poniedziałek, 18 maja 2026

Dobrowolne zawieszenie niewiary?

 [dzieci] „są zdolne do literackiej wiary [literary belief] pod warunkiem, że narrator jest dość dobry, by ją sprowokować. Ten stan umysłu zwykło się nazywać dobrowolnym zawieszeniem niewiary [willing suspension of disbelief]. Moim zdaniem nie jest to poprawny opis tego, co się rzeczywiście dzieje. Nadawca opowieści okazuje się owocnym twórcą wtórnego świata, w który może wniknąć umysł odbiorcy, a wszystko, o czym mówi, jest »prawdziwe« w ramach tego świata. A więc wierzysz, dopóki pozostajesz »wewnątrz« opowieści. Kiedy pojawia się niewiara, czar pryska: magia czy raczej sztuka zawiodła. Jesteś z powrotem w pierwotnym świecie i spoglądasz z dystansu na ów karłowaty, poroniony wtórny świat. [...] zawieszenie niewiary może więc być równoznaczne ze zmęczonym, nie uporządkowanym bądź sentymentalnym stanem umysłu, zatem łączy się raczej z »dorosłością«. Myślę, że jest to istotnie stan umysłu wielu dorosłych w obliczu baśni”. Dopiero zaczarowanie [Enchantement], w rozwijanym tu dalej sensie, wzbudza i gwarantuje „wtórną wiarę”.


Tolkien
Drzewo i liść 

Jürgen Graf – Mit Holokaustu, część trzecia


VII. Dokumentalne dowody holokaustu

A. Punkt wyjścia

Jeśli w czasie Drugiej Wojny Światowej rzeczywiście miała miejsce systematyczna eksterminacja milionów Żydów, w takim wypadku musiała istnieć specjalna, rozgałęziona organizacja, zatrudniająca tysiące pracowników.

Operacji na taką skalę byłoby zupełnie niemożliwie zrealizować bez mnóstwa rozkazów i instrukcji. A w takim hierarchicznym państwie, jak Trzecia Rzesza, bez polecenia na piśmie w ogóle nic się nie działo.

Dlatego rzeczą naturalną byłoby oczekiwać całego morza pisemnych dowodów planowej eksterminacji Żydów.

Czasami eksterminacjoniści zachowują się tak, jak gdyby właśnie w ten sposób wyglądała cała sprawa. Na przykład, wzorcowa praca na temat holokaustu, napisana przez Raula Hilberga, zaczyna się takim wprowadzeniem (1): «Materiał dla swojej książki Hilberg zbierał przez całe swe życie. Jest on uważany za najlepszego znawcę pierwszych źródeł, pochodzących przeważnie od samych wykonawców. Zbrodniarze – solidni w każdej sprawie – dowód swych morderstw sto tysięcy razy poświadczyli pieczątkami i stemplami».

B. Czołowy «ekspert od holokaustu» odczuwa skrajnią potrzebę dowodów

Jeśli ktoś, pragnąc wiedzy, zacznie czytać wyżej wymienione wzorcowe dzieło, które nosi tytuł «Wyniszczenie europejskich Żydów», będzie musiał czekać aż do 927-j strony, zanim napotka rozdział «Ośrodki eksterminacji», następnie, odkartkowawszy jeszcze 100 stron, znajdzie opis «sposobów niszczenia». Hilbergowi w ten sposób trzeba było zapisać 1027 stron, zanim się zdecydował poruszyć temat, wyniesiony na stronę tytułową jego tworu, poświęcając mu nieco więcej niż 20 stron! Ale i te są marnej jakości.

Obiecane na wstępie «sto tysięcy razy poświadczone» dowody przestępstw okazują się bluffem. Wszystko, na co się powołuje Hilberg, to są zeznania świadków i przyznania się wykonawców; no, jeszcze wyroki sądowe, też zbudowane na zeznaniach świadków.

Ulubieni świadkowie Hilberga to Kurt Gerstein i Filip Müller. My będziemy specjalnie mówić o «świadkach» w następnym rozdziale, ale zeznania tych dwóch «świadków koronnych» przytoczymy tutaj.

Kurt Gerstein, oficer służby medycznej SS, w 1945 r, prawdopodobnie popełnił samobójstwo we francuskim więzieniu. Jest on głównym świadkiem w sprawie Bełżca. Jego «wyznania», jak wykazał francuski badacz Henri Roques (Anri Rok), składają się z nie mniej niż sześciu wersji, które istotnie różnią się między sobą (2). W jednym wypadku Gerstein twierdzi, że zabitych gazem zostało 20 lub 25 mln ludzi. W Bełżcu, według niego, do komory gazowej o powierzchni 25 m. kw. wpychano po 700-800 osób, tj. po 28-32 osoby na 1 m. kw. Następnie Gerstein widział stosy odzieży i obuwia pomordowanych o wysokości 35-40 m. Takie są zeznania Gersteina.

Hilberg na swych 20 stronach nie mniej niż 16 razy cytuje wydrukowaną w 1979 r. książkę Filipa Müllera «Sonderbehandlung» (Specjalne traktowanie). Tamten na s. 207-208 tej swojej niesamowitej chałtury, której nie da się czytać bez napadów mdłości, opisuje z epickim rozmachem, jak to w początkach lata 1944 roku w Oświęcimiu niszczono wiele tysięcy trupów zatrutych gazem węgierskich Żydów. A robili to tak: trupy warstwami układano w głębokim dole i tam doszczętnie spalano przy pomocy drew. Jako dodatkowy materiał palny występował tłuszcz, wyciekający z trupów. Spływał on w czasie palenia się do specjalnie w tym celu wykopanych rowków, które wpadały do zbiornika. Górną, roztopioną warstwę tego tłuszczu członkowie specjalnych drużyn (Sonderkommandos) zbierali długimi łyżkami i polewali z nich trupy, żeby lepiej się paliły.

Wszystko to jest, oczywiście, niesłychany skandal. Bez dostatecznego dopływu powietrza trupy w dole w ogóle nie będą się palić, mogą się jedynie z lekka zwęglić (4). A tłuszcz, gdyby zaprawdę zaczął wyciekać, byłby pierwszym, co by się spaliło, a gdyby nawet mimo wszystko spłynął do rowków, zapaliłby się tam od pierwszej iskry (5). No, i w ogóle: rzadko kiedy nawet czyjejś majaczącej wyobraźni przywidzi się coś takiego: głęboki dół, w nim palą się drwa, na nich warstwami leżą trupy, z których wytapia się tłuszcz, lecz nie płynie do ognia, tylko w specjalne rowki; dookoła chodzą ludzie, łyżkami na długich trzonkach czerpią ten tłuszcz i leją na trupy, i wtedy on jaskrawie rozbłyska.

Na s. 74 Müller uszczęśliwia nas jeszcze taką baśnią: «Czasami do krematorium przychodzili lekarze SS (…) Przed straceniem obydwaj lekarze obmacywali u jeszcze żywych mężczyzn i kobiet, niby u rogatego bydła, biodra i łydki, żeby wybrać sobie «lepsze kąski». Po rozstrzelaniu wybrane ofiary kładło się na stół, lekarze wycinali kawałki jeszcze ciepłego ciała z bioder i łydek i wrzucali je do przygotowanych naczyń. Mięśnie dopiero co zastrzelonych ludzi jeszcze się poruszały w konwulsjach, wiły się kurczowo, trzęsły się w wiadrach do których je składano, i te wykonywały koliste ruchy».

Taki jest «świadek koronny» Filip Müller, którego Raul Hilberg cytuje na 20 stronach 16 razy! Faktu, że nie ma żadnych dokumentów, które wskazywałyby na istnienie planu zagłady Żydów, nie może przemilczeć nawet Hilberg. Ale on znajduje dla tego kazusu doskonałe wytłumaczenie: przywódcy nazistów postanowili wyłożyć wszystko co trzeba w jednym akcie (6)!

C. «Kryminalne poszlaki» «specjalisty od holokaustu» Pressaca

W 1993 roku spod pióra francuskiego aptekarza Jean-Claude’a Pressaca wyszła książka «Krematoria Oświęcimia» (7), którą wolna prasa wolnego świata jednomyślnie ogłosiła obalającą rewizjonistów. Wcześniej, w 1989 roku, Pressac opublikował inny opus – «Oświęcim. Technika i operacje z komorami gazowymi» (8), który został ledwie zauważony przez prasę.

We wprowadzeniu do drugiej książki Pressac apetycznie obiecuje, że będzie się opierał nie na opowiadaniach świadków, lecz na dokumentach. Jednak za każdym razem, gdy zachodzi mowa o KG, Pressac powołuje się na świadków. Brak dokumentów, dowodzących chociażby tylko jeden fakt zagazowania w Oświęcimiu, zmusza Pressaca do poszukiwania poszlak ubocznych. Przytacza on dokument, który dla niego jest «ostatecznym dowodem» na istnienie KG, lecz mowy o nich w tym dokumencie w ogóle nie ma. Jest to skierowane do pewnej firmy zamówienie na dostarczenie analizatorów gazowych (szczegółowo rozpatrzymy to zamówienie niżej).

Na stronie 80 przytacza on zamówienie zarządu budowlanego w Oświęcimiu na dostarczenie hermetycznych drzwi oraz 14 głowic natryskowych dla krematorium w Birkenau (9). Z tego Pressac wnioskuje, że drzwi, poza wszelką wątpliwością, przeznaczone były dla KG, a głowice natryskowe, które rzekomo były «fałszywe», miały zwabiać ofiary do zamaskowanej przy ich pomocy KG. Drzwi jednak mogły służyć w krematorium do tego, by pracujący w nim ludzie nie ulegali zaczadzeniu dymem i żeby zapach spalenizny nie rozchodził się po wszystkich pomieszczeniach. Istnienia zaś KG te drzwi nie dowodzą w żaden sposób. O tym, że natryski były «fałszywe», w dokumentach nie ma ani słowa. No, a samo istnienie pryszniców w krematorium nie jest przecież czymś przeciwnym naturze, personel bowiem zajmował się spalaniem zmarłych na tyfus.

Na stronach 70-71 Pressac wspomina drewnianą dmuchawę dla KG w krematorium Birkenau (10). Gdyby była ona wykonana z metalu – rozumuje – przeżarłaby ją korozja pod wpływem Cyklonu B, który przecież zawiera kwas cyjanowodorowy. Później jednak – kontynuuje Pressac – były tam również dmuchawy metalowe: esesmani «przecenili niebezpieczeństwo korozji».

A teraz wyobraźmy sobie: prowadzi się eksterminację milionów ludzi niczym szkodliwych insektów i jako dowód tego haniebnego czynu «znany w całym świecie, czołowy specjalista w sprawie Oświęcimia» przedkłada nam tego rodzaju bzdury! Wielu rewizjonistycznych badaczy, a szczególnie Faurisson i Matogno, poddali wywody Pressaca analizie z druzgoczącymi wnioskami (11). W 1996 r. ukazał się w języku niemieckim zbiór artykułów na ten temat (12).

D. «Niemcy zniszczyli wszystkie dokumenty»

Jeżeli stróżów oficjalnej wersji holokaustu zapytać, dlaczego brak dokumentów, potwierdzających zabijanie Żydów, ci odpowiedzą, że Niemcy zawczasu zniszczyli wszystkie dokumenty. To samo twierdzi jeszcze jeden «świadek koronny», Brazylijczyk z pochodzenia, esesman Pery Broad, który ułożył w brytyjskim więzieniu wyczerpujące sprawozdanie o masowych mordach w Oświęcimiu. Na ostatniej stronie jego «Wspomnień» można przeczytać (13): «We wszystkich pomieszczeniach służbowych Oświęcimia płonęły stosy teczek z dokumentami, a zabudowania, które służyły do największych w historii masowych mordów, zostały wysadzone w powietrze (…)».

Broada zwolniono jeszcze w 1947 r. (14), mimo że Brytyjczycy mieli zamiar wciągnąć go na stryczek lub rozstrzelać, ponieważ każdy kto walczył po stronie Niemiec, a w szczególności esesman, był poza prawem. Jest sprawą w pełni oczywistą , iż wczesne zwolnienie było zapłatą za «Wspomnienia», które stały się ważnym wkładem do scementowania wówczas dopiero jeszcze tworzonego obrazu «ostatecznego rozwiązania».

Jednak żadnych «stosów teczek z dokumentami» w Oświęcimiu nie było, albowiem w tym «największym obozie zagłady» zachowała się ogromna ilość dokumentów. W archiwum specjalnym w Moskwie (15) znajduje się do 90 tys. stron dokumentów Wydziału Budownictwa, tj. tej organizacji, która się zajmowała budową krematoriów, jak również, według oświadczeń «ekspertów», KG, znajdujących się w krematoriach.

Podczas dłuższych wyjazdów do Moskwy w 1995 roku autor we współpracy z naukowcem Carlo Mattogno przestudiował wszystkie 90 tys. stron tych dokumentów. Jedna ich część, 20 tys. stron, składa się ze sporządzonych przez Niemców kopii innych dokumentów, pozostałe 70 tys. – to są oryginalne dokumenty (16). I żaden z nich nie zawiera żadnego dowodu zabijania przy pomocy gazu. Nas to wcale nie zdziwiło, gdyby bowiem istniały takie dokumenty, zostałyby one już dawno triumfalnie zaprezentowane całemu światu. W tym archiwum pracowali również Pressac oraz brytyjski Żyd Gerald Fleming i obydwaj nie znaleźli żadnego dowodu na istnienie KG.

Odpowiedź, jakoby Niemcy powybierali wszystkie demaskujące ich dokumenty i je zniszczyli, jest bardzo naiwna. Wyobraźmy sobie następującą sytuację: jesień 1944 r., do Oświęcimia lada chwila ma wejść Armia Czerwona, nagle komendant Richard Baer wydaje rozkaz: «Rozsortujcie wszystkie dokumenty, wybierzcie te spośród nich, gdzie jest mowa o zabijaniu Żydów gazem i je zniszczcie! Resztę dokumentów zostawcie, niech sobie leżą!» – Czy można coś takiego sobie wyobrazić?

