Cox resztę krótkiego czasu, jaki mu jeszcze pozostał do przeżycia, poświęcił kierowaniu swoich uwag pod niewłaściwym adresem. Zanim wiersz Hughesa zyskał sobie niezasłużoną sławę, jego autor przestał już być komunistą. W istocie nigdy nie był nikim więcej, jak tylko zwykłym oportunistą. Szukając wsparcia u ludzi bogatych i wpływowych - czy była to pani Van de Vere, która telepatycznie nawiązywała kontakt z jego afrykańską duszą, czy komuniści, którzy w latach trzydziestych hołubili murzyńskich pisarzy - Hughes zawsze mówił im to, co pragnęli usłyszeć. Skoncentrowanie się na komunizmie przysłoniło też inkwizytorom z Kongresu, w tym także Coxowi, to, co w istocie działo się w fundacjach, które niewątpliwie angażowały się w działalność wywrotową, nie w taki jednak sposób, jak Cox to sobie wyobrażał. Najważniejszym brakiem i ułomnością dochodzeń prowadzonych przez Coxa, a później przez Reecea, był niedostatek wyobraźni. Jeden i drugi nie byli po prostu w stanie dopuścić do siebie myśli o istnieniu spisku innego niż komunistyczny. To, że najbogatsze amerykańskie rody w imię utrzymania etnicznej hegemonii zaangażowały się na rzecz seksualnego przewrotu, wykraczało poza zdolności pojmowania Coxa.
Niedługo później Cox zmarł. Sytuacja uległa względnej poprawie, kiedy na scenę wkroczył jego następca, Car-rołł Reece z Tennessee, ale Komisja Reecea trwała w identycznym ideologicznym zaślepieniu. Jeżeli w kraju dokonywał się przewrót, niechybnie musieli za tym stać komuniści. Coxowi i Komisji Reecea brakowało nawet odpowiedniego słownictwa dla określenia i opisania działalności wywrotowej, finansowanej przez fundacje. W rezultacie ich ustalenia nieodwracalnie nabrały posmaku nieadekwatności i stały się mało wiarygodne w odbiorze. Media dodatkowo ten aspekt wyolbrzymiły, one zaś były z kolei w dużej mierze opanowane przez byłych pracowników OSS, którzy zatrudnili się w nich, żeby prowadzić wojnę psychologiczną wymierzoną przeciwko niczego niepodejrzewającym współobywatelom.
Ponieważ członkowie komisji Coxa i Reecea nie znali słownictwa opisującego seksualną kontrolę, żadnej z nich nie udało się nazwać ani opisać przewrotu, który wówczas się dokonywał. Komisja Reece a powołała się na dowody zebrane przez swoją poprzedniczkę, czyli Komisję Coxa, świadczące o tym, „że powstał, sterowany przez Moskwę, konkretny spisek mający na celu przeniknięcie do amerykańskich fundacji i wykorzystanie ich środków dla finansowania komunistycznej propagandy oraz powiększania komunistycznych wpływów w naszym społeczeństwie”. Stwierdziła również, że udowodnione jest, iż „spisek ten do pewnego stopnia się powiódł”’. Skoncentrowanie się na komunistycznym spisku sprawiło, że fundacje mogły „zejść z celownika” i uniknąć odpowiedzialności, ponieważ wywołano wrażenie, że były ofiarą obcych wpływów, podczas gdy w rzeczywistości realizowały po prostu cele konkretnej warstwy społecznej, skrytego ethnosu, który pozostawał poza polem widzenia śledczych. Komisja Reecea stwierdziła nawet w pewnym miejscu, że zarząd Fundacji Rockefellera „nie był w pełni świadomy tego, co się dzieje”'". Innymi słowy. Fundacja Rockefellera nie miała pojęcia, na co są wydawane jej pieniądze. „Podobnie jak inni powiernicy tak rozbudowanych fundacji, większość decyzji pozostawiali swoim pracownikom, funkcjonariuszom fundacji”". O ile argumentację taką w ogóle można zastosować w odniesieniu do innych bogatych amerykańskich rodów, z pewnością jest ona zupełnie bezpodstawna w przypadku rodziny Rockefellerów, której członek, John D. Rockefeller III sprawie eugenicznej kontroli populacji poświęcił całe swoje życie i przez czterdzieści kolejnych lat ze skrupulatnością menadżera niższego szczebla zarządzał funduszami rodzinnymi oraz środkami własnymi za pośrednictwem organizacji Population Council. Argumentacja ta miałaby pewne podstawy w przypadku rockefellerowskich dotacji dla Institute for Pacific Relations, ale na pewno nie w odniesieniu do pieniędzy, które otrzymał Kinsey. Jak wiadomo, Kinsey nie był komunistą, a Fundacja Rockefellera z pełną świadomością udzielała mu wsparcia finansowego - doskonale wiedząc także i o tym, że dopuszcza się czynów przestępczych - ponieważ dane i informacje pozyskiwane przez Kinseya były pomocne w wojnie etnicznej, jaką ludzie ci toczyli ze swoimi przeciwnikami. Z tego samego powodu dotowali także organizację Planned Parenthood. Wywrotowcom z fundacji daleko było do światopoglądu komunistycznego - stali na przeciwległym krańcu politycznego spektrum. Reprezentowali rządzącą warstwę plutokratów, którzy dążyli do obalenia demokratycznych instytucji, ponieważ rozumieli, że w demokracji władza polityczna jest pochodną demograficznej liczebności - która w ich przypadku, za sprawą antykoncepcji oraz eugeniki, ulegała gwałtownemu zmniejszeniu. Ludzie ci mieli świadomość, że pod tym względem są stroną przegrywającą.
Michael Jones, Libido dominandi. Seks jako narzędzie kontroli społecznej.
tłumaczenie: Jerzy Morka
Pokochanie innej osoby dowodzi zmęczenia samotnością: jest więc tchórzostwem i zdradą wobec samego siebie (jest rzeczą najwyższej wagi, abyśmy nikogo nie kochali). Fernando Pessoa
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michael Jones. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michael Jones. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 31 maja 2016
Po równi pochyłej własnej lubieżności podążają ku śmierci
Pornografia jest zjawiskiem, które opiera się na ustawicznym przekraczaniu granic, a te, które obowiązywały w roku 1950, zostały przesunięte na tyle daleko, że dziś nikt już nie dostrzega, gdzie przebiegały. Zobojętnienie stało się głównym politycznym problemem naszych czasów. Stało się również narzędziem, dzięki któremu nasi nadzorcy utrzymują władzę polityczną.
Richard Poster, autor publikacji The Real Bettie Page, pisze o zjawisku zobojętnienia, ale nie podaje żadnego spójnego jego wyjaśnienia, ponieważ sam również mu uległ. Nie zdając sobie sprawy z konsekwencji tego, co mówi, stwierdza, że „po jakimś czasie cała ta cielesność przestaje nas ekscytować”. Poster pisze to z pozycji redaktora pisma dla dziewcząt, które zamieściło zdjęcia Bettie, ale równie dobrze mógłby napisać te słowa, odnosząc je do kultury jako takiej. Mógłby także odnieść je do samego siebie, ale najważniejsze jest tutaj to, że ludzie, którzy zobojętnieli, nigdy nie uświadamiają sobie przebiegu tego procesu. Zauważają po prostu, że wizerunki, które kiedyś miały na nich potężną siłę oddziaływania, teraz są już jej pozbawione. Szukają zatem kolejnej podniety, przekraczają następne granice, łamią kolejne tabu pojawiające się na ich drodze i po równi pochyłej własnej lubieżności podążają ku śmierci. Najwyżej postawieni przedstawiciele liberalnych władz spowodowali, że w kulturze zaczęła funkcjonować bezprecedensowa w historii ilość wizerunków, obrazów i filmów naruszających przyjęte normy. Uczynili to w nadziei czerpania korzyści ze zniszczenia dotychczasowego porządku, koncentrując się na tym, aby ludzka alienacja przynosiła wymierne zyski finansowe, tak jak to jest z pornografią. Wywołano w ten sposób reakcję łańcuchową, ale nikt chyba nie wie, w jaki sposób ją przerwać. W rezultacie, kiedy niekontrolowane żądze biorą górę, ludzie popadają w obłęd albo dopuszczają się morderstw.
Michael Jones, Libido dominandi. Seks jako narzędzie kontroli społecznej.
tłumaczenie: Jerzy Morka
Richard Poster, autor publikacji The Real Bettie Page, pisze o zjawisku zobojętnienia, ale nie podaje żadnego spójnego jego wyjaśnienia, ponieważ sam również mu uległ. Nie zdając sobie sprawy z konsekwencji tego, co mówi, stwierdza, że „po jakimś czasie cała ta cielesność przestaje nas ekscytować”. Poster pisze to z pozycji redaktora pisma dla dziewcząt, które zamieściło zdjęcia Bettie, ale równie dobrze mógłby napisać te słowa, odnosząc je do kultury jako takiej. Mógłby także odnieść je do samego siebie, ale najważniejsze jest tutaj to, że ludzie, którzy zobojętnieli, nigdy nie uświadamiają sobie przebiegu tego procesu. Zauważają po prostu, że wizerunki, które kiedyś miały na nich potężną siłę oddziaływania, teraz są już jej pozbawione. Szukają zatem kolejnej podniety, przekraczają następne granice, łamią kolejne tabu pojawiające się na ich drodze i po równi pochyłej własnej lubieżności podążają ku śmierci. Najwyżej postawieni przedstawiciele liberalnych władz spowodowali, że w kulturze zaczęła funkcjonować bezprecedensowa w historii ilość wizerunków, obrazów i filmów naruszających przyjęte normy. Uczynili to w nadziei czerpania korzyści ze zniszczenia dotychczasowego porządku, koncentrując się na tym, aby ludzka alienacja przynosiła wymierne zyski finansowe, tak jak to jest z pornografią. Wywołano w ten sposób reakcję łańcuchową, ale nikt chyba nie wie, w jaki sposób ją przerwać. W rezultacie, kiedy niekontrolowane żądze biorą górę, ludzie popadają w obłęd albo dopuszczają się morderstw.
Michael Jones, Libido dominandi. Seks jako narzędzie kontroli społecznej.
tłumaczenie: Jerzy Morka
poniedziałek, 30 maja 2016
Próbują naruszyć intymność naszych umysłów
Reklama szybko stała się rodzajem laboratorium, w którym biznes sprawdzał często przeceniane tezy behawioryzmu, wedle których natura ludzka nie istnieje. Wbrew temu, co głosił Watson i jemu podobni, specjaliści reklamy rychło przekonali się, że konsumenci nie są wcale „nieskończenie plastyczni”. Mogli twierdzić, że są w stanie sprzedać nawet „pomyje”, i w niektórych przypadkach w istocie tak było, nie mogli jednak robić tego na dłuższą metę. Ponieważ coraz bardziej skłaniali się ku przekonaniu, że konsument kieruje się przy zakupach nieracjonalnymi a nawet irracjonalnymi pobudkami, zmuszeni byli zastanowić się nad naturą pragnienia posiadania jakiegoś towaru, a także nad tym, z czego ono wynika. Kiedy zbadali odwieczne rozróżnienie między potrzebą a chęcią, o którym Platon pisał w Państwie, zaczęli rozumieć, że konsumpcyjne schematy zachowań znacznie odbiegają od obiektywnych okoliczności, które dyktuje nam rzeczywisty świat, a niezaspokojone pragnienia mają na nie znaczniejszy wpływ niż dotąd przypuszczali. Liczba tych pragnień była jednak zdecydowanie ograniczona i miała luźny związek z produktem, można go jednak było spotęgować poprzez uwarunkowywanie. Tutaj właśnie spece od reklamy zaczęli dostrzegać rolę seksu jako strategii marketingowej. Człowiek nie jest „nieskończenie plastyczny”; jest rozumną istotą, która słabo panuje nad własnymi namiętnościami, ale ich liczba jest ograniczona, a tymi, którymi najłatwiej manipulować, są namiętności związane z seksem. Dlatego reklama skuteczna powinna wykorzystywać odruch warunkowy, aby w umyśle konsumenta skojarzyć produkt z emocjami, jakie wywołuje w nim seks.
W roku 1957 związek między namiętnościami seksualnymi a produktami, które Madison Avenue chciała sprzedawać, był tak oczywisty, że Vance Packard mógł już napisać swój bestseller The Hidden Persuaders, który mówił o rozpowszechnionej obawie utraty autonomii jednostki w obliczu manipulowania jej pożądaniem. „Wydaje mi się, że najpoważniejszym wykroczeniem, którego dopuszczają się ludzie dokonujący głębokich manipulacji, jest to, że próbują naruszyć intymność naszych umysłów’”. Te same niepokoje, ale w bardziej seksualnym wymiarze, wyraża Wilson Bryan Key w książkach Sublimal Seduction, Media Manipulation oraz The Clam--Plate Orgy. Nie trzeba zgadzać się jego analizą reklamy przedstawiającej kostki lodu zanurzone w whisky, żeby zdać sobie sprawę z istoty i sensu stanu seksualnej pokusy, jaką obecnie reklama stara się wywoływać u konsumenta.
Michael Jones, Libido dominandi. Seks jako narzędzie kontroli społecznej.
tłumaczenie: Jerzy Morka
W roku 1957 związek między namiętnościami seksualnymi a produktami, które Madison Avenue chciała sprzedawać, był tak oczywisty, że Vance Packard mógł już napisać swój bestseller The Hidden Persuaders, który mówił o rozpowszechnionej obawie utraty autonomii jednostki w obliczu manipulowania jej pożądaniem. „Wydaje mi się, że najpoważniejszym wykroczeniem, którego dopuszczają się ludzie dokonujący głębokich manipulacji, jest to, że próbują naruszyć intymność naszych umysłów’”. Te same niepokoje, ale w bardziej seksualnym wymiarze, wyraża Wilson Bryan Key w książkach Sublimal Seduction, Media Manipulation oraz The Clam--Plate Orgy. Nie trzeba zgadzać się jego analizą reklamy przedstawiającej kostki lodu zanurzone w whisky, żeby zdać sobie sprawę z istoty i sensu stanu seksualnej pokusy, jaką obecnie reklama stara się wywoływać u konsumenta.
