie, która jest w tym szczególnym przypadku pobudzona tak potężnym zewnętrznym bodźcem, że przerasta to wszelkie nasze pojęcia o artystycznym powołaniu czy o Kunstwollen Riegla (by się odwołać do koncepcji niewytłumaczalnej w zasadzie „naturalnej” siły, popychającej człowieka ku sztuce12). Presja objawienia, za pośrednictwem pramitu, aktywizuje się nie tylko w słowie, lecz — jak wspomnieliśmy — w obrazie. „Obraz”, to przede wszystkim — w wykładni Otta — kult. W kulcie źródłowo dany mit „żyje” istotniej. Może dlatego, że nie zagraża mu tu to szczególne uwięzienie i zarazem petryfikacja, które niesie ze sobą materialna trwałość dzieła. Kult jest nieustannie ponawianym, powoływanym do życia procesem, aktem twórczym w przebiegu, nie pozostawiającym za sobą utrwalonych „śladów” (poza regułami, wedle których rytuał jakiś jest powtarzany). Dzięki temu kult istnieć może tylko o tyle i tylko wtedy, kiedy sprawująca go zbiorowość trwa w bliskości objawienia. I jeśli epos („słowo”) trwać może w jakiejś mierze (lub od jakiegoś momentu) w oderwaniu od jednostki czy grupy, w procesie sprawowania kultu zarówno jedna, jak i druga są samą jego „materią”. Osoba ludzka nierozdzielna jest z „aktem kreacji” przez nią dokonywanym.

Zarysowując w taki sposób to, o czym niniejsza część książki traktuje, chciałem ukazać, między innymi, do jakiego stopnia myśl Otta jest inspirująca nadal i na ile uświadamia nam ona, jak bardzo obiegowe ujęcia religii archaicznych (nie tylko samej greckiej religii) oddalają nas od jej źródeł, zatajając coś w imię „naukowej ścisłości”. Do jakiego więc stopnia, pragnąc tylko przybliżyć się do granicy niepoznawalnego, musimy wzbudzić w sobie wiarę w sens błąkania się i błądzenia, co znaczy: poddać się zasadzie „nieobiektywności”. Jedyną pewnością pozostaje pewność samego poszukiwania, a nie żadna pewność zdobycia pewności, którą inni uznać winni za niepodważalną. Wyraz „nauka” nie ma w takiej sytuacji większego zastosowania. Jeśli jest to jakieś „badanie”, bardziej angażuje ono nasze własne doświadczenie egzystencjalne niż — jak mówiliśmy — siły potrzebne do penetrowania nagromadzonych przez wieki złoży erudycji, które nam utrudniają lub uniemożliwiają postrzeganie samych nawet zarysów celu. Nie trzeba się zarzekać, jeśli cel ten podsuwa jakaś nieuchwytna nawet emocja. Jeżeli ścigana rzecz, niejasne przeczucie kształtu rzeczy naprowadziło nas na szlak, którym chcemy podążać. Innych, jeśli mamy być szczerzy, winniśmy ostrzec tylko, że nasza zasada postępowania naznaczona jest w równym stopniu nadzieją, co i rezygnacją. Pragnieniem wzbudzonym przez ciekawość, chęcią trwania przy miejscach i rzeczach, bez względu na to, czy nas dopuszczą do siebie, czy pozostaną zamknięte. Przestroga i usprawiedliwienie, które chcę tu wypowiedzieć, najprościej wypowiedzieć powtarzając słowa Yeatsa:

Tread softly, because you tread on my dreams.

*
Spośród bardzo wielu osób, którym powinienem wyrazić wdzięczność za pomoc i przychylność okazaną w trakcie pracy nad tą książką, wymienię tylko dwóch bliskich przyjaciół, jako najbardziej w to przedsięwzięcie zaangażowanych przewodników, a zarazem najwybitniejszych ze znanych mi specjalistów w dziedzinie, do jakiej wywód ten usiłuje nawiązywać. Dziękuję Włodzimierzowi Lengauerowi i Lechowi Trzcionkowskiemu. Przede wszystkim za to, że zechcieli być moimi nauczycielami, bez których nie powstałoby nawet to, co powstało. Równocześnie chciałbym przeprosić ich za liczne trudy, jakie dla mnie ponieśli, i za to, że zapewne wiele z ich wysiłków poszło na marne. Nie oni winni są błędów, które ten tekst z pewnością zawiera. Włodzimierzowi Lengauerowi dedykuję tę część z tego jeszcze powodu, że to on odkrył przede mną dzieło Waltera Friedricha Otta, kiedy pytałem go, kto mógł być prototypem postaci Maxa von Trotta.
 
Eleusis, październik 1995 — Warszawa, listopad 2001

1 Walter Burkert, Greek Religion: Archaic and Classical, Oxford — Harvard 1987, s. 4.

2 Tekst z 1872 roku: Nachgelassene Werke, t. X, s. 112. Cyt. za: Martin Heidegger, Nietzsche, przekład zbiorowy pod red. Cezarego Wodzińskiego, t. I, Warszawa 1998, s. 7.

3 Nietzsche, op. cit., s. 50, 266.

4 Alfred Heubeck, Stephanie West, J.B. Hainsworth, A Commentary on Homer’s Odyssey. T. I: Introduction and Books I — VIII, Oxford 1988, s. 3-4.

5 Paul Ricoeur, Heidegger i problem przedmiotu, przeł. Ewa Bieńkowska, Znak nr 240, 1974 (nr 6), s. 783-784 (cytaty z Czasu światoobrazu Heideggera w przekładzie Krzysztofa Wolickiego).

6 Gabriel Marcel, Być i mieć, przeł. Piotr Lubicz, Warszawa 1986, s. 86-87. Wprowadzając te cytaty, nawiązuję do pewnych sugestii wypowiedzianych już przeze mnie w eseju Historia i trwanie. Por. Fragmenty. Szkice z teorii i filozofii sztuki, Warszawa 1995, s. 53-65.

7 Nietzsche, op. cit., s. 317.

8 Wniosek, że oba terminy są sobie bliskie lub że wyznaczają ten sam kierunek myśleniu, jest równie nieodparty jak to, że w obu przypadkach mamy do czynienia z postawą o religijnym charakterze, generalnie mówiąc.

9 Por. Karl Rahner, Herbert Vorgrimler, Mały słownik teologiczny, przeł. Tadeusz Mieszkowski, Paweł Pachciarek, Warszawa 1987, s.v.

10 Friedrich W. J. Schelling, Filozofia sztuki, przekład, wstęp, przypisy Krystyna Krzemieniowa, Warszawa 1983, s. 83.

11 Dodać należy, że traktowanie eposu  z a w s z e  jako najwcześniejszej postaci „mitu wysłowionego”, może zawierać błąd „europocentryzmu”. Iliada i Odyseja są, istotnie, takimi najwcześniejszymi dokumentami w naszym kulturowym obszarze. Lecz wystarczy wspomnieć o Wedach oraz ich czasowej odległości od Ramajany i Mahabharaty, by się zawahać w takim przekonaniu. Tym bardziej że o Wedach mówi się wprost jako o „objawionych tekstach” (co, z drugiej strony, wcale nie wyklucza bliskiego związku tych późniejszych poematów z treściami objawienia).

12 Termin ten, zwykle oddawany przez „wola twórcza”, wskazuje jednak na coś bardziej nadindywidualnego. Polski odpowiednik, jak zwraca uwagę Ksawery Piwocki (Pierwsza nowoczesna teoria sztuki. Poglądy Aloisa Riegla, Warszawa 1970, s. 38), nie jest ścisły, „gdyż Riegl nie mówi: Kunstwille, lecz Kunstwollen — nie więc wola sztuki, ale właściwie «to, co chce sztuki», może «dążenie twórcze» (?)”. Naszym zdaniem, z tych wyrażeń najtrafniejsze jest „to, co chce sztuki”.
 Wiesław Juszczak
Przedmowa do
Pani na żurawiach. Tom I cz.I Realność bogów.

http://www.gnosis.art.pl
  

Święty Jan Bosko i tajemniczy pies

 Święty Jan Bosko (1815–1888), włoski kapłan i wychowawca młodzieży, całe swoje życie poświęcił trosce o opuszczone i ubogie dzieci, zwłaszcza w robotniczym Turynie XIX wieku. Kierując się wiarą i wielką miłością do młodych ludzi, założył Zgromadzenie Salezjańskie, którego misją stało się wspieranie rozwoju duchowego, intelektualnego i zawodowego młodzieży. Był niezwykle wrażliwy na potrzeby drugiego człowieka, ale również otwarty na świat przyrody. Jego życie pełne było wydarzeń mistycznych i głębokiego zjednoczenia z Bogiem, co znajdowało wyraz również w jego niezwykłej relacji z naturą — a szczególnie z tajemniczym, szarym psem, który wielokrotnie pojawiał się w chwilach niebezpieczeństwa, stając się dla niego nie tylko opiekunem, ale i znakiem Bożej Opatrzności.


A oto co sam napisał na temat owego zwierzęcia:


Szary pies był tematem wielu rozmów i domysłów. Niektórzy z was musieli go widzieć, a może nawet go pogłaskać. Teraz, pomijając dziwne opowieści, które krążą na jego temat, przedstawię wam to, co jest czystą prawdą.


Częste zaczepki i obelgi, których byłem ofiarą, sprawiły, że unikałem samotnych powrotów z Turynu. W tamtych czasach ostatnim budynkiem przed Oratorium był szpital psychiatryczny; dalej rozciągały się zarośla bukszpanu i akacji.


Pewnego ciemnego, dość późnego wieczoru wracałem sam do domu, nie bez obaw, gdy nagle obok mnie pojawił się duży pies. Na pierwszy rzut oka mnie przestraszył, lecz nie przejawiał wrogości — przeciwnie, łasił się, jakby był moim wiernym towarzyszem. Szybko zyskaliśmy wzajemne zaufanie, a on odprowadził mnie aż do Oratorium. To, co wydarzyło się tamtego wieczoru, powtarzało się później wielokrotnie. Mogę więc śmiało powiedzieć, że szary pies oddał mi wiele ważnych przysług. Opowiem o niektórych z nich.


Pod koniec listopada 1854 roku, w mglisty i deszczowy wieczór, wracałem z miasta. Aby uniknąć samotnej, długiej trasy, zszedłem na drogę prowadzącą z Consolata do Cottolengo. W pewnym momencie zauważyłem dwóch mężczyzn idących w niewielkiej odległości przede mną. Ich kroki przyspieszały lub zwalniały zależnie od mojego tempa. Kiedy próbowałem przejść na drugą stronę ulicy, aby ich minąć, zręcznie stawali mi na drodze. Chciałem zawrócić, lecz było już za późno — nagle, wykonując dwa skoki do tyłu, rzucili mi na twarz płaszcz i próbowali mnie obezwładnić. Jeden z nich wciskał mi w usta chustkę, próbując mnie uciszyć. Nie mogłem krzyczeć.


Wtedy pojawił się szary pies. Z rykiem przypominającym niedźwiedzia rzucił się na jednego z napastników, pazurami sięgając jego twarzy, drugiego zaatakował z otwartą paszczą. Napastnicy musieli się wycofać.


— Co to za pies?! — wołali, drżąc z przerażenia.

— Zawołam go — odpowiedziałem — ale zostawcie przechodniów w spokoju!

— Zawołaj go natychmiast! — krzyknęli.


Szary pies wciąż warczał jak rozwścieczony wilk. Napastnicy uciekli, a pies odprowadził mnie aż do Ośrodka Cottolengo. Tam, odzyskawszy spokój po całym zajściu i posiliwszy się napojem, który ofiarność tego miejsca potrafiła znaleźć w odpowiedniej chwili, wróciłem do domu w bezpiecznym towarzystwie.


Za każdym razem, gdy wieczorem nie towarzyszył mi żaden człowiek, widziałem, jak szary pies wyłania się zza budynków i podąża za mną. Wielu młodych z Oratorium go widywało. Pewnego razu stał się nawet bohaterem niewielkiego zamieszania. Gdy wszedł na dziedziniec, ktoś chciał go przepędzić, inny rzucał kamieniami.


