poniedziałek, 3 października 2022

Czy Budda popiera rezygnację z istnienia?

 Instynkty naturalne oraz instynkty społeczne zrobiły wszystko, co w ich mocy, by przeszkodzić człowiekowi w dysponowaniu sobą. Kiedy w VI wieku na synodzie ekumenicznym w Orleanie uznano, że Judasz popełni większą zbrodnię, odbierając sobie życie aniżeli zdradzając Jezusa, po prostu podporządkowano absolut obywatelskiemu punktowi widzenia. Rezygnację z istnienia uznali za grzech zarówno założyciele religii, jak i wysocy dygnitarze. Nie poparł jej także Budda. Tak zatrzasnęły się za nami drzwi, tak wyrok skazujący na życie podpisali przedstawiciele zarówno Ziemi, jak i Nieba.

Cioran
Okno na Nic

Budda jak najbardziej popiera rezygnację z istnienia, chodzi tylko o to że poderżnięcie sobie gadła nie jest bynajmniej dobrym sposobem na takąż rezygnację. Ciało jest przede wszystkim tylko obiektem, jednym z wielu, poznawanym przez świadomość i nadzieja że pozbycie się ciała kończy świadome istnienie wywodzi się, i opiera na ignorancji.

Leopardi pisze: czy urodziliśmy się tylko po to by poznać jak szczęśliwi bylibyśmy nie rodząc się wcale?

Na tyle na ile pozwala wiedza i zrozumienie zwykłego człowieka -puthujjany- Leopardi rozpoznaje bolesność istnienia, nie mniej nie jest to wiedza na poziomie ariya. Ten kto naprawdę widzi że "być to cierpieć" jak to określił Nisargadatta Maharaj, widzi też że bycie jest wspierane przez akt samo-identyfikacji. Zatem prawdziwą rezygnacją z istnienia nie jest fizyczne, lecz mentalne samobójstwo, rezygnacja z determinowania siebie jako ciało czy widzenia je jako "moje".

Może paść pytanie, czy nie jest słabością Nauki Buddy idea reinkarnacji, czy odrodzin. Ostatecznie trzeba w to wierzyć a wymaganie wiary z pewnością jest słabszym punktem każdej doktryny. Odpowiedź na to jest prosta: wiara, że śmierć ciała nie jest końcem świadomości jest tylko alternatywą dla innych wiar, jakąkolwiek postawę zajmiemy wobec śmierci, faktycznie bazujemy na naszej wierze. Egzystencjalna sytuacja zwykłego człowieka jest zdominowana przez ignorancję i tym samym wiara jest elementem świadomego istnienia, którego po prostu nie da się uniknąć.

A wiara w nadrzędną rolę świadomości ma pewne podstawy filozoficzne:

Dziwić może fakt, że zajmowaliśmy się problemem poznania, nie poruszając kwestii ciała i zmysłów, czy też, że nie odnieśliśmy się do niej ani razu. Nie jest naszym zamiarem tworzenie nieporozumień dotyczących ciała ani ignorowanie jego roli. Najistotniejsze jest przede wszystkim, zarówno w ontologii, jak i w innych dziedzinach, zachowanie nienaruszalnego porządku w dyskursie. W przypadku ciała, jakakolwiek mogłaby być jego funkcja, ujawnia się ono najpierw jako to, co jest poznawanie. Nie możemy więc odnieść do niego poznania, ani zajmować się nim, zanim nie zdefiniujemy samego poznania, nie możemy też w żaden sposób wywieść z niego poznania w jego fundamentalnej strukturze

Sartre
Byt i nicość
s. 283

niedziela, 2 października 2022

Dr Paul Marik, wyklęty lekarz mówi otwarcie o korupcji świata medycznego

 

Dr Paul Marik nie jest zwyczajnym lekarzem. Ten były już profesor i były już doktor – o czym za chwilę – zajmował drugie miejsce na świecie wśród cytowanych lekarzy-naukowców w swojej specjalności: intensywnej terapii.

Dr Paul Ellis Marik poświęcił całe swoje zawodowe życie ratując ludzi i opracowując materiały dla studentów i lekarzy; był głównym lekarzem zespołu szpitalnego składającego się z 18 szpitali, działającego przy uczelni medycznej Eastern Virginia Medical School (EVMS) w Norfolk (stan Virginia); opracował znany i stosowany na całym świecie sposób leczenia Sepsy (reakcja organizmu na zakażenie), znany jako „Protokół Marika” albo „HAT”; jest autorem podręcznika akademickiego do intensywnej terapii; był redaktorem wielu profesjonalnych wydawnictw, jego miernik cytowalności H-Index, zwany wskaźnikiem Hirscha wynosi 105 (dla przykładu: wskaźnik H-Index równy 18 daje pełną nominację profesorską, wskaźnik 15–20 to typowy wskaźnik członka rzeczywistego American Physical Society, 45 lub więcej oznacza zwykle członkostwo w National Academy of Sciences, zaś wskaźnik laureatów Nagrody Nobla z fizyki mieści się w zakresie między 35 a 39 [zob. Wiki oraz źródło: ScienceNews]). .. Listę osiągnięć dr. Marik można byłoby mnożyć.

Jednak dr Paul Marik nie jest już profesorem, nie jest już wychwalany i pokazywany za wzór lekarza i naukowca, nie może już nawet ratować ludzi i pomagać pacjentom jako lekarz, gdyż pozwolił sobie na rzecz niebywałą: autentycznie leczył pacjentów chorych w czasie tzw. pandemii na tzw. Covid.

Przestępstwem doktora Paula Marik – bo wbrew działaniom skorumpowanego lobby izb lekarskich w Stanach Zjednoczonych, jest oczywiście dla nas dalej lekarzem – było to, że podawał na początku tzw. pandemii tak skandaliczne lekarstwa jak witamina C czy witamina B1 oraz sprzeciwiał się podawaniu „zaaprobowanej” przez FDA trucizny rozprowadzanej pod handlową nazwą Remdesivir.

Dr Paul Marik (l .64, urodzony w RPA), w rozmowie ze Steve’m Kirschem po raz kolejny publicznie wypowiada się i opisuje losy w jaki sposób, z zagorzałego zwolennika „szczepionek przeciwko Covid” stał się ich bezwzględnym przeciwnikiem.

Przemiana ta nie przyszła od razu, lecz narastała stopniowo i na początku tzw. pandemii dr Marik – jak chyba niemal wszyscy lekarze na świecie zamroczeni zdobytą wiedzą i zakumulowanymi wiadomościami wtłaczanymi z oficjalnej literatury medycznej – podążał za oficjalną narracją i oczywiście jako jeden z pierwszych zaszczepił się.

Wiara jego – zresztą i prowadzącego dyskusję Steve’a Kirscha, o którego przemianie już kilkakrotnie pisaliśmy – w kowidową narrację i w agencje rządowe mające stać na straży ochrony zdrowia, zaczęła się załamywać gdy odmówiono mu leczenia pacjentów i gdy został bezpodstawnie oskarżony przez Izbę Lekarską za przepisanie „zakazanego” leku, iwermektyny, leku który jest jednym z najpowszechniej stosowanych leków na świecie i w pełni zaaprobowany a nawet rekomendowany (do czasu tzw. pandemii) przez Światową Organizację Zdrowia (WHO).

Co gorsza, dr Marik nie wystawił nigdy żadnej recepty na iwermektynę, a Izba Lekarska nie jest w stanie ani przedstawić jakiejkolwiek wypisanej przez niego recepty na to lekarstwo, ani nawet nazwiska któregokolwiek z rzekomych jego pacjentów, któremu rzekomo przepisał ten lek. Z kolei przedstawione przez inną Izbę Lekarską nazwiska są fikcyjne. Wszystko zostało sfingowane tylko z jednym celem: pozbyć się niewygodnego lekarza, który nie chce aplikować pacjentom trucizny (Remdesivir), i który nie daje wiary w narzuconą z góry zmyśloną opowiastkę o pandemii i zbawiennych „szczepionkach”.

Oto kilka wybranych wypowiedzi dr. Marik podczas rozmowy ze Stevem Kirsch’em. Dla wygody Czytelnika skracamy niektóre wypowiedzi i w niektórych miejscach stosujemy czytelne, luźne tłumaczenie:

Steve Kirsch (SK): – Dr Marik jest – choć powinienem powiedzieć: był – zwolennikiem szczepień i wierzył w szczepionki; sam zawsze szczepił się przeciwko grypie, no i zaszczepił się w 2020 roku „przeciwko Covid”. Co spowodowało, że zmieniłeś się z „wierzącego” w szczepionki, w krytyka szczepionek?

Paul Marik (PM): Jestem lekarzem praktykującym ponad 30 lat w specjalizacji intensywnej terapii. Gdy pracowałem w ICU (odpowiednik Odziału intensywnej terapii), opracowaliśmy protokól leczenia hospitalizowanych pacjentów chorych na Covod-19, w oparciu o w pełni zaaprobowane przez FDA leki. Wyniki leczenia tym protokołem były lepsze niż pozostałych kolegów-lekarzy.

Jednak zarząd szpitali, w których pracowałem wysłał zarządzenie do wszystkich szpitali – choć w rzeczywistości chodziło o wyeliminowanie mojego sposobu leczenia – który zabraniał leczenia tymi lekami, w tym – aż trudno w to uwierzyć – podawania witaminy C. W rezultacie to co nam pozostawiono to podawanie chorym Remdesiviru, który jak wiemy jest lekarstwem wysokotoksycznym.

Byłem wtedy naiwny i sądząc że mając rację wygram sprawę, sprzeciwiłem się pozywając zarząd szpitala o hamowanie ratowania chorych, lecz niestety cały system sprawiedliwości jest skorumpowany przez kupionych za duże pieniądze prawników – prawnicy kłamali, przekupieni bądź zastraszeni świadkowie kłamali, itd. W tym systemie nie masz praktycznie żadnych praw ani możliwości obrony. W rezultacie tego [co po angielsku nosi miano Sham peer review, czyli jest atakiem na lekarza w oparciu o najczęściej sfałszowane zarzuty], szpitale, które mają niesamowitą siłę, wstrzymują twoje prawo do wykonywania zawodu w tym szpitalu, podają ciebie do Krajowej Izby Lekarskiej (National Board Review), co skutkuje tym, że praktycznie ma masz prawa być zatrudnionym w żadnym szpitalu czy ośrodku zdrowia na terenie całego kraju. Tak więc wygląda w skrócie historia, to właśnie zrobił szpital, w którym pracowałem i gdzie chciałem leczyć chorych.

SK: Ilu pacjentów skarżyło się na ciebie?

PM: Podczas 30 lat mojej praktyki nie miałem ani jednego, ani jednego przypadku skargi ze strony pacjentów. Wręcz przeciwnie: miałem wiele słów uznania.[..] Niestety, lekarze w szpitalach pozbawieni są praw, są traktowani jak niewolnicy, lekarzom szpitale nakazują jak mają leczyć, czym mają leczyć i jeśli lekarz nie przestrzega ściśle tych zaleceń, to jest eliminowany. I znajdą jakikolwiek powód aby ciebie zwolnić. Powinniśmy też wiedzieć, że są ogromne finansowe zachęty dla szpitali. Np. za przepisywanie tego absurdalnego leku Remdesivir – który zwiększa śmiertelność – szpitale otrzymują 20% bonusy.

SK: Tylko za przepisanie tego lekarstwa?

PM: Tak, za przepisanie Remdesivir, dopisywany jest 20% bonus do całego rachunku leczenia szpitalnego.

SK: Kto płaci za to?

PM: Rząd federalny płaci. Za każdego pacjenta podlegającego Medicare, szpital otrzymuje 20% bonus…

SK: Dopisany do całego rachunku szpitalnego?

PM: Do całego rachunku szpitalnego. I wiesz co, przeciętny rachunek za każdego pojedynczego pacjenta szpitala [„leczonego na Covid’] wynosi 400-500 tysięcy dolarów! Za każdego pacjenta. I dlatego nie lubią oni takich „awanturników”, którzy nie zgadzają się z odmiennym traktowaniem pacjentów i lekarzy. Wyniki leczenia są zupełnie bez znaczenia dla szpitali, liczą się tylko pieniądze i profit za każdego pacjenta. Czy pacjent żyje czy umrze nie ma to dla szpitali żadnego znaczenia. Liczy się tylko zysk i mnożenie pieniędzy.

SK: Wiele osób myśli, że szpitale powinny być promowane, wspierane finansowo gdy ratują życie pacjenta. Powinien być nagradzany wynik leczenia, czyli wyleczenie.

PM: Jest zupełnie odwrotnie, wszystko jest postawione do góry nogami. W rzeczywistości jest całkowicie odwrotnie … my mamy zupełnie odwrotny system, w którym szpitale są nagradzane za podłączenie pacjenta do respiratora, wentylatora i pacjent umiera.

SK: Co zatem spowodowało, że „przebudziłeś” się? Co spowodowało, że szczepionki, które były promowane i które sam z chęcią przyjąłeś … co spowodowało, że zmieniłeś się z „wierzącego” w bezpieczeństwo szczepionek, a teraz opowiadasz się przeciwko szczepieniom? Czy to był jakiś moment, czy też stało się to w wyniku dłuższego procesu?

PM: Tak, gdy szczepionki pojawiły się, zaszczepiłem się, gdyż po pierwsze nie miałem innej opcji, bo byłbym zwolniony z pracy. A po drugie w tym czasie ja wierzyłem w oficjalną narrację. Cóż mogę powiedzieć… Ja, tak samo jak większość lekarzy, byłem ogłupiony i zindoktrynowany i wierzyłem w oficjalną narrację. Pierre [Kory – jeden z pionierskich i odważnych lekarzy, którzy walczyli ze szczepionkami przeciwko Covid], był dużo szybszy, jak byłem wolniejszy, lecz z czasem też powoli dochodziłem do informacji. Wtedy nie mieliśmy pojęcia co zawierają te szczepionki, nie wiedzieliśmy co się dzieje, były niewystarczająco przetestowane i byliśmy okłamywani. Z czasem stało się coraz bardziej klarowne, że to było jedno wielkie wstrętne kłamstwo, że te szczepionki nie są ani bezpieczne, ani skuteczne. I gdy coraz to nowe dane zaczęły napływać i widzieliśmy dane z VAERS i innych systemów, stawało się to coraz bardziej jasne.

SK: Zatem to była akumulacja napływających danych…

PM: Większość lekarzy czyta tylko streszczenia opracowań … A potem było wielu pacjentów, którzy zgłaszali się do mnie i do Pierre [Kory], jako ofiary szczepionek. Wielu z tych pacjentów miało bardzo poważne skutki poszczepionkowe. A jak coś raz zobaczysz – takie straszne skutki – to nie jesteś w stanie już tego odwrócić, zapomnieć.

