Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Calvino. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Calvino. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 maja 2016

Utrwalić i rozprzestrzenić ...

Wielki Chan zaczął już przerzucać w atlasie mapy miast, które straszą w koszmarach i przekleństwach: Henoch, Babilon, Yahoo, Butua, Brave New World.

Mówi:

– Wszystko na próżno, skoro ostatecznym portem może być tylko miasto piekielne, a do niego właśnie wsysa nas prąd coraz węższą spiralą.

A na to Polo:

– Piekło żyjących nie jest czymś, co nastanie; jeśli istnieje, jest już tutaj, jest piekłem, w którym żyjemy na co dzień, które tworzymy, przebywając razem. Są dwa sposoby, aby nie sprawiało ono cierpień. Pierwszy jest nietrudny dla wielu ludzi: zaakceptować piekło i stać się jego częścią, aż przestanie się je dostrzegać. Drugi jest ryzykowny i wymaga ciągłej uwagi i ćwiczenia: odszukać i umieć rozpoznać, kto i co pośród piekła piekłem nie jest, i utrwalić to, i rozprzestrzenić.


Italo Calvino Niewidzialne miasta
tłumaczenie: Alina Kreisberg

piątek, 13 maja 2016

Przychodzi w życiu taka chwila, kiedy wśród znajomych ludzi więcej jest zmarłych niż żywych

Nigdy przedtem w moich podróżach nie zapuściłem się aż do Adelmy. Zmierzchało, gdy tam przybiłem. Na nabrzeżu marynarz, który schwycił w locie cumę i przywiązał ją do pachołka, podobny był do mojego zmarłego już kolegi z wojska. Była to pora hurtowej sprzedaży na rybnym targu. Jakiś starzec ładował na wózek kosz jeży morskich; wydało mi się, że go poznaję; kiedy się odwróciłem, zniknął w zaułku, ale już zrozumiałem, że przypominał rybaka, który był starcem za czasów mojego dzieciństwa, a zatem nie mogło go już być wśród żyjących. Poruszył mnie widok człowieka chorego na febrę, który leżał skulony na ziemi z kocem naciągniętym na głowę: mój ojciec na parę dni przed śmiercią miał żółte oczy i najeżoną brodę, całkiem jak on. Odwróciłem wzrok; nie śmiałem już spojrzeć nikomu w twarz.

Pomyślałem: „Jeżeli Adelma to miasto, które widzę we śnie, gdzie spotyka się tylko umarłych, sen budzi we mnie strach. Jeśli Adelma jest prawdziwym miastem, zamieszkanym przez żywych, wystarczy dłużej im się przyglądać, aby podobieństwo się rozwiało i ukazały się obce twarze, przynoszące lęk. W obu wypadkach lepiej, żebym nie przypatrywał im się zbytnio”.

Zieleniarka ważyła kapustę i kładła ją do koszyka zawieszonego na sznurku, który spuszczała z balkonu dziewczyna. Przypominała do złudzenia inną dziewczynę z mojej wsi, która z miłości zwariowała i się zabiła. Zieleniarka podniosła twarz – to była moja babka.

Pomyślałem: „Przychodzi w życiu taka chwila, kiedy wśród znajomych ludzi więcej jest zmarłych niż żywych. I umysł nie chce już przyjmować innych fizjonomii, ich nowego wyrazu: na wszystkich nowo spotkanych twarzach odciska dawne formy, dla każdej wynajduje najodpowiedniejszą maskę”.

Tragarze, pochyleni pod ciężarem gąsiorów i baryłek, wchodzili rzędem po schodach; twarze mieli zakryte kapturami z worka; „Teraz się wyprostują i ich rozpoznam” – myślałem z niecierpliwością i obawą. Ale nie odrywałem od nich oczu; skoro tylko odwracałem wzrok na tłum zapełniający uliczki, osaczały mnie wynurzające się z oddali nieoczekiwane twarze, które wpatrywały się we mnie, jakby chciały, bym je rozpoznał, jakby chciały mnie rozpoznać, jakby mnie rozpoznawały. Może i ja przypominałem każdemu z tych ludzi kogoś, kto nie żył.

Dopiero co przybyłem do Adelmy, a już byłem jednym z nich, przeszedłem na ich stronę, wmieszany w to falowanie oczu, zmarszczek, grymasów.

Pomyślałem: „Może Adelma jest miastem, dokąd przybywa się w chwili śmierci i gdzie każdy odnajduje znane mu osoby. To znak, że i ja umarłem”. Pomyślałem także: „To znak, że zaświaty nie są szczęśliwe”.


