poniedziałek, 2 lutego 2026

O komorach gazowych i nie tylko


Rewizjoniści Holocaustu, czy tylko ci ,,trochę wątpiący”, są historyczną i społeczną rzeczywistością. Mamy prawo zgadzać się z nimi lub nie, aby jednak zająć własne stanowisko, należy poznać argumenty i sposób myślenia tego wewnętrznie zróżnicowanego (światopoglądowo, ideologicznie, nacyjnie, rasowo) środowiska. Jest to przecież warunek konieczny merytorycznej dyskusji; dyskusji pozbawionej zacietrzewienia lub kończącej się na sali sądowej.

Dlatego też powodowany uczciwością historyka przytaczam wypowiedzi (również streszczenia wywodów) kilkunastu ludzi, którzy kwestionują istnienie komór gazowych w niektórych niemieckich obozach koncentracyjnych, zaprzeczają oficjalnej wersji Holocaustu lub protestują przeciwko wykorzystywaniu – ich zdaniem – tej niewątpliwej tragedii, do celów bieżącej polityki.

Zapewne rozumny człowiek zaznajomiony z oficjalnie i powszechnie przyjętą wersją wydarzeń, sam wyciągnie odpowiednie wnioski, z korzyścią dla prawdy historycznej.

1. PATRICK (PAT) J. BUCHANAN (były doradca prezydentów Nixona i Reagana, publicysta, kandydat na prezydenta USA, konserwatysta). Broniąc Johna Demjaniuka, rzekomego ,,Iwana Groźnego” z Treblinki, Buchanan zakwestionował oficjalną wersję eksterminacji Żydów: ,,…silniki dieslowskie nie wytwarzają dosyć tlenku węgla, aby kogokolwiek zabić. (…) W roku 1988 w dystrykcie Columbia grupa młodych ludzi licząca 97 osób została uwięziona w pociągu w podziemnym tunelu liczącym 130 metrów. Cały czas 2 lokomotywy z silnikami Diesla tłoczyły spaliny do wagonów. Po 45 minutach wszyscy zostali uwolnieni cali i zdrowi. Broń, której Demjaniuk miał używać do popełnienia masowego mordu, nie może zabijać”.

2. JOSEF SCHUSSLBRUNER (publicysta m. in. Staatsbriefe). Stwierdza, że Niemcy zabili od 1 do 1,5 mln żydowskich zakładników, odrzuca też tezę o wyjątkowości niemieckich zbrodni na Żydach, która – według niego – ma służyć linii obrony na wypadek, gdyby zaczęto analizować udział Żydów w zbrodniach komunistycznych.

3. Według FRANCOIS FURETA i RAYMONDA ARONA (czołowego francuskiego antykomunisty, Żyda z pochodzenia) mit komór gazowych narodził się 22 marca 1916 roku, gdy Daily Telegraph podał, że 100 tysięcy Serbów zostało uduszonych przez Niemców, Austriaków i Bułgarów w kościołach i innych miejscach wypełnionych gazem (dzisiaj natomiast oskarża się Serbów – o potęgo propagandy – o wymordowanie tysięcy Albańczyków w Kosowie).

4. Wypowiedź jednego z niemieckich rewizjonistów: ,,Centrum Holocaustu jest Oświęcim. Centrum oświęcimskiego Holocaustu jest Brzezinka (to dlaczego Żydzi rzucili się na żwirowiskowe Krzyże? – DR). Centrum Holocaustu w Brzezince są krematoria II i III. Do <komór gazowych> w tych krematoriach nie można było wrzucić cyklonu B, gdyż nie było opisywanych przez świadków otworów wrzutowych w dachu. Tym samym legitymizacja Republiki Federalnej Niemiec upada (w Niemczech rewizjoniści Holocaustu są ścigani prawnie; władze niemieckie od 65 lat trudnią się represjonowaniem ,,politycznie niepoprawnych”. To taka teutońska specyfika – DR), ponieważ nie było dziur w dachu”.

5. HARRY ELMER BARNES (1889 – 1968): ,,Próba zbadania historii eksterminacji żydów w rzeczowy, fachowy i rzetelny sposób jest dziś traktowana jako coś gorszącego i godnego pożałowania… Jest to z pewnością najbardziej ryzykowne przedsięwzięcie, jakiego może się podjąć historyk czy demograf”.

6. ROBERT FAURISSON (czołowy rewizjonista francuski): ,,W odniesieniu do Auschwitz-Birkenau zasadniczym dowodem (na istnienie komór gazowych – DR) są pamiętniki Rudolfa Hössa, które zostały spreparowane w polskim więzieniu (…). [Höss został aresztowany przez Anglików w roku 1946. Podczas przesłuchania bito go pejczem, wkładano latarkę do ust, pojono alkoholem i lżono. W tym stanie – a był „odpytywany” również w Norymberdze – mógł właściwie przyznać się do wszystkiego. Wydany Polakom – został powieszony w roku 1947. David Irving zauważa, że siedzący jeszcze w norymberskim więzieniu Höss usiłował przemycić list do żony, w którym przepraszał ją i rodzinę za przyznanie się do zbrodni oświęcimskich (myślę, że chodziło o komory gazowe). Napisał również, iż zmuszono go torturami do złożenia niezgodnych z prawdą zeznań. Przechwycony przez więzienną obsługę list (nigdy nie doręczony) pozostaje w prywatnych rękach w Stanach Zjednoczonych – DR]. Egzekucja przy pomocy gazu wymaga specjalnych warunków technicznych; nie można jej porównywać z samobójstwem czy przypadkowym zatruciem. Kat i jego pomocnicy nie mogą być wystawieni na żadne niebezpieczeństwo (…). Komory amerykańskie mają postać małych, hermetycznie zamkniętych pomieszczeń. Po zakończeniu egzekucji gaz zostaje usunięty, a pomieszczenie poddane neutralizacji.

Z tego względu należy zadać pytanie: jak można było w “komorach gazowych” w Auschwitz-Birkenau do pomieszczenia o powierzchni 210 m2 wtłoczyć 2000 osób, wrzucić tam pojemniki z pestycydem Cyklon B, a następnie wpuścić do tego pomieszczenia ekipy dla usunięcia nasyconych cyjankiem zwłok bezpośrednio po egzekucji?… (cyklon B łączy się z powierzchniami przedmiotów; jedyną szansą na jego pozbycie się jest wietrzenie pomieszczenia przez 24 godziny – DR). Jeżeli chodzi o krematoria oraz o wszystkie inne budynki i pomieszczenia obozowe, istnieje obfita dokumentacja techniczna, plany i faktury dotyczące nawet najdrobniejszych szczegółów. Natomiast nie ma tam żadnej wzmianki o komorach gazowych, żadnego kontraktu na ich budowę… żadnej faktury…”

7. THIES CHRISTOPHERSEN (pracownik cywilny w Oświęcimiu): ,,Byłem w Auschwitz i mogę zapewnić, że nie było tam żadnych komór gazowych”.

8. DAVID COLE (amerykański rewizjonista żydowskiego pochodzenia): ,,W mającej obalić twierdzenia rewizjonistów książce Auschwitz: Technique Operation of the Gas Chambers, opublikowanej przez B. Klarsfeld Foundation (fundacja żydowska – DR), Jean-Claude Pressac przyznaje, iż ponad 95% Cyklonu B stosowanego przez Niemców w obozie było używane do dezynfekcji. Tylko 5% przypisuje celom zabójczym. A twierdzenie to pochodzi od wspierającego tezę o Holocauście” (książka Pressaca została wydana, by ostatecznie obalić twierdzenia rewizjonistów. Ci jednak twierdzą, nie bez podstaw, że Pressac sam mocno podważył oficjalną wersję Holocaustu, w której tak naprawdę broni już tylko Okopów Świętej Trójcy – komór gazowych – DR).

9. DEBORAH LIPSTADT (przeciwniczka rewizjonistów, pseudohistoryczka mająca w tym konkretnym przypadku rację): „Jest faktem, że naziści nigdy nie stosowali ciał Żydów, czy w tej materii kogokolwiek innego, do produkcji mydła (…). Plotka o mydle została dokładnie zbadana po wojnie i udowodniono, że jest nieprawdziwa” (ta prawdziwa informacja amerykańskiej Żydówki nie przystaje do praktyk np. francuskiego wymiaru sprawiedliwości, który z gorliwością godną lepszej sprawy nadal karze za negowanie ,,ludzkiego mydła” – DR).

10. DAVID IRVING (wybitny historyk angielski, badacz dziejów III Rzeszy). Irving zauważa, że 11 czerwca 1945 roku Robert H. Jackson, prokurator amerykański w Procesie Norymberskim, przed swym odlotem do Europy spotkał się w nowojorskim oddziale FBI z przedstawicielami kilku silnych organizacji żydowskich. Jackson zapytał ich o rozmiary strat żydowskich podczas wojny. W odpowiedzi usłyszał od Jacoba Robinsona (który oczywiście całą zawieruchę wojenną przesiedział w USA): sześć milionów.

,,Robinson wyjaśnił, że podaną liczbę uzyskał drogą ekstrapolacji. Porównał po prostu liczbę Żydów w 1929 r. z liczbą tych, którzy wedle ogólnych ocen przeżyli obecną wojnę. Otrzymaną różnicę, stwierdził, stanowią Żydzi, którzy jak się wydaje, zginęli albo pozostają nadal w ukryciu.

Zważywszy jednak na zamęt i tragiczne wydarzenia rozgrywające się w rozdartej wojną Europie, zarzuconej bombami i dręczonej licznymi plagami, statystycy zapewne nie uznaliby takiego porównania za punkt wyjściowy do swoich obliczeń. Jakie właściwie kategorie osób należałoby uznać za Żydów? A zmieniające się granice?


Powyższe kwestie stanowiły nadal przedmiot zażartych sporów kartografów, etnografów, fanatyków religijnych oraz polityków. Jednakże w ten oto sposób (przypominam: w scenerii nowojorskiego biura FBI – DR) weszła do obiegu historyczna liczba, sześć milionów, która odtąd swoją wiecznotrwałością przypomina szacowne ruiny Partenonu, a ogromem zaś legendarnego Kolosa Rodyjskiego.

Bolesnym, lecz i niezwykłym zbiegiem okoliczności amerykańska społeczność żydowska podniosła podobną wrzawę ćwierć wieku wcześniej, po I wojnie światowej. W 1919 roku gubernator Nowego Jorku, Martin Glynn, stwierdził, że eksterminacji uległo <sześć milionów> Żydów”.

11. MlROSŁAW DRAGAN (wiceprezes ,,Polish Historical Society”), korespondencja internetowa z „Mieczem”: „Kiedy w lipcu 1942 roku zaczęła szaleć epidemia tyfusu i umierało po 4 tysiące internowanych miesięcznie, Himmler się wściekł, osobiście przyjechał do Oświęcimia ten jeden raz (są z tej wizyty zdjęcia) i wyasygnował 500 tysięcy DM (chodzi oczywiście o ,,reichsmarki” – DR) na każde krematorium po to, by więcej epidemii nie było. W tych czasach 500 tysięcy marek to równe 250 tys. dolarów, czyli dziś około dziesięć razy więcej…

Brzezinka była zbudowana na łące powodziowej Wisły i Soły. Jak zaczęto chować w ziemi (tych, których nie zdołano spalić; prawdopodobnie autorowi chodzi o 6 palenisk znajdujących się w krematorium I – DR), to zakażono wodę w studniach obozowych tyfusem i zaczął szaleć dur. Jednocześnie z budową krematoriów II, IlI, IV i V rozpoczęto budowę najnowocześniejszych stacji oczyszczania ścieków, co w PRL zrobiono w Łodzi (miejsce urodzin autora – DR) dopiero w latach 1958-1962, jak również stacji filtrów wody do picia. Czy te wydatki SS robiło po to, by zdrowych Żydów i narodowców wrzucać do komór gazowych, czy raczej po to, by więźniowie byli silni i zdrowi???”.

12. MARK WEBER (wydawca The Journal of Historical Review): ,,Swego czasu przyjmowano za pewnik, że Niemcy gazowali Żydów w Dachau, Buchenwaldzie i innych obozach na terenie III Rzeszy… Obecnie żaden poważny badacz nie wesprze tych podobno dowiedzionych historii o obozach zagłady na terytorium starej Rzeszy (…). Prominentni historycy Holocaustu twierdzą obecnie, że Żydzi masowo byli gazowani w 6 obozach na terenie Polski: Auschwitz, Majdanek, Treblinka, Sobibór, Chełmno i Bełżec. Jednakże <dowody gazowania> w tych obozach niczym nie różnią się od tych, które przedstawiono w odniesieniu do obozów w granicach przedwojennych (autorowi chodzi tu głównie o relacje świadków, którzy w różny sposób w gazowaniu ludzi mieli uczestniczyć. Okazuje się bowiem, że w Dachau i innych obozach na terenie przedwojennej Rzeszy znaleziono, wcale licznych, świadków gazowania – także wśród SS-manów. Po latach ich relacje okazały się rzeczywiście bezwartościowe, gdyż w obozach tych nikogo nie zagazowano – DR).

W Procesie Norymberskim… uznano Auschwitz (dokładnie Auschwitz-Birkenau) i Majdanek za najważniejsze obozy śmierci. Przyjęto, że w Auschwitz Niemcy uśmiercili 4 miliony ludzi, a 1,5 mln na Majdanku. Obecnie nikt nie wymienia tych fantastycznych liczb (…).

Swego czasu zupełnie serio mówiono o eksterminacji Żydów za pomocą prądu i pary oraz sądzono, że wyrabiano z ich zwłok mydło… tego typu niestworzone historie zostały już zarzucone (…).

