Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marco Polo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marco Polo. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 lutego 2014

Marco Polo o Buddzie


Sejlan jest wielką wyspą, jak powiedziałem wam w tej książce powyżej. Trzeba wiedzieć, że na wyspie tej jest bardzo wysoka góra o tak poszarpanych skałach, że nikt na nią wejść nie może, chyba w ten sposób, jak powiem. Na górze tej wiszą liczne łańcuchy żelazne, tak umieszczone, że człowiek może tymi łańcuchami wspiąć się na sam szczyt. Otóż oni utrzymują, że na górze owej jest pomnik Adama, naszego praojca*. Saraceni twierdzą, że jest to grób Adama, zaś poganie, że jest to grobowiec Sogomoni Borkana.

Ów Sogomoni był pierwszym człowiekiem, od którego wziął nazwę bożek. Gdyż był to człowiek najlepszy, jaki kiedykolwiek żył wśród nich wedle ich praw. Jego pierwszego wynieśli do godności świętego i jego imieniem nazwali pierwszego bożka. Był to syn pewnego wielkiego, bogatego i potężnego króla. I ów królewicz takie życie święte wiódł, że odrzekł się wszelkich ziemskich rzeczy i nie chciał zostać królem. Ojciec jego widząc, że syn jego nie chce być królem ani słyszeć nie chce o żadnej rzeczy tego świata, wpadł w wielką rozpacz. I czynił mu wspaniałe obietnice, gdyż mówił, że chce go koronować na króla całego królestwa i uczynić z niego absolutnego władcę. Chciał zrzec się korony i wszelakiej władzy, aby on tylko był jedynym panem.

Syn jego odpowiedział, że nie chce nic z tego. Gdy ojciec widział, że syn nie chce za nic w świecie wziąć władzy, rozpaczał tak, że mało nie pomarł z boleści. Nie było to nic dziwnego, gdyż nie miał żadnego syna krom tego i nie miał komu pozostawić państwa. Więc wziął się do rzeczy w ten sposób: Powiedział sobie, że dokona tego, aby syn jego z chęcią powrócił do spraw tego świata i wziął po nim koronę i królestwo.

Umieścił go w przepięknym pałacu, dał mu do usługi trzydzieści panien bardzo pięknych i miłych. Żaden mężczyzna nie miał tam przystępu, tylko owe panny; gdyż panny kładły go do łoża, usługiwały mu przy stole d ciągle dotrzymywały mu towarzystwa. Śpiewały i tańczyły przed nim i dostarczały mu wszelkich możliwych rozrywek i przyjemności, jak król im nakazał. Lecz mówię wam, cokolwiek czyniły, na nic się nie zdało, nie przywiodły królewicza do rozpusty, lecz utwierdził się jeszcze w stałości i czystości. I żył bardzo świątobliwie wedle ich praw. Trzeba zaś wiedzieć, był on tak delikatnym młodzieńcem, że nigdy jeszcze nie wyszedł z pałacu, nie widział nigdy nieżywego człowieka ani też człowieka, który by nie był zdrów na całym ciele. Ojciec jego bowiem nie dopuszczał doń żadnego starca ani też kaleki. Zdarzyło się raz, że młodzieniec ten, jadąc konno drogą, ujrzał umarłego, |którego niesiono w licznym orszaku na grzebanie|. Osłupiał jak ten, który nigdy takiego nie widział. Zapytywał tych, którzy mu towarzyszyli, co by to miało znaczyć; ci odpowiedzieli, że to człek umarły. „Jak to — zawołał syn królewski — więc ludzie umierają?" „Tak, zaprawdę" — odpowiedzieli oni. Na to nic nie rzekł młodzieniec i jechał dalej w zamyśleniu. Skoro ujechali dobry kawał drogi, spotkali bardzo starego człowieka, który iść nie mógł, nie miał zupełnie zębów, wszystkie bowiem z powodu wielkiej starości utracił. Skoro królewicz tego starca zoczył, zapytał, kto by to był i dlaczego iść nie może. I towarzysze jego rzekli, iż iść nie może dla wielkiej starości i że ze starości utracił wszystkie zęby. |I zapytał: „Czy każdy człowiek staje się starcem i pochylonym jak ów człek?" Słudzy odpowiedzieli: „Panie, każdy, kto długo żyje na tym świecie, musi być stary jak ten człowiek i musi umrzeć."| Kiedy to królewicz usłyszał o umarłym owym i o starcu, zawrócił do pałacu i powiedział sobie, że nie pozostanie dłużej na tym złym świecie, |gdzie musi postarzeć się tak, aby obcej potrzebował pomocy, i umrzeć|, lecz pójdzie szukać tego, który nie umiera i który świat stworzył. I opuścił pałac i ojca swego. Udał się w bardzo wysokie, niedostępne góry; i tam spędził całe życie w wielkiej świętości i czystości, czyniąc wielką pokutę, |żywiąc się korzonkami, ziołami i jagodami, i| żyjąc bardzo wstrzemięźliwie. I zaiste, gdyby był chrześcijaninem, byłby bardzo wielkim świętym przy Panu naszym Jezusie Chrystusie.

