Ta gloryfikacja imigracji i mieszania się narodów europejskich nie jest nowym zjawiskiem. Już na początku VII wieku w Hiszpanii, która miała odczuć wstrząs związany z inwazją muzułmańską, Żydzi szerzyli idee defetystyczne i stali się „kolaborantami” z najeźdźcami, jak pisze sam autor…
Nawet Jacques Attali: „Z ich pomocą wojska muzułmańskie pokonały króla Roderyka w lipcu 711 roku i szybko podbiły cały półwysep”. W tych okolicznościach naturalnie narazili się na represje: „Arcybiskup Toledo oskarżył Żydów o zdradę na rzecz Saracenów, prowokując powstanie i organizując grabieże synagog”.Hiszpania pod rządami muzułmanów, w której chrześcijanie musieli jeździć na osłach i płacić podatki, podczas gdy muzułmanie jeździli konno, pozostaje dla Żydów złotym wiekiem, za którym głęboko tęsknią. Wybitny żydowski historyk Léon Poliakov pisze na ten temat: „W 711 roku arabska inwazja wyniosła ich na szczyt drabiny społecznej, jako doradców i sojuszników zdobywców”.
„Jacques Attali potwierdza: «Żydzi nigdy nie znali piękniejszego miejsca do życia niż ten europejski islam z VII wieku».”
Były minister kultury Jack Lang również wypowiadał się na ten temat z takim samym werwą, jak jego współwyznawcy: 3 września 2005 r. w programie w godzinach największej oglądalności, przed milionami widzów, odpowiedział na improwizowane pytanie, którego się nie spodziewał: „Czy nie uważa pan, że we Francji jest zbyt wielu imigrantów?”. „Nie” – odpowiedział natychmiast – „wie pan, że Francja jest krajem z najmniejszą liczbą imigrantów w Europie”.
Ta odruchowa reakcja w istocie bardzo wyraźnie świadczy o być może naturalnej skłonności do traktowania „innych” jak głupców. Ta fenomenalna śmiałość jest charakterystyczna dla mentalności kosmopolitycznej. Żydzi nazywają to „chucpą”. To właśnie ta chucpa pozwala również marksistowskiemu filozofowi Derridzie napisać: „jest znacznie więcej miejsca, niż się twierdzi, aby pomieścić większą liczbę obcokrajowców” i dodać: „wbrew twierdzeniom imigracja nie wzrosła”.
Taką samą postawę chucpy przejawiał były przywódca studencki Maja 68, były anarchista Daniel Cohn-Bendit, który dziś bardzo logicznie nazywa siebie „liberałem libertariańskim”, gdy oświadczył: „Można by wywnioskować, że aby powstrzymać ksenofobię, najlepszym rozwiązaniem byłoby nadal zwiększanie, a nie zmniejszanie liczby obcokrajowców 1• ”
I to właśnie ta sama bezczelność skłoniła liberalnego eseistę Guya Sormana do napisania: „To nie obecność obcokrajowców byłaby przyczyną rasizmu, ale ich brak: fantazja imigranta byłaby zwiastunem przemocy, w znacznie większym stopniu niż on sam”.
Guy Sorman dodaje w podobnym duchu: „Czy Francja, która sto lat temu miała setki dialektów, patois i języków regionalnych, nie była wtedy bardziej wielokulturowa niż dzisiaj?”
Podobnie myśl kosmopolityczna stara się nam uświadomić, że zjawisko imigracji jest nieuniknione i że w związku z tym sprzeciwianie się mu nie ma sensu.
Jacques Attali przepowiada zatem wielkie przepływy migracyjne, z którymi będziemy musieli się pogodzić: „Francja, na czele, będzie musiała radykalnie zmienić swoje podejście do wysiłku i ruchu. Będzie musiała jednocześnie zapewnić sobie środki na wyraźne odrodzenie i zaakceptować wjazd dużej liczby obcokrajowców”.