Michael Jones, Libido dominandi. Seks jako narzędzie kontroli społecznej.
tłumaczenie: Jerzy Morka
niedziela, 29 maja 2016
Ludność złożona z niewolników, wobec których nie trzeba używać przymusu, ponieważ kochają własne zniewolenie
W roku 1932 zaczęły pojawiać się pierwsze reakcje na idee głoszone przez Watsona i jego brytyjskiego popularyzatora, Bertranda Russela. W powieści Nowy wspaniały świat Aldous Huxley zaatakował behawioryzm jako ideologiczną podstawę „miękkiego” totalitaryzmu przyszłości. Huxley znał Amerykę i z pewnością nawiązywał do niej oraz do wizji Watsona, kiedy stwierdził, że seksualna namiętność jest wyjątkowo skuteczną postacią kontrolowania społeczeństwa, ponieważ napotyka na najmniejszy opór i przyswajana jest nadzwyczaj skutecznie. Występując w obronie swoich namiętności, ofiara takiego systemu wierzy, że broni istoty samego siebie, w rzeczywistości jednak broni interesów tych, którzy udzielili jej przyzwolenia na ich zaspokajanie. W ten sposób rządy umożliwiające i wspierające zaspokajanie owych namiętności zyskują nad ludźmi władzę większą i głębiej zakotwiczoną, niż inne są to w stanie osiągnąć. Aldous Huxley, który był znawcą oświecenia, identyczne zjawisko dostrzegł w pismach markiza de Sade, który widział w sobie apostoła prawdziwie rewolucyjnej rewolucji, wykraczającej poza granice polityki oraz ekonomii - rewolucji dotyczącej poszczególnych ludzi: mężczyzn, kobiet i dzieci, których ciała miały odtąd stać się wspólną seksualną własnością wszystkich, umysły zaś miały wyzbyć się wszelkich naturalnych dobrych obyczajów, wszystkich z trudem nabytych hamulców tradycyjnej cywilizacji. Między sadyzmem a rzeczywiście rewolucyjną rewolucją nie ma oczywiście żadnego koniecznego ani nieuchronnego powiązania. Sade był szaleńcem, a mniej lub bardziej uświadomionym celem jego rewolucji był chaos i zniszczenie. Ludzie władający Nowym Wspaniałym Światem być może nie są przy zdrowych zmysłach (w dosłownym rozumieniu tego słowa), ale nie są też obłąkani, a ich celem nie jest anarchia, lecz społeczna stabilność. Ostateczna, osobista, prawdziwie rewolucyjna rewolucja służyć ma osiągnięciu stabilności, i naukowymi środkami wprowadzają ją w życie'"*.
Huxley miał powody, aby pisać w ten sposób, ponieważ po roku 1795 wyzwolenie seksualne przestało być częścią sił, które obaliły ancient regime, zaczęło natomiast służyć utrzymaniu się przy władzy rewolucyjnego reżimu: „Rzeczywiście sprawnym państwem totalitarnym byłoby takie, w którym wszechwładne polityczne kierownictwo i jego armia zarządców sprawowałaby kontrolę nad ludnością złożoną z niewolników, wobec których nie trzeba używać przymusu, ponieważ kochają własne zniewolenie. W dzisiejszych państwach totalitarnych zadanie wyzwolenia w nich tej miłości jest zadaniem propagandzistów, redaktorów gazet oraz nauczycieli szkolnych”.
Jako że najlepszym sposobem na to, żeby niewolnicy pokochali swe zniewolenie, jest sprawić, aby było ono przyjemne; należy z seksu, który jest bez wątpienia przyjemnością, uczynić formę kontroli, a osiąga się to poprzez ustanowienie państwa arbitrem w tej sferze, uwalniając ją od ograniczeń, tak aby ludzie korzystali z niej według reguł ustanowionych przez państwo, a nie przez porządek moralny. Wówczas niewolnicy szybko przysięgną wierność temu, w czym widzą źródło oraz gwarancję owych przyjemności. Innymi słowy, państwo, poprzez przejęcie kontroli nad życiem seksualnym obywateli, zyskuje nad nimi władzę w sferze, która jest ich najsłabszym punktem. Kontrola ta jest tak skuteczna, dlatego że nie jest postrzegana jako kontrola, lecz jako „wolność” rozumiana w znaczeniu możliwości zaspokajania występnych pożądań i pragnień. Zdaniem Huxleya, „najważniejszymi Projektami Manhattan przyszłości będą zakrojone na szeroką skałę, sponsorowane przez rząd badania nad tym, co politycy i naukowcy nazwą <problemem szczęścia> - innymi słowy, nad tym, jak spowodować, żeby ludzie pokochali własne zniewolenie”. Huxley uważa, że transformacja ta właśnie dokonuje się w Ameryce.
Przedstawiona w „Nowym Wspaniałym Świecie” rozwiązłość seksualna także nie wydaje się zbyt odległa. Już teraz w niektórych amerykańskich miastach liczba rozwodów jest równa liczbie zawieranych małżeństw. Niewątpliwie w przeciągu kilku lat świadectwa zawarcia związku małżeńskiego będą sprzedawane jak zezwolenia na posiadanie psa - ważne przez dwanaście miesięcy, bez zastrzeżenia zabraniającego zmieniania psów albo trzymania więcej niż jednego zwierzęcia naraz. W miarę, jak kurczy się wolność polityczna i gospodarcza, swoboda seksualna - niejako w ramach rekompensaty - ulega rozszerzeniu.
Przewidywania Huxleya trącą nieco myszką, a to dlatego, że myślał przede wszystkim o totalitarnych rządach istniejących w latach trzydziestych, nie dostrzegł natomiast, że system amerykański, wykorzystując siły gospodarki rynkowej, był znacznie skuteczniejszy w zniewalaniu ludzi, przed którym pisarz ostrzegał, ponieważ był mniej przytłaczający i dlatego mniej dostrzegalny przez jego ofiary. Stałym złudzeniem, które tworzył, było twierdzenie, że najważniejsza jest w nim jednostka oraz jej pragnienia. Za kulisami tego kryły się fundacje i wszystkie pozostałe siły kształtujące pozornie wolny rynek w taki sposób, aby przynosiło im to pożądane korzyści. Pesymistyczne zakończenie książki Huxleya jest być może odzwierciedleniem osobistej słabości autora, bądź też po prostu realistycznym przyjęciem do wiadomości, że przeciętna jednostka bez pomocy czynnika boskiego nie potrafi oprzeć się seksualnym pokusom. Tak czy owak, skutkiem ulegania rozpowszechnianym przez światową sieć mediów pokusom było zniewolenie.
Michael Jones, Libido dominandi. Seks jako narzędzie kontroli społecznej.
tłumaczenie: Jerzy Morka
Huxley miał powody, aby pisać w ten sposób, ponieważ po roku 1795 wyzwolenie seksualne przestało być częścią sił, które obaliły ancient regime, zaczęło natomiast służyć utrzymaniu się przy władzy rewolucyjnego reżimu: „Rzeczywiście sprawnym państwem totalitarnym byłoby takie, w którym wszechwładne polityczne kierownictwo i jego armia zarządców sprawowałaby kontrolę nad ludnością złożoną z niewolników, wobec których nie trzeba używać przymusu, ponieważ kochają własne zniewolenie. W dzisiejszych państwach totalitarnych zadanie wyzwolenia w nich tej miłości jest zadaniem propagandzistów, redaktorów gazet oraz nauczycieli szkolnych”.
Jako że najlepszym sposobem na to, żeby niewolnicy pokochali swe zniewolenie, jest sprawić, aby było ono przyjemne; należy z seksu, który jest bez wątpienia przyjemnością, uczynić formę kontroli, a osiąga się to poprzez ustanowienie państwa arbitrem w tej sferze, uwalniając ją od ograniczeń, tak aby ludzie korzystali z niej według reguł ustanowionych przez państwo, a nie przez porządek moralny. Wówczas niewolnicy szybko przysięgną wierność temu, w czym widzą źródło oraz gwarancję owych przyjemności. Innymi słowy, państwo, poprzez przejęcie kontroli nad życiem seksualnym obywateli, zyskuje nad nimi władzę w sferze, która jest ich najsłabszym punktem. Kontrola ta jest tak skuteczna, dlatego że nie jest postrzegana jako kontrola, lecz jako „wolność” rozumiana w znaczeniu możliwości zaspokajania występnych pożądań i pragnień. Zdaniem Huxleya, „najważniejszymi Projektami Manhattan przyszłości będą zakrojone na szeroką skałę, sponsorowane przez rząd badania nad tym, co politycy i naukowcy nazwą <problemem szczęścia> - innymi słowy, nad tym, jak spowodować, żeby ludzie pokochali własne zniewolenie”. Huxley uważa, że transformacja ta właśnie dokonuje się w Ameryce.
Przedstawiona w „Nowym Wspaniałym Świecie” rozwiązłość seksualna także nie wydaje się zbyt odległa. Już teraz w niektórych amerykańskich miastach liczba rozwodów jest równa liczbie zawieranych małżeństw. Niewątpliwie w przeciągu kilku lat świadectwa zawarcia związku małżeńskiego będą sprzedawane jak zezwolenia na posiadanie psa - ważne przez dwanaście miesięcy, bez zastrzeżenia zabraniającego zmieniania psów albo trzymania więcej niż jednego zwierzęcia naraz. W miarę, jak kurczy się wolność polityczna i gospodarcza, swoboda seksualna - niejako w ramach rekompensaty - ulega rozszerzeniu.
Przewidywania Huxleya trącą nieco myszką, a to dlatego, że myślał przede wszystkim o totalitarnych rządach istniejących w latach trzydziestych, nie dostrzegł natomiast, że system amerykański, wykorzystując siły gospodarki rynkowej, był znacznie skuteczniejszy w zniewalaniu ludzi, przed którym pisarz ostrzegał, ponieważ był mniej przytłaczający i dlatego mniej dostrzegalny przez jego ofiary. Stałym złudzeniem, które tworzył, było twierdzenie, że najważniejsza jest w nim jednostka oraz jej pragnienia. Za kulisami tego kryły się fundacje i wszystkie pozostałe siły kształtujące pozornie wolny rynek w taki sposób, aby przynosiło im to pożądane korzyści. Pesymistyczne zakończenie książki Huxleya jest być może odzwierciedleniem osobistej słabości autora, bądź też po prostu realistycznym przyjęciem do wiadomości, że przeciętna jednostka bez pomocy czynnika boskiego nie potrafi oprzeć się seksualnym pokusom. Tak czy owak, skutkiem ulegania rozpowszechnianym przez światową sieć mediów pokusom było zniewolenie.
Michael Jones, Libido dominandi. Seks jako narzędzie kontroli społecznej.
tłumaczenie: Jerzy Morka
Wam zostawimy bogów i boginie stworzone przez was na obraz i podobieństwo wasze, bóstwa beztroski, przyjemności i mierności. Pozostawimy wam uciechy dekadencji oraz wyrok skazujący was na wyginięcie”''.
Wielebny John A. Ryan, profesor teologii moralnej na Uniwersytecie Katolickim i przewodniczący Krajowej Katolickiej Akcji Dobroczynnej (National Catholic Welfare Conference), zwykł był kończyć swe przemówienia potępieniem antykoncepcji, czyniąc to w te oto słowa:
Ponad siedemnaście stuleci temu wielki chrześcijański pisarz Tertulian w słowach pełnych triumfu zwrócił się do ówczesnych klas wyższych, władców rzymskiego imperium: „Jesteśmy tu od niedawna, a jednak zapełniamy wasze miasta, wyspy, forty, miasteczka, obozy, pokolenia, dzielnice, pałac, senat, rynek; zostawiliśmy wam tylko wasze świątynie”. Parafrazując go, ci, którzy odrzucają kontrolę urodzeń, mogliby powiedzieć dzisiejszym klasom wyższym: „My także jesteśmy tu od niedawna, ale jutro będziemy większością. Zajmiemy i opanujemy każdą sferę działalności: farmy, kantory, szkoły, wolne zawody, prasę, legislaturę. Zdominujemy je, gdyż po naszej stronie będzie liczebność i inteligencja, a nade wszystko moralna siła, aby walczyć, przetrwać i trwać. Wam zostawimy bogów i boginie stworzone przez was na obraz i podobieństwo wasze, bóstwa beztroski, przyjemności i mierności. Pozostawimy wam uciechy dekadencji oraz wyrok skazujący was na wyginięcie”''.
Michael Jones, Libido dominandi. Seks jako narzędzie kontroli społecznej.
tłumaczenie: Jerzy Morka
Ponad siedemnaście stuleci temu wielki chrześcijański pisarz Tertulian w słowach pełnych triumfu zwrócił się do ówczesnych klas wyższych, władców rzymskiego imperium: „Jesteśmy tu od niedawna, a jednak zapełniamy wasze miasta, wyspy, forty, miasteczka, obozy, pokolenia, dzielnice, pałac, senat, rynek; zostawiliśmy wam tylko wasze świątynie”. Parafrazując go, ci, którzy odrzucają kontrolę urodzeń, mogliby powiedzieć dzisiejszym klasom wyższym: „My także jesteśmy tu od niedawna, ale jutro będziemy większością. Zajmiemy i opanujemy każdą sferę działalności: farmy, kantory, szkoły, wolne zawody, prasę, legislaturę. Zdominujemy je, gdyż po naszej stronie będzie liczebność i inteligencja, a nade wszystko moralna siła, aby walczyć, przetrwać i trwać. Wam zostawimy bogów i boginie stworzone przez was na obraz i podobieństwo wasze, bóstwa beztroski, przyjemności i mierności. Pozostawimy wam uciechy dekadencji oraz wyrok skazujący was na wyginięcie”''.
