środa, 1 lipca 2026

UJAWNIAMY: „In vitro” w Szpitalu Południowym – maszynka do wyciągania dotacji


Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!
Szpital Południowy jako maszynka do wyciągania pieniędzy publicznych? Wiele wskazuje, że tak.

To właśnie w tym szpitalu, prowadzonym w 100% przez samorząd Warszawy, działa Warszawskie Centrum Leczenia Niepłodności, które – wbrew nazwie – nie leczy.

Zajmuje się natomiast sztuczną produkcją dzieci poprzez in vitro. A kiedy powstało? Natychmiast po informacji, że uchwalono finansowanie klinik in vitro z budżetu państwa.


Cała Polska mówi o aferze w Szpitalu Południowym w Warszawie. Były ordynator Oddziału Chirurgii, dr Emil Jędrzejewski, ujawnił szokujące zaniedbania i błędy medyczne, które mogły kosztować życie pacjentów. Zostawianie umierającego człowieka w toalecie, nieprawidłowa intubacja, wykonywanie badań zwłokom i fałszowanie dokumentacji dotyczącej zgonów – to tylko niektóre z oskarżeń. Dziś doszły nowe – prosektorium w Szpitalu Południowym miało być wynajmowane jako sceneria do kręcenia filmów. Gdy rodziny opłakiwały swoich zmarłych, operatorzy kamer uciszali je, aby nie przeszkadzały w nagraniach za ścianą. Do tego na rodzinach wymuszano korzystanie z konkretnego zakładu pogrzebowego, a jeśli wybrały inny, robiono problem z odebraniem ciała zmarłego.

Tymczasem Fundacja Życie i Rodzina dotarła do kolejnych szokujących informacji. Władze Warszawy traktują ten szpital jako maszynkę do wysysania rządowych dotacji. Gdy tylko okazało się, że procedury sztucznej produkcji dzieci zaczną być finansowane przez rząd (grudzień 2023), w Szpitalu Południowym pojawił się pierwszy samorządowy ośrodek in vitro – stało się to 18 marca 2024 r.

Był to precedens, bo do tej opory produkcją dzieci na szkle zajmowały się tylko kliniki prywatne. Tu samorząd Stolicy zapragnął dotacji i aby je wyciągnąć, otworzył własną placówkę in vitro.

A już 2,5 miesiąca później – od 1 czerwca 2024 roku – Warszawskie Centrum Leczenia Niepłodności zaczęło pobierać pieniądze z rządu.

Jakie to kwoty?

WCLN otrzymało w 2025 roku ponad 8 milionów złotych dotacji, a na 2026 rok przyznano mu niemal 6 milionów. W ciągu zaledwie dwóch lat wyszło więc blisko 14 milionów złotych publicznych pieniędzy na procedurę nieodłącznie związaną z aborcją oraz niemoralną samą w sobie.

Do kwot z rządu należy doliczyć dopłaty, jakich dokonują klienci kliniki – najczęściej jest to co najmniej drugie tyle. Bo program rządowy finansuje procedury tylko w części, resztę muszą zapłacić biologiczni rodzice wyprodukowanych dzieci.

WSPIERAM OBRONĘ ŻYCIA

Szpital Południowy pobiera też opłaty za przechowywanie nadmiarowych dzieci w ciekłym azocie i także na tym zarabia. Pojawia się oczywiście pytanie, co stanie się z dziećmi, których przechowywanie przestanie być opłacane. Czy będą one wylane do zlewu? A może odsprzedane innym parom? Surogatkom? Obywatelom wyłącznie polskim, czy także państw innych niż Polska? W jakim celu…?

Dodajmy, że ośrodek in vitro dostaje pieniądze za każdą, także nieudaną procedurę. A niewiele par wychodzi z in vitro z dzieckiem, większość odnosi porażkę, za którą płaci dokładnie tyle samo, co za sukces.