— Nie róbcie tego — powiedział Giuseppe Buzzetti — to pies księdza Bosko!


Od tej chwili wszyscy zaczęli go głaskać i… towarzyszyć mi. Tego dnia byłem w refektarzu na kolacji z kilkoma klerykami, księżmi i moją matką. Gdy pies niespodziewanie wszedł do sali, wszyscy zamarli.


— Nie bójcie się — powiedziałem — to mój Szary. Pozwólcie mu podejść.


I rzeczywiście, zataczając szeroki łuk wokół stołu, podszedł do mnie radosny. Pogłaskałem go i podałem mu zupę, chleb — wszystko odrzucił. Nie chciał nawet powąchać tych dań.

— Więc czego chcesz? — zapytałem. Pies tylko machał ogonem i poruszał uszami. — Jedz, pij albo po prostu bądź wesoły — dodałem.


Opierając głowę o mój obrus, jakby chciał coś powiedzieć i życzyć mi dobrej nocy, dał znak pożegnania. Z radością i zdziwieniem został wyprowadzony przez młodzież za drzwi. Pamiętam, że tego wieczoru wróciłem do domu późno — znajomy podwiózł mnie swoim powozem.


Ostatni raz widziałem Szarego w 1866 roku, kiedy szedłem z Murialdo do Moncucco, do mojego przyjaciela, Luigiego Moglii. Proboszcz z Buttigliera odprowadził mnie kawałek, a zapadła już noc. Pomyślałem wtedy: Och, gdybym tylko miał przy sobie mojego Szarego! Jak bardzo by mi się przydał…

W tej samej chwili, gdy wszedłem na łąkę, by nacieszyć się ostatnim światłem dnia, pies nagle wybiegł mi naprzeciw, pełen radości. Towarzyszył mi przez pozostałe trzy kilometry.

Kiedy dotarliśmy do domu przyjaciela, poproszono mnie, byśmy weszli tylnym wejściem — obawiano się, że Szary może natknąć się na dwa duże psy domowe.


— Rozszarpałyby się nawzajem — powiedział Moglia.


Długo rozmawialiśmy z całą rodziną, potem zasiedliśmy do kolacji. Mój towarzysz odpoczywał spokojnie w kącie. Po posiłku przyjaciel powiedział:


— Trzeba dać kolację także Szaremu.

Wziął trochę jedzenia, ale… psa już nigdzie nie było. Przeszukano cały dom i ogród — drzwi i okna były zamknięte, a domowe psy nie wydały żadnego dźwięku. Przeszukano również piętro — wszystko na próżno. Szary pies zniknął bez śladu.


To ostatnia wiadomość, jaką miałem o Szarym Piesku, o którym tyle mówiono i którego tak wielu próbowało zrozumieć. Nigdy nie poznałem jego właściciela. Wiem tylko jedno: to zwierzę było dla mnie prawdziwą opatrznością — pojawiał się zawsze wtedy, gdy najbardziej go potrzebowałem. (San Giovanni Bosco, Memorie dell’Oratorio di s. Francesco di Sales, Roma [1946], s. 251-254).


Księdza Bosko często pytano o jego związek z niezwykłym psem. On sam mówił: „Gdybym stwierdził, że był to anioł, dałbym powód do śmiechu, ale nie można powiedzieć, że był to pies pospolity”. Niektórzy nazywali tego psa „Szarym” i opowiadali o jego pojawieniu się w różnych miejscach i czasach. Widziano go w 1893 roku, kiedy dwie siostry salezjanki wracały z Asyżu do Cannary. Pojawił się również w 1930 roku w Barranquilli w Kolumbii, podczas budowy siedziby Córek Maryi Wspomożycielki. Był także obecny między 1898 a 1900 rokiem w Nawarrze, na pograniczu Hiszpanii i Francji, gdy siostry zbierały kasztany.


I mnie, autorowi niniejszego opracowania wydaje się, że także spotkałem Szarego w dniu śmierci mojej Mamy.

**

Poniżej mały wybór z tego co można by nazwać "święci i zwierzęta". [Znaczenie więcej w artykule oryginalnym]


**

Święta Brygida z Kildare (ok. 451–525) – patronka Irlandii i orędowniczka zwierząt, jedna z największych świętych tego kraju – była córką pieśniarza i niewolnicy. Ochrzczona przez ucznia św. Patryka, od wczesnej młodości odznaczała się pokorą i głęboką miłością do Boga. Dzięki swej dobroci i cnotom odzyskała wolność, lecz odrzuciła światowe życie i udała się na pustkowie, aby w odosobnieniu służyć Panu.


Zamieszkała w dziupli starego dębu, gdzie prowadziła życie pustelnicze. Zwierzęta leśne, wyczuwając jej łagodność, zbliżały się bez lęku. Brygida dzieliła z nimi skromny posiłek, leczyła chore stworzenia i otaczała je opieką. Jej obecność przywracała harmonię – nawet dzikie zwierzęta znajdowały przy niej spokój.


Najbardziej znana jest opowieść o lisie: pewien wieśniak, który przypadkowo zabił oswojonego pupila króla, został skazany na śmierć. Mógł ocalić życie tylko wtedy, gdyby przyniósł równie łagodnego lisa. Jego żona zwróciła się o pomoc do św. Brygidy. Na jej wezwanie z lasu wyszedł lis, który, jak udomowione zwierzę, podążył za świętą aż do zamku. Poruszony jego zachowaniem król darował życie wieśniakowi i sam doznał duchowej przemiany. Lis, wypełniwszy swą misję, wrócił do ostępów leśnych.


W innym cudzie na klasztornym podwórzu pojawił się ścigany dzik. Zwierzęta w panice uciekały, myśliwi byli tuż za nim – Brygida wybiegła, uczyniła znak krzyża i przemówiła do dzika. Natychmiast się uspokoił, a myśliwi, świadomi cudu, porzucili pogoń. Dzik pozostał przy klasztorze jako łagodny towarzysz wspólnoty.


Jako przełożona klasztoru Brygida troszczyła się nie tylko o siostry i ubogich, lecz także o bezbronnych i bezradnych mieszkańców lasu, traktując je z miłością i czułością jako Boże stworzenia. W irlandzkiej tradycji czczona jest nie tylko jako patronka kraju, lecz także jako ta, która wprowadzała pokój i łagodność tam, gdzie się pojawiała – zarówno wśród ludzi, jak i w świecie przyrody.

*

Święty Franciszek z Asyżu (1181/82–1226) – ‘brat wszystkich stworzeń’ był jednym z największych mistyków średniowiecza i wielkim miłośnikiem przyrody. Wszystkie stworzenia Boże nazywał swoimi braćmi i siostrami, widząc w nich odbicie dobroci Stwórcy. Zwierzęta nie tylko go słuchały – zdawały się go rozumieć i kochać.


Podczas jednego z kazań, które głosił, świergot jaskółek zagłuszył jego słowa. Zamiast się irytować, Franciszek zwrócił się do ptaków łagodnie: „Siostrzyczki jaskółki, proszę, uciszcie się na chwilę, bym mógł dokończyć kazania.” I ptaki umilkły natychmiast.


W innej sytuacji, widząc tłum ptaków na drzewach, zatrzymał się i przemówił:


„Bracia moi ptaszkowie, chwalcie Boga, który dał wam skrzydła, lekkie pióra i wolność nieba!”


Ptaki nie uciekły, lecz zgromadziły się wokół niego i zdawały się słuchać z uwagą, po czym otrzymały jego błogosławieństwo.


Podczas wędrówki spotkał młodzieńca niosącego synogarlice na sprzedaż. Franciszek, poruszony losem ptaków, poprosił o nie, a następnie zapewnił im schronienie w klasztorze. Ptaki szybko oswoiły się ze świętym – siadały mu na ramionach i latały wokół niego.


Najbardziej znana jest jednak opowieść o wilku z Gubbio, który terroryzował mieszkańców okolicy. Franciszek, wbrew ostrzeżeniom, poszedł do lasu i przemówił do zwierzęcia z odwagą i łagodnością: „Bracie wilku, w imię Chrystusa zakazuję ci krzywdzić ludzi i ich dobytek.”


Wilk położył się u jego stóp i zawarł „pokój” z mieszkańcami, którzy zobowiązali się go karmić. Od tej pory żył z nimi w zgodzie, a cud ten poruszył całe miasto.


Franciszek głosił nawet kazania rybom. Gdy ludzie nie chcieli słuchać jego słów, zwrócił się do stworzeń wodnych: „Skoro ludzie nie chcą słuchać, będę głosił Słowo Boże wam, siostry ryby”. Wtedy ryby podpłynęły do brzegu, wynurzyły głowy z wody i trwały w ciszy, jakby słuchały kazania. Po błogosławieństwie świętego odpłynęły spokojnie i był to to jeszcze jeden cudowny znak jedności stworzenia z Bogiem.


Franciszek często przebywał samotnie na górze Alwerno, gdzie oddawał się postom i modlitwie. Towarzyszył mu sokół, który codziennie budził go do modlitwy. To właśnie tam, w głębi duchowego uniesienia, otrzymał stygmaty – rany Chrystusa – które nosił do śmierci.


Zmarł w 1226 roku, mając zaledwie 45 lat. Gdy odchodził, niezliczone ptaki krążyły nad klasztorem, jakby żegnały swego brata, opiekuna i przyjaciela.

*

Błogosławiony Marcin de Porres (1579–1639) – opiekun najmniejszych, także tych z ogonem urodził się w 1579 roku w Limie, stolicy Peru. Był synem hiszpańskiego szlachcica i czarnoskórej kobiety. Od dzieciństwa odznaczał się wielką pokorą, łagodnością i wrażliwością na cierpienie – zarówno ludzi, jak i zwierząt. Został bratem zakonnym w klasztorze dominikanów i poświęcił swoje życie pomocy ubogim, chorym oraz dzieciom porzuconym przez rodziców. Dzięki jego staraniom w Limie powstał przytułek dla sierot.

Jednak miłość Marcina obejmowała wszystkie stworzenia Boże, nawet te, które większość ludzi odtrącała. W klasztorze, gdzie mieszkał, pojawiła się plaga szczurów niszczących sprzęty i szaty liturgiczne. Zakrystian chciał je wytruć, lecz Marcin – nie chcąc, by stała się im krzywda – poprosił o pozwolenie na inne rozwiązanie.

Postawił koszyk na podłodze i z wielką cierpliwością, łagodnym głosem zaczął przywoływać szczury, zapraszając je do środka. Gdy kosz się zapełnił, wyniósł go do ogrodu klasztornego i tam zwierzętom wyjaśnił: mają nowe miejsce do życia i obiecał, że codziennie przyniesie im pożywienie, jeśli tylko przestaną wracać do klasztoru. I tak się stało – odtąd gryzonie nie zakłócały już życia wspólnoty, a brat Marcin wiernie je dokarmiał do końca swoich dni.

Ten prosty gest miłości wobec stworzeń, które zwykle wzbudzają odrazę, stał się symbolem jego świętości. Dlatego w Ameryce Południowej Marcin de Porres jest znany jako patron szczurów – tych najmniejszych, odrzuconych, ale przez Boga nie zapomnianych.

Zmarł w 1639 roku, a jego kult szybko rozprzestrzenił się wśród ludu, który widział w nim świętego bliskiego każdemu stworzeniu.

Te historie nie są jedynie opowieściami o cudach – są ilustracją katolickiej wizji świętości jako rzeczywistości, która przemienia nie tylko człowieka, ale i wszystko, co go otacza. W oczach świętych, każde stworzenie ma swoje miejsce w Bożym planie i uczestniczy, choćby milcząco, w wielkiej liturgii stworzenia.

https://dakowski.pl/czy-w-bozym-krolestwie-jest-miejsce-dla-zwierzat-cz-i/

https://ksiegarnia-armoryka.pl/stworzenie-i-wiecznosc-czy-w-niebie-beda-zwierzeta-andrzej-sarwa


Czy w Królestwie Bożym jest miejsce dla zwierząt?