Jest sprawą oczywistą, że Niemcy po prostu rzucili wszystkie dokumenty w tym miejscu gdzie one były. Im do głowy nawet nie przyszło, że te dokumenty mogą im coś złego udowodnić!

I w Oświęcimskim muzeum, i w innych archiwach leżą dokumenty z Oświęcimia. Ogólna ich liczba sięga gdzieś 120-150 tysięcy. I żaden z nich nie zawiera ani jednego słówka o zagazowaniu chociaż by jednego Żyda.

E. Dokumenty, sprzeczne z wersją o eksterminacji

Sprawy holokaustników wyglądają jeszcze gorzej, ponieważ istnieje mnóstwo dokumentów, obalających oficjalną wersję holokaustu.

F. Tricki zwolenników teorii eksterminacji

Zwykle historyk, który zajmuje się tym czy innym okresem dziejów, zbiera dotyczące tego okresu dokumenty, ocenia je, a następnie, w oparciu o nie, buduje swoje hipotezy. W wypadku «holokaustu» jego rzecznicy postępują w sposób wprost przeciwny. Wychodzą oni z założenia, że naziści zabili gazem 6 mln Żydów, a następnie usiłują podciągnąć pod ten aksjomat dokumenty. Przy tym, oczywiście, muszą oni zadawać gwałt tym dokumentom, bo w nich nic się nie mówi ani o wykorzenieniu Żydów, ani o KG. Nierzadko próbuje się zaradzić sprawie, tworząc fałszywe lub na wpół fałszywe dokumenty. Rozpatrzmy szereg przykładów.

G. Fałszywe dokumenty i dokumenty o wątpliwej autentyczności

Protokoły Wannsejskie

Przez dziesiątki lat twierdzi się, że na Wannsejskiej konferencji w Berlinie 20 stycznia 1942 r. podjęta została decyzja o wytępieniu Żydów. Podczas czytania jej protokołów (17) okazuje się, że w nich o żadnej fizycznej zagładzie Żydów, a już tym bardziej o KG nie powiedziano ani słowa w jakimkolwiek sensie, jedynie o «ewakuacji» i «wysiedleniu». Ortodoksyjni historycy radzą tu sobie przy pomocy twierdzenia, że niby to poprzez te słowa zaszyfrowano wyraz «wytępienie». W ten sposób, protokołom przypisuje się sens, którego one nie posiadają.

No, a gdyby go nawet posiadały, gdzie jest choćby jeden dowód na to, że ten sens został wcielony w życie?
Ale sprawa polega na tym, że nawet istniejące protokoły – są topornie sfabrykowanym falsyfikatem, co udowodnił Johannes P. Ney (18). Podróbkę zdradza sama ich treść – na przykład, podaje się w nich absurdalną liczbę Żydów, rzekomo mieszkających wówczas w Europie – jak również szereg formalnych niezgodności (podane są przykłady).

Zresztą nawet sami eksterminacjoniści odrzucają wannsejski «trop». W «Kanadyjskich Wiadomościach Żydowskich» (20 stycznia 1992 r.) Yehuda Bauer nazywa ten «dokument», o którym mówi się jak o pewniku na każdej konferencji na temat «holokaustu», «głupią historią» (silly story). Nie mniej jednak, cały klan historyków, niczym papugi, co pewien czas powtarzają takie «głupie historie». We wszystkich podręcznikach roi się od nich.

Dokumenty od 28 czerwca 1943 r. o wydajności krematorium w Oświęcimiu

Żeby udowodnić bajeczną wydajność Oświęcimia, eksterminacjoniści niestrudzenie cytują list, rzekomo napisany przez kierownika wydziału budownictwa o Oświęcimiu Bischofa do swego szefa, brigadenführera SS Kammlera (19), w którym to liście wydajność krematoriów Oświęcimia i Birkenau wygląda w sposób następujący:
– krematorium I: 340 osób,
– krematoria II i III: po 1440 osób,
– krematoria IV i V: po 768 osób.

Tu przede wszystkim rzuca się w oczy niezwykłe, nie po niemiecku brzmiące słowo «osoba». Ale o wiele bardziej znamienna jest treść listu.

Jeśli wierzyć danym, przytaczanym w literaturze na temat holokaustu – na przykład we wzorcowej książce Hilberga (20) – krematorium I główne w Oświęcimiu miało 6 mufli, krematoria II i III w Brzezince – po 15 mufli każde, krematoria zaś IV i V (również w Brzezince) – po 8 mufli. W sumie wychodzi 52 mufle. W naszych czasach, we współczesnych krematoriach spalanie jednego trupa w mufli trwa od 1 do 1,5 godziny. Jeśli w 52 muflach spalać 4756 trupów dziennie, wtedy na każdą muflę przypadnie po 91,5 trupów dziennie i w ten sposób wydajność krematoriów w Oświęcimiu musiała być 4-krotnie wyższa, niż współczesnych!

A to oznacza, że albo w Oświęcimiu zostały zniesione prawa termotechniki, albo wymieniony list jest falsyfikatem (sporządzonym prawdopodobnie przez komunistów). Niezbity dowód nieautentyczności listu podaje Carlo Mattogno (21).

Zamówienie na dostarczenie analizatorów gazów

Ostateczny dowód zabijania Żydów gazem Pressac upatruje w oficjalnym liście firmy budowlanej «Topf i synowie» do Głównego Zarządu Budownictwa w Oświęcimiu. Tym listem firma potwierdza otrzymanie zamówienia na 10 analizatorów gazowych.

Nawet jeśli nie będziemy poruszać sprawy poważnych obiekcji co do autentyczności listu (22), należy stwierdzić, że zamówienie analizatorów gazów dla obozu, gdzie za pomocą gazu codziennie prowadzono dezynfekcję, jest zjawiskiem całkiem normalnym. Przyrządy te służyły do mierzenia koncentracji kwasu cyjanowodorowego w insektycydzie. W jednej z instrukcji za 1942 r., dotyczącej stosowania środka owadobójczego, wspomina się analizatory gazów przynajmniej 6 razy (23). W ten sposób list ten, nawet jeżeli jest autentyczny, nie posiada żadnej siły dowodu.

Dokumenty o «ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej» i o «traktowaniu specjalnym»

W całym szeregu niemieckich dokumentów z okresu wojny pojawia się określenie «ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej». Tak, na przykład, Göring 31 lipca 1941 r. powierzył Heydrichowi «uzgodnienie wszystkich potrzebnych organizacyjnych i materialnych przygotowań do powszechnego rozwiązania kwestii żydowskiej we wszystkich regionach Europy, znajdujących się w strefie wpływów niemieckich». Później Heydrichowi poleca się przedstawić «ogólny szkic organizacyjnych, materialnych i praktycznych warunków wstępnych, które by umożliwiły realizację pożądanego ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej» (24).

Eksterminacjoniści niemal do zupełnego wyczerpania cytują ten list, twierdząc, że Göring poleca w nim Heydrichowi zorganizować wszystko potrzebne do ludobójstwa.

Co NS rozumieli pod «ostatecznym rozwiązaniem kwestii żydowskiej», wynika z ich dokumentów: jeśli będzie potrzeba, to przymusowe wysiedlenie wszystkich Żydów z Europy. Pierwotnie jako miejsce przesiedlenia Żydów wybrano wyspę Madagaskar (zob. notatkę w dzienniku Goebbelsa od 7.03.1942), jednak wykonanie tego planu okazało się niemożliwym.

Po podboju dużych obszarów na wschodzie miejsce na ich chociażby czasowe osiedlenie wybrano właśnie tam. Fakt, że znaczna ilość Żydów została wysłana do Białorusi i krajów nadbałtyckich, uznają również eksterminacjoniści (25). Jest rzeczą wprost śmieszną ogłaszanie takiej deportacji «wyniszczeniem», bo po co trzeba było wieźć Żydów, mimo 6 działających na pełnej mocy obozów, dalej, do Białorusi i krajów bałtyckich, skoro postanowiono ich wytępić?

W swojej, napisanej z dużą ostrożnością, książce «Druga niewola babilońska» Steffen Werner zebrał szereg pośrednich dowodów na to, że rzeczywiście wielka liczba Żydów została wywieziona do Białorusi i tam rozsiedlona (26). To, że Oświęcim służył jako obóz tranzytowy dla wysyłanych na Wschód i dlatego nie rejestrowanych Żydów, których eksterminacjoniści ogłosili wyniszczonymi, udowodnił hiszpański badacz Enrique Aynat (27).

Całkiem jednoznacznie charakter niemieckiej polityki względem Żydów staje się widoczny z memorandum, podpisanego przez urzędnika Ministerstwa Spraw Zagranicznych Marcina Lutra 21 sierpnia 1942 r. (28): «Na podstawie przytoczonej wskazówki Wodza (o wysiedleniu Żydów) rozpoczęto ewakuację Żydów z terenu Niemiec. Dotyczy to w równym stopniu także żydowskich obywateli innych krajów. (…) Ilość wysyłanych w ten sposób na Wschód Żydów jest niewystarczająca, żeby zaspokoić istniejącą potrzebę w sile roboczej. Kierownik Urzędu Bezpieczeństwa Państwowego wydał polecenie dla (…) MSW żeby prosić rząd Słowacji o dostarczenie 20 tys. młodych mocnych słowackich Żydów dla wysłania na Wschód».

Jako dowód na wykorzenienie Żydów w literaturze o holokauście często są przytaczane dokumenty, w których używa się słów z przyrostkiem «sonder» (osobliwy, specjalny) – «posunięcie specjalne», «traktowanie specjalne» itd. Takie pojęcia mogły być, rzecz oczywista, używane również na określenie straceń (29), tu jednak należy wyjaśniać sprawy konkretnie. Na przykład, Pressac w swej drugiej książce pisze, że pojęcie «akcja specjalna» zostało użyte w Oświęcimiu na określenie dochodzenia politycznego w sprawie ustalenia przyczyn strajku robotników w obozie (30) – a więc w obozie zagłady strajkowano!

Następnie Pressac cytuje rozkaz SS o «posunięciach specjalnych» w celu polepszenia stanu sanitarnego w obozie Birkenau (31). Tak więc, «posunięcia specjalne» miały tam charakter przedłużający życie, nie zaś życie skracający.

List o piwnicy dla uśmiercania gazem

Chyba każda praca na temat holokaustu zawiera wskazówkę na list, który kierownik Wydziału Budownictwa w Oświęcimiu wysłał 29 stycznia 1943 r. do swego szefa w Berlinie Kammlera. Jest w nim takie miejsce (32): «Krematorium II, na wybudowanie którego zostały rzucone wszystkie siły, mimo ogromnych trudności i zimnej pogody, jest wykończone (…) żelbetonowy strop dla trupów wskutek działania zimna na razie nie jest jeszcze gotowy. Ale to jest nieistotne, ponieważ można korzystać z piwnicy fumigacyjnej». (Słowo «Vergasung» ma szereg znaczeń: gazyfikacja, zgazowanie, doprowadzenie do stanu lotnego, karburacja, fumigacja, tj. okadzanie w przypadku zwalczania insektów. Na ostatnim miejscu w słownikach stoi: «uśmiercanie gazem»).

Tę przewidzianą w planie budowlanym «piwnicę 1 na trupy» w krematorium II eksterminacjoniści uważają tylko za KG. «Piwnica 2 na trupy» wykonywałaby w takim wypadku funkcję pomieszczenia, gdzie skazani na śmierć się rozbierali.

Wytłumaczenia, jakie przypisywali temu listowi do ostatniego czasu rewizjoniści, nie są przekonywujące (na przykład że tam przechowywano Cyklon B). Rozwiązać to zagadnienie udało się autorowi we współpracy z Carlo Mattogno w 1995 r. w Moskwie. W krematorium II planowano instalację urządzenia do przeprowadzania dezynfekcji (podaje się zdjęcie). Wówczas, pod koniec 1942 r. – na początku 1943 r. w Oświęcimiu szczególnie mocno szalał tyfus i pomieszczeń do rozładowywania trupów ciągle brakowało. Łatwo zrozumieć, że w takim wypadku trupy zaczęto układać w kamerach szczątkowej wentylacji, a takim właśnie pomieszczeniem była piwnica na trupy w krematorium.

Sądzę, że istniało sporo dokumentacji na temat kamery dezynfekcji w krematorium II, lecz radzieccy urzędnicy powybierali ją przy przeglądaniu teczek, na ile stała ona w sprzeczności z oficjalnie przyjętą wersją. Dokumenty, znalezione przez nas w archiwum, pozostały w takim wypadku przez niedopatrzenie cenzorów. Do tego jeszcze wrócimy.

