Na to się raczej nic nie poradzi, natomiast jest sposób, by nieco stłumić ten śmiech, przynajmniej w przypadku tych którzy jednak zachowali odrobinę zdrowego rozsądku.
Chodzi o to, że oprócz nawyku myślenia o Ziemi jako kuli, większość nigdy tym sobie nie zawracała głowy, traktując kulistość Ziemi za absolutnie pewną, nie zdając sobie sprawy, że kierują się wiarą a nie wiedzą.
A model Ziemi jako kuli jest złożony, jest to pewna struktura, która by wydawała się racjonalną, musi być taka na wszystkich poziomach. I tak, jeżeli Ziemia jest tym, czym nam się mówi, że jest, można z całkowitą pewnością udowodnić że pewne obiekty nie mogą być widziane z pewnej odległości, gdyż znajdują się poniżej linii horyzontu. I po prostu zobaczenie ich jest taką samą niemożliwością jak zobaczczenie tego co jest za rogiem zabudowanej ulicy. [W podejściu eksperymentalnym, widoczna linia horyzontu jest czysto subiektywna, i zależy od organu percepcyjnego obserwatora, wraz ze "wzmocnieniem oka", obiekty które wydawały się zniknąć za linią horyzontu, ponownie się pojawiają, podczas gdy teoria kulistości Ziemi zakłada, że linia horyzontu jest fizyczną realnością, zatem nawet najlepsza lornetka nie przywróci widoku tego, co zniknęło poniżej linii horyzontu.
To czysta i prosta matematyka, zatem realność proponowanego modelu Ziemi da się łatwo i prosto zweryfikować. Samo widzenie rzeczy niemożliwych - zgodnie z zakładanym modelem Ziemi - nie dowodzi jeszcze, że nie jest ona kulą. Np błąd może polegać nie na błędnym założeniu o kształcie Ziemi, ale o jej wielkości. Gdyby Ziemia była znacznie większą kulą, jej krzywizna dopuszczałaby widzenie obiektów ze znacznie większej odległości. Nie mniej, oficjalna wersja twierdzi, że wszystko ma dokładnie obliczone, Ziemia ma kształt i rozmiar dokładnie taki jak zakładany.
Zatem w naszej dialektyce wystarczy podać przykłady, że jednak takie obiekty, które powinny być poniżej linii horyzontu są widziane, mimo tego że nie mogą. Nie mniej, do uwolnienia się od bycia uosobieniem głupoty i idiotyzmu - w oczach przeciętnego, racjonalnego człowieka - potrzebujemy w naszej dialektyce dodatkowego elementu, otóż najlepiej jak taki obiekt jest po drugiej stronie jeziora, czym to jezioro mniejsze, tym lepiej, byle było dostatecznie duże, by zgodnie ze ścisłymi obliczeniami zapewniało odpowiednią odległość sprawiającą to, że według zakładanego modelu Ziemi obiekty po drugiej stronie jeziora są niemożliwe do zobaczenia. Dlaczego czym mniejsze jezioro tym lepiej? Otóż przeciętny człowiek, kiedy jest nad oceanem czy wielkim zbiornikiem wody, widzi płaszczyznę, ale zakłada że gdzieś tam dalej ten ocean się jednak zakrzywia, elegancko zgodne z kulistością Ziemi i nie zawraca sobie więcej tym głowy. W końcu tego od dzieciństwa go uczono. Natomiast nikt go raczej nie uczył, że jezioro Śniardwy jest tak naprawdę wypukłe, więcej płaskość tego jeziora jest brana przez tegoż człowieka za pewnik, a to nie z innego powodu, że wierzy on swoim oczom, i żadne teorie nie mącą mu wzroku.
