Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ajahn Amaro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ajahn Amaro. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 stycznia 2013

Sariputta i Anuruddha

Tych dwóch uczniów Buddy stanowiło interesującą mieszankę. Słabość Sariputty była wielkim darem Anuruddhy. Mimo to, na krótko przed swym oświeceniem, Anuruddha przyszedł do Sariputty i powiedział: "Boskim okiem, które jest oczyszczone i udoskonalone, widzę 10 000 systemów światowych. Moja medytacja jest stabilnie ustanowiona, jak skała. Niesłabnąca energia jest u mnie obecna, a ciało jest totalnie zrelaksowane i uspokojone. A jednak, moje serce nie jest wolne od skaz. Co robię nie tak?" Sariputta odrzekł: "Przyjacielu, twoja zdolność do widzenia 10 000 systemów światowych, jest połączona z twoją dumą. Twoja niesłabnąca energia, twoja uważność, twoje fizyczne rozluźnienie nie są w pełni wolne od niepokoju. I fakt, że ciągle nie uwolniłeś swego serca ze skaz i skalań, jest związany z troską. Byłoby dobrze, przyjacielu, byś zamiast zajmować się tymi rzeczami, zwrócił swą uwagę na element nieśmiertelny".

I tak, oczywiście Anuruddha podziękował za tą instrukcję i odszedł. Niedługo po tym, zrealizował pełne oświecenie. Jest w tej historii jeden bardzo ważny punkt. Jak długo mówimy: "Spójrz, jak skomplikowane są moje problemy", czy: "Zobacz, jaką mam moc koncentracji", będziemy tkwili w samsarze. Esencją przekazu Sariputty było: "Jesteś zbyt zajęty tymi wszystkimi sprawami, w taki sposób się nie uwolnisz. Szukasz w złym miejscu. Wychodzisz na zewnątrz, szukając tam obiektu dla medytacji, w 10 000 systemach światowych. Po prostu przenieś swe zainteresowanie na kontekst doświadczenia i skieruj uwagę zamiast tego na element nieśmiertelny".

Wszystko co było potrzebne, to drobne przeniesieni skupienia uwagi, by Anuruddha zrealizował: "to nie sprawa wszystkich tych fascynujących obiektów, czy szlachetnych rzeczy, które robię - to wszystko uwarunkowane, zrodzone, złożone, skazane na śmierć. Bezczasowa Dhamma jest przez to niedostrzegana. Spójrz w głąb, spójrz szerzej. Wejrzyj w nieśmiertelne".

Ajahn Amaro

sobota, 12 stycznia 2013

Olej i woda


Do czasu gdy Ajahn Chah spotkał swego nauczyciela Ajahn Muna, powiedział, że nie rozumiał iż umysł i obiekty istnieją jako odrębne rzeczy, i że z uwagi na to pomieszanie, nie mógł odnaleźć spokoju. Ale to co otrzymał od Ajahna Muna - podczas trzech krótkich dni pobytu w jego klasztorze, to że są poznający umysł, poo roo, ten kto wie, i osobno obiekty poznawania. Są one jak zwierciadło i rzeczy przez nie odzwierciedlane. Lustro nie ulega upiększeniu ani zabrudzeniu przez odzwierciedlane obiekty. Lustro nawet się nie nudzi. Nawet kiedy nie ma nic do odzwierciedlania, pozostaje obojętne, spokojne. To był kluczowy wgląd dla Ajahn Chah i stało się to jego głównym tematem praktyki i nauczania. Porównywał umysł i jego obiekty do oleju i wody zawartych w tej samej butelce. Poznający umysł jest jak olej, i zmysłowe wrażenia są jak woda. Na początku, z uwagi na to że nasze umysły i życie są bardzo zabiegane i pełne zakłóceń, olej i woda mieszają się ze sobą. Wydaje się, że poznający umysł i jego obiekty są jedną substancją. Ale jeżeli pozwolimy temu na uspokojenie, wtedy olej i woda odseparują się; esencjonalnie są oddzielne.

Ajahn Amaro

Realizacja Pustki


Istnieją przyjemności zmysłowego  doświadczenia jak dźwięki i widoki, uczucia itd, jednak błogość wolnego umysłu, umysłu, który jest nieprzywiązany, przewyższa wszystko inne. Budda określał to jako realizację pustki.

Kiedy mówimy o pustce czy pustym umyśle, to nie umysł pozbawiony obiektów czy jakiegokolwiek doświadczenia. To nie tak, że wszystko zniknęło i umysł stał się pustą przestrzenią, gdzie nic się nie wydarza. Ale to umysł pusty, bez poczucia "ja", ignorancji, chwytania się i odrzucania. Kiedy umysł jest pusty, wciąż mogą być obecne widoki, dźwięki, zapachy, smaki, dotyki, uczucia. Wszystko to może tam być, ale nie ma chwytania. Wszystko co widzimy, słyszymy, smakujemy, dotykamy, myślimy, pamiętamy, każdy nastrój, każdy aspekt nas i naszego świata, każda cząstka tego, jest doświadczana prosto jako wzór świadomości w umyśle. I tak, rozumieć i zrealizować pustkę, to być zdolnym dostrzec tą rzeczywistość, tą aktualność.

To w pewnym sensie, widzenie transparentności doświadczenia, sno-podobnej, jak miraż, natury naszego świata doświadczenia. Opis pustki przez Buddę, i co nas do niej prowadzi, jest w taki sposób umysłem, który jest świeży i czujny i swobodnie reagującym na życie.

Ajahn Amaro

sobota, 5 stycznia 2013

Nada: czy to działa?

W buddyjskiej praktyce, zawsze rozważasz: "Czy to działa? Jakie są rezultaty moich wysiłków?" I, jeżeli rezultaty są korzystne, używasz tego jako zachęty do kontynuowania podążania tą ścieżką. Jeżeli jednak twoje wysiłki nie przynoszą owoców, wtedy musisz rozważyć jak dalej pracować i jakie są inne podejścia, których mógłbyś użyć.

To zawsze ważne, by pamiętać, że te praktyki są dla CIEBIE. Są by ci służyć, raczej, niż być ty miał się im podporządkowywać. Zatem weź tą metodę wewnętrznego słuchania i zobacz, czy działa ona dla ciebie. Jeżeli tak, wtedy jest "właściwą rzeczą" - jeżeli nie, obyś znalazł inne sposoby dojścia i wejścia na duchową Górę. Reszta jest milczeniem.