Tak samo wyjaśnia dyrektor prasowy Jean Daniel w „Le Nouvel Observateur” z 13 października 2005 r.: „Nic nie powstrzyma napływu zubożałej ludności w kierunku starego i bogatego Zachodu... Dlatego mądrość, rozsądek, polega teraz na tym, by postępować tak, jakbyśmy mieli przyjmować coraz więcej imigrantów, których przyjęcie musimy przygotować... Musimy pogodzić się z tym, że narody nie będą już takie, jak dzisiaj".
Zauważmy po prostu, że w dyskursie marksistowskim to „społeczeństwo bezklasowe” miało być „nieuniknione”. Ale jak zrozumiałeś, nie chodzi tu tyle o analizę społeczną, co o propagandę mającą na celu pozbawienie nas samej idei samoobrony. Ta skłonność jest w istocie odbiciem profetycznego dyskursu, bardzo charakterystycznego dla tej mentalności kosmopolitycznej: projektujemy siebie w przyszłość, niesieni „proroctwami”, deklarując, że wszystko, co jest „napisane”, musi nieuchronnie się wydarzyć, zajść.
Przedsiębiorstwo wywołujące poczucie winy
Aby lepiej zaszczepić w „innych” ideał społeczeństwa pluralistycznego i globalnej unifikacji, myśl kosmopolityczna musi również podważać wszelkie poczucie przynależności etnicznej, narodowej, rasowej, rodzinnej czy religijnej. Historia Europejczyków będzie zatem przedstawiana jako ciąg okrucieństw, a ich przodkowie jako zbrodniarze. W książce z 2005 roku, zatytułowanej wprost „Kultura europejska i barbarzyństwo”, Edgar Morin pisze na przykład: „Można powiedzieć, że poprzez pamięć o ofiarach nazizmu, ale także poprzez pamięć o zniewoleniu deportowanej ludności afrykańskiej i o ucisku kolonialnym, do świadomości dociera barbarzyństwo Europy Zachodniej. Nazizm jest jedynie jego ostatecznym stadium."
W tej kampanii wpajania poczucia winy nie możemy zapomnieć o pluciu w twarz religii katolickiej i otwieraniu nowych dróg walki z inną, konkurencyjną religią: „Jedną z broni chrześcijańskiego barbarzyństwa było posługiwanie się szatanem” – pisze Morin. „…To między innymi, z tak szaloną machiną argumentacyjną, chrześcijaństwo uprawiało swoje barbarzyństwo. Oczywiście, nie miało monopolu na szatańską broń. Widzimy dziś wyraźnie, że szatan powraca bardziej niż kiedykolwiek w jadowitym dyskursie islamistycznym”
Viviane Forrester również pracowała w tym samym kierunku w swojej książce zatytułowanej *The Western Crime*. Znów zdajemy sobie sprawę, że hańba Europejczyków nie ogranicza się do epizodu II wojny światowej. Cała ich historia świadczy o ich okrucieństwie i poniżeniu, a Viviane Forrester podkreśla ten punkt: „Grabież, rzezie, ludobójstwo całych narodów były dokonywane przez wieki przez i dla Europejczyków na innych kontynentach z czystym sumieniem, z aprobatą opinii publicznej, jej podziwem dla takich wyczynów, jej wdzięcznością, gdy tylko zaspokoiła się jej chęć posiadania. Dzieje się tak dzięki zdolności ludzi Zachodu do zarządzania, unicestwiania i kamuflowania tego, co im przeszkadza, nie zmieniając w żaden sposób obrazu świata, który projektują, ani roli, którą twierdzą, że w nim odgrywają . W imię swojej supremacji, z wrodzonym poczuciem arogancji i pewnością fundamentalnej wyższości uzasadniającej ich uniwersalną przewagę, ludzie Zachodu przyznali sobie prawo do dekretowania, bez skrupułów i jakby to było oczywiste, o znikomości wielu istot żywych uznanych za niewygodne i o podludzkiej bezwartościowości całych populacji, a nawet o ich domniemanej szkodliwości. Od tamtej pory grabież, uciskanie, prześladowanie i mordowanie bez ograniczeń tych obcych mas uważanych za niepożądane i często katastrofalne stało się akceptowalne, a nawet konieczne, a jeszcze lepiej: wymagane."