Italo Calvino Niewidzialne miasta
tłumaczenie: Alina Kreisberg

środa, 11 maja 2016

Opowiadaniem rządzą nie usta, lecz ucho

Kubłaj pyta Marka:
– Kiedy powrócisz na Zachód, będziesz powtarzał swoim ziomkom to samo, co opowiadasz mnie?
– Ja mówię i mówię – powiada Marko – ale mój słuchacz zatrzymuje tylko te słowa, których oczekuje. Inne jest opisanie świata, któremu ty skłaniasz łaskawe ucho, zaś inne obiegnie izby tragarzy i gondolierów u podnóża mojego domu, w dniu, kiedy powrócę, inne jeszcze mógłbym podyktować w podeszłym wieku, gdybym popadł w niewolę genueńskich piratów i wrzucono by mnie w dybach do wspólnej celi z pisarzem powieści przygodowych. Opowiadaniem rządzą nie usta, lecz ucho.


Italo Calvino, Niewidzialne miasta
tłumaczenie: Alina Kreisberg

wtorek, 10 maja 2016

Może ten ogród istnieje tylko w cieniu naszych spuszczonych powiek

KUBŁAJ: Nie wiem, kiedy zdążyłeś odwiedzić te wszystkie kraje, które mi opisujesz. Mnie się wydaje, że nigdy nie ruszyłeś się na krok z tego ogrodu.

POLO: Wszystko, co robię i widzę, nabiera znaczenia w przestrzeni umysłu, gdzie panuje ten sam co tu spokój, ten sam półmrok, ta sama cisza, w którą wplata się szelest liści. W chwili kiedy pogrążam się w rozmyślaniach, odnajduję się zawsze w tym ogrodzie, o tej wieczornej godzinie, przed twym dostojnym obliczem, chociaż nadal, bez chwili wytchnienia, podążam w górę rzeki zielonej od krokodyli lub liczę spadające do ładowni beczki solonych ryb.

KUBŁAJ: Ja też nie mam pewności, że znajduję się tutaj, że przechadzam się między porfirowymi fontannami, nadsłuchując echa rozbryzgów, a nie cwałuję, oblepiony potem i krwią, na czele moich wojsk, podbijając kraje, które przyjdzie ci opisywać, lub nie odrąbuję palców napastnikom, którzy wdrapują się na mury oblężonej fortecy.

POLO: Może ten ogród istnieje tylko w cieniu naszych spuszczonych powiek, a nigdy nie przestaliśmy: ty – wzbijać kurzu na polach bitewnych, ja – kupczyć workami pieprzu na dalekich targowiskach, ale za każdym razem, kiedy wśród hałasu i ścisku przymykamy oczy, dane nam jest chronić się tutaj, gdzie odziani w jedwabne kimona rozważamy to, co widzimy i przeżywamy, robimy podsumowania, kontemplujemy z oddalenia.

KUBŁAJ: Może nasz dialog toczy się między dwoma żebrakami, przezwanymi Kubłaj-chan i Marko Polo, którzy grzebią w wysypisku śmieci, gromadząc zardzewiałe żelastwo, strzępki tkanin, zużyte papiery i upici paroma łykami podłego wina, widzą wokół siebie blask wszystkich skarbów Wschodu.

POLO: Może ze świata pozostał tylko opuszczony teren pokryty śmietniskami i wiszący ogród pałacu Wielkiego Chana. Oddzielają je nasze powieki, ale nie wiadomo, co jest pod nimi, a co przed nimi.


Italo Calvino, Niewidzialne miasta
tłumaczenie: Alina Kreisberg

poniedziałek, 9 maja 2016

Spalenizna wypalonych egzystencji

– …Zatem twoja podróż naprawdę odbywa się w pamięci! – Wielki Chan, śledząc opowieść z napiętą uwagą, podrywał się na hamaku, ilekroć dosłyszał w relacji Marka westchliwą nutę. – Udałeś się tak daleko, żeby zbyć ładunek nostalgii! – wykrzykiwał, albo: – Ze swych wypraw powracasz z ładownią wypełnioną żalami! – i dorzucał z sarkazmem: – Prawdę mówiąc, nędzne to zakupy, jak na kupca Rzeczypospolitej Weneckiej!

Do tego punktu zmierzały wszystkie pytania Kubłaja o przeszłość i przyszłość, już od godziny prowadził zabawę kota z myszą, aż na koniec przypierał Marka do muru, naskakując nań, przygniatając mu pierś kolanem, łapiąc go za brodę:
– To chciałem od ciebie usłyszeć: przyznaj się, co przemycasz: stany ducha, stany łaski, treny!