Ajahn Amaro

Symbol transcendencji


Dźwięk ciszy jest obiektem w zmysłowej rzeczywistości, że odzwierciedla wiele charakterystyk Dhammy, jako jakości transcendentnej, może zatem oddziaływać jako dobry symbol jej obecności i być dobrym przypomnieniem o Prawdzie Ostatecznej.

Na przykład, dźwięk nada jest zawsze "tutaj". To dlatego jest dobrym symbolem jakości sanditthiko Dhammy, to jest, bycia "widzialną tutaj i teraz".

Nada wydaje się bez początku i końca, zatem dobrze reprezentuje bezczasową jakość Dhammy. Jest nieosobisty i zawsze obecny.

Gdy już go zauważyliśmy, zachęca nas do dociekania, w taki sposób rezonuje z atrybutem Dhammy ehipassiko, "zapraszaniem, by przyjść i zobaczyć".

Prowadzi w głąb, zniechęca do zaabsorbowania światem zmysłów, co koresponduje z jakością opanayiko Dhammy.

W końcu, skłania do inicjatywy tych, zainteresowanych dźwiękiem ciszy, by skierowali baczniej nań uwagę i odpowiednio ocenili, i tak paccattam veditabbo viññūhī – "do poznania przez każdego mądrego człowieka osobiście" jest odpowiednio charakteryzowane przez ten atrybut.

W taki sposób, mimo, że nada jest tylko prostym zmysłowym obiektem, przynajmniej w obrębie buddyjskiego systemu filozoficznego, jego atrybuty pozwalają na to by był odpowiednim symbolem na Dhammę samą w sobie - rezonansem - jak wolisz, w rzeczywistości świata zmysłów tych fundamentalnych i transcendentnych cech Ostatecznej Prawdy.

Ajahn Amaro

Atrybuty nada


Rozliczne atrybuty dźwięku nada ucieleśniają przydatne duchowe jakości, z których pewne, są przynajmniej tak samo uniwersalnie łatwo dostępne i użyteczne - jeżeli nie bardziej - jak uważność oddychania.

Po pierwsze, używanie dźwięku nada jako obiektu medytacji, zachęca do bycia bardziej otwartym na doświadczenie, nie ograniczając się do funkcji działającego.

Po drugie, dźwięk ten nie jest podmiotem osobistej kontroli. Odmiennie od oddechu, który możemy skrócić lub wydłużyć czy zmienić na jakiś inny sposób, stosownie do naszej woli, nie możemy regulować głośności tego dźwięku, sprawić by się rozpoczął lub zakończył, w rzeczy samej, nic z nim nie możemy zrobić. Możemy tylko zwrócić na niego uwagę, albo przestać ją zwracać, ale nie jest on podmiotem osobistego regulowania czy wyboru. W ten sposób naturalnie zachęca on do realizacji całkowitej nie-personalności doświadczenia - nie ma on w sobie żadnej szczególnej charakterystyki, która sprawiałaby, że myślelibyśmy o nim w terminach "ja" czy "moje". Nie jest on kobiecy czy męski, młody czy stary, inteligentny czy głupi, nie ma rozmiaru czy narodowości, koloru czy języka ... po prostu jest, sam w sobie naturalny.

I ostatnie, jest energetyzujący, ma naturalną cechę pobudzania. Czym więcej zwracamy na niego uwagę, tym jaśniejszym czyni on nasz umysł. Czym mocniej na nim jest skupiona uwaga, tym większa staje się ogólna zdolność bo bycia uważnym. W taki sposób wspomaga samą medytację pomagając umysłowi być bardziej czujnym.

Ajahn Amaro

Aktywność i zaangażowanie

Nada obejmuje sobą aktywność i zaangażowanie. Po osiągnięciu i rozwinięciu stałej uwagi dźwięku nada, podczas formalnego siedzenia w medytacji, możesz rozciągnąć tą praktykę również na medytację chodzoną. Odnajdziesz, że chociaż oczy są otwarte i ciało się porusza, tam i z powrotem po medytacyjnej ścieżce, to wciąż możesz słyszeć dźwięk nada obejmujący wszystko. Jest tam zawsze, trwale w tle, przenikając wszelkie doświadczenie i pomagając ci pamiętać, że wszystko to jest poznawane w sferze twej przytomności.

W rzeczy samej, ciało i świat są w obrębie umysłu.

Wraz z tym, jak staniesz się adeptem w utrzymywaniu uwagi na dźwięku ciszy, z tą różnorodnością zmysłowych obiektów, odkryjesz, że ta praktyka może być wykonywana prawie w każdej sytuacji. Twoja uważność stanie się bardziej stabilna.

Kiedy spacerujesz ulicą, bawisz się ze swoimi dziećmi, bierzesz udział w spotkaniu, jesz posiłek, lecisz samolotem, rozmawiasz z przyjaciółmi, oglądasz TV, piszesz artykuł, odwiedzasz swoją matkę ... nawet głośna i nieprzyjemna obecność takich dzięków jak piła mechaniczna czy młot pneumatyczny, nie zakłócą słyszenia nada. Zatem możemy zawsze użyć go jako wspomagania dla naszej uważności i czystej przytomności.

Co więcej, kiedy używamy go dla przypominania nam by utrzymywać rzeczy w tej perspektywie, pomaga on nam wejście w relację z daną aktywnością na sposób bardziej wrażliwy. W jakiś sposób, dźwięk ciszy nie tyle rozprasza naszą uwagę, co wzmacnia ją. Dodatkowo, uprzytamniając go sobie pośrodku aktywności i zaangażowania, pozwala ci reagować na sytuację z mniejszym egotyzmem.

Dajesz sobie okazję do uważnego reagowania na niezliczone życiowe doświadczenia i wydarzenia, zgodnie z prawami natury, raczej, niż ślepą i kompulsywną reakcją wyprowadzoną z naszych nawyków. Możesz się uwolnić z nieskończonego cyklu popędów i wyrzutów, w pułapkę których większość z nas dała się pochwycić.