Styl jest trochę szorstki, ale pomysł jest.
W *Récidives*, zbiorze artykułów opublikowanych w 2004 roku, Bernard-Henri Lévy miażdży bestię jeszcze bardziej, oświadczając, że nie tylko hańba europejskiej cywilizacji musi zostać zakwestionowana, ale także sam biały człowiek, który jest z natury zepsuty i przewrotny w swojej istocie: „Człowiek Zachodu w tym, co go kształtowało i definiowało przez kilkaset lub kilka tysięcy lat ”.
Cytując książkę Jean-Claude'a Milnera, opublikowaną w 2003 roku i zatytułowaną *Les Penchants criminels de l'Europe démocratique* (Zbrodnicze tendencje demokratycznej Europy), Bernard-Henri potwierdza: Europa jest rzeczywiście „potencjalnie przestępcza”.
Ta skłonność do oczerniania przeszłości Europejczyka z pewnością nie jest wyjątkowa dla kosmopolitycznych intelektualistów mieszkających we Francji. Można ją znaleźć również wśród ich odpowiedników po drugiej stronie Atlantyku, takich jak Michael Moore, który w 2002 roku opublikował książkę o trafnym tytule „Głupi Biali Ludzie”, która spotkała się z dużym zainteresowaniem mediów we Francji. We wstępie Michael Moore wyjaśnia genezę bolączek trapiących dzisiejszą Amerykę: „Wszystko zaczęło się rozpadać. Czy to chwiejna gospodarka, kurczące się rezerwy energii, oddalanie się od pokoju na świecie, brak bezpieczeństwa pracy, brak zabezpieczenia socjalnego…Amerykanie zrozumieli, że nic już nie działa.
Jeśli wszystko idzie źle, jak można się domyślić, to wyłącznie wina rasistowskich białych idiotów u władzy: „Ten wirus białej głupoty” – pisze – „jest tak potężny, że zaraził nawet czarnoskórych, takich jak Colin Powell, minister spraw wewnętrznych Gale Norton i doradczyni ds. bezpieczeństwa narodowego Condoleezza Riece. Ci głupi biali ludzie [zespół prezydenta Busha] muszą zostać powstrzymani”.
Naturalnie Michael Moore nie wspomina o niezliczonych Żydach, którzy stanowią znaczną część kolejnych amerykańskich rządów i krążą wokół prezydenta, ale jak to mówią, to uczciwa gra.
Rozdział IV nosi prosty tytuł: „Zabić białych”. W nim Michael otwarcie deklaruje swoją nienawiść do białych mężczyzn: „Nie wiem dlaczego” – mówi – „ale za każdym razem, gdy widzę zbliżającego się do mnie białego mężczyznę, denerwuję się… Biali mężczyźni mnie przerażają. Może to trudne do zrozumienia, bo sam jestem biały, ale kolor mojej skóry daje mi pewną jasność… Każda zniewaga, każdy okrutny czyn, każdy ból i cierpienie w moim życiu wiążą się z białym mężczyzną. Więc, hę, dlaczego miałbym bać się czarnych mężczyzn?”