Przypisy

1) Hilberg, l.c., Einleitung.
2) André Chelain, «Faut-il fusiller Henri Roques?», Polemiques, Ogmios Diffusion, 1986; skrótowa wersja niemiecka «Die Gestandnisse des Kurt Gerstein», Drüffel, 1986.
3) Filip Müller, «Sonderbehandlung», Steinhausen, 1979.
4) Po bitwie pod Sedanem Niemcy próbowali spalić w dołach ciała poległych. Złożyli oni trzy warstwy trupów do wspólnej mogiły, oblali smołą i podpalili. Górna warstwa tylko się zwęgliła, z dwoma zaś pozostałymi w ogóle nic się nie działo (Harald Fröhlich, «Zur Gesundheitspflege auf den Schlachtfeldern», Deutsche Militararztliche Zeitschrift, I, 1-4, 1872, S. 109/110, cytuje się według Carlo Mattogno, «Auschwitz. The end of a legend», IHR, 1994, s. 19).
5) Por. Mattogno w Gauss, «Grundlagen…» (l.c.), s. 318 nn.
6) «Newsday», Long Island, New York, 23 February 1983, cytuje się według Robert Faurisson, «Mon exrerience du révisionnisme», w: Annales d’histoire révisionniste, nr 8, s. 31/32.
7) Jean-Claude Pressac, «Les crématoires d’Auschwitz», CNRS, 1993, niemieckie wydznie: «Die Krematorien von Auschwitz», Piper, 1994.
8) Jean-Claude Pressac, «Auschwitz. Technique and operation of the gas chambers», Beate Klarsfeld Foundation, New York, 1989.
9) Pressac, «Les crématoires…», s. 80.
10) Ibidem, s. 70/71.
11) Robert Faurisson w Revue d’histoire révisionniste, nr 3, oraz R. Faurisson, «Response a Jean-Claude Pressac», R.H.R., 1993; Carlo Mattogno, «Auschwitz. The end of a legend», l.c.
12) Opatrzona wprowadzeniem E. Gaussa, ukazała się na początku 1996 r. książka przeciwko Pressacowi pod tytułem «Nackte Fakten», Vrij Historisch Onderzoek, Postbus 60, 2600 Berchem, Belgien.
13) Pery Broad, «Erinnerungen». W zbiorze «Auschwitz in den Augen der SS», Krajowa Agensja Wydawnicza, Katowice, 1981, s. 195.
14) Eugen Kogon/Hermann Langbein/Adalbert Rückerl, «Nationalsozialistische Massentötungen durch Giftgas», Fischer Taschenbuch, 1983, s. 197.
15) Centralne Państwowe Archiwum Specjalne znajduje się w Moskwie na ulicy Wyborgskiej (w pobliżu stacji metra «Stadion wodny»).
16) Dokumenty, znalezione przez Mattogno i nas w Centralnym Państwowym Archiwum Specjalnym, zostaną opublikowane w dwutomowym wydaniu Mattogno o krematoriach i «komorach gazowych» w Oświęcimiu. Ukazanie się 1-go tomu jest przewidziane na drugą połowę 1996, 2-go tomu na 1997 lub 1998 rok.
17) (Domniemany) protokół konferencji w Wannsee został przeanalizowany m. in. w książkach: Wilhelm Staglich, «Der Auschwitz-Mythos» (Grabert, 1979), s. 39 nn. oraz Gauss, «Grundlagen…» (l.c.), s. 182 nn.
18) Por. np. Staglich, «Der Auschwitz-Mythos», l.c., s. 38 nn.; Walendy w «Historische Tatsachen» (l.c.), nr 35; Ingrid Weckert w «Deutschland in Geschichte und Gegenwart», nr 40 (1992); Johannes P. Ney w Gauss, «Grundlagen…» (l.c.), s. 169 nn.
19) Ten dokument jest wspomniany, na przykład, w książce Brigitte Bailer-Galanda/Wolfgang Benz/Wolfgang Neugebauer (wyd.), «Wahrheit und Auschwitzlüge», Deuticke, 1995, s. 71.
20) Hilberg, l.c., s. 946.
21) Mattogno w Gauss, «Grundlagen…», l.c., s. 300 nn.
22) Walter Rademacher w Gauss, «Grundlagen…», l.c., s. 55 nn.
23) Dokument norymberski NI-9912, jest przytaczany, m. in., w książce «Auszhwitz. Nackte Fakten», l.c.
24) Dokument norymberski NG-2586/PS-710.
25) Patrz np. Reitlinger, l.c., s. 100 nn.
26) Steffen Werner, «Die zweite babylonische Gefangenschaft», Grabert, 1992.
27) Enrique Aynat, «Estudios sobre el holocausto», Graficas Hurtado, 1994.
28) Dokument norymberski NG-2586.
29) Tego przykład podają Kogon/Langbein/Rückerl na s. 17.
30) Pressac, «Les crématoires…», s. 63/ «Die Krematorien von Auschwitz», s. XXX.
31) Pressac, «Les crématoires…», s. 82/ «Die Krematorien von Auschwitz», s. XXX.
32) Ten dokument cytuje się, na przykład, w Kogon/Langbein/Rückerl, l.c., s. 220.

*                        *                         *

VIII. Świadkowie «komór gazowych» Oświęcimia (część 1)

A. Punkt wyjścia

Temu, kogo niepokoi problem holokaustu, można usilnie poradzić zwiedzić Oświęcim. Natychmiast rzucą mu się w oczy różnego rodzaju niedorzeczności: za szybami wystaw wznoszą się góry z kobiecych włosów, «które należały do zabitych gazem»; wszystkie one mają przeważnie popielaty kolor i mocno przypominają len albo konopię. Stosy obuwia mają udowadniać fakt masowych mordów, chociaż udowadniają one jedynie to, że ktoś je tu zgromadził (1). Szczególniejsze zaś wrażenie pozostawiają do absurdalności małe pomieszczenia, w których ponoć zostało zabitych i spalonych, zdaniem «historyków», ni to 9 mln, ni to 470 tys. ludzi.

Eksterminacjoniści wskazują na następujące pomieszczenia, które służyły do zatruwania gazem:
– sala na trupy w krematorium obozu głównego;
– dwa przebudowane na KG chłopskie domy w 3 km od obozu głównego;
– tak zwane «piwnice na trupy» w krematoriach II oraz III;
– kilka pomieszczeń bez osobnej nazwy w krematoriach IV oraz V.

W KG obozu głównego (według Pressaca) na początku 1942 r. zostało zgładzonych około 10 tys. ludzi (2). Od wiosny 1942 r. po wiosnę 1943 r. morderstw dokonywano w chłopskich chatach oraz w bunkrach 1 i 2. Od wiosny 1943 r. gazem zabijano w krematoriach Birkenau, krematorium II – jest głównym miejscem zabijania w Trzeciej Rzeszy.

Jak już mówiliśmy, potwierdzić tego nie ma czym – nie ma ani jednego dokumentu, ani jednego faktycznego dowodu. Dlatego, jako ostatni koronny dowód eksterminacjonistów, pozostają świadkowie. W naszej książce «Oświęcim. Zeznania sprawców i naocznych świadków holokaustu» (3) rozpatrzyliśmy 30 głównych świadectw. Taką pracę już parę dziesiątków lat temu musiałby wykonać zastęp oficjalnych historyków, ależ nie, oni pozostawiają ten trud rewizjonistom.

B. Niektóre fakty techniczne oraz przyrodnicze, czyniące zeznania świadków nieprawdopodobnymi

Jeśli oglądnąć zeznania świadków pod szkłem powiększającym, natychmiast z łatwością zauważymy, iż zawierają one rzeczy, niemożliwe z punktu widzenia techniki oraz praw natury. Oto są niektóre spośród mnóstwa niedorzeczności:

1. Błękitna mgła ponad trupami. Na frankfurckim procesie (1963-65) w sprawie Oświęcimia przed sądem stanął jako szczególnie wiarygodny świadek kierowca z SS, Richard Böck. Ten złożył następujące zeznania (4): «Wkrótce po tym (czyli po zatruciu) drzwi, za którymi zostali zabici więźniowie, otwierały się i można było widzieć niebieską mgłę, która wisiała nad olbrzymim stosem trupów».

Böck w żaden sposób nie mógł widzieć «niebieskiej mgły», ponieważ kwas cyjanowodorowy jest absolutnie bezbarwny. Jego nazwa (Blausäure) pochodzi od niebieskiego (blau) koloru barwnika, który się tworzy na skutek połączenia cyjanowodoru z żelazem.

2. Błękitny kolor ofiar. Milton Buki, który «przeżył holokaust», powiadamia (5): «2 minuty po tym, jak otwierały się drzwi, rozkazywano nam sprzątnąć trupy, i ładowaliśmy je na wózki. Trupy były gołe i niektóre pokryte niebieskimi plamami».

Kwas cyjanowodorowy blokuje dostęp tlenu do komórek. Zawarta we krwi hemoglobina nie może wtedy dostarczać tlenu do komórek, sama krew przesyca się tlenem, co prowadzi do poczerwienienia skóry (6). Buki był członkiem drużyny specjalnej w Oświęcimiu od grudnia 1942 r. Przypuśćmy, że drużyny specjalne rzeczywiście wynosiły trupy z KG, wtedy Buki miał dosyć czasu (aż do października 1944 r.) ażeby się rozejrzeć, iż zatruci kwasem cyjanowodorowym mają czerwony kolor; ależ nie, on mówi o kolorze niebieskim. To samo twierdzi również ulubiony świadek Hilberga, Filip Müller (7), który spędził w drużynie specjalnej około 3 lat. Jest rzeczą pewną, że ani Buki, ani Müller nigdy nie widzieli trupów ludzi zatrutych cyjanowodorem.

3. Nieprawdopodobna ilość ofiar, przypadających na 1 m. kw. KG. Według zeznań kluczowego świadka Hössa, do KG krematorium II o powierzchni 210 m. kw. wpychano po 2 tys. ofiar (9), według kluczowego świadka Vrby – po 3 tys. (10), według kluczowego świadka Broada – nawet po 4 tys. Przy tym stosowano walec parowy i w ten sposób naziści oszczędzali Cyklon B.

4. Płomień buchał z kominów krematorium. Henryk Tauber, ulubiony świadek Pressaca, opowiada taką historię (11): «Zwykle spalaliśmy po 4-5 trupów w jednej mufli, ale często nawet więcej (…) Sporo trupów spalaliśmy za każdym razem bez pozwolenia administracji krematorium podczas alarmu lotniczego, żeby za pomocą ogromnego słupa ognia, który buchał wtedy z kominów, przyciągnąć uwagę pilotów».
Walter Luftl, były prezes Izby Inżynierskiej Austrii, a jednocześnie ekspert sądowo-medyczny na wielu procesach, w związku z tym zauważył (12): «Koks pali się krótkim płomieniem, który w żaden sposób nie może się wydostać z przestrzeni palenia się. Pomiędzy piecem a kominem znajduje się jeszcze kanał do odprowadzania gazu, przewód kominowy. Dopiero potem zaczyna się komin. A jeśli palący się krótkim płomieniem materiał mocno załadować, wtedy narusza to reżim temperatury i palenie się w ogóle nie następuje».

5. Nieprawdopodobnie wielka ilość trupów, spalanych w jednej mufli. Jeszcze gęściej, niż Tauber, łże członek drużyny specjalnej Szmul Feinzilberg (13): «Były trzy piece, w każdym po dwoje drzwiczek. Do każdych drzwiczek można było przecisnąć po 12 trupów».

Mufle mają rozmiar 200´70´80 cm. Niełatwo jest rozmieścić w takiej przestrzeni 12 trupów nawet liliputów.

6. Spalanie trupów bez substancji palnej. Również tutaj dajemy słowo koronnemu świadkowi Pressaca Tauberowi (14): «Kiedy kremacje następują jedna po drugiej, wtedy spalanie w piecach dokonuje się na skutek palenia się samych trupów. Dlatego często nie używało się paliwa przy spalaniu tłustych trupów».

Trupy składają się niemal w 90% z wody i tylko w opowiadaniach «tych, co przeżyli holokaust» płoną same przez się!

7. Palenie trupów w dołach. Tę bajkę spotyka się u wielu świadków. Oto co mówi członek sonderkomanda Szlama Dragon (15): «Po przeciwnej stronie budynku były wykopane 4 doły, długie na 30 m, szerokie na 7 m i głębokie na 3 m. (…) Najpierw na dno dołu kładziono wielkie polana, potem mniejsze, na krzyż, a z wierzchu – suche gałęzie. Po tym, jak wszystkie trupy z budynku zostały przeniesione do dołu, polewano je z czerpaków naftą po czterech rogach i podpalano; a jeszcze tam rzucano kawałki gumy».

Z powodu niewystarczającego dopływu tlenu do dołu trupy w nim palić się nie będą (16). Zaznaczmy jeszcze, że stosy układa się inaczej, nie na opak, jak chce Dragon. Płomień rozpala się z tym wypadku, jeśli pręty i drobne drwa leżą na dole. Ułożona przez Dragona kupa nigdy się nie zapali, ponieważ leżące z wierzchu pręty zapalą się pierwsze i nie przepuszczą ognia w dół. Od początku dziejów trupy spalano wyłącznie na powierzchni ziemi.

8. Stosowanie przy paleniu trupów wytapiającego się z nich tłuszczu. Temu tematowi do powieści horrorów najwyższy wyraz nadał Filip Müller (17), a pojawia się on również u wielu innych, którzy «przeżyli holokaust», lecz zawsze w ten sposób, że przepisują go po prostu jeden od drugiego. W 1995 r. ukazała się książka izraelskiego «naukowca» Gideona Greifa o sonderkomandach (18). Wystarczy tylko ją otworzyć i pierwsze, co wychodzi na jaw, to demencja autora, mówiącego o wytapianiu tłuszczu z trupów.

9. Wykorzystywanie metanolu jako substancji palnej. W krakowskim więzieniu komendant Oświęcimia Höss pisał (19): «Trupy polewano najpierw osadem naftowym, później metanolem». Tak samo «ofiary» Filipa Müllera (20), również u «sprawcy» Pery Broada napotykamy prostoduszną historię o metanolu (21). Inżynier Walter Luftl pewnego razu próbował przy pomocy metanolu spalić martwego wróbla. Metanolu on nie żałował, lecz spalić wróbla mimo wszystko nie dał rady.

C. Cztery główne niedorzeczności w zeznaniach świadków

Każdy, kto je pozna, straci resztki zaufania.

a) Nieprawdopodobnie krótki czas kremacji

W krematorium Bazela spalanie jednego ciała trwa blisko godzinę (22), we Frieburgu – 1,5 godziny. Jeśli uwierzymy naszym świadkom, to w Oświęcimiu – jak to twierdzi D. Paisikovic – 4 minuty (23). Super-świadek Miklós Nyiszli, którego bestseller ukazał się w czterech językach i cztery razy został ponowiony, poświadcza, że w 46 muflach krematorium w Brzezince codziennie przerabiano po 20 tysięcy ciał (24) (według tegoż samego Nyiszli 20 tys. Żydów dziennie gazowano oraz 5-6 tys. rozstrzeliwano lub palono żywcem). W takim układzie na każdą muflę przypada po 435 ciał dziennie, i proces kremacji ma przebiegać 18 razy szybciej niż we współczesnych krematoriach. Powściągliwiej wypowiada się Höss (25). Według niego na jedną muflę przypadało po 133 ciała, czyli 5 razy więcej niż w 1996 r. Carlo Mattogno pisze na ten temat (26): «Świadkowie chcą nam zasugerować, że krematoria Oświęcimia-Brzezinki były wyjęte z pod praw natury, były diabelskimi wynalazkami, a więc były niezależne od praw chemii, fizyki, termodynamiki. Historycy postanowili ślepo zawierzyć zeznaniom świadków i okazali się niemiłosiernie oszukani».

b) Podawanie cyklonu przez nieistniejące otwory

W KG krematorium II w Brzezince rzekomo została zabita większa część Żydów i o tej komorze istnieje wyjątkowo dużo zeznań świadków. Zawarto w nich kilka wersji podawania gazu do komory, opisanych przez «naocznych świadków», i wszystkie one są nieprawdopodobne.