Kiedy ów syn królewski pomarł, zaniesiono go do jego ojca. Ten ujrzawszy nieżywym tego, którego bardziej od siebie miłował, łatwo wyobrazić sobie, jak rozpaczał i jak był nieszczęśliwy. Wielka była jego boleść. Potem kazał zrobić posąg na podobieństwo jego, cały ze złota i drogich kamieni, i kazał wszystkim mieszkańcom oddawać mu cześć jako bogu. I mówili o nim, że umierał on osiemdziesiąt cztery razy. Kiedy bowiem umarł po raz pierwszy, stał się wołem, kiedy umarł po raz wtóry — koniem, i tak mówią, umierał on osiemdziesiąt cztery razy; twierdzą, że coraz innym zwierzęciem się stawał — albo psem, albo jakimś innym, lecz kiedy umarł osiemdziesiąty czwarty raz, stał się bogiem. I jego to mają poganie za najwyższego i najlepszego bożka ze wszystkich, jakie znają. I wiedzcie, że był on pierwszym bożkiem, jakiego czcili poganie, i od niego wszystkie inne pochodzą. A działo się to na wyspie Sejlanie w Indiach.

Dowiedzieliście się, jak powstał pierwszy bożek. I mówię wam zaprawdę, poganie z bardzo dalekich krain przybywają tutaj z pielgrzymkami; tak jak chrześcijanie udają się z pielgrzymką do pana świętego Jakuba |w Galicji. Przypomina to życie świętego Jozefata, syna króla Awenira z indyjskiej krainy, który nawrócił się na chrześcijańską wiarę za pośrednictwem Barlama, jak to czytamy w żywotach i legendach świętych ojców.| Poganie twierdzą, że ów pomnik na górze jest pomnikiem owego syna królewskiego, o którym opowiadałem; oraz że zęby, włosy i miseczka tam się znajdujące należały do owego królewicza, imieniem Sogomoni Borkan, co wykłada się święty Sogomoni.

Marco Polo Opisanie świata
tłumaczenie: Anna-Ludwika Czerny
(z pominięciem przypisów)

piątek, 21 lutego 2014

Marco Polo o braminach


Tu opowiada się o krainie Lar, skąd pochodzą bramini Lar jest krainą położoną na zachodzie, gdy wyjedziemy z miejsca, gdzie znajduje się ciało świętego Tomasza. I z tej krainy pochodzą wszyscy bramini* na świecie, i była to ich kolebka. Powiadam wam, że bramini owi są najlepszymi i najuczciwszymi kupcami na świecie; gdyż za nic w świecie nie skłamaliby i nie powiedzieliby nic krom swej prawdy. I wiedzcie, że gdy obcy kupiec przybędzie do tego kraju, aby tam prowadzić handel, a nieświadom jest zwyczajów i obyczajów tamtejszych, udaje się do jednego z tych braminów-handlarzy i jemu majątek swój i towary powierza prosząc go, aby prowadził jego sprawy handlowe, aby on, jako zwyczajów krajowych nieświadomy, nie został oszukany. I ten kupiec bramiński bierze w ręce sprawy handlowe owego obcego kupca; i tak uczciwie prowadzi kupno i sprzedaż, i o korzyść cudzoziemca się troszczy bardziej niż o swoją niczego odeń za trud nie żądając, chyba to, co mu obcokrajowiec z grzeczności swej przyzna. Nie jedzą mięsa i nie piją wina. I prowadzą życie bardzo uczciwe wedle swych przepisów. Nie przestają z żadną inną kobietą prócz żony. Nie zabiorą żadnej rzeczy nikomu. Nie zabijają żadnego zwierzęcia i nie popełniają żadnej rzeczy, którą uważają za grzech. I powiem wam, że wszystkich braminów można poznać po oznace, jaką noszą. Wiedzcie bowiem, że wszyscy bramini świata noszą na ramieniu bawełniany sznur, który wiążą pod drugim ramieniem, tak że sznur przechodzi im przez piersi i plecy. I dzięki tej oznace można ich poznać wszędzie, gdzie się udadzą. Mają króla bogatego i potężnego dzięki swym skarbom. Ten król chętnie kupuje perły i wszelkie inne drogie kamienie; i ułożył się ze wszystkimi kupcami swego kraju, że za wszystkie perły, jakie mu przywiozą z jednego z królestw Maabaru, zwanego Soli* — a jest to kraj najbogatszy i najpiękniejszy w Indiach, gdzie znachodzą się najlepsze perły — da im dwa razy tyle, ile zapłacili. I bramini udają się do królestwa Maabar i wykupują wszystkie dobre perły, jakie znachodzą, i przywożą je swemu królowi. I rzetelnie mówią, ile kosztują, zaś król zaraz im płaci podwójną cenę. Nigdy im nie dał mniej. I dlatego przywożą mu je w wielkiej ilości, bardzo piękne i wielkie.

Ci bramini są bałwochwalcami i bardziej niż inne ludy na świecie wierzą we wróżby i znaczenie spotkania zwierząt i ptaków. Opowiem wam niektóre z owych wróżb.