**

W Królestwie Bożym nie ma miejsca na nikogo, kto uważa się za odseparowany byt. Bo tym właśnie jest Królestwo Boże, wstrzymaniem odseparowanego bytu. Mówiąc metafizycznie, tylko Bóg Jest. Wszystko inne, cokolwiek jest, będzie było. I właśnie na takiej ulotnej podstawie ludzkie istoty określają swą tożsamość. Zwierzęta zatem nie mają szans, i będą kontynuować swój odseparowany byt, to człowiek jest tym który ewentualnie potrafi zakwestionować swą indywidulaność i porzucić swe człowieczeństwo. [To ostatnie to akurat całkiem łatwo wielu ludziom przychodzi, przez porzucenie człowieczeństwa mam oczywiście na myśli identyfikację z ludzkim ciałem i zakwestionowanie tego, że się urodziliśmy. W końcu umrzeć może tyko to, co się urodziło. Królestwo Boże jest dla niezrodzonych. I nie jest bynajmniej jakąś mglistą obietnicą. Wystarczy nie upierać się przy narodzinach i widzieć wszystko co zrodzone jako: "to nie moje, tym nie jestem, to nie moje ja". Kto kocha bardziej rzeczy przestrzeni i czasu niż Niezrodzoną Prawdę, dostanie dokładnie to co kocha, kolejną egzystencję w przestrzeni i czasie. Być może jako jakiś miły zwierzak... To już zależy od jakości podejmowanych działań. 





środa, 13 maja 2026

Błogosławiona jest młodzież, albowiem ona dziedziczy dług narodowy

 

Są to słowa ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego wypowiedziane na spotkaniu z młodymi ludźmi, którzy – rozbawieni – zdawali się nie rozumieć drwiącego przekazu; przyjęli tę  informacje bijąc brawo. To oznajmienie zostało przytoczone w wywiadzie Piotra Szlachtowicza z prof. Adamem Wielomskim o konsekwencjach podpisanej z UE umowy SAFE:


„Dlaczego Polacy wciąż milczą, akceptują, ‚łykają’  szkodliwe posunięcia rządu?” – pyta Piotr Szlachtowicz. – „Polski już nie ma?” – Odpowiada prof. Adam Wielomski: „Będą konsekwencje wobec Sikorskiego?! W Polsce?! – Opinia publiczna jest przyzwyczajona do tego, że ją poniżają, szydzą z niej”. Powiedział zresztą minister prawdę: nie jego dzieci będą spłacać długi.

Profesor jednoznacznie krytykuje program SAFE. Po pierwsze, ogromne koszty – 43 mld euro (tj. około 180 mld złotych) plus odsetki. Trzeba będzie oddać około 400 mld złotych, czyli prawie 2/3 tegorocznego budżetu. Po drugie, na co wyda Polska te pieniądze. Rząd nie ukrywa, że znaczna część pożyczki trafi na Ukrainę, czyli zostanie wyrzucona w błoto.

Po trzecie wreszcie, powiększy się nasza zależność od Unii, która będzie mogła wstrzymywać fundusze, jeśli będziemy ‚niegrzeczni’. Polska biorąc te pieniądze wpada we wspólne długi europejskie, co zmniejsza nasze możliwości ewentualnego polexitu, no i finansowanie armii będzie w rękach UE. Nasuwa się przy tym pytanie, czy ta pożyczka jest w ogóle legalna.

P. Szlachtowicz: „Nie jest legalna, powinna była być uchwalona w formie ustawy. Dlaczego więc Kosiniak-Kamysz i Domański nie boją się konsekwencji? – Przecież gdy przyjdzie nowy rząd, będą rozliczeni. Czy oni przypuszczają, że federalizacja Europy przyspieszy, więc będą bezkarni.


Pożyczka SAFE podpisana

Ci, co podpisali, wiedzieli, co czynią – odpowiada profesor. – Domański ma już tyle osiągnięć w zakresie kreatywności budżetowej, że musiał podpisać, by zachować stanowisko ministra finansów i nie usłyszeć zarzutów prokuratorskich, a Kosiniak-Kamysz jest niekompetentny i chyba nie zdaje sobie sprawy, co podpisał. A tak na dobrą sprawę nic im nie grozi. Trybunał Stanu tylko raz na początku III RP skazał ministra. Koalicja rządząca musiałaby w przyszłych wyborach uzyskać poniżej 1/3 mandatów poselskich, by TK podjął określone działania. Na to się nie zanosi

A poza tym prezydent K. Nawrocki powinien wcześniej (teraz już za późno) wysłać pismo do Brukseli, że następuje podpisanie dokumentu przez nieuprawnione osoby, i że Polska deklaruje, iż nie będzie tych długów spłacać. – „Czy Polski już nie ma, ale tego nie wiemy? Czy będzie to ogłoszone?” – pyta więc P. Szlachtowicz.

Nie będzie ogłoszone, a dzieje się to na zasadzie pełzających kompetencji – mówi Adam Wielomski. – UE – mając wsparcie europejskiego sądownictwa – przyznaje sobie kolejne kompetencje nie pytając nikogo o zdanie. Poszczególne państwa, m.in. przez wspólne długi, są i będą stopniowo uzależniane. Ursula von der Leyen ma teraz przez udzielenie pożyczki SAFE nowy argument przeciw Polsce.

Opracował: Zygmunt Białas zygmuntbialas/blogoslawiona-jest-mlodziez-albowiem-ona-dziedziczy-dlug-narodowy

niedziela, 10 maja 2026

W cieniu obcych ambasad


„Izrael dokonuje na naszych oczach ludobójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Izrael to nowa Trzecia Rzesza i jego flaga powinna wyglądać dokładnie tak” – takie słowa z sejmowej mównicy wygłosił Konrad Berkowicz, po czym wyciągnął flagę Izraela z umieszczoną w środku swastyką. No i zaczęło się. Larum na cały świat podniósł ambasador Izraela, a zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa złożył do prokuratury Włodzimierz Czarzasty. Jakie prokurator krajowy zada posłowi męki, tego jeszcze nie wiemy, wiemy, że Dariusza Korneluk to Ukrainiec i wiemy, co Ukraińcy robili Polakom na Wołyniu.

W podobnym tonie komentowały media rządowe i antyrządowe, lewackie i konserwatywne, „Gazeta Polska” i „Gazeta Wyborcza” – tak, jakby wszystkie miały wspólną redakcję. Wszystkich przebiło MSZ izraelskiego reżimu, na czele którego stoi ścigany listem gończym Międzynarodowego Trybunału Karnego: „Taka osoba nie ma miejsca w parlamencie demokratycznej Polski. Oczekujemy, że polskie władze podejmą zdecydowane i szybkie działania”. Głos zabrała też ambasador Izraela: „Natychmiastowe działania podjęte przeciwko posłowi Berkowiczowi są ważne i uznane. Jednak walka z antysemityzmem jest sprawą każdego. Dlatego kompleksowy, krajowy plan walki z antysemityzmem jest potrzebą chwili”. Innymi słowy, faszyzm to przywara wszystkich Polaków i stąd potrzeba natychmiastowego wprowadzenia w życie rządowej „Krajowej Strategii przeciwdziałania antysemityzmowi i wspierania życia żydowskiego”, a o tym, kto może zasiadać w polskim Sejmie ma decydować ambasador państwa odpowiedzialnego za ludobójstwo.

W dalszej części wpisu zabrał się za innych Polaków: „Historia pokazała, do czego prowadzą rasizm i antysemityzm – Polska wie o tym aż za dobrze”. Tak, to prawda – Polska o tym wie, bo w Polsce byli faszyści, ale w Polsce przedwojennej i nie byli nimi Polacy, lecz… Żydzi. Faszystami byli zaczadzeni Mussolinim syjoniści rewizjoniści, którzy o swym wodzu Włodzimierzu Żabotyńskim mówili z podziwem „żydowski faszysta”, a którego pierwszy premier Izraela Ben Gurion nazywał „Włodzimierzem Hitlerem”. Członkowie założonej przez Żabotyńskiego 50-tysięcznej paramilitarnej, narodowo-radykalnej organizacji Bejtar pozdrawiali się salutem rzymskim i uważali, że antysemityzm Hitlera jest pożądany, bo skłania Żydów do emigracji do Palestyny. Nawiasem mówiąc członków Bejtaru szkolił Józef Piłsudzki, ten sam, który osadził w Berezie Kartuskiej walczących z żydowskimi faszystami (i żydowskimi komunistami) polskich narodowców.

W Izraelu nie tylko żywe są tradycje nazizmu, ale Izrael to prekursor nowoczesnego terroryzmu. Generał Władysław Anders w swych pamiętnikach zapisał: „W Palestynie zaczęły się tłumne dezercje żołnierzy żydowskiego pochodzenia. Ani jeden dezerter nie został przez nas aresztowany, ponieważ nie chciałem mieć pod dowództwem żołnierzy, którzy bić się nie chcą. Tym niemniej uprzedziłem Brytyjczyków, że mogą mieć z nimi kłopoty. I rzeczywiście – dezerterzy zasilili oddziały miejscowych żydowskich sabotażystów i terrorystów walczących nie tyle z Arabami, co z żołnierzami brytyjskimi”.

Jeden z dezerterów Mieczysław Biegun, który powinien był stanąć przed plutonem egzekucyjnym, został Menachemem Beginem i autentycznym terrorystą – dowodził organizacją, która wysadziła hotel „King David” w Jerozolimie, zabijając 91 osób, w tym 28 Brytyjczyków (czyli zamordował oficerów armii, której częścią był korpus Andersa). Biegun-Begin był mordercą bezwzględnym. Kierowane przez niego bojówki dokonały makabrycznej rzezi ludności arabskiej, głównie kobiet i dzieci w wiosce Deir el-Jasin. Żydowskie organizacje terrorystyczne kierowane przez dezerterów w bestialski sposób dokonywały czystek etnicznych. Ich strategia polegała na mordach, na ślepym i dzikim terrorze, na sianiu paniki. Nawiasem mówiąc Ben Gurion publicznie obarczył Begina odpowiedzialnością za tą i inne masakry i nazwał go „Menachemem Hitlerem”.

Przykładów na taki żydowski terroryzm mamy mnóstwo. Ponieważ niedawno obchodzili rocznicę tzw. powstania w getcie warszawskim, to przypomnijmy, że Izrael zrobił ze strefy Gazy ogrodzone drutem kolczastym więzienie dla dwóch milionów Palestyńczyków, przypominające warszawskie getto z czasów II wojny (z tą różnicą, że nie ma w nim żydowskiej policji), w którym wybuchło powstanie i które Izraelczycy likwidują – tak, jak Niemcy likwidowali getto warszawskie. Przed wojną spekulowano w Polsce, jak współżyliby Żydzi z innym narodem, gdyby mieli własne państwo. Dzisiaj nie musimy spekulować – już trzecie pokolenie Palestyńczyków doświadcza koszmaru tego współżycia, i skóra cierpnie na myśl, co będzie z nami, gdy Żydom uda się pomysł z Judeopolonią.

Trudno nie być „antysemitą”, gdy widzi się pełzające ludobójstwo w Gazie, które ma swoją nazwę – zbrodnia wojenna. Przy czy problemem nie jest Benjamin Netanjahu. Problemem są wszyscy Izraelczycy. Na jaw wyszedł skrzętnie dotychczas ukrywany sekret: większość Żydów w Izraelu to rasiści i faszyści czystej wody, bo 75 procent z nich twierdzi, że w Gazie nie ma niewinnych osób i trzeba głodzić i mordować palestyńskie dzieci, bo „to przyszli terroryści”.

„Rasiści ministrami”; „Faszyści tryumfują”; „Utworzyli rząd składający się z rasistów” – tak media w Izraelu pisały, gdy rządy objęła ekstremistyczna partia Netanjahu i koalicja trzech partyjek: rasistowskiej, fundamentalistycznej i ultranacjonalistycznej. Jeden z czołowych nowojorskich rabinów o ministrze resortu bezpieczeństwa powiedział: „Wódz Ku Klux Klanu prokuratorem generalnym”. Miał na myśli Itmara Ben-Gwira, który chce zaprowadzić w kraju etniczną segregację, deportację wszystkich Arabów oraz nawołuje do aktów terroru. Ministrem bezpieczeństwa narodowego został rasista Belzebub Smotrycz, który nie-Żydów nazywa „ludzkimi zwierzętami”. Z kolei Maja Golan, sprawująca w tym „rządzie jedności narodowej” funkcję ministra do spraw kobiet i równości chlapnęła: „Jestem osobiście dumna z holokaustu w Gazie i wiem, że za 80 lat będą opowiadać wnukom, co zrobili Żydzi”.