SK: Jesteś – jako lekarz – wykształcony na podstawie literatury, opisanych przypadków, analizy danych, no i na zawierzeniu CDC. Zatem, musiałeś to wszystko odłożyć na bok, to wykształcenie, które jest wtłoczone w większość lekarzy; musiałeś to odstawić, ponieważ widziałeś przetłaczające dowody. Teraz nie rekomendowałbyś tych szczepionek nikomu?

PM: Ani jednej żyjącej duszy na tej planecie nie rekomendowałbym tych szczepionek. Ani jednej osobie. Jest niemożliwe abym się mylił. Kowid w pełnym świetle pokazał całą korupcję, która miała miejsce wcześniej. Teraz, kiedy powracam myślami do przeszłości i zastanawiam się, to widzę, że większość rzeczy, których się nauczyłem w uczelni medycznej to nieprawda. Ponieważ wierzyłem [ciałom regulacyjnym], które są zwyrodniałe i skorumpowane przez Big Pharma – wielkie korporacje farmaceutyczne.

Zatem właściwie to co musiałem zrobić w ciągu ostatnich 6 miesięcy, ostatniego roku, to „oduczyć się” wszystkiego czego nauczyłem się na uczelni medycznej, ponieważ Big Pharma kłamie. [Prawda] przeciwstawia się temu co w większości napisane jest w medycznych periodykach. Marcia Angell [była redaktor New England Journal of Medicine], która w 2004 roku napisała klasyczną już książkę o korupcji Big Pharma [chodzi o książkę pt „The Truth About the Drug Companies: How They Deceive Us and What to Do About It”] jako redaktor NEJM, miała ona dostęp do tych wszystkich danych [o których pisze w książce] i wysnuła ona jeden wniosek: właściwie powinieneś przeciwstawić się [odrzucić] wszystkiemu co ONI mówią nam, powinieneś przeciwstawić się wytycznym [agencji i organizacji], powinieneś przeciwstawić się tym komitetom [jak np. komitetom decydującym o dopuszczalności leków i szczepionek], ponieważ są one wszystkie kontrolowane przez Big Pharma.

Dr. Marcia Angell jest kobietą o wielkiej uczciwości, była prawdopodobnie zmuszona do rezygnacji z funkcji głównego redaktora NEJM [angielskojęzyczna Wikipedia przedstawia jej sylwetkę, jak zwykle w koślawym świetle, a odnośnika po polsku oczywiście nie ma – po co mają ludzie w Polsce znać takie postacie?], jest ona jedną z najbardziej wpływowych lekarzy na całej planecie i ona przejrzała to, zauważyła niesamowitą korupcję i oszustwo.

SK: Nie jesteś jedynym, który mówi otwarcie o tych rzeczach. Niektórzy myślą, że to tylko Paul Marik, Peter McCullough, Pierre Kory…. ale wy wszyscy byliście przecież perfekcyjnie „normalni” i uznawani, aż do momentu gdy pojawiła się ta „szczepionka”. I staliście się, zostaliście przesunięci z pozycji „bohaterowie i powszechnie poważani”, na pozycję wykluczonych przez medyczną społeczność. … Czy umawialiście się ze sobą, „konspirowaliście”?

PM: Nie, my wszyscy nie „konspirowaliśmy”, nie „zmawialiśmy się”, lecz niezależnie od siebie doszliśmy do tych samych wniosków. …

SK: Czy możesz dalej wykonywać zawód lekarza?

PM: Mój szpital właściwie zniszczył i zatrzymał moją karierę na zawsze.

SK: Nie możesz iść pracować do innego szpitala?

PM: Oni [mój szpital] zgłosił mnie do głównego rejestru lekarzy [chodzi o National Practitioner Data Bank, nadzorowaną przez Departamant Zdrowia kartotekę oskarżonych lekarzy], zgłosili mnie do Izby Lekarskiej [chodzi o National Board of Physicians and Surgeons], a Izba Lekarska [chodzi tutaj o kolejną organizację Board of Medicine] zmyśliła jeszcze inne zarzuty przeciwko mnie. A z tego wszystkiego nie ma możliwości wyjścia. Zatem, to jest problem jaki będziesz miał, jeśli chcesz mówić prawdę.

SK: Czy pokazali ci oni jakiekolwiek dane o pacjentach, którym rzekomo miałeś przepisać iwermektynę?

PM: Nie, oni oskarżają ciebie o przewinienie, lecz nie pokazują żadnych dowodów. Zostałem uznany winnym zarzutów, ale nie miałem żadnych możliwości obrony i w rezultacie wycofali mi prawa do leczenia.

SK: Czy są jakieś dokumenty, z którymi opinia publiczna mogłaby się zapoznać, zobaczyć czy np. dokumenty nie zostały przez nich sfałszowane? Czy też to wszystko miało miejsce za zamkniętymi drzwiami?

PM: Tak, to wszystko było za zamkniętymi drzwiami. Nawet nie otrzymałem nazwiska pacjenta, któremu miałem rzekomo wypisać receptę, ani żadnych danych mogących wskazać o kogo miałoby chodzić. Z kolei inna izba – Board od Medicine przedstawił mi nazwisko pacjenta, ale nazwisko to jest wymyślone, nie miałem takiego pacjenta i nigdy nie było takiego pacjenta w szpitalu. Napisałem więc o tym całym procesie, przedstawiłem go parlamentarzystom ze stanu Wirginia. …

SK: Ilu, myślisz, lekarzy w Stanach Zjednoczonych – ilu ich jest razem, milion? – zdaje sobie sprawę z tego, że te „szczepionki”, jak wmawia się oficjalnie, nie są ani bezpieczne ani skuteczne? Ile procent lekarzy, myślisz, przestawiłoby się z pozycji: rekomenduję szczepionkę, na pozycję choćby „neutralną” – nawet nie negatywną – gdyby nie było żadnych restrykcji względem tych lekarzy, gdyby nie czuli się zagrożeni?

PM: To dobre pytanie. Nie wiem ilu jest takich lekarzy. Problem jest taki, że większość lekarzy czyta oficjalną literaturę medyczną, czyta to co jest publikowane przez CDC i FDA, a jak wiemy ta cała literatura jest całkowicie skorumpowana, fikcyjna, fałszywa. Lekarze szczerze wierzą, że FDA, CDC, NIH autentycznie pragną ochrony zdrowia, dobra pacjenta … Przypuszczam, że może 20-30% lekarzy podejrzewa, że „coś jest nie tak” w niektórych sprawach, że dane, które są publikowane nie jest dokładne, że to co jest mówione nie jest prawdopodobnie prawdą. Ale czują się zbyt zastraszeni aby coś głośniej powiedzieć, bo spotka ich wielka „odpłata” za to co zrobią. … To co zdarzyło się mnie, może zdarzyć się i im.

SK: No to ilu lekarzy mówi głośno prawdę? Mniej niż jeden procent?

PM: Głośno mówią tylko ci, którzy już nic nie mają do stracenia, tak jak ja. Nic już więcej nie mogą mi zabrać, zrobić. Ale większość lekarzy się boi, bo staną przeciw nim stanowe izby lekarskie, szpitale zaskarżą ich, amerykańska Izba Lekarzy Ogólnych (American Board of Internal Medicine) zemści się na nich. … Stajesz się „roznosicielem dezinformacji” gdy powiesz cokolwiek co sprzeciwia się oficjalnej narracji.

SK: Czy mieliśmy coś takiego w historii medycyny, gdy jeśli nie zgadzasz się z opinią ogółu, to zniszczą cię?

PM: Na takim systemowym i na tak ogromnym poziomie, jest to unikalne i nigdy nie zdarzyło się coś takiego. Ale zdarzało się w historii, gdy pionierzy medycyny byli prześladowani za swoje obserwacje. Jednym z takich przykładów jest dr Ignaz Semmelweis – zauważył on, że mycie rąk przez lekarza zapobiega rozprzestrzenianiu się chorób. Był za to prześladowany i uważany za chorego psychicznie. … Zatem były jednostkowe przypadki kiedy ludzie odkrywający coś byli prześladowani, jednak teraz mamy do czynienia z systemowym, masowym, propagandowym atakiem i z uciszeniem każdego kto ośmiela się głośno głosić prawdę. […]

Polecamy cały wywiad z dr. Paulem Marik.
https://rumble.com/v1lg05d-paul-marik-speaks-about-the-silencing-doctors-who-want-to-speak-out-about-t.html

*                    *                    *

Cieszymy się, że odważni lekarze, i to nawet tej rangi co dr Paul Marik, przebudzili się i mówią głośno, ostrzegają przed „szczepionkami przeciwko Covid-19”, i że wreszcie zauważyli skorumpowane organizacje działające przeciwko człowiekowi, zupełnie niedbające o zdrowie pacjenta i społeczeństwa, ale…

…ale jak to możliwe, że ludzie tak wykształceni nie zauważyli tego dużo wcześniej, na początku tzw. pandemii i sami chętnie podstawili swoje ramię aby przyjąć do organizmu podejrzaną substancję, na dodatek wyprodukowaną przez najbardziej skorumpowaną firmę farmaceutyczną w historii medycyny (chodzi o Pfizer, która to firma zapłaciła największą w historii karę właśnie za fałszowanie danych)?

Jak to możliwe, że na początku oni sami nakłaniali do tego innych i z pewnością byli zgorszeni gdy pojawiał się ktoś z odmiennymi informacjami i odmawiał zaszczepienia się, ktoś kto pokazywał korupcję systemu zatwierdzania leków i szczepionek, ktoś kto choćby czytał – wydaną wszak w 2004 roku – książkę dr Angell? (Książkę wcale nie tak przełomową, lecz mimo to pokazującą korupcję.) Tak, ci doskonale wykształceni na „fachowej” literaturze lekarze wyśmiewali się z takich „burzycieli” roznoszących „kłamstwa” i „spiskowe teorie”. Bo przecież ONI, ich napęczniałe ego byłoby naruszone, wszak stali się współczesnymi najważniejszymi kapłanami w świątyni Nauki.

Przyczyn takiej postawy lekarzy jest oczywiście wiele, z których brak chęci wnikania w szczegóły, dociekania do źródeł, brak wrodzonej ciekawości i sceptycyzmu, brak przenikliwości, no i w końcu chęć pozostania „w stadzie” idącym w tym samym kierunku, prowadzonym przez autorytarny ośrodek władzy, również, chęć „ciepełka” i niechęć „do konfrontacji” i „wychylania się”, jakże modne wyśmiewanie „teorii konspiracji” – to wszystko przeważyło i dalej przeważa u większości lekarzy.

Obserwując z naszej strony lekarzy i odpowiadając na pytanie o liczbę myślących w tej profesji (zniżającej swą reputację się do najstarszej profesji świata…), rzeczywiście może mamy ze 20% tych, którzy po cichu myślą, że w niektórych sprawach – ale tylko w niektórych i wycinkowych – „coś-tam” nie zgadza się, lecz 99,9% nie dopuszcza myśli, że takie „szanowane” instytucje jak NIH, FDA, CDC mogłyby prowadzić niemal ludobójczą politykę, że większość lekarstw to mikstura do maskowania objawów i chorób spowodowanych wcześniej zażywanymi lekarstwami i wtłaczanymi szczepionkami oraz spowodowanych przez śmietnikowe jedzenie, tak reklamowane w mediach.

Mimo wszystko, dziękując dr. Marik i innym odważnym lekarzom za wypowiedzi, oczekujemy dalszych dociekań naukowych i medycznych. Może pewnego dnia odkryją oni, że oprócz systemowego okłamywania nas w sprawie „bezpiecznych i skutecznych” tzw. kowidowych szczepionek, odkryją że WSZYSTKIE szczepionki są szkodliwe, a w przypadku szczepionek dziecięcych NIE MA ANI JEDNEGO BADANIA W CAŁEJ HISTORII SZCZEPIONEK, które sprawdzane były w oparciu o placebo (czy wiesz, że NIGDY grupa kontrolna nie otrzymała placebo, lecz…. wszystkie otrzymały „jako placebo” poprzednią wersję szczepionki?!)…

Może spojrzą też na całą wakcynologię – szamańską pseudo-naukową dziedzinę – i zobaczą, że od samego początku, od samego Jennera przez Pasteura, po najnowsze odmiany szarlatanów, dochodziło do fałszowań wyników i że te wszystkie szczepionki są nie tylko bezużyteczne, ale i groźne dla człowieka, szczególnie dla dzieci. Może przyjrzą się też wirusologii i teorii wirusa, który – jeśli w ogóle istnieje – to jego funkcja jest inna niż to co jest głoszone od stu lat…

Pytań jest dużo, bo współczesna, alopatyczna, rockefellerowska medycyna, od ponad wieku brnie w ślepą uliczkę niszczenia zdrowia każdego pojedynczego człowieka, całych społeczeństw i ludzkości.

https://www.bibula.com

wtorek, 27 września 2022

Palacze i memento mori

 Niedawno pewien angielski tygodnik przytoczył wzorcową wręcz anegdotę: w dość wypełnionym przedziale kolejowym dwoje zakochanych przez dłuższy czas całowało się namiętnie aż wreszcie, pod niezmąconym spojrzeniem pozostałych pasażerów, dokonało pełnego aktu płciowego. Kiedy wreszcie kochankowie post coitum zapalili papierosy, ich towarzysze podróży nagle wyzbyli się powściągliwości i przypomnieli im z oburzeniem, że palenie w miejscu publicznym jest absolutnie niedopuszczalne.