Jak wskazuje pewien żydowski historyk, większość przekazów ocaleńców z Holocaustu jest niewiarygodna, pełna plotek, dyletanckiego filozofowania… (chodzi o ustalenia Samuela Gringauza zamieszczone w Jewish Social Studies, vol. 12, Nowy Jork, styczeń 1950, s. 65 – DR).

Nie ma dokumentu wskazującego na to, że Hitler rozkazał eksterminować Żydów (…).

Główny rabin Wielkiej Brytanii Immanuel Jakobovits przyrównał współczesną kampanię holocaustyczną do <przedsiębiorstwa świadczącego korzyści pisarzom, naukowcom, reżyserom filmowym… twórcom placówek muzealnych, a nawet politykom>. Dodał również, że niektórzy rabini i teologowie są “partnerami w tym biznesie” (…).

Medialna kampania wokół Holocaustu jest niezbędna dla interesów Izraela, który zawdzięcza swe istnienie ogromnym subsydiom pochodzącym z portfela amerykańskiego podatnika (…).

Dla wielu Żydów Holocaust stał się nie tylko biznesem, ale i rodzajem nowej religii, jak zauważa pisarz i dziennikarz Jacobo Timerman w książce The longest War. Timerman konstatuje, że wielu Izraelczyków, używając słowa Shoah – hebrajskiego odpowiednika Holocaustu – żartuje sobie: “Shoah biznes, to jest dopiero biznes”.

***

Oczywiście to tylko niektóre opinie kręgów rewizjonistycznych, do tego ujęte w sposób maksymalnie skrótowy. Tych natomiast, którzy interesują się tematem głębiej (a indywidualne zainteresowania nie są chyba objęte w Polsce zakazem), odsyłam do poważnych prac analitycznych, na przykład tych publikowanych przez Castle Hill Publishers, do niektórych prac Davida Irvinga (warto zresztą znać wszystkie), na łamy niskonakładowych, a więc miarodajnych, periodyków. Wreszcie do internetu – ostatniej oazy wolności słowa.

Nie czynię tego dlatego, aby młodzi ludzie przesiąkli nowymi ideami. Przeciwnie; poznając argumenty adwersarzy, tym łatwiej utwierdzą się w przekonaniu, że ich nauczyciele mieli rację. I będzie to trudny – ale nikt nie twierdzi, że życie jest łatwe – pouczający powrót do źródeł świętej, jednej prawdy.

Dr Dariusz Ratajczak, „Tematy jeszcze bardziej niebezpieczne”

Prawda ponad wszystko - wywiad z Dariuszem Ratajczakiem

niedziela, 1 lutego 2026

Symulakry i symulacje czyli śmierć rzeczywistości


Śmierć rzeczywistości

Jak prorocza wizja symulacji Jeana Baudrillarda stała się naszym nieuniknionym stanem

Jean Baudrillard napisał „Simulacres et simulation” w 1981 roku, kiedy MTV wciąż puszczało teledyski, a internet był eksperymentem Pentagonu. Zmarł w 2007 roku, akurat gdy Facebook stawał się globalny. Nigdy nie doczekał się historii z Instagrama, tańców z TikToka, ataków na Twitterze ani pogrzebu na Zoomie. Ale w jakiś sposób ten francuski filozof z chirurgiczną precyzją odwzorował naszą obecną rzeczywistość.

Jego najsłynniejsze zdanie trafia głęboko: „Żyjemy w świecie, w którym informacji jest coraz więcej, a sensu coraz mniej”. Przeczytaj to jeszcze raz. Twój telefon wibruje od najświeższych wiadomości, kanały przepełnione są gorącymi tematami, mózg zanurza się w niekończącym się strumieniu treści. A jednak czegoś brakuje. Szum zagłusza sygnał. Fakty piętrzą się jak śmieci, ale mądrość? Zrozumienie? To wydaje się coraz rzadsze.

Baudrillard przewidział to już dekady temu. Nie chodzi o technologię, ale o stan rzeczy – świat, w którym kopie zastąpiły oryginały, a symulacje wydają się bardziej realne niż sama rzeczywistość.

Kiedy kopie nie mają oryginałów

Główna idea Baudrillarda brzmi abstrakcyjnie, dopóki się nie rozejrzysz. Otacza nas to, co on sam nazywał „symulakrami” – kopie, które nie wskazują na nic realnego. Weźmy na przykład twój Instagram. Te zdjęcia nie dokumentują życia, lecz je kreują. Każde zdjęcie jest filtrowane, kadrowane, opatrzone podpisem i dobierane tak, by pasowało do jakiejś idealnej wersji doświadczenia, która nie istnieje nigdzie indziej poza innymi zdjęciami na Instagramie.

Średniowieczny obraz króla wskazywał na prawdziwego monarchę. Dzisiejsza emoji z koroną wskazuje na… co? Na ideę królewskości zaczerpniętą z filmów Disneya, które same w sobie nawiązują do starszych produkcji Disneya, w nieskończonej sali luster.

Proces ten przebiega etapami. Najpierw reprezentacje wyraźnie kopiują coś rzeczywistego. Następnie zaczynają zniekształcać oryginał, niczym propaganda czy reklama. Następnie ukrywają fakt, że oryginału już nie ma. Wreszcie, w tym, co Baudrillard nazwał czwartym rzędem symulakrów, kopia staje się rzeczywistością. Mapa zastępuje terytorium. Menu staje się ważniejsze niż posiłek.

Baudrillard opowiedział historię o plemieniu Ifugao, która doskonale oddaje naszą trudną sytuację. Kiedy antropolodzy przybyli, aby zbadać ich „autentyczną” kulturę, wydarzyło się coś dziwnego. Członkowie plemienia, świadomi, że są obserwowani, zaczęli bardziej dopracować swoje tradycje. Częściej nosili tradycyjne stroje, czynili swoje rytuały bardziej spektakularnymi, odgrywali wyidealizowane wersje samych siebie przed naukowcami.

Opublikowane badania zyskały globalny rozgłos. Z czasem nowe pokolenia Ifugao zaczęły sięgać po te akademickie teksty, aby zrozumieć własną kulturę. Przedstawienie przerosło oryginał. Spektakl stał się rzeczywistością.

Brzmi znajomo? Robimy to teraz nieustannie. Żyjemy tak, jakby nas fotografowano, bo tak właśnie jest. Występujemy w mediach społecznościowych, aż w końcu stajemy się sobą. Sprawdzamy profile innych osób, żeby zrozumieć, jak być autentycznym. Kopia nadpisuje oryginał, aż nie ma już żadnej różnicy.

Walmart jako metafizyka

Wejdź do dowolnego hipermarketu, a zobaczysz, jak teoria Baudrillarda staje się rzeczywistością. Wszystko wygląda idealnie – aż za idealnie. Jabłka lśnią, jakby zostały nawoskowane (i tak jest). Warzywa bardziej przypominają ideę warzyw niż cokolwiek, co można znaleźć w naturze. Dział z warzywami i owocami przypomina plan zdjęciowy działu z warzywami i owocami.

Ale jest pewien haczyk: tak właśnie wolimy. Idziemy na targ, a pomidory wyglądają dziwnie – zdeformowane, różnej wielkości, czasem nadgryzione przez robaki. Tak właśnie wyglądają prawdziwe pomidory. Ale symulacja nauczyła nas oczekiwać perfekcji. Podróbka stała się naszym standardem w rzeczywistości.

Świat Disneya działa na tej samej zasadzie, ale Baudrillard twierdził, że jest on w rzeczywistości bardziej uczciwy niż świat zewnętrzny. Przynajmniej sam Disney przyznaje, że jest fałszywy. Reszta świata udaje autentyczność, będąc tak samo skonstruowana, tak samo sztuczna, tak samo zagrana.

Poproś kogoś, żeby narysował księżniczkę, a narysuje wersję Disneya. Ten obraz w ich głowie – to ich definicja rzeczywistości. Symulacja przejęła kontrolę, gdy byli dziećmi i nigdy jej nie opuściła.

Polityka znikąd

Polityka to chyba obszar, w którym spostrzeżenia Baudrillarda uderzają najmocniej. We współczesnych kampaniach nie chodzi o rządzenie, lecz o zarządzanie marką. Politycy nie uprawiają polityki, lecz dzierżą stanowiska. Wyborcy nie wybierają przedstawicieli, lecz atraktory stylu życia.

Cały system opiera się na tym, co moglibyśmy nazwać „technokratycznymi symulakrami”. Eksperci generują raporty na temat problemów, które występują głównie w innych raportach. Think tanki publikują białe księgi, które odwołują się do innych białych ksiąg. Świat polityki staje się zamkniętą pętlą symulacji, coraz bardziej oderwaną od rzeczywistości, którą rzekomo się zajmuje.

Rozważmy „politykę opartą na dowodach” – brzmi racjonalnie, prawda? Tyle że zazwyczaj oznacza to wybieranie badań, które potwierdzają to, w co już wierzyłeś. Symulacja obiektywizmu naukowego staje się ważniejsza niż rzeczywista rzetelność. Sprzeciwy są odrzucane nie poprzez argumentację, ale poprzez odwoływanie się do pozorowanego konsensusu: „eksperci się zgadzają”, koniec dyskusji.

Lewica ma swoje własne problemy z symulacją. Znaczna część współczesnej polityki progresywnej składa się z akademickich teorii o ucisku, które są hurtowo importowane do dyskursu aktywistów. Rewolucja staje się marką stylu życia, uzupełnioną o gadżety i estetykę Instagrama. Kategorie tożsamości, które kiedyś opisywały realia życia, stają się swobodnie unoszącymi się symbolami, które można przypisywać sobie i praktykować niezależnie od rzeczywistych doświadczeń.

Prawica doskonale to odzwierciedla. Tradycyjny konserwatyzm przeradza się w nostalgiczną estetykę i internetową wojnę kulturową, zamiast cierpliwej pracy nad budowaniem trwałych instytucji. Obie strony generują ogromne ilości treści o swoich wrogach, jednocześnie nie potrafiąc rządzić, gdy tylko mają ku temu okazję.

Geniusz tego systemu polega na tym, że przekuwa prawdziwą frustrację w fałszywe konflikty. Obywatele stają się konsumentami politycznej rozrywki, wybierając preferowany rodzaj oburzenia, pozostając jednocześnie bezsilni wobec jakichkolwiek fundamentalnych zmian. Teatr polityki zastępuje prawdziwą demokrację.

Widać to po tym, ile energii mentalnej pochłania bycie na bieżąco z wydarzeniami politycznymi, kontrowersjami kulturowymi i debatami w mediach społecznościowych. Symulacja bycia „poinformowanym” staje się pracą na pełen etat. Ludzie potrafią wymienić nazwiska wszystkich sędziów Sądu Najwyższego, ale nie znają swoich sąsiadów. Posiadają żarliwe poglądy na wydarzenia, na które nie mają wpływu, ignorując jednocześnie problemy, które mogliby faktycznie rozwiązać.

Uzależnieni od fałszu

Oto, czego Baudrillard nie mógł w pełni przewidzieć: jak symulacja przejmie kontrolę nad chemią naszego mózgu. Szlaki dopaminowe, które wyewoluowały, by nagradzać zachowania związane z przetrwaniem – zdobywanie pożywienia, tworzenie więzi, realizowanie zadań – są teraz aktywowane przez całkowicie sztuczne doświadczenia.

Polubienia na Instagramie są odbierane jako społeczna aprobata, ale sprawiają, że jesteś bardziej samotny. Aplikacje randkowe obiecują więź, jednocześnie zmieniając relacje w zakupy. Monitory aktywności fizycznej wprowadzają elementy gryfikacji w kwestii zdrowia, aż wynik będzie ważniejszy niż dobre samopoczucie. Wszystko zostaje zoptymalizowane, zmierzone i przekształcone w treść.

Wolimy symulację, ponieważ często jest lepsza od rzeczywistości – bardziej spójna, bardziej dramatyczna, łatwiejsza w zarządzaniu. Zdjęcie z McDonalda obiecuje doświadczenie, którego prawdziwy burger nie jest w stanie zapewnić, ale wciąż wierzymy w tę obietnicę, ponieważ rzeczywistość jest chaotyczna i rozczarowująca.

To wykracza poza uwarunkowania kulturowe. Nasze mózgi dosłownie nie potrafią odróżnić nagród symulowanych od prawdziwych. Staliśmy się neurologicznie uzależnieni od fałszywych doświadczeń, które wydają się autentyczne, a jednocześnie są ewidentnie sztuczne.

Problem z analizą symulacji polega na tym, że trzeba do tego użyć narzędzi symulacyjnych. Sam Baudrillard tkwił w tym paradoksie – krytykował system z wnętrza systemu, używając akademickiego języka do opisania śmierci autentycznego doświadczenia.

Jeśli jesteśmy całkowicie zanurzeni w symulacji, to gdzie możemy ją krytykować? Boski punkt widzenia, którego zdaje się wymagać krytyka, sam w sobie może być symulacją – kolejną akademicką fantazją niemającą żadnego oparcia w rzeczywistości.

Technologia cyfrowa przyspieszyła wszystko, co zidentyfikował Baudrillard. Rzeczywistość wirtualna obiecuje dopełnić ten proces, tworząc środowiska „rzeczywistości mieszanej”, w których pytanie o to, co jest rzeczywiste, staje się nie tylko nierozwiązywalne, ale i nieistotne. Metawersum, niezależnie od formy, reprezentuje logiczny punkt końcowy: czystą symulację, w której rzeczywistość staje się osobliwym konceptem z przeszłości.