Michael Jones, Libido dominandi. Seks jako narzędzie kontroli społecznej.
tłumaczenie: Jerzy Morka
Aby na nowo ukształtować człowieka, „niewidoczni rządzący” musieli stworzyć świat zaludniony przez „człowieka masowego”
Pankulturowe wyzwolenie może się jednak urzeczywistnić jedynie wówczas, kiedy posłużymy się pankulturowymi narzędziami przekonywania do niego ludzi. Jego warunkiem było powstanie mass mediów. Bernays w ciągu swego długiego życia był świadkiem rodzenia się umożliwiających to instrumentów, czyli periodyków o światowym zasięgu, kina, radia i telewizji.
Aby na nowo ukształtować człowieka, „niewidoczni rządzący” musieli stworzyć świat zaludniony przez „człowieka masowego”. Chodziło o ludzi bez korzeni, pozbawionych powiązań etnicznych i religijnych, którzy nie opierają się na tradycji, na religii czy na zasadach moralnych, lecz na opiniach, które wydają się być podzielane przez wszystkich, gdyż są propagowane przez mass media. Nowym autorytetem, przed którym ci nowi ludzie pochylają głowę, stała się nauka. Nauka złamała wiele tabu, dostarczyła racjonalnie uzasadnionego przyzwolenia, podczas gdy tradycja proponowała zamiast tego tylko irracjonalne ograniczenia.
Michael Jones, Libido dominandi. Seks jako narzędzie kontroli społecznej.
tłumaczenie: Jerzy Morka
Aby na nowo ukształtować człowieka, „niewidoczni rządzący” musieli stworzyć świat zaludniony przez „człowieka masowego”. Chodziło o ludzi bez korzeni, pozbawionych powiązań etnicznych i religijnych, którzy nie opierają się na tradycji, na religii czy na zasadach moralnych, lecz na opiniach, które wydają się być podzielane przez wszystkich, gdyż są propagowane przez mass media. Nowym autorytetem, przed którym ci nowi ludzie pochylają głowę, stała się nauka. Nauka złamała wiele tabu, dostarczyła racjonalnie uzasadnionego przyzwolenia, podczas gdy tradycja proponowała zamiast tego tylko irracjonalne ograniczenia.
Michael Jones, Libido dominandi. Seks jako narzędzie kontroli społecznej.
tłumaczenie: Jerzy Morka
sobota, 28 maja 2016
Mówienie, że człowiek folgujący własnym zachciankom w sposób naruszający porządek moralny dostępuje w ten sposób psychologicznego wyzwolenia, oznacza w istocie tylko tyle, że sam siebie zniewala
Państwem rządzi ten, kto wyznacza obyczajowość seksualną. To pozostaje niezmienne. Zmieniają się szczegóły, ale w skali makro obraz pozostaje ten sam. Rewolucja seksualna, która dokonała się w Stanach Zjednoczonych w latach sześćdziesiątych XX stulecia była powtórką rewolucji, która w państwach obszaru niemieckojęzycznego trwała w okresie między I a II wojną światową. Zdaniem Sharafa, Reich i jego zwolennicy „chcieli odebrać Kościołowi katolickiemu kształcenie młodzieży oraz możliwość wpływania na umysły młodych. Przyświecała temu idea stworzenia kompletnej osobowości; celem było wykreowanie «socjalistycznego człowieka»”'.
Walka ta przeniosła się na terytorium Ameryki, kiedy spora część kulturowych bolszewików, których wygnali naziści, znalazła schronienie w Stanach Zjednoczonych. „Ostra polityczna polaryzacja między chrześcijańskimi socjalistami, z ich wiejskimi, katolickimi wyborcami, a socjaldemokratami, których świecki elektorat wywodził się głównie z miast”'* została przeniesiona do Ameryki, gdzie przedstawiciele podupadających protestanckich elit otworzyli drzwi swoich instytucji przed ludźmi pokroju Reicha, Paula Tillicha, Waltera Gropiusa i innych kulturowych bolszewików, gdyż widzieli w tym sposób na prowadzenie wojny z amerykańskimi katolikami, którzy wtedy właśnie zbierali polityczne owoce długotrwałej ekspansji demograficznej, a zwłaszcza gwałtownego przyrostu naturalnego, który nastąpił po drugiej wojnie światowej, w latach 1946-1964. Rewolucja seksualna z lat sześćdziesiątych była kontratakiem wymierzonym w odradzającą się i rosnącą w siłę katolicką wspólnotę. W tamtym czasie celem apologetów seksualnego wyzwolenia, było przekonanie katoliczek do stosowania środków antykoncepcyjnych. W łatach dziewięćdziesiątych XX wieku celem seksualnego wyzwolenia było nakłonienie katolickich córek do uprawiania masturbacji oraz przekonanie ich do pornografii. W obu przypadkach stawką w tej grze była władza. W odniesieniu do pierwszego z nich, chodziło o to, żeby odebrać Kościołowi kontrolę nad życiem seksualnym katoliczek i w ten sposób osłabić polityczne znaczenie katolickiej wspólnoty, której podstawą był właśnie jej bardzo wysoki przyrost naturalny. To, że Kościół tę bitwę przegrał, oznaczało, że seksualne wykorzystywanie kobiet zwiększy się i przybierze ostrzejsze formy. W latach dziewięćdziesiątych córki kobiet, które używały antykoncepcji, były wykorzystywane finansowo i seksualnie w jeszcze skrajniejszy i bardziej jawny sposób niż wcześniej ich matki. Na przestrzeni owych trzydziestu lat jedyną rzeczą, która uległa zmianie, był zakres owego zniewolenia. Zdaniem Josepha McCarrolla: „Ideologiczny projekt wyzwolenia się od tłumienia seksualności poprzez kontakt z naruszającymi przyjęte normy obrazami realizowany jest w mediach, które ustawicznie zawężają granice tego, co niedozwolone, a co można przedstawić, powiedzieć, wyśpiewać, przedyskutować i uznać za akceptowalne, oraz na uczelniach i w placówkach kształcących, gdzie techniki nauczania i programy wykorzystuje się dla wpajania uczniom, aby unikali racjonalnej samokontroli emocji, wyobraźni, pragnień, dokonywanych wyborów oraz własnych zachowań”'.
„Wyzwolenie się od tłumienia seksualności” jest „przenoszone do nowego systemu edukacji poprzez wspólny, kolektywny rodzaj pracy grupowej i przybiera tam postać ukrytej formy społecznej kontroli oraz psychicznej homogenizacji”, którą promuje się podczas zajęć z wychowania seksualnego, mających na celu, pod przykrywką „bezpiecznego seksu”, popularyzować permisywny stosunek do masturbacji. Niezależnie od płaszczyka, pod którym się to ukrywa, skutek jest taki sam; zasady moralności przedstawia się jako przykład „ucisku”, pozbawiając tym samym dziecko głosu rozumu, który jest wszak jego pierwszą linią obrony przeciwko wykorzystywaniu go:
Samokontrola, zwłaszcza zaś skromność, czystość i wierność w obszarze seksualności uważane są za „ucisk”, emocjonalne zaburzenie od którego społeczeństwo oraz dzieci w wieku szkolnym należy „wyzwolić”. Jednym z głównych instrumentów, które mają umożliwić to „wyzwolenie”, jest kontakt z naruszającymi przyjęte normy obrazami, mającymi spowodować zawieszenie albo obejście racjonalnej samokontroli, którą głosi chrześcijaństwo oraz tradycyjna, filozoficzna wiedza o moralności i cnotach”.
Skoro moralność jest formą ucisku, oznacza to, że umysł jest represyjny, a jeżeli tak, człowiek może uzyskać wolność jedynie będąc irracjonalnym - kiedy jednak takim się staje, jedyną rzeczą, jaka popycha go do działania, są osobiste chęci, impulsy i namiętności. Rzecz jednak w tym, że kiedy człowiek poddaje się namiętnościom, traci kontrolę nad swoim postępowaniem. I dlatego właśnie tego rodzaju wolność, co słusznie zauważono już przed wiekami, staje się formą zniewolenia. Orędownicy tak pojmowanej wolności, czy zdają sobie z tego sprawę, czy też nie, upowszechniają pewien rodzaj kontroli nad społeczeństwem, gdyż motyw ludzkiego działania, którym uprzednio był rozum, zastępują teraz stymulowaniem namiętności. Ci zaś, którzy kontrolują bodźce stymulujące, kontrolują także tych, którzy się nimi kierują. Celem upowszechniania obrazów o treści seksualnej jest władza nad społeczeństwem. Jednostki rezygnujące z rozumu są powodowane namiętnościami, te zaś finansowo i politycznie wykorzystują ludzie, którzy o upowszechnianiu owych obrazów decydują. Wyciągając z nich zyski finansowe, przyczyniają się do wyboru na odpowiedzialne stanowiska osób, którzy rozłożą nad nimi polityczny parasol - tak oto system wykorzystywania finansowego przekształca się w formę politycznej kontroli.
Istnieją jednak i inne tego konsekwencje. Jedna z lekcji, wynikających z doświadczeń minionych dwóch tysięcy lat mówi wyraźnie, że ludzkimi namiętnościami można sterować z zewnątrz. Platon rozumiał rolę, jaką muzyka może odgrywać w manipulowaniu namiętnościami, i dlatego uważał, że w państwie idealnym pewnych utworów nie można wykonywać w obecności ludzi młodych, niemających jeszcze dostatecznego doświadczenia i umiejętności panowania nad swymi uczuciami. To samo odnosi się także do obrazów. Rozwój technologii nie zmienił ludzkiej natury, ale umożliwił manipulowanie ludźmi na wiele sposobów, które w przeszłości wykraczały poza granice wyobraźni. Muzyka jest określana mianem „inżynierii muzycznej”, a oznacza to tyle, że obecna technologia umożliwiła manipulowanie ludźmi za pomocą muzyki w taki sposób, aby szybciej pracowali bądź więcej kupowali. Technologia umożliwiła ludziom pozbawionym skrupułów wykorzystanie ostrzeżeń Platona do własnych celów i posłużenie się muzyką jako narzędziem kontrolowania ludzkich zachowań.
To samo a fortriori odnosi się do „obrazów transgresyjnych”. Zaćmiewają umysł, a rozbudzają namiętności. Mówienie, że człowiek folgujący własnym zachciankom w sposób naruszający porządek moralny dostępuje w ten sposób psychologicznego wyzwolenia, oznacza w istocie tylko tyle, że sam siebie zniewala.
Michael Jones, Libido dominandi. Seks jako narzędzie kontroli społecznej.
tłumaczenie: Jerzy Morka
tłumaczenie: Jerzy Morka
piątek, 27 maja 2016
Nauka stała się mantrą, którą Homo Americanus powtarza sobie bez końca, aby trwać w przekonaniu, że jego zniewolenie jest prawdziwą wolnością
Nauka stała się mantrą, którą Homo Americanus powtarza sobie bez końca, aby trwać w przekonaniu, że jego zniewolenie jest prawdziwą wolnością. Nie powinno to być zaskoczeniem, jeśli pamiętać, czym dla Watsona była psychologia i jaką miał wizję człowieka. W końcowym rozrachunku John Watson był tym, co opisał: reakcją na bodziec. Jego życie seksualne to model behawioryzmu. Homo Americanus odrzucił wewnętrzny kompas i uznał za satysfakcjonujące, że - tak jak Watson - jest li tylko reakcją na seksualny bodziec. Z chwilą kiedy wpływowe warstwy amerykańskiego społeczeństwa odrzuciły seksualną moralność, nauka stała się jedynym narzędziem uzyskania kontroli tam, gdzie moralność zawiodła.
Pojawił się jeszcze jeden problem. Dla Watsona behawiorysty i Watsona jako człowieka nie istniało coś takiego, jak samokontrola. Oznaczało to, że behawioryzm może objaśnić reakcję, ale w żadnym razie działanie, które ją wywołuje. Na tym właśnie polega nędza amerykańskiego pragmatyzmu, filozofii, która odcięła się od tego, co uważała za staroświeckie i „metaliczne” koncepcje (chodziło tu przede wszystkim o tradycyjnie rozumianą prawdę), a na ich miejscu postawiła następstwa „akcji”. Nie może ona jednak wytłumaczyć, czym owa „akcja” jest, bo ta, jako przeciwieństwo reakcji, zawsze opiera się na rozumie i jego zdolności rozumienia wartości transcendentalnych, takich jak prawda i dobro. Behawioryzm stanowi milczące przyzwolenie dla moralnych porażek, których Watson jako człowiek poniósł wiele, pobłażając swoim seksualnym zachciankom, ale oprócz tego jest również sam w sobie sprzeczny. Nigdy nie potrafił objaśnić istoty rzeczy. Nigdy nie wyjaśnił, czym jest „akcja”. Ma on sens jedynie w świecie nadzorców i dlatego tak bardzo odpowiadał lewicowcom i światu, który zbudowali na ruinach tego, który zniszczyła I wojna światowa.
