Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liiceanu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liiceanu. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 lutego 2017

Gabriel Liiceanu Dziennik z Paltinisu - wypisy

Przez cały pięcioletni okres studiów (filozoficznych) nikt z nas nie oglądał ani razu ani jednego tekstu Platona. Pewnego studenta przyłapanego w akademiku na lekturze Kanta wyrzucono z uczelni.

W każdym razie wszyscy uświadomili sobie, że również w dziedzinie duchowej, nie tylko cielesnej, istnieje rodzaj „niedomycia” i że kultura nie jest dla człowieka przygodną ozdóbką, lecz środowiskiem życiowym, dokładnie takim samym jak woda dla ryby i powietrze dla ptaka. 
Tenże intelektualista ze Wschodu powie wam, że kultura nie była dla niego – tak jak dla was – naturalnym, organicznym rytmem ducha, lecz czymś w rodzaju kradzionego potajemnie, przyswajanego i magazynowanego tlenu, sposobem na przetrwanie w świecie duszonym kłamstwem, ideologią i wulgarnością.

Noica: Żyłem rozmyślnie w odosobnieniu. Świadomie odrzuciłem wszelkie możliwości społecznego sukcesu, nie z hipokryzji, ale z rozkoszą.

Noica: Odtąd przez dwadzieścia lat żyłem na marginesie. Z początku było to życie świadomie wybrane, później, po 1948, narzucone mi – ale przyjąłem je z radością: z taką samą radością przeżywałem moje lata więzienne.

Noica: Jeśli udało mi się czegokolwiek dokonać w filozofii, a więc w jedynej dziedzinie, w której sukces nie oznacza okaleczenia (ale też nie ma żadnej treści) to dlatego, że miałem szczęście porażki tam, gdzie sukces okalecza.

Noica: Właściwie pojmowane oderwanie nie ma nic wspólnego z dystansem ani wzgardą.

Potem Noica wskazuje na dwa kluczowe momenty w dziejach kultury europejskiej stojące pod znakiem kosmosu „ładu”: pierwszym była filozofia grecka, eliminująca chaos mitologii, drugim – chrześcijaństwo (zdaniem Noiki również sprawa Greków, a to dzięki roli, jaką Paweł odegrał w Antrochii).

Noica: Pomyślcie, jakim szczęściem jest uwolnić się od zębów, tych trzydziestu dwóch wrogów człowieka.

Noica: Nie powinniście nigdy skarżyć się na historię, nawet jeśli jest niemiła i „siusia na was” jak powiedział Hegel. Złe w końcu wychodzi na dobre, na przykład to, że omijają cię rozmaite zaszczyty, w końcu okazuje się dobrem, bo masz święty spokój i możesz wydajnie pracować. I na odwrót, każde dobro kończy się złem – na przykład zbyt wykwintne jedzenie, zbyt szczęśliwe małżeństwo, błyskotliwa kariera.

Skończył Autobiografię Jaspersa i mówi o umysłowościach beznadziejnie banalnych, właśnie w typie Jaspersa, który może napisać bez żenady: „Jak pięknie jest we Włoszech!” Umysłowość płaska pozostaje płaska, nawet jeśli poślesz ją do raju i będzie gadać z Panem Bogiem. Po tej wycieczce do raju też usłyszysz od niej tylko banały. Jaspers dziwi się, że Heidegger nie odpowiada mu nieraz na pytania … Na pytania w takim oto guście: „Co pan sądzi o Bogu?”

Bogowie, którzy zawitali w progi tej mansardy, są piękniejsi i prawdziwsi od bogów czuwających nad Eliadem, gdy pijał on z pucharu jakże ludzkiej próżności.

Noica: (O Eliadem) Bardzo łatwo go podbić pochwałami, toteż nie potrafi rozróżnić między miernotami i ludźmi wartościowymi.

Noica: Filozof nie jest lekarzem, jak chciał Nietzsche, bądź jak utrzymuje buddyzm (Dharma jest środkiem leczniczym). 

Noica: Sądzę, że Heideggerowi dobrze by zrobił bliższy kontakt z Wedami i Upaniszadami. Heidegger ma pewne cechy mędrca orientalnego, oprócz jakiejś pustynności ma też w sobie coś z mistrza, który mówi „przyjdź i usiądź koło mnie” (to właśnie znaczy słowo „upaniszada”) „usiądź koło mnie i milcz” - „upaniszadaj” jak lubię mówić.

Noica: Zamierzałem wam powiedzieć, że człowiek jest tym, co z niego zostaje, gdy świat unicestwi go i wszystko mu odbierze.

Noica: Sukcesu człowiek powinien zaznać w młodym wieku, żeby jak najszybciej uwolnić się spod jego uroku i uświadomić sobie, że zawsze jest on jakimś fałszem „aureolką”, czymś identyfikacyjnym: „Ach, to pan tak wygląda” itd. Szybko zdajesz sobie sprawę, że ludzi interesuje tylko twoja zewnętrzność, że nieraz jedynie chcą się zbliżyć do ciebie i to w śmieszny sposób.

Wokół nowego dzieła ludzie tłoczą się jak muchy wokół świeżego mleka – mawiał Hegel.