Znajdowanie dróg wyjścia

Pomimo całościowego charakteru swojej analizy, Baudrillard pozostawił pewną przestrzeń nadziei. Pisał o „kieszeniach rzeczywistości” – momentach, w których autentyczne doświadczenie przebija się przez symulację. Nie poprzez odrzucenie technologii czy wycofanie się do wyimaginowanego stanu przednowoczesnego, ale poprzez zwrócenie uwagi na to, co wykracza poza reprezentację.

Szczery uśmiech nieznajomego, nieprezentowany na potrzeby mediów społecznościowych. Sztuka stworzona dla samej siebie, a nie dla lajków i udostępnień. Bezpośredni kontakt z naturalnymi procesami, które opierają się symulacji – pogodą, porami roku, narodzinami, śmiercią, podstawowymi faktami ucieleśnionej egzystencji.

Ale nawet ta recepta wymaga sceptycyzmu. Sama idea „autentycznej natury” może być romantyczną symulacją. Nie ma czystego świata zewnętrznego w systemie, nie ma nietkniętej sfery, w której czeka prawdziwe doświadczenie.

Możliwe jest raczej świadome uczestnictwo w symulacji. Świadomość bycia w grze, mimo że w nią grasz. Korzystanie z mediów społecznościowych bez bycia przez nie wykorzystywanym. Angażowanie się w politykę bez wciągania się w polityczny teatr.

Wymaga to tego, co moglibyśmy nazwać „umiejętnością symulacji” – umiejętności rozpoznawania, jak sztuczne środowiska na nas oddziałują i opierania się ich najbardziej manipulacyjnym aspektom. Nie całkowitego wycofania, ale świadomego zaangażowania.

Najbardziej radykalny krok może być prosty: zwolnij. Przestań mieć opinie na każdy temat. Skup się na bezpośrednich, namacalnych realiach, a nie abstrakcyjnych przyczynach. Wybierz lokalną społeczność zamiast odległej solidarności, praktyczne umiejętności zamiast teoretycznego wyrafinowania, lokalne problemy zamiast globalnych narracji.

Odwaga, by się nudzić

Prawdziwy opór wobec hiperrzeczywistości wymaga akceptacji intelektualnej pokory, którą współczesna kultura uznaje za niemal nie do zniesienia. Oznacza to przyznanie, że większość problemów, na które zwracamy uwagę, jest poza naszą kontrolą, a problemy, które moglibyśmy rozwiązać, pozostają niezauważone, ponieważ brakuje im teoretycznego blasku.

To wskazuje na inny rodzaj zaangażowania obywatelskiego. Nie spektakularny teatr polityki krajowej, ale to, co Hannah Arendt nazwała „przestrzenią pozorów” – miejsca, w których prawdziwi obywatele gromadzą się, by omawiać wspólne sprawy. Spotkania w ratuszu zamiast wątków na X. Lokalna praca wolontariacka zamiast rozsyłania petycji.

Hiperrealistyczny krajobraz polityczny oferuje doświadczenia symulacyjne, które wydają się bardziej znaczące niż realne uczestnictwo obywatelskie, ponieważ zapewniają natychmiastową nagrodę w postaci dopaminy, bez konieczności wykonywania mało efektownej pracy, jaką jest prawdziwa demokracja. Tweet ma większy wpływ niż spotkanie społeczności. Dyskusja online wydaje się ważniejsza niż posprzątanie okolicy.

Przełamanie tego schematu wymaga „demokratycznego ascetyzmu” – wyboru zaangażowania się w rzeczywistość polityczną w ludzkiej skali, nawet gdy narracje medialne pociągają nas ku większym, bardziej abstrakcyjnym problemom. Oznacza to bycie mniej zorientowanym w odległych kontrowersjach, a bardziej zaangażowanym w bieżące realia.

Nie możemy powrócić do pierwotnej rzeczywistości, która prawdopodobnie i tak nigdy nie istniała. Pytanie nie brzmi, czy możemy uciec od symulacji, ale czy możemy w niej żyć bardziej świadomie.

Hiperrzeczywistość to nasz stan. Nie musi być naszym przeznaczeniem, ale tylko wtedy, gdy rozwiniemy w sobie dyscyplinę, by odróżniać to, co wymaga naszej uwagi, od tego, co jedynie o nią konkuruje. Tylko wtedy, gdy potrafimy oprzeć się nieustannej presji, by mieć coś na czasie, by być na bieżąco, by urzeczywistniać swoją tożsamość poprzez konsumpcję i dzielenie się.

Najbardziej wywrotowa rzecz, jaką możesz zrobić w świecie niekończącej się symulacji, może być najprostsza: zwróć uwagę na to, co naprawdę jest przed tobą. Nie na to, co reprezentuje coś innego, nie na to, co oznacza coś większego, tylko na to, co tam jest. Na teksturę twojej filiżanki do kawy. Na wyraz twarzy twojego przyjaciela. Na to, jak światło przesuwa się po ścianie.

Wielkim odkryciem Baudrillarda nie było to, że symulacja jest zła – lecz to, że jest totalna. Żyjemy w niej całkowicie. Ale totalność to nie to samo, co totalitaryzm. Nadal istnieją wybory do podjęcia, skupienie się na bezpośredniości, sposoby bycia, które wydają się mniej lub bardziej autentyczne, nawet w hiperrzeczywistości.

Wyzwaniem jest zachowanie człowieczeństwa w maszynie. Zachowanie zdolności do zachwytu, więzi i sensu, przy jednoczesnym uznaniu ich coraz bardziej zapośredniczonego charakteru. Wymaga to odwagi – nie dramatycznej odwagi bohaterów, ale cichej odwagi ludzi, którzy decydują się być obecni w świecie, który czerpie zyski z ich rozproszonej uwagi.

Może to wystarczy. W krajobrazie nieskończonej symulacji obecność staje się czynem rewolucyjnym.

__________________

The Death of the Real, A Lily Bit, Jul 28, 2025
https://ekspedyt.org/2025/08/03/symulakry-i-symulacje-czyli-smierc-rzeczywistosci/


Iluzja reform czyli „bagno” nigdy nie zostanie „osuszone”


Trump i iluzja reform

Dlaczego musimy zdać sobie sprawę, że „bagno” nigdy nie zostanie „osuszone”

Kiedy jesteś świadkiem upadku elity, pojawia się przelotny dreszcz schadenfreude. Medialne szaleństwo wokół drugiego aresztowania Jeffereya Epsteina było doskonałym przykładem tego, jak system fachowo manipuluje masami, wymachując kuszącym okruchem sprawiedliwości, po czym szybko go wyrywa. Nam pozostaje ciężka amnezja, kiedy wygodnie zapominamy, że prawdziwy problem nie leży w jednostce, ale w zgniłym systemie, który utrwala i chroni ludzi takich jak Epstein.

Ściganie Epsteina 19 lat temu było farsą, chwytem PR-owym mającym na celu udobruchanie mas, a jednocześnie umożliwienie prawdziwym winowajcom wymknięcie się bez szwanku. 18 miesięcy więzienia za zarzuty pedofilii, odbywane głównie w ramach programu więzienia z pracą na zewnątrz? No, błagam. To nie jest sprawiedliwość. To danie po łapkach, mrugnięcie okiem i ukłon w stronę światowej elity, która w dalszym ciągu działa bezkarnie.

A co z licznymi przywódcami politycznymi i przyjaciółmi z wyższych sfer, którzy bywali w „Lolita Express” Epsteina? Czy ktoś oczekuje, że uwierzymy, że byli nieświadomi szerzącego się znęcania nad dziećmi i że jakimś cudem udało im się przeoczyć ryczące sygnały ostrzegawcze? Pomysł jest śmieszny i stanowi ukłon w stronę zdolności systemu do ukrywania i utrwalania zła pod pozorem sprawiedliwości.

Ogłuszająca cisza możnych zostaje przerwana tylko wtedy, gdy wygodnie jest im udawać oburzenie. Nasuwa się pytanie: dlaczego czekali z publicznym potępieniem Epsteina do czasu, aż rozpoczęło się postępowanie przeciwko niemu? Czy może byli współwinni jego zbrodni, a jeśli tak, to dlaczego uniknęli odpowiedzialności? Smród hipokryzji unosi się w każdym zakątku establishmentu, który wybiórczo stosuje sprawiedliwość tak, aby odpowiadała ich własnym interesom.

Nie dajmy się zwieść farsie sprawiedliwości w sprawie Epsteina. Zespół prokuratorski, na którego czele stoi córka Jamesa Comeya, Maureen Comey, oraz zaangażowanie szefa Departamentu Pracy w administracji Donalda Trumpa, Alexandra Acosta, który pośredniczył w uzyskaniu immunitetu dla Epsteina, cuchnie starannie zaaranżowaną farsą. Osoby te są ucieleśnieniem raka, który rozprzestrzenił się na cały rząd, sprawiając, że prawdziwa sprawiedliwość pozostanie nieuchwytnym marzeniem.

Ale tu nie chodzi o Epsteina. Chodzi o systemową zgniliznę, która utrwala bezkarność elity. Karmi się nas stałą dietą fałszywej nadziei, prowadzącą do wiary, że system się zmienia i że potężni zostaną w końcu pociągnięci do odpowiedzialności. Ale jak często to się faktycznie zdarza?

Skandal Berniego Madoffa przypomniał nam o podwójnych standardach rządzących naszym systemem wymiaru sprawiedliwości. Madoff, twórca wartej 65 miliardów dolarów piramidy finansowej [Ponzi], został skazany na 150 lat więzienia, podczas gdy JP Morgan, bank, który umożliwił jego przestępstwa, uszedł prawie bez szwanku – zaledwie grzywna. Przesłanie jest jasne: jeśli należysz do elity, prawo jest jedynie sugestią, a nie wiążącą umową.

WIELKI MIT ODPOWIEDZIALNOŚCI

Krach kredytowy w 2008r., katastrofalne wydarzenie wywołane lekkomyślnym rozprzestrzenianiem się fałszywych instrumentów pochodnych, powinien był skłonić do rozliczenia elit bankowych. Zamiast tego otrzymaliśmy symboliczną ofiarę: Kareema Sarageldina, stosunkowo mało znanego dyrektora w Credit Suisse, który odsiedział marne 30 miesięcy więzienia za rolę w zawyżaniu cen obligacji związanych z papierami wartościowymi zabezpieczonymi hipoteką. Ten pojedynczy wyrok miał uspokoić masy i stworzyć iluzję, że sprawiedliwości stało się zadość.

Financial Times, podejmując śmieszną próbę wybielenia braku odpowiedzialności, opublikował w 2018 roku artykuł, w którym miał „obalać mit”, jakoby nikt nie został pociągnięty do odpowiedzialności za krach na instrumentach pochodnych. Ich lista 47 nazwisk to farsa, ponieważ większość oskarżonych pochodzi z Islandii, gdzie więzienia bardziej przypominają luksusowe kurorty. Resztę stanowili bankierzy niskiego szczebla lub pracownicy szczebla średniego, w zasięgu wzroku nie było żadnego dyrektora generalnego z JP Morgan czy Goldman Sachs, prawdziwych architektów oszustw związanych z instrumentami pochodnymi.

Założenia artykułu są oszustwem samym w sobie, ponieważ celowo wprowadzają w błąd oczekiwania opinii publicznej. Nie zakładaliśmy, że „nikogo” nie będzie się ścigać. Zakładaliśmy, że nikt z elity bankowej, kto zaaranżował krach, nie zostanie pociągnięty do odpowiedzialności. I z wyjątkiem Rodrigo Rato, byłego dyrektora zarządzającego MFW oskarżonego o oszustwa związane z kartami kredytowymi w Hiszpanii, założenie to pozostaje tragicznie słuszne.

Bezkarność władzy jest cechą charakterystyczną naszego sfałszowanego systemu. Bankierzy centralni, architekci chaosu gospodarczego, nigdy nie są pociągani do odpowiedzialności za celowe manipulowanie gospodarką. Napędzają bańki za pomocą sztucznie zaniżonych stóp procentowych i środków stymulacyjnych, by następnie je rozbić doskonale zaplanowanym zduszeniem płynności i podwyżkami stóp procentowych, pozostawiając po sobie zniszczenie. A mimo to pozostają ponad prawem, nietykalni i nie odpowiadający przed nikim.

Słynne oświadczenie prezesa FED Jerome’a ​​Powella skierowane do Komisji ds. Usług Finansowych [Financial Services Committee] dobitnie przypomina o autonomii i arogancji FEDu. Bezczelnie oświadczył, że gdyby Trump próbował go zwolnić, po prostu zignoruje prezydenta i pozostanie na swoim stanowisku przez całą kadencję.

Ten przejaw arogancji spotkał się z ogłuszającą ciszą ze strony alternatywnych mediów, być może dlatego, że podważył wygodną wówczas narrację, że Trump zastraszył Powella i że prezydent w końcu przejął kontrolę nad FEDem. Prawda jest o wiele bardziej złowroga: to zarząd FED, a nie prezydent, dzierży wodze i może wybrać na przewodniczącego, kogo zechce, niezależnie od woli Trumpa.

Pogląd, że prezydent wybiera prezesa FED, jest mitem utrwalanym przez tych, którzy nie rozumieją wewnętrznego działania systemu. Zarząd FEDu to samonapędzająca się oligarchia, która nie odpowiada przed kimkolwiek poza sobą. „Wybór” na stanowisko przewodniczącego FEDu w wykonaniu Trumpa to nic innego jak ceremonialny gest, listek figowy legitymizacji demokratycznej. Prezydent nie ma realnej władzy nad bankiem centralnym, a elity bankowe nigdy nie zostaną ukarane przez kontrolowany przez siebie system. Są ponad prawem i czas uznać tę niewygodną prawdę.