Michael Jones, Libido dominandi. Seks jako narzędzie kontroli społecznej.
tłumaczenie: Jerzy Morka
Pojawił się jeszcze jeden problem. Dla Watsona behawiorysty i Watsona jako człowieka nie istniało coś takiego, jak samokontrola. Oznaczało to, że behawioryzm może objaśnić reakcję, ale w żadnym razie działanie, które ją wywołuje. Na tym właśnie polega nędza amerykańskiego pragmatyzmu, filozofii, która odcięła się od tego, co uważała za staroświeckie i „metaliczne” koncepcje (chodziło tu przede wszystkim o tradycyjnie rozumianą prawdę), a na ich miejscu postawiła następstwa „akcji”. Nie może ona jednak wytłumaczyć, czym owa „akcja” jest, bo ta, jako przeciwieństwo reakcji, zawsze opiera się na rozumie i jego zdolności rozumienia wartości transcendentalnych, takich jak prawda i dobro. Behawioryzm stanowi milczące przyzwolenie dla moralnych porażek, których Watson jako człowiek poniósł wiele, pobłażając swoim seksualnym zachciankom, ale oprócz tego jest również sam w sobie sprzeczny. Nigdy nie potrafił objaśnić istoty rzeczy. Nigdy nie wyjaśnił, czym jest „akcja”. Ma on sens jedynie w świecie nadzorców i dlatego tak bardzo odpowiadał lewicowcom i światu, który zbudowali na ruinach tego, który zniszczyła I wojna światowa.
Michael Jones, Libido dominandi. Seks jako narzędzie kontroli społecznej.
tłumaczenie: Jerzy Morka
Przenoszenie własnej ułomności na cały rodzaj ludzki
W istocie wspólne dla behawioryzmu i psychoanalizy było przekonanie o plastyczności ludzkiej natury i nietrwałości stworzonych przez człowieka instytucji. To oznaczało zanegowanie wartości wiktoriańskiego społeczeństwa. Standardy zachowań, stworzone i narzucone przez społeczność oraz Kościół zastępowano etosem, który kładł nacisk na samospełnienie i osobistą satysfakcję. Daleko temu jednak było do wyzwolenia, bowiem zmiana ta skutkowała pozostawieniem jednostki samej sobie w oceanie niestałych wartości, które w coraz większym stopniu kształtowane były przez rodzaje i style konsumpcji.
Po przejściu załamania nerwowego, którego doświadczył jesienią 1903 roku, Watson postanowił rozwiązać swoje seksualne problemy, biorąc potajemnie ślub z dziewiętnastoletnią studentką, niejaką Mary Ickes. Miało to miejsce 26 grudnia tego samego roku. Watson zawsze miał słabość do kochających się w nim studentek i najprawdopodobniej ożenił się z Ickes głównie dlatego, że odrzuciła go inna jego uczennica, panna Vida Sutton. Kiedy jednak Sutton wróciła i oznajmiła, że zmieniła zdanie w sprawie propozycji, którą jej złożył, natychmiast nawiązali romans. Harold, brat Mary Ickes, który później objął stanowisko Sekretarza Zasobów Wewnętrznych w administracji Franklina Roosevelta (jego syn zajmował podobne stanowisko w administracji Clintona), najwidoczniej znał się na ludziach. Nigdy nie pogodził się z małżeństwem siostry, a kiedy doszły do niego płotki i pogłoski, wynajął detektywa, który przedstawił Mary dowody zdrady jej męża. Nie był to obiecujący początek związku, który ostatecznie zakończył się siedemnaście łat później, ale incydent ten pozwała nam uzyskać pewien wgląd w osobowość człowieka, który zyskał sławę, obiecując, że stworzy techniki umożliwiające nie tylko przewidywanie, ale także kontrolowanie ludzkich zachowań. Watsonowi nigdy nie udało się zapanować nad własnymi zachowaniami seksualnymi i dlatego zawsze podlegał kontroli innych. Ulegał „bodźcom” zawsze, kiedy zobaczył atrakcyjną kobietę; kierowały nim wyrzuty sumienia, uczucie, którego nie potrafił przekonująco wytłumaczyć z perspektywy behawioryzmu; tkwił we władzy ludzi, którzy chcieli wykorzystywać szczegóły jego życia seksualnego jako rodzaj wymierzonego w niego szantażu. Nic zatem dziwnego, że kontrola ludzkiego zachowania była jednym z celów, które wyartykułował w sławnych wykładach z roku 1913. Były one podstawą jego książki Behawioryzm, w której Watson podkreślał, że psychologia jest „czysto obiektywną, doświadczalną gałęzią nauk przyrodniczych”, a jej „celem teoretycznym” jest ni mniej ni więcej, tylko „przewidywanie i kontrolowanie ludzkich zachowań”.
Zainteresowanie Watsona kontrolowaniem ludzkich zachowań wyrastało z jego własnych doświadczeń, głównie życia seksualnego, które najczęściej wymykało mu się spod kontroli. Zygmunt Freud powiedział, że Bóg to wywyższony ojciec. Watson musiał wziąć to sobie głęboko do serca. Odszedł od religii, gdyż wcześniej to samo uczynił jego ojciec. Moralność jest kojarzona z religią, którą Watson kojarzył z kolei ze swoją bardzo emocjonalną matką. W życiu jego ojca moralność jako normatywny przewodnik całkowicie zawiodła i tak samo stało się w jego życiu. W tej sytuacji pozostała jedynie nauka: tylko ona dawała szansę stworzenia technik sterowania ludzkimi emocjami, a tego właśnie rozpaczliwie poszukiwał Watson. Psychologia dostarczyła odpowiednich narzędzi kontroli, kiedy Watson odrzucił cały filozoficzny bagaż przeszłości i odkrył prawo empiryczne, oparte na zachowaniu zwierząt. Opanowanie przyrody prowadziło do opanowania ludzkich zachowań, bowiem ludzie są maszynami biologicznymi i pod tym względem niczym się nie różnią od szczurów. Seksualne reakcje Watsona pod pewnymi względami były więc - do czego nie chciał się przyznać - bardzo podobne do reakcji, które mógł zmierzyć u szczurów. Były dogłębnie konformistyczne. Zamiast przyznać się do braku samokontroli, Watson wolał stworzyć szkołę psychologii głoszącą, że samokontrola nie ma najmniejszego znaczenia. „Bywa, że niejakim obrzydzeniem napawa mnie usiłowanie podporządkowania ludzkiego charakteru prawu”’ - napisał do sławnego prymatologa, Roberta M. Yerkesa. Zdanie, w zależności od interpretacji, można uznać albo za nader trafne, albo za przejaw arogancji; trafne może być o tyle, o ile uznamy, że dotyczy ono jego braku samokontroli, aroganckie zaś wtedy, kiedy dostrzeżemy w nim próbę przenoszenia własnej ułomności na cały rodzaj ludzki.
Michael
Jones, Libido dominandi. Seks jako narzędzie kontroli
społecznej.
tłumaczenie: Jerzy Morka
tłumaczenie: Jerzy Morka
wtorek, 24 maja 2016
Wizja przyszłości służyła im dla usprawiedliwienia własnych teraźniejszych grzechów - i to była główna przyczyna, dla której zostali marksistami
Ponieważ Engels doprowadził do przetłumaczenia Królowej Mab na potrzeby rewolucji 1848 roku, tezy, że powtarzał to za Shelleyem, nie można chyba uznać za naciąganą. Shelley z kolei przejął ją od Godwina, który utrzymywał, że małżeństwo jest tylko tak długo ważne, jak długo małżonkowie się kochają. Na tym polegała nowa moralność, którą Shelley w wyjątkowo brutalny sposób zastosował w praktyce w odniesieniu do swojej żony Harriet. Teraz wszyscy ci, którzy podobnie postąpili ze swymi współmałżonkami - Margaret Sanger, Kołłontaj, Ines-sa Armand, Max Eastman, Claude McKay, Carl Van Yechten - mogli posłużyć się nią jako usprawiedliwieniem po fakcie i upatrywać w niej początku nowego świata. Pod tym względem prym wiedli marksiści, jako że ich życie upływało na dążeniu do stworzenia państwa, w którym wszelkie spory i konflikty zanikną. Nierzadko owa wizja przyszłości służyła im dla usprawiedliwienia własnych teraźniejszych grzechów - i to była główna przyczyna, dla której zostali marksistami.
Stosunek seksualny powinien być „osądzany” jako „uprawniony albo niedozwolony” na podstawie tego, czy „wyrasta ze wzajemnej miłości, czy też nie”. We fragmencie, który daje nam niejaki wgląd w życie seksualne autora, Engels pisze: „Czas trwania indywidualnej miłości płciowej jest różny u różnych jednostek, szczególnie u mężczyzn, i w razie zupełnego wygaśnięcia miłości łub wyparcia jej przez nową namiętną miłość rozwód jest dobrodziejstwem zarówno dla oba stron, jak i dla społeczeństwa”’. Moralność seksualna w ujęciu socjalistycznym była projekcją seksualnych praktyk ludzi, którzy tworzyli teorię socjalizmu. Była też pochodną winy, jaką odczuwali z powodu postępowania wynikającego z ulegania owym seksualnym normom moralnym. „Rozwód” w tym przypadku jest błogosławieństwem dla „społeczeństwa” jedynie z punktu widzenia kogoś zmęczonego seksualnym partnerem.
Kołłontaj, podobnie jak Engels i Bebel, głosiła pogląd, że kobieta może wybierać tylko między małżeństwem a prostytucją, dwiema postaciami identycznego zniewolenia. „Na naszych oczach ognisko domowe wygasa we wszystkich klasach oraz warstwach ludności i oczywiście żadne sztuczne środki nie rozniecą jego przygasającego płomienia”. Wyzwolenie od rodziny oznaczało podjęcie pracy, a to było równoznaczne z pójściem do fabryki. Cała koncepcja rewolucyjnego „wyzwolenia” zatoczyła koło - przynajmniej w teorii - kiedy Engels oznajmił, że „warunkiem wyzwolenia kobiety jest wprowadzenie na powrót rodzaju kobiecego do produkcji społecznej”'". Innymi słowy, wyzwolenie kobiet będzie możliwe tylko wtedy, kiedy zaczną one pracować poza domem. „Wyzwolenie” kobiet oznaczało przeniesienie korzyści wynikających z ich pracy, czyli odebranie ich rodzinie, i przekazanie właścicielom fabryk, czyli kapitalistom, albo, jak w przypadku porewolucyjnej Rosji, państwu. W rezultacie teorie Marksa i Engelsa dotyczące wyzwolenia kobiet, które Kołłontaj realizowała w praktyce, nie były niczym więcej, jak formą kontroli. W ujęciu teoretycznym, koncepcja przeniesienia korzyści wynikających z pracy kobiet na inny podmiot niż rodzina, pojawiła się już w pismach utopijnych socjalistów, a Marks i Engels tylko ją przejęli. Teorie te realizowali w praktyce rosyjscy marksiści pod przewodem Lenina, ale, co paradoksalne, w późnym okresie kapitalizmu czyniły to także amerykańskie feministki. Kiedy rosyjskie chłopki usłyszały o nowym systemie, który Kołłontaj i jej ideowi przyjaciele zgotowali im w roku 1918, wcale nie powitały go z entuzjazmem.
Zamiast manipulacji społecznej i zmian dokonywanych w imię wyzwolenia kobiet wolałyby otrzymać wsparcie w dotychczasowym sposobie życia, który polegał na dbaniu o rodzinę. Kołłontaj i jej zwolennicy niewzruszenie jednak stali na stanowisku, że ich najwyższym celem jest zniszczenie rodziny bez względu na to, do jakich posuwali się w tym kompromisów w kwestii skuteczności środków, po które sięgali, aby to osiągnąć. Dlaczego tak było, można zrozumieć dopiero wówczas, kiedy uwzględni się kontekst podejmowanych przez nich decyzji dotyczących ich samych, a także ich rodzin.
Michael Jones, Libido dominandi. Seks jako narzędzie kontroli społecznej.
tłumaczenie: Jerzy Morka
tłumaczenie: Jerzy Morka
poniedziałek, 23 maja 2016
„Lepiej być władcą w Piekle, niż służyć w Niebiosach” - głosi sławny wers z Raju utraconego Johna Miltona
Ludzka skłonność do dokonywania wyboru, aby raczej być nieszczęśliwym na własnych warunkach, aniżeli szczęśliwym na warunkach narzuconych przez Boga, to kwintesencja buntu, który podniósł przeciwko Niemu Szatan.
„Lepiej być władcą w Piekle, niż służyć w Niebiosach” - głosi sławny wers z Raju utraconego Johna Miltona. Takie postępowanie ma daleko idące konsekwencje dla ludzkiej wolności, a Clements szybko to zauważa. Kołłontaj pragnęła wolności i miłości, ale chciała je mieć na własnych warunkach, to zaś uwięziło ją w sprzeczności zachowań, albowiem uciekała od związków z ludźmi w objęcia samotności, a następnie, aby ją ukoić, oddawała się miłości czysto seksualnej, którą uznawała za degradującą i zniewalającą; to z kolei zmuszało ją do uciekania od niej w poszukiwaniu „wolności”, co ponownie kończyło się osamotnieniem. Clements pisze, że Kołłontaj „nieustannie powracała do tematu poszukiwania ulgi dla swojej samotności poprzez związek miłosny, a następnie uciekała od owej przynależności w bezowocnych próbach znalezienia pocieszenia w «kolektywności». W oparciu o własne, jednostkowe doświadczenia formułowała wnioski ogólne; była indywidualistką niezdolną pogodzić niezależności i zależności, dlatego rozwiązania tego dylematu upatrywała we wspólnotowej przyszłości”"’.
Stwierdzenie, że Kołłontaj formułowała wnioski ogólne w oparciu o własne doświadczenia, to inny sposób opisania projekcji jej wewnętrznych konfliktów moralnych oraz duchowych i przeniesienia ich na klasę pracującą, która powinna być wdzięczna, że poświęca się jej uwagę. Kołłontaj nie była w stanie oskarżyć samej siebie o niewierność, oskarżyła zatem małżeństwo, zarzucając mu, że jest instytucją opresyjną i wrogą interesom kobiet. W swojej autobiografii napisała: „Kiedy zostałam mianowana rosyjskim przedstawicielem w Oslo, uświadomiłam sobie, że odniosłam zwycięstwo nie tylko dla samej siebie, ale dla kobiet w ogóle, zwycięstwo nad ich najgorszym wrogiem, czyli konwencjonalną moralnością i konserwatywnym pojmowaniem małżeństwa”.