Tę jakże charakterystyczną anegdotę mógłby uzupełniać inny epizod kolejowy, który lubił opowiadać ojciec C. S. Lewisa. A. N. Wilson przytacza tę prawdziwą historię w swojej biografii C. S. Lewisa. Rzecz działa się w Ulsterze na początku XX stulecia. Albert Lewis — ojciec C. S. Lewisa – „podróżował jednym z tych pociągów w dawnym stylu, bez korytarzy, gdzie pasażerowie są uwięzieni w swoich przedziałach dopóty, dopóki pociąg jest w ruchu. Nie był w przedziale sam: naprzeciw niego siedział inny podróżny, nobliwie wyglądający farmer w tweedowym garniturze. Jego napięty wyraz twarzy wynikał, jak się wkrótce wyjaśniło, z nieodpartej potrzeby naturalnej. Ponieważ pociąg nadal sapiąc pokonywał góry i doliny, a w zasięgu wzroku nie było żadnego dworca, gdzie można by było znaleźć toaletę, osobnik, o którym mowa, ściągnął spodnie, przykucnął na podłodze przedziału i wypróżnił się. Kiedy było już po tej operacji i podróżnik, znów ubrany, rozsiadł się na siedzeniu naprzeciw Alberta Lewisa, odór unoszący się w przedziale był tak potworny, że Lewisowi zebrało się na wymioty. Nie mogąc zagłuszyć tego srogiego smrodu, Albert Lewis spróbował przynajmniej go jakoś urozmaicić i w tym celu zapalił fajkę. Ale w tym momencie człowiek siedzący naprzeciw niego, który podczas całej podróży nie wyrzekł ani słowa, nachylił się ku niemu i surowo wskazał naklejony na oknie plakacik, na którym wypisane było: PALENIE WZBRONIONE. Dla C. S. Lewisa ta anegdota, opowiadana przez jego ojca, zawsze streszczała w szaleńczy sposób pewną głęboką prawdę na temat Irlandii Północnej i świadczyła, co znaczy tam żyć”.

Nie ulega wątpliwości, że gdyby antytytoniowa brygada zdołała dopiąć swych celów, przekształciłaby cały świat w rodzaj posępnego i widmowego Ulsteru. Sądzę, że to dlatego – mimo że sam teraz nie palę – ilekroć mam wybór, zawsze w kawiarniach, restauracjach, poczekalniach i innych miejscach publicznych instynktownie wybieram salę dla palących: towarzystwo jest tam sympatyczniejsze. Z pewnego punktu widzenia palacze są obdarzeni czymś w rodzaju wyższości duchowej nad niepalaczami: mają ostrzejszą świadomość tego, że wszyscy jesteśmy śmiertelni. Ale za to są winni wdzięczność lobby antynikotynowemu. Rzecz w tym, że ostrzeżenia, które prawo nakazuje drukować na paczkach tytoniu i papierosów, są mimowolnym echem pewnego pięknego i starożytnego obrzędu kościoła katolickiego: w środę popielcową, pierwszym dniu wielkiego postu, ksiądz poświęconym popiołem czyni wiernym znak krzyża na czole i przypomina: „Pamiętaj, że jesteś prochem i w proch się obrócisz”.

Nowoczesne życie przez większość czasu stara się zatrzeć w nas lub usunąć myśl o śmierci. Tej świadomości śmierci nie należy mylić z jej chorobliwym kultem, który jest chrześcijańskiemu humanizmowi wstrętny {¡Viva la muerte! było obleśnym faszystowskim hasłem; kiedy jeden z frankistowskich generałów rzucił je w początkach hiszpańskiej wojny domowej, Unamuno, który był już u kresu życia, potępił je we wzniosłej i namiętnej mowie). Przeciwnie, ta świadomość jest hołdem złożonym życiu. Mozart zwierzył się w pewnym liście, że co dzień myśli o śmierci i ta myśl jest najgłębszym źródłem całej jego twórczości muzycznej. To ona z pewnością wyjaśnia niewyczerpaną radość, jaką czerpiemy z jego sztuki.

Nie chcę przez to powiedzieć, że natchnienie, jakie można czerpać ze złowieszczych ostrzeżeń rozmaitych instytucji dbających o nasze zdrowie i poprawne myślenie, przemieni każdego palacza w kogoś w rodzaju Mozarta, ale z pewnością te krzykliwe wezwania paradoksalnie nadają używaniu tytoniu nowy powab, czy wręcz metafizyczne znaczenie. Ilekroć widzę którąś z tych groźnych etykietek na paczce papierosów, bardzo mnie kusi, by wrócić do palenia.

Fragment eseju PAPIEROSY SĄ CUDOWNE z książki Szczęście małych rybek

autor: Simon Leys

Trzy rodzaje życia na tym świecie


Po­ wiedziałem dziś Minette rzecz, którą uważam za prawdziwą. Są trzy rodzaje życia na tym świecie. Pierwszy: życie pospolite z pospolitymi obowiązkami i przyjemnościami. Na ogół jest się w nim szczęśliwym, nie zaznaje się samowoli, bo nikt o nas nie wie, przed ruiną chroni ostrożność i dochodzi się do końca dni swoich pośród słodyczy uczuć rodzinnych, łatwo zresztą zapom­nianych po naszej śmierci. Drugi rodzaj stanowi dokładne prze­ciwieństwo pierwszego. Jest to życie w pełni umysłowe, gdzie zaj­muje nas to tylko, co związane z pracą, z odkrywaniem prawdy; egzystencję materialną uważa się jedynie za warunek konieczny dla tej drugiej, wyższej egzystencji. Szczęście kryje się i w tym rodzaju życia, jesteśmy niezależni od ludzi; wymykamy się im szybując nad ich głowami, podobnie jak w życiu pospolitym — przechodząc między ich nogami. Żyjemy w pełnym poczuciu swoich sił moralnych, swej użyteczności dla człowieczeństwa, możności doskonalenia własnej natury. Trzeci rodzaj życia jest połączeniem dwóch pierwszych, połączeniem też niedogodności obu. Zdolności umysłowe stają się smutnym światłem, ukazują­cym płaskość pospolitego życia. Obowiązki i interesy tego życia są bolesnym ciężarem tłumiącym zdolności umysłowe. Starożytni filozofowie czuli to doskonale: zalecana przez nich równowaga ducha jest właśnie rozdzieleniem dwóch rodzajów życia, które w naszych czasach ludzie chcą uparcie połączyć. Czytałem Ksenofonta. W jego opisie marszu Dziesięciu Tysięcy widać pewną chełpliwość i wyolbrzymianie własnej roli. Niemniej można zauważyć, że była to rola dość podrzędna. Dowódca spartański traktował go bardzo wyniośle. Prawda jest czymś bardzo potęż­nym i niepokonanym, jeśli przebija się przez wszystkie maski próżności w dziele autora, który pisał przed 2000 lat.

Dzienniki poufne Benjamin Constant

poniedziałek, 26 września 2022

O stopniowym eliminowaniu myślenia


Mnisi, są toporne zanieczyszczenia złota, ziemia, i małe i większe kamyki. Oczyszczacz czy jego pomocnik wpierw wkłada złoto do naczynia, i myje je, płucze i oczyszcza. Kiedy te zanieczyszczenia zostały usunięte i wyeliminowane, ciągle pozostają średniej wielkości zanieczyszczenia: subtelne kamyczki i piasek. Oczyszczacz czy jego pomocnik wpierw znów myje je, płucze i oczyszcza. Kiedy to zostało usunięte i wyeliminowane, ciągle pozostają średniej wielkości zanieczyszczenia: subtelny piasek i czarny pył. Oczyszczacz czy jego pomocnik wpierw znów myje je, płucze i oczyszcza. Kiedy to zostało usunięte i wyeliminowane, pozostają tylko ziarna złota.

Złotnik czy jego pomocnik, wkładają złoto do odpowiedniego naczynia i dmucha nań, roztapia, i ogrzewa. Ale nawet mimo tego, że to zostało wykonane, złoto nie jest jeszcze w pełni gotowe i brudy nie zostały jeszcze całkowicie usunięte. Złoto nie jest jeszcze kowalne, podatne, i świetliste, ale ciągle kruche i nieodpowiednie do pracy.

Ale złotnik czy jego pomocnik kontynuuje dmuchanie nań, roztapianie i ogrzewanie i nadchodzi czas, gdy złoto jest gotowe i skazy zostały całkowicie usunięte, także złoto staje się kowalne, podatne, i świetliste, plastyczne i odpowiednie do pracy. Wtedy jakikolwiek rodzaj ornamentu złotnik chce z niego wykonać – czy to bransoletę, kolczyki, naszyjnik, czy złotą ozdobę – może zrealizować swój zamiar.

Tak też, mnisi, kiedy mnich poświęca się wyższemu umysłowi, są u niego obecne toporne skalania: cielesnego, werbalnego i mentalnego zachowania. Gorliwy, zdolny mnich, porzuca, usuwa, niszczy je. Kiedy to zostało wykonane, ciągle pozostają średnie skalania: zmysłowe myśli, myśli złej woli, i myśli o krzywdzeniu. Gorliwy, zdolny mnich, porzuca, usuwa, niszczy je. Kiedy to zostało wykonane, ciągle pozostają subtelne skalania: myśli o rodzinie, myśli o jego kraju, i myśli dotyczące reputacji. Gorliwy, zdolny mnich porzuca, usuwa, niszczy je. Kiedy to zostało wykonane, ciągle pozostają myśli związane z Dhammą. Ta koncentracja nie jest spokojna i doskonała, zdobyta nie przez pełne uspokojenie, bez osiągnięcia zjednoczenia, i jest wiedziona i ograniczana przez siłowe wyparcie [skalań].

Ale, mnisi, nadchodzi czas, gdy jego umysł staje się stabilny, ułożony, zjednoczony i skoncentrowany. Ta koncentracja jest spokojna i doskonała, zdobyta przez pełne uspokojenie z osiągniętym zjednoczeniem i nie jest wiedziona i ograniczana przez siłowe wyparcie [skalań]. Wtedy, gdy jest do tego odpowiednia baza, jest zdolny do zrealizowania jakiegokolwiek stanu dającego się zrealizować przez bezpośrednią wiedzę, ku któremu mógłby skierować swój umysł.

AN III, 101

Pochwała lenistwa


Pewnego dnia poszliśmy odwiedzić naszych sąsiadów, starszych państwa, którzy przeszli niedawno na emeryturą i osiedli nad morzem. Kiedy gratulowałem im bezmiaru wolnego czasu, z którego mogą teraz korzystać, odpowiedzieli mi tonem z lekka obronnym, że w swojej nowej sytuacji są w rzeczywistości o wiele bardziej zajęci niż w czasach swego życia zawodowego. Teraz — tłumaczyli nam z dumą– mają tyle zajęć i obowiązków, że musieli ustalić sobie ścisły rozkład czasu. I rzeczywiście, rozbity na godziny rozkład tygodniowych zajęć był wywieszony w kuchni na drzwiach lodówki: można tam było wyczytać godziny przeznaczone na kursy jogi, spotkania z grupą uczestników pieszych wycieczek, bowling, klub kulinarny i gastronomiczny, bingo, golf, zajęcia z rzemiosła artystycznego (w tej ostatniej dziedzinie malowane talerze ozdabiające ściany skłaniały raczej do żalu, że pani domu nie zdecydowała się raczej na zasłużoną bezczynność).

Już Chesterton zwierzał się, jak go dziwi taka postawa: „Są ludzie, którzy zrzędzą, kiedy widzą, że ktoś nie ma nic do roboty Są też inni, których jeszcze trudniej zrozumieć, którzy zrzędzą, kiedy sami nie mają nic do roboty. Dajcie im cudowne godziny, cudowne dni kompletnie puste, a będą jęczeć wobec takiej pustki. Ofiarujcie im dar samotności – który jest również darem wolności – a odrzucą go, będą starali się go zniszczyć za pomocą jakiejś okropnej gry w karty, albo odbijając małą piłeczkę... Nie mogę powstrzymać dreszczu, kiedy widzę, jak psują swoje z trudem nabyte wakacje, robiąc coś. Co do mnie, to nigdy nie będę miał dosyć nicnierobienia”.

Pierre Reverdy zauważył: „Potrzebuję tyle czasu, by nic nie robić, że nie zostaje mi go już do pracy”. Jest to zresztą doskonała definicja działalności poetyckiej, która sama jest najwznioślejszym owocem życia kontemplacyjnego. Musimy oczywiście uznać zasługi Marty, która oddaje się zajęciom gospodarskim, ale wiemy dobrze, że to Maria obrała lepszą cząstkę, po prostu siedząc u stóp Pana. To, co powszechna opinia piętnuje nazwą lenistwa, jest w rzeczywistości odbiciem słuszniejszego poglądu i wymaga więcej charakteru niż łatwa ucieczka w aktywizm.

Mówił to już La Bruyère: „We Francji trzeba wielkiej stanowczości i znacznej rozległości umysłu, by pozbyć się obowiązków i zajęć, a więc zgodzić się siedzieć w domu i nic nie robić. Prawie nikt nie ma tyle wartości, by z godnością odgrywać tę rolę, ani dość głębi, by wypełnić pustkę czasu bez tego, co pospólstwo nazywa sprawami. Bezczynności mędrca natomiast brakuje tylko lepszego miana oraz tego, by rozmyślanie, mówienie, czytanie i zażywanie spokoju zwało się pracą”.

Od czasów starożytnych uważano zawsze, że wolny czas jest pierwszym warunkiem każdego cywilizowanego bytowania. Konfucjusz powiedział: „Poświęćcie rządzeniu czas studiów i poświęćcie studiom czas rządzenia”. Polityka i wiedza były bliźniaczymi przywilejami „człowieka poczciwego”, a źródłem obu był wolny czas. Grecy rozwinęli podobne pojęcie, które nazywali scholê. Słowo to oznacza dosłownie sytuację osoby, która należy sama do siebie, która swobodnie sobą dysponuje; stąd inne jego znaczenia: „odpoczynek”, „wolny czas”, a więc i sposób, w jaki wolny czas wykorzystujemy: „studia”, „wiedza”; i jeszcze: miejsce, gdzie odbywają się studia, gdzie nabywa się wiedzy – scholê to etymologiczne źródło „szkoły”. W starożytnej Grecji polityka i mądrość były wyłącznym udziałem ludzi wolnych, bo tylko oni korzystali z wolnego czasu. Wolny czas był nie tylko niezbędnym atrybutem „dobrego życia”, był też znakiem wyróżniającym człowieka wolnego. W jednym z dialogów Platona Sokrates pyta retorycznie: „Jesteśmy niewolnikami, czy mamy wolny czas?”.