Wersja 1: cyklon podawano przez główki pryszniców. W stylu baśni ludowych ten sposób został opisany w książce Spritzer (27). Sposób ten jest na tyle głupi, że nie uznaje go nawet oficjalna historiografia. Grudki cyklonu miały być zakładane do główek pryszniców i przez kontakt z powietrzem gaz się z nich ulatniał i przenikał przez sitka na zewnątrz.

Wersja 2. Zawdzięczamy ją Zofii Kossak (28): «Dał się słyszeć przeraźliwy dźwięk i natychmiast przez otwory w posadzce zaczynał przenikać gaz. Z balkonu, z którego były widoczne drzwi, esesmani z zadowoleniem obserwowali walkę ze śmiercią i przerażenie, które przeżywali skazańcy. Dla nich, sadystów, było to przedstawienie, którego oglądanie im się nigdy nie nudziło. Walka ze śmiercią trwała 10–15 minut… Personel spiesznie ładował ciała na wywrotki, inni czekali. I wtedy zdarzało się, że martwi ożywali. Dawka gazu była za mała. Ona tylko odurzała, ale nie uśmiercała. Zdarzało się że niektórzy już na wywrotce odzyskiwali przytomność… Szybko podprowadzano ich do paleniska pieca i razem ze wszystkimi zrzucano do ognia».

Od razu należy zauważyć, że piece znajdowały się wyżej od KG i dlatego «zrzucić» cokolwiek do pieca było niemożliwe. Po drugie, nie było tam żadnego balkonu, z którego można by było zaglądać do KG. Po czwarte, martwi nie mają zwyczaju powracać do życia. I nareszcie po czwarte, w posadzce kostnicy nie mogło być jakichkolwiek otworów, albowiem położona ona jest bezpośrednio na gruncie, o czym może się przekonać każdy zwiedzający.

Wersja 3. Zawdzięczamy ją słowackiemu Żydowi Rudolfowi Vrbie (29): «Esesmanowi, stojącemu na dachu krematorium, podawano komendę. Ten podnosił okrągłą przykrywę i wysypywał na głowy ofiar kulki».

W tym okresie, o którym mówi Vrba, w suficie piwnicy nie było żadnych otworów, ani zamkniętych, ani otwartych. Jak z całą oczywistością wykazała ekspertyza Germara Rudolfa (30), istniejące obecnie otwory w suficie zostały całkiem po partacku wykonane przez radzieckich albo polskich komunistów już po wysadzeniu krematorium w powietrze, żeby później można było ogłupiać ludzi opowiadaniami o wrzucaniu przez nie cyklonu. Otwory te mają nierówny kształt i są nieprawdopodobnie duże (przez nie potrafi się przecisnąć szczupły mężczyzna). Metalowe obramowanie tych dziurek zostało po prostu dorobione od spodu. Otwory nie mają żadnych śladów powybuchowych (rysek, wybić) (31).

Wersja 4 pochodzi od Henryka Taubera (32): «Sufit KG spoczywał na betonowych filarach, usytuowanych po środku podłużnych ścian. Obok każdego filara znajdowały się jeszcze dwa inne. Przechodziły one przez sufit na zewnątrz i były pokryte grubą siatką. Pod górną siatką znajdowała się następna, cieńsza, a pod nią jeszcze jedna. Wewnątrz najcieńszej siatki były umieszczone pudełeczka, które za pomocą drutu szarpano do góry i wtedy z nich sypały się kulki, a z kulek ulatniał się gaz».

Gaz ulatniał się z granulek przez ponad dwie godziny; jak wobec tego udałoby się uniknąć niebezpieczeństwa dla personelu, sprzątającego trupy? Przecież część granulek mogła być przygnieciona przez nie i zawierać gaz, który nie zdążył się ulotnić. I znów: w suficie piwnicy nie było otworów.

W krematorium 1 zasadniczego obozu, który odwiedza znacznie więcej turystów niż ruiny krematoriów w Brzezince, cyklon też musiał być sypany przez sufit, ale, jak wyznają pracownicy muzeum, dawniej w suficie żadnych otworów nie było (33).

«Ani dziurek, ani holokaustu» (Faurisson).

c) Wentylacja «komór gazowych» po gazowaniu

W Oświęcimiu do niszczenia insektów używano insektycydu cyklon B w granulkach. Według danych firmy–producenta, przy pokojowej temperaturze granulki wydzielały gaz przez mniej więcej 2 godziny; przy niższej temperaturze – dłużej (34). Gdyby istniała skuteczna wentylacja – a była ona tylko w komorze dezynfekcji, nie zaś w KG (35) – wtedy otwierać komory można by było nie wcześniej niż po dwóch godzinach.

Tylko jedno świadectwo mówi, że czas od podania gazu do sprzątania «komory śmierci» był «długi» (36). Jest to zeznanie Hössa, który twierdzi, że śmierć od gazu była natychmiastowa (37); jednak oprócz niego nikt więcej o czymś takim nie mówi. Fałszywość wspomnianego zeznania udowodnił Carlo Mattogno (38).
Rozbieżność w relacjach świadków co do czasu od podania cyklonu do skonania ofiar mieści się w granicach od «natychmiast» do 20 min. Ponieważ gaz ulatniał się przez około 2 godzin, to nawet przy użyciu niewyobrażalnej ilości granulek «natychmiastowa» śmierć nie jest możliwa; zatrzymajmy się wobec tego na 20 min. Czas od rozpoczęcia egzekucji do wynoszenia ciał trwał według zeznań świadków co najwyżej 50 min (39).

Przytoczymy jeden szczególnie charakterystyczny przykład. Dr Karol Bendel, rumuńsko–francuski lekarz mojżeszowego wyznania, w czasie prowadzonej przez Brytyjczyków w 1946 r. rozprawy sądowej, która doprowadziła do powieszenia dwóch niewinnych ludzi, zeznawał: «Około godziny dwunastej przybył nowy transport z 800–1000 osób… Otworzyły się drzwi (krematorium IV) i ludzi wepchnięto do KG. Jej sufit był tak niski iż wydawał się leżeć na głowach… Było słychać krzyki i stęki, tłuczenie się o ściany. To trwało dwie minuty, po czym zapanowała cisza. Po pięciu minutach drzwi się otwarły, ale jeszcze przez 20 min. do komory nie można było wejść. Następnie drużyna specjalna (Sonderkommando) przystąpiła do pracy. Kiedy drzwi otworzono, część trupów wywaliła się na zewnątrz, tak ściśle była wypełniona komora. Ciała były tak sprasowane jedno z drugim, iż prawie niemożliwością było je rozdzielić… Komu choć raz zdarzyło się zobaczyć KG o 1,5 m wysokości, wypełnioną ciałami, ten nigdy tego nie zapomni. Sonderkommando musiało jeszcze ciepłe, krwawiące ciała dosłownie wyrywać z komory. Ale jeszcze przed wrzuceniem ich do mogiły przychodzili cyrulik z dentystą, strzygli trupy i wyrywali im zęby… Ja nie mogłem poznać ludzi, którzy przed tym mieli wygląd człowieka. Oni – to diabły. Adwokat z Saloniki i elektroinżynier z Budapesztu – oni już nie są ludźmi. Podczas pracy (w KG) oni na dodatek bili wszystkich drewnianymi i gumowymi pałkami… Po półtorej godzinach pracy wszystko już było skończone i kolejny transport zapędzano do krematorium IV».

Ze swoim chorym mózgiem Bendel twierdzi co następuje:
— już 7 min. po tym jak z granulek zaczynał ulatniać się gaz, drzwi komory otwierano i gaz, naturalnie, szedł na korytarz, gdzie na koniec egzekucji czekali odporni na zatrucie kwasem cyjanowodorowym esesmani;
— po 20 minutach drużyna specjalna rzucała się bez masek gazowych – bo gdyby oni je włożyli, któż mógłby ujrzeć ich diabelskie oblicza?— do KG i zaczynali ostro pracować wśród wciąż stężających się w powietrzu (jeszcze przez półtorej godziny) oparów gazu;
— po tym jak Żydzi w wypchanej do oporu komorze umierali, «sprasowani jeden z drugim», wtedy oni padali w ten sposób, że w komorze o wysokości 1,5 m tworzyli stos trupów;
— 800–1000 trupów obrabiali jeden cyrulik i jeden dentysta. Całej operacji dokonywano w przeciągu 1,5 godziny, co oznacza, że przez 5400 sekund dentysta wyrywał (jeśli przyjmiemy, że każdemu brakowało czterech zębów) 22400 zębów — po 4 zęby na sekundę!

I ten właśnie Bendel jest uważany za najbardziej znaczącego świadka KG!

d) Praca bez masek gazowych w oparach kwasu cyjanowodorowego

Oprócz Bendla, również inni świadkowie opisują pracę w KG bez masek przeciwgazowych. Filip Müller swoje pierwsze wkroczenie do KG opisuje w ten sposób (41): «Mój wzrok padł na półotwartą torbę, w której zobaczyłem jedzenie, prawdopodobnie wydane na drogę. I wtedy ja udałem, że jedną ręką ciągnę trupa, drugą tymczasem zapuściłem do torby. Zgarnąłem tam kawał sera i pieróg z mięsem i, patrząc na drzwi, abym nie został zauważony, zacząłem swymi zbrukanymi krwią rękami rozłamywać pieróg i chciwie, niczym zwierz, połykać go».

Oczywiście, gdyby Müller miał na sobie maskę przeciwgazową, wtedy «chciwie, niczym zwierz» połknąć on by niczego nie mógł. Nawiasem mówiąc, niektórzy ze świadków twierdzą że ofiary przed gazowaniem rozbierano, aby pozostały w ubraniu cyklon nie zatruł Sonderkommando. Wypadałoby pomyśleć również o specjalnym ubraniu dla członków drużyny, bo przecież w czasie pracy musieli oni mocno się pocić, a wtedy niebezpieczeństwo kontaminacji (zakażenia) poprzez skórę znacznie wzrasta. A jednak o specjalnym ubraniu nie wspomina żaden ze świadków.

Przypisy

1) Ernst Gauss, «Vorlesungen über Zeitgeschichte», Grabert, 1993, s. 21.
2) Pressac, «Auschwitz. Technique…», l.c., s. 132.
3) Ukazała się w 1994 w Neue Visionen, Postfach 5436, Wurenlos.
4) Vernichtung des Zeugen Böck, Aktenzeichen 4 JS 444/59, Blätter 6878 ff.
5) Cytuje się według Pressac, «Auschwitz. Technique…», l.c., s.163.
6) Germar Rudolf, «Gutachten über die Bildung und Nachweisbarkeit von Cyanidverbindungen in den Gaskammern von Auschwitz», Cromwell Press, London, 1993, s. 111.
7) Filip Müller, l.c., s. 186.
8) Rudolf Höss, «Kommandant in Auscchwitz», wydawca Martin Broszat, dtv, 1983, s. 164. Höss pisze, że pomieszczenia dla gazowania mieściły po 3000 osób, ale w praktyce tej liczby nigdy nie osiągano. Dlatego zakładamy liczbę 2000 ofiar na jedną akcję, którą zawiera również wyznanie Hössa (NO–3868–PS).
9) Rudolf Vrba, «I cannot forgive», Bantam, 1964, s. 10.
10) Pery Broad, l.c., s. 180/181.
11) Cytuje się według Pressac, «Auschwitz. Technique…», l.c., s.489.
12) Walter Luftl, «Holocaust. Glaube und fakten», JHR, Winter 1992/1993, s. 391 nn.
13) «Hefte von Auschwitz», Sonderheft 1, «Handschriften von Mitgliedern des Sonderkommandos», państw. muzeum w Oświęcimiu, 1972, s. 43.
14) Tauber w książce Pressaca, por. przyp. 11.
15) Protokoły procesu R. Hössa, państw. muzeum w Oświęcimiu, tom XI, suplement 17.
16) Carlo Mattogno, «Auschwitz. The end…», l.c., s. 19.
17) Filip Müller, l.c., s. 207 nn.
18) Gideon Greif, «Wir weinten tränenlos», Bohlau Verlag, 1995.
19) Rudolf Höss, l.c., s. 161.
20) Filip Müller, l.c., s. 217.
21) Pery Broad, l.c., s. 177/178.
22) Ustna informacja, udzielona przez technika bazelskiego krematorium H.H. Jürgenowi Grafowi 10 lutego 1993 r.
23) Dov Paisikovic w: Leon Poliakov (wydawca), «Auschwitz», Rent Julliard, 1964, s. 159 nn.
24) Miklós Nyiszli, «Boncoloorvosa voltam az Auschwitz–I krematoriumban», Vilag, 1946, s. 38. Ostatnie jak dotychczas spośród mnóstwa niemieckich tłumaczeń Nyiszliego ukazało się w 1992 r. pod tytułem «Jenseits der Menschlichkeit» w wydawnictwie Dietz Verlag; p. naszą książkę «Auschwitz…», l.c., s. 203 nn.
25) Rudolf Höss, l.c., s. 164.
26) Carlo Mattogno w książce: Gauss, «Grundlagen…», l.c., s. 281.
27) Jenny Spritzer, «Ich war Nr. 10291. Als Sekretarin in Auschwitz», Rothenhausler Verlag, 1994, s. 67/68.
28) Zofia Kossack, «Du fond de l’abime, Seigneur», 1951, cytuje się według Robert Faurisson, «Réponse a Pierre Vidal Naquet», La Vieille Taupe, 1982, s. 58/59.
29) Rudolf Vrba, «I cannot forgive», Bantam, 1964, s. 11 nn.
30) Germar Rudolf, «Gutachten…», l.c., s. 255/256.
31) Miklós Nyiszli, «Im Jenseits der Menschlichkeit», por. przypis 24, s. 32 nn.
32) Tauber w: Pressac, por. przypis 11, s. 482 nn.
33) Rudolf, «Gutachten…», l.c., s. 18/19 oraz Rudolf/Gauss w: Gauss, «Grundlagen…», l.c., s. 251 nn.
34) Rudolf, «Gutachten…», l.c., s. 59 oraz Rudolf/Gauss w: Gauss, «Grundlagen…», l.c., s. 261 nn.
35) O wentylacyjnym systemie w komorach gazowych p. Rudolf/Gauss w: Gauss, «Grundlagen…», l.c., s. 267/268.
36) Danuta Czech, «Kalendarium der Ereignisse im Konzentrationslager Auschwitz–Birkenau 1939–1945», Rowohlt, 1989, s. 117.
37) Rudolf Höss, l.c., s. 126.
38) Carlo Mattogno, «Auschwitz. La prima gasazione», Edizioni la Sfinge, Parma, 1988.
39) Buki w: Pressac, «Auschwitz. Technique…», l.c., s. 163.
40) William Lindsey, «Zyklon B, Auschwitz and the trial of Bruno Tesch», JHR, Fall 1983, s. 261 nn.
41) Filip Müller, l.c., s. 24/25.

https://artykulyaryjskie.wordpress.com/2017/08/13/jurgen-graf-mit-holokaustu-czesc-trzecia/

Jürgen Graf – Mit Holokaustu, część czwarta



IX. Świadkowie «komór gazowych» Oświęcimia (część 2)

A. Jak są koordynowane relacje świadków

Jak słusznie twierdzi historyk Ernst Nolte, jest rzeczą niemożliwą, aby cały szereg osób, które między sobą nie mają żadnego kontaktu, nie zastanawiając się opowiadały mniej lub bardziej jednakowe historie. Ale Nolte uważa, że opowiadania o KG jakieś tam ziarno prawdy mimo wszystko muszą zawierać, nawet jeśli liczba ofiar jest mocno przesadzona (1).