Ponieważ Kołłontaj zerwała z małżeństwem i moralnością, były one teraz według niej „najgorszym wrogiem” kobiet.
Michael Jones, Libido dominandi. Seks jako narzędzie kontroli społecznej.
tłumaczenie: Jerzy Morka
„Lepiej być władcą w Piekle, niż służyć w Niebiosach” - głosi sławny wers z Raju utraconego Johna Miltona. Takie postępowanie ma daleko idące konsekwencje dla ludzkiej wolności, a Clements szybko to zauważa. Kołłontaj pragnęła wolności i miłości, ale chciała je mieć na własnych warunkach, to zaś uwięziło ją w sprzeczności zachowań, albowiem uciekała od związków z ludźmi w objęcia samotności, a następnie, aby ją ukoić, oddawała się miłości czysto seksualnej, którą uznawała za degradującą i zniewalającą; to z kolei zmuszało ją do uciekania od niej w poszukiwaniu „wolności”, co ponownie kończyło się osamotnieniem. Clements pisze, że Kołłontaj „nieustannie powracała do tematu poszukiwania ulgi dla swojej samotności poprzez związek miłosny, a następnie uciekała od owej przynależności w bezowocnych próbach znalezienia pocieszenia w «kolektywności». W oparciu o własne, jednostkowe doświadczenia formułowała wnioski ogólne; była indywidualistką niezdolną pogodzić niezależności i zależności, dlatego rozwiązania tego dylematu upatrywała we wspólnotowej przyszłości”"’.
Stwierdzenie, że Kołłontaj formułowała wnioski ogólne w oparciu o własne doświadczenia, to inny sposób opisania projekcji jej wewnętrznych konfliktów moralnych oraz duchowych i przeniesienia ich na klasę pracującą, która powinna być wdzięczna, że poświęca się jej uwagę. Kołłontaj nie była w stanie oskarżyć samej siebie o niewierność, oskarżyła zatem małżeństwo, zarzucając mu, że jest instytucją opresyjną i wrogą interesom kobiet. W swojej autobiografii napisała: „Kiedy zostałam mianowana rosyjskim przedstawicielem w Oslo, uświadomiłam sobie, że odniosłam zwycięstwo nie tylko dla samej siebie, ale dla kobiet w ogóle, zwycięstwo nad ich najgorszym wrogiem, czyli konwencjonalną moralnością i konserwatywnym pojmowaniem małżeństwa”.
Ponieważ Kołłontaj zerwała z małżeństwem i moralnością, były one teraz według niej „najgorszym wrogiem” kobiet.
Michael Jones, Libido dominandi. Seks jako narzędzie kontroli społecznej.
tłumaczenie: Jerzy Morka
niedziela, 22 maja 2016
Podobnie jak behawioryści, uważał, że ludzie, jeśli poddać ich presji zorganizowanej opinii publicznej, są nieskończenie podatni na wpływy
31 marca 1929 roku kobieta nazwiskiem Bertha Hunt dołączyła do odświętnie ubranego tłumu przechodniów uczestniczących w pochodzie zwanym w Nowym Jorku Wielkanocną Paradą, który szedł właśnie Piątą Aleją. Bertha wzbudziła sensację, zapalając papierosa marki Lucky Strike. Oczywiście jej zachowanie nie wywołałoby takiej reakcji, gdyby nie artykuły w prasie, które z wyprzedzeniem poinformowały o tym, co ma się wydarzyć. Hunt powiedziała później reporterowi z nowojorskiej gazety „Evening World”, że „wpadła na pomysł tej kampanii, kiedy mężczyzna, który szedł z nią ulicą, poprosił, żeby zgasiła papierosa [sic], gdyż to go zawstydza. «Rozmawiałam o tym z przyjaciółkami i uznałyśmy, że najwyższy czas zrobić coś w tej sprawie»”'.
Rzecz jasna, o akcji Berthy i jej przyjaciółek poinformowano prasę ze stosownym wyprzedzeniem. Wydany został komunikat informujący, że Hunt oraz jej koleżanki będą paliły „pochodnie wolności” „w imię równości płci i dla przełamania seksualnego tabu”. Bertha wspomniała również, że razem z przyjaciółkami przejdą obok „kościoła baptystów, do którego uczęszcza John D. Rockefeller”, gdyż gdyby zdarzyło się, że akurat tam będzie, da mu to szansę wyrażenia aprobaty dla tego, co robią. Pod koniec dnia Berha i jej przyjaciółki oznajmiły prasie, że miały nadzieję „coś zapoczątkować; pochodnie wolności, bez faworyzowania którejkolwiek z ich marek, obalą dyskryminujące kobiety tabu związane z paleniem przez nie papierosów, a nasza pleć nie zaprzestanie walki z wszelkimi postaciami dyskryminacji”.
Panna Hunt nie powiedziała jednak reporterowi, że jest sekretarką człowieka o nazwisku Eddie Bernays i nie wspomniała także, że pan Bernays jest samozwańczym ekspertem w nowej dziedzinie public relations, któremu American Tobacco Company wypłaciło pokaźne honorarium za promowanie palenia papierosów przez kobiety. Rzekoma feministyczna akcja na rzecz emancypacji kobiet była w rzeczywistości pijarowską manipulacją, mającą na celu uzależnienie kobiet od palenia i stworzenie w ten sposób nowego rynku zbytu papierosów. Kolejny raz to, co przedstawiano jako element seksualnego wyzwolenia, w rzeczywistości było formą uzyskania kontroli nad ludźmi.
Wiele lat później o kampanii „pochodni wolności” Eddie wypowiedział się w tonie filozoficznym. „Przekonałem się, że ugruntowane obyczaje można przełamać poprzez dramatyczny apel upowszechniany przez sieć mediów” - napisał we wspomnieniach''. Zapomniał jednak wspomnieć, że nakreślił podstawową definicję sposobu funkcjonowania public relations i reklamy w latach dwudziestych XX wieku. Eddie, podobnie jak behawioryści, uważał zapewne, że ludzie, jeśli poddać ich presji zorganizowanej opinii publicznej, są nieskończenie podatni na wpływy. Aby jednak zrozumieć jego postawę, należy umieścić ją we właściwym kontekście historycznym. W istocie mówi on o erozji obyczajowości wywoływanej manipulacjami namiętnościami. Przez całe stulecie tradycja i moralność okazywały się podatne na szeroko zakrojone kampanie dostarczające „naukowego” uzasadnienia dla folgowania pragnieniom i pożądaniom. Feminizm nie był tutaj wyjątkiem. Zakładał systematyczne wprowadzanie zmian do systemu wartości wyznawanych przez kobiety, gdyż widział w tym sposób na wyprowadzenie ich z domów i uczynienie z nich siły roboczej, co skutkowało obniżeniem zarobków oraz osłabieniem pozycji związków zawodowych, a w przypadku warstw pracujących, także rodziny.
Michael Jones, Libido dominandi. Seks jako narzędzie kontroli społecznej.
tłumaczenie: Jerzy Morka
Freud był promotorem nietzscheańskiego „przewartościowania wszystkich wartości” i obalenia ładu społecznego, opierającego się na zasadach i wartościach chrześcijańskich
Tworząc psychoanalizę na bazie zapożyczeń wątków tradycji rewolucyjnej, do czego się nigdy nie przyznał, Freud stał się jednym z żydowsko-masońskich wywrotowców, przed którymi antysemici od pewnego już czasu przestrzegali świat. Stworzył „żydowskie” tajne stowarzyszenie, aby potajemnie zrealizować cel identyczny z tym, który wcześniej był także celem iluminatów. Było nim „obalenie tronu i ołtarza”, czyli zniszczenie istniejącego porządku w Europie. Wykorzystując swoich bogatych pacjentów dla osobistych korzyści finansowych i odgrywając przed nimi rolę „spowiednika”, Freud był także promotorem „wyzwolenia” od norm moralnych, nietzscheańskiego „przewartościowania wszystkich wartości” i obalenia ładu społecznego, opierającego się na zasadach i wartościach chrześcijańskich. Jedynymi regułami, obowiązującymi w psychoanalizie, są te, które ustanowił Freud, a służyć one miały głównie, o ile nie wyłącznie, jego własnym korzyściom. Poczucie winy jest częścią ludzkiego istnienia, a tego Webster zdaje się nie rozumieć. Zachęcając do zachowań, które je wywołują, psychoanalityk nawiązuje z pacjentem „wampiryczną” relację, polegającą na wykorzystywaniu go i „żywieniu” się nim. Jest całkowicie i fundamentalnie sprzeczne z instytucją oraz sensem spowiedzi sakramentalnej, ale zarazem nadzwyczaj podobne do praktyk iluminatyzmu, za pomocą których Adam Weishaupt próbował zyskać władzę nad ludźmi poprzez manipulowanie ich pożądaniami, pragnieniami i namiętnościami.
Michael Jones, Libido dominandi. Seks jako narzędzie kontroli społecznej.
tłumaczenie: Jerzy Morka
Michael Jones, Libido dominandi. Seks jako narzędzie kontroli społecznej.
tłumaczenie: Jerzy Morka
Amerykanie zawsze skłaniali się ku temu, co powierzchowne, czuli się niepewnie, poruszając się w obrębie filozoficznej tradycji Zachodu
Introspekcja w ujęciu niemieckim miała bardzo niewiele wspólnego z bezinteresownym dociekaniem prawdy, co wedle tradycji klasycznej było celem najważniejszym, równie daleko jednak było jej do amerykańskiej fascynacji praktycznym działaniem i jego wymiernymi skutkami - postawy typowej zarówno dla Deweya, jak i dla Watsona. Amerykanie zawsze skłaniali się ku temu, co powierzchowne, czuli się niepewnie, poruszając się w obrębie filozoficznej tradycji Zachodu, a to, co tworzyli, przypominało swoisty kult cargo, pozbawiony zdolności zrozumienia istoty owej tradycji. Taka sama niecierpliwość charakteryzowała powstanie współczesnej psychologii. Ludzi, takich jak Dewey, nie bez powodu uważano za pragmatystów. Prawda o ludzkiej psychice była dla nich istotna tylko o tyle, o ile można ją było wykorzystać dla osiągnięcia konkretnych, wymiernych rezultatów. Podobnie jak nauki ścisłe, które dążyły teraz nie tyle do odkrycia i zrozumienia sekretów natury, lecz do zyskania nad nią władzy, nowa nauka, jaką była psychologia, w ujęciu Johna Deweya miała być sposobem kontrolowania ludzkich umysłów. Dewey był jednym z twórców dwudziestowiecznego lewicowego liberalizmu, a jednym z celów tak pojmowanego liberalizmu jest uzyskanie kontroli nad społeczeństwem.
Pod tym względem ów demokratyczny liberalizm był jednocześnie podpalaczem i strażą pożarną. Nauka stanowiła rozpuszczalnik, w którym znikały wszystkie stare więzi kojarzone z moralnością, religią i tradycją, a kiedy one zniknęły i w konsekwencji zbliżono się do krawędzi społecznego chaosu, ta sama nauka, a zwłaszcza nowa jej gałąź, czyli psychologia, pozwoliła ludziom na najwyższych stanowiskach kontrolować społeczeństwo nowymi, bardziej „racjonalnymi” sposobami i czerpać z tego korzyści nie tylko polityczne, ale też finansowe.
Według Deweya, psychologia miała stać się narzędziem demokratycznej reformy, a publiczny system oświaty instytucją, gdzie demokratyczna nauka będzie wcielana w życie. W przypadku Deweya była to oczywiście reakcja na kolejne fale imigracji, które w tamtym czasie docierały do Ameryki z południowej i wschodniej części Europy. Dewey widział w szkołach najważniejsze narzędzie uspołeczniania, instrument, dzięki któremu będzie możliwe ukształtowanie homogenicznego amerykańskiego obywatela, odartego z przynależności etnicznych oraz więzi rodzinnych, identyfikującego się z postępowymi, ogólnonarodowymi celami, w epoce mass-mediów artykułowanymi przez ludzi kształtujących opinię publiczną. Szkoły powinny działać „w oparciu o psychologię, tak jak wielkie fabryki funkcjonują w oparciu o nauki chemiczne i fizyczne”. Dewey głosił, że szkoły powinny kształtować Amerykanów, czyli ludzi wierzących w naukę, ale też sceptycznych wobec instytucji stworzonych przez ojców założycieli. Wyrazem owego sceptycyzmu były publikacje podobnych mu liberałów, takich jak Walter Lippmann, Herbert Croly, którzy znaleźli się na świeczniku dzięki powstaniu „New Republic” i zbliżającej się wojny, do której Woodrow Wilson wciągnął Amerykę.
Michael Jones, Libido dominandi. Seks jako narzędzie kontroli społecznej.
tłumaczenie: Jerzy Morka
Pod tym względem ów demokratyczny liberalizm był jednocześnie podpalaczem i strażą pożarną. Nauka stanowiła rozpuszczalnik, w którym znikały wszystkie stare więzi kojarzone z moralnością, religią i tradycją, a kiedy one zniknęły i w konsekwencji zbliżono się do krawędzi społecznego chaosu, ta sama nauka, a zwłaszcza nowa jej gałąź, czyli psychologia, pozwoliła ludziom na najwyższych stanowiskach kontrolować społeczeństwo nowymi, bardziej „racjonalnymi” sposobami i czerpać z tego korzyści nie tylko polityczne, ale też finansowe.