RAK, KTÓRY DAŁ PRZERZUTY W CAŁEJ ŚWIATOWEJ GOSPODARCE

MFW, bastion neoliberalnej ortodoksji, wpędził w nicość kraje będące pod butem lichwiarzy, pozostawiając po sobie ciąg zniszczeń. A jednak szefom Funduszu nigdy nie groziła kara ani nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności za swoje zbrodnie.

Bank Rozrachunków Międzynarodowych, ta owiana złą sławą nazistowska operacja prania pieniędzy, istnieje do dziś, a jego ówczesny prezes, Thomas McKittrick, nigdy nie był ścigany, nigdy nie był ukarany, lecz zamiast tego został nagrodzony ciepłą posadką w banku Chase Manhattan i entuzjastyczną pochwałą od The New York Times.

Pogląd, że tendencja do obowiązywania jednego prawa dla ludzi i braku tego prawa dla elity finansowej zmieni się pod prezydenturą Donalda Trumpa (czy to w przeszłości, czy w przyszłości) jest zabawną mrzonką. Trumpa, z jego rozległymi powiązaniami z dynastią bankową Rothschildów, dzięki uprzejmości Wilbera Rossa, jego sekretarza handlu i byłego dobroczyńcy programu ratunkowego [bailout], trudno nazwać orędownikiem ludu. Jego gabinet to prawdziwa elita insiderów z Wall Street, a jego obietnice „osuszenia bagna” okazały się jedynie pustą retoryką.

Clintonom, tym chodzącym wzorcom korupcji, odpuszczono, a ich zbrodnie zapomniano w interesie korzyści politycznych. Rezerwa Federalna, siła napędowa chaosu gospodarczego, otrzymała czek in blanco na dalsze pompowanie bańki, a Trump przypisał sobie tę samą politykę, którą kiedyś potępiał.

A mimo to są tacy, którzy wierzą, że Trump gra z globalistami w jakąś skomplikowaną grę w „szachy 4D” i potajemnie pracuje nad ich zniszczeniem od środka. To złudzenie wynika z fundamentalnej wady psychologicznej: wiary, że system, niezależnie od tego, jak bardzo jest skorumpowany, można naprawić od wewnątrz.

Naiwność mas jest ewidentnie siłą, utrwalającą mit, że system można uratować, po prostu wybierając „właściwych” ludzi lub wspierając „właściwą” partię. To urojeniowe myślenie jest podporą pozwalającą jednostkom uniknąć niewygodnej prawdy: system jest zgniły do ​​szpiku kości i zaprojektowany tak, aby służyć interesom potężnych kosztem bezsilnych.

Pogląd, że zło można pokonać poprzez pokojowe protesty, głosowania lub dochodzenia, jest farsą, zwykłym odwróceniem uwagi od prawdziwego problemu – problemem jest sam system.

Oklepana analogia do „Jedynego Pierścienia” z „Władcy Pierścieni” jest trafna, ponieważ tak jak Pierścień psuje tych, którzy próbują nim władać, tak samo system psuje tych, którzy próbują w nim działać. Sama struktura systemu jest zaprojektowana do wytwarzania zła, aby utrwalać interesy globalnej elity. Dodawanie „dobrych” ludzi do tej maszyny przypomina wrzucanie świeżego mięsa do jaskini lwa – zostanie ono skonsumowane, zepsute i ostatecznie stanie się częścią problemu.

W szczególności konserwatyści muszą obudzić się ze snu, przyjmując do wiadomości, że globaliści nie zostaną pokonani, przy wykorzystaniu systemów, które sami stworzyli, aby służyły ich interesom. Złudzenie, że system można zreformować od wewnątrz, jest niebezpieczną fantazją, utrwaloną przez elity, aby utrzymać kontrolę nad władzą. Jedyną realną opcją jest demontaż systemu od zewnątrz i zbudowanie go od zera, przy zachowaniu ogromnej czujności i determinacji.

Media głównego nurtu, a nawet większość mediów alternatywnych, nie będą poruszać tematu realnych rozwiązań w kwestiach przestępczości elit i korupcji w rządzie. Nie będą omawiać trudnych prawd, zmagań i poświęceń wymaganych do wprowadzenia prawdziwych zmian. Zamiast tego będą propagować łatwe i przyjemne rozwiązania – głosowanie, ustawodawstwo i pokojowe protesty – doskonale wiedząc, że te środki to jedynie plaster na ropiejącą ranę.

Pozostały tylko dwie opcje: odejść od systemu, zbudować go od nowa i przygotować się na nieunikniony negatywną reakcję ze strony skorumpowanej elity lub walczyć, stawiać opór i usuwać zagrożenie. Wybór jest jasny, a konsekwencje bierności przerażające.

Nie możemy już sobie pozwolić na fantazjowanie, że system można uratować, sprawić, by działał dla nas. Nadzieja, że ​​jest to możliwe, jest trucizną, która osłabia naszą determinację i ośmiela naszych prześladowców.

_______________

Trump and the Illusion of Reform, A Lily Bit, Jun 09, 2024"
https://ekspedyt.org/2024/06/09/iluzja-reform-czyli-bagno-nigdy-nie-zostanie-osuszone/


Tyrania wygody


Największym zagrożeniem dla twojej wolności jest twoje samozadowolenie.

W naszych czasach pogoń za wygodą stała się pochłaniającą wszystko obsesją, napędzającą gospodarkę konsumencką, której celem jest uczynienie życia jeszcze łatwiejszym. To nieustające dążenie do wygody przekształciło się w samonapędzający się cykl popytu i podaży, a każde nowe udogodnienie jedynie podsyca głód na więcej. W tej technologicznej krainie cudów granice możliwości wyznaczane są jedynie przez zakres naszych linii kredytowych, ponieważ uwodzi nas natychmiastowa gratyfikacja.

Podobnie jak ćpun goniący za kolejnym hajem, współczesny nałogowiec wygody pozostaje w błogiej nieświadomości podstępnych szkód wyrządzanych przez ich kompulsywną potrzebę usprawnienia każdego aspektu życia. Prawdziwy koszt tej wygody jest starannie ukrywany za fasadą sprytnego marketingu i pustych obietnic, ponieważ korporacje wykorzystują naszą chęć do ułatwień, która napełnia ich kieszenie kosztem naszego dobrego samopoczucia.

W ciągu ostatnich sześciu do siedmiu dekad byliśmy świadkami zmiany naszych wartości kulturowych, w miarę jak konsumpcjonizm jednorazowego użytku stał się nową ewangelią. Pogląd, że życie musi być pozbawione wysiłku, został nam sprzedany jako ostateczna aspiracja, a przyziemne realia egzystencji przekształcone w przeszkody, które należy ominąć lub zlecić na zewnątrz w pogoni za czasem wolnym.

Programowanie to było tak skuteczne, że całe pokolenia przywiązują obecnie wagę niemal religijną do wygody, jednocześnie rozwijając patologiczną niechęć do nawet najmniejszej niedogodności.

Ta wykreowana nietolerancja dla niedogodności osiągnęła tak absurdalny poziom, że obecnie nawet chwilowe opóźnienia w dostarczaniu pożądanych przez nas udogodnień postrzegamy jako niedopuszczalną obrazę naszej uzasadnionej wrażliwości. Większość ludzi gubi ironię tej sytuacji, ponieważ nie dostrzegają, że ich uparte dążenie do wygody jest w rzeczywistości formą zniewolenia przez te same korporacje, które czerpią korzyści z ich uzależnienia.

Rozwój kultury wygody ma destrukcyjny wpływ na naszą tkankę społeczną, ponieważ w coraz większym stopniu zlecamy nawet najbardziej podstawowe interakcje międzyludzkie platformom i usługom cyfrowym. Rezultatem jest społeczeństwo bardziej odizolowane, odłączone i zahamowane emocjonalnie niż kiedykolwiek wcześniej, ponieważ poświęcamy prawdziwe ludzkie więzi na ołtarzu wygody.

Co więcej, powierzając podejmowanie decyzji i osobistą odpowiedzialność algorytmom i zautomatyzowanym systemom, stworzyliśmy społeczeństwo zasadniczo niezdolne do krytycznego myślenia, empatii i prawdziwych relacji międzyludzkich. Wchodzimy niczym lunatycy w przyszłość, w której każdy nasz ruch jest monitorowany, każdy nasz wybór jest z góry określony, a każda nasza myśl jest kształtowana przez te same istoty, które czerpią korzyści z naszego samozadowolenia.

Samo pojęcie niedogodności stało się przekleństwem, plagą, którą należy za wszelką cenę wykorzenić. Tak bardzo zakochaliśmy się w idei płynnej, pozbawionej tarć egzystencji, że ​​nieświadomie przywiązaliśmy się do stylu życia o coraz większej złożoności i zależności od wygody. Ta podstępna tyrania wygody jest być może najbardziej wszechobecną i uzależniającą formą ucisku w czasach nowożytnych, a mimo to w dużej mierze pozostajemy nieświadomi jej wpływu na nasze życie.

Kiedy myślimy o tyranii, nasze umysły często przywołują obrazy despotycznych przywódców i opresyjnych reżimów, takich jak Stalin, Mao czy Mur Berliński. Jednak bliższa analiza ludzkich zachowań ujawnia, że ​​o naszym życiu częściej decydują nasze własne nawyki i preferencje niż jakakolwiek siła zewnętrzna.

Narzucone przez samych siebie ograniczenia, które uniemożliwiają nam prowadzenie autentycznego i pełnego życia, są tak samo despotyczne, jak każdy dyktatorski dekret, a w epoce szalejącego konsumpcjonizmu i natychmiastowej satysfakcji rasa ludzka nigdy nie była bardziej podatna na manipulację.

„Ci, którzy zamieniliby wolność na wygodę, nie zasługują ani na wolność, ani na bezpieczeństwo i spotkają się z przeciwnościami”. – Zygmunt Freud

To właśnie w przyziemnych czynnościach naszego codziennego życia, w naszych nieelastycznych nawykach i podświadomych wzorcach tak naprawdę rezygnujemy z naszej wolności. To właśnie tam jesteśmy najbardziej narażeni na wyzysk, gdzie nasza prawdziwa tożsamość zostaje przejęta i zastąpiona oprogramowaniem, które zmusza nas przede wszystkim do dążenia do pustego, konsumpcyjnego ideału wygody.

Trudno powstrzymać się od refleksji, czy nie staliśmy się zwykłymi automatami, bezmyślnie wykonującymi programy, które mają nas utrzymywać w samozadowoleniu i służalczości. Czy jesteśmy niczym więcej niż niewolnikami, uwarunkowanymi do wykonywania określonych zadań w zamian za starannie skalibrowany system nagród i kar? W epoce bezprecedensowych wyzwań i złożonych problemów globalnych, kiedy większość społeczeństwa wydaje się zadowolona z ukrywania się za zasłoną dysonansu poznawczego, niezwykle ważne jest, abyśmy uwolnili się od nawyków i norm kulturowych, które trzymają nas w niewoli.

Od jedzenia, które jemy, po media, które konsumujemy, od sposobu, w jaki pracujemy, po sposób, w jaki wchodzimy w interakcje z innymi – pogoń za wygodą stała się siłą napędową naszych wyborów i zachowań. Tak bardzo przyzwyczailiśmy się do łatwości i szybkości współczesnego życia, że ​​straciliśmy z oczu wartość wysiłku, walki i prawdziwej więzi międzyludzkiej.

W imię wygody dobrowolnie zrzekliśmy się naszej prywatności i autonomii, wprowadzając nadzór korporacyjny i rządowy za pośrednictwem naszych inteligentnych urządzeń lub nawyków przeglądania Internetu. Tak bardzo zakochaliśmy się w idei życia bez tarć, że chętnie akceptujemy koncepcje takie jak cyfrowe waluty banku centralnego (CBDC) i cyfrowe identyfikatory, a wszystko po to, aby uniknąć drobnych niedogodności związanych z noszeniem torebki lub angażowaniem się w podstawowe interakcje międzyludzkie podczas zakupu butelki alkoholu, który utopi nasze smutki i uśmierzy naszą bolesną pustkę w środku.

Jesteśmy tak uwarunkowani, aby na pierwszym miejscu stawiać łatwość i efektywność, że nie dostrzegamy podstępnej erozji naszych podstawowych praw i wolności. Umożliwiając korporacjom i rządom nieograniczony dostęp do naszych danych osobowych i transakcji finansowych, skutecznie przekazujemy im klucze do naszego życia, dając im władzę do manipulowania, kontrolowania i wykorzystywania nas w sposób, którego nawet nie jesteśmy w stanie pojąć.

W szczególności wdrożenie CBDC stanowi niebezpieczny krok w kierunku całkowitej centralizacji władzy finansowej w rękach kilku niewybranych biurokratów i interesów korporacyjnych. Pod pozorem wygody i bezpieczeństwa te cyfrowe waluty grożą wyeliminowaniem wszelkich pozostałych śladów prywatności finansowej i autonomii, poddając każdą transakcję analizie i kontroli państwa.

Podobnie nacisk na identyfikatory cyfrowe to nic innego jak słabo zawoalowana próba stworzenia kompleksowego państwa inwigilacyjnego, w którym każdy aspekt naszego życia jest śledzony, monitorowany i analizowany z korzyścią dla osób sprawujących władzę. Łącząc nasze tożsamości ze scentralizowaną bazą danych, dostępną zarówno dla korporacji, jak i rządów, skutecznie rezygnujemy z naszego prawa do anonimowości i samostanowienia.

W naszej desperackiej próbie uniknięcia niedogodności związanych z prześladowaniem, zatrzymaniem, przesłuchaniem, karą grzywny, aresztowaniem, działaniem paralizatora lub zastrzeleniem przez coraz bardziej autorytarny rząd, chętnie oddaliśmy nasze wolności i godność.