I tak, w dyskusji dajemy przykład tego, że z jednego brzegu jeziora, widać to co jest na drugim. Można przypuszczać, że to by zwykłego człowieka nawet nie dziwiło, ale tu dowiaduje się od specjalistów, którzy potrafią liczyć, że to po prostu niemożliwe. Dla specjalisty to nie jest akurat coś co zmieniłoby jego zdanie na temat okragłości Ziemi, bo według niego ma tu miejsce tak zwana refrakcja. Zatem informuje on naszego przeciętnego człowieka, że na przykład Korsyka widziana z Nicei, Chicago widziane z preciwległegio brzegu jeziora Michigan, miasteczko na przeciwległym brzegu Śniardw, nie są tam, gdzie je widzi, to złudzenie optyczne. Jeżeli model Ziemi ma przetrwać, musi tak twierdzić. To daje nam ciekawą definicję złudzenia optycznego, mianowicie wszystko co nie może być widziane, bo nie zgadzałoby się to z obecną teorią kulistości Ziemi, a mimo to jest widziane. To jednak nie wszystko. Po co w naszej dialektyce potrzebujemy jeziora? Otóż nasz specjalista twierdzi, że miasto na drugim brzegu jeziora nie jest widziane z uwagi na wypukłość jeziora. Zatem jego teoria o kulistosci Ziemi, zredukowana do mniejszej skali, w której na codzień zwykły człowiek żyje, wymaga od niego twierdzenia: to miasto, które tam widzisz, tak naprawdę tam nie jest, to złudzenie optyczne bo tak naprawdę widok miasta jest przesłonięty z uwagi na krzywiznę jeziora, która jest rzeczywista, choć jej nie widzisz.
Miasta tam gdzie go widzisz nie ma, bo tak naprawdę jest niewidoczne z uwagi na wypuklość jeziora, ktora jest niewidoczna, ale choć jej nie widać, to jest, bo przesłania widok miasta, które co prawda widać, ale co się rozumie samo przez się, ten widok jest tylko iluzją optyczną. Jak mogłoby być inaczej?
I teraz, choć zaczynaliśmy jako beznadziejny idiota, płaskziemiec, możemy się przemianować w płaskojeziorca, który zakłada coś tak absurdalnego jak to, że miasto które widać jest widoczne nie z innego powodu jak ten, że jeszcze nigdy nikt nie widział wypukłego jeziora i że różnica poziomu pomiędzy przeciwległymi brzegami jeziora = 0.
Natomiast naszemu specjaliście nadajemy miano wypukłojeziorca, przedstawiciela ściśle racjonalnego poglądu, opisanego powyżej, i jakkolwiek zabawny może się on wydawać, aby utrzymać wiarę w kulistość Ziemi musi być on traktowany z całą powagą. To nie żadna satyra, to jest dokładnie współczesny pogląd naukowy, a ludzie którzy wierzą w to co widzą, czyli płaską taflę jeziora Śniardwy są beznadziejnymi idiotami.
Byłoby naiwnością oczekiwać zmiany stanowiska specjalisty, natomiast można oczekiwać od przeciętnego człowieka, obdarzonego choć odrobiną zdrowego rozsądku i przysłuchującego się dyskusji, by doszedł do wniosku, że chyba jednak z tą kulistoścą Ziemi nie wszystko jest tak proste i oczywiste jak go zapewniają specjaliści.
Zwłaszcza, że płaskojeziorcy potrafią udowodnić, że to czego nie można zobaczyć, widać. Z tym wypukłojeziorcy nie dyskutują. I z pewnością wierzą też, że wszystkie takie "widzialne obiekty", które zgodnie z ich teorią powinny być niewidzialne, są iluzją optyczną. Co zresztą, gdyby chcieli, mogliby zweryfikować. Wystarczy kamera filmująca np Chicago z brzegu na którym leży i stopniowe oddalanie się w stronę przewlekłego brzegu. Jeżeli mamy do czynienia z refrakcją, w pewnym momencie Chicago musi zniknąć z filmu, co najwyżej później pojawić się ponownie jako refrakcja.
Dlaczego pustelnicy lubią Średniowiecze? Średniowiecze miało wiele zalet, a jedną z nich było to, że nikt nie odczuwał potrzeby udowodnienia, że woda na brzegach jeziora ma zawsze ten sam poziom.
Teraz wierzący w wypukłość jezior, nie odczuwają potrzeby zweryfikowania swej wiary. A może odczuwają potrzebę jej zachowania, i zdrowy rozsądek podpowiada im, by lepiej się w takie eksperymenty nie bawić?
W każdym razie, jedynym celem artykułu było strukturalne zredukowanie dialektyki i sprowadzenie jej do poziomu - na płaszczyznę? - gdzie w miarę rozsądny człowiek powinien przyznać, że na Ziemi - niezależnie od jej kształtu -można znaleźć znacznie wiekszch głupków niż tych którzy wierzą, że stojąca woda w kanale czy zbiorniku jest płaska i na tym samym poziomie w jakimkolwiek swym miejscu.