To prawda, że gdyby Michael Moore miał na głowie migającą latarkę i nosił fluorescencyjne ubranie, bylibyśmy bardziej podejrzliwi. Ale posłuchajmy Michaela: „Patrzę na świat, w którym żyję, i widzę, że to nie Afroamerykanie uczynili z tej planety tak żałosne i przerażające miejsce. Niedawno artykuł naukowy w „New York Timesie” nosił tytuł: „Kto zbudował bombę wodorową?”. W artykule omówiono spór między różnymi osobami, które przypisywały sobie zasługę zbudowania pierwszej bomby. Szczerze mówiąc, jaki w tym sens, skoro znałem jedyną sensowną odpowiedź: „To był biały człowiek”. Żaden czarnoskóry nigdy nie zaprojektował ani nie zbudował bomby, która miałaby unicestwić niewinnych ludzi, czy to w Oklahoma City, Columbine, czy Hiroszimie. Nie, moi przyjaciele, to zawsze biały człowiek”.
O rany, Michael! To prawda, że Einstein, Hahn i Oppenheimer, ojcowie bomby atomowej, byli rodowitymi Bretończykami, tak jak Cohen, wynalazca bomby neutronowej, czy Weizmann i Fritz Haber, wynalazcy gazu bojowego podczas I wojny światowej. Ten nawyk ciągłego obwiniania innych za własne przewinienia jest niewątpliwie cechą charakterystyczną tej mentalności kosmopolitycznej, a później przekonamy się, że ta skłonność jest głęboko zakorzeniona w umysłach niektórych intelektualistów. Wiemy też, że rola żydowskich handlarzy w handlu niewolnikami jest po prostu przytłaczająca. Ale pójdźmy dalej i „przyjrzyjmy się bliżej” z naszym przyjacielem Michaelem:
„Kto dał nam Czarną Śmierć? Biały człowiek. Kto wynalazł PCB, PVC, PBB i wszystkie te chemikalia, które nas trują? Biali ludzie. Kto rozpoczął wszystkie wojny z udziałem Ameryki? Biali ludzie. Kto odpowiada za programy w FOX? Biali ludzie. Kto wynalazł karty wyników? Biały człowiek. Kto wpadł na pomysł zanieczyszczania świata silnikiem spalinowym? Mali biali ludzie.
Holokaust? Ten facet, który nie wyświadczył białym żadnej przysługi (dlatego wolimy nazywać go nazistą, a jego zwolenników Niemcami). Ludobójstwo rdzennych Amerykanów? Biali ludzie. Niewolnictwo? Biedni biali ludzie. Do tej pory w 2001 roku amerykańskie firmy zwolniły ponad 700 000 osób. Kto zlecił te zwolnienia? Biali szefowie. Kto mnie nęka w internecie? Pieprzony biały człowiek, a jeśli go znajdę, to będzie martwy biały człowiek."
W swojej zaciekłej nienawiści do białego człowieka Michael Moore może jedynie zakończyć apelem o krzyżowanie ras, aby położyć kres tym aroganckim gojom: „Dlaczego więc nie uciekamy, gdy widzimy zbliżających się małych białych ludzi?Dlaczego martwimy się, że nasze córki wyjdą za mąż za białych ludzi? Nie żeńcie się z innymi białymi ludźmi... [to] ostatecznie doprowadzi do powstania narodu o jednym kolorze skóry. A kiedy wszyscy będziemy mieli ten sam kolor skóry, nie będziemy już mieli powodu, żeby się nienawidzić”.
Wtedy będzie to idealny świat; albo prawie idealny: jedyne, co pozostanie, to wymieszanie Żydów.
Pod koniec stycznia 2004 roku „Le Nouvel Observateur” zamieścił na okładce duże zdjęcie pana Moore’a z nagłówkiem: „Ameryka, którą kochamy, nie Busha”. „Le Nouvel Observateur” oferuje nam tu ograniczony wybór, wpisując się w wielką tradycję demokratyczną: jeśli nie podoba ci się „prawica”, zawsze możesz wybrać „lewicę”. Ważne jest, jak zapewne się domyślasz, żeby nie wychylać się poza krąg, bo inaczej „stracisz”.