Rozumując w podobny sposób, można dojść do następującego wniosku: w wiekach średnich niezliczeni świadkowie twierdzili, że widzieli czarownice lecące w kierunku Blocksberga. W konsekwencji sporo owych «czarownic» trafiło do sądu Inkwizycji. A więc, historia ta jest prawdziwa, tylko że liczba unoszących się w powietrzu czarownic jest przesadzona.

Noltemu wcale nie przychodzi do głowy, że relacje zarówno świadków jak też wykonawców można bez większego wysiłku koordynować, jako że po wojnie sojusznicy mogli fałszować i torturować ile tylko wlazło.

Jak wykazał poważny badacz hiszpański Enrique Aynat, od polskiego Ruchu Oporu już z początkiem 1941 roku zaczęły nadchodzić informacje o masowych mordach w Oświęcimiu, lecz nie za pomocą cyklonu B, tylko młotem pneumatycznym, wannami elektrycznymi itp. (2).

Te doniesienia pozostawiono jednak bez uwagi. Straszliwe historie o parowych, gazowych, elektrycznych itp. komorach Bełżca propaganda zaczęła szerzyć z początkiem roku 1942. Oświęcimia nie ruszano aż do czerwca 1944 r. Brytyjsko–żydowski autor Martin Gilbert pisze, że «tajemnica KG Oświęcimia–Birkenau była chroniona aż do trzeciego tygodnia czerwca» (3). Do tego zaś momentu zostały już przeprowadzone masowe deportacje Żydów węgierskich, których kierowano bezpośrednio do Oświęcimia; 28 tys. spośród nich zarejestrowano, resztę zaś rozprowadzono po innych obozach pracy oraz fabrykach (4).

Opowiadania o węgierskich Żydach w KG Brzezinki zapoczątkowały legendę o «obozie zagłady» w Oświęcimiu. W listopadzie 1944 r. legenda ta otrzymała swoją ostateczną postać. Wtedy to w Waszyngtonie powstał «Raport WRB», oparty na opowiadaniach Vrby, Alfreda Wetzlera, Czesława Mordowicza i Arnosta Rosina (5). Cyklon B został w raporcie nazwany narzędziem uśmiercania, mówiono też o egzekucjach w dwóch wiejskich chatach, lecz o krematorium obozu zasadniczego jako miejscu mordów w raporcie nie było ani słowa. (Do tego raportu jeszcze powrócimy).

2 lutego 1945 r., zaraz po wyzwoleniu Oświęcimia, «Prawda» powiadomiła świat o «transporterze śmierci», na którym równocześnie mordowano setki ludzi. Wkrótce jednak transporter znikł, żaden ze świadków już więcej o nim nie wspominał. I o KG «Prawda» też pisała, ale umieściła je nie tam, gdzie dla nich wyznaczono miejsce później, tylko «we wschodniej części obozu» — mimo że obóz znajdował się już w rękach Sowietów!

Rzecz oczywista, wersja wówczas jeszcze nie została w pełni uzgodniona przez aliantów. Sowieci wiedzieli, że mają odnaleźć dowody masowych mordów w Oświęcimiu, lecz ani Londyn, ani Waszyngton na razie nie podali żadnych szczegółów, i dlatego autor w «Prawdzie» (z żydowskim nazwiskiem) zadecydował szczegóły zmyślić sam.

W kwietniu – maju 1945 r. przed polską komisją wystąpili liczni więźniowie Oświęcimia, wśród nich Żydzi Szmul Feinzilberg (który nazywał siebie Janowskim, Kaskowskim i wreszcie Feinzilbergiem), ciągle zmieniający datę swoich urodzin Szlama Dragon oraz Henryk Tauber (6). Po tym jak «Prawda» spudłowała w tak niefortunny sposób, polscy komuniści zaczęli, przynajmniej w kwestiach zasadniczych, koordynować zeznania. KG ulokowano w innym miejscu, osiągnięto też jedność w kwestii narzędzia zbrodni. Został nim cyklon B. Co do reszty, tym co «przeżyli holokaust» pozwolono dawać upust swej schorowanej wyobraźni, a ich «autentycznym zeznaniom» nadano status «najwyższej wiarygodności».

Tworzenie mitu dokończyły zeznania komendanta Oświęcimia Rudolfa Hössa. Po wojnie on przez pewien czas ukrywał się na posesji pewnego wieśniaka, ale w marcu 1946 r. został schwytany przez Brytyjczyków. Zeznania otrzymano od Hössa w pewnym brytyjskim zakładzie, gdzie stosowano tortury. Hössa torturował Żyd, sierżant Bernard Clark. Odbywało się to następująco (7): «Höss krzyczał już na sam tylko widok brytyjskiej uniformy. “Jak masz na imię?“ — ryczał Clark i za każdym razem kiedy brzmiała odpowiedź “Franz Long“ (imię wieśniaka, u którego ukrywał się Höss), pięść Clarka z całej siły uderzała w twarz przesłuchiwanego. Na czwartym przesłuchiwaniu Höss nazwał siebie. Wtedy rozebrano go do naga i rozciągnięto na urządzeniu do zabijania bydła, gdzie Clark robił z nim takie rzeczy, że wrzaski i uderzenia łączyły się w jedną kakofonię i wydawało się, że nie będzie temu końca… Potrzeba było trzech dni, żeby Höss zaczął mówić to, czego od niego żądano».

Rewizjoniści gruntownie przeanalizowali zeznania Hössa (8), po czym nie pozostał w nich kamień na kamieniu. My nawet nie będziemy przytaczać wszystkiego, poprzestając tu na zaledwie dwóch przykładach:

— Höss twierdzi, że tylko w czasie jego urzędowania (tj. do listopada 1943 r.) w obozie zagazowano 2,5 mln. osób. W tę liczbę obecnie nie wierzy żaden historyk. Tu jedynie pozostaje pytanie: czy naprawdę Höss aż tak tęsknił za szubienicą, że był gotów do każdego kłamstwa, byle tylko jak najszybciej na nią trafić?

— Höss powiadamia, że już w 1941 r. zwiedził on «obóz zagłady» w Treblince. Twierdzi też, że istniał wtedy także i «obóz zagłady» w Bełżcu. W rzeczywistości zaś Bełżec powstał w marcu 1943, a Treblinka — w czerwcu 1942 r. (9). Ogółem w zeznaniach Hössa wykryto 47 niedorzeczności.

Istotną rolę odegrał Oświęcim na procesie w Norymberdze, gdzie całe Niemcy zostały oficjalnie obarczone odpowiedzialnością za rzekome dokonanie unikalnej w dziejach świata zbrodni. Jako podstawą prawną dla tego rodzaju oskarżenia trybunał posłużył się nie jakimiś międzynarodowymi lub państwowymi ustawami, lecz statutem, utworzonym w Londynie w sierpniu 1945 r. specjalnie dla tego przypadku (10). Zgodnie z art. 19 tegoż statutu trybunał został «zwolniony z obowiązku trzymania się reguł dowodzenia winy». Art. 21 orzekał, że «dla powszechnie znanych faktów» trybunał nie musi żądać dowodów. O tym, co należy uważać za «powszechnie znane fakty», sąd decyduje sam. Takie «fakty» jak planowa eksterminacja Żydów, zamordowanie polskich oficerów w Katyniu ogłoszono jako «znane powszechnie», dowodzić je nie było potrzeby (11).

W podobnym też stylu przeprowadzano niezliczone procesy «nazistowskich zbrodniarzy» w RFN. Marionetkowy reżim USA w Bonn od lat 50–tych zobowiązał wymiar sprawiedliwości do niezajmowania się dowodzeniem fatamorgany milionowych morderstw Żydów w KG. Operacja ta przebiegała następująco: przed rozpoczęciem procesu we wszystkich, włączanych równocześnie ŚMP przedstawia się oskarżonych jako bestie w ludzkiej postaci. Dowodów przedstawiać nie trzeba, albowiem zarówno zbrodnia jak i jej sprawcy są ustaleni raz na zawsze. Świadkowie mogą łgać do zmęczenia, krytycznych pytań nikt im nie postawi, aby nie dostarczyć im, ofiarom, «cierpień duszy». Dla oskarżonych jedyną szansą na złagodzenie wyroku pozostaje nie zaprzeczać istnieniu KG i masowych morderstw, lecz tylko swemu w nich udziałowi. W ten sposób powstają «przyznania się do winy sprawców». Cały ten proceder został opisany w książkach Wilhelma Steglicha i Manfreda Kehlersa.


Icona Holocaustu, Anna Frank. Część jej pamiętników napisano długopisem, który wówczas nie istniał.

B. Oświęcim: kłamca Nr 1

Gdyby się chciało uhonorować kogoś tytułem «ojciec kłamstwa o Oświęcimiu», otrzymałby ten zaszczyt nikt inny jak pan Rudolf Vrba, emerytowany wykładowca uniwersytetu w Vancouver. Jako młody człowiek, został Vrba wywieziony do Oświęcimia, skąd jemu wraz ze współwyznawcą Alfredem Wetzlem udało się uciec 7 kwietnia 1944 roku.

Uważne rozpatrzenie opowiadania tych dwóch słowackich Żydów ujawnia, że oni nigdy nie byli wewnątrz krematoriów, gdzie miały się znajdować KG. O krematoriach II i III piszą oni co następuje (12):

«Ze środka pomieszczenia z piecami wznosi się w górę olbrzymi komin. Wokół niego usytuowane są 9 pieców po 4 paleniska każdy. W każdy otwór wchodziło odrazu 3 trupy… Na płaskim dachu znajdowały się 3 hermetyczne, zamykane za pomocą zaworu okna. Od KG ku piecom biegła kolejka… po 3 minutach wszyscy w komorze są martwi… Wtedy komorę otwiera się, wietrzy, a Sonderkommando podwozi trupy na wywrotkach do pieców, gdzie dokonuje się spalania».

Otóż po pierwsze każdy piec ma w rzeczywistości 5 palenisk po 3 mufle każde; po drugie, jak już zostało powiedziane, w dachu kostnicy nie było żadnych otworów; po trzecie, od KG do pieców nie biegnie żadna kolej — przy piecach znajdował się podnośnik, jako że były one usytuowane o jedną kondygnację wyżej.

Oprócz tych oczywistych kłamstw, relacja Vrby-Wetzla zawiera jeszcze cały szereg poważnych błędów. Najprawdopodobniej obydwaj autorzy otrzymali informację od uczestników Ruchu Oporu, którzy, naturalnie, osobiście krematorium nie widzieli.

W roku 1964 Vrba opublikował książkę «I cannot forgive» (Nie mogę przebaczyć) (13); na str. 10-11 on rozwlekle opisuje masowe zagazowanie krakowskich Żydów, dokonane rzekomo w styczniu 1943 r. w krematorium II z okazji wizytowania Oświęcimia przez Himmlera. Gdyby Vrba przynajmniej poczytał sobie literaturę o holokauście, to by wiedział, że krematorium II uruchomiono nie w styczniu, tylko w marcu 1943 r. (14), natomiast Himmler po raz ostatni był w Oświęcimiu w lipcu 1942 r. (15).

W książce Vrba zastępuje «kolej» przez «specjalne ruchome krzesła» (takie krzesło tam rzeczywiście było, ale tylko jedno; w tekście niemieckim przedstawiony jest rysunek). Czas trwania kremacji równy 1,5 godzinom, który Vrba podawał dla « Raportu WRB», w książce został skrócony do 20 min., co, jak już wskazywaliśmy, sprzeciwia się prawom fizyki. Zamiast trzech okien w dachu KG w książce mówi się o jednym. No i jeszcze coś-niecoś «polepszył» Vrba w swoim «świadectwie».

Jak podkreśla prof. Faurisson (16), wszystko to trwa już 40 lat i skończyć z tym można będzie dopiero wtedy, kiedy na sądzie żydowscy «świadkowie KG» zostaną poddani przesłuchaniu krzyżowemu, jak to się zwykło czynić w przypadkach dochodzeń o morderstwach. A do tego momentu oszuści będą nadal wygłaszać odczyty, udzielać wywiadów, ciągnąć ludzi do sądu nie ryzykując być zdemaskowanymi za pomocą krytycznie postawionych pytań (17).