Szanowny Panie,

Wydaje się, że radny Koalicji Obywatelskiej Dawid Kacprzyk – zatrudniony do niedawna w Szpitalu Południowym jako ordynator SOR i wynagrodzony przez tylko jeden rok kwotą 1,6 mln złotych – to niejedyna afera finansowa w tej placówce. Szpital pod auspicjami Rafała Trzaskowskiego jest kurą znoszącą złote jaja dla skolonizowanego przez KO samorządu Warszawy i konkretnych ludzi związanych z tą partią.

Dzieje się to kosztem pacjentów.

I znowu – jak zawsze widać tę zasadę: jeśli nie szanuje się życia najmniejszych pacjentów (tych zrobionych na szkle in vitro), to trudno też oczekiwać szacunku wobec innych leczących się w szpitalu.

Sztuczna produkcja dzieci w laboratorium jest nieetyczna i niegodna człowieka. Każde dziecko ma prawo do naturalnego poczęcia, a nie do bycia wyprodukowanym na szkle i wsadzonym na miesiące i lata do probówki. In vitro nie leczy niepłodności, ale przenosi prokreację poza ludzką miłość – tworząc przy tym cały przemysł selekcji, zamrażania i niszczenia ludzkich zarodków oraz handlu maleńkimi dziećmi, które klienci porzucają, gdy nie chcą ich już wszczepiać i rodzić.

Każda procedura in vitro to:

produkcja wielu dzieci i selekcja tych subiektywnie uznanych za najlepsze,
zamrażanie nadliczbowych dzieci na później,
niszczenie chorych lub uznanych za wadliwe,
ogromna liczba aborcji – w różnej formie i na różnych etapach – i nieudanych implantacji.
Ujawniamy tę sprawę, aby opinia publiczna miała świadomość, jak bardzo Szpital Południowy odszedł od misji ratowania życia w kierunku zysku biznesowego – nawet, gdy oznacza to krzywdę maleńkich dzieci.

WSPIERAM OBRONĘ ŻYCIA

Ujawniamy wszystko, bo jeśli nie my – to kto upomni się o tych, którzy sami nie mają głosu…?

Dziękuję, że jest Pan z nami i wspiera nas w walce z cywilizacją śmierci. Także tam, gdzie życie powinno być najwyższym prawem i najważniejszym dobrem, a niestety nie jest.

Z wyrazami szacunku,

Kaja Godek
Fundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl
PS – Ujawnianie takich spraw nie jest łatwe ani wygodne. Ale milczenie byłoby zgodą na to, by życie najmniejszych dzieci dalej traktowano jak produkt do sprzedaży lub źródło publicznych dotacji. Piekło dzieci trwa i wobec niego trzeba stawiać opór.

WSPIERAM
NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/


***

Ekipy filmowe w prosektorium Szpitala Południowego i szkolenia na ciałach [trupach] pacjentów
Ekipy filmowe w prosektorium
Szpitala Południowego
i szkolenia na ciałach pacjentów.
Ujawniono szokujące szczegóły
30.06.2026



NCZAS.INFO | SOR, Warszawski Szpital Południowy. / Fot. PAP
Na jaw wychodzą kolejne wątki afery w Warszawskim Szpitalu Południowym. Mimo prawnego zakazu w placówce miał być prowadzony biznes pogrzebowy, a szef prosektorium miał utrudniać odbieranie ciał zmarłych, jeśli rodzina chciała korzystać z usług innych niż zakład należący do jego wspólniczki z innej firmy. Ponadto miał też publikować w sieci zdjęcia rozczłonkowanych ciał.

Kolejny wątek w aferze w Warszawskim Szpitalu Południowym opisał, ponownie, portal Zero.pl, piórem Piotra Barejka, Patryka Słowika i Jakuba Styczyńskiego. Jak czytamy, po serii opublikowanych wcześniej na Zero.pl tekstów do redakcji zgłosiły się osoby, które podniosły wątek ciał zmarłych pacjentów placówki. Wśród nich miały znaleźć się rodziny oraz personel szpitala, a także przedstawiciele warszawskiej branży pogrzebowej.

„Z tych opowieści wyłania się obraz miejsca, w którym osoby chcące załatwić formalności tuż po śmierci swoich najbliższych były nagabywane do skorzystania z oferty konkretnego zakładu pogrzebowego.