Ajahn Amaro

Pustka i takość



Większość buddyjskich praktykujących, niezależnie od tradycji, jest zaznajomiona z trzema charakterystykami egzystencji - anicca, dukkha i anatta (nietrwałość, brak satysfakcji i nie-ja). Są to uniwersalne cechy wszelkiego doświadczenia, które powstaje i przemija, i wgląd w te charakterystyki jest podstawowym aspektem medytacji vipassana. Są jednak i inne charakterystyki doświadczenia, które mogą być podobnie zastosowane do pomocy w uwalnianiu serca ze wszelkich limitacji, obciążeń i stresu. dwie z nich, operujące jakby w parze, to suńńata i tatha, o odpowiednich znaczeniach: pustka i takość.

Termin "pustka" jest wyprowadzony z powiedzenia "Nie" fenomenalnemu światu. "Nie zamierzam w to wierzyć. To próżne, puste, wydrążone, nie całkowicie realne".

"Takość" jest cechą korespondującą do "pustki" w taki sam sposób jak prawa ręka koresponduje z lewą. W kontraście do swego partnera, jednakże, natura takości wyprowadzona jest z powiedzenia "Tak". Wszystkie determinacje są nietrwałe, ale jest coś, jest Ostateczna Rzeczywistość, zalegająca, przenikająca, obejmująca, konstytuująca to wszystko. Słowo "takość" w taki sposób wyraża aprecjację prawdziwej natury tej rzeczywistości, i jej realizacja może być scharakteryzowana jako poznająca i ucieleśniająca obecność Nieuwarunkowanego, Nieśmiertelnego, Amata-dhammy.

Kiedy pustka jest dyskutowana w Kanonie Pali, zwykle oznacza "pustkę jaźni i tego co należy do ja", ale również odnosi się to do substancjalności obiektów. Kiedy rozwijasz umiejętność wewnętrznego słuchania i skierowania uwagi na dźwięk nada, może to w znacznym stopniu zwiększyć twą zdolność realizacji obu tych rzeczy- pustki podmiotu i obiektu, siebie i innego.

Kiedy ustanowiłaś słuchanie dźwięku-nada na rozsądnym stabilnym poziomie, tak że jest on stale obecny, umożliwia on rozpoznanie niesubstancjalności takich pojęć jak: "ja", "mnie", "moje", bazujących na postawach i myślach, jak to zostało już opisane. Nada jest jak jasne światło, za pomocą którego widzisz jasno próżnię wodnych baniek, gdy unoszą się na wodzie. Podobnie, dla wszystkich mentalnych obiektów, które są doświadczanie, wspomnień, planów nastrojów całego pięcio-zmysłowego doświadczenia - obecność dźwięku nada pomaga naświetlić transparentność wszystkich tych wzorów świadomości. jak mówi Budda:

Materialna forma jest jak kłąb piany
Uczucie jest jak wodny bąbel;
Percepcja jest jak miraż,
Intencje są jak pień bananowca,
Świadomość jest jak magiczna sztuczka -
Tak powiada Pokrewny Słońcu

Jednakże temu kto to rozważył
Czy dokładnie przebadał,
Wszystko to jawi się jako puste i próżne
Kiedy widzi prawdę.
SN 22: 95

Dźwięk nada może również pomóc ci w rekolekcji takości doświadczenia. Chociaż te cechy mogą wydawać się być w sprzeczności, bardziej prawdziwym jest, że wzajemnie się uzupełniają. Kiedy skierowujesz uwagę na dźwięk ciszy i pozwolisz mu wypełnić wewnętrzną przestrzeń przytomności, jego energetyczna cecha, połączona z niematerialnym bogactwem jego obecności, jest silnym intuicyjnym napomnieniem o takości. To prawie jakby (przynajmniej dla ludzi anglojęzycznych) wewnętrzny dźwięk wyrażał się w nieskończonym "jest" 'issssssssssssss...' czy "tak" 'thusssssssss...' delikatnie wciągając cię do rzeczywistości.

Takość, z definicji jest trudna do pochwycenia konceptualnego. Ma ona przyrodzoną cechę nie-pojmowalności, która sprawia, że wydaje się ona dwuznaczna czy nierealna, ale co ironiczne, jest konieczną częścią jego znaczenia. Znaczącym jest, że samo słowo które Budda wybrał dla samookreślenia - Tathagata - może oznaczać albo "Ten kto doszedł do takości" albo "Ten kto odszedł do takości", zależnie od interpretacji.

Ajahn Amaro

Nada i jego różne manifestacje.



Niektórzy ludzie znajdują rozpoznanie dźwięku ciszy jako bardzo trudne. I tak, czytając o tej praktyce, możesz się zastanawiać: "O czym on w ogóle mówi?" Nie każdy może łatwo tego doświadczyć w świadomości ucha. Może się tak dziać z powodu naszego różnego uwarunkowania, na przykład, jeżeli jesteś artystą grafikiem, wtedy ta wewnętrzna wibracja może być łatwiej u ciebie rozpoznawalna w doświadczeniu wizualnym, subtelnej oscylacji widzialnego pola. Albo też intensywnie pracowałeś z uważnością ciała, jako nauczyciel jogi, wtedy możesz czuć w ciele delikatny, przenikający, wibrujący, rezonans, mrowienie na rękach czy subtelną, energetyczną obecność, stały witalny nurt, płynący przez ciało.

Często rozpoznanie tego zależy od naszego uwarunkowania, naszych własnych poszczególnych nawyków karmicznych i determinacji. Z mojego doświadczenia uczenia tej metody przez około dwadzieścia lat, dla większości ludzi najłatwiejszym jest rozpoznanie nada w rzeczywistości dźwięku. Dlatego też jest nazywany "nada-yoga" - yoga, czy duchowa dyscyplina, nada-dźwięku - ale jeżeli lepiej potrafisz rozpoznać tą uniwersalną wibrację przez wizję, czy twoje ciało, czy nawet smak czy zapach, wtedy to odpowiednio użyteczna praktyka. Skupienie się na jego obecności i dynamice jego efektów, funkcjonuje w dokładnie ten sam sposób, niezależnie od zmysłu jaki jest zatrudniany w tym doświadczeniu. Może to być użyte dla wszystkich opisanych tu praktyk, i przyniesie odpowiednie rezultaty.

Ajahn Amaro

Słuchanie własnych myśli


Wraz z rozwinięciem tego wewnętrznego słuchania, jako aspektu formalnej praktyki, zaczynasz zauważać, jak słuchanie dźwiękowych obiektów pomaga ci w uczeniu się słuchania swych myśli czy nastrojów w sposób obiektywny.