Według Deweya, psychologia miała stać się narzędziem demokratycznej reformy, a publiczny system oświaty instytucją, gdzie demokratyczna nauka będzie wcielana w życie. W przypadku Deweya była to oczywiście reakcja na kolejne fale imigracji, które w tamtym czasie docierały do Ameryki z południowej i wschodniej części Europy. Dewey widział w szkołach najważniejsze narzędzie uspołeczniania, instrument, dzięki któremu będzie możliwe ukształtowanie homogenicznego amerykańskiego obywatela, odartego z przynależności etnicznych oraz więzi rodzinnych, identyfikującego się z postępowymi, ogólnonarodowymi celami, w epoce mass-mediów artykułowanymi przez ludzi kształtujących opinię publiczną. Szkoły powinny działać „w oparciu o psychologię, tak jak wielkie fabryki funkcjonują w oparciu o nauki chemiczne i fizyczne”. Dewey głosił, że szkoły powinny kształtować Amerykanów, czyli ludzi wierzących w naukę, ale też sceptycznych wobec instytucji stworzonych przez ojców założycieli. Wyrazem owego sceptycyzmu były publikacje podobnych mu liberałów, takich jak Walter Lippmann, Herbert Croly, którzy znaleźli się na świeczniku dzięki powstaniu „New Republic” i zbliżającej się wojny, do której Woodrow Wilson wciągnął Amerykę.
Michael Jones, Libido dominandi. Seks jako narzędzie kontroli społecznej.
tłumaczenie: Jerzy Morka
sobota, 21 maja 2016
Owoce, które sekta masońska rodzi, zabójcze są i gorzkie
Humanum Genus mówi jasno, że „owoce, które sekta masońska rodzi, zabójcze są i gorzkie. Z najpewniejszych danych, na któreśmy się wyżej powołali, narzuca się jeden wniosek, iż mianowicie ostatecznym celem ich zamierzeń jest: obalić doszczętnie ład religijny i społeczny powstały na gruncie instytucji chrześcijańskich i zastąpić go nowym ładem, uformowanym według ich założeń, których podstawowe zasady i prawa zaczerpnięte zostały z naturalizmu”’.
Tyle na temat celów masońskiej sekty. Środkami, którymi posługuje się ona dla osiągnięcia swych dążeń są, zdaniem papieża, zepsucie oświaty, zepsucie kultury i łączące się z tym zepsucie moralności. Zdaniem Leona XIII w świecie skażonym przez grzech pierworodny główną bronią w arsenale masońskiej sekty jest „ewangelia przyjemności”. Głoszenie jej przez masonów stanowi część spójnego planu przejęcia politycznej władzy nad chrześcijańską Europą:
Tak się dzieje, że nieustannie patrzeć musimy na to, jak ludziom podsuwa się liczne podniety namiętności, jak szerzą się czasopisma i rozprawy pozbawione wszelkiego umiarkowania i wstydu, jak na scenach przedstawia się rozpustne widowiska, jak bezwstydnie dobiera się tematy dzieł sztuki według prawideł tak zwanego weryzmu, z jakim wyrafinowaniem wymyśla się różne rodzaje życia miękkiego i wygodnego, jak wreszcie wynajduje się najróżniejsze ponęty, aby za ich sprawą uśpiona dzielność i cnota nie stawiały już oporu. Tak haniebnie, lecz konsekwentnie postępują ci, co odrzucają nadzieję niebieskiej nagrody, a wszelkie pojęcie szczęścia sprowadzają do rzeczy przemijających i jakby w ziemi je topią... Oto ponieważ tym ludziom chytrym i przebiegłym najpowolniej są posłuszni ci, których duch osłabł i załamał się w niewoli namiętności, przeto znaleźli się w masonerii tacy, którzy wystąpili z propozycją, iż należy systemowo dążyć do tego, aby najszersze warstwy przepoić rozwiązłością bez żadnych hamulców, gdyż wtedy będą je mieli całkowicie w swych rękach, jako narzędzie do wykonania swych najzuchwalszych zamysłów.
Wyzwolenie seksualne, aby zastosować bardziej współczesne określenie zjawiska, które Leon XIII nazywa w encyklice „niewolą namiętności”, jest formą politycznej kontroli. W tej sprawie poglądy papieża są zgodne z Barruelowską interpretacją iluminatyzmu, który według zamierzeń Adama Weishaupta miał być metodą rządzenia ludźmi poprzez manipulowanie ich namiętnościami w taki sposób, żeby nie byli tego świadomi. Papież nie przywołuje nazwiska Barruela ani nie wspomina o iluminatyzmie, ale jego opis strategii ówczesnych iluminatów wiele zawdzięcza autorowi „Wspomnień”. Objaśniając szkodliwy wpływ niekontrolowanych namiętności na ludzką duszę, Leon XIII odwołuje się do psychologii klasycznej, czyli tradycyjnego poglądu na charakter relacji między namiętnością, a kontrolą rozumu. Człowiek, za sprawą grzechu pierworodnego, jest słaby i dlatego bardziej podatny na występek niż cnotę; musi pogodzić się z życiem w stanie ciągłej czujności i ustawicznego moralnego wysiłku:
Ponieważ nadto duch ludzki, skazą grzechu pierworodnego dotknięty, skłonniejszy jest do złego niż do cnoty, przeto aby żyć uczciwie, koniecznie potrzeba poskramiać burzliwe namiętności i żądze poddawać pod władzę rozumu. W tej walce często trzeba się wznosić aż do pogardy rzeczy doczesnych i podejmować niemałe trudy i uciążliwe wysiłki, aby w każdym wypadku zapewnić zwycięstwo rozumowi. Naturaliści zaś i masoni, nie wierząc bynajmniej w te prawdy, któreśmy za sprawą Boga poznali, zaprzeczają jakoby pierwsi rodzice upadli, i twierdzą, że wolna wola wcale nadwerężona i osłabiona nie została. Co więcej, przeceniając dzielność i doskonałość natury ludzkiej i uważając ją za jedyne źródło i normę moralności, wyobrazić sobie nawet nie mogą, iżby do uśmierzania popędów tej natury, do poskramiania pożądliwości, potrzeba było ustawicznej walki i jak największej wytrwałości.
Powyższy tekst jest odzwierciedleniem diametralnie odmiennej postawy niż ta, której piętnaście lat później da wyraz Freud, za motto swojego Objaśniania marzeń sennych obierając Flactere si neąueo superos, Acheronta movebo - Jeśli nie nakłonię niebios, poruszę piekło. Leon XIII jako najwyższy przedstawiciel niebios okazał szczególne i niewzruszone przywiązanie do tradycji. W czasie, kiedy Freud pisał swoje dwie pierwsze książki, to samo charakteryzowało również cesarstwo austro-węgierskie, Freud natomiast stworzył „rewolucyjną” psychologię, wedle której namiętności najpierw zadają kłam rozumowi, a ostatecznie zdobywają kontrolę nad rozumem. Po raz kolejny, tak jak w rewolucyjnej Francji, wrogiem ustanowione zostały nie grzeszne namiętności, ale ich tłumienie. Rozum, którego odpowiednikiem był król, najpierw został zanegowany i osłabiony, a później zrzucony z tronu przez dziki motłoch, którym od zawsze są ludzkie namiętności. O tym, że Freud świadomie opowiedział się po stronie tradycji rewolucyjnej, świadczy również cytat z Wergiliusza: Acheronta movebo. Zdaniem Petera Swalesa, Freud zapożyczył go od Ferdynanda Lasallea, również Żyda i rewolucjonisty. Użycie owego cytatu jako motta do pierwszej książki Freuda dowodzi, że psychoanaliza była zawoalowanym zaakceptowaniem rewolucyjnej tradycji, która znów dochodziła do głosu, albowiem sojusz, który pokonał Napoleona i po dwudziestu kilku latach rewolucji przywrócił ład i porządek w Europie, zaczął się rozpadać.
Michael Jones, Libido dominandi. Seks jako narzędzie kontroli społecznej.
tłumaczenie: Jerzy Morka
Etykiety:
libido dominandi,
Michael Jones,
polityka
Ten kto głosił będzie rozpustę i bezbożność, zyska większy posłuch niż najwymowniejszy orator, dowodzący słuszności praw cnoty i moralności
Barruel:
Klasycy myśli chrześcijańskiej zawsze dostrzegali, że w motywacjach, którymi kieruje się społeczeństwo, istnieje asymetryczność. Od zawsze łatwiej było przekonać ludzi, żeby postępowali zgodnie z tym, co podpowiadają im namiętności, niż do tego, żeby w imię dobra ogółu stawiali im opór. Zachęcanie do folgowania występnym namiętnościom nazywano rajfurzeniem.
Michael Jones, Libido dominandi. Seks jako narzędzie kontroli społecznej.
tłumaczenie: Jerzy Morka
Każdy głupiec może przyciągnąć ludzi do teatru, ale żeby ich stamtąd wyrwać, trzeba już oratorskiego talentu Chryzostoma. Ten, kto dysponując podobnymi zdolnościami, głosił będzie rozpustę i bezbożność, zyska większy posłuch niż najwymowniejszy orator, dowodzący słuszności praw cnoty i moralności.
Klasycy myśli chrześcijańskiej zawsze dostrzegali, że w motywacjach, którymi kieruje się społeczeństwo, istnieje asymetryczność. Od zawsze łatwiej było przekonać ludzi, żeby postępowali zgodnie z tym, co podpowiadają im namiętności, niż do tego, żeby w imię dobra ogółu stawiali im opór. Zachęcanie do folgowania występnym namiętnościom nazywano rajfurzeniem.
Michael Jones, Libido dominandi. Seks jako narzędzie kontroli społecznej.
tłumaczenie: Jerzy Morka
piątek, 20 maja 2016
Technika niefizycznego przymusu, która utrzymuje porządek poprzez sprawowanie kontroli nad swoimi obywatelami w sposób niezauważalny dla znakomitej większości społeczeństwa
Nosce te ipsum, nosce alios („poznaj samego siebie, poznaj innych”) - oto motto, które Weishaupt zaczerpnął od wyroczni delfickiej i przyjął za własne. Iluminaci byli również ucieleśnieniem przekonania Bacona, że wiedza równa się władzy. W tym przypadku wiedza oznaczała znajomość życia wewnętrznego konkretnego adepta i uczynienie z niej narzędzia jego kontroli i nadzoru. Gdyby zasady te przenieść na funkcjonowanie państwa, zgodnie z regułami działania iluminatów wiedza oznacza władzę polityczną. Propozycja Weishaupta to technika niefizycznego przymusu, podobnego do przymusu stosowanego przez jezuitów, teraz jednak podporządkowanego świeckiej utopii i wolnej od ograniczeń, które Towarzystwu Jezusowemu nakładał Kościół. W osobach nadzorujących Maschinenmenschen Weishaupt i von Knigge dostrzegli pierwsze kontury machiny państwa, która utrzymuje porządek poprzez sprawowanie kontroli nad swoimi obywatelami w sposób niezauważalny dla znakomitej większości społeczeństwa.
Nawet gdyby Weishaupt i von Knigge nie zrealizowali swej wizji w praktyce, opublikowanie przez bawarskie władze wspomnianej dokumentacji musiało spowodować, że wcześniej lub później i tak wizja ta zostałaby urzeczywistniona przez innych. Raz wypuszczona w intelektualny eter koncepcja człowieka-maszyny funkcjonującego w maszynie-państwie kontrolowanym przez podobnych jezuitom naukowców-nadzorców zawładnęła wyobraźnią kolejnych pokoleń. Ludzie tacy jak August Comte starali się odzwierciedlić ją w utopii, inni zaś ukazywali ją w postaci dystopii - jako przykład można tu podać Aldousa Huxleya i Fritza Langa, którego film Metropolis zdaje się być odzwierciedleniem wizji Weishaupta.
Weishaupt, podobnie jak Gramsci, proponował nie tyle rewolucję polityczną, co kulturową. Chciał „otoczyć możnych tej ziemi” legionem ludzi, którzy prowadziliby szkoły, kościoły, katedry, akademie, księgarnie i zasiadaliby w rządach. Krótko mówiąc, miała to być kadra rewolucjonistów mająca wpływy we wszystkich ośrodkach władzy społecznej oraz politycznej i w ten sposób, w dłuższej perspektywie, wychowująca społeczeństwo w duchu ideałów oświecenia. Van Duelmen dostrzega związek między rewolucją kulturową, którą za pośrednictwem iluminatów proponował Weishaupt, i „marszem przez instytucje”, który uczestnicy wydarzeń z 1968 roku urzeczywistnili około dwieście lat później. Powstanie komunizmu usunęło w cień fakt, że przez mniej więcej sto lat po zdobyciu Bastylii iluminatyzm, zarówno w teorii, jak i w praktyce, był synonimem rewolucji. Jego spuścizna znalazła jednak zastosowanie głównie w praktyce. W tej jednej, niewielkiej organizacji stosowano in nuce dosłownie wszystkie mechanizmy kontroli psychologicznej wykorzystywane później w takiej samej mierze przez prawicę i lewicę. Iluminatyzm stanowił zatem nowatorski system państwa policyjnego szpiegującego swoich obywateli.
Odnajdujemy w nim zastosowanie psychoanalizy, uzasadnienie wykorzystania testów psychologicznych, terapię polegającą na prowadzeniu dziennika, koncepcję historii seksualnej Kinseya, spontaniczną samokrytykę dobrze znaną z procesów prowadzonych przed komunistycznymi sądami, „marsz przez instytucje” Gramsciego, manipulację pożądaniem seksualnym jako narzędziem kontroli, co stało się później podstawą reklamy, a także zalążki „nauki” behawioryzmu, która wedle słów Johna B. Watsona próbuje „przewidywać i kontrolować zachowania”. Ostatni przytoczony tu przykład nie pozostawia wątpliwości, że jedyną wspólną rzeczą, która łączy wszystkie te zjawiska, jest żądza władzy. System Weishaupta był systemem kontroli i nadzoru. Z jednej strony stanowił odzwierciedlenie oświeceniowych marzeń, z drugiej zaś był jedynym spójnym projektem rozwijania i udoskonalania technik kontrolowania społeczeństwa. Weishaupt naszkicował go w jego pierwotnych zarysach ponad dwieście lat temu.