Pomiędzy nimi panuje taki zwyczaj: W każdym dniu tygodnia jest jedna godzina, |którą uważają za zgubną, i zowią ją kojak*; tak na przykład w poniedziałek godzina pół do trzeciej, we wtorek trzecia, we środę dziewiąta i tak co dzień przez cały rok. Wszystko to oznaczone i zapisane jest w ich księgach. Poznają godziny obliczając na ziemi długość cienia ludzkiego. Na przykład: godzina uczak, czyli kojak, jest tego dnia, kiedy cień człowieka stojącego w słońcu długi jest na siedem stóp; przestaje być złowróżbną, gdy ową miarę przekroczy, bądź zwiększając się, bądź zmniejszając. Bowiem kiedy słońce się wznosi, cień się skraca, kiedy się zniża, cień się wydłuża. W inne dni zła godzina przypada, gdy cień ma stóp dwanaście, kiedy zaś długość ta się zmieni, to i złowróżebność mija. I wszystko to stoi w tych księgach. Musicie wiedzieć, że w godzinach takich wystrzegają się handlowania i wszelkich czynności. Kiedy bowiem dwóch ludzi układa się w sprawach handlowych, jeden staje na chwilę w słońcu i ogląda cień swój, i pyta: „Jaki dziś dzień?" — „Taki a taki". Wówczas mierzy swój cień. I jeśli cień jest tak długi, jak w owym dniu |i o oznaczonej godzinie| być powinien, dokonuje kupna; jeśli zaś nie jest tak długi, jak powinien, zwleka tak długo, aż cień dojdzie do przepisanej w ich prawach długości. Jeśli znajdzie cień złowróżbny, rzecze: „Zła godzina jest, nie podejmujcie niczego", i zaraz zaprzestają układów. Po czym mierzą po raz wtóry i przekonują się, że zła godzina minęła, więc mówią: „Minęła zła godzina, róbcie, co chcecie." I ciągle na to zwracają uwagę. Na każdy dzień tygodnia ustalili potrzebną długość cienia. I póki cień owej długości nie osiągnie, nie zawierają żadnego kupna ani sprawy. Lecz kiedy cień jest tak długi, jak owego dnia być powinien, przeprowadzają wszelkie sprawy handlowe i inne. Mawiają, że jeśli ktoś jakiś układ w złą godzinę zawiera, nie będzie miał z tego korzyści, lecz ściągnie sobie niepowodzenie.

I jeszcze jedną rzecz ważniejszą powiem. Wiedzcie, że w domach ich łażą pewne zwierzątka zwane tarantule, podobne do jaszczurek, wspinają się one na mury. Ukąszenie tych tarantul jest jadowite i ciężko rani ludzi, którzy się na to ukąszenie narażą. Wydają głos, jakby mówiły „cis" i tak się odzywają. Z tych tarantul tak sobie wróżą: Jeśli w jakimś domu, gdzie są tarantule, dwóch zawiera jakiś układ handlowy d w czasie rozmowy jakaś tarantula nad nimi zakrzyknie, zaraz wypatrują, z jakiej strony — czy to kupującego, czy sprzedającego, czy z lewa, czy z prawa, czy z przodu, czy z tyłu, czy też nad głową i w ogóle w jakiej stronie. Gdy handlują w domu czy na dworze i zobaczą pełzającą tarantulę — których jest tam bardzo wiele — każdy patrzy, czy idzie od strony, która wydaje się dlań pomyślna, i natychmiast towar zakupuje; jeśli tarantula nadchodzi ze strony niewłaściwej, niecha towaru i nie kupuje go. Wiedzą oni, co wróży dobrze, a co źle, wiedzą, kiedy wróżba jest dobra dla sprzedającego, a zła dla kupującego lub kiedy zła dla sprzedającego, a dobra dla kupującego, kiedy pomyślna dla obu albo zła. I stosownie do tego postępują. Mają w tym doświadczenie.

I dodam, że gdy wychodzą z domu, a usłyszą, że ktoś kichnie lub chrapnie, to jeśli uważają go za życzliwego, idą dalej|, gdy zaś nie wydaje im się przychylny, zatrzymują się, siadają natychmiast, a często wracają do domu. I jeszcze kiedy bramini idąc zobaczą jaskółkę lecącą ku nim naprzeciw lub od lewej czy prawej strony, to zgodnie ze zwyczajem, o ile uważają, że jaskółka przylatuje z dobrego miejsca i z dobrej strony, idą dalej, jeśli zaś uważają, że nie przyleciała z dobrej strony, zatrzymują się i wracają do domu. Owi bramini żyją dłużej niż inni ludzie. A dzieje się to, gdyż mało jedzą i zachowują wielką wstrzemięźliwość. Zęby mają bardzo doskonałe, a to dzięki zielu pewnemu, które żują, a które ułatwia dobre trawienie i jest bardzo zdrowe dla ludzkiego ciała. Trza wiedzieć, że owi bramini nie puszczają sobie krwi z żył ani z żadnego innego miejsca. Mają między sobą zakonników czugi*, a ci żyją jeszcze dłużej niż inni, gdyż dochodzą do stu pięćdziesięciu lub dwustu lat; utrzymują się rześko, tak że mogą chodzić, dokąd chcą, i pełnić służbę w klasztorze i przy bożkach, a służą tak dobrze, jakby byli młodzi. A dzieje się tak dzięki wielkiej wstrzemięźliwości, jedzą mało mięsa i jedynie zdrowe potrawy. Żyją bowiem przede wszystkim ryżem i mlekiem bardziej niż czym innym. I jeszcze wam powiem, że owi czugi, którzy tak długo żyją, jak powiedziałem, używają jeszcze innego pożywienia, które was bardzo zadziwi. Oto biorą żywe srebro i siarkę, mieszają to razem i sporządzają z tego napój, który piją. I mówią, że on przedłuża życie*. I rzeczywiście, żyją dość długo; i sporządzają ten napój dwa razy na miesiąc. I wiedzcie, że używają go od dziecka, aby dłużej żyć. I w samej rzeczy, jak wam powiedziałem, ci, którzy napoju tego z siarki i żywego srebra używają, żyją tak długo.