W r. 1985 w Toronto odbyła się rozprawa sądowa nad Kanadyjczykiem niemieckiego pochodzenia Ernstem Zündlem, który przez pewną żydowską organizację został oskarżony o rozpowszechnianie literatury rewizjonistów. Świadkiem koronnym na tym procesie był Vrba. Jego nieco rozpracował obrońca Zündla, Douglas Christie. Christie zaczął pytać Vrbę o opisanej w jego książce wizytacji Oświęcimia przez Himmlera (18):

Pytanie: Pozwoli mi pan zapytać, czy chciałby pan powiedzieć, że widział pan Himmlera w obozie w styczniu 1943 r. czy też są to jedynie…
Odpowiedź: We wrześniu 1943 r. albo w styczniu.
P.: Tak, ale w książce napisano w styczniu 1943 r.
O.: Nie, ja go widziałem w lipcu 1943 r., a następnie jeszcze raz w 1943 r.
P.: Ale tu stoi styczeń 1943 r.
O.: Więc to pomyłka.
P.: Pomyłka?
O.: Tak.
P.: A więc widział pan jak on przyjeżdżał?
O.: Za pierwszym razem po prostu nie mogłem go nie zobaczyć, ponieważ był tak blisko mnie jak pan teraz stoi.
P.: Tak blisko jak ja teraz?
O.: Mniej więcej.
P.: Rozumiem. Więc pan był…
O.: Z grzeczności on podszedł do mnie jeszcze o krok.
P.: Tak, tak…
O.: Lecz za drugim razem widziałem go w samochodzie, jak i za pierwszym razem. On przyjechał czarnym mercedesem i był otoczony gromadą lizusów, którzy mu towarzyszyli. Widziałem go z odległości 600 jardów i słyszałem, że to on, ale tym razem on do mnie nie podszedł, żeby uścisnąć mi rękę i przedstawić się. Może to był rzeczywiście on, a może tylko jego zastępca, ale ja nie sądzę żeby to była wielka różnica.
P.: I pan mówi sądowi, że rzeczywiście widział pan Himmlera, jak ten przez drzwi oglądał KG, tak trzeba pana rozumieć?
O.: Nie, nie twierdzę że byłem tam kiedy on oglądał KG, ale powtarzam historię, którą wiele razy słyszałem od tych którzy tam byli… Tam było wielu z Sonderkommando i z SS.
P.: Ale czy pan tam był?
O.: Nie, wówczas byłem w obozie kwarantannowym, i wiem, że nieszczęsne ofiary musiały długo czekać na zagazowanie, ponieważ wysokie bestie tak długo nie przychodziły musieli oni czekać w KG.
P.: Ale w pańskiej książce pisze pan że to wszystko widział pan osobiście i ani słowa o tym że przekazuje pan to co usłyszał od innych.
O.: W tym szczególnym wypadku opowiedziałem to co usłyszałem od innych.

W sądzie Vrba uporczywie nastawał na tym, że widział na własne oczy jak 1 mln. 765 tys. Żydów zniknęło w krematorium; z tego 150 tys.— francuskich. Christie zwrócił mu uwagę na to, że w ogóle z Francji deportowano Żydów dwa razy mniej od wymienionej przezeń cyfry, po czym Vrba go zapytał: «A skąd ma pan taką liczbę? Z nazistowskich gazet?» Christie odpowiedział, że ma ją ze wzorcowej pracy francuskiego Żyda, Serge’a Klarsfelda (19).

Klęska arcykłamcy Vrby stanowi punkt zwrotny w prawniczym przezwyciężeniu «holokaustu». Jeśli nie liczyć jerozolimskiego procesu Demjaniuka (20) — gdzie pięciu żydowskich kłamców przysięgało, że Ukrainiec własnymi rękoma wpędził setki tysięcy do KG, a on mimo to został uniewinniony — od 1985 roku żaden «świadek KG» nie waży się występować przed sądem (20).

Ernsta Zündla w 1985 skazano na 19 miesięcy więzienia, a w 1988 r. na procesie przeciwko rewizjonistom jeszcze na 9 miesięcy. Podstawą do wyroku posłużyła ustawa «o rozpowszechnianiu fałszywych wiadomości». W sierpniu 1992 r. przewodniczący kanadyjskiego trybunału rehabilitował go i ogłosił wymienioną ustawę jako sprzeczną z konstytucją (21).

C. Niedorzeczność obrony oficjalnej wersji Oświęcimia

Przyszłe pokolenia nie będą mogły pojąć, jak przez pół wieku mogła się utrzymywać absurdalna historia o KG, w którą wierzyła większość ludzi, a wątpiących ścigano prawem.

Wyobraźmy sobie jednak na chwilę, że Niemcy rzeczywiście chcieliby fizycznie wytępić Żydów. Jak by oni w takim wypadku postąpili? Jako sposób zabójstwa w pierwszej kolejności nasuwa się rozstrzeliwanie i morzenie głodem. Rzecz oczywista, w każdym europejskim kraju likwidowano by Żydów na miejscu, tam gdzie oni mieszkali: francuskich — we Francji itd. Niemieckich Żydów odprowadzono by do zawczasu wykopanych zbiorowych mogił gdzieś w lasach i tam by rozstrzelano.

Natomiast pomysł zebrania Żydów z całej Europy do «obozów zagłady» i gazowania ich tam nie przyszedł by do głowy nawet najbardziej perwersyjnemu i wymyślnemu «biurokracie śmierci». Niezwykle inteligentni i o nieprawdopodobnych zdolnościach musieliby być nazistowscy zbrodniarze, gdyby podjęli się w rekordowo krótkim terminie wyniszczyć miliony ludzi, i to tak, że nie pozostało najmniejszego śladu! Ślady zaś tak starannie chowali oni dlatego iż od początku wiedzieli, że ich Narodowy Socjalizm zostanie zwyciężony i rozpocznie się międzynarodowe dochodzenie.

Deportacja Żydów miała sens jedynie w dwóch wypadkach: jeśli uważano ich za niepewnych obywateli, za element wywrotowy, oraz gdy używano ich jako siłę roboczą.

Nie mniej absurdalny jest również wybór Cyklonu B jako środka uśmiercania. Gdyby chciano za wszelką cenę wytruć Żydów, wtedy do dyspozycji była wystarczająca ilość bojowych środków trujących (przypomnijmy sobie, że w pierwszych doniesieniach polskiego Ruchu Oporu właśnie o nich się mówi, później jednak w oficjalnej literaturze już ich się nie wspomina). Podobnie też zamiast osławionych «wozów gazowych» lub «ruchomych KG» (z użyciem gazów spalinowych silnika) można było używać zwykłego gazogeneratoru, który pracuje na drewnie i produkuje aż 32% tlenku węgla, przez co można zabić człowieka w ciągu pary minut (22). Nie istniałby problem bezpieczeństwa, a metoda uśmiercania jest równie prosta, jak też i tania.

A jednak o podobnym skutecznym sposobie w literaturze na temat holokaustu nie ma ani słowa. Zamiast tego Narodowi Socjaliści musieli zastosować najbardziej idiotyczny ze wszystkich jakie w ogóle da się wyobrazić środek uśmiercania, mianowicie drogi, skrajnie potrzebny do zwalczania nosicieli tyfusu, produkowany w niewielkich ilościach, niebezpieczny przy kontakcie ze skórą, wyjątkowo kiepsko wywietrzany i niezwykle długo ulatniający się środek owadobójczy.

Od roku 1942 w niektórych stanach USA skazanych na karę śmierci zatruwa się substancją, zawierającą kwas cyjanowodorowy (pruski). Proces uśmiercania jest tu sprawą nader skomplikowaną. Komora gazowa musi być absolutnie hermetyczna, mieć złożony system wietrzenia itd. Wystarczy tylko porównać tę komorę z KG Oświęcimia jak już od razu staje się jasne, że już pierwsza próba przeprowadzenia w niej gazowania musiałaby skończyć się dla esesmanów tragicznie.

W pewnej regionalnej gazecie wypoczynkowego miasteczka Lavron w Chorwacji opisuje się, jak miejscowy leśniczy spróbował w 1995 r. wytruć gazem korniki, które niszczyły kościół, ale niewystarczająco szczelnie zamknął przy tym okna i drzwi. W wyniku tego całą ludność miasteczka natychmiast ewakuowano, i mimo tego trzy osoby uległy jednak zatruciu w ciężkim stopniu.

Na techniczną niemożliwość dokonania uśmiercania Cyklonem B w pomieszczeniach, nazwanych KG, jako pierwszy wskazał Robert Faurisson (23,24). Następujący cytat ukazuje istotę jego argumentacji (25):

«Gdyby nazistowskie KG miały być używane, wtedy należałoby wykonać co następuje: wyposażyć je w hermetycznie zamykane drzwi; zaopatrzyć w specjalny system wprowadzania i rozprowadzania gazu, wyjątkowo złożony system wietrzenia komór po dokonaniu egzekucji; wynaleźć sposób neutralizacji wypuszczonego gazu oraz wymyślić nieprzeciętnie oryginalną technologię unieszkodliwiania tegoż gazu, mocno wsiąkającego w ciało, żeby umożliwić przenoszenie trupów. Wietrzenie komór jest długotrwałym i skomplikowanym zabiegiem. Gaz tak głęboko wsiąka w skórę, że nie ma nawet mowy o tym, aby dotykać trupów rękami. Już samo tylko dotknięcie ich prowadziłoby do zatrucia».

To że twórcy komór nie znali praw chemii i dlatego zdecydowali się użyć Cyklonu B w koncentracjach, potrzebnych do masowej zagłady, musiałoby stać się dla nich fatalną pomyłką. Holokaustnicy teraz by chętnie zrezygnowali z Cyklonu B i zastąpili go jakimś innym gazem, ale jest już za późno. Będzie musiało samo kłamstwo holokaustu zdechnąć przez ten sam cyklon.

Przypisy

1) Ernst Nolte, «Streitpunkte», Propylaen, 1993.
2) Enrique Aynat, «Estudios…», l.c.
3) Martin Gilbert, «Auschwitz und die Alliierten», C.H. Beck, München, 1982.
4) Jak informuje Pressac, po wojnie w samym tylko obozie Stuthof znalezionych zostało 40–50 tysięcy węgierskich Żydówek, deportowanych tam przez Oświęcim.
5) Pełny tekst sprawozdania WRB p. Enrique Aynat, «Los protokolos de Auschwitz: Una fuente historica?», Garcia Hispan, Alicante, 1990.
6) Ich wypowiedzi zostały częściowo podane w naszej książce «Auschwitz…».
7) Rupert Butler, «Legions of death», Arrows Book Limited, 1983, s. 235 nn.
8) Norymberski dokument 3868–PS.
9) O Bełżcu i Treblince «Encyklopädie des Holocaust», l.c.
10) Proces głównych zbrodniarzy wojskowych w Międzynarodowym trybunale wojskowym. Wydano w Norymberdze, Niemcy. Przedruk fotomechaniczny w wydawnictwie Delphin, 1984. Wprowadzenie do tomu pierwszego.
11) Dokument norymberski IMT VII, s. 469.
12) Cytuje się według: Enrique Aynat, «Los protocolos…», l.c., suplement I.
13) Wydano w 1964 r., wydawnictwo Bantam.
14) P. jakąkolwiek ksążkę na temat holokaustu, np. B. Hilberg, l.c., s. 946.
15) P. np. Pressac, «Les crematoires…», l.c., s. 43/44.
16) Faurisson w: Gauss, «Grundlagen…», l.c., s. 99 nn.
17) Richard Harwood, «Did six million really die?», przedrukowano w książce Barbary Kulaszki pod tą samą nazwą, p. następny przypis 21.
18) Świadectwo Vrby występuje w protokołach pierwszego procesu Zündla w Toronto 1985, s. 1244 nn. i częściowo zostało podane w naszej książce.
19) Klarsfeld, «Le memorial…», l.c.
20) O procesie Demjaniuka p. np. Hans Peter Rullmann, «Der Fall Demjanjuk», Verlag für ganzheitliche Forschung und Kultur, 1987.
21) Robert Lenski, l.c. oraz Barbara Kulaszka, «Did six million really die?», Samisdat, Toronto, 1992.
22) Por. Friedrich P. Berg w: Gauss, «Grundlagen…», l.c., s. 338 nn.
23) Por. Serge Thion, «Verité historique ou verité politique?», La Vieille Taupe, 1980. Tę książkę Thion napisał wspólnie z Faurissonem.
24) Por. wywiad Faurissona włoskiej gazecie «Storia illustrata», sierpień 1979, zostało podane u Thiona, por. przypis 23.
25) Por. wprowadzenie R. Faurissona do naszej książki «Der Holokaust–Schwindel», Guideon Burg, 1993, s. IX.

*                        *                         *

X. Oświęcim: badania naukowe

A. Ekspertyza Leuchtera

W czasie trwania procesu nad rewizjonistą Ernstem Zündlem (1988) sam Zündel razem z Faurissonem zlecili amerykańskiemu specjaliście w dziedzinie komór gazowych Fredowi Leuchterowi, który konstruował KG dla jednego ze stanów USA, przeprowadzenie naukowej ekspertyzy pomieszczeń, nazywanych KG, w Oświęcimiu I, w Oświęcimiu–Brzezince oraz w Majdanku. W lutym 1988 r. Leuchter z odpowiednim wyposażeniem udał się do Polski i tam przeprowadził badania. W wyniku tych badań powstała ekspertyza, pierwsza sądowo–medyczna ekspertyza narzędzia «największej zbrodni w dziejach ludzkości» (1).

Orzeczenie zawiera trzy podstawowe wnioski:
— KG nigdy nie były planowane jako takie i z konstrukcyjnie–technicznych powodów nie mogły być jako takie używane;
— wydajności krematoriów wystarczało jedynie na małą część podawanej liczby ofiar;
— przeprowadzona (przez innego specjalistę, chemika Jamesa Rotha) analiza próbek zaprawy budowlanej, pobranych ze ścian wewnętrznych KG nie wykryła w niej nawet najmniejszej ilości cyjanku; jednocześnie, bardzo dużą zawartość cyjanku znaleziono w tynku pewnego pomieszczenia w Brzezince, oficjalnie uznawanego za dezynfekcyjne.