To systematyczne obwinianie działa z pełną mocą we wszystkich systemach demokratycznych. W tym względzie II wojna światowa to żyzny grunt dla uprawy wszystkich trujących roślin, które stworzą nową, transgeniczną historiografię dla przyszłych pokoleń. Elie Wiesel, na przykład, oskarżył o zbiorową odpowiedzialność białych ludzi za Holokaust; wszystkich białych ludzi, nie tylko Niemców: „Skoro Moskwa i Waszyngton zostały poinformowane o tym, co zabójcy robili w obozach zagłady” – pisze – „dlaczego nic nie zrobiono, aby przynajmniej spowolnić ich »produkcję«? To, że ani jeden samolot wojskowy nie próbował zniszczyć linii kolejowych wokół Auschwitz, pozostaje dla mnie skandaliczną zagadką. W tamtym czasie Birkenau »przetwarzało« dziesięć tysięcy Żydów dziennie . Ale czy Żydzi żyją, czy umierają, czy znikną dziś, czy jutro, wolnego świata to nie obchodziło”.
Elie Wiesel był więc szczerze zniesmaczony hipokryzją aliantów: „Był czas” – powiedział – „kiedy wszystko podburzało mnie do gniewu, nawet do buntu. Przeciwko współwinnej ludzkości. Później czułem głównie smutek… Tchórzliwi, ludzie nie chcieli słuchać”. Pisarz Marek Halter przyjął podobne podejście: „Tak, co robił świat, gdy Żydzi byli masakrowani? To dręczące pytanie dręczy mnie za każdym razem, gdy wyrażam solidarność z prześladowanymi… Chcę zrozumieć: dlaczego śmierć rwandyjskich dzieci jest dla nas dziś nie do zniesienia, skoro jeszcze wczoraj śmierć żydowskich dzieci pozostawiła światową opinię obojętną?”
Zatem w oczach Eliego Wiesela i Marka Haltera dziesiątki milionów gojów z Europy, którzy zginęli podczas tej wojny, ewidentnie nie wystarczyły, by odpokutować zbrodnie popełnione przez ich przywódców. Zauważmy tu jedynie, że ani wspomnienia Churchilla, ani generała de Gaulle'a, ani nawet Roosevelta, nie wspominają o komorach gazowych w czasie wojny. Ale to prawdopodobnie dlatego, że ci ludzie byli tchórzami.
Ostatnie słowo w tym strasznym rozdziale Holokaustu możemy pozostawić filozofowi Bernardowi-Henri Lévy’emu: „Ta zbrodnia bez pozostałości, ta zbrodnia bez archiwów, ta zbrodnia bez śladów, ta zbrodnia bez ruin, ta zbrodnia bez grobów jest zbrodnią doskonałą, nie w tym sensie, w jakim została napisana. W tym sensie, nie że nie została ukarana, ale w tym sensie, że będzie tak, jakby nic się nie wydarzyło.
A tym, którzy pytają: „Kiedy nadejdzie czas żałoby? Kiedy rana zostanie zszyta?”, Bernard-Henri Lévy odpowiada: „To rana bez szwów, bez blizn, bez możliwości żałoby; to jedna z tych ran, o których Levinas mówił również w latach 60., że „muszą krwawić aż do końca świata”.
Ta nieskończona pamięć”, pisze Lévy, „...twierzę bardzo, bardzo głęboko, że… to nie jest sprawa tylko ofiar ani tylko ocalałych ofiar, a tym bardziej tylko Żydów; wierzę, że jest to wspólne dla narodów, i w ogóle dla wszystkich narodów".
Rozumiecie: wszystkie narody na wszystkich kontynentach muszą odpokutować do końca świata za tę „zbrodnię bez pozostałości, bez śladów, bez ruin i bez archiwów”. To jest nowa religia współczesności. Ten zdumiewający egocentryzm jest z pewnością kolejną cechą globalnej mentalności.
Herve Ryssen
Z książki Psychoanaliza Judaizmu