I poza tym istnieje w owym królestwie Maabaru jeszcze pewna sekta zwana również czugi, która — jak powiem — zachowuje wielką wstrzemięźliwość i wiedzie życie bardzo surowe i twarde. Wiedzcie bowiem, że chodzą całkiem nago i nic na sobie nie noszą, nie zakrywając ani sromu, ani żadnej innej części ciała.

Oddają cześć wołu i wielu z nich nosi małą figurkę wołu z miedzi lub brązu na czole, gdzie sobie ją przywiązują. I jeszcze dodam, że palą nawóz woli i ścierają na proch. I smarują nim sobie różne części ciała z wielkim nabożeństwem, tak jak chrześcijanie czynią z wodą święconą. Jeśli zaś na drodze spotkają kogoś, kto im cześć okaże, oni, jakby wypełniali święty obrządek, popiołem tym pocierają czoło jego. Nie jadają na misach i talerzach, lecz pożywają potrawy swoje na liściach jabłoni rajskiej albo na innych wielkich liściach. Lecz nie na liściach zielonych, ale suchych, gdyż twierdzą, że zielone mają duszę, więc byłoby to grzechem. Mówię wam bowiem; że nikt na świecie tak się nie wystrzega wszystkiego, co za grzech poczytują, gdyż raczej narażą się na śmierć, niż popełnią rzecz uważaną za grzeszną. I gdy inni ludzie pytają ich, czemu chodzą nago i czy nie wstydzą się członków, odpowiadają: „Chodzimy nago, nie chcemy bowiem żadnej rzeczy z tego świata; zaś na ten świat przychodzimy bez odzienia i nadzy. Nie wstydzimy się zaś okazywać naszego sromu dla tej przyczyny, że nie popełniamy żadnego grzechu z jego pomocą, więc nie mamy potrzeby wstydzić się tego, tak jak wy, gdy pokazujecie rękę lub twarz albo inną część ciała, która nie jest narzędziem zmysłowego grzechu. Wy zaś, używając waszych członków do grzechu i rozpusty, wstydzicie się ich i dlatego zakrywacie je. My zaś, nie popełniając z ich pomocą żadnego grzechu, nie wstydzimy się pokazywać ich zarówno jak palca." Taką przyczynę podają tym, którzy ich pytają, dlaczego nie wstydzą się pokazywać swego sromu. I powiem wam, że nie zabiliby żadnego stworzenia ani żyjątka na świecie, ani muchy, ani pchły, ani wszy, ani żadnego robaka, twierdząc, że mają one duszę. I mówią, że nie jedliby żadnego stworzenia, gdyż zgrzeszyliby tym. I mówię wam, że nie jedliby żadnej zieleniny ani ziół, ani korzeni, póki nie wyschną, gdyż twierdzą, że wszystko, co zielone, ma duszę. Wiedzcie zaś, że gdy chcą załatwić naturalną potrzebę, idą na brzeg morza i tam załatwiają się w piasku w pobliżu wody. Po czym starannie umywają się w wodzie. Umywszy się biorą patyk albo gałąź i nią tak odchody swoje po piasku rozrzucają, aby ślad zaginął. Zapytani, dlaczego tak czynią, odpowiadają: „Wylęgłyby się z tego robaki. Robaki zaś w ten sposób zrodzone, pozbawione pokarmu i spalone przez słońce, zginęłyby z głodu. A jako, że powstały one z ciała naszego — a my bez pokarmu żyć nie możemy — popełnilibyśmy tym większy grzech, że z naszego one ciała się zrodziły. A jeśli wszystko zniszczymy, robaki nie będą mogły się zrodzić na to, aby zginąć zaraz z głodu z powodu naszej winy i zaniedbania."

Jeszcze dodam, że sypiają na ziemi całkiem nago, niczym jej nie zaścielając i niczym się nie nakrywając. I jest to cud prawdziwy, że nie pomrą i żyją tak długo, jak wyżej powiedziałem. Podkreślić trzeba ich wielką wstrzemięźliwość w jedzeniu, gdyż poszczą przez cały rok pijąc tylko wodę i nic więcej.

I jeszcze wam coś powiem: mają oni swoich zakonników, którzy mieszkają w klasztorach, poświęceni służbie bożków; |jeśli przychodzi im zmienić urząd lub stopień, gdy na przykład jeden umrze, a drugi ma zostać w jego miejsce wybrany|, próbują ich w następujący sposób: Przywołują owe panny poświęcone służbie bożków i te dotykają owego stróża bożków. I dotykają go i tu, i tam, w rozmaite części jego ciała; i obejmują go, i pobudzają do najwyższych rozkoszy na świecie. Jeśli u człowieka przez owe panny pieszczonego, jak wam rzekłem, członek jego nie drgnie, lecz pozostanie jako wprzódzi był, zanim go panny wzięły w obroty, ten jest uznany za dobrego i zatrzymują go pośród swoich. Lecz jeśli przeciwnie, pod dotykiem panien innemu członek ruszy się i powstanie, tego nie zatrzymują, lecz natychmiast wypędzają precz, mówiąc, że nie chcą mieć u siebie człowieka rozpustnego. Ci są poganie okrutni i zdradliwi. Mówią, że dlatego palą ciała zmarłych, gdyż inaczej zrodziłyby się robaki i robaki owe zjadłyby ciało, z którego powstały, i nie miałyby nic więcej do jedzenia; i musiałyby zginąć. Twierdzą zaś, że gdyby robaki zginęły, dusza tego ciała obciążyłaby się wielkim grzechem. I to jest przyczyna — jak mówią — dlaczego palą ciała. Mówią bowiem, że robaki mają duszę.