Wygląda na to, że wygoda stała się o wiele bardziej podstępnym i skutecznym narzędziem tyranii niż lufa pistoletu. Nasz nowoczesny system bankowy stanowi doskonały przykład tej subtelnej formy ucisku, którego macki rozchodzą się we wszystkie strony, dotykając prawie każdego człowieka na planecie.

Nawet pobieżne zbadanie bankowości centralnej ujawnia, jak żeruje ona na naszym pragnieniu wygody, wciągając świat w nieuniknioną sieć długów. Te instytucje finansowe w wygodny sposób drukują tyle pieniędzy, ile zażąda świat, a w zamian my ślepo zgadzamy się na zadłużanie nas wykładniczo rosnącymi, matematycznie niemożliwymi do spłacenia sumami na rzecz prywatnej korporacji przez resztę wieczności. Choć na krótką metę może się to wydawać wygodne, koszty długoterminowe są zdumiewające.

Najbardziej niepokojące jest to, że nie poddajemy się tej tyranii ze strachu o swoje życie, ale raczej z głęboko zakorzenionego pragnienia wygody i niechęci do niedogodności. Zostaliśmy uwarunkowani tak, aby ignorować działanie w naszym własnym najlepiej pojętym interesie i abyśmy pozostawali samozadowoleni w obliczu naszego coraz bardziej złożonego i opresyjnego życia.

Prawda jest taka, że ​​problem nie polega na tym, że sprzedaje się nam tyranię, ale raczej na tym, że już wpakowaliśmy się w to, co oni sprzedają. Jesteśmy tak głęboko uzależnieni od uroku wygody, że nie możemy sobie wyobrazić odwrotu, nawet gdy widzimy zaciskające się wokół nas łańcuchy naszego własnego zniewolenia.

Nie jest to wezwanie do luddyzmu ani odrzucenie samej technologii, ale raczej apel o bardziej przemyślane, krytyczne i skupione na człowieku podejście do innowacji. Musimy żądać technologii, które dają nam siłę, a nie wyzyskują, oraz systemów, które służą naszym interesom, a nie elicie rządzącej. Musimy budować przyszłość, która ceni wolność, kreatywność i prawdziwy ludzki rozkwit ponad pustymi obietnicami wygody i „bezpieczeństwa”.

____________

The Tyranny of Convenience, A Lily Bit, May 21, 2024
https://ekspedyt.org/2024/06/09/tyrania-wygody/


Jak dbają o to, abyś pozostał niewolnikiem systemu


Potrzebują twojego ciała, twojego cierpienia i ostatecznego końca, aby utrzymać swoje imperium chciwości.

Prawie każda myśl i działanie, które podejmujesz, jest diametralnie sprzeczne z twoim najlepszym interesem, a mimo to wielu pozostaje w błogiej nieświadomości. To nie przypadek. To starannie zaaranżowany plan, mający na celu utrzymanie cię w stanie wiecznej niewoli.

Nienasycony głód kontroli ze strony państwa nie zna granic. Stara się ono zdominować każdy aspekt twojej egzystencji – twój umysł, twoje ciało i twojego ducha. I choć przyznanie tego może być niewygodne, prawda jest taka, że ​​państwu to przedsięwzięcie w dużej mierze udało się. Tylko nieliczni zdołali zajrzeć za kurtynę i zrozumieć prawdziwy rozmiar swojego mentalnego i duchowego zniewolenia.

Twoje myśli, te intymne szepty, które uważasz za własne, są niczym więcej niż starannie spreparowaną iluzją. Prawie każda koncepcja, która przychodzi ci do głowy, została starannie opracowana, aby doprowadzić cię do pożądanych przez państwo wyników. Jesteś pionkiem w grze, w której nawet nie zdajesz sobie sprawy, że grasz.

System edukacji państwowej, choć to raczej myląca nazwa, to niewiele więcej niż fabryka indoktrynacji, której celem jest pozbawienie dzieci ich indywidualności i uformowanie ich w posłuszne trybiki machiny państwowej. Zanim młody dorosły wyjdzie z tego intelektualnego więzienia, jego zdolność do niezależnego myślenia jest prawie wygaszona.

Wykształcenie wyższe służy jedynie wzmocnieniu tego uwarunkowania, odcinając wszelkie pozostałe drogi krytycznemu dociekaniu. Sam pomysł kwestionowania narracji podawanych łyżeczką przez media propagandowe i elity rządzące staje się przekleństwem.

Staliśmy się społeczeństwem zadowolonych z siebie automatów, potykających się w starannie dobranym krajobrazie zorganizowanego zamieszania. Nasze ego, niegdyś istota naszej indywidualności, zostało usunięte chirurgicznie, pozostawiając nas jedynie jako wymienne elementy wielkiej machiny państwowej. Zostaliśmy wciągnięci w mechanizm myślenia grupowego, a każda nasza myśl i działanie podyktowane są kaprysami kolektywu.

Biada każdemu, kto ośmieli się odstąpić od tej starannie opracowanej normy. Każda próba potwierdzenia własnej indywidualności lub podważenia status quo spotyka się z szybką i bezlitosną zemstą. Nawet najbliżsi nam ludzie – przyjaciele, rodzina, sąsiedzi – stają się mimowolnymi egzekutorami przestrzegania zasad, a ich wrogość wobec sprzeciwu przypomina o cenie za nieprzestrzeganie zasad.

W tym opresyjnym systemie stajemy się usidleni w okowach konwencjonalnej mądrości – zbiorze fałszywej historii i starannie wyselekcjonowanych półprawd, którymi na siłę karmi się nas poprzez obozy indoktrynacyjne, które nazywamy szkołami, i machinę propagandową znaną jako media. Ta tak zwana mądrość to nic innego jak toksyczny koktajl zamieszania i dezinformacji, mający na celu stłumienie wszelkich pozorów niezależnego myślenia lub krytycznego dociekania.

Konwencjonalna mądrość działa jak mentalny kaftan bezpieczeństwa, ograniczając nasze procesy myślowe i programując nas, abyśmy odruchowo odrzucali wszelkie informacje, które ośmielają się kwestionować nasze wstępne uwarunkowania. Ten dysonans poznawczy to potężna broń w arsenale państwa, zapewniająca, że ​​pozostaniemy posłuszni i ulegli nawet w obliczu rażących sprzeczności i niesprawiedliwości.

Im bardziej ktoś poddaje się formalnej edukacji, tym mocniejszy staje się uścisk systemu. Władze nieustępliwie dążą do powszechności szkolnictwa wyższego nie dlatego, że cenią wiedzę i rozwój osobisty, ale dlatego, że rozumieją, że szkolnictwo wyższe jest ostatecznym narzędziem kształtowania posłusznych poddanych. Sale uczelniane to niewiele więcej niż fabryki produkujące ślepe drony, gotowe służyć interesom elity rządzącej.

Wyrwanie się z mentalnego więzienia, w które dobrowolnie weszliśmy, wymazanie kłamstw i półprawd, które wryły się w naszą psychikę, wymaga herkulesowego wysiłku. Tylko poprzez nieustanne dociekanie i zachłanne czytanie jesteśmy w stanie uciec z zaprogramowanego labiryntu, który nas więzi. Ale podróż ta nie jest pozbawiona kosztów – emocjonalne i finansowe skutki stawienia czoła konfliktom i zamętowi nieodłącznie związanemu z systemem są ogromne.

A jeśli myślałeś, że to twój umysł jest jedyną atakowaną rzeczą, pomyśl jeszcze raz. Od chwili, gdy noworodek bierze pierwszy oddech, państwo rości sobie prawo do jego ciała. Szczepienia, święte krowy współczesnej medycyny, podaje się niemowlętom jeszcze przed opuszczeniem szpitala, a rodzice chętnie się na to zgadzają, bez chwili namysłu. Co dokładnie wstrzykują waszym dzieciom? Jakie długoterminowe skutki mogą mieć te substancje? Te pytania pozostają niezadane i bez odpowiedzi, zagłuszone przez chór konwencjonalnej mądrości, która upiera się, że musimy ufać ekspertom, nawet jeśli eksperymentują na naszych najsłabszych.

Podstępne macki kontroli państwa nad naszymi ciałami zaczynają się jeszcze zanim weźmiemy pierwszy oddech. Nacisk na szczepienie dzieci w łonie matki przerażającym przypomnieniem, że od chwili poczęcia jesteśmy postrzegani jedynie jako przedmiot, którym można manipulować i wykorzystywać. Już w dniu narodzin niemowlęcia państwo rozpoczyna bezlitosny atak, pompując w dziecko podejrzane substancje, a wszystko to pod pozorem zdrowia i dobrobytu społecznego. Zanim dziecko osiągnie wiek dorosły, może zostać poddane nawet 50 szczepieniom, a każde z nich stanowi skalkulowane ryzyko związane z jego długotrwałym zdrowiem i witalnością.

Giganci farmaceutyczni w zmowie z establishmentem politycznym zaaranżowali te masowe eksperymenty na ludności, napędzani nienasyconym głodem zysków. Rodzice, uwarunkowani latami propagandy i siania strachu, chętnie składają swoje dzieci jako baranki ofiarne, wierząc, że działają w ich najlepszym interesie. Ale rzeczywistość jest o wiele bardziej złowroga.

Pomimo wysiłków obeznanych osób, które dostrzegają nieodłączne naruszenie wolności lekarskiej w przypadku obowiązkowych szczepień, problem sięga znacznie głębiej. Uderza w samo sedno przetrwania systemu. Systemu, który wymaga nieskończonej podaży uległych ciał, aby zaspokoić jego drapieżny apetyt.

Dołącz do branży opieki zdrowotnej, groteskowej parodii współczucia i uzdrawiania, która służy jedynie jako rurociąg ludzkiego cierpienia i zysków. Niezliczone testy, procedury i interwencje narzuca się niczego niepodejrzewającemu społeczeństwu, a każde z nich ma na celu napełnienie kieszeni kompleksu medyczno-przemysłowego, jednocześnie powoli niszcząc naturalne mechanizmy obronne organizmu. Końcowym rezultatem jest populacja pogrążona w chronicznych chorobach i uzależnieniu, na zawsze przywiązana do tego samego systemu, który pozbawił ją witalności.

W tym dystopijnym krajobrazie nie tylko zniechęca się do koncepcji indywidualnej odpowiedzialności za własne zdrowie, ale wręcz aktywnie się ją tłumi. Obecne władze skrupulatnie zaprojektowały społeczeństwo, w którym samo pojęcie dbania o siebie i autonomii jest postrzegane jako radykalne i wywrotowe. Potrzebują twojego ciała, twojego cierpienia i ostatecznego końca, aby utrzymać swoje imperium chciwości.

Ale prawdziwy horror polega na uświadomieniu sobie, że nie chodzi tu jedynie o zysk, ale o wyrachowaną kontrolę populacji. Nacisk na powszechne szczepienia, likwidacja zwolnień z przyczyn religijnych i filozoficznych oraz bezlitosna ekspansja systemu opieki zdrowotnej są częścią bezwzględnego spisku mającego na celu manipulowanie i wybijanie ludzkiego stada. Za Kalifornią podąża cały kraj, a reszta świata nieuchronnie także pójdzie tą drogą.

Aby zrozumieć głębię tej deprawacji, należy najpierw zrozumieć prawdziwą naturę systemu pieniężnego, który rządzi naszym światem. Jest to system oparty na tworzeniu długu i ciągłym wzroście konsumpcji. System, który nie może tolerować populacji, która żyje zbyt długo lub konsumuje za mało. Zgodnie z pokręconą logiką establishmentu kontrola populacji nie jest już sprawą pilną. To imperatyw.

Kreacja pieniądza (a dokładniej kredytu) jest wyłączną domeną banku centralnego. W Stanach Zjednoczonych władzę tę sprawuje Rezerwa Federalna i jej sieć banków członkowskich, co stanowi ponury sojusz, który skutecznie przejął serce naszej gospodarki. Poprzez ten monopol na kreację kredytu kartel bankowy wysysa bogactwo narodów, koncentrując je w rękach nielicznej elity, pozostawiając masy samym sobie w poszukiwaniu okruszków.

Jednak ten domek z kart, zbudowany na fundamencie długu i ciągłego wzrostu, nie może obejść się bez rusztowania regulacyjnego. Jak na ironię, sam system, który głosi, że jest orędownikiem wolnego rynku i wolności jednostki, jest w rzeczywistości całkowicie zależny od twardej interwencji rządu. A w Ameryce, krainie „wolnych”, mamy mnóstwo regulacji, duszącą sieć zasad i ograniczeń, które przenikają każdy aspekt naszego życia.

W sercu tego regulacyjnego koszmaru leży podstępne widmo kontroli populacji. System monetarny oparty na kredytach, pasożytniczy byt żywiący się siłą napędową ludzkiej pracy i konsumpcji, stoi w obliczu egzystencjalnego zagrożenia w miarę starzenia się społeczeństwa i niepewnego przechylania się równowagi między producentami i konsumentami. W miarę jak coraz więcej jednostek wkracza w wiek emerytalny, korzystając z obietnic opieki społecznej i zabezpieczenia socjalnego, przepływ bogactwa zaczyna się odwracać, od twórców kredytu z powrotem do mas nieprodukcyjnych. Jest to scenariusz, w którym obecna władza nie może wytrzymać i nie wytrzyma.

Tak więc, w obrzydliwym przejawie życzliwości, państwo zaczyna wymyślać sposoby uboju stada, aby osoby starsze i niedołężne nie stały się obciążeniem dla systemu. Być może nie posuwają się do jawnej brutalności rodem z „Ucieczki Logana”, czyli znikania obywateli po osiągnięciu pewnego wieku, ale ich metody są nie mniej podstępne. Od masowego leczenia ludności środkami otępiającymi po zatruwanie wody chlorkiem – atak na nasze zdrowie i witalność jest bezlitosny.