Tymczasem, zgodnie z art. 13 ustawy o działalności leczniczej, w szpitalach zakazane jest świadczenie usług pogrzebowych oraz ich reklama. Wprowadzenie tego przepisu było odpowiedzią ustawodawcy na głośną sprawę «łowców skór» w łódzkim pogotowiu” – czytamy.

„Polecany” zakład pogrzebowy
Prosektorium w Warszawskim Szpitalu Południowym zarządza Artur Habowski, prezes firmy specjalizującej się w sprzedaży sprzętu dla branży funeralnej Pros-med. Połowę udziałów w spółce ma Habowski, a resztę Dominika Jaskuła, która do września 2025 r. była członkiem zarządu i współwłaścicielką zakładu pogrzebowego Sacrum.

W szpitalu miało dochodzić do nietypowych praktyk. Karty zgonu, których rodziny zmarłych potrzebują do załatwienia formalności, miały być wydawane w prosektorium – a nie jak w innych szpitalach np. w dziale statystki albo sekretariacie ordynatora.

Portal Zero.pl zebrał historie kilku osób, zaznaczając, że są one anonimowe, jednak rozmówcy w razie potrzeby potwierdzą je w prokuraturze.

– Kartę zgonu odebrałam w prosektorium. Gdy załatwiałam dokumenty i spytałam, co dalej, Habowski zaczął opowiadać, że jemu też niedawno mama zmarła i ma zakład pogrzebowy, z którego korzystał. Zachęcał, że to najlepsza opcja i nigdzie nie będzie taniej, oni wszystko załatwią, a ja nic nie będę musiała robić. Identyfikacja, dwa podpisy i mnie nie ma. Tak to brzmiało. Dał mi namiary, żebym zadzwoniła do zakładu, dał mi też numer do siebie, żebym dała znać, jakbym potrzebowała pomocy. Później dzwonili do mnie z tego zakładu, podali jakąś chorą cenę. Znalazłam więc inny zakład. Nie miałam pieniędzy, więc poszłam tam, gdzie było najtaniej – mówiła jedna z osób.

Później jednak sytuacja się zmieniła. – Kolejny raz zostałam wezwana na identyfikację. Wtedy Habowski już nie był miły i pomocny. To były dwie różne osoby – wspominała.

Jak dodała, przez godzinę czekała na korytarzu. – Zadzwonił do mnie, że muszę wejść z drugiej strony. Musiałam przejść obok trupów, po drodze minęłam kaplicę z ciałem przygotowanym na pożegnanie. Powiedział, że muszę zrobić identyfikację. Nie pytając się nawet, czy jestem gotowa, rozpiął worek i pokazał mi trupa. Zapytał: to pani mama? Jeśli tak, to dziękuję, do widzenia. To było na korytarzu, ten obraz do dziś mam przed oczami. Potem pojechaliśmy po odbiór ciała. Była umówiona godzina, ale staliśmy tam jakieś 40 minut. Wyszedł do nas pracownik i stwierdził, że musimy poczekać – dodała.

Inny rozmówca, którego bliska osoba zmarła w innym szpitalu i została przetransportowana do Szpitala Południowego, wprost przyznał, że „ma bardzo negatywne przeżycia związane z prosektorium tej lecznicy”.

– Okazało się, że jest jakiś regulamin, którego nigdzie nie widziałem, stanowiący, że termin odbioru zwłok należy umawiać z wyprzedzeniem jednego albo dwóch dni roboczych. Nie jest też wydawane ciało, jeżeli nie minęły trzy doby. Wynajęta przez nas firma pogrzebowa przyjechała specjalnie z Podlasia i w zasadzie mogli jedynie pocałować klamkę. Powiedzieli mi, że pierwszy raz spotkali się z takimi utrudnieniami ze strony prosektorium szpitala. Dopiero gdy podniosłem raban i zacząłem straszyć zgłoszeniem sprawy do rzecznika praw pacjenta, postanowiono ustąpić i wydać ciało – dodał.