I tu refleksja: Czy nie powinniśmy zafundować temu faszystowskiemu państewku coś na kształt „arabskiej wiosny” (przy pomocy której szerzyli demokrację na Bliskim Wschodzie)? Czy Radek Applebaum nie powinien postulować w Parlamencie Europejskim wysłania do Izraela sił pokojowych, dla zaprowadzenia tam demokratycznych porządków? Czy nie mógłby zapytać, dlaczego rasista Izrael Katz, który oskarżył Polaków, że „wyssali antysemityzm z mlekiem matki”, ciągle zasiada w Knesecie? Czy nie mógłby zażądać usunięcia z Knesetu Ya’ira Lapida, który zaklinał: „Polskie obozy śmierci istniały i żadne prawo nigdy tego nie zmieni” oraz Naftaliego Bennett, który oskarżał: „Polacy współdziałali z nazistami przy Holokauście”?

Obelga „polski faszysta” to stara sprawdzona metoda antypolskich propagandystów i nie dziwi, że ucieka się do niej ambasador Izraela, „Wyborcza” oraz Czarzasty, bo wszyscy wywodzą się w prostej linii z żydokomunistycznych rodzin i wyssali to z mlekiem matki. W styczniu 2018 r. na łamach gazet całego świata widzieliśmy więcej swastyk, niż w hitlerowskich Niemczech. Z tym że to były swastyki w Polsce. Doszło do tego, gdy po emisji reportażu TVN o „polskich neonazistach wznoszących toast za Hitlera”, jak nakręcane małpki z pudełka wyskoczyli prezydent, premier i marszałek Sejmu, prześcigając się w pogróżkach wobec „propagujących w Polsce faszyzm”.

Mało tego – energicznie zabrali się za „antysemityzm Polaków”, którym jest krytyka Izraela. Jarosław Kaczyński ogłosił: „Dziś mamy nową wielką falę antysemityzmu, czasem zupełnie jawnego, czasem takiego cichego, dyskretnego koncentrującego się na atakach na państwo Izrael. Otóż pamiętajmy: Państwo Izrael jest można powiedzieć przyczółkiem naszej kultury w tamtym świecie, świecie z którym musimy współpracować i powinniśmy dążyć do tego, aby nasze sposoby myślenia i nasze ideały się zbliżały”. A co to oznacza? Ano, że częścią tej „kultury” jest mordowanie palestyńskich dzieci.

Nasi politycy, i to zarówno ci polscy jak i ci z Polski, mają wyrobiony tzw. odruch psa Pawłowa – na dźwięk słowa „antysemityzm” rzucają się do przepraszania Żydów i deklarują całkowitą eliminację „antysemityzmu Polaków”. Ale Żydów to nie cieszy. Dlaczego? Bo antysemityzm jest im potrzebny. Bo to nie przypadek, że różnymi metodami, świadomie, w sposób ostentacyjny wywołują antysemickie nastroje. Bo z polowanie na „antysemitów” zrobili sobie biznes i czerpią z niego ogromne zyski. I to im się z Berkowiczem udało. Ale to nie koniec, oni się dopiero rozkręcają.

Gdy w mediach na całym świecie opublikowano zdjęcie, na którym izraelski żołdak niszczy figurę ukrzyżowanego Chrystusa, oburzył się cały świat (w tym muzułmański Iran), ale nie Czarzasty i nie politycy w Polsce.  Tylko Radek Sikorski nieśmiało spiął się na X z izraelskim ministrem (bo taki był przekaz dnia z Brukseli). Na jego wpis zareagował Izraelczyk: „Sugestia, że zamiast pouczać innych o moralności, osobiście potępisz haniebny antysemicki incydent, jaki widzieliśmy w polskim parlamencie. Należy być ostrożnym w wygłaszaniu nieodpowiedzialnych wypowiedzi, które ostatecznie mogą prowadzić do niebezpiecznych konsekwencji”. Innymi słowy – zapiekły filosemita oskarżony został o… „antysemityzm”.

Słusznie oburzamy się na ingerencję ambasadora USA, chociaż to przedstawiciel mocarstwa, które gwarantuje Polsce bezpieczeństwo i może sobie na więcej pozwolić. Ale dlaczego na to pozwalamy, gdy robi to ambasador gównianego upadłego państwa, z nikłą tradycją państwowości, rządzonego przez komika osadzonego na prezydenckim stolcu przez oligarchę, który znajduje się na listach gończych FBI? Ambasador Ukrainy zamieścił na FB wpis: „28 kwietnia, w 79. rocznicę oddajemy hołd wszystkim ofiarom zbrodni przeciwko ludzkości, skierowanej na wynarodowienie Ukraińców w Polsce – akcji „Wisła”. W dalszej części wpisu napisał, że w wyniku tych działań „około 140 tysięcy Ukraińców zostało deportowanych z ojczystych południowo-wschodnich regionów Polski”. Czyli dwa w jednym: Oskarżył Polaków o ludobójstwo i zgłosił wobec Polski roszczenia terytorialne!

Ukraińscy dyplomaci stosują podobne do żydowskich metody: Żydzi wysyłają w świat kłamstwa o „polskich obozach”, a Ukraińcy o „polskich obozach koncentracyjnych dla Ukraińców”, i jako przykład podają funkcjonujący po wojnie obóz w Świętochłowicach. Tymczasem w łagrze tym przetrzymywano bandytów z UPA wyłapanych w trakcie operacji „Wisła”, łagier ten nie był polskim, lecz żydowskim obozem śmierci, gdzie z niezwykłym bestialstwem mordowani byli przede wszystkim Polacy, którego komendantem był Salomon Morel, szefem więziennictwa w Katowicach Szyja Wassersturm, prokuratorem Mietek Rosenkranz, a szefem MO w pobliskim Będzinie Jurek Furstenfeld.

Dlaczego w ogóle doszło do tego, że Wasyl Bodnar jest ambasadorem w Polsce? Skąd tyle pobłażliwości wobec osobnika, który głosi roszczenia terytorialne do 1/3 terytorium Polski? Dlaczego on i jego wszyscy poprzednicy to banderowcy? 2 maja z okazji rocznicy powołania SS Galizien ulicami Lwowa (w którym banderowcy od zawsze podśpiewują sobie „Pamiętaj Lasze, co do Wisły nasze”) przeszedł marsz, na którym pojawiły się swastyki, hitlerowskie mundury, nazistowskie insygnia, w tym emblematy jednostek Waffen SS. Marszu nie potępił ambasador Polski. Wody w usta nabrał Radek Sikorski. Milczał strachliwie Sejm, Senat i „Gazeta Wyborcza”.

Podsumujmy: Konrad Berkowicz nie powiedział nic nowego, bo za ludobójstwo w Gazie Międzynarodowy Trybunał Karny od dawna ściga premiera Izraela. Powiedział tylko głośno kilka słów prawdy o zbrodniach, o których od dawna donoszą media na świecie. Jego wystąpienie nie było propagowaniem faszyzmu, ale było wymierzone w faszyzm. Nie było poparciem dla faszyzmu, ale walką z faszyzmem.

Jaką Berkowicz popełnił zbrodnię? Jaka była jego wina? Przecież nie jest zbrodniarzem wojennym, w przeciwieństwie do Netanjahu, który przysłał do Warszawy Jakuba Finkelsteina. Przecież nie sprofanował publicznie krzyża i nie podpalił kościoła. Przecież nie jest wnukiem funkcjonariusza UB, który torturował i mordował Polaków. Nie rozkrada Polski. Nie zadłuża Polaków na miliardy euro. Nie bierze od ministry kultury grantów na badanie polskiego antysemityzmu i na nakręcenie antypolskiego filmu.

Potraktowanie Berkowicza jest ostrzeżeniem, czym posłowie na Sejm nie mogą się zajmować i testem, jak daleko można się posunąć w terroryzowaniu i dyscyplinowaniu Polaków. Czarzasty i jego sejmowa ferajna to, na przemian, słudzy narodu izraelskiego i narodu ukraińskiego, ale nie narodu polskiego. Posłów mają wybierać Polacy, a ci (niestety nieliczni) polscy posłowie powinni żądać wydalenia z Sejmu Barbarę Nowacką za jej słowa: „Polscy naziści zbudowali obozy, które były obozami pracy, a potem stały się obozami masowej zagłady”.

Na koniec kilka pytań: Co robić, żeby polscy posłowie byli oceniani przez Polaków, a nie przez izraelskiego ambasadora? Czy w przypadku marszałka Sejmu nie mszczą się zaniechania z dekomunizacją, ale nie z podsuwanym przez żydokomunę pytaniem, gdzie kto był – tylko, co robił, czy nie miał ojca, który sądził w sądach kapturowych lub dziadka, który strzelał Polakom w potylicę? Dlaczego przejmują się tym, co o nich mówią Żydzi a nie tym, co o nich mówią Polacy? Dlaczego tak potulnie rząd Tuska przyjął uchwałę ws. przeciwdziałania antysemityzmowi, która w sposób oczywisty ma na celu „dorżnięcie watahy” i zaciśnięcie pętli na szyi nie tylko Berkowicza, co wszystkich, którym nie podoba się Netanjahu? Dlaczego biorą w tym udział, przecież prędzej czy później też się za nich wezmą i też pokażą w telewizjach, prowadzonych w więziennych klapkach, na oczach gawiedzi, na posterunek prokuratury?

Krzysztof Baliński
https://dakowski.pl/

Dalekowzroczny ksiądz katolicki, ojciec Leonard Feeney...

 Kto wymyślił pojęcie „mowy nienawiści”? Na to bardzo interesujące pytanie ponad siedemdziesiąt lat temu odpowiedział dalekowzroczny ksiądz katolicki, ojciec Leonard Feeney:


CZY NALEŻY ZAKAZAĆ NIENAWIŚCI?

Większość Amerykanów, słysząc to pytanie, bez wahania odpowiedziałaby: „Tak, oczywiście, nienawiść powinna być zakazana!”. Ich chęć udzielenia odpowiedzi można wyjaśnić aż nazbyt łatwo. Przez ostatnie półtorej dekady byli bombardowani propagandą, która miała sprawić, że będą patrzeć na cały świat z ogłupiającą życzliwością. Techniki reklamowe, które zwykle zachęcają Amerykanów do wybredności w kwestii mydła i pasty do zębów, są teraz wykorzystywane, by przekonać ich, że w sprawach kultury i wyznania nie ma czegoś takiego jak produkt lepszy od innych. Za pomocą billboardów, plakatów w autobusach i metrze, gazet i czasopism, audycji radiowych i telewizyjnych przekonuje się Amerykanów, zarówno subtelnie, jak i bez ogródek, że „fanatyzm to faszyzm… Tylko braterstwo może ocalić nasz naród… Musimy być tolerancyjni wobec wszystkich!”.