Zdania i czyny być może tylko pomyślane, kiedy obydwaj, bez ruchu i w milczeniu, spoglądali na dym wznoszący się powoli z ich fajek. Obłok to rozwiewał się pod podmuchem wiatru, to pozostawał zawieszony w powietrzu; i w tym obłoku była odpowiedź. Kiedy powiew unosił dym, Marko myślał o oparach, które zasnuwają taflę morza i łańcuchy gór, a gdy się rozpraszają, pozostawiają suche i przejrzyste powietrze, odsłaniając dalekie miasta. Jego wzrok chciał dotrzeć poza tę osłonę lotnej wilgoci: z oddalenia łatwiej rozróżnić kształt rzeczy.

Albo obłok, ledwie wypuszczony z warg, zatrzymywał się, gęsty i powolny, i przywoływał inną wizję: wyziewy kładą się na dachach metropolii, płaszcz miazmatów ciąży nad asfaltowymi ulicami, nie rozwiewa się ciemny dym. Nie ulotne mgły pamięci, nie suchą przejrzystość, ale spaleniznę wypalonych egzystencji, która tworzy skorupę na miastach, gąbkę nasyconą życiową materią, zator przeszłości teraźniejszości przyszłości, który wstrzymuje życie skamieniałe w złudzeniu ruchu – oto co znajdowałeś u kresu podróży.


Italo Calvino, Niewidzialne miasta
tłumaczenie: Alina Kreisberg

niedziela, 8 maja 2016

Jeśli chcesz wiedzieć, ile mroku cię otacza, musisz wytężyć wzrok w stronę nikłych świateł w oddali

Z wargami zaciśniętymi na bursztynowym cybuchu fajki, z brodą rozpłaszczoną o ametystowy naszyjnik, z wielkimi palcami wygiętymi nerwowo w jedwabnych pantoflach, Kubłaj-chan wysłuchiwał relacji Marka Polo, nie unosząc powiek. Były to wieczory, kiedy ciążyły mu na sercu opary melancholii.

– Twoje miasta nie istnieją. Może nigdy nie istniały. Z całą pewnością nie będą już istnieć. Po co pocieszasz się złudnymi bajkami? Dobrze wiem, że moje imperium rozkłada się jak trup w grzęzawisku, który zaraża zarówno dziobiące go kruki, jak i bambusy nawożone jego jadem. Czemu o tym mi nie mówisz? Czemu okłamujesz, cudzoziemcze, cesarza Tatarów?


Polo umiał wtórować czarnym nastrojom władcy.


– Tak, imperium jest chore, a co gorsza usiłuje się przyzwyczaić do nękających je boleści. Moje wyprawy mają taki cel: badając dostrzegalne jeszcze ślady szczęścia, mierzę jego niedostatek. Jeśli chcesz wiedzieć, ile mroku cię otacza, musisz wytężyć wzrok w stronę nikłych świateł w oddali.



Italo Calvino, Niewidzialne miasta
tłumaczenie: Alina Kreisberg

sobota, 11 stycznia 2014

Widok z dziewiętnastowiecznego balkonu


"Złożony kilkudniową niemocą na moim tapczaniku, który raczej kształtem i kubaturą wygląda na katafalk, coś sobie przypomniałem z Czarodziejskiej góry i chciałem to sprawdzić w powieści. Oczywiście owo «coś» musiało mieć związek z Kławdią Chauchat, powiem do końca – chodziło o epizod z pożyczaniem ołówka. I stało się – na nowo zaczytałem się w Mannie, ale... nie tak zupełnie. Bo ja tej jego powieści nigdy nie przeczytałem, i chyba już nigdy nie przeczytam do końca. Bo ja ciągle, bo ja zawsze zaczynam i kończę lekturę Czarodziejskiej góry na pierwszym tomie. Pierwszy tom dosłownie połykam, drugim już, niestety, zadławiam się i nie daję rady, odpadam. Wystarczy porównać moje dwa egzemplarze – jeden prawie w strzępach, a ten drugi jakby dopiero przyniesiony z księgarni. To nie jest dokuczliwa ułomność, ale jednak ułomność. Żyję więc z natrętną świadomością duchowego uszczerbku, żyję w dyskomforcie, pokornie ustawiam się zawsze gdzieś z tyłu. Bo nie będę udawał, że jest inaczej.
Zdruzgotany niemiłosiernie kolejną klęską, kartkując stary notes, trafiłem na wypisek z Alberta Moravii: «Italo Calvino powiedział coś bardzo trafnego: że Tomasz Mann widział wszystko, ale z dziewiętnastowiecznego balkonu, my natomiast widzimy wszystko, spadając ze schodów»".
Aleksander Jurewicz, Popiół i wiatr, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2005, s. 20-21.