Z powodu przeprowadzonych badań zwolennicy teorii o wyniszczeniu kierują swe ataki przeciwko osobie Leuchtera, lecz jego osiągnięcia posłużyły dla innych za inspirację do przeprowadzenia jeszcze bardziej gruntownych badań.

B. Ekspertyza Germara Rudolfa

Germar Rudolf, chemik, pracownik instytutu Maxa Planka, przeprowadził szczegółowe sprawdzenie ekspertyzy Leuchtera (2). On tak samo doszedł do wniosku, że z powodów o naturze konstrukcyjno–technicznej oraz chemicznej masowe uśmiercania w Oświęcimiu nie były możliwe:

— rzekome otwory, przez które miał być wrzucany Cyklon, w owym czasie nie istniały. Takim sposobem, jak to opisują świadkowie, wprowadzać do komory granulat było nie sposób;
— kwas pruski wiąże się z farbą ścian. Najbardziej trwałe związki tworzy on z pigmentami farb błękitu pruskiego (Berliner Blau) i błękitu żelaznego (Eisernes Blau), którym ten kwas (Blausäure) zawdzięcza swoją nazwę. Błękit żelazny jest niezwykle trwały i zachowuje się dłużej od pomalowanych nim ścian. Gdyby w KG odbywały się masowe zagazowania, wtedy w ścianach, pomalowanych błękitem żelaznym, cyjanku w żaden sposób nie mogłoby być mniej niż w ścianach komory dezynfekcyjnej. A jednak tam jest go tyle ile zawiera każda zwykła farba, czyli naturalna, znikomo mała ilość.

Zwolennicy holokaustu nie zwracają uwagi na konstrukcyjno–techniczne wyjaśnienia Rudolfa, podejmując jednocześnie próby obalenia analizy chemicznej. Ich ulubionym argumentem jest twierdzenie, że przed skonaniem ofiary cały kwas cyjanowodorowy wchłaniały w siebie przez oddech (3). Wtedy stąd wynika, że w Trzeciej Rzeszy nawet molekuły kwasu pruskiego słuchały rozkazów SS, nie osiadały na ścianach, żeby nie zdradzić swych opiekunów po ich klęsce, tylko leciały bezpośrednio do ust lub otworów nosowych swych ofiar (4).

Zresztą, granule ulatniały gaz minimum przez 2 godziny, ofiary natomiast, jak mówią naoczni świadkowie, były już martwe najwyżej po 30 minutach. Z tego wynika, że nawet trupy kontynuowały wchłanianie gazu, aby się nie przedostał na ściany. Chociaż, według słów tychże naocznych świadków, trupy były zaraz wrzucane do pieca. Cóż to za przykre nieporozumienie?

Tak że tym wszystkim, którzy czerpią korzyści z «holokaustu», pozostaje tylko wszcząć wendettę przeciwko samemu Rudolfowi, co też i zrobili. Na mocy polecenia, wpływającego z Centralnej Rady Żydowskiej, wydalono go w maju 1993 r. z instytutu, po czym w czerwcu 1995 r. w wyniku trwającej przez wiele miesięcy farsy sądowej skazano bez żadnego uzasadnienia winy na 14 miesięcy więzienia: za rzekomą obrazę Żydów i rozniecanie nienawiści rasowej; wymieniono tam i jeszcze parę innych punktów (5).

C. Badanie krematoriów przez Carlo Mattogno

Ostatnią lukę w naukowo–technicznym studium holokaustu wypełnił włoski rewizjonista Carlo Mattogno. Przy współpracy z Franco Diano i innymi inżynierami przeprowadził on wybitnie gruntowne badanie krematoriów Oświęcimia. Streszczony wykład otrzymanych wyników w języku niemieckim ukazał się w 1966 r. (6).

Zbadał Mattogno następujące czynniki:
— realną wydajność maksymalną krematoriów z uwzględnieniem potrzeby ich technicznej naprawy, wskutek czego nie mogły one działać wszystkie naraz i bez przerwy;
— dostarczanie koksu do krematorium, co zostało udokumentowane prawie kompletnie, oraz zużycie koksu na spalenie jednego trupa;
— ogniotrwałą wykładzinę pieców od wewnątrz, którą nie odnawiano ani jednego razu, podczas gdy wystarcza jej co najwyżej na 3 tys. kremacji w jednej mufli;
— niemożliwość spalania ciał w dołach.

Mattogno doszedł do wniosku, że krematoria w żaden sposób nie mogły spalić więcej niż 162 tys. trupów. Jeśli uwzględnimy przy tym fakt że realna liczba ofiar Oświęcimia stanowi 170 tys. oraz że pewną ilość trupów w wypadkach gwałtownych wybuchów epidemii tyfusu palono na otwartym powietrzu (nie w dołach!), wtedy wyniki Mattogno dopełniają obraz (7).

Przeciwko badaniom Mattogno po prostu nic nie można powiedzieć, dlatego antyrewizjonistyczna literatura o nich milczy (8). Teraz już, jak się mówi, przebić kartę całkiem nie ma czym.

D. Analiza wyników zdjęć lotniczych dokonana przez Johna Balla

W grudniu 1943 r. zabudowania Oświęcimia były wielokrotnie fotografowane z powietrza przez aliantów (których interesowało jego znaczenie gospodarcze: działało tam wiele zakładów firmy IG–Farbenindustrie). Wszystkie zdjęcia były robione w okresie, który «naoczni świadkowie» określają jako najbardziej śmiercionośny.

Szczególnie interesujące są zdjęcia, zrobione 31 maja 1944 r. Właśnie wtedy miał iść na całą moc proces likwidacji Żydów węgierskich; 400 tys. spośród nich miało być zagazowanych na przełomie maja i czerwca i po większej części spalonych na otwartym powietrzu. A co widać na zdjęciach? Ani kolejek przed krematoriami, ani olbrzymich pałających stosów, ani dołów, ani zamglonego dymem nieba. Nie ma ani gór z koksu, ani też z drewna, koniecznych do spalenia w mniej niż dwumiesięcznym terminie 400 tys. trupów. Nie ma nic!

Analizy zdjęć lotniczych dokonał kanadyjski specjalista w tej dziedzinie John Ball (9). Jego badania zadały ostatni cios głównemu punktowi kłamstwa o Oświęcimiu — legendzie o wymordowaniu Żydów węgierskich.

Przypisy

1) Fred Leuchter, The Leuchter Report, Focal Point Publication, 1989, można zamówić w Samisdat Publishers, 206 Carlton Street, Toronto/Kanada. Streszczone tłumaczenie niemieckie zostało opublikowane w zeszycie 36 «Historischen Tatsachen», ale skonfiskowane przez władze najbardziej wolnego państwa w dziejach Niemiec.
2) Rudolf, «Gutachten…», l.c. Nieco streszczona wersja znajduje się w zbiorze Gaussa «Grundlagen zur Zeitgeschichte», l.c.
3) Podobną tępotę umysłową wykazała np. Klara Obermüller w swym wprowadzeniu do odczytu Debry Lipstadt o «Negacji holokaustu» na uniwersytecie w Zürichu 1 czerwca 1994 r.
4) Faurisson mówił o «cząsteczce z głowicą sterującą».
5) Proces przeciwko Germarowi Rudolfowi w Stuttgarcie 1994/1995, Aktenzeichen 17 KLs 83/94.
6) Mattogno/Dean w Gauss, «Grundlagen…», l.c.
7) Ibidem, s. 305–307.
8) Zbiór ukazał się w wydawnictwie Dieticke pod tytułem «Wahrheit und Auschwitzlüge».
9) John Ball, «Air photo evidence», Ball Resource Service, 1992, można zamówić w Samisdat Publishers (por. przypis 1).

*                        *                         *

XI. Inne «obozy zagłady»

Teraz, kiedy skończyliśmy sprawę z centralnym punktem mitu o «holokauście», kłamstwem Oświęcimia, możemy pokrótce przyjrzeć się 5 innym «obozom zagłady», o których napisano nie mniej niż o Oświęcimiu.

Majdanek, mieszany obóz pracy i «obóz zagłady», zwolenniki teorii eksterminacji przedstawiają jako porównywalny z Oświęcimiem. Co się tyczy Chełmna, Sobiboru, Treblinki i Bełżca, one są ogłaszane czystymi «fabrykami śmierci». Jeszcze przed zakończeniem wojny Niemcy je demontowali i schowali wszystkie poszlaki. Dlatego żadnych dokumentów po nich nie pozostało; Niemcy wszystko zniszczyli. Zobaczmy, jak to wszystko się udowadnia.

Majdanek

Był to wielki obóz pracy, który swą nazwę otrzymał od przedmieścia Lublina, na którym był położony; obozowi tę nazwę nadali później Polacy.

Z górnych pięter znajdujących się na pobliskich ulicach kamienic widoczny był cały teren wewnętrzny obozu. Narodowi socjaliści, z jednej strony, usiłowali ukryć fakt ludobójstwa, dlatego właśnie zniszczyli wszystkie dokumentalne dowody, a trupy milionów zabitych usunęli bez śladu; z drugiej strony, swą «fabrykę śmierci» urządzili wprost na obrzeżach wielkiego miasta w ten sposób, aby polska ludność mogła z bezpośredniej bliskości przyglądać się przebiegowi zbrodni! Oto w co każe się nam wierzyć przez dobre pół stulecia.

Majdankowi przypisuje się od 1,38 mln. do 50 tys. zabitych (1). Niektórzy zwolennicy teorii eksterminacji, jak chociażby Gerald Reitlinger (2) lub Wolfgang Benz (3), uważają go za «obóz zagłady». Przeważnie jednak istnienia KG na Majdanku broni się dość biernie. Że pomieszczenia, które pokazuje się zwiedzającym jako KG, nimi nie są, ostatecznie udowodnił Germar Rudolf (4). Ten obóz nie zasługuje na to, aby o nim długo mówić.

Chełmno

Obóz był położony na zachodzie Polski. Według „Jewish Year Book” (Roczniki Żydowskie) t. 47, s. 398 zgładzonych w nim zostało 1,35 mln Żydów; według Claude’a Lanzmann’a (5) – 300 tys., według Wolfgang’a Scheffler’a (6) – 300 tys., według Raul’a Hilberg’a (7) – 150 tys. To że żaden z autorów nie robi najmniejszego wysiłku by swoją liczbę uzasadnić, rozumie się samo przez siebie.
Mordów dokonywano wyłącznie w ruchomych KG („samochodach gazowych”), od istnienia lub nieistnienia których zależy los całego „obozu zagłady”. Do tych samochodów jeszcze powrócimy.

Sobibór

Sobibór został zaliczony do obozów koncentracyjnych dzięki przypadkowi: krótkiemu pismu inspektora obozów Richarda Glücka do Heinricha Himmlera, wysłanemu w styczniu 1943 r. Glück proponuje w nim przerobić Sobibór na OK. Himmler propozycję Glücka odrzucił (8).

Pozostaje pytanie: był obóz czy go nie było? Zwolennicy teorii zagłady twierdzą, że był, i że był to właśnie „obóz śmierci”. Liczba przypisywanych mu ofiar stanowi 200-250 tys. Odnośnie narzędzia uśmiercania długo nie mogli dojść do porozumienia. Jeden z nielicznych świadków, radziecki Żyd Aleksandr Pieciorskij składa takie zeznania (9): „Na pierwszy rzut oka wydawało się, że wchodzisz do zwykłej bani: krany do gorącej i zimnej wody, ławki do mycia się… Lecz jak tylko człowiek tam wchodził, drzwi z wielkim hukiem zamykały się. Z dziurek w suficie zaczynała po spirali spływać ciężka, ciemnawa masa…”

Aby zagłuszyć krzyki ofiar, Niemcy trzymali w obozie stada wyjątkowo krzykliwych gęsi co zaczynały gęgotać w czasie póki spływała śmiercionośna masa (10) [sic! – admin]. Historyków taka wersja nie zachwyciła, więc stanęli wkrótce na wersji KG (11, 12), zaś „Encyklopedia Holokaustu” podsumowała te debaty orzekając: był tam silnik Diesla – i koniec!

Bełżec

W Bełżcu, jak twierdzą wszyscy holokaustnicy, pomiędzy marcem a grudniem 1942 r. uśmiercono dokładnie 600 tys. Żydów (14), z czego wynika, że system nazistowski w Bełżcu był szczególnie bezlitosny. Główny świadek to Kurt Gerstein, który, jak pamiętamy, twierdził, że gazem zostało otrutych 20 do 25 mln ludzi, że istniały góry z obuwia o wysokości 40 m, a do KG upychano ludzi po 28-32 osoby na metr kwadratowy. Oprócz Gerstein jest jeszcze tylko jeden świadek – polski Żyd Rudolf Reder dzięki któremu przyjęto uważać, że w obozie przeżyło od 1 do 5 ludzi. Reder mówił o 3 mln uśmierconych gazem w Bełżcu (15).

Za narzędzie mordu w Bełżcu już przez dziesięciolecia jednogłośnie uznaje się silnik Diesla. Ale w kręgach, tworzących mit holokaustu, krążyły różne wersje: od ludzkiego młyna dr Szende do wagonów z wapnem Jana Karskiego i pieców elektrycznych Abrahama Silbersteina (16). Wszystkie one zniknęły później w zakamarkach historii.

Treblinka

Temu „wyłącznie niszczycielskiemu obozowi” przypisuje się od 3 mln do 750 tys. ofiar. Na procesie Demjaniuka w Jerozolimie nazywano liczbę 875 tys. (17).