Opowiedzieliśmy o zwyczajach owych pogan; teraz pójdziemy dalej i opowiemy piękną historię o wyspie Sejlanie, o której zapomnieliśmy. Historia, którą zaraz usłyszycie, wyda się wam przedziwna.


Marco Polo Opisanie świata
tłumaczenie: Anna-Ludwika Czerny

niedziela, 9 lutego 2014

Tu opowiada się o Starcu z Gór i o jego assasynach


Mulehet jest krajem, gdzie |jak powiadają|, pewien zły książę, |zwany Starzec z Gór, zwykł był niegdyś przebywać. Mulehet oznaczać ma w języku Saracenów miejsce, gdzie przebywają heretycy wobec religii saraceńskiej. Opowiem wam o wszystkich jego sprawach, wedle tego, co Imć Marko słyszał od rozmaitych ludzi. Starzec w języku ich zwał się Alaodyn*. Kazał on założyć w dolinie między dwiema górami największy i najpiękniejszy ogród*, jaki kiedykolwiek oglądano.

Było tam wszelakie dobro, roślin i kwiatów obfitość tam była rozkoszna. Były tam wszystkie najlepsze owoce świata i drzewa wszelakie, jakie znaleźć zdołał. Tam kazał zbudować najpiękniejsze domostwa, najpiękniejsze pałace, jakie widzieć było można, o cudownej rozmaitości; gdyż były złocone i zdobne lazurem i malowidłami wszystkich najpiękniejszych rzeczy na świecie, zwierząt, ptaków oraz zasłonami z jedwabiu. I kazał zbudować z różnych stron tych pałaców wiele pięknych fontann i przeprowadzić tam kazał kanały; jednymi płynęło wino, innymi mleko, tymi miód, owymi woda. I przebywały tam najurodziwsze damy i dziewice świata, umiejące grać na wszystkich instrumentach i śpiewać dźwięcznie i słodko, i tańczyć dokoła zdrojów, piękniej niż inne kobiety. Rozkosz to była prawdziwa, a zwłaszcza biegłe były w wabieniu i pieszczotach ponad wszelkie wyobrażenia. Ich obowiązkiem było dostarczać młodzieńcom tam przebywającym wszelkich rozkoszy i przyjemności. Było tam szat, posłań, strawy, ile tylko zapragnąć można. O smutnych sprawach tam nie mówiono, jedynym prawem było spędzać czas na zabawie, miłości i rozkoszy. Zaś te młódki, najpiękniej odziane w złotogłów i jedwabie, przechadzały się po ogrodach, grając i śpiewając. Kobiety te pozostawały w zamknięciu i nigdy na zewnątrz widziane nie były. A Starzec z Gór wmawiał w swych ludzi, że ogród ten jest rajem*. I dlatego wszystko urządził w ten sposób, gdyż Mahomet przyobiecał był Saracenom, że ci, którzy wypełnią jego wolę, gdy umrą, pójdą do raju, gdzie znajdą wszystkie przyjemności i rozkosze świata, i będą mieli pięknych kobiet im powolnych, ile zechcą, i znajdą tam rzeki wina i mleka, miodu i wody. I w tym celu uczynił ogród podobnym do obiecanego Saracenom przez Mahometa raju, zaś Saraceni tej krainy wierzyli, że zaprawdę ogród ten był rajem. Chciał w nich wzbudzić przekonanie, że jest prorokiem i druhem Mahometa i może, kogo chce, do tego raju wprowadzić.

I do ogrodu tego nigdy nie wchodził żaden człowiek, jedynie ci, z których Starzec chciał uczynić assasynów. U wejścia do ogrodu stał zamek tak warowny, że nie lękał się nikogo na świecie; nie można zaś było dostać się do tego ogrodu z innej strony, jak tylko przez ten zamek. Starzec na swoim dworze trzymał młodzieńców spośród mieszkańców gór tego kraju w wieku od lat dwunastu do dwudziestu, to byli ci, którzy zdawali się zdatni do wojennego rzemiosła. Dobrze oni wiedzieli, gdyż słyszeli byli, co Mahomet — ich prorok — powiadał, że raj jest urządzony właśnie tak, jak wam mówiłem, i wierzyli w to święcie. I cóż wam powiem? Kiedy Starzec pragnął zabić jakiegoś władcę, który był jego nieprzyjacielem|, wprowadzał do tego ogrodu młodzieńców owych po czterech, po sześciu lub po dziesięciu, |po dwunastu| czy dwudziestu, tylu, ile chciał; a to w ten sposób: kazał podawać im napój z opium, po którym natychmiast usypiali |na trzy dni i trzy noce. Następnie kazał ich przenosić we śnie do tego ogrodu i obudzić.

XLII
Jak Starzec z Gór czynił swych assasynów doskonale posłusznymi

Obudzeni młodzieńcy, widząc się w ogrodzie i oglądając te wszystkie rzeczy, o których mówiłem, sądzili się naprawdę być w raju. Zaś damy i dziewice cały dzień spędzały z nimi, grając i śpiewając, i oddając się wszelakim rozkoszom; i czynili z nimi wedle swej woli. Tak tedy owi młodzieńcy mieli wszystko, czego dusza zapragnie, i z własnej woli nigdy by z tego ogrodu nie wyszli. I tak Starzec z Gór trzymał wielki dwór i piękny i żył wspaniale, wmawiając w tych prostych górali, którzy go otaczali, że jest prorokiem. I uwierzyli w to zaiste. I rozsyłał Starzec młodzieńców owych w rozmaite strony, aby opowiadali i nawracali ludzi na wiarę jego.