Długofalowe skutki tej kampanii są widoczne już teraz. Tworzy ona „obywatela bez kręgosłupa”: człowieka pozbawionego wrażliwości kulturowej; niezdolnego do oburzenia; którego jedyna aktywność umysłowa jest jedynie przedłużeniem tego, co czyta w gazecie lub ogląda na ekranie telewizora; który z pustym i uśmiechniętym wyrazem twarzy patrzy na moralną katastrofę w swojej okolicy, polityczną katastrofę w swoim kraju i zbliżającą się światową katastrofę. Ma zrozumienie tylko dla wrogów swojego kraju. Żywi wyłącznie życzliwe uczucia wobec tych, którzy chcieliby zniszczyć jego dom i rodzinę. Szczerze współczuje każdemu, kto chciałby zniszczyć jego wiarę. Jest powszechnie tolerancyjny. Jest całkowicie pozbawiony uprzedzeń. Jeśli ma jakieś zasady, dobrze je ukrywa, aby nie wydawało się, że opowiadając się za nimi, sugeruje, iż zasady kontrastujące z nimi mogą być mniej wartościowe. Jest, na miarę swoich możliwości, dokładnie taki sam jak każdy inny obywatel, który, jak wierzy, stara się być dokładnie taki jak on: bezimienny, pozbawiony charakteru człowiek-plastelina. […]

Tak samo pewnie i stanowczo, jak Żydzi stali za masonerią, sekularyzmem czy komunizmem, tak samo stoją za kampanią „przeciw nienawiści”. Nie chodzi o to, że ruch ten stanowi urzeczywistnienie doktryny talmudycznej. Żydzi opowiadają się za tolerancją wyłącznie ze względu na jej destrukcyjną wartość – destrukcyjną, to znaczy dla Kościoła Katolickiego. Ze swojej strony wciąż podtrzymują swoje rasowe urazy i niechęci. Na przykład ich Talmud nadal naucza, że Chrystus był bezczelnym oszustem, i podaje nienadającą się do publikacji bluźnierczą relację o jego pochodzeniu i narodzinach. A jak powinno nas nauczyć właśnie minione Boże Narodzenie, Żydzi, pomimo całej swojej gadaniny o braterstwie, w najmniejszym stopniu nie porzucili swojego zdecydowanego programu, aby wszelkie przejawy uznania Bożego Narodzenia zniknęły z życia publicznego i społecznego narodu.

Sekretem sukcesu Żydów jest oczywiście to, że potrafią oni żywić taką prywatną nienawiść, jednocześnie propagując publiczną „miłość”, i nie są za to oskarżani o hipokryzję. Jak zawsze bowiem kierują oni wszystkim głównie zza kulis. Swoje przesłanie przekazują za pośrednictwem współpracujących z nimi nie-Żydów. A takich nie-Żydów jest obecnie prawdopodobnie więcej – zarówno tych chętnych, jak i tych, którzy dają się oszukać – niż kiedykolwiek wcześniej w historii. Dodatkowym szczęśliwym zbiegiem okoliczności jest to, że żydowscy dyrektorzy amerykańskiego przemysłu rozrywkowego mogą teraz zagwarantować, że jeden rzecznik Bractwa, znajdujący się w odpowiednim miejscu (np. za mikrofonem lub przed kamerą telewizyjną), jest w stanie wywrzeć wpływ na miliony Amerykanów.

A kampania Żydów odnosi sukcesy. Mamy wszelkie powody, by niepokoić się tym sukcesem. Amerykańscy katolicy, nawet ci, którzy nie angażują się aktywnie w dyskusję na temat tolerancji, są obecnie utrzymywani w ryzach przez wszechobecną groźbę oskarżenia o nienawiść, fanatyzm i nietolerancję. („Czy nienawiść powinna być zakazana?”, The Point, pod redakcją ks. Leonarda Feeneya, lipiec 1955 r.)

W 1955 roku, katolicki ksiądz Feeney myślał dokładnie tak samo jak katolik Michael E. Jones w 2026 roku. Ksiądz Feeney słusznie dostrzegł, że Żydzi nienawidzą Kościoła Katolickiego, ale nie zrozumiał, że nienawidzą go dlatego, że jest on biały, a nie dlatego, że jest chrześcijański. [To błąd. Nienawidzą – bo zaparli się swojego Mesjasza, a więć produkują nowego. md] Wielki pisarz katolicki Hilaire Belloc prawdopodobnie nie popełniłby tego samego błędu. Jak kiedyś powiedział: „Europa to Wiara, a Wiara to Europa”. Dlatego Belloc byłby całkowicie przeciwny imigracji muzułmanów i innych nie-białych do Europy. Nie byłby też wcale zaskoczony, widząc, jak Żydzi organizują taką imigrację, propagują ją i karzą białych za opór wobec niej.

Belloc nie byłby też zaskoczony, widząc, jak Żydzi cynicznie odgrywają rolę ofiar, gdy ich własna polityka obróciła się przeciwko nim. Ten somalijski nożownik z Londynu, który zaatakował Żydów, zostanie teraz wykorzystany przez Żydów do zwiększenia żydowskiej potęgi i podkreślenia statusu ofiar. Nie zabił nikogo, ale otrzyma znacznie więcej uwagi niż Mohammed Ismail, Somalijczyk, który zamordował trzech białych w Sheffield w 1960 roku, oraz niż Mohamed Noor Iidow (sic), Somalijczyk, który zgwałcił na śmierć białą kobietę w Londynie w 2021 roku.

Na całym Zachodzie niezliczeni biali ludzie padli ofiarą morderstw, gwałtów, pobić, rabunków i innych krzywd spowodowanych przez błotną powódź masowej migracji, nadzorowaną przez Żydów. Jednak, jak już wspomniano, krzywda wyrządzona białym ludziom jest cechą charakterystyczną tej powodzi, a nie jej błędem. A teraz, gdy ta powódź błota z opóźnieniem szkodzi jej twórcom, Żydzi odgrywają rolę ofiar i lamentują, że „Żydzi nigdzie nie czują się bezpiecznie”, że „Żydzi żyją w strachu w Wielkiej Brytanii XXI wieku”, że „Żydzi w Wielkiej Brytanii nie czują się już jak w domu”, że „Żydzi w Irlandii nigdy nie czuli się bardziej samotni”. Jednak żadnemu z tych lamentów nie towarzyszy szczerość ani samokrytyka. Żydzi nie wyróżniają się szczerością i samokrytyką. Zamiast tego wyróżniają się użalaniem się nad sobą. (...)

Życie nocne (night-life). Z tego właśnie znany był kiedyś Londyn. Dzisiaj Londyn znany jest z „życia nożowego” (knife-life). W październiku 2025 roku, biały mężczyzna o imieniu Wayne Broadhurst został śmiertelnie pchnięty nożem w Londynie przez afgańskiego muzułmanina. Jego zabójstwo zostało całkowicie zignorowane przez brytyjską elitę polityczną i nie wywołało żadnych pełnych niepokoju komentarzy w mediach głównego nurtu. W kwietniu 2026 r. dwóch Żydów zostało pchniętych nożem, ale nie zabitych, w Londynie przez osobę, która według doniesień była somalijskim muzułmaninem. Brytyjska elita polityczna natychmiast zareagowała oburzeniem, a media głównego nurtu są pełne pełnych niepokoju komentarzy na temat biednych, prześladowanych Żydów. Żydowska minister sprawiedliwości Sarah Sackman oświadczyła z powagą, że „atak na brytyjskich Żydów jest atakiem na samą Wielką Brytanię”.

(...)

Jednak kluczowa rola Żydów w migracji muzułmanów nie zostanie poruszona w pełnych niepokoju komentarzach na temat tego somalijskiego nożownika z Londynu. Obdarzając Żydów współczuciem i pochlebstwami, media głównego nurtu nie zapytają, dlaczego w Wielkiej Brytanii jest tak wielu Somalijczyków. Na to niezwykle interesujące pytanie istnieje bardzo prosta odpowiedź. W Wielkiej Brytanii jest tak wielu Somalijczyków dzięki mało znanej Barbarze Roche, intensywnie etnocentrycznej Żydówce, która pełniła funkcję ministra ds. imigracji pod rządami oddanego szabas-goja Tony’ego Blaira:
(...)

Mężczyzna aresztowany za pchnięcie nożem dwóch Żydów w Londynie to podobno 45-latek „urodzony w Somalii, który przybył do Wielkiej Brytanii »legalnie jako dziecko«”. Innymi słowy, jest on jednym z Somalijczyków sprowadzonych do Wielkiej Brytanii bez jakiegokolwiek demokratycznego mandatu ani zgody białej większości. Od momentu przybycia wzbogacił Wielką Brytanię w typowo somalijski sposób: ma „historię poważnej przemocy i problemów ze zdrowiem psychicznym”.

Dwie strony tego samego Cohena

Barbara Roche zalała Wielką Brytanię Somalijczykami o niskim IQ i wysokiej przestępczości, takimi jak on, ponieważ uważała, że będzie to dobre dla Żydów. Nie chciała pomóc Somalijczykom: chciała zaszkodzić białym. Krótko mówiąc, chciała zemścić się na białych. I znowu, nie musicie wierzyć mi na słowo. Nie, uwierzcie samej Roche. W 2001 roku powiedziała w wywiadzie dla Guardiana, że jej „rodzice byli częściowo hiszpańskimi, portugalskimi, polskimi i rosyjskimi [Żydami], a ona weszła do polityki – do dziś to podkreśla – aby zwalczać antysemityzm i ksenofobię w ogóle”. W jednym z przemówień w 2000 roku wyraźnie cieszyła się ze swojej zdolności do otwarcia granic Wielkiej Brytanii i wyrządzenia krzywdy białej większości. Była dumną potomkinią Żydów, którzy ponad sto lat temu zostali znieważeni przez ksenofobicznego białego Brytyjczyka. Zwróćcie uwagę, jak rozpoczyna tę część swojego przemówienia rażącym kłamstwem:

Wielka Brytania zawsze była krajem imigrantów. Przed początkiem XX wieku praktycznie nie istniały żadne kontrole imigracyjne. Ustawa o cudzoziemcach z 1905 roku była bezpośrednią reakcją na imigrację żydowską i trudno zaprzeczyć, że częściowo wynikała z antysemityzmu. Major [William] Evans-Gordon, poseł do parlamentu, przemawiając na poparcie tej ustawy, powiedział: „To najbiedniejsi i najmniej zdolni spośród tych ludzi się przemieszczają, a to właśnie resztki z tej grupy przybywają do tego kraju i są tu przyjmowani […] Szanowni posłowie z przeciwnej strony nie żyją w codziennym strachu, że zostaną wyrzuceni na ulicę, aby zrobić miejsce dla nieprzyjemnego Polaka [tj. polskiego Żyda]”.
Podejrzewam, że major Evans-Gordon przewróciłby się w grobie, gdyby wiedział, że ich potomkini nie tylko zostanie ministrem ds. imigracji, ale także stanie dziś przed Państwem, wygłaszając to przemówienie. („Migracja w Wielkiej Brytanii w globalnej gospodarce”, projekt przemówienia Barbary Roche, posłanki do parlamentu i minister ds. imigracji, Londyn, 11 września 2000 r.)
Żydowskie kłamstwo Roche’a, że Wielka Brytania jest „narodem migrantów”, nawiązywało do starszego żydowskiego kłamstwa, że Ameryka jest „narodem imigrantów”. Żydzi jednak nie wierzą we własne bajki: tych kłamstw nie rozpowszechnia się w Izraelu, którego szczelnie zamknięte granice i zdecydowanie judeo-centryczne prawo odzwierciedlają prawdziwe znaczenie słowa „naród”. Słowo to pochodzi od łacińskiego czasownika nasci, oznaczającego „urodzić się”, ponieważ naród jest związany więzami krwi, wspólnym pochodzeniem, religią, kulturą i językiem. W tym sensie Wielka Brytania, Ameryka, Francja, Australia i wiele innych krajów zachodnich przestały być prawdziwymi narodami, ponieważ zostały zalane przez obcych i niepodlegających asymilacji nie-białych przez swoje zdradzieckie, kontrolowane przez Żydów elity. Polityka izraelska kieruje się zasadą „Co jest najlepsze dla Żydów?”. Polityka zachodnia kieruje się zasadą „Co jest najgorsze dla białych?”. Ale te dwie zasady to w rzeczywistości dwie strony tego samego Cohena: Żydzi tacy jak Barbara Roche wierzą, że to, co jest najgorsze dla białych, jest jednocześnie tym, co jest najlepsze dla Żydów.

Cały artykuł:

https://babylonianempire.wordpress.com/2026/05/09/najwieksze-zagrozenie-dla-bialych-zydowska-doktryna-stojaca-za-nozownikami-somalijskimi-i-zalewem-imigrantow/

piątek, 8 maja 2026

Rządzą nami idioci!