Klasyk holokaustu Wasilij Grossman w książce „Piekło Treblinki” (1946) opisuje następujące sposoby zagłady w obozie (18):
– uduszenie przez odpompowanie powietrza z komory. Zupełnie niewykonalny technicznie temat do horroru; niedługo zniknął z propagandowych zasobów holokaustu.
– oparzanie przez rozżarzoną parę. Sposób został unieważniony przez trybunał Norymberski 14 grudnia 1946 r. (dokument PS 3311).
– zabijanie spalinami silnika Diesla. Ta wersja została niedługo wyparta przez inne. W lutym 1946 r. Samuel Reizmann zeznał w Norymberdze, że w Treblince było najpierw 3, a następnie 10 KG (IMT VIII, s. 361). Po czym nie chciano już nic innego – ani opisanej 2 miesiące przed tym komory parowej, ani wypompowania powietrza, ani chloru lub transportera (19).

Podobnie jak w Chełmnie, Sobiborze i Bełżcu, trupy w Treblince były najpierw zakopywane w dołach, w 1943 r. zaś zostały wykopane i spalone na otwartym powietrzu bez reszty. Izraelski „naukowiec” I.Arad wyjaśnia (20): „Ludzie, którzy pracowali przy kremacji zauważyli, że trupy dobrze się paliły bez specjalnych środków palnych”.

Sposób takiego palenia został wynaleziony przez wysoce utalentowanego esesmana Gerberta Flossa. On to właśnie się domyślił, że tłuste panie palą się lepiej niż chudzi mężczyźni i wykorzystał je jako materiał palny (21). Szkoda że tego dotąd nie wiedzą Hindusi i wycinają lasy aby palić swoich umarłych. Zresztą, możliwe że tylko w okresie panowania NS trupy paliły się same, w warunkach zaś wolnego społeczeństwa to się nie dzieje na skutek dużej zawartości wody w komórkach.

Według dokumentu, który wyłonił się w czasie wojny w kręgach żydowskich, w Treblince było 10 KG, które jednocześnie mieściły 6 tys. ludzi. Droga do tych pomieszczeń śmierci była otoczona szczelnym płotem i miała szerokość 1,5 m (22), co oznacza, że ludzie mogli po niej przechodzić tylko dwoma rzędami. Odległość pomiędzy każdą parą idących nie może być mniejsza niż 0,5 m. Otrzymujemy więc kolejkę o długości 2 km.

Według Adelberta Rückerla, byłego kierownika Centrum Ścigania Zbrodniarzy Nazistowskich w Ludwigsburgu, w Treblince służyło 35-40 esesmanów; co oznacza, że w każdej akcji palenia na jednego esesmana (przy założeniu że wszyscy oni zajęci byli wyłącznie tym i niczym innym) przypadało po 150 Żydów! Na szczęście, Żydzi trzymali się nader posłusznie: zamiast żeby załatwić kilku esesmanów i uciec, oni maszerowali, jak zeznaje pewien świadek w Düsseldorfie, „nadzy, kolumną, prostą do KG” (23).

Babi Jar

Po wkroczeniu wojska niemieckiego we wrześniu 1941 r. do Kijowa w mieście nastąpiła seria wybuchów i pożarów, których ofiarami stały się setki ludzi. Mszcząc się za to Niemcy ponoć zebrali 33 tys. Żydów, zaprowadzili ich na obrzeża miasta, rozstrzelali i wrzucili do wąwozu. Dokładnie dwa lata później, kiedy Armia Czerwona doszła pod Kijów, trupy zostały wyryte i spalone – jak też należy się spodziewać, bez reszty. A więc również po tym przestępstwie nie pozostało żadnych dowodów.

Gerbert Tideman i Udo Walendy zbadali historię Babiego Jaru. Zeznania świadków pełne są wszelkich dostępnych wyobraźni sprzeczności. Przed rozstrzelaniem ofiary były rzekomo przebijane bagnetami, zakopywane żywcem do ziemi itp. Z biegiem lat liczba ofiar urosła do 300 tysięcy.

Sprawa polega na tym, że w momencie przejęcia Kijowa przez Niemców nie było tam nawet 33 tys. Żydów, nie mówiąc już o 300 tys., ponieważ wszyscy oni zostali zawczasu ewakuowani.

Badania naukowe

a) Badania „narzędzi morderstwa” przez Friedricha Paula Berga

Amerykański inżynier F.P.Berg zbadał silnik Diesla jako narzędzie zabijania (24). Wykazał on kompletną niedorzeczność tej legendy. Sprawa polega na tym, że jest to sposób skrajnie niezręczny, pracochłonny i zupełnie nieskuteczny, jako że gaz ten zawiera dużo tlenu i mało tlenku węgla. W silniku benzynowym na 1 m3 spalin przypada 5% i więcej tlenku, w dieslowskim zaś nie więcej niż 1%, nawet jeśli ustawić go na bieg jałowy. Skuteczniej byłoby po prostu zamknąć ofiary w pomieszczeniu bez okien.

Jeśli holokaust miał miejsce, to jego wykonawcy byli geniuszami technicznymi, ponieważ udało się im wywieźć miliony ludzi niewidocznie dla całego otaczającego świata do ośrodków zagłady, zatruć ich gazem i spalić bez reszty, ale okropna nieskuteczność narzędzia uśmiercania nie została przez nich uwzględniona!

Podobnie jak historię z Cyklonem B, również tę historię z silnikiem Diesla wymyślili ignoranci z chemii. A jednakże silnik ten stoi we wszystkich książkach z historii na zgubę holokaustnikom, i nie ma gdzie go stamtąd usunąć.

b) Badanie sposobu usuwania trupów przez Arnulfa Neumaiera

A. Neumaier jest inżynierem. W swoim studium wychodził on z założenia cyfry 875 tys. (25), która została wymieniona na procesie Demjaniuka. Aby spalić 875 tys. trupów na otwartym powietrzu, przy założeniu 200 kg drewna na trup potrzeba 175 tys. ton drewna. Chodzi więc o zrąb lasu o długości 6,4 km i szerokości 1 km. Aby dokonać dzieła spalenia, które, jak się twierdzi, trwało od początku marca do końca sierpnia 1943 r., potrzebna była codzienna praca 2800 drwali, przy założeniu że w ciągu dnia jeden człowiek zetnie, oczyści, rozpiłuje i zmagazynuje jedno drzewo.

Jednakże, jak opowiada literatura z dziedziny holokaustu, w Treblince było zaledwie 500 „Żydów-robotników”, spośród których, jak podaje „ocalały z holokaustu” Richard Glocar, do brygady drwali należało jedynie 25 osób, czyli 1,5% wymaganej liczby (26). Poza tym, w pobliżu Treblinki nie ma prawdziwego lasu. Czyżby więc przetransportowanie linią kolejową 175 tys. ton drewna odbyło się niezauważone? A może drewno wydobywano w jakiś inny sposób?

Idźmy dalej. 875 tys. trupów to 2900 ton popiołu; należy doliczyć do tego jeszcze 100 ton popiołu z drewna. W popiele zaś setek tysięcy trupów pozostają części niespalone – samych tylko zębów 20-30 mln sztuk. I gdyby Sowieci czy też Polacy byli znaleźli choćby najmniejszą część tych wszystkich pozostałości, oni natychmiast z wielkim hałasem zebraliby międzynarodową komisję, aby ukazać światu dowód niemieckiego okrucieństwa. Ale oni tego nie zrobili. Dlaczego?

c) Absurdalność legendy o „czysto niszczycielskich obozach”

W antyrewizjonistycznym utworze Tilla Bastiana oficjalną mądrość na temat „obozów zagłady” podaje się następująco (27):

„Jesień 1943 roku. 300 km na północ od Oświęcimia wykonują swoją brudną pracę Sobibór i Treblinka. Kiedy masowe mordy tam ustały, głównym ośrodkiem niszczenia, jakich nie widział świat, stał się obóz Oświęcim-Birkenau.
Rudolf Höss, który odwiedził obóz zagłady Treblinka (w czerwcu 1941 r., 13 miesięcy przed początkiem jego istnienia!) szczycił się ulepszeniami, które u siebie wprowadził. „Komendant obozu Treblinka – mówi Höss – powiedział mi, że 800 tys. on zlikwidował w ciągu pół roku. Stosował on jednotlenek, który jest mało skuteczny. Kiedy ja budowałem gmach zagłady w Oświęcimiu (niejasne który? bo jest ich tam sporo), stosowałem Cyklon B. …Innym ulepszeniem było to, że wybudowaliśmy KG, które mieściły od razu 2 tys. ludzi, podczas gdy w Treblince w każdej z 10 KG mieściło się zaledwie po 200 osób”.

Tym passusem pan Bastian zupełnie wyraźnie pokazuje, za kogo on trzyma swoich czytelników: mianowicie za idiotów. Oświadcza on:

„W Bełżcu przez 10 miesięcy – gdyż obóz został uruchomiony w marcu 1942 r. – zostało zabitych i spalonych na otwartym powietrzu 600 tys. ludzi. W Treblince … 974 tys., prawie wszyscy Żydzi, spośród których 894 tys. – w przeciągu 8 mies., ponieważ w pozostałym czasie, według Hössa to 6 mies., zdołano uśmiercić jedynie 80 tysięcy”.

Lecz po co wtedy było potrzebne wiosną 1943 stawiać w Brzezince KG w krematoriach, jeśli inne obozy zagłady funkcjonowały tak skutecznie? W samych tylko Bełżcu i Treblince przy takim tempie pracy bez problemów można było wymordować wszystkich aresztowanych Żydów. Czemu tak nie w porę zostały zamknięte obydwie „fabryki śmierci” i postanowiono budować KG w Oświęcimiu?

Budowę 4 krematoriów w Brzezince tłumaczą holokaustnicy potrzebą likwidacji trupów zagazowanych. Ale po co stawiać krematoria, skoro każdą ilość trupów można przy pomocy środków palnych jak również bez nich po prostu spalić na otwartym powietrzu, nie pozostawiając żadnych śladów?

I czemuż to „gaz jednotlenek był nieskuteczny”, skoro przy jego pomocy w rekordowo krótkim terminie załatwionych zostało 1,824 mln ludzi?

Czym były Treblinka, Bełżec i Sobibór w rzeczywistości?

Nie ulega wątpliwości, że po powstaniu w getcie warszawskim setki tysięcy Żydów zostało deportowanych do Treblinki. Był to obóz przejściowy. Zgładzić i spalić w nim 1 mln ofiar było technicznie niemożliwe. Nie był to również obóz pracy, ponieważ był do tego zbyt mały. Taką była Treblinka 1; położona w 3 km od niej Treblinka 2 była obozem pracy.

Świadkowie podają, że Żydów z Treblinki przewieziono do innych obozów, na przykład do Majdanku (28). Po co, chciałoby się zapytać, potrzeba było wozić ofiary z jednego „obozu zagłady” do innego, panowie eksterminacjoniści?

Możliwe jest również, że Treblinka służyła jako obóz tranzytowy dla przewożonych do kolonii na Białorusi, istnienie których jest uznawane przez zwolenników teorii eksterminacji. Tego rodzaju obozami przejściowymi były również najprawdopodobniej Sobibór i Bełżec, za czym przemawia ich położenie na wschód od Warszawy.

Niemcy zniszczyli dokumenty? Któż to wie? Ale czemu wtedy w Oświęcimiu absolutnie wszystkie papiery pozostały nie ruszone? Wydaje się nam raczej, że tam, gdzie dokumentów nie ma, zostały one schowane, ponieważ obalają legendę o holokauście. W najbliższych latach można się tu spodziewać ciekawych odkryć.

Przypisy

1) Pierwszą cyfrę podaje Lucy Dawidowicz (l.c., s. 191), drugą Raul Hilberg (l.c., s. 956).
2) Reitlinger, l.c., s. 512.
3) Wolfgang Benz (wydawca), «Dimension des Volkermords», Oldenburg, 1991, s. 470.
4) Rudolf w książce Gauss, «Grundlagen…», l.c., s. 276 nn.
5) Claude Lanzmann, „Shoa”, dtv, 1988, s. 17.
6) Wolfgang Scheffler, „Judenverfolgung im Dritten Reich”, Colloquium, 1964, s. 40.
7) Hilberg, tamże, s. 956.
8) Dokument Norymberski NO-482.
9) Alexander Pechersky, „La rivolta di Sobibor”, w: Yuri Suhl, „Ed essi si ribellarono”, Mediolan 1969, s. 31.
10) Tamże.
11) Leon Poliakov, „Breviaire de la Haine”, Editions complexe, Paris 1986, s. 224.
12) Hilberg, tamże, s. 941.
13) „Enzyklopädie des Holokausts”, tamże, s. 1496.
14) Por. dane o Bełżcu w rozdziale następnym („Cuda na taśmie produkcyjnej”).
15) Treść książki Redera (Kraków 1946) jest przedstawiona w: Carlo Mattogno, „Il rapporto Gerstein. Anatomia di un falso” (Sentinella d’Italia, 1985, s. 129 nn.).
16) Por. naszą publikację: „Der Holokaust auf dem Prüfstand”, 1992, s. 47 nn.
17) Na temat procesu Demjaniuka p. Rullmann, tamże.
18) Wasilij Grossman. Piekło Treblinki. Moskwa 1946. Fragmenty są cytowane w nr 44 „Historischen Tatsachen”.
19) Arnulf Neumaier, w: Gauss, „Grundlagen…”, tamże.
20) Yitzhak Arad, „Belzec, Sobibor, Treblinka. The Operation Reinhard Death Camps”, University Press, Bloomington, USA, 1987, s. 174.
21) Jean-Fransois Steiner, „Treblinka. Die Revolte eines Vernichtungslagers”, Gerhard Stalling Verlag, 1966, s. 294 nn.
22) Por. Neumaier, in: Gauss, „Grundlagen…”, tamże.
23) FAZ, 2 kwietnia 1965 r.
24) Friedrich Paul Berg, w: Gauss, „Grundlagen…”, tamże.
25) P. przypis 22.
26) Richard Glazar, „Die Falle mit dem grünen Zaun”, Fischer, 1992, s. 126.
27) Till Bastian, „Auschwitz und die Auschwitz-Lüge”, C.H.Beck, 1995, s. 44/45.
28) Alexander Donat (Hg.), „The Death Camp Treblinka”, Holocaust Library, New York 1979, s. 24.

https://artykulyaryjskie.wordpress.com/2017/08/17/jurgen-graf-mit-holokaustu-czesc-czwarta