W większości wypadków, w gaworzeniu naszego myślącego umysłu nie ma więcej znaczenia niż w brzmieniu dźwięku nada. To tylko wibracje myślącego umysłu, uformowane w konceptualne wzory, to wszystko - tylko długi, ciągły, mruczący strumień wibracji. W taki sposób możemy się nauczyć słuchania naszych własnych myśli, tak jakbyśmy słuchali płynącego strumienia, pluszczącej fontanny czy ćwierkających ptaków, z tym samym rodzajem wolności od angażowania się w identyfikację. To tylko poszeptujący strumyk umysłu, to wszystko. Nic wielkiego - nic czym można by się ekscytować, nic co mogło by nas wprowadzić w pomieszanie.

To dość łatwo powiedzieć, ale my mamy tendencje do zakochiwania się w naszych historiach, czyż nie? Kochamy je, szczególnie te o nas samych: o dobru jakie dokonaliśmy, o popełnionych błędach, godnych zapamiętania, zasmucających, żałosnych, o tym co chcemy zrobić, co mamy nadzieję zrobić, o tym czego obawiamy się, że się nam wydarzy, co inni o nas myślą.

Te ulubione wzory są wszystkie manifestacjami elementu"ja", nawyku myślenia w terminach "ja", "mnie", i "moje", tak jak przeżywamy nasze doświadczenie. W Pali, nazywa się to ahamkāra, "ja-twórczość" i mamamkāra, "moje-twórczość", i są one kluczowymi atrybutami poglądu na jaźń. Te nawyki są tym co w najwyższym stopniu efektywnie i stale pociąga naszą uwagę ku krainie konceptów, które następnie unoszą umysł. Jeżeli historia zawiera w sobie "mnie", ma tendencję by być znacznie bardziej interesująca, niż jakieś inne odleglejsze opowieści. To nadzwyczaj naturalny, podstawowy nawyk wspólny nam wszystkim.

Odpowiednio, większość medytacji wglądu, rozwoju vipassany, dotyczy właśnie tego - nauczenia się rozpoznawać "ja-twórczość" i "moje-twórczość", nawyki w obrębie doświadczanych myśli. Ahamkāra dosłownie oznacza "uczynione z ja-istości" podczas gdy mamamkāra oznacza "uczynione z moje-istości", prawdziwy wgląd jest rozpoznaniem tych nawyków, i nie danie się wciągnąć przez ich historie; dostrzeżenie ich pustki, ich transparencji i puszczenie ich.

Ajahn Amaro

Nada i sakkaya-ditthi



Jedną z kluczowych przeszkód w realizacji bezgraniczności, jest stały twórca kłopotów, pogląd na "ja". Na szczęście, możemy użyć wewnętrznego dźwięku, nada, by wspomóc wysiłek przejrzenia przez ten ego-twórczy nawyk umysłu i przymus stałej jego regeneracji.

Jedną z praktyk, która może uwolnić serce z takich kompulsji, jest medytacja nad własnym imieniem. Zacznij od chwili słuchania wewnętrznego dźwięku. Skup się na tym, aż do czasu gdy umysł stanie się czysty i otwarty, pusty, i wtedy po prostu wewnętrznie powiedz swoje imię, jakiekolwiek ono jest. Słuchasz dźwięku ciszy, przedtem, jako tła dla dźwięku twego imienia i na końcu, po tym jak je wypowiedziałeś. "Amaro", "Susan", "John". Zobacz, poczuj jakie cechy wnosi ten dźwięk. To tylko dźwięk twego własnego imienia, tak znany, tak zwyczajny, zobacz co się dzieje, gdy ginie w ciszy umysłu, gdy rzeczywiście odczuty i poznany jako zmienność. Widzimy jakie cechy wnosi, jak otwiera nawyk widzenie nas samych w pewien szczególny sposób. Nada poluźnia granice. Ku naszemu zdziwieniu, to imię, te znajome sylaby, mogą być nagle odbierane jako coś w najwyższym stopniu dziwacznego, chora kreacja w świecie. Coś w sercu ulega poruszeniu, pojawia się intuicja: "Cóż to może mieć wspólnego z czymś rzeczywistym?" W tym momencie realizujemy, że to za co słowo formujące nasze imię jest zwykle brane, odnosi się do cechy będącej całkowicie niepersonalną. Wygłaszając nasze imię, w czystej, otwartej przestrzeni mądrości, może być odczuwane jak próba pisania promieniem światła na wodospadzie. Nie ma niczego, by uczynić znaki, a i powierzchnia nie daje takich możliwości.

Ten rodzaj praktyki, może być zarówno jednoznacznie zakłócającym jak i chwalebnie uwalniającym, i jeżeli zezwolimy temu by nas uwolniła, wszystko to co pozostanie, to smakowanie wolności i dźwięk wodospadu.

Ajahn Amaro

Kwestionowanie

Kwestionowanie
Innym, prawdopodobnie nawet bardziej bezpośrednim sposobem, w jaki możemy pracować słuchając dźwięku nada, to użycie formy kwestionowania by zmierzyć się i usunąć nawykowy pogląd na "ja"

I tak, słuchaj dźwięku ciszy, skup się na nim by ustabilizować uwagę, pozwól umysłowi na bycie milczącym i czujnym jak to tylko możliwe, i wtedy postaw pytanie, "Kim jestem?"

Wpierw słuchaj dźwięku ciszy. Wtedy zadaj pytanie, i obserwuj; zauważ co się dzieje, kiedy to pytanie jest z całą powagą postawione, "Kim jestem?" Co jasne, nie szukamy werbalnej czy konceptualnej odpowiedzi. Ale zauważ, że jest tam przerwa, krótka przerwa po tym jak postawiliśmy to pytanie, i zanim pojawiły się jakiekolwiek werbalne czy konceptualne odpowiedzi. Kiedy rzeczywiście zadajemy to pytanie, "Kim jestem", bądź "Czym jestem?", jest tam przerwa, przestrzeń która otwiera się na moment, w której kryje się intuicja serca, w której jest otwartość na wątpliwości wobec naszych założeń, które uczyniliśmy będąc osobą: bycie kobietą, mężczyzną, starym, młodym. Jest tam moment "Och!" zanim wszystkie personalne szczegóły zaczną się ponownie pojawiać. To przerwa, wahanie. "Kim jestem?" Niech twoja uwaga spocznie na tej przerwie, po postawieniu pytania i przed pojawieniem się odpowiedzi. Niech twoja uwaga spocznie w tej przerwie, w tej przestrzenności, ponieważ w najprawdziwszym sensie, milczenie umysłu jest odpowiedzią na ta pytanie. Zezwól i zachęć umysł do spoczynku w tej otwartej, uważnej, niestworzonej przestrzenności, ponieważ w tym momencie, pogląd na "ja" jest zatrzymany. Normalne ego-twórcze nawyki są zarówno konfuzją jak i skonfundowanym. Ego-twórczy nawyk jest złapany na miejscu przestępstwa. Nagle kamera odwraca się na fotografa, zanim zdąży się skryć. To niestworzony, nieuwarunkowany moment. Jest w tym odpowiednie skierowanie uwagi. Umysł jest czujny, spokojny, jasny. Ale nie ma poczucia "ja". To nadzwyczaj proste, naturalne. Niech uwaga spocznie na tym.