Po czterech czy pięciu dniach|, gdy Starzec chciał wysłać kogoś gdziekolwiek, aby zamordować* jakiegoś człowieka, rozkazywał |ponownie| upoić tylu młodzieńców, ilu mu się podobało, a gdy usnęli, kazał ich z powrotem do pałacu przenosić. Ci, obudziwszy się, zdumiewali się bardzo, widząc się w pałacu i całkiem nie cieszyli się z tego, gdyż dobrowolnie nie byliby nigdy opuścili raju, skąd przybywali. Starzec kazał im stawić się przed swym obliczem, szli więc natychmiast pokłonić się głęboko przed Starcem, uważając go za wielkiego proroka. Starzec zapytywał, skądby przybywali, oni zaś odpowiadali, że z raju. I opowiadali, że zaprawdę raj ten jest taki właśnie, jakim go przyobiecał Mahomet naszym przodkom. I mówili o wszystkim, co się tam znajduje, i wyrażali pragnienie powrotu|. Zaś inni, którzy tam nie byli, słuchając ich, pałali pragnieniem dostania się do tego raju i gotowi byli na śmierć, aby tylko tam mogli pójść, i wzdychali do dnia, kiedy tam wejdą. Gdy więc Starzec z Gór miał zamiar zamordować jakiegoś możnowładcę, wypróbował swych assasynów spośród najlepszych i wysyłał kilku w niedalekie okolice, rozkazując im zamordować tego lub owego. Spieszyli natychmiast spełnić rozkaz swego pana, a następnie ci, którzy ocaleli — gdyż wielu ginęło pojmanych i zabitych — powracali na dwór po dokonanym mordzie. |A gdy ktoś został schwytany, pragnął umrzeć. wierząc, że powróci do raju.|

XLIII
Jak assasyni przyzwyczajali się do zbrodni

Po powrocie do swego pana ci, którzy wyszli cało, opowiadali, jak dobrze spełnili zadanie. Starzec radował się wielce i wyprawiał im wielkie święto. Dobrze wiedział, który z nich był najgorliwszy, gdyż za każdym wysyłał potajemnie swoich ludzi, i ci go powiadamiali, który był najśmielszy i najzdatniejszy do morderstwa. I tak, gdy Starzec chciał zabić jakiegoś panującego lub innego człowieka, wybierał kilku spośród swych assasynów i wysyłał ich tam, dokąd chciał, wmawiając w nich, że pragnie wysłać ich do raju, lecz muszą iść zamordować tego lub owego, jeśli zaś zginą, pójdą do raju. Przemawiał do nich: „Synu, oto jest rozkazanie naszego proroka Mahometa, że ktokolwiek broni sługi jego, do raju pójdzie, więc jeśli mu będziecie posłuszni, dostąpicie tej łaski." I ci, którzy taki rozkaz otrzymali od Starca, czynili to chętniej niż cokolwiek innego i wyruszali, aby spełnić wszystko, co im Starzec rozkazał, gotowi narazić się na największe niebezpieczeństwo, gotowi umrzeć wraz z wrogami władcy, gardząc doczesnym życiem. Z tego powodu nad całą okolicą władał strachem i grozą jak tyran. W ten sposób nie uszedł śmierci żaden człowiek, jeśli sobie tego Starzec z Gór życzył. I zaiste, zapewniam was, wielu królów i książąt płaciło mu trybut i utrzymywało z nim dobre stosunki z obawy, aby nie zostali zgładzeni. A działo się to dlatego, że ludy te nie miały jednego rządu, lecz niezgoda władała sercami i wolą. Opowiedziałem wam historię Starca z Gór i jego assasynów. Opowiem teraz, jak został zgładzony i przez kogo. I jeszcze jedną rzecz chcę dodać, którą opuściłem. Gdyż chcę wam powiedzieć, że ów Starzec dobrał sobie dwóch innych Starców* sobie podwładnych, którzy zachowywali wszystkie jego obyczaje i sposoby. Jednego wysłał w okolice Damaszku, drugiego do Kurdystanu. Zostawmy to jednak i powróćmy do jego śmierci.

Należy wiedzieć, że około roku 1262 od narodzenia Chrystusa Ulau, brat Wielkiego Chana, władca Tatarów Lewantu, dowiedziawszy się o wszystkich tych bezecnych sprawach Starca, powiedział sobie, że należy go zniszczyć. Zebrał więc swych możnych i wysłał ich na tę twierdzę z licznym rycerstwem. I oblegali tę twierdzę przez całe trzy lata, i nie mogli jej zdobyć. I nie byliby jej nigdy zdobyli, gdyby miała dość żywności, ale tej po trzech latach zabrakło. Więc zdobyli zamek i zabili Starca imieniem Alaodyn i wszystkich jego ludzi, a zamek został zburzony i zrównany z ziemią. I po tym Starcu do dnia dzisiejszego nie było już żadnego Starca z Gór ani assasyna, i na nim skończyło się panowanie i wszystka zbrodnia, jaką ongiś szerzył Starzec z Gór wokoło.

Zostawmy tę materię i pójdźmy dalej. 