Według kolejnej osoby, Habowski „usilnie namawiał rodziny pacjentów na usługi firmy Sacrum, w której wspólniczką była jego wspólniczka w Pros-med”. – Rodziny są też atakowane ofertą przygotowywania ciał w szpitalu – powiedział rozmówca.

Z kolei według jednego z pracowników Szpitala Południowego w Warszawie, wcześniej ciała zmarłych odbierały różne domy pogrzebowe. Wszystko zmieniło się, kiedy pojawiła się firma Sacrum. – Było wciskanie na siłę jednego zakładu. Rodziny się skarżyły, zakłady też, ale wszystkie skargi były zamiatane pod dywan. Habowski był chamski, utrudniał wydanie karty zgonu, dostawałem sygnały od zakładów, że kazał rodzinom czekać po dwie, trzy godziny. To był standard – stwierdził.

Inne biznesy w prosektorium
W sprawie pojawia się także inny wątek – pobocznych, prywatnych biznesów Habowskiego, które miał prowadzić w szpitalnym prosektorium. W kwietniu 2024 r. miał on oferować wynajem przestrzeni prosektorium szpitala, należącego do m. st. Warszawy, na lokację filmową.

„Cześć, posiadam lokacje jaka jest PROSEKTORIUM, służę pomocą jako konsultant z zakresu (sekcji zwłok, kryminalistyki, medycyna sądowej, balsamacji, przygotowania zmarłych, zakładów pogrzebowych i wszystkiego co pokrewne). Posiadam również wszystko co niezbędne np narzędzia odnawiani, balsamacji, specjalistyczne kosmetyki i cały sprzęt funeralny. Mam możliwość zorganizowania karawanów, trumien, urn i czego dusza zapragnie :D” – pisał w ogłoszeniu zamieszczonym na Facebooku w grupie „Lokacje Filmowe”.

Co więcej, z relacji jednej z internautek na portalu kliniki.pl wynika, że z tego ogłoszenia korzystano i to w godzinach odbierania kart zgonu. „Szczytem wszystkiego była sytuacja w prosektorium, kiedy w godzinach odbierania kart zgonu kręcony był tam serial i ekipa uciszała rozmawiające rodziny zmarłych !!!!!” – czytamy w komentarzu.

Ponadto z informacji zamieszczonych na profilu Habowskiego na stronie FilmPolski.pl wynika, że był konsultantem siedmiu seriali i filmów – w tym „Różyczki 2” z 2023 r. w reżyserii Jana Kidawy-Błońskiego, męża obecnej marszałek Senatu Małgorzaty Kidawy-Błońskiej z KO.

Z ustaleń portalu Zero.pl wynika też, że Habowski ma oferować w ramach prywatnej działalności szkolenia z zakresu przygotowywania i balsamacji zwłok, a niektóre z nich odbywają się na ciałach pacjentów Szpitala Południowego, na terenie placówki. Rodziny płacą za tę usługę, którą wykonują osoby dopiero uczące się takiej działalności. Bliscy zmarłych mieli nie wiedzieć o takim procederze.

Skandaliczna działalność
Kolejne kontrowersje [to słowo osłabiające stan rzeczywisty. md] narastają wokół profilu Habowskiego na Instagramie, na którym umieszcza zdjęcia rozczłonkowanych ludzkich ciał – m.in. ludzi spalonych, po ucięciu głowy, z ranami postrzałowymi. „Skąd zdjęcia rozczłonkowanych ludzkich ciał? Nie wiemy. Jeden z naszych rozmówców, związany ze Szpitalem Południowym, uważa, że mogą to być osoby, które znajdowały się w szpitalnym prosektorium” – czytamy.

nczas/ekipy-filmowe-w-prosektorium-szpitala-poludniowego-i-szkolenia-na-cialach-pacjentow

Polska? - UkroPolin – niemiecko-ukraińskie kondominium pod żydowskim zarządem powierniczym


