Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Juan Donoso Cortes. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Juan Donoso Cortes. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 kwietnia 2014

Polityka i religia



Dwa są tylko możliwe wędzidła na ludzi, jedno wewnętrzne, drugie zewnętrzne: religia i polityka. Otóż te dwie potęgi w takich stosunkach do siebie się znajdują, że skoro termometr religijny podnosi się, to w tejże samej chwili rozwalnia się hamulec polityczny, i na odwrót termometr religijny nie zdoła opaść bez równoczesnego podniesienia się politycznej grozy aż do tyranii. Takie jest prawo ludzkości i historii. Jeśli o tym wątpicie, to zobaczcie, czym był świat przed kalwarią, powiedzcie, czym było społeczeństwo wtedy, gdy jeszcze nie istniał żaden hamulec wewnętrzny, żadne wędzidła religijne. Z jednej strony widzimy tyranię, z drugiej niewolę. Prawdziwa wolność, wolność wszystkich i dla wszystkich, przyszła dopiero na świat ze Zbawicielem. Jest to fakt uznany przez wszystkich, ogłaszany przez samych socjalistów. Tak, przez socjalistów, - bo oni zwą Chrystusa człowiekiem bożym i śmią się mienić Jego kontynuatorami. Jego kontynuatorami, wielki Boże! Oni, ludzie krwi i zemsty, kontynuatorami Tego, który żył jedynie dla rozsiewania dobrodziejstw, który nie otwierał ust, jedno dla błogosławieństw i który w trzy lata dokonał najdziwniejszej rewolucji po wszystkie wieki, a dokonał jej bez wylania jednej kropli krwi, innej jak swoja własna.
Zechciejcie, panowie, uważnie przyjrzeć się widokowi, jaki nam historia przedstawia. Dopieroście widzieli, że w starożytnym świecie, w którym nie było żadnego hamulca religijnego, groza polityczna wzniosła się do najwyższego punktu, aż do tyranii. Chrystus przychodzi, z Nim rodzi się powstrzymująca potęga religii, groza polityczna znika. W samej rzeczy, Chrystus utworzył społeczeństwo ze swymi uczniami, a to społeczeństwo jest tym, które zdołało utrzymać się bez rządu. Między Chrystusem a Jego uczniami nie było innego rządu, oprócz miłości mistrza dla uczniów, a uczniów dla mistrza, to jest, że gdy hamowanie się wewnętrzne stało się doskonałym, wolność została nieograniczoną.
W czasach apostolskich, które przedłużymy, aż do nawrócenia się Konstantyna, cóż widzimy w społeczności chrześcijańskiej? Religię, to jest wędzidło wewnętrzne jeszcze w całej swej sile, ale razem już symptomy samowolności, luźności religijnej. Otóż ten ruch na dół w termometrze religijnym zaraz sprowadza początek wznoszenia się termometru politycznego; jeśli jeszcze nie spostrzegamy rządu, to już się zarodek rządu znajduje. Wprawdzie pierwsi chrześcijanie nie mieli jeszcze urzędników, ale już mieli rozjemców, polubownych sędziów, jednym słowem, zawiązek magistratury. Tak to siła rządu powiększa się z zepsuciem.
Przychodzą czasy feudalne. Już potrzebnym jest rząd rzeczywisty i skuteczny. Lecz jeszcze najsłabszy ze wszystkich wystarcza. Tworzy się monarchia feudalna, najsłabsza ze wszystkich monarchii.
W końcu następuje wiek szesnasty. Tu zważcie, panowie jakie instytucje Wchodzą w życie wraz z herezją Lutra, tym wielkim skandalem równie świata Politycznego i społecznego jak i świata religijnego. Od razu, w pierwszej zaraz chwili, monarchie z feudalnych zamieniają się w absolutne. A gdy termometr religijny nie przestaje opadać, groza polityczna musi coraz wyżej się podnosić i oto przybywa instytucja armii stałych, które zmieniają żołnierza w niewolnika przyodzianego mundurem. Nie dosyć już było rządom na absolutyzmie, zażądały i otrzymały i uznanie swego samowładztwa i milion rąk na jego obronę.
Jeszcze i to nie starczyło. Termometr religijny opada coraz niżej, a potęga polityczna, już posiadająca milion rąk, domaga się miliona oczu. Ukazuje się policja ogólna. Przez centralizację administracyjną nabywa ona zarazem milion uszu. Jeszcze nie wystarcza jej tyle środków. Wkrótce potrzebuje ona być wszędzie o jednym czasie. Odkrywają telegrafy.
Takie było, panowie, położenie Europy i świata, gdy niespodziany odgłos ostatniej rewolucji przyszedł obwieścić nam, że jeszcze nie dosyć despotyzmu, bo termometr religijny opadł aż poniżej zera... A teraz, panowie, nie pozostaje tylko jedna alternatywa, albo przyjdzie oddziałanie religijne, a w tym przypadku, w miarę jak termometr religijny podnosić się zacznie, ujrzycie, że termometr polityczny opadnie, aż się zniży tam, gdzie oddycha wolność ludów. Albo - darujecie mi moją śmiałość, albowiem ważność położenia wymaga jej, - jeżeli termometr religijny ma jeszcze się zniżyć, to już nie wiem gdzie zajdziemy, nie mogę wspomnieć na to bez drżenia. Jeśli prawdy, które tu wytoczyłem, są niewątpliwe, jeżeli wędzidło religijne ma pęknąć do ostatka, gdzież się znajdzie dostateczna forma rządu, gdzież pod dostatkiem despotyzmu znajdziemy.