Z Grecji pojęcie przeszło do Rzymu. Samo pojęcie artes liberales ukazuje znów to samo skojarzenie czynności umysłu z kondycją człowieka wolnego (liber) w przeciwieństwie do kondycji niewolników, których zdatności należały zaledwie do niższej sfery „techniki”. Poglądy te utrzymały się w kulturze zachodniej aż do czasów nowożytnych. Samuel Johnson wyrażał tylko zdroworozsądkową oczywistość, mówiąc, że „każdy postęp umysłowy jest wytworem wolnego czasu”. Ale sto lat później Nietzsche zauważał już, że cywilizowany wolny czas zanika pod naciskiem tego, co uważał za chorobliwy wpływ Ameryki: „Jest w tym amerykańskim pragnieniu złota coś barbarzyńskiego, właściwego krwi czerwonoskórych. Ich wściekła potrzeba pracy – ta typowa wada Nowego Świata – barbaryzuje przez zarażenie starą Europą i rodzi tu niezwykłą czczość duchową. Już zaczynamy się wstydzić naszego wolnego czasu; długie rozmyślania przyprawiają nas niemal o wyrzuty sumienia... «Róbcie cokolwiek, ale nie bądźcie bezczynni»: ta zasada to sznur, którym udusi się wszystkie wyższe postaci kultury i smaku ... Dojdziemy do punktu, kiedy już nikt nie ośmieli się bez uczucia skruchy lub wstydu ulec skłonności do życia kontemplacyjnego. A przecież ongiś regułą było coś przeciwnego: szlachcic, przez okoliczności zmuszony do pracy, starał się skrywać tą upokarzającą konieczność, podczas gdy niewolnik pracował z poczuciem, że jego czynność jest z gruntu godna pogardy”.

Dziś ironiczny paradoks sprawia, że to Lumpenproletariat jest skazany na przymusową bezczynność przez chroniczne i poniżające bezrobocie, podczas gdy członkowie wykształconej elity, której wolne zawody zostały przekształcone w szaleńcze machiny do robienia pieniędzy, sami skazują się na niewolnictwo przygniatającej pracy, kontynuowanej dzień i noc bez przerwy, póki nie zdechną przy pracy jak zwierzęta pociągowe przygniecione ciężarem swego ładunku.

Simon Leys z książki Szczęście małych rybek

Patrz również Tarantula's Bite rozważania Juliusza Evoli o łacińskim słowie otium 

(Po angielsku)

Chińskie historyjki

W Chinach – mniej więcej w tym samym czasie, kiedy na Zachodzie działał Platon — dawni myśliciele taoistyczni również wyrażali swoje koncepcje w sposób przemawiający do wyobraźni. Na temat, którym się tu zajmujemy – jakimi drogami nasz umysł dociera do prawdy? – znajdujemy u Liezi małą przypowieść, która zdaje się szczególnie instruktywna.

W epoce Walczących Królestw kawaleria miała wielkie znaczenie wojskowe, toteż różni władcy zatrudniali ekspertów do zakupu dobrych koni. Najbardziej ceniony był „koń nad konie” (qianli ma), wierzchowiec zdolny przegalopować tysiąc mil w jeden dzień tak, że jego kopyta nie pozostawiały śladu, ani nie wzbijały pyłu. Takie konie były bardzo poszukiwane, ale też nadzwyczaj rzadkie i trudne do rozpoznania – dlatego trzeba było korzystać z usług specjalizujących się w tym znawców. Najsłynniejszym z tych specjalistów był człowiek zwany Bo Le, pracujący dla księcia Qin. Kiedy Bo Le z czasem stał się zbyt wiekowy, by kontynuować swe poszukiwania po wszystkich zakątkach kraju, książę spytał go, czy mógłby mu polecić eksperta na swoje miejsce. „Tak – powiedział Bo Le – mam przyjaciela, wędrownego handlarza, który sprzedaje chrust na targu. On dobrze zna się na koniach”. Za radą Bo Lego książę nakazał więc temu człowiekowi wziąć się do szukania konia nad konie. Trzy miesiące później nowy specjalista wrócił i powiedział księciu: „Znalazłem takie zwierzę w tej i tej wsi, jest to gniada klacz”. Książę natychmiast wysłał do tej wsi swoich ludzi, ale oni znaleźli tam tylko karego ogiera. Książę, bardzo niezadowolony, wezwał Bo Lego: „Twój przyjaciel nie jest zbyt kompetentny! Nie potrafi nawet rozpoznać maści i płci konia!”. Słysząc te słowa Bo Le zawołał zdumiony: „Niesamowite! On jest jeszcze lepszy niż się spodziewałem, przewyższa mnie sto albo i tysiąc razy! Wykrywa wewnętrzną naturę zwierzęcia. Szuka i widzi tylko to, co musi zobaczyć, nie zwraca uwagi na nic innego. Nie daje się zbić z tropu przez zewnętrzne pozory, lecz zmierza wprost do wewnętrznej istoty. Sposób, w jaki ocenia tego konia, dowodzi, że umiałby oceniać rzeczy ważniejsze od koni!”. I nie trzeba dodawać, że ten wierzchowiec okazał się koniem nad konie, zdolnym przegalopować tysiąc mil w jeden dzień tak, by jego kopyta nie pozostawiały śladu, ani nie wzbijały pyłu.

 Słynna przypowieść Zhuangzi:

Zhuangzi i logik Huizi przechadzali się po moście nad rzeką Hao. Zhuangzi zauważył: „Niech pan spojrzy na te małe rybki, które igrają sobie, zwinne i wolne. Jakież są szczęśliwe!”. „Nie jest pan rybką – zaoponował Huizi. — Skąd pan wie, że rybki są szczęśliwe?”. „Pan nie jest mną, skąd pan może wiedzieć, co ja wiem o szczęściu rybek?”. „Przyznaję, że nie jestem panem i w takim razie nie mogę wiedzieć, co pan wie. Ale ponieważ pan nie jest rybą, nie może pan wiedzieć, czy ryby są szczęśliwe”. „Zacznijmy od samego początku – odpowiedział Zhuangzi. — Kiedy spytał mnie pan «Skąd pan wie, że rybki są szczęśliwe?», sama forma pańskiego pytania sugerowała, że pan wie, że ja to wiem. A teraz, skoro chce pan wiedzieć skąd ja to wiem, no to cóż, dowiedziałem się tego spacerując nad rzeką Hao”.

Simon Leys z książki Szczęście małych rybek

niedziela, 25 września 2022

O medytacji, umyśle i wstrzymaniu myślenia

 Nisargadatta Maharaj: Medytacja jest rozmyślną próbą przebicia się do wyższych stanów świadomości, i ostatecznie, do wyjścia poza nią. Sztuka medytacji jest sztuką przenoszenia skupienia uwagi na coraz subtelniejsze poziomy bez tracenia kontaktu z poziomami pozostałymi w tyle. W pewien sposób jest to jak posiadanie pod kontrolą śmierci. Zaczyna się z najniższych poziomów: warunków społecznych, zwyczajów i nawyków; fizycznego otoczenia, pozycji ciała i oddychania; zmysłów, ich wrażeń i percepcji; umysłu, jego myśli i uczuć; aż cały mechanizm osobowości jest pochwycony i pewnie trzymany. Finałowy stopień medytacji jest osiągany gdy poczucie tożsamości wychodzi ponad „jestem-tym-a-tym”, poza „taki-jestem”, poza „jestem-tylko-świadkiem”, poza „jest tu”, do niepersonalnego indywidualnego czystego bytu. Ale musisz być energiczny, gdy zabierasz się z medytację. To zdecydowanie nie jest zajęcie na jakiś czas. Ogranicz swoje zainteresowania i aktywności do tego co jest niezbędnymi podstawowymi potrzebami – twoimi i tych którzy od ciebie zależą. Oszczędzaj całą swą energię i czas na rozbicie muru który twój umysł stworzył wokół ciebie. Wierz mi, nie będziesz żałował.

P: Jak dojdę do poznania, że moje doświadczenie jest uniwersalne?

M: Na końcu twej medytacji, wszystko jest znane bezpośrednio, żadne dowody nie są potrzebne. Tak jak każda kropla oceanu niesie ze sobą smak oceanu, tak i każdy moment niesie ze sobą smak wieczności. Definicje i opisy mają swoje miejsce jako użyteczne narzędzia do dalszych poszukiwań, ale musisz wyjść poza nie do tego co niedefiniowalne i nieopisywalne inaczej jak w terminach negatywnych.

W końcu nawet uniwersalność i wieczność są zaledwie konceptami, przeciwieństwami bycia związanym z miejscem i czasem. Rzeczywistość nie jest konceptem. Nie ma nic wspólnego z konceptami. Zajmij się swoim umysłem, usuń jego zniekształcenia i nieczystości. Raz poznawszy „smak” siebie samego, będziesz znajdywał go wszędzie i o każdym czasie. Zatem jest to bardzo ważne byś do niego doszedł. Raz to poznawszy, nigdy tego nie zgubisz.
Ale musisz dać sobie okazję ku temu, przez intensywną, a nawet wyczerpującą medytację.

P: Co dokładnie chcesz bym robił?

M: Skłoń swe serce i umysł ku rozmyślaniu nad „jestem”. Czym to jest, jak to jest, co jest jego źródłem, jego życiem, jego znaczeniem. To bardzo podobne do kopania studni. Odrzucasz wszystko to co nie jest wodą, do czasu aż osiągasz dające życie źródło.

P: Jak poznam, że poruszam się we właściwym kierunku?

M: W oparciu o twój postęp w uważności, w klarowności i oddaniu temu zadaniu.

P: My, europejczycy znajdujemy bardzo trudnym zachowanie ciszy. Zbytnio pociąga nas świat.

M: Och nie, wy także jesteście śniącymi. Różnimy się jedynie zawartością naszych snów. Wy dążycie do perfekcji – w przyszłości. My chcemy ja znaleźć – w teraz. Ograniczone jedynie da się udoskonalić. Nieograniczone już jest doskonałe. Jesteś doskonały, tylko o tym nie wiesz. Naucz się poznawać siebie a odkryjesz cuda.

Wszystko czego potrzebujesz, jest już w tobie, tylko musisz podejść do siebie z szacunkiem i miłością. Nienawiść do samego siebie i brak zaufania do siebie są poważnymi błędami. Twoja stała ucieczka od bólu i poszukiwanie przyjemności jest oznaką miłości jaką masz dla siebie: wszystko co cię proszę to: uczyń miłość siebie doskonałą. Nie odmawiaj sobie nic – daj sobie nieskończoność i wieczność i odkryj, że ich nie potrzebujesz, jesteś poza.
*

P: Co jest medytacją, jakie są jej narzędzia?
M: Tak długo jak jesteś początkującym, pewne sformalizowane medytacje czy modlitwy mogą być dla ciebie dobre. Ale dla poszukiwacza rzeczywistości jest tylko jedna medytacja – rygorystyczna odmowa utrzymywania myśli. Być wolnym od myśli samo w sobie jest medytacją.
P: Jak to się robi?
M: Zaczynasz pozwalając myślą płynąć i obserwujesz je. Sama obserwacja spowalnia umysł aż do czasu, gdy zatrzymuje się zupełnie. Gdy umysł jest już cichy, utrzymuj go cichym. Nie daj się znudzić spokojowi, bądź w nim, wejdź weń głębiej. (…) Obserwuj swe myśli i siebie obserwującego myśli. Stan wolności od wszystkich myśli wydarzy się nagle i to przez jego błogość go rozpoznasz.
*

P: Jaki jest cel medytacji?
M: Widzenie fałszywego jako fałszywe jest medytacją. To musi się kontynuować cały czas. (…) Rozważne codzienne ćwiczenie w rozróżnianiu pomiędzy prawdziwym a fałszywym i rezygnacja z fałszywego jest medytacją.
*
M: Medytacja pomoże ci odnaleźć twe więzy, poluźnić je, zebrać i odrzucić twe cumy. Kiedy już dłużej nie jesteś do niczego przywiązany, zrobiłeś to co do ciebie należało. Reszta zostanie dokonana dla ciebie.
*

P: Wszyscy nauczyciele doradzają medytację. Jaki jest cel medytacji?

M: Znamy zewnętrzny świat zmysłów i działań, ale nasz wewnętrzny świat myśli i uczuć znamy bardzo mało. Podstawowym celem medytacji jest stanie się świadomym i obeznanym z naszym życiem wewnętrznym. Ostatecznym jej celem jest osiągnięcie źródła życia i świadomości.
Jednocześnie umiejętność medytacji wpływa głęboko na nasz charakter. Jesteśmy niewolnikami tego czego nie wiemy; a mistrzami tego co znamy. Jakakolwiek nasza wada czy słabość odkryta i zrozumiana przez nas, wraz z jej przyczynami i jej oddziaływaniem, jest niwelowana właśnie przez jej dokładne poznanie; to z czego nie zdajemy sobie sprawy znika gdy uprzytomnione. Zanik nieświadomego uwalnia energię: umysł odczuwa to i staje się spokojnym.

P: Jaki jest pożytek ze spokojnego umysłu?

M: Kiedy umysł jest spokojny, dochodzimy do poznania siebie samych jako czystych świadków. Odrywamy się od doświadczenia i doświadczającego i stoimy poza w czystej przytomności, która jest pomiędzy i ponad nimi. Jednostka, uprzednio brana za osobę bazującą na samo-identyfikacji, na wyobrażaniu sobie siebie jako będącego czymś, „jestem tym, jestem tamtym” trwa dalej, ale jako część obiektywnego świata. Jej identyfikacja ze świadkiem zostaje przerwana.
*

M: Medytacja jest sattviczną aktywnością i jej celem jest całkowite wyeliminowanie tamasu (otępienia) i rajasu (). Czysta sattva (harmonia jest doskonałą wolnością od ospałości i niepokoju.

P: Jak wzmocnić i oczyścić sattvę?

M: Sattva jest czysta i mocna zawsze. Jest jak słońce. Może być zaciemnione przez chmury czy pył, ale tylko z punktu widzenia postrzegającego. Zajmij się powodami zaciemnienia, nie słońcem.

P: Jaki jest pożytek z sattvy?

M: Jaki jest pożytek z prawdy, dobroci, harmonii, piękna? Te wartości są swym własnym dobrem. Manifestują się spontanicznie i bez wysiłku, kiedy rzeczy są pozostawione samym sobie, bez wtrącania się, bez unikania czy ich pragnienia czy konceptualizowania, a tylko doświadczane w pełnej przytomności. Taka przytomność sama w sobie jest sattvą.
*
M: Jaka jest twoja wartość?
P: Jaką miarą powinienem to zmierzyć?
M: Spójrz na zawartość twojego umysłu. Jesteś tym o czy myślisz. Czyż nie jesteś przez większość czasu zajęty swą własną małą osobą i jej codziennymi potrzebami?

*
M: Kiedy się nie śpieszysz, i twój umysł jest wolny od niepokoju, staje się cichy i w tym milczeniu coś może być usłyszane, co zwykle jest zbyt delikatne i subtelne dla percepcji. Umysł musi być otwarty i cichy by zobaczyć.
*
P: Ale myślenie, rozumowanie jest normalnym stanem umysłu. Umysł po prostu nie potrafi się zatrzymać.

M: To może być stan nawykowy, ale nie musi być stanem normalnym. Normalny stan nie może być bolesny, podczas gdy błędny nawyk często prowadzi do chronicznego bólu.