 


Kompromitacja posłów
przy najprostszych pytaniach

W Polsce trwają matury. TVN postanowił przy tej okazji sprawdzić, czy podstawowa wiedza ze szkoły nie wietrzeje przypadkiem zbyt szybko, zwłaszcza na korytarzach sejmowych.

Zadane parlamentarzystom pytania nie były przeznaczone dla olimpijczyków. Podstawy tabliczki mnożenia, liczba województw w Polsce, daty kluczowych wydarzeń historycznych, stolice. Materiał, który właściwie znają uczniowie podstawówki. Okazało się jednak, że wielu posłów miało z banalnymi pytaniami duży problem.

Na pierwszy ogień poszła matematyka. Wynik mnożenia 7×8 okazał się dla części parlamentarzystów wyzwaniem niespodziewanie ambitnym. Marek Ast z PiS po dłuższym namyśle zaproponował odpowiedź „coś koło czterdziestu”. Robert Kropiwnicki z PO zaczął od „czterdzieści…” i nie dokończył.

Aleksandra Leo z Klubu Parlamentarnego Centrum wybrała inną taktykę i zamiast mnożyć, pochwaliła pogodę. „Ja się bardzo cieszę, że kwitną kasztany, matury już tuż tuż” – powiedziała. Odpowiedzi 56 bez wahania udzielił Michał Wójcik z PiS, co na tle kolegów brzmiało niemal jak wyczyn olimpijski. Przemysław Czarnek wprawdzie najpierw próbował uciec, tłumacząc, że jego syn właśnie zdaje maturę i nie chciałby mu zrobić wstydu w telewizji, ale ostatecznie stanął na wysokości zadania i poprawnie odpowiedział, że 9×7 to 63.

Nie lepiej poszła geografia. Na pytanie, ile województw liczy Polska, Żaneta Cwalina-Śliwowska z Klubu Parlamentarnego Centrum odparła: „Nie liczyłam ich nigdy, nie potrafię odpowiedzieć. Wiem, że wcześniej było ich 49 przed reformą”. Ta sama poseł stwierdziła następnie, że Luksemburg jest stolicą Belgii.

Dariusz Wieczorek z Nowej Lewicy na pytanie, ile wynosi 0,5 + ½, odpowiedział pewnym tonem: „1,7″.

Łukasz Osmalak z Polski 2050, zapytany o rok upadku komunizmu, najpierw zaproponował „80.”, po czym po chwili wahania doszedł do prawidłowej daty 1989. Na pytanie, kto walczył w wojnie secesyjnej, Wieczorek rozłożył ręce: „Nie zdawałem matury z historii. Nie jestem w stanie w tej chwili sobie przypomnieć”.

7.05.2026 nczas/rzadza-nami-idioci

To bez wątpienia idioci, nie tylko intelektualni lecz także etyczni, ale kto w obecych czasach uważa, że Sejm nie jest czymś więcej niż cyrkiem, albo teatrzykiem, kukiełkowym dla gojów, ten sam zbyt rozgarnięty nie jest. W najlepszym jest razie bardzo mocno niedoinformowanym.

https://nczas.info/2026/05/07/rzadza-nami-idioci-kompromitacja-poslow-przy-najprostszych-pytaniach/

Badania n/t zagrożenia dla zdrowia związanego z technologią 5G


10 badań podkreśla zagrożenia dla zdrowia związane z technologią 5G

Analiza dr. Josepha Mercoli

Historia w skrócie

W kilku badaniach opublikowanych w latach 2022–2024 zwrócono uwagę na zagrożenia dla zdrowia, jakie niesie ze sobą technologia 5G.
Wyniki badań przeczą wytycznym Międzynarodowej Komisji Ochrony przed Promieniowaniem Niejonizującym i wykazują różnorodne szkodliwe skutki biologiczne promieniowania o częstotliwości radiowej (RFR) dla ludzi i środowiska, w tym zwiększone ryzyko zachorowania na raka.
Badania pokazują, że technologia 5G może powodować uszkodzenia neurologiczne i problemy psychiczne, a także podkreśla jej wpływ na rozwój mózgu, w tym zwiększone ryzyko chorób takich jak demencja, poprzez mechanizmy takie jak upośledzenie neurozyny.
Badanie z grudnia 2023 r. ilustruje szkodliwy wpływ promieniowania RF 5G na plemniki szczurów, wykazując zmniejszenie liczby i jakości plemników, przy czym melatonina ma działanie ochronne.
Badanie z lutego 2024 r. wskazuje na istotne zmiany w profilach mikrobiomu kałowego i metabolomu u myszy wystawionych na działanie promieniowania RF 5G, co może mieć szerszy wpływ na zdrowie, w tym na dobre samopoczucie psychiczne i funkcjonowanie układu odpornościowego.
Przez ostatnie dziesięć lat napisałem wiele artykułów omawiających dowody na to, że uszkodzenia biologiczne powstają w wyniku działania niejonizujących pól elektromagnetycznych (PEM) i promieniowania o częstotliwości radiowej (RFR) generowanych przez technologie bezprzewodowe.

To wywiad, który przeprowadziłem z Siimem Landem w lutym 2020 roku do jego podcastu „Body Mind Empowerment”. Omawiam w nim pole elektromagnetyczne (EMF) – czym jest, skąd pochodzą największe źródła narażenia, jak wpływa ono na organizm i jak można zminimalizować narażenie. Omawiam również, jak branża telekomunikacyjna manipuluje prawdą, aby utrzymać nas w nieświadomości co do zagrożeń.

Chociaż branża telefonii komórkowej opiera się na założeniu, że szkodliwe może być jedynie promieniowanie jonizujące – takie jak promienie rentgenowskie – naukowcy od dawna ostrzegają, że promieniowanie niejonizujące i nietermiczne również może zagrażać zdrowiu. Dotyczy to nie tylko zdrowia ludzi, ale także roślin i zwierząt.

Z czasem tak bardzo przekonałem się o szkodliwym wpływie pola elektromagnetycznego, że poświęciłem trzy lata na pisanie książki „ EMF*D ”, która ukazała się w 2020 roku. Zebrałem w niej przytłaczające dowody wskazujące na to, że pole elektromagnetyczne stanowi ukryte zagrożenie dla zdrowia, którego po prostu nie można dłużej ignorować.

Podczas pandemii byliśmy również świadkami ogólnokrajowego wdrożenia i instalacji sieci 5G, co wykładniczo zwiększyło narażenie na promieniowanie, ponieważ została ona zbudowana na istniejącej infrastrukturze sieci komórkowej.

Poniższy [w oryg. md] krótki film, opublikowany przez Investigative Europe w styczniu 2019 roku, przedstawia krótki przegląd różnic między technologią 5G a poprzednimi technologiami mobilnymi. W tamtym czasie nie było zbyt wielu szczegółowych badań nad technologią 5G, ale w latach 2022-2024 opublikowano 10 badań, które rzucają więcej światła na tę technologię piątej generacji.

Wezwania do wprowadzenia moratorium na technologię 5G są ignorowane, mimo istniejących dowodów.

https://youtube.com/watch?v=JKaoLxw0qJI%3Ffeature%3Doembed

Pierwszy z tych artykułów, opublikowany we wrześniu 2022 roku w czasopiśmie „Reviews on Environmental Health”, zawiera dobry przegląd zagrożeń, jakie stwarza technologia 5G. Autorzy zwrócili uwagę, że od września 2017 roku ponad 400 naukowców i lekarzy wspólnie wystosowało sześć apeli do Unii Europejskiej, wzywając do wprowadzenia moratorium na technologię 5G. Wszystkie zostały zignorowane.

Apel z września 2021 r. zawierał „szczegółowy list przewodni”, w którym eksperci argumentowali, że poleganie UE na wytycznych Międzynarodowej Komisji Ochrony przed Promieniowaniem Niejonizującym (ICNIRP) zagraża zdrowiu publicznemu, ponieważ wytyczne uwzględniają jedynie „ogrzewanie, a nie inne istotne dla zdrowia biologiczne skutki RFR”.

W liście przeciwstawiono wytycznym ICNIRP wyniki badań europejskich i międzynarodowych grup ekspertów, które szczegółowo opisują niezliczone szkodliwe skutki biologiczne promieniowania RF dla ludzi i środowiska. Według autorów:

„Dowody na tę teorię pochodzą z badań, które wykazują zmiany w neuroprzekaźnikach i receptorach, uszkodzenia komórek, białek, DNA, plemników, układu odpornościowego i zdrowia człowieka – w tym raka”.

Apel z 2021 r. ostrzega także, że sygnały 5G mogą dodatkowo zmienić zachowanie cząsteczek tlenu i wody na poziomie kwantowym, denaturować białka, uszkadzać skórę oraz szkodzić owadom, ptakom, żabom, roślinom i zwierzętom.

https://youtube.com/watch?v=JTqDBgI4jkg%3Ffeature%3Doembed

Łączenie sygnałów budzi poważne obawy.
W rozdziale zatytułowanym „Wielkie plany, wielkie obietnice, ale fałszywe twierdzenia” autorzy przedstawiają ustalenia samego rządu:

„…potencjalne zagrożenia dla zdrowia i bezpieczeństwa związane z RFR zostały ujawnione w niedawnym przeglądzie aktualnie dostępnych dowodów naukowych zleconym przez UE, a mianowicie w sprawozdaniu z 2021 r. Biura Badań Parlamentu Europejskiego (EPRS/STOA) zatytułowanym „Wpływ technologii 5G na zdrowie”.

Wnioski z kompleksowego przeglądu dostarczyły wystarczających dowodów na to, że RFR jest przyczyną raka u zwierząt, wystarczających dowodów na niekorzystny wpływ RFR na płodność mężczyzn, samców szczurów i myszy oraz ustaleń, że RFR prawdopodobnie ma działanie rakotwórcze dla ludzi.

Krótko mówiąc, raport EPRS/STOA wskazuje na szkodliwy wpływ pól elektromagnetycznych na zdrowie. W raporcie wezwano również do podjęcia działań mających na celu ograniczenie narażenia na pola elektromagnetyczne o częstotliwości radiowej (RF-EMF) (s. 153), takich jak obniżenie dopuszczalnych limitów narażenia i preferowanie korzystania z połączeń przewodowych.

Podobnie, dogłębna analiza UE (Komisji ITRE) z 2019 r. pt. „Wdrażanie technologii 5G: aktualna sytuacja w Europie, USA i Azji” ostrzegała, że ​​5G w połączeniu z 2G, 3G, 4G, WLAN, WiMAX, DECT, radarem itp. łącznie doprowadzi do drastycznie wyższego całkowitego promieniowania: nie tylko ze względu na stosowanie znacznie wyższych częstotliwości w 5G, ale także ze względu na możliwość agregacji różnych sygnałów, ich dynamiczny charakter i złożone efekty zakłóceń, które mogą z tego wynikać, szczególnie na gęsto zaludnionych obszarach miejskich (str. 11).

Obawy te wynikają ze złożoności sygnałów komunikacyjnych i niewiadomych dotyczących ich interakcji. Sygnały elektromagnetyczne emitowane przez sztuczne urządzenia komunikacyjne nie są falami regularnymi, lecz złożoną kombinacją fal nośnych o ultrawysokiej częstotliwości i modulacji, które kodują komunikaty za pomocą ekstremalnie niskich i ultraniskich częstotliwości.

Co więcej, sygnały są pulsowane z ultraniską częstotliwością (wysyłane w krótkich seriach włączania i wyłączania). Oznacza to, że chociaż fale nośne RFR mogą znajdować się w paśmie wysokich GHz, ich modulacje i częstotliwości impulsów są znacznie bliższe częstotliwościom fal mózgowych; na przykład pulsowanie sygnału telefonu GSM o częstotliwości 217 Hz.

Wykazano, że impulsowe lub modulowane sygnały RFR są bardziej bioaktywne niż proste fale ciągłe o tej samej intensywności i czasie ekspozycji. Ma to ogromne znaczenie dla zdrowia publicznego i nie ogranicza się do wyższych częstotliwości 5G.

Co więcej, w raporcie zauważono, że skutki tych nowych, złożonych sygnałów w kształcie wiązki wykazują nieprzewidywalne wzorce propagacji, które mogą prowadzić do niedopuszczalnych poziomów narażenia ludzi na promieniowanie elektromagnetyczne (str. 6), ale których nie udało się jeszcze wiarygodnie odwzorować w rzeczywistych sytuacjach poza laboratorium.