Geniusz jako ktoś „upadły” w nowoczesnych, niewielkich społecznościach (temat-obsesja w dzienniku Kierkegaarda), a więc we wspólnotach nienawykłych do obcowania z tym co niezwyczajne – chyba że występuje w przybraniu władzy lub - lepiej – zdarzenia. W takiej sytuacji niezwyczajnością najtrudniejszą do zniesienia, a więc wypieraną, jest geniusz, ponieważ nie ma on przywileju nietykalności, jakim cieszy się władza, ani nie otacza go aura normalności, pochodna tradycji. 
Mieć „kulturę geniusza” znaczy umieć z radością uznać coś wyższego od nas, niedostępnego i zaakceptować to jako możliwość własnego dźwignięcia się w górę: a więc nie ma tu śladu niechęci wobec tamtego, że wspiął się tak wysoko, lecz przeciwnie, radość, że samemu można się znaleźć obok niego.

Noica: Skoroś wspomniał o uwodzicielce, powiem wam, co mi kiedyś powiedziała pewna bardzo przyjemna dama po ukazaniu się mojej książki o Heglu. Otóż tłumaczyłem jej, że wobec Hegla jestem tylko kimś jak apostoł Paweł wędrujący po świecie z kosturem w dłoni i głoszącym cudze myśli. „Ależ skąd – szepnęła mi do ucha. - Jest pan raczej luksusową dziwką naganiającą przechodniów do burdelu Hegla”. Co wy na to?

Noica: Nie widzę wielkiej przepaści między kulturą sądu a kulturą pojęcia; widzę ją między egzystencją a kulturą. Z troską stwierdzam, że niezależnie od przebytej drogi i naszych sukcesów w dziedzinie kultury my obaj, ja i Gabriel, tkwimy w najzwyczajniejszym analfabetyzmie egzystencjalnym. Nie dorobiliśmy się porządnej higieny duchowej, nie panujemy w pełni nad naszymi instynktami, nasza zależność od „przyzwoitych warunków życiowych” graniczy z maniactwem. Ja muszę walczyć z moim łakomstwem, gadulstwem, kabotyństwem, impulsywnością.

tlumaczenie: Ireneusz Kania

niedziela, 20 lipca 2014

Ostatni gest zdejmowania maski


Co do mnie, przedstawiłem książkę Kierkegaarda Point de vue explicatif de mon oeuvre, którą dziś skończyłem czytać. Powstała ona w 1848, na sześć lat przed śmiercią autora, ukazała się zaś pośmiertnie (1850) i jest ostatnim gestem zdejmowania maski, ale też spóźnionym usprawiedliwieniem pisarstwa aminowego. Kierkegaard, uważający się za autora głównie religijnego, przez całe życie stosował „estetyczną przebierankę”. Wejście w kategorie estetyki – młodości, zmysłowości i zmysłowego piękna – oznacza zajęcie pozycji, w której zwykle znajduje się rozmówca. To strategiczne uplasowanie się w kategoriach mentalnych publiczności jest jedyną szansą na to, że zostaniesz wysłuchany, jedyną możliwością, że gdyś już zwrócił na siebie uwagę – dzięki takiej „przebierance” przeforsujesz swój punkt widzenia. W ten sposób potrafisz może nie tyle obalić przekonanie drugiego, ile raczej zmusić go do zwrócenia uwagi na to, co mówisz. Z kolei to oznacza, że będzie on musiał rozważyć twój problem, różny od jego problemu, bo duchowy. Skłonienie drugiego do uwagi wobec twojego problemu poprzez akt pokory, poddanie się rozmówcy, jest samą istotą Kierkegaardowskiej majeutyki (wywodzącej się od Sokratesa), esencją podwójności, maski, dialektyki, umyślnego oszustwa wprzęgniętego w służbę prawdy („rozważany problem ze stanowiska estetycznego”: oszustwo polega na samym użyciu takiego zwrotu, żeby móc dotrzeć do sfery duchowej). W ten sposób cała twórczość estetyczna K. staje się metafizyką incognito (Sokrates jest pogańskim prekursorem incognito chrześcijańskiego, teorią maski potwierdzoną później przez ludzką praktykę maskowania boskości.)

Gabriel Liiceanu, Dziennik z Paltynisu
tłumaczenie: Ireneusz Kania
s. 106-107


Concluding Unscientific Postscript książka sama w sobie jarząca się dowcipem, większość którego jest wciąż aktualna po stu latach. To jedyna poważna dyskusja o komizmie, którą znam i wiele jej zawdzięczam. Jest w niej teologiczne tło które trzeba wziąć pod uwagę, ale pewne studia Kierkegaarda na temat chrześcijaństwa jego dni stosują się z pełną siłą do współczesnego buddyzmu.

Nanavira Thera

wtorek, 28 stycznia 2014

Cioran o Dzienniku Liiceanu


Z listu do Gabriela Liiceanu, lipiec 1982:
"Gdyby jakiś obcokrajowiec wziął do ręki pański Dziennik, mógłby odnieść wrażenie, że w Rumunii, w ciągu tych wszystkich ponurych lat, nikt nie robił nic innego, tylko medytował nad nieskończonością albo majaczył o losie cywilizacji".