Podsumowanie
Kontrolowanie wrażenia wywieranego na innych (autoprezentacja), nie jest równoznaczne z kłamstwem i oszukiwaniem bliźnich. Zachowanie takie jest nie tylko powszechnie spotykane, ale również korzystne dla naszego funkcjonowania społecznego. Dzięki powszechności autoprezentacji relacje międzyludzkie zyskują na sprawności, a być może dzięki niej są one tak naprawdę możliwe. Aby to sobie nieco dokładniej uzmysłowić, wykonajmy proste doświadczenie.
Przerwij na chwilę — Szanowny Czytelniku — lekturę tej książki i zwróć uwagę na treść swojej świadomości. „Zajrzyj" do swego umysłu i uświadom sobie, jaka jest jego zawartość w tej chwili. O czym myślisz? Co sobie przypominasz? Postaraj się trwać w tym stanie przez minutę. Jeśli minuta już upłynęła, zajrzyj na stronę 228 i odpowiedz na pytanie, które umieszczono w przypisie 20.
(20 Podaj datę bitwy pod Grunwaldem)
A teraz (ale szczerze) odpowiedz sobie na kolejne pytanie: Czy kiedy „zaglądałeś" do swojego umysłu, dostrzegłeś w nim informację, że bitwa pod Grunwaldem odbyła się 15 lipca 1410 roku? Pewnie nie. Ale ta informacja była w twoim umyśle (mam nadzieję, że wystarczająco pilnie uczyłeś się historii w IV i V klasie szkoły podstawowej), gdy do niego „zaglądałeś".
Kiedy odczytałeś pytanie, znałeś przecież odpowiedź! Zakończyliśmy nasze doświadczenie i możemy wrócić do zasadniczej myśli.
Rzadko w codziennym życiu zwracamy uwagę na to, że nasz umysł nie ma jednoczesnego dostępu do całej zawartości pamięci. Olbrzymie zasoby naszej wiedzy — w konkretnym momencie czasowym — mają charakter latentny; są przechowywane w pamięci, ale w „oknie umysłu" dostrzegamy tylko ich niewielki fragment. Oczywiście, większość danych latentnych potrafimy przemieścić do naszego „okna umysłu", ale nie wszystkie jedno-cześnie. Aby jakaś część naszego doświadczenia wpływała na zachowanie, musi zostać przekształcona z wiedzy latentnej w wiedzę aktywną (por. Wojciszke, 1986). Nie będziemy tutaj omawiać mechanizmów odpowiedzialnych za przebieg aktywizacji doświadczenia. Dla naszych rozważań ważny jest fakt ograniczonego dostępu do zasobów doświadczenia (pamięci); w konkretnej chwili aktywny jest tylko niewielki fragment naszego doświadczenia i tylko ten fragment pełni regulacyjne funkcje dla naszego zachowania. To bardzo ogólna i bardzo ważna zasada funkcjonowania ludzkiego umysłu.
Obowiązuje ona również w odniesieniu do tej części naszego doświad-czenia, która dotyczy własnej osoby, a w psychologii określana jest terminem „JA". JA (określane również jako „tożsamość") obejmuje całokształt NASZYCH doświadczeń, wiedzy, emocji i jej ekspresji; sposobów zachowania, poglądów, postaw, preferencji i wartości, podejmowanych ról społecznych.
Jesteśmy więc, przykładowo: pogodnym ekstrawertykiem,, badaczem, miłoś-nikiem piłki ręcznej, znawcą kociego zachowania, socjalistą, hipochondrykiem, cyklistą i hipologiem amatorem, partnerskim ojcem i mężem oraz miłośnikiem, dziewiętnastowiecznej literatury rosyjskiej. Określamy się również jako: inteligentni, średnio przystojni, silni fizycznie, życzliwi, średnio towarzyscy, tolerancyjni i spontaniczni. Zaręczam, że każdy —jeśli tylko poświęci trochę czasu, potrzebnego na „przewinięcie" informacji w swoim „oknie umysłu" — ułoży o wiele dłuższą, prawdziwą listę dotyczącą Jego Osoby. Jak można to wszystko — szczerze, bez ukrywania i udawania czegokolwiek — ujawnić w kontakcie z inną osobą? Jeśli mamy dostatecznie dużo czasu, to może (ale chyba nie w jednej interakcji) uda się przekazać wszystko. Ale jeśli czasu jest mniej, jesteśmy skazani na fragmentaryczne ujawnianie swego JA. Zresztą, nie każda interakcja wymaga od nas pełnego „odsłaniania" całości naszego JA, a nawet, w większości przypadków, było-by to ze szkodą dla jej przebiegu.