Po chwili, kiedy inne bardziej nawykowe troski pojawią się - ból w nodze, dźwięk mijającego samochodu, swędzenie w nosie - kiedy poglądy na "ja" odzyskały swą siłę, skup swój umysł, powróć do dźwięku nada, słuchaj i zadaj znów pytanie, "Kim jestem?", otwierając te same okno dociekliwości, rzeczywistości, by przebić bańkę poglądu "ja", choćby na moment. Zauważ jak to jest, gdy ta bańka już dłużej nie zabarwia, nie zniekształca naszej wizji rzeczy, a pogląd na jaźń upadnie.

Co tu jest? Jak się żyje, gdy ten nawyk jest przerwany? Tak jak w medytacji nad twoim imieniem, ta praktyka może być jednocześnie budzącą lęk jak i przynoszącą ulgę, ale jeżeli potrafimy być nieporuszeni wobec tych dwóch uczuć, i po prostu pozostać czujnym i otwartym na to co teraz, to co się w taki sposób realizuje, to obecność czystości, radiacji, spokoju, radykalna normalność i błogosławiona prostota, wszystko zawarte w objęciu dźwięku ciszy.


Ajahn Amaro

Nada jako wspomaganie

Nada jako wspomaganie spokoju - samatha

Możemy uczynić ten wewnętrzny dźwięk naszym głównym obiektem uwagi, pozwalając by wypełnił całą przestrzeń tego co poznawane. Bardzo świadomie, pozostawiamy wszystko inne - cielesne uczucia, hałasy które słyszymy, myśli które mogą powstać - na peryferiach, na krawędziach naszego kręgu zainteresowania. Zamiast tego pozwalamy wewnętrznemu dźwiękowi całkowicie wypełnić naszą zogniskowaną uwagę, przestrzeń tej przytomności. W ten sposób nada bezpośrednio wspiera ustanowienie samatha, spokoju. Możemy go używać tak jak oddech, do zdominowania naszej uwagi i ustabilizowania, zjednoczenia uwagi na teraźniejszym.

Nada jako wspomaganie dla wglądu - vipassana

Jeżeli zogniskujemy swą uwagę na wewnętrznym dźwięku, na okres czasu wystarczający do uzyskania takich efektów jak stałość i stabilność, gdzie umysł spoczywa łatwo na obecnym, możemy zezwolić wdziękowi by stał się tłem. W ten sposób stanie się jakby ekranem, na którym wszystkie inne dźwięki, fizyczne wrażenia, nastroje i idee są rzutowane - jak ekran na którym odbywa się ruch całej reszty wzorów naszego doświadczenia. I z uwagi na jego prostotę, jego monotonność, jest on bardzo dobrym ekranem. Nie wchodzi w reakcje, nie zniekształca innych powstających obiektów, a jednak jest ewidentnie obecny. To tak jakby mieć wzorzysty ekran, na którym puszczany jest film, tak że jeżeli zwracasz uwagę, zdajesz sobie sprawę, że jest tam ekran na którym wyświetlany jest film. Przypomina ci to: "To tylko film. To tylko projekcja. To nie rzeczywistość". W ten sposób, możemy pozwolić dźwiękowi po prostu na obecność w tle, i z uwagi na jego obecność, pomaga nam to w stworzeniu stałego napomnienia. Wspomaga on rekolekcję, "Och, to są sankhary, powstają i zanikają. Wszystkie formacje są niesatysfakcjonujące - sabbe sankhara dukkha. Jeżeli coś jest determinowane, jeżeli to jest 'tym', jeżeli to jest 'rzeczą', jest w tym cecha dukkha, związana z nietrwałością, z samym faktem 'istnienia'. Zatem nie przywiązuj się, nie wiąż się, nie identyfikuj się, nie bierz tego w posiadanie. Puść to wszystko".

W taki sposób obecność dźwięku może wspomagać łatwość z jaką każda sankhara, jakiejkolwiek byłaby natury, cielesna, jako obiekt wizualny, smak, zapach, nastrój subtelnego poczucia szczęścia
czy cokolwiek innego - jest widziana jako pusta i bez posiadacza. Pomaga to osiągnąć obiektywność, niezaangażowaną przytomność, partycypację w teraźniejszym bez przywiązywania się.
Jest przepływ uczuć, waga ciała, czucie naszego ubrania, ciąg nastrojów, zmęczenie, wątpliwość, zrozumienie, inspiracja, cokolwiek. Nada pomaga utrzymać czystą obiektywność, gdy doświadczane są nastroje, uczucia i myśli.

Pomaga w osiągnięciu spoczynku serca, opartego na uważnej przytomności, byciu tą poznającą przytomnością, doświadczającą przepływu doświadczeń - poznawaniu, puszczaniu, rozpoznawaniu nietrwałości doświadczenia, jego pustki i niesubstancjalności.

.Wewnętrzny dźwięk kontynuuje się w tle, napominając nas, że wszystko jest Dhammą, wszystko jest w zgodzie z atrybutami natury: powstaje, trwa jakiś czas i zanika. Intuicję o tej prawdzie mogliśmy mieć już dawno przedtem, ale zapominamy o niej, z powodu pomieszania, jakie wywołuje przywiązanie do naszej osobowości, naszych wspomnień, nastrojów, i myśli, niewygody naszego ciała czy naszych pożądań.