Michael Jones, Libido dominandi. Seks jako narzędzie kontroli społecznej.
tłumaczenie: Jerzy Morka
Nawet gdyby Weishaupt i von Knigge nie zrealizowali swej wizji w praktyce, opublikowanie przez bawarskie władze wspomnianej dokumentacji musiało spowodować, że wcześniej lub później i tak wizja ta zostałaby urzeczywistniona przez innych. Raz wypuszczona w intelektualny eter koncepcja człowieka-maszyny funkcjonującego w maszynie-państwie kontrolowanym przez podobnych jezuitom naukowców-nadzorców zawładnęła wyobraźnią kolejnych pokoleń. Ludzie tacy jak August Comte starali się odzwierciedlić ją w utopii, inni zaś ukazywali ją w postaci dystopii - jako przykład można tu podać Aldousa Huxleya i Fritza Langa, którego film Metropolis zdaje się być odzwierciedleniem wizji Weishaupta.
Weishaupt, podobnie jak Gramsci, proponował nie tyle rewolucję polityczną, co kulturową. Chciał „otoczyć możnych tej ziemi” legionem ludzi, którzy prowadziliby szkoły, kościoły, katedry, akademie, księgarnie i zasiadaliby w rządach. Krótko mówiąc, miała to być kadra rewolucjonistów mająca wpływy we wszystkich ośrodkach władzy społecznej oraz politycznej i w ten sposób, w dłuższej perspektywie, wychowująca społeczeństwo w duchu ideałów oświecenia. Van Duelmen dostrzega związek między rewolucją kulturową, którą za pośrednictwem iluminatów proponował Weishaupt, i „marszem przez instytucje”, który uczestnicy wydarzeń z 1968 roku urzeczywistnili około dwieście lat później. Powstanie komunizmu usunęło w cień fakt, że przez mniej więcej sto lat po zdobyciu Bastylii iluminatyzm, zarówno w teorii, jak i w praktyce, był synonimem rewolucji. Jego spuścizna znalazła jednak zastosowanie głównie w praktyce. W tej jednej, niewielkiej organizacji stosowano in nuce dosłownie wszystkie mechanizmy kontroli psychologicznej wykorzystywane później w takiej samej mierze przez prawicę i lewicę. Iluminatyzm stanowił zatem nowatorski system państwa policyjnego szpiegującego swoich obywateli.
Odnajdujemy w nim zastosowanie psychoanalizy, uzasadnienie wykorzystania testów psychologicznych, terapię polegającą na prowadzeniu dziennika, koncepcję historii seksualnej Kinseya, spontaniczną samokrytykę dobrze znaną z procesów prowadzonych przed komunistycznymi sądami, „marsz przez instytucje” Gramsciego, manipulację pożądaniem seksualnym jako narzędziem kontroli, co stało się później podstawą reklamy, a także zalążki „nauki” behawioryzmu, która wedle słów Johna B. Watsona próbuje „przewidywać i kontrolować zachowania”. Ostatni przytoczony tu przykład nie pozostawia wątpliwości, że jedyną wspólną rzeczą, która łączy wszystkie te zjawiska, jest żądza władzy. System Weishaupta był systemem kontroli i nadzoru. Z jednej strony stanowił odzwierciedlenie oświeceniowych marzeń, z drugiej zaś był jedynym spójnym projektem rozwijania i udoskonalania technik kontrolowania społeczeństwa. Weishaupt naszkicował go w jego pierwotnych zarysach ponad dwieście lat temu.
Michael Jones, Libido dominandi. Seks jako narzędzie kontroli społecznej.
tłumaczenie: Jerzy Morka
Etykiety:
libido dominandi,
Michael Jones,
polityka
Nie jest tajemnicą, że żądza seksualna jest również rodzajem uzależnienia
Nie jest tajemnicą, że żądza seksualna jest również rodzajem uzależnienia. Moja teza głosi, że obecna władza zdaje sobie z tego sprawę i wykorzystuje tę sytuację dla własnych korzyści. Innymi słowy, „wolność” seksualna jest w istocie formą kontroli nad społeczeństwem. W istocie zjawisko, o którym tutaj mówimy, ma u swych podstaw gnostyczny system dwóch prawd. Po pierwsze, prawdy egzoterycznej, propagowanej przez władzę poprzez reklamę, edukację seksualną, hollywoodzkie filmy oraz system uniwersytecki - inaczej mówiąc, prawdy odnoszącej się do powszechnej konsumpcji, prawdy, wedle której wyzwolenie seksualne jest tożsame z wolnością. Po drugie, prawdy ezoterycznej, mówiącej o sposobach oraz metodach, jakie stosuje władza, czyli ludzie czerpiący korzyści z „wolności”. Głosi ona coś dokładnie odwrotnego od pierwszej, a mianowicie, że wyzwolenie seksualne jest rodzajem sprawowania kontroli, sposobem na utrzymanie się rządzących u władzy dzięki wykorzystywaniu namiętności i fascynacji naiwnych ludzi, którzy utożsamiają się z tymi uczuciami, jak gdyby rzeczywiście były ich własnymi, oraz identyfikują się z władzą, rzekomo umożliwiającą ich zaspokajanie. Ludziom ulegającym tym niezdrowym upodobaniom dostarcza się następnie stosownych wytłumaczeń, których mnóstwo znajdziemy na stronach internetowych, tym sposobem przekształcając ich w potężną siłę polityczną. Dzieła tego dokonują ci, którzy są doskonałymi ekspertami w manipulowaniu zalewem treści wizualnych oraz towarzyszących im usprawiedliwień.
Michael Jones, Libido dominandi. Seks jako narzędzie kontroli społecznej.
tłumaczenie: Jerzy Morka
Michael Jones, Libido dominandi. Seks jako narzędzie kontroli społecznej.
tłumaczenie: Jerzy Morka
środa, 23 kwietnia 2014
„Libido dominandi”
O zniewoleniu seksualnym, psychologicznej kontroli społeczeństwa i szczególnej roli Polski
WITOLD ARASZKIEWICZ: Co to znaczy „libido dominandi”?
dr. MICHAEL JONES: Zwrot pochodzi z dzieła św. Augustyna „Państwo Boże”. Augustyn opisuje historię człowieka jako wybór pomiędzy państwem Bożym a państwem człowieka. Państwo Boże zasadza się na miłości Boga aż do wygaszenia własnego „ja”, a państwo człowieka polega na miłości własnej aż do wygaszenia Boga. Konstytucją państwa Bożego jest zasada miłości bliźniego i wzajemna służba, zaś w państwie człowieka zasada jest przeciwna. Jest nią właśnie libido dominandi, a więc pragnienie dominacji nad drugim człowiekiem dla własnej korzyści. Jeśli kultura chrześcijańska odwraca się od państwa Bożego, co miało miejsce m.in. podczas rewolucji francuskiej, to jedyne miejsce, do którego można się udać, to państwo człowieka. Stając się obywatelem w państwie człowieka, nabywa się nową zasadę funkcjonowania, którą jest właśnie libido dominandi.
Ludzi można zdominować na różne sposoby, mniej lub bardziej subtelne. Weźmy Polskę po II wojnie światowej. Poddano ją barbarzyńskim formom kontroli w sowieckim stylu; jej przejawem było wprowadzenie czołgów i Armii Czerwonej. Skutkowało to oczywistym przekonaniem Polaków o dokonanym podboju.
Jednak wraz z upadkiem komunizmu zasada kontroli nie uległa zmianie, zmienił się tylko sposób jej stosowania. Tym razem z Zachodu przyszła bardziej wyrafinowana forma kontroli, która polega na manipulacji namiętnościami człowieka.
Do najbardziej subtelnych oddziaływań tego rodzaju należy tzw. wyzwolenie seksualne. W tym przypadku człowiek nie ma świadomości manipulacji, a raczej przekonanie, że zaspokaja własne pragnienia. Tego właśnie zagadnienia dotyczy moja książka. Jest to ważne szczególnie teraz, w czasie kryzysu związanego z wychowaniem seksualnym, a więc z wdrażaniem polityki genderyzmu. Unia Europejska, która jest dziś wrogiem nadchodzącym z Zachodu, stara się narzucić Polsce niezwykle wyrafinowaną formę kontroli. Czasem nazywa się ją „wychowaniem seksualnym”, czasem „wolnością słowa” i wieloma innymi określeniami. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to forma kontroli.
Jak w praktyce wykorzystuje się tego rodzaju kontrolę? W jaki sposób wyzwolenie seksualne służy temu celowi?
Przede wszystkim nie jest to rzeczywiste wyzwolenie, ale jego przeciwieństwo. Na wykładach posługuję się tu przykładem izraelskiej okupacji palestyńskiego miasta Ramallah w 2002 roku. Kiedy izraelskie siły opanowały miasto, zajęły także stacje telewizyjne i rozpoczęły emisję programów pornograficznych. W myśl zasad kultury amerykańskiej, w której dostępność pornografii uważana jest za przejaw wolności, to rzecz zupełnie niezrozumiała.
Dlaczego Izraelczycy mieliby fundować Palestyńczykom wolność?
Aby sprawę lepiej zrozumieć, trzeba cofnąć się do św. Augustyna, który w „Państwie Bożym” napisał, że człowiek ma tylu panów, ile wad. Augustyn rozumiał, że popełniając grzech, stajemy się niewolnikami. Według niego jeśli niewolnik postępuje moralnie, jest wolny, zaś król, który nie postępuje moralnie, jest niewolnikiem. W tym sensie status społeczny, władza czy stan majątkowy nie mają znaczenia, a jedyne kryterium to postępowanie człowieka według prawa moralnego. Naruszając prawo moralne, stajemy się niewolnikami.
Na czym polega to zniewolenie?
We współczesnym świecie posługujemy się pojęciem „uzależnienie”, które jest powszechnie zrozumiałe. Oczywistym rodzajem uzależnienia jest narkomania, ale można także uzależnić się od pornografii, tym bardziej jest ona powszechnie dostępna. To tylko jeden z przykładów zniewolenia w sferze życia, która w naszej kulturze niekoniecznie kojarzona z brakiem wolności. Przebieg uzależnienia bywał różny w różnych epokach.
Rozumiał to zjawisko markiz de Sade w czasie, kiedy ważył się los rewolucji francuskiej. Wówczas napisał on traktat, w którym postulował, by w teatrach występowały nagie kobiety. Mężczyźni oglądając takie spektakle, doznawaliby podniecenia, a kiedy podniecenie staje się zjawiskiem powszechnym, mamy do czynienia z rewolucją. W ten sposób rewolucja rozgrzałaby na nowo i poradziłaby sobie z powstaniem w Wandei.
W tamtych czasach istniał jednak pewien problem natury technicznej. Mianowicie teatry mogły być małe – wówczas kobiety byłyby dobrze widoczne, lecz dla niewielkiej liczby mężczyzn, lub duże – wówczas mężczyźni w ostatnim rzędzie nie mogliby wyraźnie widzieć kobiet. Jednak technika rozwiązała tą kwestię. Najpierw pojawiła się fotografia, później kino, telewizja i internet. Dzisiaj istnieją możliwości przesyłania obrazów i wywoływania podniecenia w domowym zaciszu. Celem pornografii jest masturbacja, której rzecznikiem był Wilhelm Reich, również „ojciec” edukacji seksualnej. Reich był galicyjskim Żydem, który zamieszkał w Wiedniu i studiował u Zygmunta Freuda. Głosił marksizm i toczył wojnę z katolicką społecznością Austrii, a swoją wiedzę psychologiczną wykorzystywał jako broń w tej walce.
Reich stwierdził, że nie ma sensu dyskutować o istnieniu Boga ze studentami. Jeśli jednak uda się zmienić ich obyczaje seksualne, skłonić do masturbacji, wówczas pojęcie Boga samoczynnie wyparuje z ich umysłów. Celem więc nie była debata, lecz zmiana obyczajowości seksualnej i taki jest też cel edukacji seksualnej.
Jeśli zatem nie można kogoś przekonać, należy wpłynąć na jego zachowanie, a wówczas…
Wówczas jego myślenie automatycznie ulegnie zmianie. Reich rozumiał, że jeśli ktoś się masturbuje, nie może się modlić. Dlatego celem edukacji seksualnej jest zachęcenie do masturbacji po to, by uniemożliwić modlitwę. Jeśli zaś człowiek się nie modli, przestaje chodzić do kościoła, wówczas Kościół katolicki traci wiernych i tym samym wpływ na politykę, a wtedy komunizm opanowuje kraj.
Reich był bohaterem rewolucji seksualnej w latach 60. XX w. – on ukuł to pojęcie. Dzisiaj Zachód jest nośnikiem przewrotu seksualnego, który dokonuje się nie tylko w Polsce, lecz także w innych miejscach na świecie, np. w Iranie, gdzie byłem w ubiegłym roku. Również w Rosji, z udziałem zespołów takich jak Pussy Riot, który jest klasycznym przykładem reichowskiego oddziaływania, co sugeruje sama nazwa zespołu. Albo Femen – kobiety z obnażonymi piersiami powalające krucyfiksy za pomocą pił łańcuchowych. To są właśnie przykłady seksualizowanych ataków na porządek społeczny. Dodam na marginesie, że wyzwolenie seksualne i perwersje t także kluczowe elementy praktyk okultystycznych.