„Z natury rzeczy", czy może raczej z natury funkcjonowania naszych procesów poznawczych — nawet dążąc do ekshibicjonistycznej autentyczności w kontaktach z innymi ludźmi — zazwyczaj, będziemy ukazywać im tylko „fragmenty" naszego JA. A jeśli tak, to jest wysoce prawdopodobne, że — bez manipulatorskich intencji z naszej strony — różni partnerzy będą oglądali nieco inne, acz całkowicie prawdziwe, fragmenty (czy „wersje") naszego JA. Tak więc różni obserwatorzy — lub ci sami, w różnych sytua-cjach — mogą oglądać całkiem inne wizerunki tej samej osoby, przy czym każdy z tych wizerunków może być prawdziwy, choć inny. To sytuacja, w jakiej się znajdujemy, i stan naszego aparatu poznawczego sprawiają, że niektóre fragmenty JA mocniej określają przebieg zachowania, jak również stają się bardziej widoczne niż inne, tak dla naszej samoświadomości, jak i dla zewnętrznych obserwatorów.' Jako stworzenia społeczne jesteśmy skazani na wchodzenie w interakcje z innymi ludźmi. Zaspokojenie wielu naszych osobistych, nawet najbardziej egoistycznych potrzeb jest możliwe tylko poprzez interakcje społeczne. Aby interakcje prowadziły do celów zakładanych przez ich uczestników, korzyst-ne jest,'by przebiegały sprawnie i; bez zakłóceń.; Sprawność przebiegu interakcji zależy natomiast w dużym stopniu od jakości porozumiewania się.
Żeby porozumienie między osobami było skuteczne, muszą one rozumieć wzajemnie system znaków (np; język), którym się posługują. Ale nie zawsze rozumienie języka oznacza pełne zrozumienie konkretnego komunikatu.
Ten sam układ sygnałów może przybierać różne znaczenia, zależnie od interpretacji, jakiej dokonuje odbiorca, ale nadawca może uczynić swój komunikat bardziej jednoznacznym poprzez wyposażenie go w wyrazisty sygnał, ukierunkowujący interpretację. Tak jak opatrzenie abstrakcyjnego obrazu określonym tytułem ukierunkowuje jego interpretację, tak i „zatytułowanie" swojego zachowania poprzez wyrazisty gest, ekspresję emocjonalną, materialny rekwizyt,; wypowiedź słowną itp. ukierunkowuje jego interpretację u partnera interakcji. Nie zawsze „normalne" wypowiedzi, jakie kierujemy i odbieramy od innych, są tak zbudowane, że widoczny jest ich „tytuł", wskazujący, „o co chodzi". Kiedy myślimy w samotności („rozmawiamy sami ze sobą"), znamy „tytuły" swoich opowieści. Kiedy jednak chcemy przekazać je innym, często musimy zadbać o to, aby „tytuł" był widoczny również i dla nich. Bywa to zazwyczaj, choć nie zawsze, korzystne dla usprawnienia porozumiewania się i — w konsekwencji — zwiększa efektywność interakcji.
Jednym z powodów, dla których ludzie zachowują się inaczej „prywatnie" niż podczas interakcji z innymi jest dbałość o „nadanie tytułu" swoim komunikatom i całej interakcji. W kontaktach z innymi ludźmi modyfikujemy swoje zachowanie .tak, aby było ono bardziej komunikatywne i bardziej czytelne. Sprzyja to: zrozumieniu naszych komunikatów, tak jak nadanie tytułu opowiadaniu, obrazowi, rzeźbie czy symfonii; czyni je bardziej zro-zumiałymi, sugerując sposób percepcji i interpretacji strumienia informacji.
Konsekwencją dążenia do zwiększenia zrozumiałości i komunikatywności jest „przerysowywanie" i „teatralizacja" tych zachowań, które mają coś zakomunikować partnerowi interakcji. , Gdy partner jest nam nieznany, a interakcja dopiero się zawiązuje, działamy tak, aby szybko i wyraźnie „zdefiniować" nasze rozumienie sytuacji. Często dzieje się. to bez słów. „Definiujemy" sytuację poprzez tó JAK mówimy (głośno-cicho, szybko-wolno, zniżając-podwyższając tonację itp.) i JAK się przy tym zachowujemy (utrzymujemy kontakt wzrokowy lub nie, uśmiechamy się lub nie, rozkładamy ręce w geście powitania lub trzymamy je w kieszeniach itp.),' Oczywiście, ważne jest również CO mówimy i robimy (strofujemy lub chwalimy partnera, atakujemy go lub chronimy itd.).
W ten sposób przedstawiamy partnerowi naszą „ofertę" dotyczącą interakcji: przyjaźń-walka, praca-zabawa, partnerstwo-dominacja, zdyscyplino-wanie-„łuz" itp.