Stres przywiązania do naszych doświadczeń, przez całe nasze życie od urodzin, utrzymuje uwagę w pomieszaniu, zaangażowaną, skonfundowaną. Jednakże, możemy użyć dźwięku nada, by pomóc sobie w przezwyciężeniu transu, zakończeniu zaangażowania, w rozpoznaniu przepływu uczuć i nastrojów, jako takich, jako wzorów natury, przychodzących i odchodzących, zmieniających się, spełniających swe funkcje. Nie są one tym czym jesteśmy, i nigdy nie będą potrafiły nas zadowolić, bądź odwrotnie - gdy widziane z wglądem, rozczarować nas.

Ajahn Amaro

Użyj myślącego umysłu



W rzeczywistości, myślący umysł może być najwspanialszym z pomocników, szczególnie kiedy badamy poczucie jaźni. Przepada nam okazja, gdy przeoczamy użycie konceptualnej myśl w ten sposób. Kiedy doświadczasz, widzisz, czy robisz coś, zadawaj pytania typu: „Co jest tym co jest przytomne tego uczucia? Kto jest właścicielem tego momentu? Rozmyślne użycie refleksyjnej myśli, czy badania, mogą odsłonić zestaw nieświadomych założeń, nawyków, myśli i kompulsywnych odruchów, które sami uruchomiliśmy. To bardzo pomocne i może zapewnić wielki wgląd. Ustanawiamy stałą, otwartą uważność i wtedy pytamy: „Czym to jest co to poznaje? Co jest przytomne tego momentu? Kim jest ten co czuje ból? Kim jest ten co ma tą fantazję? Kim jest ten co myśli o kolacji?” W tym momencie otwiera się wyrwa. Pewnego razu Milarepa powiedział: „Kiedy przepływ dyskursywnego myślenia jest przerwany, otwiera się brama do wyzwolenia”. W dokładnie w ten sam sposób, kiedy stawiamy tego rodzaju pytania, jest to jak z sową będącą związaną pętami identyfikacji i poluźniającą jej więzy. Łamie to nawyk, wzór dyskursywnego myślenia. Kiedy pytamy, „kto” czy „co”, na ten moment myślący umysł gubi swój pewny krok. Zatrzymuje się. W tej przestrzeni, zanim się da jakąś odpowiedź, czy identyfikację, jest bezczasowy spokój i wolność. Przez tą spokojną przestrzeń, manifestuje się niezrodzona jakość umysłu, esencja-umysłu,. To tylko przez podważanie naszych nawykowych osądów, częściowych rzeczywistości, które nieświadomie determinowaliśmy jako naszą egzystencję, stajemy się zmuszeni poluźnić nasze więzy, i puścić nasz błędny sposób myślenia.

Ajahn Amaro

Szukanie rigpy



Inne podobieństwo pomiędzy nauczaniem dzogczen a Ajahn Chah wychodzi z ostrzeżenia: nie szukaj nieuwarunkowanego, czy rigpy, za pomocą uwarunkowanego umysłu. W wersach III patriarchy zen czytamy: Szukanie Umysłu dyskryminującym umysłem jest największym ze wszystkich błędów”. Ajahn Chah wyrażał daremność i absurdalność tej tendencji przez przykład galopowania na koniu i w tym samym czasie szukania konia. Jedziemy i pytamy się: „Czy ktoś nie widział mojego konia?” Wszyscy patrzą na nas jakbyśmy byli szaleni. I tak dojeżdżamy do następnej wioski i pytamy się o to samo: „Czy ktoś nie widział mojego konia?” Ajahn Sumdho przedstawiał podobny przykład. Zamiast szukania konia, używał metafory rozglądania się za swymi oczami. Ten organ, dzięki któremu widzimy a my szukamy: „Czy ktoś nie widział moich oczu?” Nie możemy zobaczyć naszych oczu, ale możemy widzieć. To oznacza, że przytomność nie może być obiektem. Ale może być przytomność obiektu. Ajahn Chah i inni leśni mistrzowie używali wyrażenia „bycie poznawaniem”. To jak bycie rigpa. W tym stanie, jest to umysł znający swą własną naturę, Dhamma znająca swą własną naturę. To wszystko. Jak tylko próbujemy uczynić z tego obiekt, to tworzy się dualistyczna struktura, podmiot tutaj, szukający obiektu tam. Rozwiązanie tego leży w puszczeniu tej dualności i uwolnieniu się od „szukania”. Wtedy serce po prostu przebywa w poznawaniu. Ale nawykowe jest myślenie: „Nie szukam wystarczająco mocno. Jeszcze nie znalazłem. Moje oczy muszą być gdzieś tutaj. W końcu przecież, mogę widzieć. Muszę starć się bardziej by je znaleźć".

Ajahn Amaro

Ajahn Amaro - Spotkanie z tradycją


Udałem się do północnej Tajlandii, gdzie uprzednio nie zawędrował żaden turysta z Zachodu, i zaszedłem do leśnego klasztoru. Był to jeden z klasztorów Ajahn Chah, gdzie żyli mnisi z Zachodu. Ważne jest by wiedzieć, że leśna tradycja w Tajlandii jest już całkiem sztywną i wąską ortodoksją; to ścisła obserwancja już i tak konserwatywnej tradycji. Co jednak natychmiast rzuciło mi się w oczy, to że ludzie tam żyjący tym w najwyższym stopniu prostym życiem, byli najpogodniejszymi ludźmi jakich kiedykolwiek spotkałem. Wstawali o trzeciej rano, jedli jeden posiłek dziennie, pili kubek herbaty dwa razy w tygodniu, spali na cieniutkich matach, bez seksu - zdecydowany brak seksu – bez narkotyków, alkoholu czy rock and rolla. Jednak byli w pełni wyluzowanymi, bardzo przyjacielskimi, nieskomplikowanymi ludźmi. Spytałem się siebie, „Cóż takiego posiadają, by się śmiać? Jak to się dzieje, że są tak szczęśliwi gdy ich życie jest poddane tylu restrykcjom? Wtedy spotkałem Ajahn Chah, nauczyciela. Jeżeli rozpoznawałem mnichów jako całkiem zadowolonych ze swego losu, spotkanie z nim było jeszcze bardziej uderzające. Żył jako mnich w lesie bez seksu, muzyki, czy picia przez czterdzieści lat. Możecie sobie wyobrażać kogoś bardzo zasuszonego. Ale tu oto jest człowiek który jest totalnie swobodny. Faktycznie, w pełni cieszył się życiem, był totalnie zadowolony.