Ale być może najbardziej złowrogą bronią w ich arsenale jest nacisk na masowe szczepienia. Niektórzy umrą od razu, złożeni w ofierze na ołtarzu zysków Big Pharmy, podczas gdy inni pozostaną niepełnosprawni i zależni, a ich potencjał zostanie na zawsze zahamowany. Jednak prawdziwy horror kryje się w tykającej bombie zegarowej w postaci chorób zwyrodnieniowych, która eksploduje w chwili osiągnięcia wieku emerytalnego, sprawiając, że wygaśniemy, zanim staniemy się obciążeniem dla systemu.

Aby wyrwać się z tej matrycy kontroli, musimy chcieć stawić czoła prawdzie, bez względu na to, jak szokująca lub niewiarygodna może się ona wydawać naszym uwarunkowanym umysłom. Rządy, czyli podmioty, którym powierzamy naszą ochronę i dobrobyt, to niewiele więcej niż marionetki tańczące jak im elity finansowe zagrają. Kontrolują umysły opinii publicznej za pomocą ciągłego strumienia dezinformacji i zamieszania, doskonale wiedząc, że ich władza upadnie w jednej chwili, jeśli tylko ludzie zobaczą rzeczywistość za kurtyną.

Tak więc, kiedy media establishmentu krzyczą o „fake newsach”, a masy uwięzione w ferworze dysonansu poznawczego odrzucają te prawdy jako zwykłą „teorię spiskową”, wiedzcie, że nie jest to nic innego jak desperacka taktyka systemu walczącego o utrzymanie ludzkości w swoim uścisku. Są to słowa klucze naszego zniewolenia, mające na celu utrzymanie nas w uległości, podporządkowaniu i wiecznej nieświadomości łańcuchów, które nas wiążą.

______________

How They Make Sure You Stay A Slave to The System, A Lily Bit, Apr 23, 2024

https://ekspedyt.org/2024/05/03/jak-dbaja-o-to-abys-pozostal-niewolnikiem-systemu/


sobota, 31 stycznia 2026

Polityczny śmietnik


Jak polityczny szum zamienia słowa w broń i wywołuje zgodę

Hitler. Nazista. Faszysta. Te słowa kiedyś oznaczały coś konkretnego, coś historycznego, coś przerażającego. Teraz oznaczają „osobę, która nie zgadza się z obowiązującą dziś narracją”. Inflacja języka sprawiła, że ​​rzeczywiste zło jest nieodróżnialne od zwykłego sprzeciwu. Kiedy wszyscy są Hitlerami, nikt nim nie jest.

Ale o to właśnie chodzi, prawda? Kiedy raz nazwiesz kogoś nazistą, nie musisz angażować się w jego idee. Nie musisz dyskutować. Nie musisz nawet myśleć. To Hitler, dyskusja skończona, z czystym sumieniem. To ostateczny, miażdżący myślenie banał, powtarzany miliony razy dziennie na każdej platformie, zamieniający każdy polityczny spór w Norymbergę.

Nazywają to „populizmem” – to pierwsze kłamstwo. To, czego jesteśmy świadkami, to nie oddolny bunt nieokrzesanych mas. To zaaranżowany teatr, starannie zarządzany zawór bezpieczeństwa, zaprojektowany tak, by wypuszczać parę bez narażania kotła. Ludzie, których nazywają „populistami”, po prostu odgrywają przypisane im role w scenariuszu napisanym przez te same ręce, które twierdzą, że się im sprzeciwiają.

Pomyślcie tylko. Każdy rzekomy ruch „populistyczny” (tak, w tym również „MAGA”) jest szeroko komentowany w mediach, finansowany przez korporacje nieoficjalnymi kanałami i jakimś cudem zawsze pojawia się akurat wtedy, gdy establishment potrzebuje wygodnego wroga. Nie są outsiderami – są wyznaczoną opozycją, niczym Washington Generals wobec establishmentowych Harlem Globetrotters.

A prawdziwi dysydenci? Ci, którzy mogą zagrozić systemowi? Oni nie udzielają wywiadów telewizyjnych. Tracą pamięć, tracą konta w mediach społecznościowych lub nagle odkrywają dziecięcą pornografię na swoich komputerach. „Populiści”, których widzicie w telewizji, to wytresowani buntownicy, sztucznie generowany sprzeciw, mający na celu skierowanie prawdziwego gniewu w nieszkodliwe strony.

Nie pokazują nam przeciętnej duszy, która ledwo wiąże koniec z końcem, zachowując odrobinę dumy i spokoju. Nie. Widzimy paradujących niczym w cyrku wściekłych fanatyków, ukazywanych jako „głos rozsądku”, ludzi, którzy oddają się przekształcaniu osobistych porażek w systemową opresję. „Rasizm”, „seksizm”, „uprzedzenia klasowe” – to uniwersalne wymówki, karty do wymigania się od odpowiedzialności dla każdego, kto nie potrafi konkurować.

Nie dostałeś pracy? To pewnie dyskryminacja. Nie zdałeś testu? System jest zmanipulowany. Twój biznes upadł? Strukturalna nierówność. Nigdy nie chodzi o zalety, nigdy o wysiłek, nigdy o prosty fakt, że niektórzy pracują ciężej, myślą jaśniej lub bardziej czegoś pragną.

Genialność tego oszustwa polega na tym, że tworzy stałych klientów dla całej branży skarg. Kiedy przekonasz kogoś, że jego porażki nie są jego winą, zyskasz klienta na całe życie. Będą potrzebować ciągłego potwierdzania, ciągłych wrogów do obwiniania, ciągłych „obrońców”, aby walczyć w swoich sprawach. To haracz, a ochroną jest sama rzeczywistość.

Zobacz, jak szybko ktoś, kto ucieka z tego mentalnego więzienia, zostaje zaatakowany. Mniejszość, która odnosi sukces, nie odgrywając ofiary? To „zdrajcy”. Kobieta, która odrzuca feministyczną ortodoksję? „Zinternalizowana mizoginia”. Przesłanie jest jasne: siedź w zagrodzie, albo cię zniszczymy.

Dyskurs polityczny uległ degradacji, został przekształcony w czystą manipulację. Słowa nie niosą już znaczenia, są jedynie bodźcami mającymi na celu zwarcie myśli. „Demokracja” oznacza wszystko, co służy władzy. „Nauka” oznacza wszystko, co wspiera agendę. „Dezinformacja” oznacza niewygodną prawdę.

Kiedy słowa tracą ustalone znaczenia, kiedy każde stwierdzenie staje się czysto emocjonalne, racjonalny opór staje się niemożliwy. Nie da się argumentować przeciwko mgle. Nie da się dyskutować z kimś, kto zmienia definicje w połowie zdania. O to właśnie chodzi.

Stworzyli językowy labirynt, z którego każde wyjście prowadzi z powrotem do centrum, gdzie każda forma opozycji została prewencyjnie zatruta. Próbujesz dyskutować o imigracji? Jesteś ksenofobem. Kwestionujesz wydatki? Nienawidzisz biednych. Sprzeciwiasz się wojnie? Jesteś niepatriotyczny. Sam język został tak zmanipulowany, że sprzeciw jest dosłownie niewyobrażalny.

Architekci kontroli odkryli coś pięknego w swojej prostocie: nie musisz kontrolować myśli, jeśli możesz całkowicie je powstrzymać. Zalej strefę śmieciami. Stwórz przepych informacyjny. Spraw, by ludzie byli tak wyczerpani samą ilością hałasu, że zaakceptują wszystko, byle tylko to zatrzymać.

Nie chodzi tu tyle o cenzurę, co o nieistotność, nie o pozbawienie, lecz o przesyt. Daj im tyle „informacji”, że prawda stanie się tylko kolejną opcją, wtłaczaj im do mózgów niekończący się strumień śmieci, stwórz im cyfrowe bańki informacyjne, wybór spośród mnóstwa na rynku idei, gdzie wszystkie produkty są równie bezwartościowe.

Media społecznościowe to nie platforma komunikacyjna. To generator zamieszania. Maszyna do tworzenia iluzji zaangażowania, jednocześnie uniemożliwiająca rzeczywiste zrozumienie. Wszyscy mówią, nikt nie słucha, a prawdziwe decyzje zapadają w pomieszczeniach, do których nigdy nie wejdziesz, przez ludzi, których nigdy nie poznasz.

To właśnie ci ludzie tworzą kolejny kryzys, którego powinniście się bać. Każdy wzrost władzy wymaga kryzysu. „Wojna z terrorem” jest idealna, ponieważ terroru nigdy nie da się pokonać. To taktyka, a nie wróg. Równie dobrze można wypowiedzieć wojnę manewrom oskrzydlającym czy zasadzkom. Chodzi o niejasność – czek in blanco na wieczyste uprawnienia nadzwyczajne.

Od 2001 roku ponad 5 bilionów dolarów zostało przelane z kieszeni podatników na rzecz firm zbrojeniowych, firm ochroniarskich i firm nadzorujących. Całe branże istnieją wyłącznie dzięki temu sztucznie wywołanemu kryzysowi. Nie chcą wygrać wojny z terroryzmem, bo zwycięstwo oznaczałoby bankructwo.

Te same rządy, które walczą z terroryzmem, są jego głównymi twórcami. Finansują ekstremistów, destabilizują regiony, tworzą warunki, które generują dokładnie te zagrożenia, z którymi rzekomo walczą. To samoliżący się rożek lodów, perpetuum mobile kryzysu i reakcji.

Państwo inwigilacji, erozja praw, normalizacja tortur – to wszystko nie miało nic wspólnego z bezpieczeństwem. Chodziło o kontrolę. A wiesz co jest w tym najlepsze? Ludność tego żądała. Błagała o własne łańcuchy, błagała o ochronę przed zagrożeniami, jakie stwarzali jej opiekunowie.

Przekonali cię, że są tylko dwie strony. Lewica kontra prawica, postępowcy kontra konserwatyści. Ale przyjrzyj się bliżej. Wszyscy chodzili do tych samych szkół, mieszkają w tych samych dzielnicach, chodzą na te same imprezy. Ich dzieci odbywają staże w fundacjach tych drugich. Kłócą się przed kamerą i śmieją się razem przy kolacji.

„Radykalna lewica” i „skrajna prawica” to dwa skrzydła tego samego ptaka, oba służące temu samemu celowi: sprawieniu, by te pożyteczne, zidiociałe masy wyglądały na rozsądne w porównaniu. Jakimś cudem zawsze popierają wojnę, zawsze ratują banki, zawsze rozszerzają inwigilację, zawsze służą interesom korporacji i nie mówią o tym w mediach społecznościowych. Po prostu myślą, że tak to działa i zawsze tak było.

Prawdziwy podział nie jest poziomy, lecz pionowy. Nie chodzi o lewicę kontra prawica, ale o tych, którzy podejmują decyzje i tych, którzy ponoszą ich konsekwencje, o tych, którzy tworzą zasady, i tych, którzy ich przestrzegają, o tych, którzy się liczą, i tych, którzy się nie liczą.
Każdy system potrzebuje zaworów bezpieczeństwa, wyznaczonych przestrzeni dla sprzeciwu, które nigdy nie zagrażają samej strukturze. Właśnie tym jest większość „alternatywnych” ruchów – rodzajem miejsc, gdzie gniew może się ulotnić i wyładować, nie osiągając niczego.

Zobacz, co dzieje się z rzeczywistymi zagrożeniami dla systemu. Nie są one przedmiotem debaty – znikają. Ich finansowanie wysycha, ich platformy znikają, a ich liderzy nagle stają w obliczu skandali lub wypadków. „Populiści” i „radykałowie”, których możesz zobaczyć, to ci, którzy zostali zweryfikowani, zatwierdzeni i rozmieszczeni.

Establishment nie boi się „populistycznej prawicy” ani „socjalistycznej lewicy”, ponieważ to oni je stworzyli. To markowe produkty, każdy zaprojektowany tak, by trafić do określonych segmentów rynku, które są niezadowolone. Podobnie jak w wrestlingu, wyniki są z góry ustalone, ale publiczność jest zachęcana, by wierzyć, że to na poważnie.

Prawdziwa zmiana oznaczałaby przyznanie, że całe ramy są oszukańcze. Że demokracja to w praktyce teatr. Że kapitalizm w obecnej formie to kumoterstwo. Że stosowane prawo jest arbitralne. Że cała skomplikowana struktura współczesnego rządzenia stworzona jest nie by służyć, ale by wyłudzać.

Ale to przyznanie się do winy zakończyłoby grę. Zamiast tego oferują fałszywe wybory, sterowane rebelie, kontrolowaną opozycję. Pozwalają głosować na ulubiony kolor łańcuchów, preferowany rodzaj wyzysku. Pozwalają protestować w wyznaczonych strefach, w dozwolonych godzinach, z zatwierdzonymi hasłami.

Geniusz systemu polega na tym, że czyni cię współwinnym własnego zniewolenia. Bierzesz udział w wyborach, które nie mają znaczenia. Konsumujesz media, które cię okłamują. Powtarzasz hasła, które cię rozbrajają. Pilnujecie się nawzajem skuteczniej, niż oni kiedykolwiek by potrafili.

A jeśli zaczniesz się budzić, zaczniesz dostrzegać powiązania? Cóż, na to też jest etykieta. „Teoretyk spiskowy”. „Ekstremista”. „Niebezpieczny”. System ma z góry ustalone sposoby deprecjonowania dla każdej formy rozpoznanych wzorców, każdej chwili przebłysku, każdego przejawu rzeczywistego zrozumienia.