Integralną częścią definiowania sytuacji jest również „przedstawienie siebie", pokazanie jakiego rodzaju osobą jesteśmy (będziemy lub pragniemy być w danej sytuacji), jakich relacji życzymy sobie w kontakcie z partnerem, jakiego traktowania z jego strony oczekujemy etc. Owe „definicje" (sytuacji i siebie) nie powstają w społecznej próżni. Osoby zaangażowane w interakcję uwzględniają w tych procesach własne pragnienia i możliwości, jak również (spostrzegane) właściwości partnera interakcji, sytuacji w jakiej ona przebie-ga, norm i obyczajów obowiązujących w danym społeczeństwie itp. Nie musi to być proces zaplanowany i świadomie „wydeliberowany". Pewne cechy sytuacji (jak i „stan umysłu", np. nastrój, nawyki, stopień ustrukturowania i „wytrenowania" pewnych programów działania) sprawiają, że niektóre frag-menty czy obszary naszej tożsamości zostają zaktywizowane i one przede wszystkim determinują sposób widzenia i definiowania przebiegu interakcji, a w konsekwencji — zachowanie.
Każda z osób uczestniczących w interakcji przystępuje do niej z jakimiś oczekiwaniami i celami. Istotą interakcji jest jednak współzależność; aby osiągnąć swoje cele, każdy z uczestników musi uwzględnić również cele innych osób w nią zaangażowanych. Dlatego niezmiernie istotne jest moż-liwie szybkie porozumienie co do charakteru czy „stylu" interakcji oraz ról, jakie chcieliby w niej odgrywać poszczególni uczestnicy. Jedną z podstawowych funkcji zachowań autoprezentacyjnych jest właśnie negocjowanie tego typu ustaleń. Nie zawsze proces ten przebiega płynnie i bez zakłóceń. Niekiedy definicje sytuacji i swojej w niej roli oferowane przez uczestników interakcji są wzajemnie sprzeczne czy konfliktowe, co prowadzi do rozpętania „autoprezentacyjnej walki", może też dochodzić do nieporozumień. Najczęściej jednak zachowania te ułatwiają szybkie zawarcie „transakcji" określającej charakter i przebieg danej interakcji, możliwej — przynajmniej w ogólnych zarysach — do zaakceptowania przez uczestników.
Istotą działań autoprezentacyjnych jest więc, realizowane świadomie („wydeliberowane") bądź automatycznie, ukazywanie innym (partnerom in-terakcji) określonej wersji JA (tożsamości), dostosowanej do celów i oczekiwań aktora, odzwierciedlonych przez niego celów, oczekiwań i innych cech partnera interakcji oraz charakteru samej interakcji. Działania te sprzyjają płynności oraz sprawności przebiegu interakcji społecznych poprzez stwo-rzenie „w oku" obserwatora określonego wizerunku własnej osoby.
Zazwyczaj publiczny wizerunek oferowany partnerowi interakcji „mieści" się w szerokich ramach tożsamości (JA) autoprezentera, a autoprezenta-cja polega na selektywnym ujawnianu i/lub ukrywaniu odpowiednich frag-mentów swojej tożsamości. W kulturze europejskiej niezmiernie popularna jest metafora „maski".
Widoczne jest to w także w psychologii. Nie sięgając daleko, przypomnijmy, że termin „osobowość" ma swą genezę w greckim „persona", co pierwotnie oznaczało maskę używaną w antycznym teatrze, wyrażającą typ, charakter czy też tożsamość przedstawianej postaci. Metafora maski wydaje się szczególnie kusząca dla opisu zjawiska autoprezentacji, toteż jest w tym kontekście powszechnie używana (np. Dymkowski, 1996). Współczesne poglądy na istotę procesu kierowania wrażeniem (szczególnie Schlenker, 1980; Schlenker i Weigold, 1989; Schlenker i wsp., 1996) wydają się jednak odstawać od metafory maski, przynajmniej w jej potocznym znaczeniu.