Dyscyplina klasztorna była wielce ograniczająca. Była ukierunkowana na uproszczenie wszystkich zewnętrznych warunków, tak by można skupić własną uwagę bezpośrednio i prosto na punkt, gdzie możesz znaleźć wolność – na świat wewnętrzny. I tak, raczej niż być negacją świata zmysłowego czy krytycyzmem, nienawiścią czy obawą przed nim, styl życia klasztornego był budowany wokół symplifikacji warunków. To było pracą mnichów, skierować uwagę na wymiar wewnętrzny, gdzie można próbować być prawdziwie wolnym. Tak poruszył mnie ten sposób bycia, że ku mojemu zdziwieniu … zostałem. Kiedy się na to zdecydowałem, nie myślałem, że zostanę dłużej niż trzy dni. Jednak szybko rozpoznałem, że uprzednio szukałem wolności w złych miejscach. Pamiętam gdy otwarłem się na to śmiejąc się z samego siebie: „Jak mogłem być tak głupi?” Nigdy nie przyszło mi do głowy, że wolność jest do znalezienia tylko wewnątrz. Do tego czasu szukałem wolności w tym co jest nierozerwalnie związane ze zniewoleniem. Mój błędny sposób poszukiwania wolności, objawiał się przez negowanie konwencji, przez próbowanie być nieskrępowanym regułami społecznymi czy tym co dyktowała mi moja osobowość czy uwarunkowania mego ciała. Z zewnątrz wydawałem się wolny, ale wewnątrz byłem więźniem moich wierzeń i zachowań. To tylko przez zwrócenie mojej uwagi do wewnątrz mogłem odkryć wolność która już tam była. Zrealizowałem, że zewnętrzne formy i struktury których używamy są pomocne w nakierowaniu naszej uwagi tam gdzie już jesteśmy totalnie wolni. To nie jest tak, że potrzebujemy stać się wolnymi. To sprawa odkrycia tej jakości elementu, który jest z natury wolny od przeszkód i niezwiązany.

Therawada apofatyczna?


Jedną z najbardziej uderzających charakterystyk nauk Therawady jest ta, iż Prawda i ścieżka do niej prowadząca, często są wskazywane przez określanie raczej czym one nie są niż czym są. W języku teologi chrześcijańskiej jest to nazywane „metodą apofatyczną” - mówienie o Bogu w terminach, czym on nie jest – jako kontrast dla „metody katafatycznej” - mówieniu czym Bóg jest. Ten apofatyczny styl podejścia, znany również jako via negativa, był używany przez wielu eminentnych chrześcijan przez wieki, tym który natychmiast przychodzi do głowy jest słynny mistyk i teolog, św. Jan od Krzyża. Jako przykład tego stylu w jego Wyjściu na Górę Karmel, może służyć choćby taki fragment: „Nic, nic, nic, nic, i nawet na Górze, nic”.

Kanon Pali posiada w znacznym stopniu ten sam smak via negativa, i z uwagi na to jego czytelnicy często biorą to za nihilistyczny pogląd na życie – nic nie może być dalsze od prawdy, ale łatwo można zobaczyć, jak powstaje taki błędny pogląd, szczególnie u kogoś kto pochodzi z kultury skłaniającej się do ekspresji afirmujących życie.


Ajahn Amaro

piątek, 4 stycznia 2013

Korzenie nada yogi



Pytanie: Czy zetknąłeś się z tą praktyką słuchania dźwięku ciszy gdzieś w Suttach czy tradycyjnych komentarzach? Skąd ona pochodzi?

Ajahn Amaro: Na początku była to praktyka, o której Ajahn Sumedho myślał, że jest jego własnym odkryciem. Żył przez jedenaście lat w lasach Tajlandii, gdzie jest tendencja by wykonywać większość swej formalnej praktyki w nocy. Te noce zawsze były wypełnione kalafonią dźwięków wydawanych przez owady, zatem co ironiczne, to dopiero później, gdy zamieszkał w Londynie w 1977 roku, zaczął zauważać ten wewnętrzny dźwięk. Był on szczególnie wyraźny pośrodku nocy, podczas spokojnej śnieżnej pogody w zimie i wtedy pewnego dnia stał się on nadzwyczaj głośny, słyszalny nawet kiedy spacerował głośną ulicą Haverstock Hill. jego obecność była tak mocna, że zaczął eksperymentować, używając go jako obiektu medytacji, nawet mimo tego, że nigdy uprzednio o takim czymś nie słyszał, i ku swemu zdziwieniu, odnalazł to jako użyteczne narzędzie. Tak jak napisał w swoim Przedsłowiu do niedawno wydanej książki ‘The Law of Attention’ Edwarda Salima Michaela: "Odkryłem ten 'wewnętrzny dźwięk' wiele lat temu, ale nigdy nie słyszałem ani nie czytałem żadnego odniesienia do tego w Kanonie Pali. Rozwinąłem praktykę medytacyjną odnoszącą się do tego wibrującego tła i doświadczyłem ogromnych korzyści przy rozwijaniu uważności podczas puszczania wszelkich myśli. Daje to perspektywę transcendentnej przytomności, gdzie można dokonać refleksji dotyczącej mentalnych stanów, które powstają i zanikają w świadomości".

Często mówił on również o tym jak rozwinięcie tego wewnętrznego słuchania miało głęboki efekt na jego postawę wobec praktyki medytacji. Ledwo co przyjechawszy do obcego kraju o odległej nie buddyjskiej kulturze, będąc w małym domu w wielkim i hałaśliwym mieście, odkrył w sobie silną potrzebę wycofania się, odejścia, powrotu do tajlandzkich lasów, z dala od tych europejskich tłumów. Ale jasny wewnętrzny wgląd, który się u niego pojawił, skłonił go raczej do szukania wewnętrznego odosobnienia - cittavieka - niż szukania kayaviveka - odosobnienia fizycznego. I dalej, znalazł tą dopiero co odkrytą formę praktyki wewnętrznego słuchania, skierowania uwagi na to co nazwał dźwiękiem ciszy, idealnym dla wspomagania tej jakości, tego podejścia przedkładającego wewnętrzne odosobnienie. Ten wgląd okazał się tak centralnym dla jego zrozumienia, w jaki sposób najlepiej pracować w tym nowym środowisku, że kiedy w końcu wyprowadzili się z Londynu, po otrzymaniu lasu w West Sussex, nazwał ten nowy klasztor "Cittaviveka".