*
M: Jak cokolwiek może być stałego w umyśle, który sam nie jest stałym?
P: Jak mogę uczynić mój umysł stałym?
M: Jak niestały umysł może uczynić się stałym? Rzecz jasna, że tego nie potrafi. W naturze umysłu leży wędrowanie. Wszystko co możesz zrobić to przenieść zogniskowanie świadomości poza umysł.
P: Jak się to robi?

M: Odrzuć wszelkie myśli poza jedną myślą: „jestem”. Na początku umysł będzie się buntował, ale dzięki cierpliwości i wytrwałości, podda się i uspokoi. Jak tylko staniesz się spokojnym, rzeczy zaczną dziać się spontanicznie i całkiem naturalnie, bez jakiegokolwiek wtrącania się z twojej strony.

*
Umysł powinien być normalnie w zawieszeniu, nieprzerwana aktywność jest stanem chorobowym.

*
M: Przestań ufać swemu umysłowi i wyjdź poza.
P: Co znajdę poza umysłem?
M: Bezpośrednie doświadczenie bycia, poznawania i miłości.
P: Jak można wyjść poza umysł?
M: Jest wiele punktów wyjścia – wszystkie one prowadzą do tego samego celu. Możesz rozpocząć od nieegoistycznej pracy i porzucić wszelkie owoce swego działania; możesz wtedy zrezygnować z myślenia i skończyć rezygnacją z wszelkich pragnień. Tu rezygnacja jest czynnikiem operatywnym.

*
P: Jestem zmęczony wszelkimi sposobami i środkami i umiejętnościami i trikami, wszelką tą mentalną akrobacją. Czy jest sposób postrzeżenia rzeczywistości bezpośrednio i natychmiast?
M: Przestań używać swojego umysłu i zobacz co się stanie. Rób w pełni tą jedną rzecz. To wszystko.

*
P: Jaki jest cel ciągłego przypominania sobie, że jest się obserwatorem?
M: Umysł musi się nauczyć, że ponad poruszającym się umysłem obecne jest tło przytomności, które nie podlega zmianie. Umysł musi dojść do poznania prawdziwej jaźni i respektować ją, i zaprzestać zakrywania jej i zapominania, jak księżyc który przesłania tarczę słońca. Tylko uświadom sobie, że nic dającego się zaobserwować czy doświadczyć nie jest tobą, ani cię nie wiąże. Nie zwracaj uwagi na to co nie-ja.

*
M: Umysł jest jak rzeka, płynąca nieustannie w korycie ciała; ty przez chwilę identyfikujesz się z jakąś poszczególną zmarszczką i nazywasz ją: „moją myślą”.
*
M: Żadne poszczególna myśl nie może być naturalnym stanem umysłu, tylko milczenie. Nie idea milczenia, ale milczenie samo w sobie. Kiedy umysł jest w swym naturalnym stanie, spontanicznie powraca do milczenia po każdym doświadczeniu, czy raczej, każde doświadczenie wydarza się na tle milczenia.

*
M: Kiedy umysł jest trzymany z dala od swych zajęć, staje się cichy. Jeżeli nie zakłócisz tej ciszy, i pozostaniesz w niej, odkryjesz, że przenika ją światło i miłość, z których nigdy nie zdawałeś sobie sprawy, i od razu rozpoznasz to jako twą własną naturę. Kiedy raz już przeszedłeś przez to doświadczenie, nigdy więcej nie będziesz już tym samym człowiekiem; niesforny umysł może przerwać swój spokój i zniszczyć swą wizję; ale ona powróci, o ile podejmowany jest wysiłek w tym celu; aż do czasu, kiedy wszelkie więzy są zerwane, złudzenia i przywiązania zakończone i życie staje się doskonale skoncentrowane na teraźniejszym.
P: Jaką sprawia to różnicę?
M: Nie ma już dłużej umysłu. Jest tylko miłość w akcji.
P: Jak rozpoznam ten stan, kiedy go osiągnę?
M: Nie będzie w nim lęku.

*
M: Patrz na swój umysł beznamiętnie; to wystarczy by go uspokoić. Kiedy jest cichy, możesz wyjść poza umysł. Nie utrzymuj go cały czas zajętym. Zatrzymaj go i po prostu bądź. Jeśli zapewnisz mu odpoczynek, osiądzie i odzyska czystość i moc. Stałe myślenie sprawia, że umysł się starzeje.
P: Jeżeli mój prawdziwy byt jest zawsze ze mną, jak to jest, że jestem ignorantem o tym?
M: Ponieważ jest to bardzo subtelne, a twój umysł jest toporny, pełen topornych myśli i uczuć. Uspokój i oczyść umysł a poznasz siebie, takim jakim jesteś.
P: Czy potrzebuję umysłu by znać siebie?
M: Jesteś poza umysłem, ale poznajesz przy pomocy swego umysłu. Jest oczywistym, że obszar, głębia i charakter twojej wiedzy zależy od posiadanego przez ciebie instrumentu. Ulepsz swój instrument a poprawi się twój stan wiedzy.
P: By znać doskonale, potrzebuję doskonałego umysłu.
M: Cichy umysł jest wszystkim czego potrzebujesz. Wszystko inne wydarzy się odpowiednio, jak tylko wyciszysz umysł.

*
P: Podczas gdy jesteśmy świadomi przejawów, jak to jest, że nie jesteśmy świadomi, że są to tylko przejawy?
M: Umysł zakrywa rzeczywistość, bezwiednie. By znać naturę umysłu, wymagana jest inteligencja, zdolność wglądania się w umysł w milczeniu i beznamiętnej przytomności.

*
M: By poznać, czym jesteś, musisz wyjść poza umysł.

*
M: Po prostu odwróć się, spójrz raczej pomiędzy myśli niż na myśli. Kiedy zdarzy się, że idziesz w tłumie, nie walczysz z każdym człowiekiem, którego napotykasz na drodze – a po prostu znajdujesz swą drogę pomiędzy nimi.
P: Jeżeli użyję woli by kontrolować umysł, to tylko wzmocni ego.
M: Oczywiście. Kiedy walczysz, zapraszasz walkę. Ale kiedy nie stawiasz oporu, nie spotykasz się z oporem. Kiedy odmawiasz gry, wychodzisz poza nią.

*
M: Pozostaw swój umysł sam, to wszystko. Nie chodź nigdzie wraz z nim. W końcu, nie ma takiej rzeczy jak umysł, poza myślami, które przychodzą i odchodzą przestrzegając swych własnych praw, nie twoich. Zdominowały cię zupełnie ponieważ jesteś nimi zainteresowany. To dokładnie tak jak powiedział Jezus: „Nie stawiaj oporu złu”. Przez stawianie oporu złu, tylko je wzmacniasz.

M: Tak jak umysł jest uczyniony ze słów i obrazów, tak jest i z każdą refleksją w umyśle. Przykrywa ona rzeczywistość werbalizacją i wtedy narzeka, że jej nie widzi.

*
Co więcej, trzeba, żeby umysł był wolny od wszel­kich wspomnień i wyobrażeń, które mogą go rozpra­szać: „Zabiegaj o to, by w czasie modlitwy twój umysł był głuchy i niemy, a będziesz się mógł modlić". Prawdziwa bowiem modlitwa, to „modlitwa bez rozproszeń",  którą Ewagriusz nazywa również „modlitwą czystą". Zakłada ona brak jakichkolwiek wyobrażeń i kształtów nadawanych Bogu: „Kiedy się modlisz, nie nadawaj w myślach kształtów temu, co Boskie, ani też nie pozwól, by twój umysł ukształtował się według jakiejś formy, ale jako niematerialny przystąp do tego, co niematerialne, a zrozumiesz”.

Antoine Guillaumont, U źródeł monastycyzmu chrześcijańskiego, t. 1,

Ewagriusz z Pontu

Nie będziesz mógł modlić się w sposób czysty, jeśli jesteś wypełniony materialnymi rzeczami i oddajesz się ciągłym troskom. Modlitwa bowiem jest odsunięciem wyobrażeń.

I jeden jest rodzaj modlitwy: obcowanie umysłu z Bogiem, które zachowuje umysł pozbawiony obrazu. Umysł zaś nazywam pozbawionym obrazu, który w czasie modlitwy nic cielesnego sobie nie wyobraża.

Szczęśliwy umysł, który w czasie modlitwy osiągnął doskonały stan uwolnienia od wyobrażeń.

Modlitwa jest stanem umysłu, niszczycielką wszelkiego ziemskiego wyobrażenia.

… tronem Boga jest czysty umysł.

Nie nadawaj w sobie kształtu temu co Boskie kiedy się modlisz, a zrozumiesz.

Przyczyną zbłąkania umysłu jest próżna chwała, przez nią poruszany umysł usiłuje opisać Bóstwo za pomocą kształtów i figur.

Nie zobaczy umysł miejsca Boga w sobie samym, jeśli nie stanie ponad wszystkie myśli /pozostające/ przy rzeczach /zmysłowych/. Nie stanie zaś ponad nie jeśli nie wyzuje się z namiętności, które wiążą go za pomocą wyobrażeń z rzeczami zmysłowymi. A namiętności usunie się przez cnoty, natomiast myśli – przez duchową kontemplację …

To „miejsce” Boga nazywa ono /Pismo/ także „widzeniem pokoju”, przez co ktoś widzi w sobie ów pokój, który „przewyższa wszelki umysł i strzeże naszych serc”.

Tak jak nie można w zmąconej wodzie dojrzeć swojej twarzy, tak również umysł nie będzie mógł zobaczyć Pana jakby w zwierciadle, nie zaprowadziwszy wewnątrz porządku i nie oczyściwszy duszy z cielesnych namiętności.

Umysł nie może posunąć się naprzód ani nie uskuteczni owej pięknej migracji, i nie może przebywać w krainie /bytów/ bezcielesnych, jeśli nie doprowadzi do ładu swego wnętrza, bowiem niepokój o sprawy domowe sprowadza go zwykle tam skąd wyszedł.

Życie monastyczne spełnia się nie tylko w oddzieleniu się ascety od świata rzeczy, ale prowadzi do oddzielenia się umysłu od świata myśli. 

Cioran Wyzwolenie jako "stan niemyślenia"

Mam zamiar napisać esej o moim ulubionym stanie - świadomości niemyślenia, o czystej kontemplacji pustki.

Chronić się w niemyślenie.

Całe dnie spędzone w jałowym napięciu, bez żadnej myśli, przed granicą Ducha i refleksji. Przejrzysta pustka kontemplujaca samą siebie.

Napady melancholii, których sam Diabeł by mi pozazdrościł. Na początku chandry jeszcze się myśli, później gdy nienormalnie się ona nasila, myśleć już nie można.
Inaczej: po przekroczeniu pewnego stopnia chandry nie można już myśleć. Silna chandra gasi umysł.

Dobre samopoczucie mam jedynie wówczas, gdy żadna myśl nie muska mojego umysłu. Dobre samopoczucie mamy jedynie wówczas gdy nie myślimy. (Dobre samopoczucie jest jedynie przed progiem myśli).

Cóż za rozkosz nie myśleć! I wiedzieć, że się nie myśli. Ktoś jednak może powiedzieć: wiedzieć, że się nie myśli, to także myśl. Niewątpliwie, ale "myśl" zatrzymuje się na tej właśnie konstatacji, nie idzie dalej. Nieruchomieje w postrzeżenu własnej nieobecności, w rozkoszy samozawieszenia.

Nie myśleć to szczęście: wiedzieć, że się nie myśli - jeszcze większe.

Prawdziwe szczęście to stan świadomości nie odniesionej do niczego, bez przedmiotu w którym to stanie rozkoszuje się ona ogromną, wypełniającą ją nieobecnością.

Pustka jest metafizycznym wymiarem milczenia. (Albo: pustka to skrajny odcień milczenia).

Największy stopień wolności osiągamy w ekstazie pustki. Przy niej wszystko jest kajdanem, zniewoleniem, zaprzedaniem się.

Lekarstwo na zmęczenie? Odsunąć myśli, ograniczyć się do postrzegania. Odkryć na nowo spojrzenie i przedmioty, jak przed Poznaniem.

Wyzwolenie jako "stan niemyślenia".

Bóg jest tym, co trwa nadal po oczywistej konstatacji, że nic nie zasługuje na pomyślenie.
Minuta skupienia: napawać się rozkoszą niemyślenia o niczym, spoczywać w świadomości zastygłego nic, zatrzymania się na szczycie.

... istnieje doznanie pustki myśli: jest rzeczywiste, niezależnie od wszystkich trudności teoretycznych, jakie rodzi.
**

Medytacja z i bez ukierunkowania

Wtedy o poranku, czcigodny Ananda ubrał się, zabrał swą miskę i szatę, poszedł do kwater mniszek i usiadł na wskazanym miejscu. Wtedy liczne mniszki podeszły do czcigodnego Anandy, złożyły mu hołd, usiadły z boku i powiedziały: „Tu, czcigodny panie, liczne mniszki trwając ze swymi umysłami ustanowionymi na czterech podstawach uważności, postrzegają sukcesywnie głębsze stopnie rozróżnienia”. „Tak to jest, siostry, tak to jest! Można oczekiwać od każdego, siostry – czy to mnicha czy mniszki – kto trwa z umysłem dobrze ustanowionym na tych czterech podstawach uważności, że taki ktoś będzie postrzegał coraz głębsze stopnie rozróżnienia”.

Wtedy czcigodny Ananda poinstruował, pouczył, zainspirował i zadowolił te mniszki mową Dhammy, po czym wstał z miejsca i odszedł. Wtedy czcigodny Ananda wszedł do Savatthi na żebraczy obchód. Kiedy wrócił z żebraczego obchodu, po posiłku, podszedł do Zrealizowanego, złożył mu hołd, usiadł z boku i zdał relację z tego co się stało. „Tak to jest, Anando, tak to jest! Można oczekiwać od każdego, siostry – czy to mnicha czy mniszki – kto trwa z umysłem dobrze ustanowionym na tych czterech podstawach uważności, że taki ktoś będzie postrzegał coraz głębsze stopnie rozróżnienia.