5G powoduje problemy neurologiczne i psychiatryczne
Drugie badanie, opublikowane w listopadzie 2022 roku, dotyczyło wpływu częstotliwości radiowej 4,9 GHz (jednej z kilku częstotliwości 5G) na zachowania emocjonalne i pamięć przestrzenną u dorosłych samców myszy. Stwierdzono, że ekspozycja na nią wywoływała „zachowania przypominające depresję” spowodowane „piroptozą neuronalną w ciele migdałowatym”.

Pyroptoza to forma programowanej śmierci komórki, która różni się od innych form apoptozy i charakteryzuje się reakcją zapalną. W tym procesie komórka puchnie i pęka, co prowadzi do uwolnienia cytokin prozapalnych i zawartości wewnątrzkomórkowej, które mogą wywołać odpowiedź immunologiczną w otaczających tkankach.

Proces ten jest kontrolowany przez białka gasderminy, które tworzą pory w błonie komórkowej i jest często uruchamiany w odpowiedzi na infekcje patogenami lub inne sygnały wskazujące na uszkodzenie komórki.

„Technologia 5G powoduje obumieranie komórek w ciele migdałowatym, obszarze mózgu odpowiedzialnym za regulację emocji, pamięć i podejmowanie decyzji”.

Ciało migdałowate to obszar mózgu zaangażowany w regulację emocji, pamięć i podejmowanie decyzji. Dlatego też piroptoza w tym obszarze może wskazywać na uszkodzenie neurologiczne lub stan zapalny, wpływający na regulację emocji, zachowanie i funkcje poznawcze.

Może to być istotne w kontekście chorób neurodegeneracyjnych, urazów mózgu lub infekcji, które wpływają na ośrodkowy układ nerwowy i prowadzą do różnych konsekwencji neurologicznych i psychiatrycznych.

Cztery badania potwierdzają wpływ technologii 5G na neurologię
Cztery inne badania opublikowane w 2023 r. również wykazują różnorodne uszkodzenia mózgu:

5G zwiększa przepuszczalność bariery krew-mózg — Pierwsze badanie wykazało, że promieniowanie wysokiej częstotliwości (RFR) z telefonów komórkowych 5G o częstotliwości 3,5 GHz lub 4,9 GHz – przez jedną godzinę dziennie przez okres 35 kolejnych dni – zwiększyło przepuszczalność bariery krew-mózg (BBB) ​​w korze mózgowej myszy.
Promieniowanie o częstotliwości radiowej (RFR) upośledza neurogenezę i powoduje uszkodzenie DNA neuronów — drugie badanie wykazało, że ciągłe promieniowanie RFR z telefonów komórkowych o częstotliwości 2115 MHz przez osiem godzin prowadziło do zwiększonego poziomu peroksydacji lipidów, powstawania rodników lipidowych o centrum węglowym oraz uszkodzeń jednoniciowego DNA, co prowadziło do upośledzenia neurogenezy w hipokampie i degeneracji neuronów w zakręcie zębatym. Innymi słowy, promieniowanie telefonów komórkowych powoduje upośledzenie i deficyty poznawcze, zmiany w zachowaniu i zaburzenia regulacji nastroju, choroby neurodegeneracyjne (z powodu stresu oksydacyjnego w neuronach) oraz zaburzenia psychiczne, takie jak lęk i depresja.
Promieniowanie elektromagnetyczne a lęk — W badaniu tym zaobserwowano zachowania przypominające lęk u samców myszy wystawionych na działanie promieniowania elektromagnetycznego o częstotliwości 2650 MHz przez cztery godziny dziennie przez 28 dni.
Technologia 5G może powodować demencję— Wreszcie badanie uzupełniające wcześniejsze badania wykazało, że częstotliwości RFR w zakresie od 1,8 GHz do 3,5 GHz:
• Hamują neurozynę, enzym odgrywający rolę w zdrowiu mózgu, w tym w rozpadzie białek, które, jeśli nie są prawidłowo przetwarzane, mogą prowadzić do chorób takich jak choroba Alzheimera. Odkrycie to sugeruje, że promieniowanie telefonów komórkowych może upośledzać zdolność mózgu do zapobiegania gromadzeniu się szkodliwych białek.
• Hamowanie aktywności elektrycznej neuronów in vitro — Neurony komunikują się ze sobą za pomocą sygnałów elektrycznych, a aktywność ta jest kluczowa dla wszystkich funkcji mózgu, od przetwarzania informacji sensorycznych po kontrolowanie ruchów mięśni. Hamowanie tej aktywności elektrycznej zakłóca normalną komunikację między komórkami mózgu, co może wpływać na jego funkcjonowanie.
5G wpływa na rozwój mózgu
Badanie przeprowadzone przez Bodina i wsp. w październiku 2023 roku dotyczyło wpływu ekspozycji na promieniowanie 5G w okresie okołoporodowym – czyli w okolicach narodzin – na rozwój neurologiczny szczurów. Głównym celem tego badania było zbadanie, jak ekspozycja na promieniowanie 5G w okresie okołoporodowym wpływa na rozwój mózgu szczurów w okresie szczenięcym i młodzieńczym.

Zarówno u samców, jak i samic szczurów narażonych na działanie pola elektromagnetycznego 5G zaobserwowano opóźnione wyrzynanie się siekaczy (zębów przednich). Sugeruje to, że ekspozycja na pole elektromagnetyczne może spowalniać niektóre aspekty rozwoju fizycznego. Badanie wykazało również istotne różnice w zachowaniu w zależności od płci szczurów.

U samic szczurów w okresie dojrzewania test w otwartym polu wykazał istotną redukcję (70%) ruchów stereotypowych, takich jak powtarzalne wzorce zachowań. Sugeruje to, że ekspozycja może redukować niektóre powtarzalne zachowania u samic. Natomiast u samców szczurów zaobserwowano 50% wzrost ruchów stereotypowych, co wskazuje, że ta sama ekspozycja doprowadziła do wzrostu liczby zachowań powtarzalnych.

Podsumowując, badania sugerują, że ekspozycja na pole elektromagnetyczne 5G w stężeniach poniżej dopuszczalnych norm w krytycznej fazie rozwoju (okresie okołoporodowym) może potencjalnie powodować neurologiczne zaburzenia rozwojowe. Skutki te obserwuje się u dorastającego i rosnącego potomstwa, a manifestują się one inaczej u chłopców i dziewcząt.

Chociaż trudno przewidzieć potencjalny wpływ na zdrowie człowieka, warto zauważyć, że zachowania powtarzalne często wiążą się z zaburzeniami neurorozwojowymi, takimi jak zaburzenia ze spektrum autyzmu (ASD) i zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi (ADHD). W takich przypadkach zachowania te mogą wskazywać na ukryte różnice neurologiczne i upośledzać interakcje społeczne, uczenie się i codzienne funkcjonowanie danej osoby.

W niektórych przypadkach powtarzające się zachowania mogą być również objawami lęku, zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych (OCD), zaburzeń związanych ze stresem oraz samookaleczeń, takich jak skubanie skóry czy wyrywanie włosów. U niektórych osób powtarzające się zachowania mogą zaburzać uwagę i koncentrację, wpływając na wyniki w nauce, produktywność w pracy i zdolność do efektywnego wykonywania codziennych zadań.

Mogą one również negatywnie wpływać na interakcje społeczne i relacje danej osoby, prowadząc do izolacji społecznej, znęcania się lub stygmatyzacji, szczególnie wśród dzieci i młodzieży, co z kolei wpływa na dobrostan emocjonalny i poczucie własnej wartości. Powtarzające się zachowania, zwłaszcza te związane z lękiem lub zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi, mogą również zaburzać wzorce snu, prowadząc do bezsenności lub niskiej jakości snu, co z kolei negatywnie wpływa na ogólny stan zdrowia i samopoczucie.

RFR upośledza płodność u mężczyzn – melatonina może pomóc ją przywrócić.
Badanie z grudnia 2023 r., które badało negatywny wpływ długotrwałej ekspozycji na fale radiowe o częstotliwości 2100 MHz na właściwości plemników u szczurów, przyniosło zarówno dobre, jak i złe wieści.

Negatywnym wynikiem było stwierdzenie, że samce szczurów narażonych na częstotliwość RFR 2100 MHz przez 30 minut dziennie wykazywały istotnie wyższy odsetek plemników o nieprawidłowym kształcie. Ponadto u narażonych szczurów zaobserwowano znaczny spadek całkowitej liczby plemników.

Bardziej szczegółowe badanie struktury plemnika pod mikroskopem (na poziomie ultrastrukturalnym) wykazało uszkodzenia krytycznych części plemnika, w tym:

Akrosom, struktura przypominająca czapeczkę, która pomaga plemnikom wniknąć do komórki jajowej
Aksonem, centralny trzon witki plemnika
Błona mitochondrialna, która napędza ruch witki plemnika
Zewnętrzne gęste włókna stanowiące część witki plemnika
Dobrą wiadomością jest to, że suplementacja melatoniną pozwoliła zapobiec tym problemom. U szczurów, którym podano podskórnie 10 miligramów melatoniny na kilogram masy ciała, liczba plemników wzrosła, a odsetek plemników o prawidłowym kształcie wzrósł. Co więcej, uszkodzenia ultrastrukturalne plemników spowodowane ekspozycją na fale radiowe zostały całkowicie odwrócone. Jak podają autorzy:

„Odsetek plemników o nieprawidłowej morfologii znacząco wzrósł podczas ekspozycji na wysokie częstotliwości, podczas gdy całkowita liczba plemników znacząco spadła… Podanie melatoniny zwiększyło całkowitą liczbę plemników, jak również liczbę plemników o prawidłowej morfologii, a obraz ultrastrukturalny ponownie się unormował”.

Studium przypadku 8-letniego chłopca
W styczniu 2024 r. Hardell i in. przedstawili studium przypadku ośmioletniego chłopca, który cierpiał na silne bóle głowy i inne objawy podczas uczęszczania do szkoły znajdującej się w pobliżu masztu telefonii komórkowej ze stacjami bazowymi 5G.

Szkoła chłopca znajduje się 200 metrów od wieży komórkowej ze stacjami bazowymi 5G, a jego klasa jest oddalona o 285 metrów. Wkrótce po rozpoczęciu nauki zaczął odczuwać bóle głowy, które początkowo występowały sporadycznie, a nie codziennie ani co tydzień.

Jesienią 2023 roku bóle głowy chłopca nasiliły się, występowały codziennie i były oceniane na 10 punktów w 10-stopniowej skali, gdzie 0 oznaczało brak objawów, a 10 – ból nie do zniesienia. Chłopiec cierpiał również na zmęczenie (ocena 5) i sporadyczne zawroty głowy (ocena 7), szczególnie w szkole. W domu sporadycznie odczuwał łagodne bóle głowy (ocena 2), które ustępowały stosunkowo szybko.

Jesienią 2023 roku zaczął nosić w szkole czepek ochronny RF i odzież ochronną, zarówno w pomieszczeniach, jak i na zewnątrz, po czym bóle głowy ustąpiły.

W artykule przytoczono również badania epidemiologiczne i laboratoryjne, które wykazały związek między narażeniem na promieniowanie RF a rakiem poprzez mechanizmy takie jak stres oksydacyjny, wpływ na mRNA i uszkodzenia DNA. Autorzy argumentują za zaklasyfikowaniem promieniowania RF jako czynnika rakotwórczego grupy 1 dla ludzi, zauważając: „Ta klasyfikacja prawdopodobnie będzie miała istotne implikacje dla środków zapobiegawczych”.

5G zmienia twój mikrobiom
Wreszcie, badanie przeprowadzone przez Wang i wsp. w lutym 2024 roku zbadało wpływ promieniowania RF 5G na mikrobiom kałowy i profile metabolomu u myszy. Wyniki wskazały, że u myszy narażonych na promieniowanie RF zaobserwowano istotne zmiany w składzie mikrobioty jelitowej, charakteryzujące się zmniejszeniem różnorodności mikroorganizmów i zmianami w rozmieszczeniu społeczności mikrobiologicznej.