To jest ta pułapka. A świadomość, że to pułapka, nie uwalnia cię od niej. Bo pułapka nie jest tylko zewnętrzna – tkwi w języku, którym mówisz, w myślach, którymi się posługujesz, w samych koncepcjach, których używasz do rozumienia świata. Zawładnęli nie tylko instytucjami. Zawładnęli samym znaczeniem.

A Lily Bit

https://www.alilybit.com/p/political-garbage

https://ekspedyt.org/author/alter-cabrio/


Dr Judy Wood


Dr Judy Wood zajmuje w Ruchu Prawdy o 11 Września pozycję niemal wyjątkową.

Jej liczące 500 stron dzieło z 2010 roku pt. Where Did the Towers Go?, które przeczytałam kilka lat temu, to przełomowe dzieło obalające oficjalną wersję wydarzeń z 11 września na głębokim poziomie technicznym, wykorzystując obserwowalne dowody fizyczne.

Przeczytałem około 34 książek na ten temat i uważam pracę dr. Wood za niepodważalny podręcznik kryminalistyczny dotyczący ataku na WTC z 11 września.

Jej analiza obala wyjaśnienia rządu USA dotyczące wydarzeń z 11 września, ponieważ wskazuje na liczne anomalie fizyczne, których nie da się wyjaśnić na podstawie oficjalnych raportów.

Anomalie obejmują:

– Wieże Bliźniacze eksplodują i spadają z prędkością swobodnego spadku

– Ludzie „skoczkowie”, którzy skakali z płonących wież zabijając się, zanim wieże zostały zniszczone

– Brak wstrząsów sejsmicznych spowodowanych zawaleniem się 1,1 miliona ton stali i betonu wież bliźniaczych na ziemię

– Wieże Bliźniacze rozpadły się w powietrzu na drobne cząsteczki (co określiła mianem „pyłowania”)

– Spalone i rdzewiejące samochody w centrum Nowego Jorku

– Dziwne pożary, które podpalają samochody, ale nie papiery ani drzewa

– Stalowe belki skręcone jak „chipsy tortilla”

– Stalowe kratownice i kolumny rdzeniowe zamieniły się w powietrzu w galaretę lub pył

Te anomalie są przekonująco udokumentowane licznymi kolorowymi zdjęciami wykonanymi 11 września i bezpośrednio potem. W jej książce zamieszczono setki z nich.

Jej analiza kryminalistyczna obalając oficjalne tuszowanie jest niepodważalna. Oficjalne rządowe śledztwa, od raportu NIST po raport Komisji ds. 11 września, po prostu nie wspominają ani nie wyjaśniają tych anomalii fizycznych.

Dr Judy Wood zaproponowała swoją alternatywną hipotezę (hipotezę Judy Wood) wyjaśniającą wydarzenia fizyczne z 11 września.

Twierdziła, że ​​zniszczenia i anomalie wynikają z tajnej „technologii kierowanej swobodnej energii” (jak głosi napis na okładce książki).

Postawiła hipotezę, że tego typu broń wykorzystująca energię skierowaną opiera się na efekcie Tesli-Hutchisona na szeroką skalę. https://grokipedia.com/page/john-hutchison

https://youtube.com/watch?v=r5Yvn0xXrpo%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dit%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent
https://youtube.com/watch?v=HGMdOk5a9Vk%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dit%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent
https://youtube.com/watch?v=Q5HLI2HjsB0%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dit%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent
Założyła, że ​​efekt Hutchisona może wyjaśnić anomalie fizyczne zaobserwowane 11 września.

Zasugerowała, że ​​sprawca przestępstwa użył nieznanego systemu DEW, aby spowodować zniszczenie wież World Trade Center.

W tym miejscu jej przeciwnicy, wśród nich wielu członków Ruchu Prawdy o 11 Września, zakwestionowali wiarygodność jej wniosków.

W rezultacie dr Wood jest powszechnie uważana za postać marginalną, być może wręcz psychotyczną. Niektórzy oskarżają ją nawet o celowe zaciemnienie dyskusji, nazywając ją „kontrolowaną opozycją” (tj. osobą wprowadzoną przzez rząd).

Osobiście uważam, że pierwsza połowa jej książki, poświęcona aspektom kryminalistycznym wydarzeń z 11 września w WTC, jest niezwykle przekonująca.

Jej argument, że za wiele anomalii fizycznych odpowiadają pewne rodzaje broni wykorzystującej energię elektromagnetyczną, jest również przekonujący.

Mimo to trudno mi uwierzyć, że broń DEW, jakkolwiek potężna, byłaby w stanie zniszczyć gigantyczne, półmilionowe tony każdej z wież WTC, które odwiedziłem jako turysta w 2000 roku.

Nie byłem w stanie uwierzyć w jej wnioski. Po skończeniu książki jej twórczość stopniowo zniknęła z moich myśli.

Jednakże niedawny nalot na Caracas i widoczne użycie broni HPM, ADS i LRAD pokazują, że hipoteza Judy Wood jest warta ponownego rozważenia.

Jej hipoteza mogłaby wyjaśnić wiele elementów anomalii fizycznych, do których doszło 11 września, a które miały miejsce również w Caracas w styczniu 2026 r.

Wdrożenie nowoczesnych DEW pozwala na odniesienie obserwacji Wood z 2010 r. do roku 2026 w kontekście tego okresu.

„Skoczkowie”, „spalone samochody” i „dziwne pożary” w jej analizie mają swoje odpowiedniki w nalocie w Caracas, gdzie broń DEW wywołała podobne skutki fizyczne.

„Skoczkowie”"

Jednym z najbardziej poruszających aspektów ataku na wieże TWC z 11 września była sytuacja ocalałych uwięzionych w sekcjach wieży powyżej strefy uderzenia samolotu.

Choć nigdy nie sporządzono dokładnej ich liczby, dr Judy Wood szacuje, że były dziesiątki, a może nawet setki osób, które wyskoczyły z płonących wieżowców i zostały uchwycone na filmach.

W swojej książce pokazała wiele zdjęć ludzi spadających z budynków, których widok był nieprzyjemny dla oka.

Co dziwne, żaden ze „skoczków” nie miał w ręku zdjęć bliskich, gdy rzekomo „popełniali samobójstwo z powodu intensywnego gorąca i dymu”, jak donosiły media. Niektórzy wyglądali nawet na „wyrzuconych” z budynków.

Wielu ocalałych znajdujących się powyżej strefy uderzenia zostało również sfotografowanych, jak zdejmują ubrania, wychylając się przez okno, by wezwać pomoc.

Na całym świecie doszło do wielu pożarów wieżowców, w tym do niedawnego tragicznego pożaru Tai Po w Hongkongu. Jednak prawie nie słyszy się o ofiarach skaczących z płonących budynków na pewną śmierć.

Według Google Gemini, przyczyną większości zgonów w pożarach (50–80%) jest wdychanie dymu.

W związku z tą anomalią, dr Wood postawiła hipotezę, ludzie skakali, aby uciec przed „naelektryzowanym” polem, które sprawiało, że ich skóra czuła się jakby płonęła.

Jedna z broni DEW, Active Denial System (ADS), działająca na częstotliwości 95 GHz, robi dokładnie to samo.

Penetruje skórę na głębokość zaledwie 1/64 cala, pobudzając cząsteczki wody i wywołując nie do zniesienia uczucie gorąca, zmuszające ludzi do ucieczki.

Osoby wystawione na działanie ADS często mówią o „potrzebie wyjścia ze swojej skóry” lub ucieczki za wszelką cenę.

Jest to zgodne z obserwacją Wood, że ​​ofiary zdejmowały ubrania i „wypadały” przez okna, reagując na bodziec sensoryczny niewidoczny dla obserwatorów.

Według Wood system ADS jest od wielu lat stosowany w USA jako środek kontroli zamieszek i rozpraszania tłumu.

Taka „obezwładniająca” broń DEW, często nazywana „promieniami cieplnymi”, wystrzeliwuje wiązkę fal milimetrowych o częstotliwości 95 GHz, która przenika ludzką skórę na tyle, by trafić w receptory bólu.

Powoduje to „nieznośne uczucie gorąca”, podobne do tego po otwarciu ogromnych drzwiczek piekarnika, zmuszające ludzi do ucieczki lub omdlenia z bólu.

ADS wywołuje wrażenie palenia się bez poparzenia skóry. Jeśli na budynek zostanie skierowana wiązka o dużej mocy, mieszkańcy poczują niekontrolowaną potrzebę odsunięcia się od źródła promieniowania – nawet jeśli oznaczałoby to skok z wysokości.

Dr Wood postawiła hipotezę, że pole energii skierowane na wieże tworzyło lokalne, intensywne środowisko, które sprawiało, że powietrze wydawało się „płonące” lub „naelektryzowane”, choć niekoniecznie było gorące w sensie termicznym.

Jej teoria głosiła, że ​​pole energetyczne tworzyło tak trudne do zniesienia doznania sensoryczne (jak ogromny ładunek elektrostatyczny), że uczestnicy byli fizycznie zmuszeni do opuszczenia budynku.

Gdyby w wieżach występowało takie pole energetyczne, ofiary odczuwałyby odruchową, niekontrolowaną potrzebę ucieczki od tego doznania.

To by wyjaśniało, dlaczego ludzie mogą skakać lub zdejmować ubrania — czynności, które dla zewnętrznego obserwatora wydają się „szalone” lub „niezrozumiałe”, ale są logiczną reakcją na niewidzialny, bolesny bodziec.

Inne wersje tej technologii, takie jak urządzenia akustyczne dalekiego zasięgu (LRAD), mogą również powodować zawroty głowy, nudności, wymioty i dezorientację — co potwierdza doniesienia wenezuelskich strażników, którzy zostali znalezieni nieprzytomni podczas nalotu.

Naukowe wyjaśnienie tego zjawiska nazywa się efektem Freya. Został on odkryty podczas II wojny światowej i potwierdzony w 1961 roku przez amerykańskiego neurobiologa Allana Freya. https://en.wikipedia.org/wiki/Microwave_auditory_effect

Gdy mikrofale o dużej mocy padają na głowę, mogą spowodować nieznaczne rozszerzenie się tkanki mózgowej, co powoduje powstawanie „dźwięku” wewnątrz czaszki (brzęczenia, klikania lub pisku), który w rzeczywistości nie rozchodzi się w powietrzu.

Powoduje to nudności i zawroty głowy, o których donoszą strażnicy w Caracas.

Technologia ta została wykorzystana jako broń przez firmy zbrojeniowe, takie jak Sierra Nevada Corp. w swoim systemie MEDUSA (Mob Excess Deterrent Using Silent Audio).

Podobne systemy DEW opracowały również inne potęgi militarne, na przykład chińska broń laserowa Hurricane-3000 HPM czy Silent Hunter.

Hurricane 3000, zamontowane na ciężarówce „działo mikrofalowe”, wystrzeliwuje intensywne impulsy mikrofal o dużej mocy, które niszczą elektronikę rojów dronów i precyzyjnie kierowanych pocisków z prędkością światła.

Hurricane-3000 może być również stosowany jako nieśmiercionośny system aktywnej obrony (ADS) w walce w terenie zurbanizowanym.

Inny chiński DEW, nazywany Cichym Łowcą, to światłowodowy laser o mocy 30 kW, którego rosyjskie siły używają do zwalczania ukraińskich dronów od 2024 r. w obwodzie biełgorodzkim.

„Spalone samochody”

W swojej książce dr Wood udokumentowała samochody z brakującymi blokami silnika i niespalonymi wnętrzami, zamieszczając dziesiątki zdjęć, niekiedy wykonanych z dużej odległości od kompleksu WTC.

Podczas nalotu w Caracas znaleziono również pojazdy z uszkodzoną elektroniką i „wybieloną” farbą — efekty typowe dla broni wykorzystującej mikrofale dużej mocy (HPM), która atakuje metal i obwody, a ignoruje materiały organiczne, takie jak tapicerka i benzyna.

„Dziwne pożary” lub „zimne pożary”

Jednym z najbardziej niepokojących aspektów analizy wydarzeń z 11 września autorstwa dr Judy Wood – i tym, który dostrzegł najbardziej dramatyczne podobieństwa w nalocie w Caracas ze stycznia 2026 r. – jest zjawisko „zimnych” lub „dziwnych” pożarów.

Zgodnie ze standardową fizyką ogień podlega prawom termodynamiki: rozprzestrzenia się, wytwarza ciepło i zużywa paliwo.

Jednakże zarówno w WTC, jak i w trakcie operacji Absolute Resolve w Caracas, obserwatorzy udokumentowali „pożary”, które nie były zgodne z tymi zasadami.

W swojej książce Wood zwróciła uwagę na anomalie związane z pożarem, które wskazują, że w grę wchodziło pole energetyczne, a nie paliwo lotnicze.

Wood udokumentowała coś, co wyglądało jak biała, mydlana piana lub „mydliny” wydobywająca się z budynków i samochodów. Wyglądało to raczej na reakcję chemiczną lub „dysocjację molekularną”, a nie na pożar.

Zwróciła uwagę na samochody, które były „spalone” (zniszczona farba, zdeformowany metal), ale stały zaparkowane obok drzew z zielonymi liśćmi lub stosami niespalonego papieru.

W normalnym pożarze papier zapaliłby się na długo przed stopieniem się stalowego bloku silnika.

Po eksplozji wież, teren „dymił” przez wiele miesięcy.

Wood zauważyła, że strażacy często stali bezpośrednio na dymiących gruzach w gumowych butach, które się nie topiły, co sugeruje, że „dym” nie był spowodowany spalaniem w wysokiej temperaturze, lecz ciągłym rozpadem molekularnym („efektem Hutchisona”).