A po używaniu tej praktyki przez parę lat, doświadczając jej różnych aspektów i rezultatów osobiście, zaczął ją wykładać dla dojrzałej społeczności w klasztorze Cittaviveka. Zdawał sobie sprawę, że nie ma odniesień do tej praktyki w pismach Theravady, ale odczuwał, że skoro miała ona tak korzystne rezultaty w jego przypadku, dlaczego jej nie wykorzystać w nauczaniu? (...)

sobota, 29 grudnia 2012

Świat w naszym umyśle



Historia z czasów Buddy może nam pomóc rozszerzyć nasze zrozumienie co to oznacza. Pewnej nocy, podczas której medytował, pewien bóg o imieniu Rohitassa pojawił się przed nim. Powiedział Buddzie: „Kiedy byłem ludzką istotą, byłem duchowym poszukiwaczem o wielkich mocach, poruszającym się po niebie. Mimo tego, że podróżowałem przez sto lat by osiągnąć koniec świata, z wielka determinacją i zdecydowaniem, nie potrafiłem dotrzeć do końca świata. Umarłem podczas podróży. Zatem powiedz mi, czy jest możliwe by osiągnąć koniec świata”.

Budda odpowiedział: „Nie jest możliwe by osiągnąć koniec świata przez podróżowanie, ale mówię również, że jeżeli nie osiągnie się końca świata, nie zakończy się cierpienia”. Rohitassa był trochę zadziwiony i powiedział: „Proszę wyjaśnij mi to, czcigodny panie”. Budda odparł: „W tym ciele jest świat, powstanie świata, wstrzymanie świata i droga prowadząca do wstrzymania świata”.

W tym wypadku Budda użył dokładnie tej samej formuły jak w Czterech Szlachetnych Prawdach. Świat „loka” w tym odniesieniu oznacza świat naszego doświadczenia. I to w takim znaczeniu, prawie zawsze Budda używa terminu „świat”. Odnosi się do świata naszego doświadczenia. To obejmuje tylko widoki, dźwięki, zapachy, smaki, dotyki, myśl, emocję, uczucie. To jest to co nazywamy światem – moim światem, twoim światem. To nie abstrakcyjny geograficzny, planetarny typ świata. To bezpośrednie doświadczenie planety, ludzi, kosmosu. Tu jest powstanie świata, wstrzymanie świata i droga prowadząca do wstrzymania świata.

Budda mówi, że jak długo tworzymy „mnie i moje doświadczenie” - „mnie tutaj” i „ciebie tam” - utkwiliśmy w świecie podmiotu i obiektu. I to jest dukkha. I droga prowadząca do wstrzymania tej dualności jest drogą do wstrzymania cierpienia. Geograficznie, nie jest możliwe dojście do końca świata. To tylko kiedy dochodzimy do wstrzymania świata, realizujemy koniec dukkha. Kiedy przestajemy tworzyć zmysłowe obiekty jako absolutne realności i przestajemy widzieć myśli i uczucia jako trwałe rzeczy, jest w tym wstrzymanie. Zobaczenie, że świat jest w naszych umysłach, jest sposobem pracy z tymi pryncypiami. Cały wszechświat jest obejmowany, gdy realizujemy że wydarza się on w naszych umysłach. I w tym momencie, kiedy rozpoznajemy, że wszystko dzieje się tu, świat się kończy.

Ajahn Amaro

Zasada nie-przebywania


*
Jednym z tematów na który Ajahn Chah kładł specjalny nacisk, była zasada nie-przebywania. Podczas krótkich dwóch lat, które spędziłem wraz z nim w Tajlandii, mówił o tym wielokrotnie. Na wiele sposobów próbował oddać to, że nie-przebywanie jest esencją ścieżki, podstawą spokoju, bramą do świata wolności.

Podczas lata 1981 roku, Ajahn Chah przekazał Ajahowi Sumedho bardzo znaczące nauczanie, dotyczące wyzwalającej cechy nie-przebywania. Ajahn Sumedho był w Anglii już parę lat, gdy dotarł do niego list z Tajlandii. Mimo, że Ajahn Chah potrafił czytać i pisać, rzadko to robił. Faktycznie, prawie nic nie pisał i nigdy nie pisał listów. Wiadomość zaczynała się od notatki kolegi mnicha z Zachodu. Pisał on: „Cóż, Ajahnie Sumedho, nie uwierzysz, ale Luang Por zdecydował, że chce napisać list do ciebie i poprosił mnie, bym zapisał to co podyktuje”. Przesłanie od Ajahn Chah było bardzo krótkie, a oto co powiedział: „Jakiekolwiek masz uczucia, miłości czy nienawiści do czegokolwiek, będą one twoimi pomocnikami i rodzicami w budowaniu parami. Dhamma Budy nie jest do znalezienia w przemieszczaniu się naprzód, ani w cofaniu się do tyłu, ani w nieruchomym trwaniu. To, Sumedho, jest twoje miejsce nie-przebywania”.
*
Zasada nie-przebywania jest niezmiernie frustrująca dla konceptualnego/myślącego umysłu, ponieważ taki umysł wzniósł budowlę z „ja” i „ty”, z „tutaj” i „tam”, z „przeszłości” i „przyszłości” i z „tego” i „tamtego”.

Tak długo jak wyobrażamy sobie rzeczywistość w terminach jaźni i czasu, jako „mnie” który jest w pewnym miejscu i może pójść w inne miejsce, wtedy nie zdajemy sobie sprawy, że pojęcia iść naprzód, cofać się, i stać nieruchomo są całkowicie zależne od relatywnych prawd o jaźni, miejscu i czasie. W terminach rzeczywistości fizycznej, jest przychodzenie i odchodzenie. Ale jest również miejsce transcendencji, gdzie nie ma przychodzenia i odchodzenia. Pomyślcie o tym. Gdzie naprawdę możemy pójść? Gdziekolwiek możemy pójść, jesteśmy zawsze „tutaj”, czyż nie? By rozwiązać pytanie: „Gdzie możesz pójść?” musimy puścić – puścić jaźń, puścić czas, puścić miejsce. W takim porzuceniu jaźni, czasu i miejsca, wszystkie pytania są wstrzymane.

Ajahn Amaro