Jakich czterech? Tu Anando, mnich trwa kontemplując ciało jako ciało, pilny, jasno postrzegający, uważny, usunąwszy pożądliwość i smutek wobec świata. Kiedy tak kontempluje ciało jako ciało, powstają u niego w oparciu o ciało, albo gorączka w ciele albo ospałość umysłu, albo umysł jest rozproszony zewnętrznie. Ten mnich powinien wtedy ukierunkować swój umysł na jakiś inspirujący znak. Kiedy ukierunkowuje swój umysł na jakiś inspirujący znak, rodzi się zadowolenie. Kiedy jest zadowolony, rodzi się radość. Kiedy umysł jest uwznioślony przez radość, ciało staje się spokojne. Ten o spokojnym ciele doświadcza szczęścia. Umysł tego kto jest szczęśliwy staje się skoncentrowany. Rozważa tak: 'Cel dla którego ukierunkowywałem swój umysł, został osiągnięty. Teraz go wycofam'. I tak wycofuje on umysł i nie myśli ani nie rozważa. Rozumie: „Bez myślenia i rozważania, wewnętrznie uważny, jestem szczęśliwy'.

I znów, mnich trwa kontemplując uczucie jako uczucie ...umysł jako umysł … mentalne obiekty jako mentalne obiekty, pilny, jasno postrzegający, uważny, usunąwszy pożądliwość i smutek wobec świata. Kiedy tak kontempluje mentalne obiekty jako mentalne obiekty, powstają u niego w oparciu o mentalne obiekty, albo gorączka w ciele albo ospałość umysłu, albo umysł jest rozproszony zewnętrznie. Ten mnich powinien wtedy ukierunkować swój umysł na jakiś inspirujący znak. Kiedy ukierunkowuje swój umysł na jakiś inspirujący znak, rodzi się zadowolenie. Kiedy jest zadowolony, rodzi się radość. Kiedy umysł jest uwznioślony przez radość, ciało staje się spokojne. Ten o spokojnym ciele doświadcza szczęścia. Umysł tego kto jest szczęśliwy staje się skoncentrowany. Rozważa tak: 'Cel dla którego ukierunkowywałem swój umysł, został osiągnięty. Teraz go wycofam'. I tak wycofuje on umysł i nie myśli ani nie rozważa. Rozumie: „Bez myślenia i rozważania, wewnętrznie uważny, jestem szczęśliwy'. W taki sposób, Anando, jest medytacja z ukierunkowaniem.

A jak Anando, jest z medytacją bez ukierunkowania? Nie ukierunkowując swego umysłu zewnętrznie, mnich rozumie: 'Mój umysł nie jest ukierunkowany zewnętrznie'. Wtedy rozumie: 'Jest niezawężony po i przed, wyzwolony, nieukierunkowany'. Wtedy dalej rozumie: 'Trwam kontemplując ciało jako ciało, pilny, jasno postrzegający, uważny; jestem szczęśliwy.  Nie ukierunkowując swego umysłu zewnętrznie, mnich rozumie: 'Mój umysł nie jest ukierunkowany zewnętrznie'. Wtedy rozumie: 'Jest niezawężony po i przed, wyzwolony, nieukierunkowany'. Wtedy dalej rozumie: 'Trwam kontemplując uczucie jako uczucie, pilny, jasno postrzegający, uważny; jestem szczęśliwy'. Nie ukierunkowując swego umysłu zewnętrznie, mnich rozumie: 'Mój umysł nie jest ukierunkowany zewnętrznie'. Wtedy rozumie: 'Jest niezawężony po i przed, wyzwolony, nieukierunkowany'. Wtedy dalej rozumie: 'Trwam kontemplując umysł jako umysł, pilny, jasno postrzegający, uważny; jestem szczęśliwy'. Nie ukierunkowując swego umysłu zewnętrznie, mnich rozumie: 'Mój umysł nie jest ukierunkowany zewnętrznie'. Wtedy rozumie: 'Jest niezawężony po i przed, wyzwolony, nieukierunkowany'. Wtedy dalej rozumie: 'Trwam kontemplując mentalne obiekty jako mentalne obiekty, pilny, jasno postrzegający, uważny; jestem szczęśliwy'. To w ten sposób, Anando, jest medytacja bez ukierunkowania.

W taki sposób, Anando, wyłożyłem medytację z ukierunkowaniem, wyłożyłem medytację bez ukierunkowania. Cokolwiek powinno być zrobione, Anando, przez współczującego nauczyciela kierowanego współczuciem dla swych uczniów, pragnącego ich dobra, to uczyniłem dla ciebie. Są tu korzenie drzew, Anando, są te puste chatki. Medytuj Anando, nie bądź niedbałym, inaczej później będziesz żałował. To moja instrukcja dla ciebie”.

Oto co powiedział Zrealizowany. Czcigodny Ananda był zadowolony i ucieszony słowami Zrealizowanego.

SN 47: 10

Cioran - wypisy z książki Zmierzch myśli

 

Samotność nie uczy jak być samotnym, lecz jak być jedynym.

Zło odkrywa przed nami demoniczną istotę czasu.

Wszystkie te chwile, gdy życie milknie, byś mógł usłyszeć swoją samotność.

Każda myśl jest jak skarga robaka rozdeptywanego przez anioły.

Nie zrozumiesz, co oznacza słowo "medytacja" jeśli nie przywykłeś do słuchania ciszy.

... cisza sytuuje się na antypodach życia.

Tęsknota za absolutem ma w sobie czystość nieokreśloności, która leczy nas z choroby czasowości i jest modelem tego nieustannego zwieszenia. Bo ono, w gruncie rzeczy czyni właśnie tyle: uwalnia świadomość od pasożyta, jakim jest czas.

Gdy nie należy się do niego w świecie, życie staje się absolutem. Patrzymy z niebiańskiej perspektywy.

... paradoks, uśmiechnięta forma irracjonalności.

Oczy są w służbie Boga, odkąd nie rozróżniamy przedmiotów; absolut  nie znosi indywidualizacji.

Zło, oddzielając się od źródłowego niezróżnicowania, przybrało pseudonim: czas.

Czym jest więc życie, jeśli nie miejscem oddzielenia?

Myślenie na ludzkiej twarzy objawia się bladością.

Melancholia jest religijnością nie potrzebującą Absolutu; umykaniem poza świat, lecz bez pokory transcendencji...

Strach przed czasem przychodzi długo zanim zaczynamy czytać filozofów, zjawia się, gdy patrzymy uważnie w zmęczoną twarz starca....
Zwróćcie oczy w stronę starca, gdy nie macie Eklezjasty w zasięgu dłoni...   nauczy was więcej niż wszyscy mędrcy. Są na niej zmarszczki, które odsłaniają działanie czasu bardziej bezlitośnie niż jakikolwiek traktat o marności tego świata.

Życie i ja: dwie linie równoległe, które spotykają się w momencie śmierci.

Wrażliwość na czas jest rozproszoną formą strachu.

Nieśmiałość jest bronią, która dała nam natura, byśmy mogli strzec naszej samotności.

Odkryję życie w jego pełni, gdy zacznę myśleć przeciw sobie, gdy ja sam nie będę już obecny w żadnej myśli.

Nuda jest rodzajem chwiejnej równowagi pomiędzy pustką serca i pustką świata.

Gdybym był Bogiem, stworzyłbym różne rzeczy, ale nie człowieka. Jak wielki byłby Jezus, gdyby był nieco mniej towarzyski!

Samotność jet ontologicznym rozgoryczeniem z powodu naszego bycia.

Śmierć: wzniosłość na miarę każdego.

W gruncie rzeczy kochamy w odpowiedzi na pustkę istnienia, by się przed nią obronić ... Gdy odrzucamy jej ramiona, nieuchronnie wpadamy w łapy naturalnej, wspólnej wszystkim wiecznej pustki.

Znużony byciem jednostką chciałbym odpocząć od siebie.

Kto uleczy cię od ciebie samego?

Bywają ludzie tak głupi, że gdyby jakaś myśl pojawiła się na powierzchni ich umysłu, popełniłaby samobójstwo, przerażona swą samotnością.

Ludzie wymagają, by każdy miał jakiś zawód, jakby życie nie było pracą - i to najtrudniejszą!

"Pełne serce w pustym świecie" - Chateaubriand mylił się, definiując w ten sposób nudę... Bo w nudzie  nie istniejemy bardziej niż świat, lecz właśnie tak mało jak on: tworzymy zgodność dwóch
pustek.

Jasność umysłu: mieć uczucia w trzeciej osobie.

... osiadając na mieliźnie dostatku.

By niewzruszenie wierzyć w człowieka, trzeba być niezdolnym do introspekcji i nie wiedzieć nic o historii.

Czas tworzy się w pożądaniu. Dlatego - w wewnętrznej pustce, w milczeniu pragnień, na pustyni apetytu, w niemocie krwi - nagle zjawia się ogromna nieobecność czasu...

"Być" znaczy "mylić się".

Wewnętrzna pustka ... oddziela nas od życia w środku życia i od śmierci w chwili umierania.

Cierpimy - nie dlatego, że żyjemy między ludźmi, lecz że jesteśmy ludźmi.

Czymże jest strach przed śmiercią, przed ciemnością, przed nie-byciem wobec strachu przed samym sobą?

Boże mój! Uwolnij mnie ode mnie samego, bo od pokus świata i od jego zgnilizny dawno już się uwolniłem.

Każda rozpacz jest ultimatum postawionym Bogu.

A może Bóg to "ja" nicości?

Bycie? Brak skromności.

Przestworza zdają mi się klasztorem, w którym przeorem jest Obłęd.

Kto nie doświadczył tego, że życie jest nie do zniesienia, ten nigdy nie żył.

Jasność umysłu jest szczepionką przeciwko życiu.

W obrzydzeniu do samego siebie człowiek staje się lunatykiem poszukującym zatracenia na pustyniach Boga.

Kto został zarażony wiecznością, ten w jeden tylko sposób może brać udział w historii: przez swoją wolę autodestrukcji.

Gdy umysł zwraca się ku Bogu, jedna tylko rzecz łączy nas że światem: pragnienie by go opuścić.

Czego szukać między ludźmi, jeśli ty grasz na organach, a oni na fujarkach?

Samotność czyni z ciebie Krzysztofa Kolumba, człowieka żeglującego ku Ameryce własnego serca.

Kiedy Bóg uwolni nas od czasu?

Jak dziwne wydaje mi się życie, odkąd w nim nie uczestniczę!

Nieprzystosowanie do życia czyni z nas arystokratów ducha.

Dusza jest chora z tego powodu, że jest.

Pragnienie nicości to skromny wyraz sekretnego, nieuświadomionego pożądania boskości. Znikamy w Bogu, aby stać się Bogiem.

Być jest przeszkodą dla nieskończoności serca.

Umysł rozkwita na ruinach życia.

Człowiek: zwierzę które widziało życie, a jednak wciąż chce żyć. Ta zawziętość jest całym jego dramatem.

Żyć i umrzeć: dwie strony tej samej iluzji.

Hamlet nie zapomniał dołączyć miłości do lisy nieszczęść przez które lepiej jest się zabić niż żyć. Lecz wspomniał tylko o miłości wzgardzonej. O ile doskonalszy byłby ten sławny monolog, gdyby mówił o miłości po prostu!

Nicość nie znajduje się na granicach świata, to świat leży na peryferiach Niczego.

Czyn jest przeciwieństwem wiedzy.

Jasność umysłu: jesień popędów.







piątek, 23 września 2022

Cel ascezy u Nila z Ancyry

 


   Spośród wszystkich trudów najtrudniejszy jest trud troski o własne uświęcenie. Zawiera on w sobie dwa aspekty: negatywny - oczyścić duszę z dawnej skazy, i pozytywny - utrwalić w niej lekcję cnoty. Na tym po­lega prawdziwa ludzka mądrość, czyli filozofia. Nie jest ona możliwa bez jedynego prawdziwego jej nauczyciela - Chrystusa. To On wytyczył jej drogę i sam pierwszy nią przeszedł. W Nim spełniają się zatem postulaty dawnych filozofów co do przezwyciężenia namiętności i osiągnięcia wolności duszy. Monastyczne pisma Nila naznaczone są ascetycznym pragmatyzmem; mają na celu przede wszystkim ukazanie tego, co człowiek po­winien uczynić, by dostąpić wewnętrznego oczyszcze­nia. W klimacie takich pouczeń Nil nie gubi celu nad­rzędnego ascezy. Chodzi w gruncie rzeczy o to, by Chry­stus był bardziej niż wszystko inne miłowany - Ten, z którym się złączyłeś. Ubóstwianie materii własnych namiętności stanowi pewną formę bałwochwalstwa. Takim rzeczom jak na przykład bogactwo, chwała, któ­re same w sobie są bez kształtu, amorfon, czyli, jak można by rzec, nie mają wartości same w sobie, nadaje­my użyteczność wymyśloną ludzkim rozumowaniem. W naszej wewnętrznej ocenie oderwanej od rzeczywi­stości podnosimy je do rangi bożków. Nie ubiegamy się 0 wieczne dobro, ale o zniszczalną materię, ukazującą bezsens pożądania. Dlatego walka o wewnętrzną czy­stość jest równocześnie walką o czystość religii, o miej­sce Zbawiciela w życiu zmagającego się chrześcijanina. Dopiero po takim oczyszczeniu człowiek jest zdolny do autentycznej kontemplacji.

    Idąc śladami ascetycznych pouczeń naszego pisarza nie możemy stracić z pola widzenia celu, do którego prowadzi wskazywana droga. Choć stan takiej dosko­nałości znajduje się dopiero przed nami - i może jesz­cze daleko przed nami - to wszakże ile łaski i pokoju doświadczy podążający w tym kierunku człowiek już wcześniej! Najdobitniej świadczy o tym ta bardziej osobista część twórczości Nila, czyli listy. Spójrzmy na istotniejsze rysy tego ładu, do którego ma zdążać czytel­nik: nienaganne postępowanie, opanowane namiętno­ści, poddanie ciała duchowi, wyrobiony nawyk ascezy i dobrych postaw, zwanych cnotami, który sprawia, że postęp w dobru staje się coraz łatwiejszy i szybszy, głę­boki pokój po stoczonych walkach, subtelna więź z Bo­giem na modlitwie, radość z lektury Pisma Świętego, kontemplacji i wszelkiej modlitwy, przysłaniająca inne doczesne radości, wdzięczność Bogu za wszystko, po­czucie szczęścia i zadowolenia. Nil jest świadom, że w tym przygodnym życiu nikt na stałe nie może dozna­wać takiego stanu, nawet święci. Im bardziej zdaje się zbliżać człowiek do takiej mety, tym bardziej widzi, że cel jakby go przerastał, jakby się ciągle wymykał. Opis, tego twórczego napięcia w ascetycznych dążeniach, nieskończonych wprost rozmiarów miłości, którą pragnie posiąść człowiek, stanowi jedną z najpiękniejszych kart Nilowej twórczości. To, że taki cel możliwy jest do osiągnięcia, aczkolwiek jedynie w pewnym stopniu, dla Nila nie ulega wątpliwości. Odnosimy nieodparte wrażenie, że przekonanie to opiera na swoim własnym doświadczeniu.