Marco Polo Opisanie świata
tłumaczenie: Anna-Ludwika Czerny

piątek, 7 lutego 2014

O wielkim cudzie, jaki zdarzył się z górą w Baldaku


Pragnę wam opowiedzieć o wielkim cudzie, jaki zdarzył się między Baldakiem a Mosulem. Należy wiedzieć że w r. 1255 od narodzenia Chrystusa był w Baldaku kalif, bardzo na chrześcijan zajadły, który dzień i noc przemyśliwał, jakby wszystkich chrześcijan na saraceńską wiarę nawrócić, a jeśliby tego uczynić nie mógł, wytracić ich. I naradzał się nad tym co dzień ze swoimi mnichami i mędrcami. Wszyscy bowiem byli chrześcijanom bardzo nieprzyjaźni. A to jest zaiste prawda, że wszyscy Saraceni świata są bardzo na chrześcijan wszystkich zawzięci. Zdarzyło się więc, że kalif, |który był bardzo uczony i biegły w Piśmie|, oraz mędrcy, którzy go otaczali, wpadli na pomysł, o jakim wam opowiem. Znaleźli mianowicie miejsce w jednej Ewangelii, które mówi, że gdyby chrześcijanin miał wiarę taką jak ziarenko gorczyczne, modlitwą swą do Boga mógłby sprawić, że połączyłyby się dwie góry razem. Kiedy to miejsce znaleźli, radość była wielka, powiedzieli sobie bowiem, że będzie to sposób, aby wszystkich chrześcijan nawrócić na wiarę saraceńską albo ich wytracić. Zwołał więc kalif wszystkich chrześcijan, nestorianów i jakobitów, zamieszkujących w wielkiej liczbie jego ziemie. Gdy zjawili się, pokazał im Ewangelię, |a była to Ewangelia św. Mateusza|, i kazał im czytać. Kiedy przeczytali, zapytał, czy to jest prawda? Chrześcijanie odpowiedzieli: „Zaiste, prawda jest." „Więc powiadacie — rzekł kalif — że chrześcijanin, mający tyle wiary co ziarnko gorczyczne, może sprawić przez swą modlitwę, że złączą się dwie góry?" „Tak mówimy, zaiste" — rzekli chrześcijanie. „Więc stawiam zakład — rzekł kalif. — Ponieważ was jest tu tylu chrześcijan, muszą być między wami ludzie wierzący choć trochę. Powiadam wam więc: albo poruszycie tę górę, którą widzicie — i ukazał im górę pobliską — albo zginiecie na mękach. Jeżeli bowiem nie zdołacie jej poruszyć, pokażecie, że wiary żadnej nie macie. Albo wszystkich was każę zgładzić, albo nawrócicie się na naszą dobrą religię, którą Mahomet nam dla naszego dobra dał, i mieć będziecie dobrą wiarę, i zostaniecie zbawieni. Daję wam na to dziesięć dni czasu. Jeśli do tego czasu nie uczynicie tego, wszystkich was wydam na śmierć." Potem kalif już nie rzekł słowa, lecz odprawił chrześcijan.

XXVII
Jak na chrześcijan padła trwoga z powodu słów kalifa

Gdy chrześcijanie usłyszeli, co powiedział kalif, padło na nich przerażenie wielkie i wielka trwoga przed śmiercią. Mimo to ufali mocno, że Stworzyciel wspomoże ich w tym wielkim niebezpieczeństwie. Naradzali się wszyscy ich mędrcy, to znaczy wszyscy chrześcijańscy kapłani, gdyż było tam dość biskupów i arcybiskupów, i księży. I jedną tylko znachodzili radę: modlić się do Pana Boga, aby przez litość swą i miłosierdzie był orędownikiem ich czynów i wyrwał ich z tak okrutnej śmierci, jakiej kalif nie omieszka im zgotować, gdy nie spełnią tego, co rozkazał. I cóż wam powiem? Wiedzcie, że zaiste dzień i noc spędzali chrześcijanie na modlitwie, błagając pobożnie Zbawiciela, Boga nieba i ziemi, aby w miłosierdziu swoim raczył ich uratować z tego wielkiego niebezpieczeństwa, w jakie popadli. Na tych gorących modłach i błaganiach trwali chrześcijanie osiem dni i osiem nocy, mężczyźni i kobiety, wielcy i mali. |Po ośmiu dniach|, gdy tak na tych modłach trwali, zdarzyło się, że jednemu biskupowi, mężowi bardzo świętego życia, ukazał się anioł jako posłaniec boży. I rzekł: „O biskupie, pójdź do takiego szewca, który ma tylko jedno oko, jest on miły Bogu i swoją wiarą może wypełnić słowa Ewangelii i uratować was|, i powiedz mu, niech się modli, aby góra poruszyła się, a góra się ruszy natychmiast." O tym szewcu wam powiem, co zacz był człowiek i jakie było jego życie. Musicie wiedzieć, że był to człek bardzo uczciwy i czystego życia, niezwykłej wiary; wiele pościł i nie grzeszył wcale. Co dzień uczęszczał do kościoła i na mszę świętą. I co dzień dawał, dla miłości bożej, jałmużnę ze swego chleba. Był człowiekiem tak dobrych obyczajów i tak świętego życia, że lepszego nie znalazłbyś ni blisko, ni daleko. I opowiem wam jego postępek, który mówi, że był to człowiek silnej wiary i świątobliwego życia. Oto słyszał on niejednokrotnie, jak czytano w świętej Ewangelii, że jeśliby oko cię gorszyło do grzechu, powinieneś je wyłupić z głowy albo oślepić, aby cię nie przywodziło do złego, jako że lepiej jest wnijść z jednym okiem do raju niż z dwoma do piekła|. Zdarzyło się, że dnia pewnego przyszła do tego szewca piękna niewiasta, aby kupić trzewiki. Majster chciał zobaczyć nogę i stopę, ażeby wiedzieć, jakie trzewiki dobrać.