Stosując metabolomikę, naukowcy zidentyfikowali 258 metabolitów, których ilość różniła się znacząco u myszy narażonych na pola RF i u myszy z grupy kontrolnej, co sugeruje, że może to mieć znaczący wpływ na procesy metaboliczne.

Autorzy doszli do wniosku, że ekspozycja na promieniowanie RF o częstotliwości 4,9 GHz może powodować dysbiozę mikrobioty jelitowej u myszy i postawili hipotezę, że obserwowane zaburzenia równowagi mikrobioty jelitowej i metabolizmu mogą być związane z zachowaniami depresyjnymi u myszy obserwowanymi w licznych badaniach. Nierównowaga metaboliczna może być również związana ze zmianami w regulacji układu odpornościowego lub stanem zapalnym.

Technologia 5G zaszkodzi każdej żywej istocie.
We wrześniu 2019 roku minister komunikacji, poseł Paul Fletcher, zlecił komisji przeprowadzenie dochodzenia w sprawie „wdrożenia, przyjęcia i użytkowania sieci 5G w Australii”. W odpowiedzi Paul Barratt, w imieniu ElectricSense, przedstawił dokument, dostępny do pobrania na stronie aph.org , w którym stwierdzono między innymi:

„Technologia 5G jest niebezpieczna i szkodliwa dla wszystkich istot żywych. Tysiące badań łączą ekspozycję na słabe promieniowanie o wysokiej częstotliwości z długą listą szkodliwych skutków biologicznych, w tym:

Pęknięcia pojedynczej i podwójnej nici DNA
uszkodzenia oksydacyjne
Zaburzenie metabolizmu komórkowego
Zwiększona przepuszczalność bariery krew-mózg
Obniżenie poziomu melatoniny
Zaburzenie metabolizmu glukozy w mózgu
Powstawanie białek stresowych
Nie powinniśmy również zapominać, że w 2011 roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zaklasyfikowała promieniowanie o wysokiej częstotliwości jako potencjalny czynnik rakotwórczy kategorii 2B. Niedawno Narodowy Program Toksykologiczny (National Toxicology Program) o budżecie 25 milionów dolarów stwierdził, że promieniowanie o wysokiej częstotliwości, takie jak obecnie stosowane w telefonach komórkowych, może powodować raka.

Ale gdzie w tym wszystkim mieści się 5G? Ponieważ 5G ma wykorzystywać częstotliwości zarówno powyżej, jak i poniżej istniejących pasm częstotliwości, znajduje się w samym środku tego wszystkiego. Jednak trend (który różni się w zależności od kraju) wskazuje na to, że 5G będzie wykorzystywać pasma wyższych częstotliwości. Co z kolei rodzi szereg obaw.

Następnie Barratt wymienia „11 powodów, dla których należy obawiać się promieniowania 5G”, w tym:

Zwiększony elektrosmog
Choroby skóry i ból, ponieważ „analizy głębokości penetracji wykazują, że ponad 90% przekazywanej mocy jest absorbowane w naskórku i skórze właściwej”
Uszkodzenie oka
Wpływ na serce, w tym wpływ na zmienność rytmu serca i zaburzenia rytmu serca
Osłabiona funkcja odpornościowa
Zmniejszone tempo wzrostu komórek oraz zmiany właściwości i aktywności komórek
Zwiększone ryzyko wystąpienia patogenów opornych na antybiotyki
Nekroza roślin i możliwość, że żywność pochodzenia roślinnego stanie się niezdatna do spożycia przez ludzi
Wpływ na atmosferę i wyczerpywanie się zasobów paliw kopalnych
Zaburzenia ekosystemu
Mylące wyniki badań nad siecią 5G, ponieważ większość z nich nie wykorzystuje fal pulsacyjnych. Jak zauważa Barratt: „To ważne, ponieważ badania nad mikrofalami już pokazują, że fale pulsacyjne mają głębszy wpływ biologiczny na nasze ciała w porównaniu z falami niepulsacyjnymi. Wcześniejsze badania pokazują na przykład, jak częstotliwości pulsacyjne prowadzą do genotoksyczności i pęknięć nici DNA”.
Chroń siebie i swoją rodzinę przed nadmierną ekspozycją na pola elektromagnetyczne.
Jestem głęboko przekonany, że ekspozycja na pola elektromagnetyczne o wysokiej częstotliwości (RF-EMF) stanowi poważne ryzyko, z którym należy się zmierzyć, jeśli martwimy się o swoje zdrowie. Chociaż wprowadzenie technologii 5G utrudnia podjęcie działań naprawczych, dodatkowe zagrożenia tym bardziej uzasadniają podjęcie działań i zrobienie wszystkiego, co w naszej mocy, aby zminimalizować ekspozycję.

Oto kilka sugestii, które pomogą Ci zmniejszyć ekspozycję na pole elektromagnetyczne i złagodzić szkody wynikające z nieuniknionej ekspozycji. Więcej wskazówek i informacji znajdziesz w infografice Environmental Health Trust poniżej.

Zidentyfikuj główne źródła pola elektromagnetycznego, takie jak telefon komórkowy, telefony bezprzewodowe, routery Wi-Fi, zestawy słuchawkowe Bluetooth i inne urządzenia obsługujące technologię Bluetooth, myszy bezprzewodowe, klawiatury, inteligentne termostaty, elektroniczne nianie, inteligentne liczniki oraz kuchenkę mikrofalową w kuchni.

Najlepiej zbadać każde źródło osobno i określić najlepszy sposób ograniczenia jego użycia. Z wyjątkiem sytuacji zagrażających życiu, dzieci nie powinny korzystać z telefonów komórkowych ani innych urządzeń bezprzewodowych. Dzieci są znacznie bardziej narażone na promieniowanie z telefonów komórkowych niż dorośli ze względu na cieńsze kości czaszki. Badania pokazują również, że niemowlęta poniżej pierwszego roku życia nie uczą się skutecznie języka z filmów i nie potrafią przenieść wiedzy zdobytej na iPadzie do realnego świata; dlatego błędne jest przekonanie, że urządzenia elektroniczne wnoszą cenny wkład w edukację.

Podłącz komputer stacjonarny do internetu za pomocą przewodowego połączenia Ethernet i upewnij się, że komputer jest w trybie samolotowym. Unikaj również bezprzewodowych klawiatur, trackballi, myszy, konsol do gier, drukarek i telefonów bezprzewodowych. Wybierz wersje przewodowe.

Jeśli musisz korzystać z Wi-Fi, wyłączaj je, gdy nie jest używane, zwłaszcza w nocy, gdy śpisz. Najlepiej byłoby, gdybyś zadbał o okablowanie domu, aby całkowicie zrezygnować z Wi-Fi. Jeśli masz laptopa bez portu Ethernet, możesz użyć adaptera USB Ethernet do nawiązania przewodowego połączenia z internetem.

Unikaj używania ładowarek bezprzewodowych do telefonu komórkowego, ponieważ zwiększają one również ekspozycję na pole elektromagnetyczne w całym domu. Ładowanie bezprzewodowe jest również znacznie mniej energooszczędne niż korzystanie z ładowarki podłączonej do gniazdka ściennego, ponieważ stale pobiera energię (i emituje pole elektromagnetyczne), niezależnie od tego, czy z niej korzystasz, czy nie.

Wyłączaj zasilanie w sypialni na noc. Zwykle zmniejsza to pole elektromagnetyczne z kabli w ścianie, chyba że obok sypialni znajduje się sąsiedni pokój. W takim przypadku należy użyć miernika, aby określić, czy konieczne jest również wyłączenie zasilania w sąsiednim pokoju.

Używaj budzika zasilanego bateriami, najlepiej takiego, który nie ma światła.
Jeśli nadal używasz kuchenki mikrofalowej, rozważ zastąpienie jej kuchenką parowo-konwekcyjną, która podgrzewa jedzenie równie szybko i znacznie bezpieczniej.

Unikaj używania „inteligentnych” urządzeń i termostatów, które wykorzystują sygnały bezprzewodowe. Dotyczy to wszystkich nowych „inteligentnych” telewizorów. Nazywa się je „inteligentnymi”, ponieważ emitują sygnał Wi-Fi i, w przeciwieństwie do komputera, nie można go wyłączyć. Rozważ użycie dużego monitora komputerowego jako telewizora, ponieważ nie emitują one sygnału Wi-Fi.
Jak najdłużej zrezygnuj z montażu inteligentnego licznika w domu lub zamontuj osłonę na istniejącym inteligentnym liczniku; niektóre z tych rozwiązań skutecznie redukują promieniowanie o 98–99%.

Zamiast korzystać z bezprzewodowej niani elektronicznej, rozważ przeniesienie łóżeczka dziecka do sypialni. Alternatywnie możesz skorzystać z przewodowej niani elektronicznej.

Nie noś telefonu komórkowego przy sobie, chyba że jest w trybie samolotowym, i nigdy nie śpij z telefonem w sypialni, chyba że jest w trybie samolotowym. Nawet w trybie samolotowym może on emitować sygnały, dlatego trzymam telefon w torbie Faradaya.

Podczas korzystania z telefonu komórkowego korzystaj z trybu głośnomówiącego i trzymaj urządzenie w odległości co najmniej jednego metra od siebie. Postaraj się radykalnie ograniczyć czas spędzany na telefonie komórkowym. Zamiast tego korzystaj z softfonów VoIP, z których możesz korzystać, będąc połączonym z internetem przewodowo.

Unikaj korzystania z telefonu komórkowego i innych urządzeń elektronicznych przez co najmniej godzinę (najlepiej kilka) przed snem, ponieważ zarówno niebieskie światło ekranów, jak i pola elektromagnetyczne hamują produkcję melatoniny. Badania wyraźnie pokazują, że osoby spędzające dużo czasu pracując na komputerach i telefonach komórkowych są bardziej podatne na bezsenność. Na przykład badanie z 2008 roku wykazało, że osoby wystawione na promieniowanie telefonu komórkowego przez trzy godziny przed snem miały większe trudności z zasypianiem i utrzymaniem snu.

Blokery kanałów wapniowych łagodzą skutki działania pól elektromagnetycznych, dlatego należy zadbać o odpowiednią podaż magnezu. Większość osób cierpi na niedobór magnezu, który nasila działanie pól elektromagnetycznych. Jak zauważył dr Martin Pall, ekspert ds. pól elektromagnetycznych :

„W przypadku niedoboru magnezu występuje nadmierna aktywność VGCC. Dodatkowo występuje nadmierny napływ wapnia przez receptor N-metylo-D-asparaginowy, co jest spowodowane niedoborem magnezu i również stanowi problem; dlatego ważne jest, aby ten niedobór uzupełnić”.

Pall opublikował również badanie sugerujące, że zwiększenie poziomu Nrf2 pomaga złagodzić szkody wyrządzane przez pola elektromagnetyczne. Prostym sposobem na aktywację Nrf2 jest spożywanie żywności zawierającej związki promujące Nrf2. Przykładami są warzywa krzyżowe zawierające sulforafan, żywność bogata w przeciwutleniacze fenolowe, karotenoidy (zwłaszcza likopen), związki siarki z roślin czosnkowatych, izotiocyjaniany z warzyw krzyżowych oraz żywność bogata w terpenoidy.

Wykazano, że wodór cząsteczkowy specyficznie atakuje wolne rodniki powstające w odpowiedzi na promieniowanie, takie jak nadtlenoazotyny. Badania wykazały, że wodór cząsteczkowy może łagodzić około 80% tych uszkodzeń. Co więcej, wodór cząsteczkowy aktywuje Nrf2, biologiczny hormetyk, który stymuluje dysmutazę ponadtlenkową, katalazę i inne korzystne przeciwutleniacze wewnątrzkomórkowe. To z kolei zmniejsza stan zapalny, poprawia funkcjonowanie mitochondriów i stymuluje biogenezę mitochondriów.

Dr Joseph Mercola 7 maja 2026 r. uncutnews-ch/studien-beleuchten-die-gesundheitsrisiken-von-5g