Maska (przyjmuję teraz potoczne rozumienie) jest czymś stabilnym i „sztywnym", co można przywdziewać względnie niezależnie od rysów posiadanej „prawdziwej" twarzy. Maska jest również czymś obcym, zewnętrznym wobec twarzy osoby. Stąd też metafora autoprezentacji jako procesu „przywdziewania masek" sugeruje, że publiczne wizerunki swojego JA oferowane innym są (mogą być) całkowicie odrębne od „prawdziwej tożsamości". Osoba dojrzała może (w znaczeniu dosłownym) założyć maskę młodzieńczą, a młodzieniec maskę mężczyzny w sile wieku. Osoba „anielsko uczciwa" może założyć maskę gangstera i odwrotnie. Tymczasem współczesne teorie autoprezentacji podkreślają jej „zasadniczą autentyczność" , co oznacza, że publiczne wizerunki oferowane partnerom interakcji nie są zbyt odległe od treści „autentycznego JA" (por, Leary i Kowalski, 1990; Schlen-ker, 1980; Schlenker i Weigold, 1992)20. „Prywatne" wyobrażenie (a ściślej: reprezentacje i wyobrażenia — w liczbie mnogiej) własnej osoby jest bo-wiem podstawowym wyznacżnikiem procesu kierowania wrażeniem, określa „horyzont" potencjalnych, psychicznie dostępnych publicznych (auto)wizerunków jednostki, jak i środków ich realizacji. Podobieństwo — prezentowanych innym — publicznych wizerunków własnej osoby do „autentycznego JA" jednostki jest dodatkowo zwiększane poprzez to, że związki między JA i autoprezentacją są obustronne. Nie tylko JA wpływa na sposób autoprezen-tacji, ale również dokonanie określonej autoprezentacji zwrotnie modyfikuje JA (por. Dymkowski, 1996; Rhodewalt i Agustsdottir, 1986; Schlenker i Trudeau, 1990). Sprawia to, że najprawdopodobniej rzadko mamy do czynienia z rzeczywistym autoprezentacyjnym „kłamstwem". Publiczne wizerunki oferowane innym mieszczą się najczęściej w granicach „autentycznego JA", mimo że różne audytoria mogą oglądać nieco inne wizerunki tej samej osoby. Wydaje się, że z taką sytuacją mamy do czynienia zawsze wtedy, gdy autoprezentacja (autoidentyfikacja) ma charakter automatyczny (background mode).
Zachowania autoprezentacyjne polegają najczęściej na odpowiednim ujawnianiu (prawdziwych) informacji o własnej osobie, które ma doprowadzić audytorium do określonej opinii o autoprezenterze. Jednostka selektywnie ujawnia pewne obszary JA w sposób dostosowany do aktualnych warunków: własnych dążeń dotyczących zysków i kosztów, spostrzeganych oczekiwań audytorium, charakteru interakcji, systemu wartości czy kompetencji (własnych i partnerów interakcji). Jak metaforycznie stwierdza Schlenker, przypomina to proces pisania artykułu. W zależności od dopuszczalnej objętości tekstu, przygotowania i oczekiwań potencjalnego czytelnika itp. autor musi odpowiednio zredagować posiadane informacje, aby były „widoczne" i zro-zumiałe. Podobnie i ludzie w codziennym życiu muszą odpowiednio „redagować" informacje o sobie, aby były czytelne i zrozumiałe dla otoczenia.
Przy takim rozumieniu autoprezentacji lepszą jej metaforą niż „maska" wydaje się „poza" lub „mina". Istotą zachowań autoprezentacyjnych jest bowiem raczej „drapowanie twarzy" tak, aby sprawić na odbiorcy odpowiednie wrażenie, niż „przywdziewanie masek". „Drapowanie" (pozostając przy metaforze „miny") dokonuje się przy wykorzystaniu środków, jakie oferuje własna, autentyczna twarz (czyli tożsamość aktora). Czynność ta może zmieniać wyraz twarzy, niekiedy nawet (na zasadzie nawyku i prawa efektu) „na zawsze", ale jest to nadal ta sama twarz, choć inaczej wyglądająca i sprawia-jąca nieco inne wrażenie na odbiorcy.
Niewiele odbiega to od „prywatnego samopoznawania", czy też — pozo-stając przy metaforze twarzy — samotnego przeglądania się w lustrze. Rónież i w tej sytuacji (prywatnej) dostępna jest nam (tylko) pewna „wersja" tożsamości, tak jak podczas przeglądania się w lustrze widzimy swą twarz „udrapowaną" w jakiś wyraz czy minę. Efektem przeglądania się w lustrze jest więc ujrzenie jednej z „wersji" wyglądu naszej twarzy.
Niezależnie od tego, czy widownią są inni ludzie, czy też jednostka sama przygląda się sobie, nie może w jednym akcie poznawczym ogarnąć i wyrazić w pełni całego bogactwa swojej tożsamości, tak jak w danym momencie nie można ujrzeć w lustrze swojej twarzy wyrażającej jednocześnie radość, smutek, złość i nadzieję. Zarówno w prywatnym „samopoznaniu", jak i publicznej autoprezentacji ujawniamy więc tylko pewne fragmenty (wersje) tożsamości, dopasowane do dominujących w danej sytuacji celów naszego działania.
Andrzej Szmajke
Autoprezentacja
Maski, pozy, miny