   Nie wszystko z tego idealnego ładu jest naraz do­stępne człowiekowi, nawet gorliwie podążającemu do celu. Gdy chodzi o samo opanowanie namiętności, to mnich z Ancyry, idąc za pewną ukształtowaną już tra­dycją ascetyczną, reprezentowaną między innymi przez Ewagriusza, jest przekonany o możliwości wyzwolenia się z namiętności. Taki stan jest owocem łaski Bożej i Nil nazywa go charyzmatem najdoskonalszej beznamiętności (apateias). Posiadał go św. Paweł, który mówi o so­bie: Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chry­stus. Doznając wewnętrznego pokoju człowiek nie tyl­ko pozostaje niewzruszony wobec zewnętrznych czyn­ników zdolnych obudzić namiętności, ale i pozbywa się, czasami nawet we śnie, wspomnień i wyobrażeń tego, co przedtem je wzniecało. Ów stan można opisywać w kategoriach psychologicznych, ale najpełniej da się zrozumieć w perspektywie nadprzyrodzonej. Następuje w człowieku przywrócenie pierwotnego ładu, w któ­rym dzięki łasce Bożej ciało i duch, chcąc tego samego, doznają doskonałej harmonii i uczestniczą w komunii z Bogiem.

Charakterystyka namiętności

   Zagraża nam, niestety, odwrotność omawianego ładu, czyli zniewolenie namiętnościami. Z przyczyn praktycz­nych Nil poświęca temu dużo uwagi. Większość prze­cież ludzi ulega różnym namiętnościom. Namiętność jest, co wyraża już bogata etymologia słowa patos, cho­robą duszy polegającą na odstąpieniu od prawej myśli, tak iż następuje pewne zachwianie równowagi i zła myśl bierze trwałą przewagę nad dobrą. Wskutek tego czło­wiek pozwala odcisnąć na sobie raczej ślady zła aniżeli dobra, przedkładając rzeczy szkodliwe nad pożytecz­ne. Kształtuje się zły nawyk, nawet jeśli przejawia się tylko w myśleniu. Nabywa się złego przyzwyczajenia, które staje się drugą naturą, a zatem ulega się pewnej wadzie. Warto wskazać na tę werbalną subtelność, że wada wyraża bardziej nawyk złego postępowania, gdy tymczasem namiętność - wewnętrzne nastawie­nie, z którego tamto wynika. Namiętność jest zniewo­leniem, stąd Nil, jak inni, często używa obrazu więzów krępujących człowieka dla ukazania tego chorobliwego stanu. Na uwięzi trzyma człowieka jego własna myśl. Owo zniewolenie dokonuje się z czasem, gdy podczas wewnętrznych zmagań coraz bardziej aprobuje się złe myśli. Przychodzi moment kulminacyjny, porównywa­ny do wzniecenia ognia, gdy kształtowana namiętność zajmuje już trwałe miejsce w myśleniu czy działaniu. Zaczyna się nieraz od niewielkiego braku czuwania nad swoimi zmysłami, a kończy się na grzechu uczynkowym. U Dawida na przykład miał on charakter dra­matycznego upadku, bo od niepowściągliwego spojrze­nia przeszedł król do aktu cudzołóstwa, a potem nawet i zabójstwa. Człowiek traci duchowe rozeznanie, obo­jętnieje na dobro i przestaje słuchać napomnień pocho­dzących ze swego sumienia czy z zewnątrz. Ulegając afektowi nie jest w stanie rozpoznać podstępu myśli. Nachodzące po sobie obrazy, gdy umysł znajduje się w stanie rozproszenia na skutek gmatwaniny myśli, nie pozwalają rozpoznać drzemiącej głębi namiętności, są niczym nurt strumienia, który uniemożliwia zobacze­nie piasku na dnie. Gaśnie światło umysłu ukazują­ce nam powinności naszego sumienia. Poddając się ciągle szkodliwemu działaniu myśli człowiek przestaje dostrzegać ich szkodliwość. Jest jakby w stanie chro­nicznej gorączki, która bezboleśnie i niepostrzeżenie prowadzi do wycieńczenia. Zaczyna działać na własną szkodę i zgubę, tracąc instynkt samozachowawczy swo­jego sumienia, a również na szkodę innych. Namięt­ności wywołują w nim wielką udrękę przez wewnętrzne rozdarcie i ciągły głód niezaspokojenia. Przestają inte­resować go inne rzeczy zewnętrzne, natomiast pochłaniają wyobrażenia czy wspomnienia przedmiotu afektu, na przykład osoby, która wzbudza jego gniew czy pożądanie, rzeczy przynoszącej materialny zysk, uzna­nia i sławy, do której dąży. Taki ktoś rodzi wielokrotny plon złości. Do gry włączają się złe duchy. Po wstępnej diagnozie, w jaki sposób i na ile ktoś da się skusić, pod­suwają i rozniecają podniety, aby taką drogą zniewolić te władze, do których nie mają bezpośredniego dostępu - rozum i wolę.

Za: Nil z Ancyry, Pisma ascetyczne, przekład, wstęp i opracowanie: Leon Nieścior OMI, seria: źródła ascetyczne t. 46, starożytność t. 31, Tyniec- Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2008

środa, 21 września 2022

Trening stopniowy - ochrona baz zmysłowych

M. 107 Do Ganaka Moggallany


1. Tak usłyszałem. Przy tej okazji Zrealizowany mieszkał w Savatthi we Wschodnim Parku w Pałacu Matki Migary. Wtedy bramin Ganaka Moggallana udał się do Zrealizowanego i wymienił z nim pozdrowienia. Kiedy kurtuazyjna i grzecznościowa rozmowa została zakończona, usiadł z boku i rzekł do Zrealizowanego:

2. "Mistrzu Gotama, w tym Pałacu Matki Migary, można zobaczyć stopniowy trening, stopniową praktykę i stopniowy progres, to jest z dołu do ostatniego stopnia schodów. Wśród tych braminów, także można zobaczyć stopniowy trening, stopniową praktykę i stopniowy progres, to jest w studiach. Wśród łuczników także można zobaczyć stopniowy trening, stopniową praktykę i stopniowy progres, to jest w łucznictwie. I również wśród księgowych jak my, którzy utrzymują się z księgowości, można zobaczyć stopniowy trening, stopniową praktykę i stopniowy progres, to jest w obliczaniu. Gdyż jeżeli otrzymamy pomocnika, wpierw uczymy go liczyć, jeden do jednego, dwa do dwóch, trzy do trzech, cztery do czterech, pięć do pięciu, sześć do sześciu, siedem do siedmiu, osiem do ośmiu, dziewięć do dziewięciu, dziesięć do dziesięciu; i uczymy go liczyć również do stu. Czy jest możliwe, mistrzu Gotama, by opisać stopniowy trening stopniową praktykę i stopniowy progres w tej Dhammie i Dyscyplinie?"

3. "Jest możliwe, braminie by opisać stopniowy trening, stopniową praktykę i stopniowy progres w tej Dhammie i Dyscyplinie. Tak jak braminie gdy mądry trener koni który otrzymał dobrego rumaka, wpierw sprawia by ten przyzwyczaił się nosić uprząż i potem trenuje go dalej, tak też gdy Tathagata otrzymuje osobę do opanowania, wpierw dyscyplinuje go w ten sposób: 'Chodź mnichu, bądź cnotliwy, powstrzymany przez powstrzymanie Pathimokkhy, bądź doskonały w prowadzeniu się widząc lęk w najmniejszym błędzie, trenuj podjęcie reguł treningu'.

4. Braminie, kiedy mnich jest cnotliwy, powstrzymany przez powstrzymanie Pathimokkhy, doskonały w prowadzeniu się widzący lęk w najmniejszym błędzie, trenujący podjęcie reguł treningu, wtedy Tathagata dyscyplinuje go dalej: 'Chodź mnichu, chroń bramy swych zmysłów: widząc materialną formę okiem nie chwytaj znaków i cech przez które jeżeli pozostawisz bramę oka niechronioną, złe niekorzystne rzeczy związane z pożądliwością i smutkiem mogą cię nawiedzić, praktykuj wstrzemięźliwość, chroń funkcję oka, podejmij się wstrzemięźliwości funkcji oka. Słysząc dźwięk uchem ... Wąchając zapach nosem ... Smakując smak językiem ... Dotykając dotykalne ciałem ... Poznając idee umysłem nie chwytaj znaków i cech przez które jeżeli pozostawisz bramę umysłu niechronioną, złe niekorzystne rzeczy związane z pożądliwością i smutkiem mogą cię nawiedzić, praktykuj wstrzemięźliwość, chroń funkcję umysłu, podejmij się wstrzemięźliwości funkcji umysłu.

5. Braminie, kiedy mnich chroni bramy swych zmysłów, wtedy Tathagata dyscyplinuje go dalej: 'Chodź mnichu, poznaj odpowiednią porcję jedzenia. Rozważając mądrze odżywiaj się jedzeniem nie dla rozrywki, nie dla degustacji, nie dla upiększenia się czy ozdoby, ale tylko dla utrzymania i kontynuacji świętego życia (myśląc): 'Tak zlikwiduję stare uczucie, bez wzbudzania nowych uczuć i będę żył nienagannie w wygodzie i zdrowiu'.

6. Braminie, kiedy mnich poznał odpowiednią porcję jedzenia, wtedy Tathagata dyscyplinuje go dalej: 'Chodź mnichu, poświęć się czujności (wolnej od snu), za dnia chodząc i siedząc, oczyszczaj umysł z przeszkadzających rzeczy. Podczas pierwszej nocnej warty, chodząc i siedząc oczyszczaj umysł z przeszkadzających rzeczy. Podczas środkowej nocnej warty, leż na prawym boku w pozycji śpiącego lwa z jedną stopą nałożoną na drugą, uważny i całkowicie rozważny, po odnotowaniu w swoim umyśle czasu wstawania. Po wstaniu o trzeciej nocnej warcie, chodząc i siedząc, oczyszczaj umysł z przeszkadzających rzeczy”.

7. Braminie, kiedy mnich poświęcił się czujności (wolnej od snu), wtedy Tathagata dyscyplinuje go dalej: 'Chodź mnichu posiadaj uważność i pełną rozwagę. Działaj z pełną rozwagą poruszając się w przód i poruszając się do tyłu, działaj z pełną rozwagą patrząc w przód i patrząc na boki, działaj z pełną rozwagą zginając się, wyprostowując, działaj z pełną rozwagą nosząc połatany płaszcz, miskę i szaty, działaj z pełną rozwagą jedząc, pijąc i smakując, działaj z pełną rozwagą opróżniając jelita i oddając mocz, idąc, siedząc, stojąc, zasypiając, budząc się, mówiąc i milcząc'.

8. Braminie, kiedy mnich posiada uważność i pełną rozwagę, wtedy Tathagata dyscyplinuje go dalej: 'Chodź mnichu odejdź na odosobnione miejsce odpoczynku, do lasu, korzenia drzewa, skały, urwiska, górskiej jaskini, na teren cmentarny, czy do leśnej samotni, otwartej przestrzeni czy snopka siana'.

9. Odchodzi on na odosobnione miejsce odpoczynku, do lasu, korzenia drzewa, skały, urwiska, górskiej jaskini, na teren cmentarny, czy do leśnej samotni, otwartej przestrzeni czy snopka siana. Po powrocie z żebraczego obchodu, po posiłku, siada ze skrzyżowanymi nogami i z ustanowioną uważnością przed nim. Porzuciwszy pożądliwość świata, trwa z umysłem wolnym od pożądliwości, oczyszcza swój umysł z pożądliwości. Porzuciwszy złą wolę i nienawiść, trwa z umysłem wolnym od złej woli, ze współczuciem dla wszystkich stworzeń i istot, oczyszcza swój umysł ze złej woli i nienawiści. Porzuciwszy stany letargiczne i senność, trwa wolny od stanów letargicznych i senności postrzegając światło, uważny i w pełni rozważny, oczyszcza swój umysł ze stanów letargicznych i senności. Porzuciwszy niepokój i zmartwienia, trwa niezaniepokojony z umysłem wyciszonym w sobie, oczyszcza swój umysł z niepokojów i zmartwień. Porzuciwszy niepewność, trwa z niepewnością przekroczoną, nie wątpiąc na temat korzystnych rzeczy, oczyszczając swój umysł z niepewności.

10. Po porzuceniu tych pięciu przeszkód, niedoskonałości umysłu co osłabiają zrozumienie, całkowicie odłączony od zmysłowych przyjemności, odłączony od niekorzystnych rzeczy, wkracza i trwa w pierwszej jhanie z towarzyszącymi temu myśleniem i rozważaniem i z błogością i przyjemnością zrodzonymi z odosobnienia. Z uspokojeniem myślenia i rozważania wkracza on i trwa w drugiej jhanie, z pewnością siebie i zjednoczonym umysłem, bez myślenia i rozważania z błogością i przyjemnością zrodzonymi z koncentracji. Z zanikiem błogości trwa on w równowadze uważny i w pełni rozważny, ciągle odczuwając przyjemność cielesną, wkraczając i trwając w trzeciej jhanie o której szlachetni mówią: 'Ten ma przyjemne przebywanie kto zrównoważony i uważny'. Z porzuceniem przyjemności i bólu, po uprzednim zaniku radości i smutku wkracza on i trwa w czwartej jhanie, charakteryzującej się ani-bólem-ani-przyjemnością i czystością umysłu dzięki równowadze.

11. To braminie są moje instrukcje do tych mnichów, którzy są w treningu, których umysły nie osiągnęły jeszcze celu, którzy trwają aspirując do najwyższego bezpieczeństwa od niewoli. Ale te rzeczy sprzyjają zarówno przyjemnemu trwaniu tutaj i teraz i uważności i pełnej rozwadze u tych mnichów, którzy są arahatami ze wyczerpanymi skazami, którzy przeżyli święte życie, wykonali to co było do wykonania, odłożyli brzemię, osiągnęli prawdziwy cel, zniszczyli pęta istnienia i są całkowicie wyzwoleni przez finałową wiedzę".

12. Kiedy to zostało powiedziane, bramin Ganaka Moggallana spytał Zrealizowanego: „Kiedy uczniowie mistrza Gotamy są pouczani i instruowani przez niego, czy wszyscy oni osiągają najwyższy cel - wygaszenie, czy też niektórzy nie osiągają?” „Kiedy braminie moi uczniowie są pouczani i instruowani przeze mnie tak, niektórzy realizują wygaszenie a niektórzy nie realizują go".