Więc prosi o pokazanie nogi i stopy, zaś niewiasta ta pokazała je natychmiast, i bez wątpienia piękna była i ta noga, i ta stopa, że piękniejszej nie znaleźć. Gdy zaś majster, który był tak zacny, jak wam mówiłem, ujrzał nogę i stopę tej niewiasty, przyszła nań pokusa przez oczy, które z pożądaniem patrzyły. Więc odprawił niewiastę i nie chciał jej sprzedać trzewików. Gdy zaś niewiasta odeszła, majster tak rzekł do siebie: „O niewierny zdrajco, o czym zamyślasz? Zaprawdę pomszczę się strasznie na oczach, które mię zgorszyły." I natychmiast porwał szydło, naostrzył je i wbił sobie w oko, tak że do głębi je przekłuł i już nigdy nań nie widział. W ten sposób, jak usłyszeliście, szewc popsuł sobie jedno oko. Zaprawdę był to bardzo święty i dobry człowiek. Powróćmy więc do naszego przedmiotu.

XXVIII
Jak biskup miał widzenie, że modlitwa szewca poruszy górę

Wiedzieć musicie, kiedy to widzenie biskupa powtarzało się wielokrotnie, że ma posłać do owego szewca, a ten modlitwą swą poruszy górę, biskup opowiedział innym chrześcijanom widzenie, które go tylekroć nawiedziło. A wszyscy chrześcijanie zakrzyknęli, aby sprowadził szewca. Więc kazali mu przyjść. A gdy przyszedł, rzekli mu, że chcą, aby modlił się do Pana Boga, iżby ten raczył poruszyć górę. Gdy szewc usłyszał, co biskup i inni chrześcijanie mu powiadali, odrzekł, że nie jest on tak dobrym człowiekiem, aby Pan Bóg dla jego modlitw takie wielkie rzeczy zdziałał. Chrześcijanie błagali go bardzo serdecznie, aby modlił się o to do Pana. I cóż wam powiem? Tak go prosili, aż przyrzekł, że spełni ich wolę i modlić się będzie do Stwórcy.

XXIX
Jak modlitwa chrześcijanina poruszyła górę

Gdy dzień wyznaczony nadszedł, chrześcijanie wstali wczas rano, i mężowie, i niewiasty, i wielcy, i mali. Poszli do kościoła i śpiewali mszę świętą. Gdy odprawili nabożeństwo do Boga, Pana naszego, |pokornie prosząc Pana, aby ratował lud chrześcijański z rąk okrutnego kalifa|, wszyscy razem udali się w drogę i |w wielkiej procesji| szli do stóp owej góry, niosąc krzyż Zbawiciela na przedzie. I kiedy wszyscy chrześcijanie, a było ich dobrych sto tysięcy, na ową równinę przybyli, stanęli pod krzyżem Pana naszego. Kalif tam był obecny i taki tłum Saracenów, że dziw brał. Przybyli oni |uzbrojeni|, aby pozabijać chrześcijan, gdyż nikt nie wierzył, aby |tak wielka i wysoka| góra się poruszyła. Zaś chrześcijanie, i wielcy, i mali, byli w wielkiej trwodze i niepewności, ale mimo wszystko ufali Stworzycielowi. I gdy ci wszyscy ludzie, i chrześcijanie, i Saraceni, zebrali się na tej równinie, szewc |odebrawszy błogosławieństwo biskupa| padł na kolana przed krzyżem i podniósłszy ręce ku niebu, modlił się gorąco Zbawicielowi, aby góra mogła się poruszyć i aby tylu chrześcijan, ilu ich tam było, nie zginęło na mękach. Kiedy skończył modlitwę, |wielkim głosem zawołał: „W Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego rozkazuję tobie, góro, mocą Ducha Świętego rusz się z miejsca!" I| nie minęła i chwila, a góra zaczęła się sypać i ruszać |z zadziwiającym i strasznym trzęsieniem ziemi, które przeraziło kalifa i wszystkich Saracenów. I wszyscy Saraceni krzyczeć zaczęli: „Na Boga, zaprzestań modlitw!", gdyż jak długo trwała modlitwa szewca, góra poruszała się, a gdy zaprzestał, góra stanęła.| Gdy kalif i Saraceni to ujrzeli, padło na nich wielkie zdumienie i wielu nawróciło się |wołając: „Wielki jest Bóg chrześcijan."| Nawet sam kalif przyjął chrześcijaństwo, ale w największej skrytości, |z obawy przed Saracenami|, lecz gdy pomarł, znaleziono na szyi jego krzyż; dlatego Saraceni nie chcieli go pochować w grobach innych kalifów, lecz pogrzebali go na innym miejscu. Tak się stał ów cud*, jak słyszeliście.

|I dla uczczenia tego szewczyka i łaski wówczas otrzymanej, corocznie chrześcijanie, nestorianie i jakobici obchodzą uroczyście rocznicę tego cudu, poszcząc ściśle w wigilię tego dnia. I zaprawdę, choć Ormianie i nestorianie, i jakobici różnią się bardzo pod wieloma względami w swej wierze, pod tym jednym względem są zgodni.|

Marco Polo Opisanie świata
tłumaczenie: Anna-Ludwika Czerny