A Polska? Na wojnie Ukraina-Rosja, do której (podobnie jak Ameryka do wojny Izrael-Iran) została wciągnięta, nie zyskała nic. A mogła (podobnie jak Ameryka) nie pozwolić, by „taki piękny kryzys się zmarnował”, chociażby sprzedając broń i pobierając opłaty tranzytowe, bo biegnący przez nasz kraj korytarz transportowy to taka „polska cieśnina Ormuz”. Zamiast tego została bankrutem. Wzięła na utrzymanie drugi naród, w tym miliony „uchodźców”, którym zapewnia pełny wikt i opierunek. Pozbyła się całej broni (zostały jej tylko zardzewiałe pepesze na sznurkach). A wszystko to w sytuacji, gdy stała się państwem frontowym NATO, gdzie o biegu wydarzeń decyduje siła militarna. Obok takiej, wydającej ostatnie tchnienie armii ukropolińskiej, powstaje armia ukraińsko-niemiecka, która weźmie udział w przejęciu pełnej kontroli nad Polską i zmuszeniu jej do zakupu (za gigantyczny kredyt spłacany przez 45 lat) pancerfaustów z niemieckich fabryk.

Polska największym przegranym. Oddana bez jednego wystrzału. Zmuszona dzielić terytorium z milionami przesiedleńców, do których wkrótce dołączą zdemobilizowani bojcy brygady „Bohaterów UPA”. Z przepotężnym, rozzuchwalonym ukraińskim lobby, świadomym swej dominującej pozycji, panoszącym się, wtrącającym w nasze sprawy, działającym coraz bezczelniej, nakazującym wywieszać banderowskie flagi, terroryzującym, przejmującym władzę w Polsce, przejmującym całą Polskę. Ukrainizacja Polski idzie pełną parą. Ukraiński młot i niemieckie kowadło działają coraz bezczelniej. Mamy już rząd niemiecko-ukraińskie. Bezkarnie hasa ukraińska V kolumna. Ukraińska bezpieka robi, co jej się żywnie podoba. A dla sprzeciwiających się temu będą obozy, do których Polaków wyłapywać będzie Ukrainische Hilfspolizei i których pilnować będą ukraińscy strażnicy.

A kto będzie trzymać w garści skonfliktowane strony? Żydzi i Niemcy! I właśnie na tej zasadzie powstaje UkroPolin – niemiecko-ukraińskie kondominium pod żydowskim zarządem powierniczym, składające się z obcej elity, z milionów łupiących Polskę przesiedleńców z Dzikich Pól i z kilkunastu milionów niemających nic do powiedzenia Polaków. Taka ukropolińska Rzeczpospolita będzie wypłacać Ukrainie coroczny haracz, wydawać na obronę dominującą część budżetu (lecz nie na obronę własną, lecz obronę Ukrainy). Ale na tym nie koniec – będzie finansować pokój, a to będzie jeszcze bardziej kosztowne niż finansowanie wojny. I jeszcze jedno – Polska wraca na Wschód, jest wpychana w strefę chaosu, w obszar cywilizacji turańskiej.

Na naszych oczach spełnia się koszmarny sen, w którym Polska nie uzyskała niczego, a najwięcej straciła. Gdy bitewny kurz opadnie, dla Polaków, jako współwinnych ukraińskiej tragedii (bo podżegali do wojny, bo mało pomagali, bo wbili nóż w plecy nie chcąc żreć zgniłego, „technicznego” zboża z Ukrainy) nie będzie miejsca na defiladzie zwycięzców. Będzie za to pełna kapitulacja przed Brukselą. Przy czym członkostwo Ukrainy wywalczy Tusk, który ogłosi, że jakikolwiek sprzeciw to „agenda Putina”.

Co robić? Na początek rzućmy hasło: Broni pozbyliśmy się. Czas na pozbycie się generałów. A politykom, w tym ministrowi obrony pozwólmy zabrać ze sobą do Berlina tylko plecaczek ewakuacyjny.

Krzysztof Baliński

Cały artykuł
POZBYLIŚMY SIĘ BRONI, CZAS NA GENERAŁÓW
https://dakowski.pl/pozbylismy-sie-broni-czas-na-generalow/

Przerażające statystyki gwałtów w Wielkiej Brytanii, Norwegii, Szwecji, Danii

 

Politycy niewiele robią, aby je powstrzymać.