Raporty z bazy lotniczej La Carlota i kompleksu wojskowego Fuerte Tiuna w Caracas opisują podobne anomalie „zjawisk termicznych” podczas amerykańskiego nalotu.

Wenezuelscy żołnierze zgłaszali, że konsole komunikacyjne i deski rozdzielcze w ich pojazdach zaczęły „żarzyc się i dymić”, a następnie stanęły w płomieniach. Płomienie miały jednak ograniczony zasięg.

Radio miało roztopić się zamieniając się w kałużę, ale plastikowa mapa leżący tuż obok niego pozostała chłodna w dotyku.

Podobnie jak w przypadku „wrzenia” po zamachach z 11 września, mieszkańcy okolic baz wojskowych w Caracas zgłaszali, że z wojskowego sprzętu, w który nie trafiły rakiety, wydobywał się gęsty, biały dym o słodkim zapachu.

Najbardziej prawdopodobnym skutkiem działania HPM było wprowadzenie cząsteczek w okablowaniu w drgania tak szybkie, że odparowały one od środka.

Prawdopodobnie najdziwniejszym podobieństwem jest efekt „natychmiastowego starzenia”. Wood zauważyła, że ​​stal z 11 września zdawała się „rdzewieć” lub degradować w niewiarygodnie szybkim tempie. Potwierdzają to liczne zdjęcia w jej książce.

W Caracas pojawiły się zdjęcia wenezuelskich pojazdów opancerzonych, na których w ciągu 48 godzin od ataku z użyciem „Discombobulator’a” widać ślady zaawansowanego utleniania (rdzy) i łuszczenia się farby – wyglądają, jakby przez dekadę stały na słonych bagnach.

Powodem tych „dziwnych pożarów” jest to, że prawdopodobnie wcale nie są to pożary. Są to raczej interakcje ukierunkowanej energii spowodowane wewnętrznym tarciem molekularnym wywołanym przez mikrofale o dużej mocy.

Te „pożary” są często „zimne” lub zlokalizowane na obiekcie docelowym.

„Dziwne pożary” to niezbity dowód na poparcie teorii Wood. Jeśli samochód jest „spalony”, ale papier w środku jest nietknięty, dowodzi to, że źródło energii było rezonansowe – szukało metalu (materiału przewodzącego), ignorując wszystko inne.

Fakt, że w 2026 r. w Caracas pojawiło się to samo „selektywne przypalanie” i „białe dymy”, sugeruje, że armia USA doprowadziła do perfekcji umiejętność „gotowania” sprzętu wroga, pozostawiając otoczenie (a nawet ubrania żołnierza) praktycznie nietkniętym.

„Skoczkowie”, „spalone samochody” i „dziwne pożary” stanowią niewątpliwą analogię między wydarzeniami w World Trade Center w 2001 r. a nalotem na Caracas w 2026 r.

Dr Judy Wood przedstawiła znakomitą analizę naukową licznych dziwnych wydarzeń z 11 września. Porównanie ich z tym, co wydarzyło się w Caracas w 2026 roku, jasno wskazuje, że 11 września 2001 roku użyto broni opartej na energii kierowanej (DEW).

Oddziaływanie biologiczne na ofiary (osoby, które skakały z budynków 11 września oraz strażnicy z Caracas) oraz dziwne „spalone samochody” i „dziwne pożary” jednoznacznie wskazują na obecność energii elektromagnetycznej powstającej w wyniku stosowania DEW.

„Discombobulator” to w zasadzie urzeczywistnienie w roku 2026, „Broni Energetycznej”, za którą Judy Wood wyśmiewano w roku 2010.

Podczas gdy wojsko używa go do „nalotów dekapitacyjnych” mających na celu pojmanie światowych przywódców, podstawowy efekt — użycie niewidzialnych fal w celu sparaliżowania materii i biologii — jest dokładnie tym, co Wood uznała jako „niezbity dowód” w sprawie 11 września.

Być może nie mamy wszystkich elementów, ale to, co jest publicznie dostępne, potwierdza argumentację „zwolenników teorii spiskowej” – 11 września było operacją wojskową pod fałszywą flagą, przeprowadzoną przez reżim USA przeciwko własnej ludności, mającą na celu usprawiedliwienie długo planowanych wojen agresywnych (przedstawianych amerykańskiej opinii publicznej jako „wojna z terroryzmem”).

Najprawdopodobniej z korzyścią dla Izraela.

Jedno zastrzeżenie – jak wspomniałem wcześniej, chociaż uważam, że jej analiza naukowa jest w dużej mierze rzetelna i trafna, nie zgadzam się w całości z hipotezą dr Wood.

Uważam, że jej próba wyjaśnienia zniszczenia wież przez ukierunkowaną energię wygenerowaną przez Efekt Hutchisona jest zbyt daleko idąca.

W rzeczywistości hipoteza ta w znacznym stopniu podważyła wiarygodność jej skądinąd rzetelnych i doskonałych analiz naukowych anomalii związanych z 11 września.

Energia cieplna potrzebna do zniszczenia (nie mówiąc już o „zamienieniu w pył”) 1,1 miliona ton betonu i stali byłaby ogromna. Być może równałaby się potężnej erupcji wulkanu.

Wątpię, aby armia USA opanowała technologię DEW na tyle, aby w roku 2001 „zamienić w pył” dwa gigantyczne wieżowce.

Gdyby tak potężna broń rzeczywiście istniała, bylibyśmy świadkami jej użycia w licznych wojnach, które Stany Zjednoczone stoczyły w ciągu ostatnich 25 lat.

Skłaniam się raczej ku bardziej konwencjonalnemu wnioskowi dr. Stevena Jonesa, że ​​kontrolowana rozbiórka była przyczyną zniszczenia wież bliźniaczych, a także Wieży nr 7 (znanej również jako Budynek Braci Saloman).

Najbardziej prawdopodobną przyczyną zniszczeń były nanotermit i specjalistyczne materiały wybuchowe klasy wojskowej, natomiast samoloty, o ile rzeczywiście były to cywilne samoloty pasażerskie, zapewniły widowisko i rozproszenie uwagi.

Wnioski dr. Jonesa, fizyka z Uniwersytetu Brighama Younga, potwierdzają się obecnością materiałów termitowych i stopionego żelaza na terenie WTC, a także obecnością w powietrzu bardzo drobnych kulek żelaza.

https://babylonianempire.wordpress.com/2023/08/19/o-diabelskiej-sztuczce-przy-pomocy-ktorej-wyburzono-world-trade-center

Żyjemy w dziwnym świecie.

Donald Trump, który w czasie zamachów 11 września był zwykłym potentatem rynku nieruchomości, ale miał wiedzę na temat budownictwa wysokościowego, udzielił wywiadu telefonicznego stacji informacyjnej New Jersey WWOR-UPN 9 po południu w dniu ataku.

Trump podkreślił, że World Trade Center to „niezwykle potężne budynki” ze względu na zewnętrzną siatkę grubych, ciężkich stalowych belek i 47 masywnych wewnętrznych kolumn.

„Dlatego, kiedy zobaczyłem uderzenie, nie mogłem uwierzyć, bo w stali była dziura… Jak samolot, nawet Boeing 767, 747, czy cokolwiek innego, mógł przebić tę stal? Wydaje mi się, że mieli nie tylko samolot, ale i bomby, które wybuchły niemal jednocześnie, bo po prostu nie mogę sobie wyobrazić, żeby cokolwiek mogło przebić tę ścianę”.

Trump musiał zostać ostrzeżony przez swojego przyjaciela Larry’ego Silversteina, gdy tego samego dnia zadzwonił, aby wyrazić współczucie. Według Trumpa był to „bardzo smutny telefon”.

Nigdy więcej nie powtórzył swojej opinii eksperckiej.

Larry Silverstein, znany również jako „Szczęściarz Larry”, jest żydowskim właścicielem budynków WTC, który kupił wieże od Port Authority of New York and New Jersey zaledwie kilka tygodni przed 11 września, którego przewodniczącym jest jego kolega Żyd – Lewis Eisenberg – w ramach umowy zaaranżowanej przez Ronalda Laudera, również jego kolegę Żyda i przewodniczącego Komisji Prywatyzacyjnej Stanu Nowy Jork.

Lucky Larry został największym zwycięzcą katastrofy 11 września, otrzymując 4,5 miliarda dolarów odszkodowania z ubezpieczenia za 15 milionów dolarów wpłaconych przez niego kilka miesięcy wcześniej za budynki.

Pozostawię czytelnikom możliwość odkrycia żydowskiego aspektu „ataku terrorystycznego” z 11 września.

https://babylonianempire.wordpress.com/2024/05/03/syjonistyczny-uscisk-smierci-na-rzadzie-stanow-zjednoczonych/embed/#?secret=XobAaLLn5l#?secret=nAm8iED1lV
https://babylonianempire.wordpress.com/2024/09/14/9-11-to-byla-robota-izraela/embed/#?secret=9d9XWKgGup#?secret=CtSHe5dVkU

https://babylonianempire.wordpress.com/2023/11/18/tanczacy-izraelczycy-zapomniany-udokumentowany-element-9-11/embed/#?secret=eFNPTRCmVe#?secret=HveHK67cbb

25 lat później prezydent Trump nieumyślnie, a może kierując się jakąś podświadomością, której analizę możemy przedstawić do analizy Żydowi Zygmuntowi Freudowi, zwrócił naszą uwagę na wykorzystanie broni opartej na energii ukierunkowanej, która prawdopodobnie odegrała rolę w zamachach z 11 września.

Jak powiedziałem, żyjemy w dziwnym świecie.

INFO: https://huabinoliver.substack.com/p/maduros-kidnapping-directed-energy (automat)

“Where did the towers go?”

Conclusions and Summary

 In boiling water, the water’s hydrogen and oxygen molecules repel one another, and, in the case of WTC2, it looked as if the building’s own molecules were suddenly repelling each other. What I saw, and what we all now see, in Figure 495, is not rising smoke or trailing cloud, but, instead, what we see is an energised propulsion. We are not looking at signs of a force that caused the building to slam down into the ground at a rate faster than “free fall.” We are looking at signs of a force, instead, that turned the building to dust before it even had a chance to get to the ground. The official explanation—along with all theories of controlled demolition, thermite, and so on—would have us believe that we are looking at a gravity-driven collapse. And yet, hard as it may be to believe, what we are seeing in the Figure 497 photograph is not a building in collapse, but a building being disintegrated into parts so small that it will, in practical terms, disappear. As for it not being a “collapse” we’re looking at, consider the simple fact that some of the “dust” ejecta is actually being propelled upward.

 WTC Evidence that Must be Explained4 In addition to explaining why ejecta is being propelled upwardin what is officially said to be a downward “collapse,” any model of the WTC’s destruction, if that model is to be taken seriously, must seek to explain not some but all of the following facts, although these “facts” may also be thought of as occurrences, questions, things, and anomalies. The alert reader may notice that not even this highly detailed book itself has been able to cover all of them:

1. FACT: Although Hurricane Erin was located just off Long Island throughout the day of 9/11/01, both the approach in days before and the presence of the storm on that day went almost totally unreported. Hurricane Erin was omitted on the morning weather map, even though that portion of the Atlantic Ocean where she stood was covered by the map. Astronauts gazing down said they could see the drifting plume from the destruction of WTC2 and WTC1 but made no mention of the highly visible Erin. WHY?

2. FACT: Approximately 1,400 motor vehicles were toasted in strange ways during the destruction of the Twin Towers. WHY AND HOW?

3. FACT: During destruction, there appeared alongside the buildings curious cork­ screw trails, called in this book Sillystrings. WHY?

4. FACT: During the demise of each tower, large enough volumes of dust made of nano-sized particles went up, enough to block out 100% of sunlight in some areas. 

This nano-sized particulate dust in volume enough to achieve sun-light-blocking density constituted the remains of the greatest part of the destroyed buildings’ material substance. WHAT CAUSED THIS DUST TO FORM?

5. FACT:  →

https://babylonianempire.wordpress.com/2023/02/21/pozary-w-canneto-di-caronia-zagadka-po-dzien-dzisiejszy-nierozwiazana/embed/#?secret=ipcAnQLHAR#?secret=KCQEYMjhT3

https://babylonianempire.wordpress.com/2023/09/17/video-pozar-na-maui-i-czestotliwosc-666-thz-koloru-niebieskiego/embed/#?secret=DSptH4lWJq#?secret=zEG0MaCQdq

https://babylonianempire.wordpress.com/2023/08/16/wyglada-na-to-ze-hawaje-zostaly-podpalone-z-powietrza/embed/#?secret=HqoYUCwsdE#?secret=h8coJMf1Yo

https://babylonianempire.wordpress.com/2023/11/17/tajny-informator-ex-pracownik-raytheona-ujawnia-uzycie-broni-energetycznej-ze-stacji-naukowej-na-antarktydzie/embed/#?secret=kKpfvm6yH1#?secret=3Sxqvtyf1l

https://babylonianempire.wordpress.com/2024/03/05/video-dziwna-czerwona-poswiata-poprzedza-trzesienie-ziemi-w-azji/embed/#?secret=aDTmbcEDOk#?secret=VLEm7fcLQy

https://babylonianempire.wordpress.com/2023/08/23/video-3-lata-temu-amerykanski-satelita-pogodowy-przechwycil-emisje-wiazki-energii-ukierunkowanej-dew/embed/#?secret=dhjYNeJjOp#?secret=AK15mRmGfI

CONDIVIDI
https://babylonianempire.wordpress.com/2026/01/29/porwanie-maduro-bron-energetyczna-i-hipoteza-judy-wood-dotyczaca-11-wrzesnia/

https://huabinoliver.substack.com/p/maduros-kidnapping-directed-energy