Juan Donoso Cortés
Wybrane fragmenty pochodzą, z: Przegląd Poznański t. VIII, r. 1849. Tytuł od redakcji.

czwartek, 17 kwietnia 2014

Jak zatem można określić postać Donoso Cortesa?


Jak zatem można określić postać Donoso Cortesa? W jaki sposób zdefiniować postawę myśliciela, który w swoim dziele zawarł tak wielką ilość antynomicznych napięć? Był bowiem reakcjonistą przekonanym, iż nie można już wskrzesić chwały przeszłości... Był monarchistą, który uważał, że monarchia jest już trupem... Był skrajnym pesymistą i katastrofistą, pewnym, że wszystko jest już stracone... A jednak wzywał do nieustającej walki, walki bez wytchnienia z Siłami Ciemności; wzywał do Świętej Wojny, wojny przeciw rewolucji, wojny pod sztandarem Boga... Dlatego też możemy powiedzieć o nim, iż był to „prawdziwy reakcjonista przyszłości, wizjoner porządku nie danego, lecz zadanego do zbudowania od podstaw na gruzach, po apokalipsie już spełnionej, a jednocześnie wciąż postępującej”49.

Najpełniej jednak wizerunek Juana Donoso Cortesa oddał Carl Schmitt, pisząc iż przypomina on „w swej postawie wielkiego inkwizytora”50 – a więc człowieka pozbawionego partykularnych namiętności, który, zachowując swoją niepowtarzalną duchową wielkość, wzniósł się do urzędu Sędziego.

Z wysokości zaś swego urzędu, spoglądając na ruiny Europejskiej Cywilizacji Chrześcijańskiej, Sędzia ów twierdzi, iż: „Świat nie widział nigdy i nigdy nie zobaczy człowieka, który porzuca ład i wychodzi przez bramę grzechu, aby wracał z powrotem przez inną bramę, niźli brama kary”51. Z tego względu właśnie katastrofa jest dzisiaj potrzebna i „przyjdzie to, co przyjść ma”52.



  • Cyt. za: J. Bartyzel, op. cit., s. 112.
  • Por. Carl Schmitt, op. cit., s. 76.
  • Cyt. za: J. Bartyzel, op. cit., s. 113.
  • Tamże.
  • Tamże.

Potęga modlitwy


Co do mnie, życie monastyczne jest moim ideałem. Wierzę mocno, iż ci, którzy się modlą, więcej czynią dla ludzkości, aniżeli ci co walczą, i że jeżeli coraz gorzej na świecie się dzieje, to dlatego, że więcej mamy bitew aniżeli modlitw. Gdyby nam danym było przejrzeć w tajemnicach Bożych i dziejowych, sądzę iżbyśmy padli zdumieni doniosłością skutków modlitwy, nawet w rzeczach ludzkich. Dla uregulowania społecznego pokoju potrzebną jest pewna równowaga, Bogu samemu wiadoma, pomiędzy modlitwami a czynami, życiem kontemplatywnym a czynnym.
Twierdzę dalej, tak dalece idą moje przekonania w tym względzie, iż gdyby przez jeden tylko dzień, a nawet jedną godzinę, ziemia żadnej modlitwy ku niebu nie wzniosła, ten dzień, ta godzina wnet stałaby się ostatnim dniem i ostatnią świata godziną.


Juan Donoso Cortes
(Z Berlina, w 1849 r., z listu do p. A. de Blancke-Raffin).