Powszechnie wiadomo, że urodzeni za granicą gwałciciele i przestępcy unikają odpowiedzialności w Europie, ponieważ przywódcy polityczni są pochłonięci strachem przed nazwaniem ich rasistami.

Raport Ruperta Lowe’a ujawnia szokujące dane: około 250 000 białych brytyjskich dziewcząt z klasy robotniczej zostało zgwałconych przez niezachodnich muzułmanów w ciągu dziesięcioleci, bez podjęcia działań przez władze, które były tego świadome. Przeczytaj poniżej przerażające statystyki gwałtów w Skandynawii z niezachodnimi sprawcami.

W imię wielokulturowości urzędnicy tak bardzo obawiali się oskarżeń mediów o rasizm i islamofobię, że nie pomogli tym brytyjskim dziewczynom. To jeden z najgorszych skandali naszego życia, teraz wychodzi na jaw w całym swoim przerażającym horrorze.

Przez dziesięciolecia marksistowsko-socjalistyczna indoktrynacja zakorzeniła się w Europejczykach, że należy zawsze usprawiedliwiać i współczuć imigrantom spoza Zachodu, ponieważ pochodzą oni z niefunkcjonalnych, często wysoce skorumpowanych państw w biednych częściach świata.

Lewica marksistowska wprowadziła w ten sposób wielokulturową dyskryminację rdzennych Europejczyków, która domaga się odpowiedzialności ze strony rdzennych europejskich grup etnicznych w sposób, o jakim nigdy nie marzyłby ciemnoskóry, niezachodni imigrant.

W autorytarnej Wielkiej Brytanii, ta dyskryminacja rdzennych Brytyjczyków jest widoczna jak na dłoni, ponieważ Brytyjczycy są teraz wtrącani do więzienia za komentarze w mediach społecznościowych, negatywne w stosunku do masowej imigracji z krajów niezachodnich, podczas gdy urodzeni za granicą gwałciciele i zabójcy są niemal usprawiedliwiani w sądach.

Media głównego nurtu, takie jak BBC, zadziwiająco nie opublikowały żadnych komentarzy na temat tego okropnego raportu o gwałtach zbiorowych i masowego rasizmu wobec białych w Wielkiej Brytanii, który to udowadnia – pisze historyk, autorka bestsellerów i założycielka raportu Herland, Hanne Nabintu Herland. Artykuł został po raz pierwszy opublikowany w jej regularnej kolumnie WND.

Kolej na Skandynawię.

W Norwegii jeden z nielicznych raportów na temat grup etnicznych przestępców, wykazał, że 100% gwałtów wskutek napaści dokonywali imigranci spoza Zachodu. Imigranci z Azji, Afryki, Ameryki Południowej i Środkowej oraz Turcji mają znacznie wyższy wskaźnik przestępczości niż ogólna populacja, a najgorszy jest z Afryki. W Szwecji ostatnie badanie wykazało, że 96% gwałtów zostało popełnionych przez imigrantów. W obu przypadkach zgwałcono prawie wyłącznie rodzime, białe kobiety. W Danii imigranci spoza Zachodu są ponad siedem razy bardziej skazywani za gwałt niż rdzenni Duńczycy.

Szwecja jest notorycznie gubiona przez swoich marksistowskich polityków, którzy po prostu nie powstrzymują przemocy wobec rdzennej ludności. Kraj ma prawie sześćdziesiąt „stref zakazanych” rządzonych przez gangi imigrantów, w których policja nie ma wstępu; miasto Malmø ma ponad 50% imigrantów spoza Zachodu o wyższym wskaźniku przestępczości niż Bagdad; Szwecja ma największą liczbę ataków bombowych dla kraju nie będącego w stanie wojny.

Według ostatnich badań, 96% gwałtów wskutek napaści w Szwecji jest popełnianych przez imigrantów urodzonych za granicą, którzy gwałcą etniczne Szwedki. Dochodzenie z 2018 roku wykazało, że 40 na 43 mężczyzn skazanych za gwałt zbiorowy było imigrantami lub urodzonymi przez rodziców imigrantów. Szwecja odnotowała w znacznym stopniu największą liczbę zarejestrowanych przestępstw związanych z gwałtem w Europie.

