Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ionesco. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ionesco. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 lutego 2014

Nigdy nie byłem autorem teatru absurdu


Na konferencji prasowej z okazji wystawienia opery Ionesco, zapytany, jaką drogą doszedł od teatru absurdu do twórczości religijnej, powiedział z oburzeniem: 

– Nigdy nie byłem autorem teatru absurdu. Uprawiałem realizm. To świat bez Boga jest absurdalny i tak go opisywałem.

Zanussi, Pora umierać

piątek, 3 stycznia 2014

Rozważania Samotnika


"A jednak czułem się źle w swojej skórze. Nie wiedziałem, jak poruszać się, żeby jej nie czuć, albo żebym czuł ją możliwie najmniej. Co jakiś czas, a zwłaszcza za młodu, tajemnica wszechświata przyprawiała mnie o niepokój. Wszechświat nieskończony nie jest pojęty dla naszego rozumu. A przecież powtarzano mi w szkole i wszędzie indziej, że wszechświat jest nieskończony. A następnie powiedziano mi, że wszechświat jest skończony, a nie nieskończony, co wydawało mi się jeszcze mniej pojęte, bo, jeśli tak rzec można, co jest 'dalej'? Możliwe, że wszechświat nie jest ani skończony, ani nieskończony, słowa bowiem 'skończony' i 'nieskończony' są wyrażeniami, które nic nie znaczą. Skoro nie sposób wyobrazić sobie ani skończoności, ani nieskończoności, ani nie-skończoności, ani nie-nieskończoności, rzeczy tak prostych, tak elementarnych, że powinniśmy być tak stworzeni, by móc je pojmować, cóż możemy uczynić innego aniżeli nie myśleć? Wśród chaosu cały nasz rozum się chwieje. Cóż możemy wiedzieć o sprawiedliwości, o porządku fizycznym, o historii, o prawach przyrody, o świecie, skoro fundamentalne bazy naszego możliwego rozumienia są nam samym nie znane? Przede wszystkim nie myślmy. Nie myślmy o niczym. Nie sądźmy o niczym. W przeciwnym razie zwariuję. Ale cóż to jest wariat? Inne pytanie, którego stawiać sobie nie należy. I tak mogłem przez długie lata żyć w chwili, w chwili bez komentarzy, chwili nieokreślonej. A przecież owa chwila miała historię, skoro była Lucyna, Julita, Janina. Skoro był czas, początki tygodnia i końce tygodnia. A ponadto organizm, który zacząłem odczuwać jako coś uciążliwego, przykrego, coś, co było mną i co mną nie było. Nieprzyjemność bycia i nuda, wbrew mnie, wbrew mojej filozofii prostej i rudymentarnej, nuda i nieprzyjemność owładnęły mną, wniknęły w moją istotę mimo mnie, wbrew mnie, mimo puklerza nie-myśli. Przychodzić co dzień do pracy nie było już nawykiem, to był przymus. Nie tłumaczyłem go sobie. Nic nie jest do wytłumaczenia. Ale się poddawałem. A zwłaszcza nie widywać już ani Jakuba Dupont, ani Piotra Ramboule, ani pryncypała, było to jak gdyby szczęście. Odejść, wyzwolić się. I tak oto wśród absolutnego niezrozumienia było kilka drobiazgów do zrozumienia. Chociaż nie mogliśmy zrozumieć wszechświata ani zdefiniować jego wielkich praw, można było jednak manewrować w małym wszechświecie wewnątrz wielkiej nieskończoności albo nie-skończoności nie-nieskończoności".

Eugène Ionesco, "Samotnik", tłum. J. Rogoziński, PIW, Warszawa 1977, 18-19.

środa, 1 stycznia 2014

Zazwyczaj nie jest się samotnym w samotności


'Oni' nie byli już moimi bliźnimi, usiłowałem nie rozumieć słów, jakie wypowiadali ludzie w restauracji. Dzięki temu wszystko było tylko gwarem albo dźwiękami obcego języka. Wszystko to formowało się, stanowiło już tylko nietrwałe zjawy, rodzaj iluzji niebytu. Tamci przechodzili ulicą, czymś takim jak ulica, w czymś takim jak przestrzeń, po raz pierwszy i ostatni. I ja jeden już tylko istniałem rzeczywiście. Reszta była magmowata, była 'tym wszystkim'. Znów byłem pod murem niepojętego. Gdzie się znajdujemy? Gdzie się znalazłem? Tak, talerze, noże i widelce, i autobusy, i przechodnie mogą być rzeczami albo mogą być czymś, z czym nie wiadomo już co zrobić, czym nie sposób się już posługiwać! Ja jeden istnieję. W miarę jak inni przechodzili i zacierali się, czułem się jedyny w tym wirze, który rzeczywisty być nie mógł. Rzeczywistość stawała się rodzajem pustej przestrzeni, którą zapełniałem. Euforyczne rozrastanie się własnego ja, im zaś bardziej wydawało mi się, że 'to wszystko' istnieje zaledwie, tym mocniej utwierdzało mnie to w mojej pewności bycia. Ale musiałem pohamować tę euforię, nie zniszczyć, ale naprawdę pohamować. W przeciwnym razie nabrałbym takich wymiarów, że zajmując całą przestrzeń, którą można by nazwać egzystencjalną, znalazłbym się znów przyparty do niewidzialnych murów niepojętego. Nie wiem, czy udaje mi się powiedzieć dokładnie to, co chcę powiedzieć. Nie ma słów dla tego stanu. Chcę powiedzieć może co innego lub również co innego. Swoisty rozum powiadał mi, że nie mogę być sam jeden. Inni są 'ja' zupełnie tak samo jak ja, szeptał mi wciąż rozum, który usiłowałem przytłumić. Bo kiedy czuję się sam, kosmicznie sam, jak gdybym był swoim własnym stwórcą, swoim własnym bogiem, władcą zjawisk, w tym właśnie momencie czuję się wolny od niebezpieczeństwa. Zazwyczaj nie jest się samotnym w samotności. Zabieramy ze sobą resztę. Jesteśmy odizolowani, izolacja nie jest samotnością absolutną, która jest kosmiczna, inna samotność, mała samotność jest tylko socjalna. W samotności absolutnej nie ma już nic prócz niej. Torturę zadają nam właśnie wspomnienia, obrazy, obecność innych. I nudzą. Istnieje samotność nudna i nie do zniesienia, to ta, w której odwołujemy się do innych, wzywamy ich, potrzebujemy ich, uciekamy przed nimi, wierzymy bowiem w ich egzystencję. To innych się boimy, toteż rzucamy się na nich, jakby po to, żeby ich rozbroić. Ale że nie byłem bogiem, nie zmyślałem wszystkich tych przelotnych zjaw i całej tej pozorności, 'ono' ofiarowywało mi je, ono mi je przedstawiało. Owo ono. Ono przecież było ich wynalazcą. Poddawałem się, próbowałem nie poddawać się, próbowałem trzymać się na uboczu, żeby tylko patrzeć nie przystępując do gry, ale byłem zmuszony brać ją pod uwagę".

Eugène Ionesco, "Samotnik", tłum. J. Rogoziński, PIW, Warszawa 1977, s. 47-48.