Wróćmy do rewolucji, poświęca jej Pan sporo uwagi w swojej książce. Czy demoralizacja jest warunkiem wstępnym rewolucji, czy też jej skutkiem?
Pornografia odegrała kluczową rolę w rewolucji francuskiej. Zezwolono wówczas na publikacje książek pornograficznych, które w szczególności przedstawiały rodzinę królewską w aktach seksualnych. Był to przykład manipulacji politycznej wykorzystującej popęd seksualny człowieka, czego celem, jak mniemam, było podważenie sakralnej natury monarchii oraz ośmielenie ludzi do manifestowania wobec niej pogardy. Takiej, jaką człowiek odczuwa wobec siebie samego, kiedy oddaje się pornografii. W tym kontekście przenoszono ją na rodzinę królewską.
Wiele rewolucji miało motywy seksualne. Należała do nich rewolucja husycka w Czechach, podczas której dochodziło do orgii seksualnych, kobiety z obnażonymi piersiami obwożono na osłach, a krucyfiksy smarowano fekaliami. Reformacja w Niemczech również przejawiała cechy rewolucji seksualnej. Luter był w istocie rewolucjonistą seksualnym, człowiekiem niezdolnym do opanowania namiętności, gniewu, nieumiarkowania w jedzeniu czy seksualności. Ostatecznie wypracował teologię, która dała uzasadnienie dla wszystkich tych rzeczy. Oczywiście charakter rewolucji seksualnej miała także rewolucja z lat 60. XX wieku. Było to programowe działanie polegające na wykorzystaniu seksualności do osiągnięcia konkretnych celów.
Jaką rolę odegrała tu współczesna psychologia? Czy Zygmunt Freud doprowadził do przemiany postrzegania ludzkiej duszy?
Freud klasyczną triadę definiującą ludzką duszę: Patos – Etos – Logos zastąpił pojęciami Id – Ego – Superego. Jednak odwrócił ten porządek w taki sposób, że zdrowy człowiek powinien przeprowadzić w sobie rewolucję, która polega na tym, że Id ma zdetronizować Superego. To jest właśnie ten moment rewolucyjny.
Freud ostatecznie zaczął działać tak, jak większość rewolucjonistów dochodzących do władzy: zmieniając zasady gry w taki sposób, by móc wyzyskiwać innych rewolucjonistów. Robił to na szczeblu indywidualnym, a wykorzystywał przede wszystkim bogatych Amerykanów, którzy przyjeżdżali do niego z problemami – zwykle natury seksualnej, na przykład uzależnieniem od prostytutek.
Carl Gustav Jung działał podobnie. Istniała wyraźna konkurencja pomiędzy Freudem a Jungiem w pozyskiwaniu pacjentów wśród bogatych Amerykanów. Należy do nich Medill McCormick, spadkobierca fortuny The International Harvester Foundation w Stanach Zjednoczonych, który cierpiał na uzależnienie seksualne. Jung powiedział mu, że może robić nadal to, co robi, pod warunkiem, że będzie Jungowi płacił – ten go rozgrzeszy i wszyscy skorzystają. Jest to spaczenie idei konfesjonału i rachunku sumienia. Jest to także przykład wykorzystania wyzwolenia seksualnego jako instrumentu kontroli – nie kontroli politycznej całego narodu, lecz indywidualnej, dotyczącej konkretnego człowieka, a prowadzącej kontrolującego do wzbogacenia się na kontrolowanym. Pod tym względem Jung i Freud odnosili podobne korzyści.
To znaczyłoby, że psychologia zamiast pomagać ludziom rozwiązać ich problemy, stała się techniką ich wykorzystywania…
Po rewolucji Francuskiej psychologia staje się nie tyle nauką, co inżynierią społeczną, a więc instrumentem kontroli nad ludźmi. Tak działa freudyzm, behawioryzm (J.B. Watson przeszedł z uniwersytetu do agencji reklamowej) czy psychologia „trzeciej fali”, której przedstawiciel Carl Rogers wykorzystywał trening wrażliwości w celu zwalczania wartości katolickich.
Wyzwolenie seksualne działa niszcząco na społeczeństwo, osłabiając je demograficznie. Dlaczego rządzący się na to godzą? Jaką widzą w tym korzyść?
To prawda, trudno zrozumieć, dlaczego rządzący godzą się na kontrolę urodzeń, skoro osłabia ono społeczeństwo. W Polsce sprawa jest jeszcze mniej zrozumiała, ponieważ polskie społeczeństwo jest jednolitym pod względem etnicznym i religijnym. W Ameryce jednak rzecz wygląda zupełnie inaczej. Są u nas trzy grupy rywalizujące o rządy w kraju: protestanci, katolicy i Żydzi. Od II wojny światowej toczy się u nas walka o supremację kulturową. W pierwszych dekadach XX wieku protestanci podjęli próbę ograniczenia wpływu Żydów w Hollywood, usiłując ustanowić cenzurę w kinie poprzez zakaz posługiwania się nagością i bluźnierstwem. Ponieważ nie udało się to, do akcji włączyli się katolicy, którzy odnieśli zwycięstwo: w roku 1933 narzucono Hollywood kodeks etyczny, dzięki któremu przez trzydzieści jeden lat w filmach nie pokazywano nagości, obsceniczności, bluźnierstwa, nie wyśmiewano kleru i nie promowano homoseksualizmu.
Jednak w roku 1965 słabszy już Kościół katolicki stanął wobec sojuszu żydowsko – protestanckiego i od tego momentu przegrywa każdą bitwę. Dotychczasowa klasa rządząca, tzw. WASP (White Anglo -Saxon Protestants – Biali Protestanccy Anglosasi), zaczęła odchodzić w niebyt, a po prymat w kulturze sięgnęli Żydzi i dziś go faktycznie sprawują. W maju ubiegłego roku wiceprezydent Joe Biden pochwalił Żydów za działania na rzecz legalizacji małżeństw homoseksualnych. Jeśli wiceprezydent tak powiedział, jest to zapewne prawda. Jak widać, nie można zrozumieć sensu wojny o kulturę, nie rozumiejąc podziałów etnicznych w kulturze takiej, jak amerykańska. Pod tym względem Ameryka nie przypomina Polski.
Tak, pod wpływem lobbingu Johna D. Rockeffelera III. W końcu lat 60. kontrola populacji stała się jednym z celów polityki zagranicznej USA. To jeszcze da się zrozumieć: im mniej ludzi na świecie, tym więcej surowców do podziału. Ale kontrola urodzeń, a tym bardziej rewolucja seksualna, we własnym kraju?
Wracamy do batalii, o których mówiłem wcześniej. Wojna o antykoncepcję była starciem protestantów z katolikami. Katolicy pokonali protestantów w sporze o rządową politykę kontroli urodzeń w roku 1933, ale w latach 60. Przegrali kolejną odsłonę tej samej bitwy. Od tej pory katolicy nie odzyskali w Ameryce władzy politycznej.
Twierdzi Pan, że wyzwolenie seksualne poprzedza rewolucje. Czy zważywszy na aktywność zwolenników ideologii gender można zaryzykować twierdzenie, że zbliża się kolejna rewolucja?
W państwach takich jak Niemcy rewolucja już się dokonała. Kraj został pokonany w II wojnie światowej i te same osoby, które sprawowały kontrolę nad kulturą amerykańską zastosowały ją wobec kultury niemieckiej. Mój najnowszy projekt badawczy dotyczy grupy Baader – Meinhof w Niemczech na początku lat 70. XX wieku. Sprawa jest dla mnie tym ciekawsza, że sam mieszkałem w Niemczech między rokiem 1973 a 1976 i widziałem te wydarzenia na własne oczy. Jednak nigdy nie mówi się o tym, że właśnie w tym czasie Niemcy zalegalizowały pornografię. Pierwszym krokiem w tym kierunku była nie „twarda” pornografia, ale dosyć osobliwa kategoria filmów erotycznych zawierających typowo niemieckie wątki, na przykład stroje ludowe. Dostrzegam cel wojny psychologicznej: ośmieszyć niemiecką tradycję, poddać ją seksualizacji i w ten sposób odciągnąć ludzi od Grupy Baader – Meinhof, która miała wielu zwolenników. Badania opinii publicznej pokazywały, że 40% Niemców zgadzało się z zasadniczym przesłaniem tej grupy. To ogromna rzesza ludzi – i nagle pornografia pojawiająca się w tym samym czasie. Moje badania pokazują, że jednym z inicjatorów tego faktu był austriacki Żyd o nazwisku Mariska, który podczas wojny przebywał w obozie internowania w Anglii. Tuż po wojnie podjął pracę dla brytyjskiego wywiadu i nie sądzę, by był to przypadek, że akurat on odegrał taką rolę w rozpowszechnianiu pornografii w Niemczech.
Kto Pana zdaniem zawiaduje wyzwoleniem seksualnym w Polsce?
Nie mam pojęcia, ale zakładam, że jest to jakaś organizacja pozarządowa. Takie organizacje otrzymują pieniądze od zamożnych ludzi, takich jak na przykład George Soros, którym zależy na opanowaniu Europy Środkowej i wykorzystaniu jej dla własnych celów finansowych. Podczas pobytu w Estonii miałem okazję rozmawiać z pewną artystką. Zasugerowałem, że w nowych czasach, po ustąpieniu komunizmu, artystom żyje się lepiej. Odpowiedziała mi, że wręcz przeciwnie, pieniądze można uzyskać od Sorosa tylko na projekty zawierające pornografię lub bluźnierstwo. To się właśnie dzieje po upadku komunizmu: wszystkie niejawne techniki znane służbom na Zachodzie są dziś stosowane w katolickiej Europie Środkowej. Polska jest największa i ma kluczowe znaczenie. Może nie pod względem gospodarczym – oczywiście największą gospodarkę mają Niemcy - ale z punktu widzenia jednorodności kultury, oddziaływanie Kościoła katolickiego, tożsamości duchowej, politycznej i etnicznej Polska jest głównym celem.
Jak powinniśmy się bronić?
Po pierwsze, trzeba zrozumieć działanie tego mechanizmu, czemu ma służyć moja książka. Jeśli każdy Polak dowie się, kim jest Wilhelm Reich i że to on jest „ojcem” edukacji seksualnej oraz, że wychowanie seksualne to swoista wojna psychologiczna przeciwko podbitym narodom – kto zagłosuje na jego propagatorów? Jest to program narzucony przez nomenklaturę Unii.
Sugeruje Pan, że Polska ma do odegrania szczególną rolę?
Tak. We „Władcy Pierścieni” J.R.R. Tolkiena jest moment, w którym Denethor poddaje się rozpaczy. Mówi: Zachód ginie! – po czym rzuca się na stos. Co się dzieje gdy wypowiada te słowa? Nadjeżdża kawaleria Rohanu. Rohan to Polska, kawaleria to husaria Jana III Sobieskiego pod Wiedniem. Na tym polega historyczna rola Polski jako kraju głęboko chrześcijańskiego.
Dowiedziałem się niedawno, że projekt rezolucji ONZ uznającej aborcję za element zdrowia reprodukcyjnego został odrzucony. Polityka wychowania seksualnego na Zachodzie słabnie, na wschodzie Europy rośnie świadomość Polaków. Ten proces jest nie do zatrzymania. Jak tylko Polacy zrozumieją prawdziwe intencje tej polityki, dadzą jej odpór, a kiedy odrzuci ją jeden kraj, inne zrobią to samo i napór ustąpi. Jak podczas bitwy: albo się napiera, albo ustępuje. Sądzę, że historia zwraca się w naszym kierunku, to znaczy nie w stronę wojny, lecz pokoju, pełniejszego zrozumienia, współpracy i solidarności.
Wróćmy na koniec do ideologii gender, która próbuje opanować Polskę. Jest to wyrafinowana polityka prowadzona na wielu obszarach: w przedszkolach, na uniwersytetach, w mediach…
W USA nikt nie traktuje gender studies poważnie, z wyjątkiem samych uczestników programów Genderowych. Nie znam ani jednego profesora, który poważnie traktowałby te studia, nikt przy zdrowych zmysłach nie porównuje ich rangi do matematyki, historii czy filozofii. Jest to czysto ideologiczny wytwór feminizmu, pozbawiony wewnętrznej spójności. W pewnych przypadkach wyznawcy tej ideologii twierdzą, że płeć nie ma żadnego znaczenia, choćby wtedy, gdy chcą zatrudniać kobiety w policji, a z drugiej strony płeć okazuje się arcyważna na przykład w odniesieniu do homoseksualistów - wówczas trzeba stanąć na głowie, by uwzględnić problem Genderowy. Jeśli mężczyzna osadzony w więzieniu stwierdza, że wewnętrznie czuje się kobietą i że w związku z tym chodzić do damskiej toalety, wtedy prawo ma to umożliwić. To absurd, którego w Ameryce nikt nie bierze poważnie; powtarzam: nikt poza ideologami genderyzmu. Dlaczego mielibyście w Polsce sądzić inaczej?
Ci ideolodzy to nowe siły okupacyjne dla podbitych narodów. To nowa klasa komisarzy. W czasach sowieckich do oddziałów wojskowych przydzielano oficerów politycznych i jeśli ktoś nie stosował się do linii partii komunistycznej, był likwidowany. Taka jest rola kierunków Genderowych na uczelniach. Pełnią one rolę komisarzy wymuszających jedynie słuszne myślenie wśród studentów i pracowników naukowych.
Źródło: miesięcznik „Egzorcysta”, nr 3 (19) marzec 2014, autor: Witold Araszkiewicz, tłumaczenie: Andrzej Grządkowski.
E. Michael Jones, Libido dominandi. Seks jako narzędzie kontroli społecznej, Wektory, Wrocław 2013.
Za Niezłomni.
Subskrybuj:
Posty (Atom)