13. „Jak to jest, mistrzu Gotama, skoro jest wygaszenie, i jest droga do niego prowadząca i jest mistrz Gotama jako przewodnik; że niektórzy osiągają wygaszenie a niektórzy nie osiągają go?".

14. "Co do tego, braminie, zadam ci w odpowiedzi pytanie. Odpowiedz jak uważasz. Jak ci się wydaje, czy jesteś obeznany z drogą do Rajagaha?" "Jestem, mistrzu Gotama". "Jak ci się wydaje w tym wypadku: załóżmy, że człowiek, pragnący dojść do Rajagaha, podchodzi do ciebie i mówi: 'Panie, pokaż mi drogę do Rajagaha' i wtedy mówisz mu: 'Dobry człowieku, ta droga prowadzi do Rajagaha. Podążają nią jakiś czas a zobaczysz pewną wioskę a następnie pewne miasto a dalej będzie Rajagaha z ogrodami, gajami, łąkami i jeziorami'; i wtedy będąc tak pouczony i poinstruowany przez ciebie, człowiek ten obierze błędną drogę i uda się na zachód. I następny człowiek podejdzie do ciebie i powie: 'Panie, pokaż mi drogę do Rajagaha' i wtedy mówisz mu: 'Dobry człowieku, ta droga prowadzi do Rajagaha. Podążaj nią jakiś czas a zobaczysz pewną wioskę a następnie pewne miasto a dalej będzie Rajagaha z ogrodami, gajami, łąkami i jeziorami'; I wtedy będąc tak pouczony i poinstruowany przez ciebie, człowiek ten dociera bezpiecznie do Rajagaha. I teraz, skoro jest Rajagaha, i droga prowadząca do Rajagaha i ty jako przewodnik, czemu z tych dwóch ludzi pouczonych i poinstruowanych przez ciebie jeden obiera złą drogę i idzie na zachód a drugi bezpiecznie dociera do Rajagaha?" "Cóż ja mam z tym wspólnego, Mistrzu Gotama? Jestem tylko tym który pokazuje drogę". "Tak też, braminie, jest wygaszenie, i jest droga do niego prowadząca, i ja jako przewodnik, jednak kiedy moi uczniowie są pouczani i instruowani przeze mnie, niektórzy osiągają wygaszenie, a niektórzy nie. Cóż ja mam z tym wspólnego, braminie? Tathagata jest tylko tym który pokazuje drogę”.

15. Kiedy to zostało powiedziane, bramin Ganaka Moggallana rzekł do Zrealizowanego: "Są osoby bez wiary, które odeszły z domu w bezdomność nie kierując się wiarą, ale szukające utrzymania, oszukujące, zwodzące, niegodne zaufania, aroganckie, próżne, osobiście puste, o szorstkim języku, gadatliwe, nie chroniące swych funkcji zmysłowych, nieumiarkowane w jedzeniu, nieskłonne do wczesnego wstawania, niezainteresowane pustelniczym życiem, nieszanujące treningu, żyjące w luksusie, niedbałe, kłótliwe, zaniedbujące odosobnienie, leniwe, pozbawione energii, nieuważne, nierozważne, nieskoncentrowane, o rozbieganych umysłach, pozbawione zrozumienia. Mistrz Gotama nie przebywa razem z takimi. Ale są szlachetnie urodzeni, którzy odeszli z domu w bezdomność kierowani wiarą, którzy nie oszukują, nie zwodzą, godni zaufania, nie aroganccy, nie próżni, nie osobiście puści, o łagodnym języku, nie gadatliwi, chroniący swe funkcje zmysłowe, umiarkowani w jedzeniu, skłonni do wczesnego wstawania, zainteresowani pustelniczym życiem, szanujący trening, nie żyjący w luksusie, dbali, nie kłótliwi, nie zaniedbujący odosobnienia, pracowici, energiczni, uważni, rozważni, skoncentrowani, o stabilnych umysłach, ze zrozumieniem. Mistrz Gotama przebywa razem z takimi.

16. Tak jak korzeń czarnego kosaćca jest rozpoznawany jako najlepszy korzeń zapachowy i czerwone drzewo sandałowe jest rozpoznawane jako najlepsze z drzew zapachowych i jaśmin jest rozpoznawany jako najlepszy z zapachowych kwiatów, tak też porady mistrza Gotamy są najlepsze spośród Nauk dnia dzisiejszego.

17. Znakomicie, mistrzu Gotama! Znakomicie, mistrzu Gotama! Dhamma została wyjaśniona na wiele sposobów przez mistrza Gotamę, tak jakby ustawił on właściwie to co zostało przewrócone, odsłaniając ukryte, pokazując drogę temu kto zagubiony, trzymając lampę w ciemności dla tych ze wzrokiem by zobaczyli formy. Biorę schronienie u mistrza Gotamy jak i w Dhammie i Zgromadzeniu. Od dziś niech mistrz Gotama zapamięta mnie jako wyznawcę, którzy udał się do niego po życiowe schronienie".

 AN III, 128

Przy pewnej okazji Zrealizowany mieszkał w Baranasi w Parku Jeleni w Isipatana. Wtedy o poranku, Zrealizowany ubrał się, zabrał swoją miskę i płaszcz, i wkroczył do Baranasi na żebraczy obchód. Podczas obchodu, blisko figowca do przywiązywania wołów, Zrealizowany zobaczył niezadowolonego mnicha, szukającego zewnętrznej gratyfikacji, o pomieszanym umyśle. Bez jasnego pojmowania, nieskoncentrowanego, z wędrującym umysłem, i rozluźnionych funkcjach. Zobaczywszy go, rzekł do tego mnicha:

„Mnichu, mnichu! Nie zanieczyszczaj siebie. To nieuniknione, mnichu, że muchy będą podążały za i atakowały tego kto zanieczyścił siebie, i jest o niedobrym zapachu”.

Wtedy, będąc tak napomnianym przez Zrealizowanego, ten mnich posiadł potrzebę pilności.

Kiedy Zrealizowany obszedł Baranasi w poszukiwaniu jedzenia, po posiłku, kiedy wrócił z żebraczego obchodu, odezwał się do mnichów:

„Mnisi, tego ranka, ubrałem się, zabrałem swoją miskę i płaszcz, i wkroczyłem do Baranasi na żebraczy obchód. Podczas obchodu, blisko figowca do przywiązywania wołów, zobaczyłem niezadowolonego mnicha, szukającego zewnętrznej gratyfikacji, o pomieszanym umyśle. Bez jasnego pojmowania, nieskoncentrowanego, z wędrującym umysłem, i rozluźnionych funkcjach. Zobaczywszy go, powiedziałem do tego mnicha: 'Mnichu, mnichu! Nie zanieczyszczaj siebie. To nieuniknione, mnichu, że muchy będą podążały za i atakowały tego kto zanieczyścił siebie, i jest o niedobrym zapachu'. Wtedy, będąc tak napomnianym przeze mnie, ten mnich posiadł potrzebę pilności”.

Kiedy to zostało powiedziane, pewien mnich spytał Zrealizowanego: „Co czcigodny panie, oznacza 'zanieczyszczenie'? Czym jest 'brzydki zapach'? Czym są 'muchy'?”

„Pożądanie, mnichu, jest tym co oznacza 'zanieczyszczenie'. Zła wola jest 'brzydkim zapachem'. Złe niekorzystne myśli są 'muchami'. To nieuniknione, że muchy będą podążały i atakowały tego kto zanieczyścił siebie, i jest o niedobrym zapachu”.

Muchy – myśli bazujące na pożądaniu -
Będą ścigały tego
Co niewstrzemięźliwy wobec zmysłowych funkcji,
Niechroniony od strony oka i ucha.

Mnich, który jest zanieczyszczony,
Otoczony przez brzydki zapach,
Jest daleki od wygaszenia,
I zbiera tylko niepokój.

Niezależnie czy w wiosce czy w lesie,
Niemądra, głupia osoba,
Nie osiągnąwszy spokoju,
Gdziekolwiek idzie, podążają za nią muchy.

Ale ci spełnieni, o cnotliwym zachowaniu,
Którzy rozmiłowują się w mądrości i spokoju,
Ci spokojni, żyją szczęśliwie,
Zniszczywszy muchy.

Życie w niewygodzie

To zostało powiedziane przez Zrealizowanego, powiedziane przez Arahata, i tak usłyszałam: „Mnisi, posiadając dwie rzeczy mnich żyje w niewygodzie tutaj i teraz, biorąc na siebie utrapienie, kłopot, i stres, i gdy rozpada się ciało po śmierci, zła destynacja może być oczekiwana. Jakie dwie? Nie strzeże bram zmysłowych i jest nieumiarkowany w jedzeniu. Te dwie rzeczy, gdy mnich je posiada, to żyje on w niewygodzie tutaj i teraz, biorąc na siebie utrapienie, kłopot, i stres, i gdy rozpada się ciało, po śmierci, zła destynacja może być oczekiwana”. To jest znaczenie tego co powiedział Zrealizowany. To w odniesieniu do tego zostało powiedziane:

Oko, ucho, nos, język,
Ciało i tak samo umysł -
Mnich który pozostawia te bramy
Niestrzeżonymi tutaj,

Nieumiarkowany w jedzeniu,
Z niekontrolowanymi zmysłami,
Doświadcza cierpienia
Zarówno cielesnego jak i mentalnego.

Będąc męczonym przez ciało,
I męczonym przez umysł,
Taki ktoś żyje w niewygodzie
Zarówno dniem jak i nocą.

Itivuttaka 2. 28

Przykład z lutnią

SN 35: 246

Mnisi, jeżeli u jakiegoś mnicha lub mniszki chęć czy pożądanie cz nienawiść czy złudzenie czy awersja umysłu miałyby powstać odnośnie form poznawanych przez oko, taki mnich powinien odwieść od nich umysł w ten sposób: 'Ta ścieżka jest budzącą lęk, niebezpieczna, pokryta kolcami, zarośnięta dżunglą, dewiacyjną, złą ścieżką, drogą trapioną przez niedostatek. To ścieżka uczęszczana przez podrzędnych ludzi; to nie ścieżka uczęszczana przez nadrzędnych ludzi. To nie dla ciebie'. W taki sposób umysł powinien być odwodzony od tych stanów odnośnie form poznawanych przez oko. Tak też w odniesieniu dźwięków poznawanych przez ucho ... zapachów poznawanych przez nos ... smaków poznawanych przez język ... obiektów dotyku poznawanych przez ciało ... obiektów mentalnych poznawanych przez umysł.

Załóżmy, mnisi, że dojrzał jęczmień i strażnik jest nieuważny. Jeżeli byk lubiący jęczmień wkroczyłby na pole jęczmienia, mógłby dogodzić sobie do woli. Tak też niepouczony przeciętniak który nie zachowuje wstrzemięźliwości wobec tych sześciu baz dla kontaktu dogadza sobie do woli tymi pięcioma strunami zmysłowych przyjemności.

Załóżmy, mnisi, że dojrzał jęczmień i strażnik jest uważny. Jeżeli byk lubiący jęczmień wkroczyłby na pole jęczmienia, strażnik złapałby go mocno za pysk. Trzymając go mocno za pysk, obwiązałby mu rogi, i tak go trzymając obiłby go mocno kijem. Po obiciu go, odciągnąłby byka. To mogłoby się zdarzyć drugi raz, trzeci. W taki sposób byk lubiący jęczmień, niezależnie czy poszedłby do wioski czy do lasu, czy nawykł do stania czy do siedzenia, pamiętając te uprzednie bicie kijem które otrzymał, nie wszedłby znów na to pole.

Tak też, kiedy umysł mnicha został stłumiony, dobrze stłumiony, odnośnie tych sześciu baz dla kontaktu, staje się on wewnętrznie stały, ustabilizowany, zjednoczony i skoncentrowany.

Załóżmy, mnisi, że był król czy królewski minister, który nigdy przedtem nie słyszał lutni. Mógłby usłyszeć dźwięk lutni i powiedzieć: „Dobry człowieku, co robi ten dźwięk – tak kuszący, tak miły, tak oszałamiający, tak czarujący, tak fascynujący?” Powiedzieliby mu: „To lutnia, panie, robi ten dźwięk – tak kuszący, tak miły, tak oszałamiający, tak czarujący, tak fascynujący”. Odpowiedziałby: „Idź człowieku, przynieś mi tą lutnię”.

„Przynieśliby mu ta lutnie i powiedzieli: „Panie, to jest ta lutnia, dźwięk której był tak kuszący, tak miły, tak oszałamiający, tak czarujący, tak fascynujący”. „Król powiedziałby: Dość z tą lutnią, człowieku. Przynieś mi tylko dźwięk”. Człowiek odpowiedziałby: „Ta lutnia, panie, składa się z licznych komponentów, i daje dźwięk gdy gra się na niej licznymi komponentami; to jest w zależności pergaminowej płyty rezonansowej, pudła, ramienia, głowy, strun, plektronu, i odpowiedniego wysiłku muzyka. Tak to jest, panie, że ta lutnia, składa się z licznych komponentów, i daje dźwięk gdy gra się na niej licznymi komponentami”.

Król rozbiłby lutnię na dziesięć bądź sto kawałków, i dalej zredukowałby je do odłamków. Po zredukowaniu ich do odłamków, spaliłby je w ogniu i zredukował je do popiołów i rozwiałby je na silnym wietrze czy pozwolił by uniosły je silny nurt rzeki. Wtedy powiedziałby: „Kiepską rzeczą, w rzeczy samej, jest ta tak zwana lutnia, jak również wszystko inne zwane lutnią. Jak większość nie zauważa tego, całkowicie przez to pochłonięta!”

Tak też mnisi, mnich bada materię do tego miejsca gdzie jest obszar dla materii, uczucie do tego miejsca gdzie jest obszar dla uczucia, percepcję do tego miejsca gdzie jest obszar dla percepcji, determinacje do tego miejsca gdzie jest obszar dla determinacji, świadomość do tego miejsca gdzie jest obszar dla świadomości. Tak jak bada materię do tego miejsca gdzie jest obszar dla materii, uczucie do tego miejsca gdzie jest obszar dla uczucia, percepcję do tego miejsca gdzie jest obszar dla percepcji, determinacje do tego miejsca gdzie jest obszar dla determinacji, świadomość do tego miejsca gdzie jest obszar dla świadomości, jakiekolwiek pojęcia „ja”, czy „moje”, czy „jestem” które pojawiały mu się przedtem, już dłużej mu się nie pojawiają.