Ta marksistowsko-socjalistyczna dyskryminacja jest przeciwieństwem historycznego zachodniego ideału równości niezależnie od rasy, wyznania czy pozycji społecznej. Wywołała rasizm wobec białych Europejczyków, który dziś przenika europejskie media głównego nurtu i dyskurs publiczny.

W 1977 roku w Szwecji odnotowano 689 gwałtów. W 2015 roku zgłoszono 18 100 przestępstw seksualnych, ponownie prawie wyłącznie przeciwko etnicznym Szwedkom. Mimo to szwedzcy politycy tego nie powstrzymują, a media głównego nurtu milczą ze strachu przed nazwaniem ich rasistami.

Liczby w Norwegii wskazują, że niezwykle niewiele osób jest skazanych za gwałt. Tylko jeden na 10 aktów przemocy seksualnej jest zgłaszany, a około 80 procent jest po prostu odrzucanych. W Szwecji z 4895 zgłoszonych przypadków gwałtu w 2017 roku tylko 190 doprowadziło do wyroków skazujących. W Norwegii tylko co dziesiąty skazuje. Statystyki pokazują również, że jedna na pięć norweskich dziewcząt poniżej 15 roku życia jest narażona na przemoc seksualną. Szwecja nie publikuje oficjalnych danych o przestępstwach związanych z pochodzeniem etnicznym lub statusem imigracyjnym, podobnie jak Norwegia.

Bardzo niewielu omawia wewnętrznie zgłoszone samobójstwa białych dziewcząt po gwałcie, gdy oni i ich rodziny widzą, jak policja niechętnie ściga sprawców. Niezwykle rzadko można znaleźć osoby, które chcą mówić o tym publicznie.

W 2025 roku Libertariańska Partia Postępu— obecnie największa partia polityczna w Norwegii i prawdopodobnie jej wersja Reform UK-niedawno zapłaciła za nowe badania nad wskaźnikiem przestępczości sklasyfikowanym według grup etnicznych. Statystyki wykazały znaczny wzrost nadreprezentacji imigrantów na lata 2020-2023.

Młodzi mężczyźni z Iraku i Somalii mają niezwykle wysokie proporcje zarzutów, z ponad 1200 na 1000 dla imigrantów i do 1300 dla urodzonych w Norwegii cudzoziemców etnicznych z rodzicami z tych krajów. W Oslo, stolicy Norwegii Pokojowej Nagrody Nobla, młodzi mężczyźni ze środowisk imigranckich mają proporcje zarzutów w wysokości 820 na 1000, podczas gdy Norwegowie urodzeni przez rodziców imigrantów mają proporcję 910 na 1000. Reszta populacji ma wskaźnik 280 na 1000.

„Na przykład w przypadku somalijskich mężczyzn w Oslo (w wieku 15-24 lat) w latach 2020-2023 na 1000 mieszkańców przypada 2120 zarzutów. To 15 razy więcej niż ma populacja Oslo bez pochodzenia imigranckiego ” – pisze Partia Postępu.

Liczby dla Danii są równie przygnębiające, ujawniając znaczne różnice w zależności od pochodzenia etnicznego. Liczby z lat 2010-2014 wskazują, że imigranci spoza Zachodu są masowo nadreprezentowani wśród skazanych za gwałt w porównaniu z rdzennymi Duńczykami. To sprawia, że imigranci spoza Zachodu i ich dzieci są 7,3 razy bardziej skłonni do gwałtu niż rdzenni Duńczycy.

Całkowity brak ochrony rdzennych skandynawskich kobiet przed imigranckimi gwałcicielami urodzonymi za granicą wynika z ideologii marksistowsko-socjalistycznej, która od tak dawna przetrzymuje Europejczyków jako zakładników rasizmu wobec rdzennej białej populacji, pozwalając temu przerażającemu znęcaniu się nad kobietami kontynuować rok po roku.

hannenabintuherland.com/horrifying-european-rape-statistics-in-norway-sweden-denmark-that-politicians-do-little-to-stop

https://dakowski.pl/